Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Plaża

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Plaża   17.08.15 18:39

First topic message reminder :

Plaża

Linia brzegowa wyspy Wight obfituje w piękne plaże o złocistym piasku oraz wysokie kamieniste wybrzeża. Według wielu słynie z pięknych, malowniczych krajobrazów - i trudno odmówić im racji. Woda jest krystalicznie czysta, zaś piasek delikatny, przyjemny w dotyku; nie ma powodów, by obawiać się chodzić po nim na bosaka. Wśród majestatycznych, leniwie podmywających brzegi fal czasami da się nawet dostrzec ogony mieszkających przy wyspie syren.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#41807
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plaża   08.09.15 21:56

Nie podobało mu się to. Nie tak to sobie wyobrażał, nie tak ta rozmwa miała przebiegnąć, a już na pewno - nie tak miała się zakończyć. Chciał ją obłaskawić, chciał, by zrozumiała, ile dla niego znaczyła, tymczasem - ona nie wierzyła w ani jedno jego słowo. Gardziła nim jak kurzem, znaczył dla niej tyle, co nic. Kiedy siłą chciała ściągnąć jego rękę ze swojej nogi w złości uścisnął przeub jej dłoni, mocno zaciskając chwyt. Mówił przed nią otwarcie, odsłaniał uczucia, których być może zdradzić nie powinien; opowiadał, jak jej poszukiwał, ile podczas tych poszukiwań ucierpiał, wyznał, ile dla niego znaczyła, wciąż, po tych wszystkich latach... a ona wciąż nim bezlitośnie gardziła. Kąsała jak nadepnięta żmija, w amoku, jak wściekły, konający pies. Próbował nad sobą panować - naprawdę próbował, uspokoić emocje, podejść do tego z arystokracką obojętnością. W jej oczach zalśniły łzy - aż tak głęboka była jej nienawiść? Wolałaby... wyjść za jego wuja? Złamała jego niesposklejane serce po raz kolejny, dobitnie wykazując mu, jak olbrzymim błędem było jego posunięcie. Nie powinien był rozmawiać o tym z jej ojcem bez jej wiedzy. Ale musiał to zrobić - dla niej. Nie potrafił tylko odpowiedzieć sobie na pytanie, czy to było prawdą, czy tylko usprawiedliwieniem; najlepiej przecież skończy na tym on - otrzyma kobietę, za którą gotów było się zabić wielu mężczyzn. Chciał tylko trofeum,  tak twierdziła. Jeśli gardziła jego uczuciami, tym właśnie pozostanie - błyszczącym trofeum.
Raniła boleśnie i raniła celnie. Nie potrafił wytłumaczyć przed nią więzi, która łączyła go z Isoldą, nie miał zamiaru też robić tego teraz. Ale przecież Evandra doskonale wiedziała, że nie miał wtedy wyjścia, doskonale wiedziała, że Isolda też go nie miała. Nie czuł się dobrze, wiedząc o ich przyjaźni - lecz cóż miał zrobić? Musiał sprostać swoim obowiązkom. Odrzucała go tyle lat, czy miała jakiekolwiek prawo go oceniać? Czy miała prawo w kółko powtarzać przy nim jej imię? Rozszarpywała blizny, które były jeszcze niezaleczone. Wbijała sztylety w otwarte rany. Był na nią wściekły  - i tę wściekłość z łatwością dało się z jego oczu wyczytać.
Wściekły na nią, na siebie, na świat, na bezsilność; poniekąd miała przecież rację. To, co się wydarzyło, w ogóle nie powinno było się wydarzyć - Tristan miał ją wtedy uchronić przed porwaniem. Lecz tego nie uczynił, bo nie miał sposobności - i łudził się, że po ślubie będzie bezpieczniejsza, będzie przy nim. Ale co mógł uczynić wcześniej? Jak mógł ją zabrać do Paryża... po tym, jak nie chciała go więcej widzieć? Nie chronił jej przed krzywdą? Gdyby tylko wiedziała... o Perseuszu, o Fortinbrasie. Wiedziałaby - gdyby tylko otworzyła szerzej oczy. Był rozżalony.
- Milcz - warknął, grobowo, lodowato; jej tyrada i tak trwała zbyt długo. A przecież nie mogła się tak zachowywać, nie jako jego żona. Właściwie od razu pożałował, że nie ugryzł się w język - i być może w jednoczesnym przestrachu przed samym sobą wypuścił Evandrę z uścisku. Odwrócił wzrok, by na nią nie patrzeć, zwrócił spojrzenie ku falującemu morzu. Czy był jeszcze jakikolwiek sens zapewniać ją o swoich uczuciach, o dobrej woli i oddanym sercu? Gardziła tym wszystkim. Gardziła nim. I żadne słowa nie mogły tego zmienić. Złość kłębiła się w nim przebranymi falami, lecz tłumił ją w sobie jak przed sztormem; nie chciał i nie mógł dawać jej upustu.
Bolesny lęk przeszedł go na wskroś - czy mówiła prawdę? Czy zdawała sobie sprawę z wypowiadanych słów? Wolałaby się wyprzeć, uciec? To byłaby skrajna głupota, straciła by wszystko - straciłaby nawet samą siebie. Znienawidziłby siebie bez reszty, gdyby naprawdę do tego doprowadził. Podzielił ich jednak mur, wysoki i potężny jak nigdy dotąd. Nie powinien był dawać się wciągnąć w słodycz jej pocałunku. Mamiący pozór, kaprys krwi gorącej - za to miała wyznania jego uczuć, co dnia spalające go od środka upiorną pożogą...
- Pocałunek jej, nektar boski, jako płomień chwyta się z płomieniem, jak dwóch lutni zlewają się głoski, harmonijnym ożenione brzmieniem. - Nie spojrzał na nią, ton jego głosu przebrzmiewał goryczą. - A ty sercem oziębłym, obojętną twarzą, wyrzekłaś słowa mej zguby i zapaliłaś niecne ogniska, którymi łańcuch wiążący nas pryska, które się wiecznym piekłem między nami żarzą... na moje wieczne męczarnie.  - Wstał i niedelikatnie wział ją pod ramię, wciąż na nią nie patrząc, z zamiarem odprowadzenia jej pod dom. Nie miał na to ochoty, dworek Lestrange'ów nie znajdował się daleko, w okolicy winna być bezpieczna... ale po ostatnich wydarzeniach niczego nie mógł być przecież pewny. Nie chciał też wykazać się dziecinną lekkomyślnością przed jej ojcem, jemu przecież też się zarzekał, że zadba o bezpieczeństwo Evandry. Emocje kłębiły się w nim jak rój wściekłych szarańczy; zastanawiał się, czy klub pojedynków na Nokturnie był dzisiaj otwarty - powinien się przejść. Oberwać. A potem znaleźć whisky. Znów zapragnął uciec od świata, na którym nie potrafił odnaleźć swojego miejsca.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Evandra Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t578-evandra-lestrange http://www.morsmordre.net/t621-florentin#1749 http://www.morsmordre.net/t629-evandra#1794 http://www.morsmordre.net/t1074-sypialnia-evandry#6552 http://www.morsmordre.net/t982-evandra-lestrange#5408
Alchemiczka
23
Szlachetna
Zamężna
Smile, because it confuses people. Smile, because it's easier than explaining what is killing you inside.
0
1
30
4
0
0
1
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Plaża   08.09.15 23:14

