Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wejście

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Wejście   27.09.15 1:42

First topic message reminder :

Wejście

By dostać się na festiwal, należy przenieść się za pomocą przygotowanych na wydarzenia masowe świstoklików lub udać się pieszo z centrum najbliższego miasta na wybrzeże Dorset. Cały teren, gdzie będzie odbywać się wydarzenie, obłożono silnymi zaklęciami antymugolskimi oraz uniemożliwiającymi teleportację. Wzgórza w porastają maki i chabery, stanowiące ciekawe kolorystyczne połączenie dla gromadzących się gości. Kilkaset metrów na zachód wyznaczono niewielkie pole namiotowe dla gości z różnych stron świata, chcących spędzić więcej czasu w urokliwym Dorset.
W pobliżu wejścia na teren festiwalu ustawiono niewielkie podwyższenie z mównicą. To właśnie tutaj będzie miało miejsce uroczyste rozpoczęcie uroczystości, jak co roku głos zabiorą zarówno organizatorzy, jak i ważniejsi goście. Wieczorem kilka stóp nad głowami czarodziejów unoszą się lampiony w kolorze złamanej bieli i pomarańczu, odprowadzając gości do domów, czyniąc noc bardziej magiczną.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu http://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wejście   11.10.15 20:03

Alexander wstał tego dnia w jakimś nieokreślonym humorze. Jako, że miał parę dni wolnych mógł całkowicie poświęcić się uczestnictwie w festiwalu organizowanym przez jego krewniaków. Teraz jednak, gdy szedł przez kolorowe od kwiatów pola mógł bez jakichkolwiek problemów nazwać swoje samopoczucie - był zadowolony. Tak, choć wydaje się być to dziwnym, to po raz pierwszy od dłuższego czasu Lex czuł się naprawdę dobrze. Rozstawił swój namiot gdzieś na uboczu (na szczęście znalazł takie miejsce, a nie centrum obozowiska, nie był jeszcze masochistą by aż tak się integrować z innymi), po czym zrzuciwszy koszulę, a wdziawszy szorty do połowy łydki i przerzuciwszy przez plecy gitarę na pasku, ruszył boso w tłum. Tutaj nikt nie mógł go krytycznie ocenić - w końcu był Festiwal Lata. Witał się po kolei z bliższymi i dalszymi członkami rodziny, poznawał teren, rozglądał się jednak uparcie poszukując pewnych rudowłosych głów. Chciał spędzić trochę czasu z Weasleyami oraz z Dianą, którą miał nadzieję spotkać w ich towarzystwie. Na później odłożył poszukanie Elizabeth i Allison. Na razie chciał się nacieszyć chwilą. Gdy jego oko złapało widok płomiennych czupryn uśmiechnął się szeroko i ruszył w tamtym kierunku.
- Lyra! - zawołał, po czym uniósł rękę i zamachał w stronę dziewczyny.
Zapowiadał się bardzo przyjemny festiwal.




If you're loved by someone
you're never rejected.


Ostatnio zmieniony przez Alexander Selwyn dnia 11.10.15 20:54, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Allison Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t653-allison-avery http://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison http://www.morsmordre.net/t815-allie http://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
25
Szlachetna
Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
0
2
16
6
0
2
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   11.10.15 20:38

Mówi się, że my, wysoko urodzeni mamy niesamowite szczęście, wystarczył sam fakt pierwszego oddechu, by zdobyć bogactwo, o którym śni większość czarodziejów należących do szarej części magicznego świata. Później tylko – oczywiście najlepiej spektakularne – ujawienie się magicznych zdolności, by zapewnić sobie luksusy i obcowanie w znamienitym towarzystwie do końca życia. I wcale nie trzeba być przy tym wybitnie zdolnym, urodziwym, czy posiadać inne atuty. Liczy się tylko krew, to właśnie ona decyduje o wychowaniu, zamążpójściu, nawet o naszym własnym myśleniu. Jednak na świecie musi istnieć jakaś równowaga. Jing i Jang jak to mówią w jakiejś odległej kulturze. Szczęście w naszym otoczeniu jest złudne i zadziwiająco kruche. Ileż można przywdziewać drogie suknie, przebywać w fantazyjnych lokalach, racząc wszystkim takimi samymi, sztucznymi uśmiechami… I takie same sztuczne uśmiechy otrzymywać z powrotem? Przez zasmakowanie wolności, nowe wyzwania postawione przede mną i utratę dawnego szczęścia, miotam się niczym mysz pochwycona za ogon. I nie ważnym jest, że gonię za czymś nieuchwytnym, że każdej nocy zamartwiam się przyszłością swoją i swojego bliźniaka. Wiem, że te działania nie przynoszą oczekiwanych skutków, nie oszczędzają nerwów i bólu, co doskonale widoczne jest w moim wyglądzie, utrzymywanym w ryzach tylko dzięki odpowiednim dawkom eliksirów.
Dziś jednak odrzucam te emocje, jakby cała otoczka festiwalu dobrze na mnie wpływała. Choć doskonale wiem, że to towarzystwo Sorena najbardziej na mnie oddziałuje. Nie obawiam się wyjścia w miejsce publiczne, nawet po ostatnim wypadku na stypie. Żadnych duchów, krwi, cierpienia… Samaela. To święto miłości, a takie cudowne doświadczenia mogą się tylko wiązać tylko z tym jednym uczuciem; o ile są prawdziwe. Nie tak jak przez część otaczających nas par, grających prawie że idealnie swoje role, do tego stopnia, że w pewnym momencie zaczną w nie wierzyć. Czy tak będzie wyglądał mój związek z Selwynem? Oficjalnie i owszem, prywatnie natomiast… Sprawię, że pożałuje tej niedawno przypieczętowanej transakcji.
Nie. Nie powinnam pozwalać myślom na zbaczanie na te tory zgubne dla mojego nastroju. Markotnieję odrobinę, gdy zbliżamy się do gromadzącego się tłumu. Wejście w morze ludzi oznacza porzucenie własnej osoby i przywdzianie jednej z masek szlacheckiej elegancji. Uśmiecham się jednak do ciebie promiennie, gdy chwytasz mnie za dłoń. Nie chce byś wiedział, że coś mnie trapi. Nie, gdy jeszcze wspomnienia cudownego, wspólnej połowy dnia pozostają wciąż żywe, a nad nami wisi obietnica całego tygodnia na festiwalu, z dala od rodziny, z nocami w namiocie, jakby to on był naszą osobistą kryjówką, jak te domki na drzewie za dziecięcych lat.
Wysłuchujemy przemowy, w której jak co roku poruszają motyw celtyckiej legendy, jednak ona wcale się nie nudzi, pomimo że wszyscy znamy ją od małego. Kąciki moich ust drgają, gdy widzę, kto przemawia. Butny Gryfon, no proszę, proszę. - Dobrze było wrócić do kraju – zwracam się radośnie do ciebie, jakby chcąc na głos potwierdzić, że pomimo wszystkich mniejszych i większych katastrof, cieszę się z opuszczenia egipskich granic. Festiwal zapowiada się fantastycznie nie tylko przez wzgląd na atrakcje zapewnione przez Prewettów, znany z odpowiedniej organizacji takich przedsięwzięć. Odwracam się przodem do ciebie, co okazuje się błędem, gdyż mogę dostrzec, co dzieje się za nami. Mój uśmiech szybko gaśnie, gdy wzrok podąża za mężczyzną odzianym tylko w szorty. Słyszę jego głos, gdy woła jakąś dziewczynę i nie ma już mowy o pomyłce. To tak bardzo nieodpowiednie, że mrugam kilkakrotnie, by upewnić się, czy oczy mnie nie mylą. Cóż mogłam się spodziewać, że Samael wydaje mnie za kogoś, kogo mózg pochłonęły zbyt duże ilości diablego ziela.
- To ma być żart? – cedzę przez zęby, lecz na tyle głośno, że słyszą mnie wszyscy w promieniu metra.


