Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Łuk Durdle Door

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 20, 21, 22, 23  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Łuk Durdle Door   07.11.15 18:42

First topic message reminder :

Łuk Durdle Door

Nieco oddalony od Weymouth rozległy piaszczysty brzeg plaży, na którym co jakiś czas wznoszą się ostre, niebezpieczne skały, spośród których największą jest wapienny łuk Durdle Door. Mnogość naturalnych przeszkód uczyniła to miejsce trudnym szlakiem konnym wytyczonym dla doświadczonych jeźdźców, którzy już od wieków pokonują się wzajemnie w pomysłach na ominięcie piętrzących się na plaży kamieni, dosiadając skrzydlatych rumaków.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Łuk Durdle Door   15.11.15 17:58

A jednak, zdołali się w trakcie tej trasy zgrać z Gavrochem i pokonać urwisko w nieskromnie imponującym stylu, Tristan nie wierzył w powodzenie – ale jak widać nie dał po sobie tego braku wiary poznać i wahanie nie przeszło na jego wierzchowca. Razem miękko opadli na piasek, gnając co sił ku linii mety. Doskonały skok pozwolił im nadrobić stracony nad wydmami czas, wspólnie znaleźli się w czołówce wyścigu. Szlama, którą doganiał, nie panowała najwyraźniej nad swoim ogierem, bydle skopało Gavroche'a – ale nie odpuszczali. Nie mieli już najmniejszych szans dogonić ani jej, ani Deimosa, ale przecież nie mogli dać się wyprzedzić Inarze. Widział ją kątem oka, ale patrzył przed siebie – naprzód, Gavroche, jeszcze tylko kilka susów. W tym roku Carrowy znowu wygrają, ale przynajmniej nie zajmą całego podium. Nie zajmą, minął Inarę o włos i jako trzeci przekroczył linię mety, szum wiatru w uszach i adrenalina buzująca we krwi dodawały mu siły. Żałował - naturalnie, że żałował - przywiązał się do Gavroche'a i chętnie zabrały go ze sobą, był pięknym kasztanem - ale najbardziej żałował tego, że prześcignęła go szlama - o tyle, o ile czuł niechęć wobec Carrowów, o tyle samo nie mógł nie doceniać ich umiejętności jeździeckich; dziewczyna dosiadająca magicznego wierzchowca była profanacją samą w sobie. A jej wysokie miejsce na podium - farsą. I żałował też, że przed nim, zamiast Carrowa lub dziewczyny, nie biegła Darcy - właśnie, Darcy.
Nie zatrzymując konia, tuż po pokonaniu linii mety zawrócił go z powrotem wąską półwoltą; wiatr zagłuszył odgłosy zza jego pleców, ale mimo to mógł się spodziewać, że niebezpieczne urwisko zbierze przynajmniej kilka ofiar. Na nieszczęście, była wśród nich jego siostra. Nie zwalniając rozpędzonej podczas finiszu prędkości pomimo zmęczenia pognał z powrotem pod skałę, na grzecznościowe gratulacje i świętowanie (przegranego) zwycięstwa przyjdzie czas za chwilę. Zatrzymał się przy Darcy, zeskoczył z konia i ostrożnie zbliżył się do dziewczyny, chcąc pomóc jej wstać. Pomoc medyczna była na miejscu, z pewnością się nią zajmą - ale Tristan chciał wiedzieć wcześniej, czy wszystko z nią w porządku. Nie pilnował już swojego aetonana, przestając zwracać na niego uwagę, ktoś z pewnością go złapie.
- Słyszysz mnie? - zapytał, drżącym głosem, nachylając się nad siostrą; nie objął jej w obawie przed podrażnieniem urazów, a jedynie wyciągnął do niej rękę, by mogła się wesprzeć, asekurując się przed bólem. Darcy była doświadczonym jeźdźcem i uwielbiała konie, ale wypadki zdarzały się nawet najlepszym - tym razem jego siostra miała wybitnego pecha.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Deimos Carrow
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow http://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 http://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow http://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet http://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
hodowca Aetonanów
32
Szlachetna
Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
5
5
0
0
0
11
0
10
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Łuk Durdle Door   15.11.15 19:13

