Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Leśne ostępy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Leśne ostępy   12.10.15 20:19

First topic message reminder :

Leśne ostępy

Głęboko w mateczniku ukryte są skarby niedostępne mugolom, zdumiewająca roślinność płata figle i zachwyca majestatem. Pradawne, olbrzymie drzewa zdają się porozumiewać szeleszczeniem liści, ponoć opodal widywano niegdyś enty - czy te drzewa to ich potomkowie? Śród ściółki leśnej odnaleźć można pękate, a czasem nawet kwitnące paprocie; Prewettowie dumnie dbają o tę część lasu. Przez cały rok latają w pobliżu migoczące świetliki, które dodają przytulnej przestrzeni uroku. Po ścieżkach biegają rude wiewiórki. Co istotne, gdzieś tutaj rosną także krzewy zaczarowanych czarnych jagód. Krzewy, które zachowują się zupełnie niepoważnie. Zamiast grzecznie rosnąć, one lubią uciekać, ni stąd, ni zowąd pojawiać się na dnie kałuży czy oczka wodnego, wyrastać na wiewiórczym ogonie. Podobno udało się je nawet zebrać ze sklątki tylnowybuchowej! Jedynym, na czym nie rosną są czarodzieje. Chętnie za to się przed nimi chowają, jeszcze chętniej im uciekają.




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 12.10.15 22:24, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśne ostępy   09.01.17 0:04

Woda w tym miejscu była idealnie słyszalna. Lekkie wzniesienie otoczone z trzech stron wysokimi skałami mogło być idealnym schronieniem... Lub pułapką gdyby ktoś był na tyle odważny, by skakać z takiej wysokości. Albo głupi. Tyle ile było ludzi, tyle też pomysłów i Morgoth w to nie wątpił. Dlatego też uważał, że przyjście tutaj nie było marnotrawieniem czasu. Przynajmniej upewnili się, że nic tutaj nie było. Nie mógłby spać, gdyby ominęli to miejsce. W końcu każdy trop musiał być sprawdzony i oboje to wiedzieli. Dni mijały, a o Gostirze nie było żadnych wiadomości. Żaden niespodziewany list, żaden zatrważający artykuł w mugolskiej gazecie, które śledził któryś z pracowników rezerwatu, żadnych ofiar. Nic. Zupełnie jakby smok w ogóle nigdy nie opuszczał Peak District. Czy ktoś właśnie chciał, żeby tak było, czy to czysty przypadek? Ale te magiczne stworzenia nie były końmi, które jeszcze mogły pozostać niezauważone. Kolejne zaklęcie czy smok po prostu był zabrany w konkretne miejsce i tam przetrzymywany? Ukrywany przed światem? Przynajmniej jedno wiedzieli - Gostir nie narobił żadnych szkód, bo gdyby tak się stało, cały magiczny świat buchałby tym tematem, a Greengrassom przybyłoby wrogów. Szczególnie że ostatni czas dla rezerwatu nie był najlepszy. Morgoth nie zamierzał doprowadzać swojego miejsca pracy do upadku, dlatego poniekąd cieszył go taki obrót sprawy. Jeśli w jego przypadku można było mówić o cieszeniu się z czegoś...
Gdy padło w końcu pytanie ze strony Lynn, nie odpowiedział. Jak zawsze milczał, wiedząc, że nie chciała go słuchać, a on i tak nie wniósłby nic nowego ani potwierdzenie ani zaprzeczeniem. Dlatego też milczał, chociaż potrafił obserwować. Dlatego tak uważnie śledził każdy jej krok, gdy szli przez rezerwat. Dodatkowo wiedząc o chorobie, która ją trawiła, musiał być podwójnie ostrożny. Ostatnią rzeczą jakiej chciał to tego, by coś jej się przytrafiło i to w jego towarzystwie. Widział, że była zawiedziona, gdy nic nie znaleźli, ale on nie był. Podświadomie był zupełnie w innym miejscu. Sam nie wiedział, gdzie konkretnie. Może ponownie dał się ponieść urokom natury? Bez słowa ruszył za nią z powrotem do centrum Peak District, zastanawiając się, co dalej. Przecież to była ich jedyna opcja na dzisiejszy dzień, ale nie zamierzał rezygnować. Ale nie miał to być koniec...
- Czekaj! - rzucił za nią, łapiąc ją za nadgarstek i przystając. W ogóle nie zarejestrował tego że jej nie puścił, a jedynie dał się ponieść pewnego rodzaju... Wizji? Nie była to wizja, a raczej silne przeczucie, że muszą przenieść się właśnie do Weymouth. Po prostu muszą! Trwało to może parę sekund, ale gdy wrócił do poprzedniego stanu, spojrzał na swoją rękę zaciśniętą dookoła jej i szybko cofnął dłoń. Jednak nie zmieszał się, a jedynie podniósł wzrok na twarz Lynn i powiedział pewnie:
- Wiem, gdzie musimy iść.
Po czym ponownie wyciągnął w jej stronę rękę, ale tym razem czekał, aż sama ją ujmie. Pamiętał to miejsce, które miało im pokazać nowe ślady w sprawie zaginięcia Gostira. A przynajmniej tak mu się wydawało. Jak wspomnienie z dzieciństwa, które leżało w podświadomości, czekając na odkrycie.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśne ostępy   09.01.17 10:35

