Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Salon   19.08.15 19:41

First topic message reminder :

Salon

Raczej niewielki, trudno nazwać go wykwintnym, bogato zdobionym czy nadmiernie wyszukanym; tonie w jasnych barwach, co sprawia, że nieduże pomieszczenie zdaje się nieco bardziej przestrzenne. Na tle białej ściany stoi kremowa, dwuosobowa kanapa otoczona kolumnadami hebanowych regałów (a jest ich mnóstwo, wszystkie uginają się pod ciężarem wielu tomiszczów opasłych książek); nieopodal, koło ciemnego stolika na kawę, stoi ogromny, wyjątkowo miękki fotel z ledwo widocznymi śladami zadrapań z tyłu po świętej pamięci kotce. Nad kanapą w grubej, drewnianej ramie wisi obraz namalowany przez Lyrę. Gdzieś w kącie, tuż przy oknie, stoi krzesło przeżywające drugą młodość i drewniany stolik, na którym często znajdują się świeże kwiaty odbijające się niepewnie w wiszącym lustrze, niewielki kandelabr i plik dokumentów, które Garrett kilogramami przynosi z pracy. Na środku jednej ze ścian umieszczony został kominek podłączony do sieci Fiuu.


[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Garrett Weasley dnia 30.03.17 23:10, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   27.03.16 19:57

Nie oponował zbytnio, kiedy auror - zwiedziony wieczną podejrzliwością, jaką zagwarantowało mu wieloletnie doświadczenie w Brygadzie Uderzeniowej - postanowił upewnić się, czy na pewno byli sami; w międzyczasie nie ruszał się z fotela, wbijając spojrzenie w bliżej nieokreślony punkt na przeciwległej, jasnej ścianie. Żeby się przygotować do nieuniknionego. Ułożyć chaotycznie rozrzucone myśli.
Jak się okazało, nie zrobił tego bez potrzeby; atak, który nastąpił ledwie sekundy później, był absolutnie niezapowiedziany, ale i tak nie zaskoczył Garretta na tyle, by kompletnie wytrącić go z równowagi. Po pierwsze - przecież doskonale wiedział, na co się pisze; bezpośredniość Williama również nie była mu obca. Po drugie, nie zaczął panikować, kiedy nieznana siła znikąd zaatakowała mu umysł. Przebrnął przez wystarczająco wiele tomiszczy, by z czystym sumieniem uznać, że znał zagrożenie. Zdążył się dowiedzieć, jak je zwalczać.
Nie musiał się bać. Nie musiał.
Prawda?
Pewnych myśli i wspomnień powinien bronić najmocniej - szczególnie tych oscylujących wkoło zakonu, jego najbliższych, aresztowań, Dumbledore'a. Otwarcie bał się, że wszystko to, co skrupulatnie ukrywał przez kilka ostatnich miesięcy, runie jak domek z kart, a wszystkie jego sekrety wyjdą na jaw, raniąc tym mocniej, że nie dotyczyły rzeczy błahych - tym razem nie chodziło tylko o niego, a wszystkich wokół.
Budował więc z myśli mur, który byłby w stanie ochronić go przed atakiem z zewnątrz; wspomnienia służyły za szczelnie spojone cegły tworzące nieprzekraczalną barierę. Cóż, przynajmniej z pozoru nieprzekraczalną - każdy, najwybitniejszy nawet umysł pozostawiał przecież szczeliny, czytał o tym niejeden raz i w niejednej książce. Sztuka legilimencji opierała się w końcu na odnajdywaniu takich luk, rozszarpywaniu ich, wbijaniu się do środka, wysysaniu tajemnic, uderzaniu w słabe punkty, rozdrapywaniu ran. A jego aktualnym zadaniem stało się ukrywanie tych dziur, zasklepianie ich silną wolą, powstrzymywanie nieokreślonej siły przed spenetrowaniem mu umysłu.
Bolało jak tysiąc drobnych igieł wbijających się w jeden punkt; kto wie, być może kiedyś będzie w stanie odciąć się nawet od fizycznych aspektów cierpienia? Czy nie tak miało to wyglądać? Definicja oklumencji rzadko kiedy ograniczała się do walki z legilimencją - była też sztuką zaprzeczania własnego istnienia, spoglądania na siebie z boku; to jak szukanie nirwany, oazy wewnętrznego spokoju... i wszystkich tych innych rzeczy, nad którymi Garrett aktualnie nie był w stanie się zastanawiać, zbyt zajęty odpieraniem gwałtu na umyśle.
Wszystkie te definicje, które tak zaciekle wyczytywał w niezliczonych tomiszczach, kruszyły się u podstaw, kiedy teoria zmieniała się w praktykę. Czym innym było odcinanie się od zmysłów w warunkach względnego spokoju, a czym innym w samym środku wojennej pożogi, która właśnie szalała w jego głowie.
Jak to było? Pierwszy krok: zaprzecz.
Więc zaprzeczał; odpychał od siebie wszystko - przywoływane legilimencją wizje, wżerający się w czaszkę ból, własne myśli gubiące się w chaotycznym wirze. Odrzucił to wszystko, oddalił się od tego, co tu i teraz, zagłębiając się w - jakkolwiek absurdalnie to brzmi - bliżej nieokreślonej nicości.
A kiedy zaprzeczenie zdawało się nie przynosić upragnionych rezultatów (ból nie znikał, a parcie na umysł jak na złość nie słabło z każdą kolejną upływającą sekundą), w akcie ostatecznej desperacji zdecydował się zmienić taktykę. Nie wiedział, czy robi dobrze - prawdę mówiąc, ostatnimi czasy miewał coraz większe wątpliwości co do słuszności swoich własnych wyborów, ale z braku lepszych rozwiązań po prostu w nie brnął, zdając się wyłącznie na niekiedy zwodniczą intuicję.
I nagle poczuł, że ból znika - nie, może nie znika, lecz łagodnieje, ale i tak wiedział, że nie była to jego zasługa. Dawał radę zatrzymać legilimencję Williama, ale nie całkiem ją wyprzeć; jakby przyrównać to do siłowania się na rękę, to mimo największych starań nie mógł wygrać, choć starczało mu sił na to, aby obronić się przed klęską. Ale defensywy nie można ciągnąć przecież w nieskończoność.
Dla osoby postronnej ta popołudniowa sesja nauki oklumencji przedstawiałaby się dość komicznie: palce Garretta zaciśnięte na podłokietniku kanapy, różdżka drugiego aurora celująca w okolicę jego głowy, bezruch, cisza przerywana miarowym cykaniem zegara.
A w myślach - lawina. Ból został odjęty wyłącznie na krótką chwilę, niechciana siła wycofała się tylko na ulotne sekundy, a zanim Garrett zdążył się spytać, co skłoniło Williama do przerwy, ten zaatakował ponownie. Tym razem bez żadnych skrupułów; Garry zacisnął powieki, wyraźnie zaskoczony nagłymi kaskadami ukłuć. Przez chwilę miał wrażenie, że nie wytrzyma, że pęknie i rozpadnie się na kawałki; widocznie się skrzywił, na nowo budując mur - tym razem wyższy, szerszy, dłuższy, szczelniejszy. Nie mógł pozwolić sobie na błąd. Domyślał się, że auror, sfrustrowany tym, że nie zdołał ot tak przeczesać mu umysłu, po prostu zdecydował się wtargnąć tam na siłę, z całą swą brutalnością, całą bezwzględnością, która kosztowała łzy bólu mimowolnie zbierające się przy kącikach oczu.
Więc skupił się na czymś błahym. Nie, nie na wspomnieniu płatków śniegu mieniących się srebrem w promieniach zimowego słońca, nie na roześmianych, dziecięcych usteczkach siostry, nawet nie na jasnych kwiatach zdobiących niegdyś parapet jego (wtedy jeszcze ich) mieszkania - nauczył się już, że ta metoda częściej zawodziła niż okazywała się skuteczna, nie mógł opierać na niej całej swojej walki.
Wreszcie otworzył oczy i przeniósł spojrzenie na przeciwległą ścianę, całe swoje jestestwo - choć to również nie brzmi najlepiej - skupiając na jej bieli. I pogrążał się w niej; wkrótce nie myślał już o niczym innym, tylko nieprzeniknionej jasności, o fakturze odległej ściany i chłodzie, jaki musiał od niej bić. Zatracił się w tych głupotach, nawet nie zauważając, że ból towarzyszący jęzorowi legilimencji wbijającemu się w umysł nagle ustał. Nieświadomie go odepchnął, tym razem już nie musząc skupiać się na budowaniu bariery wokół umysłu, bo ta tworzyła się sama, wibrując i uszczelniając się wraz z każdą sekundą spędzoną na bezwiednym analizowaniu nicości. Zdał sobie sprawę z własnego sukcesu odrobinę zbyt szybko; to ten moment zaważył, na nowo osłabiając ochronę przed atakiem. Własnymi klęskami i małymi zwycięstwami napędzał perpetuum mobile niekończącego się przemęczenia, bo zaczynał mieć dość - jednak co z tego, jeżeli nie mógł się tak po prostu poddać?
Podjął walkę na nowo. Spychał to, co tu i teraz (a także tam i wczoraj) poza margines tego, co miało znaczenie - jego głowa wciąż promieniowała bólem, ale nie był to już ból wywołany pogwałceniem prywatności myśli, a przedłużającym się skupieniem. Odczuwał usilne starania mężczyzny, aby ponownie przedrzeć się przez ten metaforyczny mur; Garrett nawet nie musiał zastanawiać się, jak powinien się obronić, bo zaczynał - nauczony metodą prób i błędów (głównie tych drugich) - robić to z lekkością, intuicyjnie.
Jakby ochrona własnych myśli była czymś dziecinnie prostym.
Nie była; nie ukrywał jednak przed samym sobą, że rozpierała go duma. Pomimo usilnych starań starszego aurora, udawało mu się bronić - nie na tyle, by wygrać batalię, ale wystarczająco, by zapewnić bezpieczeństwo nie tylko sobie, ale też myślom i wspomnieniom ukrytym w jego głowie. Wiedział też, że balansuje na cienkiej granicy pomiędzy sukcesem a sromotną klęską. Od końca tej męki dzieliło go jedno szarpnięcie, jedna próba wypchnięcia mężczyzny z głowy, jedna sekunda pozbawiona jakichkolwiek zawahań, ale bał się jej, bo jakiekolwiek potknięcie poskutkowałoby zniesieniem wszystkich barier i niemym przyzwoleniem na penetrację wszelkich trosk.
No dalej, Garrett, jest już coraz bliżej - chciał powiedzieć do siebie w myśli, ale nawet taka krótka uwaga nie posłużyłaby za mobilizację, a rozproszenie, na które nie mógł sobie pozwolić. Ściana. Znów wbił w nią spojrzenie, jasność, biel, nicość, chłód, pustka.
Nic. Bo, paradoksalnie, to właśnie nicość tworzyła najlepszą barierę zatrzymującą każdy, nawet najwybitniejszy z ataków.
Kiedy zmęczenie zaczynało osiągać nieznośnie apogeum, postanowił zaryzykować - raz a dobrze spróbować wyprzeć mężczyznę z umysłu, zamknąć się na wszystkie bodźce. I cóż, zamknął się; zdawało mu się co prawda, że utracił najpierw zmysły, a potem świadomość, ale po tej sekundzie spędzonej w pustce... wróciło wszystko. Nie, nie wszystko - nie istniał już ból, nie istniała siła wbijająca mu się w umysł ani ten przeszywający strach, że jeden błąd zaprzepaści wszystkie starania.
Bo nie zaprzepaścił. Musiał zapłacić za to wysoką cenę okupowaną cierpieniem, potem i zmęczeniem, ale zwyciężył. Nie pozwolił aurorowi wyrwać mu żadnego, najmniejszego nawet wspomnienia, ulotnej emocji i myśli. Czy nie liczyło się właśnie to?




