Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Kuchnia z jadalnią

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Kuchnia z jadalnią   28.09.15 23:44

First topic message reminder :

Kuchnia z jadalnią

Kuchnia w mieszkaniu Garretta tonie w bieli połączonej z odcieniem jasnego buku kuchennych szafek; w szklanym wazonie stoją (prawie) świeże kwiaty, a kolekcja różnorakich garnków, chochli i drewnianych łyżek kontrastuje lekko na tle ściany wyłożonej kremowymi płytkami. Do powierzchni jednej z szafek Garrett przykleił zaklęciem Trwałego Przylepca kilka zdjęć przedstawiających jego najbliższych oraz dzieło sztuki wykonane przez Miriam. W tym samym pomieszczeniu znajduje się niewielki substytut jadalni - prostokątny stolik otoczony czterema krzesłami, z czego jedno tonie zazwyczaj pod ciężarem różnych papierów, ubrań i zbędnych drobiazgów. W przezroczystym słoiku zawsze tkwią słodkości: pachnące pierniczki, cytrynowe ciasteczka, kawałki najsmaczniejszej czekolady z Miodowego Królestwa. W powietrzu unosi się woń świeżo zaparzonej herbaty.
[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Garrett Weasley dnia 22.02.17 1:05, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   29.01.16 23:04

/z pokoju Lyry, późny wieczór

Rudzielec wyszedł jak najciszej z pokoju siostry zamykając przy tym drzwi. Niech śpi spokojnie w swoich czterech ścianach. Dodatkowo miała szansę nie usłyszeć rozmowy rodzeństwa, gdy się spotkają. JEŚLI się spotkają, bo jest teraz naprawdę późno. Barry normalnie powinien być w pracy i zapieprzać na zapleczu, a nie siedzieć w domu rodzeństwa i niańczyć siostrę. Lyra powinna mieć dodatkową osobę, która by się nią zajmowała. Samuel? Lepiej chyba nie, bo nie dość, że otoczyłby siostrą opieką, to i jeszcze zabroniłby jemu widywać się sam na sam z nią. Bez wcześniejszego upewnienia, czy nie jest naćpany. To chyba naprawdę Weasley wolał inną osobę. Może taką, która nie wie o jego problemach na Nokturnie. Bo już wystarczająco zbyt wiele osób chce kontrolować jego uzależnienie.
Wszedł ubrany ciągle w szatę wyjściową do kuchni i w końcu zdjął czarny płaszcz. Powiesił go na krześle i cicho wstchnął. - Kiedy on wróci, na złamanego knuta...- pomamrotał niezadowolony z tego, że Garretta jeszcze tutaj nie ma. Nalał do czajnika trochę wody i wstawił go, aby zrobił herbatę. Przygotował sobie w międzyczasie kubek z torebką od zwykłej herbaty i czekał chwilę na sygnał od czajnika. Pyk. Woda zawrzała, więc Weasley zaparzył sobie herbatę i przyłożył kubek do warg, które po chwili zwilżył w gorącym napoju. Gdyby to wszystko było takie proste. On spokojnie pracowałby u Ollivandera i na zmianę z Garrettem zajmowaliby się Lyrą. Jak wcześniej. Może nie czułby takiego zmęczenia, niż jakie ma na co dzień, gdy wstaje z łóżka, by ogarnąć się do pracy na Pokątnej. Już i tak z każdym miesiącem chudnie, ale Lyra na szczęście tego nie zauważyła. Ciemny płaszcz zakrył wszelkie niedogodne problemy, które siostra mogłaby wyłapać, ale gdy teraz był bez płaszcza, to trochę widać, jak uciekają jemu kilogramy.
Zdążył wypić kilka łyków herbaty i odwrócić się na pięcie, a ujrzał przed sobą twarz brata. Kiedy on przyszedł? Nawet tego nie usłyszał. Może to przez jego zmęczenie. - Później wrócić się nie dało?- przywitałem się niezbyt miło z bratem. No ale przynajmniej powiedział coś innego od "jużmnietuniema" czy "jesteśtouciekampa". Chociaż to pewnie dla Lyry te pytanie należało do jednego z tych głupszych. No cóż, takie jest życie. Okrutne.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   01.02.16 3:32

Kiedy wdrapywał się po kolejnych stopniach klatki schodowej, miał wrażenie, że poruszał się slalomem.
Praca zdawała się upijać bardziej niż najdoskonalsze wysokoprocentowe trunki; nie myślał jasno, świat tańczył mu przed oczami, a zachowanie równowagi graniczyło z niemożliwością. Nie był pewien, kiedy osiem godzin pracy, które zamierzał wykonać jeszcze rano, przemieniły się w dwanaście, a te w piętnaście, ale za cud uznał fakt, że wciąż utrzymywał powieki otwartymi. Co mu w tym pomogło? Pięć filiżanek wypitej kawy, pół paczki wypalonych papierosów czy czysta, bezbrzeżna desperacja?
Nie chciał liczyć, ile przysługiwało mu godzin snu - bez zbędnej kalkulacji wiedział, że ta liczba mieściła się gdzieś w przedziale od nieprzyzwoicie mało do zamykasz oczy i już musisz je otworzyć. A po brutalnej pobudce będzie musiał zrobić tak wiele rzeczy. Szybko wybrać się do pobliskiego sklepu. Odpowiedzieć na zaległy stos listów, w końcu tak długie zwlekanie z odpowiedzią zakrawało już o nieuprzejme. Napisać wreszcie do Skeetera. Upewnić się, czy u Lyry wszystko w porządku - szczególnie w świetle ostatnich wydarzeń, o których dowiedział się już po fakcie. I przez które został zmuszony do wypełnienia niebosiężnego kopca dokumentacji, choć zazwyczaj nie leżało to w szerokim wachlarzu jego aurorskich powinności.
Tuż przed wejściem do mieszkania przetarł twarz; miał wrażenie, że bolał go każdy mięsień, a to zazwyczaj nie zapowiadało niczego dobrego. Zwłaszcza że wisiało nad nim nieodłączne widmo sinicy, jakby czyhającej na najmniejszy jego błąd.
Cóż, pomyśli o tym rano.
Bo teraz mógł skupić się tylko na jednym - na szybkiej wędrówce prosto do własnej sypialni i powstrzymaniu się od zajrzenia do pokoju Lyry. Zasługiwała na sen, nie miał prawa wykradać jej najkrótszych chwil zapomnienia. Oby nie dręczyły jej koszmary. Oby nie przeżywała wszystkiego drugi raz, tym razem ze spotęgowanymi emocjami, podwojonym strachem, zwielokrotnionymi obawami wywabiającymi łzy z kącików jej oczu. Oby nie obudził jej pot przerażenia gromadzący się na całym ciele i zwodzący głos powtarzający, że nic nie będzie w porządku.
Może rzeczywiście powinien tam zajrzeć? Choćby na chwilę?
Ale jego uwagę przykuł hałas dobiegający z kuchni; przyćmiony zmęczeniem umysł nie zarejestrował faktu, że mógł być to złodziej albo chociaż stado bahanek wpuszczone przez jakiegoś psotnika i być może dobrym pomysłem byłoby wyjęcie różdżki. Zdobył się jednak wyłącznie na powłóczenie nogami w kierunku pomieszczenia i przeklął pod nosem, gdy musiał przelotnie oprzeć się o szafkę na buty, obok której przechodził, aby nie potknąć się o własne nogi.
Gdy spojrzeniem napotkał twarz brata, łączył fakty odrobinę zbyt długo. Zresztą, trudno się dziwić - jego obecność przywodziła na myśl bezgraniczną abstrakcję, a teraz miał problemy z przypomnieniem sobie własnego imienia. O rozumieniu zawiłych zbiegów okoliczności, które przyczyniły się do przybycia Barry'ego do jego mieszkania, nie wspominając.
- Czy ty sobie żartujesz? - rzucił tylko, nawet nie rejestrując faktu, że zakłada ręce na piersi. I że opiera się o framugę kuchennych drzwi, wpatrując się w brata dość nieprzychylnie. Wyczekująco.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   01.02.16 8:45

