Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Alan Bennett

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Alan Bennett    10.09.15 0:06


Alan Bennett

Data urodzenia: 11 maja 1928
Nazwisko matki: Bennett
Nazwisko ojca: Ross
Miejsce zamieszkania: Londyn
Czystość krwi: Czysta ze skazą
Status majątkowy: Średniozamożny
Zawód: Uzdrowiciel na wydziale chorób wewnętrznych.
Wzrost: 188 cm
Waga: 82 kg
Kolor włosów: Jasny brąz
Kolor oczu: Szaro-zielone
Znaki szczególne: Podłużne, cienkie znamię tuż nad kością biodrową po prawej stronie ciała. Wiecznie przyklejony do jego twarzy uśmiech.


Nasza historia zacznie się od miłości. Tak, a jakże by inaczej. Jednak nie będzie to miłość trwająca latami, miłość dobra, która łączy ludzi aż po grób. Ta historia zacznie się od miłości młodocianej, szczenięcej wręcz, a na pewno takiej, która nie miała szans przetrwać zbyt długo. I wiedział o tym każdy, prócz tych, których ona dopadła.

Elizabeth Bennett z początku nie pałała sympatią do swojego przyszłego męża. Nie rozumiała dziewcząt, które wzdychały do niego po cichu, zachwycając się jego manierami, aparycją, dobrymi ocenami. Choć wygląd młodego Williama Ross'a rzeczywiście był przyciągający, dziewczyna powtarzała sobie uparcie, że wygląd nie jest ważny, a charakter młodego narcyza z pewnością jest paskudny.  Minęło wiele czasu, nim losy tej dwójki zaczęły się ze sobą przeplatać. Choć sama nie wiedziała jak to się stało, wszystko zaczęło się od  cichego ,,cześć" rzucanego do siebie gdy mijali się na korytarzach Hogwartu i na które, o dziwo, Elizabeth odpowiadała. Podobnie jak kobieta nie wiedziała czemu zaczęła odpowiadać na jego powitania, nie wiedziała również czemu zaczęła z nim rozmawiać. Początkowo były to krótkie rozmowy następujące po powitaniu, gdy widywali się przelotnie między zajęciami. Potem były to krótkie spotkania, których długość, z biegiem czasu, ulegała wydłużeniu. Nikt nie wiedział kiedy zaczęli ze sobą być. A było to w ostatniej klasie, gdy wkrótce mieli kończyć naukę w Hogwarcie.
Nie wiadomo co było przyczyną niechęci, jaką rodzice Elizabeth odczuwali w stosunku do jej nowego partnera. Może było to u nich rodzinne i wkrótce mieli przekonać się do niego tak, jak zrobiła to ich córka? Może wiedzieli dobrze, że jest to tylko młodzieńcza miłość? Może było tak dla zasady, bowiem żaden rodzic początkowo nie chce pogodzić się z myślą, że jego dziecko wkrótce nie będzie już tylko jego? Jedno było pewne - rodzice Elizabeth nie lubili Williama, a William nie lubił ich. Z tą obopólna nienawiścią nie afiszowali się jednak między sobą, a atakowali biedną Elizabeth narzekaniami zawsze wtedy, gdy drugiej strony nie było w pobliżu. Może właśnie to było przyczyną narastającego pragnienia kobiety o zaręczeniu się, wyjściu za mąż, opuszczeniu rodzinnego domu i założeniu rodziny. I zrobiła to. Na przekór rodzicom, którzy grozili jej wydziedziczeniem, zerwaniem kontaktu oraz setką innych rzeczy, które wymyślali wtedy, gdy poprzednie argumenty nie dawały skutku. Żaden argument, żadne groźby i prośby nie poskutkowały i niespełna pół roku po ukończeniu szkoły, Elizabeth wyszła za Williama i zamieszkała z nim.
Młoda para, by zrobić na złość rodzinie, zamieszkać ze sobą i uczynić ich związek poważniejszym, już wkrótce wzięła ślub, na który nalegała Elizabeth. Cichy, mały ślub, na który zaproszonych zostało niewielu gości. O dziwo jednak rodzice panny młodej pojawili się na nim, tym samym wyciągając dłoń w jej kierunku. W rodzinie zapanowała zgoda i choć państwo Bennett dalej nie pałali sympatią do małżonka swojej córki, nie afiszowali się z tym i przestali namawiać kobietę do opuszczenia swojego męża. Niedługo potem zginęli, zamordowani przez szalonego czarodzieja, którego różdżka przesiąkła czarną magią. To był dla Elizabeth cios. Choć w ostatnich latach jej relacje z rodzicami pogorszyły się, kobieta bardzo kochała swoich rodziców i nie mogła znieść myśli, że zginęli w tak nagły i okropny sposób. Załamała się, przestała jeść, wychodzić z domu, wyraźnie zmizerniała. William początkowo starał się pocieszać swoją żonę, jednak im dłużej to trwało, tym bardziej miał tego dość. Młody jeszcze mężczyzna zaczął żałować zbyt prędkiego ślubu. Jego paskudny, nieprzyjemny charakter coraz częściej wychodził na wierzch. Ich stosunki znacznie pogorszyły się. Między młodym małżeństwem dochodziło do ciągłych kłótni, które kończyły się często groźbami oraz rękoczynami skierowanymi w stronę Elizabeth. Wszystko jednak skończyło się w dniu, kiedy kobieta oświadczyła, że jest w ciąży. Między młodą parą na nowo zaczęło się układać, a myśl o potomku pozwalała kobiecie zapomnieć o niedawnej stracie rodziców. Miesiąc za miesiącem mijały coraz szybciej, aż w końcu na świat przyszedł ich syn, któremu nadali imię Alan.



