Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 kuchnia z jadalnią

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: kuchnia z jadalnią   02.11.15 15:56

First topic message reminder :

Kuchnia z jadalnią

Umiejscowiona na parterze kuchnia połączona jest z jadalnią. Pełna drewnianych szafek, z piecem. Po zakamarkach rozłożone są liczne zioła i przyprawy, a także suszone warzywa. Pod jedną ze ścian rozłożone są miski z jedzeniem i piciem dla psa. Na środku znajduje się duży, dębowy stół z kilkoma krzesłami. Jest dość wiekowy, zadrapania na nim ponoć dodają mu uroku. Jedyną jego ozdobą są kwiaty w wazonie.





just fake the smile

Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: kuchnia z jadalnią   02.12.16 13:57

Początkowo nie zwróciłam uwagi na swój strój. Wydawał mi się być… swobodny i odpowiedni. Byłam w końcu w swoim domu. Nieprzyzwyczajona, że ktoś poza mną może tutaj mieszkać. Żyję sama od dobrych kilku lat i chyba zapomniałam, że teraz przez jakiś czas mamy z Jowiszem dodatkowego gościa. Gościa, bo właśnie w nocy zapominam, że śpi w drugim pokoju. A teraz myszkuje w mojej kuchni. Nie mogłam się nie uśmiechnąć siadając przy stole.
Najpierw skupiłam się na winie, później wzrok Aarona kazał mi zastanowić się nad tym, dlaczego tak na mnie patrzy. I dlaczego się podejrzanie uśmiecha. Dopiero wtedy spojrzałam w dół, na siebie i zauważyłam ten poważny mankament, jakim była jedynie koszula nocna. Zaczerwieniłam się lekko zawstydzona, zaraz układając ręce jakoś tak, by jak najwięcej zasłonić. W końcu nie polowałam na jego niewinność, tylko chciałam sprawdzić co się dzieje.
- Koszmary chyba są w stanie pokonać każdego – zauważyłam obserwując uważnie jego ruchy. – Nie, to były koszmary. Chciałam iść napić się wody, bo ta na szafce mi się skończyła – wyjaśniłam. Nadal nie przestając się uśmiechać oraz chować, ale na szczęście rumieniec z policzków nieco zelżał.
Faktycznie zaczynałam powoli odczuwać drobny chłód na powierzchni skóry. Jeszcze nie wywołał on uczucia gęsiej skórki, ale podejrzewałam, że to tylko kwestia czasu. Chciałam jednak zaprzeczyć, ale nim to zrobiłam, już trzymałam w dłoniach sweter Aarona. Przyjemnie miękki, pachnący nim. Sprawiający, jak kojące ciepło rozlewa się po klatce piersiowej i utrzymuje się po jego nałożeniu.
- Dziękuję – powiedziałam z wdzięcznością chwilę przypatrując się jego twarzy. Wyglądał już dużo lepiej. A to, niestety, zbliżało go do opuszczenia Trout Road. Na wszelki wypadek nie pochwaliłam więc jego aparycji. Zamiast tego chwyciłam mój kieliszek wina.
- Za wspólne przesiadywanie w nocy – dołączyłam się do toastu, unosząc naczynie wyżej i stukając nim w szkło Aarona. Co na pewno go zdziwiło to moje wypicie duszkiem całej zawartości. – Nawet nie wiesz, jak bardzo chce mi się pić – wyznałam w przypływie szczerości, dając znaki, że zdecydowanie powinien nalać mi więcej tego zbawczego napoju. – Zresztą, alkohol na nowo utuli nas do snu – zaczęłam się jeszcze tłumaczyć, ale dałam za wygraną wzdychając ciężko.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Aaron Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1193-aaron-lovegood http://www.morsmordre.net/t1334-aaronowy-ajay http://www.morsmordre.net/t1335-pan-milosc-i-dobro http://www.morsmordre.net/f199-manor-road-4 http://www.morsmordre.net/t1554-aaron-lovegood
Właściciel herbaciarni "Czerwony Imbryk"
27
Czysta
Żonaty
I'm just a man
I do what I can
Don't put the blame on me
10
1
2
0
4
5
3
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: kuchnia z jadalnią   10.12.16 20:44

