Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Główne ognisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Główne ognisko   26.09.15 22:23

First topic message reminder :

Główne ognisko

Stos beli otoczony kamieniami na piasku jest miejscem, w którym co roku na cały tydzień rozpala się jedno z największych ognisk w Anglii  - podczas otwarcia organizowanego przez rodzinę Prewettów tygodniowego festiwalu celebrującego lato, miłość oraz płodność natury. Celebracje w tym okresie rozpoczynają się wieczorami i trwają aż do białego rana. W okół ogniska odbywają się nieskrępowane tańce; bose stopy, zwiewne stroje, podczas święta każdemu wolno więcej. Przy głównym ognisku śpiewają najwięksi artyści, przypominając słowa dawno zapomnianych irlandzkich ballad. 


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
24
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   24.11.15 1:15

Nie dziwiła się, czemu Tristan miał tak wielkie powodzenia, gdy uczyli się - jeszcze w murach Beauxbatons. Nie bez przyczyny "przykleiła" mu przezwisko Don Juan de Rosier... Miała nieodparte wrażenie, że to on - miał w sobie jakiś pierwiastek, zarezerwowany dla wili, choć w absolutnie męskim wykonaniu. Przenikliwe spojrzenie, które zaglądało..głębiej, niż ktokolwiek przypuszczał, miało w tym swój duży udział. I nieodmiennie - robił wrażenie, choć...jak zwykle też, pozostawało to w kręgach aspektów, które fascynacja nie obejmowała jej serca. Do tego zapewne - zdążył się przyzwyczaić, choć dziś - brakowało jej wesołej iskry, którą miał w zwyczaju ją obdarzać. Czy i jego dosięgła jakaś strzała, nie znając, co za łucznik ją posłał? Tak niedawne wydarzenia i spotkania powinny ją utwierdzić, że każda z barwnych historii i jej wspomnieniowych bohaterów - ma swoje demony, które - dziwnym trafem atakowały w najmniej spodziewanych chwilach.
Teoretycznie - powinna z pogardą spoglądać na każdego Rosiera. Rodowa wręcz niechęć, udzieliła się nawet jej ojcu, choć - ten miał ku temu nieco inne powody, niż pozostali członkowie rodu Carrow. Inara - niczym czarna owieczka, obdarzyła przyjaźnią nie tylko Tristana, ale...wszystkie jego siostry, nic sobie nie robiąc z rodzinnych waśni. Wolała patrzeć na inne aspekty, niż ustalone z góry zasady, albo może...po prostu lubiła działać im wbrew?
Żaden z jej aktualnych towarzyszy nie zaprotestował, gdy z dłonią ujęta przez Rosiera, powędrowała ku płonącym jasno ogniskom. Kiedy ostatnio słyszała te melodię? wolno przenikająca przez ciało, nadając spokojny rytm ich gestom. Przyglądała się twarzy mężczyzny, jak zwykle - nieco bezczelnie wyszukując wskazówek w ciemnych oczach.  
- Nie wiem, czy dobrą odpowiedzią będzie, że i w Tobie nie dostrzegam zmian...a jednak, byłabym niesprawiedliwa wobec własnego osądu - słowa tak płynnie wydobyły się z jej ust, kreśląc zdanie, które - od razu nasunęło się do myśli. Tristan wahał się, szukając odpowiednich słów i..chyba zapominając, z jaką łatwością kiedyś rozmawiali. A może było to tylko wrażenie, niesione - wciąż figlarnym wiatrem, starającym się na nowo wyrwać z jej ręki chustę? - wiele, na lepsze - dodała jeszcze, wkładając w każdy wyraz leciutką złośliwość, ale i ukryte pytanie. Czy powinna rozmawiać tak ze szlachcicem? Szczególnie spotkanym po tylu latach?
- W pewnym sensie zostałam, nawet teraz tam jestem - uśmiechnęła się blado z odrobiną tęsknoty, której nie potrafiła ukryć. Kochała to miasto i - gdyby nie ojciec i złożona mu obietnica - zapewne nadal zwiedzałaby Paryskie dwory, czy podróżowała do kolejnych krajów - ...więc  pewna doza halucynacji mogłaby się znaleźć - kontynuowała już rozbawiona -..ale wtedy musiałabym się zastanowić, czemu te wizje dotyczą nas tańczących przy ognisku - zakończyła lekko, pozwalając, by jej sylwetka obróciła się w takt melodii i dłoni, które nią kierowały.
- Od miesiąca ...- na jedną chwilę zmarszczyła brwi, próbując przypomnieć sobie swój przyjazd - chyba tylko kilka dni przez meczem, gdy tak spektakularnie zdobyłeś znicz...- zawiesiła głos, odchylając głowę na bok, powodując tym samym zsunięcie kilku zabłąkanych pasm włosów, opadających luźno na ramiona - i tak szybko popsułeś zabawę pozostałym graczom - w pewien sposób, próbowała wywołać w tych źrenicach jakieś poruszenie, coś, co dawniej - tak błyszczało, głosząc swoją niepodważalną i żywą obecność - a Ty, od dawna jesteś w Londynie? Za jakim aniołem teraz podążasz? - pytania zawisły w powietrzu, jakby urzeczone sceną, ciemniejącego nieba, na które - zamiast gwiazd, pojawiały się płomienne iskry, niezmiennie próbujące dosięgnąć sklepienia. Trochę, jak jej własne ideały.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real