Narodziny dziecka uratowały młode małżeństwo. Wspólnie przeżywali pierwsze nieprzespane noce, ząbkowanie, naukę chodzenia, pierwsze słowa Alana oraz wszystkie inne uroki bycia rodzicem. Dla Elizabeth Alan był całym światem. Kochała go bardziej niż kogokolwiek na świecie, bardziej niż rodziców, bardziej niż męża. Fakt ten jednak tylko w nieznacznym stopniu wpłynął na rozpad ich małżeństwa. Z upływem czasu William znów zaczął czuć się znudzony swoim dotychczasowym życiem. Kłótnie zaczęły nasilać się, do gry wchodzić zaczęły rękoczyny. Młody Ross winił swoją żonę za ,,zmarnowanie mu życia i odebranie mu młodości". Wypominał jej fakt, że przez jej namowy do zbyt rychłego zamieszkania ze sobą i wzięcia ślubu, jego życie stało się szare, stracił przyjaciół i stał się nieszczęśliwym człowiekiem, którego świat kręci się wokół pracy i rodziny. Choć zdawać by się mogło, że praca w ministerstwie magii go satysfakcjonuje, wkrótce zaczął ją nienawidzić. Znalazł kolejną rzecz, którą mógł wypominać żonie podczas kłótni - ,,przez nią nie mógł poświęcić się rozwojem i podjąć pracy na wymarzonym stanowisku". Alan był jeszcze mały, kiedy już bywał świadkiem kłótni rodziców i podnoszenia ojcowskiej ręki na matkę. Choć wtedy nie do końca rozumiał co się dzieje, płaczem potrafił uspokoić Williama. Ale trwało to krótko. Z biegiem czasu płacz przestawał dawać rezultaty, a złość ojca rosła. Ross bił żonę coraz częściej, swoją złość wyładowując także na synu. Zauważył też, że Elizabeth staje się bardziej posłuszna, gdy grozi skrzywdzeniem dziecka i robi wszystko, byleby uchronić je od krzywdy. We własnym domu stał się tyranem, ojcem bijącym żonę i dziecko, grożącym kobiecie, wywołującym strach i płacz. Tak minęło pierwsze sześć lat z życia Alana. Cierpienie skończyło się, gdy William rozwiódł się z Elizabeth i zniknął. Nigdy więcej Alan ani jego matka nie widzieli go.
Elizabeth długo dochodziła do siebie po tym, co musiała znosić. Długo zajął jej powrót do normalności i dojrzenie faktu, że odejście Williama jest szansą na lepsze życie dla niej i jej synka. Za późno było już na podejmowanie nauki jakiegoś szczególnego zawodu, ale ze względu na swoje umiejętności, kobieta łatwo znalazła pracę. A chłopiec rósł. Był jej promyczkiem, słoneczkiem, całym światem. Wkrótce nadszedł czas, gdy Alan poszedł do szkoły. Jakże dumna była, gdy dostał się do Hufflepuffu - domu, w którym była również ona. Choć czuła się samotna, bowiem Alan wracał do domu tylko na wakacje i święta, jej miłość do synka wcale nie malała, a wręcz rosła. Z niecierpliwością wyczekiwała listów od niego oraz dni, kiedy do niej wracał. Rozumiała fakt, że z biegiem lat listy pojawiały się coraz rzadziej. Ze smutkiem obserwowała jak chłopak dorasta, jak rośnie, staje się mądrzejszy, zdobywa przyjaciół. Z dumą, ale także niepokojem obserwowała jego dorastanie. Alan był bowiem niezwykle energicznym chłopcem, który lubił próbować nowych rzeczy. Zawsze tak było. Z biegiem czasu jednak jej zmartwienia rosły. Nie martwiła się już o to, że jej syn spadnie z drzewa i złamie rękę, bądź zadrze z psem sąsiadów. Teraz martwiły ją o wiele ważniejsze rzeczy. Czy Alan nie wpadnie w złe towarzystwo? Czy nie będzie cierpiał przez kobietę, w której się zakocha? Czy nie narazi się złemu czarodziejowi jak jej rodzice? Czy sam nie zacznie parać się czarną magią? Ale jej obawy były bezpodstawne, bowiem o ile chłopak był niezwykle ciekawski i lubił próbować wielu nowych rzeczy, o ile był naiwny i często wpadał w tarapaty, o tyle wiedział dobrze, kiedy powinien powiedzieć ,,nie" i miał swoje zasady, których przestrzegał. Alan starał się znaleźć rzecz, która najbardziej go zainteresuje, szukając tego także w tym, o czym uczył się w Hogwarcie. Dużo radości przynosiło mu uczenie się obrony przed czarną magią, zielarstwo oraz opieka nad magicznymi stworzeniami. Szukał czegoś, w czym będzie dobry, co będzie wychodziło mu najlepiej. Próbował