Syknęła cicho, gdy – zamiast posłusznie zabrać swą dłoń – silnie, bezczelnie ścisnął jej nadgarstek; nie powiedziała jednak ani słowa sprzeciwu, choć wiedziała, że zostanie po tym paskudny siniak, siniak, z którego będzie się musiała jakoś wytłumaczyć. Pobladła, zamilkła, lecz jej wzrok był aż nadto wymowny – wściekłość mieszała się z lękiem, przyprawiając o szybsze bicie serca. Nienawidziła go za to, co zrobił siedem lat temu, co zrobił przed chwilą, i że mimo to nie potrafiła go skreślić; bo przecież już dawno powinna o nim zapomnieć, o nim, o jego słabości do kobiet, alkoholu i ryzyka. Lecz czas mijał, a ona nie zapominała, wprost przeciwnie – informacja o jego zaręczynach z Isoldą dotknęła ją do żywego. Skoro przyjaciółka nie chciała z nią o tym rozmawiać, udała się z tym do Darcy, próbując dowiedzieć się... Nie mogła odpowiedzieć sobie na pytanie czego. Lecz musiała wiedzieć. Czy ją też tak traktował? Cytował francuską poezję i obiecywał słodki ratunek? I dlaczego akurat ona, czy ślepy los mógł być aż tak okrutny? A może było to działanie celowe...?
Gdyby mogła, zamordowałaby go wzrokiem, przy okazji drżąc z przestrachu przed jego zemstą; co on powiedział, żeby milczała? Jeszcze nigdy nie poczuła do niego takiego żalu, jak w tej chwili, gdy zrównał się z poziomem arystokratycznego męża z jej koszmarów – próbował zastraszyć, zmusić siłą, by dawała się obmacywać dalej, do tego zakazać mówić, zakazać myśleć, zakazać mieć swoje zdanie. Pierś zafalowała mocniej od dojmującej słabości; miała ochotę płakać, płakać ze wściekłości, z bezsilności, ze strachu przed przyszłością.
Ucieszyła się, że w końcu puścił – wszak był silny, zbyt silny, bo móc ją tak traktować – i odwrócił odeń wzrok, oszczędzając chociaż tej tortury. Wstydziła się emocji, które z pewnością dało się z niej wyczytać, wstydziła się również krwi, która lada chwila znów mogła pojawić się na jej licu i żałowała, że ten piękny, płomienny pocałunek przemienił się w coś takiego. Przez chwilę wierzyła, że naprawdę są dla siebie stworzeni, mimo tej rozłąki, mimo tylu lat, że szukał jej z drżącym sercem, by w końcu mogła wypłakać się w jego ramię, tak krucha i bezbronna jak nigdy. Przez chwilę. Gdyby mu na niej zależało, czy nalegałby na ślub po czymś takim? Po porwaniu, brutalnym przetrzymywaniu poza domem, bestialskim wystawianiu na pokaz...? Nie, w tej chwili była jeszcze mniej gotowa, niż zwykle.
Wstrzymała na chwilę oddech, gdy znów jął przemawiać do niej poezją starych wieszczów. Czuła pobrzmiewającą w jego głosie gorycz, lecz nie mogła przestać, zapomnieć o wydarzeniach sprzed chwili i spojrzeć na ich sytuację trzeźwym okiem; co Tristan sobie wyobrażał, że to ona się z nim bawi? Że to ona daje mu złudne nadzieje? Jak śmiał. Była gotowa uciec z nim w nieznane, była gotowa wyrzec się rodziny – gdyby tylko nie okazało się, że perfidnie ją okłamał, wpierw wykorzystując masę innych dziewczyn, mącąc im w głowach, obiecując podobne cuda.
- Zanim oddam swoje ciało, muszę oddać myśli, rozum, marzenia. Ty nic z tego nie dostałeś – odpowiedziała ostro, ze złością i żalem; naprawdę tak myślał, czy jedynie próbował nią manipulować? Do czego dążył?
Zacisnęła mocniej usta, gdy niedelikatnie pomógł jej powstać, lecz nie syknęła ani nie jęknęła z bólu; nie chciała dawać mu tej satysfakcji. Prędko poprawiła skropioną krwią sukienkę i odruchowo zajęła się swą – naruszoną przez poryw namiętności – fryzurą. Rodzice nie mogli zobaczyć jej w takim stanie.
- Puszczaj – dodała tylko, próbując wyrwać się z jego uścisku, zwracając się w stronę kamienia, na którym pozostała i jej torebka, i otrzymany od niego prezent. Na szczęście po powrocie do pionu krew – jeszcze – nie zaczęła lecieć, oszczędzając jej chociaż tego wstydu. Nie zmieniało to jednak faktu, że do domu musiała się dostać szybko, jak najszybciej; potrzebowała spokoju, samotności, najlepiej zwiększonej dawki leków. Prędko zebrała wszystko, co ze sobą przyniosła, pakując zawiniątko do torebki, następnie przewieszając jej pasek przez ramię; próbowała zachowywać przy tym kamienną twarz, lecz była wściekła, rozżalona i zraniona. Po co tu przyjechał, ile miała czasu do wspomnianego obiadu...

| zt x2


Powrót do góry Go down
Czara Ognia
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/u731contact http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153
n/d
0
n/d
n/d
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plaża   01.11.16 22:28