Jego uśmiech nie zelżał, wręcz przeciwnie, kąciki ust uniosły się lekko ku górze, kiedy zobaczył jej reakcję. Nie była podobna do tych wszystkich kobiet, które często odwiedzały jego herbaciarnię, pusząc się niczym pawie i zadzierając wysoko nos, jakby za chwilę miała nim przeciąć sufit i podlecieć na swoich niewidzialnych skrzydłach dalej, aż po samo niebo. Bell tymczasem twardo stąpała po ziemi, miarkując wrażliwość na spół z odpowiedzialnością. Nie była delikatna jak śniegowy puch, ale Aaron właśnie tak ją sobie wyobrażał; nie czyniła scen, gdy coś się działo; nie uciekała spłoszona, gdy podziwiał jej piękno w tak prostej formie. Chciał, żeby taka pozostała.
- Czyli jednak potrafię być dobrym szpiegiem i zacierać za sobą ślady - odparł z nutą rozbawienia w głosie. - I nie budzić przy tym śpiących piętro wyżej kobiet.
Patrzył na nią, kiedy zakładała jego sweter i stwierdził, że jego obserwacje potwierdziły teorię. W męskich ubraniach kobiety wyglądają... niezwykle uroczo. Nie musiała się stroić i narzucać na szyję sznura pereł, żeby była tą, która dla niego była idealna.
Gdy oboje łyknęli już nieco wina ze swoich kielichów, dolał do nich wina. Może faktycznie dobrze im to zrobi na sen. Alkohol doskonale znieczulał, wprowadzał w stan idealnej równowagi, kiedy to marzenia senne górowały nad koszmarami.
I rozwiązywał języki, tak, definitywnie.
- Wiesz... zastanawiałem się ostatnio nad datą naszego ślubu - spojrzał na nią z cicho zarysowującym się błyskiem w oku. - Odpowiadałby ci koniec kwietnia?
Z jednej strony chciał to mieć za sobą, bo jednak tego typu ceremonie wciągały go w długą kolejkę niepotrzebnych obaw i stresów, jakby ta misterna konstrukcja miała za chwilę paść bez ostrzeżenia, ale z drugiej strony wcale nie przeszkadzał mu stan, w jakim znajdowali się obecnie. Nikt nie dopraszał się od nich szybkiego ożenku, nikt nie wywierał presji ani nie wymuszał podjęcia odpowiednich kroków. A jednak końcówka kwietnia, choć tak bliska, wydała mu się odpowiednim terminem.


Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: kuchnia z jadalnią   16.12.16 11:54