Na mecie znalazłem się jako pierwszy, co w gruncie rzeczy mnie nie zdumiało ani trochę. Mimo że w drugim odcinku wyścigu wypadłem z czołówki, udało mi się zgrabnie nadrobić przewagę szlam i innych kobiet. Nikomu nie będę głośno opowiadał, ale oczywiście dałem fory zawodnikom na samym początku, o co też prosił mnie w liście mój ojciec. Myślałem nawet, by w tym roku dać wygrać mej młodej kuzynce - Inarze, bądź któremuś z Nottów. Jednak w czas pojąłem, że na wyścigach pojawił się ktoś, kto możliwe, że zdobędzie pierwsze miejsce, a jest k o b i e t ą. Szlamiastego pochodzenia owej osoby dowiem się dopiero wtedy, kiedy będziemy na podium. Nikt nie powie "córka lorda jegomości". To zwykła szlama i należało ją pokonać. Przebiegając jednak linię finiszu, miałem dość niewyraźne wrażenie, że mało kto prócz mnie zauważył taką potrzebę. Rzeczywiście, kiedy obróciłem się w siodle i dojrzałem jak Rosier ledwo ledwo, Cezar jeszcze dalej, a już nie wspominam o mym kuzynie Carrow, ogarnął mnię nieokreślony niesmak. Mogli się postarać bardziej.
Przez jakiś czas jeszcze chodziłem zwycięski i puszyłem się słysząc brawa ze strony widowni. Moja mina miała być poważna, ale to zawsze jest miłe, kiedy słyszy się wiwaty na swoją cześć. W każdym razie, po odpowiednim czasie, zsiadłem z Al Buraka i poklepałem go po szyji, żeby wiedział, że dobrze się spisał. Zawsze po zejściu z moich aetonanów, ciężko mi było utrzymać równowagę, lecz w porównaniu do innych i tak byłem wyjątkowo przyzwyczajony i umiałem sobie radzić. Zbliżyłem się do mego kuzyna i powtórzyłem wieść, którą dostałem zaraz po pierwszym chwalebnym przemarszu powyścigowym. - Podobno połowa odpadła na ostatniej prostej. Będzie trzeba zająć się dwoma sztukami - a po tym relacjonowaniu, dodaję już mniej oficjalnie - W tym roku słabiutko, Carrow. Przegrałeś dobry trunek - próbuję bowiem rozweselić kuzyna, który jednak od kilku dni jest wobec mnie dziwnie... milczący. Co go gryzie?









She was the prettiest hell

I have ever been in

I didn’t mind burning at all.


Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Łuk Durdle Door   15.11.15 19:23

Stał się cud, którego absolutnie się nie spodziewałam, ale jednocześnie się o niego modliłam. Chwyciłam się mocniej zarówno lejc jak i masywnej szyi Merkurego, starając mu powierzyć swoje zaufanie. Że nic mi się nie stanie i być może nie czeka mnie śmierć z powodu upadku, względnie stratowania przez końskie kopyta. Ostatnie miejsce miało w sobie chociaż tyle dobrego, że nikt nie mógł przebiec po moim ciele, ponieważ nikogo za mną nie było. Jedynie koń, którego na moment byłam posiadaczką, mógł zrobić mi krzywdę. Szczęśliwie obyło się bez tak czarnych scenariuszy, a ja odetchnęłam z ulgą czując, że znów jesteśmy na ziemi. Cali i zdrowi, czego nie mogłam powiedzieć o moich przeciwnikach.
Dość długo jeszcze siedziałam w siodle, próbując uspokoić kołatanie serca, a także przezwyciężyć paraliż mięśni; te bowiem dążyły do tego, aby cały czas trzymać się na grzbiecie aetonana, ponieważ spadanie w dół nie było czymś, czego pragnęłam. Oddychałam ciężko, rozglądając się dookoła. To, co rzuciło mi się w oczy to to, że nie wszyscy stali tam gdzie ja. Większości obecnych tu osób nie znałam wcale, dlatego szybko zauważyłam, że wśród tych, którzy ukończyli wyścig nie było Sylvaina. Poczułam dziwny ścisk w klatce piersiowej na myśl o tym, że ten mógł się poturbować podczas ostatniego odcinka. Ostatecznie zawróciłam Merkurego, aby dotrzeć do miejsca, gdzie leżeli inni uczestnicy tej niebezpiecznej konkurencji. Nerwowo zeskoczyłam z wierzchowca, by ujść zaledwie kilka kroków. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie martwiłam się o tego zdrajcę, który posłał mnie na wiankach prosto w ramiona nieznanego mi mężczyzny. Tak, wciąż pamiętałam!
- Och, nic ci nie jest. - Wymsknęło się z moich ust. Zdanie pełne ulgi, którą jednak zdusiłam w zarodku. - To znaczy, to straszne, bo zasłużyłeś - dodałam, udając niezadowolenie i zawód jednocześnie. Doprawdy, ja i Crouch byliśmy siebie warci.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Darcy Cressida Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t593-darcy-rosier http://www.morsmordre.net/t615-artemis http://www.morsmordre.net/t611-darcy http://www.morsmordre.net/f116-rosier-park-dover-kent http://www.morsmordre.net/t969-darcy-rosier
astronom & bywalczyni salonów & wierna narzeczona
23 lata
Szlachetna
Zaręczona
past and present now embrace,
worlds collide in inner space
unstoppable, the song we play
8
12
0
0
3
0
0
2
Czarodziej
nulla rosa sine spina