Widząc brata, który powoli ogarniał rzeczywistość, chciało mu się śmiać. Tak wygląda owy dzielny, odważny i broniący całego świata zbawiciel? Ledwo chodzący i przytomny umysłowo? A niby to jemu zarzucano brak intelektu i ignorancję. Poniekąd jest to owszem prawda, ale w przeciwieństwie do brata, stara się urywać swe słabości. Przynajmniej przed rodziną. Nie pokazuje bratu tego że najchętniej to też by się położył do łóżka i wyspał. Przytrzymał sobie herbatę w dłoni, która przypominała Barry'emu, że nie ma pustych rąk i żeby nagle nie zaczął machać nimi jak opętany. Tak więc słysząc pytanie, nie mógł już powstrzymać cichego śmiechu z własnych ust i dołożył szklankę na blat kuchenny. Czy żartował? W czym? W swoim przybyciu? Ach chciałby, naprawdę. Najchętniej to by unikał tego miejsca, jak Garrett fryzjera, ale nie powinien ignorować listów i próśb własnej siostry, gdy ona potrzebuje wsparcia, a Garrett jest zajęty ratowaniem idiotycznego świata. Barry nie nadawał się na zbawiciela, chyba że narkotykowego. Bo chyba tym mógłby uratować świat od ponurej rzeczywistości. Ułudami szczęścia i raju.
- Gdybym chciał żartować... Ale niestety twoi znajomi nie pozwolili mi na to i musiałem zająć się Lyrą, która dopiero została wypuszczona z waszego tajnego lochu w wieży... Byś mógł lepszych kolegów dobierać od tych, od Pani Żabotowej.- powiedział nieco cynicznie i kończąc prychaniem na własnego brata. Tym razem nie uratował Lyry. Czy poczuje smak goryczy, porażki, że po raz kolejny ją zawiódł? Bo Barry owszem, przejmował się nią, ale czegoś takiego nie czuje. I to chyba było gorsze, bo kimże jest brat, który nie czuje, że zawiódł w opiece nad siostrą? - Jest trochę posiniaczona, ale teraz śpi spokojnie.- dodał wiedząc, że Garrett pewnie zaraz będzie chciał sam na własne oczy sprawdzić, czy z Lyrą wszystko jest w porządku. Niech choć raz uwierzy rudzielcowi... Albo nie, niech idzie do niej, co Barry będzie mógł spokojnie wyjść wypełniając ku swemu zdziwieniu, dane jej słowo. Że nie powie nic głupiego. I z tego powodu podszedł do krzesła i założył na siebie szatę. Ignorował spojrzenie brata, które normalnie za dnia nakazałoby jemu nie ruszać się z miejsca. Barry miał inne priorytety, a priorytet Lyry został właśnie dokonany.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   01.02.16 22:13

Westchnął.
I po raz kolejny niespiesznym gestem przetarł połowę twarzy, jakby tylko to było w stanie powstrzymać jego powieki przed opadnięciem. Spać, spać - marzył o jednym, chciał odegnać wszystkie problemy i zająć się nimi rano, kiedy echo wywoływane przez każdą rodzącą się myśl nie będzie mu sprawiać aż takiego bólu. Wręcz rozsadzającego czaszkę.
Nie wiedział już, czego potrzebuje bardziej - snu, kawy, papierosa czy szklanki ognistej.
Czuł się tak źle.
Nie pomagasz, miał ochotę rzucić dwa wyrwane z kontekstu słowa, ale zamiast tego powstrzymał się od kolejnego westchnięcia, na chwilę odwracając spojrzenie, by wbić je w okno wychodzące na usłane srebrzystymi gwiazdami niebo, ale zaraz znów patrzył tylko na brata. Brata - czy to słowo nie brzmiało ostatnio dziwnie obco? Kiedy dorośli, porzucając beztroskę i mierząc się wreszcie z wrogością nieprzychylnego świata? Kiedy pozwolili, aby ta powaga zatruła ich relacje, sprowadzając je do... do czego? Niechęci? Podżeganej od kilku miesięcy nienawiści?
- Co? Moi znajomi? - i chwila zmarszczenia brwi, pytania kiełkującego w zmęczonych - nie tylko z niewyspania - jasnych oczach. - Barry, biuro aurorów nie ma nic wspólnego z dekretami uchwalanymi przez minister. Uwierz, że kiedy się o tym dowiedziałem, byłem zaskoczony równie mocno co ty. O ile nie bardziej. - Dopiero teraz zauważył, że mocno zaciskał blade palce na łokciu. Rozluźnił uścisk. I uniósł brwi, kiedy doszło go prychnięcie; czy Barry słyszał samego siebie?
Nie, nie odczuł goryczy. A może po prostu tak przyzwyczaił się do jej smaku, że nawet nie zauważył kolejnej warstwy rozżalenia; zmęczenie zabijało resztki jego uczuć, a wyczulona zazwyczaj empatia przegrywała w walce z pragnieniem odpoczynku. Wszystko było mu tak błogo obojętne - zupełnie jak wtedy, gdy (niczym najgorszy tchórz uciekając przed rozgoryczeniem i zawodem) zalewał troski wysoko stężonym etanolem. Ale wiedział, że nie może uciekać w nieskończoność.
Że kiedyś będzie musiał się zmierzyć z rzeczywistością.
Może ta chwila nadeszła właśnie teraz: kiedy ledwo trzymał się na nogach, patrząc na narzucającego na siebie płaszcz brata z niedowierzaniem, którego nie potrafił ukryć; ale to zaraz gasło, rozmyło się, a twarz Garretta zdawała się przedstawiać równo nic.
- Barry - odezwał się nieco cieplej, licząc na to, że jego brat zatrzyma się choć na chwilę i na niego spojrzy. Ale nie miał zamiaru powstrzymywać go od odejścia. - Dziękuję, że się nią zająłeś.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   01.02.16 22:38

Barry dokładnie to nie wie, co i jak się wyprawia w biurze aurorów, ale skoro oni zabierali osoby do więzienia, to raczej mogli coś wiedzieć. Takie myśli jemu kiełkowały, przez co miał jeszcze większy zawód na własnym bracie. Na bracie, który miał kiedyś był osobą godną podziwu, naśladowania. Barry'emu co prawda daleko do rzucania się w wir zaklęć, ale chciał być taki jak on. Nieustraszony, nie ustępliwy, czyniący dobro. A kim się stał? Narkomanem, dilerem, oszustem, hipokrytą... pokrótce, zamiast iść dobrą, lecz trudną drogą, wybrał tą krótszą zainspirowaną przez osobę, która jest teraz jego pracodawcą. I ja na tym wyszedł? Nie najlepiej, skoro jest wręcz zmuszony do atakowania własnej rodziny. Nie tak to miało wyglądać jego dorosłe życie. A teraz ciężko jest jemu zawrócić, bo wystarczy wysunąć jeden klocek, a zaraz lawina się posypie i pozostanie sama przepaść.
A w niej prawdopodobnie będzie sam, gdy sekrety wyjdą na światło dzienne.
Dlatego kłamał tle, ile mógł, oszukiwał nawet samego siebie, aby nie spaść w ową przepaść, do której i tak się powoli zbliża okrężną drogą. Boi się, że z każdym kolejnym ruchem, każdym słowem czy posunięciem, popełni jakiś błąd, którego nie będzie mógł cofnąć. Z Lyrą się jemu trochę poszczęściło, ale jednak nie może usunąć świadka. Nawet wspomnień nie może wymazać, bo jest to osoba z otoczenia właśnie Garretta. Gdyby i jemu wymazał wspomnienia, a Garrett wiedziałby wcześniej, czy odkryłby jakiekolwiek zapiski Skamandera odnośnie jego osoby, to zaraz zostałby złapany. Najgorzej jest właśnie grać w grę, w której można doszczętnie przegrać.
Resztkami sił, które jemu pozostały, wysłuchał brata, ale nic nie powiedział. Ma jemu uwierzyć, że nic nie wiedział? Że nie miał pojęcia o aresztowaniach niewinnych ludzi? Naprawdę chciałby zaufać Garrettowi, ale teraz jakoś ciężko mu przechodziło. Szczególnie, że jest aurorem i równie dobrze on mógł kogoś aresztować. Młody nie wiedział, co o tym myśleć, więc wolał nie komentować tego. Aby nie posypały się gorzkie słowa. Jedynie co Garrett mógł ujrzeć, to jak chciał coś powiedzieć, ale się powstrzymał i ruszył ubrać swą szatę. Ubrany spojrzał na brata i przez chwilę dosłownie stanął w miejscu spoglądając w jego tęczówki. I co teraz? Mógłby z łatwością wyjść, zostawić brata w spokoju, wyspać się pierwszy raz w miesiącu. Zmieszał się przez chwilę nie wiedząc zarówno co powiedzieć, jak i co zrobić.
- W końcu jest moją siostrą. Nie powinienem ignorować jej listów, prawda?- powiedział i już chciał zrobić krok w stronę drzwi. Ale jego nie zrobił, bo coś nie podobało się w jego twarzy. A raczej jego zachowaniu. Czyżby aż tak był wykończony? Weasley westchnął i zaniechał wyjścia. - Ciebie też mam położyć do łóżka? Czy czegoś innego chcesz? Nie chcę się kłócić, bo to nie jest ani dobre miejsce, ani czas, a ty jak widzę, zaraz położysz się na tej podłodze. - skierował swe słowa w stronę brata. Jeśli chce się kłócić, niech się po pierwsze spotkają w innym miejscu. Może w takim, gdzie nie będzie żadnych świadków. Aby mogli sobie wszystko wygarnąć nie bojąc się, że ktoś ich zobaczy. Na przykład Lyra.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f280-norfolk-dworek-na-wschodnim-wybrzezu http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   01.02.16 23:02

