Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Zagajnik

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Zagajnik   24.10.15 23:25

First topic message reminder :

Zagajnik

Nieopodal gęstej kniei, gdzie można spotkać niezwykłej urody kwiaty i magiczne stworzenia znajduje się niewielki zagajnik z wciąż młodymi, zaledwie kilkuletnimi drzewami, głównie brzozami i jesionami. Nie jest gęsty, więc nie ma mowy o zgubieniu się pomiędzy pniami. W jego centralnej części znajduje się niewielka polana otoczona przez krzaki dzikiej róży i jeżyny, które można zbierać o tej porze roku, by nacieszyć się ich smakiem.  


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Zagajnik   19.11.15 15:03

Długie, blade palce nerwowo wystukiwały rytm o poręcz fotela. Daphne patrzyła z rosnącą niecierpliwością, nawet wręcz irytacją na własną matkę. Wysoką, smukłą kobietę, niemal jej lustrzane odbicie. W bladej twarzy wciąż można było dostrzec odbicie dawnego piękna, do którego wzdychali mężczyźni, do którego pisali poematy – jak lubiła się chwalić, podobnie jak i historią, w której Minister Magii pytał, czy nie ma wili w swym drzewie genealogicznym. Eleanor Rowle, z domu Malfoy, była dość beznadziejnym przypadkiem.
Piękna, lecz jak osioł uparta.
- Nie pójdę tam – ostre warknięcie przerwało naładowaną złymi emocjami ciszę, jaka zapanowała między matką a córką.
Stalowe spojrzenie pani Rowle, które zawsze sprawiało, że w myśli Daphne pojawiało się wrzosowisko, spoczęło na jej drobnej sylwetce, wyraźnie mówiąc pójdziesz tam, choćbym miała zaciągnąć Cię tam za włosy.
-Oczywiście, że pójdziesz. To czarodziejska tradycja. T r a d y c j a, powtarzam. Nie bądź głupia. Już i tak przynosisz wstyd. – syczała matka przez zaciśnięte zęby, przez co jeszcze bardziej przypominała kobiecie węża. – Lat dwadzieścia siedem i ani męża, ani dzieci. Co Ty sobie wyobrażasz?
-Nie pójdę tam. Szlamy tam pełzają jak robaki.
-To je zgnieć. – zagrzmiała Eleanor.
Jeśli byłabym pająkiem, moja matka byłaby księżycem.
Alchemiczka westchnęła ciężko, podnosząc się z miejsca. Nie miała ochoty na kłótnie, nie miała na to czasu. A tym bardziej na dywagacje nad jej stanem cywilnym, które doprowadzały ją do szału – jak mogłaby poślubić mężczyznę, który z pewnością tylko by jej… przeszkadzał?
Zjawiła się tam wieczorem, gdy zmierzch barwił się fioletem i czernią. Lubiła tę porę dnia, wyjątkowo. Powietrze było jakiejś lżejsze, nie tak ciężkie jak za dnia. Nie znosiła lata. Było za gorąco, za duszno, za parno.
Podeszła do wolnej misy, mając nadzieję, że nikt jej nie pozna – nie na darmo naciągała przecież na siebie jeszcze płaszcz, na głowę zaś kaptur. A z pewnością nie dlatego, że było jej chłodno. Jedna ze świec znalazła się przy jej dłoni, gotowa, by posłużyć jako składnik i przechyliła się nagle, gdy Daphne wyciągnęła dłoń z kluczem, przez którą jął kapać wosk.
Prychnęła pod nosem, gardząc sobą za to, że w ogóle tutaj przyszła.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagajnik   19.11.15 15:03

The member 'Daphne Rowle' has done the following action : rzut kością

'Wróżby' :


