Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Zaniedbany dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Zaniedbany dziedziniec   28.09.15 13:57

First topic message reminder :

Zaniedbany dziedziniec

Nokturn to nie tylko sklepy oraz sieć uliczek, w których można natknąć się na podejrzanych, często wrogo nastawionych czarodziejów. Znajdują się tutaj także kamienice mieszkalne, podziemne bary oraz karczmy połączone z pozostałą częścią alei za pomocą niedużego dziedzińca. To właśnie tutaj trafia się po wyjściu z Białej Wyrweny, a także mniejszych sklepików nie cieszących się zbyt wielką popularnością. Skwer nie jest zbyt dobrym miejscem na rozmowy, połowicznie oświetlony lichymi lampami, sprawia ponure wrażenie, szczególnie, gdy przez zaciemnioną część przemierzają przyśpieszonym krokiem nieznani czarodzieje. Budynki są odrapane, zaniedbane, na ich ścianach wiszą stare plakaty z podobiznami aurorów. Znajduje się tutaj kilka ławek, które ustawiono w pobliżu wysuszonej, niedziałającej, chyba już od lat, fontanny z posągiem czarodzieja w kapturze - mówi się, że to podobizna założyciela Śmiertelnego Nokturnu. 


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4375-drew-macnair http://www.morsmordre.net/t4416-avari http://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen http://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 http://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Poszukiwacz i przemytnik artefaktów
29
Czysta
Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
5
10
0
0
4
18
2
4
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Zaniedbany dziedziniec   07.05.17 15:47

Cyniczne podejście do ludzi i otaczającego go świata były nieodłącznymi elementami jego charakteru, wiec przeważnie jak z kimś rozmawiał obracał własny dialog w dozy sarkazmu. Oczywiście bywały sytuacje, w których musiał zachować etykietę oraz panować nad własnym słownictwem, jednak te zdarzały się na tyle rzadko, iż czasem zapominał poprawnych zasad. Nie pragnął być odbierany, jako oczytany, inteligentny czarodziej – właściwie nigdy nawet nie przeszło mu to przez myśl, zatem w codziennych sytuacjach nieznajomi mogli uznać go, jako niegroźnego, pijanego nikczemnika. Sytuacja obracała się o sto osiemdziesiąt stopni w chwili dogadania pierwszej transakcji, bądź zetknięcia różdżek z zaklęciem na ustach. Był zbyt dumny, aby nie podnieść rzuconej rękawicy, ale zbyt sprytny by ryzykować przy tym życie.
