Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Zaułek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Zaułek   07.09.15 23:09

Zaułek

Ulica Pokątna składa się nie tylko z głównej ulicy, choć to na niej tętni życie. Pomiędzy wejściami do niektórych sklepów, znajdują się odnogi mniejszych uliczek, bardziej zaniedbanych, ponurych, często wyboistych - nikt nie widzi celu w ich odnowie. Czasami przebiegnie tu bezpański kot, by za chwilę zniknąć w cieniu. Dróżki najczęściej krzyżują się ze sobą, tworząc skomplikowaną sieć, w której można łatwo się zgubić, niektóre są ślepe, a wszystkie wydają się tak samo podobne.


Powrót do góry Go down
Allison Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t653-allison-avery http://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison http://www.morsmordre.net/t815-allie http://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
25
Szlachetna
Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
0
2
16
6
0
2
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaułek   07.09.15 23:53

| Na kilka dni przed obiadem zaręczynowym.

Jeśli naprawdę myślisz, Alexandrze, że wpuszczę cię od tak do swojego życia, biernie patrząc na to jak świetnie się bawisz wraz z moim bratem, to jesteś w poważnym błędzie. Szczególnie widząc, ile radości sprawia ci przekraczanie jakichkolwiek zasad przyzwoitości w stosunku do mnie. Wydaje ci się, że skoro już za kilka dni włożysz na mój palec wiążący pierścionek, to już teraz możesz pozwalać sobie na te wszystkie zbliżenia? Szczególnie, że widziałam cię pierwszy raz i nie pamiętam już z tego nic dobrego, tej udawanej troski w głosie, nawet jego barwy… Wszystko widzę w ponurych kolorach, a wspomnienie twojego głosu przypomina rój pszczół obijających się w mojej głowie i powodujących migreny. Wydaje ci się, że nabiorę się na tamte smutne oczy? Świetnie grasz, nie zaprzeczam, lecz trzeba być strasznie naiwnym, by uwierzyć w twe tłumaczenia – gdybyś naprawdę nie chciał w tym uczestniczyć, nie dopuściłbyś do takiej sytuacji. Skoro ty nie chcesz przerwać tej szyderczej gierki, pomogę ci z podjęciem odpowiednich kroków – uciekniesz szybciej, niżeli zasiądziesz do naszego stołu. Podziękujesz grzecznie za propozycję mojej ręki, dając wszystkim do zrozumienia, że jednak nie dla ciebie życie ze mną. Powiedz szczerze, nie bałbyś się o swój kielich przy każdym posiłku? Nigdy nie wiesz, co znajdziesz w nim zamiast zwykłego wina – wszak, życie z gorejącym nienawiścią alchemikiem przypomina balansowanie na krawędzi, z której upadek skończy się, w najlepszym przypadku, długim pobytem w Mungu. Co prawda eliksirotwórca ze mnie marny, a może to ty za bardzo kołatasz mi się po głowie, nie pozwalając skupić myśli, rozpraszając, bym nie mogła wykonać tego co postanowiłam. Już teraz to stanowczo zbyt wiele, pozwalam ci opanować swoje myśli, choć tak naprawdę jeszcze nie zagłębiłam się w to co dla mnie przygotowaliście. Do tego składniki na wyczerpaniu! Niby drobne niedopatrzenie, lecz odrywa od parującego kociołka. Lista jest długa – kilkanaście składników roślinnych, dwa razy więcej zwierzęcych, a sakiewka po zapłacie o wiele lżejsza. Owszem, mogłam wysłać skrzata, lecz wyrwanie się z domu, jest zbawieniem od ponurych myśli – spacer dobrze robi na wzbierającą złość. Uśmiecham się pogodnie do sprzedawcy – trzeba mieć dobre kontakty z osobami, od których nabywa się składniki – nim odwracam się od lady, by skierować swe kroki do drzwi. Wychodzę na słoneczną, gwarną ulicę pełną zabieganych ludzi. Każdy gdzieś śpieszy, nie zwraca uwagi na innych, mało kto prowadzi pogawędki gdzieś na boku. Zbiegam lekkim krokiem po schodach, przytulając do siebie torbę ze składnikami. A ty skąd tutaj wyrosłeś? Omal na ciebie nie wpadam, mężczyzno w podniszczonej szacie. Nie wypada stać jak słup wrośnięty w ziemię, gdy klienci jeszcze trwają myślami przy swoich zamówieniach. Stoisz zaraz przy przejściu do jakiejś odnogi Pokątnej, której nie kojarzę – ta ulica tylko pozornie wydaje się nieskomplikowana! Podnoszę spojrzenie na twoją twarz, mając już przygotowaną jakąś chłodną uwagę, lecz słowa wyparowują, gdy natykam się na twój wzrok wyrywający słowa już tworzące się na języku. Czy mogłabym cię kiedyś nie rozpoznać? Nie, nawet najsilniejsze zaklęcia zapomnienia nie sprawiłyby, bym zapomniała właściciela tych oczu, które byłam pewna, już nigdy nie zobaczyć. Kiedyś te same oczy spoglądały na mnie z oddaniem i miłością, dziś nie znajduję w nich nic oprócz szoku i wściekłości. Przecież nie powinnam się dziwić, w pełni na nią zasłużyłam, lecz i tak… Nie jestem gotowa, by przyjąć cios od ciebie. Nie zwracam uwagi na twój wygląd, wybiedzoną twarz, przetartą szatę, pod którą skrywasz wychudzone ciało. To tylko nic nie znaczące szczegóły, które odpycha moja świadomość, zbyt skoncentrowana na tym wzorku pełnym niedowierzania i złości… Miażdżącym coś w mojej klatce piersiowej, co chyba dawniej było sercem.




I sit alone in this winter clarity which clouds my mind
alone in the wind and the rain you left me
it's getting dark darling, too dark to see

Powrót do góry Go down
Sylvain Crouch
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1108-sylvain-crouch http://www.morsmordre.net/t1240-niesowia-poczta-sylvka http://www.morsmordre.net/t1154-sylvain-silver-crouch http://www.morsmordre.net/t1383-mieszkanie http://www.morsmordre.net/t1360-sylvain-crouch
aktor
24 lata
Zdrajca
Kawaler
Shadows are falling and I’ve been here all day
It’s too hot to sleep, time is running away
Feel like my soul has turned into steel
I’ve still got the scars that the sun didn’t heal
10
9
3
0
0
2
0
5
Wilkołak
We should be able to kill ourselves in our heads and then be reborn

PisanieTemat: Re: Zaułek   08.09.15 18:47

[jakiś czas po rozmowie z Elizabeth]

