Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Leśna Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Leśna Polana   16.10.15 22:27

First topic message reminder :

Leśna polana

Polana w lesie, nieopodal wybrzeża, uszy przytulnie pieści miarowy szum falującego morza. Wysoka trawa przeplatana wyrośniętymi polnymi kwiatami otoczona jest krzewami różowego bzu, których przesiąknięty słodyczą zapach otumania i porywa w krainę fantazji. Miejsce jest bardzo dobrze skryte przed oczami niepowołanych, trudno jest się tutaj dostać na własną rękę.  


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   22.01.17 11:20

Lynn nie miała racji. Morgoth wciąż słyszał każde słowo tej rozmowy i starał się je odpowiednio przeanalizować. Jednak nakład myśli, które w niego uderzyły, a także wyplątanie się z nim nie było takie proste. W końcu jednak odrzucił rodzinę na drugą stronę, by móc zająć się sprawą Gostira. Musieli go znaleźć za wszelką cenę, a jeśli stary coś jeszcze wiedział, niech powie już teraz. Nie sądził, by ten zbzikował tak bardzo jak Flint czy czarnoksiężnik. Po prostu życie samotnika wdało mu się w krew, a raczej nie miał zbyt wielu gości na tym pustkowiu. Sam fakt że grał rolę jakiegoś strażnika lasu był dziwny. Tak. Morgoth zauważył zgromadzone szyszki, żołędzie, liście każdego z drzew znajdujących się w Weymouth. Może był to jakiś stary ogrodnik skoro obejście domu miał tak dobrze zadbane albo leśniczy, który tak bardzo zżył się ze swoim lasem, że nie mógł go opuścić? Tyle ile było ludzi, tyle też istniało pomysłów, spaczeń i losów. Nie przybyli tu jednak analizować życia gospodarza chatki z bali. Chcieli jedynie tego co wydarzyło się i co pamiętał z tamtej nocy. Morgoth był już pewny, że był to właśnie smok, ale czy jego? Trudno było się przychylić do jakiegoś dzikiego stworzenia, bo te już dawno zostały wyłapane. A szczególnie te wielkie, których lot przypominał nadchodzącą burzę. Mimo wszystko musiał się jeszcze upewnić co do jednego.
- Świst przypominający krzyk? - mruknął, idealnie odtwarzając odgłos skrzydeł wielkiego smoka. Nie spodziewał się reakcji, ale mężczyzna lekko kiwnął głową. Gdy to zrobił, Yaxley przeniósł spojrzenie na Lynn. Nie musiał odpowiadać. W jego oczach czaiło się potwierdzenie jej pytania. Przedłużający się odgłos zdeformowanego wysokiego wrzasku. Właśnie tak to było. Jednak Morgoth znowu lekko się spiął, gdy mężczyzna się poruszył. Zaczął swój wywód, który zapewne znowu nie miał w sobie nic godnego uwagi. A przynajmniej jedynie pozornie, bo to co usłyszeli w ogóle nie przeszłoby im przez myśl. Pewnie niedługo po ślubie ,co? Patrzysz na mnie tak jakbym miał ją zaraz porwać, uwięzić, albo zatruć…
- Kończy nam się czas - warknął po długiej sekundzie ciszy, chociaż nie zamierzał. Jednak wspomnienie o zawartym związku małżeńskim, które nigdy nie miało ani nie miało mieć miejsca, uderzyło w niego. Czuł się jakby ktoś grubym kijem uderzył go w potylicę i to najbrutalniej. I chociaż nie pociemniało mu do tego w oczach ani nikt za nim nie stał, ból promieniował po całym ciele. Wpatrywał się usilnie w czarodzieja, byle tylko nie przenieść uwagi na Selwyn. Ruszył w stronę gospodarza i stanął przed nim, szukając odpowiedzi. - Obchodziłeś po tym dom? Okolicę? - spytał, chcąc zapomnieć o jego słowach. Musiał się skupić na wspomnianym trzasku. Musiał. Trzask łamanych gałęzi? Drzewa? A może... Trzask zaklęcia?




