Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Salon   11.09.15 18:28

First topic message reminder :

Salon

Proste, skromne pomieszczenie, które wieczorem napełnia się magiczną atmosferą bijącą od ciepłego światła lamp i mlecznej księżycowej łuny przebijającej się przez nocne chmury. Salon znajduje się najbliżej kuchni, z której co obiad wędrują do niego cudne wonie i aromaty.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
10
6
0
2
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   16.10.16 1:16

To był genialny plan. A przynajmniej na taki wyglądał w mojej głowie. Właściwie nie przejmowałam się ani trochę tym, że ktoś może mnie uznać za wariatkę. Jeśli miałby zrobiłby to już dawno temu. Byłam wśród ludzi którzy mnie znali i akceptowali to jaka jestem. Dlatego wskoczenie na plecy mojego przyjaciela wydawało mi się oczywistością. Łapię spojrzenie mojego najlepszego druha w postaci Margo która z rozbawieniem kręci głową i wzruszam lekko ramionami już usadowiona na plecach mojego skrzydłowego. Nie mogłam się powstrzymać przed zrobieniem właśnie tego.
-Nie licząc Margo, Dory i małego Jamesa. – mówię mu a w moim głosie naprawdę przebrzmiewa duma, chociaż już chwilę później marszczę nos bo przypominam sobie jak ciężko było mi wytrzymać w oczekiwaniu na jego pojawienie się i jak to zaprzysięgłam sobie że więcej nigdzie się pierwsza nie pojawię. To nic, że byłam tutaj przed czasem tylko i wyłącznie dlatego że godziny pomyliłam. A może bardziej że tą o której mówiła Margo uznałam że oficjalną a nie tą na którą ta umówiła się by pomóc Dorei. Dobrze że nikt tego nie wiedział, bowiem gdyby liczyć mnie według tej właśnie godziny spóźniłam się prawię godzinę. Jednak gdy obowiązywała mnie oficjalna godzina przyjęcia zjawiłam się na – a nawet przed – czasem.
Zaśmiałam się na jego słowa. Najpierw na pierwsze a potem na drugie i pokręciłam rozbawiona głową na tyle na ile pozwalała mi to pozycja w której byłam. Podobało mi się tutaj. W sensie na plecach u Sama. W salonie Potterów też było spoko. Jednak jego blisko zaskarbiła sobie w tym momencie całą moją uwagę. Czułam przyjemny zapach jego ciała, jedną dłonią sięgnęłam do włosów które wrednie uciekły spod rzemyka i złapałam je w palce by lekkim, delikatnym wręcz gestem założyć mu je za ucho. Czułam dotyk krótkich ciemnych włosów które przyozdabiały jego brodę. I choć zdawać by się mogło że drażnią one policzek który znajdował się obok jego, to lubiłam czuć ich dotyk na swojej skórze. Ba, wręcz przyprawiały mnie o dziwne, elektryzujące uczucie które falą roznosiło się po całym moim ciele tak że moment w którym zarządzał że przemieścimy się w kierunku Dunny’ego i Clem kompletnie nie usłyszałam tego jak mnie o tym informuje.
Zaśmiałam się gdy Sam pochylił się do przodu, a właściwie w tej reakcji mieszało się rozbawienie i strach.  Niby wiedziałam, że nie ma opcji by wypuścił mnie z mocnego uścisku w jakim się znajdowałam, ale jednocześnie jakby obawiałam się że coś może pójść nie tak(a z moim szczęście wszystko zdarzyć się mogło) i wyląduje na podłodze z dupskiem wpiętym do góry.
Już miałam mówić że po pierwsze to nie jestem czymś a kimś jak już gdy odezywa się Dorea. Już po pierwszych jej słowach jestem pewna że to właśnie do tej jednej konkretnej chwili wieczór zmierzał. Więc czekam chwilę aż Sam się nie wyprostuje a potem odplatam nogi, a ten jakby czytał mi w myślach puszcza moje uda i pozwala mi stanąć na nowo na salonowej podłodze. Wygładzam poły białej tuniki którą spięłam brązowym paskiem na wysokości tali -  i tak to nic nie daje bo tkanina ubrania cała pognieciona jest. Gdy wychodzisz gdzieś w pośpiechu zdarza się nie wyprasować rzeczy. Mnie często się zdarzało. Ale rzadko kiedy przejmowałam się tym że są pogniecione. Staję obok Sama i słucham słów Dorei, uśmiech na twarzy pojawia mi się a właściwie to cała twarz mi się zmienia. Odbija wszystko. To, ze to miejsce to DOM i bardzo przypomina mi ten w którym się wychowałam. Że rozczula mnie to wszystko i że tak naprawdę sama o tym wszystkim marzę. Aż z podniecenie łapię łokieć Samuela – czy może raczej uczepiam się palcami skrawka materiału który ten łokieć zakrywa - w kompletnie nieświadomym geście bo moje roziskrzone oczy dalej wpatrują się w promieniejącą młodą mamę i jej największy skarb. Włosy migoczą mi w międzyczasie i stają się tak białe jak te które na głowie ma Margo. Tylko kolorowe refleksy dają znać o tym że jeszcze przed chwilą były w innym kolorze. Efekt nie utrzymuje się przez długo i właściwie pewna jestem że nikt nie zauważył bo każdy uwagę swoją skupił na Potterach. Gdy głos przejmuje Charlus już cała rozpływam się pod tym wszystkim. Ogarnia mnie jakaś wielka nostalgia i nagle czuję jednoczesną potrzebę objęcia przez kogoś jak i smutek bo gdzieś w środku czuję że nie należy mi się coś takiego. Że moje fobie i demon nigdy nie pozwolą na to bym i ja skosztowała jak to jest założyć własną rodzinę. Ale staram trzymać się dzielnie mimo tego że wredne łzy – jednocześnie radości dla Potterów, jak i smutku nad moim własnym losem – zaczynają tańczyć w kącikach moich oczu. Jedna z nich nawet ukradkiem gdzieś wymyka się. Nie zwracam na nią uwagi. Zamiast tego moja dłoń puszcza materiał i zakrada się na plecy mojego przyjaciela podczas gdy ja sama wkradam się pod jego ramię by poczuć się lepiej dzięki cieple którym emanuje jego ciało. Egoistycznie, ale jakże skutecznie. Nie odrywam od nich wzroku nadal się uśmiechając i życząc im by żyło im się jak najlepiej a mały James mógł dorastać w czasach lepszych i spokojnych.