Ujawniając swą opinię na temat osób lubujących woń tytoniowego dymu sprawiła, że sarkastycznie się uśmiechnął, albowiem dawno nie słyszał, aby ktoś tylko, dlatego stronił od małego uzależnienia. Nikotyna go uspokajała, pozwała ochłonąć i ujednolicić myśli oczyszczając przy tym umysł z tych niemających nic wspólnego z rzeczywistością. Macnair nie był typem człowieka bujającego w obłokach, jednak miewał sytuacje, w których łapał się na dalekim wybiegnięciu w przyszłość, choć zawsze uważał, że nie miało to najmniejszego sensu. Był zdania, że teraźniejszość była kluczem do kolejnych dni i tygodni, więc to jej należało poświęcać całe swoje zaangażowanie i atencje, by przyniosła należyte owoce.
Zaciągnąwszy się papierosem widział kątem oka zniesmaczoną minę rozmówczyni, co skusiło go do wypuszczenia dumy wprost w jej kierunku. Nie zrobił tego z pewną ostentacyjnością, a złośliwością, którą momentalnie można było dostrzec w jego oczach.
-Wiatr zawsze w oczy kole.- przygryzł wargę, by powstrzymać niecierpiący zwłoki uśmiech na rzecz powagi, ale zapewne nie do końca mu to wyszło.
Pokręcił głową z niedowierzaniem na jej słowa, a następnie rozsiadł się nieco wygodniej na ławce opierając wolne ramię o metalowe oparcie. Panująca noc zdawała się sprzyjać luźnym rozmowom, które nie były dla niego niczym więcej jak przełamaniem pierwszych lodów.
-Właśnie, dlatego tak jestem rad, iż na ciebie trafiłem, pani uzdrowicielko. Moja samoocena wymaga dobrego szlifu inaczej skończę jak jeden z tych nic niewartych, pełzających po zakamarkach Nokturnu szczurów.- rzekł obróciwszy twarz w jej kierunku i uniósł kącik ust w cwaniackim wyrazie. Było wielu czarodziejów pewnych siebie i on zdecydowanie stał w pierwszym rzędzie ów grupy.
Przyglądał się ruchom szatynki badawczym wzrokiem, ponieważ nie lubił, kiedy umykał mu nawet najmniejszy szczegół w zachowaniu rozmówcy. Ludzie cechowali się cwaniactwem, przebiegłością oraz kłamstwem, które zwykle przejmowało kontrolę nad prawdą toteż bazował na spojrzeniu, mowie ciała, a nawet składni wypowiadanych słów. Ułatwiało to odkrycie prawdziwej twarzy towarzysza i tym samym uchronienie się przed negatywnymi konsekwencjami jego działań – zapobiegawczość.
-Bo już niedługo będziesz mi potrzebna.- skwitował, jakoby był świadom przyszłego ryzyka, jakie musiał podjąć. Rzuciwszy niedopałek na ziemię obrócił twarz w jej stronę i zatrzymawszy spojrzenie na brązowych tęczówkach skinął wolno głową. Mozolnym ruchem podniósł się z ławki i podążył ręką za pazuchę marynarki, aby zacisnąć palce na różdżce z czarnego bzu, która po chwili ujrzała blask księżyca. -Tak samo jak ja tobie.- posłał jej ostatni uśmiech nim obrócił się w miejscu pozostawiając po sobie jedynie lekki podmuch wiatru i zapach tytoniowego dymu.

