Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Poczekalnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Poczekalnia   10.03.12 22:26

First topic message reminder :

Poczekalnia

Jest to długi korytarz z poustawianymi przy ścianach długimi rzędami krzeseł; ofiary śmigają środkiem sali na magicznie unoszonych noszach, czarodzieje o bardziej stabilnym stanie oraz ich przyjaciele zajmują miejsce na niewygodnych siedzeniach. Cisza niemal drga powietrzem; ponura atmosfera zniecierpliwienia mrozi krew w żyłach. Na ścianie widnieje tablica oprawiona w drewniane ramy, na której rozpisano plan szpitala.

PODZIEMIA, POZIOM I: Prosektorium (kostnica, chłodnica, archiwa);
Parter: WYPADKI PRZEDMIOTOWE (eksplozje kociołków, samoporażenia różdżkami, kraksy miotlarskie etc.);
Piętro I: URAZY MAGIZOOLOGICZNE (ukąszenia, użądlenia, oparzenia, wbite kolce etc.);
Piętro II: ZAKAŻENIA MAGICZNE (choroby zakaźne, np: smocza ospa, znikanie epidemiczne, skrofungulus etc.);
Piętro III: URAZY MAGIPSYCHIATRYCZNE (nerwica, szoki, homoseksualizm, amnezje, urazy psychiczne etc.);
Piętro IV: ZATRUCIA ELIKSILARNE I ROŚLINNE (wysypki, wymioty, niekontrolowany chichot etc.);
Piętro V: URAZY POZAKLĘCIOWE (uroki nieusuwalne, klątwy, niewłaściwe zastosowanie zaklęcia etc.);
Piętro VI: SKLEP i HERBACIARNIA dla odwiedzających.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   25.07.16 14:44

Nie był przyzwyczajony do ingerencji w swoje kompetencje, nawet ordynator oddziału nie wtrącał się w sposób, w jaki Avery prowadził leczenie swoich pacjentów, rozumując, iż znacznie łatwiejsze będzie ustąpienie ambitnemu uzdrowicielowi, aniżeli ciągłe wykłócanie się z nim i nieustanne targanie do gabinetu dyrektora Lowe'a. Samael przyzwyczaił się do pracy we własnym tempie, według swoich reguł, postępowania dokładnie takiego, jakiego on sam wymagał - i wprost nie znosił, kiedy ktoś (a zwłaszcza ktoś odziany w spódnicę) ważył się na zwracanie mu uwagi. Puścił mimo uszu pierwsze pytanie dziewczyny, już i tak wystarczająco poufałe oraz niegrzeczne, by rozpętał za nie karczemną awanturę, lecz nie mógł zlekceważyć kolejnego ataku, gdy jasnowłosa elfka próbowała mu wmówić, że zajmie się Gregorem lepiej niż on. Zmrużył niebezpiecznie oczy, lecz nie wpatrywał się w jej uroczą buźkę długo, zbyt zaniepokojony stanem mężczyzny. Odwrócił się napięcie i zaczął iść w kierunku swego gabinetu, lewitując przed sobą nosze z pacjentem. Dziewczyna musiała uparcie podążać za nim, bo nieustannie słyszał nad uchem jej trajkoczący głosik, który niestety nie dawał się zbyć grobowym milczeniem Avery'ego. Zdegustowanego jej zachowaniem na tyle, by zatrzymać się nagle, pośrodku pustego korytarza i zmierzyć ją ostrym, zgłodniałym spojrzeniem. Lecz nie uprzedzajmy faktów.
-Nie wiem, co pani tu jeszcze robi - rzekł chłodno, nie dając się wciągnąć w żadne dyskusje z oporną umysłowo dziewoją. Po usilnych próbach nareszcie dopasował twarz do nazwiska i nie pozostawało mu nic innego, jak wykrzywić wąskie wargi w lekkim grymasie. Skojarzenie szlamy, z którą kiedyś prowadzał się jego ukochany braciszek nie powinno zająć mu tak wiele czasu, lecz Samale był przecież skupiony na czymś znacznie ważniejszym od...tego. Mimowolnie przyjął jednak wszystkie przydatne informacje, odsiewając je jednocześnie od tych, które nijak się miały do przypadku Gregora i stanowiły chyba jakieś nikogo nieinteresujące, osobiste dygresje.
-Jestem uzdrowicielem, panno Vance - sprostował spokojnie, chociaż na końcu języka miał kilka niewybrednych epitetów, którymi z wielką przyjemnością by ją uraczył - w przeciwieństwie do pani. Panienka jest tutaj tylko popychadłem, więc proszę nie przeszkadzać mi w pracy - wyjaśnił łaskawie, niemalże znudzonym tonem, wyciągając rękę po krwawe zawiniątko. Miała sporo szczęścia, że jeszcze nie sięgnął po autorytety samej góry, pozwalając tym samym czmychnąć i uniknąć kary za niesubordynację. Avery nie zawahałby się doprowadzić do dyscyplinarnego zwolnienia tej szlamy, szpital był i tak wystarczająco brudny i zapuszczony, bez robactwa pałętającego się pod nogami.






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Margaux Vance
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t1789-margaux-vance http://www.morsmordre.net/t1809-parapet-margie http://www.morsmordre.net/t1791-margo http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t1817-margaux-vance
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna

all those layers
of silence
upon silence

20
0
0
32
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   25.07.16 20:15

Słowa pełne wyższości i padające z ust uzdrowiciela obelgi, nie robiły na niej wrażenia; nie urodziła się wczoraj, nie od wczoraj była też mugolaczką, ani żyjącą w zdominowanym przez mężczyzn świecie kobietą. Była przyzwyczajona do ludzi, którzy uparcie odmawiali traktowania jej poważnie i w pewnym momencie przestała już wierzyć, że zawodowe osiągnięcia czy nowe umiejętności cokolwiek w tej materii zmienią; nie próbowała zresztą nikomu zaimponować, zwyczajnie robiła swoje, ciesząc się, gdy ignoranci tacy jak Samael Avery nie wchodzili jej w drogę. Niestety, dzisiaj najwidoczniej los chciał wyjątkowo jej dokopać, oprócz jedenastej godziny dyżuru i paskudnego przypadku rozszczepienia, stawiając przed nią również i jego. Westchnęła ciężko, czując coraz większe zmęczenie, ale mentalnie przygotowując się już na dłuższą walkę. – Pracuję – wyjaśniła cierpliwie, obiecując sobie solennie, że za żadne skarby nie da się sprowokować ani wytrącić z równowagi. Dla podkreślenia tego postanowienia, uśmiechnęła się życzliwie, jakby faktycznie wciąż liczyła na to, że zaszło między nimi niewielkie nieporozumienie, które za moment się rozwiąże – wystarczy, że Samael zrozumie swoją pomyłkę.
Nie liczyła.
Podążała za nim krok w krok, nie spuszczając z oka lewitującego na noszach mężczyzny i zatrzymując się dopiero, gdy obaj znieruchomieli, prawie blokując wąski korytarz. Słowne potyczki słownymi potyczkami, ale nie miała zamiaru tak po prostu zostawić pacjenta, za którego była odpowiedzialna i którego miała w obowiązku doprowadzić do stanu używalności przed przekazaniem w ręce uzdrowicieli. – Magipsychiatrą – poprawiła go równie spokojnie, a ręka trzymająca zawiniątko ani drgnęła. – W przeciwieństwie do mnie. Bo ja, panie Avery, jestem ratowniczką i zostałam wezwana, żeby zająć się tym czarodziejem. Nie wiem, czy zdążył pan zauważyć, ale jego stopa uległa rozszczepieniu. Potrzebuje ratownika, nie konsultacji psychiatrycznej. – Przestąpiła z nogi na nogę, zadarła głowę wyżej, ale ani na moment nie oderwała spojrzenia od chłodnych oczu mężczyzny. Starała się nie okazać zniecierpliwienia, mimo że prowadzenie bezsensownej sprzeczki w czasie, w którym powinna była udzielać pomocy sprawiało, że konsekwentnie podnosił się u niej poziom frustracji. – Nie mam zamiaru podważać pańskich kompetencji, ale z logicznego punktu widzenia, to pana obecność jest tutaj zbędna. Ale jeżeli koniecznie chce pan komuś pomóc, sugeruję powrót do poczekalni, jest tam mnóstwo pacjentów, którymi nikt jeszcze się nie zajmuje – dodała łagodnie, ale stanowczo, po czym zrobiła krok do przodu, milcząco dając Samaelowi do zrozumienia, że czeka, aż się odsunie i zrobi jej miejsce. – Pozwoli pan? – ponagliła. Nie musiała mu chyba tłumaczyć, że lewitujący mężczyzna nie powinien czekać ani chwili dłużej.




shadows settle on the place
that you left


Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   27.07.16 20:37

Sądząc po łagodnej urodzie oraz dobroci wypisanej na uroczej buźce plugawej szlamy, powinna ona czym prędzej podkulić ogon i czmychnąć, wcześniej potulnie przeprosiwszy za uczynione z jej winy zamieszanie. Avery jednak srodze się zawiódł, doznając zgoła niemiłego otrzeźwienia wraz z kolejnym sprzeciwem tej dziewczynki. Dłuższy niż to konieczne postój mógłby finalnie okazać się wielce niekorzystny dla Gregora... oraz dla panny Vance, która najwyraźniej miała problem nie tylko z prostymi poleceniami, ale i z łączeniem nieprzychylnych dla siebie wydarzeń w ciąg przyczynowo-skutkowy. Samael nie miał niestety dość czasu nawet na podstawowe przeszkolenie dziewczęcia (i tak palcem by się nie tknął tak brudnej roboty: zajęcia wszak nie brakowało. Dla niej pewnie też coś by się znalazło (na przykład ścieranie podłogi po wymiotujących pacjentach, nie wymagało żadnych kompetencji i na pewno doskonale by się w tym odnalazła, swojsko czując się wśród śluzu), przy czym nie podważałaby jego umiejętności oraz obowiązków.
-Zawadza pani - sprostował nieuprzejmie, nie zaszczycając jej już nawet spojrzeniem. Uwagę Avery'ego znacznie bardziej przyciągał drgający na noszach mężczyzna, który począł już wykazywać pierwsze symptomy nadciągającej fali epileptycznego ataku. Tym bardziej nie zamierzał pozostawić Gregora w rękach (czy raczej: na pastwie) panny Vance, zbyt tępej, by przedłożyć dobro pacjenta nad własną ambicję. Przepchnął się więc bezpardonowo i przyśpieszył kroku, ostrożnie manewrując lewitującymi noszami, aby przypadkiem nie uderzyć bezwładnym ciałem mężczyzny o ścianę lub inną przeszkodę, pozostającą na torze ich drogi.
Nadal wspólnej, mimo wyraźnej reprymendy, jakiej udzielił młodziutkiej ratowniczce.
-Wie pani, jak wygląda szkolenie na uzdrowiciela, panno Vance? - spytał ostro, odwracając się raptownie i nie kryjąc już złości na marnowanie jego czasu. I czasu pacjenta, aczkolwiek na nim chyba Margoux nie zależało ani trochę - najwyraźniej panienka potrzebuje takiej konsultacji. Przyjmuję od poniedziałku do piątku od godziny ósmej do osiemnastej - syknął, tytułem zaproszenia, w dalszym ciągu przedzierając się wraz z noszami, podrygującym Gregorem oraz depczącą mu po piętach kobietą wzdłuż plątaniny korytarzy. Z kieszeni limonkowego kitla wyjął niewielką buteleczkę dyptamu i wciąż w marszu, usiłował ją odkorkować. Czcze pogadanki wraz z machaniem przed nosem oderwanymi częściami ciała uważał za dość... niesmaczne (zwłaszcza te pierwsze), więc obficie polał ranę specyfikiem (użył go już dzisiaj cztery razy), znakomicie obywając się bez panienki Vance i jej złotych rad. Do opanowania pozostały już jedynie lekkie wstrząsy ciała nieprzytomnego mężczyzny, cały czas przybierające na sile. W chwili obecnej, ograniczony przestrzenią i namolną pomocnicą, mógł tylko wsunąć w rozchylone usta Gregora kawałek materiału, jaki oddarł z jego koszuli. Niewielka to cena, za zachowanie języka w całości.






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Margaux Vance
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t1789-margaux-vance http://www.morsmordre.net/t1809-parapet-margie http://www.morsmordre.net/t1791-margo http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t1817-margaux-vance
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna

all those layers
of silence
upon silence

20
0
0
32
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   28.07.16 19:31

Puszczała mimo uszu wszystkie idiotyczne docinki, gryząc się w język za każdym razem, żeby tylko nie sprowokować kłótni. Nie było na nią czasu ani miejsca, nie miała zamiaru wdawać się w osobiste przepychanki nad potrzebującym szybkiej pomocy pacjentem, chociaż momentami naprawdę miała ochotę powiedzieć uzdrowicielowi, że po przedstawicielu arystokracji spodziewała się odrobinę więcej kultury osobistej. Wszystko to zachowywała jednak na później, w milczeniu drepcząc Avery’emu po piętach i co chwilę zerkając kontrolnie na lewitującego mężczyznę. Musiała przyznać, że jego stan rzeczywiście zaczynał wykraczać poza zwyczajne rozszczepienie, ale wciąż nie było mowy, żeby spuściła go z oczu choć na chwilę. – W pańskim przypadku pominięto chyba złote primum non nocere – odpowiedziała, z dezaprobatą przyglądając się procesowi skrapiania otwartej (i nieoczyszczonej!) rany esencją dyptamu. – Zdaje sobie pan sprawę, ile pracy mi pan właśnie dołożył? – Ponowne otwieranie, oczyszczanie, składanie do kupy… Westchnęła ciężko, wiedząc, że nie wyjdzie stąd jeszcze długo. Kontynuowała jednak swoje postanowienie, nie komentując w żaden sposób zaproszenia na psychiatryczną konsultację i lawirując wśród krętych korytarzy w ślad za tym osobliwym pochodem.
Gdyby tak jej nie zależało, dawno już odwróciłaby się na pięcie, uznając swoje zadanie za wykonane. Mogła to zrobić, godziny jej pracy dobiegły końca, a ona przekazała – dobrowolnie bądź nie – przywiezionego pacjenta w ręce uzdrowiciela. I to w dodatku takiego, który najwidoczniej aż palił się do udzielenia mu pomocy, ignorując przy tym wszelkie zasady i panosząc się tak, jakby uważał to miejsce za swoje. Mimo to nie odstępowała go na krok, choć błędne byłoby założenie, że robiła to ze względu na ośli upór czy też porywy własnej ambicji – zwyczajnie mu nie ufała i trzymając się w pół kroku za nim, nie przestawała rzucać mu podejrzliwych spojrzeń. Być może była uprzedzona ze względu na Sorena (chociaż uprzedzenia rzadko kiedy jej się trzymały, zazwyczaj starała się każdego obdarzać na wejściu dokładnie takim samym kredytem zaufania), ale Samael Avery należał do tego typu ludzi, w których obecności jeżyły jej się włoski na karku. – Zrobimy tak – odezwała się znowu, obserwując dygoczącego mężczyznę i po raz kolejny próbując znaleźć jakiś kompromis, który okazałby się najkorzystniejszy właśnie dla niego. – Ja nie będę panu przeszkadzać, a później pan nie będzie przeszkadzał mnie – dodała, z jakąś dozą kapitulacji chowając zawiniątko w kieszeni roboczej szaty, przy czym nawet nie przeszło jej przez głowę, że uzdrowiciel samą jej obecność uznawał za czynnik przeszkadzający. Nadal więc dziarsko trzymała się jego boku, poganiając go w myślach, bo z każdą chwilą lewitujący pacjent wyglądał coraz gorzej.




shadows settle on the place
that you left


Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   29.07.16 15:39

Zdenerwowany pogarszającym się stanem Gregora, jak i irytującą obecnością panny Vance, Avery tylko cudem zachowywał nad sobą pełną kontrolę, powstrzymując się dzielnie przed dobitnym wypowiedzeniem swojego zdania o małych szlamach, bawiących się w prawdziwych czarodziejów. Nie uczynił tego wyłącznie dzięki ostatniej dozie cierpliwości oraz nadzwyczaj zdroworozsądkowemu podejściu do owej sytuacji. Nadal przebywał w pracy: poza murami Munga tudzież w godzinach, kiedy nie obowiązywały go szpitalne reguły mógłby zbluzgać ją niemiłosiernie, nieograniczony zupełnie niczym. Teraz jednak miał metaforycznie związane ręce - w praktyce zaś zajęte podtrzymywaniem mężczyzny, niespokojnie rzucającego się po niewidzialnych noszach. Gwałtowny atak epilepsji nie zdołał wszakże zaabsorbować wszystkich Samaelowych zmysłów. Nie tylko więc usłyszał impertynencką odzywkę, jaką wystosowała w jego kierunku niewychowana panienka, ale i odpowiedział jej podobnym tonem, pozbywając się wszelkich pozorów uprzejmości, jakie jeszcze (z wyjątkową trudnością) udało mu się dotąd zachować.
-Owszem, zaszkodziłaś wystarczająco - warknął, choć nie patrzył wcale na bladą buzię Margoux, pochylając się nad wierzgającym mężczyzną i przytrzymując jego dłonie w stalowym uścisku. Dziękował Salazarowi, że ma czym zająć ręce, bowiem w przeciwnym razie naprawdę nie ręczyłby za siebie. Prosta, głupia dziewczyna nie tylko podważała jego kompetencję, lecz śmiała twierdzić, iż zrobiłaby coś lepiej od niego. W oczach Avery'ego podobne insynuacje groziły co najmniej solidną chłostą, acz niestety czasy, w których za obrazę majestatu arystokraty batożono do zdarcia skóry z pleców minęły już bezpowrotnie. Szkoda.
Czuł się paskudnie oceniany przez mugolską bękarcicę - jakby każde jego zachowanie było prześwietlane czujnymi oczkami. Powinna raczej całować mu stopy w podzięce, że pozwolił jej oddychać tym samym powietrzem, a nie rzucać idiotycznymi roszczeniami, które Samael już przecież nieraz ścierał na proch. Najwyraźniej jednak do panienki Vance niewiele docierało, a przecież Avery specjalnie używał prostego języka, mówiąc w dialekcie owych skromnych (brudnych) ludzi, aby do niej dotrzeć. Może prędzej zrozumiałaby jakiś gest odprawy (wciąż niezbyt wulgarny) albo zwyczajne odegnanie jej, jak zarażonego trądem żebraka. Pewnie do takich zachowań przywykła bardziej aniżeli do nadal mieszczącego się w granicach normy grubiańskiej uprzejmości mężczyzny.
-Przestaniesz przeszkadzać, gdy zejdziesz mi z oczy - rzekł więc dobitnie, nie zatrzymując dziwacznego korowodu mimo coraz bardziej wąskich korytarzy, jakimi musieli się przeciskać. Miał nadzieję, że wyłożył sytuację jasno - tkwiły tam jednak ziarenka kłamstwa. Avery wiedział, że Vance w recepcji spowoduje kolejny mały chaos, aczkolwiek wolał przysporzyć problemów innym uzdrowicielom z nadgorliwą szlamą o nikłych (jeśli nie zerowych) umiejętnościach, aniżeli samemu z nią walczyć. Miał przecież życie do uratowania...






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.


