Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Kuchnia z jadalnią

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Kuchnia z jadalnią   28.09.15 23:44

First topic message reminder :

Kuchnia z jadalnią

Kuchnia w mieszkaniu Garretta tonie w bieli połączonej z odcieniem jasnego buku kuchennych szafek; w szklanym wazonie stoją (prawie) świeże kwiaty, a kolekcja różnorakich garnków, chochli i drewnianych łyżek kontrastuje lekko na tle ściany wyłożonej kremowymi płytkami. Do powierzchni jednej z szafek Garrett przykleił zaklęciem Trwałego Przylepca kilka zdjęć przedstawiających jego najbliższych oraz dzieło sztuki wykonane przez Miriam. W tym samym pomieszczeniu znajduje się niewielki substytut jadalni - prostokątny stolik otoczony czterema krzesłami, z czego jedno tonie zazwyczaj pod ciężarem różnych papierów, ubrań i zbędnych drobiazgów. W przezroczystym słoiku zawsze tkwią słodkości: pachnące pierniczki, cytrynowe ciasteczka, kawałki najsmaczniejszej czekolady z Miodowego Królestwa. W powietrzu unosi się woń świeżo zaparzonej herbaty.
[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Garrett Weasley dnia 22.02.17 1:05, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   01.12.15 23:17

Skinął lekko głową na słowa Eileen, a potem spojrzał przeszywająco na Barry'ego, jakby chcąc podkreślić wagę słów ich kuzynki - że to rzeczywiście mogło być niebezpieczne, że żadne z nich tak naprawdę nie wiedziało, jakie świństwo kryło się w proszku na dnie koperty. Nie powiedział jednak nic, wierząc, że nawet moralizatorski ton odbity echem nie przemówi bratu do rozumu - czy cokolwiek było w stanie uprzytomnić go, sprawić, by uruchomił wreszcie strumień myśli, zmusił go do przepłynięcia pod rudą czupryną?
Nie mówił nic nawet wtedy, gdy Eileen i Lyra zasypywały Barry'ego falami rad; stał przy krześle, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że wciąż zaciskał palce na jasnym drewnie różdżki - tak mocno, że bielały mu knykcie. Oddychał powoli, może nawet zbyt wolno, starając uspokoić myśli z dudnieniem obijające się o jego czaszkę. Zdawało mu się nawet, że nie był zdenerwowany, że trzymał emocje na wozy i nawet to, jak nieodpowiedzialnie i bezmyślnie zachowywał się jego brat nie mogło wytrącić go z równowagi. Powtarzał sobie w milczeniu, że czas ich rodzinnych integracji nie mógł kończyć się zawsze hektolitrami wybuchającej nienawiści, że przez lata wszystko było w porządku, dlaczego teraz ich relacje zyskały irytującą tendencję spadkową?
Odpowiedź uzyskał dokładnie w tym momencie, gdy Barry otworzył usta - wypłynął z nich okalany głupotą bunt, którego Garrett nie rozumiał. Przeciw komu się buntował? Przeciw czemu? Własnemu rozsądkowi, który każe opuścić głowę, przełknąć dumę i posłuchać tych, którzy, wbrew pozorom, zawsze chcą dla niego najlepiej?
A szala szybko się przeważyła.
- Barry - warknął, być może zbyt mocno wyrywając rękę z uścisku; działał impulsywnie, instynktownie, nie do końca panując nad tym, co robi. Zawodowe nawyki bezceremonialnie wgryzły się w jego odruchy, warunkując każdy gest, który wykonywał w chwili zagrożenia. I nawet nie wiedział, w którym momencie uniósł ściskaną w palcach różdżkę, zawieszając ją gdzieś na wysokości mostka brata. Przez sekundę przemknęła mu myśl, że nie powinien tego robić, ale odgonił ją, spoglądając na Barry'ego ze zmarszczonymi w skupieniu brwiami.
- Nie będę ci mówił, co masz robić - powiedział w końcu cicho, wolno, spokojnie, nie odrywając spojrzenia od jasnozielonych tęczówek. Nie zerknął nawet na własną rękę, by sprawdzić, czy pojawiły się na niej kurzajki; nie obchodziło go to w najmniejszym stopniu. - I nie interesuje mnie to. Ale nie będziesz tu stał i stanowił potencjalnego niebezpieczeństwa dla kogokolwiek - dokończył równie niespiesznie, wciąż dotykając końcem różdżki klatkę piersiową brata. W końcu opuścił rękę - powoli, ostrożnie, jakby gotów do ponownej reakcji w każdym ułamku sekundy.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   02.12.15 0:01

