Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Klub Swing 'n' Roll

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Klub Swing 'n' Roll   27.09.15 0:36

First topic message reminder :

Klub Swing 'n' Roll

Typowo mugolski klub, jakich wiele w samym centrum City of London. Mugolski alkohol, mugolskie pary, mugolska muzyka - głównie swing i rock 'n' roll grane na żywo. Kłamstwem byłoby powiedzenie, że w powietrzu czuć magię - na pewno nie tą prawdziwą. Wielka sala podzielona jest na trzy części - barową, ze stolikami, gdzie można prowadzić swobodne dysputy przy żywej muzyce w tle oraz parkiet, gdzie w tańcu niejeden kawaler skradł serce wielu panien. Weekendami, podczas rock and rollowych wieczorów, można spotkać tu tłumy młodych osób, czasami i czarodziejów, zwykle mugolskiego pochodzenia lub półkrwi - może są ciekawi organizowanych tu dancingów, a może po prostu lubią to miejsce?


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
29
20
0
1
0
0
6
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   27.09.17 17:25

Sophia w nieco dawniejszych czasach wprost uwielbiała odwiedzać mugolskie miejsca. Później, za sprawą aurorskiego kursu, nie miała zbyt wiele czasu na takie eskapady, więc pozapominała sporo rzeczy i pojęć, które kiedyś, gdy była młodsza, były jej dobrze znane. Jako dziecko często bawiła się z okolicznymi dziećmi mugoli, jako nastolatka w wakacje też chętnie poznawała mugolski Londyn; to jej ojciec zaszczepił w niej pewną ciekawość mugolskim światem, choć nigdy nie wsiąknęła w niego tak mocno jak on czy jej brat. Podobała jej się jednak mugolska muzyka i niektóre zwyczaje, i naprawdę podziwiała zaradność tych ludzi, którzy bez znajomości magii potrafili tworzyć tyle interesujących, ułatwiających im życie przedmiotów i urządzeń. Co prawda nie rozumiała istoty działania większości z nich, ale potrafiła poruszać się w mieście i nie wpadała w panikę na widok samochodów, które mogły przerażać wielu czarodziejów dorastających w izolacji od pozamagicznego świata.
W ostatnim czasie współczuła mugolom tego, że i oni zostali dotknięci niedawnymi zawirowaniami, choć z drugiej strony, obawiała się konsekwencji, jakie mogą uderzyć w świat czarodziejów, skoro istnienie magii przestało już być tajemnicą.
Po pracy postanowiła przejść się po mugolskim Londynie, głównie po to, by zobaczyć, jak wygląda sytuacja. Ubrana w mugolskie ubrania, zachowywała się dyskretnie i udawała zwykłą, niemagiczną kobietę przemykającą ulicami i zmęczoną wszystkim, co się działo. Ludzi i pojazdów było znacznie mniej niż przed nastaniem anomalii, można było odnieść wrażenie, że miasto się wyludniło, a w powietrzu, prócz kapryśnej pogody, można było wyczuć atmosferę niepokoju.
Dotarła w końcu do mugolskiego klubu, który odkryła parę lat temu i raz na jakiś czas zdarzało jej się tu bywać, gdy chciała poszukać odskoczni od trudów kursu i bezmyślnie pogibać się w rytm mugolskiej muzyki, bo tańcem tego na pewno nie można było nazwać. To były dawne, spokojniejsze czasy. Obecna Sophia nie była już beztroską młodą dziewczyną, a zafrasowaną kobietą wciąż rozmyślającą o niedawnych tragediach i zachowującą daleko posuniętą ostrożność.
Wsunęła się do klubu; także tutaj się wyludniło, choć dawniej panował tu istny tłok. Teraz znaleźli się tu może nieliczni bywalcy, którzy wciąż mieli odwagę wychodzić z domu. Może byli lekkomyślni, a może po prostu desperacko chcieli trzymać się tego, co było im znane. Wiedziała też, że czasem bywali tu promugolscy czarodzieje, głównie pochodzący z rodzin mugolskich i mieszanych, tak jak ona chcący musnąć kawałek tego innego, niemagicznego świata lub szukający wrażeń.
Rozejrzała się po wnętrzu; dawniej panowała tu radosna atmosfera, a dziś nawet muzyka grała niemrawo i jakby bez większego celu, być może tylko dla ułudy, że to miejsce nadal funkcjonuje. Zamiast znaleźć odrobinę rozrywki i oderwania od problemów, poczuła jeszcze silniejszy smutek i żal, że niedawne tajemnicze wydarzenia wpłynęły na ten świat, że tak naprawdę nikt nie był bezpieczny, nawet mugole, a może zwłaszcza oni, tym bardziej, że nastroje antymugolskie w ostatnich miesiącach były znaczne.
Miała zamiar się wycofać, z zamiarem powrotu kiedy (jeśli?) wszystko się uspokoi, ale wtedy prawie wpadła na jakiegoś mężczyznę.
- Przepraszam – mruknęła pod nosem, odwracając się odruchowo w jego stronę... I wtedy zdała sobie sprawę, że go znała, ba, pamiętała go ze swoich szkolnych lat. Jej oczy zmrużyły się, obserwując go. – William? Co ty tutaj robisz? – zapytała, tak zdumiona jego widokiem, że na chwilę zapomniała, że miała stąd wyjść. Z całą pewnością nie spodziewała się spotkania tu kogokolwiek znajomego. Nie teraz.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean the­re isa light shi­ning
so­mewhe­re near by.
Powrót do góry Go down
William Prince
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t5291-william-prince-w-budowie#118596 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t5314-william-g-prince http://www.morsmordre.net/t5317-william-g-prince#118975
Stażysta  w Ministerstwie Magii
24
Półkrwi
Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
7
10
5
0
3
0
8
13
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   27.09.17 21:28

