Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Dział Ksiąg Zakazanych

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Dział Ksiąg Zakazanych   01.10.15 19:36

First topic message reminder :

Dział Ksiąg Zakazanych

To lokal, w którym można znaleźć dosłownie wszystkie rodzaje ksiąg - chodzą plotki, że za specjalnym hasłem można uzyskać dostęp do czaronomagicznych pozycji, niedostępnych dla zwykłych klientów. Po wejściu do Działu Ksiąg Zakazanych można odnieść wrażenie, że trafiło się do ekskluzywnej biblioteki z niezwykle wygodnymi fotelami i stolikami do kawy, na których ustawiono nigdy nietopniejące świece. Ściany pomieszczenia imitowane są na półki wypełnione najróżniejszymi książkami, nawet kilka filarów wzmacniających sufit posiada miejsce na mniejsze, jak i większe egzemplarze. Różnokolorowe grzbiety ksiąg stanowią urozmaicenie kolorystyczne wnętrza. W powietrzu unosi się zapach ciasta, mielonej kawy i starego papieru. Zwykle pozycje czytane są podczas pobytu, lecz istnieje opcja wypożyczenia interesującego nas woluminu, po wcześniejszym zgłoszeniu tego faktu obsłudze. Nierzadko kawiarnia wynajmowana jest na konferencję czy wykłady, często odbywają się tutaj wieczorki literackie lub spotkania z najlepszymi pisarzami magicznego świata. Na co dzień warto zajrzeć do środka, rozsiąść się w wygodnym skórzanym fotelu i umilić sobie lekturę magicznymi wypiekami i kawą.

W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Zakonników i +10 dla Gwardzistów
[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 08.12.17 8:00, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dział Ksiąg Zakazanych   21.09.17 20:52

Zarówno Bertie jak i Constantine chybili, mimo iż drugi z nich widział dokładnie sylwetki swoich przeciwników. Dokładnemu wymierzeniu nie pomógł najprawdopodobniej fakt nagłego wstrząsu, który targnął budynkiem. Ollivander, po raz kolejny czując nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej zauważył jeszcze, jak obie sylwetki rzucają się w kierunku drzwi. Po tym jednakże widoczne dla niego poświaty zbladły, aż w końcu zniknęły całkowicie, tak samo jak ucisk w piersi - choć tym razem był zdecydowanie dłuższy, a w jego czasie młodzieniec mógł nabierać jedynie płytkie, krótkie oddechy. Ollivander mógł oczywiście zbagatelizować ostrzeżenia wysyłane mu przez jego organizm i zaryzykować dalsze pozostawanie w niebezpiecznym miejscu, jakim był Dział Ksiąg Zakazanych, lub pójść za głosem rozsądku i je opuścić.
Apollinare, choć mgła przesłaniała mu widok był w stanie dostrzec kształt przypominający kobiecy, który przemieszczał się w kierunku drzwi. Mężczyzna zerwał się do biegu nieomal nie wywracając się gdy budynkiem zawładnął wstrząs, jednakże podsycany zaklęciem Timoria strach w dalszym ciągu mobilizował go do ucieczki. Z tego względu wyprzedził Mariannę w drodze na zewnątrz; kobieta szła też o wiele wolniej, bowiem w przeciwieństwie do Francuza nie posiadała punktu odniesienia jakim była ściana. Ostatecznie jednak również i ona znalazła się poza murami przybytku. Oboje Rycerzy owionęło chłodne i rześkie, nocne powietrze będące niezwykle przyjemną odmianą po duchocie panującej w miejscu jeszcze nie tak dawnego pożaru.

| Apollinare i Marianna - opuszczając budynek podjęliście decyzję o zaprzestaniu walki. Możecie w tym temacie napisać jeszcze po jednym poście zawierającym informację o tym, gdzie dalej udają się Wasze postacie lub możecie też całkowicie zakończyć rozgrywkę. Zaklęcie Timoria po opuszczeniu pola walki zaczęło słabnąć, utraci swą moc zupełnie dopiero za około godzinę.
Bertie i Constantine - gratulacje, wygraliście pojedynek i możecie kontynuować naprawianie magii w tej lokacji. Jednakże, ze względu na chorobę Constantine'a pozostawanie przez niego w budynku aż do wystąpienia świszczącego oddechu (etap III) poskutkuje natychmiastowym atakiem klątwy Ondyny. Po ataku na okres przynajmniej pięciu dni Constantine będzie zmuszony pozostawać pod całodobową opieką uzdrowicielską. W przypadku nieodegrania ataku choroby pomimo pozostania w budynku aż do etapu III. postać spotkają konsekwencje fabularne.

Dziękuję Wam za sprawne odpisy i tym samym zamykam arbitraż Mistrza Gry.


Powrót do góry Go down
Constantine Ollivander
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t5068-constantine-ollivander http://www.morsmordre.net/t5083-stosik-kostka#110212 http://www.morsmordre.net/t5085-invictus-maneo#110272 http://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t5081-constantine-ollivander#110205
Badacz i ilustrator flory magicznej
21
Szlachetna
Kawaler
The woods are lovely,
dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep...

