Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Apteka Sluga i Jiggersa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Apteka Sluga i Jiggersa   07.09.15 19:25

First topic message reminder :

Apteka Sluga i Jiggersa

Apteka prowadzona od stuleci przez rodzinę czystej krwi, wydającą na świat świetnych alchemików. Sklep cieszy się powodzeniem nawet w dzisiejszych, mrocznych czasach; w niewielkim pomieszczeniu wypełnionym ziołami, butelkami, słojami zawsze można dostrzec klientów poszukujących odpowiednich, najlepszej jakości ingrediencji do swych mikstur. Oczywiście tych legalnych; po te o wątpliwej zgodności z prawem lepiej pytać w aptece pana Mulpeppera, zlokalizowanej na Nokturnie.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Apteka Sluga i Jiggersa   03.10.16 21:34

Raiden miał nieco obiekcje co do tego czy uświadamiać Zivę, że jego życie wcale nie jest takie mizerne jak sobie wyobrażała. Z jednej strony chętnie by jej powiedział to i owo, ale wiedział, że i tak jej to nie interesowało. Zabawne, że ciągle widział w niej tamtą zniesmaczoną jego zachowaniem dziewczynę w idealnie wyprasowanej szacie, która pojawiała się akurat w momentach, w których nie potrzebował prefekta. Była jak młodsza upierdliwa siostra, której nigdy nie chciał. Rodzice jednak sprawili mu cudowną Sophię, z którą ostatnio nie było zbyt prosto się dogadać, ale pracował nad tym. Szczególnie teraz, gdy jego życie obracało się o sto osiemdziesiąt stopni. Zaakceptował ten przewrót i to z większą ochotą niż by przypuszczał, więc może nawet i lepiej zaczynał życie rodzica niż pani Burke, która zapewne zaczęła się cieszyć ustawioną rolą jaką jej powierzono dopiero przy dziecku. Chociaż co on tam wiedział? Teraz za bardzo był skupiony na liście, którą trzymał w dłoniach jakby to był największy skarb, którego miał pilnować. Cóż... To była najważniejsza misja tego dnia prócz nakarmienia Artis.
- Kim muszę? - spytał, unosząc brwi. - Właściwe pytanie brzmi kim chcę. Twoje dzieci będą musiały się pewnie pomęczyć z jeszcze jednym Carterem w szkole - rzucił, szczerząc się do kobiety jak za dawnych dobrych czasów. Nie wiedział, że właśnie zaspokoił ciekawość pani arystokratki i spowodował, że chwilowo zapomniała o starowince, która ledwo wchodziła na pierwszy schodek drabiny. - Niech się pani tak nie spieszy! - rzucił do niej Raiden, podśmiewając się pod nosem. Wiedział, że Ziva chciała załatwić sprawy związane z lekami jak najszybciej. Byle tylko pozbyć się jego towarzystwa, ale cóż... Był pierwszy. Zamiast strzelać jej ramiączkiem od stanika po prostu irytował w ten sposób. Zaraz jednak do sklepu wparował zaaferowany młodszy mężczyzna i skinął głową na powitanie kleintom. Rzucił przeprosiny w odpowiednim tonie i zaraz zaczął zajmować się listą Raidena. W niecałe trzy minuty miał już wszystko przed sobą. Carter uśmiechnął się, zapłacił i skinął głową mężczyźnie. Krzyknął pożegnanie do starszej pani, a następnie odwrócił się do Zivy.
- Pani prefekt.
I wyszedł zadowolony z zakupów. To teraz do domu.

|zt




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Josephine Fenwick
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3390-josephine-fenwick#58313 http://www.morsmordre.net/t3429-laverne#59532 http://www.morsmordre.net/t3431-josephine#59578 http://www.morsmordre.net/f264-maxwell-lane-17 http://www.morsmordre.net/t3428-josie#59531
przyszła aurorka
22
Czysta
Panna
Odrzucam twoją rzeczywistość i tworzę własną.
23
0
0
0
10
0
3
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Apteka Sluga i Jiggersa   09.07.17 23:53

