Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 kuchnia z jadalnią

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: kuchnia z jadalnią   02.11.15 15:56

Kuchnia z jadalnią

Umiejscowiona na parterze kuchnia połączona jest z jadalnią. Pełna drewnianych szafek, z piecem. Po zakamarkach rozłożone są liczne zioła i przyprawy, a także suszone warzywa. Pod jedną ze ścian rozłożone są miski z jedzeniem i piciem dla psa. Na środku znajduje się duży, dębowy stół z kilkoma krzesłami. Jest dość wiekowy, zadrapania na nim ponoć dodają mu uroku. Jedyną jego ozdobą są kwiaty w wazonie.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Luna Spencer-Moon
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2180-luna-spencer-moon http://www.morsmordre.net/t2253-poczta-luny http://www.morsmordre.net/t2238-luna-spencer-moon http://www.morsmordre.net/f224-evelyn-ave-184 http://www.morsmordre.net/t2269-luna-spencer-moon
amnezjatorka
22
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem, i tak zawsze aż do końca.
7
14
0
0
5
0
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: kuchnia z jadalnią   29.05.16 18:58

| pierwsza połowa grudnia

W ostatnim czasie Luna nie mogła narzekać na brak zajęć. Przedświąteczny czas obfitował w przypadki konieczności interwencji amnezjatorów. Były to głównie standardowe przypadki, jak pechowe rozszczepienia spieszących się czarodziejów, czy użycie czarów w miejscach uczęszczanych przez mugoli, ale wydarzyło się też parę groźniejszych rzeczy, jak ucieczka niebezpiecznego stworzenia ze strzeżonego obszaru czy nawet czarnomagiczny incydent. Ale mimo tego wszystkiego wciąż czuła, że czegoś jej brakuje, że nie było to do końca to, czego pragnęła, i że jej ambicje sięgały wyżej, niż tylko czyszczenie pamięci pechowych mugoli, czy czarodziejów, którzy padli ofiarą czegoś zbyt poważnego, by można było pozostawić ich w takim stanie.
Kiedy nie pracowała, zwykle więc zaszywała się w pracowni czy domowej bibliotece, a kiedy ta nie wystarczała, pojawiała się w znacznie rozleglejszych magicznych zbiorach londyńskich, poszukując informacji na temat interesujących ją zagadnień. W ostatnim czasie poświęcała szczególnie dużo uwagi tematyce zaklęć, i potrafiła nawet po nocach siedzieć i wypisywać do swojego kajetu rozmaite ciekawe spostrzeżenia.
Teraz jednak przyszło jej opuścić pomieszczenie przesycone wonią tysięcy ksiąg od lat gromadzonych przez jej rodzinę i zmaterializować się na zaśnieżonym podwórzu przed niewielkim, drewnianym domkiem należącym do jej kuzynki.
Uniosła głowę, rozglądając się dookoła. Zimny wiatr niosący ze sobą drobne kryształki śniegu uderzył w jej twarz, ziębiąc jej blade policzki i zmierzwił krótkie, nierówne włosy. Poprawiła je lekkim ruchem, po czym ruszyła w kierunku domku. Bellona wiedziała o jej wizycie, w końcu, nawet jeśli nie spotykały się osobiście, regularnie do siebie pisały. Luna bardzo chciała z nią porozmawiać, tym bardziej, że niedawno dowiedziała się, że jej kuzynka odkryła istnienie swojej wcześniej nieznanej siostry bliźniaczki. Ta wieść niezwykle zaintrygowała pannę Spencer-Moon i chciała dowiedzieć się czegoś więcej, więc zbliżyła się do drzwi i zapukała w nie swoją drobną dłonią.
- Witaj – powiedziała, gdy już zobaczyła sylwetkę Bellony. I od razu zaczęła się zastanawiać, czy jej zaginiona siostra była do niej tak bardzo podobna, jak do Luny była podobna Astra.


Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: kuchnia z jadalnią   31.05.16 15:13

Ostatnie dni, tygodnie (czas tak szybko płynie) były udręką i koszmarem. Zniknięcie Aarona stanowiło siarczysty policzek w twarz, wizyta jego bliźniaczki kubłem zimnej wody na głowę. Zamartwiałam się przy każdej możliwej okazji (czy on jeszcze żyje?) czując niewypowiedzianą pustkę. Dom wydawał się być jeszcze bardziej opustoszały, zimny i bez wyrazu, a ja chyba adaptowałam się do zaistniałych warunków. Nie starałam się wyglądać dobrze w powyciąganych ubraniach, z rozczochranymi włosami i podkrążonymi oczami. Nie interesowało mnie nic oprócz mojej osobistej żałoby. Nawet jeżeli nie miałam pewności co do jego śmierci nie czułam się także, jak gdyby żył. Nie było go obok, nie odpowiadał na listy, których napisałam chyba tonę, dlatego był martwy. Dla mnie. Tak jak ja dla siebie. Pisanie z Luną było katorgą o tyle, że musiałam zmusić się do wyważonej korespondencji nietrącącej desperacją czy marazmem. Nie chciałam jej martwić, ale chyba odniosłam odwrotny skutek skoro nalegała na spotkanie. Chciała koniecznie dowiedzieć się czegoś więcej o Caroline. Nie byłam przekonana czy zdołam utrzymać kolejne brzemię w postaci odpowiedzialności, tym razem za niespodziewanie odnalezioną siostrę, ale nie miałam zbytniego wyjścia tak naprawdę. Kuzynka zdawała się być nieugięta, mi z kolei było tak bardzo wszystko jedno, że w ostateczności wzruszyłam ramionami i umówiłyśmy się na spotkanie.
U mnie, bo nigdzie nie wychodzę. Powoli kończą mi się zakupy zrobione jakiś czas temu. Sukcesywnie opuszczam posesję, by najdalej dojść do skraju lasu i tam zebrać trochę jeżyn. I tak bieduję z dnia na dzień jedząc wyłącznie na rozum. W żadnym innym celu, nie pamiętam nawet, kiedy ostatni raz czułam głód. Prędzej czuję się zmęczona, senna; niestety noc nie przynosi ukojenia. Jestem wiecznie zmartwiona, wiecznie smutna. Jestem wieczną Belloną.
Z zamyślenia, czyli wpatrywania się tępo w jeden punkt, wyrwało mnie pukanie do drzwi. Osowiały jak ja Jowisz szczeknął dwukrotnie, od niechcenia; wszystko po to, by zaraz ułożyć się w korytarzu ze spuszczonym łbem. Ja tymczasem ospałym krokiem skierowałam się w stronę wejścia. Zaprosiłam Lunę do środka, wskazując kierunek kuchni z jadalnią. Zawsze tam przesiadujemy.
- Hej – powiedziałam bez wyrazu. Pierwsze, co zrobiłam po wejściu do pomieszczenia to zaczęłam szukać odpowiedniej herbaty. Tak, herbata wyjątkowo nie schodziła. – Nie mam nic do jedzenia – zastrzegłam zawczasu. Bądź co bądź byłyśmy rodziną, nie musiałam się przed nią aż tak bardzo starać tuszować wszystkiego. – Co u ciebie? – zadałam standardowe pytanie. Zrzucanie na kogoś obowiązku opowiadania wychodziło mi perfekcyjnie.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Luna Spencer-Moon
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2180-luna-spencer-moon http://www.morsmordre.net/t2253-poczta-luny http://www.morsmordre.net/t2238-luna-spencer-moon http://www.morsmordre.net/f224-evelyn-ave-184 http://www.morsmordre.net/t2269-luna-spencer-moon
amnezjatorka
22
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem, i tak zawsze aż do końca.
7
14
0
0
5
0
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: kuchnia z jadalnią   01.06.16 23:13