Ostatnio zmieniony przez Samael Avery dnia 04.08.16 13:13, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Margaux Vance
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t1789-margaux-vance http://www.morsmordre.net/t1809-parapet-margie http://www.morsmordre.net/t1791-margo http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t1817-margaux-vance
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna

all those layers
of silence
upon silence

20
0
0
32
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   04.08.16 12:53

Musiała przyznać, że był naprawdę dobry w wystawianiu ludzkiej cierpliwości na próbę; rzadko kiedy zdarzało jej się, żeby o zachowanie spokoju musiała walczyć – zazwyczaj przychodziło jej to naturalnie, bez wysiłku. Tutaj, paradoksalnie, pomagała obecność rzucającego się na noszach mężczyzny, bo pozwalała odwrócić kobiecą uwagę od coraz mniej uprzejmych odzywek i całkowicie przenieść ją na potrzebującego pomocy czarodzieja. Miała świadomość, że z jej słów nic dobrego nie przyjdzie – te zdawały się odbijać od antymugolskiej tarczy otaczającej Avery’ego jak groch od ściany – więc po prostu przeszła w tryb ignorowania jego odpowiedzi, licząc na to, że na stanowisku trzymało go jednak jakieś powołanie. Albo przynajmniej, że potrafił przedłożyć dobro pacjenta ponad własne uprzedzenia, jeżeli nie całkowicie, to chociaż na chwilę.
Nie zatrzymała się ani na moment, krocząc uparcie u boku uzdrowiciela i zastanawiając się, dokąd właściwie szli; korytarze zdawały się nie mieć końca, gdzie była ta sala albo gabinet, do którego zmierzał? Miała ochotę zapytać, ale zrezygnowała w ostatniej chwili, nie chcąc dawać mu dodatkowej okazji do wytknięcia jej niewiedzy. – Cóż, nigdzie się stąd nie ruszam, więc będziesz musiał po prostu na mnie nie patrzeć – powiedziała, również porzucając oficjalne formułki, ale ani na moment nie odrywając spojrzenia od drgającego mężczyzny. Podwinęła rękawy roboczego uniformu, odruchowo, ale starannie, zapinając je gdzieś ponad łokciami. Jej mimowolny towarzysz był nieznośnie uparty, jednak wierzyła – ślepo, z nadzieją – że nie był przy tym kompletnym idiotą. Z drugiej strony czuła, że ta jej naiwna wiara działała tylko w jedną stronę.
Podniosła wzrok na Samaela. – Jak mogę pomóc? – zapytała poważnie, widząc, jak siłuje się z podrygującym mężczyzną. Chowała dumę do kieszeni, częściowo kapitulując i godząc się na zepchnięcie do roli podwładnej, mimo że wcale nią nie była; nie podlegała mu w żaden sposób, nie mógł jej zaszkodzić, wydawać rozkazów ani przestawiać z miejsca na miejsce. Ale najwidoczniej odczuwał ku temu nieodpartą potrzebę, a jeżeli mogło to komuś pomóc, to miała zamiar mu na to pozwolić. – I nie martw się, nie muszę przy tym cię dotykać, niczym się nie zarazisz – dodała chłodno, zanim zdążył zaprotestować, choć wciąż podejrzewała, że zrobi to tak czy inaczej, powtarzając w kółko te same słowa jak popsuta zabawka.
Czasami naprawdę wolałaby, żeby szlachta pozostała na zawsze na swoich salonach.




shadows settle on the place
that you left


Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   08.08.16 15:26

Doceniał upór oraz trwanie w jednym przekonaniu, jednakowoż panna Vance nie zasługiwała na żadne względy Avery'ego. Zarówno z przyczyn technicznych - mocno powątpiewał w jej kwalifikacje - jak i tych oczywistych, znaczących ją jako mugolskiego bękarta, który nigdy nie powinien dostać do ręki różdżki. Samael był wszakże niezwykle ostrożny i powściągliwy w swych sądach: nie przypominał sobie, by publicznie lżył szalmy. Preferował unikanie zatargów z tymi odmieńcami, przynajmniej w odsłoniętej sferze życia publicznego, aniżeli zostać skazanym na tułanie się po sądach, tłumaczenie oraz udawanie skruchy za coś, czego wcale nie żałował.
Przysięga Hipokratesa zobowiązywała, Avery zwykł dotrzymywać swego słowa. Nie miał oporów przed łganiem w żywe oczy, ale coś hamowało go przed naruszeniem złożonej obietnicy. Tłumaczył to honorem, nazwiskiem - nie wypadało mu plamić rodu krzywoprzysięstwem. Margoux nie powinna się obawiać, Gregor był w dobrych rękach. Sterylnie czystych, przeciwnie do tych, które już wyciągały ku niemu chciwe paluszki. Samael wzdrygnął się, wspomniawszy bajki o mugolach, porywających dzieci z czystokrwistych rodów, aby zabić je i pożreć... Uprzedzenia nie brały się jednakże z legend czy mitów, Avery miał przed sobą namacalny dowód umysłowej ułomności drobniutkiej blondynki.
-To dość trudne. I wysoce niekulturalne, skoro już rozmawiamy - wytknął jej, ale cóż zabiedzona posługaczka mogła wiedzieć o dobrych manierach? Nie wychowała się przecież wśród licznych guwernerów i nauczycieli, a razem z hołotą, do której powinna czym prędzej dołączyć. Samael zaczynał mieć jednak poważne wątpliwości, co do stabilnego stanu Gregora, coraz silniej drżącego nawet w jego mocnym uścisku. Rozważniej byłoby uniknąć dalszej wymiany zdań i skorzystać z usług panny Vance, przed czym niestety wzbraniała się duma mężczyzny.
-Sprowadź tu kogoś z wypadków przedmiotowych - rzucił, poprawiając uchwyt na ramieniu pacjenta. Tylko na taki kompromis mógł się zdobyć, awansując Margoux na dziewczę na posyłki. Powinna czuć się usatysfakcjonowana, poprawą swej postaci w jego oczach. Oby biegała dość szybko.
-Insynuacje panienki są niepoprawne - dodał jeszcze, mrożąc ją spojrzeniem. Nie wspomniał wszak ani słowem o tym, że zwykł pozbywać się zalegającego kurzu i traktował Margoux wręcz wyrozumiale. Jak każdą niewykwalifikowaną osobę, którą napotkałby podczas próby zabicia (ponoć w dobrej wierze) jego pacjenta.