Rzucała się w pościeli przez sen, niespokojna i drżąca. Do jej spoconego czoła przykleiło się pasmo włosów, a policzki były niezdrowo rozpalone. Nie zdawała sobie jednak z niczego sprawy, we śnie znowu znajdując się w zimnej celi Tower. I jak to we snach często bywało, obraz był zniekształcony i przesycony jej podświadomymi lękami, zarówno tymi aktualnymi, jak i tymi pochodzącymi jeszcze z lipca.
Widząc zielony rozbłysk, obudziła się z cichym krzykiem, siadając raptownie na łóżku i rozglądając się chaotycznie. Otaczała ją ciemność, więc przez pierwszych parę sekund miała wrażenie, że naprawdę obudziła się w celi. Dopiero później zaczęła uświadamiać sobie, że to, co widziała chwilę temu, było tylko kolejnym snem. Była w swoim pokoju; wokół siebie, zamiast wilgoci i zimna, czuła przyjemne ciepło przesycone znajomą wonią farb olejnych oraz suszonych kwiatów ustawionych w wazoniku obok łóżka.
Odetchnęła z ulgą. Jeszcze przez chwilę siedziała tak na łóżku, uspokajając drżenie ciała, roztrzęsionymi dłońmi przygładzając potargane włosy. Nadgarstki znowu zaczynały ją szczypać; okłady już wyschły, więc zdjęła je pospiesznie z rąk i wrzuciła do miseczki, po czym zsunęła nogi z łóżka. Czuła nieznośną suchość w gardle, chciało jej się pić; wstała więc ostrożnie, zamierzając przejść się do kuchni, by po ugaszeniu pragnienia znowu się położyć (oby już bez koszmarów). W maleńkim przedpokoju usłyszała jednak dobiegające z kuchni głosy... Garrett... I Barry? Przypomniała sobie, że środkowy brat przyszedł dzisiaj, odwiedził ją kiedy napisała do niego list, jednak nie przypuszczała, że został aż tak długo. Sądząc po gęstej ciemności za oknami, było bardzo późno.
Zawahała się; nie była pewna, czy chce pokazywać się Garrettowi po tym wszystkim, ale ostatecznie doszła do wniosku, że jeśli jej bracia mają się pokłócić (a tego się obawiała), może jej pojawienie się odwiedzie ich od tego zamiaru. Tak więc, nerwowo obciągając rękawy swetra, by zakryć swoje siniaki przed najstarszym z braci, wsunęła się do kuchni, a jej wielkie, zielone oczy przesuwały się od jednego rudzielca do drugiego. Oby nie doszło między nimi do żadnego spięcia. Naprawdę nie chciała znowu być świadkiem takiej sytuacji.
- Wszystko w porządku – powiedziała szybko, widząc ich spojrzenia. – Ja... Obudziłam się i usłyszałam głosy w kuchni.
Stanęła w progu, blada jak papier, choć z rozpalonymi policzkami, wymięta i z potarganymi włosami, niemal zapominając o tym, że chciało jej się pić. Skupiała się głównie na obserwowaniu swoich braci i mięciu brzegów rękawów.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   03.02.16 0:00

Może gdyby wiedział, że Barry tak opacznie rozumie zakres aurorskich obowiązków (czy naprawdę nie mógł pojąć, że są zbyt zajęci poszukiwaniem groźnych czarnoksiężników, by zająć się aresztowaniami Merlinowi ducha winnych, przypadkowych przechodniów? szczególnie, że nie wymagało to nieprzeciętnych kompetencji i należało raczej do zadań przedstawicieli magicznej policji), wysiliłby się na tłumaczenia. Powiedziałby, że naprawdę nie miał z tym nic wspólnego, że nawet próbował - fakt, nieudolnie - interweniować, ale nie mógł zrobić nic ponad patrzenie z rozżaleniem na szefa tłumaczącego raz za razem, że on też nie może wiele zdziałać.
Ale stał dalej, w milczeniu nie odrywając wzroku od brata; nieświadomie analizował każdy jego gest, mimowolne drgnięcie dłoni, uciekające spojrzenie, zawahanie czające się między krokami prowadzącymi go na zewnątrz. I urwane słowo, które rozpłynęło się, zanim zdążyło wypaść z rozchylonych ust Barry'ego.
Nie, nie chciał się kłócić.
Prawdę mówiąc, nie chciał kłócić się nigdy; znał lepsze formy wzajemnego udowadniania sobie, po czyjej stronie stoi racja, a niekończące się polemiki wcale nie musiały być podszyte nutą pogardy i niechęci. I zawsze dziwił się tym, którzy wywoływali kolejne konflikty, podżegali zjadliwość i ukrywali własne słabości pod grubą warstwą wymuszonego cynizmu.
Uśmiechnął się - lekko, odrobinę krzywo, ale szczerze.
- Jakoś dam sobie radę - bo zawsze dawał, przez poprzednie dziesięć lat każdego dnia udowadniał samemu sobie, że nie potrzebował stałej opieki niańki. Bo tuż po ukończeniu szkoły opuścił już rodzinny dom, by ruszyć do pracy, a za ciężko zarobione (marne) pieniądze wynająć gnijącą kawalerkę w jednej z dalszych dzielnic. Na ulicy, na którą strach było się zapuszczać po zapadnięciu zmroku.
Ale zanim zdążył zaproponować bratu, żeby zajął się sobą i własnym zmęczeniem sklejającym powieki - bo zegar nieubłaganie wskazywał nieprzyzwoitą godzinę, a każde tik tak wżerało się w umysł Garretta, przypominając mu, że właśnie odpływają kolejne sekundy potencjalnego snu - kiedy z przedpokoju dobiegł go cichy tupot zbliżających się kroków. Odwrócił głowę w kierunku źródła dźwięku, a jego rysy nagle złagodniały.
- Lyra - rzucił ciepło, kiedy tylko przemknęła koło niego, aby wejść do kuchni. Opuścił ręce dotychczas skrzyżowane na piersi, wysłał pytające spojrzenie Barry'emu, ale wyłącznie po to, by po chwili znów skupić się tylko na siostrze. - Dobrze się czujesz? - ale przecież wiedział, że nie; gdzieś podskórnie oczekiwał, że skłamie, powtarzając, że wszystko dobrze, ale to nie ukoiłoby jego trosk. Chciał, żeby powiedziała prawdę? Przecież to nie była jednak dobra pora na pogodną, krótkowzroczną pogawędkę o niesprawiedliwości czarodziejskiego świata i bezmyślności przedstawicieli prawa, grono których, notabene, w pewien sposób zasilał.
Kiedy zaczynał kurs, wszystko zdawało się prostsze.
Oni byli dobrzy, czarnoksiężnicy, których uparcie tropili - uosobieniem zła, wszystkiego, czym gardził. Ale wkrótce granice zaczęły się zacierać, a niekiedy podrzędni kryminaliści okazywali się nawet mniej groźni od urzędników zasłaniających się tarczą kruczków prawnych i bezsensownych dekretów wydawanych na lewo i prawo.
Wkraczanie w dorosłość ma ten minus, że świat - dotychczas skąpany wyłącznie w czerni i bieli - przywdziewa nagle całą skalę rozmytych, niejasnych szarości.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   03.02.16 0:40

