Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Zaułek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Zaułek   07.09.15 23:09

First topic message reminder :

Zaułek

Ulica Pokątna składa się nie tylko z głównej ulicy, choć to na niej tętni życie. Pomiędzy wejściami do niektórych sklepów, znajdują się odnogi mniejszych uliczek, bardziej zaniedbanych, ponurych, często wyboistych - nikt nie widzi celu w ich odnowie. Czasami przebiegnie tu bezpański kot, by za chwilę zniknąć w cieniu. Dróżki najczęściej krzyżują się ze sobą, tworząc skomplikowaną sieć, w której można łatwo się zgubić, niektóre są ślepe, a wszystkie wydają się tak samo podobne.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaułek   27.12.15 12:53

Lubił komplikować. Łączyć ze sobą przeciwieństwa, spajać pojedyncze ogniwa w długie łańcuchy przyczyn, skutków oraz skrytych między nimi niedomówień. Zagrzebywać je między słowa, które stawały się materiałem podatnym na językowe dłuto, dostosowującym się, by zmieścić w sobie cały założony przekaz. Komplikował, bo sam miał taką naturę, gdzie różne elementy łączyły się ze sobą, przeciwieństwa przechodziły jedno w drugie, oddzielone cienką, niemal rozmytą linią granicy. Banalność była nieodpowiednia. Nie pozwalała zawrzeć goszczących wewnątrz odczuć, ograniczała pole manewru przez swój prymitywizm, była płytkim, krzywym zwierciadłem, które zniekształcało odbicie zupełnie nieprzewidywalnie, nie dając nad sobą jakiejkolwiek kontroli. A przecież myśli takie nie były; wiły się pod czaszką, formowały nierozłączne sploty, powiązane ze sobą, tworząc specyficzne relacje. Nie mógł powiedzieć, że kieruje nim zwykła ciekawość. Albo fascynacja, podziw, które nakazują wyrażenie go w  stosunkowo prostym komplemencie. Albo sympatia. Cokolwiek. Było tego znacznie więcej, uczucia tworzyły mozaikę, z której nie dało się ich wyodrębnić pojedynczo, a następnie nazwać. Były układanką, zagadką, skrywaną gdzieś w podświadomości, lecz mile goszczącą w wewnętrznym świecie, kiedy urywane skrawki zaczynały się dopełniać. Wyrazy formowały zdania, zdania tworzyły wypowiedź - z natknięcia spojrzeń, początkowo wyłącznie przypadkowego, narodziła się konwersacja.
Zaimponowała mu. Nie próbowała zanegować, nie wydrwiła go, nie była próżna, lecz świadoma swoich umiejętności. Zdecydowana, bez zastanowienia zrozumiała drobną grę, którą zaprowadził i podjęła w niej kroki, jakby nie on dyktował zasady, lecz postawiła je ona sama. Uśmiech odrobinę się poszerzył, nieznacznie, lecz układając twarz w miły i pełen zaintrygowania wyraz.
- Odgaduje pani myśli? - zapytał po chwili, jakby nie było to bezpośrednią wypowiedzią samą w sobie, lecz wyłącznie urwaną uwagą.
Oczekiwanie na każdy moment wydłużało się boleśnie, każda sekunda przybierała wartość minut, każdy dźwięk rozchodził się dłużej, nie niknął, lecz głęboko zakorzeniał w uszach. Reakcja była czymś nieodgadnionym, nieprzewidywalnym; sam zaś postanowił pozwolić sobie na odrobinę więcej, by podzielić się wreszcie nurtującym go od pierwszego spektaklu zastanowieniem.
- Może zatem wie pani, że byłoby mi niezmiernie miło, gdybym mógł poznać choć imię - powiedział po chwili, spokojnie, bez żadnego narzucenia. Nie wiedział, czy ma jakieś ku temu powody, nie zmuszał jej, jednak ciekawość pozostawała nadal, chcąc zetrzeć z jej sylwetki maskę bezimienności, przybliżyć cały obraz, poznając powoli, choć przy tym wnikliwie.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Cornelia Mulciber
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1919-cornelia-mulciber http://www.morsmordre.net/t1944-odyseusz#27509 http://www.morsmordre.net/t1943-cornelia-aka-psyche http://www.morsmordre.net/f132-harley-street-10-4 http://www.morsmordre.net/t1945-cornelia-mulciber#27510
aktorka
30
Półkrwi
Wdowa
Someday I'll wish upon a star,
wake up where the clouds are far behind me
Where troubles melts like lemon drops, high above the chimney top
That's where you'll find me
8
7
0
0
1
0
Czarodziej
another story

PisanieTemat: Re: Zaułek   27.12.15 14:16

Nie, Cornelia nie lubiła komplikować. Życie było wystarczająco skomplikowane. Bycie kobietą, czarodziejem, porzuconą (a może porzucającą?) żoną, sierotą, aktorem, człowiekiem. Nakładające się na siebie przynależności i powinności powodowały wystarczająco dużo komplikacji, by i bez dodatkowych zawirowań tworzyć labirynt bez wyjścia. Nie lubiła banałów i upraszczania wszystkiego na siłę, odbierając tym samym głębszy sens różnorodnym zjawiskom, by tylko je spłycić i pojąć, ale i nie dążyła do budowania misternych intryg, pajęczyn w które mogłaby złapać nieuważnego i zdezorientowanego przechodnia. Starała się brać życie takie, jakie jest, a że już było skomplikowane... to inna kwestia.
Wymiana zdań przychodziła z niewymuszoną łatwością. Spojrzenia spotykały się ze wzajemnym zainteresowaniem, dodając całej sytuacji pewnej poufałości, nie przekraczającej jednak granic dobrego smaku. Choć może zabawnym było mówić o dobrym smaku pośród obdrapanych ścian. W tym momencie nie miały one jednak znaczenia, bowiem rozmówcy tworzyli swój niewielki, hermetycznie zamknięty świat wypełniony słowami, które pomimo swej użyteczności zyskiwały również rangę sztuki, wzrokiem zaintrygowanym, lecz nie nachalnym. Magnetyzm oczu mężczyzny sprawiał, że ten mikrokosmos zacieśniał się jeszcze, izolując ich od brudu zaułka.
- Broń mnie Merlinie. - odpowiedziała niemal natychmiast z nieukrywanym rozbawieniem. Wdzieranie się komukolwiek w umysł, samo pojęcie legilimencji powodowało w niej niesmak. Naruszanie tak ścisłej prywatności było gwałtem w najczystszej postaci. Choć zdawała sobie sprawę, że nie o to mężczyźnie chodziło. I choć była to urwana uwaga, nie mogła nie westchnąć: - Jakże smutne byłoby wtedy moje życie. - Odrzeć je z niespodzianek, z niedomówień? Wiedzieć, co kryje się za tym tajemniczym uśmiechem?
- Jest pan pewien, że właśnie tego pragnie? - spytała niejednoznacznie, rzucając mu zagadkowe spojrzenie. Była ciekawa, jak je zinterpretuje, choć zasadniczo nie miała na myśli nic zdrożnego... a przynajmniej nie to było treścią jej dalszej wypowiedzi. - Pozbawić się tej szczypty tajemnicy? - Jej wzrok stał się bardziej przenikliwy, a głos sugestywny. Nie można zdradzać wszystkich swoich sekretów, nieprawdaż? Zdefiniowanie jej osoby było niepotrzebne. Niepotrzebne, ba, wręcz niepożądane. Czy będzie z równą uwagą śledził działania kolejnych postaci, wiedząc już, że kryje się za nimi po prostu Psyche, którą spotkać można gdzieś na Pokątnej, na Nokturnie? Anonimowość nie była konieczna, stanowiła jednak niepodważalny atut. Również teraz. Nie chciała rozwiewać ekscytującej mgiełki tajemnicy, oswajać w pewien sposób mężczyzny kradnąc jego nazwisko. Nieprzypadkowo prymitywne ludy wierzyły w magiczną moc imienia i zazdrośnie strzegły jego brzmienia.


