Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Moczary Queerditch Marsh

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Moczary Queerditch Marsh   30.08.15 19:07

First topic message reminder :

Queerditch Marsh

Sławetne moczary, na których już w XI wieku grywano w prymitywną wersję Quidditcha. Choć minęło już tyle długich lat, utworzone na nich boisko - traktowane jako symbol, pamiątka - wciąż nadaje się do gry; wszak Macmillanowie dbają o to, by pozostawało w jak najlepszym stanie.
Queerditch Marsh trudno nazwać pełnoprawnym obiektem sportowym - wszak mimo upływu czasu nijak nie zostało ono zmodernizowane. Obręcze umieszczone zostały na gałęziach dwóch wysokich, potężnych drzew, zaś granice pola walki oznaczono większymi kamieniami i piaskiem. Wokół miejsca gry wybudowano także kilka prymitywnych trybun, gdzie może zasiadać niewielka ilość widzów czy też sprowadzony specjalnie na tę okazję komentator. Trzeba jednak pamiętać, że jego powierzchnia jest nierówna, naznaczona najróżniejszymi skałami czy pieniami przewalonych drzew, a upadek na takową może okazać się szczególnie niebezpieczny. Gdy przyjdą ulewne deszcze, boisko robi się podmokłe, grząskie, co stanowi dodatkowe utrudnienie dla grających tam śmiałków.

Możliwość gry w quidditcha
[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 10.10.16 20:35, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Fridtjof Brand
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t1241-fridtjof-brand http://www.morsmordre.net/t2646-brandowa-poczta#42088 http://www.morsmordre.net/t1275-witam-i-o-zdrowie-pytam http://www.morsmordre.net/f154-west-country-dolina-godryka-rezydencja-brandow http://www.morsmordre.net/t1567-fridtjof-brand#15341
auror
52
Czysta
Żonaty
Nie jest ważna "czystość" krwi, a wiedza, umiejętności i siła z jaką stąpasz po ziemi, czarodzieju. Krew brudna jest tylko wtedy, gdy broczy z leżących w błocie, świeżo upieczonych zwłok.
20
6
0
0
0
0
0
6
Czarodziej
Sweden, bitch!

PisanieTemat: Re: Moczary Queerditch Marsh   16.09.15 21:14

Twarz Fridtjofa momentalnie poczerwieniała. Obserwował właśnie swoje dziecko, które ucieka przed Tristanem Rosierem (którego wcześniej kopnęło) w stronę trybun, żeby schować się za swoją rodziną. Przeszedł go dreszcz, zmarszczył czoło, ściągnął brwi i ścisnął usta. Wyglądał, jakby miał zaraz wybuchnąć wrzaskiem. Rzeczywiście, w jego głowie formowały się najróżniejsze ryki, przemowy, moralizatorskie monologi i tysiąc pomysłów na najróżniejsze wyjce. Widać było na pierwszy rzut oka, że mężczyzna gotował się od środka, co sprawiało, iż jego wygląd przyjaznego pana po pięćdziesiątce zupełnie zniknął. W tym momencie sprawiał wrażenie szkolnego woźnego, który obserwuje wojnę na jedzenie w stołówce.
Spojrzał paraliżującym wzrokiem na swojego synka. Otworzył usta, lecz...
- Olgierdzie Fridtjofsonie Brand. - wydostało się z jego wnętrza, wcale nie tonem wściekłego ojca, choć faktycznie wściekły był - Czy Ty zdajesz sobie sprawę z tego, co przed chwilą uczyniłeś? Wyobrażasz sobie, że możesz tak po prostu podbiegać do ludzi i ich kopać, bo coś nie poszło po Twojej myśli? I teraz sądzisz, że my Cię obronimy i przyjmiemy konsekwencje Twoich błędów na siebie? Tak się nie stanie. Powinieneś przeprosić teraz pana Tristana Rosiera, ale nie wyślę Cię tam, bo mógłbyś jeszcze pogorszyć sprawę. W zamian za to - do końca wakacji zero słodyczy, jasne? Nie ma podjadania. I będę tego przestrzegał. Czuj się obserwowany przeze mnie. Nawarzyłeś sobie piwa, to musisz je... To znaczy, no. Musisz odpowiedzieć za swoje złe zachowanie, po prostu. - zakończył, po czym ochłonąwszy, zwrócił się do całej rodziny - A teraz zapraszam wszystkich na lody. Olgierd, pozwalam Ci dzisiaj je zjeść, ale to dlatego, bo chcę, żebyśmy wszyscy radośnie spędzili ten wieczór.
Odmachał synowi i zszedł z rodziną z trybun.
Stali teraz pod daszkiem, czekając na spotkanie z Rudolfem i Gwendoline, żeby zaprosić ich na kawę. Fridtjof stawia!


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince http://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 http://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived http://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 http://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
25
Czysta
Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
5
11
0
0
5
5
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Moczary Queerditch Marsh   16.09.15 21:18

