Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Herbaciarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Herbaciarnia   10.03.12 22:28

Herbaciarnia

Zaciszne miejsce na samym poddaszu to przytulna herbaciarnia, gdzie serwowane są różnego rodzaju napoje; głównie te parzone z najzdrowszych i najlepiej działających na organizm ziół. W menu znajduje się szeroki asortyment herbat czarnych, czerwonych, zielonych i ziołowych, do tego kilka odmian purpurowych, parzonych z liści diabelskiego hibiskusa; rośliny rosnącej w pobliżu smoczych lęgów - te dozwolone są jednak od lat osiemnastu i traktowane jak nieszkodliwa używka; ma działanie pobudzające, podobne do kawy. Prócz tego zakupić można kawałek ciasta; szarlotki, sernika, bananowca lub keksu, świeżo pieczonego w pomieszczeniu obok. W okół malutkich, okrągłych stolików z poustawianymi przy nich puszystymi poduchami do siedzenia, w różnych barwach, w różnych wzorach, biega niziutka, nastoletnia złotowłosa dziewczyna, zbierająca zamówienia od gości.
Wystrój buduje wrażenie przytulności, ciepła; pewnego rodzaju nadziei, zważywszy na ogólny charakter placówki. Instrumentalna muzyka płynąca z szafy grającej jest spokojna, działa relaksująco. W powietrzu unosi się słodki, łagodny zapach cynamonu dosypywanego do herbat oraz pieczonych na zapleczu ciast. Ściany ozdobiono ręcznie malowanymi pejzażami znad brzegów Tamizy.


Powrót do góry Go down
Isolde Bulstrode
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t918-isolde-bulstrode http://www.morsmordre.net/t936-oktawiusz http://www.morsmordre.net/t933-czesc-isolda http://www.morsmordre.net/f149-whitehall-10-4 http://www.morsmordre.net/t1307-isolde-bulstrode#10005
magipsychiatra
24
Szlachetna
Zaręczona
Ne puero gladium
5
5
4
7
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   08.08.15 17:48

Krok pierwszy, kup kawę. Czarną. Mocną. Bez mleka.
Dodaj do niej cukru. Trzy kostki, niech będzie słodka. Czarna jak noc i słodka jak grzech, taką pijają w Turcji. Jedno z głupich, zapadających w pamięć powiedzonek, które zostają gdzieś tam już na zawsze. I teraz na pytanie 'dlaczego tyle słodzisz?' już nigdy nie odpowiem prostym 'nie lubię smaku kawy', tylko wydumanym banałem.
Pomieszaj najpierw trzy razy w lewo, potem raz w prawo. Spróbuj. Dodaj jeszcze jedną kostkę. Powtórz proces mieszana.
Potem wolno podejdź do stolika. Zawsze tego samego. Zawsze w rogu kawiarnii. Z tego miejsca najlepszy widok na wszystkich wchodzących. To miejsce jako ostatnie rzuca się w oczy. Sama mogę zadecydować o tym czy mam dzisiaj ochotę wdać się w sztywne wymienianie uprzejmości i pogaduszki o pogodzie, czy może lepiej schować się za gazetą. I chociaż znacznie częściej mam ochotę wyciągnąć Proroka Codziennego, zawsze się uśmiecham i zapraszam do rozmowy. A potem słucham.
Pierwsza z zasad przetrwania, zawsze słuchaj. Nigdy nie mów dużo, na pewno nie o sobie. Przemyślenia zostaw dla siebie, nie przelewaj ich nawet na pergamin, kto wie w czyje ręce mogą wpaść. Nigdy nie wiadomo jaka znajomość będzie potrzebna dzisiaj, jutro, za rok czy dziesięć lat, nie warto palić za sobą mostów. Ten denerwujący stażysta z czwartego piętra za dwadzieścia lat może się okazać dyrektorem szpitalu - a rudowłosi są bardzo pamiętni. Odmówienie mu herbatki dzisiaj może skończyć się odmówieniem ordynatorskiego stołka za kilkadziesiąt lat.
Tylko naiwni ludzie wierzą, że można cokolwiek osiągnąć bez odpowiednich koneksji i znajomości. Możesz być najmądrzejszym człowiekiem świata, możesz mieć najsłodszy z charakterów, poczucie humoru tak celne i trafne - możesz to wszystko i wciąż być nikim, bo jesteśmy tylko tym czym postrzegają nas inni. Więc uśmiechnij się Isoldo. Włóż tę elegancką sukienkę, wepnij w uszy kosztowne kolczyki. Tylko nie te z brylantami, niech nie rzucają się zbyt bardzo w oczy, po co kusić innych? Oddychaj Isoldo. Spokojnie i równomiernie. Nie denerwuj się, niech żaden rumieniec nie wykwitnie na twojej porcelanowej twarzy. I pod żadnym pozorem, nigdy, nie potykaj się Isoldo. Nie padaj na kolana, nie wyciągaj rąk po pomoc. Pamiętaj Isoldo, ufaj tylko rodzinie. Wszyscy inni mogą być dla ciebie słodcy jak miód, ale gdy tylko dasz im okazję, wbiją w plecy nóż.
Ne puero gladium. Nie wręczaj dziecku miecza. Po co kusić los?
Stąd codzienne rytuały. Kawa pita trzy razy, więcej to chyba niezdrowo. Przy czwartej już zbyt szybko kołacze serce. Nie śpię drugą noc z rzędu, coraz ciężej o utrzymanie pełnej koncentracji. Gdyby tylko ktoś stworzył odpowiedni eliksir, esencję snu, szybko znalazłby kupca. Dzisiaj zapewne się poddam ociężałym powiekom i ciążącej głowie, ułożę się na wygodnej poduszce. Zamknę oczy. Oddychając spokojnie dam się porwać miękkim ramionom Morfeusza, zanurzę się w śnie ciemnym, ciepłym i gęstym jak smoła, mając nadzieję, że tym razem będę pamiętać, że i tym razem uda mi się obudzić na czas.
Mogłabym - poprosić o pomoc. Jak za dawnych czasów spać przy stadzie osób, których jedynym zadaniem jest pilnowanie mojego snu. To jednak oznaczałoby zaufanie - a to luksus na który nie chcę sobie pozwolić. Złoto może kupić wierność każdego człowieka, to prawda. Ale i zawsze znajdzie się pokaźniejsza kieszeń.
Możesz myśleć, że nie masz żadnych wrogów, ale o nich dowiadujesz się zawsze kiedy jest już za późno.
Druga zasada przetrwania. Nie dawać okazji.
I może jestem uparta jak osioł, ale znacznie bardziej wolę umrzeć z własnej głupoty niż z powodu cudzej zawiści.


Powrót do góry Go down
Caesar Lestrange
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t661-caesar-lestrange http://www.morsmordre.net/t841-poczta-caesara http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t1615-caesar-lestrange
sutener oraz brygadzista
30 lat
Szlachetna
Zaręczony
pięć palców co po strunach chodzą
zegną się jak żelazo w ogniu
w owoc granatu martwy splot
0
16
0
0
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   11.08.15 2:41

Chciałby nie istnieć. Czasami. Wyjaśnieniem są tacy ludzie, którym, gdyby był psychiatrą, wystawiłby diagnozę i odprawił na szybką, bezbolesną egzekucję. Ranne pokrzywdzone zwierzęta: kuśtykające wilki czy sokoły z połamanymi skrzydłami zabijał, bo niemiło było mu patrzeć, jak kalekie i bezbronne dogorywają w swoim własnym, rodzimym świecie. Bywało, ale naprawdę rzadko, że żałował. Że ktoś nie miał na tyle odwagi lub nienawiści w sobie, aby skończyć jego męki, aby uciąć niekończącą się historię o przegranej, utracie i przerwać film, a w nim krew na podłodze, rozszarpane rozłożone ciało i ciepła posoka przelewająca się przez drżące dłonie pianisty, gdy te zbierały ją, lub to co z niej zostało, z ziemi. Żałosne, lecz w chwilach słabości, gdy przyznawał się, to uświadamiał sobie, że kochał bardziej, bardziej żałował złych, ostrych wypowiedzianych podczas ich ostatniej kłótni słów, czym dłużej jej nie było, tym częściej i gorętszej żałował, że nie wróci, i chciał, by wróciła. Masochistycznie uwielbiał się w tym zatracać, bo cierpienie było mu bliskie, wręcz namacalne, gdy chwytał je, ściskał i dusił, gdy słuchał brzydkiego śpiewu o krzywdzie, gdy patrzył się w twarze jak ta: poharatane, zakrwawione, oszpecone. Ludzie krwawili na jego oczach, choć pozostawali czyści, wylewali łzy w jego ramię i ściskali dłoń z całej siły, a on czerpał z tego, zbierał do dna niczym wytrawne, kilkudziesięcioletnie wino. Lecz nie był na tyle okrutny - bo miłości do ludzi choć tylko pozornej miał w sobie wiele – żeby opowiadać im o lepszym świecie, który nie istniał. Uśmiechał się tylko, choć czasem to było nie na miejscu. Tym razem znów milczał wysłuchał zawodzącej, żałosnej relacji, aby na koniec podziękować, puścić oczko pielęgniarce i wyjść.
Smutne, niemal serce mu pękło ten tysięczny raz, gdy znów spotykał się twarzą w twarz z krzywdą człowieka i nie mógł tego znieść. Niemal, bo ożywiło się, rozgrzało do czerwoności, gdy zobaczył ją, a spojrzenie miał bystre, czujne i nie mogła mu uciec, choć doskonale wiedział, że najchętniej uciekłaby na sam koniec świata jak najdalej od niego i nie tylko od niego. Padłby jej u kolan ze zmęczenia, bo ta jednostronna dyskusja z jego niemym potakiwaniem wyczerpała go, wydusiła wszelakie pokłady cierpliwości jak zawsze, gdy miał styczność ludźmi i musiał ich słuchać, choć bawiło go to, naprawdę, ten płacz i zgrzytanie zębami. I nużyło, gdy znów to samo w kółko, a nauczył się już, że ludzie są nadzwyczaj monotonni, bliźniaczo przeżywający najgorsze krzywdy, a jeśli nie, to i tak cierpieli według schematów.
Dlatego się nie uzewnętrzniał, bo brzmiałby jak schemat, po płakałby cudzymi łzami, bo wypowiadałby nieswoje słowa. I cierpiał wewnętrznie, jak inni, którzy nie wypowiadali na głos swoich krzywd i chowali je, karmili w środku, bo nie lubili czujnych czasem, ciekawskich a może pogardliwych spojrzeń. Caesar natomiast nienawidził współczucia, po prostu, bo może jest słabością, choć do tego, że jest definicją słabości, zdążył się przyzwyczaić.
-Jesteś jedyną, póki co, dobrą rzeczą, jaka mnie dziś spotkała – zwieńczył to przywitanie teatralnym westchnieniem, aby opaść na przeciwległe do jej krzesło i uśmiechnąć się prawie czarująco – Więc pij tę kawę jak najdłużej i mówże do mnie, bo zaraz zasnę i – tutaj pochylił się w jej stronę z konspiracyjnym szeptem – czy tutaj obsługuje jakiś kelner czy muszę – o panie zlituj się – podejść do lady? - na maniery nie było go stać, ale nie potrzebował, aby poznawała go na nowo jako uprzejmego, wyrafinowanego dżentelmena, którym naturalnie nie był, ale niestety pozostawał wygodnicki, niecierpliwy i humorzasty, a te cechy charakteru doskonale znała.
To byłoby na tyle: jej spokojnego popołudnia i jego męki, skoro miał okazję popatrzeć choć przez chwilę na jej miłe dla oka lico porcelanowej laleczki.