W całym Londynie, jak nie w Wielkiej Brytanii panowały dziwne anomalię. Nawet William nie miał pojęcia, czym były one spowodowane. W Departamencie Kontroli Magicznej było wiele teorii na temat tych anomalii, a każdy wyżej postawiony pracownik mówił co innego. William jednak nigdy nie był zbyt wnikliwy i sam nie miał zdania o tym, co ostatnio się działo. Jedno było pewne. Wszystko znacznie odbiegało od normy i dało się to zauważyć nawet w świecie mugoli.
Przyszedł do Klubu Swing 'n' Roll, żeby się trochę odprężyć, odpocząć od codziennego, magicznego świata, od obowiązków pracy. Ostatnimi czasy pracy zdecydowanie było więcej. Od kilku dni Will rozważał nawet, czy nie wziąć urlopu na kilka dni i spędzić go ze znajomymi. Niestety, na mężczyźnie spoczywał obowiązek utrzymania jego rodziny. Jego siostra jeszcze nie pracowała, a matka była zielarką i nie miała zbyt wysokich dochodów. To był również jeden z argumentów, który zatrzymał Williama w Londynie. Często przy swoim biurku w Ministerstwie Magii wyobraża sobie, że w tym czasie mógłby się wygrzewać na plażach na Sycylii.
Barman nalał mu zamówiony trunek. Atmosfera w Klubie Swing 'n' Roll nie przypominała tej z kilku miesięcy temu. Ludzi było zdecydowanie mniej niż zawsze, a na parkiecie praktycznie nikogo nie było. Kilka par tańczyło, za pewne przeczuwali, że dzieje się coś dziwnego i chcą wykorzystać każdą chwilę na zabawę. Jak to mówią, Carpe diem. Mugole przecież mogą myśleć, że zbliża się kolejna wojna. Poprzednie dwie przyniosły im tyle cierpienia.
William szedł do wolnego stolika, aby w spokoju wypić zakupiony trunek. Szklanka była praktycznie pełna i lekkie puknięcie, potknięcie spowodowałoby oblanie jego garnituru. Właśnie tak się stało. By uniknąć zderzenia, Will nieznacznie się odchylił i wylał trochę whisky na swój elegancki frak. Pewnie przeklnąłby pod nosem, ale zauważył znajomą twarzyczkę. Co prawda trochę się zmieniła od ostatniego spotkania, ale na twarzy Princa pojawił się uśmiech.
- Nic się nie stało. - powiedział mężczyzna, po czym wziął z lady chusteczkę i zaczął wycierać frak. - Sophia? Mógłbym spytać o to samo. Myślałem, że wciąż przebywasz w Stanach Zjednoczonych. Kiedy wróciłaś? - spytał zaciekawiony William, po czym skończył wycierać frak. Nigdy by się nie spodziewał, że spotka jeszcze Sophie w swoim życiu. Dziewczynę, z którą dokuczał Ślizgonom za czasów Hogwartu. Dziewczynę, z którą reprezentował Hufflepuff w rozgrywkach Quiddicha. Przez kilka lat nie mieli ze sobą kontaktu. - Myślałem, że odprężę się tutaj po ciężkim dniu. Niestety, nawet tutaj ostatnimi czasami jest ponuro niczym na Nokturnie. - w reszcie odpowiedział Sophi i uśmiechnął się do niej.


Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
29
20
0
1
0
0
6
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   27.09.17 23:01

Sophia też tego nie wiedziała. Choć sama padła ich ofiarą w nocy z trzydziestego kwietnia na pierwszego maja, mogła tylko gdybać. Nawet spotkanie Zakonu Feniksa nie rozwiało wszystkich wątpliwości młodej aurorki, wciąż było ich całkiem sporo. Czasy zdawały się nie sprzyjać nikomu. Biuro Aurorów miało sporo zajęć, a zawirowania dotyczyły nie tylko jej życia zawodowego, ale także rodzinnego. Nie minęły nawet dwa tygodnie, odkąd jej brat ucierpiał podczas akcji i wciąż regularnie odwiedzała go w Mungu, coraz bardziej tęskniąc za beztroskimi czasami młodości, kiedy miała pełną rodzinę, a na świecie było znacznie spokojniej niż w ostatnich tygodniach. Trudno było uwierzyć, że jeszcze nawet rok temu panował taki spokój. Wtedy jeszcze nawet nie śniła, że kilka miesięcy później straci rodziców, a potem będzie świadkiem powolnego pogrążania się magicznego świata w niepewności i chaosie.
Klub, do którego weszła, do tej pory kojarzył jej się z nieco ekscentryczną, ale w gruncie rzeczy przyjemną rozrywką z nieco bardziej młodzieńczych lat, bo w ostatnich miesiącach nie miała okazji tu bywać, zajęta pracą i wieloma innymi pilniejszymi sprawami. Ale dziś coś przyciągnęło ją do tego przybytku, choć wyglądało na to, że to tylko pogorszyło jej nastrój zamiast go poprawić, choć mogła to przewidzieć. Nic nie mogło być takie samo w obliczu tych zdarzeń, choć byli ludzie, którzy wciąż próbowali udawać, że ich świat wcale nie wywrócił się do góry nogami. Mogło być gorzej, idąc tą ulicą mogła przecież zastać same powybijane witryny i całkowicie opustoszałe, niszczejące lokale. W miejscach owładniętych przez aktywne anomalie zapewne tak było. Trudno było jej sobie wyobrazić, co naprawdę czuli ci ludzie. Sama czuła niepokój i pewien lęk w obliczu przed nieznanym, ale była czarownicą, w dodatku aurorem, więc potrafiła sobie poradzić. A oni byli zupełnie bezbronni.
Na pewno nie spodziewała się w tym przygnębiającym, niemal depresyjnym widmie mugolskiego klubu ujrzeć dawnego znajomego z Hogwartu. William był rok niżej od niej, ale znała go, ponieważ grali wspólnie w drużynie Hufflepuffu. Wspólne treningi i mecze z pewnością sprzyjały nawiązywaniu znajomości między członkami składu, którzy musieli ze sobą współpracować, a Sophia do tej pory darzyła quidditch sentymentem, choć jej umiejętności latania i gry mocno zardzewiały przez ostatnich kilka lat, podczas których nie trenowała, i musiała nad nimi popracować.
Przez chwilę po prostu wpatrywała się w niego, wciąż zastanawiając się nad tym zbiegiem okoliczności, który po kilku latach zadecydował o ich niespodziewanym spotkaniu, i to w takim miejscu.
- To... niezwykle zaskakujący zbieg okoliczności – podsumowała więc, choć aurorskie nawyki podsuwały jej paranoiczne myśli i zmuszały do pewnej ostrożności i dystansu. – Wróciłam stamtąd... Już dłuższy czas temu – dodała. Za parę miesięcy miną cztery lata, odkąd powróciła do Anglii, rozżalona po tragicznej utracie ukochanego i pełna determinacji, by pójść na kurs aurorski i walczyć z czarną magią. Choć prawie nikt o tym nie wiedział, nawet na kursie nie opowiadała o tym, co pchnęło ją do tego, by wrócić do marzeń z czasów szkolnych. Czasem tęskniła za beztroską tamtego życia, ale teraz jej miejsce było tu, mimo że Carterowie byli tak silnie związani z Ameryką, i wciąż żył tam spory odłam ich rodziny. Nie mogłaby tak po prostu odejść, gdy źle się działo.
- Też tak myślałam, po to tutaj przyszłam. Ale okazało się, że wcale nie jest tak jak dawniej. Ale chyba nigdzie teraz nie jest – zauważyła. Nie była pewna przekonań Williama, nie wiedziała go od kilku lat, więc wciąż pozostawała ostrożna i obserwowała go bacznie. – A gdzie ty się podziewałeś przez te lata? Jeśli, oczywiście, mogę o to spytać – zapytała więc. Mówiła cicho i ostrożnie, na wypadek gdyby któryś z mugoli się im przysłuchiwał, ale wszyscy wydawali się zajęci sobą. Sophia jednak obserwowała ich, na wypadek gdyby któryś zaczął zdradzać oznaki anomalii. Wtedy powinni się stąd raczej ewakuować, ale póki co zachęciła Williama, by wraz z nią odszedł bardziej na ubocze, w pobliżu wyjścia i jednocześnie daleko od kilku zafrasowanych klientów.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean the­re isa light shi­ning
so­mewhe­re near by.
Powrót do góry Go down
William Prince
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t5291-william-prince-w-budowie#118596 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t5314-william-g-prince http://www.morsmordre.net/t5317-william-g-prince#118975
Stażysta  w Ministerstwie Magii
24
Półkrwi
Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
7
10
5
0
3
0
8
13
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   28.09.17 18:44