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
32
20
1
0
0
1
9
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   30.10.16 17:04

Dorea odwiecznie miała mu się już kojarzyć z czymś dobrym. Miał do dyspozycji cały czas spędzony w pracy i ich genialnym trio, które...gdzieś po drodze się rozpadło. Nic nie szkodziło, był przekonany, że każde z nich pamiętało co ich łączyło. A teraz, dodatkowo, Samuel dziękował w duchu swej przyjaciółce, że pomyślała o tym, by wciągnąć go w walkę - do której przecież był stworzony. Możliwe, ze był to aspekt życia, którego do tej pory brakowało, niewerbalnie i podświadomie szukając drogi, która go umocni. Nawet jeśli dokładała na jego barki kolejne zmartwienia.
- Cześć Kruszyno - to nic, że pani Potter należała do jednej z wyższych kobiet, jakie znał. Nie przeszkadzało mu to w żadnym stopniu, obdarowywać ja podobnymi określnikami - Jak widzisz jeszcze nic mnie wystarczająco nie przetrąciło, żebym nie mógł się tu pojawić - odpowiedział, serwując czarnowłosej przypomnienie dawnego, czarnego humoru, za jaki od niej obrywał. Pozwolił by smukłe ramiona ogarnęły go i z przyjemnością odwzajemnił uścisk - Rogers, jest Rogersem, pewnie z chęcią by coś ukatrupił, ale nie sadzę, żebyś znajdowała się w polu jego zainteresowań - posłał kobiecie szeroki uśmiech i przymrużenie powiek - Niewiele - kąciki ust opadły, a w ciemnych źrenicach błysnęła zaniepokojona iskra - Chyba po prostu nie chce, by o nim za dużo mówiono - pokręcił głową, odsuwając od siebie niejasne obrazy - Znasz go. Jeśli się w końcu zdecyduje, to szybko się o tym dowiesz - poprawił opadający na kobiecy policzek kosmyk, zakładając je za ucho - ...ale dziś myśl o czymś dużo przyjemniejszym. A masz tych powodów w salonie, jak widzę - zaśmiał się cicho, odsuwając się z pola widzenia. To ktoś inny miał być dziś w centrum. Nie on, nie oni, nie ich problemy i ciemne chmury, które próbowały się wciąż przebić przez ciepłą aurę panującą w domu Potterów. I niech nikt nie śmie tego zakłócać.
Przestrzeń wydawała się rozszerzać w kolejnych, prostych gestach, słowach, uśmiechach, reakcjach i...skokach. Just bezpardonowo, za jego niewerbalną zgodą wciąż tkwiła na jego placach. A sam Skamander dbał o to, by przypadkiem nie zsunęła się, gdy wykonywał prozaiczne gesty.
Nie spóźniał się z premedytacją. To domena, którą do perfekcji opanowała szlachecka brać. Samuel zazwyczaj pędził prawie wszędzie spóźniony. To pracę przedkładał ponad wszelkie spotkania - nawet jeśli się do tego głośno nie przyznawał, aurorstwo wpisało się w jego styl życia, mocno obejmując wiele innych dziedzin życia. Nic na to nie poradził, nawet nie chciał. Pasował mu tryb życia, który wyłaniał to, czego potrzebował. A przynajmniej to, co pozwalało mu nie skupiać się na osobistych kłopotach.
Drgnął, gdy kobieca dłoń musnęła jego policzek, by dopiero po chwili zrozumieć, że ciemne pasmo zostało poskromione przez Just. Chyba...rzeczywiście trzeba być kobietą, żeby zwracać na takie szczegóły uwagę. Ciepło bijące z bliskości w naturalny sposób uspokajało go. To chyba jedna z niesamowitych, kobiecych cech. Wielokrotnie się z tym spotykał i nadal dziwił, że istnieje taki fenomen. Kobiety, a Just nie była w tym inna, potrafiły obecnością wprawić mężczyznę w stan ciepłej spokojności, jakby ich obecność wibrowała i dotykała tych najbardziej napiętych strun. Nie mógł się nie uśmiechnąć.
Ale i spotkanie sięgnęło punktu zenitowego. To, dlaczego wszyscy się tutaj zebrali. Powitać małego czarodzieja. Wyprostował się i naturalnie pozwolił w końcu Just opaść na własne nogi, pozbawiając się ciepła, którym go otulała. Słuchał najpierw, gdy mówiła Dorea, potem Charlus i nie dziwił się ich decyzji. I mógłby próbować odnaleźć wzrokiem dwójkę wybrańców, ale zdawał sobie sprawę, że teraz ku nim sięgało więcej niż jedno spojrzenie.
I może dlatego drgnął zaskoczony, gdy pod ramię chwyciła go znajoma, kobieca dłoń. Just wydawała się mocno poruszona. Zaszklone zbierającymi sie łzami oczy, bielące się teraz włosy i zaciskające się kurczowo na jego łokciu palce. Skupił się na przyjaciółce, nie bardzo rozumiejąc kawalkady emocji, którą z siebie emanowała. Zrozumiał dopiero moment później, gdy uwagę wrócił na państwo Potter i ich małego syna. I chociaż tak bardzo odpychał od siebie wizje, które od początku skradały się niepostrzeżenie ku jego świadomości, to w końcu zobaczył w scence kogoś zupełnie innego. I to zakuło mocno, boleśnie. I zaraz umknęło, gdy wyczuł raz jeszcze na sobie dotyk dłoni. Nie protestował, gdy drobna sylwetka schowała się pod jego ramieniem. Wahał się tylko przez chwilę, by zamknąć Just w objęciu. Nie wiedział co mógłby powiedzieć, ale czuł, że powinien. Miał być dla niej oparciem nawet wtedy, gdy nie pojmował znaczenia ich gestów.
- Uważaj, bo przegapisz resztę - właściwie powiedział to w czubek głowy just, ale i tak stawiał, że go słyszała.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   09.11.16 22:14