Powrót do góry Go down
Isolde Bulstrode
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t918-isolde-bulstrode http://www.morsmordre.net/t936-oktawiusz http://www.morsmordre.net/t933-czesc-isolda http://www.morsmordre.net/f149-whitehall-10-4 http://www.morsmordre.net/t1307-isolde-bulstrode#10005
magipsychiatra
24
Szlachetna
Zaręczona
Ne puero gladium
5
5
4
7
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   11.08.15 17:17

Nigdy nie współczuję swoim pacjentom. Bowiem nie ma nic gorszego od współczucia - poklepywań po plecach, ckliwych spojrzeń, cmokania i powtarzania 'wiem co czujesz'. Nigdy nie wiesz. To najważniejsza lekcja jaką wyniosłam z tych wszystkich lat pracy na trzecim piętrze Munga. Nigdy nie wiesz co czuje drugi człowiek. Mogę, owszem, rozumieć. Znać stan z medycznego punktu widzenia. Na przykład - mamy pięć stadiów radzenia sobie ze stratą. Och, mogę powiedzieć, wciąż jesteś w pierwszej, drugiej, trzeciej fazie. Mogę przeczytać w mądrym periodyku ile powinny trwać poszczególne okresy, ile żałoba, po jakim czasie zdrowy człowiek winien wrócić do zmysłów. To wszystko warte jest mniej niż złoto leprokonusów. W życiu nie ma reguł - opłakiwanie twojej straty ma trwać dokładnie rok i godzinę, inaczej coś z tobą nie tak. Podobno są ludzie potrafiący zacisnąć zęby, podnoszący się z kolan i z wysoko uniesioną głową prący do przodu, zostawiając za sobą przeszłość. W Anglii nigdy ich nie spotkałam. Wierzę, że kilku buddyjskich mnichów, którzy nauczyli mnie swobodnego oddechu, rzeczywiście nie noszą swojego balastu. Ale tutaj? W miejscu w którym każdy krok przypomina o utracie, a tabuny fałszywych przyjaciół tylko czekają by z pozornym współczuciem spytać 'czy u ciebie wszystko w porządku, jak się trzymasz'? Osłabiony przeciwnik to najlepszy przeciwnik.
A tutaj wszyscy są wilkami w owczych maskach.  
Znam ludzi, który przez ból postradali zmysły. Znam ludzi którzy odizolowali się od świata zewnetrznego i zamknęli się w swoim własnym. Znam przypadki w których oszaleli z cierpienia próbowali odbierać sobie własne życie. Nie byłoby przesadą stwierdzenie, że ze stratą zmagam się każdego dnia. Bo każdy z moich pacjentów kogoś stracił, każde z nich tę najważniejszą osobę. Samego siebie.
I najcześciej jedyne co mogę zrobić to zagwarantować im lepszy komfort życia, nic więcej.
Nie wierzę by mógłby pomóc im ktokolwiek inny niż oni sami. Drugi człowiek nie jest lekiem na całe zło, to nigdy nie działa w ten sposób. Ja, jako lekarz, mogę dopomóc. Mogę dopomóc nawet jako człowiek, Isolde Bulstrode, podpora. Moje kieszonkowe gabaryty potrafią udźwignąć wiele rzeczy. Ale pierwszy krok zawsze zależy od cierpiącego. Możesz albo zatracać się w bólu, albo z nim walczyć, bez większych efektów. Możesz go też zaakceptować. To nigdy nie będzie prostsze. Nie przyjdzie dzień w którym wstaniesz i pomyślisz - tak, dzisiaj czuję się na tyle dobrze by poradzić sobie z własnym żalem. To nie działa w ten sposób. Ta blondynka którą spotkasz jutro na ulicy też nie okaże się ukojeniem. Możesz myśleć, że moje oblicze lalki z porcelany wyleczy twoje wszystkie rany, ale dopóki ty nie będziesz na to gotów, dopóki ty nie będziesz tego chciał, wszystko będzie je pogłębiać.
One nigdy się nie zabliźnią. Co najwyżej możesz nauczyć się z nimi żyć.
Tylko - co ja mogę o tym wiedzieć? Nic.
Przeczytałam kilkadziesiąt woluminów, zajmuje się daną grupą pacjentów, codziennie patrzę w ich puste oczy i mogę co najwyżej rozumieć. Z medycznego punktu widzenia.
Ja nigdy nie doświadczyłam straty. Mnie nikt nie wyrwał z piersi serca, zostawiając na jego miejscu czarną dziurę. Ja nie zbierałam niczyich rozszarpanych zwłok z podłogi, z moich ust nie wyrywał się zwierzęcy ryk rozpaczy.
Było w moim życiu kilka uniesień serca, nie jestem porcelanową lalką. Zawody, smutki, niespełnione nadzieje, oczywiście. Szare dni. Dni kiedy bałam się wstać z łóżka bo wiedziałam, że nie czeka mnie nic dobrego.
Jestem szczęśliwym człowiekiem. I dużo mam szczęścia. Dlatego nigdy, obiecuje ci Caesarze, nigdy nie będe udawać, że wiem co czujesz. Nigdy nie będę wchodzić ci do głowy, ani wymądrzać się, diagnozować twoj stan, zalecać leczenie. I przenigdy nie będę ci współczuć.
Nie ma nic gorszego niż współczucie.
Nie jestem lekiem na całe zło.
- To znaczy, że od tego momentu ten dzień będzie absolutnie fantastyczny - uśmiecham się znad swojej kawy, odsuwając od siebie gazetę - Kręci się tutaj taka blondynka, zapewne zaraz podejdzie - nachylam się nad tobą i mówię konspiracyjnym szeptem. Potem unoszę dłoń w geście przywołania, pewnie zaraz się pojawi przy stoliku i wyduka 'c-co mogę państwu podać?'.
Osobiście, sama odbieram swoje zamówienia. Poznaj moją gorszą stronę, uparta samodzielność. Isolsia-samosia. Ja sama, wszystko sama, sama! -Mówisz, że jestem na tyle ekscytująca by utrzymać cię przy świadomości? Teraz muszę wybitnie się postarać by nie zanudzić cię rozmową - może darujmy sobie wszystkie gładkie gadki, dzień dobry, co u ciebie słychać, dzieci zdrowe? I najgorsze, co tutaj robisz? Nie wiem czy istnieje bardziej bezczelne pytanie które można zadać w szpitalu -Ostatnio żywo zainteresowałam się sprawą mózgu Alberta Einsteina, słyszałeś może o tym? Na samym poczatku pomyślałam, że mugole są niezwykle dziwaczni. Ale po głębszym namyśle doszłam do wniosku, że to jednak ciekawy pomysł, zbadanie organu geniusza. Ludzie wierzą w pewien rodzaj przyczynowości, ale zawsze doszukują się jej w zjawiskach supranaturalnych. Zastanawiam się od kilku dni czy może przyczynowość rzeczywiście istnieje, ale spowodowana jest jedynie naszymi uwarunkowaniami biologicznymi? - spójrz na mnie. Ja już na samym początku swojego życia wiedziałam, że nigdy nie zostanę mistrzynią tańca ani najbardziej namiętnym z ludzi. Muszę szanować swój oddech.
Może geniusz czy szaleństwo też zależne są od biologii?
Nie wiem czy spodziewałeś się takiej rozmowy.