Para nr 01

Chciała znaleźć je sama. Ziele, rosnące w pobliżu jeziora, o którym opowiadał sprzedawca w jednym ze starszych sklepów zielarskich. Oczywiście, nie mówił tego Isabelle, która przypadkiem usłyszała wymianę zdań czarodzieja i łowcę ingrediencji. Przecież zdobycie nie było takie trudne! Isabelle mogła poradzić sobie sama, a okaz, o którym usłyszała, na pewno zasili jej kolekcję. Tym bardziej, że rodzina byłaby dumna z młodziutkiej panny Slughorn, kultywującej eliksirową  tradycję. Przecież znała się na zielarstwie i po krótkim przypomnieniu, mogła bezbłędnie rozpoznać roślinę. Nie przeszkadzało jej, że musiała się znaleźć na wskazanym miejscu niemal o świcie, ominęła skaliste wybrzeże, przez moment podziwiając wschodzącą aurę słoneczną, odbijającą się w cieniu jeziornej tafli.
Już po chwili Isabelle dostrzegła cel swojej małej ekspedycji. Tuż przy brzegu, obok kamienistej ścieżki i zarośli, dostrzegła charakterystyczny kształt liścia, połowicznie zanurzonego w lodowato zimnej wodzie. Radość  przysłoniła ostrożność, a ciekawość pchnęła dodatkowo, by sięgnąć po upatrzony cel. Tylko…nie dostrzegła poruszającego się cienia, rysującego się tuż pod taflą błyskającego błękitem jeziora.

Cressida wiedziała po co przybyła nad jezioro o tak wczesnej porze. Wiedziała kogo mogła tu spotkać i nie mogła oprzeć się tej przyjemności. W końcu trytony, nie były zwykłymi stworzeniami. Magicznie inteligentne i dumne, wielokrotnie bardziej interesujące…niż niejeden człowiek. Przyzwyczaiła się do samotnych spotkań, dlatego zaskoczeniem była dla niej sunąca w stronę jeziora sylwetka…kobiety. Tym bardziej taka, która nie dostrzegała zbliżającego się ku niej „obiektu”. Czemu ktokolwiek miał zakłócać spokój trytonów? I sięgał…po coś, co do niego należało? Bez pytania o pozwolenie?

Czy Cressida uświadomi młodą alchemiczkę? Czy panna Slughorn uniknie nieprzyjemnego (i nieprzewidzianego) spotkania z topielą?

Datę spotkania możecie założyć sami. O skończonym wątku z rozwiązaną sytuacją możecie poinformować w doświadczeniu. Czara Ognia nie kontynuuje z Wami rozgrywki. Wszystko jest w Waszych rękach.
Miłej zabawy!  




Powrót do góry Go down
Cressida Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3780-cressida-travers http://www.morsmordre.net/t3839-poczta-cressidy#71805 http://www.morsmordre.net/t3840-syrenka#71808 http://www.morsmordre.net/f139-norfolk-dwor-traversow http://www.morsmordre.net/t3845-cressida-travers
trytońska dyplomatka, tłumaczka, poszukiwaczka skarbów
21
Szlachetna
Panna
I am an ocean, I am the sea.
There is a world inside of me.
5
5
3
6
5
0
0
2
Półwila
we live as we dream

PisanieTemat: Re: Plaża   05.11.16 22:40

6 marca?

Bardzo chciałam się nazywać przyjaciółką trytonów, jednak zdobycie ich zaufania było rzeczą diabelnie trudną. Nie ustępowałam jednak, dzielnie znosząc porażki i niepowodzenia, by w końcu ciężką pracą sprawić, że wyspa Wight nie będzie dla mnie już tylko miejscem, z którego pochodzi moja matka. Małymi krokami dążyłam do celu i w końcu udało mi się go osiągnąć. I radowało mnie to niezmiernie, nawet jeśli pewne sprawy wymagały, bym budziła się przed świtem.
Nie był to pierwszy raz, gdy decydowałam się na takie poświęcenie. Kąpiel i śniadanie nie zajęły mi dużo czasu, zresztą nie o niego tu chodziło. To mroźne marcowe powietrze przeszkadzało mi najbardziej, więc zaopatrzona w eliksir rozgrzewający opatuliłam się ciepłym szalem zanim opuściłam mury posiadłości, by kawałek za nią deportować się z cichym trzaskiem.
Nigdy nie byłam pewna, czy spotkanie na pewno dojdzie do skutku i to bynajmniej nie dlatego, że trytony nie dotrzymywały danego wcześniej słowa. Były to stworzenia dumne i szlachetne, jednak spędzanie czasu z czarodziejami nie należało do ich priorytetów. Mogłam więc nazywać się szczęściarą, skoro zdecydowały się kontaktować właśnie ze mną.
O tylu rzeczach chciałam dziś porozmawiać, zaprzątały mi one głowę nawet, gdy zbliżałam się coraz bliżej znajomego jeziora. Nie wyłączyły mnie jednak na tyle, bym z daleka nie zauważyła postaci pochylającej się nad taflą wody. Słońce właśnie pojawiało się ponad horyzontem, dlatego zdołałam dostrzec ją wcześniej. Ją, ale także kształt pod wodą, sunący w jej stronę. Ani myśląc, zareagowałam.
- Hej! – krzyknęłam co sił w płucach – Odsuń się od wody, jesteś w niebezpieczeństwie!
Ruszyłam szybciej w stronę postaci, na wszelki wypadek chwytając różdżkę i trzymając ją w pogotowiu. Nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać i kto kryje się pod płaszczem, ale nie mogłam pozwolić by doszło do starcia czarodzieja z trytonem. Jeden fałszywy ruch położyłby cień na naszych wzajemnych relacjach.