Lynn też się szczerze zastanawiała się jak się stało, że informacja o smoku jeszcze nie wypłynęła poza granice rezerwatu i jego pracowników. Zwykle takie rzeczy obijały się echem w całym świecie czarodziejów. To było coś nieprawdopodobnego… zniknięcie smoka. A jednak jeszcze nikt nie miał o tym bladego pojęcia i Lynn miała nadzieje, że tak zostanie. W końcu chcieli go znaleźć zanim ktokolwiek niepożądany się o tym dowie. Tylko, że nie miała pojęcia co robić dalej. Gdzie pójść? Czego szukać? Rozczarowała się faktem, że niczego nie znaleźli, ale przecież… co z mułem rzecznym? Skąd wziąłby się na łusce? Było zbyt wiele pytań, na których odpowiedzi nie miała. Stwierdziła, że powinna znowu zajrzeć do mapy. Może przeoczyła jakieś ważne miejsce. Kiedy zatrzymał ją łapiąc ją za rękę drgnęła odwracając się w jego stronę. Nie do końca rozumiała co się właśnie dzieje. Wyglądał tak jakby starał się coś sobie właśnie przypomnieć. Jakaś ukryta bardzo głęboko myśl, która miałaby go zaprowadzić do celu. Czekała przez chwile milcząc. Cokolwiek to było nie powinna tego przerywać. - Wiesz? - zapytała unosząc brew lekko zaskoczona jego następnymi słowami. - Jak to wiesz? - dopytała spoglądając na niego nieufnie. Może znał miejsce, w którym smok mógł się właśnie znajdować. A może skoro to był jego smok to tylko wspomnienie, które w niego uderzyło. Niepewnie sięgnęła do jego dłoni. Musiał wiedzieć, że się nie wycofa chociaż czy to nie był już czas, w którym powinna? Te dwie natury jej pracy zawsze się przeplatały ze sobą w takich miejscach. Bo przecież z jednej strony była łamaczem klątw i w momencie, w którym nie była pewna czy to nadal jej profesja powinna się wycofać, ale… ale przecież była też poszukiwaczem, a jej natura poszukiwacza nie pozwoliła jej zostawić go samego. Tylko czy to była jedynie ciekawość poszukiwawcza? Skinęła głową na znak, że powinien ich przenieść, zaprowadzić. Po chwili przenieśli się do lasów i nie miała bladego pojęcia gdzie właśnie są. - Gdzie jesteśmy? - zapytała spoglądając na niego, a po chwili znowu rozglądając się po całym lesie. Znała lasy Essex, znała lasy Sherwood i je rozpoznałaby pewnie bez większego problemu, ale to miejsce? Zrobiła krok w głąb lasu. Jeżeli miał wrażenie, że coś tutaj znajdą to miała zamiar mu w tej kwestii zaufać. Był jej przewodnikiem. Dziwne jak bardzo chciała zmienić swoje nastawienie po tym co stało się podczas ich drugiego spotkania. Nadal nie wierzyła, że te wszystkie słowa opuściły jej usta. Przecież nie była wtedy sobą. A może była? To wszystko aż nazbyt mieszało jej zmysły.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśne ostępy   09.01.17 13:49

