Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Przed domem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Przed domem   02.11.15 15:14

First topic message reminder :

Przed domem

Przeciętnych rozmiarów drewniano-kamienna chatka. Otoczona jest ona licznymi drzewami, które należą do lasu nieopodal, a także ogrodowymi kwiatami, pośród których można usiąść na granitowych ławkach. Do wejścia prowadzi ścieżka z kamiennych płyt. Przed drewnianymi drzwiami znajduje się taras pełen porąbanego drzewa oraz ławka wraz ze stolikiem. Bell lubi tam siedzieć podczas ciepłych, a czasem i mroźniejszych dni.
Domu pilnuje Jowisz, wyszkolony chart angielski.





just fake the smile

Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Salome Despiau
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4348-salome-minerva-despiau http://www.morsmordre.net/t4367-sir-lancelot http://www.morsmordre.net/t4366-niosl-wilk-razy-kilka http://www.morsmordre.net/t5031-s-m-despiau
Magizoolog stacjonarny, pretendentka do nagrody Darwina
25
Czysta
Panna
When I walking brother don't you forget
It ain't often you'll ever find a friend
6
19
1
0
5
0
0
4
Czarodziej
 mine

PisanieTemat: Re: Przed domem   29.07.17 5:47

Dziki i nieokiełznany. Zwabiony w sidła czterech ścian niczym zły duch; biorący w posiadanie wszystko czego dotknął, wszystko na co raczył zwrócić uwagę. Znaczący swym podpisem - niewidzialnym aktem własności - przez krótkie muśnięcie palcami, ledwie zapamiętane przy natłoku reszty wrażeń. Subtelność jego wyważonych gestów gryzła się z resztą charakteru. Dusił się w swoim ciele jak w zbyt małym konstrukcie, zupełnie jakby w pośpiechu przyodział nie te ręce co trzeba, zostawiając właściwą głowę schowaną w tuzinie innych, bezwładnie upchniętych w kąt własnej komnaty. Zupełnie jakby oczy, których uważne spojrzenie wwiercał w Salome z uporczywą zajadłością nie należały do niego. Zupełnie jakby leniwy uśmiech drapieżnika był naprędce zapożyczonym, zmyślnym kłamstwem jedynie dla niej. Spięty pięknym przyodziewkiem wrzynał się w kanapę niczym pęta w nadgarstki. Chciał latać, chciał wznieść się ponad własne zachowanie i błyszczeć w pełni, toteż zdawał się niecierpliwym, wciąż niedostatecznie wychowanym dzieckiem. Niezadowolonym z faktu, że nieznana siła konwenansu zabraniała mu anektować wciąż i wciąż, nie pozostawiając niczego dla reszty.
Istotnie był półbogiem. Więzionym w giętkiej glinie ciała umysłem przepełnionym myślami tak chaotycznymi, że aż zauważalnymi. Istnieniem, którego ciężko szukać po ulicach miast, teraz zastygłych w ciemniejącej mgle ciepłego wieczoru. I chociaż krył w sobie przywary zwykłego człowieka, z pewnością zwyczajny nie był. Niczym szaleniec zagnieżdżony pośród stada ludzi "normalnych" wedle narzuconych standardów. Barwny, pęczniejący nienazwanym elementem wzniecającym fascynację i chęć zgłębiania. Wszystko co mówił, tak uroczo frywolne i pouwalniane z klatek ceremoniału, tliło się lichym ogniem na samiutkim dnie zrozumienia, nie bacząc na dwuznaczność i kłopoty z jej interpretacją. To nie Salome kusiła, choć obleczona w lepiej przystające tej sztuce kształty. Był kokieterem, wirtuozem wyczucia i bajarzem, dookoła którego zwykła zbierać się spragniona historyjek dziatwa. Gdy zaś otwierał usta, cokolwiek z nich nie wyciekało - i piękne historie, i brzydkie przekleństwa, plany na przyszłość, złe wróżby, życzenia śmierci i zdrowia, tajemne czary, czarnomagiczne wiersze, zwykłe, proste polecenia - wszystko to tchnęło magią stosowną jedynie dla niego. Magnusa, który w tej właśnie chwili, w tym właśnie miejscu i w obecności tej właśnie Salome dawał świadectwo tego, iż niezwykłym można być robiąc zupełnie zwyczajne rzeczy.
