Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Łąka przy plaży

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Łąka przy plaży   30.10.15 14:26

First topic message reminder :

Łąka przy plaży

Kwiecista łąka nieopodal wybrzeża upstrzona jest wszelkiego rodzaju wielobarwną roślinnością; od polnych stokrotek oraz skromnych chabrów, przez dziką różę aż po bzy, latem to miejsce aż nadyma się od piękna natury. Między kwiatami lawirują pszczoły, trzmiele oraz motyle o wzorzystych skrzydłach. Trudno oprzeć się urokowi tego miejsca, dlatego też czarodzieje zatrzymali je dla siebie i obłożyli zaklęciem odstraszającym mugoli.  


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   29.12.17 0:33

The member 'Flavien Lestrange' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 2


Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 http://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 http://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate http://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow http://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
2
3
Półwila

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   29.12.17 2:14

Od próby porwania minął miesiąc, niecała doba, dwa listy wzywające na złożenie zeznań i jedna prywatna, wymuszona wizyta aurorska w skromnych progach na Lavender Hill. Cały ten czas nie wychodziła z posiadłości, oddając się swoim rozrywkom i popadając chyba nawet w minimalną paranoję, że zaraz ktoś będzie próbował porwać ją sprzed domu lub co gorsza - z domu, niechronionego żadnymi zaklęciami. Jednak natarczywość i troska wujostwa zaczynała uwierać ją na tyle, że postanowiła w końcu opuścić wyścieloną jedwabiami sypialnię, choć i tu po pewnym czasie widziała pewną przeszkodę: bardziej od zbytecznej troski uwierała ją świadomość, że pojawienie się półwili gdziekolwiek zawsze zwracało uwagę otoczenia. Niezależnie od tego jak bardzo chciałaby tego uniknąć, wiedziała, że z pewnością znaczna część osób zdziwi się jej widokiem i roztaczaną wokół aurą, psując pożądany spokój i pogodę ducha. Dlatego gdy dostała list z propozycją spotkania, nie śmiała odmawiać, upatrując w tym idealnej okazji do pokazania opiekunom, że wszystko jest w porządku, a ona jest względnie bezpieczna w towarzystwie lorda Lestrange - zdziwiła się jedynie okolicznościami, wiedząc, że Flavien niezbyt przepadał za podobną pogodą. Ubierając się ciepło, wygodnie i w ciemniejsze barwy, niż zwykle, wskazujące na niezbyt dobry nastrój, zjawiła się na miejscu przed czasem. Wyuczona szacunku do czasu zarówno swojego, jak i czyjegoś, szybko odszukała swojego towarzysza, dyskretnie rozglądając się po obecnych osobach. Z każdą z nich przywitała się w miarę możliwości, uświadamiając sobie, że tak naprawdę chyba po raz pierwszy widzi ich w tak... niecodziennych okolicznościach. Nie zamierzała jednak przyglądać im się dłużej, niż to konieczne, skupiając swoją uwagę na towarzyszu. Ujęła kieliszek w jedną, a palce Flaviena w drugą dłoń, uśmiechając się doń czarująco, lecz faktycznie - z niezadowoleniem.
- Mój uśmiech został zmrożony, podobnie jak twoja szyja, palce i uszy, Flavienie. Czy po raz kolejny musimy przerabiać ten temat? - Odparła spokojnie, ale lord Lestrange mógł być pewien, że i na to była w stanie coś poradzić i podobnie jak on - nie przyjmowała odmowy. Znając go od bardzo dawna doskonale wiedziała, że stawiał wygląd ponad wygodę i warunki atmosferyczne i nie pomyliła się za bardzo w tej kwestii. Dlatego już po chwili oplotła jego szyję jednym z dwóch pachnących delikatnymi perfumami kaszmirowych szali, które ubrała na wszelki wypadek, wcale nie burząc koncepcji jego wyglądu. Liczyła na to, że doceni ten drobny gest, a kawałek przyjemnego materiału chociaż minimalnie ochroni go przed zimnem. Później zaś skierowała się w kierunku sań, obserwując każde z nich z uwagą, choć nie ukrywała, że większym zainteresowaniem darzyła konie, zerkając w ich kierunku już od samego początku. Po dokonaniu wyboru, ruszyła w stronę zwierząt, spoglądając na dwie klacze stojące trochę dalej, niż prezentujące się na pierwszym planie ogiery. Siwa nie ujęła jej serca aż tak bardzo jak ta druga, nakrapiana brązowymi plamkami na całym ciele, choć obie wywołały na jej ustach szczery uśmiech.  
- Te są piękne. - Spoglądając pytająco na towarzyszącego im nieznajomego i odszukując w jego spojrzeniu zezwolenia, wysunęła ostrożnie dłoń w kierunku jednej z nich. Z delikatnością godną motyla pogłaskała konia po czole, zauważając, że chyba nie przejawia szczególnej agresji, skoro przymknął oczy i nadstawił łeb do dalszego dotyku. - Dokonałeś już wyboru? - Spytała po chwili, uświadamiając sobie, że przecież podzielili sprawiedliwie wybór wyprawki i ten nie leżał w jej rękach, a przy okazji z trudem odsunęła się od klaczy, krzyżując ręce za plecami.

|wybieram sanki


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   29.12.17 2:14

The member 'Solene Baudelaire' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 2


Powrót do góry Go down
Edgar Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 http://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 http://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle http://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
łamacz klątw, B&B, diler opium
34
Szlachetna
Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
14
0
0
5
0
19
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   29.12.17 18:26