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   23.01.17 13:35

Lucinda nigdy nie byłaby dobrym materiałem na żonę. Małżeństwo to nie chwila sztucznego uśmiechu, to nie przybranie maski na kilka godzin by zrobić dobre wrażenie na szlacheckich osobistościach, to bycie z ciągle tą samą osobą do końca życia. Lynn nie byłaby w stanie przez całe życie być kimś kim nie jest naprawdę. A sobą nie mogłaby być. W końcu na własnej skórze doświadczyła tego co dzieje się z jej uczuciami kiedy pozwala poznać siebie naprawdę. Merlin jej świadkiem, że nie miała zamiaru popełnić tego błędu kolejny raz. Teraz słysząc od starca, że prawdopodobnie są parą nowożeńców aż zbladła. Ciężko było sprawić by jej już blada twarz stała się jeszcze bledsza. A jednak. Czy byli w całej swojej relacji równie daleko od takiego stwierdzenia? Kiedy spotkali się w teatrze i powiedzieli sobie tyle przykrych rzeczy sprawy między nimi powinny stać się proste. Szybko jednak okazało się, że wcale takie nie są. Nie da się w nich znaleźć rozsądku. Ostre słowa Yaxley'a przywołały ją na ziemię. Próbowała skupić się na tym co mówił starzec, ale ciężko było jej się skoncentrować. Zbyt ciężko odgonić nawiedzające ją ciągle myśli. Spojrzała jak mężczyzna unosi rękę jakby machając z zażenowaniem. Czyżby miał nadzieje usłyszeć jakiekolwiek szczegóły z ich relacji? Prędzej Lynn zabiłaby go wzrokiem niż do tego dopuściła. - Reszta odgłosów – powtórzyła Lucinda chcąc sprowadzić mężczyznę na ziemię i jak najszybciej wrócić do tematu. - Co to mogło być? - zrobiła krok w stronę mężczyzn unikając spoglądania na Morgo jak tylko mogła. Czemu to w ogóle było dla nich trudne? Czy to przez to co wydarzyło się między nimi przed jej domem? Czy przez list, który wysłała? Merlin jej świadkiem jak bardzo powinna tego wszystkiego żałować. Merlin jej świadkiem, że powinna, ale nie żałowała. - Mój płot. Mój drewniany płot. Macie szczęście, że przyszliście dzisiaj bo właśnie miałem się zabrać za naprawę. To… coś zniszczyło mój płot i pół ogrodu. No patrzcie. - powiedział starzec wskazując okno. Nic dziwnego, że wcześniej tego nie zauważyli. Najważniejszy ślad znajdował się za domem mężczyzny. A pomyśleć, że mogli to przeoczyć. Pójść inną ścieżką. Nie znaleźć tej chaty. Lynn podeszła zainteresowana i wyjrzała przez okno. Zniszczony płot i przeorany ogród wyglądały tak jakby ktoś przejechał po nich czymś ciężkim.  W jej oczach zabłyszczała nadzieja pomieszana z fascynacją. - To on. - mruknęła tylko odwracając się do Morgo pierwszy raz spoglądając na niego od dłuższej chwili. Musieli wyjść na dwór, przyjrzeć się temu bliżej. To nie mogło być nic innego.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   23.01.17 18:17

Morgoth wiedział, że kiedyś ojciec powie mu z kim miał się połączyć węzłem małżeńskim. Dla dobra swojej rodziny - nic więcej się nie liczyło. Zamierzał się tego podjąć. Wiedział zresztą, że ten czas może nadejść w każdej chwili. Pomimo młodego wieku mógł stanąć przed takim zadaniem. Nadchodził konflikt, a silne sojusze zawiązywano właśnie podczas trwania wojen. Co bardziej jednoczyło niż powiązanie poprzez ślub? Trudno było jednak stwierdzić czy przewidzieć taki obrót sprawy. Na razie nie wiązało się to z żadnymi konsekwencjami. Właśnie... Na razie. Na razie Morgoth mógł jeszcze w pewien sposób cieszyć się swoim wolnym stanem. Czy jednak jako syn nestora nie miał jeszcze poważniejszych zobowiązań? Nie zastanawiał się nad tym. A przynajmniej sam chciał się przekonać, że nie robiło to na nim wrażenia. Od zawsze wiedział przecież, że żona zostanie mu dobrana. Nie wybrana przez niego, chociaż niektórzy tak właśnie mogli sądzić. Odpowiedni ród, odpowiednia krew, odpowiednie koneksje, odpowiedni posag. Chociaż Yaxley'owie nie musieli akurat przejmować się pieniędzmi. To był zakup przyszłej żony - nic więcej. Miało się to opierać głównie na korzyściach, a nie uczuciach. Dlatego też jego rodzina była tak silna, bo myślała o przyszłości zamiast skupiać się na odczuciach. Wierzył w to. Wierzył w to do czasu pokonania Oktawiana. Potem wszystko to legło w gruzach. Teraz znowu było mu to obojętne.
Przejechał spojrzeniem po czarodzieju i z mieszanym niesmakiem na ustach odsunął się od niego, by przejść do jednego z okien. Zaraz jednak widząc dzieło wielkiej bestii, przeszedł w stronę drzwi. Usłyszał głos Lynn, odwracając się w jej kierunku. Mogli zbyć to wszystko milczeniem, ale i tak wiedzieli, że dotknęło to ich dwojga. Obojętnie jak bardzo - po prostu to wiedzieli. Nie wytrzymał mimo to i wyszedł pierwszy, zostawiając otwarte na oścież drzwi wejściowe. Przeszedł przód ogrodu, by obejściem dostać się na tył, a gdy to zrobił, stanął bez ruchu. Nie zareagował również gdy poczuł bliskość Lucindy. Przenosił spojrzenie na rozorane wielkim ogonem pola, na zarysowane w grubym konarze dębu wgłębienia, na zdewastowany do ostatniej drzazgi płot. Przejście tornada lub... Serce podeszło mu do gardła, a coś ścisnęło go w tym miejscu. Odetchnął dopiero po chwili wstrzymywania oddechu. To nie wyglądało na czysty przelot. Gostir upadł i... Był wleczony. Nie zauważając obecności Selwyn, zaczął iść w kierunku zniszczeń.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   24.01.17 1:00