PisanieTemat: Re: Łuk Durdle Door   15.11.15 20:25

Cóż to za obce konstelacje układały się przed jej oczami? Tej gwiazdy absolutnie nie powinno tu być! Gdzie był ten przeklęty teleskop, trzeba przyjrzeć się bliżej tej anomalii i napisać ze skargą do Astronoma!
Oszołomiona i obolała podnosiła się powoli z ziemi, przypominając sobie ostatnie chwile przed upadkiem. Starfall ponownie kogoś kopnął, a wierzganie spowodowało turbulencje, które uniemożliwiły Darcy utrzymanie się w siodle. Ześlizgnęła się tuż przed samym lądowaniem, opadając boleśnie na twarde podłoże prawą stroną swojego ciała. Świetnie, jakby mało jej było bolączek z tej strony.
Rozerwana od ramienia po dłoń odzież zdążyła już nasiąknąć krwią, stanowiąc malowniczy dodatek do ogólnego stanu rzeczy, czyli mokrych, ubrudzonych piaskiem ubrań, przekrzywionego toczka i potarganych pod nim włosów. Rosier była zaczerwieniona z wysiłku, zdenerwowana z powodu fiaska i nieco zdezorientowana panującym wokoło chaosem , a to utworzyło na jej twarzy grymas, z jakim nikt nie powinien jej nigdy oglądać.
Ktoś jednak podjął się tego zadania, a dobiegając z bliska głos brata podniósł ją trochę na duchu. Wciąż znajdując się na czworakach, uniosła lekko głowę i posłała Tristanowi uspokajające spojrzenie – nic się nie stało, wszystko jest w porządku.
- Tak – jej głos był jednak słaby; zbyt słaby, by go oszukać. Odczekała jeszcze chwilę i podała mu lewą dłoń, by pomógł jej powstać z kolan i przy okazji nie uraził obolałego ramienia.
Dopiero wtedy miała okazję mu się przyjrzeć, a gdy poza zmartwioną miną nie dostrzegła niepokojących oznak, uśmiechnęła się blado.
- Wygrałeś? – zapytała, opierając się na nim i w nosie mając to, co działo się dookoła. Potrzebowała chwili spokoju w ramionach brata i nie interesował ją los wierzchowca, który potraktował ją w taki sposób, ani na razie dola innych jeźdźców.
Z przymkniętymi oczami regulowała oddech i w myślach planowała, jak swoją dzisiejszą porażkę przekuć w coś mniej negatywnego. W końcu takie rzeczy zdarzały się najlepszym, a gdyby rozejrzała się uważnie, na pewno tych najlepszy zobaczyłaby właśnie na ziemi dookoła.
- Jeśli zostanie mi blizna, będziemy musieli podkolorować tę historię, bym nie wypadła w niej jak ostatnia oferma. Dodamy ucieczkę przed smokiem? – przeniosła wzrok na ranę na ramieniu, skrzywiła się nieznacznie i w poszukiwaniu ulgi nawiązała kontakt wzrokowy z Tristanem.
Choć obolała, starała się robić dobrą minę do złej gry, a sprawną dłonią ścisnęła mocniej przedramię brata, dając mu znać, że nie jest z nią wcale tak najgorzej.