- Nie, w czerwcu zazwyczaj nie pada - odpowiedział, nieświadomie mocniej ściskając jej niewielką dłoń, kiedy wokół zaczęło się pojawiać więcej osób. Wśród nich zauważył kilka znajomych twarzy - nie za wiele, rzadko pojawiał się na oficjalnych przyjęciach arystokratów (choć po wzięciu ślubu i tak częściej niż by sobie tego życzył), ale tylko nieliczne z nich faktycznie darzył szacunkiem. Niechętnie musiał przyznać, że większość szlacheckich rodów schodzi na psy przez to swoje uwielbienie mugoli. Na kuligu nie spostrzegł jeszcze wielu przedstawicieli rodzin takich jak jego, choć możliwe, że mieli ważniejsze rzeczy do zrobienia i nie mieli czasu na zabawy takie jak ta. Sam z pewnością nigdy by się tutaj nie pojawił gdyby nie Aldora - ona natomiast była jeszcze dzieckiem i miała pełne prawo do takich rozrywek, jak bardzo Edgar by za nimi nie przepadał. - Nie w Wielkiej Brytanii. Są jednak kraje, gdzie śnieg pada również latem i nie jest to nic zaskakującego - dodał, witając się uprzejmym skinieniem głowy z Magnusem, który stał parę metrów dalej. Szanował Rowle'ów - pozostawali jedną z nielicznych ostoi czarodziejskiej tradycji, nawet jeżeli mieli swoje za uszami. Takie ostoje mógł zliczyć na palcach jednej ręki, a jednak rody takie jak Prewettowie wciąż mocno trzymały się swojej wątpliwej reputacji, nie znikając ze skorowidzu Cantankerusa Notta. W zasadzie nie powinien tutaj przychodzić - tak, już nie popełni tego błędu, pojawiając się jedynie w miejscach, które prezentowały sobą jakiś poziom. Właściciele hrabstwa Dorset mogli mamić oczy luksusowymi saniami i najlepszymi końmi, ale wciąż pozostawali zdrajcami kilkusetletniej tradycji. - Możesz. Sprawdź czy mają dzwonki - zaproponował, przypominając sobie o pytaniu, które zadała mu podczas wyjścia z domu. Wciąż nie pojmował skąd się wzięła u niej ta pasja, ale nie krytykował jej - wręcz przeciwnie, przywoził dzwonki do kolekcji, kiedy tylko miał taką możliwość. Zastanawiał się tylko kiedy jej to przejdzie i czy w ogóle. Nie przypominał jej o zasadach obcowania z końmi, wierzył, że doskonale wie jak powinna się zachować. Sam również podszedł bliżej ich eleganckich sań, zatrzymując się na moment przy białym ogierze. Był piękny, nie dało się temu zaprzeczyć. Pogłaskał go po czole, uprzednio zdejmując z dłoni skórzaną rękawiczkę. Przestał, kiedy zauważył jak reszta jego rodziny wsiada do sań. Usiadł naprzeciwko siostry i córki, czując jak jego ciała zapada się w miękkim gęsim pierzu - w takich warunkach mógł jechać. Zawiesił zaciekawiony wzrok na Aldorze, kiedy Wynonna podała jej niewielki pakunek. Był niemalże stuprocentowo pewny co znajduje się w środku, dziewczynka zapewne też. Oderwał od niej wzrok na moment, żeby sprawdzić godzinę. Za chwilę powinni wyruszyć.


Aldora Burke, Wynonna Burke, Quentin Burke i Edgar Burke
Ruszyli.




We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Powrót do góry Go down
Lupus Black
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black http://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa http://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 http://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 http://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
25
Szlachetna
Zaręczony
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
5
11
0
27
0
0
3
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   29.12.17 20:57

Absurd gonił absurd, a ja uprzejmie udawałem, że nie dostrzegam groteskowości aktualnego świata. Miał on zalążek w nowych stanowiskach arystokratycznych rodów, brnął przez załamanie się magii, a skończył na nierealnej sytuacji pogodowej. Nie byłem jedynym dziwiącym się śniegowi w czerwcu, ale trzeba przyznać, że zjawisko to było dość niezwykłe. Nawet jak na Anglię. Zwykle nie miałem z nim nic do czynienia, całe dnie oraz noce spędzając w szpitalu albo przeglądając w domu dokumentację medyczną, ale istniały takie momenty, w których należało wreszcie opuścić Świętego Munga lub Grimmauld Place. Czyniłem to niechętnie, ale mawiano, że długie przebywanie w zamknięciu sprzyja zdziczeniu; do tego nikt, szczególnie mój ojciec, dopuścić nie mógł. Przykazał mi dbać o nasze relacje z Parkinsonami idące w dobrym kierunku dzięki naszym zaręczynom. Wciąż nie docierało do mnie, że od pamiętnego wieczoru minął aż miesiąc; sam nie wiem kiedy mi ten czas przeciekł przez palce, zostawiając w rękach uczucie zdumienia. Spodziewałem się, że zostanie narzeczonym diametralnie odmieni moje życie, na które z coraz większą częstotliwością zacznę narzekać, ale nic podobnego nie miało miejsca. Widocznie dopiero małżeństwo zmienia całkowicie bieg pewnych wydarzeń, z naciskiem na te prywatne, wręcz intymne. To sprawiało, że najwidoczniej jeszcze mogłem cieszyć się wolnością, którą starałem się spożytkować na rozwijanie swojej kariery. W międzyczasie napisałem kilka listów do swojej narzeczonej, by się nie martwiła, ale podejrzewałem, że i ona miała swoje zajęcia. Perfumy same się nie zrobią, składniki same nie zamówią, a spodziewałem się, że także Parkinsonówna należała do kobiet ambitnych. Przynajmniej ambitniejszych ponad malowanie paznokci oraz strojenie się całymi dniami; w duchu musiałem jednak przyznać, że brzmiało to w mojej głowie dość zabawnie w zestawieniu z nazwiskiem arystokratki.
Obiecałem jej, że czerwiec będzie należał do nas. Najpierw wykazałem chęć uczestnictwa w kuligu, później na ślubie Yaxleyów, na końcu w sabacie, na którym powinniśmy ogłosić swoje zaręczyny, zgodnie z przyjętym zwyczajem. Przez to mniej czasu poświęcałem pracy, także dyżurów nie brałem tyle, co w maju. Należał mi się wypoczynek po zawierusze związanej z magicznymi anomaliami stawiającymi cały personel na równe nogi. Z kolei nadobna dama, związana ze mną podpisaną umową, zasługiwała na rozrywkę; nie wypadało jej się pojawić na uroczystościach beze mnie.
Przybyłem po nią do samego Broadway Tower, by nie narażać jej na samotną podróż choćby przez chwilę. Świat stawał na głowie i nie mogłem mu zaufać. Od razu skomplementowałem jej olśniewający wygląd oraz podałem swoje ramię, by dojść do odpowiedniego miejsca, z którego mogliśmy się przedostać do Weymouth.
Nie byłem fanem Prewettów uważając ich poglądy za zgubę dla arystokracji, ale postanowiłem dla rozrywki odłożyć na bok wszelkie uprzedzenia. Mijając wszystkich znajomych kiwałem im głową lub podawałem dłoń, kierując nas w stronę głównej atrakcji dzisiejszego dnia. Z oddali widziałem kilka rodzajów sań oraz konie, które należało wybrać, jak poinformował nas jeden z czarodziei. Bez pytania podałem Victorii rozgrzewający napój, drugi biorąc dla siebie; chwilę później wypatrywałem już niezbędnych elementów do rozpoczęcia przejażdżki.
- Wolisz wybrać dla nas sanie czy konie? – spytałem, przerywając spokojną rozmowę toczącą się w drodze na miejsce. Postanowiłem dać jej wolny wybór, przynajmniej na tej płaszczyźnie. – Zdam się na twój kobiecy gust – dodałem lekko, niejako z zadowoleniem. Co jak co, ale poczucie estetyki Parkinsonównie na pewno nie będzie obce.




