Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Zagajnik

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Zagajnik   24.10.15 23:25

First topic message reminder :

Zagajnik

Nieopodal gęstej kniei, gdzie można spotkać niezwykłej urody kwiaty i magiczne stworzenia znajduje się niewielki zagajnik z wciąż młodymi, zaledwie kilkuletnimi drzewami, głównie brzozami i jesionami. Nie jest gęsty, więc nie ma mowy o zgubieniu się pomiędzy pniami. W jego centralnej części znajduje się niewielka polana otoczona przez krzaki dzikiej róży i jeżyny, które można zbierać o tej porze roku, by nacieszyć się ich smakiem.  


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Mathilda Wroński
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1619-mathilda-wronski http://www.morsmordre.net/t2026-sowa#30026 http://www.morsmordre.net/t1622-this-is-for-matilda#16765 http://www.morsmordre.net/t1698-mathilda-wronski#18244
malarka
25
Półkrwi
Wdowa
Deszczowe wtorki, które przyjdą po niedzielach
Kropelka żalu, której winien jesteś ty
Nieprawda że tak miało być
Że warto w byle pustkę iść
To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć
0
14
0
0
5
0
0
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Zagajnik   04.11.15 9:07

Twój brat jest pociechą, której nie spotykasz na codzień. Brakowało ci jego spontanicznych odpowiedzi, których kształt zadziwiał. Mogłabyś patrzeć na niego nieskończoną wielość razy, a zaskoczyłby cię, bo umie to zrobić. Zaskoczyłby cię odwagą, którą okazał, mówiąc wprost komentarz, który ty chciałabyś wykrzyczeć towarzyszczce Ignatiusa w twarz. Tak wielu ma przyjaciół i tak blisko jest z Samuelem. Co poczułaś, kiedy dowiedziałaś sie, że o n a zna się z Samuelem, jest jego najbliższą przyjaciółką, a jednocześnie przytula się tak zachłannie do panicza Prewett? Poczułaś gorącą falę gonioną przez falę lodu, nagle zesztywniałaś i nie chciałaś jej opowiadać, cóż ten jej koń oznacza. Ale ona dobrze wie, wszak przyjaźni się z Samuelem. 
Twój brat to ratunek. Wkładasz jeżyny do ust i uśmiechać ci się wolno. Dobrze zdajesz sobie sprawę z tego, że sama nie poradziłabyś sobie z tymi wszystkimi myslami kołującymi się w głowie. Jego proste obejście daje ci siłę, także chcesz opowiadać i wytłumaczyć pragniesz dlaczego Juzio pytał o pana S.
- Skamander był zachwycony grą mego brata. W szkole niejednokrotnie okazywał mu swoją przychylność, nie zważając na różnicę wieku. Jeżeli więc jesteście przyjaciółmi, to na pewno będzie zmartwiony, że nie ma go przy tym spotkaniu - tak więc widzisz tu wszystkich ludzi Skamandra i płakać ci się chce, odejść w niebyt, bo nie jesteś dla niego ani trochę ważna. 
Twój brat proponuje ogladanie obrazów. Tak, to będzie relaksujące. Odwrotnie niż te przybieranie twarzy i hamowanie swoich uczuć. Gdybyś się nie hamowała, to też uwiesiłabyś się na ramieniu ukochanego Ignatiusa. Wydaje się emanować niesamowitym ciepłem. 
Zgadzasz się jednak na udawanie, wszystko by sprawdzić jak daleko posunie się Twój najdroższy brat. Nie chcesz jednak myśleć o tym, że mógłby jego podryw na prawdę się udać. Zemdlałabyś na tę myśl, natomiast uprzedziła cię Hazel. Wbijasz zdziwione spojrzenie w jej osuwające się ciało, chcesz zapamiętać każdą fałdkę sukni, jak się ułożyła i czy będzie to wyglądało dobrze. Rozglądasz się, lecz człowiek z aparatem nie chce zrobić zdjęcia. Przydałoby ci się, twarz omdleńca jest najbardziej neturalna.
- Chodźmy w tamtą stronę - proponujesz powoli, chociaż wolałabyś, by Hazel została milczaca i nieobecna, mogłabyś zabrać szkic jej twarzy.




If there is a past, i have
forgotten it
Powrót do góry Go down
Julius Nott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1529-julius-nott http://www.morsmordre.net/t1537-adalbert#14515 http://www.morsmordre.net/t1536-jakis-fajny-tytul http://www.morsmordre.net/f176-nottingham-maun-ave-13 http://www.morsmordre.net/t1538-julius-nott#14522
łamacz klątw
33
Szlachetna
Zaręczony
Into the sun the south the north, at last the birds have flown
The shackles of commitment fell, In pieces on the ground
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagajnik   04.11.15 15:52