wielu rzeczy i wkrótce stwierdził, że latanie na miotle dostarcza mu wiele radości. Tak samo jak oglądanie Quidditcha. Długo starał się dostać do drużyny, aż w końcu mu się to udało. Został obrońcą. Elizabeth była dumna ze swojego syna, ale także pełna obaw. Jak każda kochająca matka, martwiła się o zdrowie oraz życie swojego syna. Alan jednak długo pozostawał ważnym, a także utalentowanym członkiem zespołu. Aż do incydentu, który miał miejsce na dwa lata przed ukończeniem szkoły. Podczas meczu chłopak uległ poważnemu wypadkowi. Przez kilka długich tygodni pozostawał w śpiączce, a po całym zajściu została mu pamiątka w postaci blizny. Gdy doszedł do siebie nie był pewien, czy chce dalej martwić matkę. Porzucił grę, odszedł z drużyny. Sprawność fizyczną starał się zachowywać poprzez codzienne, krótkie ćwiczenia oraz biegając. Zawsze wygrywał w wyścigach urządzanych sobie z kolegami. Był szybki, cholernie szybki. Ale nigdy nie chciał wiązać swojego życia ze sportem. A na pewno nie z bieganiem. Wkrótce także na jaw wyszło, że Elizabeth jest poważnie chora.
Tajemnicza choroba powoli odbierała Elizabeth zdrowie i energię. Dotąd ruchliwa i pełna życia kobieta, zaczęła spędzać coraz więcej czasu w łóżku, fotelu, na kanapie. Pomimo bólu, zmęczenia i osłabienia, nigdy nie skarżyła się synowi, ale ten wyraźnie widział, że choroba wyniszcza jego matkę. Schorowana Pani Bennett stała się częstym gościem w szpitalu, oraz u lekarzy. Ci jednak rozkładali ręce. Nikt nie wiedział czemu kobieta z dnia na dzień słabła i jak temu zaradzić. To właśnie to było czynnikiem, który spowodował, że Alan po raz pierwszy sięgnął po książkę medyczną. Już na pierwszych zajęciach w Hogwarcie wiedział, że nauki związane z biologią oraz uzdrawianiem idą mu bardzo dobrze, jednak nie przywiązywał do tego większej wagi. Dopiero teraz odkrył, że uczenie się tego sprawia mu wiele przyjemności. Już wiedział co chce robić w życiu. Zaplanował, że zostanie uzdrowicielem i podjął wszelkie kroki, by sprawić, aby stało się to rzeczywistością. W międzyczasie chłopak starał się pomagać matce, która przez swoją chorobę coraz częściej nie była w stanie chodzić do pracy. W wakacje dorabiał sobie w pobliskiej cukierni, a następnie u starego, ale sympatycznego fotografa. To właśnie temu starcowi zwierzał się ze wszystkich swoich zmartwień, nadziei i wszystkiego, co męczyło jego młode serce. Stary czarodziej bardzo lubił Alana. Nie posiadając rodziny czuł się samotny, a młodego Bennetta zaczął traktować jak własnego syna. To właśnie od niego Alan pożyczył aparat, by wykonać swoje pierwsze zdjęcie - zdjęcie swojej matki. Widząc jak Elizabeth z biegiem czasu staje się coraz słabsza i coraz chudsza, chciał zachować na fotografii jej wygląd, gdy miała jeszcze siły i zdrowy wygląd. Wkrótce starzec, pomimo gorących sprzeciwów młodego Bennetta, podarował mu ten aparat. Uparty chłopak długo upierał się, że chciałby oddać mężczyźnie choćby część wartości tego wyjątkowego przedmiotu, jednak bez skutku. Alan jednak był zbyt zawzięty, by dać za wygraną. Opuszczając zakład fotograficzny w ostatni dzień swojej pracy, schował część zarobionych pieniędzy w płaszczu starca, dodając do tego także liścik z podziękowaniami. Nigdy więcej go nie widział, a po mieście krążyły pogłoski, że starzec zmarł. Po studiu fotograficznym zostało puste miejsce do wynajęcia, jednak aparat oraz sentyment do niego pozostały na zawsze. Chłopak fotografował głównie ludzi sobie bliskich oraz widoki, które chciał zapamiętać. W swoim pokoju posiadał zaś album, który w przyszłości zabrał ze sobą do swojego nowego mieszkania.