/zt






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt http://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 http://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 http://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa http://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
kochanica króla
25
Czysta
Panna

she tastes like every dark
thought I've ever had

13
10
0
0
0
37
2
0
Czarownica
and she bend it over like she got no back bone

PisanieTemat: Re: Zaniedbany dziedziniec   04.09.17 22:00

| początekmaja

Maj powinien być miesiącem pełnej wiosny, świeżości, piękna, dłuższych dni, cieplejszych nocy i pogodnego nieba, otulającego troskliwym błękitem nawet zapomniane przez Merlina zakamarki Nokturnu - ale w tym miesiącu nic nie było takie, jakie powinno. Deirdre nie próbowała nawet zliczać zmian, jakie dotknęły czarodziejski świat, straciła rachubę już po drugim wydaniu nagle nawróconego Proroka Codziennego, krzyczącego z nagłówków o kolejnych zgonach, zniszczeniach i kaprysach magii; zresztą w końcu zrozumiała, że prowadzenie przeróżnych spisów wcale nie sprzyjało spokojowi ducha a ujęcie w ramy i liczby niezrozumiałych zjawisk nie przybliżało do ich wyjaśnienia. Musiała pogodzić się z własną niewiedzą i zagubieniem, co przychodziło jej z wyraźnym trudem. Wenus nauczyło ją pokory, lecz tej dotyczącej ciała, nie umysłu, a przyznawanie się do pewnego niezrozumienia tematu smakowało niezwykle gorzko.
Potrafiła się jednak cieszyć z możliwości nauki i w takiej też kategorii rozpatrywała powierzone im - jej i Borgin - zadanie. W zakresie łamania klątw pozostawała żałośnie nieudolna, dlatego też naprawdę cieszyła się, że to właśnie Hilde ma jej towarzyszyć. Posępna, wycofana, milcząca, chłodna: sprawiała bardzo - przynajmniej dla Deirdre - przyjemne wrażenie i choć spodziewała się, że ona sama będzie w trakcie rozmowy na pozycji zdezorientowanej młódki, to postanowiła pogodzić się z tym narażeniem dumy. Uczucia jednostki, ba, cała jednostka nie była w żadnym stopniu istotna wobec powagi sprawy - a im więcej dowiedzą się od tajemniczej staruszki, tym lepiej.
Zgodnie z listownymi wskazówkami Brynhild, Deirdre pojawiła się wczesnym wieczorem tuż przy końcu nokturnowego skweru, nazwanego tak tylko z litości - rachityczne drzewa zostały wyrwane z korzeniami przez anomalię, a dziwny, czarny bluszcz porastał boczne przejście, mające prowadzić do chatki wspomnianej przez Borgin kobiety, mogącej posiadać potrzebne im informacje. Ufała Hildzie, wiedząc, że nie zaprowadziłaby jej do byle kogo, a jeśli choć trochę szanowała opinie staruszki, były na dobrej drodze do wzbogacenia swej wiedzy o dodatkowe informacje. Deirdre obawiała się, że niewiele zrozumie z toczącej się rozmowy, lecz postanowiła nie martwić się na zapas, uważnie słuchać i - w razie czego - udanie kłamać, że pojmuje trudne niuanse. Sprawdzi je później w czarnomagicznych księgach lub dopyta towarzyszkę dzisiejszej przygody - nie miała problemu z uczeniem się od lepszych od siebie, zwłaszcza, jeśli były to przedstawicielki płci pięknej, udowadniające, że mądrością znacznie przewyższają zadufanych w sobie mężczyzn.
Zmrok zapadał dość szybko i niezauważalnie; ciężkie burzowe chmury utrudniały rozdzielenie dnia i nocy, otulając Nokturn takim samym niepokojącym mrokiem. Deirdre mocniej ścisnęła różdżkę, schowaną w kieszeni szaty: ulice Śmiertelnego stały się jeszcze niebezpieczniejsze, a tutejsi mieszkańcy bardziej nieprzewidywalni. Na szczęście nie musiała czekać długo - w bocznej uliczce wąskiego dziedzińca zauważyła kroczącą ku sobie wysoką postać, w której rozpoznała Borgin. Gdy kobieta podeszła bliżej, skinęła jej powoli głową, darując sobie zarówno przyjacielskie uśmiechy jak i uprzejmości. Nie znalazły się tutaj, by rozmawiać o pogodzie lub obaleniu patriarchalnego porządku, chociaż ten drugi temat wydawał się odpowiednią myślą przewodnią feministycznej herbatki. - Powinnam o czymś wiedzieć? - spytała od razu, rzeczowo i kontrolnie: nie chciała urazić czymś starszej kobiety ani zareagować gwałtownym szokiem na widok ślizgającego się po podłodze bazyliszka lub tajemnych artefaktów, próbujących odgryźć jej głowę już od progu. Borgin znała choć odrobinę zwyczaje staruszki i idące za nimi niebezpieczeństwa; zrażenie do siebie ich dzisiejszej informatorki zaprzepaściłoby plany na ten wieczór. Potrzebowały wiedzy z dodatkowego źródła, co zapewne było dla posiadającej wielką wiedzę Hilde marnotrawstwem czasu.





clearly out of body experience interferes and dreams of flying i fit nearly surrounds me though i get lonely interia creepsmoving up slowly
x




Powrót do góry Go down
Brynhild Borgin
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4672-brynhild-borgin#100334 http://www.morsmordre.net/t4679-listy-do-hilde#100416 http://www.morsmordre.net/t4720-hilde#101073 http://www.morsmordre.net/t4817-hilde-borgin
pracownica B&B, zaklinaczka
32
Czysta
Panna
janitor of lunacy
identify my destiny
revive the living dream
forgive their begging scream
5
15
0
0
0
15
3
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Zaniedbany dziedziniec   30.09.17 1:45

