Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Łąka przy plaży

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Łąka przy plaży   30.10.15 14:26

First topic message reminder :

Łąka przy plaży

Kwiecista łąka nieopodal wybrzeża upstrzona jest wszelkiego rodzaju wielobarwną roślinnością; od polnych stokrotek oraz skromnych chabrów, przez dziką różę aż po bzy, latem to miejsce aż nadyma się od piękna natury. Między kwiatami lawirują pszczoły, trzmiele oraz motyle o wzorzystych skrzydłach. Trudno oprzeć się urokowi tego miejsca, dlatego też czarodzieje zatrzymali je dla siebie i obłożyli zaklęciem odstraszającym mugoli.  


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Harriett Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1388-harriett-lovegood#11320 http://www.morsmordre.net/t1508-alfons#13822 http://www.morsmordre.net/t1428-veni-vidi-amavi#12332 http://www.morsmordre.net/f170-canterbury-honey-hill http://www.morsmordre.net/t1818-harriett-lovegood#23281
spadająca gwiazda, ponurak
27
Czysta
Wdowa
stars kiss my palms and whisper ‘take care my love,
all bright things must burn
0
18
12
5
0
0
10
0
Półwila
the show must go wrong

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   10.11.15 20:56

Czasy równie słodkie, co nieosiągalne. Patrzę czasem wstecz w nagłym przypływie nostalgii i zastanawiam się czy gdybym miała okazję przeżyć niektóre momenty ponownie, podjęłabym te same decyzje, czy postąpiła zupełnie inaczej. Snucie w głowie pięknych, nierealnych scenariuszy do niczego jednak nie prowadzi, a tylko napawa mnie dziwnym miksem emocji, nie do końca pozytywnych. Ileż to razy bezskutecznie próbowałam pozbyć się goryczy, która nie pozwala mi z lekkim sercem ruszyć do przodu i cieszyć się dniem dzisiejszym?
- Staram się go omijać szerokim łukiem. Całe szczęście chyba uważa mnie za coraz mniej godny jego cennego czasu obiekt. - stwierdziłam, przeplatając wianek drobnymi niezapominajkami i tłamsząc w sobie chęć poinformowania Seliny, że oto w okolicy zjawiła się kolejna dziennikarska hiena, nie chciałam wzbudzać niepokoju, dopóki nie upewnię się, że młodej Francuzki nie da się pozbyć w tempie ekspresowym. - Babka Lovegood byłaby zachwycona kolejnym potomkiem wybierającym sportową ścieżkę kariery. - zaśmiałam się, ignorując zupełnie to, że nasza droga prababcia właściwie nigdy nie była i pewnie nie będzie usatysfakcjonowana czymkolwiek, co dotyczy Setha, któremu przyjdzie płacić za moje życiowe wybory w kwestii małżeństwa i rodziny, uznawane przez niektórych za pomyłkę i mezalians. - Zawsze uważałam ją za feministkę. Pewnie tylko krzywiła się na pokaz, a tak naprawdę cieszyła się, że jej wychowanki z sukcesem dorównują mężczyznom w tych podobno mało kobiecych dziedzinach. - czyż nie wszystko jest piękniejsze, jeśli doszukam się w tym ukrytego dna i dopasuję elementy układanki tak, by tworzyły barwniejszy obraz?
Może nasze podejścia do relacji damsko-męskich były zbyt różne, byśmy mogły zgodnie o nich rozmawiać. Przez chwilę skupiałam się na wianku, jakby od tego zależało moje życie, odsuwając od siebie myśl, że zaprzeczyłam zbyt gorliwie i zbyt szybko, chwilę później zacisnęłam usta w wąską kreskę, gdy wspomniany został Tristan. Moja szkolna miłość, moja pierwsza drzazga w sercu.
- Łatwo jest być kochliwym. Ciężej oddać komuś całe swoje serce. - mruknęłam, pastwiąc się nad kolejną partią kwiatów, po czym uśmiechnęłam się pod nosem na samą myśl o paniczu Rosierze opowiadającym mi o miłości. Czy po wszystkim, co nas łączyło i rozdzierało, nie trącałoby to parodią? - Zazdroszczę ci. Szczerze. Chyba ostatni raz byłam samodzielna i niezależna jeszcze w szkole. - nie wiem nawet czy potrafiłabym spędzić sama w domu tydzień, wizja pozostawania sam na sam ze swoimi myślami na pewnym etapie zaczęła mnie przerażać i zmuszać do bezustannego szukania towarzystwa, przy którym czułam się bezpiecznie. Dalsze rozmyślania i rozmowy przerwało nam ogłoszenie wyników, które przyjęłam bez większego zaskoczenia (bo od kiedy polne kwiaty zostają uznane za najpiękniejsze?), ale i bez żalu. Obie skończyłyśmy swoje pokazy rękodzieła na wyższym poziomie, uśmiechnęłam się więc do Seliny, jakby uśmiech ten miał wymazać wszelkie jej wątpliwości co do moich dziwnych pytań i podniosłam się z trawy, ściskając wianek w dłoni. - Uważaj, kochana, jeszcze ci znajdziemy miłość życia. - zaśmiałam się beztrosko, wybierając wizję przyjemniejszą niż topiący się nieszczęśliwcy, ginący w imię tradycji, po czym wspólnie w innymi przedstawicielkami płci pięknej udałyśmy się na wybrzeże.