Jego wina, że brat jest nazbyt opiekuńczy? Barry chciał tylko pomoc medyczną od swojej rodziny, ale ta wolała odesłać go do Munga. No okej, poszedłby, ale za kilka dni. Bo nie ma kiedy dosłownie. Szybciej to by się podpytał kilku znajomych, jak to wyleczyć zanim ruszyłby do pokoju z białymi ścianami i przerażającymi obrazkami na nich.
Widział wzrok swego brata, który mówił Barry'emu, że powinien się wycofać. Oczywiście - miał taki zamiar. Chciał ustąpić i wyjść stąd zostawiając ich wszystkich w diabły. Sam tylko stał milcząco i przybierał coraz bardziej obojętną minę. Nie chciał okazać swej wściekłości i irytacji, która narastała w każdej sekundzie. Wystarczy, że to było wyczuwalne między nimi. Te połączenie zaczynało się narastać. Każdy gest brata powodował, że zbliżało się do spięcia. Ostatnią siłą woli powstrzymał się od odepchnięcia brata, gdy ten przycisnął swoją różdżkę do jego piersi. Nie, to już była przesada. Przekroczył granicę. Byłoby wszystko dobrze, gdyby różdżka jego nie dotykała. Wyszedłby wkurzony, ale już by jego nie było. Ale tak to zacisnął lekko dłonie i wysłuchiwał swego brata, który aż wołał o lanie.
- Oczywiście.- odpowiedział chłodnym tonem, jakiego chyba nikt z obecnych nie słyszał od niego. Sam również był zdziwiony, że może takim tonem zwracać się do brata, którego mimo wszystko kocha. Ale powinien pojąć, że nawet będąc aurorem, nie powinno się przekraczać pewnych barier. I tak omotał wzrokiem wszystkich obecnych dając czas, aby jego ręka opadła powoli, po czym bez żadnego ostrzeżenia, uderzył lewą ręką w nos brata. Granica padła.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   02.12.15 0:01

The member 'Barry Weasley' has done the following action : rzut kością

'k100' : 66


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   02.12.15 0:42

Tak właściwie spodziewał się wszystkiego - nawet chłodnego, gorzkiego słowa, które padło chwilę później, już doszczętnie rujnując rodzinną atmosferę, jaka powoli więdła w powietrzu przesyconym wonią herbaty. Spodziewał się tego, że syknie na niego, zagrozi, wycofa się, trzaśnie drzwiami, warknie coś, czego nie warknąłby w żadnej innej sytuacji. Garrett potem opadłby bezsilnie na krzesło, spoglądając przepraszająco na Lyrę i Eileen - bo nie tak miało się skończyć to spotkanie, nie w ten sposób młoda nauczycielka miała się stać (niemalże honorowym) członkiem ich rudej rodziny. Wiecznie szczęśliwej rodziny. Rodziny z pozoru pozbawionej większych konfliktów, słownych utarczek i wiecznych sporów. Ponoć właśnie to odróżniało ich od innych szlacheckich rodów - że kochali siebie, nie krew tętniącą błękitem w żyłach i nie konwenanse, w które uwikłano ich wbrew woli z momentem przyjścia na świat.
I to był jego błąd - uparcie wierzył, że chmury wiszące nad ich rodzeństwem zostaną przebite przez ciepłe, słoneczne promienie i burza nigdy nie przybierze na sile. Nie spodziewał się, że całe napięcie, które wzbierało się pomiędzy nimi już od dłuższego czasu, powoli, skrupulatnie, cała frustracja i nieme wyrzuty, w końcu wybuchną - i zmaterializują się w postaci braterskiej pięści pojawiającej się znikąd, z impetem celującej prosto w jego twarz.
Nie zdążył nawet przekląć.
Zareagował wyjątkowo szybko, choć pewnie i tak zbyt wolno - wszystko działo się w ułamkach sekund; rozpędzona, zaciśnięta dłoń wcale nie zbliżała się w teatralnym zwolnieniu. Nie było czasu, by życie przemknęło mu dramatycznie przed oczami, by zdążył żałować bądź przemyśleć swoją sytuację. W duchu podziękował aurorskiemu kursowi, który przez lata wymuszał w nim dbanie o refleks. W innym wypadku nie zdążyłby jakkolwiek zripostować; cofając się ledwie o pół kroku spróbował powstrzymać pięść Barry'ego, przy okazji chcąc wykręcić ją na bok, by uniemożliwić dalszy atak. A przy tym nie przestawał piorunować go wzrokiem, już czując buzującą adrenalinę i tętno dudniące w szybszym, niemal szaleńczym tempie.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   02.12.15 0:42