It caress the serpentthat devours us, until it has eaten away our heart.
Powrót do góry Go down
Fantine Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier http://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 http://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier http://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine http://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
dama, malarka z zamiłowania
20 lat
Szlachetna
Panna
even though she looks innocent
she's really
a perverted demon
5
10
19
0
0
1
10
0
Czarownica
królowa kier

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   03.01.18 23:30

Och, jakaż była zła!
Rana w sercu po stracie ojca wciąż przypominała o sobie piekącym bólem, zwłaszcza rankami i wieczorami, gdy brakowało jego silnej sylwetki u szczytu stołu; okres ścisłej żałoby jednak przeminął, nadeszła pora, by Fantine, Melisande oraz Tristan powrócili na salony, a pierwsza okazja by to uczynić nadarzyła się nader prędko.
Wcale przecież nie chodziło o to, że nie przepadała za kuligami, ależ nie! Bardzo lubiła porę zimową, podczas której odbywały się sabaty bożonarodzeniowe, noworoczne, karnawałowe; bardzo lubiła oglądać występy tancerzy na łyżwach, którzy swym tańcem tworzyli prawdziwą sztukę. W sanie wsiadała równie chętnie, miała szafę pełną drogich futer z najrozmaitszych zwierząt, pasujących doń rękawiczek i eleganckich szali. Pora zimowa na salonach nie była Fantine straszna, lecz właśnie - kluczowym było słowo zimowa. Na towarzyski sezon letni czekała już przeszło od marca, przygotowywała się nader skrupulatnie, szastając galeonami swej rodziny, by w jej kufrach znalazły się najmodniej i najpiękniej skrojone suknie z drogich materiałów. Och, tak, czekała na prawdziwie gorące, letnie wieczory spędzone na flirtach, jednakże wybuch w nocy pierwszego maja zniszczył w s z y s t k o. Odebrał Fanny ojca, smoki z rodowego rezerwatu, a teraz miał odebrać jedną z ulubionych radości życia - letnie sabaty. Nie byłaby jednak sobą, gdyby się nie pojawiła wraz z rodziną. Na pociągniętych karminową szminką ustach miała promienny uśmiech, w oku błysk, lecz w duchu była dość nadąsana. Na nikogo konkretnie, ot po prostu.
Zjawiła u boku matki, ubrana w długie, eleganckie futro z lisów ciemnej maści, a gdy kroczyła nieśpiesznie widać było materiał złotej sukni. Ciemnobrązowe włosy spoczywały na ramieniu, splecione w finezyjny warkocz, w uszach lśniły rubinowe kolczyki. Mogła porzucić już czerń, lecz na piersi, pod futrem, nosiła wciąż czarną wstążkę: przeminęła ścisła żałoba, lecz nie zniknęła z serca Fantine.
Lady Cedrina zniknęła, opuszczając córkę, by oddać się rozmowie z lady Avery; na na kilka chwil została sama, zastanawiająca się nad przyjęciem zaproszenia lorda Flinta, by to właśnie jemu uczyniła ten zaszczyt i towarzyszyła mu podczas przejażdżki. Długo nie rozkoszowała się chwilą ciszy, choć to wiele powiedziane, bo mróz szczypał alabastrowe policzki Fantine, czyniąc je bardziej zarumienionymi.
-Dzień dobry, lordzie Rowle - przywitała się uprzejmie; to, że on tego nie uczynił, nie zwalniało jej wcale z przestrzegania zasad dobrego zachowania. Minę miał nieprzyjemną, słyszała ponadto zaledwie przed kwadransem, że jego małżonka cierpiała na mdłości ciężarnych - czyż nie powinien jej właśnie towarzyszyć w tym trudnym momencie? Niewiele ją to obchodziło.
-Czasami - odpowiedziała, powstrzymując się od uniesienia brwi. Minę miała nieprzeniknioną, na ustach wciąż uprzejmy uśmiech; nie wiedziała dlaczego miałoby to komukolwiek przeszkadzać. Wiele szlachetnych dam nie stroniło od słodko pachnących, czarodziejskich papierosów; Fantine ponad walory zapachowe ceniła jednak te estetycznie. Elegancko prezentowała się przy stole z kartami do gry, lampką wina i cienkim papierosem w długiej lufce - z papierosem w ustach na mrozie niekoniecznie, podziękowała więc gestem.
-Och, doprawdy? - udała zdziwioną, choć nie budziło to weń zaskoczenia; trudno było na szlacheckich salonach o większego narcyza niż Fantine Rosier, była przekonana, że lord Flint o niej wręcz marzył - była skłonna więc uwierzyć, że się tym przechwalał. Utrze mu za to nosa, myślała, gdy nieśpiesznie kroczyła u boku lorda Rowle.
-Powinien lord zważać na słowa, lordzie Rowle, nie tylko ściany mają uszy - nie zaprzeczyła uwadze o nadęciu Flinta, lecz zdecydowanie jej nie pochwalała. Nie chciała, by ktoś przypadkowo podsłuchał tę rozmowę: podobne słowa mogłyby zaszkodzić zarówno jej reputacji, jak i relacjom z rodziną Flint.
Rowle sprawiał wrażenie przekonanego, że podjęła już decyzję, a właściwie, że to on uczynił to za nią. Nawet uszu Fantine doszły plotki, że lord Rowle bywa... gwałtowny. Próbowała wymyślić na prędce wymówkę, która pozwoli jej nie wsiadać do sań z żonatym mężczyzną sam na am, lecz ponad jego ramieniem, nie tak daleko od nich, dostrzegła Flaviena Lestrange.
Ich spojrzenia spotkały się na jedno uderzenie serca i czuła, że usta pragną się uśmiechnąć, lecz wzrok dostrzegł kobietę u jego boku. Jej krawcową.
-Dziękuję, panie - odrzekła Magnusowi, po chwili wahania przyjmując od niego kielich, pełen rozgrzewającego napoju, a także propozycję, by towarzyszyła mu podczas kuligu. Przypadły im w udziale nowoczesne, lecz nader eleganckie sanie; pozostał jedynie wybór wierzchowców, które je pociągną.
-Mam nadzieję, że pańska małżonka czuje się już lepiej - wyrzekła spokojnie Fantine, wciąż decydując się na uprzejmość, kiedy wokół nich stali inni i najpewniej nadstawiali uszu.