Gdybym tylko poznała myśli Aarona, odcień skóry mojej twarzy przypominałby dojrzałego buraka; jeśli już miałam jakiś kontakt z mężczyznami, ograniczał się on do bycia na etapie kumplowskim: dogryzanie sobie, złośliwości, picie w barach i inne tego typu drobnostki. Nie przypominam sobie, by którykolwiek interesował się mną tak mocno jak Lovegood. W ten konkretny sposób. Nie byłam więc przyzwyczajona do takich relacji, nie do końca wiedziałam co robić. Teraz ratowało mnie lekkie zaspanie, dobra (i prawdziwa!) wymówka oraz to, że akurat z nim znaliśmy się już bardzo długo. Co pozwalało poniekąd na większe uczucie swobody w tej chwili. Zresztą, bardzo się starałam, by zapewnić nam obopólne uczucie komfortu w tej niecodziennej sytuacji; wiercąc się na krześle i odpowiednio układając, nie marudząc ani nie narzekając na swój los, czy raczej gapiostwo. Raczej cieszyłam się z tego nieoczekiwanego, ale miłego spotkania, nie patrząc na nieprzyjemne okoliczności, które nas w to miejsce (i o tej porze) zaprowadziły.
- Nie jestem tylko pewna czy to dobra wiadomość dla mnie – odparłam kwitując własne rozbawienie uniesieniem jednego z kącików ust. Sweter na moim ciele dodał mi pewności siebie, nawet jeśli nie wyglądałam w tym momencie zbyt atrakcyjnie. Nie musiałam zresztą. Nigdy nie przywiązywałam też do tego uwagi, tak też było i tym razem. Zwłaszcza, że zaraz siedzieliśmy przy stole i piliśmy wino. Wyjątkowo dobre, wyjątkowo rozluźniające i wyjątkowo dobrze wpływające na sen. Sen bez snów, czyli zarazem bez koszmarów, tego nam było trzeba.
Właśnie bujałam się lekko na krześle, kiedy Aaron zadał pytanie, które na trzeźwo zupełnie by mnie zablokowało. Teraz jednak czując błogi nastrój odprężenia uśmiechnęłam się lekko z myślą, że niedługo porzucę bagno Greybacków zamieniając je na rajską ziemię Lovegoodów. Nigdy bym nie przypuszczała, że los mógłby się tak drastycznie odwrócić.
- Koniec kwietnia brzmi idealnie – odpowiedziałam, dając mężczyźnie znak, by napełnił mi ponownie pusty już kieliszek. Który z kolei? Nie wiedziałam. Było tak miło, tak ciepło… że aż naszła mnie brutalna refleksja; szczęście nie może trwać zbyt długo. – Tylko… jesteś pewien, że tego chcesz? – spytałam poważnie, wpatrując się w jego oczy. Moje były już zaszklone od alkoholu.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Aaron Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1193-aaron-lovegood http://www.morsmordre.net/t1334-aaronowy-ajay http://www.morsmordre.net/t1335-pan-milosc-i-dobro http://www.morsmordre.net/f199-manor-road-4 http://www.morsmordre.net/t1554-aaron-lovegood
Właściciel herbaciarni "Czerwony Imbryk"
27
Czysta
Żonaty
I'm just a man
I do what I can
Don't put the blame on me
10
1
2
0
4
5
3
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: kuchnia z jadalnią   28.12.16 23:11

Obracał w dłoni swój opróżniający się z wolna kieliszek, uśmiechając się wciąż na jej słowa. Im więcej wlewał w siebie czerwonego napoju bogów, tym więcej w jego głowie pojawiało się natrętnych myśli. Powiem jej. Chciał. A potem znów tłumaczył sobie, że nie powinien. Nie miał zamiaru naruszać pamięci tych trucheł sprzątniętych z herbacianych pól, ale... właśnie, ale. Czuł, że jeśli jej tego nie powie, do końca życia będzie wyrzucał sobie, że był nieszczery wobec kobiety swojego życia. Można by spytać - jakąż to odwagą odznaczył się Aaron, nazywają tak Bell? Sam Lovegood odpowiedziałby, że żadną. Był tego pewien, chciał ją mieć przy sobie, choćby wszystko się waliło. Bo była zawsze obok, bo wyryła się w jego pamięci niczym dłutem na marmurze - trwale i głęboko. Bo była jego częścią od kiedy pamiętał, chociaż pewnie nie była tego świadoma.
- Ja, tak, jestem - spojrzał na nią, opróżniając do końca szklane naczynie i nalewając im znów wina. - A ty? Jesteś pewna, że chcesz, by twoim mężem stał się człowiek z przeszłością?
Coś w nim drgnęło, coś zakazało mu dalej drążyć ten temat, coś szepnęło, że jeśli to zrobi, to nie będzie już odwrotu. Ale on, na Merlina, chciał, żeby nie było już odwrotu! Chciał stanąć przed jasnym wyborem - być lub nie być. I chciał, żeby to ona wskazała mu odpowiednią drogę. To ona w tej chwili przejęła jego życie, stała się jego panią.
- W Indiach... ja... Bell, zrozum, kocham cię nad życie, ale wtedy stało się coś, nad czym ani ja, ani Aurelia nie mogliśmy zapanować. Ci ludzie na to zasługiwali - zgarbił się nad stołem, jakby na jego barki zrzucono nagle olbrzymi ciężar. W rzeczywistości on wciąż tam był, ale nikt go nie dostrzegał, czuł go sam Aaron. - Musieliśmy ich zabić, inaczej zagrażaliby nie tylko naszemu życiu, ale też życiu naszej rodziny. A potem skremowaliśmy ich zwłoki, żeby po tym haniebnym uczynku nie pozostał żaden ślad.
Nie patrzył na nią, ale nie ze strachu - nie patrzył, bo nie chciał zrzucać na nią tych kilogramów zmartwień, które sam w sobie nosił. Więc siedział po prostu, w swojej wyobraźni nawet stojąc, przed wyborem swojej drogi, którą będzie lub nie będzie dzielił z Bell.


Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: kuchnia z jadalnią   03.01.17 13:29

Kieliszek za kieliszkiem, aż ujrzeliśmy dno butelki. Moje policzki stały się prawdziwie buraczane, ale tym razem była to zasługa tylko i wyłącznie rozgrzewającej mocy alkoholu. Czułam się lekko wcięta, może odrobinę rozweselona, ale do upicia było mi jeszcze daleko. Widziałam, że i Aaron wprowadził się w podobny stan. Przyćmiewany jednym ze zmartwień. Dostrzegłam to w jego twarzy, w zmarszczce na czole. Nie domyślałam się czego dotyczyła. Naszego ślubu? Nie był pewien? To normalne. Też się trochę bałam. To miało być zupełnie inne życie. Inne od dotychczasowego. Przebywanie z drugą osobą niemal bezustannie. Wspólny budżet, wspólne wszystko. To czasem krok nie do przeskoczenia… my przynajmniej chwilę pomieszkaliśmy razem przed ślubem (cóż za niegodziwość!), ale inni nie mają tyle szczęścia. Muszą się później ze sobą męczyć jeśli coś pójdzie nie tak.
Już miałam odpowiadać, że owszem; nawet otworzyłam usta, kiedy uderzyło we mnie zdanie o przeszłości. Zamknęłam buzię nie rozumiejąc o co dokładnie chodzi. Wpatrywałam się w Aarona wyczekująco, ale nie ponaglająco. Myśli w mojej głowie nabrały tempa. Co się wydarzyło, Lovegood? Co cię trapi? I właściwie to dlaczego cię to trapi? Nie wiem co musiałoby się stać, bym się przejęła tak mocno jak on.
Słuchałam. Nie mówiłam nic. Na tyle, na ile spowolniony mózg mi pozwolił, analizowałam wypowiadane słowa. Układające się w sekwencję dobrze mi znanych wniosków. Spokojnie odjęłam dłoń od ciepłego już kieliszka, ułożyłam ją na przegubie ręki narzeczonego. Dalej uparcie milczałam, choć nie wiedziałam dlaczego. Kąciki ust uniosły się lekko.
- Każdy musi kiedyś umrzeć. Inni wcześniej niż reszta – odparłam zadziwiająco spokojnie, niepokojąco… lekko. Nie byłam psychopatką czy sadystką, ale przez te kilka cierpiętniczych lat zdołałam się uodpornić na pewne sprawy. Śmierć, morderstwa; robiły wrażenie, ale nie wzbudzały już we mnie takich skrajnych emocji jak kiedyś. Może, gdyby Aaron mi wyznał, że lubi od czasu do czasu strzelić w kogoś avadą, to faktycznie bym się przeraziła. W tym, co mówił, nie było niczego niepokojącego. – Tak jak… mój oprawca. Oni zasłużyli na śmierć, więc zginęli. To naturalna kolej rzeczy – dodałam, cały czas na niego patrząc. Czy rozumiesz co chcę ci przekazać, mój drogi? Czy wiesz jak zginął, kto go zabił? Domyślasz się?
Ta przejmująca, nagła i gęsta cisza chyba miała być dowodem na to, że właśnie pojęliśmy swoją prawdziwą naturę. Z naturą nie można walczyć.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Aaron Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1193-aaron-lovegood http://www.morsmordre.net/t1334-aaronowy-ajay http://www.morsmordre.net/t1335-pan-milosc-i-dobro http://www.morsmordre.net/f199-manor-road-4 http://www.morsmordre.net/t1554-aaron-lovegood
Właściciel herbaciarni "Czerwony Imbryk"
27
Czysta
Żonaty
I'm just a man
I do what I can
Don't put the blame on me
10
1
2
0
4
5
3
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: kuchnia z jadalnią   07.01.17 23:58

