Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Rozlewisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Rozlewisko   27.09.15 11:55

First topic message reminder :

Rozlewisko

Nadbrzeżny las odgrodzony od morza skałami, podlany morską wodą. Czuć w okolicy zapach morskiej bryzy zmieszany z orzeźwiającą wonią iglastych drzew. To ciche i ustronne miejsce, nieco oddalone od bardziej turystycznych części wybrzeża, w którym można oddać się swobodnej kontemplacji przyrody w intymnej atmosferze. Bogata fauna mogłaby zaprzeć dech w piersi; oddalone od cywilizacji miejsce zamieszkują nie tylko sarny i jelenie, ale przede wszystkim drapieżne ptaki, których loty nad morzem lub nad koronami drzew można obserwować z pobliskich skał.  


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rozlewisko   21.11.16 23:48

Skinął głową, kiedy Morgoth pokazał mu ilość znajdujących się w budynku osób; trzy to dużo, o dwie więcej, niż się spodziewał - to pustkowie wydawało się tak oddalone i zapomniane, że niemal lekceważył zagrożenie ze strony staruszka; lekkomyślnie i niesłusznie, powiększone od wewnątrz pomieszczenie powinno dać mu do myślenia. Lepiej jednak było spotkać się z oporem wcześniej niż później i zaskoczyć jego niż dać się zaskoczyć  - nie mogli zapominać, że byli na słabszej pozycji, nie znając układu pomieszczeń - ani nawet nie wiedząc, jaka była ich wielkość. Naprawdę nie lubił trwać w niewiedzy. Uniósł wzrok, słysząc jego ostrzeżenie - ale było za późno, potężne cielsko stoczyło się ze schodów. Tristan nie zdążył zorientować się, co się dzieje, kiedy Morgoth na niego skoczył, prawdopodobnie ratując od wilkołaczego pyska.
- Pieprzona cholera - rzucił, nie siląc się już na dyskrecję; Morgoth odliczył od tej trójki ich samych - czy nie? Nikt przy zdrowych zmysłach nie przebywałby w jednym domu z cholernym wilkołakiem, chyba, że jego ofiara. Usiłowanie zachowania ciszy nie miało już żadnego celu, potłuczone naczynia, które zleciały z szafki, na którą wpadli, zbudziłyby umarłego, a Tristan szczerze wątpił, by bestia zechciała zachowywać się subtelniej. Miał szczęście, że nie upuścił z dłoni różdżki; oboje mieli szczęście, że szarża wilkołaka zakończyła się rąbnięciem o ścianę, rąbnięciem, które dało im chwilę czasu na zebranie myśli. Tristan wykorzystał ten czas, aby wycofać się kilka kroków wgłąb obszernych pomieszczeń; każdy krok do tyłu dawał im dodatkową sekundę jego dzikiej szarży, a każda jedna sekunda powinna mieć dla nich ogromne znaczenie. Wilkołak. Nienawidził pieprzonych wilkołaków - ale już kilka w życiu zabił - i tego też miał zamiar. Obserwował uważnie, jak uderzywszy łbem o ścianę, pies otrząsa się z bólu, odwraca - skrzyżował z nim spojrzenie, wyzywająco, chcąc go ku sobie zwabić. Udało się - wilkołak rzucił się do skoku na Tristana - jeśli to nie wyjdzie, Morgoth powinien mieć dość czasu, by zareagować.
- Everte Stati! - zawołał, musieli go osłabić, odebrać siły, zwykle zaklęcia unieruchamiające mogły na niego nie zadziałać, kiedy był w pełni sił. Musieli trzymać go na dystans, był za blisko.
Musieli przeżyć.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rozlewisko   21.11.16 23:48