To nie był jego najlepszy dzień. Tak samo jak poprzedni... i jeszcze kilka wcześniejszych. Ostatnio za każdym razem budził go przeraźliwy, pulsujący ból głowy, jakby ta miała za chwilę eksplodować. I ta suchość w ustach i gardle... ledwo udawało mu się oderwać język od podniebienia. W takich chwilach zazwyczaj staczał się ze swojego barłogu lub zdrapywał z podłogi, by dopaść kranu... a chwilę później kibla, żeby wyrzygać wodę, którą jeszcze przed chwilą pił. Stało się to jego małą ceremonią rozpoczynającą dzień. Ta zresztą została zgodnie zaakceptowana i przez niego samego i przez Kobalt, która grzecznie czekała w odpowiedniej odległości, aż Sylvain zakończy "poranną toaletę" i w końcu da jej jeść.
Pogorszenie jego stanu rzecz jasna nie miało nic wspólnego z powrotem Allison, ale ze zbliżającą się wielkimi krokami pełnią. No... przynajmniej sam sobie to właśnie w ten sposób tłumaczył. Dawniej w tego typu chwilach po prostu zaszywał się w swojej kawalerko-ruderze i pisał, ale... tym razem ani trochę się to nie sprawdziło. Siedząc w samotności (z Kobalt była mimo wszystko dość marna towarzyszka) zaczynał zdecydowanie za dużo myśleć, zbyt wiele wspomnień do niego wracało, te same obrazy odtwarzały mu się w głowie raz za razem, jak gdyby patrzył na czarodziejskie zdjęcia. Cały czas te same ujęcia, te same osoby, te same uśmiechy... nie był w stanie siedzieć w czterech ścianach bezlitośnie bombardowany tymi wizjami, a... najlepszą ucieczką od tego była właśnie Ognista Whisky. I to taka tańsza z rodzaju tych, które są w stanie pić tylko ci odważni, nie zawracający sobie głowy tym, jakie syfy wchodzą w jej skład.
Efekt był taki, że wracał do domu (zawsze wracał, cokolwiek by się nie działo i choćby miał się doczołgać do swoich drzwi, to wracał) kompletnie zalany, ale przynajmniej zamiast męczących go obrazów, w głowie miał tylko czarną otchłań, cudowną, kojącą pustkę... i koszmar dnia następnego. Cóż... za wszystko trzeba płacić, prawda? A taka była cena zachowania przez niego w miarę zdrowych zmysłów.
Niestety nie usprawiedliwiało go to w oczach reszty aktorów i chyba powoli mieli dość tego, że przychodził mocno wczorajszy na kolejne próby i, co gorsza, występy. Pech, jeszcze się taki nie narodził, który by wszystkim dogodził. Musieli to jakoś przeboleć... jeszcze przez kilka dni. Do pełni, a potem wszystko wróci do normy - był o tym święcie przekonany. A póki co... póki co musiał na chwilę przystanąć, odetchnąć i starać się jakoś uspokoić pulsującą bólem głowę. Cholerne słońce, które raczyło swoimi promieniami całą ulicę Pokątną, wcale mu tego nie ułatwiało. Gdyby nie ci przeklęci aktorzy, gdyby nie jego pieprzona praca, siedziałby wciąż na przyjemnie ciemnym i chłodnym Nokturnie.
Zmełł w ustach przekleństwo, po czym sięgnął po ostatniego papierosa... i wtedy właśnie wypadła na niego jakaś roztrzepana dziewoja. Ostatnimi czasy same takie biegały po Pokątnej razem z całą resztą tłumu. Nie wiedział nawet dlaczego. Wszędzie tylko dzieciaki i ich matki i...
- Uważaj jak łazisz! - syknął wściekle. To całe rozradowane towarzystwo działało mu mocno na już i tak zszargane nerwy. Naprawdę niewiele potrzebował do wybuchu... na szczęście wszyscy wokół to chyba podświadomie wyczuwali i starali mu się nie włazić w drogę. A może to przez jego wygląd? Wychudłą, bladą twarz, potargane, przydługie już włosy, głęboko osadzone ciemne ślepia z niebezpiecznie psychopatycznym blaskiem.
Chociaż... kiedy jego wzrok padł na twarz pechowej dziewczyny, przez dosłownie ułamek sekundy można było odnaleźć Sylvaina w tym wraku człowieka. Zaskoczenie, które na moment wymalowało mu się na twarzy, musiało wygładzić trochę jego rysy twarzy.
- A... - wyrwało mu się zupełnie, jakby chciał powiedzieć krótkie, czułe "Allie" jak za dawnych czasów. Zawrót głowy i mdłości, jakie przez to poczuł, jednak szybko sprowadziły go na Ziemię. Zniknął ten cień dawnego Sylvaina jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Skrzywił się paskudnie, jakby zobaczył coś obrzydliwego.
- Avery - wychrypiał przez wciąż wyschnięte, dawno nieużywane gardło. Dziwne... nigdy dotąd nie zwrócił się do niej po nazwisku.
Obrzucił ją niechętnym spojrzeniem, po czym wetknął sobie w popękane wargi papierosa i zapalił jednym sprawnym ruchem.
- Powiedziałbym, że miło cię widzieć, ale nie jestem w nastroju do raczenia arystokratek słodkimi kłamstwami - mruknął, wypuszczając duszący dym prosto w jej śliczną twarz. - Za pozwoleniem... - skłonił jej się wprost ociekając przy tym cynizmem, po czym wyminął ruszając w stronę ciemnej uliczki. Nie miał jej nic do powiedzenia tak samo, jak ona jemu przez ostatnich sześć lat.


Powrót do góry Go down
Allison Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t653-allison-avery http://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison http://www.morsmordre.net/t815-allie http://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
25
Szlachetna
Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
0
2
16
6
0
2
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaułek   08.09.15 20:15