Julius trzeciego dnia nie potrafił już odnaleźć się w tym całym zgiełku Prewettów. Rozważał nawet opuszczenie terenów Wymouth jak najdalej stąd, lecz ostatecznie nogi niosły go pośród rozlicznych terenów leśnych oraz łąk. Miał dużo czasu na rozmyślanie, nie był szczególnie towarzyskim typem już od jakiegoś czasu. Ilość ludzi go mierziła, poziom wydawanych przez nich decybeli przekraczał chyba wszystkie normy, a śmiechy innych doprowadzały go do szału. Dlatego powłóczył stopami po miękkiej ściółce, a później plażowym piasku oraz kępkach traw. Patrzył na krajobrazy dookoła, ale ich nie widział, pogrążony zupełnie we własnej, mrocznej duszy. Dopiero pod wieczór zorientował się, że niczego nie jadł. Przekąsił zatem coś po drodze, by w ostatniej chwili natknąć się na pewien zagajnik.
Informacje o tym, że to właśnie w tym miejscu znajduje się miejsce wróżb, nieco go zaciekawiła. Nieraz zastanawiał się nad tym, jak jego życie w przyszłości się potoczy. I czy odnajdzie jeszcze w nim jakiś spokój. Tego mu brakowało, chociaż jedynie ostatnio, bo wtedy też odmienił się o sto osiemdziesiąt stopni. Wcześniej kochał swoje podróże po świecie i pracę, która było nadzwyczajnie ciężka i trudna do przełknięcia dla zwykłego czarodzieja. Tak, kiedyś potrafił czerpać z tego radość, teraz zaś wszędzie widział mrok, ból i potępienie. Jak gdyby najgorsza część miała dopiero nadejść. Nic dziwnego więc, że w laniu wosku doszukiwał się potencjalnie jakiejś nadziei. Obietnicy, że ten koszmar w pewnym momencie się skończy.
Poprawił poły letniego garnituru i skierował się do jednego ze stoisk, próbując zignorować dochodzące do nozdrzy zapachy oraz obecność kolejnego, puszącego się Prewetta. Właśnie brał klucz w dłoń, kiedy przeszkodziła mu pewna niewiasta, wybudzając go z dziwnego transu. Spojrzał na nią wpierw zdziwiony, a później to już zmarszczył brwi. Kojarzył jedynie, że była to członkini rodziny Yaxley, której Nottowie nie lubili, a i relacja ta była odwzajemniona. Dodając do tego niezbyt udany humor Juliusa można byłoby podejrzewać to spotkanie o katastrofę, lecz uroda i urok wili skutecznie odganiały niezbyt przychylne myśli, które kotłowały się w jego umyśle.
- Skoro pani musi - odpowiedział, dosyć neutralnie jak na niego i zrobił zapraszający gest ręką. - Czyżby poszukiwania małżonka? - spytał po chwili, zakładając, że młode pannice tylko tego pragną i tylko tego chciałyby się dowiedzieć ze swej wróżby. A on, cóż... przelał wreszcie ten wosk, będąc gotowy na wszystko.




♣️ The devil's in his hole

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagajnik   04.11.15 15:55

The member 'Julius Nott' has done the following action : rzut kością

'Wróżby' :


Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley http://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 http://www.morsmordre.net/t695-rosalie http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zaręczona
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
7
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Zagajnik   05.11.15 13:56

Powitanie nie było zbyt uprzejme. Odpowiedziałam mu jednak uśmiechem, w końcu, co ja będę tutaj się zbytnio narzucać. Po wczorajszej niezwykle męczącej rozmowie z panienką Megarą nie byłam jakoś specjalnie skora do rozmowy. Ale spokojnie, to pewnie tylko chwilowe. Na jego pytanie, spojrzałam lekko unosząc brew.
Czy ja wiem, nie sądzę, aby takie lanie wosku przepowiedziało mi prawdziwą przyszłość, więc raczej nie będę zwracała na to większej uwagi. To raczej forma zabawy, aczkolwiek, jeśli wyleje mi się czyjeś imię, to będę nad tym się zastanawiać – odpowiedziałam rozbawiona.
Mężczyzna zabrał się do wylewania swojego wosku. To, co wylał zdecydowanie przedstawiało króliczka. Wyglądał całkiem uroczo, ciekawa byłam, co oznacza. Nigdy nie byłam dobra z wróżbiarstwa, takie rzeczy raczej mało mnie interesowały, dlatego też nie zdziwiło mnie, kiedy kompletnie nie miałam pojęcia, co to może znaczyć.
Całkiem ładnie się panu przelało. Ciekawa jestem, czy się spełni. Myśli pan, że oprócz jakże oczywistego znaczenia, może mieć drugie, ukryte dno? – zapytałam.
Miałam ogromną nadzieję, że nie zanudzam pana Notta swoim gadaniem. Spojrzałam na niego, zanim zabrałam się do swojego lania wosku, a kiedy zaczęłam, zadałam mu kolejne pytanie.
Mam nadzieję, że panu nie przeszkadzam, ani nie zajęłam komuś miejsca? Nie chciałabym przysporzyć problemów – stwierdziłam.
Uniosłam głowę i patrząc na niego słodkim wzrokiem czekałam na odpowiedź. W między czasie mój woskowy rysunek stwardniał i mogłam spokojnie wziąć go w dłoń, nie bojąc się, że się zniczy. Obejrzałam go dokładnie, zastanawiając się, co to jest i co oznacza.