The member 'Tristan Rosier' has done the following action : rzut kością


'k100' : 5


Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rozlewisko   22.11.16 0:19

Świetnie. Po prostu znakomicie. Brakowało jeszcze cholernego rogu, który podsumowałby to jak bezmyślnie zareagował. Ale nie miał czasu już naprawiać swoich błędów. Utrzymali się na nogach, chociaż zwaliste cielsko paskudnie śmierdzącego mokrym psem basiora nie było czymś, czym chciałoby się dostać po twarzy. Morgoth poczuł jak sierść ociera się o jego prawe ramię, ale na szczęście nic poważnego się nie stało. Zaśmiałby się, gdyby stał obok i usłyszał swoje myśli. Nic poważnego się nie stało. Szczęście... Idiotyczny przekór losu.
- Jest tylko on - warknął, obracając się i wiedząc, że cisza była już bezsensowna. W tym samym momencie odskoczył od Tristana, pozwalając, by wilkołak ruszył między nimi ponownie natrafiając na meble kuchenne. Dlaczego musieli trafić akurat na pełnię?! Mógł sobie pluć w brodę, ale jeśli wyjdą z tego cało, na pewno już będzie brał to pod uwagę. Geniusz... I jak mieli się na coś przydać Czarnemu Panu martwi? Nie podejrzewałby, że to wszystko rozwinie się w ten sposób, ale najwidoczniej miał jeszcze wiele razy doznać takiej dekoncentracji. Ale ta chwila głupoty mogła go kosztować życie. I to nie tylko jego. Bydlę uderzyło po raz kolejny w ścianę, a ciężka belka z sufitu opadła zaraz przed nosem Yaxley'a na chwilę wywołując mu w uszach charakterystyczne dźwięczenie. Potrząsnął głową, chcąc się go pozbyć i odszukał spojrzeniem paskudnego kundla.
Morgoth żałował, że jeszcze nie potrafił zmienić postaci. Wielki kot przydałby się na pewno o wiele bardziej niż te wszystkie koślawe zaklęcia. Kątem oka dostrzegł jeszcze coś, co mogło ich uratować, jeśli wszystko inne by zawiodło. Przekładnia mogła kryć coś pod podłogą. Ale nie miał czasu, żeby tam podbiec. W pół drogi musiał zareagować, by kundel nie zaatakował jego kuzyna.
- Bombarda Maxima! - rzucił, celując pod nogi wilkołaka i mając nadzieję, że tym razem coś mu się cholera uda! W takich domach jak ten zawsze była piwnica. Powinna być...




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rozlewisko   22.11.16 0:19

The member 'Morgoth Yaxley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 2


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rozlewisko   22.11.16 2:13

- Tylko, co? - jęknął, ale może to nie był najlepszy moment na przekomarzanie się. Mógł pomyśleć wcześniej - nie zrzucać go ze schodów, ale rozwalić te schody razem z nim. Ogień - ogień świetnie działał na wilkołaki, ale, znów, cóż z tego, nie mogli sobie poradzić na ryzyko pożaru, gdzieś tutaj leżało coś bardzo cennego i coś, czego nie mogli stracić, obracając całe to miejsce w ruinę. Mimo to, naszła go ulga - gdyby mieli bronić się przed większą ilością napastników, mogliby już rzucić broń. Ta walka ani trochę nie szła po ich myśli.
Bestia była silna, tańczyli wokół niej bez ładu i składu, na oślep rzucając zaklęciami, z których ani jedno dotąd nie trafiło. I mogli tak dalej - skakać, aż któreś z nich się zmęczy, gdyby nie przykre i bardzo spore prawdopodobieństwo na to, że wilk miał jednak kondycję lepszą od nich. Bycie obiadem to mimo wszystko marna i niezbyt świetlana przyszłość - musieli zatroszczyć się o lepszą. Gruzy runęły z sufitu, kiedy wilkołak kolejny raz przygrzmocił łbem w szafki znajdujące się pod ścianą, nim skoczył do kolejnego ataku.
Tristan mocno zaciskał dłoń na rękojeści różdżki. Wilkołaki były potwornym wynaturzeniem, nieczystymi dziwadłami, które Czarny Pan niewątpliwie pomoże zmieść z powierzchni ziemi. Nienawidził ich - bo odebrały mu siostrę. A teraz bał się - bo wspomnienia brutalne wracały, wdzierając się w jego umysł, osłabiając morale i odbierając siły do dalszej walki. A przecież tak być nie powinno - odkąd zabił Dianę, powinien czuć się pewniej. Powinien dumnie stanąć naprzeciw tej bestii i z łatwością usunąć ją z drogi avadą kedavrą. Może i powinien - rzeczywistość od tej powinności odbiegała, we dwójkę, z kuzynem, dwaj uzdolnieni czarodzieje, nie byli w stanie sobie z poradzić z tym potworem. Wilkołak biegł w jego stronę, przez moment rozproszony znów kompletnie niecelnie rzuconym zaklęciem Morgotha. Odskoczył w bok, celując w bestię, rozpaczliwie rozglądając się przy tym za jakimkolwiek innym wyjściem - bo jeśli czegoś szybko nie wymyślą, zginą. Strop był obluzowany, ostatecznie być może dałoby mu się go zrzucić na łeb - ale co robił Morgoth? Znalazł inny trop? Jeśli tylko  -musiał go przetrzymać, rzucił się do ucieczki.
- Caeruleusio! - ryknął, jakby łudził się, że siła głosu wzmocniona mieszaniną złości i strachu doda zaklęciu siły.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rozlewisko   22.11.16 2:13