And miles to go before I sleep.
20
10
0
0
0
0
5
10
Jasnowidz
przeklęty, wrażliwy rycerz

PisanieTemat: Re: Dział Ksiąg Zakazanych   22.09.17 14:07

Rzucane przez niego zaklęcie nie przyniosło oczekiwanego rezultatu; być może był już przemęczony albo krnąbrna magia w końcu obróciła się przeciwko niemu. Nie miało to jednak większego znaczenia, gdyż jego uwaga skupiła się na świdrującym bólu, który zacisnął swoje szpony w okolicach jego klatki piersiowej. Przymknął powieki, starając sobie z nim poradzić, przez co dość niewyraźnie widział jak dwie postacie trafiają do drzwi, po czym kompletnie znikają z jego pola widzenia. Przez chwilę widział tylko ciemność, tak starał się pozbierać w sobie, odzyskać kontrolę nad oddechem chociaż na tyle, by powiedzieć Bertiemu, co właśnie zobaczył. Tak samo nagle jak się pojawiło, rwanie w płucach ustało i chciwie zaczerpnął powietrza. Było ono wypełnione dymem, czego wcześniej nie rozważył, i musiał kilka razy odkaszlnąć, by oczyścić nieco drogi oddechowe. Jedno było pewne, nie był dobrym kompanem do naprawiania magii w tej lokacji. Z ciężkim sercem spojrzał w stronę, gdzie najpewniej znajdował się jego przyjaciel. Dobrze, że nie mógł w tym momencie zobaczyć smutku oraz zrezygnowania, które przeszło przez jego twarz, znów był utrudnieniem i na niewiele się przydał.
Bott? Wszystko w porządku? — Słyszał wcześniej jego głos tylko wtedy, gdy ten wypowiadał zaklęcia. Tak naprawdę nie mógł więc wiedzieć czy nie odniósł innych obrażeń. Odchrząknął, zdając sobie sprawę, że brzmiał dość słabo. — Widziałem jak uciekli, zostaliśmy tu sami — dodał, wypatrując w chyba rozrzedzającej się mgle znajomej czupryny. Nawet nie zwrócił uwagi, iż palce jego lewej dłoni wczepiają się w jego koszulę w okolicy serca, a druga ręka nadal zaciska się z wielką determinacją na różdżce. Dopiero kiedy igiełki odrętwienia zaczęły się rozprzestrzeniać w jego ścięgnach, Constantine odetchnął i podjął próbę rozluźnienia się. W jego głowie szumiała krew, zapewne rozbudzona poprzez adrenalinę, która opuszczała jego ciało. Nie mógł tu zostać. Ruszył tam, gdzie wydawało mu się, że znajdował się Zakonnik; cóż za ironia, ponownie szukał kogoś
Tu nie jest bezpiecznie. Ja... — przerwał, by zaczerpnąć powietrza. Czyżby przez jego gardło przeszedł kolejny świst? Nie pierwszy raz był bliski ataku Ondyny, wolał nie ryzykować ani nie ignorować objawów. — Ja mam trudności z oddychaniem. Muszę... stąd wyjść. — dodał, siląc się na niepokazywanie po sobie stopnia, do którego był tym zaniepokojony. Nie chodziło o to, że się tego wstydzić, ale nie chciał zbytnio obarczać troskami Bertiego. Nie był już w stanie rzucać kolejnych zaklęć, tym bardziej, iż narażali się na kolejne nieprzewidziane skutki czarów. Raz te nieprawidłowości działały na ich korzyść, jednakże nie mogło to trwać wiecznie.
Wzdrygnął się, kiedy usłyszał kolejny huk, a przez dział ksiąg przeszło kolejne trzęsienie. Wyciągnął rękę ostrożnie do przodu, poruszając się stopa za stopą, w nadziei, że w końcu natrafi na cukiernika.




We can’t let fear interfere
Knowing that we can be
happy
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
20
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dział Ksiąg Zakazanych   22.09.17 17:18

Wstrząs który pojawił się w chwili kiedy próbował rzucać zaklęcie go zmartwił. Perspektywa bycia przygniecionym przez kawałek sufitu go zdecydowanie przerażała. Nie zamierzał się jednak podnosić, nasłuchiwał zamiast tego, a dźwięki kroków i trzaśnięcia trochę go uspokoiły. Zaraz z resztą sytuację rozjaśnił mu Constantine.
- Okej, jedno z głowy. - kim byli? Powinni byli ich zatrzymać. Dowiedzieć się. Czuł się koszmarnie z tym, jak wyglądała ta walka, jeśli w ogóle można to nazwać walką, jednak nie mógł się teraz nad tym zastanawiać. - Trzeba się pozbyć cholernej mgły.
Unosił już różdżkę, by rzucić finite, kiedy Kostek odezwał się znowu. A jego głos faktycznie nie brzmiał dobrze.
Kiedy dłoń chłopaka zamajaczyła mu w gęstej mgle, szarpnął go za rękaw żeby dać znać że jest obok i nie puszczał go. Był zirytowany, trochę rozzłoszczony choć nie miał podstaw by winić o cokolwiek Kostka. W gruncie rzeczy doskonale wiedzieli, widzieli jak wygląda to miejsce, a on tak samo jak Ollivander był świadom jego choroby.
Stoczyli właśnie walkę - w obronie? - by mieć pewność, że to miejsce zostanie naprawione, jednak cóż. Tak jak w trakcie walki zakładał, że nie będą walczyli do końca, tak i teraz ważniejsze było zdrowie jego towarzysza. Wiedział że chłopak nie upierałby się, żeby opuszczać to miejsce, gdyby na prawdę nie było to konieczne.
- W porządku.
Skinął głową. Wściekły, choć głównie na własną bezmyślność, tendencję do działania zanim dokładnie przemyśli plan. Pozostawało jedynie cieszyć się, że póki co Ollivander nie doznał poważnego ataku mimo zdecydowanie sprzyjających ku temu warunków.
Ruszył powoli, opierając rękę na stołach, potem ladzie, krok za krokiem, choć starał się nie zwlekać, wcale nie zachęcany do przebywania tutaj przez kolejne wstrząsy. Drugą ręką wciąż trzymał rękaw przyjaciela, chcąc mieć pewność, że ten idzie za nim.
- Wezwiemy tutaj kogoś. - dodał zaraz, bo jedyne czego był pewien to to, że nie można tak tego zostawić. Nawet jeśli oni nie dali rady - ktoś inny da.