Mimo wszystko - mimo ostatnich miesięcy zmuszających go do zabierania głosu przed publiką o wiele częściej, niż miałby na to ochotę, mimo wrodzonej pewności siebie, mimo dość ustabilizowanej umiejętności składania sensownych zdań w sytuacjach kryzysowych - nienawidził chwil takich jak ta. Jak w zwolnionym tempie wszystkie spojrzenia leniwie zwracały się w jego kierunku (dzięki, Charlie, zawsze można na ciebie liczyć - przelotnie przemknęło mu przez myśl), a on sam czuł się jak skończony idiota, tkwiąc na środku pomieszczenia i balansując na krawędzi pragnienia zapadnięcia się pod posadzkę. Lub chociaż teleportowania się w bezpieczne miejsce pełne alkoholu i kotów, a nie ludzi, którzy prawdopodobnie oczekiwali od niego kwiecistej przemowy.
Ale zdawał sobie sprawę z tego, że obok niego był ktoś, kto nienawidził tego jeszcze bardziej - ktoś, z czyjego powodu wysilił się na ułożenie ust w promiennym uśmiechu i otworzył usta, by zabrać głos; powiedzieć cokolwiek, żeby kazać innym skupić całą swoją (niechcianą?) uwagę na nim, nie na niej, żeby Margaux mogła poczuć się swobodniej.
No dobrze, ale co teraz?
Nie znał się na chrzcinach, nawet na dzieciach się nie znał - z ostatnim miał do czynienia przed kilkunastoma latami, kiedy w trakcie letnich przerw od szkoły oglądał rudawe kosmyki włosów siostry mieniące się złotem w sierpniowym słońcu.  Tym bardziej nie miał pojęcia, co powinien właśnie zrobić; podejść tam? Czy tego typu przyjęcia wymagały jakichś ceremoniałów, obrzędów, tradycji? I czemu, do przeklętych kości kulawego psidwaka, nie pomyślał, żeby spytać o to wcześniej?
- Obraziłbym się, gdybyście poprosili kogoś innego - rzucił ze śmiechem, który - o zgrozo! - zabrzmiał wyjątkowo naturalnie; bezbłędnie wychodziło mu papugowanie szczerego rozbawienia, podczas gdy trybiki w jego głowie pracowały na zwiększonych obrotach, próbując (stosunkowo nieudolnie) wynaleźć neutralne wyjście z tej sytuacji nieuwzględniające stepowania na stole i pozorowanych omdleń. - A tak odrobinę poważniej - to naprawdę zaszczyt, dziękujemy - my - mówił też za Margie, bo przecież znał ją i domyślał się, że wolałaby milczeć (a nawet zniknąć) - za zaufanie, którym nas obdarzyliście. - Które w jego przypadku były irracjonalne; na miejscu Dorei i Charlusa nie odważyłby się oddać pod swoją opiekę nawet paprotki w doniczce, a co dopiero małego czarodzieja, największy skarb swoich rodziców, kochanego Jamesa.
A choć całe jego życie napędzane było obawą, że zawiedzie, że nie podoła, że nie zwycięży, teraz odczuwał ten strach jeszcze silniej. I obiecał sobie w duchu, że nigdy nie pozwoli, żeby Jamesowi stała się jakakolwiek krzywda.
Ale, cholera jasna, nie patrzcie tu już wszyscy - zawisło mu na języku, gdy zerkał kątem oka na wszystkich gości; zamiast jednak dręczyć się myślą, że wciąż znajdują się w centrum uwagi, powiódł spojrzeniem do Margie, chcąc powiedzieć jej tak wiele. Na szczęście wiedział, że i tak zdoła ona wyłowić z ciszy przemilczane półsłówka.
[bylobrzydkobedzieladnie]




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych



Ostatnio zmieniony przez Garrett Weasley dnia 25.12.16 13:09, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Clementine Baudelaire
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2770-constanine-faye-baudelaire-budowa#44793 http://www.morsmordre.net/t2843-hanok#45618 http://www.morsmordre.net/t2840-poznaj-klementynke#45614 http://www.morsmordre.net/f268-mole-valley-little-ash-park http://www.morsmordre.net/t2844-clementine-faye-baudelaire#45621
hodowczyni ptaków
19 lat
Czysta
Panna
There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired by how you deal with your imperfections.
1
3
6
8
2
0
0
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Salon   05.12.16 12:10