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   27.03.16 19:59

To co obowiązkowe nie powinno boleć. William przyzwyczajony do swojej pracy, traktował ją już automatycznie. Był panem swojego umysłu, potrafił oddzielić ból fizyczny od psychicznego, a jako legilimenta wiedział jak wykorzystać każdy zakamarek na idealne tortury czarnoksiężników. Ci nie zasługiwali nawet na kromkę chleba z kroplą wody. Dla Williama każda forma czarnej magii była najgorszym obrzydlistwem. Nic więc dziwnego, że chciałby nauczyć aurorów zamykania swojego umysłu. Nigdy nie wiadomo, co potrafiła druga strona i jaka potężna magia się w nim kryła.
W Garretcie widział potencjał. Oczywiście nie taki jaki miał William, ten mianował siebie w myślach już Szefa Departamentu, czekał tylko na potknięcie Rogersa, aby wykorzystać sytuacje. Jednak tego nie wiedział nikt. Nawet jego żona. Zaatakował Garretta w ułamku sekundy, bo nikt w prawdziwym życiu nie będzie czekał na moment aż będzie gotowy. To tylko chwila, aby stracić wszystko. Czarnoksiężnicy byli gorsi niż dementorzy. Oni nie wysysali wspomnień, wykorzystywali je potem, atakując najbliższych. Zawsze lepiej jest torturować kogoś psychicznie. Ciała kiedyś uodparnia na ból. Krew tylko dowodzi o wycieńczeniu organizmu, a psychikę trudno odbudować. William przedzierał się przez zakamarki umysłu Garretta, a odpychany coraz mocniej i skuteczniej, próbował przedrzeć się wręcz na siłę, brutalnie, tylko po to, aby udowodnić Weasley’owi, że nikt w życiu nie będzie go traktował delikatnie. Ku zaskoczeniu Garrett spisywał się lepiej niż starszy kolega przypuszczał. William w końcu sam opadał z sił, a kropelki potu pojawiły się na skroniach przyprószonych siwymi kosmykami.
W oczach pojawiła się duma. Chciał już powiedzieć, że uczeń przerósł mistrza, ale nie będzie mu tak pochlebiał. Garrett odparł naprawdę trudny i wymagający atak, a William nie spodziewał się, że rudowłosy w ogóle da radę. Przez dłuższą chwilę nie wstawał z fotela. Wpatrywał się w niego zaskoczony, mrużąc brązowe oczy. Wyrównał oddech, napił się wcześniej przygotowanej i już zimnej herbaty.
- Gratulacje, lordzie Weasley – podał mu dłoń, nie rozwodząc się na temat, przez jaką gehennę przeszedł. Jeśli odparł atak tak doświadczonego aurora, powinien bez problemu zmierzyć się z innymi w życiu codziennym.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   27.03.16 20:16

