Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Leśna Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Leśna Polana   16.10.15 22:27

First topic message reminder :

Leśna polana

Polana w lesie, nieopodal wybrzeża, uszy przytulnie pieści miarowy szum falującego morza. Wysoka trawa przeplatana wyrośniętymi polnymi kwiatami otoczona jest krzewami różowego bzu, których przesiąknięty słodyczą zapach otumania i porywa w krainę fantazji. Miejsce jest bardzo dobrze skryte przed oczami niepowołanych, trudno jest się tutaj dostać na własną rękę.  


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   15.12.15 11:36

Cóż, nie mógł zaprzeczyć. Przekonał się na własnej skórze, jakie przyziemne rozrywki preferował jego przyjaciel. Właśnie, słowo klucz – rozrywka. Czy to było tylko umilenie sobie czasu, sposób na zabawienie się? A może coś zupełnie innego? Może to był dopiero wstęp? Søren nie wiedział i ta niepewność zżerała go od środka, dławiąc i zatruwając wszystkie inne myśli. Nienawidził tego stanu, ogromnie cenił sobie czystość umysłu, która w wielu chwilach była złotym środkiem do rozwiązania nużących problemów. Tylko niestety nie teraz.
- Każdy lubi, co innego. – Wzruszył ramionami ze swojej strony kończąc już ten temat. Nie dlatego, że czuł się pokonany czy zawstydzony, ale bał się, jakie tematy mogą pójść za nim. Jakie pytania mogą paść i odpowiedzi, których nie był pewien, czy chce usłyszeć. Poza tym to nie było miejsce do tego typu dywagacji. Otwarty teren, gdzie w każdej chwili każdy mógł mniej lub bardziej niespostrzeżenie przyjść nie sprzyjał takim rozterkom. Chociaż prawdę mówiąc nie sądził, że jakiekolwiek miejsce i czas będą odpowiednie dla niego na taką rozmowę.
Nie dał się nabrać, dobrze wiedział, że cofnięcie się Amodeusa wcale nie oznacza wycofania się z ich gry. Znali się zbyt długo, żeby to zwyczajnie zignorował albo przedwcześnie zwiesił broń. Być może nie często wygrywał w ich bitewkach, ale z każdej przegranej skrupulatnie wyciągał nauczkę, powoli i mozolnie budując sobie przemyślaną zbroję. Dlatego teraz pamiętał już pewne schematy zachowań przyjaciel, chociaż powtarzały się one rzadko, bo te potrafił zaskakiwać go swoją nieskończoną pomysłowością. Jednak tym razem udało mu się. Søren był przygotowany na jego odpowiedź, tym bardziej, że zadał mu już podobne pytanie, chociaż w zupełnie innych okolicznościach. Obojętność Księcia i stonowana odpowiedź, która przywodziła mu na myśl tamtą sytuację sprawiła, że szeroki uśmiech rozciągnął jego wargi. Cóż, podobno wcale nie rozmiar był największy, ale umiejętności, więc nie poczuł się urażony tą odpowiedzią. Zdecydowanie bardziej jego uwagę przyciągnęła druga odpowiedź, a właściwie pytanie, które otrzymał. Mimowolnie cofnął się w uroczej retrospekcji do czasów szkolnych, które w świetle wszystkich minionych wydarzeń wydają się niesamowicie odległe, wręcz niemożliwe i wyimaginowane. Hogawart, magiczna idylla, azyl, w którym wszelkie problemy świata zewnętrznego wydawały się tak odległe, że nieistniejące. Miał więc stamtąd wiele wspomnień, ciągle świeżych i klarownych, tym bardziej, że przecież nie tak znów wiele czasu minęło, od kiedy opuścił mury tej szacownej placówki. Tak więc pamiętał jak to wszystko między nimi wyglądało.
- Nie pomyliłeś czasem, kto trenował na kim? – pyta przyglądając mu się z rozbawieniem. – Chociaż możesz mieć rację, to ty potrzebowałeś więcej ćwiczeń, żeby przyswoić praktykę. – Był ciekaw, czy przyjaciel się z nim zgodzi, czy też właśnie ugodził go w jakiś czuły punkcik.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince http://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 http://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived http://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 http://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
25
Czysta
Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
5
11
0
0
5
5
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   15.12.15 21:22

Nie do końca wiedział, jak powinien interpretować słowa wypowiedziane przez przyjaciela. Czyżby sugerował, że jednak ich gusta, co do przyziemnych rozrywek, różnią się? Cóż, nie było to żadną tajemnicą, iż Amodeus posiadał bardziej wyrafinowany smak niż Avery. Jak na księcia i prawdziwego, wyzwolonego inteligenta przystało, nie dawał zamknąć się w wręcz rutyniarskie czy szablonowe konwenanse. Jakby mógł nazwać się w pełni wykształconym degustatorem, gdyby nie spróbował różnych rodzajów przyjemności czy też pochodzących z różnych... miejsc. Faktem było, że dzięki niemu Søren uszczknął nieco tak mu obcych doznań, lecz porównanie tego do spostrzeżenia czubka góry lodowej byłoby nazbyt niepoprawne. Temat ten na pewno zostanie jeszcze nieraz poruszony, ale raczej nie w tej chwili. O tak, pozostawienie go ku późniejszym uciechom, które przyniesie nagłe wypomnienie, było zbyt kuszące, aby Amodeus potrafił się mu długo opierać.
Przyjemność sprawiała mu obserwacja przyjaciela, który tak usilnie starał się unikać jego wzroku. Napawał się również tą przydługą chwilą, kiedy ich myśli uciekły różnymi torami, które pomimo rozdzielenia często wręcz zbiegały się. Czyżby to poruszony wątek pobudził w nich obu wspomnienia związane z ukochanym Hogwartem? Najprawdopodobniej tak. Nagłe, ciepłe wspomnienia, które dotyczyły miejsca nazywanego przez nich domem. Ech, czemu częściej nie rozpamiętywali tych starych dziejów? Błogi czas dzieciństwa, pierwszych psidwakowych zauroczeń, które rzecz jasna były czysto platonicznymi wzdychankami. Przystojni siódmoklasiści czy zgrabne Krukonki nie były w stanie zaburzyć żelaznej kurtyny dziewictwa, zbudowanej wokół Amodeusa oraz jego świętego skrawka ziemi, potocznie zwanego biblioteką. Okres, kiedy to największym zmartwieniem było to, że nie można było zapisać się na wszystkie zajęcia. Mimowolny uśmiech wkradł się na lico księcia, nadzwyczaj niezwykły, taki który zwykle był zarezerwowany tylko i wyłącznie dla bardzo wąskiego grona. Do którego oczywiście Søren należał, bo jakżeby inaczej?
- Mówiłem o zaklęciach, panie Avery. - powiedział z obruszeniem. - A nie o treningach Quidditcha. - dodał, jakby od niechcenia, dopieszczonego przesadną rezygnacją. - Oczywiście, że potrzebowałem treningów praktycznych... - niemal odruchowo jego ręka powędrowała ku klatce piersiowej, delikatnie muskając materiał koszuli, pod którą skrywała się pamiątka po jednym z takich praktycznych eksperymentów. - W końcu nie byłem aż takim geniuszem, aby opanować zaklęcia z wyższych roczników, bez jakichkolwiek ćwiczeń. - dodał już wesoło, sprzedając przyjacielowi mentalnego pstryczka w nos.