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagajnik   20.11.15 22:21

Mimowolnie podsłuchał interpretacje dwóch stojących nieopodal kobiet. Zmarszczył lekko brwi, wsłuchując się z wizje nieodległych sukcesów, miłosnych wzniesień i zmian, które miały odbić na ich życiach dotkliwe piętno; entuzjazm nieudolnie ukryty w głosie nie wskazywał na nic pejoratywnego, a ekscytacja wibrująca pomiędzy twardymi zgłoskami utwierdzała Garretta w przekonaniu, że damy rzeczywiście wierzyły w przyszłość zaklętą w woskowym kształcie. Pokręcił lekko głową, bardziej do samego siebie niż kogokolwiek innego.
Księżyc od dawna rozświetlał ciemność, która zamknęła zagajnik w troskliwym, miłosnym uścisku. Co jakiś czas względną ciszę przecinała nocna muzyka świstów, szelestów i pohukiwań; nawet ludzkie głosy zdawały się cichnąć, zupełnie, jakby zgromadzone dotąd osoby - choć i tak nielicznie - przerzedzały się jeszcze mocniej, wybierając się na spoczynek. Rzeczywiście, niewidzialna klepsydra przesypywała kolejne ziarnka piasku, cykania gdzieś w koronach drzew nadawały rytm upływowi dnia, skutecznie wskazując, że zbliża się kolejny. Równie piękny, równie długi, równie nieprzewidywalny.
- Robi się późno - stwierdził oczywistość, w duszy nienawidząc się za to; od zawsze irytowali go ludzie, którzy, czując krople uderzające z łoskotem o ich policzki, stwierdzali, że pada deszcz, jakby nie można było zauważyć tego bez zbędnie wypluwanych słów. - Wracajmy już może, jutro czeka nas kolejny dzień pełen atrakcji. - Uśmiechnął się lekko, oferując Dianie ramię. Wysłał ostatnie spojrzenie w poszukiwaniu siostry, jednak, nie dostrzegając ognistorudych kosmyków na tle ciemności, metaforycznie machnął tylko ręką - Lyra pewnie znów wpadła na znajomych i zapragnęła spędzić z nimi czas, podzielić się smutkami i radościami, wymienić wrażeniami i wysnuć teorie spiskowe na temat przelanych przez klucze wróżb.
Sowa miarowo pohukiwała, gdy opuszczali zagajnik, a gwiazdy na niebie układały się w konstelacje, jakby migając do nich porozumiewawczo.

| zt x2




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Ignotus Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber http://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 http://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 http://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 http://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
pośrednik nielegalnych transakcji
51
Czysta
Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
10
16
0
0
0
30
1
1
Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza

PisanieTemat: Re: Zagajnik   25.11.15 23:23

No proszę, Cassandro... Mi nigdy nie zaproponowałaś odgadywania przyszłości. Nie chcesz czy wiesz, że bym odmówił? Nie chcę wiedzieć, co mnie czeka. Przez ponad połowę życia doskonale wiedziałem, co zdarzy się następnego dnia, zaskoczenia, słodka niewiedza były naprawdę miłą odmianą. Poza tym nie do końca wierzyłem w przewidywanie szczęścia i radości. A kto chce żyć wiedząc, że w końcu zdarzy mu się coś złego? Wszyscy się domyślamy, ale mieć taką pewność i jeszcze w dodatku wiedzieć, co to już zakrawa o tragedię. Gdzie wtedy znaleźć choć odrobinę radości? Niemniej, dalej mi tego nie proponowałaś, żebym miał okazję ci odmówić. A pan Fawley zdawał się czytać mi w myślach.
- Ta młoda dama - nie uważałem tego określenia za niestosowne. Cassandra bardziej zasłużyła na to piękne miano niż niejedna zadufana arystokratka, - nigdy nie wyszła do mnie z podobną propozycją. Myślę, że powinien pan to docenić i poczytywać sobie jako zaszczyt. - Uśmiecham się ustępując pola. Spoglądam też na kobietę zastanawiając się czy teraz zamierza oddać się tajemniczej sztuce wróżbiarstwa z Fawleyem u boku. Jeśli trzeba będzie zostanę z małą Lysandrą. W ten czy inny sposób prawdopodobnie uda mi się wygrać cichą rywalizację, w której zapewne jedyny brałem udział i spędzę najbliższe kilkadziesiąt minut w towarzystwie kobiety. Pozostawała tylko kwestia wzrostu.
- Proszę uważać, o co pan prosi - dodaję bez jakiejkolwiek groźby w głosie nieco zdziwiony ignorancją, którą obnosił się ten człowiek. - Te ryby mogą być produktem jednorazowym, lepiej nie zmarnować tego szczęścia - dodaję lekkim, żartobliwym tonem. Wspominałem już, że nie czuję ani siły, anie ochoty, by prawić moralizatorskie gadki dorosłym ludziom. Nawet, jeśli są młodsi ode mnie. Czekam na decyzję Cassandry, tak, jeśli bardzo ci na tym zależy zostanę opiekunką, mogę pobawić się w bycie dziadkiem przez jakiś czas. Ciekawe czy któryś z moich synów dorobił się dziecka? A jeśli tak to czy jest ono choć w połowie tak rezolutne jak Lysandra?