William od wyjazdu Sophii do Stanów Zjednoczonych nie miał z dziewczyną żadnego kontaktu, a można powiedzieć, że mili bardzo dobry kontakt w Hogwarcie. Prince bardzo lubił Sophię, gdyż razem reprezentowali Hufflepuff w rozgrywkach Quidditcha oraz razem gnębili Ślizgonów, za co dostawili szlabany i odjemne punkty. William zawsze traktował dziewczynę jak starszą siostrę, mimo, że tak na prawdę byli tego samego wieku. Dlaczego nie byli w tej samej klasie? Dlatego, że William urodził się we wrześniu, a jedenaste urodziny skończył kilka dni po rozpoczęciu roku szkolnego. Wiele ludzi mogłoby twierdzić, że to zmarnowany rok. William i jego rodzice nigdy tak nie uważali, a matka nawet cieszyła się, że o jeden rok dłużej będzie mogła widzieć syna w domu. Tak, William nigdy nie przebywał dużo czasu w rodzinnym domu w Burnley.
Gdy zobaczył Sophię wiele wspomnień powróciło do jego głowy, a mogłoby się wydawać, że już dawno o nich zapomniał. Pierwsze wspomnienie było związane oczywiście z ukochanym Quidditchem. Dotyczyło jego pierwszego treningu, kiedy podziwiał umiejętności Sophii jako ścigająca. Trzeba przyznać, że była w tym na prawdę dobra. Nie tylko William zachwycał się jej zdolnościami, ale również inni chłopcy z Hufflepuff. Miała wielu fanów na trybunach, a każda jej akcja była nagradzana wielkim brawami. Dziwne było, że Sophia nie rozpoczęła zawodowej kariery w którejś z drużyn.
- Nie wierzę w zbieg okoliczności. Myślę, że pisane nam było spotkać się w takich warunkach Sophio. - powiedział William, kończąc pić zamówione whisky. Nie można było mówić na to zbieg okoliczności, a przeznaczenie. - Chciał wziąć z Ciebie przykład i zwiedzić kilka państw. Od zawsze marzyłem o podróży do Francji, Włoch, czy Rosji. Niestety, śmierć ojca pokrzyżowała moje plany i musiał utrzymać moją rodzinę. - rozpoczął opowiadać, po czym razem z Sophią odeszli w bardziej uboczne miejsce, gdzie mogliby spokojnie porozmawiać. Przecież mugole nie mogą wiedzieć, że istnieje coś takiego jak Ministerstwo Magii. - Poszedłem śladami ojca i rozpocząłem pracę w Ministerstwie Magii jako stażysta w Departamencie Kontroli Magicznej. Nie mogę narzekać na brak pieniędzy, mimo że ostatnio mamy tam niezły sajgon spowodowany tymi... Wiesz anomaliami. - odpowiedział na pytanie. Teraz wypadałoby się zapytać dziewczyny, czemu wróciła z Ameryki i czym się dzisiaj zajmuje w Londynie. William nie chciał wyjść na zbyt wścibskiego, dlatego nie zadał jej tego pytania. Jeżeli Sophia będzie chciała, to sama mu o tym opowie. Przecież może mu zaufać. - Szkoda, że nie dałaś znać, jak wróciłaś ze Stanów. Moglibyśmy spotkać się ten dłuższy czas temu. - powiedział z lekkim, przyjaznym uśmiechem.


Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
29
20
0
1
0
0
6
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   28.09.17 21:53

Po wyjeździe do Ameryki większość znajomości Sophii ze szkoły się urwała, co niestety było naturalną koleją rzeczy po zakończeniu edukacji i zmianie środowiska. Przez te dwa lata dziewczyna właściwie nie bywała w kraju, a nowe życie zaabsorbowało ją do tego stopnia, że stare plany oraz znajomości zeszły na dalszy plan. Było może kilka osób, z którymi czasem korespondowała, ale William nie był jej na tyle bliski, by znaleźć się w tym gronie. Także quidditch musiał iść w odstawkę, i choć w czasach szkolnych Sophia naprawdę dobrze radziła sobie z miotłą, dziś nie poruszała się w powietrzu równie sprawnie co kiedyś. Kilka lat podczas których siadała na miotle stanowczo zbyt rzadko zrobiło swoje, choć niedawno postanowiła wziąć się za swoje umiejętności i przypomnieć sobie dawniej tak lubiane uczucie odrywania się od ziemi. Niedawne wydarzenia pokazały jej, że te umiejętności nadal mogą być nie tylko przyjemne, ale też potrzebne.
Także jej na widok Williama mimowolnie przypomniało się kilka urywków ze szkolnych meczów i poczuła nostalgię za tamtymi czasami. Niestety wiedziała, że to nie wróci. Spędziła w Hogwarcie siedem lat, a dzieciństwo i ekscytujący wiek nastoletni musiały przeminąć, choć z pewnością pozostawiły po sobie wspomnienia, do których mogła wracać nawet po latach.
- Jak widać, życie lubi zaskakiwać – przytaknęła, gdy znaleźli się na uboczu, odgrodzeni od większości nielicznych mugoli załomem ściany. Na tyle daleko, by nie rzucać się w oczy i żeby uniknąć ciekawskich uszu. Co jakiś czas zerkała na wyjście, gotowa opuścić lokal, gdyby tylko zaczęło dziać się coś niepokojącego.
Jak się czasem okazywało, świat był naprawdę mały i można było spotkać kogoś znajomego w miejscu, gdzie raczej nie spodziewało się ujrzeć nikogo spośród znajomych. Ani nikogo należącego do tego samego świata; niewielu czarodziejów odwiedzało mugolskie miejsca, a teraz było to jeszcze bardziej ryzykowne, graniczące z lekkomyślnością. Nawet jeśli ministerstwo odwołało niedawne antymugolskie reformy, to nadal pozostawała kwestia anomalii oraz nastrojów antymugolskich w samym społeczeństwie. Najwyraźniej Sophia była w takim stanie, że to mimowolne kuszenie losu wydawało się zachęcające.
- Może jeszcze kiedyś będziesz miał ku temu okazję. Sama chętnie odwiedziłabym te kraje... kiedyś, w bliżej nieokreślonej przyszłości – dodała, a przez jej twarz przemknął ledwie dostrzegalny cień, gdy wspomniał o śmierci swojego ojca. Zdawała sobie sprawę, co musiał wtedy czuć, gdyż sama pół roku temu pochowała oboje rodziców, choć nie wspomniała o tym ani słowem. Wciąż trudno było jej mówić o tej tragedii. – Departament Kontroli Magicznej? – skrzywiła się odruchowo, słysząc tę nazwę, gdyż wciąż kojarzyła jej się z reformami sprzed paru miesięcy i odrażającą jednostką policji antymugolskiej działającej w kwietniu i zniesionej po tym, jak po anomaliach doszło do zmian na najwyższym stanowisku. To od razu wzbudziło w niej pewne iskierki nieufności, choć było prawdopodobne, że William pracował tam jeszcze przed zmianami, gdy departament ten nosił nazwę Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof. – Chyba wszyscy mamy z anomaliami do czynienia o wiele więcej, niż chcemy – zauważyła, po czym dodała z lekkim wahaniem: – Jakoś nie miałam do tego głowy, bo od razu po powrocie zaczęłam szkolenie na aurora. Nie wiem, jak to się stało, że nie spotkaliśmy się w ministerstwie.
W Hogwarcie na pewno wspominała znajomym o pragnieniu zostania aurorem. Wielu mogło być zdumionych, gdy zamiast od razu pójść na kurs wyjechała do Ameryki, ale ostatecznie, choć z dwuletnim opóźnieniem, powróciła do młodzieńczych marzeń. I będąc przygnębioną po utracie narzeczonego oraz zajętą intensywnym szkoleniem, nie myślała o tym, by odszukać dawnych kolegów z Hogwartu. I tym sposobem minęło kolejnych parę lat, podczas których stopniowo odnowiła niektóre kontakty oraz dopięła swego, ubiegłego lata zostając pełnoprawną aurorką.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean the­re isa light shi­ning
so­mewhe­re near by.
Powrót do góry Go down
William Prince
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t5291-william-prince-w-budowie#118596 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t5314-william-g-prince http://www.morsmordre.net/t5317-william-g-prince#118975
Stażysta  w Ministerstwie Magii
24
Półkrwi
Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
7
10
5
0
3
0
8
13
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   29.09.17 10:35