Rudzielec nawet dzisiaj był w Ministerstwie u Notta i próbował coś zdziałać na własną rękę. No bo raczej nie zmieni zdania dotyczącego tego, kto jest winny za te aresztowania. Ministerstwo Magii. A czy to była czarodziejska policja, czy aurorzy, Barry nie widział w tym żadnej w sumie różnicy. Jeden jaki drugi zawód, zabiera złych i usadza w aresztach. Nie rozumiał tej różnicy pomiędzy nimi i chyba nigdy nie pojmie do końca. Ale to jego wina, że ministerstwo kształtuje siebie i swych pracowników w ten sposób? Że obrało teraz drogę wojny, albo próby obrony przed nieuniknioną wojną? Nawet na Nokturnie czasem czuć, że wojna się zbliża, lecz Weasley nie mógł do końca stwierdzić, pomiędzy czym. A teraz to już kompletnie nie wie, przeciwko komu Ministerstwo chciałoby walczyć. Przeciwko Grindelwaldowi? Jak go chcą pokonać, skoro Dumbledore nie żyje? Kto według nich, jest godnym zastępcą szanowanego przez większość, jeśli nie przez wszystkich, maga? Obecna Minister Magii? To chyba jest jakaś kpina. Niech ujawnią swego kandydata do walki z czarną magią. Bo na razie, to widzi same dziury, których nie wie jak zapełnić.
Tak samo nie wie, jak rodzeństwo zapełnić niektóre kłamstwa tak, aby sto razy powtórzone okazały się prawdą. Wieczorowa praca - okej. Uwierzyli w jego kłamstwa dotyczące wieczorowego uczenia się. Wszelkie jego późne powroty albo powrót następnego wieczora - też dało się ich z łatwością zmanipulować. Ale teraz przychodziło jemu trudniej z kłamaniem, szczególnie po ostatnim wydarzeniu. Jak ma ich przekonać, że już wszystko uporządkował, ale nadal nie mogą się widywać? Ani że nie może nadal wrócić do nich? No i najważniejsze - przeprosić tak brata, by nie zaczął węszyć. Najbardziej się obawiał właśnie tego, że Garrett mógłby chcieć skontrolować, co się dzieje lub działo u niego. Albo że przyjdzie do niego Skamander i wszystko, a raczej większość jemu wyśpiewa.
- Jak uważasz.- przytaknął głową. Nie będzie nic na siłę wymuszać czegokolwiek od Garretta. Wie, że jest samodzielny i że da radę, ale jak długo on to pociągnie? Jak długo da radę dźwigać swój ciężar na samotnych barkach? Barry nie znał wszystkich tajemnic swego brata, ale i one kiedyś przytłoczą Garretta. Barry już sam czuł na swoich barkach ogrom tajemnic i kłamstw rzuconym rodzeństwu, a najgorsze było to, że bał się powiedzieć prawdy. A raczej bał się tego, co się potem stanie, gdy odkryje swoje karty. I większy strach ma chyba przed wrogami, niż przed Garrettem czy Samuelem. W końcu oni znają się na czarnej magii, czego nie mógł dopasować do obu aurorów.
Chciał już skierować się do wyjścia i ba nawet wykonał w tamtą stronę krok, gdy usłyszał czyjeś kroki. Spojrzał wpierw na siostrę, potem skrzyżował swe spojrzenie z bratem i ponownie jego wzrok skierował się na Lyrę. Czemu ona nie śpi? Miała przecież odpoczywać. Eh, te dziewczyny. No ale cóż, Barry rzucił w jej stronę łagodny uśmiech.
-Widzisz Lyra, mówiłem że się nie pokłócimy. A teraz powinienem iść i dać Wam spokój. Sam jestem zmęczony, a nie chcę sprowadzać na was więcej kłopotów tego wieczora.- powiedział kierując ostatnie słowa w stronę brata. Chyba zrozumiał, nawet po krótkiej chwili domysłu, o co jemu chodzi, prawda? Raz, nie chciał znów się kłócić z Lyrą. Dwa, nie chciał ryzykować, że kolejny list tutaj mógłby przylecieć. Tłumaczył w liście Garrettowi, że ich spotkania są niebezpieczne. Może zrozumie, że Barry chce dbać o ich bezpieczeństwo i dlatego uciekł aż na Nokturn. - Mam nadzieję, że wrócisz szybko do zdrowia i może spotkamy się na balu u Avery'ego. Garry...- rzucał ostatnie słowa, lecz nie wiedział, co powiedzieć swojemu bratu. Trzymaj się? Daj znać, kiedy Lyra znów w coś się wplącze? Postanowił nic nie mówić mając nadzieję, że brak słów odzwierciedli to, co chciałby przekazać bratu, a siostrze może niekoniecznie. Zaraz potem założył kaptur na głowę nie chcąc być rozpoznany przez żadnego z przechodzi poprzez kolor włosów. Skierował swe ostatnie spojrzenia na rodzeństwo, po czym wyszedł na ulice Londynu, na które spadał zimny deszcz. Przez chwilę zadrżał z zimna, jakie go uderzyło po wyjściu na zewnątrz, po czym ruszył do opustoszałego mieszkania, skąd z cichym trzaskiem teleportował się do własnego mieszkania.

zt ?





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f280-norfolk-dworek-na-wschodnim-wybrzezu http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   03.02.16 17:18

Bracia zauważyli jej przyjście. Dostrzegła, że ich spojrzenia zwróciły się w jej stronę, a rysy twarzy złagodniały. Ale może chcieli ukryć w ten sposób prawdziwe emocje, które się w nich kłębiły, kiedy, po raz pierwszy od sierpnia, ponownie spotkali się w tej maleńkiej kuchence? Zmieszała się nieco, może przez krótki moment żałując, że opuściła sypialnię i tu weszła, zamiast po prostu zapomnieć o swoim lęku przed koszmarami i spróbować ponownie zasnąć. Teraz bała się nieuchronnych pytań o samopoczucie, obawiała się nadopiekuńczości i zapowiedzi odesłania jej do domu matki. Szczególnie tego ostatniego – bardzo nie chciała wracać, kiedy wiedziała, że to w Londynie miała większe szanse na rozwój, niż w biednym domku na odludziu.
Powoli podniosła wzrok na Garretta. Miała ochotę podejść i wtulić się w niego, ukryć niezdrowo zarumienioną twarz w przodzie jego koszuli, jak to robiła, kiedy była młodsza, ale nagle coś ją powstrzymało. Sama nie wiedziała, co to było, ale zamarła w pół kroku, stojąc pośrodku pomieszczenia.
- Tak, dobrze. Przyszłam się tylko napić... A potem znowu spróbuję zasnąć. – znowu skłamała. Ręce znowu zaczęły nerwowo przygładzać rękawy, zupełnie jakby ją to uspokajało. – Naprawdę nie musicie się zamartwiać. Najważniejsze... że to już się skończyło i mogłam wrócić do domu.
Zdumiewające, jak wiele razy okłamywała brata odkąd u niego zamieszkała, zawsze w jak najlepszych intencjach. A nawet wcześniej; właściwie to od czasu swojego wypadku w zeszłym roku musiała nauczyć się ukrywać swoje prawdziwe samopoczucie, nie okazywać przed bliskimi momentów, gdy cierpiała, bo wiedziała, że to by ich tylko martwiło. Ciągle naiwnie łudziła się, że robi to dla dobra braci, szczególnie wiecznie zafrasowanego Garretta. Najstarszy z nich nawet teraz wyglądał na wykończonego, prawie zasypiającego na stojąco. Pewnie miał kolejny pracowity dzień w pracy, może nawet uczestniczył w całej akcji z wdrażaniem nowego dekretu? Tego nie wiedziała.
Gdy odezwał się Barry, przeniosła wzrok na niego, już otwierała usta, by coś powiedzieć, by zapewnić, że da sobie radę i podziękować mu za przyjście do niej, jednak on szykował się już do wyjścia. Miała ochotę go zatrzymać, ale ostatecznie wykrztusiła tylko:
- Dzięki, Barry. I do zobaczenia.
Patrzyła z żalem, jak wychodzi, jak wraca do swojego życia coraz bardziej oddalającego się od życia reszty rodziny, słyszała jeszcze jego oddalające się kroki dobiegające z klatki schodowej. Nie wyszła za nim. Została. Jak wtedy w sierpniu, choć tym razem okoliczności były inne. Znowu była sama z Garrettem, ale przez chwilę milczała, jakby rozważając w myślach ostatnie minuty.
- Martwię się o niego – powiedziała nagle. Bystre, zielone oczy znowu zwróciły się na najstarszego brata. – Wyglądasz na wykończonego. Mam nadzieję, że i ty dobrze się czujesz. Może powinieneś się położyć?
Jednak dobrze wiedziała, że nie tylko ona miała tendencję do drobnych kłamstw dla większego dobra. Więc nawet nie liczyła na szczerą odpowiedź. Tak naprawdę każde z ich trójki miało swoje tajemnice, którymi nie chciało obarczać pozostałych, zupełnie inaczej niż w dzieciństwie, kiedy mogli zwierzać się ze swoich (wówczas bardziej błahych) problemów. Westchnęła tylko smętnie i nalała sobie wody do szklanki, po czym usiadła przy stole i zaczęła ją powoli sączyć, ostrożnie trzymając naczynie obiema dłońmi. Wciąż drżały, więc obawiała się upuszczenia szklanki, zaciskała na niej pobielałe palce, a chłodna ciecz przynosiła ulgę zeschniętemu gardłu i spierzchniętym wargom. Nie spieszyła się.
- Może ty wiesz, dlaczego to się dzisiaj stało? Mówili coś w ministerstwie? – zapytała nagle, mimo swojej niechęci do rozmyślania o pobycie w Tower, nie mogąc uniknąć pokusy zapytania Garretta, czy coś więcej wiedział. – Och, Garrett. Mam nadzieję, że wszystko wróci do normy i nic więcej się nie wydarzy. Naprawdę nie chciałabym znowu trafić tam z powodu byle błahostki. To miejsce jest... straszne.
Wzdrygnęła się, a końcówki jej włosów na moment zmieniły kolor. Obawiała się tych zmian, które mogły nastać, tego, że wystarczyło znaleźć się w złym miejscu i czasie, by znowu przejść takie nieprzyjemności jak dzisiaj.
Może, zamiast go zagadywać, powinna pozwolić, by odszedł do siebie i poszedł spać? Nie powinna zabierać mu tego tylko dlatego, że sama bała się znowu zasnąć. Ale podświadomie naprawdę pragnęła tego, by podszedł i przytulił ją jak w dzieciństwie, i powiedział, że wszystko będzie dobrze.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   05.02.16 23:49

