Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Salon   19.08.15 19:41

Salon

Raczej niewielki, trudno nazwać go wykwintnym, bogato zdobionym czy nadmiernie wyszukanym; tonie w jasnych barwach, co sprawia, że nieduże pomieszczenie zdaje się nieco bardziej przestrzenne. Na tle białej ściany stoi kremowa, dwuosobowa kanapa otoczona kolumnadami hebanowych regałów (a jest ich mnóstwo, wszystkie uginają się pod ciężarem wielu tomiszczów opasłych książek); nieopodal, koło ciemnego stolika na kawę, stoi ogromny, wyjątkowo miękki fotel z ledwo widocznymi śladami zadrapań z tyłu po świętej pamięci kotce. Nad kanapą w grubej, drewnianej ramie wisi obraz namalowany przez Lyrę. Gdzieś w kącie, tuż przy oknie, stoi krzesło przeżywające drugą młodość i drewniany stolik, na którym często znajdują się świeże kwiaty odbijające się niepewnie w wiszącym lustrze, niewielki kandelabr i plik dokumentów, które Garrett kilogramami przynosi z pracy. Na środku jednej ze ścian umieszczony został kominek podłączony do sieci Fiuu.


[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Garrett Weasley dnia 30.03.17 23:10, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   19.08.15 19:52

/po Samie

Nagle obudziła się w czymś w rodzaju parku, leżąc na ziemi gdzieś w krzakach. Przez chwilę leżała tak, mrugając szybko oczami i wpatrując się w zarysy drzew nad swoją głową. Zastanawiała się, co ona tutaj robi. Przecież miała być na Pokątnej, malować obrazy? To miejsce zdecydowanie nie wyglądało jak Pokątna, chyba nawet nigdy tutaj nie była. Nie rozpoznawała otoczenia, i nic w tym dziwnego, skoro mieszkała w Londynie tak krótko i słabo go znała. O ile to oczywiście był Londyn.
Usiadła szybko. Nawet trochę za szybko, bo zawroty głowy wzmogły się. Jako, że zmodyfikowano jej pamięć, z czego nie zdawała sobie nawet sprawy, nie pamiętała wydarzeń z dzisiejszego dnia. W zasadzie ostatnią pewną rzeczą w jej wspomnieniach było to, że rano faktycznie szła na Pokątną, by ustawić się w swoim zwykłym miejscu z przyborami do malowania, ale teraz siedziała na ziemi w parku, czując się... dziwnie. Przebudzenie w nieznanym miejscu wpędziło ją w dezorientację, w dodatku była dziwnie osłabiona, ale to akurat zrzuciła na karb konsekwencji pozaklęciowych, które od dnia tamtego wypadku sprzed ponad roku uprzykrzały jej życie, z mniejszym natężeniem niż na początku, ale jednak. Nie pamiętała, czy zażyła dzisiaj swój eliksir, ale jeśli zapomniała o kolejnej dawce, mogła faktycznie czuć się trochę gorzej. Tak, to musiało być to. Bo niby jaki mógł być inny powód tego, że była taka osłabiona i kręciło jej się w głowie?
Nieco niezdarnie wstała. Powinna pewnie wrócić na Pokątną, ale nie czuła się obecnie na siłach, by to zrobić, zresztą nawet nie wiedziała, która jest godzina, ale sądząc po tym, że słońce było już dość nisko na niebie, musiało być późne popołudnie. Gdzie się podział w takim razie cały dzień? Próbowała wytężyć pamięć, ale czuła w głowie pustkę, może jedynie jakieś liche przebłyski, które niewiele jej mówiły, a jedynie wzmagały niepokój.
Przeszła kilkanaście kroków, próbując ochłonąć na tyle, żeby się teleportować. W końcu nie chciała się rozszczepić, ani zostać rzucona w niewłaściwe miejsce. W pobliżu nie było nikogo widać, więc w końcu obróciła się w miejscu i zniknęła, ku swojej uldze lądując w miejscu, którego zwykle używała do deportacji i aportacji, na tyłach kamienicy, gdzie mieszkała z bratem i gdzie nie dosięgał wzrok mugolskich sąsiadów.
Teleportacja jednak osłabiła ją jeszcze bardziej. Lyra niemal natychmiast opadła na kolana i zwymiotowała gdzieś w kącie, drżącą ręką przytrzymując się obskurnej ściany i czując coraz większy niepokój. Dowlokła się jednak jakoś do mieszkanka, mając nadzieję, że Garretta jeszcze nie ma. Naprawdę nie chciała, żeby oglądał ją w takim stanie, nie chciała, żeby się niepokoił i zamartwiał jej późniejszym powrotem i wyraźnie kiepskim stanem.
Musiała jakoś dostać się do swojego pokoju i znaleźć fiolkę z eliksirem. Liczyła, że to jej pomoże.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   19.08.15 23:09