Żabie ślepia, igły jeża, puch ze skrzydeł nietoperza.
Wyliczanka kręciła jej się w myślach, gdy przechodziła pomiędzy rzędami zastawionych aż po sufit regałów, zapełnionych fiolkami i słoiczkami z różnymi dziwnymi paskudztwami. A przepraszam, ingrediencjami. Jednak nie zmienia to faktu, że część z nich wydzielała drażniącą woń, a dla oka także nie była przyjemna - do zapachu apteki mogła przywyknąć już po chwili, jednak dziwnie się czuła, gdy z półek spoglądały na nią gałki oczne różnych stworzeń. Tym razem nie udała się tutaj po kociołki na zajęcia, chociaż jej wyprawa miała wciąż wiele wspólnego z kursem aurorskim; zrobiła to dla siebie, by poćwiczyć warzenie jednego z eliksirów, który z wielkim prawdopodobieństwem znajdzie się na egzaminie końcowym z warzenia i rozpoznawania eliksirów, trucizn i antidotów, a którego wersja w jej wykonaniu została spektakularnie skrytykowana przez profesora. Panno Fenwick, nawet pierwszoklasista potrafiłby lepiej wykonać to antidotum. Na samą myśl zazgrzytała zębami - wywar wcale nie był taki łatwy do wykonania, a to że z jej kociołka buchała ciemnozielona chmura dymu... Zanim całkowicie utonęła we wspomnieniu, które wyprowadziło ją z równowagi, ktoś potrącił ją w ramię, a fiolka z syropem z trzminoreka wysunęła jej się z pomiędzy palców, roztrzaskując się pomiędzy ich stopami - jej i tego sieroty, co chodzić nie potrafi! Już chciała poczęstować go odpowiednim komentarzem, jednak najpierw napotkała jego spojrzenie, a słowa uwięzły na języku, jakby ktoś potraktował tę część jej ciała zaklęciem paraliżu. Widziała już wcześniej te oczy, wcześniej niż myślała, że to był pierwszy raz, widziała je wcześniej, w sytuacji tak podobnej, że prawie że identycznej. Alexander Selwyn. Jej uzdrowiciel, Zakonnik i... no właśnie kto. Nie była do końca w stanie sprecyzować, jakie to relacje - ni to profesjonalne, ni to przyjacielskie. Jednak teraz analiza istoty ich znajomości wydawała się być najmniej ważna, chociaż to prawdziwe pierwsze spotkanie mogło wywrócić ją do góry nogami. Tylko, że... On wiedział. Cały czas wiedział. Tylko ona zapomniała - o nim, o tym dniu, gdy tak potwornie się ośmieszyła. Najchętniej odwróciłaby się do wyjścia, ignorując rozbitą fiolkę i zniknęła wśród tłumu na Pokątnej. Gdyby tylko mogła się ruszyć - palący wstyd uniemożliwiał jej ucieczkę, piśnięcie chociaż najkrótszego słowa czy choćby zapadnięcie się pod ziemię; patrzyła tylko na Selwyna oczami pełnymi szoku, niedowierzania, wstydu i pretensji... Och, Alexandrze, czemu nic nie powiedziałeś?





these violent delights have
violent ends...
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f127-chelmsford-rezydencja-hylands http://www.morsmordre.net/t979-jaszczurka-a-selwyna
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Apteka Sluga i Jiggersa   10.07.17 13:45