Odnaleziona w życiu, zrodzona w królestwie marzeń – kobieta jest
jak ów kwiat mistyczny
lilia przeczystej bieli
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagajnik   05.11.15 13:56

The member 'Rosalie Yaxley' has done the following action : rzut kością

'Wróżby' :


Powrót do góry Go down
Sylvain Crouch
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1108-sylvain-crouch http://www.morsmordre.net/t1240-niesowia-poczta-sylvka http://www.morsmordre.net/t1154-sylvain-silver-crouch http://www.morsmordre.net/t1383-mieszkanie http://www.morsmordre.net/t1360-sylvain-crouch
aktor
24 lata
Zdrajca
Kawaler
Shadows are falling and I’ve been here all day
It’s too hot to sleep, time is running away
Feel like my soul has turned into steel
I’ve still got the scars that the sun didn’t heal
10
9
3
0
0
2
0
5
Wilkołak
We should be able to kill ourselves in our heads and then be reborn

PisanieTemat: Re: Zagajnik   07.11.15 12:43

Bellona Greyback była wcieleniem zła. Jakim cudem Sylvain zorientował się o tym dopiero teraz? Niby lepiej późno, niż wcale... ale to jakoś specjalnie nie ratowało mu tyłka w tej chwili. 
- Mecz Quidditcha? - powtórzył za nią kwaśno wciąż nie będąc do końca pewnym, czy dziewczyna się zgrywa, czy mówi całkiem poważnie. - Nie znoszę Quidditcha, zapomniałaś? - mruknął z wyrzutem. To, że w Hogwarcie był zapalonym kibicem drużyny Slytherinu nie miało nic do rzeczy. Obecnie oficjalnie nie chodził na żadne rozgrywki i nie chciał tego zmieniać. Tym bardziej, że jeśli Søren gdzieś tu był na festiwalu, to na pewno weźmie udział w meczu. A jeśli tak, to w okolicy na pewno pojawi się też Allison.
- Pójdźmy na kompromis, hm? Nie wybierzemy się na mecz, ale na wyścigi już tak, co ty na to? - zaproponował licząc na to, że Bells przystanie na tą ugodę. W oczywisty sposób chciał jej dotrzymywać towarzystwa... ale bez przesady, tak? Trzeba wyznaczyć pewne granice i się ich trzymać, a mecz znajdował się niestety poza ich zasięgiem.
Mniejsza o psy, dyskusje na temat twarzy i Crouchów z pochodniami... Nieprzyjemny dreszcz przebiegł Sylvainowi po plecach, kiedy okazało się, że te głupie wróżby były nadzwyczaj trafne. A przynajmniej miały takie być. Takie ich zadanie, prawda? Dlatego ludzie wierzyli w te głupie przepowiednie, bo były tak sformułowane, żeby każdy znajdował w nich choć trochę prawdy i dopasowywał ją do siebie. Czysty przypadek, że trafił mu się akurat księżyc i tęsknota, a Belli ćma z plotkami. Nic wielkiego, nic nadzwyczajnego.
- To nie ja knuję, gdzieżbym śmiał? - mruknął niby to obruszony. - Mówiłem ci, że w tej sukience rzucasz się w oczy, nic dziwnego, że wszyscy zaraz zaczną o tobie plotkować - wzruszył ramionami. - Poza tym znasz wszystkie moje fantazje: że chcę zostać największym czarnoksiężnikiem wszech czasów, a potem Ministrem Magii, żeby nadać sobie tytuł szlachecki, a całą arystokrację zdegradować - dodał śmiertelnie poważny jak gdyby nigdy nic. - Chodźmy stąd, te wróżby to straszna głupota. Ani ponuraka, ani pochodni... Zawiodłem się, naprawdę. 


Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Zagajnik   07.11.15 18:12

- Znów ma pan rację - przyznała Colinowi po chwili zastanowienia i choć jej myśli ociekały sarkazmem, z głosu nijak nie dało się tego odczytać. Jako uzdrowicielka, Cassandra wysoce ceniła walory zdrowego żywienia, a ryba należała przecież do pożywienia nadzwyczaj zdrowego. - A żywiąc się rybą przez całe życie, ma pan pewną szansę nie zaznać smutku aż do śmierci, która zresztą również może dopaść pana znacznie później. Sama ryba to co prawda niewiele i nie daje pełnej gwarancji szczęścia, ale eliminuje pewne niewątpliwe nieszczęśliwe elementy. - Odruchowo zerknęła na jego dłonie, kiedy otrzepał je z wosku. - Nie jestem jednakże pewna, czy pożarcie woskowej ryby rzeczywiście przysporzy panu zdrowia. -  Był sceptykiem, a Cassandra nie miała zamiaru nachalnie przekonywać go do wiary we wróżby, była pewna, że wkrótce sam się przekona. Linia ich życia była wszak ustalona z góry, odgrywali jedynie napisany niewidzialną dłonią scenariusz, który zawsze kończył się tak samo - i wierzyła, że nieznajomy nie zdoła umknąć przed swoją rybą. Czy jednak mogła spodziewać się roztropności po przypadkowo napotkanym mężczyźnie, który na domiar złego nie szanował tradycji, jaką kultywowano w tym zagajniku?
Na wyznanie Vitalija kącik jej ust drgnął lekko, z dnia na dzień zachowywał się wśród ludzi bardziej naturalnie. Tower go zniszczyło, jak zawsze niszczyło ludzi, ale imponowała jej siła, z jaką on się z tego wydostał. Widziała już wielu mężczyzn, którzy opuścili celę i nie mieli się dokąd udać, żaden z nich nie miał w sobie tyle determinacji - nie mogła też pozbyć się dziwnego wrażenia, że Vitalij kogoś jej przypominał, nie potrafiła jednak połączyć go z żadną konkretną osobą. Jego gesty, rysy twarzy, które codziennie wydawały się wyraźniejsze - być może spotkali się, nim został zamknięty?
Powiodła spojrzeniem za ręką Vitalija, która wystrzeliła w kierunku Colina, w istocie, mężczyzna się nie przedstawił, toteż i ona spojrzała nań wyczekująco. On również miał w rysach twarzy coś wyjątkowego, być może szlachetnego. Drgnęła jednakże, słysząc głos córki, radośnie obwieszczający Vitalijemu romans; romans, nie miłość, kozioł symbolizował jedynie zauroczenie - wystarczył krótki rzut okiem, by rozpoznała jego kształt w woskowej rzeźbie pokazywanej jej przez córkę. Skinęła twierdząco głową córce, Lysa i tak nie była w stanie pojąć subtelnych różnic pomiędzy tymi dwoma uczuciami.
- Nie tylko, Vitaliju - dodała, przenosząc wzrok na starszego mężczyznę. - Kozioł mówi, że powinieneś stanąć naprzeciw trudnościom. To najlepszy czas dla ciebie, by zmierzyć się z przeciwnościami losu - zawiesiła głos, przez krótki moment błądząc po jego twarzy spojrzeniem, ktoś taki jak on musiał mieć całą masę rozterek, i jeszcze więcej trudności, którym niełatwo było zdecydować się stawić czoła - nawet, jeśli było się równie potężnym mężczyzną, co on.




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagajnik   07.11.15 20:01

- Szczerze mówiąc, to nie mam pojęcia, co to oznacza - przyznał, w duszy zrzucając winę na karb wyłącznie roku spędzonego na nauce wróżbiarstwa (z której zrezygnował, jak tylko zauważył, że nauczycielka nie przystawała z chęcią na radosne naśmiewanie się z każdego kształtu układającego się na dnie filiżanki, gdy razem z Ignatiusem we wszystkim starali się dostrzec ponuraka), a nie na własną ułomność. Obiło mu się o uszy, że mężczyźni rzadko sprawdzali się w odczytywaniu przyszłości; patrząc na brak jakiejkolwiek intuicji czy chęci do zgłębiania tego, co dopiero miało nadejść, można było dojść do wniosku, że Garrett stanowił podręcznikowy przykład antytalencia, które upierało się, że jego los nie może być zapisany w gwiazdach. Nie wierzył w przeznaczenie, a może po prostu nie chciał w nie wierzyć - lubił sądzić, że jest kowalem własnego losu, że może kształtować rzeczywistość, zaklinać ją bohaterskimi czynami.
- Może rzeczywiście to jest pająk - stwierdził po dłuższych oględzinach, ostatecznie rezygnując z teorii, że wosk ułożył się w słońce symbolizujące (chyba? nie znał się na tym kompletnie) radość, szczęście, beztroskę, lato i wielobarwne, rosnące dziko kwiaty. - Nie wiem, wróżenie nigdy mnie nie przekonywało, chyba jestem na nie zbyt prosty i przyziemny. - Wzruszył ramionami, nie chcąc dopowiadać, że uważa je za całkowite bzdury, wyłącznie niewinną rozrywkę, która nie wnosiła absolutnie nic - poza frustracją, jaką odczuwają ci, których woskowe kształty nie układają się w nic regularnego.  - A Lyra... przed chwilą była tuż obok. - Zmarszczył brwi, rozglądając się wkoło - znikanie bez słowa nie było do niej podobne, lecz, dość paradoksalnie, tym razem się nie zmartwił; to fakt, zapadała noc, jednak po zagajniku kręciło się wystarczająco wielu czarodziejów, aby jego siostrze nie stało się nic groźnego. Zresztą nie mógł zamartwiać się o nią całe życie, prawda? Niemal zaśmiał się gorzko na tę myśl, już słysząc drwiący głosik odzywający się gdzieś z tyłu głowy. Oczywiście, że musiał. Nikt nie zrobi tego za niego.
- Na dzisiaj to już chyba wszystko - odpowiedział zdawkowo, wysyłając Dianie uśmiech. - Ale z tego, co się orientuję, już jutro wszystkie panie, młode i stare, będą zabawiać się w plecenie wianków - zaśmiał się, wyobrażając sobie wszystkie dostojne i starszawe hasające po wzgórzach, pierwszy raz w życiu brudzące suknie podczas brodzenia przez błoto, w które mogły w każdej chwili niespodziewanie wpaść. - Planujesz wziąć w tym udział?




