Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Miejsca przy kominku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Miejsca przy kominku    10.09.15 1:37

Miejsca przy kominku

Od kominka bije przyjemne ciepło, może dlatego miejsca przy nim są wyjątkowo okupywane, pomimo panującego przy nim ruchu. Znajdują się tutaj wygodniejsze krzesła i dwa przetarte fotele w szkocką kratę. Wielki kominek w Dziurawym Kotle podłączony jest do sieci fiuu i stanowi jedną z najszybszych form transportu do centrum Londynu. Najwyraźniej klientom zajmującym miejsca w pobliżu paleniska nie przeszkadzają wychodzący z niego ludzie, a także sadza, która pomimo starań barmana, nigdy nie jest dostatecznie usunięta.


Powrót do góry Go down
Sylvain Crouch
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1108-sylvain-crouch http://www.morsmordre.net/t1240-niesowia-poczta-sylvka http://www.morsmordre.net/t1154-sylvain-silver-crouch http://www.morsmordre.net/t1383-mieszkanie http://www.morsmordre.net/t1360-sylvain-crouch
aktor
24 lata
Zdrajca
Kawaler
Shadows are falling and I’ve been here all day
It’s too hot to sleep, time is running away
Feel like my soul has turned into steel
I’ve still got the scars that the sun didn’t heal
10
9
3
0
0
2
0
5
Wilkołak
We should be able to kill ourselves in our heads and then be reborn

PisanieTemat: Re: Miejsca przy kominku    12.09.15 0:36

[następnego dnia po wizycie u Ellie]

Dawno już nie widział się z Sørenem (kto wie, może rzeczywiście nie pamiętał już jak wygląda?) i choć trochę brakowało mu jego towarzystwa przy kielichu to jednak... teraz nie był dobry moment na spotkanie z nim. Ba, to fatalny moment i miał tego pełną świadomość.
Nic nie odpisał przyjacielowi, jak zwykle zresztą, ale (niechybnie) już po przeczytaniu jego listu był zdecydowany: pójdzie się z nim napić. Mimo iż czuł się i wyglądał koszmarnie, mimo iż jednocześnie chodził wściekły i zmęczony, mimo iż ostatnim tematem, jaki chciał poruszać przy Sørenie to jego siostra... Cóż, tego ostatniego może nawet uda się uniknąć, bo przyjaciel nigdy nie należał ani do wścibskich, ani nachalnych osób. W końcu właśnie dlatego go cenił, prawda?
Złapał jeszcze Kobalt w locie, kiedy to skoczyła na biedne ptaszysko Sørena, po czym dał sowie spokojnie odlecieć, przy widocznej w ślepiach kocicy głębokiej dezaprobacie.

W Dziurawym Kotle zjawił się późnym popołudniem, czy wczesnym wieczorem - zwał jak zwał, a rozejrzawszy się po knajpie, upewnił, że na horyzoncie jeszcze nie widać jasnej czupryny kumpla. I dobrze, bo dzięki temu sam mógł wybrać miejsca. Było lato i to wciąż całkiem ciepłe, a jednak Sylvain coraz częściej marzł. Nawet znał przyczynę tych swoich skostniałych dłoni, ale... wciąż jakoś nie spieszyło mu się do Świętego Munga po eliksiry. Pójdzie tam jak będzie miał nóż na gardle, wcześniej nie. A póki co... a póki co spokojnie zajął miejsca przy zapalonym mimo lata kominku. Dziwnym trafem o tej porze roku stoliki w jego pobliżu wcale nie były aż tak chętnie zajmowane. I dobrze. Przetarł zmęczone, podkrążone oczy, przeczesał zmierzwione, przydługie już włosy, po czym zamówił dwie Ogniste. Wprawdzie to Søren miał stawiać... ale do tego też z pewnością jeszcze dojdą. Póki co zaś sączył swój alkohol powoli czekając na przyjaciela.


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Miejsca przy kominku    12.09.15 18:25

|po meczu, po holu

Søren nie jest przesadnie sentymentalnym człowiekiem. Nie wspomina z rozrzewnieniem czasów, kiedy wszystko łatwe i proste. Owszem patrzy czasem w przeszłość, ale tylko by wyciągać wnioski z popełnionych błędów i móc iść dalej patrząc jedynie na przód. Nie zapominał jednak o ludziach z przeszłości. Zwłaszcza tych, którym udało się do niego dotrzeć. Miał Amodeusa i to on był fundamentem, na którym się wspierał, ale jakimś cudem Sylvain też potrafił być dobrym kompanem. Był z gatunku tych, z którymi łatwo się napić i zapomnieć, a nie rozpracowywać problemy i znajdować rozwiązania. Taki układ mu pasował. Poza tym wciąż patrzył na niego przez pryzmat jego związku z bliźniaczką. Byli fantastyczną parą, tylko jemu kibicował i uważał za dobrego dla niej. Na wiadomość o tych pokrętnych, aranżowanych zaręczynach miał ochotę niszczyć wszystko, co znajdzie w zasięgu dłoni. Najchętniej zaś zniszczyłby twarzyczkę Selwyna, nędznego pionka w rękach swojego plugawego brata. Dlatego spotkanie ze starym kumplem miało być odskocznią, chwilą oddechu, może właśnie takim spojrzeniem w dal, którego zazwyczaj unikał.
Teleportował się na Pokątną po treningu, który obejrzał z ławki rezerwowych. Wciąż nie czuł się najlepiej po urazie nabytym na pogrzebie i bliskim spotkaniu z dymem zaserwowanym mu przez brata. Irytowała go ta niemoc, ale sam zauważył, że chwila oddechu dobrze mu zrobi. Pokonał więc dzielącą go do pubu odległość spacerowym krokiem, obserwując krzątających się tutaj ludzi mimo wieczorowej pory. Ta ulica chyba nigdy nie cichła, a gwar towarzyszył mu do samego muru Dziurawego Kotła.  W środku chwilę zajęło mu odnalezienie Sylvaina, który zaszył się w odległej części lokalu. Idąc w jego kierunku rozejrzał się po wnętrzu i z zadowoleniem stwierdził, że ich stolik jest raczej odizolowany od ciekawskich spojrzeń gapiów. Zatrzymał się przy krześle naprzeciwko i dopiero teraz zmierzył Croucha wzrokiem. Wydawał się zmęczony, bardziej wymizerniały, ale nie skomentował swojego spostrzeżenia żadnym słowem.
- Sylvain – rzekł tytułem powitania, stojąc jak ten kołek. Nie wiedział czy wyciągnąć rękę do powitania, uścisnąć go jak zwykłego, starego kumpla, czy po prostu usiąść. Minęło dużo czasu. Za dużo.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you