| rzucam na koniki





Gdy stąpa, piękna, jakże przypomina
Gwiaździste niebo bez śladu obłoku:
Ciemność i jasność — każda z nich zaklina
W nią swój osobny czar, i jest w jej oku
To miękkie światło, które zna godzina
Nocy, gdy blaski dnia zagasną w mroku.




Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   03.01.18 23:30

The member 'Fantine Rosier' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 5


Powrót do góry Go down
Aldora Burke
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t5502-aldora-burke http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t5504-aldorka#126248 http://www.morsmordre.net/
Wielka Księżna Durham
6
Szlachetna
Panna
Bim-bom, bam-bim-bom,
skąd wiedzieć wszystko, komu bije dzwon?
0
0
0
0
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   04.01.18 2:03

Położyła dłoń na łopatce ogiera, była za mała, żeby przygładzić go po szyi, choć to z takim zamiarem zbliżyła się do wielkiego rumaka. Był piękny, śnieżna sierść doskonale komponowała się z zimowym krajobrazem, który miał im towarzyszyć w trakcie tej letniej i wakacyjnej podróży. Aldora dostrzegała w tym pewną niezadowalającą niekonsekwencję, ale niestety nie miała innego wyjścia, niż się z nią pogodzić. Obejrzała się przez ramię na wuja Quentina, który pochwalił jej wybór - gdyby miała taki zwyczaj, pewnie w tym momencie by się do niego uśmiechnęła. Zamiast tego, przeniosła spojrzenie wyrazistych oczu na pysk ogiera, wierząc, że zwierzę było w stanie wyczytać w nich tak powitanie, jak i wyrazy sympatii - była przecież tylko dzieckiem. Ściągnęła też usta w wąską kreskę, kiedy usłyszała propozycję ojca - i odwróciła się w jego stronę, przecząco kręcąc głową; konie nie miały dzwonków, ale może to i dobrze. Dzwonki powinny nosić testrale, nie konie: czarodzieje też nimi nie dzwonili, a duchy już tak. Obserwowała jednak ojca przy koniu z podziwem skrzącym w oku. Wycofała się dopiero, kiedy ciocia znalazła się już na saniach, skinąwszy głową wujowi i nieco niezgrabnie przed nim dygając, nim ten podsadził ją na sanie. Wpierw przespacerowała się wzdłuż ław na sam koniec, zamykając palce na krańcu sań i raz jeszcze obrzucając spojrzeniem ogiera, potem zajęła miejsce obok Wynonny, gdzie przyjęła podarek od cioci, układając go sobie na podołku, póki pozostała część rodziny nie zajęła również swoich miejsc. Dopiero wówczas, wciąż nie sięgając podarku, zamiast tego zmełła w drobnych dłoniach rąbek sukienki wystającej spod czarnego płaszczyka i na dłużej zatrzymała wzrok wpierw na Wynonnie, potem na Quentinie, a na samym końcu na ojcu - poczuła lekkie szarpnięcie, nim krajobraz zaczął się leniwie przesuwać, rozpoczynając baśniową podróż przez śnieżną krainę. Dopiero wtedy poczuła się w odpowiednim nastroju, by otworzyć prezent, przesunęła palce na pakunek, wyginając jego rogi.
- Tato, co to za kraje? - Tak naprawdę kierowała swoje pytanie do wszystkich, tato wydawało się wtrącone zupełnie odruchowo. Wiedziała, że wszyscy jej krewni sporo podróżowali, ciekawa była również tego - ona nigdy jeszcze nie wychyliła nosa poza Anglię, a opowieści rodziny były czasem ciekawsze od baśni barda Beedle'a. - Byliście tam? - Byliście przecież wszędzie, choć świat był taki wielki. Wyraz jej twarzy wciąż się nie zmienił, kiedy spomiędzy szeleszczących papierów wyciągnęła nieduży dzwoneczek. Uniosła go przed siebie, luźno, pozwalając mu wydać kilka dźwięków pod wpływem wiatru oraz prędkości sań, samej nie dokładając do tego żadnego wysiłku, wsłuchując się w tę muzykę z miną co najmniej bywalca filharmonii.
   
