Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Dach nad kamienicą

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Dach nad kamienicą   05.09.15 22:48

First topic message reminder :

Dach nad kamienicą

Na jednym w wielu dachów, znajdują się miękkie poduchy w kolorów tysiące. Jest to miejsce magiczne, bo też magiczne rzeczy się tam dzieją, a czarownice je przygotowały. Nigdy nie spadnie deszcz, bo chroni je zaklęcie. W ukryciu przed rodzinami, młodzieży oddają się na dachu londyńskich kamienic, najbardziej szalonej czynności: paleniu opium i rozprawianiu na temat nie-przyszłości.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Dach nad kamienicą   24.11.15 14:00

Barry nie miał zamiaru kończyć swej edukacji o astronomii. Jeszcze nie raz pewne będą tutaj się spotykać, tylko może upodobają inny dach, aby nikt niezapowiedziany nie wpadł do nich. Jeszcze zrobi ładne zaproszenia i napisze na nich "zapraszam na konferencję naukową o asteroidach marsowych i jego koligacjach z muszlą wenusową". Każdy niezaproszony będzie uważać, że jest wariatem i odpuści, więc byłaby pewność, że będzie mógł umówić siebie i swoich ludzi na randki z gwiazdami. On sam zabierze osobiście kilku rosłych chłopaków do Wenus. Już znajdzie sposób, aby znaleźć wejście do jej krainy.
Czy już było wcześniej wspomniane, że Barry nie ma zamiaru przyjmować wytłumaczeń swej Gwiazdki? Otóż to... On nie rozumie co mówi, więc Barry nie mógł przyjmować jego tłumaczenia. Tylko z żalem przyglądał się Samuelowi, który chyba zaczął popełniać kolejne błędy podczas ich spotkania. Groził jemu? Syriuszowemu synowi? Kim on jest, aby jemu grozić? Tak czy siak, zignorował jego słowa i miał wykonać kolejne swoje kroki - czyli połknąć włos jego brody. Zdążył pochylić się, gdy nagle poczuł ucisk czyjś rąk, a potem kopniak w brzuch. Poczuł, jak żołądek chce uciec z jego ciała. Chciał złapać się za bolący brzuch, gdy jego ręce zostały nieco brutalnie wykręcone do tyłu. Zaraz też przywitał się z zimnym dachem i swoją głowę przekręcił na lewą stronę. Nie był zadowolony z takiego obrotu sprawy. Czyżby się pomylił? Przecież wraz z oderwaniem jego części mocy, nie powinien być taki silny. Powinien leżeć na podłożu... Widział w obecnych tutaj osobach lekki strach. Co zrobić? Na Merlina, nie wiedział! Zaczął szarpać się, lecz tylko został mocniej przyciśnięty. Zaraz też usłyszał, że ma zamiar zawołać jego brata. Skąd się znają u licha? I ... nie! Barry szybciej ucieknie, niż pozwoli aby Garrett tutaj zjawił się. Przynajmniej by postarał uciec. Już i tak będzie miał problem, jak obaj panowie porozmawiają.
-On jest PLUTONEM - zdradzieckim bratem - rzucił głośno wiedząc, że ludzie zrozumieją, aby jak najszybciej się wynieść. I tak też zrobili uciekając z dachu tyle szybko, ile im ciało pozwalało. Nie, te sprawy już zaszły za daleko. Czas przenieść się na tęczową orbitę i stoczyć bój ze zdradziecką Gwiazdą. Bo nie chciał przyjąć do świadomości, że mógł się pomylić. To nie mogło być tak, że Syriusz zmienił zasady i wzmocnił swoje Gwiazdy. To by znaczyło, że przestał ufać swojemu synowi. Wolał myśleć, że trzeba sprowadzić Gwiazdę na właściwy tor, tylko że w inny, nieco brutalniejszy sposób.
-On nie przybędzie i wiesz o tym doskonale. PLUTON upodobał sobie romanse z kometą srebrno-ogonową i tak spędza większość dnia. Także nie kryj się strachem i walcz ze mną. Chcę Ci tylko pomóc wrócić na właściwą drogę.
Miał nadzieję, że da się namówić na walkę. Przy okazji odwdzięczy się za tego kopniaka, którego już niezbyt mocno odczuwał skutki. Ale tym razem nie da się zaskoczyć.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
32
20
1
0
0
1
9
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dach nad kamienicą   24.11.15 20:38

Gdyby ktokolwiek opowiedział mu historię, jak to Skamander wtarabanił się na dach pełen naćpanych osób i z nimi rozmawiał - zapewne, śmiałby się okropnie z absurdalności pomysłu, pytając, czy nie wypiło się za dużo Ognistej. A teraz? Z chęcią sam by jej wypił.
Nie miał pojęcia, cóż takiego roiło się w głowie Weasleya, ale chyba wolał żyć w szczęśliwej nieświadomości.
Tylko przelotnie zwrócił uwagę na towarzystwo, które niezwykle - jak na stan, w którym się znajdowali, bardzo sprawnie ulotniło się z dachu pozostawiając biednego Barry'ego na pastwę Samuela. Przynajmniej - tak musiało to wyglądać z ich perspektywy. Auror aż tak się nie przejął, przynajmniej - nie pospadali z dachów, a - nagłe ocucenie, może odrobinę ostudzi ich przyszłe zapędy.
- Nie Plutonem i nie Syriuszem, Skamanderem - odezwał się, czując, jak Barry próbuje - dość niemrawo się szarpać. Widać środki jakie wcześniej zażył, wciąż działały. Weasley nie należał do kurdupli, całkiem postawny, jak na młodego człowieka (to nic, że ledwie 4 lata młodszego). Jednak czarnowłosy miał już za sobą nieco doświadczenia i morderczych treningów aurorski, które pozwalały mu na sprowadzanie odłamkowej gwiazdki do parteru, a właściwie - do dachu.
- Wierz mi, że przybędzie, jeśli ja go wezwę - drgnął nieznacznie, wołanie starszego Weasleya, było ostatecznością. Jaki był dzisiaj dzień? przyjaźń z Garretem, czy w pysk? - nie wiem czy zauważyłeś, ale walka własnie się skończyła i zdaje się też, że na właściwa drogę, to ja cię muszę nakierować - podciągnął chłopaka wyżej, by nie musiał tkwić w pozycji lezącej - puszczę cię, pod warunkiem, że się uspokoisz - nie powiedział "ogarniesz" bo nie sądził, by był jeszcze w stanie to zrobić. czy docierał do niego sens przekazywanej treści? czy wyrywkowo wplatała do swojej gwiezdnej układanki? - inaczej...- spojrzał na - nienaruszoną na szczęście dawkę działki, który mu oferowali - twój pokarm wyleci hen..hen poza granice - dachu, ale głośno się tym nie pochwalił. Gniew mijał, pozostawiając po sobie, tylko niesmak, albo..niezrozumienie, że jak zwykle - sam się w to wpakował.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Dach nad kamienicą   24.11.15 21:34