Amodeus z pewnością nie spodziewał się czegoś takiego. To jakaś kpina? Pogoda wołała o pomstę do nieba, gwałtowny wiatr i ulewa nie dawały mu spokoju. Oczy męczyły się niemiłosiernie przez te okropne warunki. Nie było to nic nadzwyczajnego, urok Qudditcha, nie ważne ile trwa mecz, gdzie się odbywa i w przy jakich warunkach atmosferycznych - i tak się odbędzie. Nie mógł skupić wzroku, przez siekący go w twarz wiatr, aż żałował, że nie założył jakiś głupich gogli, które ochroniłby go przed tym. Mosiek nie był przyzwyczajony do spartańskiego otoczenia. Zdecydowanie wolał zacisze zakurzonego pokoju, oświetlonego słabym blaskiem świec. Nie zważając na otaczających go ludzi, pofolgował sobie i wymienił parę goblińskich wulgaryzmów. Wątpił, żeby ktoś go zrozumiał, niewielu czarodziejów zadawało sobie trud nauki obcych języków, a już szczególnie Anglicy, którzy słynęli ze swojej ułomności w tej dziedzinie. Już miał ochotę wyjąć różdżkę, aby rzucić jakieś zaklęcie, które ochroni go przed tym koszmarnym utrudnienie, ale coś innego przykuło jego uwagę. Gwizdek. Czyżby słuch zaczął sprawiać mu figle? Nie, nie możliwe. A jednak. Zawodnicy, ledwo widzialni, zaczęli opuszczać to coś, co śmiało się nazywać boiskiem... Och, cóż za rozczarowanie. Tylko sobie zepsuł humor tym wypadem. Nawet nie udało mu się zobaczyć, jak przyjaciel posyła w kogoś tłuczek.
Rozejrzał się, w poszukiwaniu jasnej czupryny Averego. Z przymrużonymi oczami przyglądał się ludziom, wypatrując tego jedynego. Rzucił coś do Persiego, był to zlepek nie za ładnych słów, nie wszystkich zrozumiałych dla niego. Cóż, Amoś poznał wiele wulgaryzmów, podczas swojej rocznej nieobecności w kraju i od czasu do czasu lubił skorzystać ze swojej wiedzy.
Przybycie Søren, o dziwo, zostało niezauważone przez niego. Nagły uścisk oraz przyjacielskie klepanie po plecach zaparły mu dech w piersi. Barbarzyńca i to jego nowe hobby, polegające na okładaniu przyjaciela przy każdej okazji, z nadmierną siłą, nie przypadło jakoś Księciu do gustu.
- Brutal. - skwitował cicho, co zapewne usłyszała tylko dwójka mężczyzn, którzy stali blisko niego. - Tak, oraz najnudniejszy. - rzucił krótko.
Naprawdę był rozczarowany taką... grą. Jego myśli krążyły teraz dookoła jakiegoś ciepłego i suchego miejsca. Och, najlepiej gdzieś, gdzie napije się dobre Ognistej, która ogrzeje go od środka.  
- Możemy już stąd iść? - skrzywił się, zerkając wymownie na dwójkę Averych, którzy zapewne już się domyślili, jakie miejsce będzie ich następnym przystankiem. - Nawet bielizna mi przesiąkła... - rzucił jak gdyby nigdy nic, a w jego głosie nie było śladu wskazującego, czy jest to żart czy też nie. Znał ich wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, że zrozumieją przekaz.





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Diana Rowston
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1696-diana-rowston http://www.morsmordre.net/t643-dziubek#1865 http://www.morsmordre.net/t642-dianka#1863 http://www.morsmordre.net/f102-albemarle-way-14 http://www.morsmordre.net/t1769-diana-rowston#21074
Gracz Quidditcha, ścigająca Harpii z Holyhead
21
Półkrwi
Panna
Nadchodzi czas, kiedy będzie trzeba wybrać między tym co dobre, a tym co łatwe.
2
3
0
0
0
0
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Moczary Queerditch Marsh   16.09.15 21:19

- Obicia, to nam raczej nie zagroziły. Dawno nie grałam tak krótkiego meczu. Ten Tristian, to albo ukryty talent, albo jakiś fart. Inaczej tego nie mogę wyjaśnić - stwierdziłam.
Gdy Inara zaproponowała przeniesienie się do niej, to najpierw zakłopotałam się lekko. Z drugiej strony raczej nie mieliśmy już tu co szukać, większość stworzyła grupki, inni już opuścili boisko. Padał deszcz, zaraz reszta też się zmyje, na rewanż się nie zanosi. Po chwili namysłu uśmiechnęłam się szeroko i ochoczo kiwnęłam głową.
- Jasne, jeżeli tylko twój ojciec nie będzie miał nic przeciwko, to bardzo chętnie - odpowiedziałam jej.
Ciekawa byłam jak tam dotrzemy, w końcu byliśmy w Kornwalii, jeżeli mieszkała blisko to pół biedy, a jak daleko? Ja nie znałam teleportacji, nie byłam też pewna, czy zniesie długą podróż na miotle. Nie byłam przyzwyczajona do czarodziejskich środków transportu, dla mnie istniała tylko miotła, Błędny Rycerz oraz mugolskie pojazdy. Ciekawe co zaproponuje Inara.
- Daleko mieszkasz? Czym się przemieścimy? - zapytałam.
Nie do końca wiedziałam, czy to pytanie jest na miejscu, ale zbytnio mi, to nie przeszkadzało. Nie miałam też do końca pojęcia z kim mam do czynienia, Inara wyglądała na zwykłą czarodziejkę i raczej nie miała nic przeciwko mojej krwi, a znać znała ją na pewno, chociażby z gazet.
- Na pewno twój ojciec nie będzie miał nic przeciwko niezapowiedzianym gościom? - upewniłam się jeszcze.


Powrót do góry Go down
Diana Crouch
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t711-diana-octavia-crouch#2419 http://www.morsmordre.net/t777-puszka#3024 http://www.morsmordre.net/t731-diana-czy-hel#2491 http://www.morsmordre.net/f109-ashford-hythe-road http://www.morsmordre.net/t983-panienka-crouch#5415
szlachcicuje
22
Szlachetna
Zaręczona
Caught in a landslide, no escape from reality.
Open your eyes, look up to the skies and see.
7
11
0
0
2
5
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Moczary Queerditch Marsh   17.09.15 20:27