Powrót do góry Go down
Neleus Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1139-neleus-travers http://www.morsmordre.net/t1386-neleus-travers http://www.morsmordre.net/f164-west-devon-rezydencja-traversow http://www.morsmordre.net/t1412-neleus-travers
Brygadzista
32
Szlachetna
Wdowiec
Cena za magię bywa wysoka, uważaj więc, ile sobie życzysz.
3
5
0
0
2
5
0
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Łuk Durdle Door   15.11.15 20:49

Wyścig był naprawdę trudny. Neleus był wyśmienitym jeźdźcem jednakże i on czasem mógł mieć gorszy dzień. Koń nie był zbyt wyśmienitym sportowcem. Widocznie dostał jednego z wolniejszych koni. Tuż przy mecie zaliczył upadek i wyrżnął twarzą w samą ziemię zdzierając ją sobie okropnie. Noga utknęła mu w strzemieniu przez co miał problem z uwolnieniem jej. Trochę pobolewała jednakże nie została ani złamana ani skręcona. Najdziwniejszym dla niego było to, że teraz siedział sam na ogromnym kamieniu i starał się poradzić sobie ze swoimi ranami. Sam nie był idealny w zaklęciach medycznych. Oczywiście jego zdaniem wyścig był wspaniały, ale Neleus miał skwaszoną minę, jak to szlachcic, który nie osiągnął tego co chciał.





A man can be des­troyed
but not de­feated.
Powrót do góry Go down
Selina Lovegood
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t986-selina-lovegood#5480 http://www.morsmordre.net/t1028-alfred-wlasnosc-seliny-lovegood#5823 http://www.morsmordre.net/t1027-will-you-dare-selina#5821 http://www.morsmordre.net/f133-queen-elisabeth-walk-137-2 http://www.morsmordre.net/t1131-panna-lovegood
ścigająca Os, naczelna zołza, bywalczyni kolumn Czarownicy
30
Czysta
Panna
pride
will be always
the longest distance
between us
5
24
1
0
0
0
36
11
Czarownica

PisanieTemat: Re: Łuk Durdle Door   15.11.15 21:45

Selina nie była wybitnym jeźdźcem. Bycie na grzbietu konia i to niejakie wożenie się sprawiało jej przyjemność. Lubiła czuć pęd, wiatr we włosach i to swoiste uczucie wolności. Poza tym było coś w tym dźwięku, jakie wystukiwały kopyta o podłoże, coś w zapachu potu, który unosił się z potężnych ciał tych zwierząt, coś w tej więzi i zaufaniu jednego i drugiego, które było testowane w wielu przypadkach. Zupełnie tak, jak w tym. Gourmand może wyczuł jej niepewność, choć ogólnie zdawał się czuć sporą niechęć w stosunku co do skakania - być może ta antypatia przełożyła się na jego nagłą stopkę, po której blondynka wypadła z siodła, robiąc w powietrzu piękne salto, by z mocnym gruchnięciem uderzyć plecami o piasek.
Uderzenie odebrało jej dech, bo straciła przytomność. Ocknęła się chwilę później, zbudzona krzykiem mew i parskaniem aetonanów. Zaczęły do niej też dochodzić jakieś głosy ludzkich rozmów z oddali. Na razie widziała głównie oślepiające światło, toteż instynktownie zakryła ręką oczy, krzywiąc się. Adrenalina ciągle jej nie opuszczała - nie czuła bólu. A mimo to nie potrafiła się zmusić do podniesienia. Kompletnie zrezygnowana czekała na jakiś znak od losu na wykazanie jakiejś większej aktywności życiowej.
-Gourmand, ty draniu...-powiedziała cicho, wzdychając.
A mogli mieć zwycięstwo w garści!