Barry przećwiczył ze znajomymi wszelkie możliwe sposoby ucieczki, gdyby zostali przyłapanych przez władze. Trzeba było to umieć, aby nie dać się złapać i - w jego przypadku - zostać przyprowadzonym do domu swego brata. Nawet teraz, gdy Samuel zaczął mówić o Garrettcie, to jakieś trybiki zaalarmowały go, by zacząć uciekać stąd. Dlatego rzucił hasło Pluton. On rozgrzewa się do rudowości i atakuje niewinne osoby. Tak, n i e w i n n e. No bo oni nic złego nie robili. Przynajmniej tak im się wydawało. Nie jest to ich winą, że są uzależnieni od boskiego pokarmu i żywią się nim co jakiś czas, by nie stracić swych mocy. Gdyby tylko Gwiazdka zrozumiała ich, to pewnie by tak się nie zachowała. Szkoda...
Skamander... coś jemu te nazwisko mówiło, ale niezbyt wiele. Chyba z Hogwartu... ale zrezygnował z dalszego poszukiwania odpowiedzi na te pytanie, ponieważ bardziej był poirytowany obecną sytuacją. W dodatku nadal groził, że może wezwać jego brata. Mocniej się szarpnął, lecz i tak przy wpływie narkotyków zbyt wiele nie mógł aktualnie zdziałać.
-Znam swoją drogę, w przeciwieństwie do Ciebie. - burknął, po czym podniósł się z pozycji gwałcącej dach. Miał zamiar stąd odlecieć chcąc przekonać się, czy może w obecności Gwiazdy zwanej Skamanderem, umie latać. I tak część jego słów średnio do niego docierała. Spojrzał na niego jak na idiotę słysząc, że puści go. No oczywiście, że go puści, bo chyba nie chce go tu trzymać całą noc, prawda? Poszedł razem z jego spojrzeniem, które wskazywało porcję Złotej Rybki. Pójdzie inaczej ma zabrać to ze sobą czy co? Spojrzał niezadowolony na porcję rozsypaną na rękawie jego bluzy. Gdyby tylko miał wolne ręce, to by ją zabrał. A tak, to kilka razy porządnie szarpnął rękoma, nim oswobodził jedną dłoń. Nie miał zamiaru tutaj dłużej być. -Spal się od ogona. - rzucił w stronę Samuela, a sam zaś złapał swoją bluzę rozsypując porcję, która poszła na stracenie i zaraz spróbował kopnąć Gwiazdę w brzuch na tyle, by jego puściła i mógł uciec. Narkotyki w sumie powinny wkrótce przestać działać, ale już i tak jego wizje o Wenus i posmakowaniu jej muszli zaczęły powoli znikać. Teraz chyba powoli włącza się instynkt, który każe jemu zwiewać. Ale pewnie jemu się nie uda ucieczka. Raz - Samuel mógł się obronić i w razie czego szybko go złapać. A dwa - nie miał przy sobie różdżki. Lecz Barry chciał spróbować.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
32
20
1
0
0
1
9
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dach nad kamienicą   25.11.15 21:55

Chodziło mu po głowie na prawdę dużo myśli. Choć wydawałoby się to najbardziej naturalną działalnością mózgu...inaczej się działo, gdy owe myśli - były ze sobą sprzeczne. Z jednej strony był zły, to na Barry'ego, za jego narkotyczno-gwiezdne pomysły, z drugiej na siebie - za jeszcze bardziej idiotyczny pomysł pojawiania się tutaj i wdawania w dyskusję. A jeszcze pewna część po prostu się śmiała, tak z niego jak i całej tej sytuacji. Miał grać rolę stróża prawa co rozgania pijaną (żeby tylko) dzieciarnię? Był aurorem do cholery a nie niańką.
Nie myślał, czy w końcu coś więcej, poza galaktyczną drogą, docierało do mózgu Weasleya, ale czuł się głupio, choć obelgi, które rudowłosy w niego kierował, nie były wcale pomocne. Nawet, jeśli mówione pod wpływem odurzenia. Zgrzytnął zębami. Powinni pozwolić mu wypalić tego cholernego papierosa, może tak łatwo nie wyprowadziliby go z równowagi, choć...wyrywanie my brody nie należało do codzienności. Co za pomysły...
- O moją drogą się nie martw. Sam ją wybrałem i wiem doskonale dokąd zmierzam - jak wszyscy, do śmierci, ale..zanim padnie, ma zamiar obić jeszcze kilka złych pysków i wsadzić do Azkabanu kilka czarnomagicznych tyłków. A teraz...
- Wolałbyś, żeby to jednak się nie działo, by zapewne cię własnie ratowałem odłamkowa gwiazdko - mówił twardo, ale bez wcześniejszych emocji. odchylił się i ominął gniewny atak Weasleya, czując tylko jak szurnął go butem po łydce. Zmrużył oczy, przez chwile czując, jak adrenalina, gotowa jest do kolejnego skoku. Zacisnął palce mocniej, ale tylko po to, by odepchnąć Barry'ego od siebie. Nie na tyle mocno, by się przewrócił, ale wystarczająco, by odsunąć go od siebie. - Wracaj lepiej do siebie i nie próbuj uczyć się latać - odwrócił się i przysiadł tuż na brzegu dachu, jednak nie odwrócił się tyłem do rudowłosego. Chciał mieć w razie czego widok, jakby wpadła mu jakaś genialna. Wyciągnął OSTATNIEGO papierosa, jaki mu został i odpalił. Tak, dym zdecydowanie miał kojące działanie.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Dach nad kamienicą   26.11.15 18:23