- Dżentelmen z powołania. To piękne. Zazdroszczę. - rzuciła lekko, jakby sama nie była świadoma wydźwięku. Słowa mężczyzny prawdziwie jej zaimponowały. Dotychczas pewna była, iż ludzie na jego poziomie, o jego pochodzeniu i przywilejach wciąż tkwią umysłem w zamierzchłych, uzależnionych od patriarchalizmu czasach. Rowle jednak tchnął świeżością coraz bardziej nowoczesnego świata. Kochał, co było sprzeczne z logiką opinii powielanej przez bezimienną rzeszę. Nawet jeżeli było to jednie ułudne, zmyślne kłamstwo, zaskarbił nim sobie uznanie większe niż dotychczas. Stawał się w jej oczach nie magiczny, a ludzki i przy tym wcale nie gorszy.
Wsparła się ramieniem o oparcie, nieznacznie przekręcając w jego kierunku, jednocześnie także powiększając dzielącą ich odległość. Były to milimetry ciężkie do zauważenia, jeżeli nie zwracało się uwagi na całokształt. Zatopiona w jego spojrzeniu sączyła słowa, które się nie zrodziły. Podświadomie wiedziała, czuła, że chciałby powiedzieć więcej. Wytrącany z zadumy przypominał jej obraz jeszcze ze sklepu, gdy nakryła go na sakralnym, sekretnym romansie z własnymi miłostkami o przyziemnej fizjonomii, lecz kosmicznym znaczeniu. Niczym zagubiony chłopiec, który nie do końca wiedział co się dookoła niego działo. Trwało o ułamki sekund, wciąż jednak przypominało, jak zmienny być potrafi i jak szeroki wachlarz możliwości w sobie skrywa. Twarz jej pozostała pogodna i jasna, poruszony temat jednak spłynął delikatnym rumieńcem kwitnącym lekką, zamazaną plamą na policzkach. - Naprawdę liczyłeś na ziszczenie się Twych próśb i fantazji? Mur milczenia jeszcze pomiędzy nami nie narósł, nie miałbyś więc czego przesadzać. Martwię się, że okażę się w tej materii jednym wielkim zawodem, muszę więc tu i teraz przeprosić. - Czy dopuszczała do siebie w ogóle taką myśl? Jeszcze chwilę temu myślenie takie byłoby kategorią nieśmiesznego żartu, godzącego w pozytywną atmosferę jaką Magnus zbudował. Teraz jednak, gdy zatarła granice niemożliwości, nie była pewna tego, czego sama by chciała, a co dyktowała jej chwila. Szufladkowanie chwilowo jej prywatnego lorda nie niosło ze sobą większego sensu - zaraz by się wymknął, zmuszając ją do refleksji i ponownego rozpatrzenia kategorii przynależności. Kim jednak była w tym wszystkim ona sama, skoro już nie tylko odbiorcą? - Pomimo twego dobrego zdania, tam skąd pochodzę palenie to wciąż przywilej dla mnie niedostępny. Oznaka siły, władzy i dominacji. - Wstała niedługo po nim, niwelując efekty jego chaotycznych rządów. Sięgnęła wcale bez wyrzutu po pelerynę, którą zamknęła w ciepłym uścisku dłoni. Dbała o czystość, nie było więc obaw o szkodę. Chciała jednak zadbać o niego tak jak mu to przyrzekła. Udomowić jego wciąż nieokiełznaną naturę. Przytuliła materiał do ciała, odwracając się od Magnusa jakby w obawie, że brak uznania obrośnie w tłuszcz przykrego komentarza. Przewiesiła go potem przez oparcie fotela, z którego uciekł, zrywając więzy niewolo decyzji swego pana. - Ty jednak się nie krępuj. - Czuj się jak u siebie w domu chciałoby się rzec, to jednak nie było chyba wcale potrzebne.
- Zatem ślesz małżonce listy obfitujące w tak konkretne wymagania. Och, a może...? - Zawiesiła na nim wzrok, uśmiechając się filuternie niczym chochlik, który właśnie wyczuł moment na psoty. Lady nie była jego jedyną, choć ulubioną. Czy więc istniała szansa, że źle zinterpretowała jego początkowy wydźwięk? Być może gdzieś tam z utęsknieniem czekała inna niewiasta, której zła i niegrzeczna Despiau w nieprzyzwoity sposób zabierała chwile skradzione w tak czarującym towarzystwie? W jej wzroku nie było zdegustowania czy przerażenia. Wypełniała ją ciekawość.




make me
believe
Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle http://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a http://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper http://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow http://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Beteween the idea
And the reality
Between the motion
And the act
Falls the Shadow
5
5
0
0
0
30
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przed domem   30.07.17 19:47