Był tak zmęczony, że nie skrzywił się nawet na dźwięk znienawidzonego tytułu, który zazwyczaj kojarzył mu się tylko i wyłącznie z bezczelną obelgą. Czystą drwiną.
- Dziękuję - rzucił jednak machinalnie, odwzajemniając uścisk dłoni i dopiero teraz zauważając, że na pochwałę zareagował z pewnym opóźnieniem. Oddychał ciężko przez rozchylone lekko usta i wpatrywał się w aurora dość tępo, aż wreszcie zreflektował się i uniósł dłonie, by przetrzeć palcami obie skronie. Wciąż promieniowały pulsującym bólem.
Zdążył zmrużyć i znowu otworzyć oczy, zanim natrafił spojrzeniem na Williama sączącego z filiżanki - jak gdyby nigdy nic - wystygłą już herbatę. Garrett najchętniej zrobiłby to samo, ale coś blokowało jego ruchy, powodowało, że przed przedsięwzięciem czegokolwiek wolał uregulować rozszalały oddech i chaotycznie bijące serce. Świat wkoło zdawał mu się dynamiczny - dopiero nabierał stateczności, blade ściany przestawały pędzić, myśli nie układały się już w wodospady i kaskady szaleńczych wspomnień.
Wszystko wracało do normy.
Czuł się dumny. Choć osłabiony, to wciąż silny - dopiero na samym końcu poczuł przecież, jak wielką ma kontrolę nad własnym umysłem będącym żywym, niczym nieograniczonym żywiołem. Odepchnął legilimencję, odepchnął oszałamiający ból i mimowolnie nasuwało się kolejne pytanie: czy będzie mógł odgonić też nieprzyjemne wspomnienia? Emocje niepozwalające się skupić? Czytał, że tak - że to wszystko łączy się jak w wielobarwnym kalejdoskopie, przewraca, przesuwa, miesza, nachodzi.
Zrobił to. To, nad czym pracował od miesięcy i przygotowywał się do tego przez wiele nocy; opanował sztukę ponoć niemalże niemożliwą do opanowania, dokonał tego, czego inni próbowali przez lata, z różnych powodów nie potrafiąc odciąć się od absolutnie wszystkich bodźców. A on dał radę. Dał radę - i to bez większych trudności, choć z wielkim, oszałamiającym bólem, który był jednak nieodłącznym elementem nauki walki z legilimencją.
Sięgnął po herbatę, choć dość ostrożnie i powściągliwie. Wziął łyk, z pewnym zaskoczeniem odkrywając, że nawet nie przeszkadzał mu jej chłód. Ignorował go. I wszystkie inne, niechciane bodźce również.
To zaskakujące, że dopiero teraz odkrył potęgę umiejętności, o którą walczył przez poprzednie cztery miesiące. A co najważniejsze, spodobała mu się. Bardzo.

| zt




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Clementine Baudelaire
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2770-constanine-faye-baudelaire-budowa#44793 http://www.morsmordre.net/t2843-hanok#45618 http://www.morsmordre.net/t2840-poznaj-klementynke#45614 http://www.morsmordre.net/f268-mole-valley-little-ash-park http://www.morsmordre.net/t2844-clementine-faye-baudelaire#45621
hodowczyni ptaków
19 lat
Czysta
Panna
There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired by how you deal with your imperfections.
1
3
6
8
2
0
0
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Salon   30.04.16 12:22

Ostatnimi czasy, Clementine, bardzo małymi kroczkami namawiała ojca aby pozwolił jej opuścić progi jej domu. Odwiedziny Lyry wydawały się idealnym rozwiązaniem. Rodrick Baudelaire znał ją bardzo dobrze, darzył sympatią jej rodzinę i przede wszystkim, był pewien, że zostawiając Clementine w murach jej mieszkania pozostawia ją w dobrych rękach. Być może w domu Weasleyów nie było żadnego Uzdrowiciela, ale Lyra bardzo dobrze znała stan zdrowia Clementine. Przyzwyczajona była, że czasami, jeśli dziewczę się przeciążało odpoczynek był naturalną koleją rzeczy. Nie forsowała niczego. Znały się na tyle, mimo, że przez te wszystkie lata wspólnych zabaw, a później rozmów tak naprawdę nie mogły się jeszcze nazwać w pełni przyjaciółkami, bo ich więzi były w dalszym ciągu dość niestabilne, lekkie, jakby stworzone z bardzo cienkiej nici. Clementine jeszcze nigdy nie była w domu Lyry, dlatego szła wolnym krokiem, puszczając ramię koleżanki, poruszając się wzdłuż ściany. Dłoń przenosiła się z muru na meble, kiedy jakieś wstępowały przed nią. Zatrzymała się przy pojedynczym krześle, przytrzymując się jego podłokietnika, skierowawszy swój wzrok na Lyrę, zawieszając go mniej więcej na poziomie jej twarzy.
Myślałam już, że ojciec zaraz po tym, jak mnie odprowadził uprze się, żeby mi towarzyszyć u Ciebie w domu — uśmiechnęła się delikatnie, troche rozbawiona nadopiekuńczością pana Baudelaire, chociaż oczywiście była mu wdzięczna za tą troskę.
Musi Cię bardzo lubić i Ci ufać — dodała wyczuwając pod palcami kształt krzesła i przysiadła na miękkiej poduszce, zwracając twarz na bok, usłyszawszy sąsiadów gdzieś zza ściany. Przyzwyczajona była do innych warunków życia. Ich dom znajdował się na totalnych rozdrożach, w całym centrum niczego. Panował tam spokój, a jedyny hałas, jaki był wywoływany to ten, jaki tworzyły lelki w wolierze panienki Baudelaire.




" There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired
by how you deal
with your imperfections


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f280-norfolk-dworek-na-wschodnim-wybrzezu http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   01.05.16 0:08

Znajomość Lyry i Clementine miała swoje początki jeszcze w dzieciństwie obu dziewcząt. Dzielił je zaledwie jeden dzień, ale pewnie nigdy by się nie poznały, gdyby nie matka młodej Weasleyówny, która przyjaźniła się ze zmarłą panią Baudelaire i nawet po jej śmierci odwiedzała jej męża i małą córeczkę, często przyprowadzając ze sobą Lyrę, by ta mogła pobyć trochę w towarzystwie rówieśniczki. I choć początkowo obie dziewczynki były onieśmielone sobą i bawiły się razem nadzwyczaj ostrożnie, z biegiem czasu powoli zaczęła się tworzyć między nimi pewna więź. Energiczna i ciekawska Lyra szybko zrozumiała odmienność koleżanki, to, że Clementine ze względu na wątłe zdrowie musiała być ostrożna, nie mogła biegać i skakać, nie mogła przeżywać świata w taki sposób, jak ona. Zawsze zastanawiało ją, ale i smuciło, że koleżanka nie mogła doświadczać piękna kolorów, nie znając wzroku żyła w ciemności postrzegając świat za pomocą pozostałych zmysłów, inaczej niż czyniła to większość ludzi. Dla niej jako artystycznej duszy to zawsze była przerażająca wizja: stracić to całe piękno i kolory otaczającego ją świata. Panna Baudelaire posiadała za to inny niezwykły dar: potrafiła rozmawiać z ptakami, co budziło w Lyrze zachwyt odkąd się o tym dowiedziała.
Gdy Lyra poszła do Hogwartu, widywały się jeszcze rzadziej, tylko w wakacje, ale ich kontakt utrzymał się do dnia dzisiejszego, nawet mimo tego że panna Weasley już nie mieszkała z matką, a z bratem w Londynie. Tuż po skończeniu szkoły zdała jednak egzamin na teleportację i mogła samodzielnie wybierać się do domu panny Baudelaire.
Chociaż dzisiaj, co początkowo było dla niej zaskakujące, to Clementine postanowiła odwiedzić Lyrę. Gdy pojawiła się wraz z ojcem, Weasleyówna uprzejmie powitała oboje i zapewniła mężczyznę, że nie musi się martwić.
- Twój ojciec bardzo cię kocha. To wspaniałe, jak się o ciebie troszczy – zauważyła, kiedy już zostały same. Mimowolnie poczuła ukłucie zazdrości, bo wobec własnego nie mogła być tego taka pewna. Który kochający ojciec porzuca swoją rodzinę na prawie dwanaście lat, pozostawiając córce jedynie coraz bardziej mgliste wspomnienia z dzieciństwa? Chciałaby mieć takiego ojca jak jej rówieśniczka.
Wiedząc, że panna Baudelaire nigdy tu nie była i nie znała układu mebli i innych przedmiotów, zaoferowała jej ramię i poprowadziła ją do niewielkiego saloniku, pozwalając, by odnalazła dłońmi fotel i usiadła na nim.
- Mojego brata teraz nie ma, jest w pracy – zapewniła ją, na wypadek gdyby dziewczyna czuła się onieśmielona perspektywą spotkania z obcym dorosłym mężczyzną. – Może chcesz, żebym zrobiła ci herbaty? Mam też ciasteczka, upiekłam je wczoraj wieczorem. I w ogóle... Dobrze się tutaj czujesz?
Sama czuła się nieco specyficznie, przynajmniej na początku, w końcu spotykały się na zupełnie innym gruncie niż zawsze. Rozumiała jednak to, że Clementine chciała wyrwać się z murów domu, gdzie spędzała całe życie, że pragnęła poznać świat poza nim. Nawet jeśli było to tak niepozorne miejsce, jak londyńskie mieszkanko Garretta Weasleya. A Lyra naprawdę chciała pomóc jej w tym otwieraniu się na świat.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Clementine Baudelaire
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2770-constanine-faye-baudelaire-budowa#44793 http://www.morsmordre.net/t2843-hanok#45618 http://www.morsmordre.net/t2840-poznaj-klementynke#45614 http://www.morsmordre.net/f268-mole-valley-little-ash-park http://www.morsmordre.net/t2844-clementine-faye-baudelaire#45621
hodowczyni ptaków
19 lat
Czysta
Panna
There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired by how you deal with your imperfections.
1
3
6
8
2
0
0
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Salon   05.05.16 14:09