Powrót do góry Go down
Percival Nott
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott http://www.morsmordre.net/t1542-tatsu http://www.morsmordre.net/t1531-percy http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
organizator smoczych wypraw badawczych
32
Szlachetna
Żonaty

it's a small
crime
and I've got no excuse

5
25
0
0
0
10
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   11.10.15 21:30

Czasami żałował, że życie potoczyło się tak, a nie inaczej; że nie został pociągnięty do odpowiedzialności i że zamiast na bruku, skończył w ciasnym gabinecie. Miewał wrażenie – najczęściej pod koniec kolejnego samotnego wieczoru, gdy odprowadzany żałosnym spojrzeniem barmana, chwiejnym krokiem opuszczał lokal jako ostatni – że łatwiej by mu było pogodzić się z przeszłością, gdyby całkowicie się od niej odciął. Być może szerokie, cudowne, wolne przestrzenie i wspomnienie krążącej w żyłach adrenaliny, którą mogło wywołać tylko i wyłącznie ujarzmianie skrzydlatej, zionącej ogniem bestii, w końcu wyblakłyby w jego pamięci wystarczająco, żeby dać o sobie zapomnieć; tymczasem każdego dnia na nowo otwierał stare rany, mijając na korytarzach departamentu młode twarze stażystów i łowców, rozjaśnione taką samą ekscytacją, jaka niegdyś była jego nieodłącznym towarzyszem. Dobrowolnie i entuzjastycznie umęczał sam siebie, podświadomie karając się za tchórzostwo (które tak bezpretensjonalnie wytykał mu właśnie Wright) i jak po sznurku podążając krętą ścieżką autodestrukcji.
Do której zdecydowanie miał skłonności; nie istniał chyba inny powód, dla którego ze stoickim spokojem – bardzo pozornym, ale chyba przekonującym – trwał właśnie przy boku Benjamina, świadomy śledzącego jego reakcje spojrzenia. Umyślnie nie patrzył jednak na przyjaciela, skupiając się na gryzącym go w gardło dymie papierosowym i gdzieś w tle słysząc wyuczoną przemowę gospodarza. Słowa, które do niego docierały, nie dziwiły go zbytnio, nie wywołały też nagłej fali przytłaczających uczuć – jego serce nie pękło na pół, świat nie zatrząsł się w posadach, a on nadal stał z ręką w kieszeni i błąkającym się po ustach uśmiechem, całkowicie nieszczerym i nieuzasadnionym. Jedynie powietrze wydało mu się nagle jakieś cięższe, a klatka piersiowa – jakby mniej pojemna.
- Stać cię na więcej – powiedział powoli, z niemal autentycznym rozczarowaniem przyjmując obelgę, z którą milcząco się zgadzał, i która bynajmniej nie stanowiła dla niego żadnej nowości. Zasłużył, na to i na wiele innych rzeczy, o które właśnie desperacko się dopraszał, uparcie przekonując się jednak, że jego obecność obok Wrighta miała charakter czysto spontaniczny; że wcale nie szukał wzrokiem jego sylwetki (wciąż irytująco idealnej), mając jakąś masochistyczną nadzieję, że pojawi się wśród gości. W rzeczywistości brzydził się swoją słabością; wstyd mu było, że po raz kolejny wracał do starych, utartych kolein, jak śledzący graczy tłuczek, przyciągany jakąś mistyczną, niewytłumaczalną siłą, zmuszającą go do niszczenia. Planów, obietnic, zaufania, przyszłości.
O, tak. Był tchórzem.
- Nie będę przepraszał – powiedział nagle, jakby do siebie, wydmuchując z ust porcję szarego dymu, która nijak nie pasowała do barwnych wzgórz i wesołej, sielankowej wręcz atmosfery festynu. Spojrzał wreszcie na stojącego obok niego mężczyznę; chłodno, z wyrzutem? Ogarniała go chyba hipokryzja zupełna, ale w jakiś abstrakcyjny sposób miał mu za złe to irracjonalne rozczarowanie, które poczuł, gdy mimo początkowych obietnic, zrezygnował ze zrobienia tego, co zrobić należało.




love, I have wounds
only you can mend


Powrót do góry Go down
Astoria D. Nott
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1380-astoria-d-malfoy http://www.morsmordre.net/t2273-skrzynka-astorii http://www.morsmordre.net/t1406-lady-malfoy http://www.morsmordre.net/f166-wiltshire-dwor-malfoyow
Dama
25
Szlachetna
Zamężna
Hidden feeling of power is sometimes infinitely more delicious
than overt power.”
5
5
4
0
3
2
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   11.10.15 22:39