Death and danger do not have to
come with trappings.
Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery http://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 http://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 http://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
wiedźmia straż
25
Szlachetna
Kawaler
vicious
vengeful
victorious
6
19
0
0
10
32
3
8
Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Zagajnik   27.11.15 17:50

Czy już sięgnąłem dna, czy zostało mi jeszcze trochę możliwości w kwestii całkowitego upadku godności? Co mnie pokusiło, by w ogóle tu przychodzić? By wysłuchiwać głupich interpretacji bezkształtnej masy wosku? By kierować swe kroki w stronę świergoczącej radośnie z Cezarem Linette i patrzeć, jak uśmiech ściera się z jej usta bezpowrotnie, jak zastępuje go wyraz niedowierzania wymieszanego ze strachem, gdy patrzy na mnie, gdy patrzy jak moja pięść uderza Lestrange’a prosto w twarz? Co mnie podkusiło, by dać się porwać nieracjonalnemu impulsowi, który podpowiadał mi namiętnie, że nos mężczyzny wymaga poprawki? Chociaż powody miałem jak najbardziej słuszne, wyczucie czasu i okoliczności nie mogło być gorsze. Krew bluzgnęła, że aż miło, nie kłopoczę się wcale, by otrzeć ją z knykci, z których rozbiega się słodkie pieczenie dające znać, jak mocne było to uderzenie i przez parę chwil nie dociera do mnie żaden inny bodziec, zupełnie jakbym tkwił zamknięty w dźwiękoszczelnej bańce zbudowanej z lustra weneckiego, blokującego widzenie czegokolwiek naokoło. Dlaczego te cudowne momenty, gdy nie czuję nic mijają tak szybko? Adrenalina wypłukuje z żył zdrowy rozsądek, całe ciało aż rwie się do wyładowania energii po raz kolejny i kolejny, ale możliwość ta została mi już zabrana. Może to i lepiej? Pierwszy raz w życiu otwarcie daję ujście swojej palącej wściekłości i nie wiem jeszcze, jakie będą tego konsekwencje, chociaż intuicyjnie wyczuwam, że nie wyniknie z tego nic dobrego.
Odwracam się na pięcie, zaciskając trzęsące się ręce w pięści i marzę już tylko o tym, by ten dzień się skończył. Ale oczywiście moje życzenie nie może się spełnić, co nie powinno być dla mnie żadnym zaskoczeniem, skoro żadne inne z moich życzeń nie miało tendencji do wypełniania się, a w miejscu zatrzymuje mnie znajomy głos. Ignorować go i iść dalej? Zatrzymać się i ryzykować, że w kilka sekund zaatakuję i swojego przyjaciela, tylko dlatego, że wybrał nieodpowiedni moment na pogaduszki? Zaciskam mocno powieki, jakbym łudził się, że tych parę chwil wszystko zmieni i Prince zrezygnuje z uspołeczniania się. Na próżno. Zwracam się ku niemu powoli starając się zachować odpowiednie pozory, jednak w moim płonącym spojrzeniu da się wyczytać wszystko jak w otwartej księdze. Nie chcę tu być.
- Nie tutaj. - odpowiadam głosem tak zachrypniętym, że sam go nie poznaję. Może to kwestia tego, że docierające do mnie dźwięki wciąż są zniekształcone przez krew szumiącą mi głośno w uszach. Mierzę Prince’a spojrzeniem, jakbym dawał mu opcję dołączenia do mnie na ścieżce autodestrukcji na własne ryzyko lub zostawienia mnie w spokoju, po czym bez zbędnych już słów kieruję się w stronę granicy terenów festiwalowych, by stamtąd powrócić do Londynu. I odreagować.