Ostatnio zmieniony przez Søren Avery dnia 13.09.15 13:59, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Sylvain Crouch
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1108-sylvain-crouch http://www.morsmordre.net/t1240-niesowia-poczta-sylvka http://www.morsmordre.net/t1154-sylvain-silver-crouch http://www.morsmordre.net/t1383-mieszkanie http://www.morsmordre.net/t1360-sylvain-crouch
aktor
24 lata
Zdrajca
Kawaler
Shadows are falling and I’ve been here all day
It’s too hot to sleep, time is running away
Feel like my soul has turned into steel
I’ve still got the scars that the sun didn’t heal
10
9
3
0
0
2
0
5
Wilkołak
We should be able to kill ourselves in our heads and then be reborn

PisanieTemat: Re: Miejsca przy kominku    12.09.15 23:21

Sylvainowi też przydałaby się taka odskocznia i zaczerpnięcie głębszego oddechu. Liczył na to, że wizyta u Elizabeth będzie dla niego czymś takim, ale... było wręcz odwrotnie. Spotkania z Sørenem trochę się obawiał. Razem z kumplem mogły do niego wrócić wszystkie nieszczęsne wspomnienia, których w teorii już dawno się pozbył z pamięci. Z drugiej strony jednak jakoś nie potrafił sobie tego odmówić. Ech, kiedyś się doigra z tym swoim uleganiem tego typu pokusom.
Rzeczywiście był dziś zmęczony i to na tyle, że nawet gdyby chciał, to nie miałby siły odgrywać przed Sørenem roli odpychającego drania, czy czego tam innego. Na jego szczęście: wcale nie musiał niczego odgrywać - Avery nie był kłopotliwym osobnikiem trzęsącym się nad jego zdrowiem i życiem, nie narzucał się i nie wymagał żadnych tłumaczeń. Kiedyś Sylvain bardzo ubolewał nad tym, że nie są zżytymi przyjaciółmi, ale na dłuższą metę okazało się, że tak było nawet lepiej. Pewnie nie wyrobiłby psychicznie z drugą Elizabeth tylko w wersji męskiej.
Zauważył Sørena dopiero, kiedy ten przed nim stanął i się odezwał - tak był zamyślony i pochłonięty wprawianiem alkoholu w szklance w wirowanie. Głos kumpla jednak sprawił, że momentalnie odstawił szkło na blat i uniósł spojrzenie na rówieśnika. Uśmiechnął się lekko na jego widok. Lekko, ale szczerze jak za dawnych lat. Obecnie rzadko zdarzało mu się uśmiechać w ten sposób, a szkoda, bo momentalnie odejmowało mu to kilka dodatkowych lat i tego nieszczęsnego, starczego zmęczenia życiem.
- Søren... dobrze cię widzieć - przywitał go bez zbędnych uścisków, za to skinieniem głowy wskazał mu krzesło przed sobą. - Siadaj, pij i mów co u ciebie - rzucił prawie pogodnie, przysuwając w jego stronę drugą, wciąż pełną szklankę Ognistej. - Wpisali cię już do jakiejś Księgi Największych Zawodników Quidditcha? Bo zdecydowanie powinni - stwierdził z przekonaniem w głosie, ale i z nutą rozbawienia. Osobiście nie był wielbicielem tego sportu, ale nie przeszkadzało mu to wcale w podziwianiu talentu kumpla.


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Miejsca przy kominku    13.09.15 17:18