Kiedy Sophia wyjechała do Ameryki, William długo zastanawiał się, co skłoniło dziewczynę do tak odważnego wyjazdu. Z relacji ojca słyszał, że Stany Zjednoczone przystąpiły do Drugiej Wojny Światowej i miały ogromny wpływ w tym mugolskim konflikcie. Broń, jaką dysponowali mugole fascynowała Williama, ale również wywoływała lekkie przerażenie. Często zastanawiał się, czy czarodzieje mogliby jakoś powstrzymać ewentualny wybuch bomby atomowej. Ojciec mówił mu, że bomba zrzucona na Hiroszimę zabiła około stu tysięcy mugoli. Można powiedzieć, że Stany Zjednoczone dokonały zbrodni na niewinnej ludności na wielką skale. Niestety, w tym czasie pozycja Wielkiej Brytanii na scenie międzynarodowej spadła i wyspy nie mogły się przeciwstawić potędze z Ameryki.
- Oj bardzo lubi nas zaskakiwać. Dziwne miejsce na spotkanie po latach. - powiedział do dziewczyny i bez chwili zastanowienia dodał - Muszę Ci powiedzieć Sophio, że po twoim wyjeździe poczułem jakąś tęsknotę. Nigdy nie miałem wielu znajomych, a twoje opuszczenie Wielkiej Brytanii znacznie uszczupliło to grono. - powiedział do dziewczyny. Faktycznie William uważał Sophię za swoją przyjaciółkę, ale niestety jej wyjazd zerwał tą więź. Często zastanawiał się, czy jeszcze kiedyś zobaczy przyjaciółkę. To musiało być jakieś przeznaczenie, że William spotka Sophię właśnie dzisiaj i w takim dziwnym miejscu. Czemu dziwne miejsce? Od jakiegoś czasu nawet mugole dziwnie się zachowywali. Pozostawała jeszcze kwestia anomalii, panujących w całym Londynie, a może nawet w całej Wielkiej Brytanii.
- Mam nadzieję, że tak też się stanie. Kto wie, może zwiedzimy te państwa razem. Dobre towarzystwo zawsze umili mi podróże. - odparł z lekkim uśmiechem. Ciężko było przewidzieć przyszłość. Może Williamowi uda się odbudować kontakt z Sophią.
Mężczyzna dostrzegł u dziewczyny lekką niepewność, a może nawet niechęć do jego osoby. Doskonale pamiętał czasy reform za poprzedniego Ministra Magii. Jednakże, William nigdy nie był ich zwolennikiem. Można nawet powiedzieć, że był w skrytej opozycji. Chciał rozwiać ewentualne wątpliwości dziewczyny.
- Tak. Dokładnie pracuję w Urzędzie Łączności z Mugolami. Ciekawa fucha. Mimo, że jestem stażystą, to czasami mam możliwość spotkać Premiera Wielkiej Brytanii. Mogę się pochwalić, że rozmawiałem z Winstonem Churchillem. Hmm... na swój sposób jest dobrym człowiekiem. - opowiedział i na chwilę się zawiesił. Przez myśl przeszło mu pewne wspomnienie. Pamięta urywek, gdy wybrał się z swoim szefem do Premiera. Może i był tylko asystentem, ale takie wydarzenie można wpisać w swoją kartotekę i dumnie prezentować przed innymi. Może niekoniecznie w tych czasach, kiedy niechęć do mugoli jest na prawdę wysoka.
- Ministerstwo Magii jest na prawdę wielkie. Pracuję tam od roku... nie czekaj, to już będzie drugi rok. Nigdy nie udało mi się zwiedzić całego budynku. Naturalne, że się nie spotkaliśmy, chociaż wielka szkoda. Gdybym wiedział, że gramy w tej samej drużynie, na pewno bym Cię odwiedził. Ponadto, widzę, że osiągnęłaś swoje marzenia z Hogwartu. Doskonale pamiętam, jak wspominałaś, że zostaniesz Aurorem. Na prawdę się cieszę. - oznajmił z uśmiechem. Od momentu spotkania Sophii, Williamowi uśmiech niemal nie schodził z twarzy. Takie sytuacje miały miejsce bardzo rzadko, a po śmierci ojca praktycznie nigdy.


Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
29
20
0
1
0
0
6
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   29.09.17 12:30

Powód, dla którego Sophia wyjechała do Ameryki, był bardzo prosty – już lata wcześniej wyjechał tam jej brat, którego chciała odwiedzić, i przy okazji poznać kraj, z którego wywodzili się Carterowie. Jej rodzina przez wiele pokoleń żyła w Stanach, i dopiero stosunkowo niedawno część z nich osiedliła się w Anglii, dając początek tutejszemu odłamowi rodziny. Sophia przyszła na świat już w Londynie i tu się wychowała, ale opowieści o amerykańskich dziejach były obecne w jej rodzinnym domu i rozpalały dziecięcą wyobraźnię, zwłaszcza, że jej starszy brat wyjechał, kiedy ona jeszcze była w Hogwarcie, i już wtedy zapragnęła kiedyś do niego dołączyć. Jej wyjazd miał miejsce już po mugolskiej wojnie, zresztą ta dotyczyła wielu różnych krajów, nawet Anglia nie była od niej całkowicie wolna. Czarodzieje oczywiście żyli swoim życiem, więc także Sophia nie miała okazji zetknąć się z konfliktem bliżej i nie wiedziała o nim szczególnie wiele, bo z racji tego, że była wówczas dzieckiem, nie pamiętała tego okresu dokładnie, a później, tak pochłonięta nauką w Hogwarcie, nie interesowała się nim.
Była zdziwiona, słysząc jego słowa, bo nie spodziewała się, że mógłby za nią tęsknić. Byli znajomymi z drużyny i spędzili razem sporo czasu na treningach i meczach, a także w pokoju wspólnym Hufflepuffu, który zawsze sprzyjał integracji Puchonów, ale mimo to sama nigdy nie uważała tej znajomości za przyjaźń. Częściej zresztą obracała się wśród starszych niż wśród młodszych, a większość hogwarckich znajomości nie przetrwała momentu ukończenia szkoły i wyjazdu, choć część udało się odnowić później.
- Och... Nawet nie wiedziałam, że mógłbyś za mną tęsknić. Gdybym wiedziała, że tak to postrzegasz, napisałabym jakiś list – zauważyła ze zdumieniem, czując się nieco zmieszana, bo nie co dzień słyszała tego typu deklaracje. Choć miała wielu znajomych, niewielu z nich uważała za faktycznych przyjaciół, jako że w dorosłości trudniej jej było ufać ludziom niż w czasach, kiedy była młoda, i nie dopuszczała ich do siebie tak szybko i łatwo jak kiedyś. W takich czasach jak te wszędzie mogli czaić się potencjalni wrogowie.
- Nigdy nie wiadomo, co przyniesie przyszłość – rzekła, wzruszając ramionami; w tej chwili nie wybiegała tak daleko przed siebie, zbyt pochłonięta bieżącymi problemami, by snuć odległe plany. Mogła co najwyżej pofantazjować o podróżach i zwiedzaniu świata, a życie zweryfikuje, czy dożyje tego czasu i czy kiedyś, gdy wszystko się unormuje, będzie mogła realizować tego typu zamierzenia. William (jak myślała) zapewne był wolny i mógł robić, co chciał, ją w Anglii trzymało przede wszystkim aurorstwo i Zakon Feniksa. Nie wiedziała, że William też o nim wie, po tylu latach nie widzenia się nie mogła być pewna jego poglądów (nawet pojawienie się w mugolskim miejscu nie mogło być gwarantem tego, że był dobry i godny zaufania), dlatego wciąż zachowywała się z dystansem i była powściągliwa, tym bardziej słysząc o Departamencie Kontroli Magicznej.
- Myślałam, że Urząd Łączności z Mugolami został rozwiązany parę miesięcy temu – powiedziała; zmian było tak wiele, że nie nadążała za nimi, i nie była pewna, które z dawnych działów zniesionych przez poprzednią minister już przywrócono z powrotem. Departament wciąż nie zmienił swojej nazwy na tą dawną, nie budzącą tak złowieszczych skojarzeń. – Niemniej jednak, to musi być ciekawe zajęcie, praca z mugolami. Ich świat ma swój urok nawet bez grama magii, prawda? – zapytała, choć to ostatnie stwierdzenie chyba nie było do końca aktualne, biorąc pod uwagę anomalie i to, że magiczne wypadki zaczęły się dziać również w świecie mugoli, zapewne wywierając na nich duży wpływ. Nic dziwnego, że ci ludzie w klubie wyglądali na tak zmarnowanych i brakowało im tej dawnej radości i beztroski, którą pamiętała z poprzednich wizyt w tym lokalu. Teraz raczej mogła odnieść wrażenie, że trafiła na jakąś stypę zamiast do tanecznego klubu z muzyką i obawiała się, że kwestią czasu jest, aż znowu coś się wydarzy, choć sama nie była pewna, jak dokładnie wyglądają objawy anomalii u mugoli.
- Cóż, w takim miejscu łatwo się zgubić i nie zauważyć, tym bardziej, że zwykle siedzę w Biurze Aurorów lub pracuję w terenie – wyjaśniła; czasem oczywiście musiała udać się w jakiejś sprawie na inne piętra, ale ministerialnych pracowników było tylu, że nie sposób było pamiętać wszystkich. – Tak... udało mi się. Nie było łatwo, ale się udało, i nie żałuję tego wyboru. – Najwyraźniej to właśnie było jej przeznaczeniem, aurorstwo, nawet jeśli przez pewien czas zboczyła z tej ścieżki. – Mam nadzieję, że i ty jesteś zadowolony ze swojej pracy – dodała, zastanawiając się, jak wyglądała jego praca po reformach poprzedniej minister. Czy został wcielony do antymugolskich struktur, czy może udało mu się tego uniknąć? – Może teraz, skoro już wiemy, że oboje pracujemy w ministerstwie, uda nam się kiedyś spotkać ponownie?
Wciąż była zdystansowana i ostrożna, ale przecież spotkanie nie musiało odnaczać wielkiej poufałości i zaufania.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean the­re isa light shi­ning
so­mewhe­re near by.
Powrót do góry Go down
William Prince
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t5291-william-prince-w-budowie#118596 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t5314-william-g-prince http://www.morsmordre.net/t5317-william-g-prince#118975
Stażysta  w Ministerstwie Magii
24
Półkrwi
Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
7
10
5
0
3
0
8
13
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   29.09.17 14:05

