Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Glaucus Travers

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Glaucus Travers   06.09.15 1:11


Glaucus Adam Travers

Data urodzenia: 16.02.1925
Nazwisko matki: Lestrange
Miejsce zamieszkania: Londyn
Czystość krwi: szlachetna
Status majątkowy: bogaty
Zawód: żeglarz
Wzrost: 180cm
Waga: 76 kg
Kolor włosów: ciemny
Kolor oczu: niebieski
Znaki szczególne: dołeczki tworzące się przy uśmiechu!


Ocean jest moją matką, morze kochanką, a łajba żoną -
powiedział niegdyś mój tato, Nauplius Travers, kiedy jego ojciec naciskał na niego, aby się ustatkował. Wszak miał już dwadzieścia jeden lat, a odkąd uzyskał pełnoletność, jedynie szerokie wody były mu w głowie. Tak naprawdę tato mój wierzył, że gdzieś na świecie czeka na niego kobieta, która będzie jego drugą, lepszą połówką. Nikomu tego nie okazywał, lecz to prawda, że miał duszę romantyka. Nie wierzył w aranżowane małżeństwa i wszelakie próby zaciągnięcia go na salony, aby wybrał sobie pannę do wspólnego życia, spełzały na niczym. Nawet, jeśli rzeczywiście pojawiał się na przyjęciach, fale szumiały mu w głowie, a on tęsknym wzrokiem rozglądał się za rumem. Żadna z młódek na wydaniu nie interesowała go jakoś szczególnie. Już po wymianie kilku zdań był w stanie stwierdzić, czy się z daną osobą dogada. Nie dogadywał się zazwyczaj. Ojciec opowiadał mi kiedyś, że w żadnej z nich nie widział gwałtowności fal, spokoju tafli wody czy zrozumienia natury, czego on zajadle poszukiwał w ich oczach, mimice, gestach. Byłem wtedy mały i nie rozumiałem co miał na myśli, miałem to pojąć dopiero z czasem, kiedy sam za tym goniłem jak głupi. Tymczasem jednak Nauplius robił swoje, doprowadzając rodziciela do szewskiej pasji. Jak dobrze, że starzec miał jeszcze innych synów, w przeciwnym razie byłby mniej pobłażliwy dla jednej ze swych latorośli.
Ale stało się. Dostrzegł ją pewnego wiosennego dnia, kiedy wracał do domu. Niedługo po tym całą rodziną poszli w odwiedziny do przyjaciół rodu Traversów, klanu Lestrange. Siedziała w ogrodzie, bujając się na drewnianej huśtawce, otoczona przez naturę w jej najpiękniejszym wydaniu. A nawet i kwiaty najegzotyczniejsze nie umywały się do jej urody, gdyż była półwilą. Ojcu zdawało się, że to najcudowniejsza istota na ziemi, zrodzona z morskiej piany niczym Afrodyta. Nigdy jednak nie odważył się do niej podejść, panicznie bojąc się odrzucenia.
Nie zamierzał jednak siedzieć z założonymi rękoma.
Odwiedzał ją pod postacią świergotnika, wyśpiewując najpiękniejsze melodie, by potem milknąć. Kobieta czując się pewnie w towarzystwie ptaka zwierzała mu się ze wszystkich swoich sekretów, aż wytworzyła się między nimi dość specyficzna więź. Takie ukrywanie się ze swoją prawdziwą tożsamością trwało aż rok, podczas którego Nauplius zaniechał podróży morskich, zapewne wprawiając rodzinę w niemałą konsternację. Zawsze ich jednak zbywał krótkim wiem, co robię, choć po upływie tych trzystu sześćdziesięciu pięciu dni Traversowie coraz mniej w to wierzyli. Szczęśliwie ojciec mój odważył wreszcie zamienić się przy swej wybrance z powrotem w człowieka, przyklęknąć na jedno kolano i w niezbyt kompletnym stroju oświadczyć się jej. Azure, bo tak się nazywała ta niewiasta, zdziwiła się niepomiernie, ale przyjęła mego ojca na swego narzeczonego.
I tak właśnie dorobiłem się rodziców.