Czy mogło mi się tylko wydawać, że to ty? Czy to jakieś urojenia, które podsyła mi mój umysł, chcąc by to była prawda? Przez chwilę tak mi się wydaje, gdy mrozisz mnie spojrzeniem, w którym nie widzę już chłopaka, którego znałam ze szkolnych lat. Pamiętam, jakby to wszystko wydarzyło się zaledwie wczoraj... Swoją złość i zaszokowanie, gdy nagle zaczęły mi przeszkadzać panny z innych rodów, obdarzające cię kokieteryjnymi uśmiechami. Trochę czasu zajęło mi spostrzeżenie, że one się dla ciebie nie liczą, gdyż straciłeś głowę dla innej… Dla mnie. Zapach twoich perfum, ciepły oddech, gdy szeptałeś mi coś do ucha, pergamin pod palcami, na którym składałeś słowa, godziny spędzone na błoniach, w pustych salach, pokoju wspólnym, kilka nocnych spacerów, za które groziłby szlaban… Twój śmiech, rozbawione spojrzenie, woda w jeziorze, wiatr i słońce pieszczące skórę zaraz po opuszkach twoich palców. Pamiętasz, jak byliśmy wtedy szczęśliwi? Jeszcze nieświadomi nadchodzących dni. Przez to jedno krótkie spotkanie czepiam się tych wszystkich wspomnień z najszczęśliwszego okresu w swoim życiu, tak jakbym nigdy się nie skończyły. Lecz wyrywasz mi je tak niespodziewanie, jak pojawiłeś się na powrót w moim życiu. Wciąż patrzę w te same oczy? Kolor się nie zmienił, lecz nie widzę w nich mężczyzny, którego znałam. Jest tylko obrzydzenie. Po tym wiem, że to jeszcze ty, choć nigdy takim wzrokiem nie obdarzałeś żadnej szlamy, a teraz otrzymuję go zamiast powitania. Zasłużyłam przyznaję. Zasłużyłam nawet i na coś gorszego niż wzrok pełen pogardy. Wzdrygam się, kiedy wypowiadasz moje nazwisko, jakbym była wyjątkowo parszywym robakiem, który wlazł do twojego buta, gdy przez niedopatrzenie nie zamknąłeś drzwi. Może i jestem takim robalem, bezczelnie wciskającym się w twoją prywatność… W nowe życie?
Pozostawiasz mnie w rozsypce na ulicy pełnej ludzi, ignorując błaganie w moich oczach, byś został, byś nie znikał tak jak ja sześć lat temu, zostawiając po sobie setki pytań i szalejące myśli. Bezmyślnie ruszam za tobą, choć nie wiem, jaki mam w tym cel. Chcę ci coś powiedzieć? Każdego dnia, który spędziłam w Egipcie, miałam ci do przekazania tysiące słów na najróżniejsze, czasami i błahe tematy. Teraz gdy wpadamy na siebie niespodziewanie, zapominam o tych wszystkich słowach, które wydawały się najważniejsze. Może powinnam je spisać? Teraz to nieważne, że nie pamiętam żadnego z nich – one i tak nie zmieniłyby niczego. Żadne przeprosiny, żadne wytłumaczenia nie mają wpływu na położenie, w jakim się znajdujemy, dzięki… Moim decyzjom. Poniosę ich konsekwencję, lecz nie odchodź, nie teraz. Daj mi jeszcze raz spojrzeć w swoje oczy, zapewnij, że wszystko jest dobrze... Byłabym w stanie w to uwierzyć, pomimo tej szaty i zmęczonego oblicza. To wina szefa zamęczającego w pracy? A może idziesz, gdzieś na Nokturn, skoro tak się ubierasz? Masz rację, tam nie warto wyróżniać się łatką arystokraty.
- Nie... Poczekaj... Sylvain, proszę – wołam za tobą, a w głosie słychać wszystkie emocje – od zaszokowania po troskę i smutek. Jest tam też ta czułość i miłość, którą wkładałam w każde spojrzenie, w każde słowo, w każdy pocałunek, który składałeś na moich ustach, gdy tylko pozostawaliśmy sami. Proszę, zatrzymaj się, nie zostawiaj mnie z tym wszystkim samej! Wiesz, że idę za tobą, choć nie mogę nadążyć. Naprawdę chcesz uciec? Naprawdę będziesz mnie nienawidził do końca swoich dni, nawet nie dając mi szans na obronę? Zresztą czemu miałbyś tego nie robić? A co jeśli to nie jesteś ty, tylko jakaś mara, która wprowadza mnie w te kręte uliczki, by już nigdy więcej nie wypuścić?
- Crouch, błagam cię! – syczę na ciebie, a mój głos niesie się dziwnie w tych posępnych uliczkach. Nie widać już wyjścia na główną ulicę pełną śpieszących gdzieś ludzi. Wydaje się, że nawet słońce ma tutaj utrudniony dostęp. Drżę z wyczuwalnej wilgoci, choć nie padało już od wielu dni; a może to wina przejęcia, które zawładnęło moim ciałem?


Powrót do góry Go down
Sylvain Crouch
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1108-sylvain-crouch http://www.morsmordre.net/t1240-niesowia-poczta-sylvka http://www.morsmordre.net/t1154-sylvain-silver-crouch http://www.morsmordre.net/t1383-mieszkanie http://www.morsmordre.net/t1360-sylvain-crouch
aktor
24 lata
Zdrajca
Kawaler
Shadows are falling and I’ve been here all day
It’s too hot to sleep, time is running away
Feel like my soul has turned into steel
I’ve still got the scars that the sun didn’t heal
10
9
3
0
0
2
0
5
Wilkołak
We should be able to kill ourselves in our heads and then be reborn

PisanieTemat: Re: Zaułek   08.09.15 21:15

Sylvain już powinien się nauczyć, że kiedy sądził, że gorzej już być nie może... zawsze, ale to zawsze wszystko pieprzyło się jeszcze bardziej. To jak jakieś przekleństwo, urok na niego rzucony. A może to sprawka Allison? Może trafiła go jakimś paskudnym zaklęciem, ot tak, na odjezdnym?
Ufał jej, ufał jak nikomu innemu, kochał całym sobą i co dostał w zamian? Teraz pozostało mu już tylko pełne goryczy śmianie się z własnej głupoty i naiwności. Był naiwny nabierając się na te jej sarnie oczy, na rumiane policzki i niewinny uśmiech... była trucizną w czystej postaci, której tak po prostu pozwolił wedrzeć się we własny krwiobieg. Truła go, gdy odeszła, nie dawała mu spokoju niczym zjawa, koszmar prześladujący go co noc i każdego dnia... by pojawić się, ot tak, kiedy w końcu zaczęło mu się od tego mieszać w głowie. Istniała osoba bardziej okrutna i zła od niej? Wątpliwe.
Łeb rozbolał go jeszcze bardziej, gniew, o którym sądził, że już dawno wygasł, rozpalił się ze zdwojoną siłą, nie dając myśleć trzeźwo.
Słyszał ją, jej błagania burzyły w nim krew. Dawniej nie dałby jej czekać na siebie choćby i sekundy, a teraz? Tak, chciał uciec. Uciec jak tchórz, żeby nie musieć sprawdzać ile wytrzyma zanim zrobi jej krzywdę. Ile wytrzyma zanim złapie ją w objęcia jak kiedyś.
Szedł szybciej, chociaż i tak dość chwiejnie. Czasami nawet udawało mu się zniknąć z jej oczu za rogiem jednym czy drugim, ale dym papierosa wciąż tkwiącego w jego wargach mimowolnie go zdradzał. Nie smakował mu, dusił go, wzmagał mdłości i gorycz w przełyku, więc w końcu go wypluł i zdusił butem. Oparł się o róg, oddychał szybko i płytko, jakby nie mógł złapać oddechu. Jebana choroba. Cholerna Allison.
- Dlaczego?! - warknął wściekle wyrósłszy przed nią, gdy tylko wyszła zza kolejnego rogu. Był blady, jak ściany w Świętym Mungu, co tylko uwydatniło te jego wielkie, czarne i ziejące nienawiścią i wściekłością oczy.
- Podaj mi jeden pieprzony powód, dla którego miałbym poczekać! Dla którego w ogóle miałbym z tobą rozmawiać! - syknął piorunując ją wzrokiem.
Ona nie raczyła na niego poczekać, nie pofatygowała się, żeby zamienić z nim choćby słowo przed swoim wyjazdem. Po prostu zwiała nie oglądając się za siebie. Dlaczego miałby zachować się inaczej? Niech się sama przekona jak to jest.  
Przysunął się do niej jeszcze bardziej, tak, że ich twarze dzieliły dosłownie centymetry. Gorzej, że Sylvain wyglądał przy tym, jakby zaraz miał ją uderzyć. Nie było w nim już nic, ale to nic z dawnego siebie.
- Nie chcę twoich tłumaczeń, ani tym bardziej przeprosin - syknął jej prosto w twarz nie odrywając swojego spojrzenia od jej oczu. Tego chciała, tak? Ale na próżno mogła szukać w jego wzroku litości, przebaczenia, czy dawnego uczucia. Było na to już grubo za późno.
- Wracaj do swojego świata, Avery, raz na kurwa zawsze - warknął i w końcu się cofnął wpuszczając między nich przestrzeń... tylko po to, by jeszcze raz zlustrować ją wzrokiem od stóp do głowy z tą samą, wymalowaną na jego twarzy niechęcią.