Ostatnio zmieniony przez Inara Carrow dnia 03.12.15 20:20, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   03.12.15 2:00

Zwinne ruchy Inary nad ogniskiem, jej zwiewna sukienka kołysana podmuchami wiatru; taką ją pamiętał - dziewczęcą, radosną i rozkosznie niewinną. Naprawdę tak niewiele się zmieniła? Los ją oszczędził, inaczej niż... niż kogo?  - niż większość? większość czarodziejów, których pamiętał z Beuxbatons, a których spotykał ostatnimi czasy po latach milczenia? jak zjawy, dzień po dniu napadające go demony przeszłości. Jak jej cień. Nie zwrócił już większej uwagi ani na Caesara, ani na Juliusa, kiedy Inara dała mu się porwać - z tą zjawą musiał się w końcu zmierzyć. Uśmiechnął się - tylko twarzą - na jej słowa, zmiany były aż tak widoczne? Dla kogoś innego pewnie nie, ale Inara... wciąż potrafiła bezbłędnie rozpoznać każdy błysk w oku, każdą zmianę, każde poruszenie. Była wrażliwą, pełną uczuć istotką, zbyt lekką w zderzeniu z tym brutalnym światem - zachowała w sobie tę iskrzącą magię, która swojego czasu ciągnęła go do niej tak mocno.
- Wszystko płynie  - Lecz byłbym ślepcem, gdybym cię nie poznał. Lecz byłbym głupcem, gdybym znów pozwolił ci odejść. Tristan był wyraźnie zagubiony, niegdyś pewny siebie, odważnie, teraz unikał nawet spojrzenia jej oczu. Na swój sposób chyba już pogrzebał tę dziewczynę, tak jak pogrzebał Marianne, ale doskonale sobie zdawał sprawę z tego, że nie chciał się od niej oddalać. Prowokacyjne wyznanie tylko przypomniało mu o dawnych czasach, kiedy, drocząc się jeszcze jako dzieci, po raz kolejny odrzucała jego zaloty. Płonące ognisko zabrało go do świata, który zostawił za sobą dziesięć długich lat temu. - To możliwe? - zapytał w końcu, unosząc ku niej wzrok, gdzieś błysnęła stara iskra - choć bledsza, to wciąż zadziorna. Jego usta wciąż nie potrafiły się jednak uśmiechnąć. Tacy jak ona nie musieli się zmieniać, takim jak ona życzyło się pozostać jak najdłużej sobą. Uniósł lekko jej dłoń, pozwalając jej obrócić się wokół siebie, była w tym sentymentalnym tańcu delikatna jak nocny motyl. Powiew wiatru... niosący ze sobą fragmenty przeszłości, te bolesne - i te wzruszające również. Skinął głową, nie ona jedna tęskniła za Francją, ten kraj miał w sobie czar, od którego daleka była deszczowa Anglia. A jednak, tutaj było jego - ich? - miejsce, spętanych kajdanami błękitnej krwi, więźniów konwenansów.
- Może to projekcja, nie halucynacja? - odparł nieco swobodniej, zbierając resztki utraconego animuszu. - Może jesteśmy tam, gdzie chcemy być - dodał szeptem, nachylając się na dziewczyną - mimo potężnej skorupy, którą się otulił, mimo zbyt wysokiego muru, który zewsząd go otaczał... czy gdzieś podświadomie nie chciał powrócić do tego świata, w krainę dawnych wspomnień? Cofał się, jak oparzony - uciekał przed przeszłością - lecz czy w jego zachowaniu, oprócz rozpaczy, tkwiła choć krztyna zdrowego rozsądku? Szaleństwo, szaleństwem jesteśmy ty i ja, tutaj, razem. Szaleństwem były te zbyt śmiałe słowa, ale przecież takim właśnie go poznała.
- Żałuję, że nie mogliśmy wtedy wymienić choć kilku słów - odparł po chwili, kącik jego ust wygiął się mocniej, subtelnie połechtany komplementem. Pod tym względem wiele się nie zmienił - lubił wygrywać, w jego źrenicach błysnął cień dawnego jego. - Zjawiłaś się znikąd, kiedy byliśmy już prawie w powietrzu... - Powiódł spojrzeniem po jej twarzy, oświetlonej ciepłymi płomieniami ogniska, z czymś pomiędzy niedowierzaniem a sentymentem. Znikąd, zupełnie jak teraz. - Wybacz ten nietakt, przeze mnie nie miałaś nawet okazji dobrze rozprostować kości - Wyraz jego twarzy nijak nie okazywał skruchy, pomimo szarmanckiego ukłonu.
- Niedługo po szkole wróciłem do rodziny, do Dover - odparł w końcu, bez pośpiechu. - Z tamtejszych klifów widać brzeg Francji, powinnaś kiedyś zobaczyć. Ale chętnie pomogę ci też przypomnieć sobie, jak wygląda Londyn, jeśli już nie pamiętasz - Mogąc z nią wreszcie pomówić, nieuchwytną jak wiatr, nie mógł zbyt łatwo pozwolić jej odejść. Uśmiechnął się - szczerzej? - kiedy zapytała o anioła, niechętnie pokręcił głową. Nie mówmy o tym, Inaro, nie teraz. "Zaręczyłem się" brzmi tak jakoś okrutnie. Mam narzeczoną i jestem sam jak nigdy dotąd. - Co zdołało cię ściągnąć z powrotem do Anglii? - I jak to możliwe, że udało ci się pozostać panną Carrow?