Rozpościerał się przed nim czysty płaskowyż. Pozbawiony roślin, nagi, nienaznaczony żadnymi zgrubieniami, naleciałościami natury, nieprzerwany strumieniem rwącej rzeki niepotrzebnych słów, niezniszczony gorącem spojrzeń. Twardy, stateczny, nieporuszony. Płaski. Teren idealny do zagospodarowania, wymarzony dla Magnusa-architekta, stawiającego pierwsze kroki w nowej branży, będącej przebłyskiem niespełnionego artysty. Jako chłopiec, nieśmiały i wycofany, niszczył wydumane zabawki, ciekaw tego, co kryją w środku, cóż z tego, że zawsze znajdował tam samo rozczarowanie, skoro sytuacja powtarzała się z cykliczną regularnością. Nie było tam wnętrzności, ciepłych tkanek, płynów ustrojowych zlepiających włosy i zalewających dłonie specyficznym zapachem otwartego ciała. Tylko takie kukły lubił przestawiać, ruszać nimi jak lalkami na otwartej scenie i mieć pogląd w ich korpusy, wyjmować serca i zmieniać je z miejscami z mózgiem. Magiczną wycinankę odkrył w pełni dopiero, kiedy przez rozpostarte palce umykała jego siostra, wadliwa, chodząca tak krzywo, że przypadkiem lot nad kukułczym gniazdem miał swój finał w zamkniętym pudle. Eleganckim, drogim, dobrze prezentującym się pośród czarnych szat, grobowych uśmiechów, śmiertelnie poważnych twarzy, skupionych na niezręcznym udawaniu boleści. Zabawa tą lalką znudziła mu się w trakcie tańca, więc bez skrupułów pchnął ją w ramiona innego partnera. Zachłannej nicości, rozpościerającej setkę możliwości, skrytych w nieoznaczonych pieczarach. Widział wszystko, aż po horyzont, układając kulawy dialog, który i tak pozostawiał własnemu losowi. Plany awaryjne nie były jego domeną; miał za to Salome, skupioną, lecz odległą, (jeszcze?) metaforycznie zamkniętą między miękkimi poduchami a stalą jego bioder. Składająca się w efektywny wabik ludzka pułapka: aksamitna aparycja o zadziornych kantach, melodyjny głos szepczący nieoczywiste kwestie, szczerze, prowokacyjnie, sylwetka emanująca tkliwym ciepłem, nie mógł jej skrzywdzić. Gdyby zapierała się dłużej, przypuszczalnie pozwoliłby jej zlizać z ust własną krew, bo szybko tracił cierpliwość, zwłaszcza w konfrontacji z tępym zaprzeczeniem. Skusić i zniszczyć. Banalnie prosta igraszka, dokonywana bez mrugnięcia okiem, w którym zamiast złotych refleksów odbijało się tylko przerażenie bezimiennej twarzy. Salome umykała przed tą klasyfikacją chytrze, wykorzystując swój wdzięk, rozbrajający Rowle'a z wytaczanej ciężkiej artylerii. Nie znał gróźb, z pamięci parowały zaklęcia, a mięśnie rozluźniały się machinalnie, jakby natchnione wdziękiem jego gospodyni, siedzącej tuż przy nim w nieśmiałej odległości. Przełamała wyraźny rozkaz, lecz nie poderwała się przy pierwszej (jedynej?) okazji, dając Magnusowi szansę, by się nią nacieszył. Fałdy nierówno układającej się sukni sięgały jego stóp, a kokieteryjny uśmiech, broczący pewnością siebie wywoływał dziką wibrację serca, doprowadzonego do szewskiej pasji.
-Daleko mi do dżentelmena - sprostował kategorycznie, cichym prychnięciem reagując na tę niedorzeczność. Znał etykietę, nie obce my były dobre maniery i zasady właściwego prowadzenia się w towarzystwie kobiet, ale na większość reguł pluł przez lewe ramię, licząc że przyniesie mu to szczęście - oni przy damach nie wspominają oralnego seksu, ba, nawet nie śmieją o nim pomyśleć, patrząc na rozchylone usta - zauważył, bezczelnie wędrując spojrzeniem po postaci Salome, kobiecych krągłościach ukrytych pod barwną płachtą, rumieńcu spalającym blade policzki, a wreszcie spoczywającym na wygiętych wargach, pełnych, bezbarwnych, bez obrazoburczego dodatku krwistoczerwonej szminki. Było mu wszystko jedno, bezceremonialnie przyznawał się tej obcej kobiecie do niemoralnych praktyk, prowokująco do szpiku kości ubarwiając wyznanie świadomym gestem. Myślę o tobie, Salome, właśnie w tej chwili, właśnie w t e j sytuacji, właśnie o twoich ustach. Uśmiechał się szeroko i zwycięsko, jak prawdziwy król, który podbił sąsiednią krainę, przyłączając ją do swych ziem; właśnie zajmował głowę Despiau, po której zamierzał krążyć i krążyć, nawiedzać ją w snach i trwać, nawet gdy w drewnianej chatce nie pozostanie już po nim ani ślad. Meble zapomną ciężar ciała, domowa woń przesłoni zapach jego perfum, a Rowle i tak będzie obecny, podnosząc powieki Salome znad sennego znużenia.
-Rozczarujesz mnie, jeśli nie spróbujesz - zagroził, bo przecież nie tego chciała. Dysponowała całym arsenałem działań, mniej lub bardziej przewidywalnych, czemu wybrała domniemane przeprosiny? Nie miała za co, nie miała powodu, a Magnus nie cierpiał rzucania tych konkretnych słów na wiatr, przypisywaniu sobie bezradnej niemocy. Była przecież odważna, cóż z tego, że krew rozlała się po jej twarzy żywą barwą, plamiąc policzki w ostrych kolorach, które Rowle nadzwyczajnie uwielbiał. Trafiała w jego gusta, będąc przy tym paradoksalnie odmienną i zwykłą, zlewającą się z korowodem panienek, a które nie zwracał uwagi. Zachowała typowo niewieście gesty dbałości, z jakim namaszczeniem sięgnęła po szatę mężczyzny, spływającą fantazyjnym wzorem na drewnianą podłogę. W jej rękach prezentowała się ładnie, mogłaby go w nią ubrać, gdyby tylko zechciała albo zatrzymać ją sobie, razem z fragmentem osoby Rowle'a, stopionej z fragmentem garderoby. Kiwnął głową, wsuwając w usta papierosa i odpalając go końcem różdżki; kłąb ciemnoszarego dymu zawisł między nimi, tworząc naturalną barierę, przekroczoną przez - o zgrozo - Salome, kolejnym niedyskretnym pytaniem.
-A może odwiedzam inną kobietę - dokończył nonszalancko, nieśpiesznie zwlekając się z kanapy, która pozbawiona równowagi po drugiej stronie przestała zdawać się równie wygodna. Pół kroku - zrównał się z Salome. Jeszcze pół i pchnąłby ją do omawianej pozycji, ale podświadomie nie taką chciał ją zobaczyć. Kryła coś przed nim. Mógł jej to wybaczyć, bo też nie zdradzał całego siebie.