Znowu to usłyszał. Nie był tylko pewien, czy to jego wyobraźnia sama wymagała od niego tak nagłego powrotu do przeszłości, czy to jednak było to wino, najwyraźniej odkorkowane zbyt wcześnie przez służbę, która następnie je zakorkowała, by ukryć haniebny uczynek i zepsuła ten krwistoczerwony napój ludzi zdesperowanych. Znów usłyszał krzyki, znów czuł swąd palonego ciała. Wszystko do niego wracało… i nagle ustało, gdy tylko poczuł, jak dłoń jego narzeczonej ciąży mu na nadgarstku. Ale to był ten dobry rodzaj ciężaru. Przypominający o tym, że to minęło, że nie ma już Indii, a Bell siedzi obok, wpatrując się w niego błękitnymi tęczówkami, teraz już lśniącymi od nadmiaru alkoholowych oparów prześlizgujących się między komórkami jej ciała. Uniósł lekko dłoń, by objąć jej palce swoimi. Były chłodne, trzymały jeszcze temperaturę szklanego naczynia.
- Co masz na myśli? – zmarszczył łagodnie brwi, nie do końca rozumiejąc, choć… domyślał się. Oprawca. Na brodę Merlina, ktoś ją skrzywdził, ale mówiła o ich śmierci. Nie żyli. Dobrze, niech gryzą ziemię, nieważne jak długo. Nieważne, czyja dłoń ostatecznie odjęła im życie. – Opowiedz mi o tym.
Nie wymuszał na niej niczego, ale… chciał wiedzieć. Mieli niedługo decydować się na spędzenie całego swojego życia w dwójkę, a teraz istniała szansa, żeby nadrobić ten stracony czas, kiedy byli rozdzieleni, i przekuć go na mocne ogniwo ich wspólnego łańcucha. Chciał być bliżej niej, ale nie w tym prostym, fizycznym aspekcie. Chciał, żeby wiedziała, że może na nim polegać, że jeśli ktoś będzie zagrażał po raz kolejny jej życiu, on stanie w jej obronie, choćby miał popełnić kolejną zbrodnię i uciąć temu człowiekowi nić jego życia.


Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: kuchnia z jadalnią   12.01.17 12:43

