Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Bar

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Bar   10.09.15 1:32

First topic message reminder :

Bar

Kontuar z trunkami, przy którym od wielu dekad rządzi pomarszczony już barman, o wybrakowanym uśmiechu. Niezależnie czy jesteś strudzonym pracownikiem Ministerstwa, czy może masz wygląd rzezimieszka, który wyrwał się poza Nokturn, a może dopiero co dowiedziałeś się o zdradzającej żonie, Tom znajdzie odpowiedni alkohol dla ciebie, a także czasami zaproponuje jeden z pokoi na piętrze. Skrupulatnie dba o to, by nieletni dostali co najwyżej kremowe piwo.  


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Mavis Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1823-mavis-travers http://www.morsmordre.net/t1860-poczta-mavis http://www.morsmordre.net/t1858-are-you-ready-for-a-perfect-storm#24682 http://www.morsmordre.net/f136-baker-street-11 http://www.morsmordre.net/t1892-mavis-atria-travers
Łowię wilkołaki i robię czarne interesy
23 lata
Szlachetna
Panna
Stars can't shine without darkness
5
10
0
0
0
2
0
5
Metamorfomag
Look at the stars, look how they shine for you

PisanieTemat: Re: Bar   24.03.16 22:50

Uśmiecham się słodko, firmowym uśmiechem Mavis Travers, który dziwnie musi wyglądać na ustach Katyi. Dziękuję za podany mi trunek skinieniem głowy, po czym wręczam Tomowi jego zapłatę - ten człowiek zna się na rzeczy. Obracam kieliszek w dłoni, po czym przechylam go, pozwalając by krwistoczerwona ciecz wlała się do moich ust. Nigdy nie stroniłam od alkoholu, nie raz i nie dwa, wraz z Nicolasem Nottem otwierałam butelkę szkockiej ognistej, ale ostatnimi czasy przejęłam zwyczaj Laidan. Dobre wino to dobre wino, klasyczne, wytworne. W powieściach ludzie popijają zawarte umowy winem, sławni detektywi rozwiązują zagadki przy kieliszkach Porto.
- Powiedz mi, Kat - mówię, ostrożnym szeptem, tak by nikt poza nami nie usłuszał - Czy nie męczy Cię chodzenie na tak krótkich nogach?
Wyszczerzam zęby raz jeszcze, a mój wzrok spogląda na Ciebie z nutą zaciekawienia. Po chwili wstaję z miejsca, by podejść i uścisnąć Cię serdecznie.
- Doprawdy, to już rok minął, lady Travers. Czas biegnie nieubłaganie! - w moim głosie słychać delikatne rozbawienie.
Chwytam Cię za dłoń, drugą ręką wciąż trzymając kieliszek wypełniony winem i odchodzimy kilka kroków od baru, aby uniknąć największego tłumu.
- Co u mnie? Niedawno musiałam wyjechać na kilka tygodni, żeby odwiedzić rodzinę we Francji. Niedługi rejs, ale morze zawsze dobrze mi robi. Poza tym? Nic ciekawego, gonienie za wilkołakami, łapanie ucieknierów, niebezpieczna robota, narzekanie na innych... - wymieniam, przewracając oczyma, zwracając tym samym Twoją uwagę na trywialność tych czynności.
Kiedy postanawiam kontynuować mój głos zmienia się, czuć w nim odrazę i pewną dozę wściekłości.
- Niestety byłam również świadkiem kilku ślubów, w tym mojej przyjaciółki, Megary. Biedne dziecko, kolejne aranżowane małżeństwo. Cyrk na kółkach.
Opuszczam wzrok, przez chwilę sztyletując podłogę tak ostrym spojrzeniem, że mogłaby pozwać mnie do sądu za nękanie.
- A co u Ciebie?




    i might be on the side of angels

    But don't think for a second I'm one of them ©️endlesslove
Powrót do góry Go down
Katya Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth http://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 http://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
25
Szlachetna
Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
8
6
0
0
0
0
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Bar   24.03.16 23:13