Kwiecień wydawał się być ciągłym pasmem coraz to nowych małych tragedii i wyzwań. Lipiec był nieznośnie blisko, a wraz z nim miały nadejść egzaminy końcowe sprawdzające mój poziom wiedzy i umiejętności po stażu w szpitalu. Nie miałem najmniejszego zamiaru ich nie zaliczyć, toteż jedynym racjonalnym - i sprawdzonym - sposobem by do tego nie dopuścić było zacząć ćwiczyć na własną rękę. Nie dało się tego uczynić z wprawkami anatomicznymi, znalezienie przez kogoś w moim domu rozkrawanych na części pierwsze zwłok na pewno nie byłoby czymś przeze mnie pożądanym, toteż postanowiłem ograniczyć się do praktycznego ćwiczenia mojej pięty achillesowej. Eliksiry, z którymi zmagałem się od dawna nadal wydawały mi się największym zagrożeniem. Mimo iż trzymałem poziom i starałem się nie pozwolić im opaść w te części umysłu, w których przechowywałem tylko i wyłącznie złe wspomnienia to i tak wymagały jeszcze trochę pracy przed latem. Męczenie Archibalda o pomoc znajdowało się oczywiście równie wysoko na mojej liście eliksiralnych priorytetów co ich znajomość, jednakże przed tak niecnym wykorzystaniem dobroci mojego kuzyna musiałem upewnić się o co konkretnie postanowię go zapytać. Pierwszym krokiem by to osiągnąć było przećwiczenie tych eliksirów, co do których byłem prawie że pewien, że mogłem przez lata pozapominać istotne szczegóły ich dotyczące; szczegóły z rodzaju tych, które poznaje się właśnie w praktyce, bowiem książka czasem omija takie drobiazgi.
Kręciłem się wśród półek, nie spuszczając wzroku z tych najwyższych (do których szczęśliwie nie było trudno mi się dostać). Tam bowiem znajdowała się większość drogich ingrediencji, tym samym tych najczęściej pojawiających się w skomplikowanych eliksirach uzdrowicielskich. Świat bowiem już tak ma, że jak coś jest niezastąpione to musi dużo kosztować. Sięgnąłem bez problemu po fiolkę ze sproszkowanym rogiem jednorożca i bez zbędnych ceregieli ruszyłem do przodu, w zamyśleniu w dalszym ciągu obserwując najwyżej położone ingrediencje.
I to był błąd.
W byciu wysokim problem leży w tym, że czasem zapomina się rozejrzeć naokoło. Kiedy zadzieram głowę trochę do góry z pola widzenia tracę to, co dzieje się na wysokości głów ludzi normalnego wzrostu. Moment zderzenia był krótki, dłużej zaś trwał dźwięk rozbijanego szkła i przepadający proszek z rogu jednorożca. Spojrzałem na drugą osobę uczestniczącą w kolizji i omal nie zaśmiałem się nad przewrotnością losu. To było bardzo ironiczne z jego strony, że po raz kolejny wpadłem na nikogo innego jak Josephine Fenwick. Na chwilę nasze spojrzenia się skrzyżowały, kiedy jednak kobieta dalej stała w miejscu niczym wystraszone zwierzę spuściłem wzrok niżej, na małą katastrofę na podłodze.
- Przepraszam - powiedziałem, nim nie pochyliłem się nad zaczynającą dymić i bulgotać mieszaninę naszych ingrediencji. Niewiele myśląc otworzyłem fiolkę którą miałem w ręce, tę ze sproszkowanym bezoarem, po czym posypałem maź na podłodze. Objawy niplanowanej reakcji ustały, a ja spojrzałem z dołu na pannę Fenwick, odrobinę wykrzywiając usta w uśmiechu. - Muszę nauczyć się nie zadzierać ciągle nosa - zażartowałem, nim nie wyciągnąłem różdżki i nie uprzątnąłem całego bałaganu przy pomocy niewerbalnego Chłoszczyścia. - Co udało mi się zrujnować? - zapytałem, prostując się i sięgając po kolejną fiolkę sproszkowanego rogu jednorożca. Przy okazji udało mi się dojrzeć za plecami Josie zmierzającego w naszym kierunku sprzedawcę, zapewne zaalarmowanego dźwiękiem tłuczonego szkła.
- Bez obaw, zapłacę za wszystko - zawołałem do mężczyzny. Ten tylko obrzucił mnie podejrzliwym spojrzeniem i zawrócił do kasy, odwracając się jeszcze raz czy dwa by zlustrować wzrokiem moją osobę.
- Tak więc, co kupowałaś? - zapytałem ponownie Josephine, uśmiechem starając się zakryć wszystkie niepewności i wyrzuty sumienia. Nie wiedziałem na czym tak właściwie z nią stoję, bowiem okoliczności poprzednich spotkań nie były sprzyjające do zawierania bliżej określonego rodzaju znajomości. Zarówno ja jak i ona zdawaliśmy sobie z tego sprawę, bowiem bijąca z jej oczu mieszanka wstydu i pretensji nie mogła świadczyć o czymkolwiek innym. Odezwij się, błagam.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Josephine Fenwick
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3390-josephine-fenwick#58313 http://www.morsmordre.net/t3429-laverne#59532 http://www.morsmordre.net/t3431-josephine#59578 http://www.morsmordre.net/f264-maxwell-lane-17 http://www.morsmordre.net/t3428-josie#59531
przyszła aurorka
22
Czysta
Panna
Odrzucam twoją rzeczywistość i tworzę własną.
23
0
0
0
10
0
3
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Apteka Sluga i Jiggersa   10.07.17 14:20