Powrót do góry Go down
Salome Despiau
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4348-salome-minerva-despiau http://www.morsmordre.net/t4367-sir-lancelot http://www.morsmordre.net/t4366-niosl-wilk-razy-kilka http://www.morsmordre.net/t5031-s-m-despiau
Magizoolog stacjonarny, pretendentka do nagrody Darwina
25
Czysta
Panna
When I walking brother don't you forget
It ain't often you'll ever find a friend
6
19
1
0
5
0
0
4
Czarodziej
 mine

PisanieTemat: Re: Przed domem   01.08.17 16:09

Był bezwstydny. Patrząc na niego nie dało się dostrzec ni skrawka zawahania kiełznanego złotym ogłowiem etykiety. Nie przypominał tych wszystkich ugrzecznionych, wymuskanych francuskich lordzin obleczonych w drogie wełny i cienkie atłasy, sączących jad pomiędzy każdą, drobną nawet uprzejmością. Nie był giętki jak ich moralność, ani obłudny jak ich słowa i chociaż nie ufała mu w pełni zważywszy na wcześniejszą, małą wpadkę, to po jego stronie stanęłaby nawet gdyby miał zaraz umierać. Jego słowa, gesty, mimika twarzy i ton, jakim hojnie raczył każde swoje westchnienie nosiły znamiona ciekawostki, wobec której nie sposób przejść obojętnym. Zdecydowanie bardziej przypominał koczowniczego wodza, pewnie osadzonego na siodle buty i przemierzającego odległe, niezmierzone krainy poznawania tego co mu wolno, a czego nie. Imponowało jej to, chociaż na dłuższą metę musiało być jedynie igraszką, kto bowiem zachowywałby się w tak pięknie przewrotny sposób po tygodniu, miesiącu, czy nawet roku wspólnego, choć okazyjnego współdzielenia przestrzeni. Doceniła to, zdobiąc uśmiechem lico i otwierając się na niego jeszcze troszeczkę bardziej, nim postanowi odwrócić się na pięcie i zniknąć w mroku nocy.
- Sugerujesz zatem, że… Czy muszę obniżać swoją wartość, czy jednak Twój wzrok utkwiony we mnie nie jest jedynie kłamstewkiem mającym budować moje onieśmielenie tematem? – zapytała, twardo starając się wyrzucić z głowy pięknie, spokojnie kaligrafowane słowa. Odetchnęła głębiej, walcząc z dopiero co pokonaną czerwienią policzków. Potrzebowała powietrza. Jego penis należał do „jej” ust – kobiety, o której myślał i do której zapewne i teraz powracał w głowie, taktownie nie wspominając o tym ni słowa. Nie dopuszczała do siebie nawet myśli, że mogłaby w ten sposób spędzać mu sen z powiek, nauczona doświadczeniem że im więcej człowiek mniema o sobie samym, tym ciężej upada zderzywszy się z rzeczywistością. Nie narzekała. Było to uprzejme, podniecające na swój prosty sposób i rozpalające wyobraźnię. A może? A może ten jeden, jedyny raz powinna zrobić wyjątek i śmielej spojrzeć na samą siebie? Przegnać gradowe chmury znad samooceny i wznieść się w kierunku głęboko skrywanych pragnień, które Magnus trącał z daleka? Miała w głowie tysiące pomysłów na rozwinięcie jego myśli, tysiące dróg rozgrzania gorącego i tak spojrzenia, które wypalało w niej dziurę niezdatną do naprawienia. Nawet najśmielsze zaklęcia nie niszczyły struktur tak lekko jak umiejętna sugestia, tą zaś operował z wprawą mistrza dziedziny. Salome zadrżała.