Niebezpieczne pioruny w oczach Clarissy, w oczach zaś Tristana ciągłe zaskoczenie, że tego dokonał. Zapewne teraz nie obejdzie się bez kilku minut sławy dla Rosiera... Naprawdę uchwycenie tegoż znicza było widowiskowe. Uszło to niestety mojej uwadze przez pewnego tłuczka, którego wielki Parys nie odbił, a który uderzył we mnie z impetem, na szczęście nie zwalając z miotły. Umarłabym chyba, gdybym miała teraz stać tu cała uwalona błotem.
Z nieoczekiwaną ulgą na sercu słucham słów Clarissy posłanych w kierunku Tristana. Najwidoczniej dramaty innych ludzi sprawiały, że czułam się lepiej i nie uważałam siebie za największego pechowca na tym świecie. Pewnie bym się nawet nieznacznie uśmiechnęła, jednakże nie chciałam zranić Rookwood. Pomyślałaby jeszcze, niestety trafnie, że cieszę się jej bólem...
Może masz ochotę odreagować na No... – zaczęłam przyciszonym głosem, gdy oddalałyśmy się od tego zgiełku. Niestety, dosyć szybko przerwałam swą propozycję, gdyż przed nami wyrósł chłopiec... Ze słów nietrudno było zgadnąć, gdyż był zapalonym fanem panny Rookwood, mojej towarzyszki, szukającej Harpii z Hollyhead.
Dzień dobry – odezwałam się, z niemałą szczyptą urazy. Poczułam się w tej chwili jak... tło, gdy byłam przecież panną Crouch! – Widzisz, Clarisso, jesteś najlepsza! Tak rzadko ostatnio mam okazję ci to powtarzać... – poskarżyłam się.
Oczywiście przystanęłam. Właściwie nie miałam pojęcia, jaki stosunek do swych wielbicieli ma Clarissa, więc nie odzywałam się, nie chcąc w jakikolwiek sposób urazić jego uczuć... Byłam przecież tylko tłem, czymś zbędnym. Rookwood była gwiazdą na tym niebie.


Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery http://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 http://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 http://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
wiedźmia straż
25
Szlachetna
Kawaler
vicious
vengeful
victorious
6
19
0
0
10
32
3
8
Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Moczary Queerditch Marsh   19.09.15 20:25

Jeśli jednak w niebiosach istnieje jakiś metafizyczny byt, kierujący losami świata, najwyraźniej całkiem mnie lubi, bo upominałem się o żywą akcję na boisku i tę akcję dostałem. Zanim kafel kilkakrotnie okrążył boisko w ramionach zawodników, zanim celnie lub niecelnie odbijane tłuczki dotkliwie kogoś przywitały, Tristan przemknął w powietrzu i chyba przy zaledwie drugim podejściu zakończył mecz, łapiąc złoty znicz. Przez rzęsiście padający deszcz nie widziałem nawet tego charakterystycznego błysku złotych skrzydełek, a może to wcale nie przez deszcz, tylko dalsze kontemplowanie na temat tego, skąd kojarzę twarz blondynki w pierwszym rzędzie naprzemienne z zaciskaniem ust w wąską kreskę na widok wesoło sobie flirtującej Venus. Mecz się zakończył, ludzie zaczęli się zbierać, a Soren dołączył do nas, więc przywitaliśmy się pięknie, wszyscy przemoczeni co do nitki.
- Może następnym razem będziesz miał okazję się wykazać. - uśmiechnąłem się ciepło do mojego kuzyna, jakżeby mogło mnie tu nie być, na tym kornwalijskim dupiejewie, skoro Soren miał grać? - Nie pozwólmy temu dniu zmarnować się do reszty. W Kornwalii mają jakieś porządne lokale czy musimy być lokalnymi patriotami i wracać już teraz do Londynu? - wiemy przecież wszyscy, że nasze zbieranie się z boiska skończy się maratonem barowym, ja tylko wypowiedziałem nasze plany na głos.
- Lovegood, masz zamiar opić swoje piękne przejęcie kafla? - rzuciłem propozycję jak zwykle w eter, jednak na tyle głośno, by Selina ją usłyszała. Och tak, zauważyłem jej przejęcie, uważny ze mnie kibic. Opuszczając trybuny, przechodziłem obok Venus już bez obstawy brodacza i Tristana, wręczającego jej swoje dzisiejsze trofeum, przystanąłem więc na chwilę, by nie wyjść na pajaca bez ogłady, co mija znajomą i kuzyna bez ani jednego słowa. - Tristan, gratuluję szybkiej akcji. - zwróciłem się do Rosiera bez cienia złośliwości, lecz niestety również bez fajerwerków i ciepła, ale nie ma czemu się dziwić, nasze relacje przeszły ciężką próbę w postaci Evandry. - Panno Parkinson, życzę miłego dnia. - skinąłem głową Venus, po czym uśmiechając się krzywo, przemaszerowałem dalej, marząc o solidnej porcji wysokoprocentowego trunku wypitego w dobrym towarzystwie.




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
Selina Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t986-selina-lovegood#5480 http://www.morsmordre.net/t1028-alfred-wlasnosc-seliny-lovegood#5823 http://www.morsmordre.net/t1027-will-you-dare-selina#5821 http://www.morsmordre.net/f133-queen-elisabeth-walk-137-2 http://www.morsmordre.net/t1131-panna-lovegood
ścigająca Os, naczelna zołza, bywalczyni kolumn Czarownicy
30
Czysta
Panna
pride
will be always
the longest distance
between us
5
24
1
0
0
0
36
11
Czarownica