Było im to bardzo na rękę, że nikt jeszcze nie słyszał nic o zaginionym smoku. Nie tylko wiązałoby się z tym wybuchnięcie paniki czy skandalu, ale równocześnie wyruszyłyby grupy profesjonalnych jak i amatorskich łowców smoków, a wtedy nie byłoby to najlepsze rozwiązanie. Nie znając smoka i podejmując się takich kroków... Ryzyko zawsze było włączone w takie polowania, ale to była już kompletna głupota. Szczególnie gdy ktoś nie znał szczegółów całego wydarzenia. Morgoth nie był łowcą smoków, a Lucinda w ogóle nie miała żadnego powiązania z tym zawodem, mimo to byli jedynymi ludźmi, którzy podjęli się poszukiwań i mogli coś z nich wywnioskować. Yaxley znał zachowania tego osobnika, widział go w końcu w wielu wydarzeniach i może wtedy jeszcze nie był pod jego opieką, trudno było nie dać się skusić na obserwowanie prawie pięćdziesięciometrowego stworzenia. Prawda była taka, że sam nie wiedział, co musiał zrobić, gdyby go znaleźli. Wrócić po większą grupę opiekunów czy zostać i wysłać wiadomość do Peak District? Na razie jednak nie dane mu było o tym myśleć, bo pierwszorzędną rzeczą było znalezienie Gostira. Cała reszta jeszcze nie miała aż tak wielkiego znaczenia. Musieli go znaleźć za wszelką cenę. Smok nie mógł się zgubić ot tak, dlatego Morgoth wierzył, że im się uda.
Czy zdziwił się, że Lynn z nim poszła? Wiedział, że mogła odejść i zrobiłaby to. Gdyby nie ciekawość. Gdy włamywali się do Tower, by spotkać się z Flintem też mogła zostać w domu, a jednak tego nie zrobiła. Wręcz naciskała, by mu towarzyszyć, a on się zgodził, chociaż pewnie nie powinien. Ale nie potrafił jej odmówić. Teraz to jednak on wyszedł z propozycją, a ona ją przyjęła. Wrodzona natura poszukiwacza przeważyła - tak jak teraz. Przeniósł ich z daleka od Peak District, nie odpowiadając na jej pytania. Nie sądził, by dała się przekonać zwykłym przeczuciem, ale on czuł, że muszą to zrobić. Dlatego właśnie wylądowali w oddalonym od cywilizacji miejscu.
- Weymouth - odparł niezwykle zwięźle, nie widząc sensu w większym rozdrabnianiu się. Zresztą sam nie wiedział, skąd dokładnie posiadał tę wiedzę. I chociaż nie mógł sobie przypomnieć czy kiedykolwiek był w tym miejscu, pamiętał je. Puścił dłoń Lynn, a gdy ona weszła w głąb lasu, on poszedł w drugą stronę, szukając jakichkolwiek śladów. Bo skoro poczuł tak silne wołanie, coś musiało tutaj być. Czy coś mogło być równocześnie dziwnie znajome i obce zarazem? Morgoth przechodząc z miejsca na miejsce miedzy drzewami tak się właśnie czuł, chociaż zaufał przeczuciu i dał się prowadzić. Chwilowo zupełnie zapomniał o tym, że towarzyszyła mu Lucinda i pewnie gdyby nie zauważyła, że się oddalił, mógłby ją tam zostawić. Szedł ciągnięty tą nieznaną nicią, nie znajdując nic istotnego przez kilka minut, ale nie przestawał. Obserwował drzewa - ich korony i konary. W pewnym momencie gdy wyszedł na większą dziką polanę, nie patrząc pod nogi, jego krok trafił na wgłębienie w ziemi. Było ono tak sporawe, że wyczuł je i tak samo płytkie, by nie stracił równowagi. Cofnął się, by spojrzeć na to z innej perspektywy i nie zawiódł się. Wciśnięty mocno w glebę ślad smoka zarysowywał się wyraźnie na ubitej trawie i mchu.
- Był tu - mruknął Morgoth, a po chwili uśmiechnął się do siebie, wiedząc, że przeczucie go nie myliło. Dopiero gdy Lynn stanęła u jego boku, przypomniał sobie o niej i przeniósł na nią uwagę. - Chodźmy - rzucił wyraźnie zadowolony i ruszył do przodu.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśne ostępy   09.01.17 15:08