zt x 2





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
10
6
0
2
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Dział Ksiąg Zakazanych   15.10.17 0:55

13 maj

Czuła, jakbym przez jakiś czas trwała zawieszona w próżni. Pustce złożonej z bezsennych nocy, ponurych dni, braku ciepła i niekończących się koszmarów. Czerni, która okalała jej najbliższych. I w końcu smutku, gdy przyszło jej żegnać ojca. Wiedziała, że w Kornwalii będzie bezpieczny, bezpieczniejszy, a jednak mały, egoistyczny potwór wewnątrz niej zdawał się wrzeszczeć by nie odjeżdżał, by nie zostawiał jej samej. Ale tak musiało być. Tak miało być lepiej. Niekoniecznie łatwiej. Ale nie mogła pozwolić na to, by świat zabrał jej i jego.
Musiała więc ruszyć na nowo, dołączyć do pędu w którym niezmiennie pozostawał świat, nieczuły na prywatne, ludzkie tragedie. Z początku było ciężko, robiła wszystko, tak długo, jak długo Morfeusz nie zgarnął jej w swoje ramiona siłą - wtedy padała na kilka krótkich godzin w których sny splatały się z koszmarami rzeczywistości. Słyszała by przestać, by zatrzymać się, dać sobie czas - bo przecież on najskuteczniej leczył rany. Ale Just wiedziała, była pewna, że ran które zdobyła nic nie jest w stanie uleczyć, a o wszystkim już na zawsze miała przypominać jej kanciasta gwiazda - dzieło halabardy - które znaczyło jej niezmienione ciało. Poszła po różdżkę do Ulyssesa, spotkała się z Cyrusem który wręczył jej eliksir - wieczny płomień, nie pragnęła go, ale wiedziała że nie może odmówić. Zresztą była wdzięczna - jemu i Eileen. Z początku zdziwiła się, gdy ta poprosiła o fiolki jej krwi, dopiero dostając płyn i słuchając wyjaśnień mężczyzny zrozumiała - ona też nie chciała nikogo więcej stracić. Dlatego nosiła jedną porcję ze sobą, zawsze, gdziekolwiek by nie wychodziła, nawet jeśli było to tylko wyjście po bułki - nie chciała kusić losu. Dzisiaj też miała go w lewej kieszeni płaszcza zaciskając na nim dłoń, drugą zaciskała na nowej różdżce skrytej w drugiej kieszeni. Uniosła niemrawo kącik ust na widok swojego przyjaciela.
- Dobrze cię widzieć. - przywitała się, gdy podszedł, spotkali się w jednej z pobliskich uliczek nie chcąc ryzykować teleportacji wprost w źródło cyklonu. Trudno było jednoznacznie stwierdzić co spotkają na miejscu. Zmieniła się, wiedziała, że tak. Życie odcisnęło na niej piętno. Tęskniła za czasami błogimi, w których zmartwienia nie były aż tak ciężkie. Ale nie żałowała, nie tego że znalazła się w Zakonie, wiedziała że walczy za sprawę ważną i słuszną i zdawała sobie doskonale, dokąd zmierza z każdym kolejnym krokiem. - Ja... - zaczęła, gdy ruszyli obok siebie, nie do końca wiedząc jak zabrać się do pytania, które chciała zdać. Lubiła Brendana, ceniła jego rzeczowość i umiejętności, ale nie potrafiła nic poradzić na fakt, że w jakiś sposób zawsze ją peszył. Trudno było jednoznacznie stwierdzić, czy odpowiedzialnym był za to przeszywający wzrok, czy może samo życie - które młodego wieku i jego zdążyło już nieźle poturbować. Podziwiała go, o tak, za to jak sobie poradził, za to jaki był i z pokorą - czasem ubarwioną bzdurnym komentarzem - przyjmowała każde słowo krytyki, chcąc wyciągnąć z nich jak najwięcej. Dlatego też z nim pierwszym postanowiła skonfrontować krążące w głowie od jakiegoś czasu myśli. - Wybacz mój ostatni list, był więcej niż chaotyczny. - powiedziała na początek, nie zwalniając kroku. Budynek w którym mieścił się Dział Ksiąg Zakazanych był już blisko, jednak miała wystarczająco dużo czasu by zadać pytanie, tylko... czy nie stchórzy przed uważnym niebieskim spojrzeniem spoglądającym z góry? Wyciągnęła z kieszeni lewą dłoń, zakładając w charakterystycznym odruchu zdenerwowania włosy za ucho. - Myślałam nad tym co umiem, a co umieć powinnam - zaczęła spoglądając przed siebie i marszcząc lekko nos. - ostatnie wydarzenia jasno pokazały jak wiele mi brakuje. Jesteś... Trenujesz kursantów, prawda? - zapytała retorycznie, nie czekała na odpowiedź, kontynuowała dalej, chociaż każde z słów przychodziło jej z trudem. Czuła się głupio, ale chciała też poznać jego zdanie i ten dysonans mocno w niej drgał. Westchnęła ciężko, walcząc z samą sobą. - Zawsze chciałam pomagać, Pogotowie zdawało się idealne, ale... czuje, że to już nie to. Potrzebuję praktyki i wiem, znaczy to nie tak, że nie doceniam, ale wiem, że nie macie czasu - między pracą i tym szaleństwem na około. - uniosłam dłoń zataczając nią krąg w koło. Wchodziliśmy już do budynku, który trząsł się co jakiś czas niebezpiecznie. Rozejrzałam się naokoło, wyciągając z płaszcza dłoń zaciśniętą na różdżce. - Myślałam o tym, by się przekwalifikować i podejść do kursu aurorskiego. - wyrzuciła w końcu z siebie. - I chciałam zapytać cię o zdanie. - zakończyła równie koślawo wchodząc w końcu do pomieszczenia. Lada, stoliki, zdawały się nadpalone, pomieszczenie nie wyglądało na stabilne, zdecydowanie potrzebowało naprawy, tylko, czy uda im się tego dokonać? Spojrzała na Brendana. - Zaczniesz? - zapytała wiedząc, że poczuje się pewniej, gdy to on obejmie prowadzenie tutaj.