Powrót do góry Go down
Caesar Lestrange
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t661-caesar-lestrange http://www.morsmordre.net/t841-poczta-caesara http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t1615-caesar-lestrange
sutener oraz brygadzista
30 lat
Szlachetna
Zaręczony
pięć palców co po strunach chodzą
zegną się jak żelazo w ogniu
w owoc granatu martwy splot
0
16
0
0
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   18.08.15 15:18

Gdzieś po drodze wygłaszanego przez nią elaboratu utonął, po prostu – w tym piekielnym natłoku dobijających się do jego znużonego, przemęczonego umysłu myśli, zanurzał się wesolutko w odcieniu jej umalowanych, dźwięcznych ust, wsłuchiwał w bajeczny głosik. Jak kołysanka, taka melodyjna, cichutka, a jemu zamykały się oczy, umysł spowijała pachnąca lawendą delikatna mgiełka. Słuchał bajki o Einsteinie, przemalowywał ją na opowieść o bólu i cierpieniu, opowieść o bliznach, a każda kolejna głębsza, z odrębną historią, czasem deszczem innym razem dusznymi, gorącymi nocami w środku lata. Zastanowił się, czy powinna tak dużo mówić, a on, w swym dziedzictwie mężczyzny: ojca, brata i męża, winien był jej na to pozwalać: ale było to przyjemne, odrobinę w głębi rozsądku irytujące, acz błogie i nie zamierzał jej przerywać. Bawił się niemal doskonale, gdy wyczytywał z jej krwistych usteczek słowa, których nie wypowiedziała, kiedy wyczytywał z jej oczu myśli, jakie nie przemknęły przez jej umysł: zabałaganiony suchymi faktami niczym niezadbany, ponury regał obstawiony rzędem zakurzonych starych ksiąg, bez słodyczy, blasku, z intelektem pomykającym pomiędzy stronicami, z którym nie zamierzał się mierzyć. Był mężczyzną, wolał pozostawić tę kwestię wrytym w jego podświadomość oczywistościom, prawom, jakie wpojono mu do elastycznego dziecięcego umysłu, aby te rozwijały się i naginały świat według jego widzimisię, tworzyły jego obraz zakrzywionym, pełnym sprzeczności, obcym od rzeczywistej wizji, lustrzanego odbicia. Ale przecież się nad tym nie zastanawiał, nie oceniał, nie określał, choć naturalnie obnosił z subtelną acz promieniującą od niego wyższością, kontrolą, jaką lubił sprawować, iluzoryczną władzą, którą niebawem, o ile obojgu dopisze to szczególne nieszczęście, obnosić będzie się w progach ich wspólnego domu. Na progu drzwi wprowadzi absurdalną, dziecinną wojskową dyscyplinę, narzuci własny porządek świata, w którym żal zdrady, gorzkie łzy rozczarowania i konsekwencje brudnych, plugawych występków nie mają miejsca, a panować tam będzie spokój tkany muzyką, szumem fal czy świstem rozpędzonego nadmorskiego wiatru.
-Na tę blondynkę... -zmarszczył brwi odrobinę kwitując jej przemówienie lekkim westchnieniem -...długo trzeba czekać? - oczywiście uśmiechnął się delikatnie, z przebijającym się przez jego gładkie lico pobłażaniem.
Z czułością – tak traktował cierpliwość, na której grywał umiejętnie, z dozą ostrożności, aby nie nadwyrężyć jej nadto, równie sprawnie jak zręcznie muskał klawisze fortepianu. Lecz jeszcze czuwała nad nim choć może on czuwał na jej zdrowiem, skradał jej minuty życia, zbierał do garnuszka osiągnięć – stres nie sprzyjał chorobom, a on nie był utęsknionym przyjacielem, na którego czekała, a tym bardziej pocieszycielem w smutne, gorące dni. Nie koił chłodem, gdy słońce paliło, rozgrzewał do czerwoności, rozpalał ogniem, choć to dobrze może, gdy ją hartował? Ponoć gorąc zabijało się ciepłymi kąpielami, a zimowe chłody lodowymi deserami, ponieważ ciało miało szansę się przyzwyczaić.
I na zawołanie, choć wcale nie czarował, pojawiła się kelnerka, a on wyprostował się dotąd pochylony nad stolikiem w kierunku Isoldy, aby obrzucić dziewczynkę jedynie uważnym, odrobinę krytycznym spojrzeniem. Złożył zamówienie pospiesznie dodając na końcu, że liczy na jego szybką realizację, aby ostatecznie swój zmęczony wzrok przenieść znów na rozmówczynię, dla której przygotował jedynie głębokie westchnienie:
-Opowiedz mi o tej sprawie – polecił ciepło nadal wpatrując się w jej twarz, niezainteresowany, ale umiejętnie ukrywając owe braki za maską głębokiego zaciekawienia.
Lubił wpatrywać się w twarze, nie badał emocji, nie wślizgiwał się do umysłów, nie starał się poznać swoich rozmówców na wylot, zatracał się jednak czasem w ich uśmiechach, spojrzeniu, badając je równie skrupulatnie niczym malarz, który przed wyprodukowaniem dzieła, bada strukturę, perspektywę i analizuje złudną mimikę, podziwia oniryczne wręcz piękno, które pragnąłby uchwycić w sztywne ramy płótna. Była hipnotyzująca, może dlatego lubił jej słuchać, gdy mówiła i zastanawiać się, czy Parys miałby mu to za złe.


Powrót do góry Go down
Isolde Bulstrode
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t918-isolde-bulstrode http://www.morsmordre.net/t936-oktawiusz http://www.morsmordre.net/t933-czesc-isolda http://www.morsmordre.net/f149-whitehall-10-4 http://www.morsmordre.net/t1307-isolde-bulstrode#10005
magipsychiatra
24
Szlachetna
Zaręczona
Ne puero gladium
5
5
4
7
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   20.08.15 16:58

Opowiadać ci historię?
Dobrze, mogę. Mówić nawet bez większego sensu. Taka podobno uroda kobiet. Mogę mówić, mówić, mówić, hipnotyzować słowami. Mogę śpiewać ci kołysanki. Opowiadać bajki do snu. Będziesz w nich rycerzem co pokonał smoka, królem który nigdy nikomu nie oddał połowy królestwa, herosem co wykonał więcej niż dwanaście zadań, bogiem ze szczytu Olimpu.
W końcu to moja rola. Kobiety.
Żony przyszłej. Piastunki domowego ogniska. Matki dzieci, nie tylko swoich. Mediatorki. Ślepca - by nigdy nie widzieć śladów obcych szminek. Człowieka pozbawionego zmysłu węchu - by nie czuć zapachu perfum innych kobiet. A i czasem moją rolą, nie mieć serca, by w żaden sposób mnie to nie dotykało.
Jestem kobietą. Ty mężczyzną. Nasze role zostały już dawno wyznaczone - ten świat rządzi się prostymi regułami. Ty masz być silny. Widok mężczyzny żyjącego pod pantoflem hetery jest zawsze smutniejszy niż kobiety dzielącej się mężem tysiącem kochanek. Dlaczego? Nie wiem. Nawet we mnie rodzi się pewien rodzaj politowania kiedy widzę jak kobieta okręca sobie biedaka wokół palca. Kiedy ten wodzi za nią psim wzrokiem łaknącym ciepła. Kiedy zdaje się nie dostrzegać rudych włosów kolejnych potomków. To przecież moje, nie ważne, że bardziej podobne do tego kelnera wywodzącego się od Weasleyów.
Co takiego mają w sobie Weasleyowie, że aż tyle kobiet traci dla nich głowę? Może to kwestia dobrego operowania kociołkiem?
Mężczyzna powinien być silny. Wychowałam się w patriarchalnym kulcie. Dziadek. Ojciec. Brat. To są moje wzorce męskości, one są niezmienne. Nie potrzebuję w swoim życiu pary wgapionych we mnie, cielęcych oczu. Nie potrzebuje miłosnych listów (chociaż te zawsze są miłe). Mogę zrezygnować z wierszy recytowanych o zachodzie słońca. Z gorących wyznań miłości na skórze, nigdy tego nie doświadczyłam, nie doskwiera mi zatem brak romantyzmu rodem z powieści którymi karmi się nastoletnie umysły trzpiotek.
Mówić do ciebie - mogę mówić. Długo i pięknie, tworzyć zdania proste i złożone, zawiłe, pełne pustych ozdobników. Wiele słów znam, w wielu językach, mogę tkać z nich opowieści. Mogę mówić do ciebie długo bo sama jestem silną kobietą. Nie trzpiotką. Nie romantyczną z głową w najwyższej z chmur. Nie mam głowy przesiąkniętej ideałami, wyobrażeniami, które nigdy się nie spełnią, nie brak mi rozsądku. Więc mogę do ciebie mówić, a ty nie musisz obawiać się, że ten monolog kosztować cię będzie wolność czy oddech, czy tysiące wylanych przeze mnie łez.
- Ja nigdy nie czekam - bo choć nie brak mi cierpliwości, sama potrafię zadbać o interesy. Nie tylko własne. Ponad Isoldą jest nazwisko, a za nazwiskiem cały ród. I to jest priorytet, zawsze.
Gorąc zabija się herbatą, rozgrzewając ciało od wewnątrz, znam tę regułę. Sprawdza się zawsze. Daleko mi do kruchości porcelanowej lalki, daleko do muzealnego eksponatu, który przeciera się raz na jakiś czas jedwabną ściereczką, chucha, dmucha by osłonić przed wszelakim niebezpieczeństwem - Mogę opowiedzieć ci całą masę innych historii - mogę mówić ci o wszystkim, tak długo jak tego chcesz. A potem już tylko słuchać - Chociaż te badania intrygują mnie ostatnio najbardziej. Jeden organ który decyduje o wszystkim. Jak w twoim przypadku. To co lubisz, a czego nie. Dlaczego wolisz grać na pianinie zamiast gonić za kaflem. Dlaczego ja doskonale radzę sobie z harfą, ale mniej z tańcem. Cały człowiek zapisany w neuronach, gdzieś w nich kryją się odpowiedzi na wszystkie zagadki - lubię zagadki, a ty? Lubiłam je od maleńkości. Najbardziej te logiczne, nad tymi potrafiłam głowić się godzinami. Potem pojawiły się paradoksy. To dopiero jest zabawa. A z czasem - z czasem otworzył się przede mną cały świat wiedzy. Tyle pytań na które chcę znaleźć odpowiedzi.
Mogę mówić do ciebie nawet do końca swojego życia, Caesarze, mogę nawet po o jeden dzień dłużej. Ale to nie znaczy, że przestanę szukać odpowiedzi na swoje zagadki. Nigdy.