Nie lubiła marnotrawić czasu - a zasięganie porady w dziedzinie, w której uważała się za mistrza, wpisywało się w tę definicję - jednak rozkaz był rozkazem: nie miała zamiaru uchylić się przed jego wykonaniem. Czuła się niejako urażona, że nie uznano jej za eksperta; poczucie zażenowania splecione z kwitnącą niespiesznie złością dodatkowo spotęgował fakt, że jeszcze nie tak dawno napisała na wpół błagalny list do Czarnego Pana z prośbą o przyjęcie jej w szeregi grupy badawczej - a odpowiedzi, ba, najmniejszego nawet sygnału, nie uzyskała po dziś dzień. Znów czuła upokorzenie rozlewające się po klatce piersiowej zupełnie jak przed laty - jak wtedy, gdy plotła jeszcze włosy w warkocz, a jasne oczy uciekały, gdy dławiła ją niepewność dotycząca jej pozycji. Była jedną z naprawdę niewielu kobiet wspierających Czarnego Pana, gdy ten nie posługiwał się jeszcze tym mianem, a swoim imieniem - przez lata umniejszano jej zdolnościom i ona sama też blakła we własnych oczach: kłamstwo powtarzane wiele razy nawet dla niej stawało się prawdą. Oczekiwano od niej, że będzie słaba - taka więc była, ale teraz już koniec, nigdy więcej, nie może to trwać dłużej; nie da zgiąć się ponownie. Z tego powodu rozczarowanie i wstyd piekły jeszcze mocniej niż zazwyczaj - wszak nie doceniono jej - ale nie pozwoliła, by to uczucie zdołało ją wypalić. Czerpała z niego siłę - nie było już całkiem destrukcyjne.
Starała się pamiętać, że to nie jej próżność była w tym wszystkim najważniejsza - świat stanął na krawędzi i drżał w posadach, na każdym kroku udowadniając im, jak była krucha ich wiedza na temat magii - nawet tej najmroczniejszej, której panami lubili się ogłaszać. Anomalie, brutalnie wstrząsając rzeczywistością, którą znali, uczyły ich pokory - w ten najbardziej wyniszczający i zarazem najpiękniejszy sposób.
Wyłoniła się z mroku jednej z bocznych uliczek, dostrzegając jednocześnie szczupłą posturę Deirdre nieznacznie wyróżniającą się na tle zapadającej ciemności. Tsagairt zdawała się równie młoda co zawzięta - choć była wśród Rycerzy względnie nowym nabytkiem, szybko pięła się po wyżynach hierarchii, podkreślając tylko swą gotowość na wszystko. Brynhild nieznacznie skinęła jej głową w formie powitania - ale ten gest mógł zatonąć gdzieś wraz z rodzącym się zmrokiem.
- Ta kobieta jest - urwała na chwilę, szukając jakby odpowiedniego słowa błądzącego gdzieś po obrzeżach języka; koniec końców westchnęła tylko bezgłośnie - specyficzna - zwieńczyła gładko niewylewny wywód, dopiero teraz zatrzymując się w miejscu tuż przy towarzyszce. Wysłała Deirdre krótkie, może ostre, może przeszywające spojrzenie bardzo jasnych oczu - a może wcale takim nie miało być, a jedynie sprawiło podobne wrażenie.
Chwilę potem pod sięgającą ziemi, ciemną spódnicą cicho i miarowo stukotały niewysokie obcasy butów ze znoszonej skóry - nie sprawdzając, czy Tsagairt podąża za nią, Brynhild sunęła już naprzód, w kierunku spowitej w mroku kamienicy na pierwszy rzut oka wyglądającej na opuszczoną. Czarny kozioł, to tutaj; nie zastanawiając się dłużej, wkroczyła do budynku, czyszcząc umysł z niezliczonych, wypełniających go scenariuszy - a każdy z nich przewidywał, że dojdzie dziś do kolejnej kompromitacji czy też kompletnej tragedii; niepotrzebne skreślić. Szła tak jak zawsze, przemykając przez korytarze i pokonując stopnie - nie odwiedzała staruszki już od dłuższego czasu, ale niegdyś zdarzało im się często rozprawiać o potędze klątw i sile czarnej magii. Od ich ostatniej rozmowy Brynhild posiadła ogrom niebezpiecznej, nowej wiedzy, o której, jak podejrzewała, sama łamaczka nie miała nawet pojęcia - dlatego też przepełniała ją pewność, że wyłącznie zmarnują dziś wieczór.




glaucoma on our eyeplague to weather until they run dry

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Zaniedbany dziedziniec   11.10.17 22:44