Czuła się jak zwierzę, które oślepiono zbyt jasnym światłem – przerażone i świadome, że już niewiele może zrobić. Nie chodziło o rozbite fiolki (chociaż sok nie należał do najtańszych), co o świadomość powracających wspomnień. Przykucnął przed nią, a jego błękitne spojrzenie świadczyło o tym, że nie przeszkadza mu ich spotkanie. Im dłużej jej się przyglądał, tym bardziej odczuwalna stawała się fala niespodziewanego gorąca, duszności i palącego wstydu. Zachowała się wtedy jak gumochłon! O na Merlina, chociaż przecież takie określenie skierowała pod jego adresem. Nie odzyskała jeszcze wszystkich wspomnień – część była zamglona, pozostałej części nie była nawet świadoma; powracały tylko w najmniej oczekiwanych momentach, niczym fala déjà vu, z tą różnicą, że one wszystkie były jak najbardziej realne – równie realne jak potrącenie w ramię. Cóż za ironia losu, że był to właśnie Alexander, osoba z którą wiązało się powracające wspomnienie. Poznali się wcześniej niż myślała – nie rozumiała, dlaczego był dla niej aż tak dobry, kiedy poznał ją od tej gorszej strony. Analizował, uporządkowywał, pomagał jej się odnaleźć, a co najważniejsze wspierał, gdy odkrywała na nowo mroczne części swojej przeszłości. Od czasu do czasu rozśmieszał, sprawiał, że polubiła jego towarzystwo. Nie pozwolił jej upaść – mimo wszystko. - Ja… To tylko syrop z trzminorka, słabe połączenie z jednorożcem… Czyż nie? – mechanicznie, ledwo świadomie wyciągnęła różdżkę, by w niewerbalny sposób usunąć ich przedziwną kompozycję, której nie pochwaliłby żaden alchemik. Po czym powtórzyła jeszcze raz zaklęcie, gdyż gdzieniegdzie pozostały resztki brunatno-srebrzystej mieszanki. - Przepraszam raz jeszcze… – pokręciła głową, starając się unikać jego spojrzenia niczym ognia. - Właściwie, to chyba jeszcze nie przepraszałam… Ja… Nie musisz, sama zapłacę… I przepraszam, ale śpieszę się… - wydukała mało składnie, cofając się o kilka kroków do tyłu, tym samym omal nie wpadając na regał, który znajdował się za jej plecami. Zachowywała się irracjonalnie, jakby znalazła się w samym środku intymnej sytuacji, w której nie powinna uczestniczyć – każdy ślepy wyczułby, że coś jest nie tak, a co dopiero stażysta magipsychiatrii. Co gorsza, wycofała się w złą stronę – kasjerzy znajdowali się za jego plecami, tak więc posłała Alexandrowi niepewny uśmiech, po raz kolejny się zbliżając z zamiarem wyminięcia mężczyzny i to bez zbędnego wpadania na siebie.





these violent delights have
violent ends...
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f127-chelmsford-rezydencja-hylands http://www.morsmordre.net/t979-jaszczurka-a-selwyna
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Apteka Sluga i Jiggersa   06.09.17 18:57