zt x 2




I'm just gonna keep callin' your name
until you come back home

Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   19.11.15 16:15

Ryba. Obślizgła, cuchnąca ryba, doskonale. Oto moja przyszłość?
Westchnęła ciężko, wznosząc oczy ku niebu. Nie wierzyła we wróżby, ani w sny. Była czarownicą, owszem. Czarownicą z dziada pradziada, jej szlachetnej krwi nie skaził żaden mugol, wedle własnego mniemania była więc czarownicą lepszą od innych, dużo lepszą, bo jedną z ostatnich…
… z tych prawdziwych.
Szlamy i zdrajcy krwi. Co mogło gorszego spotkać ten świat? Brudni, plugawi, niewdzięczni i obrzydliwi. Tak się jej jawili i pragnęła jedynie ich krwi. Krwi, która splami ziemię, ich ostatniego tchnienia, nim odejdą pustki. Na nic nie mogło czekać przecież nic innego, jak tylko ziejąca, ciemna pustka. Nicość.
Ryba była symbolem, która dawała nadzieję. Nadzieję na lepsze dni?
Na dni, kiedy czarodzieje przestaną się ukrywać? Kiedy zawładną światem, który należy do nich? Nie do mugoli, nie do szlam. Do NICH.
Idąc trafiła na plażę, bo skoro już tu była… dlaczego by nie? Matka kazała dopełnić jej tradycji, której hołdowały czarownice zamężne, czy też nie od wieków. Czarownice czystej krwi. W obowiązku Daphne było więc nie dopuścić, by o tych obyczajach zapomniano, by odeszły w niepamięć. Pokonując własną niechęć do podobnych obrządków zmusiła się do pójścia na plażę, by zbierać kwiaty.
Ku chwale ironii.
W jasnej sukni, ze srebrzystymi włosami splecionymi w misterny warkocz, z kwiatem w dłoni wyglądała niczym anioł, czyż nie? Miała tak delikatne rysy twarzy, jasne i przejrzyste oczy, uśmiechała się łagodnie do swych myśli. Uroczy obrazek tak pasujący do otoczenia…
… lecz tak bardzo nieprawdziwy, w myślach miała bowiem wyłącznie pragnienie krwi.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   19.11.15 16:15

The member 'Daphne Rowle' has done the following action : rzut kością

'Kwiaty' :


Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   19.11.15 17:19

Wieczór był gorący. Powietrze gęstniało, stawało się coraz cięższe, była pewna, że zbierało się na burzę. Niebo było wciąż czyste, słońce zachodziło nieśpiesznie i horyzont płonął czerwienią, a ona błądziła po łysych wzgórzach. Ostre słońce wypaliło nawet trawę, pozbawiając ją życiodajnej wody. Kiedy miał spaść upragniony deszcz? Daphne otarła zroszone kroplami potem czoło i parła na przód, przeklinając na wszelkie sposoby, jakie nie przystały damie, własną matkę, która zmusiła ją groźbą do przybycia tutaj.
Pal licho te wszystkie tradycje, warczała pod nosem, dostrzegając jednocześnie, że spódnica sukni ubrudziła się pyłem. Była coraz bardziej wściekła. Tak zła, że zaczęła rozmyślać, czy tego nie porzucić – a żeby zamknąć usta plotkarzom (na których jej pani matka była wyjątkowo wrażliwa)…
… transmutować te kwiaty. Ot, nic prostszego. Kilka machnięć różdżką i słów, a jej wianek byłby najpiękniejszy. Daphne była próżną kobietą, jak wszystkie czarownice szlachetnej krwi. Pragnęła czuć się najlepsza na wszystkich polach.
Och, zaraz.
Ona już się tak czuła.
Przysiadła na pniaku, by odetchnąć, nie zwykła przecież biegać po wzgórzach jak jakiś brudny mugol. Zazwyczaj siedziała zamknięta z księgami i własnym kociołkiem w ciemnej pracowni, gdzie trudno było nawet o światło, tak uparcie zasłaniała okiennice, przez co nabawiła się chorobliwej wręcz bladości. Już miała machnąć różdżką, gdy…
… ciszę przerwał jej pisk bólu, kiedy coś ugryzło pannę Rowle w kostkę. Zdenerwowała się jeszcze bardziej, dostrzegając, że to cholerna błotoryja i prędko potraktowała ją odpowiednim zaklęciem. Już miała unieść różdżkę i wyszeptać Avada kedavra, nie miała żadnych skrupułów, lecz wtedy dostrzegła polanę. Uśmiech pełen triumfu wykwitł na ustach panny Rowle, która zapominając o tym stworzonku, niemal pędziła jak jakaś biała zjawa w stronę kwiatów, by uklęknąć wśród nich i zrywać je ostrożnie.
Ale zaraz.
Czy ona kiedykolwiek plotła wianek?




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep



Ostatnio zmieniony przez Daphne Rowle dnia 27.05.17 20:54, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   02.12.15 15:09

Broniła się przed niuchaczem jak lwica, w końcu odpędzając je porządnym kopniakiem; serce jej zamarło - nie bała się o siebie, futrzak nie był przecież groźny, ale wolała uniknąć zadrapania małej Lisy. Nie miała przy sobie żadnych opatrunków, ani niczego, co pomogłoby jej zatamować ewentualne krwawienie. Różdżkę - owszem - ale w polowych warunkach nigdy nie było bezpiecznie korzystać z magii leczniczej. Zwierzę rzuciło się na jej dłoń, porywając miedzianą bransoletkę; na szczęście nie posiadała zbyt wiele cennej biżuterii i gryzoń nie mógł odebrać jej w ten sposób nic naprawdę wartościowego. A co najważniejsze - uciekł, zostawiając jej wystraszoną córkę w spokoju. Uspokajająco uścisnęła dłoń córki, dopiero po chwili orientując się, co odnalazła pośród kwiatów. Kryształ szybko zaleczył drobne zranienie, ale to nie cudowne uleczenie uradowało Cassandrę, a owe tajemnicze znalezisko. Widziała je na jarmarkowych straganach i nawet myślała o kupnie, lecz w tym okresie zwyczajnie nie mogła sobie na niego pozwolić. Fortuna się do niej uśmiechnęła i ów amulet spadł  w jej ręce... właściwie sam, właściwie z nieba.
Powróciła na łąkę wraz z kwiatami, gdzie przysiadła przy Evandrze i dokończyła wianek - starając się jednak zachować stosowny dystans, dostrzegłszy nieopodal jej przyszłą teściową, niewiasta taka jak panna Lestrange nie powinna być publicznie widziana z kimś takim, jak Cassandra Vablatsky. Pozwolila Lisie ozdobic wianek własnoręcznie, obserwując w tym czasie zwinne, smukłe dłonie harfiarki, po czym w trójkę wraz z innymi odeszły w kierunku wybrzeża, gdzie miała rozpocząć się ceremonia.