Luna zdecydowanie nie była dobra w odczytywaniu targających innymi emocji, zwłaszcza na odległość, pisząc jedynie listy. Rzeczowa i skupiona na konkretnych celach, nie poświęcała wielkiej uwagi uczuciom, zwłaszcza cudzym, ani nie była wzorem empatii, chociaż nie można było jej odmówić troski o osoby, które uważała za bliskie. Nie wiedziała, jak dokładnie wyglądała sytuacja Bellony, ale nawet ona mogła wyczuć w wiadomościach, że nie wszystko wyglądało tak, jak powinno, że coś się ostatnio zmieniło. Że między pospiesznie nakreślanymi, lakonicznymi wersami kryje się coś więcej, coś, czego nie potrafiła zdefiniować... Dlatego właśnie nalegała na spotkanie, tym bardziej w obliczu pojawienia się Caroline, o której Luna koniecznie chciała dowiedzieć się czegoś więcej.
Zobaczenie Bellony na żywo tylko utwierdziło Lunę w przekonaniu, że coś się stało. Jej kuzynka, zwykle przecież twarda i nie mniej rzeczowa niż Luna, wyglądała nadzwyczaj marnie, zaledwie jak cień tej dziarskiej, zaradnej dziewczyny, którą młoda amnezjatorka tak dobrze pamiętała i którą zawsze podziwiała, mimo że wybrały tak różne ścieżki życiowe. Zmarszczyła brwi, lustrując ją czujnym spojrzeniem jasnozielonych oczu, nawet kiedy już szła za nią do kuchni, gdzie zazwyczaj przesiadywały. Nawet sposób poruszania się Bellony różnił się od normalnego, także jej pies był apatyczny i osowiały, jakby wyczuwając nastrój swojej pani, i nie pobiegł za nimi.
- Nie wyglądasz najlepiej – wypaliła Luna, siadając przy stole. – Gdybym wiedziała, przyniosłabym coś ze sobą. – Ciągle zajęci bardziej wzniosłymi sprawami Spencer-Moonowie również nie byli wzorem dbania o takie prozaiczne sprawy, jak zapasy, ale stary skrzat, którego jej matka z Ollivanderów otrzymała w dniu ślubu, nadal żył i dbał o dom rodziny oraz jej członków. – Ale herbata wystarczy. Wiesz, że nigdy nią nie pogardzę – zapewniła jeszcze, wciąż nie przestając obserwować Bellony. – U mnie w porządku, zarówno w pracy jak i poza nią, ale widzę, że u ciebie nie do końca. Gryziesz się sprawą siostry? Jak wypadło wasze spotkanie?
Cóż, takt również nie był jej mocną stroną. Ale nie wiedziała jeszcze o zniknięciu narzeczonego Belli, więc uznała, że to sprawa odnalezienia siostry po tylu latach nie wiedzenia o jej istnieniu może ją w jakiś sposób gnębić. Zdała sobie jednak sprawę, że mimo pokrewieństwa, nie miały pełnej wiedzy o swoich życiach i problemach. Obie były skryte, więc raczej nie miały co liczyć na łatwą, wyjaśniającą wszystko rozmowę. Luna już teraz wydawała się nieco zakłopotana, ale nie zamierzała zostawiać kuzynki samej z problemem.


Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: kuchnia z jadalnią   02.06.16 23:41