|zt dla Avery'ego






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Margaux Vance
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t1789-margaux-vance http://www.morsmordre.net/t1809-parapet-margie http://www.morsmordre.net/t1791-margo http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t1817-margaux-vance
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna

all those layers
of silence
upon silence

20
0
0
32
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   11.08.16 23:23

Mogłaby sprzeczać się dalej. Miała prawo sprzeczać się dalej, bo wbrew temu co wyobrażał sobie Avery, to on brutalnie i bez zaproszenia wszedł w jej kompetencje, nie na odwrót. Chociaż zdawała sobie sprawę, że tytułów uzdrowicielskich nie rozdawano na ładne oczy (ani nawet na poważane nazwisko), to coś w postawie, wypowiedziach i spojrzeniu mężczyzny, kazało jej mu nie ufać. Być może upierała się bez sensu, może zmęczenie dawało o sobie znać, zaciemniając jej obiektywizm i odbierając trochę cierpliwości i spokoju, ale gdzieś po drodze nauczyła się zawierzać swoim własnym przeczuciom. Co jednak mogła zrobić w sytuacji, gdy towarzyszący jej uzdrowiciel (nie chciała, nawet w myślach, nazywać go przeciwnikiem – koniec końców stali po tej samej stronie i pragnęli tego samego, prawda?) za nic w świecie nie chciał pójść na kompromis? Zerknęła z niepokojem na gwałtownie szamoczącego się mężczyznę, a później, jakby niedowierzając, z powrotem przeniosła wzrok na Samaela. I wypuściła z kapitulacją powietrze, uświadomiwszy sobie, że jedynym sposobem na wygranie tej walki, było jej przegranie.
Walkowerem.
Zacisnęła usta, sięgając do kieszeni i wyciągając stamtąd barwne zawiniątko; mimo że niezadowolenie prawie wylewało się przez pory w jej skórze, ręka nawet jej nie drgnęła, gdy przekazywała Avery’emu pozwijaną chustkę wraz z niepokojącą zawartością. – Zaraz kogoś zawołam – powiedziała, o dziwo wcale nie gniewnie, głosem, który niemal trącił życzliwością – choć podszytą czymś jeszcze, zbyt ulotnym, żeby ludzkie ucho mogło to wychwycić i zidentyfikować.
Obejrzała się ostatni raz i widząc coraz trudniejsze zmagania z wyrywającym się pacjentem, odruchowo przyspieszyła kroku. Nie czuła się wcale źle z powierzonym zadaniem – nie uważała biegania na posyłki na rzecz hańbiącą, bo właściwie nic, co mogło komuś pomóc choć odrobinę, takie nie było – ale mimo wszystko spuszczenie z oczu potrzebującego mężczyzny wywoływało u niej odruchowy dyskomfort. I to właśnie ta konieczność irytowała ją najbardziej; do tego stopnia, że gdy w końcu odwróciła się, zostawiając Samaela za załamaniem korytarza, mruknęła do siebie: – Sam jesteś niepoprawny – zawahała się – bucu – dodała ciszej, i jakoś zrobiło jej się lżej na duszy, więc uniosła wyżej głowę i odrobinę raźniejszym krokiem ruszyła w stronę wypadków przedmiotowych, po drodze szeroko uśmiechając się do mijanej recepcjonistki.

| Margie zt




shadows settle on the place
that you left


Powrót do góry Go down
Darcy S. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier http://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 http://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 http://www.morsmordre.net/f116-dover-dwor-rosierow http://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
HIPNOTYZERKA
22 LATA
Szlachetna
Zaręczona
Ludzie są jak morze, czasem łagodni i przyjaźni, czasem burzliwi i zdradliwi. Przede wszystkim to jednak tylko woda.
8
17
0
0
0
7
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   19.08.16 14:06

Darcy stała przy oknie, wpatrując się w widok rozposcierajacy się za szyba. Wcześniej Morgoth przyniósł jej kubek gorącej herbaty. Prawdę mówiąc nie rozglądala sie wokół czy był to kurs przy okazji dla Liliany czy jego siostry. Leia, najlepiej gdyby znalazła się w domu. Darcy nawet szczególnie się za młodymi nie rozglądala. Miala ochotę chodzić z nerwów wokół, rysowac niewidzialne ścieżki na ziemi. Zamiast tego stała w miejscu przybierając maskę spokoju na twarz. Słysząc za sobą Morgotha, zwróciła twarz w jego strone.
- Jak on mogl jej to zrobic?
Miala oczywiscie Corvusa na myśli. Żaden szanujący sie szlachcic nie umiera na ślubnym kobiercu! Mógł kisnąć wcześniej skoro juz musiał, oszczędzając tym stresu Rosalie. Widocznie tak to juz było z tymi starymi wdowcami. Juz nigdy Darcy nie pozwoli wyjść swojej kuzynce za żadnego dziadka, zwlaszcza z rodu Blackow, którzy nie dozywali starości. Odetchnela bezglosnie, powoli, nie zdradzajac swoich nerwów, chociaż dlonie zaciskala mocno na trzymanym w palcach kubku.
- Co z Leia i Liliana? - dopytala Morgotha w końcu zauwazajac, ze nie bylo ich razem z nimi. Odwróciła się przodem do niego, podając mu kubek bez dodatkowych próśb. Musiala zdjąć rękawiczki i poluznic troche pas sukni. Nie bylo czasu sie przebrać, a jej kreacja nie należała do najwygodniejszych.
- Wychodzenie za Blacka to nigdy nie może byc dobry pomysl. Nie kazdemu moze sie poszczescic jak mojej siostrze.




And promise me this: you’ll wait for me only scared
of the lonely arms that surface, far below these birds.

Who am I, darling to you?
Who am I? I come alone here
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   19.08.16 16:11

Gdy tylko przybyli do Munga, okazało się, że na nic zdadzą się ich tytuły i status urodzenia. Nawet fakt że byli bliską rodziną Rosalie nie pomógł. Musieli czekać. I chociaż Morgoth starał się powstrzymać swoją siostrę przed domaganiem się o zobaczenie kuzynki, wyrzucono ich do poczekalni. Jak jakiś plebs. Ale mogli czekać albo tutaj, albo w domu. Nie było to luksusowe miejsce, ale nie zalatywało stęchlizną. Nie tak jak na innych poziomach z tego co pamiętał. Zdziwił się obecnością Lei, która znalazła się tam razem z Lilianą. Tłumaczyła, że dotrzymuje kuzynce towarzystwa i wspierają się wzajemnie, ale tak jak Darcy uważał, że to nie było miejsce dla niej. Nawet Lilianie na pewno nie pomagał widok szpitalnych ścian. I tak nie mogły pomóc, a starsi informowaliby je na bieżąco. Chcąc jakoś pokrzepić czekające kobiety, przyniósł im herbatę. Wymienił parę słów z młodszymi dziewczętami, zanim dał trochę pieniędzy na coś do jedzenia ze sklepu z wyższych poziomów. 
- Podobno jej stan jest stabilny - powiedział, podchodząc do odwróconej tyłem Darcy. Nigdy nie rozmawiali dłużej niż było to konieczne. Rosier zaraz wróciła wspomnieniami do pana młodego. Morgoth niezauważenie się skrzywił, przypominając sobie tego człowieka. Nie miał zamiaru rozwodzić się nad Blackiem. Nie żałował jego śmierci. Żałował Rosalie i faktu, że nie została upragnioną żoną, którego statusu tak chciała. Mimo że Yaxley’owie mieli obojętne stosunki do tego rodu, nigdy specjalnie też za nimi nie przepadali. Wydawali się posiadać w swoim usposobieniu coś z krętactwa. Może to przez odpychającą aparycję, a może faktycznie coś było na rzeczy. Corvus mógł umrzeć, jedynie Rosie miała odczuwać tak dotkliwą stratę narzeczonego. Szkoda tylko że to był właśnie on… - Już nie żyje - odparł cicho, po czym westchnął ciężko. - Jeszcze nie powiedzieli o tym Rosalie. Na razie nie odzyskała przytomności, ale są dobre rokowania. Klątwa na każdy stres działa inaczej.
Przejął od niej kubek bez słowa, po czym odwrócił się twarzą do okna. Paskudna pogoda. Zupełnie jakby oddawała ich ponure nastroje.
- Poszły się przejść do herbaciarni. Może to je uspokoi – odpowiedział krótko, uśmiechając się blado. Chyba po prostu sam chciał się lekko uspokoić. – Nie mogliśmy tego przewidzieć. Jak się okazuje ten rok nie zaczął się najlepiej dla nas. Lepiej się czujesz? – spytał, przenosząc spojrzenie na idealnie gładką twarz Darcy. W tym całym chaosie nie miała czasu, żeby pomyśleć o sobie.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Darcy S. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier http://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 http://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 http://www.morsmordre.net/f116-dover-dwor-rosierow http://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
HIPNOTYZERKA
22 LATA
Szlachetna
Zaręczona
Ludzie są jak morze, czasem łagodni i przyjaźni, czasem burzliwi i zdradliwi. Przede wszystkim to jednak tylko woda.
8
17
0
0
0
7
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   19.08.16 22:28