Czy Katya się uśmiechała? Zapewne tak, ale za każdym razem na jej twarzyczce pojawiały się rumieńce, które jasno sugerowały, że jest zawstydzona, bo przecież to było łatwo osiągnąć. Mulciberowi udawało się to nagminnie, tak samo jak Skamanderowi i oboje wiedzieli, gdzie nacisnąć, by wstyd był widoczny już nie tylko fizycznie, ale też mentalnie. Mavis miała zatem dużo szczęścia, że zapewne w ciele Ollivander nie doświadczy tego, ale sama aurorka? Była w stanie doprowadzić buzię Travers do nieodwracalnych skutków, gdzie zakłopotanie byłoby widocznie dla każdego i niepotrzebna byłaby do tego magiczna lupa.
-Wiesz jaki jest minus wysokich ludzi? - zagaiła luźno i przygryzła dolną wargę, by potem ze stoickim spokojem i śmiertelną powagą, dodać: -Zawsze pierwsi mokniecie na deszczu - nie chciała brzmieć arogancko, toteż od razu obdarzyła znajomą uśmiechem, który od paru dni z trudem gościł na jej ustach. Zwilżyła koniuszkiem języka dolną wargę i objęła dziewczynę, by faktycznie poczuć różnicę ich wzrostu, która była już nie tylko widoczna gołym okiem.
-Och, tak, Lady Ollivander. Na całe szczęście nie widać po tobie upływu kolejnego roku - skomplementowała samą siebie, bo musiała to przyznać - nawet wtedy, gdy ktoś inny posiadał jej twarz, wyglądała całkiem dobrze. Nie czekała jednak długo i znów parsknęła śmiechem, by Mavis zrozumiała, że to tylko żart, a przecież odkąd Katya została zaręczona z obcym sobie mężczyzną, zdobywała się na wysublimowane dowcipy, których zapewne nie praktykowała w Norwegii, chociaż może? W końcu musiała się ich gdzieś nauczyć.
-Nadal gonisz za wilkołakami? Niezwykłe, a u rodziny wszystko w porządku? - zapytała z ciekawością i upiła łyk kremowego piwa, który pozostawił tuż nad górną wargę ślady zbrodni. Nie wiedziała o tym. -Zazdroszczę ci tych rejsów, ale zapewne nie miałabym na taką rozrywkę czasu; czarnoksiężnicy w Azkabanie sami się nie zamkną... - rzuciła pod nosem, dość konspiracyjnym szeptem - jasno dając do zrozumienia, czym się zajmuje. -Dlaczego narzekasz, moja droga? Coś się wydarzyło, że jesteś wzburzona? - zmrużyła lekko oczy, a na wspomnienie o Megarze, zamyśliła się. Nie była pewna, czy myśli o dobrej kobiecie, ale jeśli chodziło o Lady Carrow, to akurat miała wątpliwą przyjemność poznać się z jej mężem. -Moje małżeństwo także jest aranżowane wbrew mej woli, ale pogodziłam się już z tym, że ojciec zawsze za mnie decydował i swoją drogą... Również niedawno wróciłam, więc możemy się za to napić - dodała pogodnie i uniosła kufel z kremowym piwem ku górze. -Za podróże! - i nie czekając na nic, upiła spory haust.




meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Powrót do góry Go down
Mavis Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1823-mavis-travers http://www.morsmordre.net/t1860-poczta-mavis http://www.morsmordre.net/t1858-are-you-ready-for-a-perfect-storm#24682 http://www.morsmordre.net/f136-baker-street-11 http://www.morsmordre.net/t1892-mavis-atria-travers
Łowię wilkołaki i robię czarne interesy
23 lata
Szlachetna
Panna
Stars can't shine without darkness
5
10
0
0
0
2
0
5
Metamorfomag
Look at the stars, look how they shine for you

PisanieTemat: Re: Bar   25.03.16 0:20

Patrzę na Ciebie, a raczej na samą siebie, przyglądając się badawczo. Ciemne oczy nie pasują do mojej bladej karnacji. Pociągam kolejny łyk wina, obracając kieliszek między palcami. Jasne włosy sprawiają, że zaczynam się zastanawiać czy w ogóle jest to możliwe, że jestem tak blisko spokrewniona z Rosierami? Z drugiej strony Liliana i Rosalie Yaxley obie były posiadaczkami srebrzystych pukli, jednakże one swoje odziedziczyły poprzez geny wili. Uśmiecham się na wzmiankę o wysokich ludziach. Ile razy Garrett mi to wypominał?
- Po Tobie również, lady Travers, wydaje mi się, że z roku na rok jedynie piękniejesz! - mówię z przekąsem, bo przecież nie ma to dla mnie żadnego znaczenia.
Gdyby wygląd się liczył, nie planowałabym kariery łowcy wilkołaków. Tym samym muszę wytrzymać jakoś z tym, że prawdziwą miłością mojego życia jest jedynie adrenalina. I może czekoladowe ciasteczka.
- Wiesz, to taki rekreacyjny sport. Niestety, wilkołaki same się nie pozabijają, a szkoda. To plaga, choroba. - nie wspominam o tym, że są wilkołaki które przecież znam, nawet zbyt dobrze.
Odganiam od siebie myśli o Sylvainie, myśli o tym, że moja praca może nie jest do końca właściwa. Chcę coś powiedzieć, ale moje usta zamykają się słysząc słowa, których prawdziwa Mavis Travers nigdy by niewypowiedziała.
- Pogodziłaś się? Poddałaś? - wykrzywiam się, jakby te słowa były trujące, jakbym chciała wypluć je z własnych ust - Są rzeczy z którymi można się pogodzić, ale aranżowane małżeństwa nie są jedną z takowych.
Jak bardzo różnimy się my dwie, choć w tym momencie tak podobne? Nie tylko kolorem oczu. Ja poddaję się w walce tylko wtedy, kiedy pozwala mi to wygrać całą wojnę. Nigdy w innym wypadku. Nie potrafię zrozumieć jak można poddać się, a już szczególnie w momencie w którym od tego zależy całe Twoje przyszłe życie. Ja też miałam kiedyś narzeczonego i cóż - jak widać nie zawsze trzeba zgadzać się z wolą rodziny.




    i might be on the side of angels

    But don't think for a second I'm one of them ©️endlesslove
Powrót do góry Go down
Katya Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth http://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 http://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
25
Szlachetna
Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
8
6
0
0
0
0
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Bar   25.03.16 12:02