The member 'Garrett Weasley' has done the following action : rzut kością

'k100' : 78


Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   02.12.15 1:29

Atak prawie mu się udał na własnego brata. Prawie, bo jego lewa ręka została wykręcona w ostatniej chwili i przez to został zmuszony do półobrotu. Energia, która zaczęła w nim buzować nie wypaliła. Wręcz przeciwnie - wzrosła. To chyba przez ten cały stres, z którym musi się zmagać. Co innego wyluzować się co jakiś czas, ale podczas brania narkotyków to problemy tylko na moment zanikają, a potem wracają. Teraz miał okazję pozbyć się chociaż części swej złości i agresji, którą chował gdzieś głęboko. Towarzystwo dam powinno w teorii łagodzić obyczaje, ale podczas walki to może się nie sprawdzić. Z resztą w głowie Weasley'a był jego brat i jego ostatnie słowa, które wypowiedział do niego. I jego dotyk. Teraz to się nie boi jego dotykać za zarażone ramię? Ale pewnie i tak nikt o tym w tym momencie nie myśli. Teraz to cała adrenalina panowała nad ich emocjami, przynajmniej tak miał Barry. Myśląc jako osoba, która została zaatakowana i teraz przeciwnik próbuje jego obezwładnić, nie miał zamiaru się poddawać. Spróbował kopnąć go z lewej nogi w jego klejnoty na tyle mocno, aby brat puści jego rękę.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   02.12.15 1:29

The member 'Barry Weasley' has done the following action : rzut kością

'k100' : 62


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   02.12.15 2:13

Garrettowi od samego początku nie chodziło o jego samego. Chodziło o zasady. I podczas gdy w najmniejszym stopniu nie obchodził go własny stan, a kurzajki czy inny pieprzony pomiot szatana mógł dowolnie wędrować po jego dłoni, to nie mógł przełknął faktu, że pomimo tego, że poprosił Barry'ego, aby niczego nie dotykał (niebezpodstawnie uważał się za lepszego znawcę czarnej magii; miał z nią do czynienia dzień w dzień i wielokrotnie widział, jak niszczycielskie potrafiła mieć działanie), ten uparcie chciał mu udowodnić, że wiedział lepiej. Nie stwarzając zagrożenia tylko ich dwójce, a osobiście narażając Lyrę i Eileen na fatalny w skutkach obrót spraw. Był głupi, był potwornie głupi i Garrett powtarzał to w myślach jak mantrę, skutecznie wykręcając jego rękę.
- Zwariowałeś? - rzucił odrobinę zbyt szorstko, rozluźniając nacisk palców na nadgarstek brata. Bo nie miał najmniejszej ochoty walczyć, nie teraz, gdy - zapewne z przerażeniem - patrzyła na nich ich siostra, nie nigdy. Wbrew pozorom byli rodziną. I Garrett najchętniej zakopałby wojenny topór (jak przystało na starszego i rozsądniejszego), nie widząc sensu w dalszej szamotaninie z bratem opanowanym przez nadmierne emocje (i hormony? w jego głowie Barry wciąż miał trzynaście lat i zadarty nos), gdyby nie fakt, że...
Gdyby nie fakt, że jego brat był uparty i jeszcze głupszy, niż sądził na początku.
Bo Barry nie zamierzał przestać dawać ujścia swojej furii - wciąż próbował szamotać się jak szalony, kompletnie nie rozumiejąc, że skazuje Lyrę na patrzenie, jak jej bracia najzwyczajniej w świecie się biją, krusząc wszystkie jej ideały i wiarę w to, że rzeczywiście byli zgraną rodziną.
Wtedy dostrzegł jego nogę strzelającą w powietrze i prawie zaśmiał się w duchu (zrobiłby to na głos, gdyby nie był wciąż wściekły) z brata, który zachowywał się, jakby radośnie bili się na podwórku dwadzieścia lat wcześniej, bezceremonialnie uznając, że wszystkie chwyty są dozwolone. I chociaż chciał rozluźnić uścisk na przedramieniu brata, nie zrobił tego, zamiast tego wbijając palce jeszcze mocniej - tym samym opadł się o rękę Barry'ego w momencie, w którym próbował wykonać pełen gracji unik.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   02.12.15 2:13