Od zawsze dobrze się czuł w towarzystwie Sylvaina. Działo się tak w przypadku naprawdę niewielu osób, więc gdy odnajdywał coś takiego, trzymał się tego. Jego obecność była kojąca podczas ich wspólnego wyjazdu do Szkocji. Chociaż początkowo zakładał, że nie chce nikogo i samotność dobrze mu zrobi to mylił się. Rany były zbyt świeże, aby wytrwać w tym bólu samemu. Zwłaszcza, że najbliższe mu osoby znajdowały się bardzo daleko. Jednak po powrocie z wyprawy ich ścieżki rozeszły się. Kontakt osłabł, odpowiedzi na listy otrzymywał bardzo sporadycznie. Wścibstwo nie należało do jego natury, więc dał Crouchowi potrzebną przestrzeń w nadziei, że pewnego dnia ten wytknie mu to, co zrobił źle albo naturalnie poprawi się ich kontakt.
Kiedy wróciła jego sowa, a do jej nóżki nie był przywiązany żaden list nie wiedział, co myśleć. Ich relacja nigdy nie należała do typowej i tym razem także uważał, że nie może podejść do niej typowo. Za tą ignorancją i milczeniem musiało stać coś głębszego. Być może nigdy nie pozna tej tajemnicy, tak samo jak inni nigdy nie odkryją jego sekretów.
Ucieszył się więc, gdy okazało się, że jego propozycja została rozpatrzona pozytywnie. To prawda, napiłby się tak czy siak, a w czyimś towarzystwie zawsze raźniej. W dodatku stary przyjaciel wydawał się zadowolony i nie wyglądał na robiącego cokolwiek z przymusu. Jedyną negatywną rzeczą, która rzucała mu się w oczy to właśnie to bolesne zmęczenie życiem. To samo, które widział w u siebie, gdy spoglądał w lustro.
- Ciebie również – odpowiada opadając ciężko na krzesło. Biedne żebro i płuca kują nieprzyjemnie, bo chociaż leczenie przebiegło bezproblemowo to organizm nadal jest słaby. – Stara bieda, nic ciekawego. – Aby zamaskować swoje skrzywienie i uciec od niewygodnych tematów chwyta podsuniętą szklankę i opróżnia jej zawartość dwoma haustami. Ognista przyjemnie ogrzewa trzewia, chociaż na dworze jest ciepło, a od kominka buchają płomienie.
- Bez przesady, jestem młodzikiem w porównaniu do większości graczy – odpowiada parskając śmiechem. To intrygujące, że Sylvain porusza ten temat, czyżby na bieżąco śledził rozgrywki, chociaż Søren jeszcze nigdy nie zauważył go na trybunach. – A co z tobą? – spytał, mimo prawie stuprocentowej pewności, że odpowiedź będzie wymijająca i ogólnikowa. Taka sama jak jego.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Sylvain Crouch
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1108-sylvain-crouch http://www.morsmordre.net/t1240-niesowia-poczta-sylvka http://www.morsmordre.net/t1154-sylvain-silver-crouch http://www.morsmordre.net/t1383-mieszkanie http://www.morsmordre.net/t1360-sylvain-crouch
aktor
24 lata
Zdrajca
Kawaler
Shadows are falling and I’ve been here all day
It’s too hot to sleep, time is running away
Feel like my soul has turned into steel
I’ve still got the scars that the sun didn’t heal
10
9
3
0
0
2
0
5
Wilkołak
We should be able to kill ourselves in our heads and then be reborn

PisanieTemat: Re: Miejsca przy kominku    13.09.15 18:25

Szczęśliwie czasy, kiedy to Sylvain robił coś z przymusu, minęły wraz z zostaniem wydziedziczonym. Teraz był wolny jak ptak i mógł robić dokładnie to, na co miał ochotę. Na dobrą sprawę dopóki nie otrzymał tej wolności, nawet nie zdawał sobie sprawy z ilu rzeczy rezygnował tylko dlatego, że patrzono mu na ręce i po prostu mu nie wypadało. Teraz nie obchodziła go opinia innych na swój temat, czego by nie zrobił, nie plamiło honoru jego i jego rodziny... bardzo wygodne. A skoro nie musiał się do niczego zmuszać, to tego nie robił. Søren więc mógł być pewny, że z przymusu Sylvain się tu nie pojawił. Raczej ze słabości do niego. Ile można olewać kumpla, prawda?
I nie, nie olewał go ze złośliwości czy z braku sympatii do niego, choć zapewne niewiele osób by się tego domyśliło. Søren na szczęście do nich należał.
Kiwnął głową na lakoniczną odpowiedź kumpla wciąż lekko rozbawiony. Nie, nic się nie zmienił - wciąż tak samo oszczędny w słowach jak dawniej.
- Daj spokój, te dziadki mogą się przy tobie schować - skwitował lekko, jakby wcale nie mówił o doświadczonych gwiazdach sportu. Ich fani pewnie by go zjedli za takie teksty, ale może tym razem żaden z nich nic nie usłyszał.
A czy śledził rozgrywki na bieżąco? Cóż... niewykluczone, że pojawił się raz, czy dwa... czy może kilka...naście na meczach, w których brał udział Søren. Ale z pewnością nie zamierzał się do tego przyznawać, a przynajmniej nie wprost. Jeszcze ktoś by uznał, że Sylvain lubi Quidditcha, albo, co gorsza, że na kimś mu zależy. Ha, dobre sobie! Nie, nie... łatwiej i przyjemniej obserwowało mu się poczynania przyjaciół i bliskich z ukrycia.
Co u niego? Udał, że przez chwilę się zastanawia nad odpowiedzią.
- Podobnie - odparł w końcu - tylko z mniejszą ilością mioteł - dodał pogodnie. On i latanie nigdy nie było dobrym połączeniem, chociaż dzięki pomocy kumpla i tak nieźle sobie poradził - utrzymywał się na miotle, latał w miarę prosto i nawet trochę przezwyciężył ten swój lęk wysokości, co początkowo wydawało się niemożliwym.
I kto by przypuszczał, że już wymiana kilku słów z Sørenem tak poprawi mu nastrój? Zasługa whisky to to nie była, bo wciąż wypił jej stanowczo za mało. A właśnie, ten stan rzeczy też należało zmienić, więc dopił swoją resztkę alkoholu i zaraz machnął na barmana o dolewkę dla ich dwójki.


