Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pokój Lyry

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Pokój Lyry   19.08.15 18:49

First topic message reminder :

Pokój Lyry

Pokój Lyry jest niewielki i skromny, ale przytulny, o jasnych ścianach i drewnianej podłodze. Znajduje się tutaj łóżko, szafka, niewielkie biureczko oraz kącik w pobliżu okna, gdzie maluje. Na ścianach wisi kilka jej obrazów, a na wyściełanym, szerokim parapecie lubi przesiadywać i wyglądać na znajdującą się poniżej ulicę.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pokój Lyry   26.03.16 16:16

Gdy usłyszała pukanie, akurat przechodziła z malutkiej kuchni do swojego pokoiku. Natychmiast poprawiła sukienkę i ruszyła w stronę drzwi, po czym uchyliła je lekko, zauważając przez szparę znajomą twarz.
- Dzień dobry, panie Havisham. Williamie – poprawiła się szybko, oblewając nieznacznym rumieńcem, po czym przesunęła się w bok, wpuszczając go. – Proszę wejść.
Zamknęła za nim drzwi i zadarła głowę leciutko do góry, obserwując go z nie mniejszym zaciekawieniem, niż podczas poprzedniego spotkania. Ale można było łatwo zauważyć, że w jej zielonych oczach czaił się pewien niepokój.
- Może przygotuję herbaty? – zaproponowała mu. – Przejdźmy do mojego pokoju. Przygotowałam go do pańskiej wizyty.
Wskazała drzwi do swojego pokoiku. Jeśli potwierdził chęć napicia się, wróciła do kuchni, by po paru minutach opuścić ją z dwoma parującymi filiżankami w dłoniach, które postawiła na małym biureczku. Chciała w końcu być miła dla tego mężczyzny, nawet jeśli za chwilę miał wdzierać się do jej głowy.
- Dziękuję, czuję się bardzo dobrze – potwierdziła. W zasadzie nie kłamała, była dziś wypoczęta, więc nie doskwierało jej tak mocno osłabienie. – Jestem gotowa, więc możemy zacząć w każdej chwili.
W końcu im dłużej będzie odwlekać, tym większy niepokój zacznie odczuwać, więc chyba wolała jak najszybciej mieć to za sobą. Zresztą przed przyjściem Williama poświęciła trochę czasu na ćwiczenie oczyszczania się z myśli i emocji, oby okazało się to pomocne w starciu z legilimencją. I wciąż miała nadzieję, że Garrett nie wróci nagle w czasie trwania sesji. Ale rzadko wracał tak wcześnie, więc może nie powinna się obawiać.
Zapewne porozmawiali chwilę i jeśli uznał, że czas zacząć, stanęła na środku pokoju naprzeciwko mężczyzny. Jej oddech przyspieszył nieznacznie, i teraz, kiedy wiedziała, że od legilimencji dzielą ją może sekundy, trudniej było jej oczyścić umysł niż w normalnych, spokojnych warunkach, na przykład przed snem. Stresowała się, było to po niej widać, więc musiała szybko się opanować, bo wtedy nijak nie uda jej się obronić przed atakiem na jej myśli.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
William Havisham
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1992-william-havisham http://www.morsmordre.net/t1997-einstein#28771 http://www.morsmordre.net/t1996-billy#28769 http://www.morsmordre.net/f130-robert-adam-st-28-6 http://www.morsmordre.net/t2124-william-havisham#31799
brat Polly i niewymowny
34
Czysta
Kawaler
Nie ma geniuszu bez ziarna szaleństwa.
4
7
1
0
2
1
0
4
Czarodziej
do you mind?

PisanieTemat: Re: Pokój Lyry   26.03.16 16:42

Prawdę mówiąc, gdyby nie zaproponowała mu herbaty pewnie sam by o nią spytał. To dopiero byłaby impertynencja! Ale on również się denerwował. Pewnie dlatego nieczęsto korzystał ze swojej umiejętności; zwyczajnie szanował prywatność głów innych ludzi i nie za bardzo kusiło go wdzieranie się komuś do umysłu. Legilimencja fascynowała go bardziej teoretycznie niż praktycznie (choć fakt, parę razy zdarzyło mu się jej użyć w zaistniałej sytuacji wyższej potrzeby), a teraz... no cóż. To tylko kolejny eksperyment. W imię nauki. I takie tam.
- W takim razie... - mruknął nieco zakłopotany, bo właściwie sądził, że zaczną może od omówienia teorii (tak, to bardzo w jego stylu), a dziewczyna wydawała się być już przygotowana. A może tak jej się tylko wydawało? Nic, przecież nie było szansy, by skończyli od razu, więc w razie potrzeby przyjdzie czas i na wspólne przestudiowanie podręcznika. Upił łyk gorącej herbaty i spojrzał na Lyrę nieco krytycznie. Jakby to...
- Nie, usiądź. - pokręcił głową. Nie chciał, żeby dodatkowo się spinała, nie chciał się też martwić jej ewentualną reakcją. A jeśli zemdleje, a on jej nie zdąży złapać? Przecież ten jej cały brat chyba by go zamordował. Usadził więc dziewczynę na łóżku i przez moment zastanawiał się, czy nie powinien jeszcze jakoś jej do tego przygotować. Niby omówili kwestie techniczne, ale jednak... Wciąż nie było tak komfortowo, jak jego zdaniem być powinno. Fakt, nie miało to większego znaczenia w zderzeniu z atakiem na umysł, a i sama oklumencja nie miała spełniać swojego zadania jedynie w warunkach pokojowych, ale to była przecież pierwsza sesja. Pierwsze wdarcie. Prawie jak pierwszy raz, tyle, że... w sumie lepiej, że to on wdzierał się jej do mózgu, a nie ona jemu.
Ostatecznie uśmiechnął się nieco nieporadnie i wyciągnął różdżkę. Niemal automatycznym ruchem (ach, te amnezjatorskie przyzwyczajenia, byleby tylko nie strzelił Obliviate z rozpędu) wycelował ją w Lyrę. I z jednej strony czuł się niebywale głupio, a z drugiej, nie oszukujmy się, bardzo go ta cała sytuacja ciekawiła. A ciekawość Williama Havishama była siłą podporządkowującą sobie absolutnie wszystkie inne emocje.
- Legilimens. - wypowiedział cicho, lecz wyraźnie; rzucił zaklęcie ze spokojem, jak gdyby przez całe życie nie robił nic innego, jak tylko wkradał się do głów uroczych rudych szlachcianek będących kuzynkami Daniela.