Emmie nie nadąża za tymi powitaniami. Kolejno podchodzą do niej ludzie, przedstawiają się, dodają kilka miłych słów. Clementine próbuje ich wszystkich zapamiętać, ale pamięć Emmie musi wyłapywać inne rzeczy. Panienka Baudelaire próbuje oddzielić od siebie różniste zapachy, zachowania. Wszystko jej się bardzo miesza. Floreana kojarzy z lekkim chłodem i zapachem… odświeżającym, po krótkiej wymianie zdań, wnioskuje, że jest to woń lodów, jakimi częstuje zebranych. Z Margaux kojarzy jej się delikatny dotyk jej dłoni, subtelne muśnięcie warg i miękkość jej skóry. Clementine wydaje się, że kobieta musi być piękna… ma piękny głos. Emmie wsłuchuje się w niego tak długo, że kiedy przychodzi jej coś powiedzieć, Margie zdąża już odejść. Postępuje krok za nią, ale kobieta już jej gdzieś znika. Całą jej uwagę przyciąga Justie. Emmie przystaje w pół-kroku. Zgubiła dłoń Duncana, wiec teraz stoi po środku chaosu sama. Nie na długo, bo Tonks jest obok i Clementine ma wrażenie, że może jej ufać. Czując jej dłoń na ramieniu, kiwa jej głową w zrozumieniu dla jej słów. Chce coś powiedzieć, ale ta dziewczyna jest jak burza. Zaraz znika i Emmie chwyta dłońmi swoją suknię. Dunny stoi obok, ale Clemetine nie potrafi go wyczuć. Tyle osób do niej podeszło, pozostawiając za sobą swój zapach. Mieszanka różnych osób pozostawia po sobie ślad. Clemmie nie chce się ruszyć. Ma wrażenie, że jak to zrobi, cała ta feeria zapachów rozmyje się w powietrzu, nie pozostawiając jej żadnego śladu gdzie mogłaby chociaż szukać Becketta.
Duny? — czuje lekką obawę, że mężczyzna ją zostawił, chociaż ma pewność, że nie zrobiłby tego specjalnie. Może przez nieuwagę, opowiadając komuś coś. Komu i co Clementine nie wie. Jest tu tyle ludzi. Odwraca się dopiero, kiedy spośród tych wszystkich obcych ludzi, wyczuwa obecność jednej bardzo znajomej. Samuel wita się z nią, ale zaraz potem skupia na rozmowie z Justine. Clementine patrzy w tamtym kierunku chwilę, nieświadoma, odwracając wzrok, kiedy zdaje sobie sprawę, ze nie chce przeszkadzać im w rozmowie. Wyciąga rękę w bok i prawdopodobnie natrafia nią na łokieć Becketta, bo mimo wszystko, stoi on najbliżej. Nabiera do tego pewności, kiedy Samuel wraca, zwracając się o niego. Wita ją ciepło i dopiero teraz Clementine ma okazję mu odpowiedzieć.
Samuelu…
Zanim zdąży mu odpowiedzieć, Samuel znika gdzieś dalej. Wszystko się zmienia, ludzie się przemieszczają. Emmie kolejny raz gubi Duncana, ale tym razem go nie znajduje. Prawdopodobnie jej drobna sylwetka gubi się gdzieś pomiędzy ludźmi. Emmie postępuje kilka kroków na oślep i wpada na kogoś. Nie wie na kogo wpadła, ale instynktownie przeciągnęła dłonią po nieznanym jej ramieniu i uniosła twarz w górę, przytrzymując się obcej ręki.
Tak po prawdzie jest jej trochę słabo. Oddech ma nieco szybszy, rumieńce na twarzy wyraźniejsze. Oddycha przez usta. Chwilę milczy, aż w końcu przebija się tonem przez cały ten harmider.
Dziękuję.
Dziękuje przypadkowemu przechodniowi, bo gdyby nie on, weszłaby wprost w ścianę. Normalnie potrafi określić ich położenie, ale tutaj przez chwilę czuje się zagubiona. Teraz jest pewniejsza, bo oddaliła się trochę od tłumu. Trzyma się lekko czyjegoś łokcia i może sobie nawet pozwolić puścić go. Metr dalej wyciągając rękę do ściany, po której przeciąga opuszkami palców i opiera się o nią plecami, spomiędzy warg wypuszcza wąski strumień powietrza. To ulga, że w końcu znajduje się w jakimś stabilnym miejscu.

Ktoś chciałby ze mną chwilkę pograć?




" There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired
by how you deal
with your imperfections


Powrót do góry Go down
Margaux Vance
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t1789-margaux-vance http://www.morsmordre.net/t1809-parapet-margie http://www.morsmordre.net/t1791-margo http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t1817-margaux-vance
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna

all those layers
of silence
upon silence

19
0
0
28
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Salon   10.12.16 16:56

Jeżeli istniało coś, co było w stanie w ciągu sekundy zburzyć unoszącą się wokół Margaux aurę spokoju, zdecydowanie było to nagłe znalezienie się w centrum uwagi.
Nie znosiła tego uczucia; gromadka znajomych, radośnie śpiewających jej sto lat, przećwiczona przemowa, wygłaszana na szkolnej stołówce, przerażająca chwila ciszy zaraz po tym, gdy upuściła cały karton eliksirów i wszystkie oczy w ministerialnym korytarzu zwróciły się w jej stronę – każdą z tych sytuacji wspominała z cichym przerażeniem oraz równie cichą nadzieją, że nigdy więcej. Trochę paradoksalnie, bo przecież z natury kochała ludzi i to właśnie z ich obecności czerpała niekończące się pokłady siły, ale zdecydowanie lepiej czuła się w cieniu, na uboczu, w tle. Gdy niespodziewanie wyciągano ją w sam środek, fale zbyt intensywnych i skomplikowanych emocji sprawiały, że traciła grunt pod nogami, przygnieciona nagłą potrzebą zapadnięcia się pod podłogę. Czy – jak w tym przypadku – schowania się za plecami Garry’ego, co przez pełne trzy sekundy całkiem poważnie rozważała, zanim przywołała się do porządku, a na jej usta wypłynął na wpół radosny, na wpół zakłopotany uśmiech.
Chociaż prośba Charlusa i Dorei nie stanowiła już dla niej zaskoczenia (pytanie po raz pierwszy padło w liście, który przeczytała w zaciszu własnego mieszkania, gdzie mogła bez świadków i bez skrępowania uronić łzę czy dwie), to i tak spowodowała u niej dziwne rozrzewnienie, przemieszane ze świadomością, że cały pokój ludzi oczekiwał na jej reakcję. Może przesadzała, ale trudno było myśleć logicznie, gdy jej uwaga była podzielona między falę gorąca, która powoli wpełzała po jej szyi i policzkach, oraz desperacką próbę złożenia z rozsypanych bez sensu wyrazów przynajmniej jednego sensownego zdania. Przemknęła spojrzeniem po znajomych i nieznajomych twarzach (co było raczej błędem), zerknęła ukradkiem na Garretta (który wydawał się co najmniej równie zachwycony otrzymywaną atencją, co ona), żeby wreszcie zatrzymać wzrok na prawdziwych bohaterach tego wieczoru. To odrobinę dodało jej pewności siebie; być może udzieliło jej się promieniujące od Dorei szczęście, a może mały James ujawniał właśnie swoje pierwsze oznaki zdolności magicznych.
Była wdzięczna Garry’emu, że przerwał przepełnioną wyczekiwaniem ciszę, a jeszcze bardziej za to, że użył przy tym liczby mnogiej, niejako zwalniając ją z obowiązku, który wypełniłaby, gdyby musiała, ale i tak wolała tego nie robić. Na tym etapie uśmiechała się już zresztą zdecydowanie zbyt szeroko, żeby być w stanie wyartykułować cokolwiek zrozumiałego. Zerknęła w bok przez przelotny moment, wyczuwając na sobie spojrzenie dodatkowej pary oczu – aż dziwne, że w ogóle była w stanie zauważyć zmianę, gdy ciężar pozostałych wciąż skutecznie zatrzymywał ją w miejscu – ale zamiast wyszeptać bezgłośne dziękuję, które i tak oddałoby jedynie niewielki ułamek tego, co czuła, zwyczajnie kiwnęła leciutko głową. Jej ręka opadła w dół i niby przez przypadek musnęła palcami wierzch garrettowej dłoni, zanim przeniosła (niepodzielną już) uwagę na Charlusa i Doreę. – Mogę już was przytulić? – zapytała, jednocześnie bezradnie i z rozbawieniem, bo nie miała pojęcia, jak inaczej mogłaby przekazać im obietnicę, którą samej sobie złożyła już wcześniej: że mimo, że przyszło im żyć w czasach, które nie były łagodne i życzliwe dla nikogo, zrobi wszystko, żeby ta bajka – bajka Jamesa Pottera – miała szczęśliwe zakończenie.