PisanieTemat: Re: Moczary Queerditch Marsh   19.09.15 20:55

...cholerna gwiazdorzyna, pani idealna, miss tłumów, co to nawet porządnie meczu nie potrafi rozpocząć, głupia, nadęta mąciwoda co to się wpycha tam, gdzie jej nikt nie potrzebuje. Brzydka flądra, której celem życiowym jest zatruwanie innym ludziom egzystencji. Amatorka i zołza z kompleksami, których nic nie jest w stanie uleczyć. Jak śmie nawet suger...
Nagły opór i wstrząs przyjęła z zaskoczeniem. Do tego dotyk na ramieniu, lekko zaciśnięte palce wokół mięśnia zginacza i sam fakt, że jakiś intruz się nagle przed nią pojawił, sprawił, że momentalnie wróciła na ziemię, na chwilę przerywając łańcuszek swych przekleństw pod adresem kobiety, z którą przed chwilą miała spięcie. Nawet nie podjęła trudu zmienienia mimiki twarzy lub opanowania języka.
-Uważaj, jak łaz...-syknęła, mając ochotę wyrwać rękę, ale zamarła w pół gestu i słowa, widząc twarz blondyna. Zacisnęła usta, powstrzymując się przed dalszym mówieniem lub gestami. Soren naprawdę miał na nią przedziwny wpływ. Może nie spokorniała, ale definitywnie się opanowała. Zupełnie tak, jakby ogień złości, którym przed chwilą płonęła, został lekko ugaszony. Odwróciła spojrzenie, przewracając oczami na to, co mówił, nie zdobywając się jednak na bezpośredni kontakt wzrokowy przy tym ruchu.
-To nie ja tu jestem ofiarą, Avery, zapamiętaj to sobie.-mruknęła, zła, że śmiał pomyśleć, iż poczuła się w jakikolwiek dotknięta słowami Morgan. W końcu to nie o nią w tym wszystkim chodziło. Nie sądziła jednak, że jej drobny wybuch nienawiści skończy się dla niej na łamach Czarownicy. Ale chyba mimo wszystko ucieszył ją fakt, że młody pałkarz także zdawał się nie pałać sympatią do ścigającej przeciwnej drużyny.
Wzięła głęboki oddech, na chwilę szukając pomocy na niebie, stojąc tak w tych strugach deszczu. Definitywnie nie była to zachęcająca pora do tego, by stać w miejscu bez celu. Rzuciła spojrzenie w kierunku trybun, gdzie cała rodzina Brandów zbierała się, by pójść zapewne do kolejnego miejsca. Wspólnie. Potem przenosiła wzrok na kolejne grupki ludzi, jakby śledząc kto z kim przystał. Na dłużej zawiesiła wzrok na Tristanie, który zajął się rozmową z tą paniusią od ładnych rzeczy i swoją siostrą. Zgadywała, że to oznaczało, iż raczej dzisiaj nie nadrobią straconych lat. Zepchnęła ukłucie żalu daleko od siebie, w tym samym momencie, w którym się pojawiło. Skupiła uwagę zaraz potem na Rudolfie, który oddalał się wraz z Wrightem gdzieś na bok. Ściągnęła brwi, jednak nie było jej dane dłużej nad tym myśleć, bo rozproszył ją dźwięk własnego imienia. I propozycja zabarwiona idealnym motywem.
Zaśmiała się, jakby to wszystko przed chwilą nie miało kompletnie miejsca. Potrafiła być dobrą aktorką. I całkiem perfidną, bo w tym samym momencie wlepiła oczy w Gwendolyn, pewnie wypalając jej nimi dziury w ciele. Nie przerwała śmiechu.
-Żal byłoby zmarnować taką okazję, prawda?-zagadnęła, postępując w stronę chłopców te kilka kroków po stopniach, uśmiechając się w ten figlarny, niegrzeczny sposób.-O ile oczywiście dotrzymacie mi kroku.-dodała zaraz potem, luźno, nie mogąc się powstrzymać przed dodaniem tej drobnej "słodkości" na koniec.






I care for myself.
The more solitary, friendless, unsustained I am,
the more I will respect myself.
Powrót do góry Go down
Clarissa Rookwood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/
Szukająca Harpii z Hollyhead
23 lata
Czysta
Zaręczona
Czy wiesz jaki smutny wzrok
ma tygrysica w zoo?
10
0
0
0
0
0
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Moczary Queerditch Marsh   20.09.15 1:09

Jestem ponad tym – mówię tak do siebie, gdy świat znowu sprowadza mnie do parteru, chociaż obiecałam sobie kiedyś, że nie będę zganiała swoich porażek na siły wyższe. Czy się udało? Najwyraźniej nie, skoro w akcie desperacji, gdy chwytam powietrze pojedynczymi, gwałtownymi haustami dławiąc się własnym oddechem – czuję się niemal jak ofiara Ondyny! - znów obrzucam swój mały światek oskarżeniami, które całkowicie i niezaprzeczalnie należą do mnie. Ja przegrałam. Ja jestem porażką i mnie ludzie śmieją się w twarz i jakkolwiek bardzo chciałabym zetrzeć im te uśmiechy z twarzy, nie mam na tyle siły, by zrujnować choć jeden z nich. Jestem tylko ledwie stusześciesięciocentymetrową ofiarą tego widowiska, spaloną gwiazdą okrutnego przypadku.
Bliska staranowania – moje niedoszłe metr sześćdziesiąt przeciwko jemu metr siedemdziesiąt? Nie doceniacie rozjuszonej Harpii - chłopca, który pojawia się na mojej drodze, zatrzymuję się gwałtownie tuż przed nim, gdy dostrzegam jego rumieńce i słyszą słowa, które odbijają się ode mnie – niczym gumowa piłeczka od betonowego muru. Jestem znieczulicą, tak sobie myślę, gdy napiera na mnie chęć przedarcia się przez jego dziecięce komplementy, zrujnowania bajecznej wizji i snu o idolu. Dociera do mnie, że jest mi źle, że cierpię, ale mówię, że nie, ponieważ nienawidzę, gdy ktoś tak skrajnie obojętny i postronny odbiera mi kolejne minuty życia, które mogłabym wygospodarować na uśmiech – to dlatego?, dlatego chcę odebrać ten uśmiech, który powinien należeć do mnie, komuś innemu?
W porządku, bywam samolubna. Zdarza mi się. Ale zagryzam wargi w uśmiechu, który mógłby mu się nie spodobać. Z pewnością, gdybym spojrzała w lustro, śmiałabym się z marnego efektu moich starań zrobienia czegoś dobrze i dla kogoś.
-Dzień Dobry– to ja tym razem czuję się zawstydzona, że chłopiec (?) wyższy ode mnie nazywa mnie per panią, prawie mnie to rozbawiło, śmiałabym się do reszty, gdyby ostatnią rzeczą, której pragnę, nie byłoby zatopienie – a może utopienie się – goryczy w kufle zimnego piwa w jednej z tych szemranych knajp na Nokturnie – Dostaję sporo listów – dodaję nieco ciszej, zerkając na Dianę przelotnie, aby ostatecznie klepnąć ją w ramię po kumpelsku – Dobra, spadamy stąd. Idziesz z nami czy będziesz moknął w tym deszczu? - pytam w końcu otwarcie, tonem w tę albo we w tę dzieciaku.