Powrót do góry Go down
Caesar Lestrange
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t661-caesar-lestrange http://www.morsmordre.net/t841-poczta-caesara http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t1615-caesar-lestrange
sutener oraz brygadzista
30 lat
Szlachetna
Zaręczony
pięć palców co po strunach chodzą
zegną się jak żelazo w ogniu
w owoc granatu martwy splot
0
16
0
0
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   24.08.15 18:13

Słuchał jej uważnie, z cierpliwością i należnym młodej damy zainteresowaniem. Pochylał się nad stołem podpierając niezgrabnie o blat, jak gdyby zasypiał w objęciach jej słodkiego głosu, choć uważne wędrujące po jej twarzy bezkresy błękitu podszeptywały, że tak naprawdę wsłuchuje się w każde jej słówko. W głowie dźwięczała mu litania, podpowiedź do każdej zagadki, jaką mu podsuwała. Kobieta, spotykał ją codziennie, ścierał się z wątłymi marzeniami o samodzielności, tłamsił w zarodku wolę o przetrwanie, tę prowizoryczną godność, którą na siebie zarzucały w akcie desperackiej próby nadania sobie wartości większej, niż wyznaczył ją pieniądz. Caesar wierzył, że każdą z tych grzecznych pań można kupić za monety, każde z tych nieserdecznych spojrzeń, każde z tych oschłych pewnych siebie słów – wszystko to mogłoby być łagodniejsze, weselsze, usta miększe a oczy cieplejsze, ciała wiotkie i uległe, potem sprężone pod upragnionym dotykiem.
Każdą niewinność można kupić za pieniądz, który był fundamentem świata, zbudowano na nim zaufanie, miłość i nienawiść. Wszystko sprowadzało się do układów, których wyznacznikiem była złota moneta.
Dlatego ilekroć spoglądał na jej usteczka, ilekroć chwytał wzrok jej migdałowych oczu, tylekroć wyobrażał sobie, że należą do niego. Nienawidził granic, które rysowała mu przyzwoitość, nienawidził, gdy chciał coś kupić i dowiadywał się, że przedmiot postawiony za gablotą, nie jest na sprzedaż, gdy sprzed nosa zabierano mu to, co w jego najskrytszych wyobrażeniach stawało się jego własnością. Lecz ona zawsze znajdowała się tam, na wystawie, do której kleił się jak niedopieszczone przez rodziców dziecię i świecił oczyma za zabawką, na którą byłoby go stać, lecz nie była przeznaczona dla niego. Przyzwyczaił się.
Więzy krwi i zobowiązania.
I Parys stojący mu na drodze do upragnionego obdarcia tej świętości do naga, wydobycia zeń nieprzyzwoitości skrywanej za wachlarzem kruchej pruderii.
Nie irytował się jednak, przyzwyczaił i zaakceptował potulnie, że Isolde Bulstrode to jego słodka kruszynka, którą pod patronatem rodziny winien się opiekować i chronić. Kuzyneczka, która swym słodkim głosikiem nuciła mu kołysankę do snu, a on topił się w tym aksamitnym puchu, jakim wyścieliła dla niego stół cichej i przytulnej herbaciarni.
-Isoldo, skarbie – obdarzył ją męczeńskim spojrzeniem spokojnego morza i obdarzając przepraszającym niemal uśmiechem – pamiętasz jak wspominałem, że jesteś jedyną dobrą rzeczą, która mnie dziś spotkała? - szeptał z teatralnym bólem wprawiającym jego głos w drganie – to n i e p r a w d a.
Chętniej umierałby w jej ramionach, niż na zimnym, twardym stoliku z echem o imieniu neuron obijającym się o ściany jego umysłu.
-Konam – wyznał, gdy jego dłoń powędrowała do isoldowej, gdy ujął jej nadgarstek i wyplątał go z uchwytu kubka, aby z uwagą, tą dogłębną fascynacją artysty oglądać jej miniaturową, szczupłą rączkę, bawić się wypielęgnowanymi, gładkimi paluszkami i oglądać równo obcięte, eleganckie paznokietki, jak to czynił, kapryśnie i z nadętą miną, gdy brutalnie wyrywał dłonie swoich opiekunek i doglądał je – co Twoje książki mówią o magii? – niespodziewanie pociągnął rozpoczęty przez kobietę temat – dlaczego nie urodziłaś się charłakiem? I dlaczego... - tutaj rysy jego twarzy odrobinę stężały, a on już nie doglądał jej dłoni, lecz wpatrywał się w jej oczy w skupieniu – czyste serca czarnieją, gdy dotknie je klątwa wilkołaka? - dlaczego? Nie oczekiwał odpowiedzi – nie znała jej.
On jej nie poznał przez tyle lat.
Ale był ciekaw, jak bardzo jest w stanie wyprowadzić go z równowagi, a wystarczyło słówko, wystarczyło wspomnienie.


Powrót do góry Go down
Isolde Bulstrode
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t918-isolde-bulstrode http://www.morsmordre.net/t936-oktawiusz http://www.morsmordre.net/t933-czesc-isolda http://www.morsmordre.net/f149-whitehall-10-4 http://www.morsmordre.net/t1307-isolde-bulstrode#10005
magipsychiatra
24
Szlachetna
Zaręczona
Ne puero gladium
5
5
4
7
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   24.08.15 23:45

Nasze światy, kobiet i mężczyzn, są oddzielne. Znajdują kilka punktów wspólnych jak kolacje, wystawne przyjęcia czy sypialnia, ale zazwyczaj my siedzimy zamknięte w naszych salonikach, szydełkując serwetki. Mężczyźni wtedy podbijają świat.
Złoty krążek na palcu równoznaczny jest przepustce do do świata żon i matek. Nudnych rozmów o pieluchach, których nigdy nie zmieniamy i pierwszych zębach latorośli, prowadząc między sobą cichy konkurs na najbardziej dorodnego dziedzica. Stan wolny jest znacznie bardziej interesujący. Pomimo sztywnych zasad etykiety, zakazów, nakazów, kilku zachowań które wypadają i całej listy tych, których nie można dopuścić się pod żadnym pozorem, życie panny jest znacznie swobodniejsze. Więcej ma się też styczności z męskim towarzystwem. Na przykład podczas śniadań.
Będąc panną muszę co rano schodzić i dotrzymywać towarzystwa mężczyznom. Dopiero po ślubie wolno mi się będzie wylegiwać w łóżku i żądać posiłków wtedy, kiedy mam na to ochotę. Każdego poranka jestem więc ubierana w śliczną sukienkę i schodzę po schodach by zjeść śniadanie w towarzystwie ojca i brata. A czasem wielu, wielu kuzynów. Coraz mniej w tym gronie damskiego towarzystwa, coraz więcej zamężnych kuzynek, ale nawet kiedy była nas spora grupka, męskie rozmowy dominowały. Jak zawsze. Wierzę, że właśnie podczas tych śniadań najbardziej przypominamy nas samych. Nie postaci którymi musimy być każdego dnia, wkładając maski manier, wychowania i konwenansów. Oczywiście istnieją jeszcze kuluary wielkich wydarzeń, ciemne zakątki w których leje się najwięcej alkoholu. Tam spadają wszystkie maski, a ludzie są zbyt pijani by je podnosić. Wolę jednak śniadania. Może przez brak smrodu alkoholu i wulgaryzmu. Porankami dużo w nas swobody, nawet jeśli towarzyszy jej ból głowy po poprzednim wieczorze. Pojawiają się żarty i opowieści o podbojach zeszłych nocy, powtarzane szeptem nad stołem, wędrujące między jajkami a bekonem, a nóżkami w galaretce niczym niewidzialny duch, trafiające po kolei ku uszom wszystkich obecnych. Niektóre z anegdot przyprawiają cnotliwe panny o chichot nad herbatką i czerwone policzki, rozkiszone spojrzenia łapane nad talerzami.
Ile takich śniadań zjedliśmy wspólnie Caesarze podczas tych wszystkich lat? Ciężko zliczyć. Nawet jeśli nasze życie nie składa się tylko z obowiązków wyznaczanych nam przez status społeczny, udaje się nam lawirować pomiędzy powinnościami płynącymi z koloru naszej krwi a tym, co sami chcemy osiągnąć, korzystając z powojennej zawieruchy. Minęło zbyt mało czasu, nowe reguły wciąż się tworzą, ale wiem jedno, nie żyjemy w świecie naszych rodziców. Jesteśmy czymś więcej niż szlachetnie urodzonymi. A to podobno jest wszystkim.
Czasami zastanawiam się czy istnieją w tym momencie jakiekolwiek granice poza tymi siedzącymi w naszej głowie. Czy to co nam wpojono z mlekiem matki, co wyuczono od pierwszego kroku - czy to nie jest nasze jedyne bariery? Te wewnętrzne.
Z drugiej strony - bez absolutnie żadnych granic czy bylibyśmy czymś więcej niż po prostu zwierzętami? Najgorszym gatunkiem z możliwych. Opanowani przez żądze, popędy, bez żadnej przyzwoitości. Rozszarpalibyśmy się wzajemnie na strzępy. A wszystkie lata wojny które przeżyliśmy przy tym wydawałyby się tylko dziecięcą zabawą.
- Dzięki brodzie Merlina - wzdycham teatralnie, załamując ręce, tak, możemy bawić się w teatrzyk. Lubię to nawet, nawet bardzo, droczenie się ukryte za maskeczką przyzwoitości. Przypomina to trochę bal. Ten maskowy. Piękne suknie, zasłonięte twarze, prawdziwe myśli ukryte pomiędzy żartami - Przez chwilę obawiałam się, że mam do czynienia z oszustem, który ukradł ci włos. Jeszcze chwila uważnego słuchania i wzywałabym posiłki - tylko co ów oszust chciałby osiągnąć? Skraść moje porcelanowe serce? Czy może złożyć na czerwonych ustach gorszący pocałunek? Zadrapać moją jasną skórę aż do krwi i zostawić na niej blizny by już każdy, już zawsze wiedział w czyje posiadanie weszła? Mógłby mieć wiele niecnych planów, mogłabym się go wręcz… przestraszyć.
A przecież ciebie nie muszę się obawiać, prawda?
- Zapewne to samo co wszystkie inne książki - nie wyrywam dłoni, choć zapewne mogłabym to zrobić, zasłaniając się wychowaniem. Nie odwracam też wzroku, patrząc uważnie w twoje oczy. Chociaż nigdy nie poznałam bliżej Marianny Rosier, mam wrażenie, że po śmierci stała się istotną częścią mojego życia, jakbym co chwila znajdywała kawałki układanki rozerwanej na strzępy jak jej ciało. Najpierw w postaci Tristana. Teraz ciebie? - Istota magii jest nieuchwytna. W naszej rodzinie nie występują charłaki, nie było prawa bym się takim urodziła. A serca… - z każdym słowem ściszam lekko głos, chociaż i tak wiem, że usłyszysz, wszak nachyleni jesteśmy do siebie zbyt blisko by uznać to za stosowne - Serca fizycznie nie ciemnieją. To niemożliwe - przeczytałam w swoim życiu dużo książek, a i tak nie znam odpowiedzi na żadne pytania.
Nie boję się braku równowagi. Im jestem starsza tym mniej rzeczy mnie przeraża.