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
24
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   04.12.15 17:07

Na przekór i wbrew.
Nie pamiętała ile razy już to sobie powtarzała. Nie wiedziała, ile z tych formułowanych myśli ulokowało się w słowach. Nieodmiennie nadawano jej obraz nieskażonej pełzającym, arystokratycznym cieniem, który przybierał kolor błękitnej krwi. Naprawdę była tak naiwna, jak wielu twierdziło, czy może nie pozwoliła (broniła się?), by pulsująca i - nawet kusząca czasem ciemność - wdarła się do jej duszy? Jaka była prawda?
Obserwowała przez ostatni miesiąc dziką wręcz tendencję do znikania. Spotykani czarodzieje, zerkające na nią czarownice, wydawali się wtapiać w mgliste ulice, niczym cienie osób, którymi być przestawali. Nawet - jeśli nienaganne stroje, albo gniewne oblicza, próbowały przywrócić im właściwy obraz - w oczach Inary - wciąż się rozmywali, niczym zalewane wodą obrazy. Może naiwnie, wierzyła, że da się wszystko odtworzyć, przywrócić im dawne barwy, kontury i..spojrzenia. Nie znikaj Tristanie. Przynajmniej przez tych kilka chwil, zanim płomienie ognisk nie zgasną.
- Panta rhei - powtórzyła, korzystając z języka tak starego, że wydawał się równie odległy, jak - w tej chwili - zaprzątające ją problemy. Czy rzeczywiście skazani byli na ciągłe stawanie się, czy nie było żadnej stałej podpory, dzięki której nie tak łatwo się utopić w przeszłości? - ..ale i tak wchodzimy do tej samej rzeki - i ty Tristanie jesteś tym samym, który wierszem próbował złapać jej uwagę, tym samym, który ścigał się z siostrami, tym samym, który uderzył złośliwego gbura, który zaczepił Inarę na korytarzu. Gentleman w każdym calu, a jednak przesiąknięty nicością, zalegającą nawet na uśmiechu, któremu nie pozwalał dotknąć oczu - widać doskonałość może wzrastać - kontynuowała wesoło, z nieblednącą niepokorną nutą, pozwalając mu utkwić na sobie wzrok. Chociaż tak bardzo starsi byli, niż gdy właściwie codziennie widywali się w szkole, pewna nieruchoma, wspomnieniowa wstęga utrwaliła obraz, który sobą prezentowali. Niczym wyrwana kartka  z jej pamiętnika.
Czy Londyn był jej miejscem? Możliwe, że zbyt tęsknie wracała do kraju, który ją wychował, może - zbyt pochopnie odrzucała oferowane przez Brytanię ramiona, które niedługo, rzeczywiście miały się upomnieć o jej szlacheckie powinności (więzy?).
- Projekcja będzie więc odbiciem rzeczywistości...której pragniemy? - podjęła tonem, którym..czasem podjudzała swoich rozmówców do rozwinięcia myśli. Drgnęła nieznacznie, gdy się nachylił wywołując swoim głosem dreszcz, a znikając pozostawił po sobie wibrujący ślad, który..nieświadomie, przywołał obraz zupełnie innych oczu, których tęczówki skrzyły się zielenią - czyli wiesz, czego chcesz Tristanie? - oderwała się od wspomnienia, by utkwić spojrzenie w ciemnych, jak noc, oczach szlachcica. Usta przyoblekła w uśmiech, w którym nie było nagany. Lubiła tę śmiałość, czasem tak chwiejnie balansującą na granicy konwenansów, dodając tym samym - jeszcze większą świadomość, że nie karmił jej fałszywą uprzejmością.
- Widać, to dzisiaj mieliśmy rozmawiać, pozostawiając na tamtym meczu tylko zapowiedź i przypomnienie. A słowa...zapewne i tak padło ich wiele, choć - mniej werbalną drogą - nie spuszczała z niego wzroku, jakby podsuwając mu odpowiedź i pozwalając ustom na poruszeniem, gdy kąciki wciąż drgały w uśmiechu. Dawna iskra zalśniła w źrenicach mężczyzny i - miała nadzieje, przywołać ją jeszcze tego wieczoru - Widać wiatr wiedział, kiedy mnie do was przygnać - zaśmiała się pewniej, wspominając nagłą decyzję o uczestnictwie w meczu - przynajmniej rozprostowałam skrzydła - mrugnęła dygając wdzięcznie, ale i w jej geście brakowało śladu nagany. Czemuż miała gniewać się za zasłużone zwycięstwo?
- Sądzę, że pojawię się szybciej, niż byś się spodziewał - odparła, mając w pamięci słowa Druelli. Chciała się z nią spotkać...tak, jak z pozostałymi siostrami Rosier. Cicha radosna nić plącze się, gdy w końcu dostrzega ten uśmiech - i przypomnę ci o twoich słowach, żebyś nie czuł się bezpiecznie z rzucanymi obietnicami, bo Londyn...aktualnie odtwarzam na wspomnieniowych rysunkach, choć..wydaje się inny, jak go pamiętam - zamilkła na chwilę, gdy na powrót sięgają go cienie. Brak odpowiedzi, też jest odpowiedzią Tristanie. Widać jest anioł, który na dłużej wymkną się z twoich dłoni, a mimo to..wciąż go próbujesz odnaleźć. Nie pytała więcej, pozornie zapominając, że w ogóle cokolwiek o tym mówiła - ojciec - westchnienie, które wymknęło się z jej warg, nie było zwyczajne. W końcu...to Adrien był jedyną do tej pory osobą, która potrafiła ją zawrócić - dokądkolwiek by nie zmierzała. Kochała go i z tym nie mogła nawet walczyć. A jeszcze w czerwcu była daleko od Londynu, od jego deszczowych uroków i osób, których więcej by nie spotkała - za długo nie mogłam mu pozwolić, by sam zmagał się z kuzynostwem - dodała, układając chaos, który przed momentem zburzył jej uśmiech.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   05.12.15 14:47