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
21
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Moczary Queerditch Marsh   20.09.15 16:42

- Wierz mi, ja tym bardziej...szczególnie, że nawet nie zakładałam uczestnictwa w tym meczu! - odwróciła głowę, tam gdzie aktualnie znajdował się wspomniany Rosier - a Tristan... to talent sam w sobie - Inara pozwoliła sobie na delikatną, ale wesołą złośliwość. Zabłąkany, nieco zamyślony uśmiech, wdarł się na jej usta. Pamiętała za czasów szkolnych, że owemu Paniczowi, niemal wszystko, czego się tknął, wychodziło bezbłędnie i z klasą. Widać pod tym względem, za wiele się nie zmienił. I niestety - wyprzystojniał.
- Wierz mi, nie byłoby z tym najmniejszego problemu, czyli byłaby nasza czwórka? - Spojrzała na towarzyszącą im parę - Gwen i Rudolfa.
Na kolejne pytania wpadła w lekka konsternację. Dotknęła palcem swoich ust, delikatnie postukując. No tak...ją samą teleportował tutaj znajomy. Sama nadal jeszcze nie zdała egzaminu, choć zdecydowanie musiała się tym faktem zająć.
- Gdybym miała własną miotłę i nie byłoby kłopotu dla pozostałych, to można byłoby to w ten sposób odbyć - wydęła wargi. Jakoś za często zapominała o takich oczywistościach, jak przemieszczanie się. Zawsze mogła liczyć na wezwanie Błędnego Rycerza, ale nie była pewna, jak pozostali się na to zapatrują - a mieszkam na obrzeżach Londynu - dodała jeszcze. Choć była lekko skonsternowana, to wciąż nie gubiła humoru. Właściwie, gdyby mogła użyczyć i tak już pożyczoną miotłę, to z przyjemnością pokonałaby odległość do domu, właśnie drogą powietrzną. Najwyżej ojciec będzie miał masę radości, gdy zobaczy mokrych gości.
- Nie, na pewno! Zależy tylko, czy macie ochotę się u mnie pojawić, czy wybieramy opcję jakiegoś baru? Tak, czy inaczej - powinniśmy się stąd ruszać, bo widzę, że powoli wszyscy już się rozchodzą. Wskazałam głową w dół, zataczając przy tym kółko na miotle. Możliwe, że moja beztroska, mogła być odbierana jako symbol braku rozwagi, ale Inara na prawdę starała się podchodzić do świata pozytywnie. Wbrew panującym ponurym prognozom i zagrożeniom.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Moczary Queerditch Marsh   21.09.15 21:26

- Bez przesady, odbiłem tłuczek – odpowiedział rozbawiony znudzonym tonem przyjaciela. Zarzucił mu też rękę na ramiona, aby się wesprzeć. Nikomu nie mówił, że nawet po uleczeniu żebra nie doszedł jeszcze do siebie i naprawdę cieszył się z długości meczu. Inaczej mógłby nie mieć już takiego szczęścia, a nie wyobrażał sobie zejścia z boiska w środku gry i zostawienie Melvina samego.
Sørenowi co prawda nie przeszkadzał deszcz w czasie gry, ale rekreacyjne moknięcie nie leżało już w kręgu jego zainteresowań. W tym momencie marzył głównie o prysznicu i ciepłym łóżku, ale alkohol plasował się na drugim miejscu, więc nie zamierzał się samolubnie teleportować do swojego mieszkania. Cieszył się niezmiernie, że na tej zabawie, który nawet nie liczyła się do ligii postawił się jego dwuosobowy fanklub. Bardzo dużo to dla niego znaczyło.
- Jakbyś nosił bieliznę to może nawet bym ci uwierzył. – Wyszczerzył zęby w szczerym uśmiechu. Nie potrafił się powstrzymać przez wbiciem tej małej szpileczki złośliwości. Zwłaszcza, że działał w myśl starej jak świat dewizy, kto się lubi ten się czubi. – Nie mam pojęcia czy tutaj jest cokolwiek oprócz wrzosowisk. – Mógł się chlubić znajomością większości londyńskich pubów i barów, ale o pozostałej części kraju od strony alkoholowej nie miał zbyt wielkiego pojęcia. Może oprócz Szkocji.
Zaskoczyła go oferta Perseusa złożona niezobowiązująco w kierunku Lovegood. Wiedział, że zdołali się już poznać, ale nie znał szczegółów tej zażyłości. Był zaintrygowany, a jednocześnie skonfundowany, bo nie wiedział jak to wszystko się potoczy. Jego koleżanka z drużyny cechowała się mocnym charakterem, zdążył się już o tym dokładnie przekonać. Na pewno też miała mocną głowę, co zrównywała jej szanse z ich zaprawionym w bojach z ognistą towarzystwem. Z drugiej jednak strony Amodeus też miał silny charakter, zawsze bezwiednie przybierał rolę przywódcy. Więc albo uda im się dotrzeć, albo zetrą się jak zapałka o siarkę. Jakkolwiek obie opcje będą widowiskowe.
- Każda okazja jest dobra – odparł Selinie zanim któryś z nich zdołał odpowiedź pierwszy. – Nie będę przypominał, kto ostatnio odpadł pierwszy. – Cóż, właśnie położył głowę na gilotynie, ciekawe, czy Osa odetnie mu głowę.
Postanowił jednak nie oczekiwać biernie na wyrok śmierci. Odsunął się od przyjaciela i pochwycił odstawioną pałkę oraz miotłę. Zawsze to jakaś forma obrony przed niebezpieczeństwem. Zaraz potem ruszył za Perseusem, który obrał już drogą do wyjścia, żegnając się z wszystkimi jak na eleganckiego arystokratę przystało. Idąc jego śladem kiwnął głową kilka razy, po czym zrównał się krokiem z kuzynem.
- Wynośmy się stąd – mruknął, gdy opuszczali rozklekotane trybuny. Szklanka ognistej będzie w tym momencie największą nagrodą.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince http://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 http://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived http://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 http://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
25
Czysta
Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
5
11
0
0
5
5
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Moczary Queerditch Marsh   23.09.15 17:55