I've polished this anger
and now it's a knife


Powrót do góry Go down
Dorea Potter
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t3536-dorea-potter http://www.morsmordre.net/t3550-flara http://www.morsmordre.net/t3549-ciastka-doreo-sa-najlepsze http://www.morsmordre.net/f128-west-country-dolina-godryka-74 http://www.morsmordre.net/t3620-dorea-potter
Auror i mama w jednym
28
Zdrajca
Zamężna
Well I came home like a stone
And I fell heavy into your arms
10
6
3
0
5
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   10.12.16 23:01

Odpowiedzialność, która spływała na barki całej czwórki, zdawała się rosnąć proporcjonalnie do upływającego czasu. Im więcej dni liczył sobie rok, tym Dorea mocniej zdawała sobie sprawę z przymusu obserwacji każdego zjawiska objawiającego się w pobliżu jej ukochanego syna. Ale przecież nie była w tym sama. Dookoła niej gromadzili się przyjaciele, którzy, była tego w pełni świadoma, zawsze przy niej byli, proponując swoje wsparcie i pomoc. Miała też kochającego męża, stojącego zawsze przy jej boku, kochającego i czuwającego nad ich wspólnym bezpieczeństwem. Czegóż więcej mogła chcieć?
Przytuliła nieco mocniej Jamesa, uspokajając go delikatnym, matczynym kołysaniem.
- Mamy nadzieję - zerknęła ze śmiechem na Charlusa. - A raczej ja mam nadzieję, że nie nauczycie naszego małego bohatera wszystkich dostępnych sposobów wrzucania Ślizgonom łajnobomb do ich pokoju wspólnego! Ale... co ja się oszukuję. - odparła, kręcąc z rozbawieniem głową. - Czegokolwiek się od was nauczy, na pewno wyrośnie na wspaniałego, mądrego mężczyznę. Oh, Margaux, oczywiście!
Nie dbała o to, że jej oczy zaszkliły się od łez, to była w tej chwili zupełnie nieważne. Podeszła bliżej i przytuliła ją mocno, chowając się razem z Jamesem w jej ramionach. Chwilę później po raz drugi dzisiaj przytuliła Garretta. Jednak głos małego Pottera był zdecydowanie przeważający, a dodatkowe łkanie znacznie podwyższało jego wartość.
- Moi kochani, świętujmy! - zawołała niezbyt głośno do reszty, starając się tym nie rozzłościć bardziej swojego potomka. - Nie oszukujmy się, wszyscy mieliśmy ochotę na odrobinę kremowego piwa albo ognistej, wszystko jest do waszej dyspozycji!
Posłała im przepraszający uśmiech i pomknęła z Jamesem do jego pokoiku, by tam mógł uspokoić się z ramionach mamy.

| kochane morsy! Dorką robię zt, ale jeśli wy chcecie pisać jeszcze na chrzcinach, to nic nie stoi na przeszkodzie! <3


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
10
6
0
2
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   11.12.16 1:10

Miałam wiele domów. Brzmi to jakbym była jak nomada- wiecznie w ruchu, nigdzie na stałe. Ale moje na stałe było tam, gdzie ludzie których kochałam. Dom Potterów przynosił na twarz uśmiech i poczucie rodzinnego ciepła które tak mocno przypominało mi rodzinne kąty – od zawsze pachnące herbatą i jabłecznikiem. Małe mieszkanko dzielone z Margo było nasze, w jego ramach można było być po prostu sobą. Rodzinny dom Samuela posiadał specyficznych zapach aetonów który kręcił się wokół jego rodziców i tworzył zaskakująco przyjemną mieszankę z ciepłą kawą którą zawsze częstowała mnie jego mama. Dom Michaela traktowałam jak własny panosząc się po nim i bez wstydu wyjadając mu coś z lodówki. Skamanderowe gniazdko mieściło najważniejszą dla mnie osobę nigdzie nie czułam się bardziej w domu niż wtedy gdy był przy mnie. Może brzmiało to tandetnie, może pełne było frazesów, ale dokładnie tak to się jawiło w mojej głowie. Dlatego też w najważniejszym momencie tego wieczoru musiałam być obok. A może bardziej mieć go obok siebie. Czując jakby podświadomie że słowa które wybrzmią napełnią mnie chęcią wtargnięcia w ramiona w których od zawsze mieściłam się idealnie. Nie pomyliłam się. Jedno za drugim słowo wypowiadane przez Doreę trafiało prosto we mnie, czy może bardziej w moje serce dzisiaj tak chłonne na to wszystko a jednocześnie tak boleśnie uświadamiające sobie że daleko mi jeszcze do momentu w którym sama będę częścią takiego obrazka.
Schowałam twarz w piersi Samuela. Musiałam się pozbierać. Czułam jak fala, nawet nie płaczu a szlochu, ciśnie się wprost do moich powiek. Raczej chciałam uniknąć głośne pociągnięcia nosem i histerycznego wręcz zalania się łzami w dniu, który nader wszystko powinien – i był – nieść radość.
Okalające mnie ramiona niosły spokój i ciepło trudne do opisania słowami. Byłam bezpieczna, a jednocześnie przepełniło mnie uczucie w którym odkryłam że już się nie boję, że dobrze mi dokładnie tak jak jest. Że dobrze mi tu. Przymknęłam lekko powieki chłonąc nozdrzami zapach który był moją prywatną amortnejcją na chwilę zapominając o całym świecie. Dopiero oddech który zatańczył nad moją głową wraz z jego słowami sprawił że uniosłam do góry głowę podbródek wbijając mu w pierś. Lubiłam mierzyć go z tej pozycji. Było w niej coś niesamowicie zabawnego.
Słowa które do mnie skierował sprawiły że na mojej twarzy na nowo wykwitł uśmiech. A ja rozwiązałam supeł z dłoni który zawiązałam na jego plecach. Uniosłam lewą dłoń i otarłam lewy policzek z łez które ostatecznie nie popłynęły. Na prawym nadal skromnie tańczyła osamotniona w swoim losie łezka – lekko rozmazana, na wpół wytarta w koszulę Sama.
-Nie przeżyłabym tego.- odpowiadam mu zgodnie z prawdą. Staram się poważnie, ale efekt psuje uśmiech który nadal gości na mojej twarzy. Więc odrywam lewą część ciała – bardzo niechętnie – od ciepłego portu którym dla mnie jest cała jego jednostka i na powrót zwracam twarz w stronę Potterów, Garretta i Margo. Jednocześnie współczując jej atencji który zbliżała się do niej wielkimi krokami – wiedziałam jak mocno krępowało ja bycie w centrum uwagi. Mały James chyba jednak znudził się już naszym towarzystwem zaczynając coraz głośniej upominać się o drzemkę. Gdy Dorea wraz z nim opuściła pokój wymknęła się z ramion Sam ustawiając się przed nim. – Postawię ci kremowe piwo. – rzucam do niego sugestywnie ruszając brwiami i mówiąc to tak jakbym miała sprezentować je z własnej kieszeni a nie podać po prostu ze stołu zastawionego łakociami.