The member 'Tristan Rosier' has done the following action : rzut kością


'k100' : 33


Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rozlewisko   22.11.16 9:59

Nie miało to znaczenia. Nie mieli zresztą na to czasu. Głupota kompletna, trzeba było mu to oddać, a przepływ informacji również był między nimi nie najlepszy. Cóż. Każdy z nich myślał o czymś innym i dali się władować w ten cały cyrk. I musieli sobie z nim poradzić, skoro sami w niego weszli. Spalenie schodów razem z wilkołakiem mogłoby być dobrym pomysłem, gdyby przyszli tu jedynie po niego. Ale nie byli tu z jego powodu, a ich poszukiwania dopiero się rozpoczęły. Wpierw musieli sobie poradzić z mieszkańcem domu, który nie był skory do pomocy. Zapewne dość szybko nawet mógłby ich roznieść, ale Tristan wciąż go ratował, zwracając na siebie uwagę śmierdzącego psa. A może zwyczajnie starszy kuzyn był o wiele poważniejszym zagrożeniem? Jeśli właśnie z tego powodu wilkołak się jego uczepił, Morgoth nie widział niedomówień.
Chciał pozbawić wilka drogi ucieczki, ale... Skrzywiłby się, gdyby miał czas. Zaklęcie wybitnie było żałosne, ale nie było czasu na zastanawianie się i myślenie jak bardzo. Musiał dopaść do tej przekładni. Powinna być ich wybawieniem, skoro zaklęcia szły im gorzej niż przeciętnemu czarodziejowi. Dość szybko pokonał resztę drogi. Pociągnął cholerną dźwignię, ale okazało się, że nie otwierała jedynie części, a całą podłogę. Co to był w ogóle za dom?! Trzeba było w odpowiednim momencie ją zatrzymać, by doszła do wilkołaka. Morgoth obserwował to, co działo się u Tristana i czekał, aż bydlę kolejny raz skoczy. A odwrócenie uwagi przez kuzyna znowu zapewniło mu pole do działania. Do czasu. Pozwolił wydobyć się ze swojej różdżki coś na kształt jednorazowego światła, które trafiło w tył zdezorientowanego wilka. Zaklęcie Tristana opóźniło go też na tyle, że zanim się zorientował, ruszył w stronę Yaxley'a. Czekał. Jeszcze czekał. A gdy poczuł smrodliwy oddech z pyska czarodzieja, którego szukali, pociągnął za dźwignię po raz kolejny. Nie mógł jednak równocześnie odepchnąć wilkołaka zaklęciem w wyniku czego ten przeorał pazurami przez jego lewę ramię, ale skończyło się, gdy ten zniknął w dziurze. Oby.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rozlewisko   22.11.16 17:10