Chyba pierwszy raz ulgą napawał ją widok zniszczonej własności. Ulgą wskazującą im kierunek, upewniającą ich, że nie zgubili się wśród drzew i ścieżek. Gostir tu był i chociaż to była tylko pozorna nadzieja bo przecież od tamtej pory mógł być już daleko to jedyna, której mogła się teraz trzymać. Czy zawsze musiała przywiązywać się tak bardzo do sprawy, którą prowadziła? Czy nie mogła być tylko obserwatorem i wspomagać umiejętnościami kiedy przychodziła taka potrzeba? Mogła wcale nie reagować szybszym biciem serca na każdy znaleziony ślad i entuzjazmem na przewrócony płot. Mogła być neutralna, a już na pewno przy pracy z Yaxleyem taka być powinna. Mogła, ale nigdy nie była i nigdy taka nie będzie. Obojętność nie leżała w jej kwestii. A czasem bardzo by chciała znaleźć w sobie choć odłamek interesowności. Wyszła za Morgothem uśmiechając się przepraszająco do wlepiającego w nich oczy mężczyzny. Chociaż nie poszedł za nimi to ciągle wyglądał ich z okna. Widziała jak Yaxley przygląda się zniszczeniom i chociaż na usta cisnęło jej się parę pytań to to co przed chwilą usłyszeli… skutecznie zamknęło jej usta. Nie miała śmiałości nawet myśleć, że byliby dobrym małżeństwem. Pewnie po tym wszystkim nie było w nich wystarczających pokładów zaufania i zrozumienia by móc być dobrym. Tylko czy w ich życiu istniało coś takiego jak dobre małżeństwo? Były tylko te bardziej współpracujące i mniej współpracujące. Nie trzeba było być jasnowidzem by wiedzieć, że niektórym ludziom po prostu nie jest pisane. Skupiła się na śladach. Jej wyobraźnia odgrywała scenę dopasowując ślady do ciała smoka. Kucnęła by dotknąć twardej ziemi. Prawdopodobnie mogliby znaleźć tutaj kolejną łuskę. Tylko po co im ona? I tak do niczego ich łuska nie doprowadziła. Są tutaj dzięki przeczuciu Morgo. Przeczuciu, które nadal nie dawało jej spokoju. Lucinda sięgnęła po różdżkę i rzuciła zaklęcie by sprawdzić czy są tutaj jakieś ślady klątwy. Powietrze na chwile zgęstniało, ale tylko na chwile bo zaraz małe drobinki załamanego światła rozpłynęły się. Jeżeli była tutaj jakaś klątwa to czas skutecznie ją zniweczył. Tylko delikatne drgania informowały ją, że nie wszystko tutaj było naturalne. Westchnęła zatrzymując się krok za Morgo. - Dlaczego spadł? - zapytała chociaż nie kierowała tego pytania bezpośrednio do niego. Myślała głośno nie wiedząc co tak naprawdę mogło się stać. Skoro leciał i chciał wylądować mógł to zrobić kilka metrów dalej. To uderzenie było silne, ciężkie, nieplanowane. Tylko dlaczego takie było?