Jeżeli coś nas z Luną łączyło, z pewnością można było do tego zaliczyć bycie konkretnym, a także skąpstwo jeżeli chodzi o uczucia. Zazwyczaj przybierałam pokerową twarz, w utrzymywaniu sekretów doszłam do mistrzostwa. Dopóki kontakt ograniczał się do wymiany listów, wszystko było w porządku. Nie można było jednak ukrywać tego w nieskończoność, zwłaszcza pod naporem nacisków kuzynki. Nacisków, by się spotkać rzecz jasna. Nie chciałam tego bardzo, tak jak nie chciałam już nikogo bliskiego w moim życiu. Ludzie ranią. Emocje bolą. Nie lubiłam emocji. Wolałam stan, kiedy byłam pusta w środku, zupełnie bez uczuć. Cierpienie wcale nie uszlachetnia, a los lubi z nas maluczkich drwić. Już myślałam, że uda mi się żyć na nowo, normalnie, tak jak powinno być. Zamiast tego dostaję ciągle po dupie i Merlin mi świadkiem, że mam ochotę zabić tę cholerną karuzelę egzystencjalną wraz z jej matką Nadzieją. Lepiej, jak jest stabilnie. Beznadziejnie, ale stabilnie.
Luna wyglądała dobrze. Powiedzenie, że się z tego powodu cieszę jest mocno na wyrost, ale to… dobrze. Nie chciałabym, aby wyglądała jak ja. Profilaktycznie nie patrzyłam dziś w lustro, ale domyślam się, że sprawa wygląda tragicznie. Mam niejako osąd o swoim wyglądzie w chwilach załamania. Tęsknię. To widać. Martwię się i nie rozumiem. Powoli zaczynam myśleć, że on nie żyje. Skoro go tu nie ma, nie mogę się na nim wesprzeć, to musi być martwy. Jaki inny powód mógłby mieć? Powód swojej nieobecności? Żaden, właśnie.
Nie wyglądam najlepiej. Wymusiłam na sobie ledwo dostrzegalny uśmiech, który trwał ułamek sekundy, skinęłam głową. Nie było sensu się kłócić z prawdą. Ona na pewno lepiej widziała jak wyglądam. Pozostało mi tylko wzruszenie ramion.
- Nie chciałam cię martwić – odpowiedziałam wyjaśniająco. Może to największy problem? Brak poczęstunku? Zaczęłam myśleć, że to mogłoby przełamać poniekąd te dziwne lody, które między nami są. Rodzina rodziną, ale domyślam się, że nakrycie kogoś w takim stanie musi być krępujące. Pocieszać? Karcić? Dopytywać? Jak się zachować? Na pewno Luna się nad tym zastanawiała. A ja widocznie nie potrafiłam jej tego ułatwić.
- Herbatę jeszcze mam, więc dobrze się składa – rzuciłam obojętnie. Woda zaczęła się gotować, herbata wylądowała w kubkach. Tak swojsko. Domowo. Przytulnie. Tak. Chcę w to wierzyć.
Siostra. Tak, to jest myśl. No, dobrze, nie chcę zrzucać na nią winy, ale mogłaby się do czegoś przydać w tym momencie.
- Było… dziwnie. Wiesz, po tylu latach dopiero się poznajemy. Nagle okazuje się, że istnieje ktoś, kto wygląda tak jak ty. Greybackowie mieli też sporo sekretów, dlatego to spotkanie musiało przysporzyć jej szoku. Ale chyba jakoś sobie poradzimy. Pierwsze koty za płoty – wyjaśniłam, przysiadając się do stolika. Póki jeszcze woda nie zaczęła wrzeć. Podparłam głowę na łokciu patrząc na kuzynkę. Nie mogłam w nieskończoność unikać jej wzroku. – Nie wiem czy dojdziemy do takiego momentu jak wy z Astrą – dodałam. Z zawodem? Tak, chyba zaczęłam żałować.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Luna Spencer-Moon
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2180-luna-spencer-moon http://www.morsmordre.net/t2253-poczta-luny http://www.morsmordre.net/t2238-luna-spencer-moon http://www.morsmordre.net/f224-evelyn-ave-184 http://www.morsmordre.net/t2269-luna-spencer-moon
amnezjatorka
22
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem, i tak zawsze aż do końca.
7
14
0
0
5
0
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: kuchnia z jadalnią   03.06.16 16:21

W życiu Luny także nie było zbyt wielu bliskich poza najbliższą rodziną. Może to właśnie ograniczona uczuciowość uniemożliwiała jej łatwe nawiązywanie głębszych więzi. Jeśli jednak już jej się to udawało, jej relacje były raczej stabilne i trwałe. Mimo że była osobą ciekawą świata i głodną wiedzy, lubiła stabilność, szczególnie w kwestiach relacji międzyludzkich. Szczęśliwie nie została też jeszcze w swoim życiu mocno zraniona, może częściowo dzięki swojemu podejściu i nie przywiązywaniu się do ludzi, którzy na to nie zasłużyli. Żyła sobie spokojnie, realizując się w swoich pasjach. Być może kiedyś obudzi się jako stara panna z gromadką kotów, ale na ten moment nieszczególnie ją to obchodziło.
Bellona może nie wiedziała, jak teraz wygląda, ale Luna ją widziała i mogła łatwo zauważyć, że odbiega od normy. Przychodząc tu, nie wiedziała, że zastanie taki widok. Żaden z listów nie przygotował ją na to, że z Belloną jest naprawdę fatalnie.
- Napijmy się herbaty i porozmawiajmy, jak za dawnych, dobrych czasów – rzekła więc. Tyle że za dawnych czasów ich rozmowy nie były szczególnie trudne. Może nieco oschłe jak na łączące je relacje i pokrewieństwo, ale obie wiedziały mniej więcej, czego się po sobie spodziewać, bo przecież w pewnym sensie były do siebie podobne. Rozmawiały w domu którejś z nich, a później wracały do swojego życia, by po jakimś czasie spotkać się ponownie. Głównie to Luna utrzymywała relacje z Belloną.
- Spodziewam się. Sama byłabym w szoku, gdybym przez całe życie była sama, a tu nagle dowiedziałabym się, że mam siostrę, i to bliźniaczą. W dodatku taką, o której nikt nigdy mi nie powiedział – powiedziała. Miała Astrę, były jak dwie połówki jednego jabłka, ale co by było, gdyby zostały rozdzielone po urodzeniu i każda wylądowałaby w innym miejscu? Czy czułaby brak swojego bliźniaczego dopełnienia, czy dorastałaby jak gdyby nigdy nic, przyzwyczajona do samotności? I czy gdyby Bellona i Caroline nie zostały rozdzielone, to dziś byłyby jak ona i Astra? Bellona miała o tyle stabilniejszą sytuację od swojej siostry, że dorastała w swojej prawdziwej rodzinie.
- Wciąż uważam, że powinnyście dać sobie szansę i spróbować się lepiej poznać. Nie każdy otrzymuje taką możliwość – dodała jeszcze. – Sama chętnie bym ją poznała. To w końcu również moja rodzina, chciałabym wiedzieć, jaka ona jest. Porozmawiać z nią.
Och, była taka ciekawa tej Caroline! Po chwili jednak przypomniała sobie o dziwnym nastroju Bellony, i nagle odniosła wrażenie, że może kuzynka nie mówiła jej całej prawdy? Skoro spotkanie z siostrą nie wypadło tak źle, dlaczego zachowywała się w taki sposób?
- Czy wydarzyło się coś jeszcze? – zapytała bezpośrednio i zapewne niezbyt taktownie. Cóż, cała Luna. Ale liczyła, że pozna choć część prawdy.


Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: kuchnia z jadalnią   06.06.16 13:01

Trochę zazdrościłam Lunie beztroskiego życia. W takim sensie, że zawsze wydawała się być opanowana. Taka opoka dla rozhisteryzowanych ludzi, którzy pewnie momentalnie się przy niej uspokajali widząc ją taką zachowującą zimną krew. Też taka bywałam, po tym jak… no bywałam taka. Dopóki w moim życiu nie pojawił się Aaron, wszystko było w porządku. Prawie. Uzyskiwałam stabilną beznadziejność sytuacji wypełnionej pustką i to było dobre. Homeostaza, żadnych odchyleń od normy. Ot, życie z dnia na dzień. Potem wszystko się wysypało, a ja nie potrafiłam się pozbierać. Wiem, że to dziwne, ale pojawienie się Caroline w moim życiu nie wpłynęło na nie aż tak mocno. Jej nigdy świadomie nie straciłam, czułam się po prostu, jak gdybym coś zyskała. Wyszłam na tym na plus. Lovegooda zyskałam, by potem go stracić, wychodząc na potężny minus. To było sednem mojego obecnego problemu. Nie miałam żadnego pomysłu na odbicie się od tego dna. Spokój rozpłynął się na wietrze przez co popadłam w ruinę. Tak mocno nie chciałam, żeby ktoś mnie w tym stanie widział… że aż w pewnym momencie było mi wszystko jedno. Kuzynka nawet, jeżeli mnie oceniała, to jedynie w duchu. Możliwe, że coś wypali mało taktownie, ale miałam wrażenie, że już gorzej być nie może.
- Tak, to dobry pomysł – przytaknęłam. Nie będąc do końca pewną czy tak potrafię. Trzymałam się w kupie tylko dzięki sporej ilości uspokajających eliksirów. One na szczęście przytępiły moją emocjonalność, przez co nie wybuchnę nagłym szlochem. To byłoby krępujące zarówno dla mnie jak i dla Luny, lepiej tego uniknąć. To właśnie przeszło mi przez myśl, kiedy woda się wreszcie zagotowała, a ja zalałam nam dwa kubki herbaty. Postawiłam ją na stole. Wydobyłam też z czeluści szafki słoik miodu, bo nie przepadałam za gorzkim naparem. Chwilowo wystarczyło mi goryczy w życiu.
- Ja również chcę ją poznać. Może faktycznie powinnyśmy się spotkać we trzy. Możliwe, że wtedy byłoby mniej smętnie – stwierdziłam zasiadając ponownie przy stole. Łyżka miodu, idealnie. Mniej idealne było pytanie Luny. Zamarłam na moment w bezruchu zastanawiając się czy powinnam o tym mówić. Może zrobiłoby mi się lżej? – Aaron zaginął – wykrztusiłam jedynie. Ze wzrokiem wlepionym w blat wzięłam do rąk kubek i zaczęłam dmuchać na gorącą herbatę. Chwilowo zabrakło mi więcej słów.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Luna Spencer-Moon
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2180-luna-spencer-moon http://www.morsmordre.net/t2253-poczta-luny http://www.morsmordre.net/t2238-luna-spencer-moon http://www.morsmordre.net/f224-evelyn-ave-184 http://www.morsmordre.net/t2269-luna-spencer-moon
amnezjatorka
22
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem, i tak zawsze aż do końca.
7
14
0
0
5
0
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: kuchnia z jadalnią   06.06.16 19:15

Opanowanie Luny z pewnością w wielu sytuacjach jej się przydało. Nie musiała rozpraszać się nadmiarem skrajnych emocji, często tak destrukcyjnych. Przeżywała wszystko gdzieś głęboko, nie zawsze potrafiąc okazać to na zewnątrz. Pod tym względem była chyba podobna do swojej matki, kobiety chłodnej, powściągliwej i bez reszty oddanej swojej pasji, do tego stopnia, że przegapiła większość swojej młodości i została starą panną, zanim pewnego dnia wypatrzył ją Janus Spencer-Moon i zaangażowali się we wspólny projekt badawczy, który uzmysłowił im, jak wiele ich łączy. Czy i Lunę miał czekać podobny los? Tego nie wiedziała.
- Tak, spotkajmy się kiedyś, wszystkie trzy. Albo cztery, bo myślę, że Astra również chętnie pozna nową kuzynkę – powiedziała Luna, uśmiechając się szczerze, już cieszyła się na to spotkanie, na zyskanie nowego członka rodziny. Miała tylko nadzieję, że Caroline okaże się ciekawą, inteligentną osobą, gdyż niezmiernie nużyły ją płytkie panienki rozprawiające wyłącznie o strojach i balach.
Ale słowa na temat Aarona na moment kazały jej przerwać rozważania, jaką osobą jest Caroline i gdzie spędziła dotychczasowe życie, skoro żadna z nich wcześniej jej nie widziała ani o niej nie słyszała.
- Twój narzeczony? Zniknął, tak po prostu? – zapytała. Jeszcze niedawno gratulowała kuzynce wejścia w związek i cieszyła się, że znalazła kogoś, z kim potrafiła się dogadać, ale teraz...
Widok Bellony utwierdził ją jednak w przekonaniu, jak wiele złego może sprawić dopuszczenie do głosu emocji. Jak bardzo można cierpieć z powodu emocjonalnego zaangażowania w relacje międzyludzkie, jeśli ulokuje się pozytywne uczucia w kimś, kto pewnego dnia zawodzi. Bellona wpuściła kogoś do swojego serca, a teraz cierpiała, ponieważ tego kogoś zabrakło, w dodatku nie wiadomo, z jakiego powodu. Nagle umarł i jeszcze nie znaleziono jego ciała? Porzucił ją i wyjechał? Prawdopodobnie ta niewiedza bolała najbardziej, bo choć w innym przypadku pozostawiona po rozstaniu rana mogłaby się zabliźnić, brak wiedzy o dalszych losach bliskiej osoby i o powodach jej postępowania mogła ją dręczyć nawet latami.
- Może coś mu się stało. Może z jakiegoś powodu nie mógł cię uprzedzić – wypaliła, choć chyba była to marna próba pocieszenia. Może obie oszukiwały same siebie, ale Luna naprawdę wolałaby, żeby Aaron się odnalazł, żeby dał jakiś znak życia. Sama właściwie go nie znała, nie wiedziała, czy był zdolny do porzucenia ukochanej bez słowa (wtedy zasługiwałby jedynie na potępienie), czy może naprawdę coś mu się stało, ale przykro było jej patrzeć na Bellonę w tak podłym stanie.


Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: kuchnia z jadalnią   08.06.16 14:26

Herbata smakowała dobrze. Przyjemne ciepło rozpływało się po całym moim ciele. Starałam się nie myśleć o niczym, ale to było trudne. Rozumiałam to, że Luna się martwiła i chciała wiedzieć co się u mnie dzieje. Nie zmieniało to jednak faktu, że obie sprawy były dla mnie po prostu trudne. Miałam wrażenie, że się duszę, nie mogę złapać oddechu. Ciągłe widma przeszłości i problemy spadające na moje barki były wykańczające. Chciałam móc normalnie spać, jeść, funkcjonować. Naprawdę tęskniłam do stanów, kiedy wszystko było mi dalece obojętne. Kiedy budowałam grubą skorupę chroniącą przed wszelkimi czynnikami z zewnątrz. Moja kuzynka przypominała mi o tym, co straciłam, a to nie poprawiało mi nastroju. Dobrze, że jednak zażyłam te eliksiry. Dzięki nim zachowywałam względny spokój.
- No tak, masz rację – przytaknęłam uśmiechając się niemrawo. Faktycznie mogłyśmy się teraz spotykać we czwórkę. To było dziwacznym uczuciem, zawsze byłyśmy we trzy. Ja kontra bliźniaczki. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek będę mieć siostrę. Że teoretycznie mam kogoś, by móc żyć jak Spencer-Moon. Nie byłam co prawda pewna czy da się nadrobić te ponad dwadzieścia lat życia w niewiedzy, ale miałyśmy czas na sprawdzenie tego. Miałam tylko nadzieję, że do tego momentu uda mi się ogarnąć. Siebie, swoje życie, wszystko tak naprawdę. Nie chciałam tkwić w tym bagnie już do końca, ale także nie potrafiłam znaleźć wyjścia z tej patowej sytuacji. Chyba po cichu miałam nadzieję, ze Luna udzieli mi jakiejś rady. Bo ja obecnie byłam mocno zagubiona.
- Jestem ciekawa jak będziemy się wszystkie dogadywać. Ona była wychowywana we Francji, jakaś rodzina ją adoptowała. Jest trochę inna ode mnie, ale myślę, że byście się dogadały – dodałam jeszcze przypominając sobie nasze ostatnie spotkanie. Zaraz jednak zmieniłam tor swoich myśli, bo zdecydowałam się powiedzieć o tym, co mnie najbardziej w chwili obecnej trapi.
- Tak, zniknął. Był człowiek, nie ma człowieka. Nikomu nic nie powiedział, nawet swojej bliźniaczce. Przyszła do mnie załamana sądząc, że jest u mnie. Mam złe przeczucia – wyjaśniłam. Ledwo mi to wszystko przeszło przez gardło. Z wrażenia odłożyłam kubek na stół w obawie o moją zdolność motoryczną.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Luna Spencer-Moon
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2180-luna-spencer-moon http://www.morsmordre.net/t2253-poczta-luny http://www.morsmordre.net/t2238-luna-spencer-moon http://www.morsmordre.net/f224-evelyn-ave-184 http://www.morsmordre.net/t2269-luna-spencer-moon
amnezjatorka
22
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem, i tak zawsze aż do końca.
7
14
0
0
5
0
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: kuchnia z jadalnią   12.06.16 18:29