Jego spojrzenie mimowolnie powędrowało do rękawów siostry, jednak nie powiedział nic; może nie szukał odpowiedzi na pytania, może ich unikał, a może po prostu się bał tego, co mógłby usłyszeć. Lub czego by nie usłyszał. Milczenie było bezpieczne, a niewiedza - komfortowa dla obu stron.
Ale mimo wszystko patrzył na nią z troską, jak na dziecko, które spotkało wiele krzywd - bo właśnie nim była, podlotkiem, który, opuszczając szkolne mury, nieco zbyt brutalnie zderzył się z nieszczędzącą okrucieństw rzeczywistością. Z drugiej strony to zabawne; w jej wieku był już samodzielny, utrzymując nie tylko siebie i rozpadające się mieszkanie, ale też wszystkich wkoło. Nie chciał udawać bohatera, zbawcy rodziny, herosa, którym wcale nie był (i za którego, broń Merlinie, nigdy się nie uważał), ale gdy patrzył na siostrę, zastanawiał się, czy to jego życie zmusiło do zbyt szybkiego dorośnięcia, czy to ona zdecydowała się dłużej żyć bez trosk.
Zaraz wbił spojrzenie w brata; uniósł jeden z kącików ust, tak lekko, że niemal niespostrzeżenie. Skinął głową, Barry nie musiał kończyć - Garrett wiedział, jak wiele miał na myśli i jak trudno przyszłoby mu wypowiedzenie tego na głos.
Wbrew pozorom, rozumiał.
Patrzył jeszcze, jak odchodzi, oczekując jakichkolwiek emocji: wyrzutów sumienia? żalu? troski? obaw? Ale nie poczuł nic i chciałby zrzucić to na karb zmęczenia, tego przeklętego wyczerpania, które wciąż chciało zacisnąć mu powieki, pogrążyć w upragnionym śnie, o którym marzył od dłuższego czasu. Chciałby zrzucić to na karb świata, nie przyznając się przed samym sobą, że odcinał się od emocji, bo być może zamykał umysł odrobinę zbyt mocno. A przecież wiedział, jakie przyniesie to skutki; zagłębiał się w księgi otrzymane od Colina aż nadto dokładnie, wczytywał się w kolejne wersy, zagłębiał między literami, niemo powtarzał przeczytane zgłoski w umyśle. I ćwiczył, wciąż ćwiczył, nie przestając nawet na chwilę - w domu, w pracy, w momencie obudzenia i tuż przed snem, wtedy, gdy tępo wpatrywał się w uliczny gwar za oknem, układając myśli.
Drgnął, kiedy dobiegł go głos Lyry; spojrzał na nią, dopiero teraz uświadamiając sobie, że zawiesił spojrzenie gdzieś w nieokreślonej kuchennej przestrzeni.
- Też się martwię - i, co najgorsze, nie wiedział już, czy kłamie, czy nie, a słowa naturalnie spłynęły mu z ust - zupełnie jakby jego wargi zostały wykrojone tylko po to, by głosić peany na temat dobroci jego serca. - Ale jeszcze bardziej martwię cię o ciebie. Miałaś koszmary? - spytał, choć równie dobrze mógłby stwierdzić oczywistość. - I fakt, jestem odrobinę - odrobinę - zmęczony.
Krótka, ulotna chwila ciszy.
- Nastawię wodę na herbatę.
Bo przecież wiedział, że nie odejdzie do łóżka bez najkrótszej rozmowy.
Nie czekając na odzew, wstał, by postawić mosiężny czajnik na gazowej kuchence - mugolskim wynalazku, choć niezwykle przydatnym. Który nigdy nie pojawiłby się w tym mieszkaniu, gdyby Margaux nie przyłożyła do tego ręki, upierając się, że nie wyobraża sobie gotowania wyłącznie za pomocą magii. Wkrótce on też nie umiał sobie tego wyobrazić - dlatego teraz otworzył szafkę, by wyjąć z niej zapałki i ręcznie rozpalić ogień w bardzo nieczarodziejski sposób.
- Minister Magii wydała nowy dekret - rzucił, opierając się tyłem o blat szafki i znów krzyżując ręce na piersi. - Od dzisiaj - i szybkie spojrzenie na zegar; było już po północy - od wczoraj nie można czarować na Pokątnej i w Hogsmeade. Najlepiej by było, gdybyś na parę dni odpuściła sobie malowanie - bo to nie jest bezpieczne miejsce, Lyra; ba, Londyn nie jest bezpieczny, magiczny świat nie jest bezpieczny, wszystko się pierdoli - ale nie powiedział niczego na głos. - Ale nie umiem odpowiedzieć ci na pytanie, dlaczego. Ani po co.
W ciszy obserwował, jak zmieniają się końcówki jej włosów, jak z przerażeniem opowiada o potwornych wydarzeniach minionego dnia. Dopiero teraz zorientował się, że oparł głowę o blaszany okap i w tym momencie zagwizdał czajnik, ostatecznie wybudzając go z drzemki, w którą nawet nie zdążył zapaść.
- Nie martw się, nie trafisz - ale jak mógł to zagwarantować?