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Miejsca przy kominku    16.09.15 21:50

Nie uważał się za kukiełkę rodu Averych. Chociaż nie można uniknąć stwierdzenia, że był od nich zależny. Chętnie przeciąłby te ostatnie wiążące go z nimi nici, ale nie mógł. Ten rozwód na pewno nie byłby to rozwód aksamitny. Skandalu towarzyszącego temu wydarzeniu nawet jego rodzina nie mogłaby maksymalnie wyczyścić. Nie to było jednak solą w jego oku. Chodziło o osobę, która nadawała sens każdemu jego oddechowi, dla której nie poddał się, gdy miał na to największą ochotę. Nie wahałby się, gdyby musiał poświęcić dla Allison życie, więc poświęcenie pełnej wolności było niczym w porównaniu do tego. Poza tym wypracował sobie małe ustępstwa, który umilały mu życie. Na przykład Quidditch. Już przez samo to rodzina chętnie by go wydziedziczyła, chociaż nie dawało im takiej władzy. Sørenowi dawało natomiast wiele satysfakcji obserwowanie ich irytacji wywołanej swoim zawodem. Nie mógł zrozumieć, dlaczego ten sport jest dla nich taką ujmą, ale prawdę mówiąc w ogóle mało rozumiał z ich pokrętnej logiki.
- Tym dziadkom zawdzięczam to, gdzie teraz jestem – odpowiada uśmiechając się wesoło. Taki komplement znaczy dla niego naprawdę wiele. Każda opinia wyrażona przez kogoś mu bliskiego była bardzo istotna. To kolejna zaleta posiadania wąskie grona zaufanych osób. Mógł się liczyć z czyimś zdaniem, nieustannie się kontaktować, konfrontować, pomagać i tę pomoc otrzymywać. Dlatego spotkanie z Sylvainem tak wiele dla niego znaczyło. Potrzebował tej relacji jak wszystkich innych. Nie był człowiekiem, który wyrzuca zepsutą rzecz do kosza tylko zawsze naprawiał dopóki mógł.
- Miotły to naprawdę fajna sprawa – skwitował jego stwierdzenie, nie próbując wyciągać z niego jakichś szczegółów. Rozumiał potrzebę prywatnej przestrzeni lepiej niż większość ludzi. Dlatego wolał pozostać na neutralnym gruncie, przyjemnym temacie, który niósł ze sobą wiele przyjemnych wspomnień. Przecież tak właśnie zaczęła się ich znajomość – poprzez latanie. Będąc smarkiem w Hogwarcie nie mógł uwierzyć, że ktoś nie potrafi utrzymać się na miotle. To była dla niego oczywista oczywistość, coś jak chodzenie. Nie umiał więc odpuścić dopóki nie nauczył Sylvaina nie spadać za każdym razem, gdy wzbijali się w powietrze. Patrząc przez pryzmat czasu ten upór w dążeniu do celu okazał się dobrą rzeczą.
- Chociaż na ziemi też jest wiele dobrych rzeczy – rzucił, sugestywnie spoglądając na doniesione właśnie pełne szklaneczki ognistej. Tak, dziś był zdecydowanie dobry dzień, aby się upić.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Sylvain Crouch
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1108-sylvain-crouch http://www.morsmordre.net/t1240-niesowia-poczta-sylvka http://www.morsmordre.net/t1154-sylvain-silver-crouch http://www.morsmordre.net/t1383-mieszkanie http://www.morsmordre.net/t1360-sylvain-crouch
aktor
24 lata
Zdrajca
Kawaler
Shadows are falling and I’ve been here all day
It’s too hot to sleep, time is running away
Feel like my soul has turned into steel
I’ve still got the scars that the sun didn’t heal
10
9
3
0
0
2
0
5
Wilkołak
We should be able to kill ourselves in our heads and then be reborn

PisanieTemat: Re: Miejsca przy kominku    17.09.15 0:49

Idiotyczne. Kto w ogóle wpadł na pomysł wydziedziczania ludzi ze względu na ich profesję? I jeszcze zrozumiałby, gdyby chodziło o bycie płatnym zabójcą, albo... złodziejem choćby, ale co niby hańbiącego było w byciu sportowcem? Albo aktorem? Cóż, widocznie to straszliwa ujma dla arystokracji - sport i sztuka. Ale dobrze, nigdy nie kłócił się z wyrokiem, jaki dostał i chyba aktorstwo pokochał tym bardziej, że było tak wzgardzone przez szlachetnie urodzonych. A ile przyjemności czerpał w wytykaniu im całej gamy wad właśnie poprzez sztuki!
- No i dobrze - przyznał bez najmniejszych wątpliwości. - Po to są właśnie starzy - żeby młodzi mogli ich przerosnąć - skwitował z zadowoleniem. Wprawdzie jemu osobiście to raczej nie groziło (nad czym wbrew pozorom ubolewał), ale Søren nie tylko miał zadatki... ale już był doskonałym graczem, a dla Sylvaina - najlepszym. A będzie jeszcze lepszy, Crouch był o tym święcie przekonany.
Nie znosił mioteł. Kiedyś miał tak dość swojej, że rozważał rzucenie na nią zaklęcia niewybaczalnego (do tej pory nurtuje go pytanie czy solidna dawka nienawiści i chęci mordu by wtedy podziałała i miotła by się roztrzaskała w drobny mak). Ale z drugiej strony... gdyby nie miotły właśnie, to Sylvain mógłby w ogóle nie poznać Sørena i bez mioteł ciężko by mu było wyciągać przyjaciela z dołka... no i ile frajdy miał oglądając go w akcji! Bez tego latającego ustrojstwa, to nie byłoby to samo, prawda? Więc w sumie biorąc to wszystko pod uwagę... nie były takie złe, o. Ale zdecydowanie łatwiej było mu się zgodzić z Sørenem w drugiej kwestii. Uśmiechnął się szerzej i kiwnął głową.
- Całe szczęście, że tak uważasz. Nie miałbym z kim się napić, gdybyś porzucił ziemię na dobre na rzecz nieba - odparł pogodnie już sięgając po jedną ze szklanek i unosząc ją w geście toastu. - To co: za dobre rzeczy na ziemi? - zaproponował z uśmiechem błądzącym mu po wargach.
Przyjemnie było się tak oderwać od męczących myśli i kłopotów. Przy Sørenie czuł się jak za dawnych czasów w Hogwarcie, kiedy jeszcze nie mieli aż tylu trosk. A przynajmniej martwili się o zupełnie co innego. Na przykład o to czy ktoś ich przyuważy podczas lekcji latania, albo czy Sylvka przyłapią na włażeniu do Zakazanego Lasu, albo czy odstraszył już wszystkich kretynów śliniących się do Allison...