rzucam na zdarzenie!




przetkana wzorem
czarnych jak noc plam
purpura płatków krwawa i ognista
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   04.01.18 2:03

The member 'Aldora Burke' has done the following action : Rzut kością


'k10' : 4


Powrót do góry Go down
Flavien Lestrange
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5559-flavien-lestrange#129850 http://www.morsmordre.net/t5572-jean-claude#130040 http://www.morsmordre.net/t5570-flavienowe#130037 http://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor http://www.morsmordre.net/t5578-flavien-lestrange#130148
pomocnik dyrektora artystycznego rodowej opery
24
Szlachetna
Kawaler
De la musique avant toute chose,
Te pour cela préfère l’Impair.
15
10
0
0
0
10
10
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   04.01.18 11:04

Kobiety zwykle zbyt emocjonalnie podchodziły do większości spraw, nie można było im mieć tego za złe, skoro w dużej mierze posiadały kruchą, niewieścią psychikę. Ojciec opowiadał mi o tym nie raz, kiedy zaczynałem jeszcze jako dzieciak dopytywać się o matkę. O powód jej śmierci, o szaleństwie zatruwającym zmysły. Przysięgłem wtedy, że nie będę równie słaby, że otoczę wszystkie znane mi niewiasty silnym ramieniem, będąc niezachwianą dla nich opoką. Starałem się; do tej pory jedynie choroba Evandry wydobyła ze mnie od dawna chowane emocje. Wieść, że Solene mogła zostać porwana, oczywiście wzbudziła we mnie wyrazy współczucia, ale odniosłem wrażenie, że byłem gdzieś jakby obok tego tematu. Nie poruszył mnie na tyle, by zrozumieć jego istotę. Wydawało mi się, że panna Baudelaire powinna po prostu zapomnieć, najlepiej w jakimś dobrym towarzystwie, z dala od rodzinnego domu oraz miejsc, które mogły jej przypominać o tym niemiłym incydencie. Z listów jasno wynikało, że od tamtej pory nie wychodziła w ogóle z domu, co osobiście uważałem za wielką stratę dla całego świata. Potomkinie wil były nadzwyczaj zachwycającymi czarownicami i choć nie głupiałem na ich widok, to doceniałem czar jaki wokół siebie roztaczały. Od zawsze podziwiałem swoją macochę, która była dla mnie niczym matka, którą zbyt wcześnie straciłem; zawsze elegancka, piękna, pełna gracji oraz elokwencji mogła stanowić wzór dla wielu arystokratek. Pomimo, że krew Evandry była już rozrzedzona w aspekcie genu jej rodzicielki, wydawała mi się równie piękna i magnetyczna co ona. Dostrzegałem podobieństwo do nich w osobie Solene, jednak musiałem przyznać, że najlepiej prezentowały się w uśmiechu. Którego dzisiejszego dnia brakowało. Przynajmniej w takiej formie, w której pragnąłem go ujrzeć. Ten wystudiowany z bijącym od niego niezadowoleniem nie spełniał moich wygórowanych wymagań.
Za to na mojej twarzy pojawił się szczery wyraz zadowolenia; kto wie, może okaże się zaraźliwy? Może kąciki ust nie unosiły się tak wysoko jak powinny, ale wystarczająco, by nie pomylić go z niczym innym.
- Jestem niereformowalny – odparłem z rozbrajającą szczerością. Pozwoliłem sobie nawet na drobne wzruszenie ramion, mające być gestem poddania się własnym słabościom. Niby nie powinienem się do nich przyznawać, ale fakt, że konserwatyzm uznawałem za zaletę, skutecznie wybił mi z głowy wszelakie wyrzuty sumienia. Tę drobną chwilę nieuwagi postanowiła wykorzystać młoda czarownica, oplatając wokół szyi kaszmirowy szalik. Wzdrygnąłem się lekko z powodu sunącej po skórze fakturze materiału, ale musiałem przyznać, że osłonięcie przed mrozem nagiej szyi miało w sobie pewien przyjemny aspekt. – To twoje perfumy? – spytałem z ciekawością, kiedy drobna mgiełka zapachu dotarła do mojego nosa. Nie byłem pewien, choć może powinienem odróżniać perfumy męskie od damskich. Mroźne powietrze dostające się do nozdrzy skutecznie utrudniało sprawność zmysłu powonienia.
- Dziękuję – dodałem z wdzięcznością, nim jeszcze podszedłem do wierzchowców. Były absolutnie wspaniałe, nie mogłem odmówić Prewettom ich wysublimowanego gustu. Pogłaskanie po chrapach najpierw siwej klaczy, a potem siwej w hreczce, umocniło mnie w przekonaniu, że to właśnie te będą najlepsze. Dobrze patrzyło im z oczu, a ich sierść była nadzwyczaj przyjemna w dotyku. Obejrzałem się na moją towarzyszkę, a kiedy już wybraliśmy niezbędny ekwipunek, elegancko odziany czarodziej podpiął nasze sanie do koni. – Tak. To zaskakujące, że mamy tak podobny gust – rzuciłem nagle, pogłębiając uśmiech do rangi rozbawionego. Wesołość nie trwała długo, bo kiedy podeszliśmy do sań, a ja odwróciłem głowę, napotkałem spojrzeniem wzrok Fantine. Przez krótką chwilę próbowałem rozgryźć emocje, o ile jakieś nią targały, ale nie zauważyłem niczego. Skinąłem jej więc uprzejmie głową na powitanie, przenosząc potem spojrzenie na towarzysza kobiety. Lord Rowle, tego się nie spodziewałem. Lady Rosier lubiła szokować, ale o samotną podróż z żonatym mężczyzną jej nie podejrzewałem. Odwróciłem głowę, nie chcąc być tego świadkiem. Skupiłem się całkowicie na półwili, posyłając jej kolejny z uśmiechów.
- Pomogę ci – zaproponowałem fizyczne wsparcie podczas zajmowania miejsca w saniach. Za nią wsiadłem także ja, siadając dokładnie naprzeciwko niej. – Opowiedz mi coś o swoich najnowszych projektach – poprosiłem, a sanie ruszyły. Nie dopuszczałem do siebie świadomości, że mogła przez ten cały czas zapomnieć o pracy. To byłoby zbyt nierozsądne.