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f280-norfolk-dworek-na-wschodnim-wybrzezu http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   06.02.16 11:21

Nigdy nie musiała tak szybko dorastać. Starsi bracia w pewnym sensie przetarli jej szlaki, nie musiała też mieszkać sama (co zresztą nie uchodziłoby w przypadku samotnej młodej dziewczyny, to raz, a dwa – za dotychczasowe zarobki z malowania nie byłoby jej stać nawet na maleńką klitkę), a mogła zatrzymać się u Garretta, posiadającego już ugruntowane dorosłe życie w Londynie. Gdyby to ona była najstarszą, wszystko mogłoby wyglądać inaczej, pewnie zresztą od dawna byłaby mężatką, może nawet miałaby własne dzieci... Ale nie była. Ta niewdzięczna rola spoczęła na Garretcie, który miał na głowie nie tylko wymagającą pracę, ale też wszystkie problemy rodzinne: z rodzeństwem, z odnalezionym ojcem... Był podporą, bez której to wszystko z pewnością szybko by się zawaliło, bo jednak trudno było jej sobie wyobrazić, by ona czy Barry potrafili wziąć na siebie równie wielki ciężar.
Słysząc pytanie, które wydostało się z jego ust, zawahała się.
- Tak – przyznała w końcu, a przez jej bledziutką, zmęczoną twarz przebiegł cień. Wreszcie prawda, przyznała wprost, że jej koszmary wróciły. Wystarczyło kilka godzin w Tower, żeby znowu zagnieździć w jej umyśle starannie wypierane wspomnienia z lipca. Zimne korytarze, "rozmowa" z aurorem, Nokturn, martwy Wood i bezwzględne oczy Melanie Karkarov znowu ją nawiedziły. – Znowu śni mi się... Tamten dzień. I ta okropna, zimna cela w podziemiach.
To było straszne, pozbawione kolorów i światła miejsce. Nie zazdrościła czarodziejom, którzy lądowali tam na dłużej, skoro na nią już kilka godzin miało tak zły wpływ, wytrąciło ją ze zwykłej równowagi i wpędziło w narastający lęk.
Obserwowała go dyskretnie, wciąż siedząc przy stole. Nawet w mdłym świetle kilku mizernych świec widziała cienie pod jego oczami, poszarzałą skórę, zmierzwione włosy i zmęczenie w ruchach. Jak miałaby się nie martwić, skoro tak wiele na siebie brał? Jak miała nie czuć się winna, że pozbawia go kolejnych cennych minut snu, na który przecież zasługiwał i którego potrzebował?
Już miała mówić, że to nie jest konieczne, ale Garrett i tak zajął się przygotowywaniem herbaty. Odpuściła, czując, że i tak niewiele wskóra w kwestii wygonienia go do łóżka bez wcześniejszej rozmowy. Pozostało jej więc obserwować wykonywane przez niego po mugolsku czynności, co zapewne było pozostałością po dawnym związku z mugolaczką, i słuchać tego, co miał do powiedzenia o dekrecie, a jej palce bezwiednie gładziły brzegi pustej już szklanki.
- To wszystko jest naprawdę dziwne. Zakaz czarów w najbardziej magicznych miejscach w Anglii! – westchnęła, niespokojnie pocierając policzki. – Nigdy bym na to nie wpadła, więc kiedy nagle wyprowadzono nas z Eilis ze sklepu... Byłam w kompletnym szoku.
Miała nadzieję, że w końcu się coś wyjaśni. Może Daniel dowie się czegoś ciekawego? Bo Garrett, nawet jeśli dowie się więcej, pewnie nie będzie chciał jej martwić.
- Dobrze, braciszku – zadziwiająco łatwo go posłuchała; nie miała ochoty przez najbliższe dni wystawiać nosa zza drzwi mieszkania. – Nie będę tam na razie chodzić. Poczekam, aż... ta sytuacja trochę się uspokoi. Będę malować tutaj, w swoim pokoju.
W końcu bezpośrednio po wydaniu dekretu znowu mogły przydarzyć się kolejne łapanki. Lepiej zrobi, zostając w domu. Musiała wypocząć, dojść do siebie... Zwłaszcza że za trzy dni miał odbyć się bal, na który zaprosił ją narzeczony. Który pewnie nawet nie miał pojęcia o jej dzisiejszej „przygodzie”.
- Ale będę musiała udać się na bal do Averych – rzekła po chwili, wzdychając cicho i prostując się nieznacznie, przeciągając zmęczone ciałko, by po chwili znów zgarbić się i oprzeć łokciami o blat. – To miało być moje pierwsze wspólne wyjście z Glaucusem, z pewnością na mnie liczy i nie mogę go zawieść.
Lyra miała to do siebie, że czasem za bardzo próbowała zadowolić wszystkich dookoła. I trudno byłoby jej odmówić Glaucusowi, tym bardziej, że wtedy musiałaby opowiedzieć mu o swoich lękach i obawach. Tego nie chciała, chyba wolała udawać, że nic się nie stało.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   08.02.16 19:52

Nie skomentował słów siostry, jedynie patrząc na nią uważnie, z pewnym zastanowieniem, troską i dużymi pokładami skupienia; nie był pewien, czy więcej uwagi przykuwał do starannego wsłuchiwania się w słowa, czy utrzymywania powiek otwartymi. Potrzebował kofeinowego uderzenia; przez chwilę rozważał nawet użycie magii, by szybciej podgrzać gotowaną wodę, ale połączenie czarów z wszelakimi prawami fizyki kończyło się niekiedy wybuchami (szczególnie w jego wypadku), a teraz - w środku nocy, w środku tygodnia, w środku apogeum zmęczenia - wolałby tego uniknąć.
W końcu drgnął, gdy czajnik zagwizdał. Po krótkiej zabawie z liśćmi herbaty, porcelanową cukiernicą (którą otrzymał od matki w prezencie na nową drogę życia - trzymała się w całości tylko i wyłącznie dzięki dwukrotnemu użyciu zaklęcia reparo) i zmielonymi wcześniej ziarnami kawy postawił jeden z kubków przed siostrą, a drugi po przeciwległej stronie stołu, gdzie zaraz usiadł, dość niekulturalnie opierając oba łokcie o blat.
- Może to nie było bezpodstawne - zaproponował, odgarniając z oczu ten jeden jasny kosmyk, który wyrwał się z ciasnego kucyka i postanowił wplątać się pomiędzy jego rzęsy. - Mam na myśli dekret, a nie aresztowania; może wydarzyło się coś, o czym Ministerstwo nie chce mówić nawet aurorom - choć to absurdalne - a wolą zachować pełne środki ostrożności - bo tak naprawdę po jego głowie od samego początku obijała się jedna myśl: Grindelwald, nieważne, czy w tym równaniu odgrywał rolę pośredniej przyczyny czy nikczemnego sprawcy.
Pozostawało pytanie, jak: niespodziewanie wyrwał się ze Szkocji, za następny cel upatrując sobie podbicie Anglii? zajął Ministerstwo, co uszło uwadze wszystkich pracowników?
Och, Weasley, popadasz w paranoję.
Ale gryzła go niewiedza, drażniła, łaskocząc w ten okrutny, wcale nie zabawny sposób; skrzywił się ledwo zauważalnie, unosząc kubek z parującą kawą do ust. Naturalnie oparzył się - nieświadomie (lub względnie świadomie? cóż za masochizm) robił to za każdym razem, jakby nie potrafiąc odczekać najkrótszej chwili bez upewnienia się, czy wrzątek na pewno jest gorący.
Niedbale przetarł kciukiem dolną, palącą wargę, a porcelanowy kubek znów stuknął o blat.
- Nie wiem, naprawdę nie wiem - dokończył urwaną myśl, lecz tylko po to, by zaraz ze zdziwieniem, ale też złością zmarszczyć brwi. - Chwila, Eilis też tam była? - bo tylko tego brakowało mu, cholera jasna, do szczęścia; co za okrutne zrządzenie losu spowodowało, że wszyscy wkoło - szczególnie ci, którzy nie przekroczyli magicznej granicy dwudziestu lat - wędrowali w przeciągu ostatnich miesięcy do celi częściej, niż on przez całe życie?
Niezłomny Godryku, co to za komasacja nieszczęść?
- Tak chyba będzie lepiej - ale nie miał serca jej powiedzieć, że wspomniane póki sytuacja się nie uspokoi może potrwać całą wieczność.
Długo nie wytrzymał; wyjął różdżkę, by, stukając nią o porcelanę, ostudzić kawę - gdy para rozproszyła się, otoczył kubek dłonią i upił łyk. Lekko uniósł kącik ust, gdy skupiał się na smaku goryczy, a moralizatorskie słowa Eilis obijały mu się po czaszce (nie pij kawy, kofeina to zło, nie rób tego, Garrett) - trudno jednak było nazwać to uśmiechem.
- Na śmierć zapomniałem o tym balu - mruknął z niezadowoleniem, bo też powinien się na niego wybrać; nie wiedział jednak, czy oglądanie twarzy w pełni gardzących nim, jego rodziną i wyborami życiowymi arystokratów było właśnie tym, czego potrzebował najbardziej. I, przede wszystkim, oglądanie twarzy tego pierdolonego zdrajcy, którego chętniej potraktowałby najgorszymi zaklęciami niż wysyłał mu przyjazne, wymuszone półuśmiechy godne nienagannego szlachcica. - Ale patrząc na to, że z celi szybko wypuszczono arystokrację, raczej nic ci tam nie grozi.
Pobożne życzenia, ale czy mógł zaoferować siostrze cokolwiek oprócz pustych słów?