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   20.12.15 0:06

Wargi wygięły się mu w drwiącym uśmieszku, gdy usłyszał ten grzecznościowy zwrot, którego użył Amodeus. Przesadna emfaza w połączeniu z tym przesadnym oburzeniem sprawiała, że brzmiał jakby udzielał mu jakiejś reprymendy. Jak gdyby Avery był nieznośnym uczniakiem z notorycznymi lukami w pamięci. Wyobrażenie sobie Prince’a jako belfra stojącego przed bandą rozwrzeszczanych bachorów, które potrafią różdżką, co najwyżej podłubać sobie w nosie było równie zabawne, co trudne do wizualizowania. Nie był na sto procent pewien, ale jeśli istniało coś, czego jego przyjaciel nienawidził bardziej od mugoli to były to właśnie dzieci. Przez to jego myśli zboczyły bardzo niebezpiecznie w bok, na ścieżkę odległej przyszłości, w której to każdy z nich powinien mieć już założoną rodzinę. Najlepiej z gromadką dzieci i żoną w stanie błogosławiony. Wizja przyjaciela piastującego w kołysce ramion swoją pomniejszoną wersję wywołało w nim niespodziewane ukłucie w okolicy, w której zazwyczaj normalni ludzie posiadają organ przepompowujący krew. Dlatego też szybko wycofał się z krainy własnego umysłu skupiając się na tym, co teraźniejsze.
- Wiem, że nie Quidditcha, skoro i tak ledwie utrzymywałeś się na miotle – odpowiada tylko leciutko zniekształcając przeszłość. Poza tym nie mógł się powstrzymać przed wytknięciem tej jednej z niewielu rzeczy, w której był od niego lepszy. Nie żeby na co dzień sprawiało mu to jakiś problem i czuł się gorszy od przyjaciela. Normalnie nie zwracał na to większej uwagi, stopień wtajemniczenia w daną dziedzinę nie był dla niego istotny. Nie było jednak nic bardziej radującego duszę niż widok Księcia niemogącego być w czymś najlepszym. Pokonanego przez najbanalniejszą przecież rzecz, bo nie różdżkę, a zwykłą miotłę.
Jednak rozbawienie prysło niczym przekłuta palcem bańka mydlana, gdy oczy Sørena podążyły za dłonią przyjaciela. Dobrze pamiętał wygląd tej blizny, a okoliczności jej poznania jeszcze bardziej. Normalnie jego umysł przywołałby to wszystko, ale tym razem postanowił go zaskoczyć i wybrać zupełnie coś innego. Oczami wyobraźni zobaczył moment, w którym ostatni raz dokonał dokładnych oględzin klatki piersiowej Amodeusa. Zarówno czysto wzrokowo, ale także przy pomocy rąk i ust. Mógł dziękować Merlinowi i wielu latom praktyki, że nie spąsowiał niczym nieuświadomiona dziewica, gdy zalał go ten natłok niespodziewanych wspomnień. Nie miał ani krzty ochoty tłumaczyć, co go wywołało. Nie uniknął jednak nagłej fali ciepła, która rozlała się po jego całym ciele. Po raz pierwszy w życiu sam, z własnej, nieprzymuszonej woli przywołał z czeluści swojego umysłu przyprawiający o mdłości obraz swojej matki i brata razem, aby się uspokoić. Na szczęście podziałało i jego ciało nie zdołało w żaden widocznysposób ukazać jego burzy emocji.
- Jak zwykle skromny – mruknął całkiem cicho, bo wciąż nie do końca sobie ufał. Zwłaszcza, że wciąż oddychał szybko i płytko. – Chodźmy się gdzieś napić, a nie stoimy jak dwa kołki, gdy wszyscy już sobie poszli.

|zt




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   20.01.17 1:48

26 kwietnia
Wiedział, że trop okazał się skuteczny. Wyczuwał to. W końcu spędził większość nocy na węszeniu jakichkolwiek oznak pobytu smoka. O tym że Gostir tam był świadczył przecież ogromny ślad, który znaleźli. Ale w tym było coś jeszcze. Coś ciągnęło Morgotha w tamtym kierunku, zupełnie jakby podskórnie przeczuwał, że chodzi o większą sprawę. O prawdę. O to że połączył swój los z wielkim stworzeniem, którego z założenia nie można było oswoić ani nagiąć według swojej woli. A teraz co się działo? Nie miał pojęcia czy było to coś dobrego, czy wręcz przeciwnie. Nie interesowało go to. Miał trop i musiał nim podążać bez względu na wszystko. Czuł w kościach, że podjęcie tej decyzji będzie wielkim krokiem w przód, że nie cofnął się tym razem. Że uda im się trafić na kolejny ślad, który doprowadzi ich bliżej podopiecznego. Bliżej zagubionego Gostira. Co oznaczało to jednak w ich relacji? Przełom, którego żadne z nich nie chciało, czy właśnie mieli się przekonać, że to uwieńczy wszystko co przeżyli i ponownie rozstaną się bez chociażby słowa? Morgoth sam nie wiedział, czego wolałby bardziej. Chyba z chęcią podziękowałby lady Selwyn za poświęcony czas i kolejne pomyślne rozwiązanie zagadki. Ale kłamałby, gdyby uważał, że to było wszystko co czuł w tych chwilach, które spędzali blisko siebie. Jednak to co czuł, to czego chciał, nie było ważne. Chodziło o dzień jutrzejszy i to, co mógł przynieść. Musieli znaleźć tego trójogona za wszelką cenę. Wszelką z jego strony. Od niej tak naprawdę już niczego nie oczekiwał, ale napisał do niej ten przeklęty list. Dlaczego to zrobił? Chyba z szacunku do niej i faktu, że wolałaby wiedzieć, co się dzieje. Czy jej praca przyniosła owoce? czy wszystko skończyło się pomyślnie? Czy wszystko szło zgodnie z planem? Zabawne, ale nie mieli żadnych planów. Działali pod wpływem impulsów. Przeczucie kazało im przenieść się do lasów Weymouth. Tak samo dzięki jakiemuś wewnętrznemu nakazowi, trafili na ślad w ziemi. Teraz też prowadziło ich coś więcej. Morgoth dotknął ziemi, zamykając oczy. Próbował w jakikolwiek sposób poczuć ten charakterystyczny zapach uprowadzonego monstrum. W ciągu jednej sekundy zmienił się w czarny obłok, by przelecieć kilkaset metrów dalej - stanął na leśnej polanie. W miejscu gdzie miała przenieść się Lynn. Już niedługo powinna się tu pojawić. Wspominała, że znała tę okolicę, a Yaxley nie musiał się domyślać skąd. Nie musiał, ale też nie chciał zaprzątać sobie tym głowy. Ta kobieta i tak nie była już związana z nim w jakikolwiek sposób, a on musiał o niej zapomnieć. Tylko los ciągle przeplatał ich drogi, wystawiając ich cierpliwość na ciężkie próby. Próby, które czasem potrafili przejść. Ale tylko czasem.
[bylobrzydkobedzieladnie]