Na twarzy Sophii malował się zdziwienie, gdy William opowiedział jej o tęsknocie. Mężczyzna zawsze był dosyć nieśmiały i skryty w sobie, więc rzadko wygłaszał swoje emocje innym ludziom. Inna sprawa miała z Lilianą, która była półwilą. William strasznie się w niej zauroczył i ciężko miał nawet oderwać od niej wzrok, gdy ta przechodziła gdzieś obok, po korytarzach Hogwartu. Uroda Liliany przezwyciężała również niechęć do Slytherinu. Nawet do dzisiaj ma do czynienia z tą dziewczyną, gdyż również pracuje w Ministerstwie Magii i co jakiś czas widuje dziewczynę na korytarzach. Prince wciąż ciężko ma oderwać od niej swoje spojrzenie pożądania. To jest na prawdę skomplikowane. Bardziej klarowna sytuacja jest w relacjach z Sophią. Obojga łączy nie tylko Quidditch, choć i on miał sporo znaczenie. Wspólne mecze przeciwko innym domom, czy nawet wspólne treningi i dopingowanie. Podczas tych rozgrywek była na prawdę wiele emocji. Kolejną rzeczą łączącą ich była czystość krwi. Oboje byli półkrwi, przez wielu osób gardzoną. Szczególnie przejawy wrogości wywodziły się od Ślizgonów.
- Sophio, nie tylko rozgrywki Quidditcha nas łączą. Pamiętasz, jak razem płataliśmy figle Ślizgonom, kiedy tylko ci wyśmiewali naszą czystość krwi. Ja doskonale pamiętam, jak raz pobiłem się z pewnym Ślizgonem, który nazwał moją rodzinę "Zdrajcami Krwi". Ale wtedy dostałem bęcki... Nikt nie rozumiał mnie bardziej niż Ty, Sophio. - powiedział, próbując przekonać dziewczynę, że to było coś więcej niż zwykła znajomość.
- Urząd Łączności z Mugolami wciąż istnieje i jest najmniej nasiąknięty polityką antymugolską. My poprawiamy relacje z ich rządem, a nie wyłapujemy bezbronne dzieci jak niegdyś Policja Antymoglska. - te zdania wypowiedział znacznie ciszej, gdyż nie miał pewności, czy poza nim i Sophią, gdzieś w pobliżu nie ma innego czarodzieja, który miałby przeciwne poglądy niż William. Rozejrzał się dokoła, byli sami we dwójkę, więc dodał półszeptem - Chyba nie jest zadowolony ze swojej pracy. Praktycznie cały Departament Kontroli Magicznej składa się z byłych Antymoglskich Policjantów. Trochę żałuję, że nie rozpocząłem kariery w Quidditcha. Chociaż, w eleganckich ubraniach mi do twarzy. - To ostatnie zdanie powiedział z dozą humoru. Nawet sam zaśmiał się z tego.
- Nie mam wielu znajomych w Londynie, gdyż pochodzę z Burnley. Będzie mi niezmiernie miło, gdy spotkamy się ponownie. - dodał z przyjaznym uśmiechem na twarzy.


Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
29
20
0
1
0
0
6
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   29.09.17 15:15

W czasach Hogwartu Sophia rzadko zwracała uwagę na takie rzeczy. Była raczej chłopczycą, kolegów traktowała jako kumpli i nikim nie interesowała się w innym wymiarze. Obce było jej rozglądanie się za kimkolwiek; dopiero podczas pobytu w Ameryce uległa fascynacji pewnym poznanym w parku uzdrowicielem, z którym zaczęła się spotkać, co z czasem przerodziło się w przyjaźń, a nawet coś więcej. Wcześniej (i później, po utracie Jamesa) zbyt mocno absorbowały ją inne zajęcia. W szkole o wiele bardziej zajmował ją quidditch, pojedynki i tego typu sprawy. Nie była pilną uczennicą (nie licząc ulubionej obrony przed czarną magią i zaklęć, tak potrzebnych do zawodu aurora), a szlabany zdarzały jej się regularnie, zwłaszcza w tych pierwszych latach. Wtedy łatwo jeszcze traciła panowanie nad sobą, często też stawała w obronie słabszych i nie rozumiała tego szufladkowania na podstawie krwi i oceniania ludzi tylko na podstawie tego, w jakiej rodzinie się urodzili. Tak postępowało wielu Ślizgonów, dlatego Sophia do tej pory nie ufała zbytnio byłym członkom tego domu, choć było kilka wyjątków, które dało się polubić. Nawet wśród Ślizgonów zdarzali się całkiem przyzwoici ludzie, choć niestety z większością z nich nie lubiła się w szkole. Dopiero później nabrała więcej pokory i zdrowego rozsądku. Czasem lepiej było nie afiszować się otwarcie z niektórymi sprawami, i lepiej było nie prowokować konfliktów, z których mogło wyniknąć więcej problemów niż pożytku. Nawet jeśli trudno było pogodzić się z tym, że świat nie zawsze jest sprawiedliwy, i podejścia niektórych ludzi nie dało się zmienić.
- Tak, pamiętam te czasy. Utarcie im nosa było warte każdego szlabanu – powiedziała, także wracając wspomnieniami do tamtych lat. Nie była jedyną osobą, która nie lubiła się ze Ślizgonami, wśród Gryfonów, a nawet innych Puchonów też zdarzali się tacy, którzy nie dawali sobą tak łatwo pomiatać i próbowali się postawić. Sophia nigdy nie czuła się gorsza z powodu swojej krwi, i nie dawała sobie wmówić, że jest czarownicą niższej kategorii. – Było więcej takich jak my, ale to dobrze. Trzeba mieć odwagę, by bronić swoich przekonań i wierzyć w siebie – dodała, choć nie rozwinęła myśli.
Zamiast tego rozejrzała się po wnętrzu, by upewnić się, że nadal byli sami i nikt się nimi nie interesował. Nie mogła zapominać o czujności.
- To dobrze – skwitowała jego słowa, choć jego miejsce pracy wciąż budziło w niej pewne obawy. Była zdecydowaną przeciwniczką antymugolskich reform, ale wolała nie mówić tego głośno, skoro wciąż nie mogła być całkowicie pewna stanowiska Williama. Jedno przypadkowe spotkanie i jedna rozmowa nie mogły jeszcze przegonić nieufności. – Podejrzewam, że byłbyś dobrym graczem. Kto wie, może też bym była, gdyby nie to, że chciałam robić coś bardziej... pożytecznego i zaniedbałam latanie. – W głowie nastoletniej Sophii czasem pojawiały się i myśli o zawodowej grze, ale o wiele bardziej kusiło ją aurorstwo. Niemniej jednak czasem żałowała, że zepchnęła tę pasję na tak daleki plan. Ale przeszłości się nie zmieni, najważniejsze jednak, żeby działać w zgodzie z własnym sumieniem i starać się czynić świat lepszym nawet drobnymi rzeczami. Sophia wierzyła, że kierują nią dobre intencje, ale czy tak było w przypadku Williama? Czy wciąż był tym samym Williamem, którego pamiętała ze szkoły? Z biegiem czasu ludzie się zmieniali. Sama pod wieloma względami się zmieniła, zwłaszcza w ostatnich miesiącach, odkąd straciła rodziców.
- W naszym świecie odległość raczej nie stanowi większego problemu – zauważyła; każdy z nich mógł na zawołanie przenieść się w dowolny zakątek kraju za sprawą teleportacji, co było ogromnym ułatwieniem, skoro przecież nie wszyscy czarodzieje mieszkali w Londynie, a to tu znajdowały się główne magiczne instytucje. Nawet mugole radzili sobie z odległością, wymyślając coraz to nowe sposoby na szybsze przemieszczanie się. – Jestem pewna, że nasze drogi jeszcze się kiedyś przetną, skoro już wiemy, że pracujemy w tym samym miejscu.
Niestety właśnie w tym momencie oboje mogli usłyszeć trzask, a od jednego z mugoli pomknęła kula ognia, która uderzyła w ścianę. To spowodowało pewną panikę w gronie obecnych; kilkoro mugoli, łącznie z tym, który wywołał anomalię, szybko pomknęło do wyjścia, mijając częściowo schowanych, cicho rozmawiających czarodziejów. Sophia doszła do wniosku, że powinni się stąd ewakuować.
- Może lepiej się zbierajmy? To nie jest najbezpieczniejsze miejsce. Nie teraz – zaproponowała, zachęcając Williama do wyjścia na zewnątrz; mogli teraz uchodzić za kolejnych wystraszonych klientów, których wypłoszyło to nagłe, niespodziewane zjawisko, jakiego byli świadkiem.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean the­re isa light shi­ning
so­mewhe­re near by.
Powrót do góry Go down
William Prince
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t5291-william-prince-w-budowie#118596 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t5314-william-g-prince http://www.morsmordre.net/t5317-william-g-prince#118975
Stażysta  w Ministerstwie Magii
24
Półkrwi
Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
7
10
5
0
3
0
8
13
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   02.10.17 10:46