Niecodzienny, bliski kontakt fizyczny z jego ulubionym Averym był nieco... zaskakujący. Aby wyrazić swą konsternację, Amodeus uniósł nieco jedną z jego zabójczo-pięknych brwi i mimowolnie, wręcz odruchowo, zrobił "coś" ze swoimi wargami. Ot, taki dziwny nawyk miętoszenia ust, który potrafił spowodować nie jeden pożar, umiejscowiony w damskiej bieliźnie, i nie tylko. Nie odpowiedział na marną przechwałkę, nawet nie miał podstaw, przecie nie widział tej jakże wytwornej akcji z tłuczkiem. Tak, liczba pojedyncza, taki ubaw, aż witki w miotłach opadają. Wyszczerzył zęby, a do jego uszu niemal dotarł dźwięk rzucanej mu rękawicy. Na myśl nasunęło mu się wiele złośliwości, które przetkane był wysublimowanymi pieszczotami słownymi, jakimi mógł w tej chwili potraktować jasnowłosego. W swym wielce teatralnym stylu, zniżył nieco rękę do pasa, kciukiem oddzielając materiał spodni od ciała, który przylepił się do niego przez nieustający, nieznośny deszcz, który wystawiał cierpliwość Mosa na ogromną próbę. Zerknął na Søren niepewnie, jakby zdziwienie uderzyło w niego, niczym grom z jasnego nieba.
- Och, chyba zostawiłem je u Persiego pod łóżkiem! - powiedział wielce niedowierzającym tone, chociaż jego twarz ozdabiał szelmowski uśmieszek, idealnie kontrastujący z tym zakłamanym szokiem.
Nie skomentował propozycji wysuniętej przez Perseusa do jakiejś nieznanej mu dzierlatki, która wiosnę swej młodości miała dawno za sobą. Patrząc na nią miał dziwne wrażenie, coś jakby uporczywe, choć zdecydowanie delikatne drapanie, gdzieś z tyłu, przy samej czaszce. Czyżby jakaś myśl starała wyskrobać sobie drogę ku powierzchni? Skądś kojarzył ów dziewczę, ale skąd? Coś mu dzwoniło, lecz nie potrafił jeszcze zlokalizować kościoła. Albo to tylko głupie przeczucie, a czytanie książek o historii magii na wróżbiarstwie, idealnie przeszkodziło mu w zdobyciu wiedzy, która umożliwiłaby mu zidentyfikowanie tego specyficznego znaku. Przyjrzał się temu uśmieszkowi, który zagościł na twarzy kobiety, a jego jedyną reakcją była niezbyt ładna mina. Nie lubił tego rodzaju, dobre do łóżka, gdzie mogą skorzystać w ciekawy sposób z ukrytych, bądź nie, pazurów. Ale poza tym? Nie. Istny wrzód na dupie Merlina. Nawet nie zdziwiło go to, że Søren znał nieznajomą panią. Chłopak miał dziwny nawyk wtykania swojej pałki w nieodpowiednie miejsca, nieraz natrafiając na mrowiska. A kto później, jak nie Amodeus, musiał później wylizywać jego rany, czasami dosłownie, i nakładać maść na miejsca po... ugryzieniach, trzymając się porównania.
Bez zbędnego gadania ruszył za przyjaciółmi, posyłając ich nowej towarzyszce zdawkowe skinienie głową, ot, odrobina kurtuazji nikomu nie zaszkodzi.    
- Amal shufar, at rrug. - nie ma to jak dobry, gobliński tekst na odchodne, aby ludzie się zastanawiali, czy przypadkiem ich właśnie nie obrażono czy powiedziano "do widzenia".


Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery http://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 http://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 http://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
wiedźmia straż
25
Szlachetna
Kawaler
vicious
vengeful
victorious
6
19
0
0
10
32
3
8
Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Moczary Queerditch Marsh   23.09.15 22:59

Niestety nie widziałem już tej przepięknej wymiany czułości pomiędzy Sorenem i Amodeusem, zbyt skupiony na raczeniu tłumu, przez który się przedzierałem, swoją wyjątkowo skwaszoną miną, która wyjątkowo przy wybranych twarzach zmieniała się w nieco wymuszony, acz nienaganny uśmiech.
- Właśnie, Mosiek, chyba powinieneś ją odebrać. - odwróciłem się do moich towarzyszy, by zalotnie pomachać brwiami Prince'owi, takiż to ze mnie kawalarz i amant, dwa w jednym, nic tylko brać. - Chyba raczej bagniska niż wrzosowiska. - poprawiłem jeszcze Sorena, bo właśnie opuściliśmy trybuny i stąpaliśmy po jakże przyjemnym grząskim gruncie, wydającym dziwne dźwięki przy każdym kroku. Może nawet uśmiechnąłem się krótko, kiedy najwyraźniej swoją propozycją wysuniętą do Seliny wprawiłem panów w konsternację, ale że jako przewodnik wycieczki pierwszy przebijałem się do wyjścia, widzieli tylko moje plecy. Niestety Amodeus nie wydawał się być zachwycony dodatkowym kompanem do kielicha, a z jego ust wyrwały się szalone burkliwe słowa, co skwitowałem śmiechem.
- Ech musisz ograniczyć to swoje charczenie, kiedyś zaczniesz się krztusić i dusić na poważnie i nikt ci nie pomoże, tylko będą się zastanawiać "co ten Prince znowu bełkocze?" - ciężkie życie, serio. Żeby nie przedłużać, zebraliśmy się w końcu i przemoknięci jak kury teleportowaliśmy się pięknie do przyzwoitego lokalu.