To było trudne. Alkohol wzmagał majaki przeszłości, przywoływał demony, chętniej odwiedzające umysły w środku nocy. Każde z nas miało przed oczami inną tragedię, ale poruszały one te same struny. Cierpienie. Ból odtwarzany przez zamroczony umysł. Odgłosy, które nie istniały. Nie wyobrażałam sobie Indii w płomieniach. Widziałam ciemny las, zakapturzoną postać, czułam jej swąd, obrzydliwy dotyk. Czułam rozpacz, przyspieszone bicie serca, wiele innych bodźców, których czuć nie chciałam. Zacisnęłam mocniej palce na przegubie Aarona, jakbym dzięki temu miała nie spaść z równi pochyłej. Prosto w dół, w paszczę chorych urojeń. To było. Zdarzyło się, ale minęło. Nie mogę odtwarzać tego wspomnienia bezustannie; oszaleję. Ten etap mojego życia minął. Przestałam się już zadręczać ciągłymi rozmyślaniami, odtwarzaniem tej samej, starej płyty. Liczyła się przyszłość. Piękna, pozbawiona samotności, a wręcz wypełniona osobą, która miała dać mi szczęście. Pozwolić mi odżyć na nowo. Wierzyłam w to. W tamtej chwili, mimo poruszania naprawdę makabrycznych tematów, widziałam oczami wyobraźni swoje nowe, lepsze życie.
Nie zrozumiał mnie, ale nie mogłam o tym wiedzieć. Nie czytam w ludzkim umyśle. Chodziło mi o mojego oprawcę oraz o tych przestępców atakujących indyjską plantację. Ja wroga miałam tylko jednego. Tylko i aż. Najchętniej zabijałabym go codziennie od nowa, patrząc na bryzgającą krew, na rozszarpywane ciało. To, co mi zrobił było niczym w porównaniu do tego, co on uczynił mnie. Śmierć jest prostsza niż życie jako podczłowieka oberwanego z godności. Tego nie mógł wiedzieć, a ja nie mogłam przedłużać jego cierpień. Wszystko musiało odbyć się skutecznie. Ostatnim, czego chciałam, to jeszcze pójść siedzieć w więzieniu przez takiego potwora. Nie zasługiwał na moją łaskę.
- Opowiadałam ci o tym co mi zrobił. Wtedy, jak przyszedłeś do mnie po otrzymaniu listu od rodziny – odparłam, wracając myślami do tamtego dnia. Do tamtej bolesnej chwili, kiedy idealnie obojętna fasada runęła odsłaniając cierpienie oraz upokorzenie. Nie chciałam powtarzać tamtych słów. Nie chciałam już nigdy więcej okazywać takiej słabości. – Jakiś czas po tym, jak mnie skrzywdził, kazałam moim psom go rozszarpać. Nie żyje. Nie skrzywdzi już nikogo – dodałam, czując jak policzki palą mnie jeszcze mocniej, jak język powoli odmawia posłuszeństwa, jak gubię wątek. W gruncie rzeczy bałam się co Aaron teraz o mnie pomyśli. On był mężczyzną, ratował rodzinę oraz dobytek. A ja kim byłam? Pragnącym zemsty zwierzęciem. Słów nie dało się jednak już cofnąć, musiałam zmierzyć się z czekającymi na mnie konsekwencjami.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Aaron Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1193-aaron-lovegood http://www.morsmordre.net/t1334-aaronowy-ajay http://www.morsmordre.net/t1335-pan-milosc-i-dobro http://www.morsmordre.net/f199-manor-road-4 http://www.morsmordre.net/t1554-aaron-lovegood
Właściciel herbaciarni "Czerwony Imbryk"
27
Czysta
Żonaty
I'm just a man
I do what I can
Don't put the blame on me
10
1
2
0
4
5
3
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: kuchnia z jadalnią   25.01.17 0:43

Pamięć rzadko go zawodziła, wypróbowana w czasie wielu dni spędzonych na plantacji, gdzie ojciec kazał mu codziennie powtarzać rozmieszczenie poszczególnych gatunków herbaty, a potem w czasie pieczołowitego dbania o herbaciarnię, gdzie każdego dnia zmagał się z rozstawianiem puszek na odpowiednich półkach. Pamiętał liczby i rozmiary, zapętlając ich wartości w myślach, jakby to miało mu pomóc przejść suchą stopą przez życie.
A teraz zapomniał. I aż wstyd było się przyznać.
Zapomniał o tym, co mu mówiła. Zapomniał o jej cierpieniu i zmaganiach, przez które tak uparcie przechodziła, rwąc życiu włosy z głowy, zapalczywie trzymając się go, choćby i zawiodło ją to na sam kraniec szaleństwa. A teraz… teraz okazało się, że wymierzyła samosąd. Pozbawiła życia tego, który zaprzepaścił jej szansę na wczesne szczęście, na spokojne życie kobiety nie znającej łez. Nienawidził go. Czerwone wino, które w szybkim tempie spływało do gardła, podniecało tę nienawiść. I chociaż nic nie mógł zrobić, poczuł chęć wyprowadzenia na tego mężczyznę ataku, zemsty – bezcelowej, ale popartej twardym argumentem.
Zabiłby go z chęcią jeszcze raz.
I wcale nie miał do niej pretensji, chociaż podstawy moralne tego czynu były więcej niż wątłe. Żałował tylko psów, że musiały moczyć swoje kły w tym brudnym, splugawionym mięsie.
Krew za krew.
- Jesteś bezpieczna – odparł tylko, przypatrując jej się w skupieniu, jakby chciał wybadać każdy centymetr jej jasnej twarzy, noszącej jeszcze ślady zawstydzenia; każdy milimetr jej tęczówek w kolorze akwamaryny. Uniósł dłoń, sięgając nią do jej policzka, by odgonić uparty kosmyk włosów, który najwyraźniej nie lubił się z pozostałymi. – Każdy z nas ma jakieś mroczne tajemnice, Bell. I jak się okazuje – wyraz twarzy nabrał nieco jasności, coś, co przypominało rozpogadzające się po deszczu niebo. – Można z nimi żyć. Zwłaszcza we dwójkę powinno być nam z tym raźniej, prawda?
Mieli swoje za uszami, ale to, co zrobili, nie zadziało się bez określonego sensu, bez jednego czynu, który całkiem zmienił bieg ich dotychczasowego życia. Czasami trzeba było coś zakończyć, by inna rzeczywistość mogła w pełni rozkwitnąć.


Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: kuchnia z jadalnią   31.01.17 15:07

Nie dostrzegłam, że nie pamiętał. Nie dostrzegłam, że nagle sobie przypomniał. Cierpliwie wyjaśniłam wszystkie niuanse mogące zagubić się w stercie minionych wydarzeń. To było trudne. Powracać do tego samego schematu przeszłości. Do obrazów, wspomnień boleśnie zakotwiczających się w klatce piersiowej. Dla niego mogłabym to robić. Dawał mi siłę, a także o wiele więcej niż mogłabym kiedykolwiek marzyć czy prosić. Był moją ostoją. Spokojem w rozemocjonowanej, spanikowanej duszy. Nie mogłam mu nic dać poza moją cierpliwością oraz zrozumieniem. I uśmiechem niepewnym, odrobinę zbyt alkoholowym. Ale oboje byliśmy pod jego wpływem. Nie do końca świadomi wypowiadanych słów. Bałam się, że okaże się mniej wyrozumiały dla aktu morderstwa niż ja usłyszawszy o jego, ich zbrodni. Jednak poczułam się przyjemnie zaskoczona dostrzegając ten ciepły uśmiech oraz dotyk zawieszony na moim czerwonym policzku. Uważnie obserwowałam ruchy Aarona zastanawiając się czy to sen. Może tak naprawdę się nie obudziłam, nie zeszłam w nocy ze schodów, nie piliśmy wina w mojej kuchni?
Jesteś bezpieczna.
Powtarzałam to sobie w głowie jeszcze jakiś czas uśmiechając się z wdzięcznością. Tak, tego pragnęłam odkąd… odkąd przyszłam na świat. Stabilności, bezpieczeństwa, rodziny. jeszcze nie tak dawno temu uważałam, że te mrzonki nigdy się nie ziszczą. Lovegood był jedynie miłym przebłyskiem historii, a teraz siedział tu ze mną. Prawie cały i prawie zdrowy, za to mocno namacalny fizycznie. Mogłam oddychać spokojnie. Tak, we dwoje raźniej jest dzielić swoje sekrety. Wiedząc, że druga osoba nigdy ich nie zdradzi. Dzieląc wspólnie ten ciężar noszony na barkach. On nigdy nie zniknie, chyba, że stracimy resztki człowieczeństwa. Ale może być po prostu lżej.
- Cieszę się, że to sobie wyjaśniliśmy – powiedziałam nagle, po kilku minutach ciszy. – Teraz możemy brać ten ślub – zaśmiałam się, przykładając ciepłe dłonie do jeszcze cieplejszych policzków. Mimo poważnego tematu, wino wprawiało mnie w dobry humor. – Jesteśmy już wystarczająco upojeni, chodźmy spać – dodałam nie mniej rozbawiona niż przed chwilą. Chwyciłam Aarona za rękę zapewniając, że rano wszystko posprzątam. Po zgaszeniu światła udaliśmy się z powrotem na górę, każde do swojej sypialni. Alkohol naprawdę pozwolił na kilka godzin niezmąconego niczym snu.

z/t oboje





just fake the smile

Powrót do góry Go down
 

kuchnia z jadalnią

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Kuchnia z jadalnią
» Kuchnia z jadalnią na parterze
» Kuchnia z jadalnią
» [P2] Kuchnia ze spiżarnią
» Kuchnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Przedmieścia :: Trout Road 45-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17