Clementine czuła w tym mieszkaniu zupełni inną aurę niż w domu. Nie chodzilo o poziom bezpieczeństwa. Tak samo pewnie mogła się czuć tutaj, jak we własnej posiadłości. Jedyną niewiadomą był dla niej rozstaw mebli. Musiałaby spędzić tu znacznie więcej czasu, żeby móc się poruszać bez zawahania po tej przestrzeni, nawet jeśli niewielkiej. Dlatego właśnie zajęła miejsce na fotelu, wsłuchując się w kroki Lyry i w załamanie ddesek pod jej drobnym ciałkiem. Próbowała zorientować się w przestrzeni. Jej skupienie przerwał głos Lyry.
Jestem ostatnią bliską mu osobą po śmierci matki. To naturalne — uśmiechnęła się delikatnie do dziewczyny, bo w istocie nie mieli dużej rodziny, a takiej, z którą utrzymywaliby kontakt było jeszcze mniej. Być może z tej właśnie przyczyny ona też miała kilka rzeczy, których zazdrościła panience Weasley. Chociażby rodzeństwa. Zawsze chciała się przekonać jak to by było posiadać siostrę czy brata. Być może nawet trochę zawiodła ją odpowiedź Lyry o nieobecności jej brata. Nigdy nie miała okazji zapoznawac się z bratersko-siostrzaną więzią. Lyra bywała znacznie częściej w jej domu niż jej brat. Razem nie było ich tam nigdy. Była ciekawa jak się do siebie odnoszą, czy widać rodzinne podobieństwa w rozmowie. Chociaż obecność Garretta zdecydowanie zadziałałaby na jej nieśmiałość, było też coś nieznanego i intrygującego w tym, jak ta dwójka mogłaby się zachowywać wobec siebie nawzajem, a Clementine jak nikt inny, była zafascynowana tym, czego jeszcze nie wiedziała o świecie, a było tego przecież tak wiele.
Wróci? — pozwoliła sobie spytać, wierząc, ze Lyra nie uzna to za niegrzeczność. Clementine dobrze czuła się w obecności Weasley, bardzo swobodnie. Wbrew jednak wielu niepewności, nie unikała kontaktów z innymi ludźmi, chociaż czuła przy nich dyskomfort, była zmotywowana go zwalczać i zaspokajać swoją ciekawość — Będę wdzięczna za herbatę. Pomogę.
Wstała z miejsca poruszając się za niesionym głosem Lyry w jej kierunku. Miała powolny krok, niepewny, ale nie chwiejny.
Jestem z Tobą, jak mogłabym się czuć źle?




" There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired
by how you deal
with your imperfections


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f280-norfolk-dworek-na-wschodnim-wybrzezu http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   05.05.16 23:25

Lyrze trochę ulżyło, kiedy te pierwsze minuty spotkania upłynęły spokojnie. Może nie musiała się niczego obawiać, chociaż niejako czuła się odpowiedzialna za koleżankę, wiedząc, że ta w dotychczasowym życiu rzadko opuszczała dom.
- Nie wszyscy ojcowie tacy są – powiedziała z lekkim żalem, ale nie zagłębiła się w temat. Powrót jej ojca przed kilkoma miesiącami rozjątrzyło stare rany, które po dwunastu latach od jego zniknięcia zdążyły się już zabliźnić. Była rozżalona i wewnętrznie rozdarta, ale trudno jej było okazywać te uczucia nawet przed bratem. Ostatnio miała wrażenie, że powoli zaczynali się od siebie oddalać, i to naprawdę ją przerażało. Miała jednak nadzieję, że się myliła, brat zawsze był dla niej niezwykle ważny. Los odebrał jej ojca, ale dał Garretta, dzielnego starszego brata, który zawsze był dla niej wzorem, niejako zastępował utraconego rodzica i zawsze mogła na nim polegać. Lyra zawsze cieszyła się, że nie jest sama, miała dwóch braci i to starszych, więc podejrzewała, że Clementine musiała czuć się osamotniona bez rodzeństwa. Dobrze jednak, że miała troskliwego ojca i swoje ptaki, z którymi potrafiła rozmawiać.
- Jak nie wypadnie mu żadne nagłe zadanie, powinien się wkrótce pojawić – odpowiedziała, nie będąc jednak pewna, czy Clementine pyta o to, bo chce zobaczyć Garretta, czy wręcz przeciwnie, wolałaby uniknąć tego spotkania. – Aurorzy rzadko wracają o stałych porach. Zazwyczaj gdy się pojawia, to jedzenie, które dla niego zostawiam, jest już zimne.
Panna Baudelaire mogła jednak wyczuć w jej głosie ogromny podziw do pracy brata, jego odwagi i zaradności. Kiedyś sama chciała taka być, ale to należało do przeszłości, bo życie pokrzyżowało jej młodzieńcze naiwne marzenia.
- Jeśli tylko chcesz, oczywiście, możesz mi pomóc – zgodziła się. Nigdy nie uważała Clementine za w jakiś sposób upośledzoną i niezaradną, dlatego nie próbowała wyperswadować jej tego, nie chcąc, żeby czuła się traktowana niczym kruche jajko. Sama na jej miejscu zapewne też chciałaby być traktowana przez otoczenie normalnie. Tym bardziej, że przecież po wypadku też obchodzono się z nią jak z jajkiem i nie pozwalano jej się przemęczać, podczas gdy ona za wszelką cenę chciała robić wszystko tak samo jak wcześniej. Jej upór skutkował częstymi omdleniami, ale dziś mogła już funkcjonować normalnie i doceniała to o wiele bardziej niż dawniej.
Wyciągnęła tylko ramię, gdyby dziewczyna chciała się go uchwycić, zanim powoli ruszyła w stronę kuchni.
- Co porabiałaś w ostatnim czasie? – zapytała po chwili, wspinając się na palce i wyciągając z szafki puszkę z herbatą, a różdżkę wycelowała w imbryk, żeby zagotować wodę. Dla niej ostatnie miesiące przyniosły dużo zmian, ale Clementine nie chodziła do szkoły, więc pewnie nie odczuła tak dużej różnicy jak Lyra po powrocie z Hogwartu, ale decyzja o opuszczeniu domu musiała jednak wpłynąć na dotychczasowe życie dziewczyny.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Clementine Baudelaire
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2770-constanine-faye-baudelaire-budowa#44793 http://www.morsmordre.net/t2843-hanok#45618 http://www.morsmordre.net/t2840-poznaj-klementynke#45614 http://www.morsmordre.net/f268-mole-valley-little-ash-park http://www.morsmordre.net/t2844-clementine-faye-baudelaire#45621
hodowczyni ptaków
19 lat
Czysta
Panna
There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired by how you deal with your imperfections.
1
3
6
8
2
0
0
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Salon   13.05.16 0:54