- Nie mogę zatem odmówić propozycji, jednak uprzedzam, iż miła byłaby mi przysługa za ten pokaz kompromitacji. – Zaśmiała się krótko, urywanie, już teraz będąc pewną iż wprawa starego wygi była zdecydowanie poza jej zasięgiem. Magnus jednak w czarujący sposób wypowiadał swoje sugestie tak, by nie pomylić ich z prośbami. Nie ubierał tego w słowa i chociaż jawnie nie rozdziewał z politycznej poprawności, dało się odczuć nieznoszące sprzeciwu nuty. Nie miała i tak niczego przeciw, skoro jednak mogła ugrać na tym choćby okruszynę własnej satysfakcji, gotowa była targować się z nim póki okazja nie umknęła jej sprzed nosa. – Tamto zaklęcie. Nie ukrywam, że lekko nadszarpnęło moje nerwy; jego skutki ciągle czuję pod skórą, zupełnie jakby jeszcze nie wygasło. – Wspomnienie mrukliwego prawie że szeptu delikatnie ocierającego się o nią rozbłyskiem jasnego światła powróciło wraz z chwilowym, zimnym dreszczem. – Nie znam go jednak, a wydaje się ogromnie przydatne. Byłbyś tak miły…? – nie dokończyła wierząc w spostrzegawczość i inteligencję mężczyzny. Dobrze wiedział o co jej chodzi. Nie o ponowne użycie (co może by jej nie rozczarowało, spowodowałoby jednak zamknięcie przed nim drzwi, które tak umiejętnie otwierał), a szybką, efektywną naukę. Wymuszanie swojej woli na innych nie było jej domeną, nie mogła jednak znieść myśli że ona – osoba, która jeszcze kilka lat temu taką wagę przykuwała do ich nauki – nie znała poprawnej inkantacji i ruchu. Pod jego czujnym okiem była pewna że rozkwitnie niczym kwiaty wiosną – nie planowała przechodzić przez to wyzwanie sama. Ponadto – czarna magia – owoc zakazany i pielęgnowany jedynie w nielicznych francuskich, jej niedostępnych ogrodach. Tu ścierała się z nią na każdym kroku znając ciężar jej oswojenia i wykorzystania. Radosna ekscytacja zgłębieniem tajemnicy wlała się w nią gwałtownie, malując jej twarz skrywanym wypiekiem.
Zrobiła kilka kroków w kierunku mężczyzny, by minąć go zdecydowanie zbyt blisko, by uznał to za nieświadome działanie. Przystanęła o krok za nim, rzucając mu powłóczyste spojrzenie i uśmiechając się jedynie kącikami ust. – Ja spełnię Twoje życzenie.. – zawiesiła na chwilę głos, nie precyzując o co mogło jej w tej chwili chodzić. Nie pokazywała, do których jego słów się odnosiła. – Ty zaś moje. Czyż nie jest to idealne rozwiązanie? – Okręcając lekko sylwetkę musnęła jego nogi sukienką, po czym uniosła brodę i skierowała się do okna, na niskim parapecie którego lekko, wdzięcznie zasiadła. Uchyliła okiennicę wpuszczając do środka odrobinę wieczorno-nocnego powietrza, tańczącego wewnątrz razem z cieniami rzucanymi przez lekko przygasającą kozę. Ręce ułożyła na kolanach.
- Odwiedzasz. W tej właśnie chwili. – Po drugiej stronie parapetu łeb jednego z ulubieńców jej siostry wdarł się w kadr w poszukiwaniu pieszczot i uwagi. Pora ich kolacji zbliżała się, toteż powinna pomyśleć wreszcie o obowiązkach, jakie nakładał na nią przywilej mieszkania w domu rodzinnym. Nie była tu przecież gościem.




make me
believe
Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle http://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a http://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper http://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow http://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Beteween the idea
And the reality
Between the motion
And the act
Falls the Shadow
5
5
0
0
0
30
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przed domem   04.08.17 21:03