The member 'Garrett Weasley' has done the following action : rzut kością

'k100' : 79


Powrót do góry Go down
Eileen Wilde
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Panna
ratuj mnie z pożarów
i wyławiaj z rzek
zostań tu
mów o wszystkim o czym chcesz
nim dosięgnie nas
stado dzikich lwów
12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   02.12.15 15:25

Atmosfera gęstniała, jakby przygotowywała się na to, że zaraz wezmą noże i będą kroić ją na ćwiartki, rzucając sobie przy tym spojrzenia pełne nienawiści. Oczywiście dotyczyło to samych chłopaków, bo zarówno Lyra, jak i Eileen, nie miały zamiaru brać w tym udziału.
Przyglądała im się z błyskawicznie szybko rosnącą obawą o to, że zaraz któryś z nich posunie się do czegoś, co zepsuje ich dobrze zapowiadający się początek znajomości. Jak tylko zobaczyła, że jednak idą w kierunku wznieceniu malutkiej burdy w domu, cała się spięła.
"No idź, Eileen, przecież nic ci nie zrobią. Na pewno są kochającą się rodziną. Przecież to Weasleye."
Będzie musiała iść do ojca ze skargą.
- Przestańcie, do jasnej cholery! Chcecie się tu pozabijać?! - wstała od stołu, kiedy Barry wykonał pierwszy ruch. Nie chciała być ta złą, ale... oh! - Aquamenti! - wykrzyknęła zaklęcie z zamiarem ochłodzenia buzującej w ich żyłach krwi.
Przecież nic lepiej nie działało na zażartą walkę jak lodowata woda!
Niezależnie od efektu jej działania, stanęła między nimi niczym tama, próbując i w ten sposób ich rozdzielić. Spojrzała na nich karcącym wzrokiem starszej kuzynki, którego nie miała zamiaru użyć w czasie tego rodzinnego, sielankowego spotkania. To ich wina!
- O ile dobrze wiem, to bratobójstwo wyszło niedawno z mody! - rzuciła z pretensjami. - Barry, mówię to w tej chwili jako zielarka, a nie jako twoja krewna. Te kurzajki nie wyglądają jak nic, a jeśli tam był dodatkowo sproszkowany jad Tentakuli, to kolejne chwile ociągania z udaniem się do Munga mogą zakończyć się dla ciebie źle. Dlatego proszę i ja, nie bądź uparty.
Zupełnie inaczej to sobie wyobrażała. Bez różdżek celujących w czyjąś pierś, bez ostrych jak brzytwa spojrzeń i twardych słów.




handmade
love




Ostatnio zmieniony przez Eileen Wilde dnia 02.12.15 15:27, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : za dużo "się", przepraszam :|)
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   02.12.15 15:25