William praktycznie od zaczęcia nauki w Hogwarcie miał zatargi ze Ślizgonami, którzy wyśmiewali się z jego czystości krwi i z tego samego powodu mu dokuczali. Pamięta, kiedy jakiś Ślizgon zniszczył mu nowy podręcznik do Astronomii, której tak bardzo lubił się uczyć. Nie chciał wyjawić prawdy prefektowi. Kolejnego razu pobił się ze starszym Ślizgonem, który zaczął obrażać jego koleżankę, pochodzącą z mugolskiej rodziny. Określenie "szlama" jest bardzo obraźliwe i wyrażające pogardę wobec takiego czarodzieja bądź czarownicy. William postanowił stanąć w obronie mugolaczki, jednak dostał srogie bęcki od Ślizgona. Mimo tego, jego postawa była na prawdę szlachetna i odważna.
- Dziękuję Sophio. Jesteś na prawdę miła. - powiedział przyjaznym tonem i uśmiechnął się do dziewczyny. William na prawdę ucieszył się, kiedy Sophia mu kompletowała. Nawet lekko się zaczerwienił, a dziewczyna mogła to doskonale zobaczyć na jego twarzy. Przez całe spotkanie Prince miał wrażenie, że Sophia zmieniła się od ostatniego spotkania. To była naturalna kolej rzeczy, wyjazd do Ameryki, dorosłość, aurorstwo, wszystkie te wydarzenia na pewno miały jakiś wpływ, jednakże Sophia wydawała się zbyt nieufna wobec Williama. Mężczyzna miał pewien sekret. Sekret, którego nikomu nie mógł zdradzić, nawet przyjaciołom. Od niedawna jest członkiem Zakonu Feniksa, popleczników zmarłego Albusa Dumbledora. Choć nie był jeszcze na spotkaniu Zakonników, został już wtajemniczony w podstawowe informacje na temat tego stowarzyszenia.
Nagle zza ściany usłyszeli jakiś huk, przypominający łamanie się desek. William wychylił się i dostrzegł coś bardzo dziwnego. Coś, o czym nie pomyślałby kilka tygodni temu. Pewien mężczyzna wypuścił od siebie kulę ognia, która zatrzymała się na najbliższej ścianie i zaczęła ją powoli trawić. Jako pracownik Departamentu Kontroli Magicznej powinien jakoś zareagować, ale Zakon Feniksa mu tego zabraniał.
- Musimy stąd uciekać Sophio. - powiedział lekko zdenerwowanym głosem, po czym zaczął tarasować przed dziewczyną drogę, która była zagradzana przez spanikowanych mugoli. Wkrótce udało im się opuścić budynek. William jeszcze raz rzucił okiem na klub, kiedy to w tle było słychać syrenę.
- W takim razie do zobaczenia. Mam nadzieję, że na następne spotkanie z Tobą, nie będę musiał czekać jak ostatnio. - dodał na pożegnanie. Nie wiedział, jak ma się pożegnać z Sophią, dlatego poczekał, aż ona pierwsza to zrobi.


Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
29
20
0
1
0
0
6
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   02.10.17 13:31

Sophia i tak nie miała najgorzej. Jako córka czarodzieja półkrwi oraz czystokrwistej czarownicy nie była traktowana tak, jak dzieci mugoli, które bardzo szybko musiały zetknąć się z tym, że w tym pięknym, nowym dla nich świecie magii nie każdy ich chce. Dla niektórych mugolacy byli gorszej kategorii, osobami nie zasługującymi na magię i naukę w Hogwarcie. Niestety, jak pokazywały niedawne wydarzenia, nie zawsze kończyło się tylko na wyzwiskach i krzywych spojrzeniach. Choć sama tylko o tym słyszała, wiedziała, że ministerstwo pod pretekstem przesłuchań uprowadziło pewną grupę mugolaków, nawet dzieci, i kto wie, do jak złowieszczych celów chcieli ich wykorzystać. Wciąż czuła obrzydzenie na myśl o tym, co jedni potrafili zrobić drugim tylko dlatego, że urodzili się w niemagicznych rodzinach. A uprzedzenia zaczynały się już właśnie na etapie szkoły.
Uśmiechnęła się do niego blado, doceniając tę dawną, szkolną znajomość. Ale nie potrafiła zachowywać się tak, jak dawniej, zbyt wiele minęło czasu i za dużo się wydarzyło. Zamiast tej starej Sophii ze szkoły była nowa, bardziej zdystansowana, ostrożna i z bagażem niekoniecznie przyjemnych doświadczeń. I z tajemnicą, którą ukrywała przed światem, nie wiedząc, że stojący obok mężczyzna skrywa ten sam sekret. Nie było go na spotkaniu, więc nie znała innych członków Zakonu poza tymi, których zobaczyła wtedy. Ku jej zdumieniu, i tak było wśród nich dużo jej znajomych i współpracowników, a także krewnych.
Niestety okoliczności okazały się niezbyt sprzyjające, ale sami kusili los, zapuszczając się do mugolskiego lokalu w dobie anomalii, które nie omijały nawet niemagicznych. Wśród nielicznych mugoli wybuchł popłoch, ale Sophia nie mogła im pomóc, nie mogła użyć magii przy świadkach, bo tym tylko wpędziłaby wszystkich w jeszcze większy strach. Nie dałaby rady zmodyfikować pamięci każdemu, zanim rozbiegliby się na wszystkie strony, krzycząc o wiedźmach, lub może nawet atakując obcych przybyszów władających tą niepokojącą mocą. Ci mugole i tak już cierpieli, mierząc się ze strachem przed nieznaną mocą, więc nawet jeśli zasady tajności w wielu sytuacjach traciły na znaczeniu, Sophia wciąż ich przestrzegała.
Dlatego postanowiła jak najszybciej opuścić to miejsce, i ulżyło jej, że William się z nią zgodził. Używanie magii nie było tu bezpieczne ani rozsądne, więc oboje wydostali się na zewnątrz, patrząc, jak mugole umykają chodnikiem. Na ten widok zrobiło jej się naprawdę smutno i żałowała swojej bezsilności.
- Do zobaczenia, Williamie. Oby w bardziej sprzyjających okolicznościach – powiedziała, zerkając przez ramię na klub, który właśnie opuścili. I była dziwne przekonana, że do kolejnego spotkania wcale nie upłynie sześć lat, jakie dzieliły ich od poprzedniego.
Pożegnała się z nim i odeszła, by znaleźć pusty zaułek, skąd mogła teleportować się do domu.

| zt. x 2





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean the­re isa light shi­ning
so­mewhe­re near by.
Powrót do góry Go down
 

Klub Swing 'n' Roll

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

 Similar topics

-
» Magiczny klub Rozing
» Klub Rogacza
» Jak założyć i utrzymać klub?
» Klub "Rocks"
» Klub Nocny - Night Crow

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18