Powrót do góry Go down
Caesar Lestrange
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t661-caesar-lestrange http://www.morsmordre.net/t841-poczta-caesara http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t1615-caesar-lestrange
sutener oraz brygadzista
30 lat
Szlachetna
Zaręczony
pięć palców co po strunach chodzą
zegną się jak żelazo w ogniu
w owoc granatu martwy splot
0
16
0
0
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   25.08.15 17:21

Przemilczał uwagę, która cisnęła mu się na usta. Uwagę o śnie wiecznym, w który zapadłby, zanim skończyłaby swą litanię, zanim pomyślałaby, że może...?
Interesował się nią, była wolna, nie-piękna - bo prawdziwym pięknem była tylko Marianne i wstydziłby się wielce, gdyby ów przymiotnik przyległby do innej panny w jego skołtunionych myślach, a słowa? Słowa to czyste, ociekające pożądliwością czułe kłamstwa – lecz urodziwa, urocza, drobna, niemal taka porcelanowa, a kruchość budziła w nim troskę i nadopiekuńczość, którą głęboką i braterską okazywał tylko Evandrze. Wszystko to składało się na krótkie, zniewolone pragnieniem chcę. Do burzy sprzeczności dołączał się jednak jego ojciec chrzestny, który ukręciłby mu kark za potraktowanie Isoldy jak prywatnej nałożnicy, choć przecież mówiłby jej, że jest jedyną, że jest wyjątkową, recytowałby wiersze cichutko, wypowiadałby piękne słowa o brzydkich podtekstach gładko i gorliwie. Ale nie czynił tego z wiadomych względów, nawet gdy jej delikatna miękka skóra wywoływała w nim dreszcze, nawet gdy wzdychał z utęsknieniem do jej ust, które chciałby objąć swoimi.
Jakie to samolubne, zwierzęce wręcz, lecz on nigdy się nie oszukiwał – nie był nikim więcej i nikim mniej jak człowiekiem opętanym przez kult piękna, jak rozsypującym się i składającym co dzień rano kacem, jak chwilowymi uniesieniami, bo żył sekundami zawartymi na kilku tysiącach zapisanych przez poetów stronicach. Miłość była czymś ulotnym, spętanym w czterech ścianach miniaturowego serca, które biło szalenie, gdy zakochiwał się na nowo każdego dnia, aby znów przeżyć jej śmierć raz jeszcze, by wypowiedzieć puste kocham cię tak czule jakby mówił do ściany, a one odbijało się echem słabe, drżące i nieprawdziwe, wylewające ekstazą z jej niedorobionych ust. Bo najbardziej naturalne byłoby kocham cię teraz, ale jutro znów nie będziesz dla mnie nikim więcej, niż byłaś wczoraj. Tego właśnie jutra spojrzy w lustro z rana, przebada podkrążonym spojrzeniem swoją obłąkaną twarz dziwkarza i nada temu jakiś większy sens, jakby pieprzenie się nie było tylko pieprzeniem dla pieprzenia. Jakby nie było tylko przyjemnością a on nie topił smutków w kobiecych objęciach po stracie ukochanej żony.
Uśmiechał się z pobłażaniem, gdy mówiła. Nadal ujmował jej dłoń w ten osobliwy sposób, jak gdyby chciał jej dodać otuchy, spojrzenie skupiając na jej twarzy.
-Oczywiście, że nie, głuptasku – przyznał jej rację.
Nie wiedział, do jakiego skrajnego szaleństwa doprowadziłaby go klątwa. Najprawdopodobniej do samobójczej honorowej śmierci dla wyższego dobra, dla którego walczył nieustannie w ofierze składając co rusz swoich najbliższych. Strach był jednak czymś tak wstydliwym i nieracjonalnym, że przyznawanie się do jego istnienia, nieocenionego gwałtu na duszy byłoby ponad jego godność, z którą nie obnosił się bynajmniej w swoich szlacheckim łożu tysiąca złamanych serc. Podzielił się z nią namiastką swoich lęków i trosk, i znów ta nagość, ta nienawiść, znów irytacja niewinnymi, ilustrującymi jego duszę słowami, którymi dzielił się niczym chlebem podczas ostatniej wieczerzy.
-Dziwię się, że potrafisz żyć czymś więcej niż szaleństwem – wyznał cicho, gdy tak nachylał się w jej kierunku obejmując jej dłoń własną – Moje życie smakuje tylko krwią i, choć potrafię nazwać ją na tysiące sposobów, to nadal będzie krew. Praca warunkuje nasze życie, to smutne – nie brzmiał, jakby było mu smutno.
Na szczęście jego niezręczne wyznanie przerwała kelnerka, która pojawiła się przy ich stoliku z zamówieniem. Caesar uwolnił Isoldę z uścisku i wyprostowawszy się na wygodnym siedzeniu, podziękował krótko pracownicy, która oddaliła się pospiesznie.
-Dzisiaj rozmawiałem z mężczyzną, który stracił twarz – rozpoczął nowy temat swobodnie, tym razem mówiąc głośniej i bez zbędnej, niepotrzebnej krępacji, brzmiał, jak gdyby chciał pociągnąć tę opowieść dalej ale ostatecznie westchnął z rezygnacją – nie znoszę tej pracy – znów uśmiech, delikatny i rozbawiony, który zniknął za moment, gdy pociągnął łyk kawy.
Choć niepotrzebnie. Isolda zdążyła go rozbudzić.


Powrót do góry Go down
Isolde Bulstrode
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t918-isolde-bulstrode http://www.morsmordre.net/t936-oktawiusz http://www.morsmordre.net/t933-czesc-isolda http://www.morsmordre.net/f149-whitehall-10-4 http://www.morsmordre.net/t1307-isolde-bulstrode#10005
magipsychiatra
24
Szlachetna
Zaręczona
Ne puero gladium
5
5
4
7
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   26.08.15 5:01