I care for myself.
The more solitary, friendless, unsustained I am,
the more I will respect myself.
Powrót do góry Go down
Sylvain Crouch
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1108-sylvain-crouch http://www.morsmordre.net/t1240-niesowia-poczta-sylvka http://www.morsmordre.net/t1154-sylvain-silver-crouch http://www.morsmordre.net/t1383-mieszkanie http://www.morsmordre.net/t1360-sylvain-crouch
aktor
24 lata
Zdrajca
Kawaler
Shadows are falling and I’ve been here all day
It’s too hot to sleep, time is running away
Feel like my soul has turned into steel
I’ve still got the scars that the sun didn’t heal
10
9
3
0
0
2
0
5
Wilkołak
We should be able to kill ourselves in our heads and then be reborn

PisanieTemat: Re: Łuk Durdle Door   15.11.15 22:52

To zaprawdę był upadek w pięknym stylu. W zasadzie wszystko poszło dobrze i o mały włos, a Sylvain pomknąłby dalej na grzbiecie Megiery... no, ale niestety, jeden błąd, utrata równowagi i z impetem zwalił się na ziemię. Cóż, spadać też trzeba umieć, więc szczęśliwie nic wielkiego mu się nie stało, prócz lekkiego poobijania. 
Jego pierwszą, zupełnie niekontrolowaną reakcją było parsknięcie śmiechem. Ta cała jazda konna, lot, a na koniec lądowanie na ziemi wyraźnie go rozluźniło po wczorajszym incydencie. Czuł się prawie całkiem nieźle... chociaż szybko się ogarnął, kiedy zauważył, że nie wszyscy mieli tyle szczęścia przy upadku. I że jednym z leżących jest jego przyjaciel.
Søren, w porządku? - zapytał, zbierając się z ziemi. - Merlinie, zapomniałem już jak to jest spadać z konia - mruknął już bardziej do siebie wciąż lekko rozbawiony. 
Nie minęła nawet chwila, usłyszawszy coraz głośniejszy tętent końskich kopyt, odwrócił się i zobaczył nie kogo innego, a... Bellę na swym rumaku. Przynajmniej ona była cała. No i dokończyła wyścig. 
Zapewne powinien zachować powagę... ale na jej słowa naprawdę nie mógł i znów parsknął śmiechem. Nie wyszło jej to ukrywanie swojej troski o niego, ani trochę.
- Przykro mi, że cię zawiodłem. Widać wosk miał rację, kiedy nie uformował mi się w ponuraka - wzruszył ramionami, łapiąc za uzdę swoją klacz, która była tak dobra i wróciła do swego jeźdźca-łamagi... chociaż chyba tylko po to, by spróbować go ugryźć. Racja - zasłużył na naganę za to zmarnowanie ich wyniku swoim upadkiem. 
- Wiesz kto wygrał? - zagadnął jeszcze Bellę, choć właściwie niewiele go to obchodziło, skoro nie był to nikt z ich trójki.


Powrót do góry Go down
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy http://www.morsmordre.net/t663-mieta http://www.morsmordre.net/t662-megara http://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar http://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
stażystka w ministerstwie
20 lat
Szlachetna
Zamężna
Once upon a time...
5
8
5
0
5
0
0
2
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Łuk Durdle Door   15.11.15 22:53