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaułek   27.12.15 16:52

Nokturn miał osobliwy klimat. Miały go obdrapane, obskurne uliczki, z przebiegającymi pod nogami sylwetkami kotów, szczurów; pośród roztaczającego się półmroku, który uniemożliwiał dokładniejsze rozpoznanie kształtów. Tak różny od bogatych dzielnic, od wielkich scen i wygodnych krzeseł teatru, zbitych desek, drogich dekoracji, zaplanowanego z akustycznym efektem przepychu. Tutaj wszystko było przykryte czymś zupełnie nieznanym, było się, niezależnie od wszystkiego, jednym z wielu ludzi wpatrzonych w aktorów, obserwując uważnie ich ciała, mimikę oraz ruchy. Słowa, które niknęły gdzieś w przestrzeni, były jednak bardzo słyszalne, wyraźne, a kunszt gry skupiał widzów, przenosząc zupełnie do innego świata. Nie był wtedy dziennikarzem poszukującym sensacji, którego twarz zdołała zapamiętać część znanych osób. Nie był nawet sobą, był wyłącznie elementem tła, wpatrującym się przenikliwie, biernie uczestnicząc w rozgrywanych wydarzeniach.
Spojrzał na nią zagadkowo, pytając i jednocześnie potwierdzając posłanym niewerbalnie gestem. Był pewny, wiedział doskonale, czego pragnął; uśmiech nie schodził z jego twarzy, mięśnie mimiczne nie drgnęły, nie wprowadziła się w układ żadna rysa zawahania. Czekał, nie spieszył się, pozwalał jej kontynuować. Mógł odezwać się w każdym momencie, lecz nie uczynił tego do tej pory, nie zmienił także kąta spojrzenia, które nadal spoczywało na twarzy kobiety, nie zahaczając jednak o nieprzyzwoitość. Konkretne terminy wygasały przy charakterze rozmowy, rozmowy osobliwej, która wznosiła się ponad typowymi określeniami, wyzbyła się ich, stanowiąc coś zupełnie odmiennego. Była grą, była autentycznością, była cieniem skrytym w przekazach pobocznych i bezpośrednich. Układem, w którym każdy odgrywał siebie, błądząc wśród labiryntu niedomówień, ryzykując, przecierając szlaki, lecz jednocześnie nie wprowadzając niczego nowego. Nadal byli nieznajomymi, nadal nie znali się, nadal o zbyt wielu rzeczach nie mieli pojęcia.
- Prawdziwe tajemnice wyłącznie narastają, w miarę, jak się je odkrywa- stwierdził, dopiero w momencie, gdy skończyła swoją wypowiedź. Jego natura domagała się wiedzieć wszystkiego, chciała mieć wszystko podane, burzyła się, nie mogąc już więcej czekać - z drugiej zaś strony wiedział, że na tym polega cały charakter spotkania, dzięki czemu emanuje ono nietypową aurą. - Nie chciałbym jednak pani zmuszać - dodał, na nowo nakreślając dzielący ich dystans. Nie miał zamiaru szargać struny, przerywać jej, nie chciał ustalać kolejnych granic. Zburzenie muru gościło gdzieś jednak wewnątrz pragnień, domagało się, by uzyskać pewność, że spotkanie nie będzie wyłącznie jednym momentem, po którym rozejdą się na nowo, by na zawsze pozostać obcymi sobie ludźmi.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Cornelia Mulciber
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1919-cornelia-mulciber http://www.morsmordre.net/t1944-odyseusz#27509 http://www.morsmordre.net/t1943-cornelia-aka-psyche http://www.morsmordre.net/f132-harley-street-10-4 http://www.morsmordre.net/t1945-cornelia-mulciber#27510
aktorka
30
Półkrwi
Wdowa
Someday I'll wish upon a star,
wake up where the clouds are far behind me
Where troubles melts like lemon drops, high above the chimney top
That's where you'll find me
8
7
0
0
1
0
Czarodziej
another story

PisanieTemat: Re: Zaułek   27.12.15 22:59

Obserwowała go z uwagą, zarazem dbając o to, by obserwowany się nie czuł. Analizowała drgnienie mięśni (jakże męskich!) na jego twarzy, doszukując się niewerbalnej odpowiedzi na zadawane przez nią pytania. Nie mogła czytać z niego jak z otwartej księgi - z jednej strony było to irytujące, z drugiej zaś ciekawiło jeszcze bardziej, gdy nie mogła przedostać się przez warstwę stworzonej przez niego iluzji, równie prawdziwej co i łudzącej. Ambiwalentne uczucia towarzyszące w tym momencie Cornelii sprawiały, że atmosfera coraz bardziej przypominała napiętą strunę.
- A jeśli za jedną tajemnicą kryje się kolejna? - podchwyciła, mrużąc lekko oczy i przywołując na twarz lekki uśmiech. Nie potrzeba było wiele wysiłku, by poznać jej pseudonim sceniczny (czy na pewno tylko sceniczny?), by zderzyć się z mitem o Erosie i Psyche. A może chodziło o francuskie słowo, nie o mitologiczną historię miłości? Pragnął zatem sięgnąć do źródła, zaczerpnąć najczystszej wody wiedzy; lub ta wiedza, a raczej marna jej namiastka, zwyczajnie mu nie wystarczała. Wyglądał, wydawał się być człowiekiem, który zawsze sięga wgłąb, chcąc dosięgnąć prawdy. Bez względu na to, ile już wiedział, chciał wiedzieć więcej i więcej, omamiając spojrzeniem jasnoniebieskich, przenikliwych oczu, by wydobyć z człowieka, wydrzeć z niego wszystkie sekrety. Mogła się mylić, oczywiście, że mogła. Mógł być po prostu zaciekawionym wielbicielem teatru, którego intencje poznania jej imienia nie wyrażały żądzy dokopania się do samego sedna. Nie miała pewności.
- Żadne z nas nie chciałoby tego. - zauważyła z poufałością w głosie i dystansem w brązowych oczach. Nie lubiła mieć wątpliwości, nie móc ocenić intencji swojego rozmówcy. Nie przeprowadzała dogłębnych analiz, z hipokryzją odzierając z tajemnicy - niepokoił ją sam fakt silnego zaintrygowania kimś, o kim wiedziała tak niewiele, a właściwie nic, a kto mógł roztaczać wokół niej swoją misterną sieć niczym pająk. Nie przepadała nigdy za pająkami. - Dlaczego właśnie tego pan pragnie? Podobno imiona mają magiczną moc, chce mnie pan uwięzić niczym dżina w butelce? - droczyła się, a jej oczy błyszczały. Nie miała zamiaru poddawać się w tej grze, oddawać nagrody zbyt szybko. Jeśli miała się odsłonić, znajomy nieznajomy musiał udowodnić swoje zwycięstwo, swoją wyjątkowość, dającą mu w uznaniu zasług prawo do przeniknięcia przez granicę pomiędzy nieznajomością i poznaniem, zdefiniowania tego co nieuchwytne.