Obserwowałem Josephine spod uniesionej pytająco brwi, patrząc jak zaczyna plątać się we własnych, niepoukładanych myślach. Musiała w końcu przypomnieć sobie kiedyś o naszym pierwszym spotkaniu, a wiedziałem że gdy tylko tamten dzień wróci do jej pamięci wszystko stanie się zupełnie inne. Miło było z nią rozmawiać kiedy nie była świadoma tej całej farsy, która miała miejsce w Ministerstwie. Obydwoje mieliśmy wtedy paskudny dzień - tak jakby Walentynki w ogóle mogły zostać obdarzone jakimkolwiek innym przymiotnikiem - co sprawiło, że osobiście wolałem nasze drugie spotkanie. Ona jednak nie miała luksusu oswojenia się z tamtą sytuację, bowiem w chwili gdy sobie ją przypomniała była dla niej zdarzeniem aż nazbyt realnym i namacalnym. I nadal takie było, kładąc się cieniem na cienką i delikatną nić współpracy i zrozumienia, którą uprzędliśmy wspólnym wysiłkiem w czasie dni, które spędziła w szpitalu; głównie przebywając wtedy pod moją opieką. Avery miał inne rzeczy na głowie niż zajmowanie się, w jego mniemaniu, zwykłą i całkowicie nieciekawą amnezją.
- Chyba rzeczywiście nie jest to połączenie marzeń, jednak... mogło być o wiele gorzej - odpowiedziałem z uśmiechem, kiedy już stałem stabilnie na obu nogach, spoglądając na świat jak zwykle: z góry. Tym samym łatwo było mi dojrzeć zmieszanie towarzyszące Josie, to jak ucieka wzrokiem od mojej sylwetki, ale wciąż nie patrząc gdzie idzie.
- Uważaj - automatycznie wyciągnąłem rękę w jej stronę, gdy zachwiała się na pięcie omal nie wpadając na regał. Poradziła sobie jednak bez mojej pomocy, toteż szybko wycofałem się na "moje" terytorium. Nie chcąc jeszcze bardziej jej konfundować milczałem, czekając aż sama zorientuje się, że ucieka w złą stronę. Była niczym zwierze zagonione w kozi róg, bez jakiejkolwiek drogi ucieczki przed depczącym jej po piętach pościgiem. Jakby czuła na plecach oddech gończych psów.
- Nonsens, nie przepraszaj. Oboje zachowaliśmy się wbrew jakimkolwiek normom społecznym, zapomnijmy o tamtym dniu. Po prostu - obserwowałem ją odrobinę zmartwionym spojrzeniem - czyżby nie radziła sobie z ogromem informacji, które niosła rzeczywistość - zarówno aktualna, jak i ta odzyskana? Uniosłem jednak kąciki ust w odpowiedzi na jej niepewny uśmiech. Kiedy mnie minęła chrząknąłem jednak znacząco. Powoli zaczynało bulgotać we mnie nieprześmiewcze rozbawienie całą tą irracjonalną sytuacją.
- Zapomniałaś o syropie - rzuciłem, sięgając na półkę po odpowiednią fiolkę, po czym wyprzedzając Josephine ruszyłem raźnym krokiem do kasy. Biorąc pod uwagę długość moich nóg oczyma wyobraźni prawie że widziałem, jak pospiesznie będzie musiała dreptać, by mnie dogonić. Zatrzymałem się dopiero przy kontuarze, na którym stała stara, zdobiona kasa. Równie stary aptekarz obrzucił mnie badawczym spojrzeniem, nim nie zaczął nabijać.
- Sproszkowany róg jednorożca, dwadzieścia jeden galeonów... bezoar, dwa sykle i piętnaście knutów... i syrop z trzminorka, dwa galeony, trzy sykle i dziesięć knutów... Wszystko razy dwa - spojrzał się na mnie z dezabrobatą znad swoich okularów, na które to spojrzenie odpowiedziałem jednym z uśmiechów z kategorii "przepraszam najmocniej, to już się więcej nie powtórzy".
- Razem będzie czterdzieści sześć galeonów, dwanaście sykli i osiem knutów - oznajmił bezbarwnym tonem aptekarz, obdarzając mnie i Josephine wyczekującym spojrzeniem. Bez słów wyjąłem sakiewkę i z uprzejmym uśmiechem podałem mężczyźnie pięćdziesiąt galeonów. W czasie gdy on odliczał resztę ja zapakowałem moje i Josephine zakupy, po czym wręczyłem czarownicy jej syrop z trzminorka.
- Masz może ochotę na gorącą czekoladę albo coś innego? - zapytałem, po czym odebrałem resztę i żegnając się z czarodziejem za ladą otworzyłem przed panną Fenwick drzwi, zerkając na nią wyczekująco. Z zewnątrz może tego nie okazywałem, jednak tak naprawdę byłem troszeczkę zdenerwowany. Nie znałem za bardzo Josie poza szpitalnymi murami i choć miałem ochotę to zmienić, to Josephine mogła powiedzieć po prostu "nie". A nie chciałem, by mi odmówiła. Potrzebowałem jakiegoś zajęcia dla myśli, bowiem w samotności myślałem tylko o jednym - o mojej nadchodzącej wielkimi krokami Próbie Gwardzisty.