My name is pearl and I’ll love you the best way I know how. My blonde curls slice through your heart and the siren
come calling in the night, till the light.
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plaża   27.07.17 3:15

| 28.04, uciekam z Hogwartu

Najpierw usłyszał plusk.
Potem woda była wszędzie - uderzył brutalnie w jej taflę, otworzył oczy, by napotkać spojrzeniem podwodne otchłanie. Potrzebował chwili, by zrozumieć, co miało miejsce; jego wzrok padł na dziecięce ciała powoli tonące tuż obok niego i właśnie to zmusiło go do natychmiastowej reakcji. Nie wiedział, jak daleko był od brzegu - być może wcale nie chciał tego wiedzieć. Potrafił pływać, ale najprawdopodobniej nie był w stanie uratować siebie i dwójkę dzieci; nie wtedy, gdy z każdą chwilą coraz mocniejsze fale obmywały jego twarz, wdzierały się do ust, zalewały nozdrza.
Mógłby przysiąc, że minęły wieki, zanim uchwycił nieprzytomnego chłopca wpół i jakoś - nie miał pojęcia, jak, zapewne nie byłby w stanie powtórzyć tego chwytu - przerzucił go sobie przez plecy; zanurkował razem z nim, nie potrafiąc dłużej utrzymać się na powierzchni. Jedną ręką podtrzymywał malca, drugą przeszukiwał kieszenie - nie minęło wiele czasu, zanim odnalazł różdżkę. Zaklęcie bąblogłowy było proste, nawet gdy rzucało się je niewerbalnie; rozsądnie najpierw rzucił je na siebie, potem na opadającą ku dnie Cathy, na koniec na pozbawionego przytomności chłopca. Gdy mógł już oddychać, zaczął mocno kaszleć; błagał w duchu Merlina, by pęd powietrza nie rozerwał wyczarowanej bańki. Zanurkował niżej, mocno odpychając się nogami i wolną ręką; znosiły go fale i zapewne skomentowałby to przekleństwem, gdyby nie oszczędzał oddechu. Cudem zdołał dotrzeć do dziewczynki; uchwycił i ją, przyciągnął do siebie, a potem wskazał różdżką powierzchnię - nieme Ascendio pociągnęło ich ku górze. Użył go jeszcze kilkakrotnie, by wspomóc fale w wyrzuceniu ich na piaszczysty brzeg. Oddychał ciężko, gdy przemoczone włosy przyklejały mu się do twarzy, a kropelki słonej wody osiadały mu ciężko na rzęsach - przeciągnął dzieci jak najdalej od wody, teraz fale wątle obmywały tylko ich ciała; nie stanowiły już morderczego żywiołu, nie były zagrożeniem. Chłopiec pozostawał nieprzytomny - a choć najprawdopodobniej był ciężko ranny, oddychał. Cathy, jeszcze do niedawna o jasnym umyśle (jeżeli tak można było ją nazwać; mówiła zagadkami, miała nieobecny wzrok, nie ufała mu - choć miała ledwie parę lat, przeżyła zbyt wiele), teraz też zdawała się zamroczona - ale żyła, to było najważniejsze.
Uniósł przemęczone, wciąż naznaczone gniewem i paniką spojrzenie, natrafiając nim na starca - musiał być rybakiem, przez jego ramię przewieszona była sieć. Spoglądał podejrzliwie to na Garretta siedzącego na piachu, to na dzieci nieprzytomnie leżące tuż obok niego; przez chwilę po prostu walczyli na spojrzenia, bo rybak milczał, a Garry nie miał siły, by się odezwać.
- Świstoklik - rzucił w końcu w kierunku mężczyzny mocno zachrypniętym, niepodobnym do niego głosem. - Był źle zrobiony, wrzucił nas prosto w taflę wody - ciągnął, nawet nie kłamiąc, a mężczyzna wciąż spoglądał na rozbitków krzywo - i dopiero wtedy Garry uświadomił sobie, że mógł rozmawiać z mugolem. Przeklął w myśli swój brak rozsądku. - Gdzie jesteśmy? - spytał, po czym znów się zawahał - cholera, a co, jeśli nie był w Anglii? - Où sommes-nous? - strzelił w ciemno, brzmiąc bardzo bez akcentu - nawet gdy używał francuskiego, słychać w nim było Brytyjczyka.
- Wyspa Wight, północno-wschodnie wybrzeże - odpowiedział nieznajomy starzec po angielsku, choć zajęło mu to trochę czasu; zupełnie jakby zastanawiał się, czy warto odpowiedzieć na pytanie, czy może od razu zawołać policję. Garrett odetchnął z ulgą - nie byli tak daleko od Londynu, jak się tego obawiał. - Dzieli nas parę mil od Ryde.
- Dziękuję - rzucił dość ciężko, zginając jedno z kolan; dłoń, w której dzierżył różdżkę, oparł o piach. Był skrajnie zmęczony - ale na szczęście dolegało mu tylko to. Dzieci, choć żyły, potrzebowały natychmiastowej pomocy i musiał się spieszyć; oddychały wolno, miarowo, ale na ich twarzach malował się ból - i strach. Miały koszmary?
Rybak wciąż stał w miejscu, wbijając spojrzenie w dzieci; zmarszczka pomiędzy jego gęstymi, wypłowiałymi brwiami powiększała się z każdą chwilą. W przeciwieństwie do brwi, włosy miał rzadkie - pojedyncze, białe jak mleko nitki były długie, być może tylko nieco krótsze od wyjątkowo wyprostowanych przez wodę, jeszcze bardziej rudych niż zawsze strąków czupryny Garretta.
- Powiadomię... powiadomię odpowiednie służby - zaczął starzec, wycofując się o krok; Garry znał się na ludziach na tyle, by wiedzieć, że ten wziął go za jakiegoś szubrawca: nieważne, czy był mugolem czy czarodziejem, Garrett nie potrzebował teraz problemów z żadną z policji. - Wezwę lekarza...
- Nie - przerwał mu mocno, cierpko, stanowczo - głosem tak twardym, że rybak zatrzymał się w pół kroku. - Drętwota - uniósł różdżkę i wypowiedział inkantację, a czerwony promień zaklęcia trafił mężczyznę szybciej, niż ten zdążył jakkolwiek zareagować. Padł na piach - bezwładnie, bez przytomności. - Obliviate - ciągnął, nie mógł zostawić po sobie świadków.
Dopiero wtedy, gdy uporał się z problemem, jakim był starzec, zdał sobie sprawę z tego, jak mocno biło mu serce; opuścił różdżkę, przez chwilę obawiając się samego siebie - bo nie odczuł nic, krzywdząc niewinnego człowieka, wyłącznie ulgę, niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Nie wiedział, jak bardzo uszkodził mu pamięć; nie wiedział też, kto go znajdzie - może ktoś niebezpieczny? - gdy sam Garrett wraz z dziećmi opuszczą już plażę.
Ale nie było to największe ze zmartwień; pozostawił za sobą walącą się wieżę, w której być może wciąż znajdowali się jego przyjaciele - i, przede wszystkim, dzieci, które mieli ocalić. Jego pospiesznie wykonany świstoklik wyrzucił go na środku morza (klucz pokryty liśćmi poszedł na dno); dokąd trafiła reszta korzystająca z zaklętego pióra?
Cathy poruszyła się niespokojnie, a jej ciałem wstrząsnął spazm, gdy mocno kaszlała; pozostawała nieprzytomna, ale przypomniała mu, że powinien się spieszyć. Wbił wzrok w fale, które wciąż podmywały jego przemoczone do cna ubranie i bezwładne ciała dzieci - nie miał pojęcia, po kogo posłać. Bił się z myślami; potrzebował pomocy medyka, ale nikomu nie zaufałby tak, jak innemu Gwardziście - ci jednak równie dobrze mogli znajdować się teraz wyrzuceni gdzieś na innym kontynencie. Bądź po prostu nie żyć.
Zamknął oczy, gdy unosił różdżkę.
- Expecto patronum - wypowiedział cicho inkantację, przywołując myśli o powstaniu Zakonu - o śpiewie feniksa, duchu Dumbledore'a, walce z wężem; myślał o Próbie, o momencie, gdy wreszcie zrozumiał, że przyjdzie mu poświęcić wszystko. Potrzebował posłać srebrzystą jaskółkę z wiadomością - nie mógł zawieść, nie teraz.