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves



Ostatnio zmieniony przez Morgoth Yaxley dnia 28.03.17 12:03, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   21.01.17 12:52

Nie zawsze potrafiła oddzielić to co powinna od tego co chciała. Często wkładała to wszystko do jednego worka nie uwzględniając jak bardzo się to od siebie różniło. Widziała tylko rosnące możliwości, wynikające z nich konsekwencje i przejrzyste granice. Ufała, że powinność jest trwale połączona z rozumem i w momencie zagrożenia to właśnie ona odciągnie ją od nieracjonalnych zachowań. Nie wiedziała jednak, że chęci połączone są z sercem, które wbrew wszystkiemu w co chciała wierzyć nie słuchało nikogo. Dlatego choć nie była do końca pewna czy ta sprawa ciągle jej dotyczy postanowiła nadal w tym uczestniczyć. Bo nie dotarła jeszcze do granicy rozsądku. Bo wiedziała, że kiedy będzie musiała odwrócić się na pięcie i odejść… zrobi to. Może to wszystko po prostu ją zmieniło. Może już nie była tą samą naiwną Lynn, którą można było poznać jeszcze kilka miesięcy temu. Może nie ukształtowało ją tylko jedno wydarzenia, a proces złożony z poszczególnych elementów. A może miała wystarczająco dużo żalu by w końcu zacząć myśleć o sobie. Przestała nad tym rozmyślać wierząc, że to tylko strata czasu. Jakkolwiek miałaby się opierać i tak by pomogła. Czy czuła się zobligowana do tego? Może trochę. Wiedziała, że raz powierzonego jej zadania nie da się cofnąć, ale gdyby nie chciał jej tutaj pozwoliłaby mu się odprawić. Wcześniej popełniała już takie błędy, a przecież człowiek właśnie na błędach się uczy. Lasy Weymouth były jej znane chociaż pewnie nie tak dobrze jakby tego chciała. Spędzony tutaj czas wspominała z przymrużeniem oka. Nie mogła wchodzić w nie głębiej. Wiedziała do czego to doprowadziło ostatnio. Teleportowała się kilka drzew od pomniku pamięci. Czuła jakby minęło tylko kilka minut od ostatniego razu kiedy tu była. Zobaczyła go stojącego nieopodal, a serce podskoczyło jej gwałtownie. Powinna przestać tak reagować za każdym razem gdy ich oczy się spotykały, ale to nie zależało od niej. A może zależało? - A więc duży chłopiec zostawił po sobie ślad. - powiedziała bez wcześniejszego powitania. Czuła, że kolejne tytuły robią z ich spotkań farsę. Farsę, w którą nie miała zamiaru się dłużej bawić. Byli dorosłymi ludźmi jak dorośli powinni się zachowywać. Przecież nic ich nie łączyło. Czy zachowywałaby się tak w stosunku do każdego człowieka, z którym przyszłoby jej pracować? Oczywiście, że nie. Więc dlaczego tylko sobie to utrudniała? Idąc w jego stronę rozglądała się po otoczeniu. Żadnych biegających krzaków… to było chyba pocieszające. Nie lubiła czuć się otoczona nawet jeżeli jej zagrożeniem były tylko biegające w popłochu czarne jagody. - Może już mu się… - nie dokończyła myśli bo w tym całym rozglądaniu się zapomniała patrzeć pod nogi. Kiedy zaczepiła się o wystający korzeń myślała tylko o tym by złapać równowagę i nie wpaść w drzewo lub co gorsza w niego. Na myśl jej przyszło kilka brzydkich słów, ale z grymasem na twarzy się powstrzymała. Większe było prawdopodobieństwo, że trafi ją dodatkowo piorun niż to, że uda jej się ustać na nogach, ale każdy może marzyć.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   21.01.17 13:59