To był spokojny dzień.
Z perspektywy czasu mógł dostrzec, że zbyt spokojny; chmury leniwie podróżowały po błękitnym nieboskłonie, a gorące promienie słoneczne zdawały się kąsać mniej, niż w poprzednie dni. Siedział na parapecie przy sporym oknie, pozwalając słońcu ogrzewać lekko jego twarz i wywabiać kolejne piegi układające się w konstelacje. Pomiędzy wargami wetknięty miał kończący się papieros, na kolanach trzymał otwartą książkę z pożółkłymi stronicami, obok niego stygła czarna kawa w porcelanowej filiżance.
Dwudzieste ósme urodziny były doskonałą okazją to szybszego wyjścia z pracy (nawet szef nie krzywił się tak mocno, jak mógł - doskonale wiedział, że liczba nadgodzin przepracowanych przez Weasley'a była wręcz nieprzyzwoita), udania się do pobliskiego baru z innymi aurorami, wypicia kilku szklanych kufli Czarnego Ale i szybkiej ewakuacji pod pretekstem spotkania z rodziną.
Kiedy wrócił do mieszkania, rzucił słowa powitania wgłąb pomieszczeń, ale odpowiedziała mu tylko cisza. Obszedł pokoje, sprawdzając wszystkie zakamarki, w których mogła ukryć się Lyra; wtedy w jego głowie odezwał się jednak nieprzyjemny głos Corneliusa, wypowiadający zdanie, które padło podczas ich wcześniejszej rozmowy. Jesteś nadopiekuńczy, Weasley, niemal słyszał przekształcone przez własny umysł słowa, jesteś nadopiekuńczy, jesteś złym bratem, Lyra się skarżyła, Lyra cię nie potrzebuje, ograniczasz ją, Weasley...
Niemal krzyknął ze złości, zniecierpliwienia i bezsilności, której dał ujście, parząc filiżankę kawy. Przyjemne uniesienie, jakie dały mu litry wspólnie pitego piwa, bezpowrotnie zniknęły; Cornelius oczywiście musiał mieć rację. Dlatego wypalił dwa papierosy i doszedł do wniosku, że nie ma o co się martwić. Lyra była dorosła, potrafiła o siebie zadbać, zresztą co niepokojącego mogłoby zdarzyć się w samym środku dnia na wiecznie ruchliwej Pokątnej? Odpędził złe myśli, zaciągnął się dymem, zabił posmak papierosa gorzką, czarną jak noc kawą i sięgnął po książkę.
Kiedy tak siedział na parapecie, wędrując wzrokiem między kolejnymi wężykami ciemnych liter a codzienną zawieruchą za oknem, osiągnął coś na kształt spokoju. Ten dzień mógł być jego katharsis, odrodzeniem; kiedy tylko wróci Lyra, poruszy z nią temat swojej nadopiekuńczości, wreszcie uporządkuje braterskie tendencje do nadmiernej troski, pozwoli jej popełniać błędy i w końcu odda wolność, która należała się dziewczynie.
Skończył papierosa, rozgniótł popiół na pył w szklanej popielniczce, a potem sięgnął po filiżankę i delektował się chwilą. Nieczęsto mógł pozwolić sobie na czas dla siebie niewypełniony troskami. Uśmiechnął się lekko, nie martwiąc się, nie błądząc myślami i nie snując teorii spiskowych. Odrzucił myśli o pogrzebie Slughorna i wszystkim, co miało wtedy miejsce, nie dręczył się rozmyślaniem o Grindelwaldzie, nie bał się wszechobecnych artefaktów czarnoksięskich; tańczył wzrokiem pomiędzy rzędami liter, smakował gorycz kawy i czuł się żywy.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   20.08.15 0:05

Lyra wcale nie uważała, że Garrett jest nadopiekuńczy. Mimo sporej różnicy wieku, zawsze miała z bratem bardzo dobry kontakt. Co roku w wakacje czekała na jego powroty z Hogwartu, kiedy to dzielił się z nią wiadomościami o magicznej szkole, a kiedy sama tam wyjechała, a on w tym czasie poszedł na kurs aurorski, znowu mogli widywać się jedynie w wakacje i ferie, i wymieniać wrażeniami. To on sprawił, że zaczęła się fascynować zawodem aurora. Zawsze przecież chciała iść w ślady brata, więc wybór zawodu aurora wydawał jej się całkiem oczywisty. Jako naiwny dzieciak, nie chciała myśleć o tych gorszych stronach aurorstwa, zafascynowana wspaniałymi opowieściami Garretta. I gdyby nie wypadek pod koniec szóstego roku, który przekreślił jej marzenia, teraz pewnie zaczynałaby kurs. Jednak z racji tego, że była tak wrażliwa i delikatna, nie wiadomo, czy udałoby jej się go skończyć; w końcu same zdolności to nie wszystko. Lyra była metamorfomagiem i miała dobre oceny z egzaminów, ale to mogłoby nie wystarczyć. Ale, tak czy inaczej, musiała wymyślić inne zajęcie. A że z jej pochodzeniem nie miała zbyt wielkich perspektyw, podjęła się pracy ulicznej malarki; w końcu była utalentowana plastycznie i co najważniejsze, lubiła malować. W dodatku niedawno otrzymała pewną bardzo ciekawą propozycję od znajomej brata po fachu, i miała nadzieję, że to rzeczywiście będzie dla niej szansą. Nadal też mieszkała z bratem, bo w Londynie miała jednak więcej okazji do zarobienia na malowaniu, niż w rodzinnej miejscowości, a mieszkanko było wystarczające, by pomieścić ich oboje. Nie miała więc na co narzekać, zresztą nie miała wysokich wymagań.
Teraz jednak wsunęła się do mieszkania, blada i z potarganymi włosami. Jej ręce drżały i czuła się naprawdę słabo. Nie wiedziała, czy Garrett już jest. W końcu mógł dostać jakieś wezwanie czy coś. Chyba nawet wolałaby, żeby tak było, nie musiałaby wymyślać tłumaczeń, dlaczego wraca tak późno. Po prostu zażyłaby eliksir i położyłaby się wcześniej spać, a potem mogłaby udawać, że cały czas tam leżała, tylko jej nie zauważył. Głupie, ale naprawdę nie chciała go niepotrzebnie niepokoić pogorszeniem się swojego stanu.
Garrett jednak był w domu. Gdy przechodziła obok salonu, zobaczyła go siedzącego na parapecie z książką i sączącego kawę. Mimo pozytywnych relacji, skrzywiła się lekko i postanowiła po cichutku przemknąć do swojego pokoju, by wypić eliksir i położyć się, zanim brat zauważy, że coś jest nie tak.
Niestety jednak musiała potknąć się o coś w przedpokoju. Nagły hałas mógł zaalarmować Garretta; w końcu jako auror z pewnością był czujny. Przyspieszyła jednak kroku i zanim ją dogonił, wpadła do swojego pokoju, podchodząc do niewielkiego biureczka i otwierając szufladę, gdzie trzymała fiolki ze swoimi eliksirami. Ręce tak jej drżały, że upuściła flakonik na podłogę. Dobrze, że był zabezpieczony zaklęciem nietłukącym, dzięki czemu nie rozbił się, ale i tak przy upadku rozległ się cichy trzask. Opadła na kolana tuż obok niego, czując nieprzyjemne dreszcze na całym ciele.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   20.08.15 1:54