Team Evil w komplecie? Bajecznie. W takim razie można uznać, że impreza mogła się zacząć. Zupełnie jakby te trzy kobiety były główną atrakcją tego wieczoru. Astoria miała nadzieję, że Prewettowie nie zawiodą wygórowanych oczekiwań arystokratycznej części gości. Sama panna Malfoy ze sztucznym uśmiechem przyklejonym do twarzy patrzyła przed siebie czekając, aż łaskawie któryś z członków rodziny Prewett rozpocznie festyn, a wtedy miała zamiar się gdzieś stąd ulotnić, oczywiście razem z dziewczynami. Być może był to ich ostatni babski wieczór. Trochę się tego obawiała, że kiedy Cassiopeia i Cece zostaną oficjalnie paniami Nott to biedna Astoria zostanie sama. Stara panna? Jednak są nieco inne zwyczaje, inne przywileje. Nie wszędzie gdzie pojawi się żona może pojawić się osoba z jej statusem i odwrotnie. Niby powinna cieszyć się wolnością, ale jak się nią cieszyć w samotności?
Uprzejmie maskując znużenie wysłuchała przemówienia jednego z członków rodu Prewett. W sumie sama Astoria nie bardzo wiedziała dlaczego ich rody nie darzyły się sympatią. Pewnie znowu, gdzieś kiedyś dwóch głupich i narwanych mężczyzn pokłóciło się o kawałek ziemi skazując swoich potomków na wieczną nienawiść do drugiego rodu. W każdym razie po zakończonym przemówieniu i oficjalnym otwarciu uroczystości Astoria zerknęła na swoje dwie towarzyszki.
-Proponuję znalezienie bardziej malowniczego miejsca.- nie było to pytanie z jej strony, ale raczej stwierdzenie. Ona nie miała zamiaru tu stać, a jeżeli Cece i Cassio miały to już ich sprawa. Astoria niechętnie, ale mimo wszystko by je opuściła. Taki życie, no co zrobić? Brunetka przeniosła pytające spojrzenie to na jedną, to na drugą ze szlachcianek, czekając na odpowiedź. Panna Malfoy nie zawsze wykazywała się cierpliwością, dlatego na maleńką chwilę zapominając o etykiecie, złapała za dłonie swoje towarzyszki i poprowadziła je dalej, zabierając z tego przeludnionego miejsca.



Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Wejście   11.10.15 22:46

Święto miłości- tyle słodkości. Gorące powietrze, duchota bezkresna i przedstawienia romantyczno-obyczajowe, którą zmiękczą każde serce. Jak można nie kochać owej uroczystości? Szereg atrakcji, które jedną nikną w cieni wszelkich konspirujących spraw jak plotki, oceny a co najważniejsze możliwości zaprezentowania się! Niech Cię widzą, słyszą i podziwiają. Nie ważne co mówią, ważne, że mówią. Elizabeth uwielbiała ten festyn miłością nieokiełznaną i gorąco równie mocno co samo lato, które chyba nigdy nie miało zamiaru się skończyć. Sam lipiec dłużył się jej niemiłosiernie i aż obawiała się co będzie z sierpniem. Była pewna, że będzie mieć niesamowitą okazję, aby zaobserwować wszelkie mechanizmy rządzące ich społeczeństwem i wiedziała, że ciężko będzie jej dzisiejszy spektakl wytrzymać na trzeźwo. Oczywiście, były również zalety festynu jak duże prawdopodobieństwo udanej zabawy i miłe spędzenie czasu z osobami, z którymi chce się to robić. To od razu pokierowało jej myśli w stronę Croucha i Lexa, którzy jej unikają i była pewna, że będą mieć wystarczająco dużo szczęścia, żeby się z nią spotkać. Na razie jednak wolała nie psuć sobie humoru problemami emocjonalnymi innych ludzi, którzy nie umieją sobie z nimi poradzić i zamiast tego skupiła się na lądowaniu, gdyż używanie świstoklika zawsze sprawiało jej problemy. Było to nawet gorsze od teleportacji i nigdy się do tego nie przyzwyczai. Zachwiała się lekko, ale szybko podparła się o Inarę przez co uchroniła się przed bliższym kontaktem z ziemią. Naprawdę, reprezentowała sobą grację damy. Strój jaki dzisiaj miała na sobie był w dużej mierze zaplanowany przez jej drogą przyjaciółkę, ale znała ją ona wystarczająco dobrze, by wiedzieć co jest kategorycznie złe. Jednak dzisiaj to nie o strój chodziło, lecz dobrą zabawę. Ostatni miesiąc był ciężki i jeśli każdy następny ma prezentować się podobnie to ona wysiada. Warto było na początku sierpnia naładować się pozytywną energią, która starczy jej co najwyżej do końca tego tygodnia, a potem zostanie jej zwyczajna egzystencja z dnia na dzień i bez grama wielkich radości.
- Prewettowie wiedzą co dobre. – powiedziała do Inary słysząc muzykę. Na miejscu czekał na nich już spory tłum, a trafiły idealnie by wysłuchać przemówienia jej współpracownika. Mimo, że znała opowiedzianą historię już na pamięć to przynajmniej była ona opowiedziane zwięźle przez co nikt nie zdążył się znudzić. Od razu zauważyła kilka znanych jej twarzy i jedną osobę, która bardzo przyciągała uwagę. Najpierw zastygła, a następnie wybuchła śmiechem. Oparła się ręką o ramię Inary a następnie tą samą drogą podążyło czoło. – Co ja mam za rodzinę.. O Lexi, Lexi. – pomruczała nadal nie mogąc przestać się śmiać. I do jej uszu doszedł komentarz Ally, wszędzie rozpoznałaby ten głos, który tylko spowodował kolejny atak rozbawienia. – Lex! – zawoła do niego, gdy w końcu się opanowała. – Świetne szorty! – unosi jeszcze w góry kciuk na potwierdzenie. Taką zwyczajną rzeczą od razu jej kuzyn poprawił jej humor. Teraz nie myślała o żadnym jego ślubie, chorym przełożonym, ale o jego szortach i reakcji czarodziejów na owy wykwintny strój. Spojrzenia jakie posłały jej najbliżej stojące osoby, również zignorowała albo wynagrodziła się podobnym jeśli osoba była uparta.