/ zt Cass, Lisa i Eva




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   08.12.17 14:16

Czerwcowy kulig

Kiedy wszyscy z utęsknieniem wyczekiwali nadejścia ciepłego lata, anomalie zesłały na Wielką Brytanię śnieg w ilościach, których w samym Londynie nie widziano od stu lat. Korzystając z tej okazji, dla poprawienia nastrojów, 17 czerwca na plaży w Weymouth zorganizowano czarodziejski kulig, na który ściągnięto najlepsze i najbardziej wytrzymałe konie.

Teren plaży, gdzie miał rozpocząć się kulig został specjalnie na tę okazję przygotowany i zabezpieczony przez czarodziejów, mających nie dopuścić do pojawienia się anomalii. Wzdłuż linii brzegowej wbito chorągwie rodowe, na piasku, przy oczekujących saniach rozłożono zwierzęce skóry, a w powietrzu lewitowały tace z kieliszkami wypełnionymi dobrze rozgrzewającym niealkoholowym napojem owocowym.

Dla każdego uczestnika kuligu przewidziany jest drobny, miły upominek.

Rozpoczęcie

Tuż po przybyciu na miejsce, przed Wami zjawia się elegancko ubrany czarodziej, który podczas całego kuligu pozostaje wyłącznie do waszej dyspozycji. Jego obowiązkiem jest przyprowadzić specjalnie wybrane dla was konie oraz sanie, a także spełniać wszystkie wasze zachcianki do momentu rozpoczęcia i po jego zakończeniu.

W kuligu może wziąć udział dowolna para lub grupa osób. Nim rozpoczniecie swoją podróż, jedno z was przy dowolnym poście musi wylosować zestaw niezbędny do wzięcia udziału w podróży, a składa się on z sań(które maksymalnie pomieszczą 4 osoby) i rumaków. W tym celu należy rzucić kością k3 i k6, a wylosowane wyniki zestawić z poniższym opisem.

Sanie


  • 1 — Sporej wielkości sanie, które od wielu lat cieszą się dużą popularnością wśród wszystkich użytkujących. Ten model — Świst — wydaje się na pierwszy rzut oka dość surowy — ciemne, mahoniowe drewno obite brudną zielenią, pozbawione zbytecznych ozdobników poza błyszczącymi czarnymi kamieniami. Mimo to bardzo dobrze amortyzują nierówności, a obite najlepszą blachą felgi nie dają odczuć podróżnym żadnych niedogodności. W tym roku po raz pierwszy dodatkowo do wnętrza dodano niedźwiedzią skórę, którą można wykorzystać jako okrycie, jak i dodatkową warstwę siedzącą.
  • 2 — Wyjątkowo duże i wygodne czarodziejskie sanie, wyprodukowane z niezwykłą precyzją i starannością przez najlepszych magikołodziejów. Mgnienie Oka są uznawane za najbardziej luksusowe ze wszystkich magicznych sań wykorzystywanych do czarodziejskich zaprzęgów. W drewnie z niezwykłą skrupulatnością wyżłobiono florystyczne motywy i skropiono je odrobiną najprawdziwszego złota. Wnętrze wyłożono gęsim pierzem, co zdecydowane podnosi komfort jazdy — podróżny może odnosić wrażenie jakby siedział we własnym fotelu, który idealnie się do niego dostosowuje. Tłoczenie z bordowej satyny nadaje środkowi niezwykle luksusowego wystroju.
  • 3 — Ekspresowy Zwrotek to sanie nowoczesne, po raz pierwszy wprowadzone na czarodziejski rynek w 1951 roku przez Nikolaja Straussa. Mają nieco inny kształt niż sanie klasyczne, wydają się bardziej opływowe, smukłe, i subtelne. Wyprodukowano je z drewna judaszowca i wzbogacono o jaśniejsze elementy brzozy, które nadają im niecodziennego stylu. Wewnątrz wytłoczono je specjalną, dwuwarstwową baranią wełną i okryto fioletowym atłasem. Początkowo może budzić skrajne odczucia — wydaje się chłodny, lecz doskonale przepuszcza gromadzone generowane od spodu ciepło i dba o dobre samopoczucie podróżnych nawet w czasie najmroźniejszych wyjazdów.


Rumaki

  • 1 — dwa wysokie białe ogiery maści tarantowatej
  • 2 — jedna siwa klacz, jedna siwa w hreczce
  • 3 — dwie, nieduże białe klacze
  • 4 — jeden siwy wałach, jedna biała klacz
  • 5 — dwa wysokie siwe wałachy
  • 6 — jeden potężny ogier maści białej


Kiedy wszystko jest już gotowe, a wy zajmujecie swoje miejsce w wyznaczonych saniach, rozpoczynacie kulig. W tym celu należy na końcu posta dopisać nazwiska osób zasiadających w jednych saniach i hasło Ruszyli. Zgodnie z kolejnością startu będziecie zajmować określone miejsce w zastępie i nie zmieni się ono do samego końca, niezależnie od ilości i kolejności pisanych przez Was postów, a także chwili zakończenia. Każdy powóz dzieli pewien dystans — widzicie tylko to co dzieje się przy powozie przed wami i za wami. Możecie zakończyć grę w dowolnym momencie, uznając, że przez całą drogę trzymaliście się swojego szeregu.

Przygody podczas podróży
Podczas podróży możecie w dowolnym momencie rzucić kością k10. Odpowiada ona za nadprogramowe zdarzenia, które zachodzą wyłącznie wokół was.