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   29.01.17 20:33

Chociaż powinien cieszyć się z tego względu, że podążali właściwym tropem - Morgoth był daleki od wszelkich przejawów zadowolenia. Czuł obezwładniający go strach, którego źródła nie potrafił zidentyfikować, chociaż krążył on dookoła osoby odpowiedzialnej za uprowadzenie stworzenia. Niemal mistycznej, tajemniczej, nieosiągalnej postaci, która równocześnie wydawała się nawiedzać go w snach, czaić w mglistej poświacie księżyca, chociaż równocześnie pozostawała nieosiągalna i obca. Bliska, a równocześnie niesamowicie wyczuwalna. Nie był szaleńcem. Nie były to jego mroczki, bo czy szaleniec mógłby z taką precyzją pozostawać dalej sobą i przeć naprzód do osiągnięcia celu? Podążał za czymś, czego się bał, ale równocześnie był zdeterminowany, by odzyskać smoka. By odzyskać część siebie. Zdewastowany ogród starszego czarodzieja uświadomił mu, że naprawdę wyczuł ten upadek. Że znał to miejsce i kiedyś tu był, chociaż było to niemożliwe. Obraz który pamiętał był jedynie mignięciem, ale wtedy panowała noc. Jak w opisie mężczyzny. Nie było to już związane z animagią, z poczuciem wolności i odciągnięcia od wszystkiego, co wydawało mu się skomplikowane. To było coś zupełnie innego. Wiedział już co to było. Zaklęcie, którego użył spowodowało, że nie połączył się jedynie na chwilę z Gostirem. Ich podświadomości zostały złączone i Morgoth wyczuwał stany swojego smoka. Czuł ból, strach, gniew, chociaż otoczenie nie miało na to wpływu. Dlaczego? Odpowiedź była tak prosta, że nawet nie brał jej pod uwagę. Teraz wiedział.
Nie wiedział co Lynn myślała o pomyłce czarodzieja. Domyślał się jedynie, że wolałaby umrzeć niż stać się kimś, kto nosił jego nazwisko. Samoistnie stałaby się żoną mordercy i kłamcy, za którego go miała. Nie zamierzał wspominać o tym słowem. Nie potrafili nawet dojść do porozumienia. Jakim więc cudem mieliby kiedykolwiek ponownie dobrze współpracować? Jego uwagę od tych spraw odciągnęło to, co zobaczył. Zapomniał o poruszonej, niezręcznej sprawie możliwego związku pomiędzy ich dwójką. Zapomniał nawet o obecności dwójki osób za swoimi plecami. Nie zauważył też rzucanego przez Lynn zaklęcia, gdy szedł wciąż do przodu w stronę przewróconego płotu i nadszarpniętego, wielkiego dębu. Dopiero po dłuższej chwili zareagował na jej pytanie, chociaż nie odwrócił się w jej stronę. W ogóle się nie poruszył.
- Został ściągnięty - odparł, marszcząc brwi. Zupełnie jakby widział to oczami wyobraźni. Jak skryty w cieniu człowiek zarzuca różdżką magiczne, palące lasso na otumanionego już i tak smoka, by poddać go swojej woli. By ściągnąć go mocno w stronę ziemi. Yaxley czuł dosłownie zaciskający się czarodziejski sznur na szyi, po której przejechał nieświadomie dłonią, a chwilę później ruszył w stronę drzewa. Zupełnie jakby musiał go dotknąć, bo wydarzyłoby się coś złego. Gdy to zrobił, ostry ból przeszył jego lewę ramię. Cofnął rękę, ale było już za późno. Zaklęciem rozciął rękaw płaszcza i marynarki, by zobaczyć jak biała wcześniej koszula pokryła się mokrą, lepką krwią.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   30.01.17 14:29

Lucinda nie potrafiła stwierdzić czy dążą do czegoś korzystnego. Nie potrafiła odpowiedzieć sobie na zadane wcześniej pytania. Bo jak mogą razem dojść do czegokolwiek skoro nie potrafią nawet normalnie się porozumieć? Jednak gdzieś w głębi siebie uważała, że zalążek ich wcześniejszej pracy dawał o sobie znać. Sprawiał, że to było łatwiejsze. Bo przecież mogli nie znać się już wcale. Nie mieć pojęcia o tym co wydarzyło się przez ten czas i co tak naprawdę mogło na nich wpłynąć. Mogli nie znać siebie nawzajem, ale w jakiś sposób wiedzieli jacy są i czego mogą po sobie oczekiwać. Czy Morgo mógł powiedzieć, że pracuje mu się tak z każdym? Czy gdyby do oranżerii przyszedł inny opiekun smoków i to z nim przyszłoby jej pracować… czy to byłoby zbliżone do tego co mają teraz? Wbrew wszystkiemu nie musieli od nowa uczyć się pracy ze sobą. To w nich zostało i nawet jeśli miało ich zaprowadzić tylko do kolejnego śladu, do kolejnej poszlaki to Lucinda w jakiś sposób to szanowała. Nawet jeśli nie miała zamiaru nigdy powiedzieć tego na głos. Rozglądała się przez chwile nie zwracając uwagi na wpatrzonego w ziemię Yaxleya. Chciała wierzyć, że tak bardzo nie różnią się w rozumowaniu. Przecież wciąż szukali tego samego smoka. Został ściągnięty. Oczami wyobraźni zobaczyła jak smok spada obijając się o wszystkie przeszkody. Zrozumiała już co oznaczał trzask, o którym mówił starzec. Zrozumiała świst przecinający powietrze. To musiała być chwila. Zbyt długa dla ciągniętego smoka, zbyt krótka dla mężczyzny skulonego w starej chacie na odludziu. Nic nie powiedziała kiedy Morgoth ruszył w stronę drzewa. Spoglądała na niego ze ściągniętymi brwiami zastanawiając się czy podpowiadał mu to dobry wzrok czy kolejna wiązka intuicji. Intuicji, której tak zawierzał. Widząc jak jego biała koszulka barwi się na szkarłatny kolor krwi przez chwile nie mogła się ruszyć. Tak jakby ktoś właśnie zablokował jej wszystkie funkcje motoryczne. Odzyskując panowanie ruszyła w jego stronę rozglądając się dookoła. Co to miało być? Skąd wzięła się ta rana? I może właśnie to, że przez ostatnie kilka chwil nie wydarzyło się nic zagrażającego pozwoliło jej myśleć, że to nie jest zwykły krwotok po zranieniu. To była magia. Podeszła do niego nie pytając o nic spojrzała na ranę. - Skąd to się wzięło? - zapytała, a kiedy nie usłyszała odpowiedzi przeniosła spojrzenie na mężczyznę. Nie miała zamiaru bawić się w żadne gierki. Miała nadzieje, że tym razem tego unikną. Tylko na co liczyła? Na szczerość z jego strony? Wydawało się, że jest to bariera nie do przejścia. - Skąd wzięła się ta rana? Jeszcze chwile temu… - jeszcze chwile temu było z tobą wszystko w porządku, a nagle wygląda to tak jakby ktoś rzucił tobą o ziemię, a później ciągnął przez mile. Wyglądało tak jakbyś to ty… został ściągnięty.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   30.01.17 15:19

