Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Zaułek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Zaułek   07.09.15 23:09

First topic message reminder :

Zaułek

Ulica Pokątna składa się nie tylko z głównej ulicy, choć to na niej tętni życie. Pomiędzy wejściami do niektórych sklepów, znajdują się odnogi mniejszych uliczek, bardziej zaniedbanych, ponurych, często wyboistych - nikt nie widzi celu w ich odnowie. Czasami przebiegnie tu bezpański kot, by za chwilę zniknąć w cieniu. Dróżki najczęściej krzyżują się ze sobą, tworząc skomplikowaną sieć, w której można łatwo się zgubić, niektóre są ślepe, a wszystkie wydają się tak samo podobne.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
27
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
23
20
1
0
0
1
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaułek   11.07.16 0:09

Ciężka zapanować nad zaciskającymi się szczękami i gniewnym spojrzeniem które ciskał w stronę oprychów. Jest mu nieco niedobrze, na samą myśl do czego podobne łachudry są zdolne, gdy wyczują łatwą - jak uważali - zdobycz, która nie zawsze taką się okazywała być. jasnowłosa kobieta była tego przykładem, o czym się przekonał już po kilku sekundach i kopniakach, jakie posłała zbierającemu się z ziemi zbirowi. I w spokojniejszych warunkach mógłby się zdziwić, ale zaistniałe okoliczności usprawiedliwiały jej zachowanie. Przynajmniej nie była bierna.
Dłonie w końcu mógł rozluźnić i zdejmuje je z kobiecych ramion, gdy ta gwałtownie go od siebie odpycha. I to powinien potraktować jako naturalne zachowanie ale gorzkie słowa mogły świadczyć bardziej o długotrwałych naleciałościach goryczy. Byłaby bardzo ładną kobietą, gdyby nie gniewny wyraz malujący jej oblicze trudną do wytłumaczenia - rysą, psującą cały efekt.
- Rumaka zostawiłem na innej ulicy i bynajmniej nie jest biały - odsunął się dalej, dając luźne przejście z uliczki. Nawet jeśli nie chciał, porównanie - absurdalnie do sytuacji - rozbawiło go, wyobrażając siebie na wierzchowcu...jakim był jego motor. Do księcia chyba jednak było mu daleko, chociaż był już zgryźliwie nazywany rycerzem> Może i było w tych kpinach trochę racji - Nikt nie mówił, że prosiłaś. Załóżmy, że nie lubię takich typów i przyjemnie mi się... - serwowało wpierdol - przypominało im jak smakuje bruk. Pewnie zapomnieli - Skamander w tej kwestii był niereformowalny, naiwnie wręcz. Nawet jeśli trafiał na kobiety jak Bleach, które niekiedy nie ustępowały mężczyznom w odwadze, to i tak uważał je za słabsze, ale słabością, która zwyczajnie wymagała męskiej interwencji. Tej właściwej, różnej od niskich zapędów, jakimi charakteryzowało się dosyć szerokie grono, które na swój sposób - jeśli miał okazję - tępił - Odprowadzę cię - dodał powoli, nie uznając ewentualnego sprzeciwu. I nawet jeśli kobieta tak hardo stawiała opór, Samuel miał swoje zasady i nie mógł zostawić jej samej. Był gentlemanem, chociaż w oczach poznanej właśnie dziewczyny, mógł być tylko ignorantem.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.



Ostatnio zmieniony przez Samuel Skamander dnia 20.07.16 21:04, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Bleach Pistone
avatar

Nieaktywni niemagiczni
Nieaktywni niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t2179-bleach-pistone#33158 http://www.morsmordre.net/t3081-karton-blicz http://www.morsmordre.net/t3082-masz-cos-dla-mnie http://www.morsmordre.net/t3163-blicz
Wagabunda
27
Charłak
Panna
Nic mnie nie dręczy, niczego nie żałuję. Bez przeszłości, bez jutra. Wystarcza mi teraźniejszość. Dzień po dniu. Dzień dzisiejszy! Le bel aujourd'hui!
0
0
0
0
0
0
0
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Zaułek   12.07.16 11:48

Nie wiem, czy coś jest ze mną nie tak, ale w zasadzie podoba mi się oglądanie łomotu, jaki opryszek zbiera od długowłosego nieznajomego. Może to brutalność, może tryskająca krew, może błyszcząca biel zębów, połyskujących na bruku... Chyba zacznę chodzić na ustawione walki bokserskie, żeby ponapawać się podobną agresją na zapas, zamiast cieszyć się jak mała dziewczynka z przypadkowych walk na ulicy. Mało brakuje, bym zaczęła klaskać w dłonie i go dopingować, bo choć jestem z ł a, że się wtrącił i pewnie oczekuje wdzięczności, podziękowań, czy czegoś w tym rodzaju, to z drugiej strony przypada mi do gustu jego lekkość i swoboda, z jaką rozdaje ciosy. Nawet się przy tym nie pocąc, choć nie wiem, czy ta obserwacja jest szczególnie ważna. Raczej nie, aczkolwiek zaciętość w rozdawaniu ciosów i taka czysta siła emanująca z jego ciała sprawia, że nastawiam się do mężczyzny nieco bardziej przychylnie. Nieco, bo to uczucie sympatii szybko mija, gdy ten bierze mnie za jakąś potrzebującą pomocy dzieweczkę. Za kogo ten typ się uważa, hę? Nie jestem żadną księżniczką, ani inną dziunią, gotową zemdleć na jego ramieniu na widok połamanych kości, tudzież w ramach zwykłego (ciekawe czy do tego nawykł) podziękowania za pomoc. Ech. Nic, tylko wzdychać nad mym losem, który dwóch usiłujących zgwałcić mnie buców, zesłał tu kolejnego. Bohatera. Chyba jeszcze gorzej.
-To co z ciebie za książę? - warczę, bo przecież idealnie wpisuje się w ten schemat. Taka samospełniająca się przepowiednia, która jednak nie może dojść do skutku przez umaszczenie konia. Co za tępak, który nawet w przyklejaniu sobie łatki, musiał popełnić błąd przy największej na świecie oczywistości - dziwne to hobby, obijanie mord - zauważam, nieco niegrzecznie, zamierzając wprawić go w konsternację - dostają tylko tacy, jak ci, czy wdajesz się w bójki też za twarz? - kpię w niego w żywe oczy, niech nie myśli, że cokolwiek mu zawdzięczam. Jasno stawiam sytuację, wtrącił się w nie swoją sprawę i powinien już odpuścić. Dostał, czego chciał, dwóch skomlących ze strachu typków, więc mógłby już zostawić mnie w spokoju - nie - odpowiadam zdecydowanie na jego... propozycję? rozkaz? Nie mógł już chyba zirytować mnie bardziej - zostaw mnie, bo zacznę krzyczeć - ostrzegam, grając może nie fair i zupełnie nie w moim stylu, lecz to zdecydowanie atutowa karta. Niech się odwali, bo prędzej czy później nie wytrzymam. A wtedy będę w stanie nawet go ugryźć, jeśli choć tknie moje ramię.


Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
27
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
23
20
1
0
0
1
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaułek   20.07.16 22:28

Ciężkie oddechy dwóch zbirów w końcu zniknęły. Gdzieś w oddali słyszał tylko niewyraźne, ciężkie kroki, ale nic - co wskazywałoby, że wraca tu jakakolwiek banda. Tak, zdecydowanie działał nawykami, które wyrobił sobie w pracy i zanim w pełni odetchnął, czujnie nasłuchiwał, w międzyczasie odpowiadając kobiecie. Nie podobało jej się nic z tego co mówił, ani prawdopodobnie zrobił, ale - nawet jeśli mógł się zastanawiając nad powodami zachowania - wzruszył ramionami. Nie odmówiłby pomocy potrzebującej osobie, tym bardziej jeśli chodziło o kobiety. Nie musiały prosić, ani dziękować. Zrobiłby to i już. Ot - kolejny nawyk, przypisywany naiwnej rycerskości. Czy takie zachowanie odchodziło już w niepamięć? Czy mężczyzna nie miał być obrońcą? Siłą, która chroniła? Może niektórzy rzeczywiście wyznawali inne wartości, ale mężczyzna który zapominał kim jest...kim był? Siłę miał każdy i nie chodziło wyłącznie o jej fizyczną formę. Tylko w aktualnych czasach panował dziwny rozstaj skrajności. Jedni popadali w jej agresywną formę, koleni stawali się bierni, umykający przed sobą samym. I z kobietami było podobnie. Panna, której własnie pomógł (nawet jeśli sobie tego nie życzyła) należała do tych władczych i zgorzkniałych? Nie mógł zaprzeczyć, że pewność z jaką ciskała kolejne słowa - nie była pociągająca. Skłamałby, gdyby tak twierdził, ale nadal uparcie brakowało mu w niej...czegoś. Chociaż sadząc po niezadowolonym grymasie, szpecącym kształtne usta - musiała myśleć przynajmniej podobnie.
- Nie pamiętam, żebym był księciem - wzruszył ramionami prawie bezradnie i mimo trzaskających gniewnych iskier z jej oczu, kącik ust nadal lekko się unosił. Zabawne porównanie - Pewnie dlatego że nie mam swojego królestwa - teraz to on kpił, chociaż, może i w tym się mylił. Praca, nią żył chociaż - nadal nim rządziła, nie odwrotnie - Nie tak dziwne, jak mogłoby się niektórym wydawać. Panna...zdaje się być zaznajomiona w jej arkana - z natury ignorował złośliwe zaczepki. najczęściej odbijał piłeczkę, czerpiąc ze słownej tyrady pewną przyjemność. Punkt dla niej - Zależy czyją twarz - przeszedł dalej, zatrzymując krok, gdy skrzyżował się z twardym, wyzywającym spojrzeniem panny Bleach. Zmarszczył brwi - Nie mam zamiaru prowadzić cię za rękę, ani tym bardziej dotykać. Podprowadzę cię do głównej ulicy, bo i tak idę w tę samą stronę. A krzyk... - nie wiedział, czy miał się zirytować zachowaniem, kolejny raz ignorować, czy przekręcić wszystko w żart - Jesteś pewna, że chcesz sprowadzać tu kolejnych..obrońców? - wedle słów, zachowywał dystans chociaż wciąż obserwował nieznajomą z mieszanką emocji. Adrenalina zdążyła wyparować, gdy zagrożenie minęło, ale sama kobieta wywoływała w nim sprzeczne odczucia. I chęci.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Bleach Pistone
avatar

Nieaktywni niemagiczni
Nieaktywni niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t2179-bleach-pistone#33158 http://www.morsmordre.net/t3081-karton-blicz http://www.morsmordre.net/t3082-masz-cos-dla-mnie http://www.morsmordre.net/t3163-blicz
Wagabunda
27
Charłak
Panna
Nic mnie nie dręczy, niczego nie żałuję. Bez przeszłości, bez jutra. Wystarcza mi teraźniejszość. Dzień po dniu. Dzień dzisiejszy! Le bel aujourd'hui!
0
0
0
0
0
0
0
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Zaułek   21.07.16 23:01

Nie robi na mnie wrażenia ani jego bohaterski czyn, ani przystojna twarz. Muszę to przyznać, acz z niechęcią, że on p r z y n a j m n i e j mnie nie odrzuca. Zawadiacki kucyk wręcz dodaje mu takiego łobuzerskiego, chłopięcego uroku, ale przecież upieram się, żeby go nie lubić, prawda?
Nie znoszę, kiedy ktoś wtrąca się w moje sprawy, nawet jeśli jest to kwestia życia lub śmierci. Nie krzyczałam przecież, chociaż zdawałoby się, że me losy zostały już policzone, woląc pogodzić się (po części, bo gotowa byłam drapać, gryźć i orać paznokciami) z napaścią, aniżeli skomleć o ratunek. Nienawidzę takich mało samowystarczalnych istot, wysługujących się innymi, nade wszystko zaś nie cierpię kokietek, które właśnie taka oplatają mężczyzn w ścisły kokon wzajemnej zależności, w jakiej każde ze stron uważa się za wygrana.
-Może wrzucili cię w koszyku do Tamizy i przygarnęła cię jakaś biedna rodzina hodowców kóz, która nie miała własnego potomka - dywaguję, nie wiedząc, jak blisko prawdy jestem. Aetonany w końcu niewiele się różnią od koni, a tych od kóz dzieli już naprawdę niewiele - sugerujesz, że jestem powodem, czy prowodyrką? - pytam, krzyżując ręce na piersi i wpatrując się w mężczyznę piorunującym wzrokiem. Jest odważny do szpiku kości, ale ta brawura coraz bardziej mnie bawi, niwelując zalążki złego humoru.
-Kogo nie lubisz? Wszystkich większych od siebie? - drwię, bo choć facet nie jest mikrusem, to grubość karku jednego z tych drabów wyglądał na równy obwodowi bicepsa Samuela. Pewnie chłopak musiał się dowartościować, cóż, miał wyjątkowe szczęście.
-Zatem szerokiej drogi, książę - krzywię się, bo znowu się denerwuję, że koleś nie rozumie raz już wyrażonej odmowy. Ile razy można do takiego mówić, pieklę się w myślach, ze znudzeniem wysłuchując przydługiej propozycji, która generalnie sprowadza się do "odprowadzę cię albo będziemy razem się męczyć póki ulegniesz". Dobrze więc, mogę sprawdzić jego cierpliwość. - towarzystwa nigdy za wiele - odpowiadam, patrząc na niego bystro - i jestem pewna, że w razie kłopotów, szybko byś się z nimi rozprawił - drwię dalej, choć wypływam już na szerokie (i totalnie nieznane wody). Całe szczęście, że umiem pływać.


Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
27
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
23
20
1
0
0
1
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaułek   25.07.16 22:54

Nigdy nie mówił, że liczył na wdzięczność za to co robił. Nie pomagał czekając na wzajemność, czy jakiekolwiek profity. Skamander był idealistą i niepoprawnie wierzył, że może coś zmienić, że trzeba ratować dobro, które w aktualnie, dosyć ponuro rysujących się czasach - musiał być zbrojnym orężem, przeciwko szeroko pojętemu...skurwysyństwu. Nazywanego złem, podłością, okrucieństwem - przybierało różne imiona i rozmaite postaci, ale wciąż sprowadzały się do jednego. Zdawało się jednak, że kobieta o niemal białych włosach, była innego zdania. I wyraźnie nie było jej w smak ani podejście, ani zachowanie Samuela. Nie próbował jej do niczego przekonywać, ale miał gdzieś pokrzywioną - w jego mniemaniu - logikę. Może nieco go bawiło, jak bezczelnie pogrywała z nim. Musiał przyznać, że nie pamiętał, by spotkał się z podobnym zachowaniem i jawnym..ignorowaniem? Tak, to chyba było najbardziej intrygujące. Może dlatego, że przyzwyczaił się do ciągłej atencji. Może to zabawne, ale działa to mocno odświeżająco na jego patrzenie - przynajmniej na kobiety. Kontrast zawsze podkreślał zmiany. Nawet te nieuświadomione.
- Moi rodzice mogliby się obrazić za takie porównanie - niemal parsknął, hamując się jednak i zachowując resztkę powagi - Ani jedno, ani drugie - zmrużył oczy, analizując kobiecą twarz przez ułamek sekundy dłużnej niż zamierzał - ...albo jedno i drugie. Zależy czego akurat chcesz - mówił prawie zahaczając o filozoficzną refleksję. Podobno nieźle mu szła ocena kobiet. Podobno. Zawsze mogłaby być to tylko jego wybujała wyobraźnia. Albo to co podpowiadało mu ego, czy męska intuicja - jeśli takowa istniała - Męska duma podpowiada, że tak własnie jest, ale nie muszę jej dokarmiać. Dlatego powiem, że nie lubię idiotów - większych od siebie chciałoby się powiedzieć, ale o tym głośno już nie mówił. Miał swoje słabości i był niemal pewien, że wciąż-nieznajoma skutecznie wykorzystałaby jego wypowiedź - Musisz znać ciekawą definicję księcia, że tak łatwo mi ją przyklejasz - wymruczał bardziej do siebie, ale nie poruszył się z miejsca. Ani się do kobiety nie zbliżając, ani jej nie wymijając. Mógł tu stać do znudzenia. Był uparty i chociaż powinien się reagować złością na złośliwość, chyba bardziej go to bawiło. Chyba.
- Jasne. Jestem pewien, że byś mnie raźno dopingowała - nie tylko słownie - A ostatecznie i tak zostałabyś skazana na moje towarzystwo. Wrócimy do punktu wyjścia - wzruszył ramionami prawie bezradnie.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Bleach Pistone
avatar

Nieaktywni niemagiczni
Nieaktywni niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t2179-bleach-pistone#33158 http://www.morsmordre.net/t3081-karton-blicz http://www.morsmordre.net/t3082-masz-cos-dla-mnie http://www.morsmordre.net/t3163-blicz
Wagabunda
27
Charłak
Panna
Nic mnie nie dręczy, niczego nie żałuję. Bez przeszłości, bez jutra. Wystarcza mi teraźniejszość. Dzień po dniu. Dzień dzisiejszy! Le bel aujourd'hui!
0
0
0
0
0
0
0
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Zaułek   26.07.16 11:28

Nie cechuje mnie zbytnia cierpliwość, ale jestem okropnie uparta. Jedno nie wyklucza drugiego, wręcz czasami prowokuje (czy też raczej - wymusza) na mnie pierwszą z tych cnót. Do Samuela cierpliwość kończy mi się wyjątkowo szybko - pewnie dlatego, że nie należę do grona wielbicieli mężczyzn, którzy uznają kobiety za gatunek słaby i wymagający ochrony. Nigdy nie przyznam, że bez niego bym sobie nie poradziła, ale sam fakt, że ja to wiem i co gorsza - on też to wie, przyprawia mnie o mdłości. Powstrzymuję się jednak przed pawiowaniem (jeszcze stwierdzi, że jestem nachlana i uczynnie zaprowadzi mnie do izby wytrzeźwień), zamiast tego złośliwie mrużę oczy, kontynuując nasz słowny zatarg. Przekształcający się w iście przyjacielskie przekomarzanie się, choć Samuelowi daleko nawet do mego znajomego. Gdybym prowadziła jakieś listy ludzi, na których przez przypadek natykam się codziennie, pan Skamander znalazłby się na pierwszym miejscu tej zatytułowanej: Długowłosi, zbyt pewni siebie, do przesady bohaterscy i brawurowi uliczni komicy. Ba, jego nazwisko podkreśliłabym ze trzy razy i domalowała na marginesie kilka wykrzykników. Koniecznie czerwonych. Dla uwznioślenia jego szlachetnej osoby.
-Ale którzy rodzice? Biologiczni, czy ci od kóz? - pytam, unosząc w górę jasną brew, jakbym zaiste była ciekawa jego historii życia i rodzinnych niesnasek. Szkoda, że nie pamięta, dlaczego chcieli się go pozbyć w tak okrutny i barbarzyński sposób.
-To walka z wiatrakami - kwituję, nie dodając już (chyba jednak nie chcę go obrażać), że pewnie codziennie toczy bijatyki przed lustrem. Nie rozwodzę się już nad ludzką głupotą, bo to temat rzeka, a ja już nie mam na to czasu. Chcę opuścić pieprzoną ślepą uliczkę i zaszyć się gdzieś z dala od cywilizacji. I z dala od Samuela, skłonnego mi w tym przeszkodzić.
-Każdy książę ma zakuty łeb - burczę. Ten tutaj nie nosi wprawdzie zbroi, ale jest chyba równie ciężkomyślący (z przykrością myślę o nim w obelżywy sposób, ale nie dzierżę, kiedy ktoś mnie nie słucha[/b] jak większość stereotypowych książąt, palących miasta, pokonujących smoki i rozdziewiczających kolejne księżniczki.
-W porządku. Ale musisz mnie zanieść - stawiam warunek, oczywiście dodając, że chodzi mi o pozycję "na barana". I nie, z mojej strony nie jest to przecież absolutnie żadna aluzja.

|zt Blicz


Powrót do góry Go down
Duncan Beckett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3098-duncan-beckett#50701 http://www.morsmordre.net/t3184-to-do-pana-panie-beckett#52861 http://www.morsmordre.net/t3139-duny#51645 http://www.morsmordre.net/f312-pokatna-8-5 http://www.morsmordre.net/t3185-duncan-beckett
pracownik Niewidzialnego Oddziału Zadaniowego
26 lat
Mugolska
Kawaler
spare me your judgements and spare me your dreams,
don't cover yourself with thistle and weeds
12
13
0
0
0
0
0
4
Czarodziej
 xxx