The member 'Eileen Wilde' has done the following action : rzut kością

'k100' : 49


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   02.12.15 16:53

Atmosfera zauważalnie się zmieniła, aż trudno było uwierzyć, że zaledwie chwilę temu gawędzili beztrosko nad ciastem, odkrywając nieznane zawiłości rodzinne. Jednak Lyra zdecydowanie nie spodziewała się tego, co miało za chwilę nastąpić. Ostatni raz była świadkiem tego typu scen może jako dziecko, kiedy jej bracia byli roznoszonymi przez energię nastolatkami. Ale teraz, kiedy obaj byli (przynajmniej teoretycznie) dorośli i poukładani, i tworzyli tak zgraną i próbującą się wzajemnie wspierać rodzinę?
Garrett jak zwykle był ostoją rozsądku. W pierwszej chwili Lyra była pewna, że pod naporem jego spojrzenia i stanowczych słów Barry w końcu ustąpi i posłucha dobrych rad, których udzielili mu wszyscy troje. Taki obrót spraw byłby najlepszym wyjściem, jednak środkowy z braci okazał się wyjątkowo uparty i uderzył Garretta, gdy ten dźgnął go różdżką. Ta sytuacja różniła się zdecydowanie od dziecinnych sprzeczek z przeszłości.
- Barry! – krzyknęła Lyra, patrząc, jak Garrett osłania się przed ciosem i obaj zaczynają się bić. – Przestańcie!
Po chwili wahania ruszyła szybko w ich stronę, sięgając po różdżkę z zamiarem rozdzielenia ich w taki sposób, by nie mogli jeden drugiego uszkodzić, ale stojąca bliżej nich a także wprawiona w utarczkach z uczniami Eileen zareagowała szybciej, oblewając ich wodą, co zapewne zmusiło ich do odsunięcia się od siebie. Wykorzystała to Lyra, zgrabnie wsuwając się pomiędzy nich, tak, by uniemożliwić im dalszą wymianę ciosów. Byli dużo wyżsi i silniejsi, więc mogli ją z łatwością odsunąć na bok, ale liczyła, że ich zapał do bójki został już nieco ostudzony i wróci im zdrowy rozsądek. Tym bardziej, że patrzyła na to Eileen. To okropne, że w dniu, kiedy poznała rodzinę Weasleyów, musiała być świadkiem takiej sceny. Posłała jej przepraszające spojrzenie, mając nadzieję, że nauczycielka nie zrazi się do nich i nie zaniecha dalszego kontaktu, po czym znowu skupiła się na braciach i próbach uspokojenia ich.
- Przestańcie, nie możecie się bić! – krzyknęła, patrząc w szczególności na Barry’ego, jako że to on pierwszy uderzył Garretta. – Daj spokój, Barry! Przecież nikt tutaj nie chce dla ciebie źle! Naprawdę powinieneś posłuchać Garretta i Eileen.
Lyra rzadko podnosiła głos. Na ogół była spokojną, cichą osóbką, jednak takie zachowanie jej braci zmusiło ją do tego, że musiała się wtrącić i spróbować jakoś zażegnać ich konflikt. Przecież to nie powinno tak wyglądać, nigdy! Byli braćmi, stanowili najbliższą rodzinę i ostatnim, czego pragnęła teraz Lyra, było patrzenie, jak się kłócą i biją. O jej wyjątkowym wzburzeniu i podenerwowaniu świadczył fakt, że końcówki jej włosów zmieniły kolor na intensywnie czerwony, a wzrok, którym mierzyła Barry’ego, był roziskrzony. Lekko zaczerwienione były również jej policzki, tym razem nie z nieśmiałości, a zdenerwowania. Nie odsuwała się jednak, wciąż stojąc między nimi, przodem do Barry’ego.
Jego zachowanie i irracjonalna agresja w stosunku do Garretta tym bardziej utwierdziły ją w przekonaniu, że tu chodziło o coś poważniejszego niż błahe sprzeczki z kolegami z pracy.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   02.12.15 17:39