Krew dobywała się tak naprawdę jakby spod skóry. Nie wiedział ani nie widział żadnego otwartego czy wewnętrznego złamania. Co więc się wydarzyło? Skąd dochodziła krew? Nie miało to jednak teraz znaczenia, bo czuł jak pulsowała mu w żyłach. Jak wydobywała się na światło dzienne niewidocznymi porami, zalewając mu ramię i płynąc pod rękawem w stronę dłoni. Lekko drżącej, chociaż w głowie Morgoth czuł ból nie do opisania. Zupełnie jakby ktoś złamał mu kość, przy okazji wciąż trzymając za zbitkę tkanek ją budującą. Niszczył od wewnątrz, rozbijał i ciągle nie puszczał. Nie czuł nigdy czegoś podobnego, chociaż ból był podobny do tego, gdy zmieniał się w animaga. Tylko tym razem nie chodziło o przemianę. Chodziło o połączenie. Połączenie, którego nie mógł zerwać. A przynajmniej wiedział, że nie powinno to tak działać. Tamte połączenia, w Rumunii, był niezwykle proste. Pomimo skomplikowanego zaklęcia jak i nauczenia się go, później przychodziło mu to z większą łatwością. Ale Gostir był inny. Był największym smokiem, z jakim Morgoth miał kiedykolwiek do czynienia. Był też najsilniejszym i zapewne najbardziej odpornym. Do tego diabelnie niebezpiecznym. Jak więc udało mu się podchodzić do niego tak blisko? Sam zadawał sobie to pytanie i chociaż chciał znać odpowiedź na nurtującą go kwestię, wiedział dlaczego tak się działo. Podświadomie i równocześnie niezwykle instynktownie. Mogłoby się to wydawać tak oczywiste jak uczucia, które nazywał podczas bycia pod postacią wilka. Dość często ostatnio zaznawał bólu fizycznego, a myśli biły mu się pod czaszką jakby hartując nie tylko jego ciało, ale również i umysł. A przynajmniej wydawało się to o wiele prostsze, gdy nie znajdował się blisko niej. Poczuł jak się zbliża, ale nie chciał tego. Skąd to się wzięło? Skąd wzięła się ta rana? Za dużo pytań, na które nie chciała znać odpowiedzi.
- Zostaw! - odparł chłodno, praktycznie niemal warcząc na nią. Wiedział, że nie mógł pozwolić jej się przyjrzeć przez wzgląd na Mroczny Znak. Ale nie zamierzał również w żaden sposób widzieć w niej współczucia. Nie chciał tego. Nie chciał, by patrzyła na niego przez pryzmat litości. Ponownie. Upokorzony i słaby. Taki właśnie dla niej był, a nie zamierzał się takim pokazywać nikomu nigdy. Czując jak ręka zaczyna mu powoli drętwieć, poruszał palcami. I chociaż równało się to z bólem, wiedział, że nie powinien mu się poddawać. Zupełnie jakby nie zauważając tej całej sytuacji, odsunął się od Lucindy i skierował swoje kroki dalej ku kierunkowi, gdzie został zawleczony smok. Spuścił dłoń wzdłuż ciała, wiedząc, że krew dalej skapywała na ziemię. Nie był jednak ranny, a ból nie zamierzał go powstrzymać przed dowiedzeniem się co się stało z jego smokiem. Na samą myśl o tym, że Gostir został tak brutalnie potraktowany, skręcało go w żołądku. Szedł pewnie, chcąc oddalić się równocześnie od Selwyn, chociaż gdyby ktoś nie znał sytuacji pomiędzy nimi mógł uznać, że po prostu coś znalazł. I może tak właśnie było... Byli na dobrej drodze. Lub właściwie on był.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   30.01.17 23:55