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaułek   29.12.15 13:33

Imię. Zastanawiał się nad tym wielokrotnie, błądził wśród poszarzałych korytarzy umysłu, zaglądał przez drzwi, szarpał klamki, ciągle uzyskując tę samą odpowiedź. Ciszę. Delikatną, nieprzeniknioną, która przeszywała wytężony zmysł słuchu niczym przychodzące nagle, chłodne tchnienie wiatru. Człowiek bez imienia był człowiekiem bez twarzy, wyłącznie rozmazaną sylwetką, która pojawiała się na horyzoncie; nieostrą, obecną wyłącznie jak wykreowane przez umysł wrażenie. Chciał ją poznać. Chciał badać, dowiadywać się, chciał mieć p e w n o ś ć, że zyska kiedyś kolejną, być może już nie tak przypadkową, okazję. Była dla niego jedną wielką tajemnicą, skrytą gdzieś, mimo że mógł spojrzeć w jej oczy, ciemne i błyszczące pośród rzucanej na budynki aury światła. Widział jej twarz, dostrzegał wygięte w uśmiechu wargi, lecz nie mógł spojrzeć głębiej, dalej, nie mógł odczytać z nich większego znaczenia. Jakby znajdował się przed ścianą, widząc jedynie odbicie czegoś na jej powierzchni, utkane ze smolistej masy cienia, niedopuszczony do prawdziwej formy. Zawsze chciał mieć wszystko, zawsze pragnął posiadać więcej i więcej, sprawdzał, na ile może sobie pozwolić, nieustannie badając dzielącą ich granicę. Mógł wydawać się spokojny, lecz trawiąca wnętrze ciekawość była wewnątrz niego nieokiełznanym zwierzęciem, które tylko czekało na możliwość, by móc wyzwolić wszystkie swoje instynkty. Ale ręce miał skrępowane, cały był przywiązany splotami niewidzialnych sznurów, zanurzony w tym dziwnym, połowicznie rozumianym stanie, który zdawał nasilać się z każdą minutą, jednocześnie zmierzając ku czemuś nieznanemu.
- Wręcz przeciwnie - odparł uprzejmym tonem wyjaśnienia, nie pozwalając wedrzeć się załamaniom, wyprowadzając wciąż w tym samym, niemal niezmienionym od początku charakterze.
Igrała z nim. Bawiła się cały czas, nie pozwalała się zbliżyć, uchylić czegokolwiek, nadal spowijając wszystko zasłoną niewiedzy. Myślał, analizował i krążył dookoła, szukając możliwie przybliżających go faktów, chcąc wyłapać dalsze porozumienie, którego cienka nić miała prowadzić znacznie dalej ku odpowiedziom... i kolejnym tajemnicom. Nie, nie chciał, aby zostali bezimienni. Nie był pewny, czy rzeczywiście imiona mają jakieś specjalne znaczenie; czy wyjawienie mogło wiązać się z jakimś obowiązkiem, nakreślonym między dwojga ludźmi swoistą umową. W ciszy, poważniejąc przy tym nieznacznie, pozwolił sobie na niewielkie skrócenie dystansu, nadal właściwe, przemyślane i uczynione z niegasnącą pewnością.
- To decyzja między krokiem a pozostaniem w miejscu - stwierdził. Zdawało się, że chce zagłębić w niej swoje spojrzenie, czując narastającą atmosferę, zarówno pragnąc zagęścić ją jeszcze bardziej. -  Jestem ostatnim, który chciałby coś złego - zwieńczył, czekając cierpliwie na jej odpowiedź. W końcu wszystko było takie niewinne.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Cornelia Mulciber
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1919-cornelia-mulciber http://www.morsmordre.net/t1944-odyseusz#27509 http://www.morsmordre.net/t1943-cornelia-aka-psyche http://www.morsmordre.net/f132-harley-street-10-4 http://www.morsmordre.net/t1945-cornelia-mulciber#27510
aktorka
30
Półkrwi
Wdowa
Someday I'll wish upon a star,
wake up where the clouds are far behind me
Where troubles melts like lemon drops, high above the chimney top
That's where you'll find me
8
7
0
0
1
0
Czarodziej
another story

PisanieTemat: Re: Zaułek   29.12.15 15:33

Patrzyła bez strachu w jego oczy, gdzieś na granicy uprzejmości i prowokacji, jakby z jasnoniebieskich tęczówek wyczytać mogła prawdę... o czym? Gęsta atmosfera zaczynała dusić, wprawiać Cornelię w oszołomienie i zakłopotanie, którego nie chciała po sobie pokazać. Stąpali po cienkiej linie międzyludzkiej relacji, udając, że to stabilne podłoże i doskonale wiedzą, jak po nim sunąć. Ale nie wiedzieli. Błysk fascynacji w oczach blondynki gasł, przyćmiewany przez bolesną świadomość, że daje się ona wciągać w grę, która prowadzi donikąd. I jakby na zawołanie poczuła ukłucie w sercu, przypominające jej, że życie to nie teatr. A przynajmniej nie w tych aspektach, w których byśmy chcieli.
- Krok dokąd? - spytała w końcu niemal wyzywająco, w reakcji na ruch mężczyzny cofając się. Naprężała niebezpiecznie nić porozumienia, choć nie miała pewności, czy naprawdę chce ją zerwać. A jednocześnie czuła niepokój, straszliwy, paranoiczny niepokój. Nie było go tutaj. Jej spojrzenie nie wędrowało na boki w poszukiwaniu mignięcia (nie)znajomej twarzy, wiedziała, że jej nie napotka. Ale był gdzieś - nie tylko w jej głowie, śmiejąc się szyderczo - gdzieś w realności, wspinając się tam, gdzie mieli wspiąć się razem. Ale on jej nie potrzebował. Ona jego też nie. I naprawdę starała się uwierzyć, że taka jest prawda.
I dlatego patrzyła w te jasnoniebieskie oczy, nie okazując strachu. Wewnątrz targana rozdzierającymi serce emocjami i własną paranoją stała spokojnie, jakby nic się nie wydarzyło. A wydarzyło się? Uśmiechnęła się, błądząc gdzieś pomiędzy czarem, uprzejmością, a kpiną. I przekroczyła bezpieczną granicę, robiąc na powrót krok, a może nawet dwa, wspinając się na palce i opierając lekko dłonią o ramię wysokiego mężczyzny, gdy sięgała ustami do jego ucha.
- Psyche. - szepnęła i znów opadła na brudny bruk, nie tłumacząc czy chodzi o mitologiczną kochankę Erosa czy może jednak o francuskie słowo oznaczające rdzeń, serce, duszę. Może sama nie wiedziała. Może chciała dać mu czas na zastanowienie i później sprawdzić, czy trafił. Dużo czasu.
Bo uśmiechnęła się raz jeszcze, trochę boleśnie, a potem odwróciła się, zarzucając potarganymi włosami w energicznym geście niewerbalnego pożegnania. I nie spojrzała na niego już, dochodząc do przecięcia uliczek, gdy miała zniknąć w tłumie nierozumiejących ludzi. Wiedziała, że znów się spotkają, by toczyć walkę o wydarcie kolejnej tajemnicy. A poza tym... nigdy nie patrzyła w tył. Nawet wtedy. Szczególnie wtedy. I czasem tego żałowała. Właściwie zawsze.