Musiałby być ślepy jak Homer i głuchy jak Beethoven, by przeoczyć oczywiste sygnały wstydu płynące z wystawionego na podeście ciała, które oglądał w zadumaniu, podziwiając Salome jak wykutą w kamieniu rzeźbę. Precyzyjne dłuto przewyższało Fidiaszowe, obrazując synestezję uczuć, rozpościerającą się barwną od jej oczu, aż do samych stóp, sunących po podłodze nerwowym ślizgiem. Magnus był zaś dziełem (kopią?) Michała Anioła, rozciągniętym w podobnej ekspresji, chociaż zdawał się całkiem panować nad ułożeniem swych kończyn, posłusznych tylko jego rozkazom. Krótka chwila władzy zdążyła przewrócić mu w głowie i upewnić, że ten pojedynek to fikcja, a on jest lalkarzem szarpiącym za sznurki kukiełek. Ostro, brutalnie, plącząc nitki uczuć, zawiązując pętelki u samej góry, by nie mogły przejść na niższe partie ustalonej relacji. Na nic zdałyby się tutaj wskazówki Ariadny, sprytnie oszukanej przez Rowle'a, pracującego ciężko, w pocie czoła krążącego setką korytarzy, by zgubić Despiau w gąszczu labiryntu. Konstrukcja miała wady, spore luki, dziury zionące w ogólnie twardych ścianach: a wszystko zaczynało się i kończyło na nim, na tym, jak daleko gotów był się posunąć. Szczękami skruszyłby tą nieśmiałość, jednym kłapnięciem zachłannej paszczy odgryzając cnotliwość od jej pragnień - a może najgorszych koszmarów? Denerwował się, że nie potrafi jej rozgryźć, więc rozsądnie powstrzymywał się przed ferowaniem wyroku, obstawiając opcję bezpieczniejszą. Naturalną, a przy niemalże oględnym, wyważonym brzmieniu, nadal niesamowicie w jego stylu.
-Nie zwykłem kłamać, Salome - powtórzył, z wyraźną lubością pozwalając, by kobiece imię zadrgało na jego języku, niosąc się śpiewnymi głosami w pustą przestrzeń, którą mogli wypełnić sobą - ale tak, to spojrzenie miało cię onieśmielić - przyznał się do swego małego wybiegu, ot, niewinnego żartu. Prawie się zasmucił, że tak prędko został zdemaskowany, ale nie tracił nadziei na kolejne, coraz to lepsze okazje do nowych psot. Póki co trzymał ręce przy sobie, posiłkując się jedynie siłą nikłych gestów, przebijających się do percepcji cienkimi szpilkami. Mimiką pracował na najwyższych obrotach, skrzętnie podkreślając swoje zainteresowanie. Mimowolnie przysuwał się bliżej, uśmiechał się lekko, a zielone oczy iskrzyły się pełniej. Gdyby przycupnęła tuż przy nim, zdołałaby ujrzeć w nich swoje oblicze, trochę zamglone, wciąż zawstydzone, pozostające uroczo rozdarte między pewną siebie kobietą, a zmieszaną dziewczynką, udającą, że doskonale zna słowo, o którego znaczeniu nie ma bladego pojęcia.
-Rad jestem. Pierwsze próby należą się wszak komuś wyjątkowemu - odparł, przypisując sobie cały zespół nieopisanych zalet, kumulujących się w szeregu prostych zgłosek. Pogrywał z Salome do taktu dziwnego tańca, w jakim - cudem - nie deptał jej po stopach, a prowadził z niebywałą gracją wprawionego w wirowaniu po parkiecie mężczyzny. Melodia jednak zazgrzytała nieznaną nutą, psującą cały konspekt; wkradła się tam nieznana improwizacja, solowy występ panny Despiau, perfidnie kradnącej atencję Magnusa i przywłaszczającej sobie jego zainteresowanie. Zaskoczyła go, po raz kolejny, czysto odkrywając przed nim białe karty fascynacji, gotowe do zapełnienia, jak kolejny egzemplarz tabula rasa oraz mając czelność prosić, domagać się okazania jej kolejnych sekretów. Niepokoił się, zaczynała wiedzieć zbyt wiele, ale... nie umiał się temu oprzeć, czując że coś go przyciąga do tej kobiety.
-Zdajesz sobie sprawę, o co mnie prosisz? - spytał ochryple, rezygnując z okrągłych ozdobników, jakimi ją zmylał i usypiał czujność. Nie potrzebował kwiecistych opraw dla trącącego truchłem wątku, budzącego Magnusa z zimowego snu, w jaki na chwilę dał sobie zapaść - czarna magia to nie jest kaprys - nazwał rzecz po imieniu, wykazując się rzadką dla siebie, w tak bardzo intymnych momentach, powagą. Różdżka za pazuchą drgała, jakby trąciło ją napięcie jej pana, powoli wpadającego w trans opowieści o wielkości, magii i potędze - udowodnij, że ci zależy, a wtedy zostanę twoim nauczycielem - zdecydował i Salome mogła pojąć, że nie myśli wcale o natychmiastowym pochyleniu głowy i przyczołganiu się do niego na kolanach. Rozczarowałby się wielce (myśli o Deirdre jednak płynęły innym, swobodnym torem, nasilając nacisk w podbrzuszu) taką postawą, ale na razie dawał jej odejść, łapiąc chwilę odsunięcia się i powędrowania dalej. Szorstki materiał sukni omiótł jego buty, oczyszczając je z ostatnich drobin kurzu, a przez moment dół barwionego płótna wdarł się między jego nogawki, ocierając się wręcz o nieprzyzwoitość, dzięki której zgrabne łydki nagle stawały się widoczne. Paskuda; nawet siadając na szerokim parapecie chroniła się nazbyt dobrze, nie dostarczając Magnusowi tej drobnej radości i pozostawiając go, by obchodził się smakiem.
-Nie ty dyktujesz warunki - przypomniał Salome, leniwie zaciągając się papierosem i wędrując w poszukiwaniu ciepła, jakie nieprzerwanie od niej biło. Kojarzyła mu się z chrupiącymi, lekko kwaśnymi jabłkami, dodatkiem do opasłych lektur, w jakich się zaczytywał, więc wspomnieniem całkiem przyjemnym. Nie powstrzymywał się dłużej, łamiąc niepisany pakt o nieagresji, dokonując natychmiastowego bojkotu durnej zasady. Kilka brązowych loków nawiniętych na jego palce, ujadający pies, luźna konstrukcja warkocza opadająca na plecy. To nie były j e j włosy, lecz rekompensowały nieco stratę - i robię z nią, co chcę - wyszeptał, rozgorączkowany i zachwycony efektem, swoim działaniem.