Chociaż jego uszu nie doszedł dźwięk otwieranych cicho drzwi, kątem oka dostrzegł postać przemykającą po korytarzu; obecność Lyry potwierdził jeszcze łoskot, jaki wywołała, najpewniej w coś wpadając. Momentalnie zamknął książkę, zrzucił nogę z parapetu i łokciem poruszył stojącą tuż obok filiżankę. Nie rozlał kawy, ale napój rozbujał się delikatnie i oblizał zmysłowo porcelanowe ścianki.
- Lyra? - spytał dość głośno, a raczej stwierdził oczywistość; kto inny mógł pałętać się po ich mieszkaniu? Zdziwił się jednak, że ta momentalnie nie zawróciła, aby krótkim uściskiem czy pocałunkiem złożonym na policzku przywitać się po całym dniu spędzonym na malowaniu na Pokątnej. Zmarszczył lekko brwi i zaczął dość powoli iść w kierunku jej pokoju, z niepokojem zauważając, że dziewczyna zdawała się uciekać. Gwałtownie przyspieszył kroku; dotarł wreszcie do drzwi, położył dłoń na zimnej klamce i nacisnął ją, lekko odchylając je, by zerknąć na siostrę przez utworzoną szczelinę.
- Czy wszystko w porz... - zaczął, lecz głos zamarł mu w połowie zdania, a oczy szeroko otworzyły się w przerażeniu i niedowierzaniu. Skupił spojrzenie na siostrze klęczącej żałośnie na podłodze i bez zawahania ruszył w jej stronę, nawet nie zauważając, że otwarte trochę za mocno drzwi uderzyły w ścianę, tworząc brzydki, brudny ślad w miejscu, gdzie klamka zetknęła się z jasną farbą. Objął ją. Zdawała się drżeć. Przytulił ją do piersi, wbijając mocno palce w jej włosy, nieświadomie mierzwiąc je i kołtuniąc.
Przytrzymał ją przez chwilę, a potem sięgnął dłonią po flakonik, który wypadł jej z rąk. Starając się powstrzymać Lyrę przed drżeniem, otworzył go jedną ręką, drugą wciąż otulając dziewczynę ramieniem. Podał go jej.
- Lyra, co się stało? - spytał cicho, niemal szepcząc jej do ucha głosem wypełnionym troską. Chociaż starał się tego nie pokazywać, piekielnie się bał. Pal licho Corneliusa i morały, które tak uparcie prawił; działo się coś niedobrego i chociaż pewnie lepiej by się czuł, nie wiedząc, co, strach o Lyrę sam włożył te słowa do jego ust. Musiał być nadopiekuńczy, musiał się troszczyć, musiał drżeć o los najbliższych - w innym wypadku najpewniej by zwariował.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   20.08.15 2:20

W normalnych okolicznościach Lyra z pewnością z entuzjazmem podeszłaby do brata i przywitała się z nim. Była w końcu radosną, optymistyczną istotką, no i naprawdę lubiła rozmawiać z bratem, wymieniać się z nim wrażeniami. Opowiadała mu o tym, co porabiała, w zamian licząc na ciekawe opowiastki o pracy aurora. Garrett z pewnością robił mnóstwo ciekawych rzeczy, o czym zresztą lubiła słuchać. Bo sama nie miała nic szczególnie fascynującego do powiedzenia; siedziała na Pokątnej i malowała. Lubiła to robić, ale dla kogoś bardziej żądnego wrażeń to mogło się wydawać nudne.
Garrett usłyszał jej przyjście, mimo że starała się być cicho. Usłyszała jego kroki i nawołujący ją głos. Spłoszyła się. Właściwie sama nie do końca rozumiała, co się z nią dzisiaj działo, więc nawet nie wiedziała, co mu powiedzieć.
Klęczała na ziemi, drżąc i próbując wymacać na podłodze upuszczony flakonik. Zanim jednak to zrobiła, Garrett wszedł do jej pokoiku. Początkowo zesztywniała, ale po chwili wtuliła się w jego ciepłe ciało, pozwalając mu na to, żeby ją obejmował.
- Nie wiem, co się dzieje – wyszeptała w końcu. Zawahała się, próbując jakoś delikatnie zdradzić mu swój niepokój. – To był taki... pokręcony dzień. Nie wiem, jak to się stało, ale... W pewnym momencie, zamiast na Pokątnej, nagle zdałam sobie sprawę, że znajduję się... w jakimś parku – wyznała drżącym z przejęcia głosem. – Później... od razu wróciłam tutaj.
Wciąż drżała. Garrett znalazł jej flakonik i podał jej go. Lyra przełknęła jego zawartość. Eliksir nie był dobry w smaku, jednak już po chwili zaczęła odczuwać jego pozytywne skutki. Jej ciałko powoli się rozluźniało i nie było jej tak słabo. Wciąż jednak była dosyć osłabiona, no i zdezorientowana tym wszystkim.
- To chyba znowu się dzieje – powiedziała cicho, mając na myśli wypadek sprzed roku oraz jego konsekwencje. W końcu mówiono jej, że nawroty mogą się pojawiać jeszcze przez dłuższy czas. Choć dzięki regularnemu zażywaniu eliksirów czuła się już dużo lepiej i coraz rzadziej przydarzały jej się takie stany, dziś chyba znowu zaczęło jej się pogarszać, tak przynajmniej myślała, nie znając prawdziwej przyczyny.
Wciąż wtulała się w ciało brata. Włosy przysłoniły jej niezwykle bladą, piegowatą twarz. Zacisnęła powieki i usta. Nie chciała przy nim płakać, nie chciała jeszcze bardziej go tym wszystkim martwić, więc próbowała się uspokoić.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   21.08.15 15:24