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
32
20
1
0
0
1
9
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   19.12.16 1:04

Dom. Czy Samuel potrafił powiedzieć - w zgodzie z samym sobą - gdzie znajdował się jego własny? czy przekraczając próg drzwi Potterów, nie czuł ciepłej aury, trącającej dawno zapomniane nuty w pamięci? czy nie przypominały mu o nim samym, o dawnej przyszłości, którą planował u boku kobiety, którą rzeczywiście...kochał? Samo słowo, które przemknęło przez umysł Skamandera, wydawało się zgrzytać w umyśle, nie mogąc odnaleźć właściwej definicji i miejsca. czy zapomniał, co znaczyło? Czy nabudował wokół wspomnienia tak wielki mur, że nie mógł sięgnąć ponad nagromadzone granice?
Mógł patrzeć na radość z jaką Dorea patrzyła na trzymanego na rękach chłopca. Podświadomie rozumiał, dlaczego Charlus nie zmienia dumnego uśmiechu, który pełgał za każdym razem gdy spoglądał na rodzinę. I jakaś cząstka - cicho tęskniła do utraconego skrawka życia. Ta większa, zajmująca od kilku lat na stałe piedestał wśród priorytetów Skamandera - wołała do zupełnie innej strony życia. I niby metaświadomość przypominała, że to kim jest, niesie ze sobą dużo większe dobro, skupiające nie tylko wszystkich tych, których chciał chronić. Sięgało dalej, do bezpieczeństwa ogólnego, wolnego od terroru i podziałów, które tak wyraźnie się ostatnio odzywały. Wewnętrzny rycerz wierzył, że musi poświęcić więcej, składając w ofierze - jeśli to będzie konieczne - także i siebie. A może przede wszystkim? Walka - szczególnie w obliczu narastającego niepokoju w świecie czarodziejów wymagała tego do niego, od jego pracy i obowiązku, jakiego się podjął. Także o dobro małego Jamesa, trzymanego w troskliwych ramionach matki. jaka przyszłość czekałaby młodego Pottera, gdyby nie Zakon? Niemal każdy z obecnych walczył w jego barwach. Ile los każe im poświecić, by to osiągnąć?
Spojrzał w dół, na drobna kobietę, która otulał ramieniem. Kolejne drgnienie i poruszenie w klatce piersiowej. Przejechał dłonią po włosach Just, obdarzając lekkim uśmiechem. Nie musiała wiedzieć o tłoczonych w umyśle walkach. Lepiej, żeby nie wiedziała nawet.
- A przeżyjesz moją mokra koszulę? - zakpił cicho, dostrzegając palmę na materiale. Chwile  później jego uwaga powędrowała do pani Potter. Nie dziwił się. Podobne wydarzenia, chociaż organizowane na cześć tak niewinnych (małych) istot, skupiały dorosłych - Umowa stoi - zwrócił się na powrót do dziewczyny, jednocześnie rozglądając się za pozostałymi gośćmi i postaciami, które mogli po drodze przygarnąć. Wypuścił z ujęcia kobiece ramiona, odnajdując swoje własne kieszenie. Na moment zawiesił gest, zastanawiając się nad wyciągnięciem papierosa, ale - ostatecznie zrezygnował. Przynajmniej teraz - Może potem pójdziemy zaczerpnąć świeższego powietrza? - nachylił się nad ramieniem ratowniczki wiedząc, że w mig zrozumie jego słowa. Kto jak kto, ale Just musiała czekać na ten moment równie mocno, co on sam. Możliwe, że wychodząc na zewnątrz, nie będą jedynymi amatorami dotleniającej wersji papierosów.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
10
6
0
2
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   25.12.16 4:29