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f280-norfolk-dworek-na-wschodnim-wybrzezu http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   09.02.16 11:07

Patrzyła, jak brat stawia na stole dwa kubki; jej wypełniony gorącą, pachnącą herbatą, jego kawą. Wciągnęła mieszającą się, przyjemną woń, ostrożnie obejmując dłońmi swój kubek i ogrzewając zziębnięte dłonie. Ile razy tak siedziała z Garrettem przy stole, kiedy wracał z pracy, a ona, na miarę swoich możliwości przygotowywała mu coś do zjedzenia i picia? Oczywiście, nie miała do tego talentu, ale jej eksperymenty coraz częściej nadawały się do spożycia, i to nie tylko kanapki. Chyba kiedyś powinna poprosić Eilis o naukę pieczenia i gotowania, wypadałoby popracować nad umiejętnościami, zanim zostanie żoną Glaucusa (choć ta myśl nadal była dla niej tak dziwaczna).
Kiedy się odezwał, znowu uniosła brwi. Co takiego działo się w ministerstwie, skoro nawet aurorzy nie zostali w to wtajemniczeni? To było dziwne, bardzo dziwne, i zarazem budzące w delikatnej nastolatce niepokój. Czy wydarzyło się coś niezwykłego, co umknęło uwadze zwykłych bywalców Pokątnej? Lyra pojawiała się tam prawie codziennie, jednak poza tym, że zmieniła się pora roku, żadnych innych zmian przez ostatnie miesiące nie odnotowała.
- Zastanawiam się, co to mogło być – rzuciła, obserwując brata znad swojego kubka; pierwszy łyk herbaty oparzył jej usta, więc kolejny wysączyła już znacznie ostrożniej. – Powiesz mi, jeśli dowiesz się czegoś więcej? Chciałabym wiedzieć, dlaczego teraz za nawet najbardziej niewinne użycie magii grozi mi wylądowanie w tej okropnej celi.
Czuła jednak, że Garrett będzie chciał ukryć przed nią wszelkie nieprzyjemne fakty, woląc utrzymywać ją w ulotnej bańce słodkiej, błogiej niewiedzy.
Westchnęła, znowu zaczynając przygładzać włosy i przywracając im jednolicie rudy kolor. Może z początku nieco zdziwiło ją pytanie o pannę Sykes, jednak szybko przypomniała sobie, że Garrett również ją znał.
- Tak, niestety. Eilis, Daniel, Hereward, Eileen... I wielu innych, szybko zapełnili całą celę czarodziejami, którzy pewnie pojawili się w złym miejscu i czasie tak jak my – wyjaśniła, wymieniając te osoby, których imiona Garrett znał. – Byłyśmy razem w Hogsmeade, no wiesz, chciałyśmy powspominać stare, szkolne czasy... I wtedy oni się tam pojawili, wyprowadzili nas z Miodowego Królestwa i zabrali ze sobą. Eilis też została już wypuszczona, mam nadzieję, że wróciła bezpiecznie do domu, jutro... to znaczy, dzisiaj rano muszę do niej napisać.
O ile nie była urażona o jej pomysł z wyprawą do Hogsmeade, podczas której zostały złapane. W każdym razie, pokrótce streściła bratu okoliczności ich wypuszczenia, wiedząc, że Garrett nikomu nie powie, za sprawą jakiego podstępu Eilis szybciej odzyskała wolność i nie musiała nadal tkwić w tej paskudnej celi. W której pozostało kilku innych czarodziejów, w tym dwójka jej byłych nauczycieli, były uzdrowiciel oraz znajomy z Pokątnej, i Lyra miała nadzieję, że i dla nich sprawa zakończy się pomyślnie.
Upiła kolejny łyk herbaty, która powoli stygła, jednak wciąż wydzielała ten cudowny zapach kojarzący się przyjemnie z domem i tymi wszystkimi wieczorami, kiedy jeszcze mieszkając u mamy, siadała przed kominkiem z kubkiem herbaty i książką bądź szkicownikiem.
Mimo całego stresu, o nadchodzącym balu łatwiej jej było mówić niż o dzisiejszej „przygodzie”.
- Trochę się tego obawiam, braciszku, to będzie spora presja. Z jednej strony to pierwsze wyjście z Glaucusem, a z drugiej... Tam na pewno będzie lady Avery, chcę... muszę przed nią dobrze wypaść, jeśli liczę na zaproszenie do udziału w listopadowym wernisażu w galerii sztuki. – Garrett z pewnością wiedział, jak marzyła o wernisażu i jak wielką szansę w nim widziała. Bo w przeciwieństwie do braci, którzy unikali salonów, Lyra czuła, że musi udzielać się towarzysko, jeśli chce zostać prawdziwą, uznaną malarką, i zależało jej na tym, by nie postrzegano jej jako biednej, niewartej uwagi Weasleyówny, a jako kogoś, kto ma talent i zasługuje na miejsce pośród nich. - Glaucus nawet nie wie o tym, co się dzisiaj stało. Przez te parę dni muszę ochłonąć... I mieć nadzieję, że wszystko pójdzie pomyślnie.
Garrett pewnie bywał już kiedyś na balach, choć Lyra zdawała sobie sprawę, że raczej za nimi nie przepadał, miał inne priorytety niż błyszczenie na salonach. Na których zresztą na Weasleyów nie patrzono szczególnie przychylnie, może nie licząc kilku rodów, z którymi pozostawali w pozytywnych stosunkach.
Niemniej jednak, mimo wszystko była wdzięczna bratu za próby uspokojenia i pocieszenia jej po doświadczeniach dzisiejszego dnia, nawet jeśli robił to wszystko kosztem własnego wypoczynku, który wciąż odwlekał, siedząc przy niej i rozmawiając z nią. Trudno byłoby sobie wyobrazić wspanialszego brata, nawet jeśli czasami jego nadopiekuńczość wydawała się nieznośna.
- Mam nadzieję, że już nie będę mieć kolejnych koszmarów. - Spojrzała przelotnie na okno, za którym nadal trwała ciemna noc, zmącona jedynie nikłym blaskiem ulicznych latarni. Niedługo znowu będzie musiała zmierzyć się ze snem.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   11.02.16 10:22