Powrót do góry Go down
Allison Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t653-allison-avery http://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison http://www.morsmordre.net/t815-allie http://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
25
Szlachetna
Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
0
2
16
6
0
2
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaułek   09.09.15 0:36

Myślałam, że cię nie złapię, znikałeś za rogami tych parszywych uliczek – pewnie bez ostatnio zażytych eliksirów nie byłoby to możliwe. Po drodze odrzucam gdzieś torbę ze składnikami – wszystko by zwiększyć tempo. Pod koniec praktycznie biegnę, zbyt przerażona myślą, że mogę cię stracić na nowo, tym razem bezpowrotnie. Lecz chyba i ty miałeś dość, bo wyłaniasz się za rogu, przez co omal na ciebie nie wpadam. Nigdy nie radziłam sobie ze stratą ciebie, nawet pod koniec swojego pobytu w Egipcie. Choć próbowałam zapomnieć, wypchnąć cię ze swojego umysłu; ze złością paliłam wszystkie kartki urodzinowe, zaciekle walcząc ze swym sercem i pomimo bolesnego rozdarcia nie wysłać ich do ciebie. Wszystkie wzmianki w listach do Sorena i Lizzy, także się pojawiały – oni wiedzieli o kim były te fragmenty, po których pozostała tylko dziura w pergaminie, gdy kreśliłam zbyt mocno, byle tylko nie mogli odczytać. Czasami je nawet przepisywałam, by zachować pozory normalności. Tak się robi, najdroższy – kłamie, byle tylko nie zranić swoich ukochanych osób. Odchodzi się, by nie narażać na niebezpieczeństwo. To szlachetne uzasadnienie mojego nagłego zniknięcia, które czasami sobie wbijam do głowy, gdy już nie daję sobie rady z nawracającymi wspomnieniami wspólnie spędzonych chwil.
- Nie chciałam tego… – szepczę, lekko przerażona sposobem w jaki na mnie patrzysz. Pomimo to unoszę głowę, by spojrzeć w twoje ciemne oczy. Nie myśl, że robię to, by zachować resztki dumy – dawno została wyparta przez krępujący smutek i… Wstyd. Tak, wstydzę się swoich decyzji, swojego tchórzostwa, niewypowiedzianych słów wyjaśnienia, jakichś oschłych listów zamiast błagania o przebaczenie. Gdybym wtedy była odważniejsza, wiedziałbyś wszystko i kto wie... Może żylibyśmy razem, szczęśliwi, poza granicami kraju? Samael uświadomił mi, że ta ucieczka była tylko chwilowym okresem, w którym pozwalał mi na szaleństwo wolności – wolności okutej w wyrzuty sumienia, odzywające się za każdym razem, gdy nawiedzałeś mnie nocami, gdy patrzyłam do kociołka, zastanawiając się, co byś powiedział na to wszystko. Pewnie spodobałoby ci się tam, w końcu nie tylko ja przepadam za eliksirami! To tylko złudne iluzje, które zostały usunięte, gdy straciłam to, co kiedyś liczyło się dla mnie ponad wszystko. Wpadłam w pułapkę Samaela, przede wszystkim odcinając się twoich ciepłych uczuć, które kiedyś do mnie z taką pasją żywiłeś. Wiesz, byłam wtedy tylko dzieckiem! Przerażonym dzieckiem! Nie szukam usprawiedliwienia, bo nie ma takich słów, dzięki którym wybaczyłbyś mi – żadne przepraszam, żadne błaganie czy upokorzenie nie ma takiej mocy. Wiem, że jestem dla ciebie stracona; widzę w tobie gniew, który, choć z bólem, przyjmuję – twój przepełniony obrzydzeniem wzrok jest niczym sztylety zagłębiające się w zmiażdżone serce. - Nie mam prawa błagać cię o wybaczenie… – w moim głosie drżą wszystkie emocje, nie potrafię być wobec ciebie lodowatą skałą – nie jesteś cholernym Selwynem, ani moim bratem. W myślach zgadzam się z Elizabeth, odnalezienie ciebie – choć przypadkowe – sprawia zbyt wiele bólu, by mogła z nim sobie poradzić jedna osoba. A mieliśmy być szczęśliwi, najdroższy. A teraz co pozostało z tych marzeń? Wizja mojego rychłego ślubu z mężczyzną, którego nienawidzę całą sobą, choć nie dane mi było z nim jeszcze się zapoznać oficjalnie – nie chce tego, nie zniosę tych sztywnych obiadów, pierścionka ciążącego na palcu z kamieniem tak ognistym jak moja niechęć do tego całego przedsięwzięcia. I gry... okrutnej maskarady, w której otrzymałam rolę szczęśliwej narzeczonej - wystawienie tej sztuki przed całym arystokratycznym światkim, to zbyt wiele. Oh, Samael doskonale wie, co robi! Zaaranżował to wszystko, by ograniczyć szansę naszego ponownego zejścia – o ile przebaczenie mojej głupoty byłoby kiedykolwiek możliwe… A może to i lepiej, wiesz? Na dość cię już skrzywdziłam, nie przeżyłabym myśli, że ten psychopata może coś ci zrobić. Tak więc, czy nasz związek był błędem? Tylko zwykłą słabością rozumu wobec trzepoczącego serca? Które rwie się wciąż tak samo zaciekle na twój widok? Czy to mogło być nieporozumieniem nierozważnych młodzików? Pewnie teraz, patrząc na mnie, uważasz go za największą pomyłkę swojego życia.
Śmieję się żałośnie, co bardziej przypomina szloch mieszający się ze szaleństwem. Więc i ty? Więc i ty odsyłasz mnie jak zwykłego śmiecia, wprost w głębiny tego bagna, do którego wpycha mnie mój opętany brat? Odtrącasz mnie, kiedy potrzebuję cię najbardziej – twoje wsparcie i zrozumienie w tej beznadziejne sytuacji, mogłoby okazać się bezcenne. Teraz ci ufam, trochę za późno, co? - Ty nim jesteś – głos mam lekko zachrypnięty, coś blokuje moje gardło, choć nic przecież nie zaciska się na mojej szyi, daj Merlinie, że może dzięki temu nie usłyszysz tej chwili słabości, której nie potrafię powstrzymać. Dopiero gdy słyszę własne słowa, rozumiem, jakie to lekkomyślne z mojej strony i ckliwe! Rzewność niczego nie zmienia, a tylko - zapewne - podsyca twoje obrzydzenie względem mnie. Na własne życzenie tworzę obraz szalonej osoby, która porzuciła swoją drugą połowę serca, a teraz, po tylu latach, wciąż ma czelność twierdzić, że nie zapomniała. Masz rację, powinieneś mnie zaciągnąć za włosy na oddział zamknięty. Zasłaniam dłonią usta, by już więcej nie wydawać z siebie żadnych dźwięków, może kiedyś wysłuchasz tej części historii, którą przed tobą skrupulatnie zataiłam.