PisanieTemat: Re: Zaułek   26.07.16 22:25

| 26.02, przepraszam za wtargnięcie do lokacji! <3

Czerwony nos upodabniał go do wyjątkowo brzydkiego renifera- jednego z tych, które miały ponoć kierować wozem mugolskiego świętego Mikołaja. Podejrzewał, że w tej roli sprawdziłby się okropnie. Był zdecydowanie zbyt brzydki, nawet jak na renifera, a na dodatek miał paskudną tendencję do przebywania myślami w zupełnie innym miejscu niż ciałem, więc wizja zgubienia drogi do komina odpowiedniego domu wydawała mu się nad wyraz prawdopodobną.
Oprócz nosa czerwone stały się również jego dłonie. Całkiem zgrabiały od mrozu, mimo tego, że próbował pocierać je o siebie w cudownej nadziei na to, że sztuczka istotnie zadziała i pozwoli mu się rozgrzać. Nie pozwoliła jednak; końcówka lutego widocznie grała mu na nosie, nie do końca dyskretnie przypominając o tym, że swojego czasu mógł jednak przeznaczyć pensję na kupno szalika i rękawiczek, a nie prezentów dla niezliczonych dziesiątek przyjaciół. Nie pozwolił jednak, żeby zepsuło to jego humor- w ostateczności istniały setki ludzi, którzy tego dnia miewali się znacznie gorzej, a zima miała się już ku końcowi. On sam posiadał też wszakże dom, do którego wracał raźnym krokiem, i stosunkowo pełną lodówkę, której zawartość miał zamiar poświęcić na największą kolację tego miesiąca.
Cichy głosik rozsądku próbował podpowiedzieć mu nieśmiało, że w ten sposób zapewni sobie co najmniej tygodniową głodówkę- znacznie głośniejszy dźwięk burczenia w żołądku zagłuszył go jednak z kretesem.
Duny skręcił łagodnie, nie mogąc powstrzymać się od dziecinnej potrzeby trzaśnięcia obcasami wytartych butów, przez co w powietrze wzbił się kłąb jasnego, sypkiego śniegu. Pogwizdując cicho pod nosem wszedł prosto w niego, z uśmiechem pozwalając, aby drobny pył osiadł na czerwonym nosie, rudych włosach i gęstych brwiach, po czym przeszedł przezeń raźnym krokiem.
Tylko po to, aby zatrzymać się dokładnie pięć raźnych kroków po tym, wbity gwałtownie w śnieg rozpościerającym się przed oczami widokiem.
Nie zwlekał; nie próbował bawić się w te śmieszne grzeczności, w które bawić próbowała się ta połowa magicznego świata o krwi czystszej niż jego krew. Zwyczajnie przyspieszył, przestając gwizdać, i przeszedł krótki dystans dzielący go od znanej-nieznanej, zmarzniętej twarzy.
-Gdybym Cię nie znał- zaczął zadziwiająco spokojnym tonem, otwierając torbę ze spóźnionym prezentem świątecznym, który kupił samemu sobie za resztę odłożonych pieniędzy. Wyciągnął stamtąd ciepły, zielony sweter, o którym marzył już od dawna i który w zadziwiający sposób natychmiast zmienił w jego oczach właściciela. Dlatego właśnie troskliwym gestem okrył nim ramiona Charlotte, nie bacząc na spodziewane protesty.- Gdybym Cię nie znał, po zapachu wnosiłbym, że chytrym podstępem włamałaś się właśnie do piwniczki pełnej Skrzaciego Wina i omszałej Ognistej, i wyczyściłaś tę piwniczkę do dna. Samodzielnie.
Zwinął w kłąb brązowy papier prezentowej torby i niedbale wetknął go w połataną kieszeń płaszcza.
-Albo o to, że jesteś jeszcze bardziej roztargniona niż ja i całkiem zapomniałaś, kiedy wypada Sylwester, więc postanowiłaś uczcić go dzisiaj.- Jego głos zmienił się odrobinę, pozwalając zwyczajowej radości odlecieć, tak, aby jej miejsce mogła zająć troska.- Gdybym Cię nie znał, może byłbym na ten widok zły. Ale nie jestem.
Bo istotnie nie był; nie mógłby jej okłamać. Był zwyczajnie zmartwiony, nawet, jeśli nie powinien był się tak poczuć.
-Powiesz mi, co się stało?- Zapytał łagodnie, ignorując intensywny zapach alkoholu. W końcu do tego zdążył już przywyknąć. Do ludzkiego cierpienia- nie. I przywyknąć nie zamierzał.


Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Zaułek   26.07.16 23:35

Charlie nienawidziła alkoholików. Nienawidziła uzależnionych od czegokolwiek. Zawsze patrzyła ze szczerą pogardą na słaniających się, śmierdzących meneli, którzy nie kontrolują swojego ciała, swojej mowy, doprowadzają się do najbardziej żałosnego ze stanów i to całkowicie z własnej woli. Niedobrze jej było, kiedy widziała swoją rodzinę po libacji, jej serce przepełniała szczera nienawiść, kiedy była zmuszona szukać ojca, czy brata lub co gorsza, sprowadzać ich do domu. Jeśli po którymś trzeba było posprzątać, w jej dziecięcej głowie jedynym pocieszeniem zostawało fantazjowanie o tym, jak bardzo, ale to bardzo źle kończą, zamarzają zapici gdzieś nad Tamizą. Nie płakałaby. Nie czuła się z nimi w żaden sposób związana. Może poczułaby się wolna? A może tylko tak myśli, kiedy jest wściekła, może tak na prawdę istnieje coś takiego, jak naturalne, wpisane w geny więzy rodzinne?
Ten dzień był inny. Działo się za wiele złego. Po prostu za wiele. Właściwie zaczęło się już poprzedniego dnia, ale emocje sięgnęły wreszcie zenitu, kiedy jej wzrok padł na jednej z wielu butelek, jakie odkąd pamiętała były stałym elementem w każdym miejscu, jakie zamieszkiwali.
Skoro ci wszyscy ludzie to robią, może na prawdę im po tym dobrze? Skoro robią sobie coś takiego, musi być coś, co ich do tego skłania, pociąga?
A może w jej głowie było coś więcej? Może to rodzaj autoagresji? Złość na samą siebie związana z nienawiścią do własnej słabości, z niechęcią do tego, jaka jest bezsilna, jak bardzo nic nie może i nie panuje nad swoim życiem uzależniona wiecznie od dorosłych? Lotta nie przepadała za sobą. Za swoją niemagicznością. Za swoim chudym, słabym ciałem. Za faktem, że każdy silniejszy od niej może zrobić co tylko zechce. Za swoją niewiedzą, wręcz głupotą wynikającą z braku edukacji. Za tym, że cokolwiek by się nie działo, po siedemnastym roku życia będzie taka, jak jej rodzina. Straci pracę, a jak już odkryła to pierwszy krok do zniszczenia siebie.
Może więc specjalnie sama się upokorzyła, świadomie doprowadzając do takiego stanu? Przecież widziała, jak to działa. Wiele razy to widziała. Wyniosła butelkę z domu. Nie wypiła wiele, nie musiała - była małą, chudą dziewczyną. Dzieckiem, którego usta pierwszy raz napotkały na swojej drodze alkohol. W tej chwili cała była w śniegu, bo chodzenie wychodziło jej żałośnie. Czuła na sobie spojrzenia ludzi. Wiedziała, że patrzą na nią tak, jak ona zwykle patrzy na pijanych. Z pogardą. Było jej potwornie niedobrze, a przecież niedawno zwymiotowała. I kręciło jej się w głowie. Podpierała się budynku i starała się iść, choć nie wiedziała, gdzie.
Plusy całej sytuacji? Nie czuła zimna. Ale nie było jej lepiej. Właściwie to czuła, jakby wszystkie jej emocje zostały tylko wzmocnione i, choć od wielu lat jej się to nie zdarzało, w tej chwili nie panowała nad łzami złości i żalu. Znów była wściekła - przede wszystkim na siebie.
Szczególnie, kiedy stanął koło niej ktoś, kogo bardzo nie chciała teraz widzieć.
- Czemu ty zaw-zawsze... musisz widzieć? M-mnie t-taką? Jak się poniżam? J-jak wszy-wszystko je-est złe?
Wymamrotała niezbyt wyraźnie, opierając się całym swoim drobnym ciałem o budynek, żeby znów się nie wywrócić. Nie chciałaby przy nim upaść. Nie chciałaby, żeby musiał ją podnosić.
- Zostałam dzi-dzisia-aj zło-złodziejką. Ukra-ukradłam bu-butelkę. Ojciec mnie-e za niąą zabi-je. - jeśli dało się jednym słowem wyprowadzić Lottę z równowagi (oj, nie, żeby miała z natury stalowe nerwy), trzeba było właśnie posądzić ją o kradzież. Znów autoagresja? A może po prostu brak szacunku do własności tej jednej, konkretnej osoby? A może, skoro oddawała im pieniądze to jej się należało?
- Ni-niedo-brze mi... - dodała po chwili niemrawo. Nic nie jadła, ale alkohol był przekonany, że w jej żołądku mu się nie podoba. - Idź so-sobie.
Nie chciała. Bardzo nie chciała, żeby ktoś, kto ją znał widział ją w takim stanie.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
27
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
23
20
1
0
0
1
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaułek   27.07.16 19:26