Zostaw! Chłodny i przeszywający głos Yaxley'a na chwile oderwał ją od szukania wyjaśnienia. To nie był głos człowieka, który nie chciał zostać dotknięty. To nie był głos człowieka, który czuł się urażony jej drążeniem. To był głos człowieka, który coś ukrywała i z każdym oddalającym się od niej krokiem Lynn bardziej upewniała się w przekonaniu, że jest to coś nad czym już dawno przestał panować. Zaskoczenie jego głośnym warknięciem przeszło równie szybko co przyszło. Zmarszczyła brwi i ruszyła w jego stronę dość szybko pokonując dzielącą ich odległość. - Co zrobiłeś, Morgo? - zapytała niby spokojnie, ale w jej głosie czaiła się ostrzegawcza nuta. Mówiła dalej nie zważając na to, że w ogóle nie zwolnił całkowicie ignorując jej słowa. - Ta niezwykle trafna intuicja, nagłe bóle ramienia, krew… myślisz, że nie wiem co to jest? Myślisz, że nigdy o czymś podobnym nie słyszałam? - jej słowa były zimne. Ciężkie. Jednak w myślach miała tylko to ile trzeba było poświęcić by nauczyć się takiego zaklęcia. Nawet nie wiedziałaby gdzie mógłby się takiego zaklęcia nauczyć i chyba nie chciała tego wiedzieć. Zbyt wiele rzeczy znowu ich poróżniło. Może po prostu od początku mieli sobie bardziej przeszkadzać niż pomagać. A może właśnie miała się o tym dowiedzieć. Nie pozwolić by taka ważna informacja po prostu zniknęła. - Czujesz go. Czujesz każdy jego krok. Wiesz co się z nim dzieje i wiesz, że to samo dzieje się z tobą. - odetchnęła zaciskając dłonie kiedy nadal się nie zatrzymał. Była wściekła. Na niego i na siebie. Na niego bo pomimo tego, że wiedziała iż coś ukrywa nie brała tego za coś szkodliwego. Tak naprawdę nie powinno go tu wcale być. Pierwszą rzeczą jaką powinni się zająć było zerwanie tej więzi. Więzi, która mogła zabić i jego i smoka. Czy nie zdawał sobie sprawy z tego jak bardzo ryzykował? Przez cały ten czas szukała swojej pracy. Czegoś w czym mogłaby się przydać prócz umiejętności odnajdowania się w terenie czy poszukiwań. Przez ten cały czas zastanawiała się czy nie odejść i nie zrezygnować, a tak naprawdę… wszystko to było tylko na wyciągnięcie ręki. On był na wyciągnięcie ręki. Lucinda sięgnęła do jego ramienia i szarpnęła go by się zatrzymał i na nią spojrzał. - Co narobiłeś? - powtórzyła znowu nie zabierając dłoni z jego ramienia. Nie musiał odpowiadać by znała prawdę. Była namalowana. Na jego twarzy, w jego oczach i w czerwonych plamach na koszuli. Nie była już tą samą kobietą co jeszcze dwa miesiące temu. Ani w niej ani w nim nie było już tej ostrożności jeżeli chodzi o nich samych. Bariera fizyczności została przełamana jeszcze przed jej domem i Lynn nie bała się złamać jej ponownie. Była zła, wściekła… zagubiona w tym co myślała i w tym co czuła.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   31.01.17 13:07