Miłość nie jest mi zupełnie obca.
Pomimo chłodnej fasady potrafię zdobyć się na czułość wobec drugiego człowieka. Oddałabym absolutnie wszystko za swoją rodzinę, Parysa wyciągnęłabym nawet z piekła gdyby zaszła taka potrzeba.
Obce jest mi jednak bezwarunkowe przywiązanie do drugiego mężczyzny. Owszem, byłam kiedyś zakochana. Młodzieńcze miłostki. Przyśpieszone tętno, zarumienione policzki, marzenia snute nocną porą. Owszem, są mężczyźni, którzy przykuwają moją uwagę. Kradną spojrzenie, ich dotyk wywołuje przyjemne dreszcze. Owszem, znane jest mi nawet uczucie pożądania, chociaż jak na damę przystało, nie ulegam mu łatwo. Nie ulegam w ogóle.
Ale miłość? Do mężczyzny? Ślepa, szaleńcza, wieczna, oddana, pozostawiająca w sercu wyrwę, miłość dla której się oddycha, dla której można przenosić góry, dla której… Nie. To uczucie jest mi całkowicie obce. Być może za dużo we mnie zdrowego rozsądku by wykształcić niezdrowy romantyzm. Za dużo we mnie zahamowań by umierać z miłości.
Może po prostu jestem tchórzem. A może - może mi nie wypada.
Miłość w którą ja wierzę, wokół której dorastałam, to uczucie wynikające ze wzajemnego szacunku, nie porywów serca. To relacja nad którą należy pracować, która nie uderza ot tak, jak grom z jasnego nieba. To jak los na świątecznej loterii. Możesz od razu wygrać tiarę, która przypadnie ci do gustu. Albo tę w niepasującym kolorze - której musisz poświęcić trochę czasu by pasowała idealnie.
Nikt mnie nigdy nie oszukiwał. Nie mamiono mnie romantycznymi historyjkami o tym jak moi rodzice się poznali i zakochali w cudownych okolicznościach przyrody, nie, od zawsze wiedziałam. Małżeństwo to kontrakt. I jeśli obydwie strony będą w niego zaangażowane, jeśli będą skłonni do kompromisów, będzie to udana transakcja. A ja nie mam przesadnie wygórowanych oczekiwań. Już nie.
Nauczyłam się ostatnio, że zbyt wielkie nadzieje to też błąd. Zdawać by się mogło, że wygrałam. Wyciągnęłam najlepszy z możliwych losów świątecznej loterii. Z początku odrobinę zakurzony, niedoceniany - okazało się, że wystarczy odrobina wysiłku i już rozkwitł w pełni. I widzisz Caesarze, zaczęły się we mnie budzić wszystkie z tych uczuć o których piszą w książkach, i które pchają cię teraz w ramiona przypadkowych kobiet. Powoli. Ostrożnie. Rosły nadzieję. Rosły oczekiwania. W pewnym momencie było ich aż nazbyt wiele.
Oparzyłam się. I zamiast zrobić do tyłu tylko jeden krok, zrezygnowałam całkowicie.
To było bezpieczniejsze. Znacznie mniej bolesne.
Najwyraźniej to nie pokochałam cierpienia równie mocno jak ty.
Patrzę na ciebie i zastanawiam się ile kobiet mami cię słodkimi słówkami? Obietnicami. Wejdź w me ramiona, poskładam cię w całość. Wejdź w me ramiona, zwrócę ci serce. Wejdź w me ramiona, ukoję cały twój ból. Zastanawiam się, wiesz, ile z nich jest święcie przekonana, że może tego dokonać? Może cię… naprawić. Jak gdybyś był ołowianym żołnierzykiem, któremu podczas zabawy odpadła noga. Albo rozbitym lustrem. Jakby wystarczyło krótkie reparo. I jakby, w ten właśnie sposób, miały cię przywiązać do siebie, sprawić, że obietnice szeptane w środku nocy, drażniące skórę gorącym oddechem, wciąż będą aktualne nad ranem. Zastanawiam się ile kobiet wierzy, że samą sobą zapełni twoją pustkę?
Cała masa czy nie została już żadna naiwna?
I wiesz. Zastanawiam się, czy jesteś w ogóle świadom, że tylko ty możesz to zrobić. Ruszyć dalej. Nie, nie zapomnieć, nigdy nie zapominaj. Tylko podnieś się. Zrób krok w przód. Potem drugi. A potem następny, i następny, i następny.
Tristan nie potrafił.
Chociaż - mnie łatwo mówić, prawda? Ja nigdy nie straciłam serca. Bije bezpiecznie, miarowo, równomiernie, ukryte pod porcelanową powłoką skóry.
- Każde z nas ma swoje własne szaleństwo - wyznaję cicho. Nie myśl sobie, że jestem od nich wolna. Że moje kroki nie są kierowane zaślepiającym na cokolwiek innego celem, że nie tracę kontaktu z rzeczywistością, skupiona na tej jednej, szalenie istotnej sprawie. Nie jestem. Bezsenne noce spędzam na poszukiwaniach - może nie wilkołaków, a odpowiedzi. I mój świat też zdaje się smakować jedynie krwią, choć pachnie przy tym laboratoryjną sterylnością.
Popatrz. Moment minął. Przez chwilę byliśmy tutaj tylko we dwoje. W naszym prywatnym świecie. Gdzie podobne spoufalenie nie spowoduje lawiny plotek. Skupieni tylko na sobie. A teraz czas znów zaczął biec, uszu dobiegły szepty i chichoty zza pleców, zaskoczone spojrzenie kelnerki, wyprostowanie pleców, łyk herbatki - W innych okolicznościach mogłoby zabrzmieć to niezwykle metaforycznie - jak ty tracący twarzy gdy dajesz ponieść się własnym popędom. Choć nie, mężczyznom wolno. Gdybym ja poddała się pożądaniu straciłabym wszystko. Twarz. Reputację. Perspektywy. Kontakty. Zdyskredytowano by nawet moją pracę. Bo w końcu jestem tylko kobietą i ważniejsze jest to co dzieje się w moim łóżku niż w mojej głowie - Więc ją zmień? - dobrze wiem, że tylko się tak droczysz. Nie znoszę swej pracy, swej prywatnej zemsty, swoich ciągłych poszukiwań.
Ciągle kierowany zemstą. A kiedy już uda ci się jej dokonać, co ci pozostanie?


Powrót do góry Go down
Caesar Lestrange
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t661-caesar-lestrange http://www.morsmordre.net/t841-poczta-caesara http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t1615-caesar-lestrange
sutener oraz brygadzista
30 lat
Szlachetna
Zaręczony
pięć palców co po strunach chodzą
zegną się jak żelazo w ogniu
w owoc granatu martwy splot
0
16
0
0
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   10.09.15 3:14

Wypolerowane książątko. Patrzysz w lustro i widzisz gładką niemal, oznaczoną drobnymi zmarszczkami twarz, uśmiech w którym zakochujesz się co wieczór, oczy – odbicie spokojnego morza, które chłoniesz w długich niekończących się minutach ciszy. Przyjrzyj się uważnie, wsłuchaj. Słyszysz ten odgłos świszczącego rozbijającego się o ściany dworku wiatru? Szum fal, które roztrzaskują się raz za razem, odbijają promienie słońca wschodzącego, górującego i chowającego się potulnie, oblewającego czerwienią, fioletem i pomarańczą łamiącą się taflę wody.
Niezmącona gniewem idylla, która w przypływie silnego wiatru burzy niezachwianą, barwną i połyskującą harmonię, rozbija szklaną gładką powłokę spokoju wyrzucając na wierzch najobrzydliwsze sekrety, najwstydliwsze skarby. Wyciąga do nieba roziskrzone kolce, a te pękają, ściskają, rwą w brutalnym tańcu – sztorm nie szczędzi ofiar, zalewa mrokiem, przerywa ciszę grzmotami i pojedynczymi strugami światła, które na moment oświetlają i przybliżają obraz wzburzonego morza. Dlatego w stojącym, delikatnie szumiącym i cichutkim morzu jest coś niepokojącego, w błękitnym obrazie cierpliwości odbijającym się od lustra także. I uśmiechu zazwyczaj łagodnym, takim trochę bez emocji, jakby nauczył się uśmiechać zawsze, gdy ludzie chcieliby, by się uśmiechał.
Po sztormie morze ucicha, zamyka się w bańce ciszy i udręki, obłąkany błękit zamienia się niewinny spokój.
Kim jesteś, by to kwestionować prawa natury?
Kim jesteś, by kwestionować szaleństwo?
Szaleństwo ukryte pod połyskującą elastyczną taflą wody, płynną, bo wzburzoną i raz za razem spokojną, stojącą.
Wspaniała metafora przesycona słonym smakiem porażki.
Całej tej żałosnej ludzkiej otoczce nadawał jakieś znaczenie, obrzydliwość nazywał pięknymi barwnymi przenośniami – kim jednak był, jeśli nie napędzanym przez proste, zagłuszające głosy rozpaczy pożądaniem człowiekiem? To, owszem, było piękne: jej usta oblane rubinem, gdy wymawiała jego imię, jej oczy, gdy lustrowała go uważnie, łagodnie i dłoń porcelanowa, gładka, którą ściskał we własnej. Napawał się jej ledwo dostrzegalnym, nierealnym wdziękiem, wywyższał nad boginie zanim obdzierał swoim męskim prymitywizmem z resztek odbieranej przez stulecia godności. Kolejny etap terapii polegał na głaskaniu, wręcz pieszczeniu zszarganego sumienia, uciszał jego niewygodne podszepty, karmił ego. Żył przyjemnościami, strachem i krwią składającymi się na chwile, które zapisywał w pamięci. Jak śmiech Rudolfa, zapach palonych włosów czy pojedyncze nuty wygrywane przez Rabastana. Jak krzyk Tobiasa nękający go po nocach, widok rozszarpanego ciała Marie czy może jej śpiew, gdy czarowała go ze sceny uśmiechem, a on zapragnął samolubnie, by ten należał tylko do niego.
Zawsze otrzymywał to, czego chciał. O ludziach myślał w kategoriach przedmiotu – była zdobyczą, kolejno balsamem i domem. Oswoiła go, a gdy ją utracił, zdezorientowany miotał się niczym bezpański pies poszukujący swojego właściciela.
Zniknęła. Przepadła.
Miast niej pojawiło się ogłupienie.
-Doprawdy? - odezwał się uprzejmie, gdy kelnerka zniknęła, gdy wyrwano go z zamyślenia. Znów wpatrywał się w nią nieoczarowany - Mała słodka Isoldo, opowiedz mi o swoim szaleństwie.
Nie był pewien, czy chciał otrzymać kolejną porcję opowieści o mózgach wielkich naukowców, ale to był swego rodzaju dar – ludzie składali się z pragnień i lęków, lubił o nich słuchać, odkrywać ich prymitywizm kawałek po kawałku i raz za razem zadziwiać się, jak prości byli tacy skryci za otoczką bajecznej złożoności.




Powrót do góry Go down
Isolde Bulstrode
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t918-isolde-bulstrode http://www.morsmordre.net/t936-oktawiusz http://www.morsmordre.net/t933-czesc-isolda http://www.morsmordre.net/f149-whitehall-10-4 http://www.morsmordre.net/t1307-isolde-bulstrode#10005
magipsychiatra
24
Szlachetna
Zaręczona
Ne puero gladium
5
5
4
7
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   11.09.15 11:27