[bylobrzydkobedzieladnie]




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych



Ostatnio zmieniony przez Garrett Weasley dnia 28.07.17 0:23, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plaża   27.07.17 3:15

The member 'Garrett Weasley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 13


Powrót do góry Go down
Poppy Pomfrey
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 http://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 http://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 http://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 http://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
pielęgniarka w Hogwarcie
25 lat
Półkrwi
Panna
ze mną można tylko pójść na wrzosowisko
i zapomnieć wszystko
5
8
5
17
0
0
2
2
Czarownica
 Rozważna i romantycnza

PisanieTemat: Re: Plaża   27.07.17 13:36

Brendan zniknął wraz z ocaloną dziewczynką w zielonych płomieniach. Wezwany przez panią Bagshot wykonał jej polecenie bezzwłocznie. Poppy nie mogła powstrzymać się od zaciśnięcia ust w wąską kreskę i założenia rąk na piersi; dziewczynka potrzebowała snu i odpoczynku, jej organizm musiał się zregenerować. Przesłuchania mogły poczekać. Nie ośmieliłaby się kwestionować decyzji i rozkazów pani Bagshot, jednakże w duchu była innego zdania i odbijało się to na jej bladej twarzy. Westchnęła w końcu, po czym zwróciła się do Fredericka:
- Powinieneś odpocząć. Połóż się i odeśpij, dobrze? Jeśli poczujesz się źle, nie wahaj się mnie wezwać - jej głos był spokojny i stanowczy, jednakże wątpiła, by dorosły mężczyzna słuchał jej tak posłusznie jak nastoletni uczniowie. Pokręciła głową i ciaśniej opatuliła sie szlafrokiem - Ja... wrócę już do siebie, dobrze? Pewnie już nie zasnę.
Oczy miała już szeroko otwarte, a emocje nie pozwoliłyby już ich zmrużyć tej nocy. Bardzo się bała. Brendan wrócił i będzie zdrów, lecz czuła lęk o innych. Wciąż nic o nich nie wiedziała i wiedziała, że teraz nie zazna spokoju, dopóki nie zobaczy ich całych.
Obróciła się w miejscu, poczula szarpnięcie w okolicy pępka i znalazła się przed własnymi drzwiami. Otwoczyła je zaklęciem, zamknęła i oparła się o nie, próbując zlapać oddech. Wszystko było nie tak. Poczuła miękką sierść na skórze; Winnie otarł się o jej nagie kostki. Schyliła się, by wziąć go w ramiona i usiadła w fotelu przy oknie. Blade światło księżyca sączyło się przez okno, gdzieś na płocie za kamienicą wył kot. Winnie machał ogonem ciekawsko, lecz posłusznie umościł się na kolanach Poppy, przebranej już w dzienną szatę, a głaskanie jego grubego ciałka przynosiło niejakie odprężenie. Zmrużyła oczy, lecz nie czuła się śpiąca...
A potem ponownie zjawił się patronus.
Mniejszy i skrzydlaty, lecz równie piękny i emanujący energią. Przemówił męskim głosem, którego w pierwszym momencie nie zdołała rozpoznać... lecz przedstawił się, a serce Poppy objęła trwoga. Jak wiele złego musiało się stać? Czy wciąż jest w niebezpieczeństwie? W piersi Poppy szalał niepokój, lecz nie sparaliżował jej ciała i myśli. Zerwała się z miejsca, zrzucając jednako kota, który zawył przeraźliwie, jakby obdarła go ze skóry, po czym prychnął obrażony, lecz nie zwróciła na to najmniejszej uwagi. W głowie Poppy kotłowały się gorączkowe myśli, czy uda jej się trafić we wskazane miejsce. Wyspę Wight odwiedziła zaledwie raz: przed wieloma, wieloma laty, a ich wybrzeżenie nie różniło się niczym, od inszych plaż.
- Chwalić Merlina... - jęknęła, gdy otworzyła schowek. Przez te kilka chwil, kiedy pokonywala całe swoje mieszkanie nie mogła sobie przypomnieć, czy Cerise odebrała już odeń swoją miotłę, którą zostawiła przez przypadek, przez skorzystanie z sieciu Fiuu.
Zacisnęła dłonie na rączkach mioteł, nie były one najnowszymi modelami, miały już swoje lata, lecz wciąż były sprawne, a lot na nich nie był uciążliwy. Wsadziła je sobie pod pachę, w drugą dłoń ujęła swoją różdżkę z drewna wierzby.
Skup się. Północno-wschodnie wybrzeże, za Ryde, wzięła głęboki oddech, natężając wolę i obracając się w miejscu, by zniknąć w nicości.
Głośny trzask oznajmił jej pojawienie się: pod butami poczuła mokry piach, w nozdrza uderzyło doskonale znajome, słone powietrze. Słyszała fale i wiatr, nic ponad to. Otworzyła oczy. Było ciemno, a jedynym źródłem światła był blady księżyc. Rozejrzała się rozpaczliwie wokół: było pusto. Nie leżał tu żaden rybak, nie dostrzegła ryżej czupryny. Jęknęła cicho, próbując wypatrzeć cokolwiek w tej nocy: nie mogła zawieść Garretta, po prostu nie mogła.
Nie miała innego wyjścia - skupila się na odległym miejscu, gdzie plaża nieco zakręcała i znów osunęła się w nicość.
Znów rozległ się głośny trzask.
Rozejrzała się wkoło i w końcu ich dostrzegła. Zaczęła biec w ich stronę, tak szybko jak tylko potrafiła, jak tylko mokry piach na to jej pozwalał.
Co się stało? pragnęła zapytać, lecz nie było na to miejsca. Nie teraz. Spojrzenie Poppy padło na dwójkę dzieci. Rzuciła miotły pod stopy Garretta, wyciągając z kieszeni różdżkę.
-Jakie odniosły obrażenia? - spytała, a głos - na całe szczęście - jej nie zadrżał.