Nie tak miało to się skończyć.
Gdyby nie tel cholerny list z pogróżką, gdyby nie ten pył, który się rozniósł, to by dalej gawędzili przy herbatce. On by wyszedł i nie byłoby żadnego sporu. Nie uderzyłby brata, a przynajmniej nie machałby bezsensownie po to, aby stać ze wściekłością z wykręconą ręką. Nie zdołał mimo dobrego wymierzenia i dobranej siły kopnąć brata, bo musiał utrzymać równowagę, aby nie polecieć na podłogę, czy ścianę obok okna. Głupi zapomniał, że walczy z aurorem, który jest pewnie przygotowywany na takie typu ataki. Jego głupota urosła, ale został do tego sprowokowany. Nie ustąpił po pierwszym nieudanym ciosie i także nie chciał odpuścić po nieudanym kopniakiem, gdy nagle oberwał strumieniem wody. Wzdrygnął się czując nagle, jak zimna woda styka się z jego ciałem. Czując, jak ręka Garretta puszcza jego rękę, zrobił krok do przodu chcąc uniknąć strumienia, który jeszcze przez moment leciał w jego stronę. Gdy już zniknął a on był cały mokry, odwrócił się i ujrzał przed sobą Eileen i Lyrę. Ściągnął wargi w wąską linię nie komentując tego, co mówiły do niego. Oczywiście słyszał je, że powinien iść do Munga i sprawdzić te przeklęte kurzajki. Stał w miejscu próbując wypatrzeć brata, ale nie było to jemu dane. Postanowił zawiesić walkę z bratem. Nie poddaje się, tylko zawiesza. Jeśli znów spróbuje dotykać go różdżką, to nie może niczego dobrego obiecać. Przynajmniej na ten moment. Sięgnął do kieszeni wyciągając swoją wsiąkiewkę a z niej wyjął swoją różdżkę. Skierował ją na siebie i osuszył siebie jak i swoje rzeczy. Chyba mógł, prawda? Zaraz po tym schował swoją różdżkę do wsiąkiewki, a wsiąkiewkę do kieszeni. Nie zauważył, że podczas wkładania wsiąkiewki wypadł list złożony w kwadracik który był w kopercie. Zbyt mocno był zdenerwowany zaistniałą sytuacją. Jednak zmniejszyła się jego chęć pobicia brata. Woda trochę pomogła.
-Dobrze- powiedział zerkając na siostrę bez żadnych emocji. Pójdzie sobie stąd. Nie muszą wiedzieć, że nie uda się do Munga. Poczyta sobie o kurzajkach w księgarni i wyleczy to sam. Przy okazji poszuka nowego mieszkania, bo chyba teraz będzie coraz gorzej. Wolałby mieć spokój od rodzeństwa i ich kontroli. Nawet będą bezpieczniejsi bez niego jako lokatora. Ale o fakcie wyprowadzki wolał nie wspominać przy Eileen. Ona nie musi tego wiedzieć. Okrążył "barierę" stworzoną z Lyry i Eileen i zatrzymał się przy bracie. Spojrzał na niego, lecz nie atakował. Jeszcze znów wodą oberwie, a tego chyba nie zniesie ponownie.
- Nie spodziewaj się mnie tutaj szybko. - powiedział sucho w stronę brata, po czym jego wzrok przeniósł się na dziewczyny, które były świadkiem tej nieszczęsnej bójki. Zatrzymał na sekundę dłużej swe spojrzenie na siostrze, po czym w milczeniu skierował się do wyjścia. I wyszedł.