Nie wierzę w żadną przyczynowość. Nie wierzę w żaden odgórny wielki plan, misternie skonstruowaną linię życia, w której każdy moment, każde wydarzenie, każdy napotkany człowiek ma znaczenie. Są przypadki, życie składa się z samych przypadków. To ja decyduję czemu, komu nadać znaczenie, a co pozostawić samym sobie. Czemu poświęcić uwagę, na czym się skupić - a co odpuścić. Ludzie nie są tutaj wyjątkiem.
Są ci potrzebni - mający za plecami kontakty, wiedzę, gwarantujący wygodę, której potrzebuję. Są ludzie, na których nie warto marnować czasu, którzy po prostu bytują gdzieś obok, od czasu do czasu przecinając orbitę moje istnienia. Pojawiają się na horyzoncie, zaraz znikają, nie wiążą się z tym żadne zmiany. Ta grupa jest najliczniejsza. Obracam się w ich towarzystwie na codzień, wymieniam uprzejmości, uśmiechy tak mało warte, że pojawiają się na mojej twarzy całkowicie bezwiednie. Umiejętność, którą posiadł chyba każde dobrze urodzony. Ugładzenie na żądanie. Ukrycie całej namiętności głębiej, pokazanie światu tej wypolerowanej strony. Rzędy porcelanowych twarzy, uprzejmych uśmiechów a do tego herbatka o piątej. Tutaj nie ma miejsca na szaleństwo.
Są też ludzie, bez których nie wyobrażam sobie codzienności. Wdarli się pod skórę, weszli w system krwionośny, czasami biorąc mnie całkowicie z zaskoczenia. I nie mam im tego za złe, nawet ja nie czuję potrzeby kontroli absolutnie każdego aspektu swojego życia. Nie jestem maszyną. Znajdzie się we mnie trochę troski, trochę czułości, dużo siły by wiernie stać przy boku tych najważniejszych. Mruczy we mnie namiętność, mruczy porządnie, mam wrażenie, że sporo jest jeszcze we mnie emocji do odkrycia. Nie przyśpieszam. Na to też przyjdzie czas. Na to też przyjdzie człowiek.
Znam się na tyle dobrze by wiedzieć, że nie pozwolę wywrócić sobie życia do góry nogami dla chwili przyśpieszonego oddechu.
Wijesz się dookoła Caesarze jak dzikie zwierzę, które postrzelone, przerażone hukiem wybuchu i oszołomione bólem, nie może znaleźć swojego miejsca. Wyciągnęlibym do ciebie rękę, ale nie wiem jeszcze czy jestem gotowa umierać z miłości.
- A co dostanę w zamian? - na moich czerwonych usteczkach pojawia się ironiczy uśmiech. Moje szaleństwo, przecież wyznanie ci tak intymnego sekretu to jak wręczenie w dłoń narzędzia, dzięki któremu mógłbyś wstrząsnąć moją osobą. Nie wręczaj dziecku miecza, jak mawiali Rzymianie. Przecież ja cenię sobie wygodę. Zerkam jednak na ciebie znad filiżanki, unosząc ją do ust, zastanawiam się czy może już czas. Starannie wypracowana rutyna staje się nudna, przyzwyczajenia zaczynają uwierać. To co niegdyś wygodne, dzisiaj już nie pasuje, może najwyższa pora nieco oddalić się od samej siebie. Doświadczyć małego trzęsienia ziemi - Chcę wszystkiego - to moje szaleństwo - Jestem wiecznie nienasycona - wiedzy, wrażeń, wspomnień. I coraz częściej emocji. I jednocześnie, taki to damski paradoks o którym jeszcze ci nie powiem, nie dzisiaj, potrafię trzymać się w ryzach tak mocnych by powstrzymać, ukryć swój głód.
Przynajmniej na codzień. Przynajmniej przed tymi całkowicie mi obojętnymi.


Powrót do góry Go down
Caesar Lestrange
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t661-caesar-lestrange http://www.morsmordre.net/t841-poczta-caesara http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t1615-caesar-lestrange
sutener oraz brygadzista
30 lat
Szlachetna
Zaręczony
pięć palców co po strunach chodzą
zegną się jak żelazo w ogniu
w owoc granatu martwy splot
0
16
0
0
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   15.09.15 3:51

Twarze godne zapamiętania, pocałunki takie, jakie pragnął powtórzyć, te uśmiechy, które przywoływał. Nie istniało nic poza tym, poza pojedynczymi ulotnymi wspomnieniami, poza żałosnymi uniesieniami, poza pokusami, które kolorowe i słodkie wabiły go niczym kwiat pszczoły. Ulegał im na przemian - pan i władca na swoim podwórku, ofiara i męczennik w życiu, nad którym, zdawałoby się, że jedynym, nie sprawuje kontroli. Carpe diem w najczystszej hedonistycznej postaci człowieka upadłego, opanowanego przez żądze? Czy to co nazywał miłością było jedynie fizycznym, zwierzęcym wręcz pożądaniem? Czy to czemu nadawał romantyczne historie było jedynie dzikim gwałtem na cudzej naiwności? Na swojej własnej - na dziecięcym pragnieniu, poszukiwaniu skarbu, który zatonął w bezkresach oceanu, ponieważ nie potrafił utrzymać go w słabych, niegodnych objęciach? Zadowalał się chwilami, obietnicami, które rozpryskiwały się o bezlitosną rzeczywistość - niczym te fale o skaliste wybrzeża, marzenia chłopca znikąd, który emocjami chciał podbić świat, czarem i uśmiechem oczarować śmierć. Przyzwyczajony, że świat klęka przed nim z pokorą. Ale jego świat był wtedy inny: miniaturowa dziecięca kraina wiecznej szczęśliwości, prawidłowości. Wszyscy byli przecież pionkami na jego szachownicy, on rozdawał role, decydował o życiu i śmierci, o sukcesie i porażce. Wenus było rekompensatą - smutną pociechą dla wdowca z nadszarpniętym ego, zawieszonego na granicy szalenstwa pomiędzy żałobą i tęsknotą, uwięzionego w klatce wspomnień.
Rusz dalej. Podnieś się.
Nie Isoldo, tym razem i nigdy - nie posłucham się Ciebie. Bo receptą na ból są Twoje ramiona, Twój uśmiech i łzy, które obfite i gorące zbierać będę do słoika doznań.
Uśmiechnął się na pytanie, które zadała. Cóż mógł jej ofiarować, skoro nie posiadał nic wartościowego? Wspomnienia? Doświadczenia? Myśli? Najskrytsze pragnienia? Wszystko to przesiąknięte było rozpaczą, z którą chwytał się ostatnich podarowanych mu przez los płytkich oddechów. A co potem?
Nie chciała odkryć jego myśli, skupionych na niej: na rubinowych drogich usteczkach, które traktowałby z należnym im nabożeństwem, na bladej kruchej powłoce, po której wodziłby palcami z czułością, jakby miała rozsypać się pod najdelikatniejszym dotykiem. Była trofeum - cudzą zdobyczą, dzieliła ich paskudna przyzwoitość. Kolejne określające tę dwójkę ramy. Takie z nich kukiełki w teatrze kukiełkowym - zabawki bezlistosnego systemu.
-Naprawdę? - to było rozkoszne, rozczulające wręcz. Ale on był mężczyzną - tworem ograniczonym, opętanym i nienasyconym, który spełnienie odnajdywał w przypadkowych ramionach, które raczyły obdarzyć go chwilowym iluzorycznym schronieniem - Więc nie ma żadnych granic? - kontynuował, aby ostatecznie zaryzykować stwierdzeniem - Czy może nie znasz świata na tyle, aby móc je jeszcze dostrzec?


Powrót do góry Go down
Isolde Bulstrode
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t918-isolde-bulstrode http://www.morsmordre.net/t936-oktawiusz http://www.morsmordre.net/t933-czesc-isolda http://www.morsmordre.net/f149-whitehall-10-4 http://www.morsmordre.net/t1307-isolde-bulstrode#10005
magipsychiatra
24
Szlachetna
Zaręczona
Ne puero gladium
5
5
4
7
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   18.09.15 0:01

Nie wierzę w przyczynowość, w wielki plan, nie wierzę, że absolutnie każdy moment w naszym życiu prowadzi do czegoś większego, czegoś co dostrzec i docenić możemy dopiero z perspektywy czasu. Wierzę w istnienie przypadku - ale z drugiej strony nie sądzę też, źe światem rządzi totalny chaos. Nie myślę o swoim życiu jako jedynie luźno powiązanych jednostkowych wydarzeniach. Nie mam go za za zbiór pojedynczych momentów. Pojedynczych podniet, przyśpieszonych oddechów, szybszych uderzeń serca, daleko mi do tak wielce posuniętej lekkomyślności. Ja i lekkomyślność, też bawi mnie ta rozbiezność, to aż kłuje po oczach. 
Chcę wszystkiego. I nie wynika to z hedonizmu - może wtedy byłoby to znacznie bardziej zrozumiałe. Gdybym dała po prostu ponieść się fali tego, co przyjemne - nawet jeśli tylko na chwilę. Nigdy nie planowała kilkunastu kroków w przód. Tylko zamknęła oczy i poddała się dotykowi tysięcy obcych dłoni, dryfowała od przyjemności do przyjemności, od jednego pustego doświadczenia do drugiego, pożądaniem zapełniając uczucie bezsensu. 
To nie jest mój cel. Bliżej mi do stoicyzmu niż hedonizmu. 
Pragnę absolutnie wszystkiego z czystego wyrachowania - bo nie chcę z niczego rezygnować. Chcę być najlepsza w każdej dziedzinie jakiej się dotknę, nie chcę niczego zostawiać za sobą. Moja ambicja czasem ociera się o chorobę, ale nie przeszkadza mi to w żadnym stopniu, nie odpuszczam. Czy to nie jest definicja szaleństwa? Brak zmian, stanie w miejscu, nudzi mnie to niesamowicie, zanudza wręcz na śmierć - a ja nie znoszę uczucia marazmu. Potrzebuję ciągłych wyzwań, ciągłego udowadniania samej sobie, że jestem najlepsza. 
W tym wszystkim chodzi tylko i wyłącznie o mnie. Nie potrzeba mi poklasku i uwielbienia. Owszem, każda forma podziwu przyjemnie łechce moją próżność, a próżną kobietą jestem bardzo - tylko pod koniec dnia nie jest ważna ilośc ochów i achów, a wewnętrzne poczucie spełnienia i realizacji. 
Isolde - jeszcze - Bulstrode. Kobieta doskonała. 
Siedzimy na przeciwko siebie przy tym małym stoliczku. Ledwie mieszczą się na nim dwie filiżanki i talerzyk z ciastem, nie mówiąc o wielkich apetytach. Czasami nachylasz się nade mną aż nazbyt poufnie, ja podejmuję pałeczkę i nie odsuwam się ani o milimetr  - ale nie przysuwam bliżej, bo czy własnie nieustanny pościg nie jest tym, co podtrzymuje zainteresowanie mężczyzn? Matka zawsze powtarza mi - nie daj się złapać. 
I chociaż resztę jej porady - nie daj się złapać, jesli chcesz złapać - puszczam mimo uszu, tak fragment o byciu wiecznie uciekającą zwierzyną wzięłam sobie do serca. Nie daj się złapać, to znaczy - nie daj się porwać, nie daj się ponieść emocjom, nie daj się zaślepić i otumanić. Stój twardo ma ziemi. W tym przypadku siedź - na przeciwko ciebie Caesarze, rozszalałego sztormem emocji morza, ukrytego pod cienką powłoczką konwenansów i ironicznego uśmieszku. Mógłbyś mnie porwać. Mógłbyś mnie utopić. 
Cenię sobie bezpieczeństwo jakie daje mi stały ląd. 
- Może - wzruszam ramionami, uśmiechając się po tym zapewne odrobinę szaleńczo, ale czy nie o to chodzi? - Ale czy to własnie nie jest przykład czystego szaleństwa? Przekraczanie granic o których istnienia nie miało się pojęcia - tylko wielcy potrafią się na to zdobyć, a ja mam się za kogoś... Wielkiego.
Choć małego gabarytami. Aż dziw, że mieszczę w sobie tak ogromne ego. Czasami puszę się tak bardzo, że sama zaczynam się obawiać czy zaraz nie wybuchnę. 
A to byłaby wielka szkoda, prawda? Nie zostałyby ci nawet rubinowe usteczka do snucia zdrożnych fantazji.