Jednak skłamałbym, gdybym powiedział, że ich narzeczeństwo było proste. Pomimo tego, że dziadek mój był wniebowzięty słysząc, że jego syn nareszcie postanowił się ustatkować, a oba rody zamieszane w ten związek pałały do siebie sympatią, to ciężko było utrzymać w ryzach temperamentną półwilę. Niby to właśnie tego szukał w kobiecie mój ojciec, jednak trzeba przyznać, że ta znajomość bywała wyczerpująca. Kochał ją jednak i z pewnością zrobiłby dla niej wszystko. Jestem tego pewien, bo widzę jak po dziś dzień na nią patrzy. Jednakże najczarniejszym wydarzeniem podczas trwania ich związku był moment, w którym matka moja przechadzała się uliczkami Londynu, by niespodziewanie zostać porwaną. Po to, aby z jej serca zrobić Śnieżkę, nielegalną, magiczną używkę. Całe szczęście, że brat ojca, a wuj mój, pracował w wiedźmiej straży, więc sprawcę udało się uchwycić zanim stało się najgorsze. Sprawę ułatwiał fakt, że był to od dawna poszukiwany przestępca, który był pod obserwacją. W przeciwnym wypadku Azure straciłaby życie, a my, kolejne pokolenie Traversów, nigdy byśmy się nie narodzili. Wielka szkoda, prawda?
Matka dość długo dochodziła do siebie po tym zdarzeniu, a ślub musiał zostać przesunięty w czasie. Od tamtej pory panna Lestrange miała także u swego boku własnego ochroniarza, gdyż ojciec mój wolał dmuchać na zimne i poczuwał się do obowiązku zapewnienia bezpieczeństwa swej narzeczonej, choć równie dobrze do ślubu mogło nigdy nie dojść.
Na szczęście doszło.
Sceneria była piękna, gdyż uroczystość odbyła się nad samym morzem. Zarówno tata jak i mama byli zachwyceni, kiedy opowiadali nam o tym wyjątkowym dla nich dniu. Szum fal był podobno kojący, piasek leniwie chrzęścił pod stopami, a słońce świeciło jasno, co było podejrzane jak na klimat Wielkiej Brytanii. Uwierzyli więc, że od tej pory szczęście zawsze będzie im sprzyjać. Że los jest ich zwolennikiem, że całość jest obietnicą wspaniałej przygody wspólnego życia. Cóż mogę dodać? I tak, i nie. Jak wiemy, ludzka egzystencja jest splotem różnych wydarzeń: i tych szczęśliwych i tych przykrych. I choć oni starali się udawać, że ich to nie dotyczy, to jednak rzeczywistość się o nich upomniała.
O nas.