  • 1 — Nie dzieje się zupełnie nic, spokojnie jedziecie dalej.
  • 2 — Niespodziewanie, tuż przed wami pojawiają się mosiężne kielichy z doskonałym grzanym winem. Mają za zadanie umilić wam dalszą drogę. Nie wzięcie trunku lub wypicie go do końca sprawia, że kielichy znikają. Jednorazowa degustacja na pewno was rozgrzeje, dwukrotna(jeśli drugi raz wylosujecie tą opcję) wprawi was w świetny nastrój, a po trzecim(jeśli trzeci raz wylosujecie tę kość) razie poczujecie lekki stan upojenia.
  • 3 — Wasze konie na moment się zbuntowały i zjechały nieco z drogi. Wprawny woźnica trzymał jednak rękę na pulsie. W porę zmusił je do powrotu, nim wypadliście z drogi. Osoba z prawej lekko wpada na osobę siedzącą po jej lewej.
  • 4 — W waszych saniach uruchomiły się dodatkowe opcje. Na jedną turę przysłoniła Was niewidzialna kurtyna, zza której żaden z innych uczestników kuligu was nie dojrzy. Cichutko rozbrzmiała romantycznie brzmiąca muzyka klasyczna, a przestrzeń pomiędzy wami wypełnił zapach róż.
  • 5 — Nie dzieje się zupełnie nic, spokojnie jedziecie dalej.
  • 6 — Organizator kuligu postanowił uraczyć was najlepszymi przysmakami na ciepło. Przed każdym z was zmaterializował się gorący półmisek z drobnymi przystawkami na złotych widelczykach, m.in. gęsiną, dziczyzną, jagnięciną. Będzie towarzyszył wam dopóki z niego nie zrezygnujecie. Jeśli wylosujecie go po raz drugi tacę z przystawkami zajmą słodkości.
  • 7 — Między wami pojawiły się maleńkie, iskrzące elfy, które obsypały was złotym pyłkiem. Miał on niezwykłą właściwość, zrobiliście się nienaturalnie rozmowni.
  • 8 — Woźnica zauważył, że przysypiacie. Nie mógł pozwolić wam na nudę, do końca pozostał jeszcze kawałek. Chcąc was rozbudzić, spiął lejce i zacmokał na rumaki, które zarżały ochoczo i zgodnie z jego wolą ruszyły slalomem. Osoba z lewej lekko przysuwa się bliżej osoby z prawej, a w następnym poście osoba z prawej przesuwa siebie i osobę z lewej na sam brzeg sań.
  • 9 — Nie dzieje się zupełnie nic, spokojnie jedziecie dalej.
  • 10 — Podczas podróży organizator zadbał o wasze poczucie estetyki. Nad waszymi saniami zaczęły strzelać fajerwerki w kolorystyce waszych rodów, zwieńczając magiczny pokaz iskrzącym godłem wysoko nad Waszymi głowami. Jeśli jesteście czysto krwistymi czarodziejami fajerwerki przybierają złoty kolor, a na końcu niebo zalewa fala spadających iskier.



Kolejność w kuligu
1.
2.
3.




Powrót do góry Go down
Edgar Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 http://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 http://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle http://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
łamacz klątw, B&B, diler opium
34
Szlachetna
Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
14
0
0
5
0
19
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   08.12.17 23:58

Durham, tak jak pozostała część Wielkiej Brytanii, zostało zasypane warstwą puszystego śniegu. Niedawno zielony i kwitnący ogród zamienił się w białe królestwo, a tryskająca wodą fontanna w lodową rzeźbę. Długie sople lodu zwisały złowieszczo z dachu i rynien, natomiast chłodne mury posiadłości zdawały się być jeszcze zimniejsze, chociaż zaczęły być rozgrzewane paleniem we wszystkich kominkach. Edgar myślał, że to sytuacja przejściowa - pogoda ostatnimi czasy szalała równie mocno co magia, wcale nie zdziwiłby go fakt zimy stulecia zamieniającej się z dnia na dzień w suszę. A jednak dzisiejszego poranka ponownie rozbudził go odgłos skrzata, dyskretnie dokładającego drewna do ognia. Spróbował zignorować jego obecność, opatulając się mocniej kołdrą i ciepłym kocem - nigdy nie lubił zimy, zawsze preferując afrykańskie upały od brytyjskiego chłodu. W takich momentach szczególnie tęsknił za swoimi wielotygodniowymi wyjazdami: za promieniami słońca miło grzejącymi twarz, za kąpaniem się w ciepłej morskiej wodzie, za parzącym w stopy piaskiem.
Zamiast tego poczuł na twarzy mroźne powietrze, co ostatecznie zmusiło go do opuszczenia rozgrzanego łoża. Niechętnie wstał, czując jak na jego ciele pojawia się gęsia skórka, zamykając uchylone okno. Musiało być późno, był w komnacie sam. Zszedł więc na dół, czując potrzebę zapełnienia swojego żołądka podwójną porcją jedzenia, jakby miało mu to pomóc w przezwyciężeniu wszechobecnego chłodu. Oczywiście nie mógł zapomnieć o kuligu - przypomniała mu o nim żona, dzieci, nawet skrzat. Ostatnie na co miał ochotę tego dnia to przebywanie na zewnątrz, ale miał w zwyczaju dotrzymywać danego słowa - skoro obiecał kulig to się na niego uda.
Wkrótce po śniadaniu spotkał się ze swoim rodzeństwem i Aldorą, by móc w czwórkę teleportować się do Weymouth. Niechętnie musiał przyznać, że widoki w tych rejonach są piękne. Niechętnie - bo to jednak ziemie należące do Prewettów, szlachty śmiechu wartej. Miał nadzieję nie spotkać tutaj zbyt wielu rudowłosych osób - ich nie lubił jeszcze bardziej od niskich temperatur. Poprawił bordowy szal i kołnierz swojego czarnego płaszcza, który przecież miał leżeć głęboko w szafie przez najbliższe pół roku, łapiąc Aldorę za rękę. Nie chciał, żeby się gdzieś tutaj zgubiła i natknęła na nieodpowiednie osoby. Miał nadzieję, że kulig przypadnie jej do gustu pomimo nieobecności matki i rodzeństwa - ci jednak nie mogli się dzisiaj tutaj zjawić. Marius wciąż był za mały na takie atrakcje, lady Burke rozłożyła choroba, tak jak mniejszą lady Burke. Aldora za to zdawała się mieć końskie zdrowie, jakkolwiek brzydko nie brzmiałoby to w odniesieniu do arystokratki - to zapewne zasługa jej aktywnego trybu życia. Quentin i Wynonna - cóż, prawdę mówiąc nie spodziewał się z ich strony chęci na wzięcie udziału w tym wydarzeniu, ale kiedy już pojawił się na miejscu, i jemu zaczął wdawać się ten zimowy i niemalże świąteczny nastrój.
Przywitał się z elegancko ubranym czarodziejem, który momentalnie pojawił się obok nich, pytając go o sanie. W międzyczasie zdjął z tacy jeden z kieliszków, a upewniwszy się co do jego zawartości, zaproponował drugi córce.