Biorąc pod uwagę to ile zawodów Darcy doświadczyła w ostatnich dniach, była bardzo spokojna. Jej kontrola zdawała sie cięższa niż zazwyczaj. Imitowała udany związek z lordem Bulstrode, chociaż tak naprawdę czekała na jego rozpad, zdawała sie przybierać dobrą minę do faktu, że ostatnio klątwa Lacrimosy, jaką zdjela z siebie ledwie niecały tydzien temu. Dalej odczuwała jej efekty w swoim nastroju. Bliskie relacje z Rosalie przeszły swoją pierwszą probe. Znajomość z Mulciberem tej próby nie przetrwała. Wyrzucenie jej z grupy badawczej dalej plątało się w pamięci Darcy. Jej kuzynka właśnie przeżyła być może największą tragedię jaką dane jej było doświadczyć. Na pytanie, czy lepiej sie czuje, musiałaby więc odpowiedzieć, ze nie. Gorzej czuła się jedynie po śmierci Marie. Tymczasem posłała Morgo przelotne spojrzenie, odpowiadając z wyuczonym opanowaniem:
- Nie o moje zdrowie powinieneś się martwić.
Twarze oboje zwrócone mieli w stronę okna, dlatego, kiedy wyciągnęła dłoń z powrotem po kubek, smagnela dłonią jego reke, opuszkami badając dokładnie fakturę jego skory zanim udało jej się chwycić ceramiczne naczynie. Wzrok mimochodem skierowała w jego strone. Nigdy nie patrzyla na niego jak na mezczyzne. Zawsze był tylko chłopcem. Ich rówieśnikiem. Darcy zaś, po śmierci Marie, zdawała się nawet Rosalie traktować jak młodszą od siebie. Ich priorytety od tamtego czasu trochę sie poroznily, ale nie przestały się przez to mniej dogadywać. Morgoth, co uciekło jej uwadze, nie był już mlodziencem. Wpatrywała się w jego podbródek i gęściejszy od tego jak go zapamietala zarost. Yaxley służył pomocą i troska, podobną do tej, jaką swoje siostry traktował Tristan.
- Wydoroslales - stwierdziła, nawet teraz, mimo słów, nie traktując go poważnie - ale zarost dalej masz dziewiczy, Yaxley.
Przylozyla dlon do jego policzka i przyciągnęła palcami po jego twarzy, bardzo pokazowo zresztą, wyczuwając pod palcami ostro zarysowane, męskie rysy. Chwilę wpatrywała się w jego twarz bez celu i w końcu cofnela rękę. Oparła ja o szybę, przerzucajac wzrok za nią. Nic już nie powiedziała.




And promise me this: you’ll wait for me only scared
of the lonely arms that surface, far below these birds.

Who am I, darling to you?
Who am I? I come alone here
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   19.08.16 23:25

Myślami wciąż był przy Rosalie, którą widział jedynie przelotnie wracając z herbatą dla Darcy. Uzdrowiciel posłał mu długie spojrzenie, gdy stanął przed salą z uchylonymi drzwiami. W szparze dostrzegł znane mu rysy twarzy kuzynki. Wydawała się taka spokojna, uśpiona, pochłonięta przez łączącą ich chorobę. Wrócił myślami do ich pierwszej rozmowy po latach. Gdy mogli spędzić trochę czasu sami. Na moście wydawała się wtedy jeszcze pełna dziewczęcego uroku. Mówiąc o smokach przebijały przez nią marzenia godne małej księżniczki z bagien. Nie dorosłej kobiety, narzeczonej, żony. Kochała ich dom i wszystko co się z nim łączyło. Małżeństwo miało to wykorzenić, ale tak się nie stało. Nie została żoną. Jeszcze nie... Taką chciał ją zapamiętać i tak właśnie o niej myślał. Zamierzał, by ich relacje zawsze tak wyglądały. Jeszcze długie lata.
- O Rosalie już wiem więcej niż chcieli powiedzieć – odpowiedział spokojnie na oczywistą odpowiedź Darcy. Wiedział, że to powie, ale spytać musiał. Pierwszy raz zostali sami i zwyczajnie nie wiedział jak powinien się do niej odnosić. Na razie łączyła ich wspólna troska o dobro kuzynki. – Wybacz. Wiem, że wolałabyś być teraz sama – dodał, instynktownie kierując palce na wysokość mostka, gdzie pod ubraniem nosił amulet mający chronić ciało i duszę. Nie wierzył specjalnie w takie rzeczy, ale była to miła pamiątka. I w jakiś sposób pokrzepiająca.
Czując chłodną dłoń Darcy na swojej, pozwolił, by wyciągnęła z jego palców swój kubek, którego zawartość i tak zdążyła już wystygnąć w międzyczasie. Słysząc jej słowa, uśmiechnął się pod nosem, kręcąc głową i przenosząc chwilowe spojrzenie na swoją towarzyszkę.
- Rosalie zawsze zastanawiała się jak będę wyglądał w zaroście - odpowiedział, uśmiechając się już blado. - Nie straci za wiele - dodał, patrząc na Rosier. Zastanawiał się jak długo będą musieli czekać na nowe informacje. Sądząc po obejściu tutejszych uzdrowicieli nie liczył na miłe konwersacje co pół godziny. 
Lekko uchylił się, gdy dotknęła jego twarzy, jednak nie odszedł. Patrzył na nią uważnie i widział to, co działo się naprawdę. Pozwolił działać jej dalej, obserwując równocześnie jej twarz. Wydawała się w tym idealnie wyuczona. Najwidoczniej potrzebowała momentu z kimś jej statusu, a że nie było nikogo innego w okolicy padło na niego. Może i sprawiałoby mu to przyjemność, gdyby było szczere. Zdawał sobie sprawę, że nie patrzyła na niego inaczej jak przez pryzmat jego okresu dziecięctwa. Nie winił jej za to. Przecież nigdy nie byli z Rosalie w dobrych relacjach. Dlaczego więc ich dwójka miałaby coś zmieniać? Gdy skończyła, patrzył na nią jeszcze przez moment. Darcy była naprawdę piękną młodą kobietą, która dopiero wchodziła w najlepsze lata swojego życia. Było więc dziwne, że nie znaleziono jej odpowiedniego kandydata na męża. Morgoth wolał nie myśleć o jej związku z lordem Bulstrodem, który równie dobrze mógłby dostać za swojego rozmówcę miotłę i zachowywałby się tak samo. W końcu jednak odetchnął lżej i przejechał dłonią po włosach, zupełnie jakby pomagało mu się to skupić.
- Hipnoza działa na wszystkich? - spytał po krótkiej przerwie, rzucając jej spojrzenie spod lekko pochylonej głowy. O profesji lady Rosier słyszało się za każdym razem, gdy wychodził temat hipnozy. Yaxley zastanawiał się czy kobieta nie używała tego na co dzień.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Darcy S. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier http://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 http://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 http://www.morsmordre.net/f116-dover-dwor-rosierow http://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
HIPNOTYZERKA
22 LATA
Szlachetna
Zaręczona
Ludzie są jak morze, czasem łagodni i przyjaźni, czasem burzliwi i zdradliwi. Przede wszystkim to jednak tylko woda.
8
17
0
0
0
7
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   20.08.16 11:36