Clementine nie mogła nie wyczuć żalu w tonie Lyry, dlatego teraz postanowiła baczniej dobierać słowa, żeby przypadkiem nie wzbudzać w Lyrze takich emocji. Była przewrażliwiona na pewne sygnały, dlatego ton dziewczyny wydał jej się tak bardzo dotknięty wobec poruszonej treści. Szczęśliwie Lyra szybko podłapała temat Garretta, wyraźnie w nim poruszając się znacznie wygodniej niż w kwestii ojca. Clementine uśmiechnęła się delikatnie, całkowicie szczere, z równie nieudawaną ulgą. Lubiła to, w jaki sposób Lyra opowiadała o swoim starszym bracie. Samo słuchanie tego ciepłego tonu potrafiło wypełnić człowieka pozytywnymi emocjami.
Jak ty znajdujesz w sobie tyle siły, żeby tak spokojnie na niego czekać? Praca Aurora niesie ze sobą duże ryzyko?
Ojciec Clementine mało mówił jej o rzeczach bardziej groźnych w naturze. Nie chciał niepotrzebnie jej niepokoić, czy opowiadać jej o wadach społeczeństwa i niebezpieczeństwach, jakie na nią mogły czyhać za rogiem. Omijał ten temat, wymawiając się wiecznie jej chorowitością, jako odpowiednim argumentem, żeby jednak częściej przetrzymywać ją w domu, gdzie była bezpieczna. Być może dlatego Clementine miała pewne, pozbawione skaz wyobrażenie o ludziach. Dla niej każdy miał czystą kartę, nie przypisywała nikomu usterek. Mimo to, podświadomie wiedziała, że były zawody, które wiązały się z dużą odpowiedzialnością. Zakładała jednak, że Garrett więcej problemów miał z nieobliczalnością niekontrolowanej magii niż z czarnoksięstwem. Ojciec od zawsze odcinał ją od przykrych wieści ze świata, dlatego żyła w swojej nieskażonej przez nic, idyllicznej rzeczywistości.
Nie tęsknisz za nim, za Garrettem?
Sama tęskniła do Hanoka. Był to bardzo niezależny ptak. Jej przyjaciel, ale niestety taki, który żył pewnym trybem wyłączającym ją z jego rutyny na długie okresy czasu. Wyczekiwała zawsze jego powrotu, siedząc w oknie, czekając aż jak swoje przybycie oznajmi przez trzepot skrzydeł nad jej głową. Czekanie w ten sam sposób na brata musiało być chyba jeszcze bardziej intensywnym doznaniem tęsknoty. Clementine jako jedynaczka mogła sobie to uczucie jedynie wyobrażać.
Czas spędzam głównie w domu, z ojcem… opowiedz mi coś o tym, jakie zmiany zachodzą u Ciebie.
Chciała znać je wszystkie. Wyobrażenie o świecie często budowała sobie też i na podstawie tego, co Lyra opowiadała jej o własnych doświadczeniach, a Clementine… lubiła milczeć, słuchać. Przy Lyrze i tak odzywała się dużo, ale była dużo wierniejszym słuchaczem niż mówcą.




" There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired
by how you deal
with your imperfections


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f280-norfolk-dworek-na-wschodnim-wybrzezu http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   13.05.16 21:36

Rozmowa o Garretcie z pewnością była dla Lyry łatwiejsza niż rozmowa o ojcu, który porzucił rodzinę. Można było wyraźnie wyczuć, z jaką sympatią i podziwem opowiadała o swoim bracie.
- Tak, jego praca jest bardzo... ryzykowna. Ale wierzę w jego umiejętności, zresztą przyzwyczaiłam się do tego, w jaki sposób funkcjonuje – wyjaśniła. Z powodów zdrowotnych nie mogła pójść na kurs, jak marzyła kilka lat temu, będąc jeszcze bardziej naiwna niż teraz, to i tak sama na własnej skórze przekonała się o niebezpieczeństwach aurorstwa, kiedy pod koniec lipca trafiła na Nokturn razem z Samuelem Skamanderem i niejakim Woodem, który później zginął na jej oczach, co było dla wrażliwej dziewczyny sporą traumą. I oczywiście, że zawsze się martwiła o brata, tym bardziej po tamtym wydarzeniu,, ale ufała mu, wierzyła, że jest rozsądny i nigdy nie próbowała wyperswadować mu tej pracy, wiedząc, że to tylko by go unieszczęśliwiło. Garrett nie był stworzony do tkwienia w czterech ścianach czy zwykłej papierkowej roboty, nie był też miłującą spokój i stabilizację artystyczną duszą, jak Lyra. Która także przez większość życia była trzymana z daleka od wszystkiego co niepokojące czy wręcz niebezpieczne. Dopiero po ukończeniu Hogwartu przyszło jej zderzyć się z prawdziwym światem i przekonać, że wcale nie jest on takim pięknym, kolorowym i spokojnym miejscem, jak zawsze wierzyła. Przekonała się także, że nie wszyscy ludzie są dobrzy, i to w dosyć brutalny sposób. Nie była już aż tak bardzo naiwna i ufna, jak kilka miesięcy temu (przynajmniej tak myślała), ale mimo to nadal wolała doszukiwać się we wszystkim dobrych cech. Nie chciała dać się ponieść temu lękowi, jaki towarzyszył jej od lipca w związku z wydarzeniami na Nokturnie oraz tamtym dniem, kiedy obudziła się w nieznanym miejscu bez wspomnień całego dnia.
- Tęsknię – przyznała, wlewając gorącą wodę do kubków z herbatą. – Ale wiem, że ma swoje życie i pracę, którą lubi. Cieszę się, że możemy spędzać razem chociaż wieczory. Gdy byliśmy w Hogwarcie, każde z nas w innych latach, musieliśmy znosić znacznie dłuższą rozłąkę – powiedziała, za pomocą zaklęcia lewitując herbaty prosto do salonu, gdzie wróciły.
Między Lyrą i jej bratem było dziesięć lat różnicy, więc zanim poszła do szkoły, on już ją skończył. Właściwie aż do tego roku nie mogli widywać się często, tylko tyle, co w wakacje i ferie świąteczne. To już chyba z Barrym widywała się więcej, spędzając z nim kawałek dzieciństwa, a nawet parę lat w Hogwarcie, gdzie był na piątym roku, gdy ona zaczęła pierwszy i dzięki temu miała kogoś, kto mógł wprowadzić ją w te szkolne realia.
- Zresztą i tak powoli kończy nam się czas wspólnego mieszkania. Wkrótce wychodzę za mąż – wyznała, zerkając na Clementine. Kiedyś na pewno wspominała jej o swoich sierpniowych zaręczynach, ale nie wspominała o planach ślubu. Sama wciąż czuła się dziwnie z tą myślą, w końcu była jeszcze taka młoda i tak niewiele wiedziała o prawdziwym życiu. – Będę musiała opuścić Londyn i zamieszkać z Glaucusem w miejscu wyznaczonym przez jego rodzinę – rzekła jeszcze, po czym dodała, bardziej dla rozładowania własnych obaw: – Mam nadzieję, że nie braknie mi tam inspiracji do malowania. Nie wyobrażam sobie, że miałabym zrezygnować ze swojej pasji.
Na jej buzi pojawił się lekki uśmiech. Malowanie mogło osłodzić jej nawet myśl o tym, jak duże zmiany w życiu ją czekają.
- A jeśli już jesteśmy przy sztuce... W zeszłym miesiącu miałam swój pierwszy wernisaż – dodała jeszcze; w jej głosie można było usłyszeć wyraźną dumę.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Clementine Baudelaire
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2770-constanine-faye-baudelaire-budowa#44793 http://www.morsmordre.net/t2843-hanok#45618 http://www.morsmordre.net/t2840-poznaj-klementynke#45614 http://www.morsmordre.net/f268-mole-valley-little-ash-park http://www.morsmordre.net/t2844-clementine-faye-baudelaire#45621
hodowczyni ptaków
19 lat
Czysta
Panna
There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired by how you deal with your imperfections.
1
3
6
8
2
0
0
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Salon   28.05.16 23:52