Po skończeniu Hogwartu, Alan rzeczywiście zaczął szkolić się w kierunku uzdrowicielstwa. Uczył się pilnie, choć wymagało to z jego strony wielu wyrzeczeń. Nawał nauki spowodował, że dawne przyjaźnie wygasły, czasu nie miał dla znajomych, siebie, a nawet schorowanej matki. Elizabeth była jednak dumna ze swojego syna. Pomimo jego zamartwiania się, przeprosin i faktu, że widywali się tak rzadko, zawsze pocieszała go, motywowała do nauki i powtarzała, że jest z niego dumna. Opiekę nad schorowaną kobietą przejęła wynajęta przez Alana dziewczyna. To go uspokajało i pozwalało mu skupić się na nauce. Po kilku latach udało mu się ukończyć edukację i zostać uzdrowicielem. Podjął pracę w szpitalu, wyprowadził się i usamodzielnił. Rozpoczął badania nad chorobami genetycznymi mając nadzieję, że kiedyś znajdzie lek na chorobę Elizabeth.  Matka miała osobę, która się nią opiekowała, była pod czujnym okiem lekarzy, co pozwalało mu skupić się na pracy. Jego celem było odnalezienie leku, który pomógłby jego matce wrócić do zdrowia. Chciał znów zobaczyć ją pełną sił, piękną jak zawsze. Teraz matka kojarzyła mu się ze szpitalnym łóżkiem, bladą pościelą, zapachem leków, kroplówkami oraz chudym, słabym ciałem. Chciał to zmienić, uchronić ją przed złem tak, jak ona chroniła go w dzieciństwie przed złością ojca. Ojca, którego prawie wcale nie pamiętał, ale wspominał go z żalem i złością.
- Jesteś podobny do swojego ojca. Ale tylko z wyglądu, charakter, całe szczęście, masz po mnie. - mówiła z uśmiechem. Alan nigdy nie wiedział, czy matka ciągle kocha tego okrutnego człowieka, który także mógł być powodem jej choroby. Może to właśnie on te kilkanaście lat temu spowodował, że choroba zakiełkowała w jej organizmie i powoli zaczęła się rozwijać? Nie darzył go jednak nienawiścią. Nie pamiętał go i nawet jeżeli minąłby go na ulicy, z pewnością by o tym nie wiedział. Nigdy nie czuł potrzeby szukania ojca, poznania go. Miał matkę, którą kochał nad życie, choć bywała egoistyczna, kapryśna i irracjonalna. Matkę, która teraz potrzebowała pomocy. A Alan nie był człowiekiem, który potrafiłby odwrócić się, widząc czyjąś krzywdę. Czy to matka, czy to koleżanka z pracy, czy też przypadkowy przechodzień. Te kilkanaście lat temu tiara wybrała dobrze, przydzielając go do domu, który kojarzył się z prawością i wrażliwością. Choć ta wrażliwość często była jego przekleństwem, bowiem powodowała, że ciężar tkwiący na jego plecach ciągle rósł. Alan nigdy nie był jednak skarżącym się człowiekiem. Zawsze, nawet w chwilach największej słabości, chwytał w dłonie niewidzialną laskę, która pozwalała mu iść dalej pomimo ciężaru, jaki musiał dźwigać.  Uśmiech, tak często widoczny na jego twarzy, nie był natomiast jedynie grymasem, który nauczył się okazywać przy matce, by się o niego nie martwiła. Pomimo tego co spotkało go w dzieciństwie, pomimo braku ojca, uważał, że jest jego życie było szczęśliwe. I choć, patrząc na osłabioną matkę, często miał wątpliwości co do tego, czy świat jest szczęśliwym i sprawiedliwym miejscem, zawsze powtarzał sobie, że każdemu nieszczęściu trzeba się zaśmiać w oczy. Ponieważ wtedy traci ono motywację do tego, żeby gnębić dalej.
Bennett był pracoholikiem. Sumiennie i z zaangażowaniem oddawał się pracy, często biorąc nadgodziny, a czasem spędzając w szpitalu niemalże całe dnie. To właśnie było przyczyną faktu, że jego życie towarzyskie nie rozwinęło się nawet po ukończeniu nauki. Nie miał czasu dla znajomych i nawet jeżeli jakichś posiadał, to widywał się z nimi rzadko. To także było powodem, przez który nawet w wieku dwudziestu siedmiu lat dalej był kawalerem. Gdzie bowiem miałby znaleźć w swoim życiu miejsce dla kobiety, gdy cały był zawalony pracą i zmartwieniami? Nie warto jednak było postrzegać go jako człowieka ze stali, który zniesie wszystko. Czasem i on miewał swoje chwile słabości, kiedy czuł, że potrzebuje odpoczynku. Rzadko zdarzało mu się brać wolne, ale prosił o urlop właśnie wtedy, gdy potrzebował wyciszenia się i zregenerowania. Odwiedzał wtedy matkę, a także ruszał w podróże - mniej lub bardziej dalekie. Zawsze zabierał ze sobą aparat, który towarzyszył mu często nawet wtedy, gdy wybierał się na zwykłe spacery. Te jednak również nie były zbyt częstym zjawiskiem.