Ginął. Powoli i nieubłaganie zanikał, a z każdym dniem jego czas się kończył. Po złożeniu Wieczystej Przysięgi przed Riddle'm zdawał sobie sprawę, że każdy kolejny dzień mógł być jego ostatnim. Nie tylko ze względu na chorobę czy zadania Rycerzy Walpurgii Morgoth się zmieniał. Im bliżej końca tym stawał się silniejszy. Jego ambicje związane z przetrwaniem rodu Yaxley'ów były wysokie i ktoś mógłby powiedzieć, że nigdy się nie ziszczą. Ale on wiedział, że dla nich mógł się poświęcić. Swoje zdrowie, swoje relacje z bliskimi i nawet swoje życie. Lynn by tego nie zrozumiała. Że walczył za sprawę, której nie chciała popierać. Zapewne sposoby wydawałyby się jej przeklęte i godne potępienia. Już widział jej silną reakcję na wydarzenia na latarni morskiej. Zabił tego człowieka i zabił jeszcze wielu innych. Nie widziała tego? Nie widziała czym się stał? Dlaczego nie odeszła? Dlaczego on dalej patrzył na nią z tym uczuciem, którego sądził nigdy nie dozna? Czemu sobie to robili? Dlaczego?
Stłumił syk bólu, gdy szarpnęła go za ramię, a nogi lekko mu się ugięły. Nie tylko połączenie z Gostirem dawało o siebie znać, ale rany po pazurach wilkołaka również dość długo się goiły. Za długo. I chociaż już powoli się zabliźniły, podskórny ból dalej pozostał. Nie był przytępiony, nie był uśmierzony. Palił żywym ogniem, a dodatkowo złamane(?) kości wydawały się poruszać między mięśniami dodając jedynie temu okrutnych męczarni. Zacisnął oczy, nie chcąc, by ani jedna łza bólu się przez nie przedostała. Nigdy nie miał okazywać słabości. Już nigdy więcej, chociażby nie wiadomo co. Ani przy niej, ani przy kimkolwiek innym. Zassał gwałtownie powietrze, po czym spojrzał prosto w zielone tęczówki Lucindy. W jego czaił się gniew wymieszany z bólem, co tworzyło okrutną mieszankę najgorszych negatywnych odczuć. Nigdy go takim nie widziała. Nie wiedziała, co działo się podczas ich rozłąki. Tak naprawdę w ogóle już nie znała Morgotha Yaxley'a ani tego do czego był zdolny. Jednak czy kiedykolwiek mogli powiedzieć, że się znali? Czy nie wytworzyli doskonałych obrazów siebie samych? Jacy byli naprawdę? Zacisnął zęby, ściskając po raz kolejny oczy. Wyprostował się, pokonując ból, który nieświadomie lub świadomie mu zadała, by zwrócić jego uwagę. Tylko dlaczego zadawała te pytania skoro znała już odpowiedź? Jej twarz, jej słowa, jej gesty. Wszystko mówiło, że wiedziała. Nie popełnił żadnego przestępstwa, rzucając tamten czar. Po prostu coś poszło nie tak. To wszystko. Ale czy był to powód do przerywania poszukiwań? Musieli go znaleźć czym prędzej. Musieli... On musiał. Ona mogła robić, co chciała.
- Zostaw mnie! - powtórzył, chociaż teraz kładł nacisk właśnie na swoją osobę. Czuł się silniejszy po tym momencie bólu. Zupełnie jakby krew ponownie popłynęła mu w żyłach, ale z o wiele większą siłą i mocą. Krwawienie ustępowało, a razem z nim dolegliwości. Patrzył na nią teraz z góry, czując jak wszystko odchodzi. Jak znowu czuje się dobrze jak poprzednio. Ale coś się zmieniło. Zupełnie jakby nie krew, a ogień wędrował mu wewnątrz naczyń krwionośnych. I chociaż kolejny raz powiedział, by go puściła, nie wyszarpnął się. Im mocniej zaciskała palce, tym on czuł coraz mniej.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   03.02.17 20:18

Lucinda nie wierzyła w skrajności. Nie wierzyła, że ludzie dzielili się na dobrych i złych. Nie rodzili się z predyspozycją do jednego albo drugiego. Kształtowały nas wybory. Nie tylko nasze. Wybory naszych przodków, naszego otoczenia, naszych bliskich. To co robiliśmy zawsze było poprzedzone długim mechanizmem popełnianych decyzji. Wbrew wszystkiemu… czy na końcu nasze działania mieściły się w ogółem przyjętej normie czy odbiegały od niej na dalekie kilometry… według nas oblegały w słuszność. I choć nigdy nie usprawiedliwiała ludzi, którzy krzywdzili innych i chociaż nie potrafiła zrozumieć walki o ideę to ważne było tylko nasze postrzeganie. Nic innego nie miało znaczenia. Więc dlaczego nie mogła tak samo myśleć jeżeli chodziło o niego? Dlaczego nie mogła powiedzieć prostego „rób co chcesz”, odwrócić się i zostawić go z tym problemem samego. Ta wiara w niego po tym wszystkim ją przerażała. To co nadal do niego czuła ją przerażało. I może właśnie dlatego patrzyła na niego właśnie z taką wściekłością. Może właśnie dlatego kiedy krzyknął by go zostawiła nie cofnęła dłoni. - Mogłeś umrzeć. - zaczęła patrząc się twardo w jego oczy. - To co zrobiłeś… było potwornie ryzykowne, ale to tylko i wyłącznie twój wybór. Jednak w momencie, w którym zdecydowałeś się na pracę ze mną… - cofnęła dłoń kręcąc głową jakby nadal nie była w stanie w to uwierzyć. -...twoim obowiązkiem było powiedzenie mi o tym. Mogłeś umrzeć! I chociaż widzę, że sam nie przywiązujesz do tego zbytniej wagi… - westchnęła, cofnęła się o kilka kroków i odwróciła się przykładając dłonie do twarz. Czy w ogóle nie myślał o tym co mogło się z nią stać gdyby nagle padł nie podnosząc się już nigdy? Czy nie wiedział jak bardzo pękłoby jej serce? Czy nie myślał, że to mogłoby ją zniszczyć? On ją niszczył. Właśnie tym, że ukrywał przed nią takie rzeczy. Po co to robił? Czy było coś czego o nim mogła nie wiedzieć? Czy była jakaś rzecz, której by się po nim nie spodziewała? Odwróciła się, a dłonie opadły jej wzdłuż tułowia. Pokiwała głową jakby docierało do niej co raz bardziej jakie mogło to być do przewidzenia. - Zachowałeś się jak dziecko. Pomyślałeś tylko o sobie. Jesteś impulsywny, chcesz wszystko już, teraz, natychmiast i nie myślisz o konsekwencjach. I nie wiem po co w ogóle ci o tym mówię skoro i tak to nic dla ciebie nie znaczy. To, że za tobą ślepo idę, to że po tym wszystkim nadal mam do ciebie jakiekolwiek zaufanie… bo przecież inaczej by mnie tu nie było prawda? - odparła przenosząc wzrok na ziemię. Nie powinna mu tego mówić? Był szlachcicem, była arystokratą. Tylko, że w pewnym momencie jej życia, kilka miesięcy temu był dla niej przyjacielem. To nie było sprawiedliwe. Ona dzieliła się nim ze wszystkim. Nie chciała by opowiadał jej o swoim życiu, ale to dotyczyło ich pracy, przemierzonych kilometrów. Zirytowana nie powiedziała nic więcej. Nawet na niego nie spojrzała.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   03.02.17 20:57