Należała do kobiet, które udowadniały, jak mylną nomenklaturą było w ich świecie nazywanie kobiet czarownicami - Inara była czarodziejką, prawdziwą czarodziejką. Z łatwością przenikała ludzie dusze, wychwytując ze spojrzeń emocje, których nie rozczytałby nikt inny, z łatwością, zdawało mu się, czytała z niego - tak jak kiedyś, tak jak w czasach szkolnych... magiczna aura unosząca się wokół tego spotkania była jak sen, daleki od rzeczywistości, bliski marzeniom - może rzeczywiście tylko śnili? Jej rozmyta sylwetka zniknęła dawno temu, a teraz znów dla Tristana zaczynała nabierać kształtów - była tutaj, była tuż obok, jej dotyk wciąż był równie ciepły, jak jej dziewczęcy uśmiech. Czy dało się ten obraz zatrzymać na dłużej? Nie wiedział, czy potrafiliby rozmawiać tak jak kiedyś, pomimo doświadczeń, pomimo przeszłości... pomimo niewątpliwie dzielących ich różnic? Tristan nie tonął w wodzie, tonął w sztormie - sztormie popełnionych błędów i lekkomyślnie podjętych decyzji. Jestem dziś złym człowiekiem, Inaro.
- Ponoć istnieje rzeka, która czasem zmienia swój bieg - odparł na jej słowa, z wahaniem, po dłuższej chwili drażniącej ciszy. - Czy wtedy wciąż jest tą samą? - Kiedyś dzieci, dziś dorośli, jak bardzo zagubili się w tym dorosłym świecie? jak bardzo porzucili już siebie z lat dziecinnych? Czy da się stać całkiem inną osobą w przeciągu zaledwie kilku lat, całkiem porzucić dawnego siebie? Tristan wypierał z pamięci szczęśliwe dzieciństwo, uciekał od wspomnień, obawiając się, że kiedyś go dopadną - nie chciał ich. Krwawe wspomnienie zamordowanej Marianne przyćmiło wszystko, co istniało kiedyś. Postawiło chłodny, wysoki mur pomiędzy nim z przeszłości, a nim z dzisiaj. Inara wydała mu się teraz cudowną przewodniczką pomiędzy tymi dwoma światami, z którą to zetknięcie... jednak nie bolało tak mocno. Zjawą, kuszącą jak zawsze, a jednak - budzącą niepokój, Tristan bał się zderzenia z kształtem dawnego siebie. Skinął głową, nietaktem - i nieprawdą - byłoby przeczyć jej doskonałości, namolnością - ciągnąc komplementy. Ta urocza, pewna siebie istotka, rozbudziła w nim sentyment, przed którym tak mocno się bronił.
- Czyli niczym innym jak iluzją i kłamstwem - odparł prowokacją na jej prowokację, chcąc i ją pociągnąć za język, mimo upływu lat - znał ją przecież dobrze. Dawno temu przestał wierzyć w świat zgodny z pragnieniami. Wszystkie jego dawne marzenia prysnęły - jak mydlane bańki - a każde pragnienie uciekało z gracją płynącego przez powietrze motyla. Nigdy nie wiedział, czego chciał, a to, czego był pewien, było już niemożliwe. - Znasz kogokolwiek, kto wie? - wymijająco, ale odpowiedział, pytając o to samo - choć mniej wprost. Inara podróżowała, trzymała się z daleka od deszczowej Anglii; czy nie uciekała również? Wszyscy uciekamy. Wszyscy się gubimy, a odnaleźć siebie - i swoje pragnienia - wcale nie jest łatwo.
- Widać wciąż potrafimy porozumiewać się bez słów - odparł, pół żartem pół serio, znów balansując na granicy tego, co powinien, a tego, czego mu nie wolno. Lecz obok płonęło coroczne ognisko święta lata, czy w jego blasku nie wolno im było... więcej? w innych okolicznościach winien się zainteresować, czy nadmierną śmiałością nie naraża reputacji lady Carrow na szwank - ale nad ogniskiem... Tylko pół żartem, bo Inara miała magiczną zdolność rozumienia ludzi i czucia emocji; naturalnie - bez tego nie byłaby Carrowem, bez tego nie byłaby doskonałą zaklinaczką koni. - Wiatr zawsze wie - przytaknął. - Pewnie dzisiaj poprowadził mnie ten sam. - Ile tych przypadkowych spotkań już było, Inaro? - Nie miałem okazji pogratulować ci występu na konkursie. - W końcu sam udział w nim był zaszczytem, jej eliksir znalazł się gdzieś pośrodku stawki. Porównując jej doświadczenie z doświadczeniem innych uczestników, a zwłaszcza zwycięzcy - i tak świetnie poradziła sobie z zadaniem. Znów umknęła mu wtedy w tłumie, u boku opiekuńczego ojca.  
- Na to liczę - zapewnił ją, choć rodowy dom w istocie świecił już pustką. Częściej sypiał już w dworku, który niebawem, po ślubie, dostać miał na własność, Druella zniknęła stamtąd już dawno temu. A Marianne była cieniem. Niewidzialnym duchem tego miejsca. Panta rhei, Inaro, Londyn też płynie. Nie było nas tutaj, kiedy trwała wojna, ani ta mugolska, ani ta nasza, związana z Grindelwaldem. Miasta też mogą przeżywać, miasta też mają prawo do posiadania blizn. - Czas przekuć wspomnienia w realne przeżycia, ile można żyć ułudą? Rysunki o wiele lepiej oddadzą piękno Londynu malowane na miejscu. A ja z przyjemnością dotrzymam ci towarzystwa  - Nawet nie pytał - przecież wiedział, że ona również tego chciała. Nawet nie pytał - teraz już nie mógł dać jej tak po prostu odejść.
- Miałem pytać, czy nie czai się gdzieś w pobliżu - pamiętał, jak zapalczywie dopingował córkę na zawodach alchemików. Miał nadzieję, że nie przypłaci tego tańca drętwotą rzuconą w plecy; czynił wobec Inary wyjątek w swej rodowej niechęci, lecz - ze wzajemnością zresztą - nie potrafił przenieść go na większą część jej rodziny, nawet tej najbliższej. - Cieszę się, że cię tu sprowadził - wyznał szybciej, niż pomyślał - czy jego wewnętrzna batalia pomiędzy tęsknotą a strachem nagle ucichła? Widać nawet Adrien Carrow potrafił podjąć rozsądna decyzję. - Choć zmagań z kuzynostwem nie zazdroszczę - Nie powstrzymał się przed lichą uszczypliwością, jego niechęć wszak dla nikogo, ani dla Inary, ani dla jej kuzynów, tajemnicą nie była.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
24
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   10.12.15 14:56