To nie była jego wina, że pod wpływem narkotyków zachowuje się jak dzieciak. W sumie takie działania wywołują zazwyczaj środki odurzające. W dodatku Złota Rybka często spełniała drobne życzenia, co jeszcze bardziej narkotyzowało narkomana. Im więcej się bierze, tym więcej się chce. Taka prawda ludowa.
Nie udało się uciec Samuelowi, lecz się zdziwił że został popchnięty do przodu. Dobrze, że tego zbyt mocno nie zrobił, bo nie był totalnie na to przygotowany i najpewniej zaliczyłby glebę. No tutaj do dach, ale lepiej odstawić słownictwo na bok. Odwrócił się zdziwiony i na chwilę zastanawiał co zrobić. Pozwalał jemu odejść? Od tak? To było nader podejrzane. I jeszcze mówił o nauce latania. No cóż, powinien skorzystać z okazji i zwiać, póki może. Założył swoją bluzę z powrotem strzepując z niej brud, kurz i resztki narkotyku. Pytanie, którą drogą pójść? Bo tu nie powinien się teleportować. Widział jakieś przejścia czy drabinę, ale to by zajęło zbyt wiele czasu. W końcu nie wiadomo, czy Skamanderowi nie zechce się jego gonić. Podszedł do drabiny, lecz ujrzał balkon, na który mógłby wskoczyć. Warto dodać że to nie był jedyny balkon, więc tu mógłby spróbować poskakać. Jak się połamie - trudno. Schylił się i zamiast położyć nogę na drabince, skoczył na balkon. Trochę huknęło, ale Barry uśmiechnął się i już zaraz przeszedł przez poręcz i skakał, póki nie doskoczył do ziemi.  Co z tego, że mógł obudzić śpiących ludzi. Jak ktoś spał twardo, to raczej się nie obudził. A Weasley zaraz założył na swoją rudą czyprynę kaptur i ruszył w kierunku centrum, gdzie pomieszkiwał tymczasowo.

z/t x2


Powrót do góry Go down
Katya Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth http://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 http://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
25
Szlachetna
Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
8
6
0
0
0
0
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Dach nad kamienicą   07.03.16 20:15

/12 Listopad

Wszystko nabierało tempa, a wcale nie chciała żeby jej życie przypominało istny rollercoaster, który mógł sprawić, że w końcu wypadłaby i nie odnalazła właściwej drogi do domu. Z drugiej strony - do jakiego domu? Chciała uwolnić się od przeszłości, która zamykała ją w okowach czegoś, co budziło najgorsze demony, a szarpana przez nie mogła doprowadzić się na skraj obłędu, który zakończyłby jej zbyt krótkie życie. Miała przecież nowe plany, pomysły, cele, a ojciec? Skutecznie odbierał jej pewność siebie, którą ociekała na polowaniu i wernisażu, gdzie jako wyrachowana szlachcianka oceniała wszystko w sposób chłodny i analityczny, a w tym tak mocno przypominała Ramseya, który zrobił z nią to samo podczas ostatniego spotkania, gdzie... Wyczyściła mu pamięć. Musiała zachować się jednak w porządku i sobie uczyniła dokładnie to samo, jakby chcąc mieć pewność, że przykre zdarzenie z ruin teatru nie wzbudzi w niej więcej lęku względem tego konkretnego mężczyzny.
Dzisiaj była jednak niczym połamana i potłuczona laleczka z porcelany, która całe życie stoi na półce, a mama karcącym tonem mówi, że nie powinno się jej dotykać, bo już nigdy nie będzie taka sama. Katya obecnie miała na swoim delikatnym, dziewczęcym licu dwa siniaki, które lekko wtapiały się w naturalny odcień skóry, choć nadal nie pozbyła się ich na tyle, by być pewną, że to najwyższa pora pokazać się światu. Samuel ją znał, a ona jego i wiedziała, że jej nie odpuści, bo gdyby to zrobił... To nigdy nie poznałby prawdy, ale Ollivander nie chciała mu mówić, że ojciec bezpardonowo potrafił podnieść na nią rękę i najzwyczajniej w świecie uderzyć, gdy tuż po tym mówił, że jest jego ukochanym dzieckiem. Szlachcianka nie znała prawdziwego smaku miłości, ale potrafiła być lojalna, choć w jakiś sposób się to wykreślało, a jednak - wiedziała, że musi iść na ustępstwo. Jej wniosek na temat zaręczyn i ślubu był bardzo prosty, nie spodziewała się, że w jakikolwiek sposób dogada się z przyszłym mężem, ale to było na chwilę przed tym jak wymazała sobie pamięć, a potem wszystko zaczęło się mieszać i skończyło się na kolejnym ciosu, który był plamą na dumie i honorze.
Siedziała wygodnie na puchatych poduszkach, a jej ciało otulone było ciepłym kocem i to na tyle szczelnie, by chłód nie wpadał pod materiał i nie drażnił delikatnej skóry, która źle reagowała na zimno. Rozglądała się po okolicy i nie wiedziała, która jest godzina, ani tym bardziej - czy Samuel przyjdzie. Nie wątpiła w przyjaciela, ale ich praca była o tyle specyficzna, że znów mogło go coś zatrzymać, a ona tkwiąć w ciszy i samotności pozwoliłaby się pochłonąć nocy, która tak pięknie pieściła dzisiaj umysł przejrzystością nieba i widocznością gwiazd. Wlepiała intensywne spojrzenie w księżyc, który powoli zaczynał świecić swoją barwą, a przez głowę Katyi przeleciało stado myśli, które zderzały się niczym walczące ze sobą aetonany. Wsłuchiwała się w czyjeś kroki, a także cichy pomruk, a pod puszystą narzutką dzierżyła dzielnie w dłoni różdżkę; na wypadek niebezpieczeństwa.




meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
32
20
1
0
0
1
9
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dach nad kamienicą   15.03.16 19:55