Z każdym kolejnym słowem siostry mimowolnie sztywniał, próbując doszukać się jakiegoś racjonalnego wytłumaczenia zaistniałej sytuacji. Nie potrafił. Owszem, może i po wypadku Lyry miała ona spore problemy ze zdrowiem, jednak nie zdarzały jej się nagłe utraty przytomności powiązane z zamazaniem pamięci, aż tak gwałtowne zawirowania błędnika czy mimowolne teleportacje w dowolne, nieznane jej zakątki Londynu. Nie potrafił ułożyć w myśli sensownego toku wydarzeń i nie był na tyle biegły w magii leczniczej, aby wybawić z pamięci dziewczyny zagubione wspomnienia.
Martwił się, tak okrutnie się martwił.
- Hej, spokojnie - mruknął łagodnie, choć jemu samemu w tym momencie daleko było do ostoi spokoju - spróbuj zamknąć oczy i przypomnieć sobie, co się stało. Byłaś na Pokątnej, tak? Malowałaś obrazy? Coś się stało na ulicy, albo może ktoś podszedł? Na pewno nie pamiętasz nic przed tym, jak obudziłaś się w tym parku?
Nie wypuszczał siostry z uścisku, łudząc się, że chociaż w tej chwili uchroni ją przed niebezpieczeństwami wielkiego świata. Odgarnął za ucho rudy kosmyk, który spływał delikatnie po jej piegowatej buzi i spojrzał Lyrze prosto w oczy, a w jego mocno błękitnych tęczówkach widoczna była troska. Problemy odcisnęły na twarzy Garretta piętno pierwszych bruzd, które przecinały lekko zmarszczone teraz czoło. Musnął delikatnie ustami czubek głowy siostry, nie wiedząc, jak jej pomóc.
- W takim razie wkrótce zabiorę cię do Munga na jakieś badania - rzucił cicho, nie odrywając od dziewczyny wzroku. Nie wspominała, że jej stan ponownie znacznie się pogorszył; czy obawiała się poruszać przy nim ten temat, wiedząc, jak bardzo cierpi słysząc o jej katuszach? Stłumił zrezygnowane westchnięcie. - Jak mogę ci jeszcze pomóc, siostrzyczko?
Przecież musiała wiedzieć, że skoczyłby za nią nawet w ogień.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   21.08.15 15:55

Lyra także nie potrafiła dopatrzeć się żadnego racjonalnego wyjaśnienia dzisiejszych wydarzeń. Może tylko to, że dzisiejszy nawrót był wyjątkowo gwałtowny i pod jego wpływem samoistnie się deportowała w losowe miejsce, po czym straciła przytomność. Przecież skąd miała wiedzieć, że prawdziwy powód jest dużo bardziej pokręcony? Zmodyfikowano jej pamięć, więc nawet nie pamiętała szalonego czarodzieja, który podstępem zwabił ją do swojej posiadłości, żeby namalowała dla niego obraz, po czym zaczął się nad nią znęcać, by na koniec wymazać jej wspomnienia swojego uczynku i porzucić ją w pierwszym lepszym miejscu. Nie mogłaby więc opowiedzieć o tym Garrettowi, bo zwyczajnie nie pamiętała, że coś takiego się wydarzyło.
Widziała jednak w jego oczach zmartwienie i niepokój, i poczuła wyrzuty sumienia, że wpędziła go w taki nastrój. Miał przecież dość zmartwień, jeśli chodzi o sytuację rodziców oraz pracę, a tymczasem ona dołożyła mu nieopatrznie kolejny problem. Często, kiedy miała swoje nawroty, nawet mu o nich nie mówiła, wiedząc, że by to przeżywał.
Przytuliła się jednak do niego mocniej, zagryzając wargi i próbując odtworzyć w pamięci dzisiejszy dzień. Przynajmniej to, co pamiętała.
- Tak. Poszłam tam rano, i pamiętam nawet, że rozkładałam swoje rzeczy pod balkonem, gdzie zwykle maluję. Było spokojnie, wręcz nudno. Tak, jak zwykle – powiedziała cicho. – Ale później... Wszystko mi się zamazuje. Nawet nie pamiętam, jak opuściłam ulicę, ale po południu nagle obudziłam się w tych zaroślach.
Nie pamiętała nikogo konkretnego. Nawet nie wiedziała, czy miała dziś jakichkolwiek klientów. Twarze mijających ją czarodziejów zlewały się, nie poświęcała im większej uwagi, skoro większość i tak zwykle mijała ją, skromnie ubraną uliczną artystkę próbującą zarobić na życie malowaniem portretów.
Powoli podniosła zielone oczy, przez krótki moment wpatrując się wprost w niebieskie tęczówki Garretta. Na wzmiankę o zabraniu do Munga zesztywniała jednak ze strachu i opuściła wzrok, wbijając go w podłogę, gdzie spoczywał pusty już flakonik po eliksirze.
- Proszę, nie chcę znowu trafić do Munga – wyszeptała. – To było... straszne.
Rok temu spędziła tam wiele długich tygodni i zdecydowanie nie chciała tego powtarzać. Nieprzyjemny czas pełen cierpienia i osamotnienia, bo rodzina z racji pracy i innych zajęć nie mogła cały czas przy niej siedzieć. Czasami wpadał tylko pewien młody stażysta i urozmaicał jej czas rozmową. W dodatku jak wtedy miałaby malować?
- Zostaniesz ze mną? – poprosiła go po chwili. Mimo stresu i zagubienia, i tego, że jeszcze chwilę temu tak bardzo chciała wszystko przed nim ukryć, teraz zdała sobie sprawę, że boi się zostać sama, że chce, żeby brat choć trochę dotrzymał jej towarzystwa. Zwłaszcza, że i tak już zauważył, że coś jest nie tak, nie było już czego przed nim ukryć.
Znowu na niego spojrzała. Naprawdę chciała, żeby choć trochę z nią posiedział, czuła się lepiej, kiedy był obok.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   21.08.15 23:57