Rzucam na sanie, następny niech rzuca na konie oww
[bylobrzydkobedzieladnie]




We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens



Ostatnio zmieniony przez Edgar Burke dnia 09.12.17 0:05, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   08.12.17 23:58

The member 'Edgar Burke' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 2


Powrót do góry Go down
Aldora Burke
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t5502-aldora-burke http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t5504-aldorka#126248 http://www.morsmordre.net/
Wielka Księżna Durham
6
Szlachetna
Panna
Bim-bom, bam-bim-bom,
skąd wiedzieć wszystko, komu bije dzwon?
0
0
0
0
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   12.12.17 2:02

- Tato, czy sanie będą dzwonić? - Nigdy dotąd nie była na kuligu. A w każdym razie nigdy dotąd nie była na kuligu, który pamięta - czarodzieje często mówią, że coś robiła, choć wcale tego nie pamiętała. Na przykład, że była mała taka mała jak Marius i tak jak on nic nie rozumiała. I co najlepsze - myśleli, że im wszystkim uwierzy. Absurd, prawdziwa lady nie może wyglądać jak mały potwór. Trochę ją to martwiło, Marius miał w końcu zostać dziedzicem rodu - a jeśli niczego się nie nauczy i dalej będzie takim małym potworem, to nikt go nigdy nie weźmie przecież na poważnie. Ale to nic, Mariusa na szczęście tutaj nie było i nikt nie musiał wokół niego skakać. Żałowała, że nie było jej siostry, ale z pewnością lepiej się poczuje, kiedy przyjdzie do niej z nowym dzwoneczkiem i pokaże, jak dzwonił na kuligu. Były razem od urodzenia, dziwnie było być osobno - choć czasem nie było innego wyjścia. W końcu, spadł śnieg a wokół nich, dzieci, działy się ostatnio bardzo dziwne rzeczy. W negatywnym tego słowa znaczeniu, nie rozumiała ich - choć potrafiła dostrzec, że krzywdziła tych, których krzywdzić nie chciała. Tutaj miała być od tego bezpieczna - przynajmniej tak mówił tata. A tata ma zawsze rację.
Pojawiła się z ojcem, mocno zaciskając piąstkę wokół jego znacznie większej dłoni, ubrana w szary płaszcz zdobiony czarnymi wstawkami o dużych, srebrnych guzikach. Na głowie miała elegancki beret chroniący ją przed odmarznięciem, a na drobnych dłoniach skórzane rękawice skrojone specjalnie na dziecięcą dłoń. Grube rajstopy, które wystawały spod granatowej spódnicy wystającej spod płaszcza wbite były w niewysokie skórzane botki na niskim obcasie. Wokół szyi owinięty miała delikatny, jedwabny szal, który miał chronić ją przed chłodem, czarny, przetkany srebrną nicią. Nigdy nie lubiła kolorów, kiedy wolno jej było podejmować decyzję, wybierała barwy zimne i stonowane. A kiedy jej ulegano, preferowała czerń, ponoć nieprzystającą do dziecięcej fantazji - dla niej idealną, a dla ogółu idealnie kontrastującą z wszechobecną bielą.
- Tato, czy w czerwcu zawsze pada śnieg? - Była ciekawa świata, lubiła dowiadywać się nowych rzeczy a nade wszystko lubiła rozumieć. Nigdy dotąd latem nie napotkała podobnych atrakcji i była niemal pewna, że miało to swój powód: że tak się dziać nie powinno. Więc, co się właściwie działo? Coś było nie tak. Ewidentnie, i nie chodziło w tym wszystkim tylko o nią. Kiedy spadły pierwsze płatki śniegu, oglądała je zza okna, konsekwentnie odmawiając lepienia bałwana. Widziała w tym, podświadomie, a może wyrażając własne pragnienia, jakiś rodzaj zagłady. Nie rozumiejąc jej przyczyn ani celu. Pamiętała już przecież kilka wakacji, trzy a w porywach nawet cztery. Kiedy jeszcze była mała, a to tak dawno temu, w czerwcu zawsze świeciło słońce. W porządku, nie zawsze, często padał deszcz, ale nigdy nie był to śnieg. Z kolejnymi napotykanymi czarodziejami, którzy najwyraźniej mieli przeprowadzić ich przez ten kulig i z którymi pokrótce pomówił ojciec, witała się mało dbałym dygnięciem, każdorazowo mocniej ściskając dłoń ojca. Również dygnięciem, choć znacznie bardziej elegantszym, podziękowała ojcu za kielich z napojem, którego nie mniej elegancko wypróbowała, biorąc niewielki łyk. Było jej zimno i właściwie chciało jej się pić, ale nie chciała też popisać się przed ojcem plebejskimi manierami. Nauki guwernantek tak nie do końca szły w las, po prostu nie zawsze miała chęć ochotę ich przestrzegać.
- Tato, czy... mogę przywitać się z końmi? - zapytała na koniec, obrzucając spojrzeniem sanie, ich niewątpliwy luksus nie uczynił na niej większego wrażenia - była do niego przyzwyczajona i zaskoczyłby ją inny przebieg sprawy. Zwierzęta ożywiały w niej zainteresowanie, toteż dość prędko przekierowała uwagę na nie, podziwiając sierść, majestat i oczy: oczy koni naprawdę potrafiły wyrażać wiele, cóż, mając oko większe od jej zaciśniętej pięści, musiały nosić w sobie wszak równie wiele emocji.

rzucam na koniki




przetkana wzorem
czarnych jak noc plam
purpura płatków krwawa i ognista
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   12.12.17 2:02

The member 'Aldora Burke' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 6


Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 http://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 http://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 http://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle http://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
29
Szlachetna
Kawaler
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
0
5
20
0
0
10
5
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   16.12.17 21:25