| zt




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Zagajnik   27.11.15 18:13

Im dłużej wpatrywała się w jego twarz, tym mocniej umacniała się przy swoim, widziała już kiedyś tego mężczyznę. Widziała go podczas wizji, kilka dni temu, podczas kolejnego spazmatycznego ataku w swojej lecznicy - widziała Colina we krwi, ciemności, z dziewczyną, której twarzy nie potrafiła rozpoznać. Tak, im dłużej przyglądała się rysom jego twarzy i ruchom, tym mocniej przekonywała się, że to on był tym człowiekiem. Uśmiechnęła się kpiąco, nie, nie proponowała Vitalijemu czegoś, czego nie mogła mu ofiarować, Cassandra miała nikłą kontrolę nad swoimi wróżbami; dopadały ją znikąd i nagle. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem... nieprzerwanie, ciągle i boleśnie. Nie, wizje Cassandry nie przypominały lania wosku. Nie przypominały też hogwardzkich zabaw. Ani ona - nie potrafiła przywołać ich od ręki, czego żaden z przebywających tutaj mężczyzn wiedzieć jednak nie mógł.
Uniosła lekko brew na określenie "młoda kobieta", młodą wśród nich niewątpliwie była mała Lisa - ale nie ona. Obdarzyła Vitalija subtelnym uśmiechem, kiedy poprawił Fawleya; nie każdy szlachcic, jak widać, mógł popisać się dobrą manierą. Cassandra wolnym krokiem zbliżyła się do mężczyzny, kładąc smukłą dłoń na jego ramieniu i kierując usta do jego ucha.  
- Pieśń twojego kruka nie będzie nieśmiertelna - szepnęła. - Kelpia będzie miała krew na rękach. - Zamknęła oczy, nie będąc pewną, dlaczego nazwała tę dziewczynę krukiem, nie znała jej imienia, nie wiedziała, kim była - zapewne córką jednego z Fawleyów, skoro wplotło się tam ich rodzinne zawołanie. Widziała tylko jej twarz i garść skojarzeń, które przywodziło trzecie oko. Zmrużyła gniewnie ślepia, była tam też krew; krew spływająca niewątpliwie po dłoniach Colina. Może ją zabijesz, a może tylko skrzywdzisz... Kim była? Przyjaciółką, zazdrosną kochanką? Niewdzięczną siostrą, a może - córką? Cassandra nie chciała tego wiedzieć, wierzyła, że Colin był dość bystry, by ułożyć sobie przepowiednię w głowie. W pewnych kręgach im mniej się wiedziało, tym było się bezpieczniejszym, a ten człowiek... był bardziej nieprzewidywalny, niż wydawało się to na pierwszy rzut oka.
- Nie będzie panu miło - zapewniła go już głośniej, odsuwając się od mężczyzny. Wróżby Cassandry nie były tymi, po które arystokraci sięgali chętnie. W Tarocie odsłaniała wyłącznie trzynastą kartę, nawet wtedy, kiedy akurat nie było jej w talii. - Ale dziękuję za tę kurtuazję, prawda rzadko jest miła. - Obróciwszy się tyłem do Fawleya skierowała się z powrotem do córki, mijając Vitalija na dłużej utkwiła spojrzenie w jego źrenicach. - Powinien pan częściej słuchać przestróg mądrych ludzi, panie Fawley - dodała niby od niechcenia.




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley http://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 http://www.morsmordre.net/t695-rosalie http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zaręczona
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
7
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Zagajnik   27.11.15 18:41