Być może właśnie fakt, że była jedyną bardzo bliską mu osobą sprawiał, że aż tak się o nią troszczył - niegdyś obiecał sobie i matce, że jeśli stanie jej się choćby najmniejsza krzywda, nigdy sobie tego nie wybaczy. Teraz, kiedy mieszkali pod jednym dachem i miał być jej zarazem bratem i opiekunem, obietnica nabrała podwójnej siły. Wiedział jednak, że zawiódł; sprawa utraty wspomnień pachniała równie przyjemnie co nadgryzione przez padlinożerców zwłoki w drugim stadium rozkładu i choć nie mógł jeszcze posegregować starannie wszystkich klocków w układance, był pewien, że wkrótce to osiągnie. A wiedza, co naprawdę miało miejsce, zniszczy go od środka, wpędzi w szpony rozpaczy i bezradności, wzbudzi ognistą oraz niepowstrzymaną nienawiść w czystym sercu Weasley'a wywołującą palące pragnienie krwawej zemsty.
- W porządku, potem to rozgryziemy - odparł cicho, uspokajająco, chociaż czoło zmarszczone miał w wyrazie głębokiego niezadowolenia. Mimo to nie miał zamiaru naciskać; domyślał się, w jak burzliwym stanie musiały znajdować się myśli Lyry i nie był tym, kto chciał ją wpędzić jeszcze głębiej w otchłanie niepokoju. Rozluźnił lekko uścisk.
- Wiem, Lyra, wiem - westchnął z zawahaniem. - Ale nie mogę pozwolić na to, żeby choroba się rozwijała. Zrozum mnie. Budzisz się, na Merlina, nie wiadomo gdzie, nie pamiętając, co się z tobą działo. To nie jest dobry objaw. Tym razem wróciłaś do domu, ale co będzie następnie? Ale nie rozmawiajmy o tym teraz.
Wytłumaczenie dzisiejszego wypadku skutkami ubocznymi zaklęcia było łatwe i wyjątkowo na rękę - z jakiegoś jednak powodu Garrettowi ciężko było w to uwierzyć. Mimo wszystko wolał tkwić w tym przekonaniu, nie chcąc wyobrażać sobie innych, bardziej brutalnych scenariuszy uwzględniających masowe porwania połączone z okupem, rytualne mordy w szatańskich kręgach czy pozyskiwanie żywych eksponatów do domów publicznych. Wzdrygnął się lekko na samą myśl.
- Oczywiście, że z tobą zostanę, głuptasku - uśmiechnął się, jednak w oczach Weasley'a wciąż błyszczał się niepokój. - Masz może ochotę na herbatę? Partię szachów? Niezobowiązującą rozmowę o niczym?
Skrzyżował nogi, siadając po turecku. Przez lata udawania, jaki to nie jest dorosły, zapomniał, jak wygodna potrafi być zwykła, chłodna podłoga.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   22.08.15 0:41

Dla kogoś postronnego, szczególnie aurora, który niejedno widział, to rzeczywiście mogło wyglądać podejrzanie. Niemniej jednak, na ten moment nie mogli nic z tym zrobić nawet mimo najlepszych chęci. Kto wie, może pewnego dnia dowiedzą się, co stało się naprawdę? Mogło jednak się okazać, że pewnych rzeczy lepiej nie wiedzieć. Wiedza o tym, co spotkało Lyrę, mogłaby być trudna i bolesna nie tylko dla niej, ale i dla jej brata. Garrett z racji tego, że był tyle starszy, zawsze był tym, który opiekował się młodszym rodzeństwem, nawet kiedy to wkraczało już w dorosłość. Był jednak bez wątpienia bardzo dobrym oparciem dla Lyry, która ledwo co skończyła szkołę i zamieszkała w obcym mieście.
- Mam nadzieję, że to już się nie powtórzy – powiedziała cicho.
Wolałaby nie mieć kolejnych tak poważnych nawrotów. Zdawała sobie jednak sprawę, że sytuacja może się powtórzyć, i może się okazać, że jednak konieczna będzie ponowna wizyta w Mungu. Bała się tego, ale wiedziała, że brat chce dla niej jak najlepiej. Bo jeśli rzeczywiście to wszystko stało się z powodu nawrotu, kolejny taki przypadek mógł się skończyć gorzej. Co by było, gdyby na przykład Lyrę rzuciło nie do parku, ale w bardziej niebezpieczne miejsce? Na przykład na środek ulicy, prosto pod koła mugolskiego samochodu, lub ktoś znalazłby jej nieprzytomne ciało i ją skrzywdził. Albo gdyby się rozszczepiła podczas teleportacji. Mogło być naprawdę różnie. Garrett niewątpliwie też rozmyślał o różnych niepokojących scenariuszach.
- Mhm... dobrze – przytaknęła w końcu. – Pewnie masz rację... z tym wszystkim.
Z ulgą powitała jednak to, że postanowił jej już nie wypytywać. Przynajmniej teraz, bo pewnie jeszcze kiedyś wróci do tematu.
- Dzięki – szepnęła, kiedy powiedział, że z nią zostanie. – Jasne. Chętnie napiję się herbaty. Możemy też pograć i porozmawiać. Czuję się już lepiej, naprawdę.
Odsunęła się leciutko. Po eliksirze rzeczywiście poczuła się trochę lepiej, więc choć nadal była bardzo blada, nie wyglądała już, jakby miała lada chwila zemdleć. Siedzieli teraz naprzeciwko siebie na podłodze, zupełnie jak w czasach, kiedy byli młodsi.
- Proszę, nie pisz o tym wszystkim mamie – wypaliła nagle, zanim wstał. Nie chciała, żeby matka także zaczęła przeżywać, że jej córka dopiero parę tygodni temu zamieszkała z bratem w Londynie, a już działy się z nią takie dziwne rzeczy. – Tak w ogóle... Czy mama pisała coś do ciebie ostatnio? Jeszcze nie odpisała na mój ostatni list.
Była ciekawa czy może brat miał jakieś nowe wieści z domu. Miała nadzieję, że tak, i że się z nią podzieli.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   22.08.15 22:31