Clementine zastanawiała się nad słowami Lyry. Garrett rzeczywiście był dużo starszy o nich obu. O ile Lyra i Barry utrzymywali jeszcze z Clementine jakieś kontakty, o tyle najstarszy z rodzeństwa nie sądziła nawet by ją kojarzył, nawet pomimo relacji pomiędzy ich matkami. Miał swoje dorosłe życie i chyba koleżanki Lyry nie zajmowały w nim żadnego istotnego miejsca, zwłaszcza takie, które dziewczyna ostatecznie nabyła później, bo przecież ich znajomość rozwijała się latami.
Myślisz, że kiedyś twój brat mógłby mi trochę opowiedzieć o swojej pracy?
Clementine wydawała się tak samo zafascynowana jego profesją, jak Lyra, a może bardziej, bo w jej domu nie mogła liczy cna pasjonujące opowieści o akcjach aurora. Jej ojciec miał dość stabilną pracę, spokojną, utrzymywał zresztą tą samą harmonię w domu, wręcz miał na tym punkcie obsesję, aby czasem Clementine nie dowiedziała się o świecie zewnętrznym za dużo.
Miałam kiedyś przyjaciela, który chciał zostać aurorem. Zastanawiam się… Garrett może go znać?
Clementine umilkła, przypominając sobie pewnego młodzieńca, jedyną tak bliską jej osobę, za którą tak naprawdę tęskniła. Zamykała się w swoim świecie wyobrażeń, zachwytu nad sztuką, rozmów z hodowanymi ptakami, ale najwięcej życia tak naprawdę doświadczyła przy nim, a to w czym trwaa teraz to była zwykła wegetacja. Clementine czasami zastanawiała się, jak to jest być otoczonymi ludźmi. Rodziną. Przyjaciółmi. Znajomymi. Jak to jest uczęszczać na salony, nie przejmować się swoim stanem fizycznym, odpornością organizmu, odstępowaniem od innych. Jak to jest wyobrażać sobie siebie kiedyś u boku mężczyzny i wierzyć w to, że mogło się o niego zadbać, miało się mu coś do zaoferowania. Clemmie obawiała się, że jej nie będzie dane tego doświadczyć, ale cieszyła się, że przynajmniej Lyra być może będzie miała okazję zaznać tego rodzaju szczęścia. Uśmiechnęła się bardzo delikatnie, ledwie dostrzegalnie, oddychając trochę z ulgą. Liczyła na to, że kiedy panienka Weasley wyjdzie za mąż, sama Clementine będzie o tyle tych wrażeń bliżej, że rudowłosa być może będzie chciała jej coś opowiedzieć, o tym, jak to jest mieć męża i jak to jest być kochanym przez mężczyznę, którego nie zobowiązują do tego więzy krwi.
Czy to nie dobrze? Jaki on jest? Twój narzeczony?
W życiu Lyry działo się ostatnio tak wiele zmian. Clementine w przeciwieństwie do niej nie miała co o sobie opowiadać. Nic się nie zmieniało, jedynie hodowane ptaki sukcesywnie opuszczały jej oranżerię, a tęsknota w Clementine narastała do tego stopnia, że jedyne co trzymało ją z dala od poczucia osamotnienia to Hanok, który pozostawał wiernie przy jej boku.
Spełniasz się. Gratuluję.




" There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired
by how you deal
with your imperfections


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f280-norfolk-dworek-na-wschodnim-wybrzezu http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   30.05.16 0:34

Lyra nawet nie wiedziała, czy Garrett kojarzył jakieś jej koleżanki. Może te bliższe, które ją odwiedzały, poznał, tak jak ona poznała niektórych jego znajomych, ale wątpiła, żeby była to jakaś bliska znajomość.
- Myślę, że tak. Sama bardzo lubię słuchać jego opowieści, czasem aż trudno uwierzyć, że takie rzeczy w ogóle mogły mieć miejsce – powiedziała, wyraźnie podekscytowana. W jej głosie można było wyczuć fascynację pracą brata, zresztą zauważyła, że i Clementine wydawała się zainteresowana zajęciem Garretta. Ale niestety jego praca, choć fascynująca, miała też wady, Lyra mogła zapomnieć o pełnej stabilizacji i spokoju, skoro każdego dnia mogła otrzymać wieść, że jej brat padł ofiarą jakiegoś paskudnego incydentu. Na samą myśl aż się skrzywiła.
- To całkiem prawdopodobne. Garrett ma wielu znajomych aurorów, sama poznałam niektórych z nich. Kto to taki? Może kiedyś coś o nim słyszałam? – zaciekawiła się. Lubiła mieć do czynienia z aurorami, choć może to kwestia sentymentu przez brata. I była ciekawa, kim był przyjaciel nieśmiałej, delikatnej i odizolowanej od świata Clementine.
Lyra przez sporą część życia także w pewnym sensie żyła w swoim świecie, choć oczywiście inaczej niż panna Baudelaire. Miała możliwość uczęszczania do Hogwartu, ale z racji biedy była traktowana z dystansem i sama też nauczyła się trzymać na uboczu, jednocześnie pragnąc być kimś więcej, przełamać krzywdzące stereotypy, poprzez które patrzono na jej rodzinę. Zaręczyny z Glaucusem oraz rozwój kariery malarskiej były dla niej wielką szansą, by zmienić swoje życie, przestać być tą biedną, wymizerowaną dziewczyną w używanych ubraniach i z podręcznikami, które wydawały się rozpadać od samego patrzenia na nie.
- Jest naprawdę w porządku, znamy się i lubimy, chociaż jest dużo starszy – powiedziała, lekko się rumieniąc. – Ale teraz, gdy mogę spojrzeć na to z perspektywy tych kilku miesięcy, które minęły od czasu zaręczyn, cieszę się, że wybrano właśnie jego, a nie jakiegoś obcego, odpychającego mężczyznę, z którym nie łączyłyby mnie nawet przyjazne relacje.
Uśmiechnęła się lekko, a jej palce lekko musnęły ciepły uchwyt filiżanki. Zacisnęła go, unosząc ją do ust i spijając z niej łyk.
- Mam nadzieję, że wszystko nadal będzie układało się tak, jak teraz – rzekła. Ostatnie tygodnie były pomyślne, od czasu końcówki października i łapanek po dekrecie nie działo się nic nieprzyjemnego. Miała za sobą udany wernisaż oraz kilka spotkań z narzeczonym, które przebiegły w dobrej atmosferze. Ale oczywiście nadal wisiała nad nią perspektywa rychłego ślubu i naprawdę się bała tego, jak odnajdzie się w roli żony, skoro była tak młoda i niedoświadczona.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Clementine Baudelaire
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2770-constanine-faye-baudelaire-budowa#44793 http://www.morsmordre.net/t2843-hanok#45618 http://www.morsmordre.net/t2840-poznaj-klementynke#45614 http://www.morsmordre.net/f268-mole-valley-little-ash-park http://www.morsmordre.net/t2844-clementine-faye-baudelaire#45621
hodowczyni ptaków
19 lat
Czysta
Panna
There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired by how you deal with your imperfections.
1
3
6
8
2
0
0
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Salon   07.07.16 21:31