Zdumiewające, jak czasem jedna relacja mogła tyle namieszać w życiu. Luna nigdy nie przeszła przez coś podobnego, ale mogła to teraz obserwować na przykładzie Bellony... I mimowolnie poczuć zaciekawienie tym tajemniczym aspektem, który do tego stopnia rozbił zwykle opanowaną Greyback, sprawił, że wyglądała, jakby lada chwila mogła się rozpaść. Poznanie siostry było pozytywnym zaskoczeniem w jej do tej pory samotnym życiu, ale niestety utraciła kogoś innego, kto był jej bliski i kogo wpuściła za swoje mury, by nagle znowu stać się samotną.
- Ja również. Kto by pomyślał, że ty też przez cały ten czas miałaś bliźniaczą siostrę, o której nawet nie wiedziałaś – mówiła. – We Francji? Cóż, to tłumaczy, dlaczego nie poznałyśmy jej w Hogwarcie. Gdyby tam była, musiałabyś ją poznać już wtedy. – Nie dało się w końcu nie zauważyć osoby, która wyglądała niemal identycznie, ale jakiś zbieg okoliczności sprawił, że dziewczęta poszły do różnych szkół i poznanie przez nie prawdy opóźniło się o kilkanaście lat. Dziwna sprawa, ale życie miało to do siebie, że czasami potrafiło zaskakiwać jeszcze bardziej niż fikcja.
Rozmowa o Aaronie była dużo bardziej przygnębiająca, od razu po zmianie tematu można było wyczuć, że atmosfera znów zgęstniała.
- W takim razie to wygląda podejrzanie – rzekła. Powinien powiedzieć choć słowo, chyba że nie mógł tego zrobić. Lub nie chciał, być może z jakiegoś powodu woląc uciec od swojego życia, od swoich bliskich, nawet od siostry i narzeczonej. Luna prawie nic o nim nie wiedziała, więc mogła tylko się zastanawiać, czy to ucieczka tchórza nie potrafiącego wziąć na siebie obowiązków wobec narzeczonej, czy może wydarzyło się coś innego, coś dużo bardziej groźnego. W takich czasach wiele rzeczy wydawało się Lunie bardziej prawdopodobne, mężczyzna mógł wpakować się w coś podejrzanego, o czym nie wspomniał Bellonie.
- Może niedługo się odezwie. Może wszystko się wyjaśni – znowu kulawo próbowała ją pocieszyć, ale żadna nie mogła mieć pewności, czy Lovegood kiedykolwiek wróci. Mógł być teraz wszędzie, żywy lub martwy, ale nie wiadomo, czy uda im się kiedyś o tym przekonać. – Życzę ci, żeby wszystko ułożyło się pomyślnie. – Nieco niepewnym ruchem wyciągnęła w stronę Bellony dłoń, ale po chwili zawahała się i cofnęła ją, niepewna, czy ta ma ochotę na taką poufałość.


Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: kuchnia z jadalnią   15.06.16 15:19

Wskazówki zegara bezlitośnie przesuwały się do przodu, a mi z każdą chwilą było coraz ciężej. Nie tylko rozmawiać, ale oddychać. Starałam się siedzieć niewzruszona na swoim miejscu, obojętnie pijąc herbatę rozgrzewającą lodowate wnętrze. Nie szukałam zrozumienia, w pewnym momencie po prostu dobrze było nie siedzieć samej. Nie dać się zwariować rozszalałym myślom. Nie wiedziałam co myśli o mnie kuzynka, ale przyłapałam się na tym, że w pewnym momencie stało mi się to obojętne. Wciąż odczuwałam zazdrość, wciąż czułam się nieszczęśliwa, ale gdzieś podświadomie cieszyłam się z jej obecności. Spokoju, który udzielał się również mi. Nie płakałam, nie krzyczałam, nie świrowałam. Byłam zwykłym posągiem. Uśmiechającym się na krótką chwilę kiedy rozmawiałyśmy o Caroline. Nie znałam jej długo, ale zdążyłam ją polubić.
- Nigdy nie wpadłabym na coś podobnego – powiedziałam spokojnie. Życie pisało dziwaczne scenariusze, włącznie z tymi zdawałoby się nieprawdopodobnymi. A właśnie, że to się działo. Te wszystkie absurdalne historie, w które trudno uwierzyć. Ktoś gdzieś na świecie je przeżywał nie wiedząc nawet, że stał się ofiarą ludzkiego niezrozumienia.
- No tak, w Hogwarcie by nikomu nie umknęła – przytaknęłam. W tym momencie nastąpiła krótka pauza, bo myślałam o czymś. Wahałam się, czy powiedzieć o tym Lunie, ale wreszcie nabrałam powietrza w płuca i zdobyłam się na odwagę. – Jest jeszcze coś – zaczęłam. – Odnośnie Francji… wyjeżdżamy tam z Caroline na święta. Nie jestem pewna czy wrócę, mam ochotę zacząć wszystko od nowa. To znaczy, na pewno będziemy przyjeżdżać do Anglii czasem, ale… nie wydaje mi się, żebym chciała tu zostać dłużej. Hodowlę oddam kuzynowi – powiedziałam. Stało się, wyrzuciłam to z siebie. Trochę się bałam reakcji swojej krewnej na podobne rewelacje, ale tym razem dla odmiany liczyłam na jej zrozumienie.
- Nie wierzę w to – odpowiedziałam hardo, nieco się prostując. Nie wierzyłam w wyjaśnienie tej sprawy, powrót Aarona. W nic już nie wierzyłam. Chciałam też dać Lunie do zrozumienia, że nie chcę mieć nadziei. Nadzieja zabija jak bezwzględny morderca, a ja miałam w sobie tylko resztki woli walki. Tak naprawdę to… bliźniaczka uratowała mi życie. Gdyby nie ona, wszystko mogło potoczyć się zupełnie inaczej.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Luna Spencer-Moon
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2180-luna-spencer-moon http://www.morsmordre.net/t2253-poczta-luny http://www.morsmordre.net/t2238-luna-spencer-moon http://www.morsmordre.net/f224-evelyn-ave-184 http://www.morsmordre.net/t2269-luna-spencer-moon
amnezjatorka
22
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem, i tak zawsze aż do końca.
7
14
0
0
5
0
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: kuchnia z jadalnią   17.06.16 0:28