Weymouth. W tym samym momencie, w którym to usłyszała obok niej przebiegł krzew czarnej jagody. Wiedziała, że już tu kiedyś była. I wiedziała z kim tutaj była. Odsunęła te myśli od siebie przesuwając się jeszcze w głąb lasu. Nie mogła o tym myśleć dlatego, że ciągle miała to we wspomnieniach pomimo upływu tych wszystkich lat. Nie mogła o tym myśleć bo sytuacja, w które zginął była bardzo podobna do tej którą oni teraz prowadzą. Nie mogła… bo by zawróciła. Mogło się wydawać, że potrafiła sobie w takich sytuacjach radzić. Oddzielić pracę o życia prywatnego, ale przecież dobrze wiedzieli, że nie potrafiła. Mogła to tylko ukryć. Głęboko w sobie. Drzewa tutaj zmieniały już ubarwienie. Zielone, przeplatające się ze sobą. Czysta harmonia wydawałoby się, że niczym niezmącona. Jednak ufała, że nie bez powodu Morgo zabrał ją do tego miejsca. Gdzieś między tymi splątanymi drzewami i śpiewem ptaków było coś czego szukali. Jeden pojedynczy ślad. Widząc jak Yaxley się oddalała ruszyła jego krokiem trzymając się na dystans. Dopiero po chwili gdy przystanął zrównała swoje ramie z jego. Wystarczyło, że spojrzała i zdążyła się domyślić co to było. Ślad. To czego szukali. Przykucnęła by dotknąć powierzchni i rozejrzeć się z tej perspektywy. To rzeczy, które robiła automatycznie. Bez myślenia. Ruszyła za nim jednak przystając na chwile i rzucając zaklęcie. Musiała sprawdzić czy tu nie ma oznak jakiejś klątwy. Chociaż sprawdzenie wydawało się być konieczne to ona w kościach czuła, że nie będzie im łatwo znaleźć kolejny ślad. Szli dalej nie wymieniając ze sobą niepotrzebnych słów. Skupiali się na tym co mogą zobaczyć i na tym co może być ukryte przed ich wzrokiem. Co jakiś czas Lynn odwracała się słysząc szelest. Wiedziała, że las Prewettów to miejsce żywe. Pełno tu było zwierząt, ale także roślin, które miały tutaj swoje własne, niezmącone życie. Chyba już na zawsze miała myśleć o takich miejscach jako o tajemniczych i czekających na nią przygodach. Poszukiwaniach, które w Londynie wcześniej były dla niej niedostępne. A przynajmniej tak myślała. Mijając kolejne pagórki zastanawiała się o czym myślał Yaxley. Czy nadal szedł zgodnie z intuicją i wiedział co powinni zrobić? A może uparł się by przejść cały las i sprawdzić czy na pewno nie ma tu niczego więcej? Grunt to się w takich momentach nie zatrzymać – pomyślała po czym się zatrzymała widząc przed sobą wielki kamień. Nie był to jednak zwykły kamień, a coś w rodzaju monumentu. Pomnik rodziny opiekującej się tym lasem. Zrobiła jeszcze jeden krok i dotknęła porośniętego już mchem kamienia. Przejechała palcem po nazwisku Prewett i już nie mogła nie myśleć o tym co było kiedyś. Bo nawet jeśli go nigdy nie kochała to była gotowa spędzić z nim całe swoje życie, a to… to było dla niej dużo. Czując, że mężczyzna przystanął obok niej uśmiechnęła się. - Wiedziałeś, że byłam kiedyś zaręczona? - zapytała spoglądając na niego kątem oka. Nie było w jej słowach żalu ani radości. To wspomnienie, które ją nawiedzało. - Kilka lat temu… - zaczęła znowu wracając spojrzeniem do kamienia. - Zginął dwa miesiące przed ślubem. Podczas podobnych poszukiwań. Był opiekunem i łowcą...- pokręciła głową i odwróciła się znowu do mężczyzny. - Ciekawe co by pomyślał widząc mnie teraz tutaj. - dodała i jakby wyrzucając te myśli z głowy przeniosła wzrok na kierunek którym ciągle podążali. Powinni iść dalej. Powinni.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśne ostępy   09.01.17 15:54