Solene Baudelaire i Flavien Lestrange ruszyli.




na brzeg
wpływają rozpienione treny
w morzu płaczą syreny,
bo morze jest gorzkie

Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 http://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 http://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate http://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow http://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
2
3
Półwila

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   05.01.18 15:09

Jasnowłosa posłała swojemu towarzyszowi spojrzenie sugerujące, że zadał dość niemądre pytanie, ale i jednocześnie potwierdzające, że tak, oczywiście, to jej perfumy. Delikatne, kobiece, z kwiatową nutą wprost idealnie komponujące się z genami, których nieszczęśliwą posiadaczką była. Dodała też, że to prezent, który może zatrzymać, bo sam szal miał ciemny kolor i był w zasadzie neutralny, nie tylko dla kobiety. Z pomocą Flaviena wsiadła do sań z niewymuszoną gracją i zajęła miękkie miejsce wyścielone bordową satyną.
- W ostatnim czasie starałam się nie pracować zbyt dużo. - Nierozsądne? A jednak. Umęczona życiem półwila czasami też potrzebowała odpoczynku i czasu, by należycie zadbać o samą siebie. - Najnowsze projekty to wciąż suknie ślubne, suknie na sabat dla debiutantek i męskie garnitury szyte na miarę. Przyjemnym zadaniem okazało się uszycie płaszczyka w biedronki dla małej lady Prewett, wzorzystego garnituru na ślub i pluszaka dla innej, uroczej damy. Możesz mi wierzyć lub nie, ale już dawno nie odpoczęłam pracując, tak jak przy tamtych zleceniach. - Odparła spokojnie, nie mówiąc w zasadzie nic szokującego. Zazwyczaj odpoczywała pracując, a kiedy i praca nie sprawiała jej radości, to rzeczywiście coś musiało być nie tak. Wiedziała o tym każda bliska osoba albo przynajmniej ta, co spędzała w jej towarzystwie dużo czasu. W kwestii niereformowalności mogli więc iść w konkury, jak na razie idąc łeb w łeb. - Zresztą, przez ten czas skupiłam się ponownie na malarstwie i ilustracjach do bajek dla dzieci. - Wciąż kontaktowała się z tamtą kobietą, która kilka lat temu powierzyła jej projekt okładek i ilustracji do eleganckiego wydania książki z opowiadaniami. Była zadowolona, dostrzegała potencjał w jej malunkach, ale mniej zadowolona okazała się, gdy Solange odmówiła kolejnego zlecenia, skupiając się tylko i wyłącznie na szyciu.
Poprawiając się na swoim miejscu, skupiła wzrok na okolicznych terenach, próbując tym samym odgonić od siebie męczące myśli apropo jej zawodu. Pomysł wyjazdu do Francji nabierał coraz większego sensu, ale obawiała się spotkania z rodzicami. Wciąż mogli żywić do niej urazę za to jak postąpiła i chyba z tymi konsekwencjami nie chciała się na razie mierzyć.
- Jak się ma Evandra? Mam nadzieję, że jest coraz lepiej. - Spytała po chwili, zwracając wzrok na Flaviena. Wiedziała o jej chorobie i mniej więcej była na bieżąco z wydarzeniami w życiu nowej lady Rosier; w końcu traktowały się prawie jak siostry i nie znały od dziś, a od kilku lat - troska o jej zdrowie była więc naturalna i szczera.

|zdarzonko






Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz; chodź, pocałuję cię w duszę i w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. W samo serce.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   05.01.18 15:09

The member 'Solene Baudelaire' has done the following action : Rzut kością


'k10' : 4


Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle http://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a http://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper http://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow http://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
5
5
0
0
0
30
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   07.01.18 0:15