[zt]


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaułek   29.12.15 17:56

Nie miał jej. Choć górowało nad nim wrażenie władzy, w rzeczywistości tracił ją z każdą chwilą; rozpływała się przed nim jak mgła, niknąc przy każdym pragnieniu zetknięcia się w dotyku. Wymykała mu się, niedostępna i nieuchwytna, wciąż z tym samym, wymalowanym na twarzy uśmiechem i błysku błądzącym na powierzchni oczu, odbijających szeregi drobnych, świetlnych refleksów. Uciekała przed nim, ukrywała się, zostawiając z gorzkim poczuciem bezradności; jakby była mityczną nimfą a nie niegdyś piękną królową, która potrafiła poruszyć bogów do tego stopnia, że w końcu sama stała się nieśmiertelna. Tracił. Z każdą chwilą schodząc, opadając, zmuszony do przemienienia jej znów w sylwetkę nieznanego człowieka - tajemniczej aktorki, spotykanej na scenie, budzącej swoją osobą niemożliwe do wyjaśnienia pytania.
- Ku czemuś nowemu. - Padło wyjaśnienie, tym razem z trudem, zupełnie chwiejne, widząc, jak wszystko przybiera struktury karcianego domku. Dysonans wżerał się między nich, fałszywy ton postępował, choć jeszcze nie był dostrzeżony i określony. Tonął w odmętach niezrozumienia, nie umiejąc odczytać jej zachowania, zrozumieć, dowiedzieć się, czy kpi z niego obszywając następne zachowania nićmi ironii, czy wyłącznie wymaga od niego znacznie więcej. Nie, nie chciał, by go odrzuciła. By okazała się kolejną osobą, mijaną z obojętnym wyrazem twarzy, na której spojrzenie nie zatrzymywało się dłużej, traktowana wyłącznie jako element epizodyczny.
Ale właśnie wszystko stracił.
Uczucia postąpiły wahadłowym ruchem, przechodząc przez szereg skrajności - od początkowego zaciekawienia, z przyjemnym mrowieniem w miejscu odczucia dotyku, lekkiego i delikatnego, jakby był wyłącznie zmyśloną przez niego, mamiącą otępiałe zmysły ułudą. Z oddechem osiadającym na skórze, z wrażeniem słuchowym, które wdzierało się do samej czaszki, powtarzając wielokrotnie, krusząc - kończąc, wieńcząc całość obecnego spotkania. Czy to koniec? Zażenowanie i zawód wdarły się do jego duszy, strącając z piedestału pewności, odwracając rzeczywistość do góry nogami. Kazały wrócić do dawnego świata, zobojętnieć i skierować na inne tory myśli, które jeszcze przez chwilę były pochłonięte wyłącznie jedną osobą, obmyślając kolejne plany i pozwalając kolejnym słowom kiełkować. Psyche. Odeszła od niego, z fałszywym imieniem, ani na moment nie przybliżając go, ale również nie kreując wrażenia odepchnięcia. Nie odwracała się, pewna swoich czynów; odprowadził ją wzrokiem, patrzył, jak staje się coraz bardziej niewyraźna, by w końcu zniknąć przepastnie za którymś z zakrętów. Nie mógł się pogodzić. Wetknął ręce do kieszeni, idąc niewzruszenie w swoim kierunku - powierzchownie, lecz z pokiereszowanym wnętrzem, które domagało się znacznie więcej, nie mogąc pogodzić się ze zwyczajnym wrażeniem końca. Nie, to nie mógł być koniec. Jeszcze zdoła ją zobaczyć.
I wtedy dowie się, czy naprawdę powinien odejść.

| zt




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Zaułek   15.01.16 15:39

Życie. Tak mocno zaskakujące. Minęło niczym mrugnięcie powieką, przyniosło cały ocean bólu, a teraz... czyżby los posiadał sumienie? Czyżby wyrzucał sobie te wszystkie ciosy, które musiałam znieść? Przeznaczenie mu dopomogło i teraz miałam pławić się w promieniach szczęścia? Nie potrafiłam tak z miejsca przyzwyczaić się do nowej sytuacji. Nowej skóry, w której przyszło mi żyć. Wszystko dookoła było jaśniejsze, wyraźniejsze, bardziej barwne. Nie pasowałam do tego krajobrazu: jak zwykle cicha, ponura, sceptyczna do wszystkiego, co mnie otacza. Szczęście przepełniające serce było przecież ulotne. Co jeśli upadek z tak dużej wysokości rzeczywiście będzie bolał milion razy bardziej niż z tego dna, w którym do tej pory tkwiłam? Wypełniał mnie marazm, wspominki z brutalnej przeszłości, ale było stabilnie. Wiedziałam, że nic więcej nie może mnie złamać, a teraz... teraz mogłam stracić dosłownie wszystko, czyli to, co udało mi się zyskać. Ta natrętna myśl nie odchodziła; jako natrętna mucha bzyczała w zakamarkach podświadomości nie pozwalając się prawdziwie cieszyć. Uśmiech sam wypełzał na twarz, ale co to za uśmiech, pod którym skryte są najgorsze obawy?
Usiłowałam dotrzeć do banku Gringotta w celu wpłacenia kolejnej porcji pieniędzy, które zarobiłam z hodowli. Miało być prosto i łatwo, bo przecież byłam w tym miejscu nie raz i nie dwa. A mimo to coś poszło nie tak kiedy mocno zamyślona skręciłam w kolejną i kolejną uliczkę. Ta plątanina była nie do zniesienia, w dodatku bardzo myląca. Szłam przed siebie nim napotkałam na swojej drodze mur. Przeszkodę nie do przejścia; to pozwoliło się wybudzić z dziwnego transu. I tego, że moje myśli krążyły po niebezpiecznych bezdrożach, przywołując obraz Croucha, którego dawno nie widziałam. Obraził się? Ja poszłam z życiem naprzód? Skonsternowana potrząsnęłam głową i ruszyłam z powrotem w celu odnalezienia właściwej drogi do pożądanego budynku.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
Nie wstawaj,
noc się jeszcze mroczy.
Ten blask to tylko twoje oczy.
10
20
0
0
0
36
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Zaułek   01.03.16 16:20

/ 7 listopada; przed wernisażem

Chciałoby się powiedzieć, że to przeznaczenie skierowało jego nogi nieopodal gabinetu hipnozy, lecz czy taki człowiek jak Mulciber mógł w nie wierzyć? Podobnie jak i przypadek, który sprawił, że idąc jedną z londyńskich ulic dostrzegł ją w tłumie ludzi. Padał deszcz, a mimo to kroczyła dumnie przed siebie, zapewnie zmierzając w stronę swojego kąta, w którym przyjmowała ludzi zatroskanych i gnębionych przez wszelakie traumy i koszmary. Mógłby być jednym z jej własnych, lecz kto wtedy poddałby ją magicznemu leczeniu wnikania w głąb ludzkiego umysłu?
Hipnotyzerom nie można ufać. W poszukiwaniu pomocy dla strudzonej duszy człowiek popełnia błąd udając się do jednego z nich. Oddaje się w jego ręce swój los, swoje wewnętrzne głosy i wszystkiego, co w sobie zawiera, nawet jeśli bezczelnie nie może z tym nic zrobić. To prawie tak jak dobrowolnie otworzyć swój umysł przed legilimentą, zapraszając aby wziął sobie wszystko za połowę ceny, a część wspomnień nawet za darmo. Ale Czy Ramsey ufał Darcy? Znał ją niemal całe swoje życie, będąc przekonany, że i w jego żyłach płynie krew Rosierów, choć nie mógł posiąść tego samego nazwiska. Wiedział do czego jest zdolna, znał jej słabe strony, znał też największe zalety, a widząc ją za każdym razem kreowała w jego głowie obraz szlachcianki perfekcyjnej. Była jego wzorem od najmłodszych lat, niedoścignionym ideałem. To jej obecność, nie starego ojczyma rodziła w nim poczucie wyższości i siły, choć w jej oczach był ledwie bękartem jakiejś kurwy. Zmuszała go do walki o własne imię, o godność i dumę, każdym swoim atakiem motywując go do udowodnienia jej, że... nie był gorszy z powodu braku tytułu. Był lepszy. I dziś był o to spokojny.
Szedł za nią powoli, ukrywając się pod długim, ciemnym płaczem i szerokim kapturem zasłaniającym część twarzy. Chronił go przed rzęsistym deszczem i nie pozwalał kroplom przeniknąć do kolejnych warstw ubrań, a jednocześnie pozwalał się wtopić w tłum i pozostać niezauwazonym, nawet jesli postanowiłaby się odwrócić. Kroczył za nią chwilę, póki ilość mijanych osób na Pokątnej nie zmniejszyła się, a wtedy zniwelował dzielący ich dystans do możliwego minimum.
Jakim talentem trzeba się wykazać, żeby wciągnąć kobietę, szlachciankę, doskonałą czarownicę w zaułek? Ramsey widocznie wiedział. Wiedział też, że należy pociągnąć ją za sobą i zatkać jej usta, uniemożliwić wyciągnięcie różdżki i odwrócić się tak, by za bardzo nie przyciągała uwagi. Nie obawiał się, by ściągnęła na niego nieszczęście, w końcu za chwilę miała go rozpoznać, choć w pierwszej chwili przytrzymał ją jak zwykły kryminalista, który mógł zrobić arystokratce wszystko, co najgorsze. Lubił czuć strach innych osób na własnej skórze.
— Och, Darcy, Darcy, tak bardzo tęskniłem— szepnął jej do ucha, po czym puścił ją nim postanowiła mu sprzedać zwyczajnego liścia w twarz. W pogotowiu miał też swoją różdżkę, choć pewnie jeśli postanowiła w obronie własnej cisnąć w niego zaklęciem mógł okazać się za słaby w refleksie. Uśmiechnął się szelmowsko, patrząc na nią pod kątem, licząc, że nie wykaże się głupotą i nie wpadnie w histerię.