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pokój Lyry   26.03.16 17:21

Lyra wysłuchała jego wyjaśnień, chłonąc wszelkie wskazówki podsuwane przez najprawdziwszego legilimentę. Co jakiś czas sączyła po łyczku herbaty, ale jej oczy były utkwione w nim. Ręce zaczynały jej drżeć, więc w końcu odłożyła filiżankę z powrotem na blat i wstała, jednak mężczyzna polecił jej usiąść na łóżku. Zgodziła się na to, bo raz, to on tutaj był tym bardziej doświadczonym i zapewne wiedział, co robi, a dwa, to rzeczywiście byłby dobry pomysł, gdyby tak nagle poczuła się słabo (oby nie). Przynajmniej nie upadnie na podłogę i nie poobija się, a osunie się na miękką pościel... Marne pocieszenie, ale jednak.
- Dobrze – powiedziała cicho, opierając dłonie na kolanach i prostując się nieznacznie. – Jestem gotowa.
Znowu podjęła próbę oczyszczenia się ze zbędnych myśli, pozwalając im przepływać obok siebie i stopniowo zmniejszać swoje natężenie. Ale jednak widok Williama z wyciągniętą różdżką dość mocno ją absorbował, nawet się lekko wzdrygnęła, kiedy zobaczyła jej koniec skierowany w swoją stronę.
A zaraz potem usłyszała wypowiadaną inkantację. I zanim zdążyła zareagować i odeprzeć atak, widok pokoju i mężczyzny rozpłynął się przed jej oczami, przed którymi zaczęły migotać różnobarwne obrazy. Jej wspomnienia.
W pierwszej chwili krzyknęła, ale nawet nie zdawała sobie sprawy, pochłonięta tym, co właśnie widziała. Miała pięć lat i dostała swoje pierwsze kredki. Siedziała z nimi przy oknie, rysując zapamiętale na kilku wyświechtanych kartkach, a uśmiechnięta matka zaglądała jej przez ramię... Obraz zmieniał się, teraz siedziała na kolanach swojego ojca, zaledwie kilka dni później zniknął... Biegła przez łąkę, nawołując go, jednak nikt jej nie odpowiadał. Miała jedenaście lat i bracia oraz matka odprowadzali ją na pociąg do Hogwartu. Szła przez Wielką Salę, Tiara Przydziału spoczywała na jej głowie, zastanawiając się, gdzie ją przydzielić; wykrzyknęła „Gryffindor”, postanawiając umieścić ją w tym samym domu, co niegdyś jej braci. Była trochę starsza, właśnie dowiedziała się, że Garrett dostał się na kurs aurorski i pękała z dumy...
Nie, powiedziała sobie nagle. Minęło kilka, może kilkanaście sekund, wspomnienia przelatywały w jej umyśle szybko i chaotycznie, widoczne nie tylko dla niej, ale i dla Williama. Niemal namacalnie czuła w głowie cudzą obecność, i mimo że na to pozwoliła, zdecydowanie nie czuła się komfortowo. Szarpnęła niespokojnie głową, próbowała jakoś to zablokować, odgrodzić swój umysł murem, skupić się na jakiejś pojedynczej myśli, za którą mogłaby ukryć inne wspomnienia. Było to dużo trudniejsze niż w normalnych warunkach, kiedy była w swoim umyśle zupełnie sama.
Malowanie, przypomniała sobie. Zwykle ćwiczyła, koncentrując się na sekwencjach ruchów towarzyszących malowaniu, więc tak też zrobiła w tej chwili, pozwalając, by jej świadomość wypełniło płótno oraz pędzel nanoszący farbę tak, jak ona tego chciała. Jednak trudno jej było utrzymać tę iluzję. Jej ciałko wyraźnie drżało, z ust wyrwał się kolejny cichy krzyk. Próbowała odepchnąć Williama, wyrzucić go ze swojego umysłu, całkowicie się przed nim zablokować.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
William Havisham
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1992-william-havisham http://www.morsmordre.net/t1997-einstein#28771 http://www.morsmordre.net/t1996-billy#28769 http://www.morsmordre.net/f130-robert-adam-st-28-6 http://www.morsmordre.net/t2124-william-havisham#31799
brat Polly i niewymowny
34
Czysta
Kawaler
Nie ma geniuszu bez ziarna szaleństwa.
4
7
1
0
2
1
0
4
Czarodziej
do you mind?

PisanieTemat: Re: Pokój Lyry   27.03.16 19:12

Drgnął, gdy krzyknęła, ale nie przerwał - nie, kiedy dopiero zaczął. Nie chciał być niedelikatny, nie mógł jednak jej oszczędzać; w końcu presja była jedynym sposobem nauki tak trudnej umiejętności, a jeśli chciał mieć pewność, że będzie mogła na nią liczyć, powinien być jeszcze bardziej... zdecydowany? Starał się działać jak najbardziej delikatnie, jednak fakt, że Lyra zdawała sobie sprawę z jego działań (to już coś!) nie był w tym wypadku ułatwieniem. Spinała się, próbując blokować umysł, ale chaotyczność jej prób przynosiła odwrotny do zamierzonego skutek. Nie przerywał jednak, wiedziony po części chęcią skłonienia jej do kolejnych starań, do podjęcia próby zastosowania innego rozwiązania, a częściowo również zwyczajną ciekawością. Nie skupiał się na poszczególnych wspomnieniach, na konkretnych uczuciach, wydzierając jej historię kawałek po kawałku, lecz bardziej płynął, dryfując z zainteresowaniem przez jej umysł, przyglądając się najbardziej wybijającym się wizjom, które może i nieświadomie sama przywoływała. A potem obserwował, jak znalazła inną linię obrony. Malowanie. To było intrygujące; chętnie poczekałby na rezultat - choć nie spodziewał się, by to pomogło - ale czuł, jak ogarnia ją coraz większa nerwowość, jak bezradnie się szarpie, jak zaczyna cierpieć.
Wystarczy. Zakończył zaklęcie i obserwował jej reakcję. Powinien ją objąć? A może wręcz przeciwnie, lepiej by zostawił ją na moment samą? Ostatecznie wstał jedynie z miejsca i przeszedł się wzdłuż pokoju. Jej zdenerwowanie udzieliło się również jemu.
- Wszystko w porządku? - spytał nagle, a słowa wydały się być zatrważająco głupie, więc ciągnął dalej. - Zawroty głowy, nudności... nie, nie odpowiadaj, posiedź tak przez moment, chcesz herbaty, mam wyjść? - dopytywał nerwowo, choć głos wciąż miał łagodny, niemal uspokajający. Patrzył na nią z troską. Może jednak przesadził? Może powinien wycofać się wcześniej, małymi kroczkami... Nie był nawet pewien, czy ta sesja właśnie teraz się nie skończy; czy może nawet cała nauka nie zostanie teraz przerwana. Chyba pierwszy raz ktoś wdarł się do jej głowy, to mogło być zbyt dużym szokiem. Milczał; a jednocześnie zastanawiał się nad tym, co wyczytał w podręcznikach; jaki popełniła błąd.