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Zagajnik   07.11.15 23:00

Wspólnie z bratem zastanawiała się nad kształtem, który przybrał jego wosk. To było całkiem zabawne, co chwilę wybuchała cichym śmiechem, słysząc jego interpretacje. Choć jej własne pewnie też nie były zbyt dobre.
- Obojętnie, co to jest, ważne, że dobrze się bawimy, braciszku - rzuciła lekko, posyłając mu uśmiech. Tak, najważniejsze było wspólne spędzanie czasu z bratem. Mieli go dla siebie coraz mniej. A ukryte znaczenia woskowych kształtów nie były dla niej aż tak istotne. Nie powinna przecież wpadać w przygnębienie tylko dlatego, że jakiś kawałek stopionej świecy mówił jej, że to niepokojąca wróżba. Prawda? Chociaż po tym, co wydarzyło się pod koniec lipca, trudno było jej podejść do tego z taką lekkością i obojętnością, jak próbowała, bo jednak jakiś irytujący głosik w głowie szeptał jej, że podchodzi do życia zbyt lekko, zbyt niefrasobliwie.
Później jednak przyszła kolej na Dianę i Lyra pozwoliła, żeby Garrett poświęcił jej swoją uwagę. Zaczęła kręcić się po polance, przyglądając się innym zgromadzonym tu czarodziejom, którzy także wykonywali woskowe wróżby, przybierające naprawdę różne kształty. W końcu jednak jej się to znudziło, więc powoli ruszyła ścieżką w drogę powrotną, pewna, że brat i jego narzeczona wkrótce ją dogonią.

zt.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt http://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 http://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 http://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa http://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
kochanica króla
25
Czysta
Zamężna


I've tasted blood and I want more


20
10
0
0
0
41
2
0
Czarownica
maybe I have always been more comfortable in chaos

PisanieTemat: Re: Zagajnik   08.11.15 12:48

Mogłaby na zawsze już zostać w tym zagajniku, czując się niezwykle pewnie i stabilnie, nie tylko dzięki zielonej trawie, stanowiącej zdecydowanie milsze podłoże od dębowych parkietów czy szorstkiego dywanu. Chodziło raczej o ciepłe ramiona Crispina, obejmujące ją jednocześnie delikatnie i pewnie. Bez zaborczości, ale stanowczo; bez paznokci boleśnie wbitych w skórę, ale po męsku. Nie tak przytulały się kobiety, nawet te skazane na nokturnową przyjaźń. Nie tak dotykali ją spragnieni goście Wenus. Ten prosty gest objęcia należał paradoksalnie do najbardziej skomplikowanych, zwłaszcza dla Deirdre, odciętej ostatnio od jakichkolwiek platonicznych czułości. Wychowała się w kochającej rodzinie, w domu pełnym małych gestów, niosących ważniejsze znaczenie od nawet najbardziej wyrafinowanych wyznań. Gdy była z kimś blisko, stawała się najwrażliwszą osobą na świecie, w niczym nie przypominając tej zdystansowanej i obojętnej Tsagairt, pnącej się po szczeblach oszałamiającej kariery w Ministerstwie. Można było zaryzykować wręcz stwierdzenie, że prawdziwej Dei bliżej było w tej otwartości i tęsknocie za dotykiem do Miu, odwzajemniającej bez skrępowania pieszczoty swoich przyjaciół na godziny.
Nie chciała jednak wracać do tego myślami, milknąc na naprawdę długą chwilę. Koncentrowała się wyłącznie na tej kradzionej bliskości, na ciepłym tembrze głosu Russella, trochę nostalgicznym, trochę rozbawionym. Naprawdę za nim tęskniła i ten nagły spokój, spływający na nią niczym ckliwe błogosławieństwo zapomnianej czarodziejki miłości, na dobre odebrał jej głos. Zaśmiała się więc tylko cicho gdzieś w jego obojczyk, opierając brodę na jego ramieniu i po prostu będąc przy nim. Nie potrzebowała nawet słów, nawet ta dwuznaczna konwersacja wydała się jej nagle świętokradztwem. Cieszyła się jednak z tej pozycji, mogąc ukryć swoją wrażliwość. Równie dobrze mogła teraz uśmiechać się złośliwie – chyba nie polubi żadnej kobiety w życiu Crispina – albo ronić żałosne łezki, zażenowana, że ta cała wróżbiarska atmosfera wpłynęła na nią aż w takim stopniu. Musiała się ogarnąć i to jak najszybciej, bo wrażliwa wersja Deirdre była czymś zagrażającym. Odkaszlnęła więc lekko, odsuwając się w końcu od Crispina na odległość wyciągniętych ramion.
- Czekam więc na romantyczną opowieść w mniej wysublimowanej atmosferze mojego mieszkania. Wiesz, gdzie mnie znaleźć – powiedziała zdecydowanym tonem, jakby wcale nie czuła się dziwnie przyjemnie ukojona nie tylko magiczną aurą, ale przede wszystkim obecnością Russella obok siebie. Posłała mu lekki uśmiech, przelotnie musnęła ustami jego policzek, po czym po prostu odeszła w stronę brzegu lasu, już nie musząc ukrywać zadowolenia, malującego się na jej szczupłej twarzy. Z pokruszoną woskową różą ciągle w kieszeni czarnej marynarki.