How rare and beautiful it truly is that we exist
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plaża   27.07.17 19:52

Cathy  - na oko sześcioletnie dziewczynka  -  wsparła się dłońmi o miękki piasek, wykasłując ostatnie krople wody. Woda zmyła krew spod jej nosa, ale Poppy mogła dostrzec jej bladość: dziewczynka była osłabiona. Powinnaś upewnić się, że jej drogi oddechowe zostały oczyszczone, ale kiedy do niej podejdziesz, rozpoznasz jej dziwne, nietypowe małemu dziecku zachowanie - jej mięśnie będą napięte, dłonie zaciśnięte w piąstki, a w oczach czaić się będą lęk i nieufność. Dziewczynka wiele przeszła i za dużo widziała, wymagała odpoczynku, spokoju, ciepła; musiała się uspokoić i poczuć bezpieczna.

Kiedy obejrzysz nieprzytomnego chłopca, nieco starszego od dziewczynki, rozpoznasz złamaną nogę. Był w stanie, który wymagał znacznie szybszej pomocy, niż Cathy. Zaklęcia diagnozujące pomogą ci stwierdzić, że, oprócz nogi, złamane miał trzy żebra, potłuczony bok i doznał wstrząsu mózgu. Również zachłysnął się wodą, ale znacznie trudniej było mu poradzić sobie z tym samemu - do przytomności przywróci go jedynie zaklęcie surgitio.

Poppy, znałaś już wolę Bathildy Bagshot - dzieci miały trafić do domu pani profesor.

Dziewczynka: 50 obrażeń psychicznych, 5 zachłyśnięcie się wodą (5/60)
Chłopiec: 110 obrażeń tłuczonych, 10 zachłyśnięcie się wodą (-10/110)

Poppy, kontynuujesz leczenie bez udziału mistrza gry. Mistrz gry wtrąci się po trzech nieudanych zaklęciach. Pamiętaj, żeby kontrolować punkty żywotności dzieci.


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plaża   28.07.17 0:49

Zdawało mu się, że czekał wieki - zerkał kontrolnie na dzieci, choć dławiło go beznadziejne uczucie, że nawet jeśli zauważyłby nieprawidłowość, to nie potrafiłby nic na nią poradzić. Nie umiał pomóc; na tym zakończyła się jego misja, na ucieczce z walącego się budynku, z miejsca, które niegdyś nazywał domem - a które teraz stało się więzieniem.
Gdy w końcu dostrzegł kosmyki ciemnych włosów Poppy, podparł się ręką o piach, by móc się podnieść; doszedł jednak do wniosku, że nie robiło to najmniejszej różnicy - nieważne czy stał, czy siedział, pozostawał równie bezużyteczny.
Nadzwyczaj dobrze było ją widzieć - choć okoliczności okazały się tragiczne.
- Chłopca znalazłem już nieprzytomnego - odparł od razu, nieprzerwanie chrypiąc - nie marnował jednak czasu na wylewne powitania i zawoalowane wyrazy niewysłowionej ulgi. - A Cathy... nie wiem, krwawiła z nosa, była zdruzgotana, wciąż jest. Wylądowaliśmy wśród fal, mogły opić się wody, zanim rzuciłem na nie bąblogłowę - ciągnął, najpewniej nie podając żadnych konkretnych informacji - i żałując, że nie mógł być bardziej pomocny. - Uważaj, Poppy, te dzieciaki przeżyły straszne rzeczy - dodał po chwili znacznie ciszej, spojrzeniem, w którym kotłował się nadmiar emocji, odnajdując jasne oczy uzdrowicielki. Na chwilę zawahał się - potrzebowała ciszy, spokoju, musiała się skupiać, nie miał zamiaru jej tego utrudniać. Ale... ale jedna kwestia nie dawała mu spokoju; po jego tęczówkach przebiegł cień, na twarzy odbił się ślad niepokoju. - Czy reszta...? - ale nie dokończył, być może wcale nie chcąc znać odpowiedzi - nie sprecyzował też, kogo ma na myśli. Herewarda, Eileen, Samuela, Pomonę? Justine? Tę drugą, nieprzytomną, towarzyszącą jej dziewczynę? Dzieci, które chcieli uratować? Pozostałe grupy ruszające z odsieczą w inne miejsca? Czy ktokolwiek wyszedł z tego żywy, bezpieczny? Czy Margaux...? Czy Bren?
Nie czekając nawet na odpowiedź, wbił spojrzenie w zaciemniony horyzont, którego linii nie potrafił nawet dostrzec; zamilknął, ale nie trwało to długo.
- Jeżeli mogę jakoś... - ale znowu urwał: pomóc? Teraz był w stanie tylko czekać na wyrok, zaciskać szczękę, rozglądać się, upewniać, czy nikt nie nadchodzi. - Jeśli sytuacja będzie wymykać się spod kontroli, Poppy, obiecaj, że koniecznie mi o tym powiesz. Z wyprzedzeniem. - Bo znał pewne zaklęcie - a choć wiedział, że Poppy nigdy nie pozwoliłaby mu go użyć, mógł nie mieć wyboru. Dzieci musiały być zdrowe, musiały być bezpieczne - i musiały stąd odejść. Jak najdalej. Trafić do domów. Los jego samego nie był już tak istotny.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Poppy Pomfrey
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 http://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 http://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 http://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 http://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
pielęgniarka w Hogwarcie
25 lat
Półkrwi
Panna
ze mną można tylko pójść na wrzosowisko
i zapomnieć wszystko
5
8
5
17
0
0
2
2
Czarownica
 Rozważna i romantycnza