Mieliśmy piękne, wspaniałe wręcz dzieciństwo. Uwielbialiśmy, kiedy ojciec wieczorami siadał przy nas i opowiadał o swoich niesamowitych przygodach, które przeżył podczas pływania po niebezpiecznych wodach świata. Chciał nam również opowiedzieć o magii i Hogwarcie, ale to nie było tym, co nas tak naprawdę interesowało. A przynajmniej mnie i moich braci. Z wypiekami na twarzy słuchaliśmy o zwodniczych syrenach, niewychowanych, mugolskich marynarzach, czy o morskich potworach, które naprawdę istnieją, w co święcie wierzę po dziś dzień, mimo, że z bycia małym dzieckiem wyrosłem już dawno temu. W tych opowieściach było coś, co po prostu zapadało w pamięć i co ciężko było podważyć, nieważne jak absurdalnie mogło brzmieć i jak bardzo staraliśmy się wyrzucić te historie z pamięci. Zawsze nam towarzyszyły, choćby przy wspólnych ogniskach czy wspomnieniach z dawnych lat. Nic dziwnego, że od zawsze wiedziałem kim zostanę w przyszłości, skoro niemal namacalnie podczas wizualizacji opowieści czułem gęsią skórkę od chłodu wody czy dmącego wiatru.
Tymczasem zaś musiałem zacząć edukację w Hogwarcie.
Nie mogę powiedzieć, abym nie czuł podekscytowania z powodu zakupu przyborów szkolnych, podróży magicznym pociągiem czy ceremonii przydziału. To wszystko jednak było jedynie etapem przejściowym, czymś, co należy przejść w drodze po swoje marzenia. Nie zależało mi szczególnie na domu, do którego mnie przydzielą. Kiedy usłyszałem Hufflepuff, uznałem, że OK, nie ma sprawy, grunt, żeby było się z kim dobrze bawić, bo głównie tylko zabawa była mi w głowie. I tak przecież mogłem kumplować się z osobami z innych domów, choć trzeba przyznać, że reszta patrzyła na Puchonów raczej z politowaniem. Mnie jedyne, co łączyło z wychowankami Helgi to poczucie humoru i ambicja jeśli chodzi o naukę. Nigdy nikt się jednak o to nie pytał, a ja nigdy nie próbowałem nikomu niczego udowodnić. Zdanie innych o mnie zawsze miałem gdzieś, generalnie nic się w tej materii nie zmieniło. Owszem, jestem towarzyską bestią, ale nigdy się nie narzucam. To poniżej godności.
Uczyłem się bardzo dobrze, najlepiej wychodziła mi oczywiście transmutacja i zaklęcia, a także quidditch. Byłem ścigającym w domowej drużynie, lecz nigdy nie miałem aspiracji, aby być kapitanem. Za to nagrodzono moją koleżeńskość i na piątym roku zostałem prefektem Hufflepuffu. Rodzina pękała z dumy, nawet, jeśli nie byłem wyniosłym Ślizgonem. Zresztą, nie ma o czym mówić, szkoła jak szkoła, choć wiele znajomości z tego okresu przetrwały do dziś, z czego ogromnie się cieszę.
Pewnie jako jedyny w szkole nie mogłem doczekać się egzaminów.
Bo egzaminy zwiastowały Sabat i… dorosłość. Czujecie ten powiew wolności?



Ocean jest moją matką, morze kochanką, a łajba żoną -
powiedziałem pewnego dnia, kiedy stałem w porcie. Wziąłem głęboki wdech, a potem udałem się na spacer po plaży. Formalności związane z pracą załatwiłem później, teraz chciałem spoglądać na wodę wzburzoną i horyzont rozległy, wyobrażając sobie, że to wszystko będzie teraz moje. Mój nowy dom, nowe życie, nowe wszystko. Rzeczywiście świat pachniał nowością, a ja, cóż ja… jeszcze tego wieczora zginąłem w pobliskiej karczmie pijąc rum z brudnych kufli, śpiewając szanty i patrząc na tańczące barmanki.
Sądziłem, że mi nie będzie dane poznać kobiety wzburzonej niczym sztorm, spokojnej niczym zwierciadło wody i zjednoczonej z naturą. W pewnym sensie się pomyliłem, bowiem moje serce zabiło szybciej kilkukrotnie. Sam jednak nie umiem oddzielić jawy od snu, rzeczywistości od ułudy i doprawdy nie potrafię sprawnie poruszać się w meandrach uczuciowości, pod tym względem pozostając poniekąd nieczułym. Choć znany byłem z gwałtowności i impulsywności, a także szybkiego zapalania się pasją do interesujących mnie rzeczy, gdzieś tam w środku zawsze kulałem kiedy miałem odróżnić zauroczenie od prawdziwej miłości. Zazdrościłem ojcu zdolności oceny sytuacji. Wiedzy, że to właśnie ta jedyna, właściwa. Ja przypominałem błądzącego we mgle, jak gdyby nazewnictwo emocji było bardziej abstrakcyjne niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.
Jedynie miłość do żeglugi była tą niezmienną, poznaną i wyczekiwaną.