Na bladej twarzy Luny znowu pojawił się leciutki uśmiech.
- Ja też nie, ale pewnego dnia możesz być wdzięczna za ten niesamowity przypadek, że los pozwolił wam się spotkać i poznać – zauważyła. I pomyśleć, że nawet magia nie potrafiła wyjaśnić wszystkich dziwacznych spraw, które mogły się wydarzyć!
Kiedy jednak Bellona powiedziała o planach wyjazdu, uśmiech Luny nieco zbladł, choć tylko na moment. Było jej smutno, że kuzynka chce pozostać we Francji, przez co widziałyby się znacznie rzadziej, ale z drugiej strony, chciała, żeby ułożyła sobie życie od nowa i zapomniała jakoś o przykrości, którą wyrządził jej Aaron swoim zniknięciem. A wyjazd z siostrą mógł być dobrym pierwszym krokiem w stronę pozostawienia za sobą przeszłości i rozpoczęciu gdzieś indziej zupełnie nowego, oby lepszego życia, bez niszczących jej dobre samopoczucie wątpliwości i beznadziei.
- Będę za tobą tęsknić. Ale mam nadzieję, że wpadniesz do nas od czasu do czasu lub napiszesz jakiś list – powiedziała, lekko przeczesując palcami niesforne krótkie włosy. Choć może obie były chłodne i niezbyt wylewne, wiedziała, że będzie jej brakować Bellony, a także jej niepoznanej jeszcze siostry. Ale na szczęście żyły w świecie magii, więc podróżowanie z jednego do drugiego kraju nie było wielką przeszkodą. – Ułóż sobie życie od nowa, skoro właśnie tego pragniesz. Chciałabym pewnego dnia móc przeczytać, że jest lepiej.
Uśmiechnęła się szerzej. Ufała, że Bellona wie, co robi i cieszyła się, że zdecydowała się jej to powiedzieć i nie wyjechała zupełnie bez słowa. Teraz przynajmniej mogły się ze sobą pożegnać i wyjaśnić sobie ostatnie sprawy.
Porozmawiały jeszcze trochę, ale później nadszedł moment rozstania. Luna pożegnała się z Belloną i wróciła do siebie, nie wiedząc jednak, kiedy spotkają się znowu i jak wtedy będą układać się ich sprawy.

| zt.


Powrót do góry Go down
Aaron Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1193-aaron-lovegood http://www.morsmordre.net/t1334-aaronowy-ajay http://www.morsmordre.net/t1335-pan-milosc-i-dobro http://www.morsmordre.net/f199-manor-road-4 http://www.morsmordre.net/t1554-aaron-lovegood
Właściciel herbaciarni "Czerwony Imbryk"
27
Czysta
Żonaty
I'm just a man
I do what I can
Don't put the blame on me
10
1
2
0
4
5
3
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: kuchnia z jadalnią   07.11.16 19:49

| data jest mi obojętna, wybierz sobie c:

Nie obudził się z krzykiem. Przynajmniej nie takim fizycznym. Bo wrzeszczała za to jego dusza, wrzeszczał umysł, serce przygrywało do tego dudniącą pieśń na jedynym bębnie, którym samo przecież było. Więc usiadł w pomiętej pościeli i podniósł dłonie do twarzy, by ją przetrzeć, rozciągnąć zesztywniałe mięśnie nie tylko policzków, ale też szyi i karku. Z ran zostały już tylko siniaki, a plecy, mimo typowo mugolskiej opieki nad nimi, były już w znacznie lepszym stanie niż na początku.
Nie chwycił od razu za różdżkę, żeby rzucić proste lumos. Nie czuł potrzeby nagłego utonięcia w morzu mlecznego światła. Chciał jeszcze posiedzieć w ciemności, paradoksalnie przyzwyczaić oczy do ciemności, do nieobecności czerwonych ogników tańczących między herbacianymi liśćmi, które Aaron wciąż widział pod swoimi powiekami.
A potem wstał, tak samo nagle jak wtedy, gdy się przebudził, ubrał sweter i spodnie, po czym zszedł na dół. Z początku chciał zostać w salonie, ale potem jego myśli pobiegły w stronę kuchni. Podszedł do okna, odsłonił palcem białą figurkę i wyjrzał na zewnątrz. Świat tonął w ciszy i mroku, gdzieniegdzie przetkany jedynie mdłymi polami księżycowej poświaty i jasności rzucanej przez lampy. Było spokojnie. Zupełnie inaczej niż w Indiach. Kiedy on się tego nauczy? Kiedy jego głowa znów zacznie żyć teraźniejszością, a nie płomieniami i gęstą, lepką krwią na dłoniach?
Zacisnął lekko usta, mięśnie szczęk poruszyły się w górę i w dół. No już, Aaron, przecież to, co masz teraz w rękach, nie wymyka ci się, jest stabilne, trzyma twoje nogi na twardym gruncie.
Zaczął przeszukiwać szafki. Nie panował nad skrzypieniem zawiasów niektórych z nich, ale starał się minimalizować jego głośny efekt kontrolowanym naciskiem dłoni na drewno drzwiczek. Nie ze wszystkimi mu się to jednak udało. Miał nadzieję, że nie obudzi tym Bell.
W słupku stojącym gdzieś z boku znalazł całą kolekcję win. Uśmiechnął się kątem ust. Najlepsze roczniki. Długo tu musiały leżeć, na niektórych z nich widział nawet nieco grubszą warstewkę kurzu, przykrywającą szarawe odcinki palców. Korek pozostał jednak nieruszony. Czyżby ktoś się rozmyślił i zrezygnował z delektowania się owocową nutą wytrawnego trunku? Aaron nie zamierzał iść w ślady tego kogoś.
Z górnej szafki (chyba już się tu zadomowił) wyciągnął jedną ze szklanek i napełnił ją do połowy.


Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: kuchnia z jadalnią   10.11.16 15:10

/mi też, więc niech będzie, strzelam, 13 marca!