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pokój Lyry   27.03.16 20:30

Pierwsze zderzenie z legilimencją okazało się naprawdę nietypowym doznaniem, które trudno było opisać słowami. Choć dużo czytała o oklumencji, była również przygotowana na ten atak, odczuła wtargnięcie w jej umysł (może tym silniej, że się go spodziewała?). To bolało. Chociaż gdy czytała o tym w książkach, trudno jej było uwierzyć, że coś tak nienamacalnego może boleć, przekonała się o tym dość dobitnie, gdy tylko William wbił się w jej wspomnienia, wydobywając z jej ust krzyk, a z umysłu – myśli. Widziała te wszystkie sceny, czuła, że i on je widział, i choć w tych wspomnieniach z dzieciństwa nie było nic drażliwego, nic przydatnego do nieprzyjaznych celów, to i tak czuła się bardzo, bardzo nieswojo ze świadomością, że jej najbardziej prywatna sfera, do tej pory dostępna wyłącznie jej, została naruszona.
Próbowała go odepchnąć, ale teoria, choć wałkowana tyle czasu, okazała się niewystarczająca, by poszło jej gładko. Musiała walczyć, próbować skupić się na jednej konkretnej myśli, którą, w jej przypadku, było malowanie obrazu, żeby odciąć ten strumień wspomnień i zablokować Williama tylko na tym jednym wyobrażeniu, nie pozwalając mu zobaczyć nic więcej. Jednak wszystko ustało dopiero wtedy, kiedy to on przerwał zaklęcie i wycofał się.
Lyra znowu zobaczyła swój pokój oraz sylwetkę mężczyzny. I zdała sobie sprawę, że wciąż siedziała na swoim łóżku, pobladła i oblana zimnym potem, a paznokcie, które najwyraźniej wbiła we wnętrza dłoni zaciskając drobne piąstki, pozostawiły na skórze lekko zaczerwienione ślady.
- Tak – wydyszała. Niby cały czas siedziała w miejscu, a jednak była zdyszana, jakby właśnie przebiegła całą drogę od Pokątnej do mieszkania brata. Jej ciałko drżało lekko, jednak nie czuła się, jakby miała zaraz stracić przytomność. Powoli uspokajała oddech i po chwili znowu podniosła głowę i spojrzała na mężczyznę.
- Wszystko jest w porządku. Po prostu... Och, po prostu to w praktyce wygląda inaczej niż w teorii – powiedziała, starając się nadać swojemu głosowi pewniejszy ton. – To pierwszy szok, mam nadzieję, że następne próby wyjdą mi lepiej.
Nie chciała, żeby William uznał, że jest za słaba i odszedł. Chciała uczyć się oklumencji, chciała spróbować ponownie, chociaż bała się, że to znowu zaboli.
- Napiję się i zaraz możemy kontynuować. Proszę, Williamie. Jestem pewna, że tego chcę.
Musiała opanować oklumencję. Chciała uchronić się przed powtórką z lipca... I chociaż w jednej rzeczy okazać się równie dobrą, jak brat. Wstała i podeszła do biureczka, ostrożnie przytrzymując obiema dłońmi filiżankę i upijając kilka łyków wciąż ciepłego napoju. Skronie wciąż lekko pobolewały, ale na szczęście powoli to mijało. Cóż, jej umysł nie był do tego przyzwyczajony nawet mimo tego, że od ponad miesiąca praktycznie dzień w dzień ćwiczyła „na sucho”. To ją trochę przygotowało, ale nie aż tak, jak na to liczyła, bo ta pierwsza próba zdecydowanie nie poszła jej dobrze.
Ponownie usiadła na łóżku.
- Jestem gotowa – powiedziała cicho, znowu starając się rozluźnić i oczyścić umysł. Ale cień niepokoju pozostawał.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
William Havisham
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1992-william-havisham http://www.morsmordre.net/t1997-einstein#28771 http://www.morsmordre.net/t1996-billy#28769 http://www.morsmordre.net/f130-robert-adam-st-28-6 http://www.morsmordre.net/t2124-william-havisham#31799
brat Polly i niewymowny
34
Czysta
Kawaler
Nie ma geniuszu bez ziarna szaleństwa.
4
7
1
0
2
1
0
4
Czarodziej
do you mind?

PisanieTemat: Re: Pokój Lyry   27.03.16 21:33

Gdyby palił, z pewnością wyciągnąłby teraz papierosa i porządnie się zaciągnął. Patrzył na Lyrę badawczo, z niepokojem. Wyglądała mizernie, przy czym jej drobna budowa i delikatna twarz wcale nie pomagały w ukryciu targających nią emocji. Ale czyż to nie miało być dla jej dobra? Skoro zdecydowała się na coś takiego jak oklumencja, musiała mieć swoje powody i to raczej nie była kwestia kaprysu.
Choć miał mieszane uczucia co do dalszych prób; miał wrażenie, że dziewczyna zaraz zemdleje przy samym wypowiedzeniu słowa legilimencja, a ona chciała, by dalej grzebał jej w głowie. Ale jak miał zmusić ją do desperackiej obrony (czy to nie najlepszy sposób? nie pozostawić innego wyjścia), skoro zwyczajnie się martwił? Najwyraźniej i on tutaj musiał zdobyć się na pewne wyrzeczenia. Skupić się na aspekcie czysto naukowym, na traktowaniu tego jako ciekawego eksperymentu.
Przeszedł więc pokój z powrotem i wrócił na swoje miejsce.
- Moment, moment - Skoro już zmuszała go do tak drastycznych działań, to niech chociaż da mu się wypowiedzieć. - Skupiałaś się na malowaniu, prawda? To dobry kierunek, ale nie do końca... - zamyślił się. Jakby to ująć? - nie chodzi o wyobrażanie sobie, chodzi o automatyzm. O wyłączenie myśli, emocji, zupełnie odcięcie. To powinno być raczej malowanie ścian niż obrazu. - stwierdził wreszcie. Fakt, nie był oklumentą, bo jego mózg nie dawał się wyciszyć, ale z wyczytanej teorii właśnie takie wnioski wyciągnął. Miał nadzieję, że to trochę nakieruje Lyrę; ale wiedział też, że w każdym wypadku może to wyglądać zupełnie inaczej, więc sprowadzanie tego do ogólnych zasad nie musi zadziałać. Ale spróbować zawsze warto, prawda?
Nalegała; nie pozostawało więc nic innego, jak tylko znów rzucić zaklęcie. Tym razem nie dawał się już ponieść strumieniowi (nie)świadomości, lecz wybrał jedno ze wspomnień, które wcześniej się pojawiły.
Hogwart, Ceremonia Przydziału. Bałaś się, Lyro? Tiara była zdecydowana?