I sit alone in this winter clarity which clouds my mind
alone in the wind and the rain you left me
it's getting dark darling, too dark to see

Powrót do góry Go down
Sylvain Crouch
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1108-sylvain-crouch http://www.morsmordre.net/t1240-niesowia-poczta-sylvka http://www.morsmordre.net/t1154-sylvain-silver-crouch http://www.morsmordre.net/t1383-mieszkanie http://www.morsmordre.net/t1360-sylvain-crouch
aktor
24 lata
Zdrajca
Kawaler
Shadows are falling and I’ve been here all day
It’s too hot to sleep, time is running away
Feel like my soul has turned into steel
I’ve still got the scars that the sun didn’t heal
10
9
3
0
0
2
0
5
Wilkołak
We should be able to kill ourselves in our heads and then be reborn

PisanieTemat: Re: Zaułek   09.09.15 18:45

Och, no tak... wcale nie chciała wyjechać i zupełnym przypadkiem nie dała mu znać o swoim wyjeździe. No i niechcący nie wysłała mu ani pół wiadomości przez te wszystkie lata. Że też wcześniej na to nie wpadł! A on, głupi sądził, że zrobiła to specjalnie i z pełną premedytacją.
Ludzie, szczególnie młodzi, popełniają błędy i Sylvain był tego świadom aż za bardzo. Zrozumiałby, gdyby Allison przyznała się do pomyłki, pewnie zrozumiałby nawet, gdyby napisała mu list o tym, że jednak go nie kocha, że... no, cokolwiek. Łatwiej byłoby mu wybaczyć. Ale zniknięcie bez słowa na tak długi czas? Ile czasu czekał na jakąkolwiek wiadomość od niej, na jej powrót, na jakiś znak! Łudził się, że wyjechała tylko na chwilę, że potrzebowała od niego odpocząć, ale że do niego wróci... dręczyły go te wszystkie dni ciszy i braku odzewu, doprowadzały do szału. Aż w końcu ostatnia iskra nadziei w nim zgasła, pogrążając go w nieprzeniknionym mroku pełnym wyrzutów do siebie i do niej. Może i miała prawo do błagania o przebaczenie... ale mogła błagać na próżno. Dlaczego niby miałby jej wybaczyć? Żeby poczuła się lepiej? Sama jakoś zupełnie nie myślała o jego uczuciach przez cały ten czas... a przynajmniej nie zrobiła nic, żeby poczuł się lepiej.
Bolał go jej widok. Wbrew pozorom nie był bezdusznym draniem, ale... wciąż bolało go bardziej to, co mu zrobiła. Prawie o niej zapomniał, prawie z niej wyleczył, a ta wróciła i okrutnie rozdrapała wszystkie rany. Jakby wciąż było jej mało... jakby sprawiało jej to przyjemność.
Spojrzał na nią z jeszcze większym obrzydzeniem, by zaraz parsknąć gorzkim śmiechem. Naprawdę? Teraz nagle był jej światem? Teraz sobie o nim przypomniała? I co, sądziła, że przez te wszystkie lata będzie na nią czekał? Był cierpliwy... ale nie aż tak.
- Nie, nie jestem - wyprowadził ją lodowato z błędu. - Już dawno przestałem nim być... nie zauważyłaś? - zapytał z kpiną i niechęcią w głosie, rozkładając przy tym ręce na boki, jakby chciał jej się pokazać. Nie był już tym samym człowiekiem, zmienił się drastycznie i to w mniejszej części fizycznie.
- Masz tupet, żeby po tylu latach milczenia, powiedzieć coś takiego - warknął krzywiąc się jeszcze bardziej - jesteś albo bezdennie głupia albo zła do szpiku kości - patrzył na nią jeszcze przez chwilę krytycznym wzrokiem - ale możesz sobie darować, nic już dla mnie nie znaczysz - bezlitośnie powiedział jej to prosto w oczy. - Idź raczyć takimi tekstami swojego narzeczonego, hm? I nie łaź już więcej za mną - dodał, po czym odwrócił się na pięcie i szybkim krokiem ruszył w stronę Śmiertelnego Nokturnu. W przeciwieństwie do niej, on doskonale odnajdywał się w tym labiryncie ciemnych uliczek. Wystarczająco dużo razy się tu pogubił, żeby teraz wiedzieć jak po nich chodzić.


[zt]


Powrót do góry Go down
Allison Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t653-allison-avery http://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison http://www.morsmordre.net/t815-allie http://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
25
Szlachetna
Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
0
2
16
6
0
2
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaułek   09.09.15 21:01

Sądzisz, że moim celem było zranienie ciebie? Jednej z najdroższych osób? Wiedziałam, że odczujesz moje zniknięcie, lecz czy mogłam przewidzieć, jak bardzo odbije się to na twoim życiu? Chciałam, byś zapomniał; całkowite odsunięcie się, wydawało się jednym z najlepszych sposobów – coś jak szybka amputacja, w szoku i chwilowym zagubieniu tego nie powinno się poczuć. Na Merlina, gdzie była twoja rodzina z arystokratycznymi nakazami? Powinni kazać ci zapomnieć, wrócić do normalnego życia, jakkolwiek pomóc się pozbierać… Sądzisz, że zrozumiałbyś powody mojego wyjazdu? Szybciej to zaakceptował, a przy tym nie zrobił niczego głupiego? Nie wierzę, tak jak w to, co w końcu do mnie dociera… a więc wydziedziczenie? Te ubrania nie są tylko elementem jakiejś zagrywki, to twoja szara codzienność. Cienie pod oczami, trupio blada skóra… To wszystko otwiera mi oczy. Kiedy widziałeś uzdrowiciela? Nie możesz się tak zaniedbywać! Robię jakiś dziwny, krótki ruch w twoim kierunku, jakbym chciała dotknąć w twojej twarzy, lecz ogarniające mnie przerażenie, a także twoje ostre, pełne obrzydzenia spojrzenie, skutecznie mnie od tego odwleka. Z każdym słowem, rozrywasz mnie na coraz to mniejsze kawałki, raniąc językiem niczym najostrzejszym nożem. Może i masz rację? Jestem zła, a przy tym niesamowicie głupia? Żyję dawnymi iluzjami, nie chcąc przyjąć do wiadomości okrutnej rzeczywistości, zmian jakie zastałam. Może to jakiś chory sen, powodowany nadmiernym stresem? Nie mogę wykrztusić ani jednego słowa, zresztą tłumaczenia na niewiele się tutaj zdadzą; sytuacja jest beznadziejna i nawet słowa wypowiadane wierszem nic nie zmienią.
Krzywię się, słysząc wzmiankę o narzeczonym. Tak, to musi być nocna mara, niemożliwe byś o tym wiedział! Nie ma żadnego pierścionka, wszystko jest w planach rodzinnych ustaleń, gazety o niczym nie piszą, więc skąd?... Odpowiedź przychodzi zaskakująco szybko, a może nie mam z kogo wybierać? Soren nie powiedziałby ci tego, a tylko jednej osobie z zewnątrz żaliłam się ze swojej parszywej sytuacji, szukając u niej wsparcia i pomysłu, jak tu wykręcić się od aranżowanego małżeństwa. Lizz. Jak ta papla mogła ci coś takiego powiedzieć? To jest dopiero bezduszna zołza – własnej przyjaciółce wbijać nóż w plecy! Czy to zemsta za uwikłanie w mariaż z jej kuzynem? Który przecież odkręcę, to nie może być ostateczne; jak mogłabym przeżyć dekady u boku nieznajomego mężczyzny, mając w głowie innego? Może to dziwne, ale wciąż widzę w tobie tego czarującego człowieka, w którym się zatraciłam. Pomimo braku odpowiedniego stroju, fryzury, manier i czułych słów. Lgnę do ciebie niczym ćma do płomienia świecy, by spalić o niego swoje skrzydła – przecież świetnie radzisz sobie beze mnie. Wybacz, że zaburzyłam twój spokój, najdroższy. Lecz dobrze, skoro jest takie twoje życzenie, więcej mnie nie spotkasz – przynajmniej niespecjalnie.
Odprowadzam cię tęsknym wzrokiem, ostatni raz lustrując twoją sylwetkę, chcę dokładnie zapamiętać każdą zmianę, jaka w niej zaszła od tych sześciu lat. Pewnie stoję tak, na długo po tym jak znikasz w mroku uliczek, wprowadzona w jakiś dziwny stan, z którego nie sposób się wyrwać. Gdy odchodzę w swoją stronę, ciężko szukać we mnie tej samej kobiety, która kilkanaście minut temu opuściła aptekę. Chyba obydwoje potrzebujemy samotności.