Patronus: Patronusem Alana jest biały, dostojny koń z długą grzywą i dumnie podniesionym łbem. Kojarzy on mu się z matką. Biel jest oznaką jej dobroci, wrażliwości, niewinności i czystości, a uniesiony w górę łeb świadczy o jego dumie, odwadze, pewności siebie oraz wierze we własne zasady.
Wywołując patronusa, Alan przypomina sobie radość matki, gdy pierwszego dnia w Hogwarcie dostał się do Hufflepuffu, bądź moment, gdy dostał pracę w szpitalu.  



Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 10 +1 (różdżka)
Zaklęcia i uroki: 5 Brak
Czarna Magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 22 +3 (czerwony kryształ), +4 (różdżka)
Transmutacja: 1 Brak
Eliksiry: 3 Brak
Sprawność: 5 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaV35
Historia MagiiI2
KłamstwoI2
Jasny umysłI2
NumerologiaII5
ONMSI2
RetorykaII5
Silna WolaII5
SpostrzegawczośćII5
Ukrywanie sięI2
ZielarstwoI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
MugoloznastwoI5
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Zakon Feniksa-0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura(wiedza)I1
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleI1
Taniec balowyI1
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak-0
Reszta: 5

Wyposażenie

Różdżka, miotła, sowa, kociołek cynowy, aparat fotograficzny, teleportacja




[bylobrzydkobedzieladnie]