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Miejsca przy kominku    20.09.15 17:07

Całe jego życie było właśnie trochę takim teatrzykiem. Wszyscy odgrywają jakieś role, mniej lub bardziej istotne w zależności w czyim życiowym przedstawieniu występują. Najczęściej poruszając się po scenie używając masek, zasłaniając nimi swoje prawdziwe oblicza. Bo prawda nie jest zbyt mile widziana na salonach. Jest zbyt koślawa, niekształtna i niewygodna. Poza tym poznanie jej na czyjś temat daje człowiekowi władzę. Nikt nie chciałby podawać swoich słabości na srebrnej tacy. Może właśnie dlatego szlachcicom zbytnio nie podchodzi teatr oraz sztuka?
-Sylvain Crouch, mądrości na każdą okazję – skwitował ze śmiechem jego słowa. Naprawdę cieszył się, że ich spotkanie tak dobrze się zaczęło. Wszystkie wątpliwości, które przyszły z nim do Dziurawego Kotła rozpierzchły się jak cienie w pełnym blasku słońca. Nie czuł się staro, w końcu ma tylko dwadzieścia cztery lata, ale teraz czuł jakby czas się cofnął. Jak gdyby znów dane było mu wrócić do starych dobrych czasów, gdy chodził do Hogwartu, a jego zmartwieniem było czy odpowiednio zapamiętał ruch nadgarstkiem na transmutację. Wtedy wszystko było prostsze, a chociaż Søren nigdy nie należał do osób specjalnie rozrywkowych to lubił tę radość i magię, która unosiła w korytarzach szkoły. Jego ukochany brat nie zdążył jeszcze nic zmąci i wszystko wydawało się płynąć dobrym torem. Bezwiednie uśmiechnął się do wspomnień, w których nie miał wątpliwości, że Sylvain zostanie jego szwagrem.
- Nie umiałbym odrzucić alkoholu na rzecz miotły. – Na pewno znalazłyby się osoby gotowe siłą ściągnąć go na ziemię, gdyby miał inne zdanie na ten temat. Idąc za przykładem kumpla sięgnął po swoją szklankę. – Za dobre rzeczy na ziemi. – Szkło stuknęło o szkło, po czym Søren przechylił szklaneczkę. Alkohol przyjemnie chłodny dzięki lodowi kontrastował z ciepłem, które ze sobą niósł. To o wiele za mało, żeby wprawić się w stan przyjemnego wstawienia, ale już teraz czuł się dobrze. Siedząc tak przy stoliku obok palącego się kominka był przyjemnie odizolowany od świata. Wszelkie problemy wydawały się tak dalekie, że aż nieprawdziwe. Mógł udawać, że wiedzie zwykłe, proste życie i nie pochodzi z wypaczonej rodziny, której połowa chętnie widziałaby go dwa metry pod ziemią. Niby zwykłe spotkanie na drinka, a dawało tak wielką ulgę.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Sylvain Crouch
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1108-sylvain-crouch http://www.morsmordre.net/t1240-niesowia-poczta-sylvka http://www.morsmordre.net/t1154-sylvain-silver-crouch http://www.morsmordre.net/t1383-mieszkanie http://www.morsmordre.net/t1360-sylvain-crouch
aktor
24 lata
Zdrajca
Kawaler
Shadows are falling and I’ve been here all day
It’s too hot to sleep, time is running away
Feel like my soul has turned into steel
I’ve still got the scars that the sun didn’t heal
10
9
3
0
0
2
0
5
Wilkołak
We should be able to kill ourselves in our heads and then be reborn

PisanieTemat: Re: Miejsca przy kominku    20.09.15 19:45

Tak, coś w tym było. Wprawdzie jeszcze gorzej świadczyło o szlachcicach, ale chyba rzeczywiście dlatego mógł im się teatr nie podobać. Pod zawoalowanymi aluzjami pokazywał słabe punkty czy wręcz ułomności klasy wyższej. Tylko czy to nie żałosne, że zamiast się z tym skonfrontować, szlachecka część społeczeństwa po prostu odrzuciła całokształt teatru, jako tą plugawą sztukę?  
Parsknął śmiechem na to piękne podsumowanie Sørena.
- To brzmi jak doskonały tytuł książki, cholera, muszę się nad tym gruntownie zastanowić - rzucił rozbawiony usilnie starając się przybrać poważny ton. Tym razem jednak mu to nie wyszło.
To zaiste byłaby piękna książka, przecież on miał tych swoich mądrości pod dostatkiem. Kto wie, może na czymś takim zarobiłby lepiej niż na teatrze... a nie, jednak nie - przecież nikt szlachetnie urodzony nie przeczytałby mądrości zdrajcy krwi. Pech, trzeba będzie wymyślić inny biznes.
- Nie mów tego tak głośno - skarcił kumpla konspiracyjnym szeptem. - Twoi trenerzy na pewno nie byliby zachwyceni, gdyby coś takiego usłyszeli - stwierdził rozbawiony.
No, bo jak to tak? Przecież dla sportowej kariery trzeba było być gotowym poświęcić wszystko, prawda?
Uderzone lekko szkło wydało z siebie miły dla ucha brzdęk, a chwilę później alkohol przyjemnie rozpalił się w gardle Sylvaina rozgrzewając go od środka. Od razu poczuł się lepiej: z jednej strony płomienie, z drugiej whisky... jeszcze trochę i może przestanie być aż tak chorobliwie blady.
Uśmiechnął się lekko do swoich myśli, nim odezwał się ponownie po dłuższej chwili.
- Urodzenie się arystokratą to prawie jak zaprzedanie duszy diabłu - skwitował nagle. - Ile rzeczy się poświęca tylko po to, żeby być obrzydliwe bogatym i szanowanym przez pozostałych... Tak naprawdę nikt nie chce się na to zgodzić: na poświęcenie miłości tylko po to, żeby zadowolić otoczenie... a jednak w ostatecznym rozrachunku i tak wybierają to drugie... - uśmiechnął się lekko, jakby z goryczą. Kiedy tak o tym myślał, to chciał potępiać tych wszystkich młodych, którzy jak barany podążali za stadem, ale z drugiej strony... może rzeczywiście nie istniało coś takiego jak "prawdziwa miłość", co usilnie próbowano wmówić młodym arystokratom... To ci zagwozdka - nagle zabrakło mu tych mądrości na każdą okazję.