Crushed and filled with all I found
Underneath and inside just to come around
More, give me more, give me more

Powrót do góry Go down
Darcy S. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier http://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 http://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 http://www.morsmordre.net/f116-dover-dwor-rosierow http://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
HIPNOTYZERKA
22 LATA
Szlachetna
Zaręczona
Ludzie są jak morze, czasem łagodni i przyjaźni, czasem burzliwi i zdradliwi. Przede wszystkim to jednak tylko woda.
8
17
0
0
0
7
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaułek   01.03.16 17:30

Już od wyjścia z pociągu nie podobała jej się pogoda na zewnątrz. Dzień był ponury, zbierały się wokół gęste, ciemne chmury, a choć wiatr zdawał się dąć coraz silniej, nie przyśpieszała kroku idąc przed siebie, całkowicie ignorując wszelkie atmosferyczne przesłanki, wyraźnie ostrzegające przed mającym zaraz lunąć deszczem. W momencie, w którym pierwsze krople deszczu spadły z nieba wprost na jej policzki, przymknęła na chwilę powieki, ale szła w dalszym ciągu tym samym, równym krokiem. Brak płaszcza z kapturem nieco komplikował przebieg jej wędrówki do gabinetu, ale w końcu pozostało jej jeszcze tylko kilka przecznic. Zwolniła, ten jeden raz postanawiając się przecisnąć przez tłum do mniej zaludnionej części ulic, przechodząc potencjalnym skrótem. Nieświadoma, że ta decyzja kosztowała ją utratę znacznie większej ilości czasu, niż gdyby miała nie zbaczać z kursu, iść w dalszym ciągu główną ulicą aż do drzwi swojego gabinetu. Nie od początku wyczuła czyjąś obecność. Wcześniej,  tłumie ciężko było podejrzewać kogoś o jakikolwiek rodzaj śledzenia jej. Teraz, idąc już mniej zatłoczoną uliczką, kątem oka dostrzegała zaledwie cień za sobą, w tym posępnym, burym dniu, przecinanym przez rzęsisty deszcz. Nie panikowała jednak, wiedząc dobrze, że lęk był najgorszym wrogiem człowieka. Szła w dalszym ciągu w niezmiennym tempie, nie okazując żadnego strachu, ani niepewności. Jakikolwiek złodziejaszek poczułby się teraz może nawet zniechęcony i zaniepokojony tym zdecydowaniem z jakim młoda kobieta przemierzała tą ulicę. Ale Mulciber, niestety, nie był tylko zwykłym przypadkowym knypkiem. Poczuła ciężar jego dłoni na ustach i ramionach. W pierwszym momencie szarpnęła się instynktownie, już po pierwszym ruchu po sile uścisku i jego niezaprzeczalnemu przekonaniu domyślając się, że miała do czynienia z sprawniejszym od siebie fizycznie mężczyzną. W czym tylko upewniła się, opierając się łopatkami o jego tors za sobą. Nic więc dziwnego, że już chwilę później zaprzestała tych działań, zachowując siły i koncentrację na moment, w którym mężczyzna popełniłby jakąś pomyłkę. Każdy prędzej czy później sobie na taką pozwalał. Zwłaszcza jeśli jego ofiara przestała się wyrywać.
W pierwszym momencie odnotowała najpierw rozluźnienie rąk, a dopiero później dotarły do niej słowa mężczyzny, jak przez mgłę zresztą, bo tak mocno była skupiona raczej na jego czynnościach niż tym, co miał jej do powiedzenia jakiś typ z pod ciemnej gwiazdy. To przecież zwykle niczym się nie różniło. Dlatego zanim jeszcze rozpoznała konspiracyjny, znajomy szept przy swoim uchu oderwała się od klatki piersiowej Mulcifera, czując nieprzyjemne mrowienie na karku w momencie, w którym rzuciła zaklęcie.
Expelliarmus — sama zdziwiona była, że zaklęcie spłynęło z jej ust tak lekko, mimo, ze gardło miała moment temu zaciśnięte. Tak naprawdę dopiero teraz czuła swój własny przyśpieszony oddech, kiedy do jej umysłu w końcu dotarł widziany przed oczami obraz znajomej twarzy, a sama przestała instynktownie koncentrować się bardziej na tym, co powinna zrobić niż czego powinna się obawiać.
Okazujesz to w bardzo dziwny sposób, Mulciber — dorzuciła kiedy w końcu wyjaśniło się, czy udało jej się go rozbroić. Wpatrywała się w niego z dzielącego ich teraz dystansu, uspokajając oddech. Zmroziła jego sylwetkę chłodnym spojrzeniem. Ciężko było zachować kurtuazję, kiedy krew w żyłach dalej krążyła szybciej, a adrenalina jeszcze nie zdążyła opaść. Dlatego, zanim wyprostowała się dumnie, patrząc na niego, jak zawsze, z góry, rzuciła jeszcze z jedynie tłumioną, nie do końca kontrolowaną, złością:
Teraz mam już pewność. Nowy tytuł nie czyni Cię wcale nowym, lepszym człowiekiem.
Nie opuszczała różdżki, wpatrując się w jego ciemne w tym świetle tęczówki oczu w skupieniu. Czuła mieszankę uczuć, jeszcze przez chwilę bardziej wyraźną w jej oczach niż w naturalnych okolicznościach. Złość, zdezorientowanie, pogardę i tylko nieznaczne podniecenie, zanim uspokoiła zszargane nerwy, z precyzją poprawiając skręcone, mokre pasma włosów, które przez ten krótki moment szamotania opadły jej teraz na policzki, wyswobodzone z nieszczególnie ciasnego upięcia z tyłu głowy, przez chwilę lepiące się do jej skóry, dopóki ich nie opanowała w pierwszej zwiastunce kontroli nad sytuacją.
Gratuluję zaręczyn — dorzuciła z przekąsem, zaciskając wargi ledwie dostrzegalnie, jakby trochę w złości — kolejnych — dodała z jeszcze większą dobitnością, taksując go wzrokiem, szukając wszelkich zmian w jego osobie, zahaczając się tylko przypadkiem o męskie dłonie i przystojną twarz. W głównej mierze śledziła jego reakcje, zupełnie im nie ufając — Która tym razem jest tą nieszczęsną bidulką?