Brynhild zbliżyła się do drzwi, a czarny kozioł podniósł łeb i wlepił weń niepokojące spojrzenie czarnych oczu o pionowych źrenicach i ni stąd, ni zowąd zabeczał głośno. Ledwie przekroczyły próg, nie zapukawszy, nie poprosiwszy o zgodę na wejście - a zapadła gęsta ciemność, nie dająca się rozproszyć zaklęciom. Naprawdę sądziły, że mogą wkroczyć tu ot tak?
Minęło kilka uderzeń serca, a może kilka minut - a Brynhild poczuła na swoim gardle koniec różdżki
-Po co tu przylazły? - zaskrzeczał niski, nieprzyjemny dla ucha głos, niewątpliwie jednak należący do kobiety - bardzo starej, podejrzliwej kobiety -To Ty, dziewucho - wyrzekła, ani odrobinę przyjaźniejszym głosem, gdy jej stare oczy rozpoznały już dawno niewidzianą twarz.
Machnęła różdżką, a zapłonęły świece; ich blask rozproszył ciemność, zaklęcie przestało działać, a oczom obu kobiet ukazało się stare, zagracone wnętrze. Na środku stał obdrapany, wielki stół, nienaturalnie wręcz czysty i pusty, w porównaniu do reszty pomieszczenia - na każdym kredensie, regale i półce stały okurzone, zdawałoby się przypadkowe przedmioty; jedną ze ścian całkowicie przykrywały regały z książkami - opasłymi tomiskami, lecz żadna z nich nie traktowała o tajemnicach sił nieczystych, starucha nie była głupia, by trzymać je tuż za progiem
-Przyprowadziła dla mnie niespodziankę? - zarechotała, zrzucając z głowy kaptur i obdarzając Deirdre nieprzyjemnym spojrzeniem mętnych, niemal przeźroczystych oczu, przywodzących na myśl szklane paciorki. Uśmiechała się przy tym paskudnie, odsłaniając kilka żółtych zębów i co chwila oblizywała sine usta, niczym jaszczurka.
Niegdyś wysoka, teraz garbiła się i dziwnie wykrzywiała obolałe kończyny, których nie oszczędzał czas. Zapadła klatka piersiowa, wątła sylwetka - mogła zdawać się niepozorną staruszką, gdyby nie ta twarz - niewyobrażalnie wręcz stara, pomarszczona, poznaczona plamami i przebarwieniami - skóra zdawała się wręcz spływać z nagiej czaszki -Co za jedna? - zaskrzeczała, zwracając się do Brynhild.
Sto dwadzieścia sześć lat. Tyle na karku miała Maggs, której nazwiska już nie pamiętano i nikt nie był pewien, czy ona sama je pamięta - ostatnie lata spędzała w zamknięciu, coraz mocniej wyniszczana przez czas. Umysł miała wciąż jednak bystry, kobiety więc - winny były mieć się na baczności.
-Czego tu chcą?




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt http://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 http://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 http://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa http://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
kochanica króla
25
Czysta
Panna