Morgoth wierzył w siłę. Wierzył w to, że dzięki niej będzie mógł zrobić to, do czego się urodził. Nie miała być to prosta droga. Nic co przychodziło łatwo nie miało wartości. Nie potrafiłoby się tego uszanować, a łącznie z tym samego siebie. To zawsze miało być połączone - cel i cierpienie. Tego właśnie uczył go ojciec, by nigdy nie dać się złamać i się nie poddawać. Czasami czuł się zmęczony. Musiał jednak szukać wewnątrz siebie, musiał odnaleźć tę wewnętrzną siłę i wyciągnąć ją z siebie, by zyskać motywację, by się nie poddawać. By nie rezygnować, nie ważne jak bardzo chciał. Było ciężko chociażby z tego względu, że Yaxley był obarczony klątwą Ondyny. Ale Leon Vasilas nigdy nie odpuszczał i dobrze robił. Bez niego byłby bez wartości, a Morgoth nie zamierzał taki być. Był wierny swojemu rodzicowi, za jego słowem mógł lojalnie podążać i tak jak on nie uznawał słabości. A wiedział, że Lynn właśnie nią była. Pozwolił sobie na nią, sądząc, że nie będzie to miało na niego wpływu. Widział ojca, gdy za każdym razem patrzył na matkę. Znał relacje między nimi i wiedział, że to było prawdziwe uczucie tak nieliczne w ich świecie. Naiwnie wierzył, że jemu też przyjdzie to tak prosto, gdy spotkał Lucindę. Ale pomylił się. Nie każdy mógł sobie pozwolić na słabość, którą posiadał Leon Yaxley. Morgotha nie było na nią stać z tej prostej przyczyny, że w tej rzeczywistości ich rodziny zawsze były zwrócone przeciwko sobie. Nigdy nie mieli nawet cienia szansy na to by przetrwać. Dlaczego więc sobie na to pozwolił? Na coś, czego nie mógł mieć. Gdyby nie to, zapewne nigdy nie doszłoby do tej sytuacji, w której się znajdowali. Lynn mówiła, a on milczał. Była kobietą. Postrzegała wszystko zupełnie inaczej od niego. Wiedział, że nie była typową damą, która przejmowałaby się byle czym, ale nie chciał, by mówiła mu to wszystko. Im bliżej niego była, tym on stawał się słabszy. Działał właśnie impulsywnie, bez przemyślenia, gwałtownie. Taki właśnie teraz był i nie zaprzeczał jej słowom. Miała rację, ale nie rozumiała jednej rzeczy. Mężczyzna, którego znała nie żył. Był słaby i głupi, więc go zniszczył.
- Miałabyś jedno zmartwienie mniej - powiedział zimno, po czym po raz ostatni przejechał spojrzeniem po jej twarzy i odwrócił się, by pójść dalej w stronę, w którą ktoś zawlókł jego smoka. A ona... Ona mogła robić, co uważała za słuszne.

|zt x2




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
 

Leśna Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

 Similar topics

-
» Polana w środku lasu
» Polana
» Polana
» Polana jednorożców
» Polana

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia :: Weymouth-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18