zt




x Me and the devil walking side by side - and I'm gonna see my man until I get satisfied
Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t592-colin-fawley http://www.morsmordre.net/t1184-poczta-kociarza-colina http://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://www.morsmordre.net/f123-inverness-stuart-street http://www.morsmordre.net/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Zagajnik   08.11.15 16:50

Zerknął jeszcze raz - ze znacznie większym sceptycyzmem niż ostatnio - na woskowe kształty trzymane w dłoniach przez swoich towarzyszy, uniósł brwi jeszcze wyżej na krótką, króciutką chwilę, ale przezornie wolał milczeć. Najwyraźniej ta dziwna kobieta nie wydawała się podchodzić do wróżenia z równie miernym entuzjazmem jak on sam, nie traktując również całego przedsięwzięcia jak dobrej zabawy, lecz każdą wróżbę interpretowała z zastanawiającą powagą. Mógł się założyć o złotego galeona, że jej ulubionym szkolnym przedmiotem było wróżbiarstwo, ale to za miała ogromne problemy z wysiedzeniem na historii magii, gdzie nie było miejsca na dowolne fantazjowanie i wyobrażenia, a fakty przybijały czytelników i słuchaczy z wyjątkową brutalnością przeszłości. Najwyraźniej była również częstą bywalczynią kuchni, doskonale operując teraz słowem, gdy opisywała mu fantastyczne rybne właściwości. Był pewien, że jej zdanie podzielało większość jego kotów.
- W każdym razie nie zamierzam próbować - poklepał dłonią kieszeń, w której spoczywała wróżba. - Zajmuje się pani tym ekhem... zawodowo? - machnął ręką przed sobą, obrazując mniej więcej o jakie "to" mu chodziło. Wróżby, przepowiadanie przyszłości, próby poznania swojego życia; ileż było nazw na określenie prostej czynności, która dla Colina stanowiła jedynie szkolną mordęgę, gdy musiał tkwić w bibliotece próbując układać głupie senniki. Z początku podziwiał swoich kolegów i koleżanki za to, z jaką łatwością wykonują kolejne prace domowe, przynajmniej dopóki nie zrozumiał, że większość z nich to wierutne bzdury i fantazje wysnute tylko po to, by nie oddać pustego pergaminu. Od wielu lat z wróżbami i wróżbiarstwem miał do czynienia jedynie w formie podręczników i książek sprzedawanych w swoich księgarniach.
- Proszę wybaczyć moje niewychowanie - powiedział, gdy ręka mężczyzny podążyła w jego kierunku; etykieta nigdy nie była jego mocną stroną i nie do końca był pewien, czy powinien się przedstawić starszemu mężczyźnie pierwszy, czy czekać aż zrobi to on sam, a sprawy dodatkowo komplikował fakt, że nie wiedział również, czy miał do czynienia ze szlachcicem, czy z czarodziejem niższego stanu. Zasady, zasady... czasami bardziej wszystko komplikowały, niż rozjaśniały i ułatwiały. - Colin Fawley, wróżbiarski sceptyk - przedstawił się, ujmując na moment dłoń mężczyzny, powstrzymując się od idiotycznego potrząsania. To było bardziej śmieszne niż denerwujące, gdy dwóch dorosłych mężczyzn stało naprzeciw siebie potrząsając rękami, jakby jeden sprawdzał drugiego, kto dłużej wytrzyma tę szaloną zabawę. - Zazdroszczę wróżby, miłość choćby przelotna brzmi atrakcyjniej od byle ryby - westchnął, prawie że prychając. Najwyraźniej nie miał dzisiaj (nigdy?) szczęścia do wróżb.


Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery http://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 http://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 http://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
wiedźmia straż
25
Szlachetna
Kawaler
vicious
vengeful
victorious
6
19
0
0
10
32
3
8
Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Zagajnik   08.11.15 18:46