z/t





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   05.12.15 2:34

Oddychał ciężko.
Uspokój się, Garrett, powtarzał sobie w myśli, próbując zapanować nad przyspieszonym oddechem i krwią dudniącą niebezpiecznie w tętnicach. Uspokój się, przywoływał rozsądek, chłodną kalkulację i przyprószone kurzem zapomnienia opanowanie. Uspokój się, warczał sam do siebie, nie wydając najmniejszego dźwięku, gdy nieudolny cios brata napotkał się tylko ze ścianą wypełnionego wyrzutami powietrza.
Uspokój się, krzyczała Eileen, krzyczała Lyra, krzyczała strużka wody, którą poczuł, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, czym była; nie słyszał słów zielarki, może wcale nie chciał ich słyszeć, gdy rozluźniał ucisk palców na ramieniu brata. Odsunął się najszybciej, jak tylko mógł, a gdy Lyra wdarła się między nich, zwalczył pokusę, by powiedzieć jej, aby nie wtrącała się w nieswoje sprawy - mimo to milczał, nie chcąc zaogniać konfliktu. Przez chwilę jeszcze spoglądał na brata z gniewem i niemym wyrzutem tańczącym na tle intensywnie błękitnych tęczówek, które zdawały się wręcz iskrzyć; potem odwrócił spojrzenie, wbijając je w widok rozciągający się za oknem. Uspokój się, Garrett, powiedział w duchu raz jeszcze, patrząc na chmury snujące się powoli po rozświetlonym niebie, na anonimowe, rozmyte twarze gubiące się wśród meandrów ulicznych korytarzy.
Nie skomentował moralizatorskich wywodów Eileen, nie czując najmniejszej potrzeby, by ingerować w decyzje brata. Tak długo, jak podejmował je z dala od niego, mógł popełniać najgorsze błędy, pogrążyć się w beznadziei i ostatecznie zdruzgotać się, zniszczyć własne życie i zaprzepaścić wszelkie szanse na odbicie się od dna. Nie obchodziło go to w najmniejszym nawet stopniu, twarz brata ukryta za kotarą niezliczonych piegów zdawała mu się obca, chłodna, nienaturalna.
A potem, krzyżując ręce na piersi, stał, patrząc, jak brat szykuje się do wyjścia. I nie drgnął nawet, wciąż ostentacyjnie milcząc - do czasu, aż trzasnęły drzwi. Dwa nieśpieszne oddechy później ruszył z miejsca, by w obie dłonie chwycić kubek swój i Barry'ego; wylał ich chłodną już zawartość do zlewu, myśląc, że ukoi go to, zahamuje natłok emocji. Mylił się.
- Wybaczcie - powiedział więc, nie patrząc na ich twarze i wychodząc z pokoju. Uspokój się, Garrett, wmawiał sobie, gdy w łazience topił twarz w wodzie kapiącej niespiesznie z kranu. Zawiązał włosy, oddychając powoli, jakby łudząc się, że sierpniowe powietrze przywróci mu rozum i pozwoli ułożyć myśli, z a p o m n i e ć. Osuszył zaklęciem ubrania, spoglądając we własne lustrzane odbicie i nie mogąc stwierdzić, czy zna jeszcze tego, który ze smutną wściekłością i bezsilnością patrzy na niego z naprzeciwka. Wybębnił palcami o brzeg umywalki nieokreślony rytm, próbując zebrać myśli. Bezskutecznie.
W końcu wyszedł z jednym planem, który przyświecał mu słabo, gdy kierował swoje kroki w stronę Lyry i Eileen. Zatrzymał się jednak w progu pomieszczenia, niepewien, czy będzie w stanie ruszyć dalej - otworzył usta, lecz po chwili je zamknął, czując się źle. Tak źle, jak nie czuł się od dawna.
- Przepraszam, że musiałaś być tego świadkiem - powiedział, patrząc jakoś pusto (a może była to tylko maska skrywająca smutek?) na zielarkę, a potem sięgnął do kieszeni, wyjmując z niej metalową papierośnicę. Nie otworzył jej jeszcze. - Mam nadzieję, że nie zrujnowaliśmy ci reszty popołudnia - dodał neutralnie, jakby nie potrafiąc wysilić się na włożenie emocji do głosu. - Potrzebuję się przejść. Wybacz, Eileen, jeśli jeszcze kiedykolwiek będziesz chciała się spotkać w... dogodniejszych okolicznościach - oczywiście, że nie będzie chciała, skarcił się w myśli; musieli dosadnie spaczyć jej wizerunek rodziny Weasley'ów (nie, to Barry go spaczył) - to odezwij się.
Wysłał jej słaby uśmiech, popatrzył przepraszająco na Lyrę i odwrócił się, by skierować się do wyjściowych drzwi, a stopy stawiał w rytm własnych wyrzutów sumienia. W końcu wyjął papierosa z metalowego pudełka, zapalając go tuż przed tym, jak opuścił kamienicę. A gdy spacerował po mugolskiej ulicy, obserwował ludzi, próbując domyślić się, jakie dramaty mogły rozgrywać się w ich życiach.
Ciekawe, czy jakby ktoś popatrzył na niego, potrafiłby zgadnąć.