she tastes like every dark
thought I've ever had

13
10
0
0
0
37
2
0
Czarownica
and she bend it over like she got no back bone

PisanieTemat: Re: Zaniedbany dziedziniec   12.10.17 12:10

Poruszanie się po zakamarkach Nokturnu przypominało konwersacyjne błądzenie na ślepo po tematyce, o jakiej Deirdre nie miała pojęcia - runy, artefakty, klątwy; nie wiedziała o nich praktycznie nic, owszem, zachwycona potęgą działania niektórych przedmiotów, lecz jednocześnie całkowicie ślepa na pochodzenie ich czarodziejskiej mocy. Powierzone im zadanie być może miało szerzej otworzyć jej oczy na omijane do tej pory zakamarki czarnej magii, czuła się więc odrobinę dotknięta i zawstydzona, co jednak dość dobrze ukrywała pod typową obojętnością. Dowiedzą się dziś jak najwięcej, zwiększą swą wiedzę i - kto wie - może i doświadczona w swej profesji Brynhild nieco poszerzy swe horyzonty. Nie, żeby tego potrzebowała, Tsagairt była świadoma wiedzy, jaką mogła poszczycić się kobieta - nie chwaliła się nią sama, ale sam fakt, że tak długo wytrwała u boku Czarnego Pana, świadczył o jej przydatności. Kogoś zbędnego pozbyłby się od razu, zresztą, młodsza z sióstr często wspominała o potęgach klątw, nakładanych przez Hilde - ukradkiem, półsłówkami, przypadkiem, ale Deirdre była czujna na wzmianki o sile kobiet. Początkowo sądziła, że staną się sobie bliższe, znajdowały się przecież na podobnej, niesprawiedliwej pozycji, zawsze o krok za zgrają zadufanych w sobie samców, wygrał jednak zdrowy dystans, który zdawała się poniekąd rozumieć. Wśród Rycerzy nie zamierzała szukać powierniczek ani przyjaciółek, na uśmiechy pełne sympatii i trzymanie za delikatne dłonie także nie było tutaj miejsca.
Zdawkowa odpowiedź wyłaniającej się z mroku jasnowłosej odrobinę zirytowała Deirdre, liczyła na więcej konkretów, mogących ostrzec ją przed urażeniem łamaczki klątw - nie drążyła jednak tematu. Być może Borgin nie mogła powiedzieć jej więcej, a jeśli zdawkowość wynikała z charakteru kobiety, naciskiem niewiele by wskórała. Należało po prostu zachować zdrową ostrożność: i z nią w sercu ruszyła za nokturnową przewodniczką, zagłębiając się w boczny dziedziniec. Mocno ściskała w dłoni różdżkę, dyskretnie rozglądając się dookoła. Posępna, zrujnowana kamienica, wciśnięta pomiędzy dwa budynki, zarośnięty plugawymi roślinami pseudoogródek, puste ślepia zwierzęcia. Urocze otoczenie, niejako zwiastujące specyficzność gospodyni, do jakiej właśnie się udawały, mijając próg i schody. Pogrążone w mroku gęściejszym niż ten, panujący w zakamarkach Nokturnu - Deirdre przystanęła gwałtownie, czując gdzieś obok siebie ruch, lecz - na szczęście - nie zdążyła nerwowo zareagować. Usłyszała szept a chwilę później ciemność rozbłysła od dymu kopcących się świec, poustawianych w dość nieporządnym pomieszczeniu. Wzrok Tsagairt instynktownie powędrował do książek, dopiero później omiatając wzrokiem pochyloną staruszkę o pomarszczonej, dziwnie niepokojącej twarzy. Nie wyglądała na kobietę, która lubi gości - zwłaszcza niespodziewanych i nieznajomych.
- Mam na imię Deirdre - przedstawiła się krótko, jeszcze zanim Brynhild zdołała się odezwać. - Moje nazwisko i tak nic pani nie powie - wyjaśniła łagodnie brak pełnych personaliów, pochodziła znikąd, nie stał za nią ród ani nawet znana rodzina, pojawiła się na Nokturnie znikąd i w tej konfiguracji pozostawała niżej od Borginówny, która znała wiele ciekawych osobistości tego świata: w tym ich dzisiejszą rozmówczynię, na którą Dei spoglądała uprzejmie, lecz bez strachu i przesadnej uniżoności. Przez chwilę milczała, zastanawiając się, czy to ona - nieprzyjemna niespodzianka - powinna rozpocząć temat wizyty, ale w końcu przerwała przedłużającą się ciszę, ponownie powracając wzrokiem do przykurczonej staruszki. - Głębia twojej wiedzy o artefaktach jest szeroko znana - a my chciałybyśmy dowiedzieć się o nich nieco więcej: od osoby najbardziej kompetentnej i utalentowanej - odpowiedziała powoli, dzielnie wytrzymując spojrzenie nieco wytrzeszczonych, niechętnych oczu. Miała nadzieję, że Brynhild nie prychnie donośnie, okazując poczucie niesprawiedliwości, potrzebowały drugiej opinii, a przy całym szacunku do zachwycających umiejętności Borgin: Maggs z pewnością żyła dłużej na tym świecie, widząc i poznając dużo więcej czarnomagicznych detali.





clearly out of body experience interferes and dreams of flying i fit nearly surrounds me though i get lonely interia creepsmoving up slowly
x




Powrót do góry Go down
 

Zaniedbany dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

 Similar topics

-
» Dziedziniec
» Krużganki
» Dziedziniec z wiaduktem
» Dziedziniec
» Dziedziniec

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Śmiertelnego Nokturnu-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17