And promise me this: you’ll wait for me only scared
of the lonely arms that surface, far below these birds.

Who am I, darling to you?
Who am I? I come alone here
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaułek   01.03.16 17:30

The member 'Darcy Rosier' has done the following action : rzut kością


'k100' : 65


Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
Nie wstawaj,
noc się jeszcze mroczy.
Ten blask to tylko twoje oczy.
10
20
0
0
0
36
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Zaułek   01.03.16 22:34

Podejrzewał, że tak to się może skończyć, kiedy różdżka, którą wyciągał spod płaszcza wyleciała mu z dłoni. Powodził tylko za nią wzrokiem i westchnął posępnie, pytając siebie: dlaczego, kurwa, nie zdążył. Na szczęście nie była to walka na smierć i życie, przynajmniej nie podejrzewał Darcy o takie ciągotki. Znał ja raczej ze strony damy, która nie będzie sobie brudzić rąk jakąś zbrodnią, przy której mogłaby przy okazji złamać sobie paznokcia. Kiedy jednak na nią spojrzał, posłał jej ten irytujący uśmiech, który musiał jej dać do zrozumienia, że wcale się nie przejął ani jej reakcją ani jej słowami. Sam przed sobą za to musiał przyznać, że brakowało mu tej żmii. Nie była jego wrogiem, nie była też przyjaciółką, a kimś, kto żywił w nim silne emocje i prawdziwą chęć do mordu z powodu braku cierpliwości. Ale to samo uwielbiał robić jej, doprowadzać ją na skraj frustracji, wkurzać, rzucać kłody pod nogi. Och tak, to była jedna z najlepszych rozrywek i uciech jakie sobie znalazł w życiu. Można by powiedzieć, że była więc jego ideałem kobiety. Mógł ją wkurwiać do woli.
— Okazuję to w taki sposób na jaki zasłużyłaś, Rosier — powiedział luźnym tonem, wzruszając niemrawo ramionami, jakby to ona była winna temu, co zrobił.
Zapytaj mnie, czy chcę cię dręczyć.
Odpowiedź brzmi: tak.

Zmierzył ją wzrokiem z góry do dołu, a kąciki ust powędrowały mu jeszcze wyżej, podobnie jak i oczy, które skrzyżował z jej nienawistnym — o, zgrozo — spojrzeniem. Im bardziej się złościła tym piękniejsza była. Majestatyczna, pociągająca, nawet całkiem inteligentnie wyglądająca na pierwszy rzut oka. Cokolwiek mógł jej wygadywać i jak bardzo mieszać ją z błotem, nie mógł jej pewnych cech odmówić, bo była jedną z niewielu kobiet, z którymi się wychowywał, z którymi dorastał, które obserwował, a przecież nie miał nawet matki. Na Salazara, Darcy, kopnął cię wielki zaszczyt, bo to na Tobie uczył się relacji damsko-męskich.
— Nowy tytuł? Wiem, że "lord" przed nazwiskiem wiele by Ci ułatwiło, bo w końcu nie musiałabyś mieć obaw jak to jest spółkować z kimś gorszego sortu, mogłabyś jawnie przyznać się do miłości wobec mnie, ale nie. Wciąż — i to się raczej nie zmieni nigdy — nie mam "sir". Mimo szlacheckiej krwi mój rodowód posiada skazę. Nie wiem, jak to przeżyjesz, ale... Darcy...— mruknął z fałszywa powagą, robiąc dwa kroki w jej stronę, jakby w ogóle nie widział różdżki, którą wciąż w niego celowała. — Będę cię wspierać w naszym potajemnym romansie— szepnął konspiracyjnie, poważniejąc. Mogła patrzeć jak przyglądał jej się spod byka z nisko cofniętą brodą, oczywiście wciąż tym samym irytującym uśmiechem. Miał do siebie dystans i do niej też, a to o powiedział miało być niczym preludium do opery, którą mu mogła zafundować "rozjaśniając mu umysł". Spodziewał się bowiem, że zaraz wyprostuje jego wersję, ale właśnie na to czekał, jak dzieciak na prezent pod choinką.
—Powinienem powiedzieć Ci... to samo... moja droga?— spytał, przeciągając wyrazy, a w końcu i sylaby, unosząc brwi, jakby zwracał się do dziecka lub obcokrajowca, który średnio rozumie. — Ale nie wiem, czy jest czego gratulować. Cóż, słyszałem, ze twój wybranek to ani bystry ani ładny— mruknął, spoglądając na swoje buty i wyciągał ręce szerzej, pozwalając aby płaszcz całkiem opadł mu na plecach. Wykonawszy kolejny krok w przód, niemalże oparł się o jej różdżkę prowokacyjnie i uniósł na nią wzrok, niemalże niemo błagając, by przebiła mu nią serce. — Właściwie to wieść mnie wcale nie ucieszyła. Chodziłem przygnębiony cały dzień, bo świadomość, że nie będziesz szczęśliwa... Wiesz, oddając się człowiekowi, który nie dorasta Ci do pięt, madame— szepnął i westchnął teatralnie, by w koncu, ostatecznie uśmiechnąć się całkiem szczerze, pomimo tego, że jednym ruchem mogła mu wyrządzić krzywdę zaklęciem. Nie bał się jednak. Ani siebie, ani jej, po prostu wpatrując w jej oczy. —Nie wiem. Nie miałem szansy jej jeszcze poznać, wiem tylko, że to dziedziczka Ollivanderów — mruknął cicho i smętnie, bo pogłoski zaczynały go męczyć. Kolejna narzeczona — to tak jakby zaraz Prorok Codzienny miał pisać, że Klątwa Mulcibera naprawdę istnieje i to samo czeka kolejną. A skoro już każdy wyrażał zainteresowanie tematem, to znaczyło, że nie mogło ją spotkać to samo, a jego małżeństwo było przesądzone.




Crushed and filled with all I found
Underneath and inside just to come around
More, give me more, give me more

Powrót do góry Go down
Darcy S. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier http://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 http://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 http://www.morsmordre.net/f116-dover-dwor-rosierow http://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
HIPNOTYZERKA
22 LATA
Szlachetna
Zaręczona
Ludzie są jak morze, czasem łagodni i przyjaźni, czasem burzliwi i zdradliwi. Przede wszystkim to jednak tylko woda.
8
17
0
0
0
7
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaułek   02.03.16 3:57