Toczące się koło zdarzeń powoli rozpędzało się...w nieznany Inarze celu. Niby układanka, której elementy powoli zapełniały obraz, jednak wciąż pozostawiając puste miejsca. Ślady stóp i dłoni, spojrzeń i uśmiechów, czy zderzających się ze sobą osób, spotkań i łez. Konstrukcja misterna i skomplikowana, w której - ciężko doliczyć się wplatanego sensu. A podobno przecież - był. Nawet ta wartko płynąca rzeka, chwytająca w srebrzystą toń kolejne krople. Płyniesz w tej rzece Tristanie. Nawet jeśli widzisz przed sobą spienioną falę burzy. Zawsze potrafiłeś się przez nią przedrzeć. Ile razy bym ci się nie przyglądała, tyle razy burzyłeś płomieniem swoje burze...czy teraz zapomniałeś? Czy wpatrujesz się w jej moc, czekając nieruchomo, aż duszące fale zakryją wszystko?.
Alchemiczka nie próbowała żyć przeszłością, choć ta - i o nią upomina się co jakiś czas. jednak każdy, kogo poznała, każdy kogo naznaczyła swoim uśmiechem - nie należał do przeszłości, lokując ich pośrodku teraźniejszej rzeczywistości. Zupełnie jak przeglądana książka. Choć kolejne kratki były przewracane, mimo upływu czasu, rozmazanych liter - treść pozostanie tą samą. Nawet - jeśli się o niej zapominało.
- Tak - odezwała się bez wahania, zupełnie, jakby odpowiedź była bardziej oczywista, niż samo pytanie - wody mogą się zmieniać, ale rzeka wciąż pozostanie tą samą - odchyliła głowę, jakby w zamyśleniu, szukając słów, które płynniej określą ukrytą treść - trochę, jak z fortepianem - zaczęła, na powrót odwracając lica, by uchwycić spojrzenie, które zerwała - czy melodie, które dzięki niemu powstają, od tych radosnych, poprzez melancholijne..sprawią, że będzie to inny fortepian? Można wciskać kolejne klawisze, rożne tony, odmienne melodie, ale wciąż pozostanie tym samym - kontynuowała, od czasu do czasu tylko zakrywając oczy kotarą rzęs - albo...- usta wygięły się wesoło - czy jeśli..królik wypije wodę, czy...zje sałatę...przestanie być królikiem? Przecież wchłonął coś zupełnie od siebie odmiennego... - usta rozchyliły się już figlarnie - jedność istnienia Tristanie - niezależnie ile wody przepłynie i jak wiele będzie w niej obcej toni, będziemy tymi samymi. Nawet..jeśli niektóre krople mogą zatruć...- westchnęła, zamykając usta, zdając sobie sprawę, jak za wiele mogła powiedzieć. Jednak - przecież, tak kiedyś rozmawiali, sięgając najdalszych zakamarków wiedzy, tocząc niekończące się refleksje, które najczęściej - nie znajdowały finału. Albo może - odnajdowali go w samym procesie tych rozmów? Ileż razy później pakowali się w kłopot, by sprawdzić teorie, które wysnuli? Kuszeni tajemnicami tak samych murów szkoły, jak wędrujących po niej postaci, czy duchów. Nawet jeśli Tristan wierzył, że ten dawny on przepadł pod toczącymi go mrokami, to potrafiła odczytać głos, który ją przywołał, poprowadził i wywołał naturalną, dawną reakcję jej oblicza. Znam cię Tristanie - zdawały się mówić jej oczy, nie była tylko pewna, ile sam rzeczony z nich wyczyta.