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pokój Lyry   28.03.16 12:14

Lyra podniosła spojrzenie na mężczyznę, patrząc, jak ten z powrotem się odsunął, stając kilka kroków od niej. W spokoju wysłuchała jego uwag, kiwając głową. Może miał rację? Może podczas ataku legilimenty powinna skupić się na czymś bardziej mechanicznym i łatwiejszym do utrzymania w trudnych warunkach? Bo o ile malowanie dobrze się sprawdzało przy oczyszczaniu myśli przed snem, tak w momencie ataku na jej umysł wymagało zbyt dużo wysiłku i skupienia, i chyba nie do końca się to sprawdziło. Na pewno nie na etapie, kiedy była tak początkująca i tak wiele jej jeszcze brakowało do pełnego opanowania tej trudnej sztuki. Bo choć oklumencja nie służyła wyłącznie do bronienia się przed legilimencją, a mogła, na przykład, być pomocna przy odgradzaniu się od traumatycznych wspomnień czy walki z dręczącymi ją koszmarami (akurat w tym widziała pewien niewielki, ale już zauważalny postęp po ponad miesiącu ćwiczeń przed snem) to jednak był to jeden z trudniejszych i bardziej nieprzyjemnych do nauki aspektów. Wcześniej mogła tylko to przypuszczać, teraz już wiedziała, że sesje z legilimencją zdecydowanie nie będą należeć do jej ulubionych zajęć.
Nie obwiniała jednak Williama. Wiedziała, że robił po prostu to, co konieczne i nie miał większego wpływu na reakcje jej ciała. Posłała mu jeszcze pokrzepiający uśmiech, by pokazać, że trzyma się dzielnie i jest gotowa na kolejną próbę. A potem znowu zacisnęła dłonie na kolanach i wysztywniła plecy. Pokój po chwili znowu znikł, przed jej oczami znowu stanęło wspomnienie Tiary Przydziału opadającej na jej głowę i zakrywającej oczy. Jeszcze przed chwilą widziała cztery długie stoły, przy których siedzieli uczniowie w czarnych szatach, lewitujące świece i sufit imitujący rozgwieżdżone niebo, po czym nastała nagła ciemność. Znowu usłyszała w uszach jej przenikliwy głosik szepczący, że pasowałaby do Ravenclawu, ale ostatecznie mówiący, że Gryffindor pozwoli jej rozwinąć odwagę i większą pewność siebie. Nie była pewna, czy mężczyzna celowo ugodził we właśnie to wspomnienie, czy może to był czysty przypadek, że właśnie ono pojawiło się w jej głowie. Znowu próbowała go odepchnąć, jednak przez jej umysł przelatywały kolejne migawki wspomnień z przeszłości.
Te momenty, gdy wdzierał się do jej głowy i prześlizgiwał się przez wspomnienia, bolały. Żadne regułki ani postanowienia, jakie wysnuwała wcześniej, żadne chęci odcięcia się od tego nie powodowały, że ból znikał. Nadal go czuła, tym mocniej, im mocniej szarpała się mentalnie z cudzą obecnością w swojej głowie. Wciąż widziała to wszystko; dzień, kiedy pierwszy raz udało jej się w pełni zapanować nad swoją metamorfomagią i przemierzać korytarze Hogwartu w postaci koleżanki z roku, której wygląd przybrała. Dzień, kiedy postanowiła zostać aurorem tak, jak jej odważny starszy brat i poprosiła Slughorna o dodatkowe korepetycje z eliksirów, które zdecydowanie nie były jej mocną stroną, a których potrzebowała, żeby dostać się na kurs aurorski. Lekcja obrony przed czarną magią na szóstym roku, tego dnia, kiedy przydarzył jej się wypadek. Był to ciepły, majowy poranek, uczniowie ćwiczyli zaklęcia w klasie, tak, jak na wcześniejszych zajęciach. Zobaczyła własne rude włosy, łatwo mogła dostrzec siebie wśród znacznie wyższych od niej rówieśników. Lyra wówczas nie podejrzewała jeszcze, że za chwilę w jej plecy ugodzi zbłąkana klątwa, na długi czas pozbawiająca ją zdrowia, na zawsze odzierająca ze śmiałych marzeń.
Nie!, krzyknęła w myślach, Nie, tylko nie to, nie to!. Widząc migawkę tamtego dnia, wiedząc, co za chwilę nastąpi i jak straszliwy ból przeszyje jej ciało, jak będzie jej się wydawało, że umiera, by następnie pogrążyć się w ciemności, robiła dosłownie wszystko, żeby to zablokować, żeby nie przeżyć tej sceny drugi raz w swoim umyśle. Bezwiednie zacisnęła dłonie i usta, skupiając się na tym, by wyrzucić Williama ze swojego umysłu, odrzucić zarówno jego, jak i to wspomnienie, zaprzeczyć temu, że to kiedykolwiek miało miejsce. Czy Garrett kiedyś jej o tym nie wspominał? O tym, że oklumencja częstokroć polega na zaprzeczaniu?
Odpychała to. Próbowała osłonić się mentalnym murem, tym razem, zamiast skupić się na malowaniu obrazu, wyobraziła sobie, że wokół jej myśli wyrasta mur. Był jednak nieszczelny i wiele wysiłku wymagało jej utrzymanie go, skupienie się na poszczególnych elementach tworzących całość, odgradzających ją od wspomnienia tamtego dnia sprzed półtora roku, jak i innych wspomnień znajdujących się w jej pamięci. Poszczególne elementy wydawały się drżeć w posadach, ale wspomnienie lekcji zniknęło, zanim dotarło do traumatycznego finału. Nie wiedziała jednak, czy to zasługa muru, czy może tego, że właśnie w tamtym momencie poczuła ból w kolanach i obrazy znowu zniknęły sprzed jej oczu, ukazując wnętrze jej pokoju. Szybko zorientowała się, że klęczy na podłodze obok swojego łóżka, na którym siedziała. Musiała się z niego zsunąć, i uderzyć kolanami o podłogę, co wyrwało ją z transu i przywróciło do rzeczywistości.
Znowu bolała ją głowa, więc przez chwilę masowała skronie, ale po chwili podniosła się z klęczek i znowu usiadła na łóżku. W dalszym ciągu wyglądała bardzo blado i mizernie. Ale miała nadzieję, że nie zasłabnie w którymś momencie trwania sesji.