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?



Ostatnio zmieniony przez Justine Tonks dnia 01.11.17 21:16, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Brendan Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley http://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 http://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 http://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 http://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
auror
25
Szlachetna
Kawaler
Choć krwią zachłysnął się nasz czas, choć myśli toną w paranojach...
29
16
0
0
0
0
10
16
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dział Ksiąg Zakazanych   15.10.17 14:37

Justine Tonks, cudem ocalała z niewoli Grindelwalda, której umiejętności i zdolności mógłby pozazdrościć niejeden doświadczony czarodziej. Był pewien, że została stworzona do wielkich czynów i był też pewien, że pewnego dnia im to wszystkim pokaże - jej wewnętrzna siła zasługiwała na podziw.
- Ciebie również - odparł, bez uśmiechu, bo nic co się wydarzyło na uśmiech nie zasługiwało, a jednak z pewną satysfakcją - Justina była żywym i chodzącym dowodem na to, że pstryknęli Grindelwalda w nos. I choć nic mu nie zrobili - to sprzeciwili mu się wreszcie otwarcie. Pokazali mu swoją siłę, nie dali sobą pomiatać. To tak naprawdę więcej, niż ktokolwiek dotąd zrobił - barwy porażek bladły, kiedy myślał o tym w podobny sposób. I choć początkowo szedł w milczeniu, spojrzał na nią spode łba, kiedy zaczęła mówić - ja- co? - Był - stwierdził bez zawahania, czytając go zastanawiał się, czy Justine naprawdę zdawała sobie sprawę z tego, co robi. Czy gdzieś po drodze jej myśli nie stały się zbyt chaotyczne, czy rozumie każe słowo, które pisała na kartce. Patrzył na nią jednak bez oceny w oczach, patrzył uważnie, rozumiejąc, że to zachowanie musiało mieć swój powód. Spojrzał w dal, zastanawiając się nad sensem jej pytania, udzielał jej już przecież porad, w odpowiedzi jedynie skinął głową, nie przerywając jej słów. I choć wyznanie  - nie mógł zaprzeczyć  - zaskoczyło go, to nie czuł wewnętrznego dysonansu. Po tym wszystkim co przeszła miała prawo żądać zemsty. Miała prawo chcieć zrobić więcej.
- Trenuje tylko sprawność fizyczną młodych aurorów - odparł więc na jej słowa, nie chcąc mamić ją nieszczerością. Ludzie - w tym on - do podjęcia kursu przygotowywali się całe życie, Justine była zdolna, ale jeśli myślała o tym na poważnie, będzie musiała poświęcić na to sporo swojej energii. Nie był kimś, kto mógł ocenić jej zdolności - sam wciąż się uczył. - Egzaminy wstępne będą już niedługo. Interesowałaś się, czego będą od ciebie na nich wymagać? - Nie tylko umiejętności związanych z białą magią, które posiadała, ale też czujności i predyspozycji, by ten kurs ukończyć. Westchnął, znajdując się już nieopodal Działu - dostrzegając szalejącą przed budynkiem fontannę. - Jestem pewien, że sobie poradzisz - stwierdził w końcu, bo wszystkim, co przeszła, mogłaby zawstydzić niejednego kursanta-prymusa. - Ale nie lekceważ tego - potrzebujesz przygotowania. Gruntownego. Przebyte doświadczenia ją utwardziły, rzuciły na głęboką wodą bez jakichkolwiek nauk. A ona nie utonęła, co jednoznacznie ukazywało jej potencjał. Poniekąd jej postawa inspirowała, pokazywała, że czarodziej, którego zła siła próbowała stłamsić - mógł z powodzeniem rozwinąć skrzydła i wyszarpać gardło oprawcy. Jej anatomiczne umiejętności bez wątpienia zostaną docenione na kursie... miała jednak przez to wiele do nadrobienia. Nie szkodzi, nie istniały rzeczy niemożliwe.
- Nie wygląda to dobrze - wszedł do środka za Justine, bacznie oglądając się wokół; właściwie nie musiał, zaraz przy wejściu nie było to aż tak widoczne - lecz w głębi bez trudu dostrzegł rozprzestrzeniające się języki ognia. Całe to miejsce - razem z nimi - mogło zaraz spłonąć. - Spróbuję - stwierdził, unosząc różdżkę, choć jego dłonie skryte były w kieszeni szaty, to palce nieprzerwanie zaciskały się na rękojeści prostej różdżki z inkrustacją lwa i lisa. Gdzieś w głębi kolejna eksplozja wywołała stłumiony huk, dym zmieszany z pyłem uniósł się w powietrze. - Fontesio - wyartykułował, zamierzając przebić się przez posadzkę lokalu i sprowadzić wodę, która ukoi wciąż bijące serce anomalii.




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.