Czy to mogła być prawda? Czy złączył się ze smokiem i teraz mógł widzieć urywki jego życia? W jakich miejscach przebywał i jakie emocje nim rządziły? Nie wiedział czy to w ogóle mogło być możliwe po kilku dniach i z takiej odległości... Może coś poszło nie tak, chociaż poprzednie zaklęcia, które ćwiczył w Rumunii mu się udawały. Nie było to proste, ale tamtejsi czarodzieje potrafili naprawdę wiele rzeczy, o których normalnie Yaxley'owi w ogóle się nie śniło. Żałował jedynie że jego wyjazd trwał tak krótko i nie był w stanie zgłębić tej wiedzy w zadowalający go sposób. Wiedział, że na pewno jeszcze kiedyś tam powróci, ale nawet i dekada nie starczyłaby mu na zapoznanie się ze wszystkimi tamtejszymi tajnikami magii. Stare księgi, które odnajdywał i które pozwolono mu czytać skrywały w sobie nie tylko historię i niesamowitą moc, ale przepełniała je energia. Zupełnie jakby wyczuwał każdą drobinkę kurzu, która aktualnie unosiła się dookoła niego, a piwnica żyła własnym życiem. To zgromadzenie które znalazł w Karpatach Południowych nie dzieliło się tą wiedzą z byle kim. Ciągle zastanawiało go, dlaczego zgodzili się go wpuścić do zamku, który zajmowali. Było to podyktowane jego nazwiskiem czy... Może jeszcze czymś innym?
Słysząc biegające dookoła rośliny i trzaskanie gałęzi nie można było być pewnym w stu procentach czy to jedynie krzaki. Automatycznie i zupełnie instynktownie sięgnął do kieszeni płaszcza, z której wyjął kompas. Ten kompas, który przysłała mu Lynn na urodziny. Sprawdzając czy nic im nie grozi, zdał sobie z tego sprawę i szybko schował go z powrotem, mając nadzieję, że niczego nie zauważyła. Nie wiedział dlaczego tak zareagował, ale wolał po tym wszystkim co się między nimi wydarzyło nie przypominać jej o dobrych dniach. W końcu daleko im było do tamtego czasu. Skupił się więc na drodze, bo pomimo że znaleźli ten ślad ciągnęło go w głąb lasu. Nie mógł tego wytłumaczyć, ale zupełnie jakby jego ciało przejął ktoś inny i nakazał mu niezatrzymywanie się. Przeszedł kawałek w przód, by zatrzymać się na małym wzniesieniu pomiędzy drzewami i rozglądał się jakby w poszukiwaniach czegoś konkretnego. Z zamyślenia wyrwała go Lynn. Obejrzał się i wrócił do niej, by razem spojrzeć na wielki kamień pamiątkowy poświęcony rodzinie opiekującej się tymi terenami. Gdy się odezwała, Morgoth poczuł jak coś boleśnie ukłuło go w środku. Nie wiedział, że jej narzeczonym był Prewett, który zginął podczas wyprawy. Słyszał o tym co się tam stało. Smok urządził sobie tam rzeź, a znajdujący się tam ludzie nie mieli szans. Prewett zostawił rodzinę i narzeczoną. Yaxley nie miał pojęcia, że ów narzeczona stała właśnie koło niego. Milczał, czując na sobie jej spojrzenie, ale nie patrzył na nią. Dla niego ów rodzina również miała znaczenie, ale z zupełnie innego powodu. Cyneric był w połowie Prewettem co sprawiało, że Morgoth szanował tę rodzinę. W końcu jego starszy kuzyn był teraz jedyną osobą, z którą mógł w jakikolwiek sposób rozmawiać. Której ufał i która wiedziała o nim najwięcej. Spojrzał na wyryte w kamieniu słowa Ab imo pectore. Z głębi serca. Brzmiało tak łagodnie przy twardym motcie Yaxley'ów. Gdyby doszło do ślubu między opiekunem a Lynn zapewne nigdy by się nie poznali. I nie musiałby sobie radzić z tym, co czuł. Ale czy byłby tym samym człowiekiem co teraz? Gdy umilkła, przejechał wzrokiem po kamieniu po raz ostatni i ruszył naprzód, nie zauważając, że jego zapalniczka z inicjałami B.F. upadła cicho na mech.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśne ostępy   09.01.17 20:06