zt x 4 i piszcie w jakimś barze w Londynie ♥




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
Diana Rowston
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1696-diana-rowston http://www.morsmordre.net/t643-dziubek#1865 http://www.morsmordre.net/t642-dianka#1863 http://www.morsmordre.net/f102-albemarle-way-14 http://www.morsmordre.net/t1769-diana-rowston#21074
Gracz Quidditcha, ścigająca Harpii z Holyhead
21
Półkrwi
Panna
Nadchodzi czas, kiedy będzie trzeba wybrać między tym co dobre, a tym co łatwe.
2
3
0
0
0
0
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Moczary Queerditch Marsh   25.09.15 19:11

- Wiesz co? Nie wiem co te gołąbki mają w głowie, ale ja to bym siadła przed ciepłym kominkiem i wypiła coś dobrego - dodałam uśmiechnięta.
Nie wiedziałam czy Gwen i jej męzczyzna w ogóle zwracają na nas uwagę, więc w sumie nie było co na nich czekać, tylko się zebrać i w końcu się stąd zabrać, bo deszcz powoli stawał się nie do zniesienia. Gdy dziewczyna wspomniała, że nie bardzo mają jak się przemieścić, zacisnęłam usta zastanawiając się co zrobić. Pomyślałam o Błędnym Rycerzu i aż uśmiechnęłam się na tą myśl.
- A co powiesz o Błędnym Rcerzu? Trochę to zajmie, ale przynajmniej będzie sucho, na miotle nie bardzo - powiedziałam.
Cóż, nie było na co czekać, wiedzieli gdzie się wybieramy i jak będą chcieli, to się do nas dołączą. Chwyciłam Inarę za rękę i pociągnęłam w stronę wyjścia z tego boiska. Trzeba było się w końcu ruszyć.

zt x2


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#41807
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
36
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Moczary Queerditch Marsh   27.09.15 1:00

Jednym okiem spoglądał na murawę, towarzystwo powoli zaczynało się rozchodzić - siąpił nieprzyjemny deszcz, kleiło się błoto, a gra okazała się zbyt krótka, by zintegrować się w jej trakcie. Nieco żałował, w tej grze wzięło udział zbyt wielu dawnych znajomych z Beuxbatons, zbyt wiele, by można było nawet nazwać to przypadkiem. Selina i jej żądło, wciąż niedostępna Inara, Clarissa i jej pazury, prawie tak długie, jak u jego pięknej narzeczonej. Całej tej trójki nie widział całe lata, a sentyment krzyczał w nim głośno - dlaczego nic nie powiedziałeś, Tristanie? Dlaczego nie spróbowałeś żadnej z nich zatrzymać? Miał na twarzy obojętny wyraz, lecz w rzeczywistości zatapiał się w szamotaninie uczuć, których nie potrafił nazwać. A pośród nich Druella, nie musiał odwracać spojrzenia ku siostrze, poznał ją po głosie.
- Rob. - Kącik jego ust uniósł się lekko ku górze, rzeczywiście nie mieli czasu nawet porozmawiać przed meczem. Przyszedł dość późno, by zaraz po przemowie Gwen wskoczyć na miotłę, Druella była już wtedy na miejscu. Po chwili zwłoki, lecz bez ociągania, uściskał siostrę, nieprzypadkowo zachowując jednak większą powściągliwość, niż zwykle, nieco jakby bał się ją dotknąć. To nie była pierwsza ciąża jego siostry, ale on wciąż pozostawał mężczyzną. - Powinienem korzystać, póki rzeczywiście jesteś moją siostrą. Nie wiadomo, czy wciąż nią będziesz, kiedy matka się dowie, czego uczysz wnuka od małego. - Nie powinna była tutaj przychodzić, oboje o tym wiedzieli, na pewno nie teraz; powinna odpoczywać przed narodzinami syna. - Na szczęście - dodał arogancko i ze zbytnią pewnością siebie - zakończyłem to szybko.
Skinął głową w lekkim ukłonie przed Venus, kiedy podziękowała za podarek oraz uraczyła go komplementem, utrzymując - może nieco zbyt długo - kontakt z błękitem jej hipnotyzujących oczu. Widział, że przyszła tutaj z Benjaminem, nie chciał jednak teraz o to pytać, jak zauważył, Ben i tak chwilowo zajął się kimś innym i z pewnością będzie mu wdzięczny za zajęcie czasu damie. W każdym razie, gdyby tylko znał zasady savoir-vivru, z pewnością by był. Obejrzał się przez ramię na przechodzącego Perseusa i skinął głową również na jego gratulacje, oszczędnie i krótko, ze srogą miną powracając spojrzeniem ku siostrze. Jego relacje z Averym pozostawały skomplikowane.
- Spotkałem pannę Parkisnson, czy to nie zaskakujące? - Odezwał się do Druelli, zupełnie, jakby nie był świadom dzielącego je konfliktu. - Venus, moja siostra - przedstawił ją, choć przecież znały się doskonale, jednak skoro miały zamiar udawać, że się nie znają, równie dobrze mógł tę grę podjąć. Wsparł się na trzymanej miotle - chyba tylko on zdążył się w tym meczu zmęczyć - na krótką chwilę znów uciekając spojrzeniem na pustoszejącą murawę. O Druellę się nie martwił, ale Venus... i tak długo wytrzymała w tym błocie.
- Motłoch się rozbestwia, a deszcz tylko przybiera na sile... chyba również powinniśmy się ewakuować.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Venus Parkinson
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t739-venus-parkinson http://www.morsmordre.net/t768-antoniusz-parkinson-trzeci#2925 http://www.morsmordre.net/t767-she-s-so-beautiful#2924 http://www.morsmordre.net/f152-cotswolds-snowhill http://www.morsmordre.net/t1259-venus-parkinson#9504
Ikona mody
21
Szlachetna
Panna
Oh her eyes, her eyes make the stars look like they’re not shining. Her hair, her hair falls perfectly without her trying. She’s so beautiful.
1
5
10
0
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Moczary Queerditch Marsh   28.09.15 3:41