- Spróbujmy jeszcze raz, Williamie. Myślisz, że to lepsza taktyka? Czy powinnam pójść w tym kierunku? – zapytała go po kilkuminutowej przerwie, podczas której mogła uspokoić oddech i ciało, spróbować przygotować się psychicznie na kolejną próbę. Zarzekała się, że da sobie radę, i choć było jej miło, że mężczyzna wykazywał troskę o jej samopoczucie, nie chciała się poddać po zaledwie dwóch podejściach. Nie chciała być słaba, a często dawano jej odczuć, że taka jest, szczególnie od dnia wypadku. Nawet rodzina podchodziła do niej nadopiekuńczo i z politowaniem. Oczywiście nawet nie liczyła, że już dzisiaj, podczas pierwszego spotkania, odniesie jakiś kolejny rezultat, jednak mimo to poprosiła go o kolejną próbę. W pewnym sensie, trochę nieświadomie testowała tym własną wytrzymałość. Zdecydowanie nie miała zapędów masochistycznych i nie lubiła narażać się na ból; raczej po prostu naiwnie łudziła się, że jeszcze jeden raz, albo dwa, nic złego jej nie zrobią. Bo przecież już chyba nie mogło być gorzej, prawda? Czy mogło być coś bardziej drażliwego od macek cudzego umysłu wślizgującego się w jej własne wspomnienia, wywołując tym samym nieprzyjemny ból, stres oraz całą gamę innych emocji, które powinna stłumić, którym powinna zaprzeczyć, ale jednak póki co miała z tym pewne problemy.
Kiedy znowu uderzyło w nią zaklęcie, tym razem zobaczyła siebie idącą ulicą Pokątną i rozstawiającą sztalugę przy jednej ze ścian. Ciepły, letni wiatr rozwiewał jej rude kosmyki, a czarodzieje mijali ją, często nie zaszczycając nawet spojrzeniem. Tak, był to jeden z pierwszych dni po ukończeniu Hogwartu, kiedy zaczynała przygodę z ulicznym malowaniem. Później jej umysł przeskoczył do sierpnia, zobaczyła Glaucusa prowadzącego ją pod ramię do sali w magicznej podwodnej restauracji, znowu usłyszała jego słowa i ujrzała, jak uklęknął, by założyć na jej palec pierścionek z perłą, a ona ufnie podała mu rękę, wiedząc, że nie ma innego wyboru, jak tylko uszanowanie woli rodów i przyjęcie oświadczyn dużo starszego od niej mężczyzny.
Zacisnęła powieki i skupiła wzrok na tej ozdobie, próbując przejąć kontrolę nad potokiem wspomnień i tym razem samej dokonać wyboru w kwestii tego, co widziała i co widział William. Pozwoliła, by jasna perła pochłonęła cały jej punkt widzenia, dała się ponieść jej bieli, która po chwili znowu przekształciła się w czyste płótno... Teraz to ono pochłonęło punkt widzenia dziewczyny, jednak tym razem jednak Lyra nie skupiała się na dokładnym malowaniu detali, a na mechanicznych ruchach towarzyszącym gruntowaniu płótna przed rozpoczęciem właściwego etapu malowania. Nadal jednak czuła obecność Williama w swojej głowie, nie udało jej się go odrzucić i wypchnąć całkowicie, co zapewne potrafili robić wprawni oklumenci, ale Lyrę czekało jeszcze sporo sesji i ćwiczeń, zanim uda jej się zablokować mężczyznę i wyrzucić z umysłu, zaprzeczyć wszystkiemu, co myślała i czuła.
Próbowała jednak wciąż z tym walczyć, spróbować go utrzymać na tym jednym wybranym wyobrażeniu, tak, jak wcześniej na murze. Ciekawe, która taktyka odniesie lepszy skutek? Co powie William, kiedy już opuści jej umysł i skomentuje jej poczynania?
Po chwili jednak znowu zdała sobie sprawę, że klęczy na podłodze pochylona do przodu, z dłońmi opartymi o dywan i rudymi włosami przysłaniającymi twarz, która pod piegami była biała jak papier. Chociaż nie, nie były już rude. Gdy uchyliła powieki, mogła wyraźnie zobaczyć, że podczas sesji ich kolor samoistnie zmienił się na ciemnobrązowy. Nawet nie poczuła, kiedy się metamorfowała, ale czasami przecież zdarzało jej się robić to nieświadomie. Z jej oczu spływały łzy, których mężczyzna, za sprawą długich włosów, na szczęście nie widział, ale mógł dostrzec wyraźne drżenie wychudłych pleców Lyry i jej pobielałe palce zaciśnięte na podłodze. Przez chwilę jeszcze trwała w tej pozycji, świadoma, że gdyby nie zażyła eliksiru wzmacniającego przed sesją, pewnie by zasłabła, a tak to, choć była bardzo osłabiona, nadal trzymała się przytomności. Zanim się podniosła, dyskretnie otarła załzawione oczy, nie chcąc by widział, ile bólu sprawiała jej ingerencja w umysł i wdzieranie się w jej wspomnienia.
- Potrzebuję chwili przerwy. Zaraz wracam – powiedziała słabym głosikiem, po czym udała się do łazienki, gdzie ochlapała twarz zimną wodą, przynosząc sobie otrzeźwienie. Spojrzała w wiszące na ścianie lustro o nieco sfatygowanych krawędziach, dostrzegając swoją bladość, wielkie, wystraszone oczy i potargane włosy, którym po chwili przywróciła normalny rudy kolor. Ale dopiero po jakichś dziesięciu minutach pojawiła się znowu w pokoju, kiedy jako tako doprowadziła się do porządku.
- Co o tym wszystkim myślisz? Mam szansę nauczyć się oklumencji? – zapytała go, ponownie zasiadając na łóżku. Narzuta była teraz pognieciona i wymięta (czyżby aż tak się rzucała, walcząc z wdzierającym się w nią cudzym umysłem?), jednak Lyra już nie patrzyła na nią, tylko na Havishama. Czekając, aż ponownie uniesie różdżkę, i choć głowa bolała na samą myśl o kolejnej mentalnej szamotaninie, to jednak chciała spróbować jeszcze raz.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
William Havisham
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1992-william-havisham http://www.morsmordre.net/t1997-einstein#28771 http://www.morsmordre.net/t1996-billy#28769 http://www.morsmordre.net/f130-robert-adam-st-28-6 http://www.morsmordre.net/t2124-william-havisham#31799
brat Polly i niewymowny
34
Czysta
Kawaler
Nie ma geniuszu bez ziarna szaleństwa.
4
7
1
0
2
1
0
4
Czarodziej
do you mind?