Smuga chłodnego powietrza minęła się z wilczym pyskiem dosłownie o cal - o cal, ale minęła, być może ciskane zaklęcia rozpraszały wilkołaka, ale nijak nie przybliżały ich do zwycięstwa nad bestią, nie sprawiały też, że mieli większe szanse na przeżycie  - jedyne, co zyskiwali, to czas. Wilkołak go przewalił, uderzył łapami w pierś, cisnął pazury i szczeknął paszczą, ale mignięcie światła odwiodło go od Tristana; miał szczęście, że uniknął ugryzienia. Nie wstając z podłogi, odnalazł wzrokiem punkt na suficie, z którego uprzednio obsypał się strop - i zacisnął mocniej dłoń na różdżce, gotując się do zwalenia sufitu. Niepotrzebnie, Morgoth dopadł do dźwigni, którą wcześniej upatrzył - i otworzył zapadnię, nim wilkołak do niego dobiegł - zdążył drasnąć czarodzieja, stąd nie widział, na ile poważnie, ale to nie miało już znaczenia. Cielsko zleciało w dół, zapewne do piwnicy - stare domy zawsze kryły pod fundamentami sieć ciemnych korytarzy.
Tristan przyłożył dłoń do piersi, z niesmakiem krzywiąc się na widok krwi; na jego szczęście rana była płytka. Szczęście - słowo klucz - oboje mieli więcej szczęścia niż rozumu i zdecydowanie więcej szczęścia niż umiejętności. Popisali się swoją magią jak dzieci, które pierwszy raz chwyciły różdżkę w dłoń. Niechętnie podszedł do krawędzi zapaści, gdzie uklęknął na jednym kolanie, wciąż ostrożnie zaciskając dłoń na różdżce. Bestia wyła, szamotała się, rozbijała się po półkach, ale przez ciemności nie mógł dojrzeć nic więcej.
- Żwawy ten staruszek. Mam nadzieję, że łatwo się stamtąd nie wydostanie - mruknął, zapadnia musiała być jednak czymś w rodzaju pułapki, a pułapki nikt nie konstruował nad miejscami, z których łatwo się wspiąć w górę. Wątpił też - arogancko być może - by likantrop w stanie przemiany potrafił odnaleźć drogę wyjścia. Jako gospodarz tego miejsca  z pewnością potrafił opuścić piwnice od wewnątrz, odnaleźć drogę na wyższe piętra - ale teraz kierował nim czysty instynkt. Nie mogli zostawić go tutaj żywego, nie po tym wszystkim, wpierw jednak musieli zdobyć to, po co przyszli. - W drugą stronę to też działa? - Skoro już udało im się to coś otworzyć, dobrze będzie też to coś zamknąć.
Obrzucił kuzyna krótkim spojrzeniem, upewniając się, czy wszystko w nim w porządku - draśnięcie nie wyglądało dobrze, ale Morgoth, poskramiacz smoków, nie był z porcelany. Do dzieła, mamy zadanie do wykonania.
- Biblioteka musi być gdzieś na górze - O ile łatwiej będzie się poruszać po tym budynku, mogąc rozmawiać. Owszem, jeśli wilkołak wydostanie się z zapadni, bez trudu ich namierzy; ale wilkołak miał o wiele ostrzejsze zmysły od nich - namierzyłby ich tak czy inaczej, po zapachu, chodzie a może nawet i odgłosie oddychania. Cholerne psy. Uciekając przed wilkołakiem zwiedzili dość dużą cześć parteru, by wiedzieć, że nie mają tutaj dłużej czego szukać. - Chodźmy - dodał, nie opuszczając różdżki, a kierując się ku schodom, ściągając z nich swoje poprzednio rzucone zaklęcie. Zamarł na moment - słysząc głośniejszy trzask - ale ten nie wydawał się dobiegać do nich z bliższa. Byli bezpieczni, póki co.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rozlewisko   25.11.16 12:08