Zima w czerwcu. Gdyby ktokolwiek powiedział mi o tym jeszcze kilka tygodni temu, uznałbym go za wariata. A dziś wstając z łóżka odczuwam dotkliwe zimno. Wzdrygam się, po czym wsuwając bose stopy w miękkie kapcie podchodzę do okna. Prawie nigdy nieodsłaniana zasłona tym razem uchyla rąbka tajemnic - świat za oknem jest biały. Moje brwi unoszą się wyżej i wyżej, aż do samego sufitu. Zostawiam kotarę (na szczęście niezakurzoną) w spokoju. Krzyżuję ręce na piersi i chodzę wokoło pokoju. Nie mogę się przyzwyczaić do nowej-starej rezydencji. Zamek Durham, najbardziej ponury na świecie, chociaż nie straszą w nim duchy - to znów mój dom. Pracownia alchemiczna jest zdecydowanie większa, tak samo jak pokoje, włącznie z sypialnią, jednak trudniej utrzymać tu należytą temperaturę. Zwłaszcza, kiedy szwankuje magia. A może tylko mi się wydaje? Może to tylko ta cholerna trauma krwi krążąca w żyłach niezbyt dokładnie? Chłodne ręce, chłodne stopy i chmurne czoło. Siadam z powrotem na miękkim łożu, po czym ląduję na plecach na pościeli. I wpatruję się w spód ciemnego baldachimu, splatając palce na klatce piersiowej. Z początku uważam to za dzień jak co dzień - dopiero nieśmiałe zjawienie się skrzata z przypomnieniem o kuligu wyrywa mnie z otępienia. Prawie o nim zapomniałem! Szykuję się dość długo i intensywnie - nikt nie może mieć wątpliwości z kim ma do czynienia. Czarna szata zdobiona srebrnymi dodatkami, szary szal opatulający szyję oraz czarne, skórzane rękawiczki. Braknie czapki, ale uważam, że wyglądam w niej bezsensownie. Pewnie będę tego żałował podczas marznięcia w saniach, ale trudno, słowo się rzekło, nogi niosą mnie już poza obręb własnych komnat. Spotykamy się wszyscy w salonie, skąd po zwyczajowych, krótkich przywitaniach udajemy się do Weymouth.
Wyjątkowo urokliwego miejsca - taka szkoda, że Prewettowie zapewne doprowadzą tę krainę do ruiny, jak Weasley’owie swoją siedzibę. Gdyby nie ich sprzymierzenie się ze szlamami możliwe, że dalej cieszyliby się wspaniałymi krajobrazami oraz wyborną rezydencją, obecnie zamiast tego mogą poszczycić się statusem nędzarzy. Ich przyjaciele niebezpiecznie zbliżają się do granicy dobrego smaku oraz idiotyzmu, jakim odznacza się zachowanie przyjacielskich bądź pozytywnych stosunków względem pozbawionych magii robaków. To trochę hipokryzja stąpać po ich terenach licząc na wyborną, zimową zabawę, ale nikt z nas wydaje się tym zbytnio nie przejmować. Najważniejsze, że całość wydarzenia wygląda naprawdę przyzwoicie, tak samo jak sanie, które z gustem wybrał Edgar. Prezentują się naprawdę dobrze.
Taka szkoda, że oprócz Aldory nie mogła się tu zjawić jej siostra oraz matka. Co prawda zabrakłoby miejsc w jednym szeregu, ale to nic, mogliśmy się udać na dwa i też byłoby dobrze. Poprawiam jeszcze swój szalik - dopiero po upewnieniu się, że serwowany napój nie zawiera alkoholu, zabieram dla siebie jedno z naczyń. Upijam kilka niewielkich łyków, zaiste rozgrzewające. Zerkam to na bratanicę, to na milczącą jak zwykle Wynonnę. Doszedłszy do naszego powozu, młodsza lady Burke wybiera jednego z koni.
- Świetny wybór - mówię do niej z zadowoleniem. Staję jednak w bezpiecznej odległości od silnego ogiera - zwierzęta nigdy mnie nie lubiły, ze wzajemnością. Długo musiałem przed jazdą ugłaskiwać te wszystkie stworzenia, żeby móc wreszcie na nich jeździć i nieskromnie mówiąc, kiedyś byłem w tym naprawdę świetny. Szkoda, że choroba zabrała mi możliwość cieszenia się z tego sportu, całkowicie strącając mnie do rodzinnego interesu oraz pracowni alchemicznej. - Lady pozwolą - rzucam, kiedy wszystkie przygotowania dobiegają końca. Naturalnie zamierzam obu paniom pomóc dostać się do sań, żebyśmy mogli już ruszyć… w przygodę?




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle http://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a http://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper http://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow http://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
5
5
0
0
0
30
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   20.12.17 0:14