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope


Ostatnio zmieniony przez Alan Bennett dnia 30.03.16 22:09, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Alan Bennett    04.09.17 15:10

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana
INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!

Alan to pasjonat fotografii i dobry chłopak; dobry uczeń, dobry uzdrowiciel, a nade wszystko - dobry syn, niejedna matka mogłaby marzyć o tak oddanym potomku. Poświęcił właściwie całego siebie, by odnaleźć lekarstwo na dręczącą ją chorobę. Czy zdoła? Miejmy nadzieję! Pozostaje starym kawalerem, lecz za tak oddanym mężczyzną niewątpliwie niebawem panny ustawią się sznurem!

OSIĄGNIĘCIA
Opiekun - bez niego jego matka już dawno z pewnością straciłaby siły do dalszego życia, Do wyboru, do koloru, Księżniczka na wieży
Pogromca Kruków (Odsiecz)
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
teleportacja, teleportacja łączna
Kartę sprawdzał: Tristan Rosier


[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 04.09.17 15:30, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Alan Bennett    04.09.17 15:23

WYPOSAŻENIE
Różdżka, miotła, sowa, kociołek cynowy, aparat fotograficzny, czerwony kryształ, biały kryształ [z Eileen Wilde], pierścień Zakonu Feniksa

ELIKSIRY-

INGREDIENCJEposiadane: Kora drzewa Wiggen

[10.07.17] Zdobyte (event): Kora drzewa Wiggen

BIEGŁOŚCI[28.02.17] Wsiąkiewka: +2 PB do reszty
[09.05.17] Wsiąkiewka: +2 PB do reszty
[08.08.17] Wsiąkiewka: +1 PB do reszty

HISTORIA ROZWOJU[12.09.15] Tworzenie karty postaci
[20.11.15] Wsiąkiewka +30PD
[27.11.15] Zakup Festiwal Lata: Czerwony kryształ -200PD
[29.11.15] Konkurs +30PD i białe kryształy
[29.11.15] konkurs na avatar Toma Riddle'a +15PD
[29.11.15] Udział w Festiwalu Lata +40PD
[25.11.15] Wsiąkiewka +60PD
[12.03.16] Więzienie +60PD
[21.03.16] Wsiąkiewka wrz/paź +60PD
[20.04.16] spotkanie zakonu feniksa +40PD
[29.05.16] Wątek z Czary Ognia +20PD
[23.12.16] Teleportacja łączna -500PD
[25.12.16] Spotkanie Zakonu Feniksa +15PD
[27.12.16] Pierścień Zakonu, +3 do OPCM
[27.12.16] Osiągnięcia: Do wyboru, do koloru, Księżniczka na wieży, +60PD
[01.01.17] Klub pojedynków (kwiecień) +20PD
[28.01.17] Wykonywanie zawodu (kwiecień) +50PD
[30.01.17] Zwrot PD; -40 PD, +2 pkt magii leczniczej
[28.02.17] Wsiąkiewka (marzec): +90 PD, +2 PB
[18.04.17] Zwrot PD: +6 pkt magii leczniczej (zwrot za kociołek, miotłe, sowę, aparat)
[09.05.17] Wsiąkiewka: kwiecień: +90 PD, 2 PB
[02.06.17] +5 punktów do statystyk
[26.07.17] Odsiecz, +150 PD, +3 punkty biegłości zakonu
[06.08.17] Aktualizacja Postaci; +2 ML, -100PD;
[08.08.17] Wsiąkiewka (kwiecień) +30 PD, +1 PB


Powrót do góry Go down
 

Alan Bennett

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Alan Bennett
» Zachary Bennett
» Alan Dean

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki :: Czarodzieje-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17