Ostatnio zmieniony przez Brendan Weasley dnia 15.10.17 14:51, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dział Ksiąg Zakazanych   15.10.17 14:37

The member 'Brendan Weasley' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 78

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
10
6
0
2
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Dział Ksiąg Zakazanych   16.10.17 21:13

Wcześniej nie rozumiała, dopiero ostatnie miesiące zdawały się boleśnie odsłonić niektóre ukryte - zdawać by się mogło - odwieczne - prawdy życia. Choćby te, że z biegiem lat i wraz z nabytymi doświadczeniami coraz mocniej zatracamy naszą wewnętrzną nieskazitelność, naiwność i bezkresną wiarę w ludzi, która za młodu pozwala na eksplorowanie świata. Tą samą, która pozwala dostrzegać jego piękno. Ale i tą, która powoli rozpływa się niczym para na kubkiem gorącej, herbaty, gdy zaczynamy rozumieć, że życie nie jest tak piękne, ani tak krystalicznie przejrzyste, jak zdawało nam się za młodu. Co więcej, Justine dopiero teraz rozumiała - a może nawet nie tyle co rozumiała a czuła, jak wiedza ta, wzbogacona o ciężkie doświadczenie - że uśmiech może coś ważyć. Ostatnie miesiące, a najbardziej ostatnie dni, były jej własnym życiowym sprawdzianem. Testem, którego nagrodą było życie. Nie oblała go, jakimś cudem prześlizgnęła się do krainy żywych, zostawiając za sobą jedną z najważniejszych dla siebie osób. Wcześniej podziwiała Brendana. Podziwiała, ale nie rozumiała. Wychowała się w pełnej, choć biednej rodzinie. On od lat troszczył się o siebie sam, w dodatku pilnując młodszej siostry. Teraz, dopiero teraz, rozumiała jak wielki ciężar dźwigał na barkach.
Przytaknęła głową na jego uściślenie - jak zawsze konkretny aż do bólu. Tak, sprawność, ale nie o to jej przecież chodziło. Wiedziała, że ma z nimi styczność. Sam też był aurorem. Chciała znać jego zdanie, chciała by wydał opinię na jej temat, by móc wiedzieć, czy jej pomysł, plan, ma jakiekolwiek szanse na powodzenie. Wiedziała, że z jego ust padnie jedynie prawda i tej teraz potrzebowała, choćby brutalnej. Nie obawiała się jej, zdecydowanie bardziej ceniła ją niźli piękne kłamstwo, które pchnęłoby ją na drogę na której nie byłaby w stanie sobie poradzić.
- Nie umiem pływać. - przyznała się od razu, wiedziała że wcześniej znajdowało się to poza jej zasięgiem. Nadal bała się wody, ale teraz, gdy Alex odblokował ukryte wspomnienia czuła, że strach do zbiorników wodnych nie jest już tak paraliżujący. Musiała jednak sprawdzić jeszcze swoje przypuszczenia w praktyce. - Kamuflaż nie będzie dla mnie problemem. Już nie. - wyliczała spokojnie dalej, póki jeszcze była chwila, póki nie należało przenieść całej swojej uwagi na zadanie, które przed sobą postawili. Włosy w końcu zaczęły być jej posłuszne, tylko czasem, jakby w przyzwyczajeniu reagując tak jak zawsze. Nie była dobra z tego, co siedzi w głowie, ale strzelała w ciemno, że to wyparte wspomnienia w jakiś sposób utrudniały jej całkowitą kontrolę nad ciałem. Uniosła lekko zdziwione spojrzenie słysząc pewność w jego głosie. Był pewien. Pewien, że sobie poradzi. Przez chwilę patrzyła, by skinąć głową na kolejne słowa - Nie będę. - zapewniła, postanawiając, że na te chwilę ten wątek musi zostać skończony, wchodzili właśnie w wie cyklonu i powinni skupić się tylko na tym, kolejne pytania mogą paść już późnej.
Budynek nie wyglądał stabilnie, a buchające ogniem, spadające z regałów książki nie poprawiały sytuacji. Just ściskała różdżkę, pozwalając, by to Brendan zaczął, była spokojna, spokojna jego. Ale też rozglądała się w próbie dostrzeżenia niebezpieczeństwa, jeśli jakieś miało pomknąć w ich stronę. Zaklęcie rzucone przez aurora zadziałało, woda wytrysnęła zdając się odrobinę ustabilizować pomieszczenie. Rozejrzała się raz jeszcze po pomieszczeniu, wręcz czuła magię która zawładnęła tym miejscem. Uniosła różdżkę.
- Kolejny etap. - mruknęła tylko zdając sobie sprawę, że jedno rzucone poprawnie zaklęcie nie znaczy jeszcze nic, a jedynie tyle iż udało im się choć na chwilę ustabilizować magię i przystąpić do kolejnego etapu, musieli postępować według pozostawionych instrukcji i liczyć na to, że ich umiejętności okażą się wystarczające.

| naprawiamy metodą Zakonu
I poziom, 20 OPCM




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dział Ksiąg Zakazanych   16.10.17 21:13

The member 'Justine Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 97


Powrót do góry Go down
Brendan Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley http://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 http://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 http://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 http://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
auror
25
Szlachetna
Kawaler
Choć krwią zachłysnął się nasz czas, choć myśli toną w paranojach...
29
16
0
0
0
0
10
16
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dział Ksiąg Zakazanych   17.10.17 3:07