*Nie zwracajcie na mnie uwagi, ja tu tylko wynoszę kobietę

Rycerz z misją ratowania. Czy książę, jak go uparcie (i złośliwie) nazywała nieznajoma. Nikt nie powiedział, że pomaganie było proste. Wystarczy spotkać kobietę z tendencją do zaprzeczania wszystkiego i nieustannego utwierdzania, że zawsze można poradzić sobie samego. Bzdura. Chociaż i Skamander miał zapędy na samozwańczego bojownika, który pędził na misji do przodu z dumą walcząc ze znienawidzonymi czarnoksięznikami... tylko nigdy nie było to takie proste. I bezbolesne. Rzeczywistość sama, notorycznie nawet, przypominała Samuelowi, że przyjaciel, towarzysz u boku był opcją konieczną. Zdarzały się wyjątki, gdzie należało działać po cichu, w ukryciu i samotnie, ale świadomość, że obok znajduje się dobra dusza, która nie chce strzelić cię różdżką w plecy - była mocno pocieszająca. Ale...wydawało się, że panna Pistone miała w poważaniu podobne refleksje, głęboko przekonana o swojej samowystarczalności. I mimo całej dumnej aury i próbach odstraszenia od siebie aurora - Samuel polubił ją, chociaż był to nietypowy rodzaj relacji o gorzkim podłożu rozbawienia - Nie wiem, czy ktoś chciałby się pozbyć księcia - kontynuował tyradę, odbijając kolejne rzucane w niego słowa. Adrenalina już dawno wyparowała, pozostawiając po sobie ciszę, której potrzebował, a którą uporczywie zajmowała Bleach. I byłby na dalsze słowa oparł się o wilgotną ścianę uliczki, ironicznie (albo bezradnie) potakując głową, gdyby nie nagła kapitulacja. Czyżby? - Nie ma sprawy - na jego brodatej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Przez głowę przeszło mu, by przerzucić kobietę przez ramię, ale nie uśmiechało mu się nieść przez całą drogę wierzgającej niewiasty, która zdolna była nawet do gwałtownych reakcji. Nie miał w pobliżu żadnego zbiornika wody, by potraktować ją kąpielą (jak uczynił z pewną złośnicą jeszcze na festiwalu lata), dlatego zaoferował swoje ramię. I bark. I tak - z pozycji księcia, został rumakiem. Praca aurora przynosiła czasem dziwne niespodzianki.

zt.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.



Ostatnio zmieniony przez Samuel Skamander dnia 07.08.16 2:28, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Duncan Beckett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3098-duncan-beckett#50701 http://www.morsmordre.net/t3184-to-do-pana-panie-beckett#52861 http://www.morsmordre.net/t3139-duny#51645 http://www.morsmordre.net/f312-pokatna-8-5 http://www.morsmordre.net/t3185-duncan-beckett
pracownik Niewidzialnego Oddziału Zadaniowego
26 lat
Mugolska
Kawaler
spare me your judgements and spare me your dreams,
don't cover yourself with thistle and weeds
12
13
0
0
0
0
0
4
Czarodziej
 xxx

PisanieTemat: Re: Zaułek   29.07.16 17:49

Nie mógł wyobrazić sobie takiego dzieciństwa.
W jego wspomnieniach on przeżył swoje dzieciństwo wyjątkowo pięknie i nie zamieniłby się na inne, nigdy. Nie zdarzało mu się zazdrościć czystokrwistym dzieciom z ich pięknymi, okazałymi posiadłościami, wystawnymi balami i całym światem, który inni usilnie starali się złożyć u ich stóp. Właściwie to nawet współczuł im w ten pozbawiony sensu, beztroski sposób, swoje współczucie zachowując na szczęście dla siebie.
On sam nigdy nie czuł, jakby musiał dźwigać brzemię swojej przeszłości. Zawsze łagodnie dziwił go wyraz współczucia lub politowania malujący się jasno na twarzach nowopoznanych, którym tłumaczył, że nie zna swoich rodziców, że wychowywał się w sierocińcu od zawsze, że pracował w cyrku i jeździł po świecie. Nigdy nie przerażała go świadomość, jak wiele rzeczy mogło na swoim etapie pójść źle- w swojej własnej głupiej głowie był wieczny, niezniszczalny, i przez to właśnie nie mógłby spaść z cyrkowej liny. Nawet, gdyby chciał. Życie trzymało się go zbyt mocno, aby uciec mu przez palce w tak wyjątkowo głupi sposób. Lubił swoje dzieciństwo i lubił sposób, w jaki go ukształtowało.
Może dlatego tak bardzo bolała go świadomość, że niektórych mogło ukształtować coś znacznie, znacznie gorszego.
I chociaż wiedział, że Charlotte nie chciała jego pomocy, że czuła się nią skrępowana- nie odpuszczał. Nie mógł jej zostawić, nie, skoro wiedział, że nie miała już nikogo innego. Że w domu nie otwierały się przed nią żadne ciepłe, bezpieczne ramiona, gotowe przygarnąć ją do siebie i obiecać, że będzie dobrze. A przecież musiało być dobrze. Ona musiała to wiedzieć, a on... on musiał o to zadbać.
Oglądanie jej w takim stanie zabolało bardziej, niż był sobie w stanie to wyobrazić. Dlatego nie zamierzał się złościć, nie zamierzał głosić patetycznych kazań- w ostateczności jej życie było już pełne osób, które reagowały na nią tylko złością. Nawet, jeśli postąpiła źle, nie była to rzecz, na której postanowił się skupić. Zamierzał jedynie jej pomóc, wciąż dziecinnie wierząc, że zdoła zbawić cały świat pustymi kieszeniami i bezwartościowym uśmiechem.
-Lotta- przerwał jej cicho i łagodnie, stając naprzeciwko niej i lekko marszcząc brwi. Zaczynał poważnie obawiać się, że w końcu miał pozostać jedyną osobą zdolną utrzymać się na nogach w tym towarzystwie.- Muszę Ci przypominać, że nieszczęścia naprawdę parami, dlatego prędzej czy później i tak na siebie wpadniemy?
Westchnął cicho, jedynie w duchu, nie chcąc jej spłoszyć- chociaż istotnie martwił się coraz bardziej z każdą chwilą i każdym jej słowem.
-Spokojnie- zarządził, nagle zdecydowanie i stanowczo, decydując się, że to zadziała na nią lepiej.- Nikt nie zrobi Ci krzywdy, nie pozwolę na to, przysięgam.
Następnie energicznie pokręcił głową, z miejsca odrzucając propozycję.
-I nigdzie się stąd nie ruszam. Nie sam- uściślił, po czym ramieniem objął ją w pasie, jej ramię zarzucając sobie przez barki.- Nie możesz tu zostać, jest zimno. Teraz chciałbym Cię spytać, dokąd chcesz, żebym Cię odprowadził, i... chcę, żebyś była szczera. Jeśli nie chcesz wracać do domu, nie musisz.
Dodał jeszcze cicho, łagodnie. W jego głowie zaczynał się już natomiast klarować dość śmiały plan, w który wierzył z całą dziecinną siłą.


Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Zaułek   31.07.16 1:13

Charlotte nigdy się nad sobą nie użalała. No, może "nigdy" to za wiele powiedziane - musiała przejść w końcu okres przemyśleń nad tym dlaczego padło akurat na nią. Czasem, kiedy miała zły humor rozmyślała o tym, co by było gdyby była magiczna i odpowiedź zawsze była boleśnie wesoła i przyjemna. Świat z magią widziała jako coś zupełnie innego. Jako siedem lat w niesamowitej, pięknej, szalonej szkole. I jako siłę. Przez takie myśli czuła się bardziej i bardziej żałosna, ale z jakiejś przyczyny czasem wciąż zdarzało jej się do nich wracać. Zazwyczaj jednak odpychała podobne myśli i usiłowała zachować trzeźwe, chłodne myślenie, niechęć do siebie zakrywając grubą warstwą dumy i całą sobą demonstrując światu, że może dał jej kilka kuksańców, ale ona się nie podda i da sobie ze wszystkim radę. Nic jej nie boli i cokolwiek się dzieje, nie jest problemem.
Cóż, alkohol bardzo przeszkadzał w próbach przyjęcia podobnej postawy. Czuła, jak świat dookoła się kręci, wiedziała, że potwornie śmierdzi alkoholem. Nienawidziła tego zapachu, ale nie próbowała się oszukiwać, wiedziała jak śmierdzą pijani ludzie i nie łudziła się, że może być inna. Słowa wypływające z jej ust były przepełnione emocjami i niewyraźne.
- Ja so-sobie po-o-poradzę. - zapewniła, kiedy Duny obiecał ją bronić. Jasne, że marzyła o księciu na białym koniu. Nie koniecznie w wydaniu partner (choć piętnastoletnie serca są kochliwe, ona nie miała wielkich szans poznać kogokolwiek w zbliżonym wieku), ale opiekun. Jasne, że czasem sobie wyobrażała, że znajduje się jej prawdziwa rodzina, że to wszystko to jakaś pomyłka i zabierają ją do siebie. Wiedziała, że to głupie, bo jak mogłaby wydarzyć się taka pomyłka? Podobne myśli były sugerowane tym, jak bardzo była inna fizycznie i emocjonalnie od swojej rodziny. Trzeźwo jednak dochodziła do myśli, że tak musi być i tyle.
Tak, czy inaczej nie potrafiła przyjmować pomocy, czy obrony. W końcu jest duża, silna, twarda. Da sobie ze wszystkim radę. A, niechby świat widział jak w głowie wizualizuje sobie każdą drobną zemstę! Pomysłowości nikt by jej nie odmówił.
- Zo-o-ostaw m-mnie. Niby gdzie-e mam iś-ć? N-nigdzie mnie nie-e wpu-wpuszczą. Najwy-yżej tu siądę i so-bie za-amarznę. Na-awet w w ogóle n-nie je-jest mi zi-imno. - nie do końca była świadoma co mówi i, jak to musi brzmieć. Choć faktycznie nie miała co zrobić. Nikt nie wpuści do lokalu pijanego dziecka. Do domu na pewno teraz nie pójdzie. Miała znajomych, ale nie chciała nikomu więcej się tak pokazywać. Nawet do sklepu nie mogła iść, bo tam trafiłaby na szefową. Z resztą nie byłaby dla niego za dobrą reklamą.
Musiała być rozsądna. A najrozsądniej brzmiało jej zostanie tutaj. Co złego mogłoby się stać? Spojrzała prosto w oczy przyjaciela, a z całej jej postawy nie trudno było dostrzec, że miała dość. Pewnie pod wpływem alkoholu, który wzmocnił emocje, pomógł jej uwolnić te od dawna tłumione, rozpętał wszystko, co więziła w sobie od bardzo dawna i sprowadził jej myśli na tok, z którego ona sama zawsze kpiła, który uważała za żałosny. Za domenę słabych ludzi. Ona w końcu jest silna, prawda?
- Nie-e nie roz-rozumiem cze-mu się ma-martwisz. Ty-y-yyle masz sło-odkich dzie-dzie-ciaczków w bi-dulu. Są skrzywdzo-one, smutne i-i i ciesz-ą się-na twój wi-widok. Bę-bęędą z-z nich lu-ludzie. Wra-ca-aj do, do nich...
Alkohol przeszkadzał jej w wymawianiu słów. Jąkała się jak nigdy w życiu, a płacz nad którym nie potrafiła zapanować wcale nie przeszkadzał. Jak bezwładna lalka pozwoliła zarzucić swoje ramię na kolegę.
- Jaa-ak o-obrzyg-gam ci bu-buty to... to sa-am jesteś sobi-ie winien... - zamknęła oczy, kiedy poczuła nieprzyjemne uczucie, jakby ucisk z tyłu głowy jakby miała zaraz upaść. Całą sobą oparła się na Dunym, nie mając już podparcia w ścianie. - I... i swe-et-e-er też... - dodała, bo szybsze poruszanie się wcale nie sprawiało, że świat dookoła niej kręcił się mniej, a zamykanie oczu wcale nie okazywało się pomocne. Wręcz przeciwnie, świat jak na złość upierał się, żeby krążyć mimo ciemności. W dodatku kroki wykonywała jak dziecko, które dopiero się uczy i nie rozumie, że krok do przodu powinien wiązać się z wysunięciem nogi w przód. Rozumiała, ale jej kończyny nie do końca słuchały, rozchodząc się na wszelkie strony, zbyt dużymi lub zbyt małymi krokami. Ona sama mocno złapała się obiema rękami jedynego w miarę stabilnego obiektu, jaki miała w ich zasięgu - Duny'ego.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Duncan Beckett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3098-duncan-beckett#50701 http://www.morsmordre.net/t3184-to-do-pana-panie-beckett#52861 http://www.morsmordre.net/t3139-duny#51645 http://www.morsmordre.net/f312-pokatna-8-5 http://www.morsmordre.net/t3185-duncan-beckett
pracownik Niewidzialnego Oddziału Zadaniowego
26 lat
Mugolska
Kawaler
spare me your judgements and spare me your dreams,
don't cover yourself with thistle and weeds
12
13
0
0
0
0
0
4
Czarodziej
 xxx