Powrót do góry Go down
Caesar Lestrange
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t661-caesar-lestrange http://www.morsmordre.net/t841-poczta-caesara http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t1615-caesar-lestrange
sutener oraz brygadzista
30 lat
Szlachetna
Zaręczony
pięć palców co po strunach chodzą
zegną się jak żelazo w ogniu
w owoc granatu martwy splot
0
16
0
0
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   14.12.15 2:32

Szaleństwo. Istne szaleństwo.
Gdzie podziały (gdzie uciekły?) się te czasy, gdy istniały jeszcze jakieś granice?, gdy je dostrzegał i był ciekaw świata poza nimi?, gdy jeszcze był świadom tego, że je przekracza? Dzisiaj czynił to nagminnie – choć czy przetarte nosiły jeszcze to zaszczytne miano? - więc nie żywił wobec świata słodszych fantazji niż te, które spotykał na co dzień. Był nasycony? Może zmęczony. Zmęczony tęsknotą, wieczną wędrówką i syzyfowymi poszukiwaniami, jak gdyby ona jeszcze gdzieś tam była równie żywa co wspomnienia o niej, co paląca nienawiść Tristana, co rany otwierające się na nowo. Dzień za dniem. Noc za nocą.
-Może – odparował tonem, który zwano tajemniczym, choć tyle było w nim tej pokrętnej tajemniczości co szlacheckiej godności i cnoty, którą wyparł ze swego zapijaczonego, dwulicowego serca lata temu.
Zastanawiał się może przez chwilę, jakie to granice chciałaby przekraczać, który ze światów poznawać i samolubnie pomyślał, czy mógłby obdarować ją którymś z nich. Lecz odsunął od siebie przemyślenia równie nieczyste, równie niepoprawne i równie bolesne, gdy nadal mówiła do niego słodkimi, krwistymi usteczkami, kusiła nieświadomie słowami, z których nie starał się wyłowić jakiegokolwiek sensu. Trzeźwość stawała się wrogiem w chwilach, w których chciałoby się oddać zapomnieniu. Choć ranne pobudki nie były przyjemniejsze. I świadomość. Pamięć. Sumienie. Wrogowie czyhający na niego za rogiem, którym znów, znów i znów przechodził z tym masochistycznym uporem alkoholika.
Potem rozstali się, gdy nadal ciążyła mu na spragnionej – och, czyli jednak był nienasycony? - duszy, gdy nadal tęskno mu było za słodkimi opowieściami bez końca, za którymi starał się nadążyć. Tamtego dnia zakochał się w jej cichym głosiku zawieszonym pomiędzy nimi, zakochał się w spojrzeniu bystrych, uważnych i nieowczych ocząt uginając się nieświadomie pod jej niemęską dominacją. Kolejnego dnia zapomniał, aby na nowo zakochiwać się za każdym razem, kiedy mijał ją na ulicy lub spotykał przy pojedynczych obiadach, by skrycie o niej marzyć, wzdychać ukradkiem, rozpamiętywać i znów znajdując nową, doskonalszą, wspanialszą i łatwiejszą.
Do czasu, naturalnie.
Dzisiaj był zmęczony, zirytowany. I zestresowany, jak gdyby czekał go pierwszy z pierwszych razów, jak gdyby nic nie było przesądzone, a on nie stał jak głupia owca przed wyborem dokonanym. I nienawidził jej usteczek, nienawidził jej uśmiechu i słów, którymi łaskawie go raczyła, nienawidził jej całej i za tę nienawiść nienawidził też siebie – choć to jeden z licznych powodów, przez które sobą gardził. Nie znosił też jej dotyku i troski, i współczucia, gdy nawet on sam w swym samouwielbieniu nie potrafił sobie współczuć, więc nie wierzył. Nie był naiwny, nigdy nie był. Dostrzegał jedynie cierpliwość pod maską gamy emocji, którymi go obdarzyła.
Dziś więc nie było szczęśliwym dniem, wolałby widzieć się z nią wczoraj, gdy był jeszcze skory do szczerego uśmiechu. Gdy udawało mu się wyrwać spomiędzy objęć rzeczywistości i na moment zapomnieć, na ten krótki moment zapomnieć o pozorach, o oszustwie, o tym, że nie udało się, że zmarnował życie kończąc je na przymusowym małżeństwie jako niedołężny już – bo jak inaczej mógłby wytłumaczyć tę druzgocącą porażkę? - łowca wilkołaków, ojciec dwójki osieroconych przez matkę dzieci i pieprzony znienawidzony alfons. I marny mąż, brat, i ojciec, ponieważ nawet własnej żony, siostry i córki nie potrafił obronić. Dodatkowo, niczym gwoźdź do trumny, o n a postanowiła, że przyprowadzi go w miejsce umówionego spotkania, zaproponowała niewinnie i nalegała w ten nienachalny, uroczy wczoraj sposób. Dla niego jednak te żałosne kilkadziesiąt metrów stanowiło wyznacznik jego dzisiejszej męskości, dumy i samodzielności. Odmówił więc stanowczo chcąc sobie, nie jej, coś udowodnić lub po prostu robiąc na przekór wszystkiemu, wszystkim i samemu sobie, a w szczególności własnemu zdrowiu. Tak, zgon w tym przypadku byłby rzeczą najlepszą, najszczęśliwszym zbiegiem okoliczności wyciągającym go z tego całego bagna w jaki władował się przez synowskie nieposłuszeństwo oraz młodzieńczą głupotę i lekkomyślność.
W jakkolwiek jednak złym nastroju mógłby być, jak wiele smutku i żalu nosił w sercu, tak nadal podczas – a szczególnie wówczas – oświadczyn musiał wyglądać doskonale. Dlatego też na umówionym miejscu, czyli kilka pięter wyżej, pojawił się wymuskany i wciśnięty w uszyty na tę specjalną okazję (przez ostatnie dwa tygodnie znacznie schudł) garnitur. Także pytania, jak też to uczynił i kiedy, skoro znajdował się pod czujnym okiem lekarzy, są zbędne, ponieważ w świecie skorumpowanym przez pieniądze – wielkie określenie dla małych czynów – nie istniało miejsce dla usług, których nie można byłoby kupić. Oprócz samodzielnej, prywatnej sali w publicznych, zeszmaconym przez mugoli szpitalu.
S k a n d  a l.
Nie spóźnił się, pojawił się dokładnie o tej godzinie, o której winien się pojawić i choć cały efekt zjawiskowości psuł przewinięty przez jego głowę bandaż, był ogolony, odświeżony, dobrze ubrany z twarzą wymalowaną przez piękny, niewspółgrający z tą dziwaczną niechęcią, uśmiech. Ona czekała na niego przy zapamiętanym stoliku. Samotna, choć modlił się w duchu, by ktoś go szczęśliwie uprzedził, a jemu niezręcznie byłoby przerywać cudzą, niezobowiązującą i przypadkową rozmowę. Zwłaszcza w tak ważnej i upadlającej jego życiowe ideały chwili.
Chciałby szczerze być jej mężem, chciałby czynić to wedle własnej nieprzymuszonej woli, lecz nie potrafił nazywać tego inaczej niźli ciężarem i akceptować własną niewolę, jak i brać udział w niewoleniu kogoś innego, zwłaszcza tak bliskiego jego sercu, a w tej chwili równie dalekiego co oddalona o tysiące kilometrów zdrajczyni Burke.
Nigdy nie była mu tak obca, jak tego wieczoru. Nigdy dotąd.
Nazwałby ją panienką, ukłoniłby się nisko i oddał jej należny szacunek. Czyniłby to wszystko zgodnie z etykietą, jednak czuł się już dostatecznie zażenowany sytuacją, w której oboje się znaleźli. Dlatego też bezceremonialnie zajął miejsce naprzeciwko niej nadal uśmiechając się w ten podle piękny sposób.
-Jak ci minął dzień? - zagaił bez zainteresowania rozpoczynając najważniejszą rozmowę w ich wspólnym od dzisiaj życiu tym pozbawionym pasji, rutynowym pytaniem, na które jako jedyne było go teraz stać. Zarówno jak zajmowanie wyparzonych ust czymś takim jak papieros, który zapalił końcem różdżki – chyba nie powinien robić tego w szpitalu? - i w tej pozie: w rozluźnieniu oparty o krzesło i wdychający trujące opary, wpatrywał się w nią spokojnymi, błękitnymi oczyma.


Powrót do góry Go down
 

Herbaciarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 7Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Herbaciarnia pani Puddifoot
» Księgarnia Esy i Floresy
» Herbaciarnia Rozmarzony Hipogryf
» V piętro - Sklep i Herbaciarnia
» Herbaciarnia "Zielony Smok"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Szpital Świętego Munga :: VII piętro: Sklep i herbaciarnia-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17