PisanieTemat: Re: Pokój Lyry   28.03.16 22:40

To nie powinno tak wyglądać. Coraz bardziej się do tego przekonywał; z każdą sekundą jego ciało opadały wątpliwości, które nie powinny przecież pojawiać się podczas pracy legilimenty. Niepokoił go ból, który sprawiał Lyrze - wydawała się być znacznie bardziej wrażliwa niż ludzie, którym miał do tej pory okazję zaglądać do umysłu - a także fakt, że miał wrażenie niepełnej kontroli. Czy to była kwestia jej przygotowania, czy po prostu lady Weasley odbiegała od znajomego mu schematu? Nie miał pojęcia. O ile zwykle nie potrzebował większego skupienia na konkretnym wspomnieniu - nawet jeśli nie wybierał go sam, zwykle wysuwało się jedno z tych najbardziej emocjonalnie nasyconych lub ostatnio przeżytych - o tyle w jej wypadku naturalniejszym wydawał się swoisty retrospekcyjny dryf. Z jednej strony miał dostęp do większej ilość wspomnień, z drugiej zaś - nie były one tak szczegółowe, jak był przyzwyczajony. Dziwaczne.
Sam wycofał się z umysłu Lyry, gdy pojawiło się wspomnienie klątwy wzbudzające w dziewczynie wiele emocji. Mur był jedynie desperacką próbą; sygnałem do tego, by przerwać. I właściwie chciał od razu stwierdzić, że powinna na dziś skończyć (że powinna skończyć w ogóle), ale znów go omotała i nawet nie zauważył kiedy znów wycelował w nią różdżką.
Choć naprawdę nie powinien; i zorientował się jeszcze nim znalazła się na podłodze z nieswoimi włosami, chociaż mogłoby się wydawać, że te wspomnienia nie były tak dramatyczne jak wcześniejsze. A jednocześnie zorientował się nagle, że przybrana przez nią taktyka jest dużo lepsza niż wcześniejsza - szczęście w nieszczęściu. Chciał coś powiedzieć, wykonać jakiś pocieszający gest, ale uciekła do łazienki nim cokolwiek zrobił. Wraz z każdą mijającą chwilą czuł się coraz bardziej niepewnie, nieswojo, coraz bardziej zakłopotany - i martwił się nieobecnością dziewczyny. A jeśli tam zemdlała?
Na szczęście wróciła, nim postanowił zainteresować się bliżej tematem i - na przykład - wyważyć drzwi. Obserwował ją jeszcze przez chwilę. Była zadziwiająca z tą swoją determinacją; pomimo mizernego wyglądu chciała kontynuować. Nie był pewien, czy była to jeszcze wiara we własne możliwości czy już skrajna głupota.
- Za drugim razem było lepiej - powiedział wreszcie dziwnie cichym, zmienionym głosem. L e p i e j. Wylądowała na podłodze; naprawdę lepiej. - Ale powinnaś się położyć. Zdecydowanie. Wrócimy do tego... jeszcze kiedyś - obiecał wymijająco, niemal wpychając ją na łóżko. Dobrze, że Garrett tego nie widział.
Nie zważając już na żadne namawianie na kolejne próby (nie miał zamiaru więcej się łamać!) grzecznie Lyrę pożegnał i uciekł czym prędzej. Nie miał pojęcia, że to może być takie stresujące.

[zt]


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pokój Lyry   30.03.16 13:48

Lyra nie wiedziała, jak powinno to wyglądać. Przed dzisiejszym spotkaniem mogła mieć różne wyobrażenia, i nie miała też pojęcia, jak inni znoszą wdzieranie się do ich głów i czy jest do dla nich równie nieprzyjemne, jak dla niej. Podejrzewała, że pewnie tak; swoją drogą, chyba musiała wypytać o to Garretta, dowiedzieć się, jak on znosił sesje z legilimencją. Czy również czuł, jak wdzierano mu się do głowy, i miał problemy z odparciem ataków?
Po kilku minutach doszła do siebie (w miarę) i mogła wrócić do pokoju. Jej oczy od razu skierowały się na Williama; co, jeśli i on uważał ją za słabą i niezdolną do opanowania sztuki oklumencji? Co, jeśli nie będzie chciał dłużej jej uczyć? Miała wrażenie, że obserwował ją z niepokojem, a po chwili nawet sam pokierował ją w stronę łóżka, na które opadła, wciąż lekko drżąc, choć oczywiście starała się to ukryć.
Ale może miał rację, mówiąc, że na dzisiaj koniec? Po kolejnej próbie już naprawdę mogłaby zasłabnąć. Ta sesja była dla niej wyczerpująca, ale może kolejne pójdą łatwiej, skoro już wiedziała, jak to jest?
- Och – powiedziała cicho. – Mam nadzieję, że to nie ostatnie nasze spotkanie. Niedługo spróbujemy ponownie? – zapytała go jeszcze. Mimo że wdzieranie się legilimenty do głowy było tak nieprzyjemne, nie chciała kończyć swojej nauki na jednym spotkaniu. Skoro już w to brnęła, to chciała do samego końca. Może Tiara jednak nie pomyliła się, posyłając ją do Gryffindoru? Może jednak było w niej sporo uporu i determinacji... a także pewnej lekkomyślności?
- Do zobaczenia następnym razem, Williamie.
Patrzyła, jak mężczyzna żegna się i wychodzi. Sama pozostała w pokoju, próbując uspokoić zmęczone ciało i umysł, i niedługo później zapadła w sen.

| zt.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
William Havisham
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1992-william-havisham http://www.morsmordre.net/t1997-einstein#28771 http://www.morsmordre.net/t1996-billy#28769 http://www.morsmordre.net/f130-robert-adam-st-28-6 http://www.morsmordre.net/t2124-william-havisham#31799
brat Polly i niewymowny
34
Czysta
Kawaler
Nie ma geniuszu bez ziarna szaleństwa.
4
7
1
0
2
1
0
4
Czarodziej
do you mind?

PisanieTemat: Re: Pokój Lyry   11.04.16 19:36

po połowie grudnia

Wciąż nie był przekonany; właściwie wokół jego głowy krążyło energiczne stado wątpliwości, które, gdyby były wronami lub gołębiami, z pewnością znacząco utrudniałoby życie. Oczywiście nie ma sensu się oszukiwać; wcale nie rozmyślał o Lyrze dniami i nocami, bo kiedy tylko przekraczał próg Departamentu Tajemnic albo zajmował się własnymi badaniami w domu jego umysł pochłonięty był zupełnie innymi kwestiami. Fakt pozostawał jednak faktem - martwił się. I czasami na widok jakiegoś rudzielca zastanawiał się, czy na pewno robi dobrze, brnąc w nauczanie dziewczyny zaledwie osiemnastoletniej, która źle znosiła ataki legilimenty. Czytał, sprawdzał, poszukiwał - może to on nieświadomie popełniał jakiś błąd i sprawiał jej przez to dodatkowy ból? Okazało się jednak, że reakcje lady Weasley nie były niczym szczególnie nowym w historii nauczania legilimencji - ale sam przy okazji dowiedział się paru ciekawych rzeczy, które mógł dziś wypróbować. Może będzie lepiej. Na pewno będzie lepiej - taką miał nadzieję.
Dlatego zjawił się, pełen zapału i nadziei na zupełnie inny wygląd sesji niż ta, która zdążyła już przeminąć. Zapukał, poczekał cierpliwie na otwarcie drzwi i uśmiechnął się ze swoistą rezerwą, lecz i nieukrywaną sympatią do swojej uczennicy.
- Lady Weasley - powitał ją wytwornie, unosząc dziewczęcą dłoń do ust. Ależ ty dzisiaj uprzejmy, Williamie. - mniemam, iż zdrowie dopisuje. - Trudno powiedzieć, co mu odbiło. Czasem zdarzał mu się dzień szlacheckiego wychowania; może przez to, że pisał tego dnia list do matki.