Rozsądek powinien zabronić mu pisać do niej. Rozsądek powinien do niego krzyknąć, że trzeba było odejść, gdy okazało się, że to właśnie ona odpowiada za przeprowadzenie badań nad uszkodzoną barierą. Tak. Rozsądek powinien powstrzymać go w wielu chwilach życia, ale Morgoth postanowił inaczej. Nie przez impulsy, bo nigdy nie działał impulsywnie, nie licząc dwóch chwil w obecności panny Selwyn. Ale w pewien sposób sprawdzał samego siebie. Czy uda mu się przejść tę próbę? Czy starczyłoby mu sił, żeby nie dać się ponieść emocjom? By skończyć to co zaczął w typowym dla siebie yaxley'owym stanie? Każda zaliczona próba sprawiała, że stawał się pewniejszy swoich możliwości. Nie spodziewał się jednak że to właśnie z Lucindą przyjdzie mu się zmierzyć w najgorszej, najtrudniejszej z nich. Ale czy chciał przejść próbę tym razem? Było tyle rzeczy, których nie dawało się w żaden sposób wyjaśnić. Mógł to porównać do chwili, w której słuchał symfonii, a niektóre akordy przywodziły mu na myśl brązowo-złoty odcień jesiennych liści. Dlaczego Taniec Rycerzy nakazywał jego wyobraźni zwracać się ku przepastnym grotom, których ściany lśnią niczym strzępiące się masy rtęci? Co takiego było w widoku Lynn? Dopiero trzeszczenie ściółki pod jej stopami i śpiew ptaków, przywołał go z powrotem na ziemię. Dookoła rozciągały się nieruchome drzewa lasu Weymouth, przez których gęste konary przebijały promienie słońca, rozświetlając jej twarz. Patrzyła na niego pewnie i w ten sam sposób również się poruszała. Ich spojrzenia spotkały się tylko na chwilę, bo Lucinda zaraz zaczęła badać okolicę dookoła jakby zamierzała tylko patrzeniem rozwiązać całą zagadkę. Przypominała mu ich dawne spotkania, gdy z poświęceniem zagłębiali się w najdrobniejsze szczegóły związane z przeklętym naszyjnikiem. Ale myślenie o tym zawsze sprowadzało się do jednego - do zwłok toczonych przez robactwo. Wyobrażenie tłustych czerwi oblepiających przegniłe truchło zawsze gdzieś było. W głębi jego umysłu plątało się niczym nici kłębka, którym bawił się kot. Czy to miało tak wyglądać? Odwieczne przypomnienie człowieka, przez którego to wszystko się zaczęło i skończyło w okrutny sposób? Morgoth jednak nie miał czasu na dalsze rozmyślania, bo dostrzegł w ostatnim momencie jak Lynn odwróciła głowę, by nie dostrzec czającej się na nią wystającej gałęzi, o którą zaraz miała się potknąć. Był na tyle blisko, że wystarczyło wyciągnąć rękę, by złapać ją w połowie drogi do gruntu. Yaxley wysunął się lekko w przód, równocześnie czując ciężar na ramieniu, gdy w nie wpadła. Delikatnym popchnięciem postawił ją z powrotem na nogi, zdając sobie sprawę, że ostatnio gdy jej dotknął, uciekła. Za każdym razem zresztą to robiła. Czy przed jej domem, czy na wybrzeżu... Cofnął się, wiedząc, że nie chciała pomocy.
- Uważaj - powiedział jedynie, przenosząc z jej twarzy spojrzenie na polanę dookoła. Przeszedł kilka kroków wgłąb, próbując sobie przypomnieć, gdzie dokładnie wywęszył trop, który miał ich poprowadzić. Gdyby tylko mógł ponownie się zamienić... - Poczekaj na mnie - mruknął jedynie, po czym wszedł w gęstą roślinność, czując jak całe jego ciało zmienia formę. Nie miało mu zająć to długo czasu nim odkrył, że zapach prowadził na południe. Wyłonił się z linii drzew, otrzepując płaszcz z liści, by spojrzeć na czekającą wciąż Lynn. - Ślad prowadzi w tamtą stronę - powiedział oszczędnie i skierował się w wyznaczonym kierunku.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   21.01.17 15:28

- Uważam. Dziękuje. - odparła szybko łapiąc równowagę i cofając się o krok. Zwykle tak się działo gdy pozwoliła sobie na chwilę rozproszenia. Jej koordynacja ruchowa była zaskakująco dobra jak na niezdarność, którą zdecydowanie odziedziczyła po matce. Dopóki miała oczy dookoła głowy nikt nie musiał pomagać jej podnosić się ze ściółki lub leczyć jej siniaków na czole. Teraz jednak pozwoliła sobie skupić uwagę na zbyt wielu rzeczach i zapomniała o tym, że jeżeli w całym lesie jest jeden wystający spod ziemi korzeń to jej nogi na pewno znajdą do niego drogę. Zmieszana od razu odwróciła wzrok w drugą stronę. Oboje wiedzieli, że przebywanie tak blisko siebie nie jest dobrym pomysłem nawet jeśli nie miała na to wpływu. Na Merlina… miała nadzieje, że nie pomyślał, że zrobiła to specjalnie? - Tak to ja… tak to ja tu poczekam. - mruknęła kiedy zniknął w krzakach i pokręciła głową tylko na swoją niezdarność i spojrzała na wystający korzeń tak jakby właśnie zastanawiała się nad tym, z której strony zacząć go przypalać. Od wyobrażeniowego karania konaru wyrwał ją głos Yaxley'a. Odwróciła się i spojrzała w stronę którą pokazywał. - Chodźmy – powiedziała kierując się w stronę, którą wskazał. - Zanim wpadnę do króliczej nory. - mruknęła jeszcze kiedy go mijała. Nie, żeby aż tak bardzo przejmowała się swoją niezdarnością, ale zdecydowanie nie pokazywało jej to w najlepszym świetle. Teraz jednak musiała się skupić na Gostirze i szukaniu śladów. Raz szli obok siebie, raz on ją wyprzedzał kierując się instynktem, a raz ona go rzucając zaklęcia sprawdzające obecność klątwy w najbliższym otoczeniu. Przez kilka dni, które spędzili na szukaniu smoka Lynn zdała sobie sprawę, że znowu byli w tym samym miejscu. Szukający czegoś, kogoś… bez jakiegokolwiek pomysłu czy planu. Oczywiście oni sami zmienili się całkowicie, ale widziała w tym schemat. Nić współpracy. Kiedy minął ją po raz kolejny, a potem zatrzymał się czekając aż dotrze do niego postanowiła zadać mu pytanie, które nurtowało ją już od jakiegoś czasu. - Czy każdy opiekun czuje… gdzie znajduje się jego podopieczny? - nie znała się na smokach ani więzach jakie mieli z opiekunami. Oczywiście Lucas często jej opowiadał o tym jakie są smoki i dlaczego tak bardzo kocha z nimi pracować, ale nigdy nie zastanowiła się nad tym głębiej. Może powinna się temu przyjrzeć? Kierując się dalej dotarli do płynącego zboczem strumyku. Lynn zeszła by opłukać zakurzone dłonie kiedy jej oczom ukazała się drewniana chatka. - Widzisz to? - zapytała odwracając się do swojego towarzysza. - Chodź zobacz… - dodała znowu wracając spojrzeniem do domku. Z komina leciał delikatny dym, przed domem była buda, a miotła właśnie zamiatała schody. - Może ktoś kto tam mieszka widział Gostira. - odparła, a w jej głosie zabrzmiała nadzieja.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   21.01.17 16:15