Kiedy ja dopiero uczyłem się życia, mój brat przygotowywał się do wesela. Pokochał czystokrwistą szlachciankę i czym prędzej chciał sprawić, aby stała się jego żoną. To była piękna i zarazem szalenie nudna historia. Bez dramatycznych zdarzeń w postaci mezaliansu i werteryzmu. Ojciec nasz był szczęśliwy, brat mój był szczęśliwy i ja cieszyłem się ich szczęściem. Wspólnie bawiliśmy się na jego weselu, któremu trochę brakowało do dostojnej, arystokratycznej imprezy. A mimo to wiele osób świetnie się bawiło i wspominało tę noc jeszcze przez wiele lat. Co dziwne, bo ja po takim morzu alkoholu, jaka się tam lała, nie byłem w stanie zbyt wiele zapamiętać i szczerze mówiąc większość wydarzeń z tego okresu wciąż są dla mnie niejasne. Pozostaje mi wierzyć rodzinie, że niczego nader głupiego nie zrobiłem.
Ciąża mojej szwagierki i wieść, że zostanę wujkiem była miłą, kiedy na bujającej łajbie czytałem list od mojego brata, który zawsze był dla mnie jedną z najważniejszych osób w życiu. Dlatego też ciężko wyobrazić sobie mój ból i smutek, kiedy po powrocie do domu zamiast wesołych przygotowań do narodzin potomka dom Traversów ubrany był w czerń, a na środku głównej sali stała trumna. W środku spoczywała moja szwagierka z widocznym już brzuchem. Była blada niczym najbielszy puch jaki mogłem sobie tylko wyobrazić. Okazało się, że pewnego wieczoru zaatakował ją wampir, wysysając całą krew i zostawiając na pastwę losu. Minęło wiele godzin zanim kobieta i jej nienarodzone dziecko zostali znalezieni. Na próżno było udzielać pomocy, nic już nie dało się zrobić. Byłem równie rozdarty co mój ojciec i matka moja, patrząc na tragedię jednego ze swych dzieci. Do dziś pamiętam dźwięk łkającego nad trumną brata, który tak naprawdę nigdy nie okazywał żadnych słabości, a przynajmniej ja tego nie kojarzę. I nie wiem, co było gorsze: to, że wtedy się rozpłakał czy to, że nie płakał już nigdy potem, zapełniając swe serce widmem nienawiści i żądzy zemsty, która ostatecznie pchnęła go do podjęcia pracy w Brygadzie Ścigania Wilkołaków, w której okazjonalnie dokonywał zemsty na wampirach, jeśli tylko była ku temu sposobność. Choć pierwotnie miał do mnie dołączyć i razem mieliśmy pływać po wodach świata. Nigdy go jednak nie winiłem, że obrał taką, a nie inną ścieżkę swojego życia. Obaj nie mieliśmy najbezpieczniejszych zawodów kuli ziemskiej. To dlatego musiałem nauczyć się sztuki zaklęć leczniczych, gdyż nigdy nie wiadomo kiedy się przydadzą w warunkach walki z wzburzonymi wodami.
Jak by tego było mało, wkrótce nasz dom nawiedziła inna tragedia, choć nie tak dramatyczna jak poprzednia. Po prostu siostra moja zakochała się. Niby nic w tym dziwnego, lecz znów złamała serce naszych rodziców. Obdarzyła uczuciem mugolaka, zegarmistrza, którego mechanizmy czasu były największą pasją. Nie zapomnę rozpaczy matki malującej się na jej pięknym obliczu i bezbrzeżnego smutku ojca, kiedy zdał sobie sprawę z tego, że musi swą kochaną córkę wydziedziczyć. Całość odbyła się dość hucznie, ku próżności innych arystokratycznych rodów, lecz potajemnie ojciec wcisnął córce jakieś odłożone pieniądze i możecie mi nie wierzyć, ale pożegnanie było szalenie emocjonujące. Pod osłoną nocy, w zacisznym miejscu, zupełnie, jak gdybyśmy ukrywali największych przestępców świata. I choć rodzice moi nigdy już swej córki i zięcia nie zobaczyli, to ja ich czasem odwiedzałem, aby sprawdzić, jak się miewają. Dla mnie to wciąż była rodzina, choć karty historii miały na to odmienny pogląd. Szedłem potem do domu rodzinnego i przekazywałem rodzicom wieści czy zdjęcia z życia ich już-nie-córki.
W każdym razie to wtedy postanowiłem, że nigdy nie złamię serca moim rodzicielom. Widziałem zresztą, że Nauplius liczy na mnie i resztę rodzeństwa i że w naszym przypadku mógłby być już mniej pobłażliwy.