Ta nieprzyjemna gorycz, dusząca jego gardło od chwili, gdy dostał list, nie ustępowała nawet na chwilę.  Z niepokojem pognał na wskazane dla Katyi miejsce, czując, że to co zobaczy lub czego się dowie, nie przyniesie szukanego ukojenia w odpowiedzi. Wrodzony instynkt podpowiadał, że miało się stać coś bardzo odwrotnego, a jeśli się nie pojawi, straci coś bardzo ważnego w swoim życiu. Znowu. I nie chciał tego powtarzać za żadną cenę.
Samuel wyspecjalizował się w ciągłym dążeniu, by chronić tych, na których mu zależały, niemal do przesady, o czym wielokrotnie przekonała się jego młodsza siostra, o czym wiedzieli jego bliscy, czego świadomi byli jego współpracownicy. Zapalczywie gnał do przodu, ale nie pozwalał swoim towarzyszom zostawać w tyle. Wolał samemu dać się schwytać, niż pozwolić komuś na nieprzyjemny los. Rycerzyk, takie określenie także słyszał kilkukrotnie w zgryźliwych żartach, ale tak, jak w przypadku bawidamka, mrużył oczy i odcinał się czarnym żartem. Właściwie, humor trzymał się go aż nazbyt często, nawet w momentach, gdy powinien się denerwować. Mechanizm obronny, czy naturalny odruch?
Wdrapał się po schodach kamienicy w biegu, by zwolnić tuż przed wejściem na dach. Był tutaj tylko raz i był świadkiem...zdecydowanie bardzo dziwnych wydarzeń. Własnie...Barry.  Zmełł w ustach przekleństwo, gdy przypomniał sobie tę rudą i zaćpaną twarzą. Jakiś cichy głos podpowiadał, że zbyt pochopnie ocenia chłopaka, ale na Merlina, jeśli Weasley nie ruszy się ze swoim życiem (albo z kopniakiem Samuela) to autentycznie może się to dla niego źle skończyć. Ale...myśli podobne umknęły z chwilą, gdy na wyłożonej poduszkami powierzchni, dostrzegł drobną i samotną sylwetkę swej przyjaciółki. Wydawała się w tej chwili tak krucha, że przy najlżejszym podmuchu wiatru, mogłaby się zwyczajnie rozpaść.
Zatrzymał się przy wejściu, pozwalając, by aurorka także dostrzegła jego postać. Nie chciał jej przecież wystraszyć nagłym pojawieniem. Początkowo, zaciskająca się na krtani obręcz puściła. Przecież tu była. Cała i...zdrowa? Bez słowa postąpił kilka miękkich kroków, by ostatecznie usiąść tuż przy dziewczynie, uporczywie wypatrując niepokojących objawów. I chociaż nie był mistrzem w ocenianiu kobiecego makijażu, to dostrzegł sine cienie, tak sprytnie ukrywane pod warstwą pudru.
- Nie zimno ci? - zapytał, poprawiając koc na jej ramionach, który nieopacznie odsłonił  gładkie, kobiece ramię. Martwił się cholernie - Powiesz mi Gwiazdeńko? - zapytał, nie czekając na owijane bawełną, nie znaczące pytania, serwowane zazwyczaj na błahych spotkaniach. Ta samą dłonią, którą poprawiał koc, teraz zsunął niżej, by palcami odnaleźć delikatna dłoń panny Ollivander.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Katya Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth http://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 http://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
25
Szlachetna
Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
8
6
0
0
0
0
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Dach nad kamienicą   17.03.16 20:40

Nigdy nie chciała sprawiać mu problemów, ani tym bardziej przykrości, bo znaczył dla niej zbyt wiele, by z precyzją godną mistrza wbić mu szpilkę w serce. Wiedziała, że pierwszy z listów, który napisała po ostatniej awanturze wprawił go w stan osłupienia, bo ją samą zaskoczyłyby takie słowa, ale co miała zrobić? Zniknąć z powierzchni ziemi i udawać, że nie istnieje? Tak byłoby najwygodniej, a przecież bardzo chciała uniknąć takiej sytuacji, w której porzuci na pastwę losu swoich bliskich, by zadręczali się stanem, w który wpadała w tak gwałtowny i nieprzewidywalny sposób. Ufała jednak Samuelowi na tyle, że mogła otworzyć się przed nim, niczym stara księga z najwyższej półki ze szkolnej biblioteki, byle nie musieć tłumaczyć się z wyborów, których się dopuszczała.  
Siedziała otulona kocem, jakby ten miał ją ochronić przed każdym niebezpieczeństwem, które znajdowało się w jej pobliżu. Nie zastanawiała się nad tym, że późna noc nie jest najlepszym wyborem do spotkania z człowiekiem, przy którym krzywda stać się jej nie mogła, ale teraz? Pogrążona we własnych rozmyślaniach, które przenosiły ją na zupełnie inną płaszczyzne nie spodziewała się, że cokolwiek ulegnie zmianie. Wiedziała, że po powrocie do domu wydarzy się to samo, jeśli po raz kolejny nadszarpnięte cierpliwość ojca, bo każdy miał swoją, ale... Katya też ją posiadała i problem pojawiał się w chwili, w której chciała porzucić wszystko i zniknąć, jakby naiwnie wierząc, że naprawde jest panią swojego przeznaczenia.
Bo była, prawda?
Poderwała się na dźwięk znajomego głosu i zwróciła oczy w jego kierunku, jakby chcąc mieć pewność, że to żaden figiel świadomości. Przygryzła delikatnie wargę i spuściła wzrok, bo miała wrażenie, że spojrzenie Samuela będzie dla niej dzisiaj nieznośne.
-Nie - powiedziała pod nosem, a następnie odsunęła się nieznacznie, gdy jego męskie dłonie zaczęły gładzić wątłe ramiona. Nie dlatego, że bała się dotyku Skamandera, a najzwyczajniej w świecie bolało ją ciało, które odczuwało skutki starcia z ojcem. -Właściwie... Jest idealnie - mruknęła jeszcze ledwie słyszalnie i dopiero po tych słowach uniosła twarz, by zawiesić tęczówki na przystojnej twarzy aurora. Próbowała odgadnąć jego emocje, a także przemyślenia, ale dzisiaj czuła się tak, jakby utracili nić porozumienia. Nerwowo zaciskała palce lewej dłoni w piąstkę, by opuszkami drugiej musnąć subtelnie policzek przyjaciela. -Nie chciałam cię martwić, ale ostatnie mam problem z logicznym składaniem słów, które brzmią jak wycie z desperowanej kobiety, a to wcale nie jest tak... Po prostu... Po prostu... - zaczęła mówić spokojnie i cofnęła się nagle, by zaburzenia ich przestrzeni osobistej nie było zbyt gwałtowne. Nigdy nie przekraczali granic i Katya nie zamierzała tego zmieniać. -Po prostu muszę mieć wolne, by poukładać swoje sprawy - kłamała jak z nut, ale czy mógł o tym wiedzieć?




meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
32
20
1
0
0
1
9
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dach nad kamienicą   22.03.16 0:23