Widząc, że wszystko już się uspokoiło i mogą normalnie działać dalej, nie musząc walczyć o najmniejszą szansę na wyjście cało z szaleńczego spotkania, Morgoth nie mógł powstrzymać śmiechu, który dosłownie ogarnął go, gdy zdał sobie sprawę jak naiwnym był, gdy wchodził do środka chaty. Liczył, ze staruszek machnie parę razy różdżką i odda im swoje cenne lektury? Zaraz jednak tego pożałował, gdy poczuł ból promieniujący z jego ramienia. Zerknął na nie, kontrolując obrażenia. Tristan miał rację. Nie wyglądało to dobrze, ale pewnie więcej było w tym krwi niż faktycznie poważnych zranień. Zresztą nie miał wyjścia - musieli iść szukać dalej tego po co przyszli. Bez słowa machnął różdżką, by zamknął klapę otwierającą piwnicę i spojrzał na kuzyna, równocześnie zgłaszając w pewnym sensie gotowość.
- Załatwmy to i wynośmy się stąd - odparł krótko, idąc w ślad za kuzynem. Odczekał, aż zaklęcie rzucone na schody zostanie odwrócone i mogli ruszyć na piętro. Yaxley rozejrzał się jeszcze dookoła po parterze. Jednak nie dane mu było przyglądanie się wnętrzu pomieszczenia, bo Tristan już wchodził na wyższe partie budynku. Szli pochylonych, wykrzywionych dziwacznie schodach. W pewnym momencie oparł się o poskręcaną balustradę i zaczął wchodzić po stopniach. Mimo skupienia w miarę gdy się przesuwali, zauważył kryjące się intrygujące dziwactwa budynku. Zwisające ze ścian tapety w prążki w jakiś sposób przypomniały mu o szalonym wuju. Do tego poskręcane w, zdawać by się mogło, bezmyślne spirale schody, przekrzywione i wiszące na jednym zawiasie drzwi; dalej znajdowały się zakurzone draperie, figurki psów, klaunów, wijących się drzew, strachów na wróble, a nawet znalazła się porcelanowa dynia. Pierwsze piętro nie różniło się niczym od parteru, z którego przed chwilą wyszli. Morgoth wciąż słyszał ciskanie się kundla w podziemiach, dlatego wolał nie kusić losu i odszukać księgę jak najszybciej. Były tam dwa pokoje, oddzielone korytarzem. Brunet rozejrzał się po wąskim korytarzu, gdzie porozrzucane były książki, obrazy spadły ze ścian, a deski wystawały z podłogi. - - Sprawdzę tutaj - rzucił krótko, po czym uważnie przeszedł dziurę, po czym wszedł do pierwszego pokoju po lewej. Stała w nim wielka, śmieszna tuba z czymś czarnym i okrągłym obok. Gdy Morgoth rozświetlił wnętrze okazało się, że był to gramofon. Rozejrzał się jeszcze dookoła, ale nie znalazł niczego godnego uwagi. Wrócił do kuzyna, przeglądając jeszcze książki leżące na korytarzu, ale żadna z nich nie była tą, której szukali. - Nic tam nie ma - mruknął, stając obok Rosiera. Ciekawiło go czy Tristan odnalazł bibliotekę w drugim pokoju.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rozlewisko   27.11.16 18:07