Dlatego przeżywałem swoisty dramat, kiedy poznałem kobietę, z którą teoretycznie chciałbym się związać, a praktycznie nie mogłem. Dowiedziawszy się o jej mugolskim pochodzeniu zerwałem z nią, choć nie, nie była to wcale łatwa decyzja. Po której zresztą chwilę później rzuciłem się w kolejny kurs ku odległym portom, by tam leczyć swoje smutki, najczęściej topiąc je w rumie i ustach kobiet wyzwolonych. A kiedy wróciłem po dłuższej nieobecności, przy cumowaniu, musiałem się rzucić na ratunek niewiaście, która omal się nie utopiła wpadając do wody. Romans był płonny i wybuchowy, wcale nie chciałem go przerywać kolejnym rejsem w odległy kontynent, jednak musiałem, byłem wtedy we właściwym miejscu? Jak się potem okazało, niewłaściwym czasie.
Na oceanie szalał sztorm, łajba bujała się na wszystkie strony. Było ciężko utrzymać kurs czy ster, woda bezlitośnie wlewała się na pokład. Nim się obejrzeliśmy, a nadeszła taka fala, która wywróciła nasz statek do góry dnem. Woda była wszędzie, mógłbym przysiąść, że czułem ją nawet w płucach.
Potem jednak nastała ciemność, a zaraz po niej niesamowita jasność. Dookoła rozpościerały się pola zielone, a jakieś piękne czarownice uśmiechały się do mnie. Odnalazłem swoją wyspę Avalon.
Zanim jednak zdążyłem się nią nacieszyć, poczułem ogromny ucisk w klatce piersiowej. Niebo się zaszarzyło, świat wirował, piasek wbijał mi się w plecy. Z których się przewróciłem na twarz, gdyż poczułem potrzebę wyplucia wody z moich płuc. Okazało się, że pewna niewiasta dostrzegła mnie wyrzuconego na brzeg, a potem się mną zaopiekowała. Prawdę powiedziawszy tak mi się u niej spodobało, że zostałem na dłużej. Zapominając trochę o poprzednim życiu, które wiodłem w Wielkiej Brytanii. Prawda jest taka, że nie pamiętałem o tym, aby rodzinie wysłać choćby list, nie pomyślawszy zupełnie, że mogliby tam umrzeć ze zgryzoty. Olśniło mnie dopiero niebawem, więc wziąłem moją wybawczynię ze sobą i wróciliśmy jednym ze statków na Wyspy…




Patronus: Za każdym razem, kiedy chcę wyczarować patronusa, mam przed oczami mój pierwszy statek i kurs, który dostarczył mi mnóstwo emocji. Z początku byłem zdziwiony, że przedstawia on orkę, jednak jeśli się nad tym głębiej zastanowić… chyba to tak samo towarzyskie stworzenie jak ja, lubujące się w morskich wędrówkach i czasem wykazujące się niezłym sprytem.


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 15 +1 (różdżka)
Zaklęcia i uroki: 8 +1 (różdżka)
Czarna Magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 5 Brak
Transmutacja: 10 +3 (różdżka)
Eliksiry: 0 Brak
Sprawność: 10 +3 (czarna perła)
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaI2
AstronomiaI2
SpostrzegawczośćI2
ZielarstwoI2
Historia MagiiI2
Ukrywanie sięI2
KłamstwoI2
ONMSI2
RetorykaI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Jasny umysłII5
Silna WolaII5
Szlachecka EtykietaI0
SzczęścieI5
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Zakon FeniksaI0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Malarstwo (wiedza)I0,5
Literatura (wiedza)I0,5
Muzyka (wiedza)I0,5
GotowanieI0,5
AktywnośćWartośćWydane punkty
ŻeglarstwoIII25
PływanieII7
Taniec BalowyI1
JeździectwoI1
Latanie na miotleII7
GenetykaWartośćWydane punkty
brak-0
Reszta: 1

Wyposażenie

Różdżka, sowa, 11 punktów statystyk



[bylobrzydkobedzieladnie]





i'm a storm with skin


Ostatnio zmieniony przez Glaucus Travers dnia 06.09.15 19:17, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Glaucus Travers   09.09.17 16:46

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana
INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!