Urokliwa plaża w Weymouth była żywym wspomnieniem rudego łba, niegodnego noszenia szlachetnego nazwiska, lecz Magnus obiecał sobie, że dzisiejszego dnia nie da się wyprowadzić z równowagi. Odgonił zatem natrętne myśli, jakby miał do czynienia z tłustą muchą - oby nie wypatrzył dziś szpetnej twarzy Fluviusa wśród arystokratów, tłumnie śpieszących na nieoczywistą zabawę. Kulig w połowie czerwca brzmiał abstrakcyjnie, lecz Rowle żył przecież w świecie, gdzie nie takie cuda się zdarzały. Martwił się jednak - załamanie pogody nie pozostawało wszak dziełem wypadku, ani psotnego zaklęcia, a czegoś większego, co zaburzyło cały ład panujący dotychczas na Wyspach Brytyjskich. Konna przejażdżka wygodnymi saniami miała przynieść znamiona spokoju, zatuszować niekonsekwencję natury i oddać władcom to, co im się słusznie należało. Beztroską zabawę.
Wyjątkowo bez dzieci. Magnus przywykł do ciepłych rączek ściskających go z obu stron, nie znosił orszaku guwernerów i opiekunów, przez których rodzinne spacery wydłużały się do rozmiarów kolumn, a on z Moirą i tak nie mieli szans zamienić ze sobą choćby słowa, bo te sępy wnet pochwyciłyby każdy, nawet najcichszy szept prywatnej konwersacji. Rezygnował zawsze z tej szopki, oddając córki w ręce nauczycieli w domu lub w wypadku absolutnego braku czasu. Zdarzało się to coraz częściej, wypalone znamię na lewym przedramieniu nie było kuriozalną ozdobą - a i praca w redakcji mnożyła stojące przed nim obowiązki. Obecnie zawieszone gdzieś w przestrzeni: trzymał żonę za dłoń obleczoną w skórzaną rękawiczkę, spacerując z nią wybrzeżem i wbrew szalejącym wokół anomaliom i dziwom, czuł rozlewające się w jego środku ciepło. Brzuch Moiry rósł, a wraz z nim rósł jego syn, ciąża pozostawała bezpieczna, więc i Magnus był radosny, wdzięczny za chwilę ulgi i oddechu od maratonu myśli i czynów, oscylujących wokół krwi, patroszenia, czy pozbawiania głów. Obrazek pierworodnego jasno rysował się pod powiekami mężczyzny - widział młodszego siebie, ćwiczącego cruciatusy w lochach Durmstrangu na ukaranych szlabanem miernotach półkrwi - lecz zaspokajało to wyłącznie głęboko osobiste ambicje, luźno związane z większym planem, z służbą, którą przyjął i z kajdanami obowiązków, w jakie zakuł się samodzielnie. Pierwsze popołudnie od dawana, jakie miało należeć do nich... Coś musiało pójść nie tak, bo kobietą szarpnęły gwałtowne mdłości, a z jej nosa pociekła krew. Wkurwił się ostro, gdy przytrzymywał żonę i zebrała się przy nim spora grupa gapiów, na czele z jego teściem, bezpardonowo wydzierającym Moirę z jego czułych ramion i bredzącym coś o szpitalu. Splunął w miejsce, gdzie ten stał jeszcze przed chwilą: nie miał najmniejszego zamiaru uganiać się za nim i dopytywać wielkiego łaskawcy, co strzeliło mu do łba, by kraść mu jego zaobrączkowaną własność, która od ponad dziesięciu lat była z nim bezpieczna. Zapalił papierosa i zaciągając się nerwowo, kontynuował chaotycznie spacer, patrząc spode łba na gromadzące się licznie rodziny, pamiętając, by kiwać głową w ramach powitania, chociaż nie ukrywał przed nikim morderczego wzroku. Stojąca na jego drodze lady Rosier też nie mogła liczyć na względy, nadal wyglądał, jakby chciał kogoś zabić, kiedy zwracał się do niej (dziewczęcia jeszcze) bardzo obcesowo, ale równocześnie tak, jakby miał ją za równą sobie.
-Palisz? - rzucił, zacierając dystans wieku i zastanawiając się, czy Tristan jej na to pozwalał, czy może wymykała się ze swoimi przyjaciółkami, korzystając z nieuwagi francuskich przyzwoitek i uczyła się zaciągać damskimi fajkami - mi to nie przeszkadza - zapewnił, samemu sztachając się papierosem i kiwając Fantine głową, nie powinna stać tu samotnie -słyszałem, jak Lennan Flint przechwalał się, że pojedzie z tobą w powozie. Moim zdaniem to nadęty bufon - rzekł, idąc powolnym krokiem ku mężczyźnie w schludnym uniformie, najpewniej pilnującemu przebiegu imprezy. Eleganckim ruchem ściągnął jeden z kieliszków z lewitującej tacy i kurtuazyjnie podał go Fantine - skoro miał ją za towarzyszkę, postanowił zadbać o nią, jak o własną żonę.
-Dobry wybór - skwitował cicho, zadowolony, że przyjęła naczynie i pozostała przy nim, z pewnością zabawi ją lepiej od przyczajonego młokosa, który i tak posłużył mu wyłącznie jako narzędzie do zakręcenia się przy miłej pannie, która opowie mu o czymś więcej, niż mazidłach do makijażu i najmodniejszym wzorze koronki tego lata. Raz spotkał taką jedną i zostawił ją zapłakaną pośrodku sali balowej, puszczając wiązankę, po której zwiędły magiczne kwiaty rosnące w pobliżu.

|i rzucam na saneczki


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   20.12.17 0:14

The member 'Magnus Rowle' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 3


Powrót do góry Go down
Wynonna Burke
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3517-wynonna-persephone-burke http://www.morsmordre.net/t3530-tryton#61808 http://www.morsmordre.net/t3529-lady-burke-na-salonach#61753 http://www.morsmordre.net/t3531-wynonna-burke#61812
Łowca rzadkich ingrediencj, ex alchemik
24
Szlachetna
Zaręczona
Im difficult, but I promise
I'm worth it.
7
7
10
0
2
1
4
8
Czarownica
Snow Queen

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   28.12.17 4:01

Była znów wolna – przynajmniej chwilowo, przynajmniej dopóki nestor wraz z ojcem nie znajdą innego mężczyzny, którego przyjdzie jej poślubić. Kilka krótkich chwil, które pozostawały jej trwać na tak znanym, dobrym, właściwym i odpowiednim gruncie. W równie znajomych ścianach wielkiego zamczyska w Durham, którego nie chciała opuszczać, choć wiedziała, że będzie musiała a ta chwila – choć odwlekła, zbliżała się nieustannie.
Anomalie które zatrzęsły Londynem na początku maja oszczędziły jej jednostkę, chociaż zdążyła się już zorientować, że była jedną z tych, którzy po prostu miały szczęście. Dziwne wydarzenia przetoczyły się przez Londyn wydzierając z domów nawet szlachetnie urodzonych, pozostawały zniszczenia i strach który zalęgł w sercach. Przyniosły też niecodzienną pogodę.
Nie to znów, by w czerwcu Londyn topił się pod słońcem na niebie, rzadko jednak można było obserwować w nim śnieg, który białym puchem otaczał wyżyny i gałęzie drzew, na których pierwsze liście pojawił się całkiem niedawno.  
Diametralna zmiana pogody nie była jej jednak na rękę, bowiem jakiekolwiek próby pozyskania ingrediencji na obrzeżach miasta kończyło się fiaskiem. Większość zwierząt schowała się przed mrozem, na które nie była gotowa i fakt ten irytował i frustrował Wynonnę, która właściwie ugrzęzła w zimnych murach rodzinnego zamku.
Dlaczego zgodziła się na kulig?
Tego też nie wiedziała. Przecież nie bawiły jej takie rozrywki - nie przepadała za nimi już jako dziecko i wątpiła, by teraz miało się to zmienić, jednak coś ją przekonało. A może bardziej ktoś choć nie powiedziałaby tego na głos. Starała się nie faworyzować siostrzenic, ale jednak nijak nie mogła odnieść wrażenia, że jakimś sposobem bliższa jej sercu jest Aldora. Gdyby ktokolwiek zapytał ją dlaczego z pewnością zbyłaby go milczeniem. I tym razem nie dlatego, że przeważnie milczała, a właśnie dlatego, ze sama nie znała odpowiedzi na to pytanie. Z zaciekawieniem przyglądała się siostrzenicy, choć trudno było doszukiwać się jej śladów na jej twarzy - ponurej i niezmiennej jak zawsze. Słuchając jej słów, próbowała sobie przypomnieć, czy i nią targała ciekawość za dziecka - wiedziała, że tak, od zawsze była inna, niezdolna całkiem zmieścić się w określone przez społeczeństwo ramy. Przyjęła pomoc brata w końcu znajdując się w kuligu, a gdy już zajęła w nim swoje miejsce sięgnęła do kieszeni płaszcza, by wyciągnąć z niej zawinięty w brązowy pakunek przedmiot, który skierowała w stronę siostrzenicy nie wypowiadając słowa. Nie, nie miała urodzin, nie było też żadnego ze świąt na które mogłaby otrzymać podarunek, jednak kiedy tylko mogła pamiętała o małej kolekcji dzwonków, którą z zapałem kolekcjonowała dziewczynka. Więc gdy jechała gdzieś, pamiętała, by przywieźć kolejny do jej kolekcji.