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wejście   11.10.15 23:23

Gdy tak szła przez łąkę, stopniowo zwiększając dystans pomiędzy sobą a bratem i jego narzeczoną, nagle usłyszała męski głos wołający jej imię. Przystanęła i odwróciła się w tamtym kierunku, dostrzegając Alexandra Selwyna, który wyglądał dosyć niekonwencjonalnie w swoim stroju, bardziej przypominającym mugolski niż szaty noszone przez czarodziejów czystej krwi. Ale że Lyra była tolerancyjna i mugolskie ubrania nie budziły w niej zgorszenia, nie przeszkadzało jej to ani trochę, a uśmiech, który pojawił się na jej bladej, nakrapianej piegami twarzy, był bardzo przyjazny.
- Alex! – zawołała, idąc w jego stronę. W dłoni wciąż trzymała malutki bukiecik chabrów i maków. – Jak miło cię widzieć!
Ostatni raz widzieli się jeszcze w lipcu, kilka dni po tym dziwnym incydencie z zanikami pamięci, kiedy to rozmawiali na Pokątnej i później poszli do mieszkania Weasleyów, gdzie rzucił na nią kilka zaklęć sprawdzających. Rzecz jasna nie miała pojęcia, że Selwyn spotkał się później z jej bratem. Niemniej jednak, ich relacje były pozytywne już od czasu, gdy rok z kawałkiem temu poznali się w Mungu po jej wypadku.
- Nie wiedziałam, że też będziesz na festiwalu, ale cudownie jest spotkać kogoś znajomego w tym tłumie – powiedziała. Garrett i jego narzeczona w międzyczasie gdzieś zniknęli w natłoku czarodziejów, ale póki co nie zamierzała ich szukać. – Co u ciebie słychać?
Chwilę później dostrzegła kawałek dalej kolejną znajomą twarz, a mianowicie Elizabeth Fawley, która miała pomagać jej w zakresie rozwoju artystycznego. Lyra uśmiechnęła się szerzej, wspominając w myślach ich ostatnie spotkanie w galerii sztuki, po czym przywitała się także z nią, odnotowując, że ona i Alex wydawali się dobrze znać. O ile dobrze kojarzyła, chyba byli jakąś rodziną.
Jeśli jednak mieli jakieś wspólne plany na spędzenie tego dnia, nie zamierzała im przeszkadzać. Chciała jedynie się przywitać i zamienić parę zdań. Dookoła kręciło się mnóstwo czarodziejów, którzy zbierali się na łące i rozchodzili na wszystkie strony. Lyra z pewnością także bez trudu znajdzie sobie jakieś miłe miejsce, a może i ciekawe towarzystwo? Na pewno nie będzie się nudzić.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Ignatius Prewett
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t1492-ignatius-prewett http://www.morsmordre.net/t1524-fidelis#14269 http://www.morsmordre.net/t1509-ignatius-prewett http://www.morsmordre.net/f183-dover-st-davids-ave-21b http://www.morsmordre.net/t1525-ignatius-prewett#14271
Auror
28
Szlachetna
Kawaler
Jak niemal każde nieszczęście, zaczęło się szczęśliwie.
7
7
0
0
2
0
0
4
Czarodziej

PisanieTemat: 2: Wejście.   12.10.15 0:54

Nie wiem kto wcisnął mi kielich do ręki. Nie zdążyłem skosztować trunku, gdy liczni kuzyni ze strony Prewettów z determinacją klepali mnie po plecach, gratulując występu i wylewając zawartość alkoholu z czary. Dość niezgrabnie robiłem uniki, by kolejna porcja nie poplamiła nowej szaty wyjściowej. Gdy w końcu uwolniłem się od swojej rodziny, w naczyniu został tylko łyk wytrawnego wina. Mogło być nawet dobre. Przemówienie okazało się znośne i choć wszyscy znali historię łabędziej miłości, nikt za specjalnie nie zaprotestował słysząc ją po raz kolejny. Dopiero po zejściu z mównicy poczułem, jak bardzo byłem spięty.
 
Rozcierając bark, ruszyłem do przodu, co chwila witając się z kolejnymi znajomymi. Grzecznie odpowiadałem na ich pytania, dyskretnie rozglądając się za bratem. Artura jak na złość nigdzie nie było. Ciotka mojej matki, dość boleśnie łapiąc mnie za nadgarstek, wyraziła swoje szczere obawy, że reprezentacja złożone z rodu Avery, Malfoy, Nott i Rowle planuje popsuć tegoroczną zabawę. Dlatego też moim nadrzędnym obowiązkiem jest pilnowanie ich każdego ruchu. Próbując ukryć uśmiech obiecałem starszej damie, że zrobię wszystko, by w spokoju mogła delektować się kolejną ognistą. W odpowiedzi pokiwała głową, zadowolona z tego co usłyszała. W pobliżu ciągle nie widziałem nikogo z bliskich mi ludzi. Jeszcze wczoraj Skamander przysięgał, że dzisiejszy początek zabawy, będzie dla nas niezapomniany. Jak na razie sterczałem samotnie, próbując odnaleźć znajome twarze. O ile Sam mógł się po prostu spóźniać, o tyle martwiłem się, że Hazel naprawdę zrezygnuje i nie pojawi się do końca wieczoru. Ciągle głupio się łudziłem, że stoi gdzieś niedaleko, zajęta rozmową.
  
Niespodziewanie podeszła do mnie babcia, z załzawionymi oczami ucałowała mój policzek. Pokornie przyjąłem jej uwagi dotyczące przemówienia. Jej pomarszczoną dłoń z gracją ująłem i pozwoliłem wolnym krokiem prowadzić się jej pośród tworzących się grupek rozmówców. Jak zawsze cicho opowiadała mi zdobyte przed chwilą plotki. Nie zapomniała napomknięć, że powinienem zacząć rozglądać się za żoną. Najwyższy czas! Słyszałem to od dobrych ośmiu lat. Kiedy przechodziliśmy, na chwilę zatrzymałem się, by dokładniej przyjrzeć się pewnej kobiecie. Jej głos wydała się dziwnie znajomy. Allison? Niemożliwe, z tego co wiedziałem, ciągle przebywała za granicą. Monolog babci przerwał pewien Selwyn, którego imienia nie znałem. Przyszedł dość oryginalnie ubrany, czym wywołał mój szeroki uśmiech. Od kolejnych komentarzy uratował mnie dziadek, który zabrał swoją damę na degustację win. Wymówką, że czekam na kogoś, usprawiedliłem się, dlaczego nie mogę im towarzyszyć.
  
Z daleka słyszałem szum morza, niektórzy już ruszyli w stronę ognisk czy zagrody z jednorożcami. Gdzie oni są? Jak długo można na nich czekać!
 