Lubił szczerość, nawet tę bardziej brudną, bolesną i trudną do przełknięcia. Bo ta - nawet jeśli raniła, przynajmniej nie truła ran, które każdy przecież gdzieś miał. Samuel swoimi - nie chwalił się, nie narzekał i nie próbował poruszać tematu, który, niby tabu omijało jego słowa. Nawet jeśli wypływało chociaż drobne nawiązanie - kpił, obracał w żart, drażnił i prowokował - a temat sam przechodził na kolejną kwestię, mniej drażliwą, albo...dotyczącą kogoś innego. Byle nie jego. I tak powstała otoczka Samuela, który częściej tryskał humorem, olśniewał zawadiackim urokiem (albo przynajmniej tak wszystkim wmawiał), ale..przecież taki właśnie był.
Właściwie - był dobrym słuchaczem i wolał wiedzieć co działo się z bliskimi mu osobami, by - nadopiekuńczo wręcz, zadbać o ich bezpieczeństwo. Przecież od tego był. Bronić. Walczyć. Byle do przodu, bez odwrotów. I nie pozwolić, by to abstrakcyjnie nawet pojęte - zło - nie zasadziło się na to, co tak bliskie jego sercu.
Zatrzymał spojrzenie na twarzy dziewczyny, gdy tak gwałtownie podniosła się do góry. Jego wzrok mógł niknąć w mroku, ale był pewien, że Katya doskonale widziała jego twarz. usiadł obok i mimo zaprzeczenia dziewczyny, ściągnął swoją kurtkę i tę - bez słowa zarzucił na kruche ramiona przyjaciółki. Wydawała się dziś wyjątkowo odległa, zamknięta i..smutna? Gdzie podziały się pioruny, którymi zazwyczaj częstowała aurora?
- Właśnie widzę - mruknął, spoglądając jej przez ramię. Noc - zdecydowanie należała do widokowo - pięknych obiektów, ale...wolał patrzeć na swoją towarzyszkę, szczególnie, że wibrująca wokół nich cisza, przezywana odgłosami nocy, wieszczyła coś niepokojącego.
Przysłuchiwał się chaosowi, który z siebie wyrzucała szlachcianka, nie przerywając nawet, gdy zawieszała głos - Po prostu? - pokręcił głową - nie Gwiazdeńko, po prostu to my się spotykamy na korytarzu ministerstwa, a nie...tutaj...- utkwił czarne źrenice na jej bladych licach, na których rysował się złowrogi cień..bólu - myślałem, że znasz mnie wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, że takie słowa nie są dla mnie żadnym wytłumaczeniem - odchylił się, układając dłonie obok siebie. Spojrzał w górę, by potem przenieść wzrok raz jeszcze na dziewczynę - to co powiedziałaś teraz, równie dobrze mogłaś napisać mi w liście, więc...nie kłam - zmarszczył brwi, przez chwilę zaciskając jedną dłoń w pięść, jakby impuls wiedzy, która trapiła Katyę, dotarła do niej szybciej, niż słowa, które jeszcze nie padły. A może wiedział? czuł pod skórą, że ta nieprzyjemna ciemność, dopadła i jej kruche ramiona? Że to, czego Samuel mógłby się kiedykolwiek bać, mogło teraz szarpnąć jego nerwami? Przecież - Skamander nie był wolny od strachu, a jednak, przecież chodziło o to, by go pokonywać...a najlepiej, przeganiać go także znad głowy takiej istoty, jak Katya. Znał jej możliwości, a jednak...nie miał zamiaru bezczynnie patrzeć, gdy działa jej się krzywda.
Niedoczekanie.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.



Ostatnio zmieniony przez Samuel Skamander dnia 23.03.16 23:55, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Katya Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth http://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 http://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
25
Szlachetna
Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
8
6
0
0
0
0
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Dach nad kamienicą   22.03.16 11:10

Ona natomiast stroniła od szczerości, jakby w obawie, że... Będzie zbyt brutalna do tego, na co rozmóca był przygotowany. Samuel znaczył dla niej wiele i to pewne hamulce, które utworzyły się w jej umyśle, zabraniały mówić o tym, co się naprawdę wydarzyło. Nie chciała tego przeżywać raz jeszcze i przechodzić od samego początku do samego końca, opowiadając o szczegółach, na których wspomnienie żołądek się ściskał, a serce podchodziło do gardła. Chciała wierzyć, że jakoś to wszystko się poukłada. Bo tak mogło być, prawda? Już dawno temu stała się ryzykantką, która na własną ręke jest w stanie załatwić wszystko, a pomoc kogokolwiek staje się zbędnym balastem, bo przecież była samodzielna i nie potrzebowała pomocy. W takim przeświadczeniu żyła od wielu lat, a dokładnie od wtedy, gdy Anthony odwrócił się do niej plecami. Nigdy nie rezygnowała jednak z prób, które miały na celu ewentualne pogodzenie się z bratem; czy to było jednak możliwe? Dzisiaj wiedziała, że nie. Jej bliźniak był zbyt zapatrzony w siebie i pochłonięty przez rządze, których ona nie rozumiała, ale była pewna, że gdyby jego losy potoczyłyby się inaczej, to w tym momencie spijałby whisky razem z Mulciberem. A Katya? Wciąż byłaby jedynie narzędziem, które w rękach ojca dąży do perfekcji, której tak naprawdę wcale nie chce.
Źle się czuła z każdą mijająca sekundą i tym, że Skmamander tak doskonale ją świdruje, by czytać z niej jak z otwartej księgi. Dzisiaj zdawało się to być bardziej odległe i nierealne, bo zamknęła się w szklanej kuli, która nie dopuszczała nikogo z zewnątrz. Ollivander potrzebowała pozostać w bańce pozornego bezpieczeństwa.
-To prawda, ale tam nie mamy szczególnej okazji do tego, by porozmawiać, prawda? - zagaiła luźno, a cień uśmiechu mignął na jej ustach, choć zniknął równie szybko jak się pojawił. Czuła się pusta, pozbawiona wszelkich aspektów, które budziły w niej ten potężny ładunek emocjonalny, bo stłamszona dusza ulatywała gdzieś w przestworza i szukała zapalnika, by wrócić na właściwe tory. -Zawsze się spieszymy i gnamy do przodu, by złożyć kolejne raporty i zapoznać się z dekratami, by nic nam nie umknęło - jak ostatnim razem - zaśmiała się pod nosem na wspomnienie wieczoru na Howl Street i wywróciła teatralnie oczami. Nie zamierzała wracać do tamtych wydarzeniach, ale to nie oznaczało, że nie może zrobić przytyku do sytuacji, która na samą myśl budziła w niej irytację.
Nie kłam.
Zastygła w bezruchu i spojrzała na Samuela przenikliwym wzrokiem, by spróbować wydusić z siebie to krótkie, acz wymowne wyznanie. Nie umiała tak prosto z mostu, ale może właśnie tak trzeba było? Lawirowała na granicy świadomości i choć przeczucie podpowiadało jej, że nie może łączyć własnego obrazu z wyjawieniem tajemnicy dotyczącej narzeczonego, bo byłoby to zbyt wymowne, tak nie chciała dłużej zwodzić przyjaciel.
-Mój ojciec ma specyficzne metody wychowawcze, a już w szczególności, gdy się buntuje - wydukała na jednym wydechu i odwróciła tęczówki w drugą stronę, bo nagle obecność Skamandera stała się nieznośna. Poczucie bycia obcą stało się z biegiem czasu nieznośne, a przecież byli sobie bliscy. To pustka rujnowała pewne poglądy, które ona za wszelką cenę próbowała zatrzymać. -To nic takiego.




meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
32
20
1
0
0
1
9
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dach nad kamienicą   24.03.16 23:53