Wypuścił ciężko powietrze, a jego spojrzenie mimowolnie zawędrowało do wiszącego na przeciwległej ścianie zegara; wskazówki zbyt ochoczo pokonywały kolejne okrążenia, a miarowe tykanie doprowadzało go do szału - odwrócił więc wzrok, spoglądając najpierw na kubek wykonany z barwionej na ciemno porcelany, a zaraz potem na siostrę. Wyrozumiale. Ciepło. Nie był pewien, czy na kogokolwiek innego potrafił tak patrzeć.
Nie teraz, kiedy wszyscy wkoło zawodzili go na każdym kroku i utwierdzali bezlitośnie w przekonaniu, że w (przedwojennej?) rzeczywistości zaufanie zyskiwało miano towaru deficytowego. Od zawsze zdawało mu się, że starannie dobiera przyjaciół i sojuszników, choć ci z niewyjaśnionych przyczyn - podskórnie wyczuwali jego umierającą z każdym kolejnym oddechem bezkrytyczność? - licznie do niego lgnęli. A asertywność na poziomie ujemnym oraz zdrowy rozsądek skrupulatnie przyduszany grubą powłoką ufności (do której nawoływał Dumbledore: gdzie miał oczy, tak dużą odpowiedzialność składając w dłoniach osób, które były gotowe zawierzyć życie zdrajcom? dlaczego pozwolił im się sparzyć?) powodowały, że notorycznie zatapiał się w metaforycznym oceanie beznadziei, który nie miał ani brzegu, ani dna.
- Nie snujmy domysłów - zaproponował łagodnie, znów zmuszając się do spojrzenia na blat zegara: zafascynowany natarczywym ruchem wskazówek, za pierwszym razem nie zanotował odczytanej godziny. - Wkrótce wszystko powinno się wyjaśnić.
W uspokajaniu innych był lepszy niż w przytłumianiu własnych wątpliwości; naprawdę zależało mu na tym, żeby Lyra zaznała choć kilku godzin spokojnego snu. Zasługiwała na to.
- Co za bezsens - mruknął cicho, kiedy doszły go słowa siostry. A w sercu na nowo rozkwitał lęk - co, jeśli jego obawy miały opuścić strefę uciążliwych hipotez? Co, jeśli miały się spełnić, nie rozmywając zbliżającego się widma wojny, a zaostrzając je, brutalizując, natężając do skali całego magicznego świata? Już jedną wojnę przeżył, nie chciał kolejnej - nawet jako naoczny obserwator (a ile miał wtedy lat, kilkanaście?) dostrzegał jej bezsens, a teraz przyszło mu przywdzianie wojennych barw i rzucenie się w wir walki o lepsze jutro.
O ironio. Gdy był młodszy, marzył o zbawianiu świata, a z każdym kolejnym rokiem coraz bezwzględniej zdawał sobie sprawę z tego, że był tylko nic nieznaczącym pionkiem. A morale sięgały mulastego dna.
Kolejny łyk rozlał mu się po ustach - legendy o pobudzających właściwościach pojedynczej filiżanki kawy już dawno włożył między pokryte warstewką kurzu mity; jeśli coś miało mu pomóc, to chyba tylko litr czystej kofeiny podany dożylnie. Najwspanialsze rzeczy traciły moc przy pochopnym i nadmiernym użytku; Garrett wiedział o tym odrobinę zbyt dobrze.
- Na pewno nie będzie źle - a przynajmniej dla niego nigdy nie było; nawet jeśli stronił od przyjaznych uśmiechów, ścisków dłoni i z pozoru niewinnych pogawędek, w których każde słowo było politycznym podtekstem bądź ubliżającą mu aluzją (i wypadało udawać, że się ich nie rozumie), to wszystkie obyczaje doskonale łagodziło Toujours Pur polewane hektolitrami. Był w stanie przełknąć nawet (niedosłownie) te przeklęte, alegoryczne żmije zatopione w wystawnych butelkach, a rozkoszny smak był niemalże wart tych wszystkich towarzyskich bolączek, do których zmuszała go błękitna krew. - Może akurat zostaniesz tym legendarnym Weasley'em, który przepada za arystokratycznymi spędami.
Chociaż do tego musiałaby się wykazać wyjątkową cierpliwością, odpornością na nieprzyjemności ze strony lepszych rodów bądź błogą niedomyślnością.
On sam się do tego nie nadawał - doskonale zdawał sobie z tego sprawę już od swojego pierwszego sabatu, na którym od sztucznych, teatralnych uprzejmości dostał szczękościsku. A nieprzychylne uwagi sypały się zewsząd: czy to w postaci kpiących półuśmieszków, szeptanych pytań, kto wpuszcza zdrajców krwi na bankiety, czy starannie zawoalowanych, pozornie niewinnych uwag - wszystkie piekły tak samo mocno, wgryzając się w wypracowywaną od lat pewność siebie i zgniatając ją brutalnie, krusząc, dewastując i rozbijając w drobny mak.
I tak w ledwie siedemnastoletnim chłopcu narodziła się nienawiść do wszystkiego, co szlacheckie.
- Jeśli chcesz, mogę cię umówić na spotkanie z jakimś uzdrowicielem - rzucił, choć nie sądził, żeby się zgodziła; niechęć do szpitali mieli chyba we krwi. - Albo poproś Eilis, może sporządzi ci jakiś eliksir umożliwiający spokojny sen.
W końcu jemu co najmniej raz dziennie oferowała swoje alchemiczne usługi. Zazwyczaj odmawiał - tak samo jak nie wierzył altruistycznym zapędom magomedyków, to nie przepadał za eliksirami. Ich zapachem, ich nagłym, często niespodziewanym działaniem i tym, jak łatwo było zmienić je w śmiertelną truciznę.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f280-norfolk-dworek-na-wschodnim-wybrzezu http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Kuchnia z jadalnią   11.02.16 23:11

Drobne, kruche dłonie wciąż obejmowały kubek. Ciepło bijące od cieczy tkwiącej między porcelanowymi ściankami rozgrzewało zziębniętą skórę. Jak długo będzie dokuczać jej ten chłód, tak dojmująco przypominający o zamknięciu w tamtej podłej celi? Jak długo potrwają noce pełne koszmarów? Tego nie wiedziała.
Nawet nie zauważyła, kiedy rękaw jej okrycia zsunął się nieco, znowu odsłaniając siniaki. Wciąż skupiała się przede wszystkim na tym cudownym cieple, którego nie było jej wcale za wiele po „atrakcjach” dzisiejszego dnia.
- Mam nadzieję, braciszku. Mam nadzieję – szepnęła; dłonie uniosły kubek i wysączyła kolejny łyk. Mówiła zarówno o kwestii rozwiązania sytuacji z dekretem i łapankami na ulicy, jak i o nadchodzącym balu. O pierwszej chciała zapomnieć, o drugiej – przetrwać jak najlepiej.
- Dla mnie to zupełnie nowy świat, inny niż bezpieczne mury Hogwartu – wyznała. Choć z tymi bezpiecznymi to też różnie bywało, jak przekonała się pod koniec szóstego roku. – Pierwsze kroki w dorosłym życiu, czas, by zacząć nabywać obycia towarzyskiego i zrozumieć te wszystkie zawiłości. Choć niektóre rzeczy przyszły tak szybko i niespodziewanie...
Zerknęła na pierścionek zaręczynowy błyszczący na jej palcu. Ślub z Glaucusem zapewne był kwestią miesięcy, w końcu był sporo starszy i zapewne ponaglano go, żeby jak najszybciej się ustatkował.
Oczywiście, i ona zetknęła się z uprzedzeniami. Spojrzenia pełne pogardy i politowania, kąśliwe uwagi na temat jej wyglądu i skromnych strojów... Szczęśliwie były to odosobnione przypadku, bo niektórzy wydawali się chyba sądzić, że Lyra ma szanse na wżenienie się w dobry ród i przybranie innego nazwiska, które choć częściowo zamaskuje jej ewidentne bycie biedną Weasleyówną. Czy przejmowała się tym wszystkim? Oczywiście. Była w końcu bardzo wrażliwa i delikatna. Ale zarazem nie aż tak miękka, by zupełnie załamać się i poddać. Miała przecież o co walczyć – o swoje marzenia o zostaniu znaną malarką.
- Nie, tylko nie to! – zaprzeczyła kategorycznie na propozycję zabrania do uzdrowiciela. Od czasu wypadku i spędzeniu prawie trzech miesięcy w Mungu panicznie bała się tego miejsca i unikała uzdrowicieli jak ognia. Już chyba wolałaby koszmary niż kolejne utknięcie na oddziale choćby na krótki czas. – Wiesz, jak źle wspominam wiadomy czas... Prędzej napiszę do Eilis... Ale to nie dzisiaj. Niech najpierw także dojdzie do siebie po tym wszystkim.
Z racji tego, że eliksiry z apteki były drogie, często prosiła Eilis, żeby pokątnie warzyła dla niej kolejne dawki, zwracając jej za składniki ze swojej skromnych malarskich zarobków. Miała niebywałe szczęście, mając w gronie przyjaciół osóbkę utalentowaną w zakresie warzenia mikstur, i nie wątpiła, że równie dobrze jak jej eliksir, potrafiłaby zrobić taki na spokojny sen.
Dokończyła pić herbatę i powoli podniosła się z krzesła, znowu przygładzając sweter.
- Czuję się trochę lepiej. Spróbuję znowu zasnąć – zapewniła brata. Tak bardzo chciałaby móc go poprosić, by został z nią do momentu zaśnięcia! Gdyby nie to, że był tak wykończony, i że to byłoby z jej strony zwyczajnie egoistyczne. Dlatego nie poprosiła go o to. – Ty też powinieneś iść spać. I tak zabrałam ci dużo czasu.
Teraz to ona spojrzała na niego z troską. Dbając o nią i Barry’ego, często zapominał by właściwie zadbać także o siebie.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
 

Kuchnia z jadalnią

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Kuchnia z jadalnią
» Kuchnia z jadalnią na parterze
» Kuchnia z jadalnią
» [P2] Kuchnia ze spiżarnią
» Kuchnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Centrum :: St. Martin's Lane 45/3-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17