Zaśmiałam się zasłaniając usta dłonią. Faktycznie, raczej nie wyglądałam na osobę, która mogłaby jakiś mieć, prawda jednak była zupełnie inna. Może nie byli to wrogowie, ale na pewno osoby, które podstawiły by mi nogę przy pierwszej lepsze okazji.
- Nie byłabym tego taka pewna, panie Nott. Kto wie, kto inny coś o mnie myśli - dodałam.
Gdy pytałam się o jego wróżbę, nie spodziewałam się, że naprawdę mi odpowie i że będzie miała ona tak okrutne znaczenie. Pan Nott miał rację, póki co żył, ale czy jego wróżba, aby na pewno dotyczyła tej jednej szczególnej misji? Czy może miała przydarzyć się w którejś niedługo, ale nie było sprecyzowane kiedy? Nie chciałam mu jednak wyjawiać swoich przemyśleń, nie byłoby to zbyt dobrym posunięciem.
- W takim razie bardzo cieszę się, że przepowiednia się nie sprawdziła. Dzięki temu możemy miło spędzić wspólnie dzisiejszy wieczór - odpowiedziałam z uśmiechem.
Pokiwałam głową na słowa Juliusa. Miał zdecydowaną rację co do mojej przepowiedni. Tak jak wspominałam, dla mnie była to tylko ciekawostka, nic więcej.
- Nie zdziwię się, jeżeli nawet nie zauważę, kiedy ta przepowiednia się spełni o ile się spełni. Ale nie ma sensu przykładać do tego większej wagi, ani w moim ani pańskim przypadku, ponieważ zaraz zaczęlibyśmy brać wszystko za spełnienie wróżby, co mogłoby się źle skończyć - dodałam jeszcze od siebie.
Cóż, wosk przelany, wróżba wzięta, wypadałoby się zbierać. Nie chciałam zajmować panu Nottowi zbyt dużo czasu, tym bardziej, że specjalnie skory do rozmowy to nie był. Uśmiechnęłam się do niego uprzejmie, chowając swój kielich do torebeczki, uważając, aby go nie połamać.
- Dziękuje panu, za miło spędzony czas, niestety ja będę musiała już iść. Do widzenia, panie Nott - dygnęłam delikatnie. - Mam nadzieję, że niedługo znów się spotkamy.
Odwróciłam się, a następnie opuściłam zagajnik.

zt





Odnaleziona w życiu, zrodzona w królestwie marzeń – kobieta jest
jak ów kwiat mistyczny
lilia przeczystej bieli
Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t592-colin-fawley http://www.morsmordre.net/t1184-poczta-kociarza-colina http://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://www.morsmordre.net/f123-inverness-stuart-street http://www.morsmordre.net/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Zagajnik   30.11.15 12:23

Karkarow nie wydawał się zaskoczony ani tym bardziej zdegustowany propozycją kobiety, czyżby więc znał ją na tyle dobrze, by wiedzieć, że w jej naturze leży składanie podobnych propozycji każdemu napotkanemu na swojej drodze szlachcicowi? A może tylko jemu się poszczęściło - o ile mógł to nazwać szczęściem, bo sam ton głosu kobiety świadczył o tym, że przygotowała mu wróżbę niekoniecznie w radosnych barwach - i powinien podziękować przewrotnemu losowi? Przykrył swój ironiczny, powątpiewający uśmieszek pod nowym wyrazem twarzy - zainteresowanym, zaciekawionym, ale wciąż z lekka sceptycznym, jakby żadna z proponowanych wróżb, żadna z przepowiedni nie mogła odkryć przed nim czegoś, o czym nie miałby pojęcia.
- Szczęście również może być jednorazowe, a mimo to wszyscy uparcie o nie walczymy - odpowiedział jeszcze mężczyźnie, w którym chwilowo widział sojusznika, ale teraz już nie był do końca pewien, po czyjej stoi stronie. Może był kimś na wzór umiarkowanego sceptyka, który wierząc jednocześnie w siłę przepowiedni, dostrzegał ich wady i problematyczną konieczność umieszczenia jej gdzieś w ramach nauki, w której wcale nie chce się mieścić? Odwrócił się znów w stronę kobiety, ta jednak ubiegła jego kolejne słowa, kładąc mu dłoń na ramieniu - poufałość, do której nigdy nie przywykł - pochylając się nad nim i samej się odzywając... w sposób dalece odbiegający od jej dotychczasowego tonu. Chwilowa cisza deptana była szeptanymi słowami sączonymi mu do ucha, z pozoru błahymi, bez żadnego związku, układającymi się w wyrażenia i zdania, które niewiele mu na początku mówiły. Sklecony byle jak zlepek wyrazów, który - przy odrobinie dobrej woli - mógł zinterpretować na różne sposoby.
- Doprawdy... - zaczął z zamiarem ofuknięcia jej za taką poufałość, wręcz bezczelność. Mówić takie rzeczy, takie... bezsensowne brednie, by zabłysnąć? Zgrzytnął zębami, momentalnie tracąc dobry humor, ale wychowanie nie pozwoliło mu okazać na zewnątrz swojego gniewu. Odsunął się tylko na kilka kroków, odzywając się spokojnie, ale z wyraźnym dystansem w głosie. - Dziękuję za informację, jest niezwykle pomocna. Jakie to szczęście, że nie hoduję kruków, ale zajmuję się kotami - wyrzucił się z siebie na jednym oddechu, mierząc ją równie zdystansowanym spojrzeniem. Doskonale czuł, jak sztywno brzmią jego słowa. Starał się, tak, bardzo się starał, by nie wypaść ze swojej opanowanej roli, ale im bardziej nie chciał zastanawiać się teraz nad wypowiedzianymi słowami, tym więcej myśli i interpretacji napływało mu do głowy. Tym więcej scenariuszy tworzyło się w szalejącym umyśle, jakby za nic w świecie nie chciał dopuścić, by choć jego słowo umknęło mu gdzieś w niepamięci. - Pozwolicie, że zastanowię się nad nimi w domu, w spokoju - dorzucił tym samym sztywnym tonem, kłaniając się nie mniej sztywno, zanim bez kolejnych wyjaśnień oddalił się czym prędzej.