Nie zauważyła kiedy kubek zdążył już się ostudzić. Chwytając go w dłonie powstrzymała się od skrzywienia. Wyprostowala się, rozglądając się za stolikiem, na który mogłaby odłożyć naczynie. Jej uwagę zwróciły jednak słowa mężczyzny. Wychyliła się w jego strone, cofając się na nowo do niego.
- Tak myślisz? - zawiesila ton, dając mu się zastanowić nad tym co powiedział, wyraźnie swoim komentarzem poddając jego zdanie w wątpliwość. Dopiero w następnych slowach wyprowadziła go z błędu.
- Nie, Twoja obecność jest całkiem pocieszająca - póki nie ma Tristana, bo nikt tak jak jej brat, nie znał jej potrzeb, których nie musiala nawet wypowiadać glośno. Morgoth nie mógł jej go zastąpić, ale mógł przynajmniej zachowywać pozory troski. Darcy, z grzecznosci, albo zupełnie szczerze, bo trudno w jej przypadku było to jednoznacznie stwierdzić, byla mu za to wdzięczna. Nie obserwowała go bardzo wnikliwie, szukając sobie miejsca do siedzenia, chociaż nie zajęła go póki on stał. Zmęczenie przejmowało jej ciało, bo czekali już kilka godzin az dane im będzie odwiedzić Rosalie. Na razie zaproszono tylko najbliższą rodzinę. Mimo swojego braku sił, wychowanie w dalszym ciągu brało górę, a etykieta kazała jej zajmować tą samą pozycję co jej rozmówca. Zatrzymując wzrok na jednej z kanap, mimo tego spojrzenia, odnotowala ruch jego ręki. Kiedy wróciła swoimi jasnymi tęczówkami do jego twarzy, niżej zauważyła jak przykłada dłoń do czegoś ulokowanego pod materiałem koszuli.
- Księżycowy kamien? - spróbowała zgadnąć - pomaga?
Miala na myśli oczywiście klatwe, na którą cierpieli Yaxleyowie. Sama w przelocie zerknęła na swój pierścionek zaręczynowy. Klątwy miały różne formy... W dalszym przebiegu rozmowy milczala trochę, dopóki Morgoth nie przerwał tej ciszy. Hipnoza... W normalnych okolicznościach chętnie powiedzialaby o niej więcej, zafascynowana magią umysłu. Teraz skrócila wypowiedz do zgryzliwego komentarza.
- Na Ciebie by zadzialala - usmiechnela sie ciut wrednie, ale kiedy pomyślała sobie o Rosie, nastrój do żartów jej przeszedł - Hipnoza nie. To skomplikowany proces, zależny od wielu czynników. Z sugestią jest prościej. Ale znam co najmniej jedną osobę, która mojej sugestii potrafi się oprzeć.
Nie było to jednak tak, że korzystało się z tego na co dzien. Darcy sama w sobie była na tyle zdecydowana do osiągania swoich celow drogą manipulacji słowem, ze z sugestii w gruncie rzeczy korzystała naprawdę rzadko. Większa satysfakcję sprawiało jej osiąganie celów bez użycia magii.
- Boisz się, że mogłabym Ci kazać zrobić coś wbrew Twojej woli? Może usiądziesz?
Wpatrywala się w niego tak intensywnie, żeby sam się zastanawiał czy była to sugestia czy zwykła prosba.




And promise me this: you’ll wait for me only scared
of the lonely arms that surface, far below these birds.

Who am I, darling to you?
Who am I? I come alone here
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   20.08.16 13:10