Wolałby trzymać dłoń na kolanach żony, iście nieelegancko przesuwając nią po jej udzie, skrytym jednak pod wystawną suknią. Wolałby bez konsekwencji bawić się jej opadającymi na zarumienione od chłodu policzki włosami. Wolałby grzać się przed kominkiem, siedząc nie w wygodnym fotelu, a na podłodze, na rozłożonej tuż przed paleniskiem wilczej skórze i czytać Moirze na głos wybraną przez nią książkę: aktualnie brnęli po pas w nadrealizmie, wałkując Soupaulta, lecz Magnus okazjonalnie dorzucał swoje trzy knuty, wtrącając się z Beckettem, nie całkiem świeżym, lecz nadal intrygującym odkryciem. Przyjemności los odłożył za Magnusa na później, w trakcie krótkiej sekundy pozbawiając go tak towarzystwa żony, jak i szczątków dobrego humoru. Przejażdżka eleganckimi saniami w trzaskającym mrozie od biedy sprawiłaby mężczyźnie radość: uświęcony społecznie czas z ukochaną połowicą zgrywał się idealnie z wizją nieco wybitych z konwenansów rozmówek szeptanych na uszko. Nigdy nie przodował w zajęciach z etykiety, kojarząc mgliście wyłącznie podstawy dobrych manier, o jakich natychmiast zapomniał, gdy okazywały się niewygodne. Był specem w odcinaniu nieprzychylnych kuponów, więc lekko obrócił się na pięcie, ignorując całe zajście i udając, że jeszcze przed chwilą nie obejmował w tali żony, wspartej na jego ramieniu. Mogłoby to się skończyć źle zarówno dla Rowle'a, jak i jego teścia: Magnus miał niepokojącą zdolność do ignorowania podszeptów rozsądku i pakowania się w tarapaty, zgoła nielicujące z jego wiekiem, a nade wszystkim - pozycją. Niechęć rozmyła się w chmurze papierosowego dymu, za jakim zniknęła jego twarz; wyjrzał zza tej sztucznie stworzonej łuny, dopiero, gdy ryzyko rozpłatania gardła swego krewnego paskudnym zaklęciem ustała. Powinien rozważyć, skąd wynika tak ostre rozdrażnienie mikroskopijnymi zachwianiami idealnego planu, ale póki nikt (a zwłaszcza on) szczególnie nie ucierpiał przez narwany charakter i gorącą głowę, Magnus pruł jak lodołamacz, nie zważając na drobniejsze kości i cherlawe ciałka pałętające się u stóp. Siostra Tristana bezceremonialnie przyciągnęła jego uwagę, urodą, butą oraz roztaczanym urokiem szlachcianki, na tyle niepowszedniej, by przestał przeklinać, na czym świat stoi. Nie substytut Moiry, a osobna, błyszcząca persona, z jaką prawdopodobnie zamieni więcej niż dwa zdania a wyrażenie pogardy dla skomlących szlam spotka się z odpowiednim poklaskiem. Czy Archibald wiedział, kogo gościł na swych włościach? Skinął głową - nieco głębiej, mieszcząc się w standardowym pomiarze ukłonu. Spóźniony gest musiał wystarczyć za powitanie, aby ucałować alabastrową rączkę musiałby wcześniej zsunąć z dłoni Fantine rękawicę, a bawienie się z damskimi fatałaszkami w tej chwili go przerastało.
-Będę musiał jednego wyrzucić. Nie lubię, kiedy mam ich nieparzystą ilość - podzielił się z dziewczęciem swoją fanaberią, odkrytą całkiem niedawno, gdy zerkając w nierówny rząd papierosów prawie traciły zmysły ze złości. Przełamał jedną, nieprzyzwoicie drogą fajkę na pół i nonszalancko rzucił do lewitującego kosza na odpadki.
-A nie dałaś mu powodów, by biedaczek robił sobie nadzieję? - spytał, unosząc lekko brew i odwracając się przez ramię, by kpiącym uśmiechem obdarować zaszczutego i pokonanego chłoptasia, otoczonego już przez lożę szyderców - jeden twój uśmiech można potraktować jako zachętę, lady Rosier. I to już jak widać jest powód do fanfaronady wśród młodych chłopców - powiedział, w zawoalowany sposób komplementując Fantine. Grali w duecie: on umierał z nudów, z jakich lady Rosier łaskawie go wyciągała, za co chętnie przysłużył się jej we wzbudzeniu zazdrości. Magnus jednak cały czas miał na myśli złotowłosego Flinta, kompletnie nieświadom, że faktyczny cel dziewczęcia jest starszy, dojrzalszy i obracający się w bardziej ich kręgach.
-W domu nauczono mnie, że jestem Rowle'em i mogę mówić, co mi się podoba. A chłopakowi przyda się odebrać trochę pokory, czyż nie? - mimo wszystko ściszył głos, nie mogąc odmówić tej kulturalnej prośbie. Machnął ręką, podziękowania były zbędne, skoro już sformalizowali wspólną zabawę. Magnus podał jej dłoń, by ułatwić wejście do sań - dość ciekawego modelu, w wewnątrz wyglądającego jednak przyjemnie i swojsko. Rodowy fiolet sprawił, że na wąskich ustach Rowle'a zaigrał nieznaczny uśmiech.
-Mój teść zdecydował się zabrać ją do szpitala bez mojej zgody. Wciąż zapomina, że Moira nie jest już jego małą córeczką i to ja się nią opiekuję - odparł z przekąsem, wygodniej moszcząc się na siedzeniu i układając długie nogi w swobodnej pozycji. Machinalnie powędrował ręką do swych wzburzonych włosów, by spotkać się z oporem ułożonej fryzury. Cóż, kiedy wychodzili razem, Moira nie pozwalała mu na ekstrawagancję - Twój brat posiada nadopiekuńcze skłonności, Fantine? Mogę się założyć, że strzeże swych sióstr jak oka w głowie - zagadnął, absolutnie się nie dziwiąc. On nie dał rady upilnować swojej i skończyło się pięknym pogrzebem oraz skróceniem gałęzi rodu. Cóż, zawsze to lepsze, niż skandal i mezalians, przemknęło mu przez myśl, gdy siwki ruszyły z kopyta.