Clementine sluchala opiwiesci Lyry o rodzinie i pracy jej brata z takim zainteresowaniem i skupieniem, ze kiedy panna, wtedy jeszcze Weasley, zakonczyla wypowiedz, Clem trwala w swoich rozmyslaniach nad poruszanymi kwestiami. Do tego stopnia, ze chwila ciszy jaka pomiedzy dziewczynami zapadla wcale panience Baudelaire nie przeszkadzała. W zastanowieniu rozwazala nad slowami kolezanki, po momencie dopiero wracajac calkowicie swoja uwaga do rozmowczyni. Usmiechnela sie dosc niesmialo na wspomnienie swojego przyjaciela. Spytana o niego nie wiedziala, czy tak naprawde mogla go jeszcze ta nazywac. Dlatego sploszyla sie. Zamiast jednak zareagowac rumiencem i souszczona glowa, wyprostowala sie wstajac z miejsca, odkladajac swoja filizanke na blat. Niewidome osoby miały to do siebie, ze w jakis sposob pozbawione zmysłu wzroku, zawsze mimo to potrafiły odnalezc w pomieszczeniu okno. Wlasnie to zrobila Clementine. Zatrzymala sie przed nim, opierajac drobna dlon na szkle i z twarza skierowana na horyzont za oknem, mruknela ciszej.
- To bylo dawno temu. Mozliwe, ze wcale tam juz nie pracuje.
Byl przecież pelen ambicji, zywotny, wypelniony energia i mial przed sobą tak wiele perspektyw. Clementine nie byla oewna czy chciala wiedziec, gdzie teraz pracował. Świadomość, ze wiedzialaby ze ma go w zasięgu mozliwosci spotkania go, a mimo to nie widza sie i jest jej tak daleki, moglaby ja zasmucic. Zwrocila twarz przez ramie w kierunku Lyry.
- Mam nadzieje, ze gdziekolwiek teraz pracuje, spełnia swoje aspiracje.
Sluchanie o przyszłym mężu Lyry cieszyła Clementine i nieco niepokoila ja jednoczesnie. Dziewczyna nie pokazywala jednak swoich obaw, pozostawiając je dla siebie. Wypowiedzenie ich glosno brzmialoby tak blaho i niewdziecznie.
- To brzmi... Niesamowicie.
Zabawne w jaki latwy sposob zycie wydawalo sie dla Clementine pelne wyjątkowości.




" There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired
by how you deal
with your imperfections


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f280-norfolk-dworek-na-wschodnim-wybrzezu http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   08.07.16 11:18

Lyra także na moment umilkła, ale nie przeszkadzało jej to. Była przyzwyczajona, że podczas spotkań z Clementine często dochodziło pomiędzy nimi do takich momentów ciszy. Żadna z nich nie należała do bardzo śmiałych i gadatliwych, więc to było normalne i nie budziło niezręczności. Dlatego też Weasleyówna po prostu obserwowała dziewczynę, jak ta jakimś tajemniczym sposobem bezbłędnie odnalazła drogę do okna. Była ciekawa, kim był ten przyjaciel, ale Clementine najwyraźniej nie chciała tego zdradzić. Lyra postanowiła więc nie naciskać dłużej. Może kiedyś pozna tę tajemnicę i dowie się, kim był tajemniczy mężczyzna z opowieści?
- Tak, na pewno robi teraz coś bardzo interesującego – zapewniła ją ciepło, po czym znowu się zamyśliła, mając świadomość, że jej ślub jest sprawą niedalekiej przyszłości, choć dopiero jutro dowie się, że ta przyszłość jest jeszcze bardziej niedaleka, niż myślała. Teraz wciąż jeszcze łudziła się że ma czas do stycznia, nie wiedząc, że Traversowie już czynili przygotowania do całej uroczystości. Ona i Glaucus mieli dowiedzieć się o tym na ostatnią chwilę, dwa tygodnie przed samym ślubem. Nie wiedziała także, że ten ślub, sam fakt, że chciała wyjść za Traversa i zostać szlachcianką, stanie się kością niezgody w relacjach z braćmi.
- Pozostaje nam wierzyć, że faktycznie będzie dobrze i przed nami wiele wspaniałych, szczęśliwych lat – powiedziała, także podchodząc do okna.
Dziewczęta porozmawiały jeszcze trochę i spędziły czas całkiem miło. Później, kiedy po pannę Baudelaire zapewne znowu przybył ojciec, Lyra pożegnała ją i wróciła do swoich zajęć.

| zt. x 2






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Neala Weasley
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley http://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 http://www.morsmordre.net/t4086-neala-weasley-prosze-pana#79724 http://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 http://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
siostra na pełen etat
prawie 15
Szlachetna
Panna
Jutro jest zawsze czyste, nieskalane żadnym błędem.
6
5
0
2
5
0
4
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   13.01.17 0:34