Zastanawiało go, jakim cudem w tym domu utrzymało się tyle bibelotów, kiedy mieszkaniec tego domostwa raz na miesiąc zamieniał się w szalejącą bestię - swoją drogą, przed kolejną taką wyprawą z całą pewnością sprawdzi kalendarz i ominie dzień pełni, wszędzie można trafić na niespodziankę. We wszystkich tych figurkach, dziwnych zwierząt, drzewek i nie tylko, dostrzegał coś złowieszczego - choć być może to wrażenie podpowiadała mu wyłącznie wyobraźnia, wzmocniona tym, co już widział, a nic nie przerażało go bardziej niż wilkołaki. Nic nie wzbudzało w nim większej nienawiści. Chęci zemsty. Każdy odgłos, który słyszał, każde szczeknięcie; wszystko rozbudzało zatarte wspomnienia. Nie mogli go tak tutaj zostawić, musieli się go pozbyć - ale najpierw musieli znaleźć tajemniczą księgę. Cel tej podróży był jeden, starał się nie zapominać, skoncentrować na tym, na czym powinien - nie na brutalnie migoczących cieniach przeszłości. Zatrzymawszy się przed jedną z półek pokrytych dziwacznymi drobiazgami - wziął do ręki dziwną figurkę o kształcie powykręcanej wierzby - ale odstawił ją z powrotem, mimo początkowej chęci stosunkowo prędko dotarło do niego, że zabieranie sobie pamiątek z tego miejsca nie było najrozsądniejszym pomysłem. Staruszek pewnie nie miał wielu znajomych i nieczęsto pewnie ktoś go odwiedzał.
Skinął głową Morgothowi, powoli poruszając się po rozklekotanej podłodze, bez słowa zachodząc w pokój znajdujący się po przeciwnej stronie. Pokój był pusty - całkowicie pusty - a jego odrapane ściany mogłyby wskazywać na to, że był czymś w rodzaju kryjówki w trakcie przemiany. Ściany wyraźnie były poniszczone przez wilcze pazury. Od pokoju odchodziły jednak kolejne podwójne drzwi, pchnął je - a jego oczom wreszcie okazała się biblioteka, choć o wiele skromniejsza, niż się spodziewał. Oczyma wyobraźni, biorąc pod uwagę ogrom domu, widział kilkukondygnacyjne pomieszczenie wypełnione półkami pnącymi się aż do nieba, uginające się pod ciężarem starych, okrytych kurzem ksiąg. Tymczasem jedynym, co się w tej wizji zgadzało, był kurz, rzeczywiście pokrywający wszystko. Tuż obok wejścia stał niski sekretarzyk z pajęczym terrarium, pająki się jednak nie ruszały - i za pewne od dawna były martwe. Po przeciwnej stronie, pod oknem, znajdował się stary bujany fotel, obok którego lewitowały nadpalone świece. Książki leżały na podłodze, porozrzucane jak śmieci w wysokie, obszerne kopce, a brak jakichkolwiek śladów w gęstej warstwie kurzu jasno podpowiadał, że od bardzo dawna nikt po nie nie sięgał. Prostym zaklęciem zapalił lewitujące świece, chcąc dać sobie więcej światła; będzie trzeba przejrzeć te tytuły. To, czego szukali, było szczególnie cenne, ale to wciąż bez znaczenia - staruszek był na tyle zdziwaczały, że mógł tej księgi równie dobrze używać jako podstawki pod herbatę, niezależnie od tego, jak bardzo ignoranckie by to było.
- Tutaj coś jest - rzucił, słysząc, że Morgoth wracał z pustymi rękoma. Przystanął przy jednym z kopcu, zaczynając przeglądać księgę po księdze, zastanawiając się, ile właściwie czasu zajmie im przejrzenie tego wszystkiego. Wtem pod nogą wyczuł anomalię, odsunąwszy kilka ksiąg z podłogi, mógł dostrzec, że przystanął na obręczy podciągającej klapę w podłodze. Z nadzieją, że tajemnica klapa może kryć w sobie coś cenniejszego, uklęknął przy niej i spróbował ją podnieść - zapewne uruchamiając specyficzne dla tego miejsca mechanizmy obronne. Jedna z ksiąg z owej kopy wyskoczyła spod sterty, sprawiając, że cała konstrukcja stała się chwiejna i za moment mogła runąć; co więcej, książka podniosła się do lotu i kłapnęła okładką, wystawiając groźne, ostre kły. Skrzywił się, przypominając sobie najmniej lubiane podręczniki do opieki nad magicznymi zwierzętami, nim w pośpiechu odnalazł różdżkę i spróbował unieruchomić książkę - Merlinie, oby nie było ich tutaj więcej.
- Confringo!




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rozlewisko   27.11.16 18:07

The member 'Tristan Rosier' has done the following action : rzut kością


'k100' : 84


Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rozlewisko   02.12.16 19:14

Dni do wyjazdu nudziły go. Miał dosyć. Im krócej czekał, tym czas wydawał się coraz bardziej irytujący. Tak samo jak wydarzenia dookoła niego. Nie mógł znieść niczyjej obecności prócz rodziny, chociaż i z nimi spędzał mniej czasu. Relacje z ojcem nieco się pogorszyły, gdy Leon okazał się być przeciwny wyjazdowi syna, ale Morgoth postawił na swoim. Nestor Yaxley'ów wciąż chodził w gniewie, ale najwidoczniej jego żona nieco go ugłaskała. Może... Wyjście gdzieś i działanie było chyba najlepszym pomysłem i najlepszą opcją, by przestał w końcu odliczać dni do wyjazdu. I zapomniał też o tym, co sprowokowało go do tej decyzji. Przekonał sam siebie, że było to związane z chęcią pogłębienia wiedzy i właśnie tego się trzymał.
Wchodząc do pomieszczenia, gdzie znajdował się Tristan, rozejrzał się i podszedł do jednej ze stert książek, wiedząc, że nie była to wielka szansa na znalezienie odpowiedniej, ale musieli coś robić. A księga miała i musiała tu być! Kucając, odrzucił lekko płaszcz i wziął pierwszy tom do ręki. Od razu uderzył mu w twarz tuman kurzu, a w nosie zakręciło się od nadmiaru brudu. Powstrzymał się jednak od kichnięcia, a w tym samym momencie Rosier coś znalazł. I od razu rzucił zaklęciem na zębatą książkę. Morgothowi zrobiło się w pewnym sensie żal tego dziwactwa. W końcu posiadała wiele ciekawych informacji, ale nie mieli czasu na podobne niuanse. Czas nie stał po ich stronie, podobnie jak szramy na jego ramieniu. Przejechał spojrzeniem po ręce, sprawdzając jak wygląda. Musiał przyznać, że nie było to spełnienie marzeń, ale lepsze to niż zostanie ugryzionym przez tego wielkiego, śmierdzącego kundla. Owinął sobie ramię wyszarpniętym z koszuli materiałem i zerknął na klapę w podłodze.
- Carpiene - mruknął bez przekonania, chcąc w końcu przestać łazić po tej rupieciarni i wynosić się stąd jak najprędzej. Rozjuszony wilkołak pod ziemią jak i sceneria nie zachęcały go do niepotrzebnego przedłużania ich wizyty na rozlewisku.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rozlewisko   02.12.16 19:14