Obudziłam się po trzygodzinnym śnie. Bez krzyku, za to z koszmarem na ustach i w pamięci. Śnią mi się one regularnie odkąd zmarła matka jeszcze jak byłam mała. Ciągle powtarza się ten sam scenariusz: pełnia księżyca, przerażające wycie, odgłos tępionych o drewniane drzwi pazurów. Krew, dużo krwi, obryzgani nią ojciec oraz sąsiad. Zdeformowane ciało wilkołaka, matki. Czasem dzieje się to u nas w domu, czasem coś podobnego przeżywam w lesie nieopodal. Nigdy jeszcze nie przespałam całej nocy spokojnie, bez urywanego snu. Dzisiejsza noc nie była wyjątkiem; z paniką rozejrzałam się po ciemnym wnętrzu oświetlanym jedynie łuną księżyca w trzeciej kwadrze. Znam fazy księżyca na pamięć, wiem kiedy jaka była, jest i będzie. Każdy ma swoje dziwactwa, to jest moim. Nie jedynym, jednym z wielu. Zacisnęłam mocno powieki, przetarłam je dłońmi zaciśniętymi w pięści. Przyspieszony rytm serca stopniowo się uspokajał, a ja tymczasem na nowo otworzyłam oczy. Zsunęłam się z łóżka stawiając bose stopy na zimnym drewnie, które działało wspaniale orzeźwiająco. Poczułam jak zaschło mi w gardle; odruchowo sięgnęłam do nocnej szafki, ale nie natrafiłam tam na żadną szklankę. Przeklęłam pod nosem myśląc, że będę musiała rozbudzić się całkowicie.
Wstawszy z łóżka zastanawiałam się czy nie powinnam narzucić czegoś na koszulę nocną, ale zrezygnowałam z tego pomysłu. Miałam świadomość, że w pokoju obok spał Aaron, ale no właśnie, spał. Zupełnie nie przewidziałam tego, że wychodząc na korytarz dostrzegę na dole lekki snop światła dobiegający z kuchni. Zmarszczyłam brwi i zeszłam po schodach na dół z marszu kierując się w stronę źródła mojego niepokoju. Nie pomyślałam, żeby wziąć różdżkę na wypadek, gdyby był to złodziej. Jowisz nie był w żaden sposób zaniepokojony, nie ujadał, założyłam więc, że wszystko jest w porządku. Dostrzegłam zresztą, że smacznie śpi na swoim posłaniu w korytarzu. Zaraz przeniosłam wzrok na wnętrze kuchni i ze zdziwieniem przyjęłam fakt, że nie byłam w niej sama.
- Mi też nalej – odezwałam się w końcu postanawiając już dłużej się nie czaić w cieniu wejścia. Zamiast tego, nadal boso, podeszłam do stolika przy którym zasiadłam. Szuranie krzesła o podłogę obudziło Jowisza, który uniósł głowę, szczeknął raz, ale zaraz się uspokoił i na nowo spróbował wprowadzić się w sen.
- Trudna noc? – zagaiłam uważnie obserwując sylwetkę mężczyzny. Wyglądał już trochę lepiej niż wtedy, kiedy wrócił. Zrozumiawszy, że mogłam wydawać się nieco zbyt oschła, uśmiechnęłam się, by przekonać go o moich dobrych zamiarach.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Aaron Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1193-aaron-lovegood http://www.morsmordre.net/t1334-aaronowy-ajay http://www.morsmordre.net/t1335-pan-milosc-i-dobro http://www.morsmordre.net/f199-manor-road-4 http://www.morsmordre.net/t1554-aaron-lovegood
Właściciel herbaciarni "Czerwony Imbryk"
27
Czysta
Żonaty
I'm just a man
I do what I can
Don't put the blame on me
10
1
2
0
4
5
3
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: kuchnia z jadalnią   28.11.16 21:17

Miał już siadać przy stole z czerwonym trunkiem, kiedy do jego uszu dotarły odgłosy naginających się pod stopami drewnianych stopni. Zaklął w duchu za to, że jednak obudził Bell tymi nieszczęsnymi szafkami. Naprawi je, jeśli nie zapomni, a tymczasem nie zostało mu nic innego, jak zająć krzesło i odstawić na drewniany, gustowny blat szklane naczynie z czerwony płynem w środku. Gdy Bell stanęła w progu kuchni, uśmiechnął się do niej kątem ust. Nie pamiętał, żeby kiedykolwiek widział ją w tak... nieoficjalnym stroju. Nawet, kiedy byli dzieciakami, Bell biegała raczej w sukienkach i domowych strojach typowych dla młodej panienki, a nie w koszuli nocnej. Sam Aaron jednak nie cierpiał z powodu, że teraz nagle objawiła mu się w innej postaci niż dotychczas. Nagle przyszło mu na myśl, żeby ocenić jej figurę, której miękkie kształty falowały wraz z lekkim materiałem barwnej koszuli do spania. Zawsze uważał, że była niezwykle urodziwą kobietą. Za rzadko jej o tym mówił.
- Zdecydowanie - odparł, różdżką nakłaniając szafkę, by znów skrzypnęła i szklany pucharek, by opadł delikatnie na blat tuż przed Belloną. - Koszmary nie są moją mocną stroną. Twoją chyba też - uśmiech nie opadł, wzrok jedynie lawirował między butelką, z której wylewało się do pucharka wino, a oczami narzeczonej. - Czy obudziło cię moje myszkowanie w kuchni?
W środku nocy czarodziej mógł się dowiedzieć o innym czarodzieju wielu ciekawych rzeczy, mógł poznać go od innej strony, mógł napić się z nim wina nie martwiąc się o to, że jeśli wypije za dużo, będzie żałował swojego rozwiązanego języka. Przy Bell nie czuł się spięty ani otoczony jakimś sztucznym murem przyzwoitości. Byli w tym wielkim domu sami, był środek nocy. Co złego mogło się stać?
- Nie jest ci zimno? - dobrze patrzyło mu się na nią, kiedy tak świeżo opuściła miękkie czeluści swojego łóżka, ale jednak zmartwienie jej samopoczuciem zwyciężyło. - Głupio pytam. - po ścianach przebiegł jego cichy, nosowy śmiech, gdy wstawał i zdejmował z ramion ciepły sweter, oddając go w dłonie Bell, a samemu zostając w brązowej koszuli i spodniach w tym samym kolorze. - Na pewno jest ci zimno, skoro dopiero co wstałaś. - sięgnął po swój szklany kielich, ale nim dotarł on do jego ust, uświadomił sobie, że skoro siedzą we dwójkę, to wypadałoby wznieść jakiś toast. - Za wspólne przesiadywanie po nocy?
Kto wie? Może to stanie się ich rytuałem? Taki jest zawsze lepszy niż polowanie na ludzi z kuszą!


Powrót do góry Go down
 

kuchnia z jadalnią

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Kuchnia z jadalnią
» Kuchnia z jadalnią na parterze
» Kuchnia z jadalnią
» [P2] Kuchnia ze spiżarnią
» Kuchnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Przedmieścia :: Trout Road 45-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17