Uderzam go dłonią zwiniętą w pięść prosto w klatkę piersiową gdy wspomina o mokrej koszuli. Nie była aż tak znów mokra. Ledwie łzę jedną uroniłam. Do końca nawet w materiał z którego uszyta była jej nie wytarłam. Ale wzrokiem nadal na twarz patrzę. A buzię ścieli mi uśmiech, łagodny, trochę jeszcze rozedrgany emocjami których tyle dzisiaj doświadczyłam.  Przytakuję głową ale jakoś mniej pewnie, sama nie wiem czy ochotę rzeczywiście na to piwo mam. Ale znów im dłużej przy nim jestem, tym lepszy i mój dzień się staje. Z kolejnej zaś, trzeciej już chyba strony, rzeczywiście mam ochotę by zaczerpnąć trochę świeżego powietrza. Takiego prawdziwego w sensie, mroźnego jeszcze. Jakoś kompletnie nie myślę o paleniu. Czy może raczej nie myślałam -póki Sam o tym nie wspomniał - wcześniej po prostu chyba przytłoczona emocjami które mną targały.
Mama mówi, że powinnam rzucić. – mówię do niego po chwili w której nadal myślę nad tym co zrobić chcę. Właściwie wszystko bym chciała. I napić się i wyjść zapalić i w ogóle wyjść i zniknąć gdzieś pod kołdrą zatopić się i spać do rana. A może bardziej naprzemiennie pić i rzucać się w pościeli usnąć nie mogąc przez myśli toczące się przez mój umysł. Co do palenia to rzeczywiście mama kręci na to nosem, mówi że to przez to męża znaleźć nie mogę. Ponoć nie lubią kobiet z nałogami. Nie tylko ona marszczy brwi i nos na papierosy. Niby mówię że mogłabym, ale nie chcę, bo lubię samą ideę palenia. Fakt, że na chwile zajmuje mi dłonie którymi muszę coś zrobić. Jakoś wtedy skupić się mocniej mogę, ale jednocześnie i odpocząć. Tak, jakby wydychany dym jednocześnie też dziwnie sprawiał, że wydycha problemy, albo jakiś ciężar zbierający mi się w środku.
- Chodźmy do domu. – mówię w końcu jakby dochodząc do jakiś wniosków i układając jakieś plany. Czy może bardziej prosząc? Bo oczach widać pewnie że nadal gdzieś w środku wszystko we mnie drga. A ja sama jakoś nie mam ochoty na rozmowy z innymi. Zanim jednak podaje ich dalszą część (tych planów rzecz jasna) uświadamiam sobie że powiedziałam w liczbie mnogiej. Nie był to rozkaz, propozycja raczej. Ale znów każdy inny dom miał (choć ja od dawna chętnie wracała bym do wspólnego – zarówno domu jak i łóżka). Do innego zmierzał. I nie było żadnego my. Co strzeliło mi do tego pustego łba by coś takiego powiedzieć? Znaczy, wiedziałam dokładnie co. Ale wściekła byłam na siebie że pozwoliłam by słowa z ust mych wyleciały zanim je przez sito przepuściłam. – W sensie - łaskawie pozwolę Ci się odprowadzić. – dodaję szybko na chwilę uciekając wzrokiem i unosząc obie dłonie by założyć kosmyki za uszy. Przeważnie gest ten wykonywałam raz jedną dłonią, a raz drugą - chętniej prawą. Dwie dłonie unosiłam gdy próbowałam powrócić do rytmu. Swojego. Tego z którego sama się wyrzuciłam. Co to mówiłam? O co chodziło? O palnie, wychodzenie czy picie? Marszczę na chwilę brwi wracając myślami do wspomnienia sprzed chwili. W końcu uśmiecham się wzrokiem raz jeszcze wracając do Sama. Zamaskować to wszystko chcę. Kłamię znów. A może ciągle? Sama już nie wiem. – Po drodze zapalimy. – proponuję mu nie będąc do końca pewną czy sama iść nie będę. Może przecież zostać chce. Porozmawiać z kimś. Nie tylko ja po tym świecie chodzę. Nie jestem najważniejsza. Komediodramat, tak chyba jednym słowem określiłabym siebie, swoje życie i wszystko co miało jakikolwiek związek ze mną. Ale nie mogę nic poradzić na to, że na odpowiedź czekam z zamarłym w oczekiwaniu sercem, które, albo zadrga w radosnym podnieceniu, albo znów oklapnie lekko gdy wyjdę zza drzwi bez niego u boku. Czekam na odpowiedź. Czasem zdaje mi się że tylko to robię. Czekam. Ale wiem że i tak warto. Nawet jeśli to na co czekam naprawdę, miałoby nigdy nie nadejść.





I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Clementine Baudelaire
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2770-constanine-faye-baudelaire-budowa#44793 http://www.morsmordre.net/t2843-hanok#45618 http://www.morsmordre.net/t2840-poznaj-klementynke#45614 http://www.morsmordre.net/f268-mole-valley-little-ash-park http://www.morsmordre.net/t2844-clementine-faye-baudelaire#45621
hodowczyni ptaków
19 lat
Czysta
Panna
There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired by how you deal with your imperfections.
1
3
6
8
2
0
0
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Salon   28.12.16 12:25

Clementine wsłuchuje się w dźwięki rozmów. Chociaż osoby kolejno opuszczają mieszkanie Potterów, dalej panuje tutaj spory szmer. Nie potrafi wydzielić poszczególnych dźwięków. Może to ze stresu. Czuje jak niewidzialna pięść zaciska jej się na piersi i nie pozwala jej oddychać. Chciałaby już wrócić do domu, ale nie wie, gdzie zostawiła Duncana. Nie chce wychodzić bez pożegnania. Dlatego stoi zupełnie bez celu w jednym miejscu od dłuższego czasu. Wcześniej dużo osób podchodziło się przywitać, pogadać. Teraz, jak na złość nie ma nikogo. Obce dźwięki sprawiają, że czuje się rzucona na głęboką wodę. Nie wie co ze sobą zrobić. Grzeczność karze jej podziękować pani domu za zaproszenie, brak wzroku nie pozwala jej znaleźć kobiety. Uprzejmość mówi, że powinna podziękować też Duncanowi. Ale może Dunny już dawno zdążył wyjść? Miał tu przecież tylu znajomych. Panienka Baudelaire opiera się obiema dłońmi pod ścianą, zaczesuje w zastanowieniu jedną z nich zaraz włosy za ucho. Spuszcza głowę, czuje się… dziwnie.
Nie potrafi określić tego uczucia, bo nigdy go nie znała, ale ma to coś z uczuć, jakie się w niej goszczą, kiedy nie jest blisko ojca, nie ma obok niej Samuela, kiedy Samuel jest daleko. Tak jak teraz, chociaż słyszy jego ton, gdzieś daleko. Clementine potrafi wydzielić tylko jego głos. Wsłuchuje się w niego. Nie słyszy tylko szeptu. To, co czuje to tęsknota i samotność. W pomieszczeniu pełnym ludzi, z których żaden z nich nie potrafi zrozumieć jej świata i zaułku, w którym utknęła, chociaż pozornie znajdowała się jak wszyscy. W pokoju pełnym ludzi i pełnym wyjść.
Nie ma już nawet człowieka, na którego wpadła. Mężczyzna albo kobieta, Clementine nie zdążyła określić kto, oddalił się od niej. Słowa, które rzuciła, skierowała więc w eter. Baudelaire postanawia jednak zaryzykować. Pyta głośno:
Przepraszam, mogłabym prosić…. — ścisza ton, bo nie słyszy żadnej odpowiedzi, nie czuje niczyjego wzroku na sobie, więc zdaje sobie sprawę, że podjęte ryzyko zupełnie jej się nie opłaciło. Jest sama. Zdaje sobie sprawę, że nie lubi takiej loterii, w której zdaje się na los, a on okazuje się z niej kpić. Nie zna pojęcia kpiny. Nikogo i niczego, nawet ironii losu by o to nie podejrzewała, dlatego wydaje się tak bardzo nie pojmować przestrzeni i ludzi wokół siebie, wydarzenia i ciszy, która zapanowała w jej głowie.
Spowiła ją ciemność. Uczucie było to na tyle dotkliwe, że sparaliżowało ją. Pierwszy raz czuła się naprawdę… ślepa.