Nie do końca była świadoma tego, że wszystkie słowa po prostu z niej wyleciały. Od początku ich znajomości wolała nie mówić o sobie. Wolała nie mówić chociaż niekoniecznie dobrze jej to wychodziło. W końcu był pierwszą osobą, która dowiedziała się o jej chorobie. I pierwszą osobą przy której całkowicie zapomniała by osobie panować. Jednak żyła w przekonaniu, że niektóre rzeczy po prostu powinny zostać tylko w nas samych i w naszych wspomnieniach. Powiedzenie mu o narzeczeństwie nie miało żadnego ukrytego celu. Było reakcją na zobaczony kamień i wspomnieniem jej dawnego życia. Nigdy nie opierała się na myśleniu; co by było gdyby. Wolała iść do przodu niż ciągle się cofać. Jednak dzisiejszego dnia pozwoliła sobie wypłynięcie czegoś nowego o niej samej. Kiedy dotarło do niej co powiedziała sama była zdziwiona. Była jak zamknięta księga, która otwierała się tylko w skrajnych sytuacjach. Ta sytuacja nie należała do skrajnych a jednak Lynn wyrzuciła to z siebie mając w pamięci każdą z tamtych chwil. Wiedziała jak ma wyglądać jej życie. To do czego była wychowywana przez ten cały czas. Spełnienie obowiązku nadanego jej przez ród nawet w dla nieposłusznej szlachcianki było czymś znaczącym. Dlatego też nie pozwoliła sobie na wiarę w miłość czy inne podobne temu uczucia. Jeżeli w taki małżeństwie miałeś nic porozumienia to tak naprawdę miałeś więcej niż inni ludzie. Nie liczyła, że coś jej powie. Nie potrzebowała pocieszania, nie chciałaby powiedział, że ją rozumie. Minęły lata i ta rana już dawno jej się zabliźniła zostawiając dobre wspomnienie i niepokój. Niepokój, który towarzyszył jej już przecież odkąd się dowiedziała po co została tutaj wezwana. Może dlatego, że nie miała bladego pojęcia o smokach, a Lucas miał? Może też dlatego, że była tutaj z Morgo i bała się, że to wszystko skończy się inaczej niż by chciała? Tak naprawdę… to nie miało znaczenia teraz. Została na miejscu gdy ruszył. Jakby jeszcze przez chwile chciała zostać z pamięcią w tym miejscu. Nie trwało to zbyt długo bo leżąca na mchu zapalniczka niemalże od razu rzuciła jej się w oczy. Lynn sięgnęła po nią i obróciła ją w dłoniach. - Morgo… - zaczęła, ale zaraz się poprawiła zmieszana. Ciągle nie wiedziała jak powinna się do niego zwracać. Kiedy mówiła „lordzie Yaxley” czuła jak milion małych kolców wbija jej się w usta, ale kiedy mówiła „Morgo” czuła, że… nic się nie zmieniło. A nie mogła się przy nim tak czuć. Nigdy nie będzie mogła. - Wierzę, że jest Twoja. - powiedziała podchodząc do niego kiedy się odwrócił i wyciągnęła do niego zapalniczkę. W oczy rzuciły jej się inicjały, ale nie miała zamiaru o tym mówić. Są rzeczy, których jej ciekawość nie będzie w stanie normalnie ogarnąć.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśne ostępy   09.01.17 22:38