/zt




Ostatnio zmieniony przez Ignatius Prewett dnia 28.10.15 15:50, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t592-colin-fawley http://www.morsmordre.net/t1184-poczta-kociarza-colina http://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://www.morsmordre.net/f123-inverness-stuart-street http://www.morsmordre.net/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Wejście   12.10.15 10:48

Dotarł na festyn w tej samej chwili, gdy jakieś chrupiące, pyszne ciasteczko przestało przemawiać i zeszło z mównicy, otoczone zaraz chmarą innych łakoci (chociaż już nie tak mraśnych jak ono samo). Jęknął w duchu na fakt, że musiał się tradycyjnie spóźnić i nie zdążył nasycić widoku przystojniakiem, ale po chwili jego myśli zajęło coś zupełnie innego. Wszędzie dookoła otaczali go ludzie, których jedynie niewielką część znał osobiście, nieco większą część z widzenia, ale w zasadzie czuł się tu wyjątkowo obco.
Nie przywykł do aż takich tłumów, bo nawet na arystokratycznych przyjęciach starał się trzymać z boku, uciekając się w kąty i kryjąc się przed zbyt częstymi rozmowami. Wciąż jeszcze nie przywykł do tego świata; wciąż w pamięci miał swoją izolację z wyboru i ogrom myśli, które go wtedy otaczały, kusząc i mamiąc w przeróżne sposoby. Odetchnął więc z lekką ulgą, gdy tłum zaczął rzednąć, a grupki czarodziejów i czarownic rozchodziły się w stronę przygotowanych atrakcji. Nie miał żadnego pomysłu na to, gdzie powinien się sam udać - niespecjalnie pociągały go jednorożce, a opowiadań o dawnych historiach - prawdziwych czy nie - wolał raczej słuchać, niż być ich chwilowym autorem.
Przez chwilę żałował, że nie zabrał Raven ze sobą, ale po ich ostatniej sprzeczce wolał mieć jeszcze kilka dni na siebie; obiecał jej, że pójdą razem dopiero na te sławetne wianki, dzisiaj więc mógł się cieszyć względną wolnością. Tylko co mu po niej, gdy tkwił tu sam jak palec, nawet bez kieliszka dobrego trunku pod ręką?
W oddali majaczyły się namioty, skądś dochodził pyszny zapach jedzenia, aż Colinowi zaburczało w brzuchu, ale nie ruszył się z miejsca, pozwalając mijać się dziesiątkom nieznajomych osób. Wyciągnął tylko zegarek, by na chwilę zająć czymś ręce i mimo wszystko zaczął rozważać wizytę u jednorożców, chyba że nagle znalazłby się jakiś wybawiciel (względnie wybawicielka), by porwać go na jakieś ciekawsze wydarzenie, niż podziwianie koni z długaśnymi rogami.


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
24
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Wejście   12.10.15 12:33

Wciąż nieodmiennie - lubiła święta. Wszystkie (nawet, jeśli większość tłumu była od niej wyższa). Przynajmniej te, które w głębszej wizji, przekazywały ludziom coś dobrego. I bynajmniej, jak wielu sądziło, nie chodziło o możliwość bezkarnego upicia się. Choć czasem i to było atrakcją. Inara nie pijała za często trunków. jeśli już to robiła, było pewne, że obok niej znajdowała się jej przyjaciółka - Lizka. Tak było i teraz, choć alkohol, który wychyliły, należał do ilości, które miały odrobinę zabarwić postrzeganie festiwalowej rzeczywistości.
odwrotnie do przyjaciółki - Inara przyzwyczaiła się do podróży świstoklikiem, szczególnie, że wciąż nie podeszła do egzaminu teleportacyjnego. Choć wiadomość, że musi w końcu go zdać, wisiał jej nad głową...zupełnie jak ramię Elki, gdy podparła się o jej ramię. Cóż, aurorka była zdecydowanie od niej wyższa, dając wizualnie, ciekawą mieszankę. Carrołówna była drobną, niewysoką istotą, z czarnymi włosami i urzekającym uśmiechem, który mogłaby nosić, niczym swój sztandar.
Sukienka, jaką miała na sobie, oczywiście była pomysłem panny Falwey, ale czerwień materiału idealnie oddawało temperamenty charakter "nosicielki". Znały się na tyle dobrze, by z zamkniętymi oczami oddać się w modowe łapki towarzyszki. Chyba, że...wpadł im do głowy głupi pomysł. A to było równie prawdopodobne, przy ich charakterkach. I co ważniejsze...może teraz mogły nadrobić długi czas, w którym widywały się tylko podczas krótkich powrotów do Londynu?
- Wiem! - parsknęła wesoło na tyle głośno, by jej głos przebił się przez wszelkie dźwięki - świetny dobór i muzyki..i samych Prevettów - oczy błysnęły jej łobuzerską iskierką, gdy wypatrzyła przemawiającego. Odwróciła nieznacznie głowę, przez chwile unosząc brwi, gdy jej przyjaciółka wybuchła niepohamowanym śmiechem. Szybko odnalazła źródło takiej reakcji.
- Twój kuzyn chyba zwiał ze sceny...zapominając przy okazji butów, chyba, że to nowa moda? - oparła się o ramię Falwey, by zerknąć w dół na ziemię zapełnioną trawą i piaskiem. Podłoże musiało być miękkie i..łaskoczące w stopy. Wyzwanie.
Spojrzała potem w górę, na roześmianą twarz Elki, by z kolejnym rosnącym, psotnym uśmiechem, zamachnąć nogą i zrzucić bordowy trzewiczek, na maleńkim obcasie. Wyzwanie, dla przyjaciółki i ..drugi bucik poleciał zaraz w ślady pierwszego. Tym jednak razem zamach był większy i...niefortunnie wymierzony w przechodzącego niedaleko mężczyznę.
Usta Inary ułożyły się najpierw w zatroskane "o", by paść w ramiona śmiechu. I swojej przyjaciółki.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
10
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   12.10.15 12:49