Są rzeczy, o których lepiej nie wiedzieć. Powiedziałbym ci to samo wczoraj, dzisiaj, jutro i sto dni później również, tego będę się trzymał sztywno, jakby moje życie od tego zależało. Sama powiedz, czy nie byłoby łatwiej i piękniej, gdybym ja nigdy nie dowiedział się o twoim nieszczęsnym epizodzie zaręczynowym z Cezarem, a ty nie usłyszała plotek o moich skłonnościach do obdarzania ulotnym uczuciem przeróżnych niewiast?
Patrzę i nie chciałbym patrzeć w ogóle, bo skręca się we mnie dosłownie wszystko, gdy staram się zachować na twarzy niezmącony niczym spokojny wyraz, a ty przysuwasz się bliżej Cezara, jakbym był socjopatą, co zabił ci całą rodzinę i przyszedł zwieńczyć swe dzieło. Już raz wbiłaś nóż prosto w moją dumę, a teraz przekręcasz go, jakbyś chciała sprawdzić jak bardzo zaboli i czy rozpadnę się na tysiąc małych kawałków.
- Nie wątpię. Pewnie znowu nie nakarmiłaś Mokki, a Cezar jest idealnym asystentem w opiece nad zwierzętami? - pytam tonem lekkim, chociaż każde kolejne słowo, twoje czy moje, ciąży na mnie tak bardzo, że zaraz zamiast oddychać miarowo powinienem zacząć charczeć jak dzikie zwierzę, któremu niewprawny myśliwy przestrzelił gardło, lecz nie zabił. - Może to i lepiej, skoro mamy tendencję spadkową w ilości odbywanych rozmów, może powinniśmy zacząć już się przyzwyczajać, żeby się nie rozczarować gorzko w grudniu. - proszę bardzo, ucieknij po raz kolejny, nie mówiąc wcale, jaki tym razem wydumany problem męczy twoją głowę i nie pozwala ci ze mną rozmawiać. Nie musimy przecież wcale ze sobą rozmawiać, sakramentalne "tak" na ślubnym kobiercu wystarczy, a później opracujemy cały system znaczących spojrzeń, mruknięć i chrząknięć. "Yhm" zamiast "dzień dobry, że tak pozwolę sobie skłamać z rana", "hmm" jako oszczędniejsza forma "też spałem okropnie, bo chrapiesz jak garboróg na rykowisku", "ughm" mówiące "wychodzę do pracy, wrócę za tydzień" i "hmmhmm" oznajmiające "moją herbatę piję bez dodatku wywaru żywej śmierci, ale dzięki za troskę". Może już teraz zacznę spisywać słownik. Piękne jest to święto miłości, doprawdy, co dzień, to nowe przygody.




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
Caesar Lestrange
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t661-caesar-lestrange http://www.morsmordre.net/t841-poczta-caesara http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t1615-caesar-lestrange
sutener oraz brygadzista
30 lat
Szlachetna
Zaręczony
pięć palców co po strunach chodzą
zegną się jak żelazo w ogniu
w owoc granatu martwy splot
0
16
0
0
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagajnik   08.11.15 19:56

Odpowiedziałby coś na jej łzy, które wyrażały więcej niż setki pięknych, gładkich, szeptanych wierszem czy rymem słów. Ściskał w znieczulonej zimnej dłoni jej rozdygotane serduszko i zdusiłby w nim gasnący już płomyk miłości – czy zasługiwała na nią?, czy którekolwiek z nich zasługiwało na coś tak właśnie ulotnego i zarazem nieprawdziwego? Bo miłość z definicji jest czymś stałym i niezmiennym, ta natomiast objawiała się w pojedynczych spojrzeniach, w niewinnych dotyku i czasem jednym choć pocałunku. Czym więc była, jak nie motylem, który usiadłszy na twej rozpostartej dłoni, uleci ku niebu, zanim zdążysz go pochwycić, ścisnąć w dłoni i zabić? Zmiażdżyć w żelaznym uścisku.
Pojawienie się Perseusza sprawiło, że czar chwili prysł, że magia uleciała z błogimi wizjami, które zmąciła irytacja. A ta niczym drzazga – niewidoczna acz dokuczliwa wierciła się pod skórą.
-Cudownie, Perseusie – skomentował jego przemówienie niemal pogodnie z uśmiechem zimnym i niedostępnym na twarzy, a oczyma uważnymi wbitymi w jego twarz – Faktycznie czas nas goni, skoro więc powiedziałeś, co miałeś do powiedzenia, pozwolisz... - skłonił się lekko ujmując panienkę Greengrass tak, aby nie zostało to uznane za niestosowane, pomijając oczywiście fakt, że kradnie ją sprzed oblicza zgorączkowanego narzeczonego. I tak też uczynił, wyminął go dosyć zgrabnie, aby puścić dziewczę, chwycić je za dłoń i umknąć w tłum wesołych, debatujących żywo na tematy związane ze świętem czarodziejów.
Nie musiał oglądać jego twarzy, aby wiedzieć, że ta zlała się eleganckim rumieńcem. Nie musiał już spoglądać w oczy, w którym odbijała się strzaskana męska duma, aby wiedzieć, że Avery zbiera ją z ziemi pokaleczonymi od ostrych odłamków rękoma. Nie potrzebował żadnej z tych rzeczy, wystarczyła mu jedynie świadomość, że tak było.
Wbrew pozorom byli do siebie bardzo podobni. I każdy z nich grał w tę samą grę.