Ollivander miała bardzo prosty stosunek do życia. A raczej - do samej siebie. Nie była rasową szlachcianką, która z perfekcją femme fatale kokietuje mężczyzn, a potem ich rzuca. Patrzenie na Mavis, która przyjęła jej formę stawało się zatem ciekawym doświadczeniem, bo mogła dostrzec częściowo - jak jest postrzegana przez innych. Słodka, urocza gąska, która nie ma pojęcia o niczym, bo przecież jej słodka uroda była niezwykle myląca i niewiele osób traktowało ją poważnie, by dostrzec w niej swoistego rodzaju zagrożenie.
Była niebezpieczna. Cholernie; w końcu - cicha woda brzegi rwie, czyż nie?
-Właściwie... To prawda, moja droga; wypiękniałaś - przyznała otwarcie, gdyż Katya od samego początku miała szansę patrzeć na rozwój młodszej koleżanki. Już w Ravenclaw, gdy razem próbowały zdobywać wiedzę i nowe książki, które je interesowały, Traver zdawała się być perfekcyjnym odzwierciedleniem jej samej. Rozwijała się przez lata i budziła podziw dla urody, którą posiadała.
-Nigdy nie spotkałam żadnego wilkołaka; są tak niebezpieczne jak mówią? - zapytała ciekawa odpowiedzi, bo nie miała pojęcia jak to wszystko wygląda od wewnątrz. Skoro Mavis miała z nim kontakt i to nie byle jaki, to przecież musiała się liczyć z potencjalnym zagrożeniem, prawda?
-Chcę się uwolnić od ojca i dlatego przystałam na to narzeczeństwo, bo między nami zdradzę ci w sekrecie, że... - zawiesiła głos i nachyliła się nieznacznie do rudowłosej dziewczyny, by szepnąć jej coś w konspiracyjnym tonie. -Całkiem mi się podoba i odpowiada mi jego inteligencja - puściła jeszcze byłej krukonce oczko, bo przecież ta nie mogła znać prawdziwych powodów decyzji Katyi, czyż nie? -W mojej sytuacji, aranżowane małżeństwo było dla mnie błogosławieństwem, ale dostrzegłam zalety tej sytuacji, gdy już poznałam wybranka, a potem? Cóż, chyba doszliśmy do porozumienia i to było dla mnie kluczowe - wytłumaczyła pospiesznie i upiła kolejny łyk piwa. -A ty? Masz narzeczonego? Uczę się dopiero po powrocie tych wszystkich zmian i koligacji, które miały miejsce i większość z nich jest dla mnie... Niezrozumiała.




meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Powrót do góry Go down
Mavis Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1823-mavis-travers http://www.morsmordre.net/t1860-poczta-mavis http://www.morsmordre.net/t1858-are-you-ready-for-a-perfect-storm#24682 http://www.morsmordre.net/f136-baker-street-11 http://www.morsmordre.net/t1892-mavis-atria-travers
Łowię wilkołaki i robię czarne interesy
23 lata
Szlachetna
Panna
Stars can't shine without darkness
5
10
0
0
0
2
0
5
Metamorfomag
Look at the stars, look how they shine for you

PisanieTemat: Re: Bar   25.03.16 13:34

Czy wilkołaki są niebezpieczne? Czy nie było to pytanie retoryczne?
- Nie wiesz, to tylko takie plotki, wilkołaki są niegroźne jak małe szczeniaki - odpowiadam sarkastycznie.
Przewracam oczyma, po czym kieruję swój wzrok do wnętrza kieliszka, w tym momencie wypełnionego już tylko do połowy.
- Wilkołaki to potwory, monstra, przerażające kreatury - mówię, tym razem z przekonaniem.
Stworzenia te budzą we mnie jedynie odrazę, skręcam się na samą myśl o nich.  
- Świat, w którym by ich nie było... Byłby o wiele lepszym światem. Mam nadzieję, że uda nam się ich pozbyć. Wiem, że to też ludzie, a likantropia jest jak choroba... Podejmowano starania ku wymyśleniu leku na tą przypadłość, ale póki co spełzły one na niczym - myślę o Allison, o Sylvainie, o Dianie, Cezarze o wszystkich tragediach wywołanych tym jednym, pokręconym genem.
Cieszę się, że temat futrzaków mija, bowiem nie mam ochoty być dłużej sztyletowana przez potok myśli i poczucia winy.
- Są inne sposoby uniezależnienia się od ojca, wiesz. Ale jeżeli Ci to pasuje, to wypada mi jedynie życzyć szczęścia - kontynuuję, już nieco spokojniejszym głosem.
Na wspomnienie mojego narzeczonego czuję jak coś przewraca mi się w żołądku. Perseus. Nie daję tego po sobie poznać, ale myśl o tym, co kiedyś zrobiłam przyprawia mnie o dreszcze.
- Nie mam narzeczonego i jestem zadowolona tym stanem rzeczy. W obecnej chwili moim życiowym partnerem jest adrenalina, nic więcej - dodaję z przekonaniem, jednocześnie prosząc w duchu by chwila, w której nie muszę bawić się w idealną damę trwała wiecznie.




    i might be on the side of angels

    But don't think for a second I'm one of them ©️endlesslove
Powrót do góry Go down
Katya Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth http://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 http://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
25
Szlachetna
Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
8
6
0
0
0
0
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Bar   25.03.16 19:26