Skupiła wzrok na chwilę na wysnuwającej się spomiędzy jego palców różdżce, przechwytując ją pewnie w wolną dłoń, chowając ją z tyłu w pasie spódnicy. Miała pewną teorię, co do tego, jakim cudem udało jej się go rozbroić. Urokiem osobistym. Musiał naprawdę odczuwać jakiś rodzaj tęsknoty, skoro dał się wrobić w taki manewr czarownicy, która w zaklęciach ofensywnych nie była nawet szczególnie uzdolniona. Mogła mu to wybaczyć. Sama też nie odmówiłaby sobie po prostu zawiesić na nim oka, gdyby przypadkiem nie zaciągnął jej tu wbrew jej woli. Przechyliła głowę na bok, przypatrując się w zamian z pełną podejrzliwością jego ruchom, kiedy zbliżał się w jej kierunku. Obserwację utrudniał cisnący się do oczu deszcz. Tylko na sekundę przymknęła oczy w ochronie przed lejącymi się z kroplami wprost na jej twarz, a kiedy uchyliła powieki znów, był już dwa kroki bliżej.
Zaciągnięcie mnie jak podrzędny przestępca siłą w ślepą uliczkę, to jest właśnie to, na co zasłużyłam? Rozczula mnie Twój romantyzm, Mulciber. Odizolowanie, zapewnienie intymnej atmosfery i słodkie słówka, cóż za troska. Musisz mi wybaczyć, że nie doceniłam — zakpiła wyraźne, choć kpiącego tonu nie użyła wcale. Jej głos zdawał się być przepełniony ta sztuczną, wyuczoną grzecznością, że aż ranił jej własne podniebienie, nie wspominając o tym, jak boleśnie brzmiał w uszach. Niestety, dokładnie tak jak powinien. W towarzystwie wysublimowanego uśmiechu i nie budzącej podejrzeń luźnej postawy, mimo wyciągniętej w jego kierunku różdżki. Jedynie jej oczy wyrażały coś więcej, ale ich przecież nikt nie mógł bezbłędnie odczytywać. Uśmiechnęła się kącikiem warg, rozbawiona jego stwierdzeniem i pokręciła lekko głową na boki, ale nic z początku nie powiedziała. Śledziła rozwój sytuacji, nie cofając wyciągniętego w przód na prosto ramienia nawet kiedy pokonywał coraz odważniej dzielącą ich odległość. Nie traciła rezonu, w międzyczasie odpowiadając na jego słowa:
A potem się w sobie zakochamy, spłodzimy gromadkę skażonych Mulciberków i pochwalę się nimi matce. — rzuciła śmiertelnie poważnie, chociaż w treści jej słów musiał wyczuć absurdalność, którą spróbowała dorównać poziomowi jego abstrakcji o planowanym romansie. W końcu oba te scenariusze brzmiały podobnie nierealnie — Powiedz m tylko kiedy mniej więcej ten nasz płomienny romans miałby się zacząć żebyśmy mogli potem dostroić nasze wersje wydarzeń — zacisnęła palce mocniej na różdżce, zachowując swoją pozycję nawet wtedy, kiedy wydawałoby się, że była już stracona. Zadarła głowę do góry, utrzymując na nim swój wzrok, dociskając drewienko bardziej na jego piersi, wbijając jej krawędź w jego mostek.
Och, kochanie… — zaczęła na tyle łagodnie, na ile pozwalała jej sytuacja i odchyliła głowę w tył, wstrząsając nią krótko, pozbywając się tym ruchem drażniących ją w szyję kosmyków włosów —… jeśli po to mnie tu ściągnąłeś, żeby dzielić się ze mną swoimi przyszłymi mrzonkami to tylko tracisz mój czas.
Cofnęła w końcu rękę, ale nie zwiększyła między nimi dystansu. Wprost przeciwnie. Podeszła bliżej, sięgając dłonią do swojej spódnicy po jego różdżkę. Wrzuciła ją do kieszeni jego płaszcza, zatrzymując dłoń w jego kieszeni, nawet z tej pozycji nie tracąc zupełnie na swoim niewzruszeniu. Uniosła wolną rękę do jego twarzy, palcami z wolna przeciągając po jego brodzie. Opuszki przesunęły się po twardym zaroście na brodzie. Wzrok niezmiennie świdrował jego tęczówki oczu — Niech zgadnę. Mój narzeczony powinien wyglądać na wzór Ciebie i dorównywać Ci inteligencją? Wtedy byłby mnie godzien? — ani nie zaprzeczała jego słowom, ani ich nie potwierdzała. Zarzuciła głową w bok, uchylając jeszcze wargi, żeby coś dodać, ale zamiast tego uniosła je w drwiącym uśmiechu, powstrzymując się od komentarza. Mimo wszystko, dalej trzymała go w zasięgu swojego spojrzenia. Wolała nie dawać mu żadnej sposobności do nieprzewidzianych ruchów. Wycofała własną rękę, tą z jego twarzy i z kieszeni spodni, swoją różdżkę dalej dla bezpieczeństwa trzymając między palcami.
Opowiedz mi coś o tej tęsknocie — dopiero z bliska dało się wyczuć wrogość w jej spojrzeniu. Było w niej cos bardzo silnego, jak na zwykły wyraz niechęci. Powiązane w to były dodatkowe, intensywnie w niej rosnące emocje. Nawet trochę nutki zazdrości, kiedy z drobiazgowością wypomniała mu kolejną kwestię — zaskakująco powiązanej z każdym zniknięciem twoich miłostek — jej spojrzenie przesnuło się wzdłuż jego sylwetki, zanim wróciła nim do jego twarzy, czując jak nagła frustracja pali jej trzewia. Zawsze tak na nią działał. W niewyjaśniony sposób łącząc podniecenie z falami gniewu z roku na rok coraz bardziej trzymanemu bliżej serca, wewnątrz.
Ach… byłeś przygnębiony… cały dzień? Dzień, Mulciber? Spodziewałabym się, że skoro przewidujesz nam tak wielki romans, ubolewałbyś nad moim zaprzysiężeniem dłużej… no nie wiem… ile lat się znamy… Ramsey? Wydawałoby się, że po tym czasie będzie to co najmniej kilka dni pełnych udręczenia.
Wycofała się gwałtownie, odwracając się do niego plecami, nie dlatego, że straciła gardę. Zwyczajnie, co mógłby jej teraz zrobić. Różdżkę oddała mu po dobroci. Nie miał już o co walczyć. Nie miałby powodów robić jej krzywdy. Nie chciałby, przede wszystkim.
Może to ze swoją Ollivanderówną powinieneś teraz rozmawiać? Poznać ją — skwitowała temat bardziej sucho niż każdą wcześniejszą kwestię, zanim dorzuciła kierując się w swoją stronę — Możesz iść ze mną albo możesz dalej o mnie fantazjować z dystansu. Co nie wybierzesz, bardzo śpieszę się do pracy.




And promise me this: you’ll wait for me only scared
of the lonely arms that surface, far below these birds.

Who am I, darling to you?
Who am I? I come alone here
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaułek   02.03.16 10:41

To nie był zapewne szczęśliwy dzień dla panienki Rosier. Czyżby nie pamiętała o ostatnim dekrecie najcudowniejszej Pani Minister? Magiczna policja krążyła nawet w zaułkach Ulicy Pokątnej, a im więcej młodych i naiwnych dusz złapią, tym zapewne będą mieli lepszą premię. Och, tak. Zacierali dłonie i czekali, aż ktoś złamie dekret. Trójka mężczyzn pojawiła się tuż zza Darcy z wyciągniętymi różdżkami.
- Panienko - powiedział jeden z nich, przerywając uroczą rozmowę - Zgodnie z dekretem dnia 27 października 1955 roku zostaje pani aresztowana. Ma pani prawo zachowań milczenie, a wszystko, co pani powie, może zostać wykorzystane przeciwko pani. - wyrecytowana formułka aż nudziła policjantów, ale to co było potem przyniosło im o wiele więcej satysfakcji. Jeden z nich pojawił się centymetry od Rosier.
- Różdżka - powiedział surowo, wyciągając dłoń na wysokości twarzy Darcy. - A sam sobie wezmę - tu jak na pstryknięcie palców została otoczona przez trójkę mężczyzn nie miała możliwości ucieczki, a bunt wiązałby się z jeszcze bardziej surową karą. Jeden z mężczyzn mocno przytrzymał Darcy, a drugi zaś rozpoczął dokładnie przeszukanie. Na jego twarzy pojawił się uśmieszek, w końcu jakby mógł przegapić taką okazję? Przeszukiwał coraz to kolejne kieszenie, a jak znalazł sakiewkę z pieniędzmi, zaśmiał się cicho - Panowie, to dla nas szczęśliwy dzień - zawartością podzielą się później. Mężczyzna schował różdżkę Darcy za pazuchę i zerknął na Ramsaya.
- To jest ten moment, kiedy pan znika nam z oczu - warknął, a chwytając mocno dziewczynę za ramię, teleportowali się do Tower. Czy panienka Rosier była świadoma swoich czynów?

| zt dla wszystkich. Darcy zostajesz teleportowana do celi i nie czekaj na post MG.


Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
Nie wstawaj,
noc się jeszcze mroczy.
Ten blask to tylko twoje oczy.
10
20
0
0
0
36
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Zaułek   02.03.16 21:16

No cóż, Darcy popełniła błąd, kiedy zareagowała przedwcześnie, rozbajając go. Nie zamierzał jej krzywdzić, nie chciał jej nic zrobić, bo  jakby mógł? Jej, pięknej i majestatycznej Darcy Rosier, kobiecie, o której mógłby śnić nocami, bo przecież była kimś więcej niż zwykłą szlachcianką. Przekomarzał się z nią, bo lubił. Nie byłoby niedopowiedzeniem to, że lubił w  niej rodzić złość, a wzbudzanie jej irytacji było jedną z njego podrzędnych pasji. Ona była pełna pasji, kiedy patrzyła na niego tym nienawistnym spojrzeniem, kiedy szukała w myślach najgorszych obelg, które miały go oczernić. Patrzył wtedy na nią z niemałym podziwem i zainteresowaniem, bo był ciekaw jak daleko się posunie, jak silnie może karmić ją nienawiścią do siebie. Czekał aż przekroczy swoje granice, prowokował ją i łaknął jej słabości. Czekał na załamanie, na pass, kapitulację. Nie chodziło o to, że pokonałby ją w wyścigu o godność, lecz o siebie samych, własne tożsamości i osobowości, które zazębiały się niczym mechanizm starego zegarka.
— Cały ja, prawdziwy romantyk — wyszczerzył się, nie odrywając od niej wzroku. — Mam dość specyficzny sposób na okazywanie swoich uczuć, więc mam nadzieję, że wybaczysz mi nieudolność… pewnie dlatego moje narzeczone nie wytrzymały, lecz… Ciągle się uczę— zakpił ze śmiertelnie poważną miną godną nieszczęśnika, lecz pow chwili kąciki ust uniosły mu się gwałtownie, a on parsknął śmiechem, spuszczając głowę nisko.
Nie obawiał jej się, nie czekał aż porazi go jakimś zaklęciem. A może czekał na to? Czy gdyby to zrobiła przeskoczyliby na kolejny poziom przyjemności mentalnej? Nie był jednak masochistą, nie łaknął bólu. Łaknął emocji, intensywnych i porywających. Były jego słabą stroną, najgorszym narkotykiem, bo wyzwalały w nim człowieka pozbawionego gardy, obnażały go z tej słabości, doprowadzały na skraj obłędu. Lecz każdy miał coś za czym gonił, prawda? On chciał czuć, a obecność Darcy sprawiała, że adrenalina krążyła w jego żyłach.
— Z Mulciberkami poczkeamy, ponoć mam narzeczoną.. Nie chcę mieć bękarta, tylko prawowitego dziedzia — mruknął markotnie i smętnie, marszcząc brwi. — Ale wierzę w to, że się jej pozbędziesz z milości do mnie. To twój obowiązek — rzucił luźno i wzruszył ramionami, choć oboje wiedzieli, że tocząc się niczym kule wypełnione trotylem na graicy absurdu bawią się przednio. Żartował, drwił i nabijał się ze wszystkiego, co nie stanowiło jego granicy zdrowego rozsądku, a to było najbezpieczniejszą receptą pod słońcem.
Kiedy zbliżyła się do niego zdawał się na moment opanować, a nawet spoważnieć. Przymknął się na chwilę, obserwując ją uważnie, ruchy jej warg, spojrzenie, dotyk, którym obdarzyła jego policzek i… węszył spisek. Nie był na tyle głupi, by w pięć sekund dać się oczarować urokowi kobiety, nawet tak pociągającej jak Darcy. Znał ją zbyt długo, by wiedzieć, że była prawdziwą wiedźmą, wredną, zdradziecką i mierzącą zbyt wysoko. Lecz zgrywanie kogoś, kto jej pokornie się poddaje było bardziej zabawne niż odpychanie jej. Przynajmniej mógł poczuć jej ciepło, słodki zapach, usłyszeć ponętny głos, który starał się podświadomie mu tak dokopać. Tak, to było podniecające.
— To nie był czarny humor Darcy… Raczej coś w klimacie strtaciatella— mruknął posępnie, uśmiechając się kącikowo. — Jesteś godna czegoś więcej. Ale…— napomknął odsuwając się od niej i unosząc palec wskazujący do góry, którym ostatecznie dźgnął ją w pierś — ponieważ trudno będzie ci znaleźć kogoś równie godnego, mogłabyś przestać się oszukiwać i przyznać, że moja kandydatura była bardzo na miejscu — powiedział dosadnym tonem.
Nigdy nie startował do Darcy, nigdy od niej niczego nie chciał i bynajmniej nie dlatego, że starała się przez całe życie pokazac mu jego miejsce. Była dla niego jak powietrze, kiedy stał w zamkniętym pomieszczeniu zbyt długo. Równając go z ziemią zmuszała go do ponownej pracy, do tego, aby wziął się w garść i udowodnił wszystkim, ze jest wart więcej niż myślą. To dzięki temu dążył do perfekcji.
Znikniecie iłostek? Ouch. Spoważniał i to szybko, bo to nie powinno być przedmiotem żartów. Isolda nie żyła, zamordowana przez szlamę, Anastazja utonęła w żce.
— Niefajnie — mruknął kręcąc głową w geście dezaprobaty, choć po chwili uśmiechnął się szeroko. Nie czuł się urażony, nie czuł w ogóle nic, kiedy o tym wspmniała, bo przecież osobiście stał za obiema śmierciami. Kto jednak mógł o tym wiedzieć? Może Tristan?
— Czyli nie jesteś moją narzeczoną tylko dlatego, że boisz się, że skończsz jak…. Ach, teraz rozumiem. To nie kwestia czystości krwi. Jesteś po prostu mięczakiem — mruknął smętnie. Chciał jej jeszcze odpowiedzieć na dalsze słowa, ale wtedy pojawili się ci faceci. Jego naturalnym odruchem, było zasłonić Darcy, ochronić ją, lecz, gdy przyznali, że są z ministerstwa od razu spasował, wiedząc, że Rosierówna nie ma się czego bać. No tak, w końcu użyła przeciwko niemu czarów na Pokątnej.
— Miałem do Ciebie interes — mruknął szeptem, ledwie słyszalnym, kiedy Ci przedstawiali swoją regułkę, a on usmiechał się szeroko, jakby był zadowolony z takiego obrotu spraw. Ubaw po pachy, naprawdę.
— Jasne — skwitował, kiedy kazali mu zniknąć i uśmiechnął się do Darcy serdecznie. Pewnie jeszcze pomachał jej na pożegnanie, kiedy pracownicy ministerstwa, poniekąd jego koledzy z pracy zgarniali ją do Tower.

/ -> Brama zdrajców[/b][/b]




Crushed and filled with all I found
Underneath and inside just to come around
More, give me more, give me more



Ostatnio zmieniony przez Ramsey Mulciber dnia 03.03.16 7:57, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
 

Zaułek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Zaułek przy barze "Kin"
» Ciemny zaułek za klubem "Inferno"
» Zaułek
» Zaułek na obrzeżach

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17