You say

"I can fix the broken in your heart You're worth saving darling".
But I don't know why you're shooting in the dark I got faith in nothing.


Powrót do góry Go down
Flavien Lestrange
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5559-flavien-lestrange#129850 http://www.morsmordre.net/t5572-jean-claude#130040 http://www.morsmordre.net/t5570-flavienowe#130037 http://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor http://www.morsmordre.net/t5578-flavien-lestrange#130148
pomocnik dyrektora artystycznego rodowej opery
24
Szlachetna
Kawaler
De la musique avant toute chose,
Te pour cela préfère l’Impair.
15
10
0
0
0
10
10
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   29.12.17 0:33

Świat pogrążył się w chaosie, czego wyrazem była szalejąca aura, bogata w mroźne już nie tylko noce, ale także dnie. Puch spoczywał na angielskim krajobrazie nie robiąc sobie nic z tego, że była późna wiosna, zakrawająca już niemal o lato. Nie lubiłem zimy. Nie przepadałem za chłodem, za lodem skrzącym się przy brzegu plaży, zimną wodą, przez którą syreny nas nie odwiedzały; nie podobał mi się także śnieg szpecący naszą piękną posiadłość. Tęskniłem za prawdziwym słońcem, wyścigach na hipokampusach, wymagających cieplejszej pogody i przede wszystkim odpowiedniej temperatury otaczającej wyspę Wight wody. Nie cierpiałem grubych szat, czapek ani szalików, zamarzających w skórzanych rękawicach dłoni. Dlatego nosiłem się modnie, cienko; ledwie ciemnogranatową szatę sięgającą kostek, czarne spodnie, wysokie buty na połysk i… to wszystko. Wystawiona na zimny wiatr szyja, zaczerwienione od mrozu uszy oraz skostniałe dłonie były dzisiejszego dnia moim znakiem rozpoznawczym. Jak tylko sięgałem wzrokiem, nie zauważyłem w promieniu kilku metrów nikogo równie lekkomyślnego jak ja. Nie myślałem o tym, jakie sprawiałem wrażenie, na pewno eleganckie. Mniej elegancko pocierałem rękę o rękę, chuchając sobie w palce po każdym jednym kroku, kiedy twarde podeszwy zatapiały się w miękkim śniegu.
Ominęło mnie wiele widoków, ale część z nich zdołałem dostrzec rzucając badawcze spojrzenia krajobrazowi. Znów pomyślałem, że Weymouth wiele zyskałoby w letniej odsłonie, jak w tamtym roku podczas Festiwalu Miłości. Dziś trudno było zauważyć we mnie jakiekolwiek pokłady zadowolenia lub zachwytu. Zmierzałem do chorągwi wytyczających drogę przyszłego kuligu, witałem się z każdym znajomym mi czarodziejem i wypatrywałem panny Baudelaire. Powinna trochę odpocząć od trudów dnia codziennego oraz nieprzyjemnych zdarzeń, jakich była uczestniczką. Zasługiwała na to. Z tego też powodu nakreśliłem do niej krótki list z datą oraz miejscem spotkania, nie powinna zabłądzić. W końcu nie przyjmowałem odmowy.
Powitałem ją lekkim uśmiechem, po którym sięgnąłem do wirującej, srebrnej tacy. Podałem jej jeden z bezalkoholowych trunków, zimne palce oplotły drugie z naczyń. Skinięciem głowy przywitałem także elegancko ubranego mężczyznę, który przedstawił się jako osoba pomagająca z trudnym wyborem niezbędnego kuligowi ekwipunku. Przed nami rozpościerały się trzy rodzaje sań do wyboru, ale to nie one przykuły moją uwagę. Piękne, wspaniałe konie stojące nieopodal aż prosiły się o pogłaskanie ich chrap. Oczy rozbłysły iskrą zaciekawienia, ale ruszyłem w ich stronę. Jeszcze.
- Zechciałabyś wybrać któreś z tych sań? Tak chyba byłoby sprawiedliwiej – odezwałem się do Solene, wskazując podbródkiem w kierunku atrakcji. Chwilę później ująłem jej dłoń, oglądając sylwetkę półwili z niegasnącym zachwytem. – Jak zwykle wyglądasz olśniewająco, Solange. Tylko gdzie twój uśmiech oraz zadowolenie? Właśnie wyruszamy na podbój Prewettów, to wymaga niezachwianej pewności siebie i niekończącej się radości – dodałem, gestami zachęcając ją do udania się w kierunku sań. Dzięki temu mogłem obejrzeć wszystkie wierzchowce i wybrać ten zestaw, który najlepiej sprawdziłby się podczas zimowej przejażdżki.




na brzeg
wpływają rozpienione treny
w morzu płaczą syreny,
bo morze jest gorzkie

Powrót do góry Go down
 

Łąka przy plaży

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

 Similar topics

-
» Budka na plaży.
» Dzika plaża
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Recepcja
» Pole biwakowe

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia :: Weymouth-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18