Nie zamierzał komentować jej słów. Przecież to były jej wspomnienia i należały tylko do Lynn. Nie znał Prewetta za dobrze. Morgoth pracował w rezerwacie dopiero kilka miesięcy, gdy zdarzył się ten wypadek. Musiał przyznać, że nawet z trudem przypominał sobie jego twarz, która była jakby za zasłoną mgły. Nie. Nie mógł powiedzieć, że go znał. To było zdecydowanie za mocne słowo. Dzieciak dopiero co zaczynający pracę po skończeniu Hogwartu raczej trzymał się z daleka od starszych opiekunów. Szczególnie łowców, którzy bywali praktycznie raz na miesiąc w pracy. Ciężko było ich namierzyć, a co dopiero poznać. Yaxley też nie interesował się nimi, a skupiał na tym, by jak najlepiej pojąć to, czego przyszedł się uczyć. A następnie pracować. Chciał tego odkąd tylko usłyszał, że można pracować ze smokami. W dodatku opowieści z dawnych lat o jego przodkach związanych z tymi wspaniałymi stworzeniami nadały tym zwierzętom praktycznie mistyczną otoczkę. Może nie było to identyczne jak w dziecięcych marzeniach, ale Morgoth nie wyobrażał sobie zmiany zawodu. Tak samo zresztą jak chociażby odejście z Peak District do Kent. Tu było jego miejsce, dlatego nie mógł zrozumieć, gdy ktoś po prostu się zwalniał. Jego pasja była za silnie zakorzeniona.
Nawet nie zwrócił uwagi, że coś mogło mu wypaść. Ostatnio też mu się to przytrafiło, gdy przez przypadek zostawił zapalniczkę na pokładzie statku, którym wrócił zza Kanału La Manche. Wydawało się to być błahostką, ale nie dla niego. Musiał po nią wrócić. Po drobną pamiątkę, którą zawsze nosił przy sobie, a ten jeden raz o niej zapomniał. Gdy się przyłapał na jej braku, serce podeszło mu pod gardło i nie mógł się uspokoić. Przetrząsnął wtedy cały bagaż, który dostarczono mu z magicznego portu, ale nie znalazł tam nigdzie zguby. Był wściekły. Na siebie że nie dopilnował pamiątki i zapewne chodziłby w takim nastroju cały czas, gdyby nie sowa z listem. Mógł odetchnąć z ulgą, a teraz zdarzyło mu się to już drugi raz. Słysząc głos Lynn, a właściwie swoje imię, odwrócił się do niej z pytającym spojrzeniem, ale zaraz lekko wstrzymał oddech, gdy zobaczył jak obracała w dłoniach jego własność. Gdy powiedziała o tym na głos, zmieszał się. - Nie... To... - zawahał się, po czym odebrał przedmiot od Lynn i spojrzał na niego z pewną rodzaju troską. Patrzył przez chwilę na znajome brzegi, srebrne zdobienia i zimną powierzchnię, w której odbijały się promienie słońca. Gdyby ją zgubił, nigdy by sobie nie darował. - Należała do mojego brata.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśne ostępy   11.01.17 8:34

Każdy miał swoje tajemnice. Mniejsze lub większe. Te, którymi przy szczególnej okazji dzielił się z innymi i te, które zachowywał tylko i wyłącznie dla siebie. Wbrew pozorom utrzymanie ich w sobie wcale nie jest łatwe. Umiejętność zachowania ich bez szwanku na sobie samym to sztuka i Lynn bardzo dobrze o tym wiedziała. Ciężko jednak jest sobie wyobrazić jak wiele rzeczy kryje się ludziach, których mijamy na ulicy. Jak wiele rzeczy kryje się w ludziach, których znamy, szanujemy, a nawet kochamy. Nie do końca jednak była pewna dlaczego tak bardzo to wszystko w sobie trzymamy. Czy dlatego, że tak zostaliśmy wychowani? By skrywać w sobie to co cenne bo ludzie najnormalniej w świecie zduszą to w zarodku? Czy może dlatego, że w świecie obłudy, mani i szerzącego się fałszu chcemy mieć coś prawdziwego, naszego, niezmąconego niczym albo i nikim innym? Teraz nie miała nad tym panować. Powiedziała to co wszak tajemnicą nie było, ale dla niej jakby zdarzyło się w innym życiu. Tak wiele się od tamtego momentu zmieniło. Ona sama ze sposobem życia, ludźmi jakimi się otaczała i pewnością o własnym losie. Zmieniło się też jej serce, które w końcu zaczęło współgrać z rozumem, a przynajmniej tak jej się wydawało za każdym razem kiedy on nie był przy niej. Mogłoby się wydawać, że skoro nie kochała Prewetta to nie powinna o tym wspominać. To powinna się cieszyć, że to wszystko zakończyło się w taki sposób. Jednak ona rozpatrywała to w kategorii jednego z rozdziałów w jej życiu. Znaczył więcej niż sama mogłaby się spodziewać. Kiedy podniosła zapalniczkę od razu rzucił jej się w oczy szczególny sposób jej wykonania. Słysząc do kogo należała uniosła brew w lekkiej dezorientacji. Do brata? Lynn nie przypominała sobie, żeby Yaxley miał brata. No bo już nie miał. Ta myśl spadła na nią. Blondynka zrobiła krok w jego stronę, otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale zaraz je zamknęła. Wiedziała, że nie powiedział jej tego po to by mu współczuła. Wiedziała, że nie powiedział jej tego po to by go pocieszała. Mówienie czegoś czego nie powiedziałoby się innym ludziom u nich było na porządku dziennym. Prawie tak jakby nie mogli zacząć dnia bez wymienia się szczególnie skrywanymi informacjami ze sobą. Po krótkiej chwili ciszy uśmiechnęła się. - Jest naprawdę piękna. - powiedziała w końcu i podeszła te kilka kroków w jego stronę rozglądając się by wrócić do tego co zaczęli. Bo przecież chociażby się waliło i paliło mieli zamiar znaleźć tego smoka. - To na wschód? - zapytała spoglądając na niego. Trochę pewniej niż jeszcze kilka minut temu. Może potrzebowała sobie przypomnieć, że każde z nich jest tylko i aż czarodziejem?