| zt




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   08.12.15 12:20

Rzeczywiście, strużka zimnej wody ostudziła zapał jej braci do dalszej bójki. Obaj odsunęli się od siebie, cali mokrzy. To Barry zdecydował się pierwszy opuścić pomieszczenie. Osuszył się zaklęciem, powiedział coś do Garretta, rzucił szybkie spojrzenie jej i Eileen, po czym wyszedł z mieszkania.
- Barry! – krzyknęła znowu, ale w tym momencie zamknął drzwi. Tak po prostu. I żadne z nich nie miało pojęcia, kiedy wróci, w końcu miał swoje życie i o wielu rzeczach nie mówił rodzeństwu. Miał swoje tajemnice... O czym świadczyła choćby koperta z proszkiem.
W momencie, gdy Barry wyszedł, Lyra zauważyła mały świstek papieru w miejscu, gdzie wcześniej stał, ale zanim schyliła się, by go podnieść i przeczytać, przerwał jej głos Garretta. Najstarszy z braci wyglądał, jakby targały nim bardzo sprzeczne myśli.
Lyra nieśmiało się do niego zbliżyła, kładąc rękę na jego ramieniu w pocieszającym geście. Wierzyła, że bracia niedługo się pogodzą; trudno było jej sobie wyobrazić prawdziwą, długotrwałą kłótnię w ich wykonaniu.
Po chwili jednak i Garrett opuścił mieszkanie, najwyraźniej musząc pomyśleć w samotności. W ręku trzymał swoją metalową papierośnicę, co świadczyło o tym, że właśnie w taki sposób miał zamiar odreagować. Nie mogła go za to winić; musiał w końcu mierzyć się nie tylko ze stresami w pracy, ale i w domu. Wszystko przez beznadziejny upór Barry’ego i jego tajemnice... Choć czy sama była lepsza, kiedy zatajała przed Garrettem prawdę o Woodzie, Samuelu i incydencie na Nokturnie?
Została sama z Eileen. Zapomniała nawet o karteczce Barry’ego, skupiając się całkowicie na kobiecie.
- Przepraszam za tę sytuację – rzekła; choć Garrett przeprosił kobietę, czuła się w obowiązku także coś powiedzieć. Nawet, jeśli w tej sytuacji tylko stała z boku, była częścią rodzeństwa. – Normalnie się tak nie zachowują. Ostatni raz widziałam, jak się bili, kiedy wszyscy byliśmy dziećmi. Po prostu... To tak nieciekawie wyszło... – zmieszała się, po czym westchnęła. Przez chwilę krążyła niespokojnie po malutkiej kuchni. – Jeśli chodzi o mnie... Bardzo się cieszę, że do nas przyszłaś i opowiedziałaś o sobie, naprawdę. Mam nadzieję... że jeszcze się znowu spotkamy. – Oby tylko Eileen nie postanowiła zerwać kontaktu z całym ich rodzeństwem. – Często maluję na Pokątnej.
Od tego podenerwowania aż zaczynała się jąkać.
Jeszcze chwilę porozmawiały, a gdy Eileen zdecydowała się opuścić ich mieszkanko, nastolatka pożegnała ją, po czym skryła się w przytulnym wnętrzu swojego pokoiku. Wyjrzała przez okno, próbując wypatrzeć na ulicy Garretta, ale po chwili ułożyła się na łóżku i wbiła wzrok w sufit, zatapiając się w myślach i nasłuchując powrotu brata.

/zt.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
 

Kuchnia z jadalnią

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Kuchnia z jadalnią
» Kuchnia z jadalnią na parterze
» Kuchnia z jadalnią
» [P2] Kuchnia ze spiżarnią
» Kuchnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Centrum :: St. Martin's Lane 45/3-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17