-To tak jak czarnoksiężnicy, wiesz? - zawiesiła na moment głos i przygryzła policzek od środka, gdy wyczuła kpinę Mavis. Uniosła wymownie brew ku górze, bo przecież nie była głupia, a pytanie wilkołaki? Cóż, raczej miało na celu potwierdzenie informacji, które posiadała na ten moment, bo sama nigdy nie mierzyła się z tymi stworzeniami.
-Umówmy się. Ani ja - ani tym bardziej ty, nie jesteśmy rasowymi szlachciankami i czekam aż nestorzy podejmą decyzję o wydziedziczeniu nas - mruknęła drwiąco i wywróciła teatralnie oczami. Obie uganiały się za niebezpieczeństwem i pragnęły czuć adrenalinę, a co za tym szło... Nie wpisywały się w kanon arystokracji.
-Wszystko jest chorobą, Trave... Ollivander, bo żyjemy w takich czasach, że akurat nie jesteśmy w stanie znaleźć złotego środka, by było dobrze - skwitowała krótko i dopiła piwo do samego dna, po czym łapiąc na słówko kelnera, który przechodził obok - zamówiła jeszcze jedno. No co? Ponoć bezalkoholowe.
-Nie... Od mojego ojca nie ma innego sposobu jak ucieczka w małżeństwo; to zbyt długa historia i ponura jak na dzisiejszy wieczór - uśmiechnęła się jeszcze mimowolnie, bo myśl o tym, że mogłaby wydusić z siebie choć cień prawdy sprawiał, że wątpiła we wszystko.
-Powinnyśmy się kiedyś razem wybrać na poszukiwanie adrenaliny. Co sądzisz? - zagaiła luźno i posłała jeszcze Mav wymowne spojrzenie, jakby mówiła całkiem serio, bo przecież - nie żartowała. Lubiła przygody i czuć niebezpieczeństwo, bo tylko wtedy było sobą, a kto mógł być lepszą kompanką jak nie koleżanka metamorfomag?




meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Powrót do góry Go down
Mavis Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1823-mavis-travers http://www.morsmordre.net/t1860-poczta-mavis http://www.morsmordre.net/t1858-are-you-ready-for-a-perfect-storm#24682 http://www.morsmordre.net/f136-baker-street-11 http://www.morsmordre.net/t1892-mavis-atria-travers
Łowię wilkołaki i robię czarne interesy
23 lata
Szlachetna
Panna
Stars can't shine without darkness
5
10
0
0
0
2
0
5
Metamorfomag
Look at the stars, look how they shine for you

PisanieTemat: Re: Bar   25.03.16 19:47

- Och nie, a ja biedna myślałam, że czarnoksiężnicy zapraszają Was na herbatkę! - rzucam, uśmiechając się szelmowsko.
Wydziedziczyć? Mnie? O nie, nie sądzę. Bycia damą, a raczej udawania damy nauczyła mnie sama Laidan Avery, ikona klasy i stylu. Przynajmniej w salonach.
- To dość oczywiste, że nie jesteśmy typowe, lady Travers, ale umiejętność udawania kogoś, kim się nie jest... Bywa bardzo przydatna, szczególnie, jeżeli chodzi jedynie o dobre maniery i udawanie głupiej. Chociaż, szczerze mówiąc, nie spotkałam zbyt wielu szlachcianek, które idealnie wpisywałyby się w kanon arystokracji... - mówię, z przekonaniem w głosie.
Nawet Rosie, szlachcianka z pozoru doskonała, miała swoje drobne skazy - ja, jako jej kuzynka ceniłam ją także za nie. Dzięki temu wiedziałam, że jestem przynajmniej spokrewniona z normalną osobą, a nie bezmyślnym inferiusem.
Idąc w ślady Katyi zamawiam kolejny kieliszek wina, puszczając przy tym oko do Toma - musi być nieźle zdziwiony Mavis Travers zamawiającą piwo kremowe.
- Szkoda zatem, że nie ma leku na wszystko - dodaję, przyciszonym głosem, wiem jednak, że to niemożliwe.
Postanawiam nie drążyć dalej tematu Twojego ojca, bo ja o swoim także nie lubię mówić - kochałam go i kocham nadal, mimo tego, że słuch o nim zaginął. To on nauczył mnie używać inteligencji jako swojej broni, on nauczył mnie sztuki czytania ludzkich umysłów.
- Bardzo chętnie. Pozwolisz jednak, że już będąc sobą, bo nie jestem przyzwyczajona do dziesięciu centymetrów mniej! - uśmiecham się, dając po sobie poznać, że to żart, choć zawierający w sobie ziarno prawdy.
O tak, łowczyni wilkołaków to przydatny kompan w poszukiwaniu przygód.




    i might be on the side of angels

    But don't think for a second I'm one of them ©️endlesslove
Powrót do góry Go down
Katya Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth http://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 http://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
25
Szlachetna
Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
8
6
0
0
0
0
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Bar   25.03.16 21:35

-W Norwegii byłam z jednym na herbatce, nadużywał zaklęć czarnomagicznych, bezczelny - szepnęła z rozbawieniem, choć głos ociekał kpiną. Dla podkreślania absurdu, którym uraczyła Mavis wywróciła jeszcze teatralnie oczami, bo przecież temat był na tyle poważny, że nie powinny tak żartować, czyż nie?
-Typowe szlachcianki to te, które siedzą w domu i są prawdziwą ozdobą męża; przygotowują przyjęcia, spotkania towarzyskie, bale i stronią od zawodów, w których mu się trudnimy; znam kilka takich, ale i ich zachowania pozostawia wiele do życzenia, lady - powiedziała spokojnie, jakby myśląc o konkretnych osobach, a przecież wcale nie obchodziło jej to, kto przed kim i z jaką częstotliwością rozkładał nogi. Ona sama stroniła od przepychu i zbyt częstych styp, które miały na celu zapędzenie jej do klatki, w której byłaby doskonałym dzikim zwierzęciem. Była niczym wiatr, który niewiadomo skąd przychodzi i dokąd podąża, ale wichura, która była w stanie rozpętać stawała się istną niewiadomą.
-Owszem, to wielka szkoda - zgodziła się z Travers, a następnie przygryzła policzek od środka, bo nie do końca była pewna, czy to było aż takie problematyczne. Oddychała spokojnie, lekko, a z każdą kolejną kroplą piwa kremowego stawała się bardziej uśmiechnięta. Liczyła się z tym, że mogło to nie pasować do blondynki, ale z drugiej strony... Nie była prawdziwą Mavis.
-Aż tak ci źle? To rani me uczucia, Ollivander! - zakrzyknęła oburzona i wybuchła śmiechem, bo cóż im dzisiaj pozostało? -To może wybierzmy się do rezerwatu smoków! Albo nie! Nie! Dopuśćmy się czegoś szalonego!




meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Powrót do góry Go down
Mavis Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1823-mavis-travers http://www.morsmordre.net/t1860-poczta-mavis http://www.morsmordre.net/t1858-are-you-ready-for-a-perfect-storm#24682 http://www.morsmordre.net/f136-baker-street-11 http://www.morsmordre.net/t1892-mavis-atria-travers
Łowię wilkołaki i robię czarne interesy
23 lata
Szlachetna
Panna
Stars can't shine without darkness
5
10
0
0
0
2
0
5
Metamorfomag
Look at the stars, look how they shine for you

PisanieTemat: Re: Bar   28.03.16 14:49

Norwegia? Ach, tak, zawsze interesował mnie ten kraj. Szkoda, że obecnie nie miałam czasu na podróże. Uśmiecham się, słysząc żart Katyi i sama wywracam oczyma - jakoś weszło to w mój zwyczaj.
- Wygląda na to, że obecnie nie możemy się cieszyć żadną idealną szlachcianką bez skaz - mówię, pociągając kolejny łyk wina.
Spoglądam w dół, mierząc swoim wzrokiem krótkie nogi, na jakich świat przemierzała Ollivander. Wzdycham teatralnie i rozkładam ramiona.
- Ach, źle mi bardzo, Travers. Gdybym miała tropić wilkołaki na takich nogach... - kręcę tylko przecząco głową, ale z mojej twarzy nie znika uśmiech.
Na myśl o rezerwacie smoków moje serce skacze do góry, ale po chwili przypominam sobie, że jestem osobą bardzo zapracowaną.
- Z ogromną chęcią, lecz nie dzisiaj - mówię, szczerze i boli mnie to, że ledwo dałam radę znaleźć czas na tą krótką pogawędkę.
Nie było mnie zaledwie kilka tygodni, a już pojawiło się mnóstwo spraw do załatwienia. Koszmar, koszmar, istny koszmar.
- Obawiam się, że mam do załatwienia wiele spraw niecierpiących zwłoki, w tym, niestety, tonę papierkowej roboty - dodaję smętnie, zniechęcona widokiem pliku kartek na moim biurku.
Opróżniam kieliszek i stawiam go na ladzie, po czym podnoszę się i ściskam serdecznie moją przyjaciółkę, szeptając słowa pożegnania.
- Niestety, chyba to tyle na dzisiaj, ale pamiętaj, widzimy się za kilka dni. W rezerwacie smoków albo kto jeszcze wie gdzie?
Obracam się na pięcie i wychodzę, zamykając za sobą drzwi. Kiedy opatula mnie chłód i ciemność, która panuje już na zewnątrz, ponownie zakładam kaptur na głowę, a moje rude pukle zaczynają skręcać się i lśnić niemal białym złotem.

z.t




    i might be on the side of angels

    But don't think for a second I'm one of them ©️endlesslove
Powrót do góry Go down
Mathilda Wroński
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1619-mathilda-wronski http://www.morsmordre.net/t2026-sowa#30026 http://www.morsmordre.net/t1622-this-is-for-matilda#16765 http://www.morsmordre.net/t1698-mathilda-wronski#18244
malarka
25
Półkrwi
Wdowa
Deszczowe wtorki, które przyjdą po niedzielach
Kropelka żalu, której winien jesteś ty
Nieprawda że tak miało być
Że warto w byle pustkę iść
To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć
0
14
0
0
5
0
0
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Bar   01.04.16 22:10

Czy może być bardziej oczywiste miejsce dla pozostawienia twoich zwłok, jak nie pierwszy napotykany w świecie angielskich magików bar - Dziurawy Kocioł. Przekraczacie jego próg idąc ramię w ramię od dworca. Samuel zaoferował się i niesie ci walizkę. Jest ciężka, chociaż nie mieści w sobie ubrań wielu. Zresztą czerń niknie w zaciemnionym wnętrzu. Spakowałaś jednak na wyjazd wszystko, co byłoby potrzebne mi w dalszym życiu. Farby, kredki, gwasz, węgiel i ołówków całą garść, aparat którym robisz zdjęcia, albumy, ryskunki... i w tym wszyskim ubrań nie zmieściłaś wielu.
Wciąż nie możesz otrząsnąć się z tego, że Samuel calował twoje usta. Nieprawdopodobne, niezaprzeczalnie jedyne w swoim rodzaju. Chcesz już zostać z nim na osobności, zamknąć drzwi na cztery spusty i wyrzucić mu z głowy myśli o uciekaniu do pracy. Po co chce iść do pracy, dlaczego w takiej chwili. Wiekopomnej, historycznej. Czy nie wolałby... nie, to ty byś wolała, ocknij sie.
Wchodzicie do Królestwa Teodory Purcell, którą znasz ty, ale nie sądziłaś że to tu cie przyprowadzi. Do przyjaciół jego, którzy mieli zorganizować ci przyjazny kącik. Czyby jego przyjaciele, to właśnie Teodora i jej mężczyzna? Frank.
Trzymając się z tyłu, dajesz szansę Samuelowi na wstępną rozmowę w twoim interesie. Czy tu zostaniesz, kiedy dziś odejdzie do pracy. Czy zostaniesz tu na kolejne kilka tygodni? Możesz stać, rozglądać się, oceniać. Wychodzisz zza pleców Samuela i uśmiechasz się delikatnie do właściciela. Frank, co pomyślisz sobie o tej dziewczynie, która zostala przyprowadzona przez znanego ci najlepiej chłopaka. Którą twoja Teddy zna do cna. Obca jest trochę, ale nie wyrzucaj jej, nie uprzedzaj się.