Powrót do góry Go down
Salome Despiau
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4348-salome-minerva-despiau http://www.morsmordre.net/t4367-sir-lancelot http://www.morsmordre.net/t4366-niosl-wilk-razy-kilka http://www.morsmordre.net/t5031-s-m-despiau
Magizoolog stacjonarny, pretendentka do nagrody Darwina
25
Czysta
Panna
When I walking brother don't you forget
It ain't often you'll ever find a friend
6
19
1
0
5
0
0
4
Czarodziej
 mine

PisanieTemat: Re: Przed domem   13.08.17 10:22

Wszystko zaczynało się i kończyło tu i teraz. Początki powite lekko, z gracją nimfiego tańca obradzały kwieciem zaskoczenia. Wieczór, chociaż mógł potoczyć się zupełnie inaczej, odpowiadał upodobaniom zarówno do tajemnicy, jak i chaotycznego szarpania za stateczność. Rozanielony uśmiech zdobił miast szpecić, zaś zieleń skryta pod ciemniejącą obwódką niesfornie wtapiała się w każdy element, każdy atom i haust powietrza. Było to jak zły sen; zatrważający scenariusz powoli wpędzający w przerażenie, budujący napięcie silnym akcentem uderzającym w najczulsze punkty. Nie chciała się wybudzać, chociaż dzień kusił wolnością, zaś krótka chwila bezdechu i przerażenia wcale nie zdawała się taką męczarnią. Chciała pozostać w tym domu, w tym dniu, w tym śnie, rozkosznie wijąc się między demonami rozpościerającymi kłamliwe piosenki o świetlanej przyszłości. Utopiona w kruchym marzeniu niczym mysz w kielichu wina broczyła optymizmem. Wyzwolony duch nieprędko da się zakuć w kajdany stateczności – winna cieszyć się nim póki jeszcze był łaskawy.
Chwilo trwaj! Omiotła go spojrzeniem zniecierpliwionym, pełnym oczekiwania na kolejnych, tak samo wytrawny i zharmonizowany ruch. Cieszyła się jego obecnością, chociaż widziała już kraniec tej przygody. Wciąż nie była usatysfakcjonowana jego odpowiedziami, liczyła na więcej (być może pikantnych) szczegółów zdradzających jego cele i przyziemne aspekty. Nie oceniała i nie odwracała wzroku z obrzydzeniem; żądza wiedzy przesłaniała jej wszelakie konwenanse i ceremoniały. Woalka obłudy była gruba. Obnażał ją z każdym gestem, każdym grymasem i słowem, odzierając już nie tyle z przyzwoitości, co oporów. Łamał niczym giętką, bambusową gałązkę z wprawą górskiego trolla przeczesującego teren. Nie chciała być mu dłużna, pozostając z posmakiem niedosytu usytułowanym gdzieś za goryczą porażki. Chciała rozdziać go z tajemnic, spojrzeć w głąb tego uśmiechu i tej przekory bazyliszka wpełzającego do nory pełnej spasłych myszy.
- Boisz się o mnie, czy może jedynie mnie? – Nie wiedziała skąd ta powaga, skoro jeszcze niedawno tak lekko, tak zgrabnie i taktownie przeplatał warkocze słów wstążkami magicznego złorzeczenia.  Skąd strach, który chrypą zakradł się ton baśniowy, dotąd nieskalany odstępstwem od zasad ich gry. Skąd brak wiary w to, że warta jest więcej niż na to wygląda, zaś jej zainteresowanie nie jest ledwie błahostką znudzonej bezczynnością dzierlatki. Była młoda, jednak nie była głupia. Doskonale zdawała sobie sprawę z powagi, jaka otaczała każdą sentencję mrocznej magii, wijąc się niczym wąż pośród nagrobków. Znała ciężar wiedzy, niejednokrotnie dźwigała rzeczy, o które nie zwykło posądzać się kobiety. Śmiało uniosła podbródek, zaś wyzwanie w jej tonie nie zblakło, dając podstawy do większego zaufania. Chociaż nie wypadało, chociaż źle na to patrzono, chociaż powinna łaskawszym okiem spoglądać nie na zakazane karty, a polecane – nie dbała o to. Jego zdanie było jej słodkim pochlebstwem, nawet on jednak nie krył w sobie mocy zdatnej pohamować jej ambicje. Znalazła nocy cel dla tej znajomości, silniej gruntując postać jeszcze do niedawna nieznajomego mężczyzny w swoim życiu. Nauczyciel. Nie musiał robić wiele, skoro jednak wyciągał w jej kierunku dłoń z cukierkami, winien podzielić się nimi, a nie skąpić ku uciesze własnego sadyzmu. T a k w y p a d a ł o.