Fantine Rosier, Magnus Rowle
Ruszyli
irzucamnazdarzenie


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   07.01.18 0:15

The member 'Magnus Rowle' has done the following action : Rzut kością


'k10' : 1


Powrót do góry Go down
Fantine Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier http://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 http://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier http://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine http://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
dama, malarka z zamiłowania
20 lat
Szlachetna
Panna
even though she looks innocent
she's really
a perverted demon
5
10
19
0
0
1
10
0
Czarownica
królowa kier

PisanieTemat: Re: Łąka przy plaży   10.01.18 20:46

Na uwagę o wyrzuceniu papierosa odpowiedziała lekko uniesioną brwią; dziwną miał tę fanaberię, lecz cóż jej do tego? Najpewniej stać go było na tysiące, o ile nie miliony podobnych paczek; nie miała świadomości jakie kwoty skrywają w sobie skarbce Cheshire, ale jako młódka, dziewczyna, wcale tego nie pojmowała, także i rodowych skarbców Rosierów. Nie interesowało Fanny także skąd się to złoto tam bierze, w latach dzieciństwa zdawało się jej, że po prostu nie mają dna.
-Ależ skąd, panie - zaprzeczyła natychmiast, choć wciąż się uśmiechała. Chyba nie oczekiwał, że przyznałaby się do podobnego, haniebnego czynu na głos, czyż nie? W istocie pogrywała sobie na tyle, ile mogła i kiedy chciała; posyłała ukradkowe spojrzenia, uśmiechy, by zaraz potem udawać posąg wykuty z lodu i tym samym doprowadzać do szaleństwa. -Mój uśmiech to po prostu radość z mojej obecności w tym pięknym miejscu. Nie odpowiadam za niczyje myśli - wymigała się zwinnie z odpowiedzialności, którą nań zrzucił, mówiąc tonem niewiniątka i wzruszając przy tym lekko ramionami. Spojrzała ostatni raz na złotowłosego Flinta; cóż, musiał obejść się smakiem. Dzisiaj nie było mu dane rozkoszować się pięknem Róży, mógł próbować dalej, czego w głębi ducha Fantine pragnęła - nie dlatego, że obdarzyła go uczuciem, skądże znowu. Zwyczajnie łechtało jej to, i tak rozbuchane już do granic możliwości, ego.
-Odrobina pokory nigdy jeszcze nikomu nie zaszkodziła - odrzekła Fantine, bez zawahania, bez mrugnięcia okiem, gładko i pewnie, choć świadoma była jak wielkie wypowiada teraz kłamstwo i ją bzdurę. Nie sądziła, aby pokora była wskazana, a szczególnie jej - bo nie miała powodów, by się korzyć. Kobiety takie Fantine Rosier były święcie przekonane, że zawsze i wszędzie wolno im wszystko, a należy im się co tylko zapragną. Trudno było jednak u niej o inne ukształtowanie osobowości, jeśli już od lat dziecięcych, od samego początku, każdy zapewniał ją, że jest najpiękniejsza i najwspanialsza, wszystko jej wolno i spełniano każdy kaprys. Dusza zaczyna psuć się już za młodu.
Podała swą drobną rączkę lordowi Cheshire, pozwalając, by pomógł jej wsiąść do sani, które pociągnąć miały dwa wysokie, wspaniałe wałachy siwej maści; postawiła stopę na schodku i wsiadła do sań z wdziękiem, zajmując miejsce po lewej stronie. Mocniej opatuliła się szalem, bo zimne powietrze jęłosz szczypać delikatną skórę szyi.
Spojrzeniem śledziła gest Magnusa, dłoń którą wplótł we włosy, by je rozwichrzyć w nieład; nie pochwalała tego, nie lubiła odstępstw od salonowej elegancji i niepotrzebnej ekstrawagancji -Czy nie powinien być więc tam również pan, by ją stamtąd zabrać? - spytała podchwytliwie, choć wcale nie insynuowała, że nie powinien siedzieć tuż obok niej. Kobieca ciekawość zmusiła ją do drążenia tematu pozwolenia teściowi, by zajął się lady Moirą, w jego zastępstwie. -Skąd to pytanie, lordzie Rowle? - rzekła, z ledwie słyszalnym naciskiem na dwa ostatnie słowa. Nie powinien był zwracać się do niej po imieniu, bez wyraźnej zgody i prośby, lecz niegrzecznym byłoby teraz strofowanie go. -Powiem tylko tyle, że mój umiłowany brat jest na tyle opiekuńczy, by pan pożałował, jeśli nie będę zadowolona z przebiegu tej rozmowy - ostrzegła Fantine, lecz do jej głosu nie wkradła się choćby jedna niepokojąca nuta. Mówiła wciąż uprzejmie, grzecznie, lecz z nieprzewrotnym uśmiechem na ustach. Owszem, zgodziła się, by towarzyszyć mu podczas tej przejeżdżki, lecz pragnęła by wiedział, że winien mieć się na baczności i pilnować przestrzegania zasad etykiety. Nie życzyła sobie nieprzyjemności i plotek na swój temat, które mogłyby jej jedynie zaszkodzić. Wciąż była panną, nikomu wciąż nie uczyniono tego zaszczytu, by obiecać jej rękę, reputacja więc była dlań bardzo cenną. Gwałtowny i szalony Magnus Rowle o niewyparzonym języku nie miał prawa tego zepsuć.






Gdy stąpa, piękna, jakże przypomina
Gwiaździste niebo bez śladu obłoku:
Ciemność i jasność — każda z nich zaklina
W nią swój osobny czar, i jest w jej oku
To miękkie światło, które zna godzina
Nocy, gdy blaski dnia zagasną w mroku.




Powrót do góry Go down
 

Łąka przy plaży

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

 Similar topics

-
» Budka na plaży.
» Dzika plaża
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Recepcja
» Pole biwakowe

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia :: Weymouth-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18