Glaucus to członek rodu Travers z jakiego mogą być dumni. Od najmłodszych lat pałał miłością do wolności, przygody, zapachu morskiej bryzy i fal kołyszących burtą jego statku. Godnym pozazdroszczenia są jego morskie przygody, podczas których zwiedził niesamowite miejsca, poznał wielu ludzi... Choć należy pamiętać, że to nie łatwy zawód nawet dla czarodziejów - o czym mógł się przekonać podczas jednego ze sztormów, który omal nie kosztował go życia. Teraz powraca w rodzinne strony, miejmy nadzieję, że rodzina nie uznała go za całkowicie zaginionego. Witam na fabule, mam nadzieję, że będziesz się z nami dobrze bawić!

OSIĄGNIĘCIA
Wilk morski
Pocałunek syreny
Weteran
Do wyboru, do koloru
Światło w ciemnościach I
Weteran II
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak
Kartę sprawdzał: Allison Avery


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Glaucus Travers   09.09.17 16:47

WYPOSAŻENIE
Różdżka, sowa, broszka z alabastrowym jednorożcem, czarna perła, pasta Fleetwooda, pierścień Zakonu Feniksa

ELIKSIRYBrak

INGREDIENCJEposiadane: popiół feniksa, czułki szczuroszczeta

BIEGŁOŚCI[08.12.16] Wsiąkiewka +2PB
[09.03.17] Wsiąkiewka +2PB
[30.08.17] Wsiąkiewka +2PB
[05.11.17] +1 PB do puli (nagroda za szybką zmianę)

HISTORIA ROZWOJU[06.09.15] 900-860=40
[17.09.15] 67-50 = 17
[28.11.15] 69+30=99 wsiąkiewka
[29.11.15] Udział w Festiwalu Lata +40 pkt
[04.12.15] Czarna perła -100 pkt
[11.12.15] Mecz +60 pkt, pasta Fleetwooda
[19.02.16] Wsiąkiewka sierpień +30 pkt
[19.02.16] Wsiąkiewka wrz/paź +30 pkt
[20.04.16] spotkanie zakonu feniksa +15pkt
[10.07.16] Wątek z Czary Ognia -20 pkt
[20.07.16] Wyrównanie punktów +50 pkt
[22.07.16] sabat +45 pkt
[06.10.16] Kot dla Lyry -10 pkt
[11.10.16] Misja w domu Horacego Slughorna: +150 pkt
[06.11.16] +15pkt ; mecz Quidditcha
[06.12.16] Osiągnięcia: Weteran, Do wyboru, do koloru, Światło w ciemnościach I 160 pkt
[08.12.16] Wsiąkiewka styczeń/luty +60 PD, +2 pkt biegłości
[09.12.16] Wykonywanie zawodu (marzec) +50 PD
[15.12.16] Wykupienie limitu postaci szlacheckiej -800 PD
[17.02.17] Zwrot PD; -40 pkt, +2 punkty zaklęć
[09.03.17] Wsiąkiewka (marzec): +90 PD, +2 PB
[11.03.17] Zwrot PD: +50 PD (za teleport.)
[03.06.17] Dodatkowe punkty statystyk (+5 opcm)
[19.06.17] Aktualizacja postaci: +2 punkty OPCM, -140 PD
[12.07.17] Wykonywanie zawodu(kwiecień) +50 PD
[30.08.17] Wsiąkiewka (kwiecień) +60PD, 2PB
[18.09.17] Zdobycie osiągnięcia: weteran II, +100PD
[23.09,17] Rozwój +3OPCM, -300PD;
[19.10.17] Spotkanie Zakonu Feniksa, +10 PD
[13.11.17] Zwrot za statystyki, +60 PD


Powrót do góry Go down
 

Glaucus Travers

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Glaucus Travers
» Virginia Travers

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki :: Czarodzieje-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17