Każdy, niezależnie od nastawienia czy chęci - oceniał wg własnej miary. Rzutowały na to nie tylko cechy charakteru ale i doświadczenia, które cieniem lub jasnością przysłoniły wizję świata i spotykanych ludzi. Nie inaczej było i z Samuelem, który wytężał siły, byleby zadbać o bezpieczeństwo swoich bliskich. Nie chciał więcej nikogo tracić, a mimo to, nieuchronność tego oczekiwania, przytłaczała jego barki. W końcu - czasy były niespokojne, a trująca mgła, coraz szerszym kręgiem rozlewała się po ulicach Londynu. Coś czyhało w ukryciu i działało za zasłoną, do której wciąż nie mógł zajrzeć. Nie, żeby miał się poddawać, choćby miał zagryzać zęby i tłuc głucho w kraty...
Dlatego też nie mógłby obojętnie przejść obok listu, jaki otrzymał od Katyi. Dlatego teraz siedział obok niej, wypatrując cokolwiek, co podpowie mu co się działo. Może nie miał typowej tylko dla kobiet intuicji, ale...całkiem nieźle wychodziło mu rozczytywanie kobiet. Nie licząc całej gamy wielowarstwowości i wielowymiarowości słów i gestów, które sobą prezentowały...Istna kawalkada skomplikowania, ale..chyba o to chodziło w ich pięknie?
- To zależy o czym, ale w gruncie rzeczy masz rację - zgodził się, chociaż czuł, że jej słowa miały inny cel, odwrócenia uwagi od głównego tematu. Bała się? Ciężka do opisania lina zacisnęła się wokół mostka Skamandera, gdy wyłapywał coraz więcej bolesnych fragmentów układanki - Z tymi dekretami, to jak wiesz, ostatnio...nam nie wychodzi, bo Ministerstwo postanowiło chyba olać nas bardzo głęboko - prawie zgrzytnął zębami na wspomnienie feralnej akcji, w której uczestniczył - Ale znowu masz rację. Jesteśmy zapracowani, ale tak trzeba. Ludzi potrzebują naszej pomocy, wiesz o tym doskonale, za dużo dzieje się złego...tylko..nie o tym rozmawiamy, prawda? - powoli przesuną palce, by uchwycić kruchą i bladą dłoń dziewczyny, zamykając ją w swojej ręce. Czekał, aż przyjaciółka powie tych kilka słów, które poskładają wszystko w całość. Bo chociaż dostrzegł niepokojące sygnały, to czekał. A może po prostu nie wierzył, ze coś takiego mogłoby się przydarzyć tej jasnej Gwiazdce?
Na pierwsze słowa zamarł. Zmarszczył brwi, próbując dopasować słowa, do ukrytego widoku, który - jawił się przed nim tak niejasno. Bił ją. Ta jedna myśl jak piorun przeszyła jego myśli  i serce. W pierwszej chwili, coś na kształt grzmotu zapaliło się w jego oczach. W drugiej - zerwał się gwałtownie - Zabiję go - prawie warknął, nieprzytomnie szukając różdżki, z zamiarem teleportacji wprost przed drzwi dworku, w którym mieszkał ojciec Katyi. Nienawidził tych, którzy śmieli nazywać się mężczyznami, tym bardziej ojcami, tak tchórzliwie znęcając się nad istotą, którą w naturze ma się chronić. Cichutkie "to nic takiego", szarpnęło nim ponownie, by spojrzeć w dół, na skulona sylwetkę aurorki...
- Katya, to jest wszystko, a nie nic takiego. Nawet niech przez myśl ci nie przejdzie, że to mogłoby nic nie znaczyć - miał szaloną chęć doprowadzić swój plan do końca, ale...byłby skończonym durniem, nieczułym, samczym ignorantem, gdyby zostawił teraz ją samą, kiedy - potrzebowała go najmocniej.  Opadł na kolana, by najdelikatniej jak potrafił, objąć jej drobne ciało - Mogę cię zabrać do siebie, chyba, ze potrzebujesz uzdrowiciela, nie wiem...co dokładnie ci zrobił - zwarł mocniej usta, gniewnie. Lilith wiedziała o tym? Czy dowiadywał się ostatni? I mimo, że odsunął na bok dziką pasję i chęć mordu, to...wiedział, że nie zostawi tego bez odzewu.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Katya Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth http://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 http://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
25
Szlachetna
Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
8
6
0
0
0
0
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Dach nad kamienicą   26.03.16 19:17

Kim tak naprawdę była Katya Ollivander?
Czy Sam potrafił ją opisać jednym zdaniem?
Nie, z pewnością nie umiał tego zrobić, bo gdyby wiedział jak się za to zabrać, to wszystko potoczyłoby się inaczej w ich relacji i zdawałby sobie sprawę, że musi się trzymać z dala. Należała w końcu do osób niejednolitych i daleko jej było do monotematyczności, którą byłaby w stanie powielać każdego dnia. Przypominała nieustający wiatr i spokojny ocean, ale co jeśli w pewnej chwili wybuchłaby kulminacja emocji, które tłamsiły ją przez lata? Każdy doprowadzał ją do momentu, w którym bez trudu poradziłaby sobie z ładunkiem, ale zniszczenia, których by dokonała... Cóż, te stałyby się nieznośne; zbyt potężne i nieodwracalne, a tylko ktoś o niewyobrażalnej sile umiałby zasklepić każdą wyrwę, którą stworzyłaby nieświadomie. Dlaczego zatem Skamander chciał o nią dbać i troszczyć się? Winien trzymać sięz dala od tej małej cholery, która pomimo szlacheckiego pochodzenia, nie miała nic wspólnego ze światem, w którym się dusiła.
-Mam rację? - skrzywiła się nieznacznie, bo była zaskoczona. Rzadko kiedy przyznawał jej taki stan rzeczy, więc uniosła wymownie brwi, bo doszukiwała się w słowach Samuela drugiego dna. Nie chciała wątpić w jego szczere intencje, ale w tej jednej chwili zwątpiła w samą siebie i nic nie mogło podnieść jej pewności siebie, którą emanowała na co dzień. Nabrała powietrza w płuca i kiwnęła głową na potwierdzenie, z trudem tłumiąc w sobie lęk i złość na to, co się działo. Nie zamierzała obarczać problemami przyjaciół, a im więcej osób o tym mogło wiedzieć, tym jej groziła kara, którą musiałaby po raz kolejny przyjąć z pokorą. -Ministerstwo tworzy absurdalne dekrety, których nie rozumiem, ale cieszę się, że... - zawiesiła głos i posłała mężczyźnie ciepły uśmiech. -Jesteś cały - mruknęła pod nosem i spuściła wzrok, by wreszcie przytaknąć mu niemo, że faktycznie ma racje i nie to jest powodem ich spotkania.
Co zatem było?
Nie umiała się przyznać do czego, co budziło w niej wstręt. Nie tylko do siebie, ale do ojca, który po raz pierwszy uderzył ją, gdy miała raptem szesnaście lat. Potem, z dnia na dzień, robiło się coraz gorzej i choć uciekał do brutalności w chwilach, które stawały się ostatecznością, tak ona pamiętała każdy policzek. Odliczała czas, by wreszcie skończył ją bić, ale to nie było najważniejsze, bo dla niej istotną sprawą było to, żeby już nigdy nie poczuc upokorzenia, które rozrywało jej wątłe ciało i dusze na drobne strzępy.
-Nie - zaprotestowała nagle i uniosła na niego brwi, gdy wzburzył się tak bardzo, że nie była w stanie sobie teraz przypomnieć, czy kiedykolwiek znajdował się w podobnym stanie. Oddychała spokojnie i wiedziała, że dolała oliwy do ognia, ale od czego było Obliviate, prawda?
-Niepotrzebne ci mówiłam, Sam - szepnęła cicho i spuściła raz jeszcze wzrok, a zaraz potem tkwiła w silnym objęciu, które zapewniało jej pozorne ciepło. Nie wiedziała co ma jeszcze powiedzieć, bo wierzyła, że nic złego się nie wydarzy, ale czy mogła być tego pewna? Wątpliwe. -Wiem, że chcesz dla mnie dobrze, ale nie mogę iść do ciebie, bo tak nie wypada, a gdyby ktokolwiek się dowiedział, to byłoby jeszcze gorzej - mówiła zgodnie z własnym przeczuciem, bo miała narzeczonego, do czego ewidentnie nie potrafiła się przyznać. -Chodźmy gdziekolwiek.




meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
32
20
1
0
0
1
9
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dach nad kamienicą   30.03.16 21:46

Co wypadało w aktualnym świecie?
Samuel mógł zgrzytać zębami za każdym razem, gdy słyszał odpowiednik "nie wypada", a w szczególności, gdy dotyczyło to Katyi. Drażniło go za każdym razem, gdy słyszał słowa u dziewczyny, a mimo to - hamował się. Nie miał najmniejszego zamiaru sprawiać, by jakiś brudnopismak obsmarował Ollivander tylko dlatego, że ..potrzebowała jego pomocy. Nawet, jeśli aurorka nie powiedziała tego wprost.
W większości ludzie widzieli Samuela jako beztroskiego kobieciarza, który żadnej nie przepuści. A jednak, miał swój honor gentelmana. I mimo, że tak często ulegał tęsknocie za ciepłem kobiecego ciała, to...oszukiwał sam siebie. I w gruncie rzeczy - pogodził się z tym stanem, nie starając się rozdrapywać niepotrzebnie niczego, co - wzburzyłoby drogę, która obrał. Był mężczyzną, któremu nie pasowało kochać się w skargach. To - była rzecz niewieścia.
Mężom przystoi w milczeniu się zbroić
W większości, miał w głębokim poważaniu różnice, które sztucznie oddzielały czystokrwistych, od tych brudnych, do których - przecież sam należał. Z tej racji, trzymać się z daleka od Katyi - nie mógł i nie chciał. Wciąż stąpali po cienkiej granicy relacji, którą dzielili, ale - podobały mu się spotkania pełne dwuznacznych propozycji i przekraczania granic, które co jakiś czas przesuwały się zbyt mocno - w obie ze stron.
- Mogę zaprzeczyć, jeśli ci nie odpowiada moja chwilowa słabość - mruknął, starając się, by na blade lica młodszej aurorki, wdarł się chociaż na chwilę - uśmiech. Oczywiście, że lubił ją drażnić i często na przekór zaprzeczał, nawet - gdy oczywistością była jej racja. Podobno złość piękności szkodzi, ale Katya wyglądała uroczo z wypiekami na twarzy i gniewnymi ognikami w oczach.
- Też się cieszę Gwiazdeńko - przesunął palcami po puchatej, chociaż wytartej od wiatru, powierzchni koca -  ...a na Ministerialne absurdy, trzeba teraz wybitnie uważać - adrenalina wzburzyła jego krew, mając w pamięci, co wydarzyło się w więzieniu. Przeklną jednak tylko w duchu parszywa mordy strażników i policjantów, którzy tak ochoczo wykonywali rozkazy, katując schwytanych...
Potem jego gniew znalazł ujście, kumulując zgromadzone pokłady na jednej osobie. Czy szlachta rzeczywiście była tak szalenie przeżarta przez nieznaną Samuelowi truciznę, że zniżali się do czynów, uwłaczających naturze człowieka? Mężczyzna jako ten silniejszy, winien chronić, swoją siłę wykorzystując dla roztoczenia opieki nad istotami bardziej kruchymi. Zaciskał nerwowo dłonie, aż knykcie bielały na pięściach. Jedno ciche "nie" nie zahamowało rosnącego we krwi postanowienia, ale sprowadziło jego błyszczące spojrzenie, ku źrenicom Katyi.
- Nie? - szczęka zacisnęła się mocniej, znacząc pod czarną brodą jej ostry zarys - i ot tak zostawić? - rozluźnił dłonie i powoli wrócił do wcześniejszej pozycji. - Potrzebnie. Szkoda, że tak późno się dowiedziałem - powiedział już ciszej, ponuro, ale z czarnych źrenic nie zniknęły gniewne ogniki - To nie był pierwszy raz, prawda? - dodał już łagodniej, starając się by z jego głosu zniknęła ciężkość, słyszalną jeszcze moment temu. Obejmował ja delikatnie, ale pewnie, przekazując się ciepło i pewność, że - przy nim nic jej nie grozi.
- Zostańmy tutaj - zaproponował, gdy ostatnie zdanie padło z kształtnych ust dziewczyny - Dach jest otoczony barierą, więc pogodowe rewelacje nam nie zaszkodzą...spałaś kiedyś pod gwiazdami? - przyglądał się twarzy Ollivander, na której wciąż tańczyły nocne cienie. Przysunął się bliżej, tym samym burząc granicę, oddzielającą ich ciała od siebie.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Katya Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth http://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 http://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
25
Szlachetna
Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
8
6
0
0
0
0
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Dach nad kamienicą   31.03.16 23:36