- Skoro w to uwierzyłeś... - odpowiedziała unosząc brwi wyżej, tym samym nie pozwalając pytaniem odbić wypowiedź w jej stronę, a jednocześnie tak wiele mówiąc i Inarowym podejściu. Choć tak wielu uzna to za zwykłą naiwność, czarnowłosa czarownica była przekonana, że można żyć w zgodzie z pragnieniami, nawet jeśli coś działa przeciwko im. Oczywiście zakładała swoją omylność...przynajmniej w kwestii wyboru pragnień. Nie mogła przecież poddawać się każdemu, który witały w jej głowie, niby niesforne elfy - Każdy - raz jeszcze uniosła ciemne brwi, sygnalizując pewne zaskoczenie - ..choć nie zawsze potrafimy je właściwie odczytać - trochę jak zamknięci w ciemnościach więźniowie, szukając po omacku źródła nikłego światła, które tak mocno wabi.
- Widać pewne rzeczy się nie zmieniają - tak oczywiste nawiązanie do czasów, które minęły. Do wibrującej od niedopowiedzeń relacji, balansujących zawsze gdzieś na granicy. Wciąż wodzisz na pokuszenie Tristanie, a ja nieodmiennie będę ci się opierać - widać z wiatrem też umiemy rozmawiać, albo...umiemy słuchać - a to dobry znak. Jeśli jeszcze pozwalamy dobrym podszeptom prowadzić się ścieżkami, których nawet nie jesteśmy pewni lub wywołują w nas lęk - Wszystko przez bez - zaśmiałam się na gratulacje - i wszystko dzięki niemu - jak zwykle, wygięła usta, wplatając w swoje słowa znamiona radości. Konkurs alchemiczny wspominała z dziwną tęsknotą. nawet, jeśli nie udało jej się wygrać, pamiętała wręcz upajający zapach bzu i ten jeden maleńki kwiatek, który zaplatał się w jej włosy, a potem wpadł do kociołka. Czy był w tym jakiś znak? czy może zwykła drobnostka? - Dziękuję Tristanie - Nie zapytała, dla kogo przyszedł, choć intuicja mówiła, że był ktoś. Jego anioł?
Blizny miał każdy, tego była pewna. Jednych dręczyły, wciąż targając do przeszłości, inni...radzili sobie inaczej. Tyle wyborów i sposobów, ile samych zranionych.
- To nadal będzie ten sam Londyn, choć użyje innych farb - mimowolnie nawiązała do początku ich rozmowy - i nie wiem czy pamiętasz, ale zawsze bardziej interesowali mnie ludzie. Mój Londyn wciąż pozostanie wyrysowany w twarzach..które odzwierciedlam na kartkach...twoja też tam jest, chyba ją mi nawet kiedyś zabrałeś z rysunkiem - oczywiście, że Tristan znalazł się w jej malunkach. Jak mogło być inaczej? - ..tym bardziej twoje towarzystwo będzie mi miłe, jak mi nie skradniesz kolejnego - zamrugała wesoło, odchylając jednocześnie usta w udawanej formie nagany, który zaraz wrócił do naturalnego dla Inary wyrazu. Pełgające ogniki w jej oczach wciąż nie ustępowały miejsca innym emocjom.
- Gdybym nie wiedziała, że dziś pracuje, to sama bym się nad tym zastanawiała - parsknęła prawie. Adrien czasami miał zaskakujące pomysły i nie sadziła by odpuścił okazji, gdyby wiedział, że jego córka będzie dziś tańczyła z tym Rosierem - ja chyba też, nawet jeśli kuzynostwo mi w tym czasem przeszkadza - odpowiedziała po chwili, gdy wargi umilkły od śmiechu. Niespodziewanie odkrywała silne wyznaczniki dobrej decyzji, jaka podjęła. Nie oczekiwała, że wszystko będzie toczyło się tak, jak sobie to zaplanowała, ale...coś, ją tu przywołało, głosem, który należał nie tylko do jej ojca.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   29.12.15 4:12