Kiedy tylko otworzyłem oczy dnia dzisiejszego, wiedziałem, że pierwszy sierpnia jest datą naprawdę magiczną. Obudziły mnie promienie słońca leniwie wdzierające się przez okna na poddaszu, które delikatnie drażniły moją skórę. W Anglii ciężko o pełne słońce, niezasłonięte kurtyną chmur, dlatego byłem przekonany, że rok pięćdziesiąty piąty należy do tych wyjątkowych. Nie miałem pojęcia, czy to była zasługa Prewettów, którzy zamówili sobie wspaniałą pogodę, czy los nam sprzyjał zsyłając upały już od początku lipca. Pewnym było, to wszystko wprawiło mnie w bardzo dobry humor. Przygotowywałem sobie śniadanie, nucąc melodię starych szantów i pogwizdując przy tym wesoło. Nie potrzebowałem służby, skrzatów, czy kogokolwiek, kto stałby nade mną i usługiwał we wszystkim. Być może byłem dość nietypowym osobnikiem, który uznaje, że można znaleźć radość w najprostszych czynnościach, nawet, jeśli uważane są one za niegodne. Szczęśliwie w moim mieszkaniu nikt prócz mnie nie mieszkał, dlatego też nikt nie był świadkiem mojego jakże niskiego upadku moralnego. Dramatyzmu sytuacji dodawał fakt, że naleśniki zjadłem gołymi rękoma! Nie musząc przy tym czyścić sztućców, ba, nawet talerza. Na samotny kubek po kawie szkoda mi było rzucać zaklęcia, przemyłem go wodą, ręcznie, popełniając kolejny, niewybaczalny błąd. Dobrze mi z nim było, jak słowo daję!
Wyszykowałem się dość prędko, bowiem miałem jeszcze kilka sprawunków do załatwienia, w tym zorientowanie się co do dokładnego sposobu przybycia na teren festiwalu. Skorzystałem oczywiście ze świstoklika, mając jedynie nadzieję, że w ten sposób nie ubrudzę swoich ubrań. Nawet, jeśli wyczyszczenie ich to była kwestia jednego zaklęcia. Chciałem prezentować się nienagannie od pierwszych chwil mojego pobytu w Weymouth. Które było przepiękne każdego roku; te bezgraniczne pola usiane polnymi kwiatami, majaczące złote kłosy gdzieś w oddali i opatulające skórę ciepło miały niesamowity urok i wprawiały mnie w jeszcze lepszy nastrój. Którym dzieliłem się ze wszystkimi mniej lub bardziej znanymi osobami mijanymi gdzieś przy wejściu. Ze wszystkimi witałem się uśmiechem i uprzejmym skinięciem głowy. Nie podchodziłem do nikogo, bowiem część osób za mało znałem, zaś druga część zajęta była w obrębie swoich znajomych. Ostatecznie stanąłem gdzieś na rozwidleniu dróg, rozglądając się za możliwymi atrakcjami, z których mógłbym skorzystać.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wejście   12.10.15 13:49

Po przywitaniu się z Alexem i przechodzącą w pobliżu Elizabeth ruszyła dalej, klucząc między czarodziejami. Większość wydawała przemieszczać się grupkami, Lyra nie widziała wielu znajomych twarzy, może też dlatego, że z racji młodego wieku nie mogła pochwalić się imponującymi znajomościami. Upleciony maleńki bukiecik kwiatów zatknęła sobie za ucho, tak, by kontrastowały z jej płomiennie rudymi włosami. A zaledwie chwilę później dostrzegła samotną męską postać stojącą na rozwidleniu dróg. Od razu rozpoznała Glaucusa, tym bardziej, że zaledwie niedawno widzieli się w herbaciarni na Pokątnej.
- Glaucus! – powiedziała, dołączając do niego. – Co tu robisz tak samotnie?
Uniosła leciutko brwi, lustrując go wzrokiem. Kiedy widzieli się ostatnio, wyglądał na strapionego, ale miała nadzieję, że teraz miał się lepiej.
- Szedłeś w jakieś konkretne miejsce? Właśnie się zastanawiałam, gdzie pójść – zapytała, zastanawiając się, czy mężczyzna miał jakieś plany, także towarzyskie, czy może też był samotny. Jeśli tak, mogli przejść się razem, bo Lyra też była sama, odkąd Garrett zniknął jej gdzieś w tłumie i właśnie była w trakcie szukania kogoś, z kim mogłaby spędzić dzisiejszy dzień.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Milicenta Borgin
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1197-milicenta-borgin http://www.morsmordre.net/t1226-drewniak#9071 http://www.morsmordre.net/t1224-batgirl http://www.morsmordre.net/f173-smiertelny-nokturn-18 http://www.morsmordre.net/t1288-milicenta-borgin#9762
smokolog, dostawca nielegalnych używek, szpieg
23
Czysta
Panna
Oh well, the devil makes us sin, but we like it when we're spinning in his grip
6
3
0
0
6
0
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   12.10.15 14:32

Chciałabym myśleć, że ten festiwal to dla mnie niesamowita wręcz przygoda, że wyczekiwałam go miesiącami, lecz cóż, rozmija się to z prawdą. Pragnęłam jedynie nieco odpocząć, być może zatroszczyć się o własne interesy, których nie warto było zamykać jedynie w obrębie Śmiertelnego Nokturnu. A mimo to nie przyszłam tam jak z ulicy, najpierw zatroszczyłam się o odpowiednią, chociaż nienachalną oprawę. Zrzuciłam z siebie smutne ubrania w kolorze ciemnym niczym kurz zapomnianych ulic, zastąpiłam je prostą, jasną sukienką (więcej we wsiąkiewce), bardziej nadającą się na tego typu upały. Mimo, że wcale nie wydziwiałam ze swym wyglądem, chociażby dlatego, że to są po prostu dożynki, a nie rewia mody (nawet, jeśli natężenie arystokratów na metr kwadratowy wynosiło absurdalnie wysokie wartości) - liczyła się przede wszystkim wygoda, to... odnosiłam nieustanne wrażenie, że wyglądam niczym małpa wciśnięta w ładną oprawę. Koloryt mojej skóry był niezmiernie wyróżniający się i bez tej jasnej kreacji, lecz cóż, nie chciałam sprawiać też wrażenia, że nie potrafię się odpowiednio ubrać. Może i nazywałam się Borgin, może moi rodzice nie istnieli, nie byłam jednak dzikim zwierzęciem, które zawsze miało wyglądać jak obdartus. Dlatego upięłam jeszcze śliśle moje niesforne loki w kok skryty pod słomianym kapeluszem oraz ubrałam kolorystycznie pasujące pantofle i zawiesiłam niewielką, białą torebkę na ramieniu. W takim stanie mogłam pokazać się wśród ludzi, którzy i tak patrzyli się na mnie w sposób, jak gdybym miała im za moment wszystko ukraść. Jak na złość uśmiechałam się do nich z politowaniem, bo nie byłam osobą, którą można rozstawiać po kątach.
Po skierowaniu się do wejścia wysłuchałam jakiegoś przemówienia, którego słuchałam z umiarkowanym zainteresowaniem, by następnie witać się ze znajomymi osobami. Kiedy te się rozpierchły we wszystkie strony świata, dostrzegłam jednego z moich pracodawców. Nie byłam pewna, czy powinnam się z nim witać, może nasza znajomość miała być ściśle anonimowa, skinęłam jednak do pana F. przelotnie głową, jak gdybym nie mogła się zdecydować, po czym zaczęłam powolnym krokiem iść w stronę jarmarku. Decyzję pozostawię jemu.
Pokręciłam się potem chwilę przy wejściu, by udać się dalej.