Katya nie potrafiła tego swierdzić. Nie była dobra w wysnuwaniu takich wniosków, choć przecież doskonale wiedziała, czego oczekuje ludzi. To nie było trudne, ba! Wręcz banalnie proste, ale musiała chcieć rozmawiać, by się otworzyć na każdy możliwy sposób. Sprawa była zatem cholernie prosta, gdy prawda ujrzała światło dzienne, a ona mierzyła się z odpowiedzialnością za własne czyny, które doprowadziły ją do miejsca niezbyt przychylnego pewnym zamiłowanium, wszak... Szlachta rządziła się swoimi prawami, czyż nie?
Nabrała jedynie powietrza w płuca i po raz kolejny skrzyżowała spojrzenie z Samuelem, by jakoś jasno określić - czego chce, właśnie teraz, w tym momencie. To było iście problematyczne, trudne i ciężkie do odgadnięcia, bo przecież nazywała się Ollivander, a z nią mało rzeczy potrafiło być prostych. Z pewnością nie te, które jasno sugerowały, że to już czas, by wszystko zmienić, ale Katya? Cóż, ona nie szukała zmian, bo te zdawały się być tylko ucieczką od problemów. Preferowała zduszać je w zalążku i to było dla niej najważniejsze.
-Nie okłamuj mnie, Samuelu - powiedziała zgodnie z własnymi przekonaniami i uśmiechnęła się blado, choć wcale nie miała ochoty nawet na ten chwilowy, ulotny gest. Była zbyt pochłonięta myśleniem o czymś, co było trudne do określenia, a każda kolejna chwila raczej przypominała, że minuty spędzone tutaj są tylko kolejnym grzechem, który zostanie dopisane do jej zbyt długiej listy błędów.
-Myślisz, że to nie koniec? - zapytała nagle i przygryzła policzek od środka, by zaraz potem odwrócić wzrok. Jeśli miało być tak jak mówił, to większość czarodziejów stała teraz na granicy istnego ryzyka, a jej samej nie widziało się bycie złapaną i doprowadzoną do Tower. To miejsce nie kojarzyło się w żaden sposób dobrze, a gdy tylko Skamander trafił do celi niczym zbrodniarz, nie myślała o potencjalnych propozycjach, spotkaniach. Chciała ratować przyjaciela, który to przez nią tam trafił, ale żadne z nich nie wracało do tego, bo najważniejsze było to, że siedział obok i był cały, prawda?
Nie wiedziała dlaczego mu o tym powiedziała, choć przecież nie zamierzała go dłużej oszukiwać, a gdyby po raz kolejny siniaki zdawały się być mocniejsze, to opowiedziałaby ckliwą historię o kolejnej akcji? Zdecydowanie nie mogła, toteż wolała postawić wszystko na jedną kartę i zaryzykować, bo cóż pozostało jej do stracenia? Absolutnie nic.
-Tak, Sam, zostawić - zabrzmiała dość szorstko, ale nie wyobrażała sobie spotkania Skamandera z lordem Ollivanderem, bo to mogło tylko pogorszyć sprawę. Oddychała więc ciężko, choć nie miała powodów do złości, ale gdy padło to kluczowe pytanie, zamarła w bezruchu. Powinna się przyznać i wydusić z siebie do reszty to co było wiadome chociażby Lilith, ale wstyd zalewał ją od środka i na zewnątrz, bo wydukanie tak istotnych słów było iście problematyczne. -To trwa już sześć lat - wydukała w końcu i odwróciła wzrok. Narastający żal, że tyle czasu dawała się upokorzać był zbyt duży, ale jakie to miało teraz znaczenie, skoro dla niej nie miało już żadnego?
-Nigdy nie spałam pod gwiazdami, więc... To nasz pierwszy, wspólny raz, tak? - zapytała już nieco pogodniej, gdy ułożyła się wygodnie na stosie poduszek, a zaraz potem przymknęła powieki, by po chwili je otworzyć i dostrzec jak jedna z gwiazda spada wprost na ziemię. -Wiesz co mugole robią w takich sytuacjach? Myślą życzenie, ale nie mówią go głośno. Ja już swoje mam, a ty? - zapytała pogodnie i z powrotem pozwoliło swoim nieco zmęczonym oczom odpocząć. Od zgiełku, a także łez, które wylała w ostatnim czasie, a przecież nie chciała już nigdy płakać.

/zt dla K.




meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
32
20
1
0
0
1
9
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dach nad kamienicą   01.04.16 15:23

Czasami bywał zmęczony. I nawet na ramiona Samuela wpadła ciężar, który sprawiał, że się chwiał, ale...trwał. Nawet jeśli na chwile upadł, podnosił sie i zgrzytając zębami docierał do celu, który obrał. Chyba - nie umiał się poddawać, nie chciał nawet. A kolejne stawiane przed nim przeszkody, tylko utwierdzały go w tym przekonaniu.
- Od razu kłamać... - pokręcił głową - co innego kpić - zadbał, by jego wargi pozwoliły kącikom unieść się wyżej. Pytanie kolejne, wybiło go z tego gestu, a chmurne wspomnienie, znowu zaatakowały umysł.
- Chciałbym zaprzeczyć, ale..nie mogę - skrzywił się, gdy nagła ochota tytoniowego nałogu złapała go w ramiona - widziałaś co pisali w Proroku, prawda? "Zorganizowana działalność przestępcza" - zacytował fragment, który sprawił, że gazeta, którą wtedy wertował, z hukiem wyleciała przez Ministerialne okno - Tak nas opisali i takie bzdury próbują wcisnąć społeczeństwu. Nie wiem kto tak w rzeczywistości uwierzy w takie brednie, szczególnie po aresztowaniach z poprzedniego pseudo-dekretu, ale...wywoła wystarczająco wiele chaosu - w oczach Skamandera tliła się, duszona wciąż na nowo gniewna iskra, której co jakiś czas niewiele brakowało do wybuchu. Musiał przymknąć powieki, by nie zagalopować się w swoich słowach bardziej. Nie o tym rozmawiali przecież, ale tematem był zbyt chodliwy, by pozostawić go bez komentarza.
Nie skomentował szorstkich słów Katyi. Mogła uważać inaczej, ale - czarnowłosy nie miał zamiaru odpuścić. Tym bardziej, gdy przyznała się, ile czasy trwała gehenna. Jego dłoń popłynęła tym razem go głowy dziewczyny, by przesunąć palcami po kasztanowych pasmach, spływających na kruche ramiona.
- Tak - uśmiechnął się, a łobuzerska iskra na moment zapaliła się w tonie jego głosu - i wiem, ale...nigdy w to nie wierzyłem, chociaż znalazłoby się kilka życzeń do spełnienia - mówił ciszej, uspokajająco, przyglądając się jak jego przyjaciółka opada na poduszki i powoli przymyka oczy - A teraz śpij. Będę czuwał - obiecał, opadając na poduszki obok, jednak - zachowując przestrzeń, która nie budziłaby sprzeciwów. Miał być ostoją i strażnikiem. Przykrył drobną sylwetkę jednym z koców i - tak jak powiedział - czuwał. Zasypiając dopiero późno w nocy, gdy i jego zmorzył niespokojny sen.

zt






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
 

Dach nad kamienicą

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Dach

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Bexley-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17