Uśmiechnął się - krótko, nieszczerze; już od dawna w to nie wierzył. Nie potrafił odnaleźć dawnego siebie - tego, którego znała, tego, którym był jako dziecko - i mimo najszczerszych starań nie potrafił ku sobie przywołać jego myśli, uczuć i wewnętrznych rozterek; zanim zmarła Marianne, zanim poznano go z Tomem Riddle, zanim zanurzył się w bezkresach najmroczniejszej ze sztuk, zanim z rozpaczy za siostrą sięgnął po straszliwą czarną magię. I choć kolejne przykłady wypowiadane przez Inarę miały sens i brzmiały przekonująco, to Tristan nie potrafił przekonać samego siebie, że naprawdę je czuł - bo nie czuł. Czuł się zagubiony. Zatopiony.
- Czy raz zepsuty fortepian zagra po naprawie tę samą melodię?  - odparł, odnajdując jej spojrzenie pod tą jak zawsze kuszącą kurtyną czarnych rzęs; jedno się nie zmieniło, wciąż lubił z nią rozmawiać. Po prostu, rozmawiać. - Czy otruty i martwy królik to ten sam, co jeszcze żywy? - Choć nie uciekał spojrzeniem od jej źrenic, wydać się musiał nieobecny; okręcił delikatnie towarzyszkę, wyginając usta w uśmiechu, przez który jednak wciąż mocniej od szczęścia przebijał się smutek. - Nie wiem, jaką jadasz sałatę, Inaro - odparł, lekko rozbawionym tonem. - Ale cieszę się, że wciąż tą samą. - Nawet, jeśli dojrzalszą. I choć w istocie rozpoznał jej dawne spojrzenie, nie potrafił odpowiedzieć podobnym  - tylko jej się wydawało, że go znała, a przynajmniej przy tym Tristan się upierał - jak osioł. Tylko tak sądziła. Był już przecież innym, gorszym człowiekiem. Dużo gorszym. Zatrutym. Zatrutym, może jednak wciąż go znała? Nie podjął tematu, może go znała, a może mówiła o sobie   - tylko pozornie wydając mu się tą samą Inarą, co dziesięć lat temu. Może ją samą zatruło zmartwienie tak ponure, że nie mógłby nawet przypuścić. Może ona sama...
Tak bardzo mu jej brakowało, uświadamiał to sobie z każdą kolejną chwilą coraz mocniej. Ich wspólne rozmowy, rozważania; filozoficzne mądrości i wnioski stawiające kolejne pytania bez prostych odpowiedzi; ich gry pełne niedopowiedzeń i bezbrzeżnych rozterek, ich przeszłość była częścią ich, uciekać przed nią to jak uciekać przed własnym cieniem - można próbować... ale jak długo?
Melodia w tle cichła, Tristan trzymał już tylko dłoń Inary; tą, którą ją okręcił, z nijakim grymasem błąkającym się na jego twarzy; ni to z uśmiechem, ni ze smutkiem. Bliskość ognista przeganiała wieczorny chłód, a bliskość Inary... przywoływała ciepło, o którym już nie pamiętał. Do czasu jej spotkania trudno było mu dookreślić, jak wielką wyrwę pozostawił w nim brak tej dziewczyny, tymczasem teraz - dzisiaj, w tę magiczną noc - naprawdę stała tuż obok. Tuż, i trzymał ją za dłoń. Tak, Tristan nie potrafił odczytywać swoich pragnień; to była kolejna rzecz, która miała się nigdy nie zmienić.
Nie spotkał zbyt wielu ludzi, którzy naprawdę potrafiliby słuchać - poznał za to wielu, co do których był przekonany, że powiedzieliby, że potrafią, gdyby ich zapytać. Słuchać trzeba było chcieć, nie wystarczało słyszeć; a Inara... oprócz umiejętności słuchania posiadała jeszcze o wiele rzadszą umiejętność rozumienia. Nie śmiałby wydawać podobnych sądów o sobie, Tristan popełnił w życiu zbyt wiele błędów, by wciąż nie nauczyć się pokory - dlatego jedynie skinął głową, raz i drugi - gdy podziękowała za gratulacje.  Wpatrywał się w nią tylko, wciąż z uśmiechem, który nie był do końca uśmiechem, kiedy zasługi i winę zrzuciła na bez. Delikatnie wypuścił jej dłoń z tanecznego uścisku.
- Przekonasz się sama, kiedy zaczniesz malować, zbyt śmiało jest odbiegać myślami tak daleko do przodu - odparł, choć nic nie wskazywało na to, by rzeczywiście chciał ją upomnieć. - Pamiętam, Inaro, wyjątkowych rzeczy się nie zapomina - Od zawsze był pod wrażeniem jej talentu, bo i sztukę szczerze potrafił docenić od zawsze, zwłaszcza tę płynącą prosto od serca, tę emocjonalną. Malowani przez nią ludzie nie byli tylko ludźmi, byli historiami, emocjami, serenadami uczuć, skomplikowanych relacji i niepewnych gestów. Rozbawienie nader wyraźnie wstąpiło na jego twarz, gdy wspomniała o skradzionym rysunku. - Pokażę ci mnóstwo pięknych ludzi, których warto namalować - zapewnił ją więc, wciąż z rozbawieniem, tymczasem kłaniając się po dżentelmeńsku, w podziękowaniu za taniec.
- Nie dogadujecie się z kuzynostwem? - zapytał, prawdopodobnie po raz pierwszy tego wieczora mówiąc coś wprost; o tyle, o ile niechęć do Carrowów ze strony Tristana była w każdym calu naturalna, o tyle samo sygnalizowana przez Inarę wydała mu się przygnębiająca. Wciąż kierowała nim troska - choć w tej krótkiej wypowiedzi więcej było radości niż podobnych sygnałów.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
24
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   31.12.15 19:37