Pojmowanie świata przez człowieka w niczym nie dorównywało odbieraniu bodźców pod postacią animaga. Nie wiedział jak można było być nieczułym na to co się wtedy działo. Bycie człowiekiem, a wilkiem różniło się. Było inaczej. Prościej i szybciej. Do jego zwierzęcej natury należały chaotyczne obrazy, sceny, wiedza, której nie dało się wyrazić słowami. Te wspomnienia były trochę jak sen. Nie było w nich słów ani porządku. Światło było ostrzejsze, dźwięki też. I zapachy. Tamten świat składa się z zapachów. I uczuć. Krótkich, ostrych i sensownych. Pragnień. Jedzenie, przestrzeń, bieg, polowanie, jedzenie, atak, czasem był też strach albo gniew. Czuło się i robiło dokładnie to, co się czuło. Jako wilk o wiele dokładniej wyczuwał jej zapach. Można było powiedzieć, że dopiero teraz, po raz pierwszy ją poczuł. Wcześniej uderzyła go woń owoców, gdy przebywali u niej w gabinecie. Ale to było jak zapomniane wspomnienie. Przypominanie sobie go zza mglistej ściany oddzielającej to co było kiedyś i to co było obecnie nie należało do prostych rzeczy, a umysł lubił wykrzywiać nawet najlepsze z nich. Czuł wyraźnie jak charakterystycznie pachniały jej ubrania, włosy, skóra. Gdyby teraz odeszła, wyczułby wiązkę krążących w powietrzu drobinek, które zaprowadziłyby go do niej niczym niewidzialny szlak. Pod tą postacią o wiele prościej było mu zdać sobie sprawę z tego co czuł. A to było silne uczucie, którym ją darzył. Ciągle i nieprzerwanie. Gdyby do niej podszedł, w jego wilczych oczach byłoby nieme kocham cię.
Gdy wrócił, serce wciąż mu silnie pracowało, ale o wiele łatwiej było mu się opanować. Nie był tak podatny jak przed chwilą. Jej zapach zmniejszył swoją moc, ale nieznacznie drgnął, gdy się odezwała. Mały amok wciąż mu towarzyszył i potrzebował chwili, by z niego wyjść. Zawsze tak było po przemianie, ale z każdą było coraz lepiej. Genevieve ostrzegała go, ale również mówiła, że szybko nad tym zapanuje. Nie zwrócił uwagi na jej słowa, chociaż nie niosły one ze sobą oczekiwania na odpowiedź. Mało rozmawiali w przeciwieństwie do wcześniejszego zadania. Ale to była prawda. Zmienili się i nie należeli już do swoich naiwnych wcieleń, nie znających losów Oktawiana. Teraz współpracowali na zupełnie innych zasadach, chociaż oczywiście nic nie zdarzało się w świecie dwa razy tak samo. Dlatego też nie winił nikogo za to jak wyglądała lub nie ich relacja. Zawodowa... W końcu dotarł do pewnego wzniesienia, które kończyło się ostrym spadem w dół. Zatrzymał się, by do niego dołączyła i sądził, że nie odezwie się. Było to mylące, bo padło pytanie, które równocześnie go zaniepokoiło i utwierdziło w tym, co podejrzewał.
- Nie - odparł krótko, spuszczając wzrok i przykucając by dotknąć zimnej trawy. Nie było to przeczucie, a jedynie chęć zrobienia czegoś, by nie czuć na sobie jej wzroku. - Nie posiadamy podobnej więzi. To tylko stworzenia - dodał, wiedząc, że nie była to prawda. To były potężne zwierzęta, które podziwiał i nie czuł przy nich strachu. Kątem oka zauważył, że przeszła do strumienia, a gdy go zawołała, ruszył jej śladem. Zatrzymał się za jej plecami, by spojrzeć na unoszący się kawałek dalej leniwy dym z komina. Zmarszczył brwi. Ramię z ranami po wilkołaku jakby się odezwało, przypominając co wydarzyło się, gdy ostatnio wszedł do domu na odludziu. - To zły pomysł.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   21.01.17 18:38

Nic w naszym życiu nie zdarza się dwa razy tak samo. Każdego dnia budzimy się jako inni ludzie i nie do końca zdajemy sobie z tego sprawę to właśnie tak spoglądają na nas ludzie. Nie chodzi tu o inne włosy, pierwszą zmarszczkę, nową szatę. Tę zmianę rozsiewamy samym sobą przy każdym spotkaniu, z każą nową sytuacją. I choć Lucinda wierzyła, że zmiany te są całkowicie niepozorne to jednak z biegiem czasu stają się dla nas kluczowe. Blondynka nie miała pojęcia jak wiele w życiu Yaxley'a uległo zmianie. Nie były to błahe rzeczy i jak tylko się spotkali po tak długim czasie mogła zauważyć w nim pewną zmianę. Nie mając kompletnie pojęcia skąd się wzięła… poczuła ją. Skoro nic w naszym życiu nie zdarza się dwa razy to dlaczego boimy się, że coś znowu nas spotka? Czemu Lucinda boi się, że zostanie zraniona, czemu żyje w przeświadczeniu, że nie może zrobić nic więcej? Wbrew pozorom ludzie nie boją się powtórzonego czynu, a błędu jaki z niego wyniknął. A na to już nie da się nic poradzić. Nie miała nigdy zrozumieć jak to jest chociaż na chwile zmienić się w zwierze. Czasami żałowała, że nie może zmienić się w sowę i odlecieć. Bo wtedy jej życie byłoby o wiele prostsze. Byłoby wolne. Jednak jest to także bardzo duże brzemię i wiedziała, że dźwiga się je do końca życia. Coś co raz zagościło w naszym życiu miało już tam zostać. Bez względu na konsekwencje. Tylko czy to też tyczyło się ludzi? Rozsądek podpowiadał jej, że lepiej dla niej by tak nie było, ale serce? Nie było to coś co mogła pojąć. Słysząc słowa mężczyzny przez chwile zmarszczyła brwi. Skoro opiekunowie nie odczuwają obecności swoich podopiecznych to skąd to się wzięło u niego? I choć zastanowiło ją to aż nadto postanowiła jak na razie zostawić ten temat samemu sobie. W niektóre rzeczy nie powinno się wnikać zbyt wcześnie. Jedna demimoza wie, że wszystko ma swój czas i godzinę. Drzewa, które mijali, wzgórza, które przechodzili… wszystko wydawało się być takie same i chociaż ufała Yaxleyowi, że wie dokąd ich prowadzi to jednak nie była pewna czy to wszystko nie jest zabarwione czymś jeszcze. Czymś czego nie mogą jeszcze dostrzec. To zły pomysł. - Zły? - zapytała zaskoczona. Nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Nie można ignorować takich miejsc. Skoro smok tędy przelatywał to mieszkaniec tej chaty mógł coś widzieć. Jeden pewniejszy trop w tym całym błądzeniu po lesie. Widząc jego twarde spojrzenie wzruszyła ramionami. - Dobrze. Zostań tutaj jeśli chcesz i zaczekaj na mnie. - powiedziała i obracając się na pięcie by nie zdążył zaprzeczyć ruszyła w stronę chatki. Ostatnie kroki pokonała prawie, że biegiem jakby czuła na sobie przenikliwy wzrok Yaxley'a. Spojrzała na czerwone drzwi i kołatkę w kształcie podkowy. Bez zastanowienia zastukała nią trzy razy. Może nie była jasnowidzem, ale widziała w tym szansę powodzenia. Nawet jeżeli miała zrobić to całkowicie sama.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   21.01.17 19:05