| zt




I sit alone in this winter clarity which clouds my mind
alone in the wind and the rain you left me
it's getting dark darling, too dark to see

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Zaułek   17.09.15 1:00

/po wszystkich

Był to kolejny dzień, który spędziła, malując na Pokątnej. Rzadko przychodziła tu w jakimś innym celu, choć oczywiście często zdarzało jej się po zakończeniu malowania i odesłaniu swoich rzeczy zaklęciem do mieszkania rozmawiać z kimś znajomym lub kręcić po sklepach. Oczywiście, prawie nigdy nic nie kupowała, ale przyjemnie było czasem przynajmniej pooglądać różne ciekawe rzeczy, i wyobrażać sobie, że może kiedyś nadejdzie taki dzień, kiedy będzie mogła pozwolić sobie na więcej. Zresztą, kiedy bracia po całych dniach pracowali, nie miała po co spieszyć się do pustego mieszkania, no chyba że po to, żeby odpocząć lub pomalować w ciszy i spokoju, co było miłą odmianą po robieniu tego na Pokątnej.
Stopniowo przyzwyczajała się do tego zajęcia, do życia jakie wiodła od momentu ukończenia szkoły. Mimo niedogodności, jakie niosło ze sobą malowanie na zatłoczonej, głośnej ulicy Pokątnej i próby sprzedania jakichś obrazów, podobało jej się malowanie. Było jej prawdziwą pasją, i miała nadzieję, że nie ulegnie ona zatraceniu i spowszednieniu z upływem czasu, skoro nie było już tylko pasją, ale też sposobem zarobku. Nadal czekała też na swoją wielką szansę na zaistnienie w artystycznym światku, uczepiła się kurczowo tej nadziei, chcąc w przyszłości stać się artystką z prawdziwego zdarzenia, nie tylko uliczną malarką czekającą, aż ktoś łaskawie zaszczyci ją spojrzeniem.
Była w trakcie zbierania swoich rzeczy, by odesłać je zaklęciem i samej opuścić Pokątną bez obciążenia w postaci ciężkiej, drewnianej sztalugi i płócien. Jednak na tłocznej ulicy bywało tak, że czasami ktoś, spiesząc się i chcąc ominąć najbardziej zatłoczony środek, próbował przecisnąć się bokiem. Jakiś zafrasowany czarodziej wpadł na drobną Lyrę, która upuściła z dłoni kasetkę z farbami, którą właśnie pieczołowicie zamykała. Niewielkie flakoniki rozsypały się na ziemię. Na szczęście były zabezpieczone zaklęciem nietłukącym, więc nie rozbiły się, ale kilka potoczyło się dosyć daleko od miejsca, gdzie stała dziewczyna. Czarodzieje, nie patrząc pod nogi, kopali je, tym samym tocząc jeszcze dalej. Lyra jednak z racji nie najlepszej sytuacji finansowej nie mogła pozwolić sobie na utratę swoich rzeczy, więc, odesławszy jak zwykle zaklęciem złożoną już sztalugę, płótna i pędzle do mieszkania, ruszyła by odzyskać farby. Zbierała słoiczki i wrzucała je do kieszeni szaty, jednak nadal nie umiała znaleźć tego z ciemnozieloną farbą. Zerknęła w bok, gdzie między kamienicami znajdowało się wąskie przejście do pogrążonego w półmroku zaułka. Wydawało jej się, że kilka metrów dalej dostrzegła błysk czegoś zielonego, więc zagłębiła się tam, zamierzając poszukać swojej farby i czym prędzej stąd odejść. Ten przesmyk budził w niej dziwny niepokój.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
27
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
30
20
1
0
0
1
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaułek   17.09.15 20:32

Dzień się kończył, straż przejmują anioły...tekst zasłyszanej, mugolskiej piosenki chodził mu po głowie. Nie był pewien, czemu te słowa tak zaprzątały jego myśli. Może dlatego, że był zmęczony, a może śmiać mu się chciało, kiedy pomyślał, że mogłoby to dotyczyć także jego. A właściwie, nawet nieśmiesznie, bo dotyczyły rzeczywiście. Samuel nawet po pracy..pracował, nawet w nocy odzywał się w nim instynkt czujnego łowcy. Sen miał bardzo lekki, co przypłacał czasem podkrążonymi oczami, po nieprzespanej nocy, gdy zrywał się dręczony natrętnym dźwiękiem trzaskanych drzwi, czy..odległym krzykiem. Możliwe, że wciąż był przewrażliwiony, ale ciężko było zmienić ten nawyk i nastawienie. Jego własna, hodowana na wspomnieniach, choroba duszy.
Aktualnie jednak wspomnienia siedziały cicho, podczas gdy Auror szedł jedną z uliczek na Pokątnej, starając się za szybko nie wypalić papierosa.
Mijał przechodzących w pośpiechu ludzi, przyglądając się co niektórym osobom odrobinę za długo. Lubił obserwować, albo może inaczej. Miał w zwyczaju to robić, zupełnie, jakby doszukiwał się w nich czegoś więcej. Ciemne oczy przykuwały uwagę, czasem raziły chłodem, by po chwili zmusić przechodnia, do odwrócenia wzroku. Szczególnie, gdy złapał w takie sidła, spojrzenie ślicznego dziewczęcia.
Wśród kolorów, jakie reprezentowała sobą większość, przypominał w swej czerni łowcę, czy raczej błędnego rycerza. Ale nawet on miał ochotę odpocząć. Nie miał na to za wiele czasu. Szczególnie teraz gdy zaprzątały go myśli o Judith. Szalenie nie podobał mu się jej wybór, ale aktualnie mógł pozwolić sobie, co najwyżej, na jawnie okazywana niechęć panu Avery.
Zatrzymał się przy jednej z bocznych uliczek, dopalając papierosa, gasząc niedopałek, by ostatecznie zgnieść do pod ciężkim butem.
Kątem oka dostrzegł, że w uliczce zniknęła właśnie drobnej budowy istota. Kobieta? Dziecko? Mimowolnie zerknął w odpowiednim kierunku, dostrzegając w tych kilku promieniach światła, złocisto-rudy połysk na włosach.
- Dziewczyna? - mruknął cicho, Do siebie. Zmarszczył brwi, a twarz przybrała wyraz konsternacji. Co w zaułku robiło młode dziewczę? Nasuwało mu się kilka odpowiedzi, ale nie należał do osób, które ignorowały drobne niejasności. Był w końcu aurorem.
Wrodzona dociekliwość kusiła go, by od razu ruszyć, ale zatrzymał się. Obserwował, czekając na jakąkolwiek zmianę. Sprawdził różdżkę. Była na miejscu.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaułek   19.09.15 19:59