" There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired
by how you deal
with your imperfections


Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
32
20
1
0
0
1
9
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   30.12.16 18:28

Zwinięta w piąstkę dłoń - uderzyła w pierś, ale Samuel tylko się uśmiechnął. Dotyk jest na tyle delikatny, że czuł po prostu ciepło dłoni, a spojrzenie w nim utkwione - podsyciło  mieszankę kumulujących się emocji. Większość - musiał odrzucić, ignorując wołanie gdzieś z tyłu głowy. To nie ten czas i nie to miejsce. Prawda?
- Zapewne ma rację - kiwnął głową starając się zabrzmieć poważnie, ale uśmiech i tak przedarł się przez emocję. Musiał zapamiętać te momenty. Ciepłe i lekkie nie naznaczone widmem przerażenia. A coś mu mówiło, że niedługo przyjdzie mu się zmierzyć z czymś, co na zawsze zmieni jego los. Zmienić miało ich wszystkich. Dopóki więc trwała błoga cisza - nie miał zamiaru krzyczeć, prowokować to - co i tak miało przyjść samo - Zapewne sam powinienem to rozważyć - albo i nie. Lubił palić. A może przypominały mu o czasach, kiedy prawdziwe problemy nie istniały? Albo może - nie był ich świadom? Tylko czy chciał nie wiedzieć? Czy ignorancja na czynione wokół zło miała się przysłużyć komukolwiek? Samuel bywał egoistą (podobno każdemu się to zdarzało), ale stawiał się na piedestale relacji (taką miął nadzieję). Nie był ideałem - bywał ślepy o czym przekonywał się szczególnie w przypadku znajomych mu kobiet... ale walczył. I dopóki ta świadomość rządziła jego życiem - wiedział, że idzie właściwą ścieżką.
- Chodźmy - oparł dłoń na kobiecym ramieniu nie zastanawiając się nad znaczeniem wypowiedzianych przez Just słów. Dopiero nagłe tłumaczenie zwróciło uwagę na ich głębszą treść. Zawahał się w odpowiedzi, przez moment ważąc słowa, ale ostatecznie odpuścił. Za dużo zbiegów okoliczności - A może cię podwiozę? - widział, ze większość gości powoli rozchodziła się. Jedni zatrzymując przy pierwotnym pomyśle i - piwie, inni znikając za drzwiami domu Potterów.
Poprowadził gestem Just ze sobą, zatrzymał się jednak, dostrzegając zagubioną - jak mu się zdawało - postać Emmie. Przyszła tu z Dunnym, który zniknął mu z widoku. Nie wierzył, by zostawił przyjaciółkę samą. Pokierował więc kroki, by dotrzeć we właściwe miejsce, akuratnie by patrzeć jak dziewczyna potyka się, wspierając na jednym z gości.
- Może ja pomogę - nachylił się, by chwycić drobna dłoń w swoją, by właściwie mogła się podeprzeć - Pozwolisz, że odprowadzimy cię do domu? - słowa zawisły z pytajnikiem na końcu, ale Skamander nie zastanawiał się nad odpowiedzią. Obie kobiety były mu bliskie i miał zamiar zadbać, by bezpiecznie dotarły do siebie.

zt?






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Clementine Baudelaire
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2770-constanine-faye-baudelaire-budowa#44793 http://www.morsmordre.net/t2843-hanok#45618 http://www.morsmordre.net/t2840-poznaj-klementynke#45614 http://www.morsmordre.net/f268-mole-valley-little-ash-park http://www.morsmordre.net/t2844-clementine-faye-baudelaire#45621
hodowczyni ptaków
19 lat
Czysta
Panna
There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired by how you deal with your imperfections.
1
3
6
8
2
0
0
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Salon   30.12.16 20:13

Clementine stoi niezmiennie w tym samym miejscu. Czeka aż Dunny ją znajdzie. Nie przestaje wierzyć, ze chłopak zaraz to zrobi. Nie odzywa się już do nikogo, nie chcąc nikogo zatrzymywać. Wszyscy powoli zbierają się już do domów. Słyszy jak rozmowy cichną. Pani gospodarz wybiera się gdzieś z młodym Jamesem i znika. Panienka Baudelaire nie zdążyła jej jeszcze podziękować za zaproszenie. Zaraz potem, kiedy już wydaje jej się, że może powinna pomóc Duncanowi ją znaleźć, podchodzi do niej Samuel. Towarzyszy mu Justine Tonks. Clementine chwyta jego rękę i uwalnia ją ze splotu jego palców, zaledwie chwytając lekko materiał wierzchniego odzienia Skamandera pomiędzy palce.
Duncan… — przypomina Samuelowi, że przyszła tu z nim i wypadało, żeby również z nim wróciła. Czas jednak mija, a jego nie ma, ojciec Clementine prawdopodobnie już dawno oczekuje jej w domu, dlatego ostatecznie Clementine decyduje się wrócić z Samuelem i Justine. Czuje się nieswojo. Prawdopodobnie dalej myśli o Dunnym, który został sam.

| zt




" There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired
by how you deal
with your imperfections


Powrót do góry Go down
 

Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

 Similar topics

-
» Mały salon
» Główny Salon
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Studio Piercingu i Tatuażu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Nieaktywni :: Posiadłości-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17