z/t


Powrót do góry Go down
Ignotus Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber http://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 http://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 http://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 http://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
pośrednik nielegalnych transakcji
51
Czysta
Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
10
16
0
0
0
30
1
1
Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza

PisanieTemat: Re: Zagajnik   09.12.15 14:22

Taktownie odwracałem wzrok i udawałem, że nic nie słyszę, kiedy Cassandra nachylając się do ucha Fawleya wyszeptała przepowiednię mogącą równie dobrze być groźbą. Kruk? Nie znałem się na symbolice, ale nie musiałem, wystarczyło mi jedno spojrzenie na nagle zbielałą twarz mężczyzny, z której w mig zniknął poprzedni dobry humor. Sztywna odpowiedź, oznaka zdenerwowania. Pożałowałem, że nie mam przy sobie różdżki. Gdybym ją miał moja dłoń na pewno by się już na niej zacisnęła, by w razie czego obronić Cassandrę i małą Lysę przed tym głupcem. Czy nie wspominałem wcześniej, że lepiej swojej przyszłości nie znać?
- Proszę się zastanowić, panie Fawley. Koty zwykły zjadać ryby - rzuciłem mu na pożegnanie już do pleców arystokraty. Uśmiechnąłem się lekko, kpiąco. Mężczyzna nie potrafił nawet ponieść konsekwencji swojego głupiego wyboru, idiotycznego przekomarzania się z losem. Szkoda tylko, że prawdopodobnie na jego braku rozsądku ucierpi ktoś niewinny. I pewnie nieco mądrzejszy, o co wcale nie jest trudno.
Profilaktycznie, póki jeszcze Colin Fawley raczył nas swoją niechcianą (przynajmniej w moim odczuciu) obecnością stanąłem nieco bliżej kobiety i jej córki. Nie miałem różdżki, ale Cassandra zapewne tak, a jeśli arystokrata swoje upokorzenie postanowiłby zmyć w sposób bardzo niehonorowy, atakując kobietę, będąc bliżej mogłem przynajmniej zasłonić ją przed zaklęciem i dać możliwość odpowiedzenia na atak. Gdy mężczyzna jednak poszedł mój zabieg okazał się zbędny. Dalej jednak staliśmy bardzo blisko siebie, na tyle, że bez większego problemu mogłem wyczuć przyjemny zapach perfum Cassandry, tak inny od smrodu mojej celi w Tower. Nie odsunąłem się czerpiąc przynajmniej jeszcze przez chwilę przyjemność z miłej woni wypełniającej mi nozdrza i niemalże namacalnego ciepła jej ciała. Jak dawno nie miałem okazji nikogo objąć? Delikatnie dotknąć twarzy czy dłoni? Stać tak blisko z własnej woli, w głupim odruchu ochrony, którego najzwyczajniej nawet lata więzienia mnie nie oduczyły, któremu tak chętnie się poddałem, bo był tak inny, że aż przyjemny? Za długo. Dlatego nie ruszyłem się z miejsca czerpiąc prostą przyjemność z wydawać by się mogło całkiem zwyczajnej sytuacji.
- Mądrych ludzi? - Zapytałem patrząc na kobietę z góry, unosząc brwi w lekkim zdziwieniu, przez dwadzieścia siedem lat uważałem się za głupca.
- Mądry czy niemądry mogę towarzyszyć damie w spacerze? - Zachowałem kamienny wyraz twarzy. - Zanim kolejne ryby wpadną się jej naprzykrzać?