If there is a past, i have
forgotten it
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
37
20
1
0
0
1
15
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bar   04.04.16 17:44

Prowadził Matyldę tuż obok siebie, jedną ręką wciąż zatrzymując na przyjemnym dla oka łuku tali, a w drugiej zaciskać walizkę, w której wieszczka spakowała swój dobytek. Czy rzeczywiście pomieściła tam wszystko? Nie wydawała się ciężka, ale - nie pytał właścicielki o zawartość. Zdążył się przekonać, że kobiecy sposób pakowania wybitnie rożni się od męskiej wersji...wpychania w zakamarki walizek, wszystkiego jak leci. Przynajmniej Samuel miał tendencję tak robić. A, że nie był uczony, by ktoś robił to za niego - radził sobie na swój sposób.
Przekraczając próg Dziurawego Kotła, czuł bardzo charakterystyczną woń, alkoholowo-dymnej aury nawet, jeśli lokal był dawno wysprzątany. To było wpisane w urok baru, niezależnie od zabiegów, jakim właściciele go poddawali. miała nadzieję, że ujrzy twarz przyjaciela zanim komuś zamarzy się ich zaczepiać. Nie, żeby nie wierzył w jakoś lokalu, ale...bywały wieczory, że ciężko było o spokojną wysączenie ognistej, bez ryzyka świerzbu pięści. Czemu zdecydował się akurat na to miejsce? Wiedział, że Frankowi może bezapelacyjnie ufać i nie postawi go przed głupią decyzją, zbyt wylewnego tłumaczenia. Inni zapewne by pytali i to szczegółowo, a Carter...cóż. W tym dziwnym niuansie żadne nie należało do rozmownych osób, przynajmniej, jeśli chodziło o sprawy osobiste.
- I gdzie ten stary drań się podziewa? - mruknął bardziej do siebie, z malującą się w jego oczach zgryźliwą pogodą. Lubił drażnić przyjaciela, wytykając mu jego wiek, a rzeczony - nigdy nie pozostawał mu dłużny. I tak było dobrze, bez pustej uprzejmości. Nie mieli na to ani ochoty, ani czasu. Szczególnie, jeśli pojawiała się Teddy-i-jej-mikser, która zawsze widziała i słyszała to, co sama uznawała że widzi i słyszy. Nieugięta jak odwrócona podkówka, ostra, jak chili i..ciepła, jak największy promyk wiosny (ale tego by jej głośno nie powiedział, bo dostały zapewne po głowie). W duecie z Frankiem, tworzyli parę magnetyczno-wybuchową.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Frank Cresswell
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2513-frank-carter#39521 http://www.morsmordre.net/t2730-poczta-franka http://www.morsmordre.net/t2538-frankenstein http://www.morsmordre.net/f248-pokatna-1-mieszkanie-nad-dziurawym-kotlem http://www.morsmordre.net/t4441-frank-cresswell#94971
właściciel dziurawego kotła, naukowiec
35
Półkrwi
Żonaty
a lot of hope in one man tent
there's no room for innocence
take me home before the storm
velvet moths will keep us warm
5
5
26
0
0
0
2
10
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Bar   08.04.16 17:31

sorri za poślizgi, dalej walczę z oczkami. :c

W barze było cicho i spokojnie.
Najbardziej lubił go właśnie w takiej formie; przygaszonej, w połowie uśpionej, z opustoszałą salą, w której kryli się pojedynczy czarodzieje, czytając gazetę bądź rozmawiając przyciszonymi głosami. Zdawał sobie oczywiście sprawę, że to przelewające się wieczorami przez lokal tłumy płaciły jego rachunki i pozwalały mu na zajmowanie się alchemią po godzinach, ale wtedy najczęściej zaszywał się w mieszkaniu na piętrze, pozwalając swoim pracownikom wykazać się w panującym w Kotle chaosie. Sam stawał za barem już po wybrzmieniu wygrywanej przez brzęczące szkło muzyki, wsłuchując się w ulotne echo tętniącego życiem pubu, stanowiącego jedyne miejsce, które kiedykolwiek w życiu nazwał domem.
Starzał się? Być może, chociaż tutaj chodziło raczej o wiążące się z przyciemnionym wnętrzem wspomnienia, niż o zamiłowanie do świętego spokoju.
Kiedy rozległo się charakterystyczne skrzypnięcie drzwi wejściowych, a do sali razem z dwójką przybyszy wdarły się na moment dźwięki ulicy, był za barem. Pochylony, ukryty za wysokim kontuarem, układał świeżo umyte szklanki i nie podniósł się od razu, gdy dwie pary stóp zatrzymały się nieopodal, reagując dopiero na znajomy głos.
Uśmiechnął się krzywo pod nosem, wyłaniając się zza długiej lady i zgodnie z przypuszczeniami napotykając wzrokiem na Samuela. O dziwo nie samego; rzucił przelotne spojrzenie w stronę drobnej brunetki stojącej u jego boku, mając wrażenie, że powinien kojarzyć skądś rysy jej twarzy, ale w tamtym momencie nie potrafiąc dopasować ich do odpowiedniego nazwiska. – Jest późno, twoi rodzice wiedzą, że tu jesteś? – zapytał, zwracając się do przyjaciela, zupełnie jakby miał do czynienia z małoletnim czarodziejem, próbującym namówić go do sprzedania mu ognistej; nigdy nie potrafił odmówić sobie wytknięcia Skamanderowi jego młodego wieku, choć w jego słowach próżno byłoby szukać otwartej złośliwości. Zaraz zresztą zepsuł cały efekt, parskając krótko śmiechem (który niektórym kojarzył się z psim szczeknięciem), przerzucając trzymaną w ręce szmatkę przez ramię i otrzepując dłonie o przód koszuli, żeby w następnym momencie uścisnąć Samuelowi rękę. – Napijecie się czegoś? – zaproponował, pozostawiając przyjacielowi kwestię przedstawienia go towarzyszącej mu kobiecie, bo, cóż, nie było tajemnicą, że skomplikowane zasady dotyczące kontaktów międzyludzkich pozostawały poza jego zasięgiem.