- Chyba nie wierzysz ich słowom o poprawieniu się jej stanu? – odpowiedział pytaniem na pytanie, przypominając sobie rozmowę z uzdrowicielem. – Nie minęły nawet dwie godziny, a oni twierdzą, że odnajdują poprawę. Nie, Darcy. Nie myślę, że powiedziałem za dużo – zakończył, odwracając spojrzenie na długi korytarz, w którym stali. Prócz nich zauważył w oddali dwójkę kobiet plotkujących o czymś zażarcie. Chciał, żeby zniknęły. Nie chciał widzieć teraz nikogo, kto mógł mu się wydać szczęśliwy. Zwyczajnie do to drażniło. Po chwili znowu wrócił spojrzeniem do stojącej przed nim Rosier. Nie skomentował już jej wypowiedzi. Gdyby wiedział, że chciała usiąść, od razu przeszliby do najbliższych siedzeń, jednak Morgoth nie miał zamiaru siadać, póki lady tego nie zrobiła. Mieli więc impas. Zganiłby się za to, że o tym nie pomyślał, ale wciąż był gdzieś pomiędzy salą balowej we dworze Blacków, a pokojem szpitalnym, gdzie znajdowała się Rosalie. Trudno było tak naprawdę pozwolić zajmować swój umysł czymkolwiek innym. Mogli rozmawiać o wielu sprawach, a tak naprawdę wciąż wracali do tej, która ich tu przywiodła.
- To akurat pamiątka – odparł, przejeżdżając jeszcze raz dłonią po amulecie. – Pomaga nie zapomnieć - dodał, idąc wspomnieniami do chwili, w której go dostał. Tak. Na pewno mu pomagała, ale może nie w przypadku klątwy. Gdyby taki istniał, już dawno obdarowałby nim każdego bliskiego cierpiącego na podobne schorzenia. Nie był to księżycowy kamień, a jedynie okrągła skała z wyrżniętym w środku otworem przez który nawleczony był łańcuszek. 
Uśmiechnął się szerze na jej odpowiedź, chociaż nie to miał na myśli. Musiał przyznać, że śmiałe odpowiedzi Darcy na pewno sprawiały, że ta rozmowa nie była zaliczana do nudnych. Znał te nuty prześmiewczego tonu, ale nie dotykały go. Nie raz i nie dwa miał je usłyszeć, ale był ponad to. Zaraz jednak oboje spoważnieli, a Morgoth słuchał uważnie słów kobiety. - Zastanawiałem się jak silną posiadasz moc – odparł, po czym od razu skupił na nią swoją uwagę. – Ty pierwsza – zaalarmował i razem skierowali się do najbliższych miejsc. Gdy oboje się na nich usadowili, Morgoth jeszcze przez chwilę wpatrywał się uważnie w Darcy. Zastanawiał się, co tak naprawdę kryją zakamarki jej umysłu. Musiał przyznać, że ta pierwsza chwila samotności zaintrygowała go na tyle, by kontynuować rozmowę. Nie odezwał się jednak, a jedynie badał spojrzeniem jej twarz, by po chwili odwrócić się do nadchodzącego uzdrowiciela.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Darcy S. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier http://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 http://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 http://www.morsmordre.net/f116-dover-dwor-rosierow http://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
HIPNOTYZERKA
22 LATA
Szlachetna
Zaręczona
Ludzie są jak morze, czasem łagodni i przyjaźni, czasem burzliwi i zdradliwi. Przede wszystkim to jednak tylko woda.
8
17
0
0
0
7
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   20.08.16 21:38

Skoro juz poruszyli temat amuletu, zainteresowala sie tą kwestią. Bardziej z tego względu, ze Morgoth wypowiedział się o niej dość zdawkowo. Grzecznie byłoby o to nie pytać, mając tego świadomość, dlatego Darcy udala, ze nie wyczula tej tajemniczej nuty, dodając naturalnie dodatkowe pytanie.
- Pomaga Ci nie zapomnieć o kim? - specjalnie pytała o osobę. Nie sadzila, zeby ta historis dotyczyła sytuacji. Przedmiotów sentymentalnych z racji na sytuację nie traktowało się z takim namaszczeniem.
- Dostałeś to od kobiety? - rzucala pustymi strzałami. Tak naprawdę chodziło nie o to żeby mieć racje, tylko żeby wyprowadził ją z błędu. Przechylila głowę na bok, siadając na miejscu. Rozmowa pozwalala jej przynajmniej chwilowo zapomnieć o wydarzeniach dzisiejszego dnia. Chwilę jeszcze wzrok pozostawiła zawieszony na jego twarzy, ale zaraz przeniosła go na ścianę na przeciwko siebie, bliżej podlogi. Dłoń przytrzymala przy różowej bizuterii, bawiąc się przywieszka na szyi. Zupełnie nie pasowała tu w strojnej sukni wybranej na ślub swojej najlepszej przyjaciółki. Upiete skrupulatnie wlosy teraz były trochę rozmierzwione. Pojedyncze pasma lądowały na jej policzkach, zaczesywane przez nią co jakiś czas za ucho.
- Co sądzisz o lordzie Bulstrode, Morgoth? - specjalnie użyła jego imienia, kładąc nacisk na ich koligacje dalekorodzinne, a przecież rodziny się nie oklamuje. Nie patrzyła dotychczas na jego twarz, ale teraz musiala, doszukujac sie ewentualnych mimicznych oznak klamstwa. Oparła podbródek na ręce, oczekując odpowiedzi. Po wydarzeniach jakie zaszły pomiędzy nia, a jej narzeczonym, wolalaby żeby to Lorne padł na oltarzu zamiast Blacka. Oszczedziloby to nieszczęścia i Rosalie i jej samej.
- Jest przystojny, aktywny społeczniez dobrze wychowany, wstrzemiezliwy, lojalny?
O malo nie zaśmiała się gorzko pod koniec własnej wypowiedzi. Kiedys usprawiedliwialaby go, ze jest chociaż dobrym czlowiekiem, poczciwym i niechcscym wyrządzić jej żadnych krzywd. Jakież to bylo naiwne założenie. Jeszcze niedawno sadzila, ze mogła mieć każdego mezczyzne, a Lorne zdarzył jej się po prostu... Teraz okazało sie, ze nawet tak pełen niedoskonalosci narzeczony może ją zdradzić w najgorszy z możliwych sposobów. Wplotla dlon we wlosy, zmieniając ostatecznie temat na hipnoze, na pewno przyjemniejsza niz Lorne, którego wspomnienie wywołało  w niej zimny dreszcz. A może  to po prostu zmęczenie i oczekiwanie na informacje o Rosalie.
- To kwestia dobrej intuicji i duzej bazy teoretycznej. Tak... - kontynuowalaby temat, ale w tym samym momencie zauważyła uzdrowiciela. - Przepraszam - wstała  z miejsca jeszcze przed mężczyzną, pierwsza zbliżając się do medyka. Nie zauważyła kiedy minęło tyle czasu. Ich rozmowa byla przeciagana, pelna pauz. Kiedy wrocila do Morgotha, rzuciła powstrzymujac frustrację:
- Kazali nam się wynieść. Skończyła się godzina odwiedzin. Powołaj się na swoje nazwisko. Może pomyślą, ze jesteś jej mężem. CI mugolacy nie wyglądają na zbyt rozgarnietych.
Wpatrywała się  w twarz jednego z uzdrowicieli, który na pewno nie należał do zadnego szlschetnego rodu.[/b]




And promise me this: you’ll wait for me only scared
of the lonely arms that surface, far below these birds.

Who am I, darling to you?
Who am I? I come alone here
Powrót do góry Go down
 

Poczekalnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Poczekalnia rydwanów
» Poczekalnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Szpital Świętego Munga-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18