Nie miałam nerwów do tego wszystkiego. Czułam, jak wzbiera się we mnie złość, jak chciałam ich teraz ukarać najgorszą z możliwych kar - po prostu oszpecić. Potem może pozbawić życia, ale to długo później. Aby zdążyli się nacierpieć we wszystkie czasy. Jednakże tak nie wypadało, szczególnie, jeśli nie chciałam zgnić w Azkabanie. Pewnie dążyłabym do tego, aby popełnić samobójstwo - nie pasowałabym do tak obskurnego i odrażającego miejsca. Ta hołota dookoła jednak wspaniale by się wpasowywała w te kanony brzydoty. Takie miałam myśli, kiedy widziałam zadowolonego Perseusa, który potem zwrócił się wpierw do Tristana, potem do mnie. Ukłoniłam się lekko, dygnęłam, jak należy, rozciągając usta w udawanym uśmiechu.
- Wzajemnie panie Avery - odparłam uprzejmie, lecz potem powróciłam do Rosiera i jego jakże cudownej siostry, od której robiło mi się niedobrze. Mam nadzieję, że skutecznie to maskowałam. Wyjątkowo nie miałam ochoty na kłótnie, bowiem zaczęłam się dość nieciekawie czuć. Chyba nadmierna wilgoć mi nie służyła. A może to ten chłód, który oplatał moje drobne ciało? Nie miałam pojęcia.
Stałam w milczeniu, ponownie się uśmiechając, kiedy padło moje nazwisko. I że moja obecność w tym miejscu jest zaskakująca. Tak, to piękny eufemizm, bardzo przypadł mi do gustu. Skłoniłam lekko głowę w stronę Black, bo owszem, znałyśmy się i dziwne, że jeszcze się nie wybiłyśmy. Nie czułam się jednak na siłach, aby udawać miłą pannicę, albo żeby rozpoczynać potyczkę słowną. Chciałam stąd już pójść.
- Nie będę przeszkadzać w rodzinnych pogawędkach. Na mnie już faktycznie czas. Jeszcze raz gratuluję złapania znicza. Miłego dnia - powiedziałam skinąwszy głową po raz ostatni, a potem zamaszyście przedzierałam się przez błoto, by ostatecznie za jakimś rogiem teleportować się do domu.
Miałam dosyć.

zt




Make the stars look like they’re not shining she's so beautiful
Powrót do góry Go down
Druella Black
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t752-druella-black http://www.morsmordre.net/t956-caezar http://www.morsmordre.net/t930-druelka#4875 http://www.morsmordre.net/t1808-druella-black
Tester mioteł
25
Szlachetna
Zamężna
Złamał dziki chłopiec krzew-
Różyczkę w czerwieni.
Kłują kolce, płynie krew,
Lecz zapłaci za ten gniew
Bólem i cierpieniem.
Róży, róży, róży kwiat-
Różyczka w czerwieni.
99
99
99
99
99
0
99
Metamorfomag
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Moczary Queerditch Marsh   25.10.15 23:16

Odczułam satysfakcję, kiedy Venus sobie poszła. Słodkie zwycięstwo w głupiej rywalizacji. Przykro mi, nie masz szans, dziewczynko.
Uśmiechnęłam się do Tristana choć posłałam mu groźne spojrzenie, gdy nazwał mnie Robem. Zawsze tak robiłam, mimo że zupełnie mi to nie przeszkadzało. Za długo chciałam być jego bratem, żeby złościć się za to niewinne naigrywanie.
- Mama nie musi nic wiedzieć, prawda? - Odpowiadam najbardziej jadowitym głosem na jaki mnie stać. Wiem, że jestem bezpieczna. Cedrina Rosier znana jako matka Tristana Darcy i niestety-Druelli nie zabije mnie dopóki jestem w ciąży z wnukiem. Godnym następcą Cygnusa III Blacka. A potem, potem mały chłopiec będzie potrzebował mamusi, więc w zasadzie jestem bezpieczna wystarczająco długo. Chociaż wolałabym się z nią znowu nie kłócić o to, że jestem nieodpowiedzialna. Przecież nic na gacie Merlina się nie stało.
- No gratuluję, panie Rosier. Szczere wyrazy uznania. Widzę, że ujarzmianie smoków wspaniale wpływa na zdolności szukającego. Może należałoby to rozważyć jako oficjalny trening? - Parodiuję oficjalne gratulacje, jakie sypią się na głowę brata. Gdyby nie brzuch, który nieco utrudnia czynności takie jak przytulanie, spróbowałabym go uściskać i dać mu buziaka. Boję się jednak, że mogłabym potem potrzebować pomocy, żeby się od niego oderwać, sama równowagi mogę nie odzyskać. Wolę, żeby nie wpadł w panikę.
- Chyba miałyśmy ten wątpliwy zaszczyt - rzucam tylko swobodnie, z uśmiechem. Zaszczycam Venus jedynie spojrzeniem, ale ona na szczęście sobie idzie.
- To gdzie planujesz zabrać swoją ciężarną siostrę? - Pytam, kiedy wreszcie zostajemy sami. - Byle po dach.
Łapię Trisa pod rękę, szukając podparcia. Potrzebuję go w niewielkim stopniu, ale chcę się przytulić do brata z trzech powodów. Po pierwsze, nie widujemy się zbyt często, chcę nacieszyć się jego obecnością póki mogę. Po drugie, czuję silną potrzebę zademonstrowania wszystkim wokół, że nigdy nie będą kimś równie dla niego ważnym jak ja, pogódźcie się z tym. Po trzecie, zimno mi.
- Z jednym wyjątkiem. Jeśli masz mnie zabrać na dywanik do mamy, to wolę tutaj zamarznąć na kość.





I CAN BE A WITCH, A BITCH, A
MURDERER
Powrót do góry Go down
 

Moczary Queerditch Marsh

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Anglia :: Puddlemere-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17