PisanieTemat: Re: Plaża   28.07.17 12:46

Starała się dotrzeć tak szybko jak tylko mogła; tak jak w przypadku Brendana i ocalonej przezeń dziewczynki. Czuła się winna każdej sekundy, kiedy rozglądala się w ciemnościach kilka mil nieopodal - lecz nic nie mogła wszak na to zaradzić, nie była wszak wszechwiedząca. Bezpodstawne poczucie winy jawiło się na jej twarzy, gdy znalazła sie już przy Garrym i dzieciach; miała przerażenie w oczach, gdy dostrzegła w jak złym stanie są dzieci. Wstrząsnęło nią to równie mocno co widok dziewczynki w mieszkaniu Foxa.
Wzięła głęboki oddech, przymknęła oczy przy mrugnięciu o jeden ułamek sekundy za dlugo. Jej twarz znowu była powazna i spokojna - to była jedna z jej najlepszych cech. Potrafiła zachować rozwagę i opanować emocje. Skupić się na tym, co ma do wykonania.
-Nie wątpię w to, Garry - odparła cicho i łagodnie Poppy, podchodząc do Cathy, która była bliżej. Była świadoma losu tych dzieci, choć wciąż nie skali jego okrucieństwa. Nie musiał tego jej mówić, lecz przytaknęła głową na znak zgody. Przyklękła przy Cathy, badając jej twarz spojrzeniem - była osłabiona i blada, lecz przytomna, w przeciwieństwie do chłopca, któremu zdecydowała się pomóc w pierwszej kolejności. Pozostawiła Cathy na miejscu, zwracając się jednocześnie do aurora:
-Ogrzej ją, wysusz ubranie jeśli możesz, niech nie nabawi się zapalenia płuc - zakomenderowała głośno. Druga różdżka zawsze się przyda, nawet jeśli Garrett sądził, że będzie w tej chwili bezużyteczny. Była kwietniowa noc. Leżeli przemoczeniu do cna u brzegu morza, znad którego ciągnął wiatr - łatwo było o kolejną tragedię.
-Wiem tylko o Brendanie i Fredericku. Fred posłał po mnie patronusa, byli w jego mieszkaniu. Uratowali dziewczynkę. Jej stan był... bardzo ciężki, lecz z lordem Prewettem udało nam się ją uzdrowić - powiedziała szybko, a kiedy kątem oka dostrzegła wyraz twarzy aurora dodala -Bren jest już cały. Miał żmiażdzoną rękę, ale poradziłam sobie z tym. Niebawem powróci do pełni sprawności.
Przyklęknęła przy bezimiennym chłopcu. Dostrzegła złamaną nogę, dłonią wyczuła nierówność w boku - lecz złamanie kości było w tym momencie mniejszym problemem. Złamanie kości nie prowadziło do śmierci, lecz morska woda w płucach - owszem.
-Obiecuję - powiedziała cicho, jednocześnie wyciągając z kieszeni różdżkę z wierzby -Obiecuję, ale Garry, wszystko będzie dobrze. Naprawdę. Poradzimy sobie z tym. Daj mi trochę czasu. Muszą być w stanie wsiąść na miotły, a potem... potem musimy zabrać je do profesor Bagshot, Garry. Takie było jej polecenie - zamilkła na moment, przez chwilę badając chłopca, po czym wycelowała rózdżką w jego klatkę piersiową i wypowiedziała inkantację: - Surgito!






How rare and beautiful it truly is that we exist
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plaża   28.07.17 12:46

The member 'Poppy Pomfrey' has done the following action : rzut kością


'k100' : 72


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plaża   28.07.17 16:40

Przez chwilę zdawał się ociągać, choć było to irracjonalne; wiedział, że nie mieli czasu do zmarnowania i nie mogli pozwolić sobie na klęską. Znów się rozejrzał, a nie dostrzegłszy nikogo wokół, wcale nie poczuł się lepiej. Powtarzał sobie w myśli, że nie, nie mogli ich znaleźć - nie tak łatwo wytropić destynację świstoklika, w dodatku zaklętego skrajnie nieprawidłowo. A nawet jeśli ktoś miałby nadejść, to Garrett posiadał różdżkę; nie był wprawiony w rzucaniu zaklęć leczniczych, ale walczyć już potrafił - i to całkiem nieźle.
- Cathy nie pozwoli się dotknąć - rzucił w odpowiedzi, znów intensywnie rozważając zbyt wiele pomysłów na raz; nie mógł przykryć jej własnym płaszczem, bo ten też był przemoczony, nie był w stanie rozgrzać małej magią - bo choć nie raz widział to zaklęcie użyte przez Margaux, sam z pewnością nie zdołałby rzucić go poprawnie. Zawahał się; będzie musiał  poradzić sobie w sposób niemalże mugolski. - Zaraz wrócę - mruknął nie za głośno, podnosząc się z piachu; ten przylepił mu się do niemalże całej powierzchni mokrych, ciemnych ubrań. Zrzucił z pleców ciążący mu płaszcz, który upadł nieopodal Cathy. - Rozpalę ognisko - dodał gwoli ścisłości, ale zanim ruszył po plaży w poszukiwaniu przesuszonych gałęzi, zatrzymał się wpół kroku, by spojrzeń na Poppy. Wyglądała na przemęczoną - piegi na jej twarzy jeszcze mocniej uwydatniały się na tle niezdrowej bladości i Garrett odczuł mimowolny ciężar wyrzutów sumienia. Ale kogoś musiał wezwać - w dodatku kogoś, komu mógł bezgranicznie zaufać. - Poczekaj chwilę, to powinno pomóc. Magicus Extremos - wypowiedział głośno potężną inkantację uroku, który wcale nie był prosty - lecz mógł w znacznym stopniu pomóc Poppy w rzucaniu uzdrawiających zaklęć. Zatrzymał się, by wysłać jej jeszcze dość długie spojrzenie; w milczeniu wysłuchał jej słów o pozostałych Zakonnikach, skinął tylko lekko głową - choć zdawał się przywdziać maskę obojętności, Poppy, znając go dość dobrze, mogła rozszyfrować, jak bardzo męczyła go świadomość, że podczas gdy on żył, pozostali nie mieli się tak dobrze. Zerknął jeszcze z ukosa na dzieciaki i natychmiast wybrał się na wędrówkę - przy okazji po to, by choć trochę zabezpieczyć teren.
- Repello Mugoletum - zaczął od najoczywistszego z zaklęć, wysoko unosząc różdżkę; nie potrzebowali towarzystwa, a już z pewnością nie niemagicznego - nie miał ochoty unieszkodliwiać kolejnych przypadkowych przechodniów, którzy nieszczęśliwie znaleźli się o nieodpowiedniej porze w nieodpowiednim miejscu.
Gdy wrócił, niósł ze sobą niezbyt imponujący, ale - miał nadzieję - wystarczający stos gałęzi; i tak będzie podtrzymywać ogień sztucznie, za pomocą magii, potrzebował jedynie sprawić, by mógł on samoistnie płonąć chociażby przez ulotną chwilę. Rozsypał gałęzie na piachu nieopodal Cathy, wysyłając jej zmęczony (lecz szczery) uśmiech; nie oczekiwał, że dziewczynka odpowie mu tym samym.
- Trochę nie wyszła nam ta ucieczka świstoklikiem - zaczął mówić w jej kierunku, choć nie miał pewności, czy dziewczynka w ogóle go słuchała - i czy nawet rozumiała padające słowa. Spojrzał na nią i zamilknął; widział te oczy wypełnione mrokiem i nie miał pojęcia, czy kontynuowanie monologu miało jakikolwiek sens. Przez chwilę pogrążył się w ciszy, ustawiając niemalże z namaszczeniem gałązki; zaraz po tym wskazał je końcem różdżki. - Incendio - wypowiedział dbale inkantację, chcąc, by ogień trysnął iskrą i zaczął tańczyć po suchych gałęziach.
- Profesor Bagshot? - powtórzył po Poppy, wskrzeszając ich rozmowę, która zdążyła się rozmyć, gdy ruszył w poszukiwaniu drewna na opał. - Rozmawialiście z nią?