14 kwietnia

Dwadzieścia cztery godziny. Tysiąc czterysta czterdzieści minut. I osiemdziesiąt sześć tysięcy czterysta sekund. Dokładnie tyle, w trzech jednostkach czasu miała doba. A poza tym, miała też wiele możliwości. Jutro zawsze było nieskalane. Nowe. I tak ekscytująco nieznane!
Naprawdę myślałam, że jeśli nie będę dalej w Hogwarcie to już nie nauczę się nic. Że Brendan tylko tak straszy, ale zajmie się ratowaniem ludzi, a ja kształcić będę się na rękę własną – dość nieporadną. Ale nie tylko on dbał o to, żebym dowiadywała się rzeczy nowych i nie zapomniała tych, których już się nauczyć zdążyłam. Miałam wokół siebie ludzi – a może to bardziej mój brat miał, a ja przy okazji – którzy pomagali mi nauczyć się wszystkiego, co czarodziej wiedzieć powinien. Kuzyneczka Eileen niestrudzenie uczyła mnie o roślinach i magicznych stworzeniach. Margauk – żona kuzyna Garryego , już za chwilę – zaklęcia lecznicze wbijała mi w głowę. Pomonka próbowała w te znienawidzone eliksiry jakoś tchnąć życie. A kuzyn Garry, pokazywał mi zaklęcia, zawsze inne niż Bren. Niby byli spokrewnieni, a jednak oboje(możliwym że wcześniej się konsultowali ale wolałam myśleć że nie) uczyli mnie zawsze zaklęć innych. I to do niego kierowałam dzisiaj swoje kroki. Oczywiście, że wcześniej już umówieni byliśmy. Ekscytacja wypełniała całą moją jednostkę, bowiem miałam się dzisiaj nauczyć tego o czym tylko słyszałam lub czytałam. W sensie zakładałam tak, bo zawsze o zaklęciach poczytałam trochę. Ale co konkretnie mnie dziś Garrett nauczy, to pojęcia nie miałam. Ale nie przeszkadzało mi to w ogóle. Bowiem byłam przekonana… Ba! Pewna, tak jak tego, że jutro też słońce wstanie. Że nauczy mnie czegoś naprawdę ważnego. I na przydatnego. I takiego, co każda, piętnastoletnia czarownica umieć powinna.
Więc w końcu docieram do jego mieszkania, oczywiście w dłoniach niosąc zawiniątek, bo nasmażyłam mu pączków. No przecież nie mógł tylko Brendan zajadać słodkości. Kuzyn Garrett zresztą chudszy był, słodkie mu na pewno zaszkodzić nie mogło.
Wchodzę jak do siebie. Byłam tu już wcześniej przecież. I od razu kroki kieruję do salonu.
-Kuzynie Garry, to ja. – krzyczę stosunkowo donośnie jednak nie drę się, choć chęć mam. Bo już zacząć chcę to uczenie się zaklęć, bo one jednak zawsze mnie chyba pociągały najmocniej. Więc przestępuję z nogi na nogę i czekam, bo już nic innego do zrobienia mi nie pozostało. Zawiniątko w dłoni trzymam czekając by wsunąć je w dłonie kuzyna gdy tylko się pojawi.


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   15.01.17 5:20

Choć od Próby zdążyło minąć parę dni, wciąż nie zdołał uleczyć ran.
Nie tylko tych na ciele - brak koniuszka małego palca lewej dłoni już do końca życie będzie go uwierać, będzie zdawał się nienaturalny, będzie działał mu na nerwy; zbyt często wędrował opuszką wzdłuż niezliczonych, głębokich blizn szpecących jego dłonie. Co kilka godzin bandażował na nowo opuchnięte, zaczerwienione, jątrzące się w nieskończoność przedramiona - delikatna skóra, jeszcze niedawno kompletnie rozorana po mocnym, zdecydowanym rozcięciu żył, teraz paskudnie piekła.
Ale najgorsza była ta pustka - pustka i świadomość, na jak wielką zapłatę się zgodził.
Potrzebował samotności, potrzebował chwil, by zbierać myśli; zawodził wszystkich wkoło, a siebie samego najbardziej. W kółko wypisywał listy do najbliższych i zaraz ciskał je w ogień - tak ciężko dobierało mu się słowa. Nic nie brzmiało odpowiednio. Wszystko znaczyło się goryczą. Rozczarowaniem. Przepowiednią klęski. Aktualnie nie był podręcznikowym przykładem radości, ale nie chciał zarażać pesymizmem, więc kolejne pergaminy zostawały trawione przez jęzory płomieni, by zaraz rozżarzyć się i zgasnąć.
Tak bardzo zagubił się w użalaniu się nad własnym losem, że zaczął wypadać z dziennych schematów - zapominał o własnych rytuałach, o obietnicach, o planach.
W tym o wizycie swojej kuzynki, Neali.
Tkwił akurat na kanapie w salonie, na wpół leżąc, na wpół siedząc, starając się jednocześnie zająć zbyt wieloma sprawami na raz - przed nim piętrzyły się dwa stosy zaległych raportów, na blacie stołu spoczywał otwarty na zdecydowanie nielosowej stronie tomik poezji Byrona, na którejś z teczek stał kubek do połowy wypełniony czarną, ostygłą już kawą, a wśród całego chaosu niewielkiego stolika gdzieś zagubiła się jasna, osikowa różdżka.
Siedzący za kanapą kot przeraźliwie miauczał, jakby sam nie wiedział, czego chce.
Garrett zarządził przerwę - przestał wodzić końcem pióra po setnym pergaminie, by odchylić się na kanapie i plecami dotknąć jej oparcia. Gubił się w chaosie w swojej głowie, co znajdowało odbicie w jego pracy; zbyt często tracił wątek, był roztargniony. Nie potrafił się skupić, rozszalałe myśli zdecydowanie zbyt często wędrowały do rejonów, których nie powinny muskać - myślał o Próbie, o poświęceniu, o tym, co powie... co powie najbliższym.
Wasze szczęście cenię mniej niż szczęście całego świata?
Ale gdy wątpił, przypominał sobie o piekle, przez które już przebrnął; zupełnie jak w tej chwili, rozplątywał niespiesznie bandaż owijający zasklepiające się wciąż rany po rozciętych żyłach. Spoglądał na nie, lekko dotykał palcami drugiej ręki, choć wiedział, że wywoła to niewyobrażalny ból - krzywił się więc, skazując się na masochistyczne, fizyczne cierpienie, ale (paradoksalnie?) właśnie to przypominało mu, że żył.
Gdy usłyszał głos Neali niosący się po jego mieszkaniu, wpadł w panikę; zerwał się z miejsca, w całej spontaniczności zapominając o krztynie racjonalności. Rozwiązany bandaż rozplątał mu się jeszcze bardziej, odkrywając rozoraną skórę - Garrett przeklął siarczyście pod nosem, jedną ręką próbując szybko ukryć pod materiałem blizny, drugą chciał czym prędzej odnaleźć własną różdżkę. Udało mu się, ale tylko w połowie; rany były bezpiecznie ukryte nie tylko pod bandażami, a też pod materiałem jasnej koszuli, jednak gdy próbował na oślep uchwycić drewniane przedłużenie własnej ręki, nienaumyślnie trącił nadgarstkiem kubek. Niewyobrażalnie nieszczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że zimna już kawa wylała się prosto na... kota, a kot przeraźliwie ni to prychnął, ni to parsknął, odskakując w całkiem irracjonalnym kierunku. Prosto w sięgające ziemi, jasnoniebieskie zasłony tuż przy oknie.
- Cholera! - warknął Garrett trochę za głośno, rzucając się w kierunku okna, bo nie musiał posiadać daru jasnowidzenia, by przepowiedzieć rychłą katastrofę - zanim jednak zdążył zareagować, nieszczęsny futrzak całkiem zaplątał się w materiale i strącił zasłony na ziemię. A razem z nimi karnisze, które z donośnym trzaskiem uderzyły o posadzkę. - Szlag, pieprzony... - futrzak, niech strzelą go pioruny - ale nie skończył, bo dostrzegł, że w progu pomieszczenia zjawiła się już Neala.
Najpewniej z rozkoszą przyglądając się temu niecodziennemu przedstawieniu.
- Nie mów Brenowi, że przy tobie przeklinam - palnął w pierwszym odruchu. W drugim upewnił się, czy jasny rękaw koszuli dobrze zakrywa nie tylko bandaż, ale też znajdujące się pod nim rany. A w trzecim rozpaczliwie wbił spojrzenie w strącone, rozdrapane zasłony, pęknięty wpół karnisz i rozanielonego, burego, młodego kota, który z nieprzyzwoitą satysfakcją wylizywał własną łapę na samym środku tej małej apokalipsy.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
 

Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Mały salon
» Główny Salon
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Studio Piercingu i Tatuażu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Centrum :: St. Martin's Lane 45/3-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17