you better keep the wolf back from the door
he wanders ever closer every night
and how he waits, baying for blood
I promised you everything would be fine


Powrót do góry Go down
Teddy Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2277-theodora-purcell http://www.morsmordre.net/t2511-poczta-teddy http://www.morsmordre.net/t2435-teddy-bear http://www.morsmordre.net/f248-pokatna-1-mieszkanie-nad-dziurawym-kotlem
sekretarka
28
Półkrwi
Zamężna
It’s complicated. All this love shit’s complicated. And that’s good. Because if it’s too simple you’ve got no reason to try, and if you’ve got no reason to try you don’t.
0
5
0
4
11
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Bar   08.04.16 17:59

- Moi nie wiedzą! - słysząc znajome głosy z entuzjazmem średniego wielkości tsunami wypadam z zaplecza. Franeczkowi czasami zabawnie zdarza się zapominać, że ja i Samuel dzieliliśmy zajęcia w Hogwarcie - chociaż prawdą jest, że jestem starsza od niego nieomal o cały rok. No i moi rodzice doskonale wiedzą gdzie jestem. I wciąż odrobinę kręcą nosem na to wspólne mieszkanie i prowadzenie interesów bez załatwienia matrymonialnych formalności, są pod tym względem strasznie staroświeccy. Właśnie do nich pisałam, korzystając z chwili oddechu w Kotle, dokładnie opisując roślinkę, którą staram się wychodować w tym momencie. Pisanie do rodziny zajmuje mi zawsze strasznie dużo czasu, bo przy okazji trzeba napisać chociaż kilka słów do każdego z rodzeństwa. Nawet najmłodszej Marie. Chociaż akurat jej rysuję obrazki, trzy i półletnie dzieci z reguły nie potrafią czytać.
I wiedziałam, że niedługo przybędzie Matylda, ale nie spodziewałam się, że ramię w ramię z Samuelem. Aż klaszczę w dłonie na ten widok a moja twarz rozświetla się jak lampki na święta. Ale spokojnie Purcell, mówię sobie, czekałaś tyle lat żeby ta dwójka w końcu się zeszła i zaczęła tworzyć małe, słodkie dzieci, nazywane na twoją cześć po kolei: Theodor, Theodora, Teddy i Ted, nie spłosz ich, to jeszcze nie pora na tryumfy i wypytywanie o szczegóły magicznej chwili wyznawania sobie wzajemnego przywiązania.
Dobrze, że tak porządnie wysprzątałam pokoik w którym zatrzyma się Matylda i zaniosłam tam kwiaty, będzie nastrój. Może jeszcze uda mi się jakoś dyskretnie wymknąć żeby zanieść tam świeczki… A może lepiej nie. Za duża presja - Jak się cieszę, że was widzę! - informuję, jakby do tej pory nie zauważyli, całując w oba policzki najpierw Matyldę, potem starego Gryfona - Frank, to jest Matylda Wroński - po tylu latach przyjaźni nauczyłam się wymawiać jej nazwisko bez błędów (albo ona przestała mnie poprawiać), chociaż na samym początku było ciężko. Najczęściej wymawiałam je Wablonsky, co było totalnie niedorzeczne - Mówiłam ci, że zatrzyma się tutaj na kilka dni - na pewno mówiłam. Albo chociaż napisałam karteczkę i przypięłam do lodówki. Jestem jednak prawie pewna, że wspomniałam o tym przy kolacji.
Mogłam zapomnieć wspomnieć o tym przy kolacji.