Miał zamiar wstać, ale zanim zdążył nawet podnieść się z podłogi, krótką chwilę ciszy przerwały nagłe słowa Lyry. Wbił w nią wzrok, nie będąc pewnym, jak powinien odpowiedzieć.
- W porządku - rzucił więc tylko, unosząc lekko lewy kącik ust. On także wolałby nie niepokoić matki, którą wielokrotnie upewniał przecież, że jest wystarczająco odpowiedzialny, aby przejąć pełną opiekę nad młodszą siostrą, dbać o nią i nie pozwolić, żeby stała jej się najmniejsza nawet krzywda; póki co postara zmierzyć się z tym sam, a list do matki napisze dopiero wtedy, kiedy sytuacja osiągnie (odpukać!) krytyczne apogeum. - Nie wiem nic nowego. Ostatni list otrzymałem kilka tygodni temu. Wydaje mi się, że wszystko w porządku, chociaż matka nie zagłębia się zbytnio w opis stanu ojca. - Uśmiechnął się smutno, starając się zachować lekki ton głosu. Nie chciał mówić tego głośno przy Lyrze, przynajmniej póki nie było to pewne - miał jednak pełne podstawy, aby wydedukować, jakoby ktoś śmiał wyczyścić jego ojcu pamięć. A może był to po prostu szok pourazowy? Szaleństwo wywołane okropieństwami, które widział podczas krwawej, mugolskiej wojny? Wolał nie rozmyślać; cholera, gdzie podziała się nirwana spokoju, którą osiągnął zaledwie parę minut wstecz, siedząc na parapecie przy otwartym oknie, czując lekki powiew wiatru burzący zagubione kosmyki włosów i sącząc powoli chłodną już, pełną goryczy kawę?
Wysłał ostatni uśmiech Lyrze, po czym podniósł się i pospiesznym krokiem udał w stronę kuchni; szybkim zaklęciem podgrzał wodę i kazał ozdobnemu czajnikowi zalać liście herbaty uświetniające dno porcelanowych filiżanek u podstawy udekorowanych delikatnym, kwiatowym motywem. Machnął różdżką raz jeszcze, a naczynia uniosły się i zaczęły niespiesznie dryfować w powietrzu w kierunku pokoju Lyry. Podążył za nimi dość szybko, zgrabnie wyprzedził je na ostatniej prostej i zanurkował z powrotem do pokoju siostry, po czym znów usadził się na ciepłych panelach.
- Opowiadałem ci już o mojej ostatniej próbie zbawienia świata, kiedy towarzyszyłem Dobrevowi? - spytał, uśmiechając się do wspomnień sprzed paru dni; choć wtedy nie było mu wcale do śmiechu, aktualnie wizja próby rzucenia rozbrajającego zaklęcia zakończona efektownym samozapłonem wywoływała u niego wyłącznie niepowstrzymany rechot. Czasem był takim żałosnym aurorem, zauważył w myśli, tym samym rozbawiając się jeszcze mocniej. Ponownie skrzyżował nogi, czując się, jakby znów miał tylko pięć lat. No, w porywach do pięciu i pół.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   23.08.15 0:08

Lyra przygryzła wargę, z niepokojem oczekując jego odpowiedzi. Bała się, że Garrett może się uprzeć, żeby jednak powiedzieć matce, że jej stan znowu się pogorszył, ale ku jej uldze, zgodził się, że lepiej jej nie martwić tą sprawą, zwłaszcza że nie mieli pewności, o co w tym wszystkim chodziło. No i Garrett z pewnością nie chciałby, żeby matka myślała, że ten nie potrafi się zająć siostrą, gdy ta z nim zamieszkała. Lyra uważała zresztą, że Garrett bardzo dobrze sprawował się w roli starszego brata wprowadzającego ją w nowe życie.
- To dobrze – powiedziała. – Do mnie też ostatnio nie pisała. Mam nadzieję, że wszystko jest w porządku. I ciekawe... co z tatą. Tak dawno go nie widziałam i chciałabym go znowu zobaczyć. Myślisz, że o mnie pamięta?
Przez sporą część życia Lyry ojca nie było. Prawie zapomniała, jak to jest mieć pełną rodzinę, i gdy już prawie straciła nadzieję, że zaginiony ojciec kiedykolwiek wróci, ten nagle znowu się pojawił. A Lyra, choć bardzo chciała, nawet nie mogła się z nim zobaczyć, póki nie będzie wiadomo, co spowodowało jego dziwny stan. Trauma, czy może coś zupełnie innego? Matka musiała mieć jakiś powód, dla którego trzymała dzieci z daleka od domu.
Po chwili mężczyzna wyszedł. Lyra wciąż siedziała na podłodze, opierając się wygodnie o ścianę. Miała ochotę wstać i pójść do niego, ale zanim się podniosła, on już był z powrotem, a filiżanki z herbatą wylądowały w ich dłoniach. Lyra upiła łyk swojej, czując, jak w jej gardle, z niewiadomego powodu podrażnionym, rozchodzi się przyjemne ciepło.
- Nie opowiadałeś, ale bardzo chętnie posłucham – powiedziała, ożywiając się lekko. – Wiesz, że uwielbiam twoje opowieści z pracy. Co takiego tam robiliście? Kolejna szalona akcja?
Lyra zawsze lubiła słuchać brata. Kiedy była mała, słuchała jego wspaniałych opowieści o Hogwarcie i nauce magii. Później, gdy poszedł na kurs i w końcu został aurorem, opowiadał jej o swojej pracy, i Lyra bardzo to lubiła. Nawet teraz, kiedy już wiedziała, że nie pójdzie w jego ślady, jak kiedyś planowała, w czasach, zanim jeden nieszczęśliwy wypadek wszystko popsuł.
Wpatrywała się w niego z ciekawością. Znowu siedzieli naprzeciwko siebie, pijąc herbaty. Lyra naprawdę czuła się już lepiej, i mogła skupić się na opowieści brata, zupełnie nieświadoma tego, co działo się z nią zaledwie kilka godzin temu. Teraz jedynym, co po tym pozostało, było osłabienie i delikatne uczucie niepokoju gdzieś na skraju świadomości, ale skupiona na bracie, nie poświęcała temu tak wielkiej uwagi.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   23.08.15 23:42