Ten sam i jednocześnie przeniknięty cieniem, który co chwilę pojawiał się nie tylko w oczach. Nawet mimo jej słów, uśmiechu, mrok tylko na chwilę znikał, by zaraz wysadzić czarne pazury głębiej, kradnąc uśmiech, pozostawiając tylko uniesione kąciki warg. Boleśnie - wcale nie wesołe. Cóż się stało Tristanie? Gdzie to szarpiące cię źródło smutku? Powiesz mi?. Alchemiczka miała nieodparte wrażenie, że wciąż krąży gdzieś wokół tego smutku, tylko muskając jego powierzchnię, nie mogą dotrzeć do centrum. Widocznie, taniec nie był wystarczający, by zadać właściwe pytanie.
- Zagra, zdarza się, że nawet lepiej niż przed naprawą. Zależy od wprawy i naprawy lutnika - tylko...to nie Inara miała nim być. Choć dostrzegała, z intuicyjną podpowiedzią, że połamane części dawnego Tristana, z takim oporem unoszą się do góry, mogła jedynie obserwować  i wlewać światło, które choć docierały celu, znikały gdzieś dalej. Potrzebny był jego anioł, o którym nie chciał mówić. A może, może jednak mogła coś zrobić?
- Martwy...nie, chyba, że zignorujemy pierwiastek życia i przeniesiemy jego istnienie na inną płaszczyznę, ale inaczej - wszystko co żywe, nawet zatrute, zranione, czy zapomniane - pozostanie tym samym jestestwem - umilkła, gdy poddała się dłoni i obrotowi, niknącej powoli melodii - ..ale Ty jesteś żywy Tristanie - zatrzymała na jedną sekundę krok, tylko po to, by wypowiedzieć słowa i zaraz wrócić do taktu i rozbawienia, jakby nic innego się nie stało.
- W tym jestem uparta i ciężko zmienić moją dietę, choć - nawet u mnie pewne rzeczy się zmieniły - całkiem beztroskie zdanie, wiało pewna tajemnicą, choć - nawet sama Inara nie potrafiła zrozumieć, jak wiele było w tym prawdziwości. Choć zmiany - ledwie jeszcze widoczne, odrobinę tylko muskające inarową duszę - wciąż wzrastały, przewidując że i właścicielka je w końcu dostrzeże.
Coś się kończy, coś zaczyna.
W czasach szkolnych, wielu traktowało Tristana, jako typowego, poetyckiego kobieciarza, bez większej filozofii na życie. Jak bardzo się mylili...choć, sama określała go mianem Don Juana, w określeniu kryła się większa historia, przynajmniej jeśli ktoś znał źródła powstania postaci kryjącej się pod tym imieniem. Tristan, przesiąknięty tak często gubionym przez mężczyzn pierwiastkiem - siłą, wolą walki i wciąż wędrującą duszą, próbującą odkryć kolejne tajemnice i ...znaleźć spokój. Dziś ta wędrówka wydawał się wpaść w mroczniejsze sidła. Czy tak krucha dłoń alchemiczki, byłaby w stanie po niego sięgnąć? czy mogłaby choć wskazać mu kierunek? Pytanie odczuła wyraźniej, gdy ostatni takt piosenki zabrzmiała w jej uszach, a dłoń, do tej pory prowadząca ją w tańcu - odsunęła się.
- Już maluję - odpowiedziała powoli, gdy zacisnęła palce na drgającej materii chusty, przez chwilę zapomnianej - ale lubię zerknąć na horyzont, nawet jeśli jest odległy - zerknęła w dół, na swoje dłonie, teraz puste. Zaplotła je za sobą, a twarz ponownie uniosła do góry - to dobrze - krótka odpowiedź, której znaczenie pobrzmiewało w ciepłej tęsknocie. Swoje malunki zawsze tworzyła pod wpływem nagłego impulsu. Czasem, nawet nie zastanawiała się, co chciała przekazać przez kolejne stawiane kreski, zupełnie tak, jakby była prowadzona niewidzialna siłą, zawsze związaną z konkretną osobą, która urzekła jej nadwrażliwy umysł - jedną piękną osobę już widzę - mrugnęła ciemnymi rzęsami, z wracającą, figlarną nutą przekazu. odwzajemniła ukłon, wdzięcznie dygając. Nawet Inara nie zapomniała o tym kim była - damą, której wychowanie, nawet jeśli ulokowane w jej niepokornej duszy, odzywało się z całą gracją, na jaką było ją stać.
- Rodziny się nie wybiera - wygięła nieco krzywo usta - a czasem ciężko pogodzić wolę starszych z własną wizją i drogą, którą się podąża. Mogę ją wypełniać, ale trudno kazać sercu na zgodę - zerknęła w bok, stwierdzając, że obaj szlachcice zniknęli - ale nie jestem pewna, czy jeden taniec wystarczyłby, na dalsze opowieści, szczególnie, że chyba mignęła mi postać dziennikarki - wydęła usta ponownie. Już widziała piękne opisy, sugerujące Merlin wie co - pozwolisz więc, że zniknę, z nadzieją, że ten sam wiatr co dziś, przygna nas do siebie ponownie - i nie bacząc na otaczające je zgromadzenie, wciąż ujęta blaskiem płonącego ogniska, wspięła się na palce, by musnąć policzek Tristana i z umysłem pełnym pytań, z wciąż błąkającym się na ustach uśmiechem opuścić progi festiwalu miłości.
Coś się kończy, coś zaczyna.

zt i dziękuję Trisu <3





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
 

Główne ognisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

 Similar topics

-
» Miejsce na ognisko i altana
» Boczne ognisko
» Pole biwakowe
» Tajemnicze miejsce w Zakazanym Lesie
» Płonące ognisko

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia :: Weymouth-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18