Powrót do góry Go down
Mathilda Wroński
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1619-mathilda-wronski http://www.morsmordre.net/t2026-sowa#30026 http://www.morsmordre.net/t1622-this-is-for-matilda#16765 http://www.morsmordre.net/t1698-mathilda-wronski#18244
malarka
25
Półkrwi
Wdowa
Deszczowe wtorki, które przyjdą po niedzielach
Kropelka żalu, której winien jesteś ty
Nieprawda że tak miało być
Że warto w byle pustkę iść
To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć
0
14
0
0
5
0
0
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Bar   09.04.16 10:43

Zza okrągłego baru wychodzi więc Frank. Jesteś conajmniej przekonana, że zamieniłaś już z nim dwa, trzy zdania. Oboje zbyt jesteście małomówni i za mało chcecie poznawać nowych ludzi, by on mógł cię zapamiętać, a byś ty chciała zostać zapamiętana. Może to i dobrze, znajomości sprawiają jedynie problemy. Można z kimś za mocno się lubić, chociaż nikt tego nie pochwala. Można też tak jak ty i Samuel, całe życie się mijać, aż pewnego dnia na stacji pociągowej spotkać się razem i z nadzieją na to, że te same myśli chodzą po głowie, dać się ponieść. Nie planować nic. Żyć.
Kiedy sterczysz za jego ramieniem, a on wymienia słowa z Frankiem, czujesz coraz większą niepewność. Co się tu dzieje, jak to się stało, że zwalasz sięna głowę Frankowi i Teddy. Teddy właśnie pojawia się w zasięgu twego wzroku, wyłapujesz jej jasne włosy, chociaż to dźwięczy głos zapowiedział jej objawienie. Zakładasz włosy za ucho, a Teddy przeskakuje przed bar i już wita ciebie i stojącego obok Samuela z taką samą dozą dobrej energii. Nie wiesz gdzie posiać wzrok.
- Jest mi okropnie głupio - chcesz się zaraz wytłumaczyć, ale poprawiasz i odpowiadasz na jej powitanie: - Was również miło widzieć w zdrowiu - szczególnie uwaga ta została skierowana do Franka, który możliwe, że ukrywa swoją drugą toższamość, natomiast jako jasnowidz posługujesz się szóstym zmysłem, który nazywany jest czasami również wyostrzoną intuicją. Moje przeczucie każe ci martwić się o stan zdrowotny pana Cartera. Absolutną czujesz jednak pewność, że Teodora radzi sobie z nim dobrze.
Apropo niej. Czyżby Teddy pojęła wielką sztukę telepatii i czytała ci w myślach? Spoglądasz na Samuela tak, żeby nie pomyślał sobie, że to wszystko ukartowałaś dużo wcześniej. Że specjalnie zawołałaś go na dworzec, bo wiedziałaś ze się zjawi. Wcale wcześniej nie zamierzałaś się tutaj ulokować. To najwyraźniej tylko wielkie zdolności szerlokowskie drogiej panny (jeszcze) Purcell pozwalają jej na wydobycie takich a nie innych wniosków.
- Jeżeli to nie byłby problem - spoglądając jeszcze przez chwilę na Samuela, mówisz to do właściciela Dziurawego Kotła.




If there is a past, i have
forgotten it
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
37
20
1
0
0
1
15
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bar   10.04.16 0:48

Zza kurtyny barowej lady, wyłoniła się sylwetka przyjaciela, by niemal natychmiast ich spojrzenie się zetknęły, jakby w dziwnym przebiegu niewerbalnej informacji. Zatrzymał się więc przed samym kontuarem, jedna dłoń wciąż oparta na plecach Matyldy, drugą przytrzymywał walizkę, która postawił obok siebie, nie pozwalając wieszczce, by chociaż pomyślała o niesieniu swoich rzeczy.
I zanim zdążył odpowiedzieć Frankowi, pojawiło się to ciskające energią na wszystkie strony, jasnowłose stworzenie. Na twarzy Skamandera pojawił się szeroki grymas uśmiechu, odsłaniające  wszystkie białe zęby. Żadnego wybitego. jeszcze. Bo przy trybie jaki ostatnio prowadził, coś czuł, że mógł stracić więcej, niż tylko zęba.
- Widzisz? Jej nie wiedzą, moi nie wiedzą...- puścił w końcu Matyldę z objęć ramienia, by uścisnąć Teddy, pozwalając sobie unieść ją do góry - ...tylko Ty zadajesz jakieś dziwne pytania - wyszczerzył się, tym razem puszczając jasnowłosą łobuzicę, by w końcu podać silny uścisk dłoni przyjacielowi - Powiedziałbym, że wypiłbym Ognistą, ale.. - spojrzał na wieszczkę, witającą się z druga kobietą - ..do pracy nie wypadałby mi iść pijanym - zerknął tym razem na Franka, z cienką, zamyśleniową zmarszczką brudząca mu czoło, ale chwile po tym, rozpogodziła się. odwrócił się ku pannie Purcell, przez chwilę zastanawiając się, czy przypadkiem nie czytała mu w myślach. parsknął tylko na wydechu i pokręcił głową - Teddy, wszystko popsułaś. Jak mogłaś? A miałem taki fantastyczny pomysł, pełen nieprzewidzianych zwrotów akcji i wybuchów..żeby wam zaanonsować ..Matyldę, jako nową lokatorkę - i ciemne spojrzenie oczu zatrzymuje się na twarzy czarnowłosej, akurat, gdy i ona spogląda na niego. I tu następuje niema wymiana słów, a może tylko drobnego uniesienia kącików ust. Nie pytał i nie oczekiwał odpowiedzi. Wystarczająco często go zaskakiwała, żeby miał o cokolwiek pretensję. A druga sprawa, że wciąż czuł na ustach smak jej warg. O tym też nie miał zamiaru mówić. A może - przypomni jej nieco później. Nie wiedział, czy miało to znaczenia i czy w ogóle powinien się nad tym zastanawiać. Pozwolił sobie jednak na życiowy oddech, którego czasem mu brakowało. Nie dzisiaj.
- Stawiam, że mnie też byście tu zatrzymali?..tylko nie mówię o zamykaniu! - przysunął Matyldzie stołek przy barze, by zaraz potem zająć miejsce obok niej.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
 

Bar

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Dziurawy Kocioł-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18