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Miejsca przy kominku    23.09.15 21:48

- Jeśli ją wydasz to chcę dedykację i pierwszy egzemplarz z autografem – odparł zarażony wesołością swojego kompana. Nie zdziwiłby się, gdyby taka książka kiedyś powstała. Uważał Sylvaina za człowieka czynu, w końcu to on wyciągnął go ze stanu na pograniczu depresji i totalnego zobojętnienia. W dodatku tylko za pomocą miotły, co można uznać za nie lada wyczyn. Poza tym jego wcześniejsze słowa nie były ani trochę kłamstwem. Crouch sypał przypadkowymi aforyzmami jak z rękawa i zazwyczaj bezbłędnie wpasowywał się w daną sytuację. Czyżby to była cecha dobrego aktora?
- Dobrze – odszeptuje, pochylając się konspiracyjnie nad stolikiem. – Chociaż mały skandal nikomu nie zaszkodzi. – Przynajmniej on tak uważał. Już i tak jego nazwisko pojawiło się w ostatnim wydaniu Czarownicy. Jego rodzina mogła mieć na ten temat zgoła inne zdanie. Nie, żeby zbytnio interesowała go opinia matki czy brata. Bardziej żałował ojca, który stał się samotnym białym żaglem pośrodku tej maskarady. Sam nie wiedział, czy śmiać się, czy płakać na widok miłości, jaką Reagan darzył Laidan. Już sam ten widok stanowczo utwierdzał go, że miłość jest wymysłem głupców dla idiotów. Nie obnosił się ze swoim zdaniem, zwłaszcza, że nie było ono powszechne, ale uważał je za prawdziwe. Nie czuł specjalnej boleści wynikającej z posiadania totalnie wyziębionego i nieczułego serca. Chronił się, chociaż przed niepotrzebnymi zawodami czy zranieniami, których życie i tak już mu nie oszczędzało.
Zdziwił go nagły wybuch Sylvaina. Nie sądził, że poruszą dziś takie światopoglądowe tematy. Przyszedł tu z jednym, konkretnym zadaniem, czyli porządnym urżnięciem się. Chociaż patrząc perspektywicznie jedno wynikało z drugiego. Wzrost zawartości alkoholu we krwi zazwyczaj sprzyjał głębokim, filozoficznym barierom. Podobno procenty usuwają bariery, a bełkot pijanych to bełkot pełne prawdy. Może coś w tym jest? Søren uznał ten moment za doskonałą okazję do wypróbowania tej teorii w praktyce i skinął ponownie na kelnera, aby uzupełnił ich puste szklanki.
- Tylko każdy jest kowalem własnego losu – zrobił pauzę, gdy dolewano im alkoholu. Gdy zostali ponownie jedynie w towarzystwie kominka kontynuował. – Nawet będąc arystokratą mamy prawo do własnych wyborów. To one nas określają. Niektórzy ich nie podejmują, bo są zbyt wygodni i to wiele o nich świadczy. – Na koniec wzruszył ramionami i rozsiadł się wygodniej na krześle, jakby umniejszając wadze własnych słów. Po prostu w ten sposób sygnalizował swoją opinię, z którą rozmówca mógł się mniej lub bardziej nie zgadzać.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Sylvain Crouch
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1108-sylvain-crouch http://www.morsmordre.net/t1240-niesowia-poczta-sylvka http://www.morsmordre.net/t1154-sylvain-silver-crouch http://www.morsmordre.net/t1383-mieszkanie http://www.morsmordre.net/t1360-sylvain-crouch
aktor
24 lata
Zdrajca
Kawaler
Shadows are falling and I’ve been here all day
It’s too hot to sleep, time is running away
Feel like my soul has turned into steel
I’ve still got the scars that the sun didn’t heal
10
9
3
0
0
2
0
5
Wilkołak
We should be able to kill ourselves in our heads and then be reborn