Death and danger do not have to
come with trappings.
Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Zagajnik   13.12.15 3:52

Twarz Cassandry przyozdobił delikatny uśmiech, kiedy Colin nabrał dystansu po wygłoszeniu przepowiedni; choć nie mogła wiedzieć, czy szlachcic pojął jej sens, czy dopiero pojmie, miała nadzieję, że jej śmiałe słowa utrą Fawleyowi nosa. Ludzi takich jak ona nic nie drażniło równie mocno, co czarodziejska ignorancja. Obronny gest Vitalija sprawił, że czarownica nie obawiała się z jego strony odwetu; przy mężczyźnie takim jak Karkarow trudno było obawiać się kogokolwiek. Powstrzymała się jednak przed skomentowaniem jego urażonych słów, pozwalając męskiej dumie Colina na ostatnią ckliwą próbę obrony.
- Bywaj - szepnęła tylko w odpowiedzi na jego pożegnanie, śledząc spojrzeniem odchodzącego szlachcica. Lub do zobaczenia, dodała w myślach drwiąco; bo kiedy przemyśli sobie jej słowa - możliwe, że będzie chciał więcej. Kiedy przyjdzie dzień, w którym zrozumie ich sens... być może - a może pozostanie sceptykiem - tudzież ignorantem - przypisując sens jej słów wyłącznie przypadkowi. Być może.
- Dziękuję - szepnęła, wciąż wpatrując się w znikające w oddali plecy Colina. Nie musiała odwracać się ku twarzy jej obrońcy, jego bliskość była dla niej wystarczająco znacząca; i ona się nie odsunęła, lgnąc miast tego nieznacznie bliżej mężczyzny, być może aż zbyt dobrze zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo samotni byli mężczyźni opuszczający cele spod więzienia Tower of London. Miał już swoje lata, a mimo wychudzonej sylwetki, rysy jego twarzy wciąż pozostawały przystojne; czy gdzieś nie czekała na niego żona? Wątpliwe, zbyt wiele lat minęło. A gdyby czekała, nie spędziłby w jej lecznicy tak dużo czasu. Powoli uniosła ku niemu spojrzenie szmaragdowych tęczówek, przez moment w milczeniu błądząc po jego twarzy, wciąż kpiąco uśmiechniętej. Lubiła mężczyzn, którzy potrafili wzbudzić strach u innych - a Vitalij miał w sobie coś niewyobrażalnie wręcz niepokojącego, coś, co paradoksalnie dawało jej poczucie bezpieczeństwa. Ufała mu, a z każdym kolejnym dniem on dawał jej ku temu kolejne powody.
- Na pewno mądrzejszych od kelpii - odparła niewzruszenie, choć w istocie za mądrego człowieka go miała; widziała tę mądrość w jego milczeniu i w jego pokorze. Na jego propozycję skinęła jedynie głowa, takoż nie zmieniając wyrazu twarzy. - Zaszczytne towarzystwo - dodała, po chwili odwracając się w kierunku dziecka, wołając córkę wciąż obracającą w dłoniach wróżbę Karkarowa. Ruszyła, nie zmniejszając dzielącego ich dystansu, przelotnie raz jeszcze spoglądając na jego twarz.

/ zt Cassandra, Vitalij i Lysandra




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
 

Zagajnik

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 11 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11

 Similar topics

-
» Zagajnik Tytanów
» Zagajnik

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia :: Weymouth-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18