The member 'Morgoth Yaxley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 33


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rozlewisko   05.12.16 1:27

Po spopieleniu potwornej książki raz jeszcze pociągnął klapę – która tym razem otworzyła się bez większego trudu; stos ksiąg zachwiał się bardziej niebezpiecznie, kiedy wziął tą ukrytą do rąk – i wraz z nią umknął przed przewalającą się wieżyczką. Ktoś, kto szanował mądrość bardziej niż on, zapewne gorzko by zapłakał. Kiedy tony kurzu opadły, odkaszlnął i rękawem wytarł brud, odsłaniając autora – de la Beaoux. To właśnie tego szukali. Nie otwierał jej, jedynie spojrzał na Morgotha i skinął mu głową na znak, że księga jest właściwa; że mogli się wreszcie zbierać i raz na zawsze zostawić za sobą to dziwaczne miejsce, chatkoryjówkę starego wilkołaka. Czas naglił. Nie tylko dlatego, że nie wiedzieli, ile potencjalnego czasu może minąć, nim stary czarodziej wymknie się z tej jeszcze dziwaczniejszej niż cały ten cholerny dom zapadni, ale też – a może przede wszystkim? – dlatego, że byli ranni. Rany wydawały się płytkie, powierzchowne, ale krwawiły i były zadane przez wilkołaka, ktoś niewątpliwie powinien ich obejrzeć. Szybko. Jak najszybciej.
Wziął księgę pod pachę i razem opuścili, wpierw piętro, schodząc po długich, krętych schodach, później zdemolowany przez szamoczącego się wilkołaka korytarz prowadzący ku drzwiom. Po drodze, z jednej z półek wziął świecę - mógł odpuścić sromotną porażkę, jaką ponieśli w walce z bestią, tylko i wyłącznie dzięki szalonemu szczęściu pozostając przy życiu, ale nie mógł odpuścić mu życia. Nienawidził wilkołaków - bardziej niż szlamu. Nim minęli próg zaczarowanej chatki, Tristan rzucił palącą się świecę pod jedną z drewnianych szafek. Ogień- ogień powinien zająć się resztą, nawet jeśli niewinną ofiarą padnie również - prawdopodobnie - imponująca biblioteka starego capa. Nie wiedział, ile wilkołak pamiętał po powrocie do ludzkiej postaci, zdawało mu się, że wszystko - bezpieczniej było więc również pozbyć się jedynego świadka ich przykrego najścia.
Z zewnątrz - znów nie mógł się nadziwić, jak niewielką wydawała się ta posiadłość. Niewielką i niepozorną, choć zdziwaczenia powinni byli się spodziewać po samym miejscu, w którym ktoś postanowił zamieszkać: z dala od jakiejkolwiek cywilizacji. Jeszcze nie było widać ognia.
Skinął na pożegnanie kuzynowi, żadne z nich nie miało teraz zapewne ochoty na towarzyskie pogawędki. Ich stan wydawał się na tyle stabilny, że mogli się teleportować - w swoje strony.

[zt x2 ku chwale salute ]




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
 

Rozlewisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia :: Weymouth-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18