[zt x2 chyba że Pers nas goni i chce mnie pobić Neutral]


Powrót do góry Go down
Linette Greengrass
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t671-linette-greengrass http://www.morsmordre.net/t890-moka http://www.morsmordre.net/t734-unknown-pleasures#2559 http://www.morsmordre.net/f125-wollongong-7-9 http://www.morsmordre.net/t1596-linette-greengrass
kelnerka w imbryku
21
Szlachetna
Zaręczona
then love, love will tear us apart again
2
1
12
5
1
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagajnik   08.11.15 20:51

Ja się nie prosiłam o nic, o żadne twoje panny, przychodzące do mnie i mówiące mi, że jesteś ich miłością życia, że to ciebie kochają tak bardzo, a ty je adorujesz w taki sposób jak mnie. Co więc mnie różni od nich poza tym pierścionkiem na palcu? Czuję się teraz jak jakaś porażka życia, która była tak bardzo zapatrzona w ciebie, że nie widziała nic poza twoimi czułymi słówkami. Nie chcę więc cię znać i jak wspominasz o mojej Mączce to już mi nawet resztki udawanej sympatii do ciebie gdzieś znikły w czeluści silnej niechęci do twojej osoby.
- Grudzień możesz sobie zatrzymać, ale z Heleną czy inną b l i s k ą ci panną – prycham jeszcze sobie i idę razem z Cezarem robić bardzo ważne rzeczy w bardzo tajnym miejscu o którym się nigdy nie dowiesz, bo nie bardzo mam ochotę cię oglądać przez najbliższe milion dwanaście lat. Życzę ci szczęścia na dalszej drodze życia i obyś wyszedł za brzydką kobietę, miał zero dzieci, a ona zdradzała ciebie na prawo i lewo z mugolami. Nie żebym nie lubiła mugoli i chyba to tak nieładnie mówić, to jednak w końcu sugeruje, że ich nie lubię, no to niech może cię zdradza z jakimiś trollami.

/no to zt, ja i mój UKOCHANY CEZAR


Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery http://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 http://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 http://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
wiedźmia straż
25
Szlachetna
Kawaler
vicious
vengeful
victorious
6
19
0
0
10
32
3
8
Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Zagajnik   08.11.15 21:35

Sam również nie prosiłem o to, by ktoś informował cię o tym, że nie jesteś jedyną, którą adoruję, chociaż adorowania ciebie nie można przyrównać do żadnej innej mojej obecnej relacji. Platonizm nigdy nie figurował na liście moich upodobań, a mimo wszystko dzielnie znosiłem wszystkie serwowane przez ciebie potwarze, grając w tym teatrzyku, mającym prowadzić do małżeństwa, które początkowo wydawało się być świetnym układem, w dodatku wymyślonym bez presji rodziny, a z czasem kompletnie nam zbrzydło. Tak jak ty zbrzydłaś mnie. Gdybym mógł, spojrzeniem wypaliłbym dziurę w twojej szczupłej dłoni, na której błyszczy pierścionek rodowy i naznacza cię jako moją największą porażkę, zerwałbym go w tym momencie, nie mogąc już dłużej znieść twojej infantylności i uchylania się przed wszystkim, ale zbierasz się do wyjścia niemalże w podskokach, uśmiecham się więc krzywo, patrząc na cudowne towarzystwo, jakie stanowicie do spółki z Cezarem.
- Twoja wspaniałomyślność przekracza moje najśmielsze oczekiwania, Linette. - oznajmiam, prawie krztusząc się kpiną wypełniającą moje trzewia i wszystko się we mnie gotuje, gdy wspominasz imię Heleny. I wiem już, wiem aż za dobrze, co się stało i oczywiście nie widzę w tym swojej winy. To wy jesteście za wszystko odpowiedzialni. - Życzę powodzenia na nowej drodze życia wydziedziczonej szlachcianki. - dodaję jeszcze, gdy dwójka skowroneczków szykuje się do odlotu, bo nie mam najmniejszych wątpliwości, że rodzina Greengrass nie będzie zadowolona, a dziką satysfakcję sprawia mi chwilowe paplanie wszystkiego, co ślina przyniesie na język. Szczególnie, gdy dławi mnie palące uczucie wszechogarniającej złości. Uśmiecham się kwaśno do Cezara i przez sekund parę rozważam różne możliwe scenariusze, gdy wymija mnie z moją narzeczoną i chwyta ją za dłoń, wbijając gwóźdź do trumny mojej urażonej męskiej dumy. Ułamek sekundy zawahania przed wywołaniem sceny na festiwalu, ale przecież i tak nie darzę sympatią Prewetta, prawda?
- Cezarze, zaczekaj chwilę. - mówię jeszcze, o wiele łagodniejszym głosem, mogącym sprawić pozory, że mam niezdrowy atak skruchy i, o zgrozo, zamierzam przepraszać za coś, za co on powinien przepraszać mnie. Ton ten mam wyćwiczony do niepokojącej perfekcji, wystarczająco miękki, by zatrzymać w miejscu i nakłonić do wysłuchania prawie każdego. Czekam więc chwilę, aż Lestrange zwróci swe gładkie lico w moją stronę, przekładam do drugiej ręki skruszony woskowy kształt, który podobno przypomina królika zwiastującego fałszywych ludzi i nie siląc się dłużej na konwenanse, robię szybki zamach, by zaciśniętą w pięść dłonią napotkać na swojej drodze buźkę Cezara, pod zbielałymi knykciami poczuć miękką tkankę osłaniającą chrzęści i kości, pozwolić wściekłości przepłynąć przez moje ciało i patrzeć, jak pod wpływem uderzenia ciemne loki Lestrange'a rozsypują się w nieładzie.
Szerokiej drogi, moi mili.




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
 

Zagajnik

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Zagajnik Tytanów
» Zagajnik

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia :: Weymouth-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18