Jeszcze przed wyjściem z pokoju spojrzał na Lyrę z uwagą, badawczo; z jakiegoś powodu ukłuły go jej słowa i zapoczątkowały falę chłodu rozlewającą się miarowo po klatce piersiowej niczym przykro wytrawne wino z trąconego łokciem kieliszka.
- Jak mógłby o tobie zapomnieć? Dlaczego przyszło ci to nawet na myśl? - spytał, nie potrafiąc wyobrazić sobie bólu, który musiał wedrzeć się ukradkiem do serca siostry; obawa, że własny ojciec wyrzucił z pamięci jej twarz oraz imię musiała piec jak rana wypalona rozgrzanym do czerwoności węgielkiem. - Na pewno przez cały ten czas nosił naszą rodzinę w sercu i tęsknił za nami.
Z tym, że potrzeba niesienia pomocy innym była silniejsza, dodał gorzko w myśli. Nie mógł jednak mieć do ojca pretensji; to właśnie na jego wzór stał się dobrym - a przynajmniej taką miał nadzieję - człowiekiem, który przez własną empatię oraz brawurę połączoną z patologicznym już altruizmem raz po razie wpędzał się w coraz to mniej przyjemne perypetie. Nie umiał określić, co w obliczu zagrożenia przeważyłoby szalę: wielka miłość do rodziny czy wyczucie sprawiedliwości, której na świecie było zdecydowanie za mało i ktoś musiał ją wymierzać. Nie chciał być katem; do jego lichych kompetencji nie należało ważenie w dłoniach wartości ludzkiego żywota, ale ktoś powinien bronić słabszych, a on czuł ku temu powołanie.
Kiedy wrócił już do pokoju, uśmiechnął się, widząc twarz Lyry, z której choć na chwilę zniknęły ślady rozterek, wątpliwości i smutku; uniósł filiżankę do ust i wziął łyk herbaty, a uczucie gorąca szybko rozlało się po jego języku. Wykrzywił twarz w drobnym grymasie. Wrzątek nie zaliczał się do grona jego ulubionych napojów.
- Był wieczór, skończyłem już pracę, ale nie zdążyłem wrócić do domu, bo znalazła mnie sowa Iwana - zaczął snuć opowieść, przejeżdżając delikatnie opuszką po rozgrzanej krawędzi porcelany i wracając pamięcią do wspomnień. - Sama wiesz, że jeśli ktoś prosi mnie o pomoc, nie jestem w stanie mu odmówić. W ten sposób chwilę później byłem już w parszywej knajpie na Nokturnie i zanim zdążyłem nawet zamówić parszywe piwo, żeby tworzyć pozory, ktoś otruł pewnego czarodzieja i rozpylił duszący dym. - Palec pokonywał kolejne kółka na krawędzi coraz szybciej, aż w końcu Garrett zabrał dłoń, spojrzał przelotnie przez okno i znów ulokował wzrok na piegowatej twarzy siostry. Zaśmiał się radośnie. - A potem to już sam nie wiem, co się działo. To była jakaś masakra. Potencjalny czarnoksiężnik wybiegł, Dobrev zaplątał go w pajęczynę, potem przypałętało się paru rzezimieszków, z braku skupienia praktycznie dokonałem aktu samozapłonu - tu parsknął śmiechem raz jeszcze, zastanawiając się, kto był na tyle durny, żeby przepuścić go przez trzyletnie szkolenie na aurora - a potem ktoś sam wysadził się w powietrze, rzucając protego. Wszystko działo się za szybko, chyba zaczynam się starzeć.
Był to niewinny żart, ale Garrett zdawał sobie sprawę, że zakrawał on o prawdę - nie miał już siedemnastu lat, pragnienie przygód i walki powoli wypierane było przez wypracowaną ostrożność; trafiło go już tyle zaklęć i klątw, iż sinica zaczęła niekiedy mocno ograniczać kondycję. Zastanawiał się, ile jeszcze uda mu się przepracować jako auror, zanim jego zdrowie, życie i zacięcie rozpadną się na kawałeczki, a on zostanie przykuty do biurka i skazany na ośmiogodzinną walkę z niebosiężnymi stosami dokumentacji. Bał się tego bardziej niż najgorszych klątw.
- Jakimś sposobem udało mi się znokautować przeciwników, ale Iwan i poszkodowany mężczyzna, któremu pomagał, zdążyli już zniknąć. Wydawało mi się, że ulotnili się w powietrzu. Podążyłem ich tropem z niemałą pomocą magii i znalazłem się nagle w nokturnowej lecznicy, co w sumie było już końcem przygody - uciął, uśmiechając się lekko. - Co nie zmienia faktu, że dawno nie byłem pewien tak bardzo jak wtedy, że oberwę wyjątkowo okrutnym zaklęciem i zamieszkam na stałe w Mungu. Tylko szczęście zadecydowało, że udało mi się wyjść prawie bez szwanku.
W tym momencie spytałby się, jak minął dzień Lyry, jednak wiedział już wszystko, łącznie z tym, że dziewczyna nie potrafi przywołać wspomnień. Ostatnim spojrzeniem szukał na jej twarzy siniaków, czegokolwiek, co mogłoby naprowadzić go na dobry trop, jednak zawiódł się - jednocześnie niezwykle ciesząc - dostrzegając tylko konstelacje miodowych piegów.
- Dolać ci herbaty? - powiedział cokolwiek, nie chcąc trwać w wywołującej niemiłe przemyślenia ciszy.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   24.08.15 2:08