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pokój Lyry   11.04.16 22:20

Mimo tego, że pierwsza próba z legilimentą okazała się niezbyt przyjemna, Lyra nie zamierzała tak łatwo się poddać i zrezygnować z dalszej nauki oklumencji. Między sesjami nadal wieczorami ćwiczyła w samotności przed zaśnięciem, starała się również wypróbować wskazówki podesłane w liście przez mężczyznę. Tak jak zasugerował, poświęciła sporo czasu, by przemyśleć swoje negatywne wspomnienia (oczywiście te, które pamiętała) i spróbować zdystansować się do nich na tyle, by nie wpaść w panikę, jeśli William natrafi na któreś z nich. To również nie było przyjemne, szczególnie przypominanie sobie wypadku i miesięcy tuż po nim, ale skoro Havisham kazał jej to zrobić, to musiał mieć ku temu ważny powód. Próbowała również zastanowić się nad tym, na jakich czynnościach powinna się skupić by skuteczniej bronić dostępu do swojego umysłu, a także, co początkowo przyjmowała z pewną obawą, próbowała sprawdzać, co pozwala skuteczniej izolować się od bólu. Próbowała mocno się szczypać, kłuć się szpilkami, dotykać gorących świec, a jednego dnia celowo nie zażyła swoich eliksirów. Jednocześnie starała się o tym wszystkim nie myśleć, próbowała odciąć swój umysł od nieprzyjemnych doznań, wierząc, że to może pomóc także przy nauce oklumencji.
Kiedy William przyszedł, Lyra otworzyła mu drzwi i wpuściła go do środka.
- Dzień dobry – przywitała go, pozwalając by ucałował jej dłoń. – Czuję się świetnie i jestem gotowa do kolejnych prób. Dziękuję, że przyszedłeś. – Bała się ich, wiedziała że wnikanie legilimenty w jej pamięć nie jest niczym przyjemnym, ale po poprzednich paru spotkaniach przynajmniej już wiedziała, czego się spodziewać. Mogła się też do nich przygotować, choćby przez dłuższy sen czy dodatkową dawkę eliksiru. Czuła się więc dobrze. – Zrobiłam już nawet herbatkę, a Garrett jest jeszcze w pracy.
Miała w pokoju wszystko przygotowane, więc właśnie tam poprowadziła Williama. To było ich stałe miejsce ćwiczeń.
- Mam usiąść na łóżku, jak ostatnio? – zapytała go jeszcze, jednak po chwili usiadła. Upadanie na łóżko z pewnością było przyjemniejsze niż na podłogę.
Teraz pozostawało już tylko czekać na pierwsze Legilimens.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
William Havisham
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1992-william-havisham http://www.morsmordre.net/t1997-einstein#28771 http://www.morsmordre.net/t1996-billy#28769 http://www.morsmordre.net/f130-robert-adam-st-28-6 http://www.morsmordre.net/t2124-william-havisham#31799
brat Polly i niewymowny
34
Czysta
Kawaler
Nie ma geniuszu bez ziarna szaleństwa.
4
7
1
0
2
1
0
4
Czarodziej
do you mind?

PisanieTemat: Re: Pokój Lyry   14.04.16 17:00

Patrzył na nią z dyskretnym niepokojem. Cóż miał zrobić? Była uparta; pomimo niezbyt fortunnych zdarzeń wciąż chciała się uczyć - a on, jeśli miał do wykonania jakieś zadanie, musiał przecież doprowadzić je do końca. W takim razie pozostawało jedynie ciche błaganie do wszelkich sił wyższych o jak najszybsze powodzenie nauki, by mieć te okropne sprawki już za sobą.
- Herbatkę? Mam nadzieję, że na nią zasłużę. - zażartował ostrożnie, bo za poprzednią sesję nie dałby sobie nawet wody z kranu. Nawet soku z kiszonych ogórków. Właściwie niczego by sobie nie dał, prawdę mówiąc. - Tak. - Kiwnął głową twierdząco, patrząc jak dziewczyna siada. Przysunął sobie krzesło, by znaleźć się naprzeciwko. Lyra wyczekiwała na zaklęcie rozpoczynające penetrowanie umysłu, ale on nawet nie wyciągnął różdżki.
- Najpierw musimy przeanalizować przebieg ostatniej sesji - wyjaśnił, nie dodając, że wtedy nie była w stanie tego zrobić i wolałby uniknąć tego tym razem; i właśnie dlatego konieczna była rozmowa, a nie tylko ciągłe celowanie różdżką w jej głowę. - Opowiedz mi o niej. O tym, co czułaś, co wydaje ci się zbliżać nas do celu, a co potęgowało ból - zachęcał łagodnie, chcąc jedynie, by się wypowiedziała; by wskazała choćby orientacyjny kierunek w którym powinni zmierzać. - A może któraś z moich wskazówek z listu szczególnie cię poruszyła? - podpytywał dalej; nie chodziło jedynie o te, które mogły znacząco przyspieszyć naukę oklumencji, ale i o te, które mogły odnieść skutek odwrotny.


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pokój Lyry   14.04.16 19:16

Lyra doceniała jego starania i nie obwiniała go o brak większych efektów. To przecież oczywiste, że te nie mogły pojawić się już za pierwszym razem. Musieli spotkać się więcej razy, żeby udało jej się nauczyć skutecznie blokować jego ataki. Liczyła się z tym i nie oczekiwała, że będzie inaczej. Mimo upartości i zapału, nie chciała też przeceniać swoich możliwości i stawiać sobie i jemu nie wiadomo jak wysokich wymagań.
- Na pewno – powiedziała. – Będzie dobrze.
Posłała mu lekki, ufny uśmiech. Mieli już za sobą w końcu parę spotkań, podczas których mężczyzna zagłębiał się w jej umysł, razem z nią doświadczając mieszaniny wspomnień i emocji. Musiała jednak przyznać mu rację, przed rozpoczęciem nowej sesji powinni porozmawiać o wcześniejszych, to było ważne. Lyra zagryzła wargę, próbując usystematyzować swoje wnioski, żeby móc podzielić się nimi z Williamem.
- Najbardziej bolało mnie wtedy... Kiedy próbowałam cię odepchnąć od wspomnień, których nie chciałam oglądać – wyznała po chwili namysłu. Kiedy pozwalała Williamowi przepływać przez strumień myśli, nie czuła go tak mocno jak wtedy, kiedy próbowała się bronić i uniemożliwić mu dostęp do swoich wspomnień, szczególnie tych mniej przyjemnych. Im bardziej się z nim szamotała, tym mocniej bolało. – Ale po twoim liście poświęciłam trochę czasu, żeby pomyśleć nad tymi wspomnieniami. – Miała nadzieję, że to odniesie skutek podczas dzisiejszej sesji, podobnie jak ćwiczenia, które codziennie przeprowadzała „na sucho”. – Nadal próbuję rozgryźć, jak cię skutecznie zablokować. Niby znam trochę teorię, ale kiedy przychodziło co do czego, trudno było mi się skupić na czymkolwiek innym niż to, że mam kogoś w głowie i ten ktoś właśnie przegląda moje wspomnienia. Choć najgorzej było chyba na pierwszej sesji, to było dla mnie... tak bardzo dziwaczne!
I tym sposobem, mimo wiedzy teoretycznej, traciła cenne sekundy, zanim udawało jej się zareagować i podjąć próby zablokowania myśli lub zajęcia uwagi Williama jakimś jednym konkretnym wspomnieniem, np. czynnościami związanymi z malowaniem lub przygotowywaniem płótna i przyborów.
- Myślisz, że nadal powinnam próbować cię blokować poprzez wyobrażanie sobie konkretnych powtarzalnych czynności? Czy może powinnam skupić się na czymś zupełnie nijakim, jak na przykład... pusta, biała ściana?
Była taka ciekawa, jak pójdzie jej dzisiaj, i czy osiągnie jakiś większy postęp.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
William Havisham
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1992-william-havisham http://www.morsmordre.net/t1997-einstein#28771 http://www.morsmordre.net/t1996-billy#28769 http://www.morsmordre.net/f130-robert-adam-st-28-6 http://www.morsmordre.net/t2124-william-havisham#31799
brat Polly i niewymowny
34
Czysta
Kawaler
Nie ma geniuszu bez ziarna szaleństwa.
4
7
1
0
2
1
0
4
Czarodziej
do you mind?