PisanieTemat: Re: Zaułek   09.08.16 21:18

Kiedy zobaczył ją pierwszy raz- żebrzącą, zgarbioną jak pod wiecznym uderzeniem wiatru, z bezsilnością na trwale odciśniętą w rysach piegowatej twarzy- ogarnęło go to dziwaczne, podskórne uczucie, o którym miał pewność, że nie było uzasadnione naukowo. Być może jako światły Krukon powinien z tego względu zepchnąć je w otchłań niepamięci i spróbować nazwać jedną z tych nazw, którymi ludzie lubili określać swoje odczucia- współczucie, zrozumienie, chęć pomocy, zaskoczenie, empatia, porozumienie. Ale nie próbował. Nigdy nie porzucał uczuć dla nauki, wciąż żyjąc w swoim małym, dziecinnie kolorowym świecie, gdzie serce człowieka liczyło się znacznie mocniej niż jego umysł. Dlatego nie próbował klasyfikować dziwnego, mglistego przeczucia, że ta mała-wielka rudowłosa dziewczynka miała jeszcze wiele razy pojawić się gdzieś na kartach jego bajkowego świata.
I oto była- stała tuż, tuż obok niego, tak, że mógł poczuć bijący od niej zapach alkoholu, i czegoś jeszcze, może rozgoryczenia albo wstydu, które boleśnie go piekły. Stała, chociaż ledwo, zupełnie tak, jakby chwiejna podpora dwóch szczupłych nóg miała zaraz pod nią pęknąć, posyłając ją na wyjątkowo zimną krystalicznie białą pierzynę śniegu. Pewnie nie mógł zranić by jej bardziej, niż stwierdzeniem, że nigdy nie wydawała mu się słabsza, niż w tej chwili- bo przecież była silna, zazwyczaj taka była, i podziwiał ją za to. Wiedział, że właśnie taka chciała i musiała być, jeśli chciała przetrwać w świecie złych spojrzeń, bolesnych uderzeń i słów piekących bardziej niż dobrze wymierzony policzek. A on- a on musiał być tam z nią. To też było jedno z tych silnych, podskórnych uczuć, które kotłowały się w nim, gdy podtrzymywał ją, chroniąc przed upadkiem. Musieli być silni oboje. Bo ona potrzebowała jego siły, chociaż trochę, chociaż odrobinę siły i nadziei- a on chciał jej podarować tyle, ile tylko posiadał.
O ile sam był bezwartościowy i o ile nie posiadał niczego, co mogło mieć jakąś cenę, o tyle pozostawało mu serce i ciepło, które bez słowa oferował jej w zimnym, nieprzyjaznym zaułku.
-A co, jeśli powiem Ci, że znam miejsce, do którego Cię wpuszczą?- Zapytał retorycznie, wyjątkowo spokojnym, ciepłym tonem, mocniej zapierając się o ziemię, aby nie zachwiać się pod wpływem ciężaru. Niewielkiego zresztą; kiedy schwyciła go za ramię, wyczuł, jak szczupłe są jej palce, jak kościste ramiona. Jak drobna i krucha wydaje się być dziewczyna, której hart ducha przewyższał o dwukrotnie większych od niej mężczyzn. I być może dlatego, a być może jeszcze z miliona innych powodów jej płacz łamał mu serce. Milczał jednak, jedynie mocniej obejmując ją ramieniem i próbując znaleźć słowa, które zdołałyby wysuszyć płynące po zmarzniętych policzkach potoki łez.
-Martwię się, bo masz takie same szanse jak one-albo nawet większe!- żeby stać się cudownym, cudownym człowiekiem, Lotta- odparł cicho, łagodnie, ostrym spojrzeniem odganiając majaczących w wylocie zaułka gapiów.- A ja chciałbym tam być, kiedy już się nim staniesz, i być tam, kiedy zaczniesz się uśmiechać. I kiedyś wrócimy odwiedzić dzieci. Razem. Dobrze?
Zatrzymał się tylko na jedną, krótką chwilę, potrzebną na podjęcie decyzji, która klarowała się pod strzechą rudych włosów już od początku spotkania.
-Nie wrócisz tam- oświadczył, decydując się grać w otwarte karty. Tym razem nie miał czasu na bajki; nie, kiedy rzeczywistość miała zamiar zdławić ich oboje. Musiał się spieszyć.- Czy jest tam coś, cokolwiek, co chciałabyś zabrać? Nie martw się o ubrania ani jedzenie, z nimi sobie poradzimy. Czy jest coś poza tym?
Potem uśmiechnął się, łagodnie i ciepło.
-Najwyżej oddam Ci ten sweter- spróbował zażartować, żeby zaraz dodać.- Twój nowy pokój będzie miał błękitne ściany. W porządku?
Zwolnił kroku, dostosowując się bez słowa do niepewnych, chaotycznych ruchów Charlotte, i jedynie podtrzymując ją cierpliwie. Wiedział, że postępował dobrze- i nie żałował. Cokolwiek miało nadejść i jakiekolwiek miało przynieść skutki, w tamtej chwili czuł jedynie spokój i pewność, i bezgraniczną harmonię.


Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Zaułek   09.08.16 23:38

Może Lotta nie czuła zimna - zbyt odurzona alkoholem - ale jej ciało zdecydowanie na nie reagowało. Dłonie, które zaczęły ocierać łzy z policzków były czerwone, palce skostniałe. Pijackie, niezgrabne ruchy nie ułatwiały zadania, za to zgrzane płaczem policzki zapewne powinny ją piec pod uderzeniami delikatnych płatków śniegu. Pod jednym, jedynym względem cieszyła się, że Duncan tu przyszedł. Czyjaś uparta, nie dająca się zbyć obecność zmuszała ją do zakończenia płaczy, które inaczej zapewne trwałyby, aż na prawdę nie położyłaby się gdzieś tu na śniegu. Nie była w stanie znieść myśli, że ktoś, ktokolwiek znajomy widzi ją w takim stanie. Jeszcze słabszą niż zwykle - w najbardziej upodlającym stanie ze wszystkich możliwych.
Walczyła ze sobą, żeby przestać płakać i nie odezwała się, zanim nie zapanowała nad swoim głosem. Nie potrafiła. Zbyt bardzo wstydziła się tego, jak w tej chwili wygląda, jak okropnie jest żałosna. Pozwalała się jedynie powoli prowadzić. Nie ważne, gdzie.
- Jesteś nieuleczalnym idiotą, Beckett. - szepnęła wciąż niewyraźnie. Powoli zaczynało jej świtać, o co temu niepoprawnemu durniowi może chodzić. Choć wydawało mu się to głupie. Prawie równie głupie, jak cały Duncan z całą tą swoją wiarą w ludzi dobrej woli i dobre zakończenia koszmarnych historii. Biedny, naiwny Dunny z umysłem jeszcze bardziej niewinnym i nieskażonym, niż umysł małej, pięcioletniej Lizzy. Gdzieś ty się uchował, kretynie? Zapewne kręciłaby teraz głową, gdyby nie bała się, że to pogorszy jej nudności. Nie buntowała się. Niech prowadzi ją do swojego świata pełnego naiwności i nierealności, w którym wszystko jest możliwe. W tej chwili Lotta nie buntowałaby się nawet, gdyby prowadził ją do kwatery głównej Rycerzy Walpurgii. Zwyczajnie nie miała siły na jakikolwiek bunt.
- Ani ciebie, ani mnie nie stać na dodatkowy pokój, bajkowy chłopcze. - jej ton nie był tak chłodny, jak powinien. Właściwie to w ogóle nie był chłodny, wciąż był pijacki. Mówiła o tyle wyraźniej, że już nie płakała, choć jej twarz wcale nie wydawała się przez to bardziej radosna. Starała się brzmieć rozsądnie, ale brzmiała pijacko, choć w jej głowie i tak jej słowa były w całej tej paplaninie jedynymi rozsądnymi. Duny nie ma pieniędzy. Wystarczy na niego spojrzeń. Nie ma nic. Jest ubogi. A to, co ma rozdaje, jak przystało na skończonego kretyna, altruistę, czy jak ich tam jeszcze nazywają. Więc o czym w ogóle mówi? Nie sądziła, by miał jakikolwiek pokój na zbyciu. Pewnie ma małą kawalerkę nawet bez pokoju dziennego, taką najpodlejszego typu. Ale zaprasza ją do niej, planując wyrzec się jakiejkolwiek wygody i prywatności?
Gdyby nie było jej w tej chwili tak bardzo źle, gdyby jej nogi choć trochę bardziej pamiętały jak się chodzi, gdyby nie myślała o zwymiotowaniu swoimi wnętrznościami, pewnie uświadomiłaby mu, że jego magiczny plan nie ma racji bytu, a ta bajka raczej nie ma szczęśliwego zakończenia. A jednak czuła się na tyle źle, że już więcej nie mówiła. Po prostu pozwoliła się prowadzić.
Spędzi u niego chociaż tę noc. Nie zamarznie na śniegu. A jutro pewnie wróci do swojej rzeczywistości.