zt




the devil makes us sin



Ostatnio zmieniony przez Milicenta Borgin dnia 28.10.15 21:31, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Selina Lovegood
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t986-selina-lovegood#5480 http://www.morsmordre.net/t1028-alfred-wlasnosc-seliny-lovegood#5823 http://www.morsmordre.net/t1027-will-you-dare-selina#5821 http://www.morsmordre.net/f133-queen-elisabeth-walk-137-2 http://www.morsmordre.net/t1131-panna-lovegood
ścigająca Os, naczelna zołza, bywalczyni kolumn Czarownicy
30
Czysta
Panna
pride
will be always
the longest distance
between us
5
24
1
0
0
0
36
11
Czarownica

PisanieTemat: Re: Wejście   12.10.15 14:37

Selina miała kilka słabości. A konkretniej wzruszeń. I zawsze podobne rzeczy fascynowały je w sposób szczery i trudny do ukrycia. Może miała duszę piromana, może po prostu fascynowały ją kolory albo sama ulotność pewnych zjawisk. Pierwszą z rzeczy, najprostszą, której urokowi ulegała, były gwiazdy. Dopiero po szkole poznała część konstelacji, bo niejako podróże zachęciły ją do zauważania różnic w nieboskłonie. I okazywały się niezwykle przydatne na morzu, mimo że nigdy nie musiała parać się fachem nawigatora. Ale chciała. Dlaczego miałaby tego nie spróbować? Kolejną sprawą była zorza. Do dziś uważała to za najbardziej niesamowity fenomen. Dalej były burze i błyskawice, które rozświetlały niebo swoimi uderzeniami. Tęcza, którą próbowała dogonić jako dziecko. I... fajerwerki. A jedne z najpiękniejszych można było zobaczyć właśnie na tym festiwalu.
Mimo że pozornie niewzruszona muzyką wydobywającą się z harf czy urokiem okolicy, pojawiła się na terenie odziana w zwiewną, obszernie kloszowaną od pasa sukienkę w kolorze bieli, która składała się z równie niewinnej angielskiej koronki. Czyżby Selina miała zamiar oszukać jednorożce swoim strojem? Cóż, nie dało się ukryć, że nie uważała, by zawiniła na tyle, by być dla nich odpychającą, choć same te magiczne stworzenia chyba nie były na tyle liberalne, by przymknąć na nią oko przez przebranie i rozpuszczone włosy, które ozdabiała opaska stworzona ze zbioru łańcuszków, pereł i wisiorka, które zwisały delikatnie wokół jej głowy.
Zdążyła już zostawić rzeczy w wynajętym namiocie i aktualnie niejako rozglądała się wokół, słysząc wyłącznie połowę opowieści Prewetta (jak sądziła). Stare opowieści były niesamowite, o ile ktoś potrafił je dobrze opowiadać. Wydawało jej się, że ta akurat brzmiała o wiele lepiej za czasów jej dzieciństwa. Historia miłości dwóch kochanków, którzy się w końcu złączyli, ale... Ha, no właśnie! Zawsze było to "ale". Szybko te romantyczne dramaty ją zniechęciły. Phi, kwiat paproci...! Miłość na wieki lub "dopóki śmierć nas nie rozłączy" kończyła się niezwykle wręcz błyskawicznie.
Sceptycyzm nie był specjalnie uczuciowy czy romantyczny. Nie powodował porywów serca. Ale nie mógł też go zignorować, prawda? Selina jednak w tym momencie nie poświęcała uwagi myślom o smutkach jej własnego życia, rozglądając się wkoło. Nie zauważyła ani Sorena, ani Benjamina, którzy wymieszali się z tłumem. Zdawała się dostrzegać tylko nieznajome jej osoby lub obnażających się pomyleńców głoszących dziwne prawdy o miłości. Pfr. Wszędzie tylko miłość.
Odwróciła wzrok od par, powstrzymując się od wywrócenia oczami i powoli zaczęła się przedzierać przez tłum bez głębszego celu. Cóż, choć pewnie czekała, aż coś zwróci jej uwagę. Mimo tylu odstręczających czynników, nie mogła doczekać się tańców przy ognisku, wirujących w powietrzu świetlików i widoku fajerwerków. Nie wyobrażała sobie roku bez tego festiwalu, jakkolwiek nie mając zamiaru nigdy przyznać organizatorom ody pochwalnej z tego tytułu.






I care for myself.
The more solitary, friendless, unsustained I am,
the more I will respect myself.


Ostatnio zmieniony przez Selina Lovegood dnia 12.10.15 16:31, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Cece E. Malfoy
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1379-cece-emma-malfoy http://www.morsmordre.net/t1407-sowa-cyca#11769 http://www.morsmordre.net/t1403-sisi#11686 http://www.morsmordre.net/f165-pokatna-7-7
Pisarka
30
Szlachetna
Zaręczona
No one knows what it's like, to be the bad man, to be the sad man. Behind blue eyes and no one knows what it's like to be hated, to be fated to telling only lies.
6
5
0
0
1
9
0
4
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Wejście   12.10.15 14:49