PisanieTemat: Re: Miejsca przy kominku    24.09.15 1:00

Parsknął śmiechem, ale pokiwał głową. Oczywiście, oczywiście, Søren dostałby pierwszy egzemplarz książki i z dedykacją i z autografem - w końcu za tak wspaniały pomysł i tytuł by mu się należało. Inna sprawa, że zapewne skończyłoby się na wydaniu pierwszej i ostatniej książki, ale... byłaby! Cóż, napisać mu w sumie nie zaszkodzi - w końcu i tak to robi, a nie robi mu specjalnej różnicy to co akurat pisze, więc...
Uśmiechnął się na ten podchwycony przez kumpla konspiracyjny szept. Jak mu nie wyjdzie w sporcie, to trzeba będzie go porwać do aktorstwa.  
- Mówisz? - upewnił się pogodnie. - Bo wiesz, gdybym był reporterem Czarownicy czy innego pismaka, to zaraz byś wylądował na pierwszej stronie w obszernym artykule o tym, że nie dość, że chlejesz w towarzystwie zdrajcy krwi, to jeszcze mówisz, że nie porzuciłbyś tego chlania na rzecz miotły, a przecież jesteś wysokiej klasy sportowcem! To nie byłby mały skandal, tylko skandal na skalę krajową - wyszczerzył się. - O, jeszcze można by zmienić, że siedzisz z jakąś wydziedziczoną arystokratką i dopiero byłaby afera - nagły entuzjazm na jego twarzy zastąpiło niemałe zasępienie. - Cholera, czemu nie zostałem reporterem? Zbiłbym na tobie majątek - westchnął ciężko. No i przepadło: tyle forsy właśnie przeleciało mu przed nosem... wielka strata.
A filozoficzne rozważania Sylvaina były oczywiście winą nie kogo innego, a Sørena właśnie - to on wspomniał o poświęceniu... umysł Croucha zachęcony niewielką ilością alkoholu zrobił po prostu skok myślowy, a potem się zaczęło.
Zastanowił się przez moment nad słowami kumpla.
- Faktycznie, wygodnictwo arystokracji wyjaśnia wszystko - zgodził się z nim bez większych przeszkód, znów sięgając po uzupełnione szkło, wstrzymał się jednak jeszcze z piciem. - Jeśli ktoś wygodny nie jest w tych kręgach, to już podchodzi pod ekscentryka... jak na przykład ty - nie powstrzymał się, żeby nie dodać tego ostatniego z uśmiechem.


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Miejsca przy kominku    27.09.15 0:20

Jedno wiedział na pewno. Wysłanie sowy do Sylvaina było świetną decyzją. Chociaż zżerały go wątpliwości, a spokój stoika chwiał się niebezpiecznie to i tak była to niewielka cena za spokój, który utrzymał. Siedząc w „Kotle” ze starym kumplem życie nagle stało się proste i zwykłe. Niesamowite. Cieszył się, że go odzyskał. Nie wiedział jak długo utrzyma się ten stan rzeczy, bo los lubił z niego drwić. Mógł wkrótce powiedzieć coś okropnego i zepsuć wszystko w mgnieniu oka albo rozdzieli ich długość kontynentu, wszystko było możliwe. Dlatego chwytał się tego, co miał teraz, czerpał wspomnienia, do których będzie mógł wrócić, gdy życie znów wystawi go na próbę.
- Twoja wyobraźnia nie ma granic – szczerzy się do niego znad przytkniętej do ust szklaneczki. – Zrobiłbyś z mojej nudnej osoby naprawdę barwną postać. Jeszcze chwilę, a także zacznę żałować, że nie obrałeś tej ścieżki kariery. – Nie uważał się za kogoś wartego szczególnej uwagi pismaków, ale już dawno przekonał się, że nie liczy się tam rzetelność, a wyobraźnia. Nie miał jakiegoś parcia na popularność jak niektórzy sportowcy. Wręcz przeciwnie, wybrał Quidditch z zupełnie innych powodów. Pragnął wolności, jaką dawało mu pędzenie na miotle wiele stóp nad ziemią. Poczucia utraty czasu, odcięcia się od problemów i doczesności. Ściskając w ręku pałkę był w stanie walczyć z losem, a jego skuteczność nie była dziełem przypadku, a jego pracy. Kochał kontrolę, którą niosła ze sobą gra. – Jak chcesz możesz sprzedawać moje autografy ze zdjęciem – dodał jeszcze, wciąż nie tracąc na wesołości. Alkohol przyjemnie krążył w żyłach, ale zdaniem Sørena wciąż było go mało. Opróżnianie szklanki szło mi widocznie szybciej niż Crouchowi, więc postanowił na niego poczekać. Nie chciał wyjść od razu na takiego pijaczynę, do jakiego niestety było mu co raz bliżej. Chociaż i tak ta wolność była chwilowa, bo wraz z rozpoczęciem sezonu będzie musiał się mocno ograniczyć.
- Nie przesadzaj – parsknął rozbawiony jego słowami. – Też mógłbym się odciąć od linii gdybym chciał. Zdrada krwi nie robi na mnie wrażenia. – Nie dodał, że nie robi tego tylko ze względu na Allison. Jeśli naprawdę by mu zależało to znalazłby sposób, aby widywać ją mimo to. Ale bał się, że wcale może tak nie być. Samael by o to zadbał, a on umarłby, gdyby nie mógł widywać siostry.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Sylvain Crouch
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1108-sylvain-crouch http://www.morsmordre.net/t1240-niesowia-poczta-sylvka http://www.morsmordre.net/t1154-sylvain-silver-crouch http://www.morsmordre.net/t1383-mieszkanie http://www.morsmordre.net/t1360-sylvain-crouch
aktor
24 lata
Zdrajca
Kawaler
Shadows are falling and I’ve been here all day
It’s too hot to sleep, time is running away
Feel like my soul has turned into steel
I’ve still got the scars that the sun didn’t heal
10
9
3
0
0
2
0
5
Wilkołak
We should be able to kill ourselves in our heads and then be reborn