Przez te lata Lyra często zastanawiała się, co stało się z ojcem, dlaczego nagle zniknął i tyle czasu nie wracał ani nie dawał znaku życia. Bała się nawet, że może stało się coś strasznego, może nawet już nie żył? Jej wspomnienia o nim pochodziły z czasów dzieciństwa, i musiała dbać o to, by pozostały ostre, bo były jedynym, co jej po nim pozostało. A później nagle dowiedziała się o jego powrocie, i jak na złość nie mogła nawet się z nim zobaczyć i porozmawiać, upewnić się, jak bardzo się zmienił, i czy ją pamiętał.
- Więc dlaczego tak po prostu nas porzucił na tyle lat? Dlaczego niczego nam nie powiedział? – Mimo tęsknoty za ojcem, Lyra zawsze czuła do niego pewien żal. Choć starał się pomagać innym, mimo wszystko okazał się być egoistą, skoro to pragnienie okazało się dla niego ważniejsze od własnej rodziny. Zawsze było.
Gorzkie myśli o ojcu i o latach spędzonych w niepełnej rodzinie, tylko z braćmi i zapracowaną matką chwilowo przysłoniły wcześniejszy niepokój po przebudzeniu się w nieznanym miejscu bez wspomnień sporej części dnia. Garrett jednak wyszedł, a kiedy wrócił, zdążyła już nieco ochłonąć. Upiła łyk herbaty, żeby zatuszować chwilowe zmieszanie.
Wysłuchała z ciekawością jego opowieści. W niektórych momentach parskała śmiechem, by później spoglądać na brata z niejakim zatroskaniem; w końcu niektóre z tych sytuacji wyglądały naprawdę ryzykownie, a przecież nie tylko on mógł martwić się o Lyrę; także nastolatka często niepokoiła się o braciszka, kiedy ten uczestniczył w akcjach aurorskich. Ale i tak zawsze lubiła go słuchać.
- Naprawdę zrobiłeś to wszystko? To brzmi niesamowicie – powiedziała, gdy skończył mówić. Musiała się bardzo wytężać, żeby mu nie przerywać w trakcie. – Dobrze, że jakoś dałeś sobie radę i nic poważnego ci się nie stało. Udało wam się w końcu złapać tego czarodzieja?
Mimo tego, co powiedział, i tak miała bardzo dobre zdanie o jego umiejętnościach. Był przecież jej kochanym starszym bratem, w którego zawsze była zapatrzona jak w obraz, i jako dziecko chciała być taka, jak on. Wolała więc wyobrażać go sobie jako nieustraszonego, dzielnego aurora, który zawsze wychodzi z misji bez szwanku. Ach, ta dziecinna naiwność i tendencja do idealizowania pewnych rzeczy! Lyra jednak wciąż jeszcze była dosyć infantylna, wciąż nie została przeżarta dorosłością i zachowała optymistyczne, lekkie podejście do życia. Choć dzisiejszy dzień mógł to zachwiać, i gdyby nie modyfikacja pamięci, zmiany w jej wrażliwej, wciąż kształtującej się psychice z pewnością postąpiłyby znacznie szybciej. Teraz jeszcze żyła w nieświadomości tego, co naprawdę ją spotkało.
Jego pytanie wyrwało ją z zamyślenia.
- Tak, możesz dolać. – Kiedy opowiadał, nawet nie zauważyła, jak opróżniła całą filiżankę.
Czuła, jak się jej przyglądał. Nie mógł jednak dopatrzeć się widocznych śladów złych przeżyć. Zniknęły, podobnie jak wspomnienia dziewczyny z dzisiejszego dnia. Nie było ani śladu po siniakach i krwi, które zaledwie parę godzin temu widniały na jej drżącym, bladym ze strachu ciałku.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   24.08.15 21:31

Nie wiedział, jak odpowiedzieć na pytanie Lyry; z jednej strony zachowanie ojca wywoływało gorzki posmak w ustach Garretta, z drugiej jednak starał się go zrozumieć - choćby przez wzgląd na altruizm płynący w żyłach, który po nim odziedziczył.
- Też chciałbym to wiedzieć - uciął temat westchnieniem, nie chcąc go drążyć; nie przyniosłoby to nic poza bólem rozdrapywania ran. Odgarnął własne włosy za ucho, przez przypadek zahaczając złamanym paznokciem o tył małżowiny.
Kiedy zaczął snuć opowieść, która jemu wcale nie wydawała się nad wyraz emocjonująca (no, może pomijając przygodę z kapturem stającym w żywym ogniu i materiałem pożeranym przez języki ognia), przyjrzał się reakcji siostry i z uśmiechem zauważył, że historia zdawała się całkowicie zaabsorbować jej uwagę i odwieść myśli od ponurych rozmyślań o ojcu. Szybkim machnięciem różdżki o jasnym drewnie osiki przywołał imbryk, który, lekko trzęsąc się na zakrętach, przyleciał zgrabnie i odlał swoją zawartość do opróżnionej już filiżanki Lyry, a potem wylądował nieopodal z cichym stukotem, który przypomniał Garrettowi o znikających skarpetkach, które lubią komplikować życie.
- Właściwie to się nie udało - przyznał, parskając śmiechem. - Zdążył uciec, zanim Iwan wydostał się z zagazowanego pomieszczenia, a mnie zaatakowała dwójka opryszków. Jak to mówią - co się wlecze, nie uciecze, kiedyś go dorwiemy.
Nieszczególnie w to wierzył, chciał jednak być w oczach siostry autorytetem, świetnym, niepokonanym aurorem, dzięki któremu dziewczyna poczuje się bezpiecznie. Nie był głupi, zdawał sobie sprawę, że nawet najlepsi czasem zawodzili i na nic zdawały się wybitne zdolności w obliczu zagrożenia; lubił jednak dławić się kłamstwami i naiwną wiarą w to, że potrafił dbać o wszystkich najbliższych i zapewnić im to, na co zasługiwali - spokój, ład i harmonię. Nie chciał myśleć o tym, jak bardzo się myli.
Zmarszczył lekko brwi.
- Widziałaś ostatnio Barry'ego? Dawno nie dawał znaku życia - zauważył, unosząc porcelanę do ust i znowu biorąc łyk herbaty, tym razem niewypalający mu wnętrza ust.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
 

Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 7Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Mały salon
» Główny Salon
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Studio Piercingu i Tatuażu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Centrum :: St. Martin's Lane 45/3-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17