Evil Team! Jeszcze mogły się nazwać "Wieczne narzekające panny" albo Black Malfoys, żeby było bardziej murzyńsko. Całe szczęście, że tego nie robiły, bo zaczęłoby sie robić dziwnie i ludzie, by na nie patrzyli jak na wariatki, zero respektu, a przecież o szacunek na dzielni trzeba było dbać. Wstydu rodzinie nie można było zrobić, a szkoda, bo Cece, by sie mogła tym zająć. Tak bardzo, miała czasem ochotę utrzeć rodzince nosa i wykręcić jakiś numer, całe szczęście Astoria ją dobrze pilnowała i trochę trzymała w ryzach. Blondynka ukradkiem rozglądała się dookoła, by wyłapać kto jeszcze się na festiwalu pojawił. Nie żeby była ciekawska i zaraz zaczęła razem z siostrą i przyjaciółkami plotkować o tym co kto ma na sobie, po prostu wolała wiedzieć na jakie osoby może tu wpaść, żeby się psychicznie na to nastawić. - Cassio, czy to nie Twój ukochany narzeczony tam stoi? - zapytała marszcząc czoło żeby lepiej się móc mężczyźnie przyjrzeć, a później swój wzrok przeniosła na przyjaciółkę. - Nie idziesz się przywitać z miłością Twojego życia? - dodała z ironią i posłała dziewczynie złośliwy uśmiech. Co innego im zostało niż naśmiewanie się ze swoich marnych losów!? Uśmiech szybko spełzł z twarzy blondynki kiedy jej oczy w tłumie odszukały mężczyznę, którego akurat widzieć nie chciała. Jakie szczęście, że jej Nott też pojawił się na festiwalu. Nic tylko płakać, że szczęścia! Cece przybrała kamienny wyraz twarzy i uniosła dumnie głowę powracając spojrzeniem do stojących przy niej pannach. - Masz rację Astorio - rzuciła sztywno. Jak najszybciej powinny stąd uciec i zaszyć się gdzieś gdzie będą mogły spędzić na spokojnie trochę wolnego czasu. - Tylko błagam nie idźmy do jednorożców - powiedziała wywracając oczami. Miała nadzieję, że dziewczyny nie będą jej tam ciągnąc, bo akurat ona lubiła tylko te zwierzaki, które mogła dotknąć, a że dziewicą już od dobrych kilku lat nie była to sobie raczej nie pomaca. - No chyba, że będę mogła was przetestować i zobaczyć, czy z was takie święte kobiety - zaśmiała się kładąc dłonie na biodrach. Posłała przyjaciółce i siostrze prowokujący uśmiech, bo chciałaby zobaczyć czy Cassio i Astoria to rzeczywiście takie dobre kandydatki na żony. - Chodźmy lepiej na tańce! Może tam będzie coś do picia. - zaproponowała. Wydawało jej się to dobrą opcją, przynajmniej będą mogły się ogrzać przy ogniu i posłuchać muzyki, a to już jakieś plusy.





I am not nothing! I was never nothing!
Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t592-colin-fawley http://www.morsmordre.net/t1184-poczta-kociarza-colina http://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://www.morsmordre.net/f123-inverness-stuart-street http://www.morsmordre.net/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Wejście   12.10.15 15:04

Różnorodność otaczających go barw była cokolwiek drażniąca dla oczu, który przywykły raczej do ciemnej scenerii i jednolitych kolorów czarnego atramentu na białych lub żółtych kartach, ale Colin trzymał się dzielnie, z minuty na minutę rozglądając się dookoła z większą ciekawością. Obecność tylu nieznanych osób wciąż nie nastrajała go pozytywnie, ale przecież przybył tu z własnej woli, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jak będą wyglądały takie magiczne spędy. Pozostawał też pełen nadziei, że wkrótce wypatrzy w tłumie kogoś znajomego, do kogo będzie się mógł bezczelnie podczepić - przeszkadzając w randce, podrywie czy innej równie przyjemnej czynności - jako że tkwienie jak tyczka pośród śpieszących wszędzie dookoła ludzi było zajęciem cokolwiek nudnym.
Rozmyślał już na poważnie nad tym, czy nie ruszyć w stronę jednorożców - co prawda te nie znosiły mężczyzn i było mało prawdopodobne, by zareagowały pozytywnie na jego obecność - zwłaszcza że w podążającym w tamtą stronę tłumie dojrzał blond czuprynę młodej niewiasty, za którą jego wzrok podążał bezwiednie bez udziału Colinowej woli, co sugerowało dobitnie, że ma do czynienia z co najmniej półwilą. Westchnął głęboko, gdy właścicielka zniknęła wśród ciżby i skierował swoją uwagę w stronę... buta, który właśnie ugodził go prosto w klatkę piersiową?
Złapał go instynktownie, zamierając na moment bardziej z szoku niż z bólu, rozglądając się uważnie dookoła. Rzuciła mu się w oczy twarz panny Borgin, kiwającej mu głową, która chwilę później skierowała się w stronę stoiska na jarmarku, ale nie wydawała się sprawczynią całego zamieszania. Zanotował w myślach, by złapać ją przy najbliższej okazji, skoro już tu jest, i wypytać o postępy w jej zleceniu, ale póki co bardziej zajmowało go poszukiwanie kopciuszka, który zgubił swój mały pantofelek w sposób cokolwiek daleki od bajkowego. Nie musiał zresztą szukać długo. Winna panienka wpatrywała się z niego najpierw ze zdziwieniem, a potem wybuchnęła śmiechem, chowając twarz w stojącą obok kobietę. Colin jęknął na jej widok i odetchnął kilkakrotnie, ściskając w dłoniach pechowy trzewik, zanim w miarę pewnym krokiem (bardziej w miarę niż pewnym) ruszył w stronę jego właścicielki.
- Zdaje się, że to należy do pani - skłonił lekko głowę poddając jej bucik i przywołując na twarz delikatny uśmiech, jeszcze nie do końca pewien, jak powinien się zachować w tej zaskakującej sytuacji. Przeniósł spojrzenie na drugą kobietę. - Elizabeth, nie spodziewałem się tak rychłego spotkania - powiedział cicho, ironicznie podkreślając ostatnie słowa. Oboje byli doskonale świadomi atmosfery, jaka towarzyszyła ich ostatniemu spotkaniu i stosunkowi Colina do rodzinnych znajomości. Nie zamierzał psuć nastroju ani sobie, ani obu kobietom, mimo że przyczyną ich niespodziewanego spotkania okazał się niefortunnie rzucony but.


Powrót do góry Go down
 

Wejście

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Wejście do podziemi
» Piwnice (z ukrytymi, starymi zapasami win)
» Brama wejściowa
» Główne wejście do parku

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia :: Weymouth-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18