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśne ostępy   12.01.17 16:34

Nietrudno było sobie wyobrazić Berena Festusa Yaxleya stojącego w tym lesie, między nimi, niemal praktycznie namacalnie jego obecność dawała o sobie znać, chociaż nie było to możliwe. Może to przez tę dziką naturę serca lasu Prewettów, a może wspomniany kamień pamiątkowy miał coś z tym wspólnego. Fakt faktem pamiątka po bliskim członku rodziny została w ostatnim czasie wysunięta na główny plan, co w jakiś sposób musiało dawać do myślenia. Jakby zapalniczka świadomie chciała zwrócić na siebie uwagę. Ale po co? I dlaczego? Do tego jeszcze nie doszedł. Morgoth z nikim się tym nie dzielił, ale nie zamierzał też tego przed nią ukrywać. Po prostu rzucona informacja, która nie miała wpływu na jej życie. Nic nie zmieniała też między nimi. Nie zmieniała światopoglądu. Ot czysta informacja jak ta o jej byłym narzeczeństwie. Nie zamierzał tymi słowami wzbudzić w niej litości. Nie chciał słyszeć żadnego pocieszenia, bo nie oto chodziło. Ona też przecież nie chciała słyszeć komentarza z jego strony i się nie zawiodła. Milczał. W tym był najlepszy i tego zamierzał się trzymać. Milczeniem nie można było krzywdzić tak bardzo jak słowami. Bez słów nie można było wejść na grząski teren. Bez słów nie można było prowokować. Gdyby trzymał się tej zasady przy ostatnich ich spotkaniach, może nie powiedziałby tak wiele. Nie czułby się dzięki temu jak zdrajca, ale skoro uczyniło go to bardziej zdecydowanym w innych działaniach czy można było winić się za brak przejrzystości w przeszłości?
Nie odpowiedział na jej słowa, dotyczące zapalniczki. Tak szybko jak pojawił się ten temat, zniknął. Nie było sensu dłużej się nad nim zastanawiać. To należało do historii i w niej miało pozostać. Morgoth jeszcze po raz ostatni przejechał spojrzeniem po pamiątce i schował ją do wewnętrznej kieszeni płaszcza. Świadomość, że mógł ją ponownie zgubić była okropna, ale na szczęście Lynn zauważyła zgubę.
- Dziękuję - powiedział jedynie, po czym spojrzał na nią ciepło, mając nadzieję, że w ten sposób oddał swoją wdzięczność. Ludzie uważali Yaxley'ów za burkliwych, sztywnych i niezdolnych do głębszych uczuć ludzi, a rodzina posiadała wiele tajemnic, które nie ujrzały światła dziennego. Nawet Leia nie wiedziała o swoim zmarłym bracie, co było uzasadnione. Fakt faktem jednak obraz mieszkańców Fenland był wykrzywiony. Kolejny raz Lucinda odwróciła jego uwagę, pytając o drogę. Ta chwila wspomnień sprawiła, że zupełnie stracił wcześniejszą pewność, ale nie zamierzał poddawać się zbyt łatwo. Musieli coś znaleźć. Cokolwiek. Zerknął na nią z lekkim uśmiechem i ruszył do przodu.

|zt x2




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
 

Leśne ostępy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Leśne ostępy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia :: Weymouth-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18