korzystamy oczywiście z metody Zakonu

Udało się, podłoga pomiędzy dwoma najbliższymi regałami rozstąpiła się, a z długiej poszarpanej szczeliny trysnęła woda, czysta, świeża, kojąca, gasząca pożar nieustannie pożerający to miejsce. Zastanawiał się, jak to właściwie możliwe, że ono wciąż nie spłonęło: być może ten ogień wcześniej ledwie się tlił, być może anomalie zakrzywiały czasoprzestrzeń mocniej, niż początkowo mu się wydawało. Temperatura wracał do normy, ciepło umykało, Brendan  rozejrzał się w okół, rozglądając się za kolejnymi niebezpieczeństwami - należało dokładnie sprawdzić teren przed zabraniem się do konkretnej pracy. Uchwycił jej słowa, nie odpowiadając od razu, pływania uczyło się szybko - to nie było nic dobrego - sam pływakiem był bardzo dobrym, ale to nie determinowało przecież jego skuteczności jako aurora. Istniało wiele zaklęć, które potrafiły pomóc nadrobić podobne braki, nie wspominając już o osławionym skrzelozielu.
- Wielu rzeczy nie potrafisz, istnieją większe tragedie - odparł więc spokojnie, bez kpiny, bez sarkazmu, ale i bez zbędnej czułości. Każdy miał słabości, bez tego nie byliby ludźmi. - A mi nieczęsto zdarzało się pracować pod wodą - przyznał z zastanowieniem, wciąż nie opuszczając różdżki. Postąpił krok na przód, wiedziony hałasem dogasającego ognia, zaalarmowany tym hałasem - niepotrzebnie. Nie tracił czujności, nigdy, teraz była bardziej potrzebna, niż kiedykolwiek wcześniej. - Ale jeśli wpędza cię to w dyskomfort, to nieźle sobie z tym radzę. Mogę ci pomóc. - Już ustalili, że właśnie tym się zajmował na kursie. Jeśli pójdzie na niego teraz - i tak zapewne trafi na niego. Lubił spędzać czas aktywnie i lubił pływać, nie było to dla niego żadnym wyrzeczeniem. Skinął głową, Justine była metamorfomagiem, niezwykły dar, który w rękach aurora mógł się okazać niesamowicie przydatny. Byłby naiwny, gdyby nie brał pod uwagę, że wielu czarnoksiężników stara się orientować w ich biurze i w ich twarzach, przebranie doskonałe mogły zapewnić wyłącznie magiczne geny. Wyjątkowe geny - takie właśnie posiadała Tonks. Czy naprawdę ktoś wciąż wierzył w to, że jej krew była mniej warta, kiedy prezentowała sobą tak wiele? Metamorfomagii nie dało się wszak wyuczyć - czarodzieje się z nią rodzili. Justine całą sobą przeczyła śmiesznym głoszonym ostatnio coraz śmielej ideom, śmiała się im w twarz, nie dając się zabić, nie dając się spętać i co krok udowadniając swoją wartość. Tak jak teraz - tak naprawdę poradziłaby sobie tutaj sama, powietrze lekko zadrżało od białej magii, jaką wypełniło się pomieszczenie. Jeśli tylko chciała być żołnierzem - chciał ją w tym wesprzeć. Szanował każdego, kto miał w sobie wolę walki. Wojna nie oszczędzi nikogo - więc nikt nie powinien w trakcie jej trwania oszczędzać samego siebie. Uniósł różdżkę, dołączając do Justine, koncentrując się w sobie, by odzyskać kontrolę nad rozjuszoną, nieposłuszną i zdziczałą magią.




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dział Ksiąg Zakazanych   17.10.17 3:07

The member 'Brendan Weasley' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 16


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
10
6
0
2
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Dział Ksiąg Zakazanych   17.10.17 23:54

Jak na razie szło im całkiem sprawnie. Najpierw udane zaklęcie Brendana przywołało wodę, która wzbiła w powietrze dym, gdy zetknęła się z gorącem rozgrzanych i palących się półek. Po raz pierwszy znalazła się w miejscu, którym zawładnęła anomalia, ale wiedziała już, że nie są one niczym dobrym - choć to właśnie dzięki nim udało jej się odzyskać wolność. Przez nie jednak, ludzie doznali wielu obrażeń, towarzyszący jej dzisiaj mężczyzna nie był w tym inny. A jednak posiadał w sobie jakąś siłę, moc która pchała go do przodu - co dziwniejsze, zdawał się nie upaść w sobie nawet po tym, jak stracił dłoń.
Dziwne to było uczucie, kompletnie niecodziennie, bowiem tutaj właśnie w tym zniszczonym przez ciemną magię miejscu, gdy podejmowała się naprawy zaciskając dłoń na modrzewiu do którego nie przyzwyczaiła się jeszcze do końca, to tutaj dokładnie czuła, jak magia wibruje, splata się ze sobą a nawet jej jasna strona powoli przejmuje dominację nad tą, po którą żaden czarodziej nie powinien nigdy sięgać. I, choć przerażające, uważała to za równie piękne, co fascynujące.
- Właściwie pomagasz mi już teraz. - odpowiedziała spokojnie. To dziwne, jak spokój zdawał się odnaleźć w końcu w niej miejsce. I smutne, że potrzebowała do tego przeżyć to, co spotkało ją w wieży. Nadal wierzyła w piękno, nadal wiedziała, że można je dostrzec wszędzie, ale nie zdawało się ono już tak ekscytować, zapraszać, gdy miała świadomość ile zła czaiło się za rogiem. Nadal nie wybaczyła sobie błędów, które popełniła. Nadal nie mogła spać, bowiem gdy przymykała powieki bezwładne ciało jej matki pojawiało się niezmiennie. Drzemała więc urywkami, łapiąc sen ledwie opuszkami palców i korzystała z niego, póki jej własny krzyk nie wciągnął jej na powrót do świata żywych. Wiedziała, że czas leczy rany, lecz wątpiła by i w tym przypadku był w stanie zagoić i tą. Nie mogła jednak odpuścić, przestać działać - nie teraz, kiedy wszystko zdawało zmierzać w kierunku swoistego epicentrum. A ona nie mogła stać z boku przyglądając się jak inni walczą. Nie mogła leczyć ich ran po bitwach i nie mogła opłakiwać tych, którzy nie wrócili. Nie mogła, bowiem czuła w głębi serca, że nie jest w stanie bezczynnie przyglądać się wszystkiemu co się dzieje. A co więcej, znała siebie - a ona działa, przeciwstawiała się tym, z którymi się nie zgadzała i stawała w obronie słabszych. Just nie sądziła naiwnie, że jest w stanie dotrzymać kroku gwardzistom - jeszcze nie. Wiedziała, że teraz jedynie spowalniałaby ich. Ale miała plan, chciała stać się możliwie najlepszą wersją samej siebie, by mogli widzieć w niej towarzysza, przyjaciela, pomocnika, nie jedynie ofiarę której pomoc należy przynieść. - Możesz opowiedzieć mi coś o swoim egzaminie wstępnym, albo dać jakieś wskazówki. - tych nigdy nie było za wiele. Odwróciła na chwilę spojrzenie, zerkając w jego stronę. - I będę pamiętać, odezwę się, gdybym potrzebowała pomocy. - obiecała na powrót odwracając twarz. Tak, będzie. Nie tylko o tym, ale tez o szczerości, którą jej podarował i o prawdzie, którą rozdawał wszystkim, bez względu na okoliczności. Właśnie dlatego potrzebowała rozmowy z nim. Wiedziała co powie Samuel, czuła w jakie słowa może wyklarować się jego odpowiedź. Prawdopodobnie nie powodowana tym co potrafi, a jego troską o nią. Chciał dobrze, wiedziała że tak. Ale wiedziała też, że tym razem musi postawić go przed faktem dokonanym.
Rozejrzała się po pomieszczeniu, dym zdawał się zdawał się wypełniać pomieszczenie, dopiero teraz zwrócił on jej uwagę - wcześniej, zajęta naprawą nie skupiała na nim zbyt wiele uwagi. Zmarszczyła lekko brwi, lustrując spojrzeniem pomieszczenie, czy stawiała odpowiednie wnioski?