- Zły - powtórzył, a z każdą chwilą pulsacje, od nie tak dawnej rany, wzrastały, praktycznie zagłuszając jej dalsze słowa. Słyszał przeciągły pisk w uszach, którego nie mógł się pozbyć, ale wiedział, że nie było to związane z czterema szramami na ramieniu. To Mroczny Znak, który od jakiegoś czasu wciąż przypominał o swoim istnieniu. Niekiedy budził Yaxley'a w środku nocy, paląc żywym ogniem. I nawet trzymanie przedramienia w wodzie nie pomagało. On dawał o sobie znać zupełnie jakby wątpił w prawdziwe intencje swoich popleczników. Morgoth pragnął czystego świata czarodziejów i zamierzał pomóc w osiągnięciu tego celu, ale nie za każdą cenę. Trzeba było znać umiar, chociaż nie był pewien czy inni Rycerze Walpurgii kierowali się jakimkolwiek kredo. Jego kodeks miał pozostać nienaruszony - wierzył w niego jak jego ojciec i jego dziad przed nim. Tylko trzymając się tego w co wierzyli, byli w stanie osiągnąć wszystko. Jednak za czasów jego przodków nie było Toma Riddle'a i jego bezwzględnych działań. Yaxley nie wiedział czy Marianna chciała zabić Megarę Carrow, ale nie zamierzał jej na to pozwalać bez względu na wszystko. Wojna dotykała każdego, ale nie mogła zbierać żniwa, gdy tylko tego chciała. Lynn o tym wiedziała? Czy gdyby znała prawdę, wyjawiłaby ją i wydała go?
Teraz zostawiła go, by iść w stronę samotnego domu z bali. Praktycznie biegła jakby bała się, że ją zatrzyma. Może powinien, ale co by to dało? I tak by poszła swoją drogą. Obserwował ją jak szybko pokonuje strome zbocze i kieruje się dalej. Gdy stanęła przy drzwiach, Morgoth nie zastanawiał się nad tym tylko zmienił się w czarny obłok, by zaraz stanąć kilka kroków za nią, czekając, aż drzwi się otworzą. Czekał, stojąc pod drzewem i pozwalając, by cień zlewał się z jego ciemniejszym ubraniem. By w razie czego być w pogotowiu. Zacisnął skórzaną rękawiczkę na cisowym, czarno ubarwionym drzewcu. Czemu musiała być tak uparta? Dlaczego ciągle pchała się do postąpienia ryzykownych kroków w pojedynkę? Nie chciała go słuchać? Wątpił, żeby robiła mu na złość, chociaż może jakaś głęboko ukryta część Lynn mogła też się tym kierować. Gdy coś zaskrzypiało wewnątrz, wyprostował się, słysząc jak skóra otarła się o różdżkę.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   21.01.17 20:36

To, że zdecydowała się tam iść sama nie wynikało z jej złośliwości. Nie chciała mu też niczego udowodnić. Zwyczajnie była przyzwyczajona do samotnego działania i szanowała jego zdanie. Szanowała też przede wszystkim swoją intuicję, która wyprowadziła ją z wielu sytuacji. Podczas poszukiwań czas jest najważniejszy i zwykle kiedy jest kilka miejsc do sprawdzenia po prostu się rozdzielają. Dlatego też kiedy trzeba było liczyć na samą siebie… potrafiła to zrobić. Czekają aż drzwi się przed nią otworzą rozejrzała się po najbliższym otoczeniu. Ładnie wyplewione rośliny, chodnik ułożony z maleńkich kamyczków gdzieniegdzie zmieszanych z kolorowym szkłem,  delikatne kwiatowe kombinacje przy wysprzątanej altanie. Prawie była pewna, że w tym miejscu rządzi kobieta. No właśnie… prawie. Odwróciła się i widząc stojącego tam Morgo uśmiechnęła się delikatnie, ale zaraz całkowicie poważniejąc. Co ją to obchodziło, że za nią poszedł? Zdecydowanie nie powinna się uśmiechać z takiego powodu. Na szczęście z myśli wyrwał ją odgłos otwieranych drzwi. Postąpiła z nogi na nogę jakby się denerwując. Kiedy jej oczom ukazał się starszy mężczyzna otworzyła usta zdziwiona. - Dzień dobry. - mruknęła przywołując się do porządku. Jej wzrok skupił się na twarzy starszego pana. Bujna siwa fryzura, zmarszczki okalające twarz, usta zaciśnięte w kreskę i...heterochromia. Jedno oko było koloru niebieskiego, a drugie brązowego. Nie było to nic zaskakującego, ale tak rzadko spotyka się takich ludzi, że nie da się nie zatrzymać dłużej wzroku. - Dzień dobry. - odpowiedział mężczyzna spoglądając na Lynn wyczekująco. - Chcielibyśmy chwile z panem porozmawiać. Poświęci pan nam tę chwilkę? - zapytała uśmiechając się najpiękniej jak tylko potrafiła. Ponoć urok osobisty to połowa sukcesu. No chyba, że ma się go tyle co zdechła dżdżownica. - Ale o co chodzi? - wymamrotał starzec opierając się na lasce. Słysząc jego skrzeczący głos czuła się tak jakby rozmawiała z hipogryfem. - Czy ostatnimi czasy nie zauważył pan w okolicy czegoś… niezwykłego? Może widział pan coś, a może słyszał… - blondynka zaczęła wyjaśniać mając nadzieje, że może coś się mężczyźnie przypomni. Chociaż nie wyglądał na takiego, który interesuje się tym co dzieje się na zewnątrz. - Nie – odparł mężczyzna wydymając usta i spoglądając na nią z wyczekiwaniem. - Ah… w takim razie przepraszamy, że zajęliśmy tyle czasu. - powiedziała i obróciła się w stronę Morgo. Miała ochotę zapytać czy jest teraz zadowolony, ale wiedziała, że to by było niemiłe zważając na to jakie mają teraz relacje. Kiedyś by tak powiedziała. Kiedyś. - Niechże pani czeka. O te hałasy Wam w nocy chodzi? A co to za zwierz tak świszczy i trzeszczy? Wejdźcie… lepiej nie mówić głośno, bo w tym lesie to same… szkoda słów. Chodźcie, powiem co słyszałem. - powiedział starzec, a Lynn miała ochotę podskoczyć. Chociaż nadal nie mieli nic, ale to już coś prawda? Spojrzała na Yaxley'a z całkowitą powagą, a po chwili ruszyła w stronę drzwi.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   21.01.17 21:56