- Gdzieżbym śmiała. – Kącik jej ust zadrgał lekko; oboje wiedzieli przecież, że podział tej władzy nie przypadał równo na linii przynależności z tytułu. Mącili wodę oboje. Jego oczy zdradzały wiele, chociaż jasne było, iż Rowle jest większą lodową górą niż sam się tego spodziewał. Nieodgadniony, chociaż chętny do objaśnień. Zakłamany w swojej prostocie i zgrabnie kształtowany przez niewiedzę. Pochodnia, która raz ledwie oświetlała koniuszek nosa, raz parzyła nagie stopy spoufalone uściskiem. – Och, doprawdy. – Nie obruszyła się jego pewnością. Zgodna była z każdym słowem, niezależnie od obecnego wydźwięku. – Sądzę, że… Nalegam wręcz, byś przemyślał moje słowa i następne zaproszenie, o ile miłe Ci będzie moje towarzystwo, posłał bez przejęzyczenia. Rada byłabym skryć pośród reszty pergaminów Twoją zgodę, nawet jeżeli obarczysz ją stosownymi warunkami. – Wdychała świeże powietrze zewnętrza, rozkoszując się ciepłem drugiego ciała, które tak blisko, tak subtelnie roztaczało woń oparcia i zrozumienia. Sen, który spowijał ją słodkim całunem zbliżał się ku końcowi; dała sobie jeszcze około godziny na wybudzenie, nim krzyknie, zapłacze i otuli się uściskiem znamienitej, naukowej lektury. Praca wcale nie uszlachetniała. Zmęczone lico niechętnie spoglądało w przyszłość mając ochotę jedynie na zmrożenie czasu obecnego, by leniwie spoglądać na to, co było poza zasięgiem jej rąk. Westchnęła lekko, poddając się każdemu czynowi z zadowoleniem i wdzięcznością za to, iż nie stawiał jej w przykrej sytuacji braku wyjścia. Doceniała to, chociaż nie obarczała warg ciężarem słów – wolała zachować je na kolejny spektakl, który współdzielić będą wraz z intymnym snuciem wizji. – Twoje towarzystwo milsze jest mi niż zdecydowana większość przyjemności, nie chciałabym jednak kraść Twojego czasu jedynie dla siebie. W tym domu już zawsze będziesz mile widziany, nie bój się zatem z niego wychodzić – rzekła po dłuższej chwili martwego trwania w oknie. Powoli ogarniało ją zmęczenie. Nie chciała być mu ciężarem, upierdliwym problemem i przyziemnością, jaka ogarniała ciało gdy te zbyt długo odmawiało sobie spoczynku. Nie była usatysfakcjonowana własną słabością , zawodziła w roli kompana. Nie sugerowała mu nawet czuwania nad jej snem. Obawiała się zgody i braku woli do odmowy tejże. Chwilowo nie ufała swoim osądom, zbyt głęboko siedząc w Magnusie i zbyt mocno przesiąkając zapachem jego osoby. Bawiła się świetnie, co jednak się rozpoczęło, musiało dążyć do zakończenia i chociaż wciąż dzieliły ich ledwie centymetry, już niecierpliwie wyglądała ponownego spotkania. Strzepnięty niedbale popiół wżerał się na jej oczach w podłogę, stanowiąc dowód, że tu był i tu kiedyś przyjdzie by zadośćuczynić wszystkiemu, co planował i o czym jeszcze nie miał najmniejszego pojęcia.
- Wybacz – dodała po jakimś czasie, grodząc swym ciałem drogę powrotną do wnętrza. Delikatnie ucałowała jego ciemny policzek,  łamiąc kolejną zasadę nieznajomości. Spowity peleryną i mrokiem nocy zdawał się jeszcze cenniejszy, jeszcze  bardziej warty ujęcia za przegub i wciągnięcia na stałe. Jej silna wola zadziwiała ją samą – odsunęła się do wejścia, gładząc psa po smukłej głowie. Ten zdawał się być dziwnie podirytowany, zupełnie jakby nie godził się z nakazem spokoju i grzeczności. Wewnętrzny wilk łamał w nim pręty tresury, Bellona jednak znała się na rzeczy. Wystarczyło iść wiernie jej śladami, nawet jeżeli nie rozumiało się spojrzenia pełnego emocji. Ufała, że nie zawiodła na tyle, by odejść w niepamięć. Liczyła na to, że odchodząc obróci twarz, ostatni raz dzisiaj spoglądając na Trout Road.

/zt x2




make me
believe
Powrót do góry Go down
 

Przed domem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Ogród przed domem
» Przed domem
» Obrona Przed Czarną Magią
» Klasa do Obrony Przed Czarną Magią
» Klasa Obrony Przed Czarną Magią

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Przedmieścia :: Trout Road 45-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17