(97+20*1) + (16+24*2) = 117+64 = 181/120




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?



Ostatnio zmieniony przez Justine Tonks dnia 19.10.17 22:37, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dział Ksiąg Zakazanych   17.10.17 23:54

The member 'Justine Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 4


Powrót do góry Go down
Brendan Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley http://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 http://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 http://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 http://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
auror
25
Szlachetna
Kawaler
Choć krwią zachłysnął się nasz czas, choć myśli toną w paranojach...
29
16
0
0
0
0
10
16
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dział Ksiąg Zakazanych   19.10.17 3:25

Nie pytał. Jednym wystarczała odpowiedź na niezadane pytania, inni potrzebowali potwierdzenia własnych myśli z ust innych czarodziejów, jeszcze inni szukali mocy sprawczej i chcieli poczuć ją we własnej różdżce. Każdy z tych sposobów mógł pomóc tak samo mocno i każdy wydawał się równie wartościowy. Jeśli tylko tego potrzebowała - był obok. Był, żeby pomóc podjąć jej właściwą decyzję, znaleźli się w czasach, w których właściwą decyzją mogła być już tylko walka. Czasem głupia i samobójcza, ale wszystko było lepsze od śmierci - i życia - na kolanach. Poniosą olbrzymie ofiary, to oczywiste, ale będą to ofiary konieczne, które przyniosą światu lepsze, które sprawią, że Anglia będzie lepszym miejscem dla kolejnego pokolenia. Wierzył, że własnie takie było jego przeznaczenie, tu, na ziemi. Powietrze nasyciło się białą magią, jego lewa dłoń ostrożnie zaciskała się na rękojeści różdżki; wszystko szło w dobrym kierunku - mieli nad tym kontrolę i za moment wszystko zostanie ustabilizowane. Czuł to.
Nie przestawał koncentrować się na wykonywanym zadaniu, kiedy padła jej sugestia; tak naprawdę trudno było mu się do niej ustosunkować. Podjął decyzję o tym, kim chce być, jeszcze zanim znalazł się w Hogwarcie - i przez siedem lat szkoły ciężko na to pracował, nie lekceważąc żadnej z nauk. Siedem lat to nieco więcej, niż miała Justine  - a i tak było mu ciężko, egzaminy wstępne przechodziło niewielu czarodziejów. Wydawało mu się wtedy, że osiągnął sukces - kolejne wyzwania stawiane przed nim w trakcie kursu utwierdzały go w przekonaniu, że postawił wówczas dopiero pierwszy krok na tej długiej ścieżce kariery. Ale przecież nie o karierę chodziło - nawet nie o pokonywanie siebie. Chodziło o cel, którym była walka, niekończąca się walka z wiatrakami.
- Najlepiej po prostu zacznij się już uczyć - stwierdził, bo straszenie jej nie miało większego sensu. Egzamin nie był prosty ani przyjemny, ludzie podchodzili do niego po kilka razy, w większości rzeczywiście oddając się temu w pełni. Justine pełniła dotąd rolę medyka - choć Zakon nauczył ją dużo, musiała poświęcić się czemuś, z czym dotąd nie miała żadnej styczności. Wierzył, że da sobie radę - ale wiedział też, że będzie ją to kosztowało naprawdę wiele wyrzeczeń. Jak jego - i każdego przed nim. - Przypomnij sobie wiedzę szkolną, będą jej od ciebie wymagać. Do kursów przystępuje najwięcej czarodziejów tuż po ukończeniu szkoły. - Od ukończenia Hogwartu minęła przecież już dekada - nie mogła pamiętać dziś wszystkiego. Pamiętał głównie presję. Presję czasu, presję zwycięstwa, presję walki, sprawdzono ich dokładnie, sprawdzano przede wszystkim, czy potrafili poradzić sobie pod wpływem silnego stresu. Wiedział, że Justine, wysłanniczka magicznego pogotowia, poradzi sobie z tym śpiewająco.
- To wszystko? - obejrzał się przez ramię niepewnie, niechętnie, kręcąc z powątpiewaniem głową. - Powinniśmy tu zostać jeszcze przez chwilę - rzucił, bo tak właśnie - tak wyraźnie - wynikało z instrukcji Bathildy Bagshot, raz okiełznana magia bez trudu mogła powrócić do entropii, jeśli tylko jej nie utrzymają w ryzach. Nie dostrzegał dymu, który zaczynał kłębić się wokół nich, zaalarmował go dopiero świszczący oddech - oddech świszczeć nie powinien. Zastanawiał się nad źródłem tej nieprawidłowości, coś wyraźnie było nie tak jak być powinno.