Morgoth nie lubił towarzystwa. Nie przepadał za obcymi tak samo zresztą jak za dalszą rodziną. Nie ufał większej części ludzkości, powierzając swoje pełne oddanie w ręce jedynego autorytetu, jaki kiedykolwiek posiadał - swojego ojca. Był lojalnym synem, chociaż ostatnimi czasy jego drogi wraz z Leonem się nieco rozeszły. Wierzył jednak że na powrót będą potrafili sobie wybaczyć. Jak kiedyś. Bo właśnie w tym tkwiła ich siła i tego zamierzał się trzymać. I za to walczyć za wszelką cenę. Można było mówić naprawdę wiele o Yaxley'ach, ale na pewno nie można było im zarzucić wewnętrznych konfliktów, a dopilnowanie tego leżało w jego rękach. Nie posiadał braci, z którymi musiałby współpracować i możliwe że również walczyć o rozsądek. Miał tylko ojca i aż jego. Na stanowisku nowego nestora rodu Leon mógł wiele i wykorzystywał to. Podobnie zresztą jak jego syn, który uczył się od najlepszego dbania o to, czego pragnął. Dlaczego więc tego nie robił, gdy chodziło o Lynn? Zmarszczył brwi, przyłapując się na tym o czym myślał i zaraz skupił się na mężczyźnie, który pojawił się w drzwiach. Kimkolwiek był nie zamierzał tracić czujności. Słyszał jego głos przeplatający się z głosem Selwyn. Gdy odwróciła się w jego stronę, widział w jej spojrzeniu wyzywające pytanie, ale wiedział, że się nie odezwie. Mimo wszystko słowa gospodarza samotnej chaty zaciekawiły go na tyle, by wziął pod uwagę rozmowę z nim, ale nie okazał tego w żaden sposób. Nie zamierzał zresztą mięknąć tylko dlatego że staruch pomylił pracę drewnianych desek z hałasem na zewnątrz. Wiedział jednak, że Lynn już się nie cofnie. Szczególnie nie w tym momencie. Zakląłby pod nosem na jej ciekawość, ale nie miał wyboru. Ruszył w stronę otwartych wciąż drzwi do domu, ale wciąż miał dłoń zaciśniętą na różdżce. Nie zamierzał ani na trochę spuszczać z tonu. Nie ważne jak bardzo mężczyzna wydawał się być niewinnym staruszkiem z zadbanym domem. Nieważne. Morgoth i tak nie wahałby się ani chwili, gdyby coś poszło nie tak. Nie zabiłby go jednak. A na pewno nie na jej oczach. To by było już wyrzeknięciem się wszystkiego, co pomiędzy nimi się wydarzyło. Szanował to za bardzo, by doszczętnie to zniszczyć. Wchodząc, zamknął drzwi, by przejść kawałek i stanąć przy balistym filarze podtrzymującym dach. Lucinda już zdążyła wejść głębiej i usiąść blisko starego, który nalewał herbaty. A co to za zwierz tak świszczy i trzeszczy? Morgoth ciągle przetwarzał te słowa jakby miały one jakieś wielkie znaczenie. Gostir swoją wielkością przecinał powietrze, wydając charakterystyczny odgłos. Owszem. Przypominał on świst, ale skąd trzaski? Nie odrywał jednak spojrzenia od Selwyn, wiedząc, że kiedyś jej wiara w ludzi zaprowadzi ją w coś gorszego niż przypuszczała.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   21.01.17 22:50

Wbrew temu co myślał o niej Morgo nie była tak naiwna i łatwowierna jak mogłoby się wydawać. Oczywiście zdarzyło jej się ufać ludziom, którym nie powinna i powierzać serce tym, którzy bezceremonialnie je łamali, ale to był inny rodzaj wiary w ludzi. Ten, w którym oddawała całą siebie nie zważając na to czy otrzyma coś w zamian. Teraz nie można było mówić tutaj o jakiejkolwiek wierze czy zaufaniu. Teraz potrzebowała tych informacji, a doświadczenie podpowiadało jej, że w takich momentach trzeba być przekonującym. Przekraczając próg chatki poczuła jak różdżka wbija jej się w żebro. Utkwiona w wewnętrznej kieszeni płaszcza była na wyciągnięcie ręki. Kiedy tylko weszła głębiej za prowadzącym ich starcem poczuła zapach jabłecznika. A przynajmniej miała wrażenie, że to jabłecznik. - Sam pan tu mieszka? - zapytała blondynka kiedy drzwi zamknęły się za Yaxleyem. - Tak. Moja żona nieszczęśliwie zmarła kilka miesięcy temu. - odparł wskazując miejsce by usiedli. Przez chwile zawahała się nie wiedząc czy to dobry pomysł jednak widząc ponaglający wzrok mężczyzny usiadła. Na jej ustach znowu pojawił się delikatny uśmiech. - Zrobię Wam herbatę… - zaczął starzec jednak Lynn szybko mu przerwała informując, że naprawdę się śpieszą. - Proszę nam powiedzieć co pan słyszał. Bardzo nam na tym zależy. - dodała jeszcze by skupić uwagę starca na sobie. Chociaż Morgo nic się nie odzywał wiedziała, że jest czujny. Wiedziała, że gdyby cokolwiek się stało… ten by zareagował. Wiedziała o tym aż za bardzo i choć powinna czuć się bezpiecznie w tym momencie wcale tak się nie czuła. - To było kilka dni temu. Nie mogłem spać więc siedziałem w kuchni i paliłem fajkę. Tak pamiętam, że paliłem, bo aż fajka mi wypadła jak to usłyszałem. O tu… proszę zobaczyć pęknięta. - Lucinda skinęła głową na znak, że rozumie. Czemu starsi ludzie musieli zawsze tak wszystko wydłużać? - No i siedziałem w kuchni aż tu nagle stuk, świst i świst i znowu świst, a potem… trzask. Dokładnie w takiej kolejności. Wziąłem różdżkę, laskę i otworzyłem okno myśląc, że to może jakaś sarna, albo jaki inny aetonan. Potem znowu usłyszałem świst, ale jakby w oddali już. Nie wiem co to było, ale na pewno było duże i głośne. Nieboszczkę by obudziło. - odparł mężczyzna przenosząc wzrok raz na Lucindę raz na Morgotha. - A Wy czego szukacie? I skąd w ogóle wzięliście się w tej okolicy co? Może to Wy to zwierze nasłaliście he? - zaczął wypytywać marszcząc brwi.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   22.01.17 0:43