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plaża   28.07.17 16:40

The member 'Garrett Weasley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 18, 100, 66


Powrót do góry Go down
Poppy Pomfrey
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 http://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 http://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 http://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 http://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
pielęgniarka w Hogwarcie
25 lat
Półkrwi
Panna
ze mną można tylko pójść na wrzosowisko
i zapomnieć wszystko
5
8
5
17
0
0
2
2
Czarownica
 Rozważna i romantycnza

PisanieTemat: Re: Plaża   28.07.17 17:04

Garrett niepotrzebnie odczuwał wyrzuty sumienia. Absolutnie niepotrzebnie. Gdyby tylko nie było tak ciemno, gdyby tylko miała sposobność to dostrzec - zrugałaby go za to od stóp do głów. Cieszyła się, że ją wezwał. Nie cieszyła się, że musiał, to oczywiste. Nie radowało ją cierpienie, zwłaszcza istot tak niewinnych jak dzieci, nie cieszył ją jego trud i znój w próbie ratowania tych dzieci - lecz cieszyła się, że może im pomóc. W jakikokolwiek sposób. Nigdy nie była tak dobra w walce jak on, Brendan czy Frederic. Nigdy nie opanowała w tak dobrym stopniu zaklęć z dziedziny obrony przed czarną magią, bądź uroków i przeczuwała, że w walce nie byłaby tak skuteczna jak oni - lecz mimo wszystko pragnęła walczyć, pragnęła zrobić wszystko, by dołożyć własną cegiełkę w budowie lepszego świata. Chciala im pomóc tak jak tylko potrafiła - a jej moc magiczna skupiała się na uzdrawianiu. Dlatego właśnie była rada, że na coś się przyda, że im pomoże, że nie będzie bezużyteczna.
-Rozumiem... - mruknęła zmartwiona, zerkając na Cathy. Dziewczynka drżała z zimna, a może jeszcze bardziej ze strachu. Musiała przeżyć koszmar. Zapragnęła objąć ją ramionami mimo wszystko i utulić, lecz nie mogła. Nie teraz, kiedy bezimienny chłopiec pozostawał wciąż nie przytomny.
Magicus Extremos, znała to zaklęcie, choć nigdy dotąd nie zdarzyło się jej go użyć. Spodziewała się, że odczuje przypływ mocy magicznej... Tak napisane było w księgach, lecz nie poczuła nic. Nie odczuwała żadnej zmiany w stosunku do stanu sprzed kilku chwil. Zmarszczyła w zastanowieniu nos i spytała ostrożnie:
-Powinnam coś czuć? - musieli być wszak ze sobą szczerzy. Zawsze byli, lecz w takich momentach jak ta - było to jeszcze bardziej istotne.
Podczas gdy Garret szukał drewna, które będzie można podpalić i przy nim się ogrzać, z różdżki Poppy wystrzelił promień i wniknął w klatkę piersiową chłopca. Nie minęło jedno uderzenie serca, a rozchylił powieki, otworzył usta - a z nich wylała się woda. Zaczął się krztusić, a Poppy zareagowała natychmiast: - Anapneo! - powiedziała celując różdżką w jego gardło. Nie mógł się zachłysnąć i udusić w jej ramionach, po prostu nie mógł. Kiedy tylko ustabilizuje jego stan ogólny - przywróci jego kończynę i kości do właściwego stanu.
-Trudno nazwać to rozmową. Jej patronus nas odnalazł, przezeń wydala nam polecenie, by przyprowadzić do niej wszystkie ocalone dzieci... lecz nie mogą lecieć w tym stanie. Daj mi czas.


| Surgito się udało, więc jak mniemam żywotność chłopca to teraz 1/110.






How rare and beautiful it truly is that we exist
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plaża   28.07.17 17:04

The member 'Poppy Pomfrey' has done the following action : rzut kością


'k100' : 68


Powrót do góry Go down
 

Plaża

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Budka na plaży.
» Dzika plaża
» Dzika plaża.
» Plaża
» Plaża niestrzeożona

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Mniejsze wyspy :: Wyspa Wight-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17