PisanieTemat: Re: Pokój Lyry   22.04.16 23:21

- A kiedy nie próbowałaś odpychać - zastanawiał się głośno, siadając naprzeciwko dziewczyny i spoglądając na nią z uwagą - jak się czułaś? Lepiej? - Może tego powinni się trzymać; swobodnego dryfu, który nie kierował w konkretną stronę. Trudne wspomnienia, negatywne emocje były jak krew dla rekina i niemal prosiły się o bliższe zbadanie. Oczywiście dążyli wciąż do całkowitego odcięcia; zaniknięcia, rozpłynięcia się umysłu zagradzając tym samym drogę nieproszonym gościom, ale na razie mieli problem z pokonaniem zasadniczej trudności. Pierwszym krokiem było przede wszystkim pokonanie bólu przy wdarciu i choćby zmylenie przeciwnika. - Jeśli mnie wpuścisz, nie ma znaczenia, jakie wspomnienie będziesz chciała pokazać. Wystarczy mysia dziura i już po tobie - zauważył, rozpierając się z nonszalancją nieco wygodniej niż wcześniej. Wyciągnął różdżkę, ale jak na razie nie rzucił zaklęcia, przez moment obracając ją w dłoniach. - Musisz zniknąć - szepnął niemal dziecinnie, choć można byłoby to ująć również w konwencji filmu sensacyjnego, nieco dramatycznie. Ale to był przecież Billy - dobry, pokręcony Billy, który miał dość specyficzne sposoby na nauczanie. Przez kolejną chwilę obserwował Lyrę z zastanowieniem. Próbować czy nie próbować? Analizować czy działać?
- Legilimens - wymruczał znienacka, celując w nią różdżką.


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pokój Lyry   23.04.16 0:17

Lyra zastanowiła się przez moment.
- Tak – odpowiedziała. – Ale jak mam nauczyć się przed tobą bronić, jeśli nie będę próbowała cię wyprzeć ze swojego umysłu?
Sama już się teraz pogubiła i nie wiedziała, czy powinna go wypychać i blokować się, czy wręcz przeciwnie, skupić się raczej na tym, by nie myśleć o niczym i tym samym nie dawać legilimencie pożywki w postaci wspomnień, które mógł odczytywać. Może powinna spróbować wycofać się w głąb siebie, dosłownie zniknąć tak, jak jej to sugerował? Zaprzeczyć faktowi obcej obecności w umyśle, czy może lepiej, samemu istnieniu swoich myśli i wspomnień?
- Postaram się... Och! – wydyszała, kiedy William nagle uniósł różdżkę i rzucił zaklęcie.
W pierwszej chwili przed oczami Lyry mignęły urywki z Hogwartu, zwykłe wspomnienia z zajęć i szkolnych korytarzy. Jakaś scenka, kiedy rysowała na korytarzu, a przechodzące obok Ślizgonki w nowiutkich szatach patrzyły z pogardą na jej własne, znoszone i sfatygowane. Później urywek z domu, te wakacje, kiedy otrzymała wyniki sumów. Wyraźnie zobaczyła własną rozpromienioną twarz, kiedy z dumą pokazywała Garrettowi pergamin ze swoimi ocenami z egzaminów...
Nie szamotała się jednak ani nie stawiała nieszczelnych mentalnych murów, próbując tym razem obrać alternatywną taktykę. Nie próbowała desperacko odepchnąć Williama, który przepływał przez jej wspomnienia, a starała się zmniejszać intensywność strumienia myśli, przejąć nad nim kontrolę. Sama uczepiła się jakiegoś drobnego, nieznaczącego wspomnienia z dzieciństwa, starając się wygasić wszystkie inne, sprawić, by zniknęły, zepchnięte gdzieś daleko, poza możliwości legilimenty. A później próbowała pozbyć się i tego wspomnienia, które pozostało... By następnie nagle uświadomić sobie, że znowu klęczy na podłodze. Ból głowy był jednak znacznie mniejszy niż przy poprzedniej sesji, może dlatego, że nie traciła sił na umysłową walkę.
- Chyba było lepiej? Prawda, Williamie? – zapytała, szczerze zaciekawiona. Usiadła z powrotem na łóżku. – Spróbujmy znowu. Przed chwilą wziąłeś mnie z zaskoczenia, ale chyba zaczynam łapać, o co w tym chodzi.
Ale przecież legilimenta ze złymi zamiarami także zadziała bez uprzedzenia, powinna więc być na to przygotowana.
Gdy znowu rzucił zaklęcie, tym razem zareagowała szybciej. Znowu zaczepiła się o jakieś błahe wspomnienie, w którym, jako mała dziewczynka zbierała kwiaty na łączce za domem, niejako zmuszając Williama do przeżywania go wraz z nią, podczas gdy wszystkie inne myśli cudownie rozpływały się w plątaninie kolorów, niczym farba z pędzli właśnie włożonych do rozpuszczalnika. Samo koncentrowanie się jednak też nie było takie proste i choć nie bolało tak jak szarpanie się z niepożądaną obecnością, to jednak po pewnym czasie zaczynało być męczące.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
 

Pokój Lyry

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Pokój Snów
» Pokój Marzeń
» Pokój Czterech Pór Roku
» Pokój Śmiechu
» Pokój Zakochanych

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Centrum :: St. Martin's Lane 45/3-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17