Ulica Pokątna pełna była podobnych zaułków utworzonych przez kamienice stojące w oddaleniu od głównej arterii. Bawiły się w nich dzieci, młode dziewczyny przechadzały się spacerowym krokiem, a bezpańskie koty łasiły się o odrobinę jedzenia. Lyrze nic nie groziło. Skąd więc obawy? I to nie do końca nieuzasadnione?
- Wreszcie - usłyszała tuż obok swojego ucha. Nieopodal niej zafalowało powietrze i spod peleryny niewidki wyłonił się mężczyzna w długim, przybrudzonym płaszczu z różdżką, wycelowaną w rudowłosą dziewczynę, w dłoni. Świat wokół zamarł. Wszyscy, dzieci, dziewczyny i nawet koty z nieukrywanym zaciekawieniem przypatrywali się scenie. Twarz nieznajomego oprócz paskudnej blizny zdobił brzydki uśmiech pełen triumfu.
- Więcej mi nie uciekniesz, ptaszyno. Pójdziesz ze mną po dobroci czy zamierzasz być niegrzeczna? - Niemalże wysyczał chuchając jej w twarz śmierdzącym cebulą oddechem.

Kiedy Samuel skręcił z głównej ulicy, cała scena zdążyła się rozegrać. Mógł zobaczyć rudowłosą dziewczynę, różdżkę niemalże przyłożoną do jej potylicy i... I Remusa Wooda, piętnaście lat starszego kolegę z pracy, przed którym respekt odczuwał sam szef całego biura. To właśnie on celował w Lyrę i uśmiechał się zwycięsko.
- Skamander? Chodź, szczeniaku, nauczę cię jak łapać pierdolonych czarnoksiężników - warknął z typową dla siebie wyższością, którą odczuwał wobec każdego młodszego stażem aurora.


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Zaułek   19.09.15 21:25

Lyra wciąż rozglądała się uważnie, mrużąc oczy, by wypatrzeć słoiczek z farbą. Bardzo chciała go znaleźć, a potem w spokoju opuścić Pokątną. Pochłonięta swoją czynnością, nie oglądała się za znajdującą się kilka metrów za nią ulicę, więc nawet nie zauważyła Skamandera.
Wtedy jednak nagle tuż obok siebie usłyszała głos, po którym nastąpił miękki szelest, jakby materiału. Odruchowo odwróciła się w tamtą stronę, zauważając mężczyznę w wyświechtanym płaszczu, z twarzą poznaczoną brzydką i niepokojąco wyglądającą blizną. Jednak jej największą uwagę przyciągnęła różdżka, którą nieznajomy trzymał w dłoni, mierząc prosto w nią.
Zesztywniała, mając nieprzyjemne uczucie deja vu. Na ułamek sekundy przed jej oczami stanął widok mierzącej w nią różdżki, ale znikł tak szybko, jak się pojawił, i nie potrafiła sobie przypomnieć, w jakich okolicznościach to się działo, i dlaczego czuła tak duży niepokój.
Nie rozumiała, o co chodzi. Kim był ten mężczyzna i czego w ogóle od niej chciał? To musiało być jakieś nieporozumienie, bo z pewnością go nie znała, nie mogła też wplątać się w nic dziwnego, bo niby jak, skoro była tylko uliczną malarką? Tak, należało to jak najszybciej wyjaśnić.
- Kim jesteś? – wyszeptała drżącym głosem, nie spuszczając z niego wzroku. Trochę się jąkała z tego stresu i rozglądała się nerwowo. Cofnęła się nieznacznie, aż nagle natrafiła plecami na ścianę. – To musi być jakaś pomyłka... Przysięgam, że nie mam pojęcia, o co chodzi. Nie chcę z tobą iść!
A może to był jakiś szaleniec, który czaił się w zaułku, czekając na jakąś naiwną duszę, która się tu zapuści? To chyba było bardziej przekonujące wyjaśnienie tego, dlaczego groził jej różdżką. Lyra oczywiście nie zamierzała nigdzie z nim iść, nawet ona nie była aż tak naiwna. Mimo strachu, dyskretnie sięgnęła dłonią do kieszeni, zaciskając ją na trzonku swojej różdżki. Nie wyciągała jej jednak, jeszcze nie, tym bardziej, że mężczyzna stał teraz tuż za nią, niemal przyciskając różdżkę do tyłu jej głowy. To znowu wzbudziło falę dziwnego, niepokojącego lęku, to osobliwe wrażenie, że kiedyś znalazła się w podobnej sytuacji, choć nijak nie mogła sobie przypomnieć, żeby coś takiego rzeczywiście miało miejsce. Była tak wystraszona, że końcówki jej włosów zmieniły kolor pod wpływem spontanicznej metamorfozy.
Wtedy jednak mężczyzna, który jej groził, zwrócił się do kogoś innego, i Lyra dopiero teraz zobaczyła stojącego w wejściu do zaułka Skamandera. Przez chwilę patrzyła na niego, obejrzała się przez ramię na zaułek, a potem znowu spojrzała na Pokątną, jakby w poszukiwaniu jakiejś drogi ucieczki. I korzystając z tego, że czarodziej skupił chwilowo swoją uwagę na owym Skamanderze, może nieco lekkomyślnie rzuciła się do ucieczki w kierunku Pokątnej, chcąc wtopić się w tłum czarodziejów i szybko stąd zniknąć. Kierował nią przede wszystkim strach; w tej chwili prawie nie myślała o tym, że miał różdżkę, to był taki pierwszy odruch.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
27
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
30
20
1
0
0
1
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaułek   21.09.15 12:02