If you're loved by someone
you're never rejected.


Ostatnio zmieniony przez Alexander Selwyn dnia 29.10.17 19:19, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry Go down
Josephine Fenwick
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3390-josephine-fenwick#58313 http://www.morsmordre.net/t3429-laverne#59532 http://www.morsmordre.net/t3431-josephine#59578 http://www.morsmordre.net/f264-maxwell-lane-17 http://www.morsmordre.net/t3428-josie#59531
przyszła aurorka
22
Czysta
Panna
Odrzucam twoją rzeczywistość i tworzę własną.
23
0
0
0
10
0
3
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Apteka Sluga i Jiggersa   25.10.17 17:44

Chciała zapłacić, oczywiście, że chciała – za tę rozbitą fiolkę, za nową już niekoniecznie; jej zapał do poprawiania zdolności w warzeniu obrócił się w drobny mak równie skutecznie jak szkło rozbitego pojemniczka. Pozostało jej tylko zacisnąć zęby, widząc, że Alexander płaci za wszystko bez mrugnięcia okiem. Podwójnie. Wciąż miała wiele z uciekającego zwierzęcia – spoglądała nerwowo w kierunku drzwi niczym ku drzwiom klatki. Mierzwiło ją srogie, ponaglające spojrzenie aptekarza, zapach niczym ze szpitala, woń mieszających się składników, przyciszony odgłos rozmów prowadzonych między regałam. Potrzebowała powietrza, uderzenia świeżości, które oczyści ją z ciężkiej mieszaniny różnych ingrediencji składowanych w aptece; a także z zakłpotania. - Dziękuję – przyjęła od Alexandra syrop zanim ruszyła do drzwi. Może udawać, że wspomnienie wcale nie odbiło się na ich kiełkujących relacjach. Zresztą dlaczego miałoby? Wiedziała jednak, że to tylko wątła fasada, która łatwo można strącić, a cała ta sytuacja będzie równie uwierać jak drzazga pod skórą, której nie da się wyciągnąć.
Dźwięk dzwoneczka przy drzwiach oznaczał wyjście z klatki. Nawet jeśli nie wiedziała, co powiedzieć, Alexander usłużnie i taktownie przyszedł przyszedł jej z pomocą. Jeszcze przez chwilę przyglądała się osobom śpieszącym w różnych kierunkach – cała ta różnokolorowa, chociaż w zasadzie dość szara masa potrafiła się na tyle zsynchronizować, by na siebie nie wpadać. Jej tej biegłości paradoksalnie zabrakło, a przecież powinna mieć jej więcej niż większość społeczeństwa. Stopniowo ochłonęła, na tyle by uznać, że cała ta sytuacja jest po prostu śmieszna. Wpadali na siebie raz po raz, pomimo że z całym prawdopodobieństwem było to mało realne. Czyżby ją śledził? Uśmiechnęła się do swoich myśli, które odpłynęły w nierzeczywistą stronę. - Z przyjemnością – usłyszała swój własny głos, zgadzający się na tę propozycję. Jeszcze niewielka część chciała uciekać, zniknąć bez słowa w gnającym gdzieś tłumie, jednak ta większa część trwała w miejscu. - Mam nadzieję, że umiesz się obchodzić z niuchaczami – zwróciła się do Alexandra, nie dając mu szans na to, by on wybrał miejsce. Czułaby się źle wśród arystokratycznego przepychu, do którego on miał wstęp, a do którego ona pasowała równie dobrze co fragment innej układanki. Być może wybrałby coś zwyczajnego jak Dziurawy Kocioł, mając na względzie jej komfort… Najpewniej tak by było, jednak wolała nie ryzykować, potrzebowała też miejsca zacisznego, bez zbytniego gwaru. Ruszyła w odpowiednim kierunku, wiedząc, że Alexander na pewno dotrzyma jej kroku.

| zt x2





these violent delights have
violent ends...
Powrót do góry Go down
 

Apteka Sluga i Jiggersa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Apteka Przyszpitalna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17