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dział Ksiąg Zakazanych   19.10.17 3:25

The member 'Brendan Weasley' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 93


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
10
6
0
2
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Dział Ksiąg Zakazanych   19.10.17 23:35

Trochę zdawało jej się to odrealnione. Zawsze lubiła Brendana, jednak łącząca ich nić zdawała się niknąć czasem, przetykana niezrozumieniem czy różnorodnością jednostek ludzkich. A jednak dzisiaj widziała ją wyraźnie. Nie nic, a coś grubszego i trwalszego, oplatającego szczelnie ich jestestwa, jakoby połączone ze sobą - złączone misją, którą powzięli i której podjęli się przyjmując pióro - symbol przynależności, celu, zadania. Tego, co łączyło pozornie różne jednostki, mieniące się różnobarwnie niczym szkiełka w kalejdoskopie, razem składające się na zdumiewająco piękną całość. Tak, wiedziała że wojna ich nie ominie. Wiedziała też, że sama nie ma zamiaru chować się pod łóżkiem i czekać aż się skończy - nie skończy się, jeśli o to nie zadbają.
W pierwszym zrywie serca i duszy chciała uczynić to od razu - oddać się misji którą powzięła całkowicie. I choć jeszcze nie złożyła swoich ślubów, wiedziała że ścieżka którą obiera, ścieżka na którą w jakiś sposób wpycha ją okrutny los, prowadzi właśnie tam. Nie, nie była jeszcze gotowa - rozumiała to już, choć z początku ciężki gorzki posmak bycia niedostatecznym psuł smak życia. Nie była gotowa, ale zamierzała być. A każda jedna sytuacja, moment w którym życie rzucała nią sprawiając że uderzała ciałem boleśnie o grunt sprawiała tylko, że podnosiła się silniejsza, pewniejsza i tylko mocniej utwierdzała ją w przekonaniach. Mulciber próbował zabić ją dwa razy, trzy jeśli ostatnia klątwa była też jego sprawką. I poległ za każdym razem. Grindelwald wyniszczył ją skuteczniej; najpierw unikała powracania do wspomnień i zlepków snów z wieży, pogrążona w żalu i smutku który nadal tlił się ponurym ogniem w jej tęczówkach, nie chciała przeżywać tego ponownie. Potem z każdym dniem dopuszczała się do własnych myśli coraz dalej, przypominała coraz więcej nie pozwalając, by i to wspomnienie wyparła, jak dawny skok z klifu. Nie, zamierzała zbudować siebie na każdym jednym przeżyciu. Zrozumieć je, zanalizować i nie popełnić więcej tych samych błędów. Może następnym razem uda jej się zapobiec śmierci. Umarła wiele razy, ale jakaś dziwna siła, chęć a może nawet silna wola sprawiały, że za każdym razem podnosiła się na nowo - odradzała niczym mistyczny feniks.
Dlatego ceniła to, każdą radę - zwłaszcza teraz. Wcześniej, jeszcze w zeszłym roku sądziła, że odnalazła siebie, znalazła zawód w którym się spełnia - który przynosi jej satysfakcję. I choć przyniósł jej wiele pięknych wspomnień, wzbogacił o doświadczenie i wiedzę, to przestawała go czuć. Ratownicy pogotowia byli raczej z boku, pierwsi na miejscu zdarzenia, pierwszy przy udzielaniu pomocy, ale kompleksowo zajmowali się poszkodowanymi w Mungu. Pomagali i choć od zawsze to chciała robić - pomagać, to coś się zmieniło. Czuła to, przestało jej wystarczać samo asystowanie, chciała zapobiegać. Do tego chciała być gotowa. Gotowa na moment, gdy wszystko przybierze na szybkości. Gotowa stanąć do walki wpierając swoich przyjaciół - nie przeszkadzając im.
- Myślałam o powtórce - wiedza nieużywana zostaje zapomniana. - rzuciła krótko hasłem, które często powtarzała jej mama - i miała rację. Kojarzyła podstawowe fakty, ale niektóre musiała sobie przypomnieć. Podręczniki z Historii Magii, czy Astronomii od dawna kurzyły się na półkach. Co więcej myślała by poprosić Cyrusa o nadzór, przypomnienie sobie jak sporządzić lecznicą miksturę w jej przypadku wymagała odpowiedniego nadzoru.
I w końcu do niej dotarło, trybiki zaskoczyły, gdy Brendan odezwał się po tym, jak magia zdawała się zacząć stabilizować. Odwróciła się w jego kierunku.
- Byle nie za długo. - odpowiedziała jeszcze raz lustrując spojrzeniem pomieszczenie, dym ulatywał, ale każdy kto wszedł tutaj nie uniknął wdychania go. To on powodował świszczący oddech. - Dym po wybuchach. - stwierdziła więc będą niemal pewną, że jej towarzysz również odczuwał już skutki jego wdychania. - Pozornie niegroźny, jednak jeśli nawdychamy się go zbyt wiele... może być nieciekawie. - stwierdziła tylko nie chcąc wdawać się w dokładny zarys przyczynowo skutkowy tego do czego może doprowadzić ich dłuższe pozostanie w tym miejscu. Mieli jeszcze chwilę - dokładnie taką, którą - tak przynajmniej zdawało się Justine - potrzebowali, jednak nie powinni się ociągać. Jeśli wyjdą odpowiednio szybko ich organizm sam doprowadzi się do porządku - w przeciwnym razie czekają ich problemy z oddychaniem i - w najgorszym wypadku - powikłania.




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
 

Dział Ksiąg Zakazanych

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Dział Ksiąg Zakazanych
» Księgarnia Esy i Floresy
» Księga zaklęć
» Książę Endymion...
» Śnieżna Księżniczka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17