Obawy Samuela, przynajmniej dla niego samego - były jak najbardziej uzasadnione. Zaułek, nawet na Pokątnej, nie kojarzy się z niczym  uroczym i bynajmniej nie widział spacerujących, młodych dam. Za to wrodzone już przewrażliwienie, które sam nazywał czujnością, nakazywało mu podążać za takimi podszeptami. Nawet jeśli miało się okazać, że był to fałszywy alarm, że jego zmysły niepotrzebnie skupiały się tak mocno na swym działaniu, to musiał działać. Choćby sprawdzić, że wszystko jest w należytym porządku, a jeśli nie - zacząć się martwic poważniej.
Kiedy przekroczył linię, oddzielającą wąska uliczkę, od głównej drogi, zdał sobie sprawę, że jego przeczucie - nie myliło się. Choć sytuacja, jaka się przed nim rozgrywała, nie należała do założeń, jakie mógł przewidywać.
W pierwszym odruchu, złapał za różdżkę, instynktownie idąc za słowami, które usłyszał od aurora. I to jakiego! Remusa poznał jeszcze w czasie, kiedy był na kursie. I już wtedy jawił mu się, jako guru. Zgrzytając zębami, ignorował wyższość z jaką odnosił się do każdego z nich, upatrując w nim wzór, który należało naśladować. darzył go ogromnym szacunkiem, czy respektem, ale z czasem nauczył się, że nie może ślepo wpatrywać się w poczynania starszego aurora. Podziwiał jego  skuteczność, ale ciężko było mu zaakceptować pochopność, z jaką rzucał oskarżenia. Mimo faktu, że Samuel także miał do tego tendencję.
- Wood - zwrócił się również po nazwisku do starszego mężczyzny - dziękuję, nieźle sobie z nimi radzę - rzekł twardo, wyzywająco. Zaciskał w dłoni różdżkę, by przenieść ogniste spojrzenie na dziewczynę. Bynajmniej, nie doszukiwał się w jej twarzy czegoś więcej, ponad narastające przerażenie. Rude włosy, które dostrzegł już na początku i urocza, piegowata buzia. Oczywiście pozory mogły mylić i nawet słodkie dziewczę mogło parać się czarnomagicznym plugastwem. Jednak teraz dopasował twarz do obrazu ze wspomnień. Lyra. Siostra Garreta Weasleya, również aurora oraz koleżanka z lat dziecięcych jego siostry. Nuta gniewu, zmieszana z konsternacją zapaliła się w ciemnych oczach Samuela. Miał w tym momencie niemały problem. Kiedy rudowłosa szarpnęła się, by uciec, wyszedł jej na przeciw, by przechwycić w odpowiednim momencie. Oczywiście, jeśli tylko udało jej się wyrwać. Wiedział, że Remus nie był zwykłym chłystkiem, by tak łatwo mu się wywinąć.
- Stój dziewczyno - starał się mówić łagodnie, ale ze spojrzenia nie zniknęła twardość, którą od razu przeniósł na Remusa - na jakiej podstawie twierdzisz, że jest to czarnoksiężnik? - świdrował spojrzeniem aurora, prawdopodobnie z wzajemnością. Był jednak gotów do ewentualnej obrony, z każdej ze stron. Nie wiedział, czego może się spodziewać po bardziej doświadczonym aurorze, nie wiedział też, jakim cudem młoda Weasley'ówna, stała się obiektem podejrzeń Remusa. Do cholery! Nic z tego nie miało sensu!.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaułek   23.09.15 20:36

Lyra nie zdążyła postąpić więcej niż pięć kroków, gdy w jej plecy uderzyło zaklęcie. Dziewczyna poczuła jak nogi odmawiają jej posłuszeństwa i przewróciła się na ulicę. Starszy auror obrzucił ją pełnym politowania spojrzeniem.
- No, powiedz, Skamander, po co ucieka, jeśli nie ma nic na sumieniu? Oj, chłopcze, jeszcze musisz się trochę nauczyć.
Podszedł do Weasley'ówny, którą złapał za rękę i postawił na ziemi. Bez jego pomocy z pewnością nie dałaby rady ustać.
- Na jakiej podstawie? Ano na takiej - odwarknął auror wyciągając zza pazuchy list gończy, z którego na Samuela spoglądała twarz... Lyry. Nie zgadzał się jednak podpis, Melanie Karkarov.
- Dostałem wiadomość, że schowała się na Nokturnie, ale że często widuje się ją na Poątnej. I proszę, oto jest. Prawda, ptaszyno? Wpadłaś w sidła wuja Remusa, co? - Wychuchał jej wprost w twarz i roześmiał głośno. - A tak, jesteś oskarżona o użycie czarnej magii na mugolu oraz posługiwanie się podrobiną tożsamością. Masz prawo zachować milczenie, wszystko, co powiesz może zostać wykorzystane przeciwko tobie. Skamander, masz jakieś jeszcze nieocenione uwagi? Jeśli nie, to będziemy się zbierać.

/następnym razem przy ucieczkach i próbach zatrzymywania kogoś rzućcie kostką ^^


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Zaułek   23.09.15 21:18

Lyra była wystraszona. Próbując ucieczki, nie myślała racjonalnie. Nie dawały jej zresztą spokoju te dziwne przebłyski, tylko podsycające strach. Bała się i naprawdę żałowała, że w poszukiwaniu zgubionego słoiczka z farbą zapuściła się w ten zaułek. Naiwnie myślała, że może uda jej się uciec, jednak stojący u wylotu zaułka mężczyzna wyszedł jej naprzeciw, gotów ją złapać. Nie od razu rozpoznała w nim starszego brata szkolnej koleżanki; w końcu w tym stresie nie myślała o takich szczegółach, więc jeszcze nie skojarzyła, kim był. Zanim jednak ją chwycił, poczuła mocne uderzenie zaklęcia w plecy. Krzyknęła krótko. Nogi się pod nią ugięły i osunęła się na ziemię, upadając gdzieś między dwoma czarodziejami i w ostatniej chwili wyciągając rękę, żeby nie uderzyć twarzą o twardą nawierzchnię. Zanim zdążyła przekręcić się na bok i wstać, ten, który ją przewrócił, już był przy niej i silnym chwytem za ramię postawił ją do pionu. Gdyby nie to, że wciąż ją trzymał, nogi pewnie znowu odmówiłyby jej posłuszeństwa. Wciąż nie rozumiała, co tu się działo i dlaczego nieznajomy potraktował ją w taki sposób, ale po chwili zobaczyła w jego dłoni pergamin, na której widniało zdjęcie dziewczyny wyglądającej identycznie jak ona. Zrozumiała, że ma do czynienia z aurorem, który najwyraźniej, prowadząc poszukiwania, mylnie uznał, że Lyra i kobieta ze zdjęcia to ta sama osoba. Tak ją to zaskoczyło, że dopiero po chwili zdołała się odezwać.
- To nie ja! – krzyknęła, ale głos nieco jej drżał pod wpływem emocji. – Nazywam się Lyra Weasley! Jestem siostrą Garretta Weasleya, aurora. Możecie to sprawdzić!
Szarpnęła ramieniem w uścisku mężczyzny, ale nie dała rady się wyrwać, więc jedynie spojrzała na niego wzrokiem, w którym strach i niedowierzanie mieszały się z gniewem. W końcu została właśnie niesłusznie oskarżona o coś, z czym nie miała absolutnie nic wspólnego. Że niby ona, łagodna i wrażliwa artystyczna dusza miałaby praktykować tak plugawe czary, i w dodatku rzucać je na jakiegoś mugola?
- To nieporozumienie! Przecież ja nawet nie znam czarnej magii! – próbowała wyjaśnić, coraz bardziej zdesperowana. – Nie możesz mnie nigdzie zabrać!
Była wyraźnie spanikowana. Próbowała się wytłumaczyć, przekonać czarodziejów, że faktycznie jest Lyrą Weasley i że bardzo łatwo mogli to ustalić, porozumiewając się z jej bratem. Robiła wszystko, byle tylko jej uwierzyli i pozwolili odejść w spokoju, ale auror wyglądał na zawziętego i czuła, że nie będzie łatwo go przekonać.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
 

Zaułek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 10Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

 Similar topics

-
» Zaułek przy barze "Kin"
» Ciemny zaułek za klubem "Inferno"
» Zaułek
» Zaułek na obrzeżach

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17