zt x 2




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaułek   19.09.16 0:27

|14 luty, wieczór


Wracał z pracy. Nie mógł być chyba w lepszym humorze. Dzień zaczął się wspaniale, później zrobiło się... jeszcze lepiej! I już dobijał chyba do granic możliwości. To, o cym opowiedziała mu Cynthia było niesamowite i dało nadzieję na zrobienie czegoś istotnego, zmienienie czegoś, a przynajmniej zaprzestanie siedzenia z założonymi rękami. Zbyt długo tłumił w sobie złość na wszystko, co go otacza, co ostatnimi czasy dzieje się ze światem.
Kiedy wyszedł w końcu z pracy: a był to dzień pełen nie tylko cudownych nowin o niejakim Zakonie Feniksa, ale i pracy, bo walentynki dniem obdarowywania się słodyczami są - nie wiedział, co ze sobą zrobić. Nie miał najmniejszej ochoty iść tak po prostu do domu. Miał zamiar gdzieś pójść. Może do kogoś? Jeszcze nie zdecydował, ale jakoś tak po chwili namysłu kupił kolejną różę. Tym razem kolorową, zaczarowaną w taki sposób, żeby płatki co jakiś czas zmieniały swoje piękne barwy. Takie miały być tylko dla jego wspaniałych pracodawczyń, jednak... był w tak dziwnie rozweselonym nastroju, że zwyczajnie na taką miał ochotę. Szczególnie, że już po chwili upatrzył cel i był absolutnie pewien, że ta róża należy do właśnie tej pani.
Ruszył więc za kolorowowłosą pięknością, ale nie zaczepiał jej od tyłu, nie chcąc nastraszyć, tylko wyprzedził i zaszedł drogę, uśmiechając się przy tym wesoło.
- Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią mi, że ta róża należy do pani. - oznajmił, wręczając jej przy tym kwiat z wesołym uśmiechem na twarzy. Kolejna walentynkowa róża, kolejna urocza pani, czas na kolejną reakcję, której znów był szalenie ciekaw. Choć ten kwiatek na prawdę należał do niej! Idealnie pasował do niej i jej szalonych włosów.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Let me see your beauty when the witnesses are gone
Let me feel you moving like they do in babylon
Show me slowly what I only know the limits of
Dance me to the end of love
15
5
0
16
1
0
8
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Zaułek   19.09.16 5:28

Lubiłam Walentynki. Z dwóch powodów. A może nawet więcej tych powodów było, ale nie o wszystkich zawsze pamiętałam. Pierwszym z tych powód był fakt, że dzień sam w sobie był życzliwy. Trzeba było już naprawdę mocno być w środku zepsutym, albo mocno izolować się od uczuć, by nie dostrzegać tego ciepła które biło od ludzi. Co prawda nikt nie chodził i nie składał sobie życzeń tak jak w święta Bożego Narodzenia, ale jednocześnie ludzi byli dla siebie jakby milsi. Po drugie zaś święto to celebrowało miłość. A jakie inne uczucie było tak głębokie, nieprzewidywalne i piękne jak to? Żadne z nim nie mogło się równać. Po trzecie zaś, o którym jeszcze chwilę temu nie pamiętałam, dawało mi nadzieję. Napawało mnie wiarą że i do mnie miłość trafi. Najlepiej w postaci jednego, wysokiego, ciemnowłosego aurora – nie wyobrażałam sobie bym mogła kochać kogoś innego. Ale z drugiej strony gdzieś tam w podświadomości czaiła się świadomość, że kiedyś będę musiała sobie odpuścić. Że nie mogę wiecznie czekać. Tym bardziej że główny zainteresowany nawet świadom mych uczuć nie był.
Szłam. Jak zawsze. Jak zwykle. Ciągle w biegu. Zawsze w ruchu. Nigdy nie zostając w statecznej pozie na dłużej. Dłonie miałam w kieszeniach kurtki upchane. Oczy zaś obserwowały mijane pary które wyznawały sobie miłość, witryny przystrojone czerwonymi, trochę kiczowatymi, serduszkami. W powietrzu czuć można było słodkawy zapach kwiatów, słodyczy i miłości.
Sama jednak nie spodziewałam się wielkich rewelacji w tym dniu. Sam nadal nie wiedział nic o moich uczuciach i nadal nic, poza przyjaźnią do mnie nie czuł. Szłam więc stawiając krok za krokiem. Zmierzałam do pracy. Zgodziłam się na dzisiejszą nocną zmianę. Miałam do niej jeszcze dwie godziny, ale postanowiłam się przespacerować. Chciałam dać innym możliwość spędzenia tego wieczoru z kimś kto miał dla nich specjalnie znaczenie.
I w końcu ktoś zastępuje mi drogę. Nawet nie poczułam tego, że już wcześniej szedł za mną. Zatrzymuje się w pół kroku i mierzę go uważnym spojrzeniem gdy wyciąga ku mnie kwiat. Tęczówki przez chwilę skupiają się na kolorowych płatkach róży po czym wędrują do twarzy właściciela którego klasyfikuję w gronie przystojnych.
Nie umywa się z Samuelem, nikt nie jest mu równy, ale gdyby jego nie było pewnie wchodziłby spokojnie to top dziesiątki. Już prawie sięgam po kwiat ale zamieram w połowie drogi a na mojej twarzy pojawia się powątpiewanie.
Już nie raz mi mówiono że naiwna jestem. Dobra, ale naiwna. Że przekrętów nie dostrzegam i daję się wodzić za nos. Że ludzie wetkną mnie coś byle tylko parę galeonów wyskubać. Zawieszam więc dłoń w powietrzu a potem cofam ją i chowam na powrót w kieszeni kurtki.
-Tak? – pytam i marszczę nos, przypomina mi się historia którą kiedyś mi opowiadano. O kobiecie akurat, ale kto wie czy i tu odniesienia nie ma. Chodziła i wkładała coś w ręce ludziom, bukiet konwalii chyba, dodając do tego komplement, a potem opłaty za to oczekując. I choć mój rozmówca przystojny jest, to stawiać mu ognistej za kwiatek nie zamierzam. Poza tym na co mi taka łodyga z kolcami i kolorowymi płatkami skoro kłamstwem okraszona jest i chęcią zarobienia a nie szczerym słowem? – Wiele już sprzedał pan kwiatków dzięki tym znakom na niebie i ziemi? – pytam, nawet nie tyle co sceptycznie, bardziej szczerze zainteresowana. Może to dobry biznes? Może do jakiejś spółki by mnie wziął i ja bym mężczyzn na swe barki brała a on kobiety. Jednak z drugiej strony moje humorzaste włosy – dzisiaj w od nasady różowe, spokojnie przechodzące do ciemnego fioletu końcu u nasady znacząc końcówki granatem-mogą zniechęcić co poniektórych potencjalnych klientów




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
 

Zaułek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

 Similar topics

-
» Zaułek przy barze "Kin"
» Ciemny zaułek za klubem "Inferno"
» Zaułek
» Zaułek na obrzeżach
» Zaułek między regałami

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17