- Szukamy informacji - odparł na dość niewyważone i obarczające ich dwójkę słowa. Nie zamierzał mówić nic specjalnego temu mężczyźnie, jeśli nie zorientował się sam, że był to smok. Nic dziwnego że nie wiedział, co to było skoro wzrok mu już pewnie szwankował. Mógł mieć dobre ponad sto dwadzieścia lat, a jednak jakoś działał w pojedynkę na tym pustkowiu. Chociaż magia niewątpliwie wspomagała starszych ludzi - nie musiał sprzątać ani nawet oprawiać obejścia domu. Wszystko to mogły robić nieożywione przedmioty zmuszone do swoich celów jednym machnięciem różdżki. Jak dziwne było wyobrażenie jego samego będącego na miejscu tego mężczyzny. Niewyobrażalne. Pozbawionego wszelakich środków do życia, pozostawionego samemu sobie. Co wcale nie byłoby takim najgorszym przekleństwem, ale zwyczajnie Morgoth nigdy nie miał znaleźć się w opuszczonej przez Boga ziemi w pojedynkę pozbawionego tytułu i wiążących się z tym przywilejów. Wiedział, że to nie było możliwe, bo nie takie dano mu przeznaczenie. Był synem Fenland, a potem również i spadkobiercą tego, co zostawił po sobie jego ojciec. Wiedział, że równało się to z kolejnymi konsekwencjami w postaci małżeństwa, które umocniłoby ród Yaxley'ów nie tylko przez sojusze, ale również i krew. Silne i nieskalane. Niezaburzone filary, na których opierała się ta rodzina. Czy w cza­sie stu­diów ni­cze­go nie do­wie­dzie­li­ się o wiel­kich egip­skich dy­na­stiach, o cza­sach, gdy bra­cia i sio­stry za­wie­ra­li związ­ki małżeń­skie w celu za­cho­wa­nia czy­sto­ści krwi? Czy nie sły­sze­li­ o mło­dej Izy­dzie, któ­ra po­ślu­bi­ła swe­go bra­ta, kró­la Ozy­ry­sa, naj­star­sze­go syna nie­ba i zie­mi? Nie było jednak istotne to, że cywilizacja egipska była jedną z najbardziej rozwiniętych. Chodziło o sam przekaz bytu rodziny. Lo­jal­ność wo­bec niej musiała mieć prymat nad lo­jal­no­ścią wo­bec cze­go­kol­wiek i ko­go­kol­wiek in­ne­go. Mu­si­eli uczyć się od sie­bie, ochra­niać się i czuć, że przede wszyst­kim z sobą na­wza­jem byli zwią­za­ni. Bo je­śli usza­nu­ją ten zwią­zek, nikt nig­dy ich nie zwy­cię­ży. Ale je­śli ich wza­jem­na lo­jal­ność za­wiodłaby, wszy­scy zostaliby po­tę­pie­ni. Dlatego właśnie musiał wziąć sobie za żonę kobietę, która wiedziałaby co to oznacza. Która podtrzymałaby rodzinę Yaxley'ów. Spojrzał na Lucindę, po czym przeniósł uwagę chwilowo na starego czarodzieja. Wciąż opierał się ramieniem o drewniany filar, obserwując całą sytuację. Samotnik może i był zbzikowany, ale na pewno mówił prawdę. Nie miał celu, by oszukiwać, ale nie był to powód, by spuścić dłoń z drzewca różdżki.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   22.01.17 10:55

- Każdy jakichś szuka, każdy… - mruknął starzec wstając z fotela i kierując się w stronę okna. W tym samym momencie Lynn spojrzała na Morgotha, który wydawał się być tutaj tylko ciałem. Zastanawiała się czy nadal uważa, że to wszystko to zły pomysł. Czy nie znaleźli właśnie dowodu na to, że smok tutaj był? A może to wyobraźnia płatała jej wielkiego figla, może nic nie znaleźli, a to tylko pomrukiwanie szaleńca? Przecież wiedzą jak to jest mieć do czynienia z szaleńcem. Wiedzieli o wiele więcej. Przeżyli razem o wiele więcej. Chociaż ta myśl przemknęła jej przez głowę to nie miała zamiaru dłużej się nad tym zastanawiać. Nie mogła zapobiec napływania natrętnych myśli, ale mogła je wyciszać za każdym razem gdy przychodziły. - Ten trzask… - zaczęła Lynn bo chociaż nie miała bladego pojęcia jakie wydają dźwięki smoki podczas lotu to jednak nie wydawało jej się by ten trzask pasował do reszty dźwięków. - Domyśla się pan co to było? -zapytała blondynka podnosząc się z kanapy i robiąc dwa kroki w stronę mężczyzny. Nie wiedziała czy te wszystkie pytania dokądś ją zaprowadzą, ale dopóki mężczyzna chciał z nimi współpracować nie w głowie jej było z tego rezygnować. Cokolwiek… jakiś mały ślad. Bo nawet jeśli Morgo miał intuicję i przeczucie to Lynn szukała tego co namacalne. Przecież po omacku mogli krążyć i krążyć, a na to nie mieli czasu. Wbrew wszystkiemu jednak nadal myślała, że rozsądek jest ważniejszy od pośpiechu. - Czy to mógł być Gostir? - zapytała przenosząc spojrzenie na Yaxley'a. W końcu był jego opiekunem i musiał wiedzieć jakie dźwięki wydaje jego podopieczny. Może ten trzask to było coś charakterystycznego u tego właśnie smoka. Lucidna nie zwracała wcześniej uwagi na to jak mógł wyglądać ten smok i jaki mógł być. Po znalezionej łusce dowiedziała się kilku informacji, ale z drugiej strony była łamaczem klątw, a nie poszukiwaczem zaginionych stworzeń. A jednak ciągle tu była. Mężczyzna nie odpowiedział na zadane jej pytanie tylko ciągle patrzył przez okno. Trochę wybiło ją to z taktu i już chciała zapytać o coś jeszcze, kiedy mężczyzna odwrócił się i spojrzał najpierw na Lynn, a po chwili na Morgo. Wyglądał tak jakby się nad czymś usilnie zastanawiał. Mężczyzna przejechał dłonią po swojej siwej czuprynie i pokiwał głową jakby właśnie coś sobie przypomniał. - Dzieci z was jeszcze… - zaczął podchodząc do kamiennego pieca stawiając na nim kolorowy czajnik. - Gubicie, a potem szukacie. Ciągle za czymś biegniecie. Pamiętam jak byłem w waszym wieku. Wszystko jest wtedy proste, uwierzcie mi. No młodzi jesteście… pewnie niedługo po ślubie co? Patrzysz na mnie tak jakbym miał ją zaraz porwać, uwięzić, albo zatruć… - i choć mężczyzna mówił i mówił i mówił to Lucinda przestała go już słuchać. Pewnie niedługo po ślubie co? Po ślubie? Czy on naprawdę nie widział jak bardzo są daleko od jakichkolwiek relacji? Zaskoczona pokręciła od razu głową. Nie miała odwagi by spojrzeć na Yaxley'a.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
 

Leśna Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

 Similar topics

-
» Polana w środku lasu
» Polana
» Polana
» Polana jednorożców
» Polana

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia :: Weymouth-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18