PisanieTemat: Re: Miejsca przy kominku    27.09.15 14:25

- Z nudnej? - powtórzył za nim z niedowierzaniem. - Daj spokój, wcale nie uważam cię za nudną osobę - odparł momentalnie, choć... ciężko stwierdzić czy to był komplement: historię magii też uważał za super-ciekawą, a większość uczniów zazwyczaj na niej spała. - Zresztą sam się zastanów: przystojny, młody szlachcic, sportowiec i póki co wolny, chyba, że o czymś nie wiem - uśmiechnął się szerzej - idealny temat dla tych wszystkich szmir czytanych przez czarownice - skwitował z zadowoleniem. Taka była prawda: gdyby Søren tylko chciał, stałby się najsławniejszą, najpopularniejszą osobą w czarodziejskim światku... i to bynajmniej nie za swoje osiągnięcia w sporcie, a przynajmniej nie tylko za nie. Wiedział, że kumpel nie jest jednak z tych, którym zależało na tego typu rzeczach... ale nie przeszkadzało mu to w podsuwaniu mu tego typu wizji pod nos. Sam uważał je za wyjątkowo zabawne.
- Naprawdę? Zdjęcia z twoim autografem? - parsknął śmiechem. - Mogę sprzedawać twoje, jeśli ty będziesz sprzedawać moje - odparował radośnie. Kto wie, po tego typu reklamie pewnie na występach trupy pojawiałoby się więcej osób, to by było niezłe wsparcie. I cholernie zabawne, jeśli się sobie wyobraziło poważnego sportowca po meczu sprzedającego zdjęcia podrzędnego aktorzyny.
- No właśnie o tym mówię! - wycelował w niego wskazującym palcem z szerokim uśmiechem na twarzy. - Żaden normalny arystokrata by tak nie powiedział, a zdrada krwi to w ich mniemaniu najgorsze co może człowieka spotkać - parsknął śmiechem i w końcu się napił. Ileż można wstrzymywać przyjaciela w chlaniu?
Swoją drogą, jeszcze parę lat temu sam uważał, że zdrada krwi to najgorsza krzywda, jaką można wyrządzić rodzinie. Wtedy nawet nie przyszłoby mu do głowy, że skończy tak jak skończył, ale... w sumie to nie było aż tak złe jak to sobie wyobrażał z dawien dawna. Chociaż byłoby niepomiernie lepsze, gdyby choć trochę przy tym nie znosił swojej rodziny, a tak niestety nie było.


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Miejsca przy kominku    02.10.15 20:55

Nie należał do osób specjalnie rozrywkowych. Owszem, ostatnimi czasy można było często natknąć się na niego w pubie czy barze, podczas oblewania zwycięskiego meczu czy mniej istotnej okazji, ale nie czyniło to z niego osoby towarzyskiej. Nie interesowało go zawieranie nowych znajomości, wystarczył mu krąg zaufanych osób, którymi się otoczył. Pił czasem w samotności korzystając z upragnionej anonimowości dzięki byciu w środku tłumu, ale przecież każdy potrzebuje chwili spokoju. Zazwyczaj alkoholizował się w towarzystwie, tak jak na przykład właśnie teraz z Sylvainem. Inne fakty jego życia nie były specjalnie interesujące, przynajmniej te znane opinii publicznej. Więc niejako obciążało go to na korzyść stwierdzenia, że jest raczej nudnym człowiekiem.
- Ty może nie, ale dla szmatławców nie jestem łakomym kąskiem. – I całe szczęście. Nie żeby obchodziło go, co wypisują te wszystkie gazety, ale tłumy reporterów na każdym kroku nie były niczym przyjemnym. Bycie młodzikiem w drużynie miało swoje plusy. – Jestem wolny póki co i nie mam ochoty zmieniać tego stanu rzeczy – uśmiechnął się rozbawiony, ale przez jego umysł przebiegł cień wątpliwości. Ostatnimi czasu nie rozmyślał o swoich uczuciach, bo sam czuł się niepewnie w tym temacie. Nie wiedział jak odbierać sprzeczne sygnały, które wysyłał jego mózg. Już po spotkaniu z Amodeusem obiecywał sobie, że wszystko przemyśli, ale zupełnie przecząc własnym zasadom tego nie zrobił. Odsuwał od siebie wszystkie zbędne myśli i zrzucał zrobienie analizy na inną datę. Zazwyczaj nie uciekał od problemu, bo wiedział, że zawsze ten go dogoni, ale gdy w grę wchodziły własne uczucia to tracił całą pewność siebie. Nie ufał sobie za grosz w tej zwodniczej materii.
- Okej, to mamy umowę – parsknął śmiechem i wyciągnął rękę w jego kierunku, aby przypieczętować ten układ. Nie sądził, żeby Sylvain miał problem z rozdawaniem autografów, bo przecież nie należał do osób, którym natura poskąpiła urody. Już w Hogwarcie zdążył niejednej zawrócić w głowie i Søren bardziej niż cieszył się, że wybrał właśnie Allison. Crouch był jedynym facetem, któremu kibicował w związku ze swoją bliźniaczką. Uważał ich za zgraną parę i był bardziej niż zawiedzony faktem, że ich drogi się rozeszły. Teraz, gdy ich związek był praktycznie niemożliwy przez to wydziedziczenie, żałował jeszcze bardziej, bo na horyzoncie pojawił się ustawiony narzeczony, któremu miał ochotę roztrzaskać pałkę na głowie. Nędzny pachołek jego brata.
- Ale ja nigdy nie byłem normalny. – Uśmiechnął się, ale było w tym wyrazie więcej smutku niż radości. Czasem zastanawiał się, czy gdyby poskąpiono mu wolnej woli i mózgu to czy jego życie byłoby łatwiejsze i mniej bolesne. Nie zmieniłby go za nic w świecie, ale przecież rozważać nikt mu nie zabroni. Skinął po dolewkę. – Chociaż podobno tylko wariaci są coś warci.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
 

Miejsca przy kominku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 7Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Sala treningowa
» Recepcja
» Pole biwakowe
» Tajemnicze miejsce w Zakazanym Lesie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Dziurawy Kocioł-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18