Gdyby, ktoś się jej spytał jak wyglądał ostatni etap wyścigu nie umiałaby odpowiedzieć. Nie pamiętała uczucia spadania, nie pamiętała tego jak wylądowała na ziemi. Wiedziała, że to już koniec i już dalej nic nie musi robić. Błąd! Czyjeś sprawne ręce podniosły ją i zaczęły prowadzić przed siebie. Tak, tak teraz już pamiętała. To służba…tak mieli być gotowi na każdą ewentualność.  Czuła jak wchodzi do jakiegoś dziwnego namiotu gdzie zmusza się ją by usiadła. Ktoś tarmosi jej głowę i kończyny. Chce krzyczeć żeby przestali ale nie ma siły. Jest wstanie myśleć jedynie o bolących plecach. W końcu czuje pod nosem coś dziwnego. Strasznie śmierdzący płyn sprawia, że Meg odskakuje z miejsca. Dopiero wtedy trafia z powrotem do rzeczywistości.  Służba sumiennie wypełniła wszystkie jej polecenia. Przemoczone ubrania zastąpiła sukienka i eleganckie pantofle. Rozczochrane włosy elegancko ułożone i oczywiście chusta w barwach Carrowów spoczywająca na jej ramionach.  To nie jedyny symbol przyszłego rodu jaki dziewczyna ma dziś na sobie. Pomijając pierścionek zaręczynowy, który nosiła może po raz trzeci w życiu. Miała jeszcze delikatny wisiorek w kształcie białej róży… herb ziem Carrowów. Skąd go ma? Prezent od ciotki Margot. Podobno jej trzeci mąż był z tego rodu. Zginął oczywiście tak szybko jak pozostała czwórka ale na niego  zawsze narzekała najmniej. Pewnie myślała, że młodej krewniaczce również się poszczęściło z wyborem. No w każdy bądź razie gorzej na pewno nie będzie.  A jak przemienienie przemoczonej pobijanej Megary mogło zajść tak szybko? Magia…albo strach przed gniewem pani. Tak…nawet Meg potrafiła całkiem nieźle krzyczeć.  Jedna z otaczających ją dziewcząt zdała jej relację z końcówki wyścigu. Poczuła ulgę słysząc, że Carrow wygrał. Przynajmniej nie będzie musiała mierzyć się z jego gniewem. Poza tym zadowolony Deimos to coś nowego…może być ciekawie.  Trochę potrwało za nim w końcu udało jej się go odnaleźć. Podeszła do niego od tyłu delikatnie dotykając jego ramienia. - Wspaniały wyścig-- odezwała się dość cicho. Chwilę później stała już przed nim. - Moje gratulacje-- brzmiało to szczerze i takie było. Megara zdobyła się nawet na uśmiech pełen czegoś co osoba postronna mogłaby nazwać dumą. - Mam nadzieję, że wszystko w porządku. Niektórzy uczestnicy wyglądają strasznie. - Mówiąc to dotknęła jego dłoni ściskając ją na kilka sekund. Troska? Tak w jej głosie naprawdę słychać było troskę. Nie przeżyłaby noszenia po nim żałoby a co gorsza siedzenia przy jego łóżku. Jakim cudem była do tego wszystkie zdolna?  Po pierwsze był zmęczona a po drugie zastąpiła twarz Deimosa inną i popchnęła ten wózek dalej. Spełniła swój narzeczeński obowiązek? Może już iść spać? Dopiero po chwili dotarło do niej, że metr od niej stoi Adrian. - Panie Carrow - dygnęła lekko  już żałując, że wogóle się tu pojawiła.


Powrót do góry Go down
Alice Elliott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1201-alice-elliott http://www.morsmordre.net/t1911-poczta-alice#26809 http://www.morsmordre.net/t1208-alice-elliott
brak
24
Półkrwi
Panna
...
4
8
2
0
7
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Łuk Durdle Door   15.11.15 23:03

Przez krótką chwilę bała się, że tuż przed przepaścią Mickey spanikuje i zrzuci ją z siebie, lub podczas skoku oboje runą w dół. Tak się jednak nie stało, koniowi udało się przeskoczyć rozpadlinę. Czując rosnące emocje, Alice pognała go do dalszego biegu, w końcu do mety pozostało już bardzo niewiele. Niestety na tym ostatnim odcinku została wyprzedzona, i to przez czarodzieja, który wcześniej obdarzył ją pogardliwym spojrzeniem. Poganiała Mickeya, próbując zmniejszyć dzielący ich dystans, pragnąc utrzeć mu nosa, ale niestety, ten czystokrwisty bufon okazał się zbyt dobry. Ostatecznie przebiegła metę jako druga, co i tak było bardzo satysfakcjonującym wynikiem, biorąc pod uwagę fakt, jak wielu czarodziejów startowało w konkurencji. Mogła czuć się dumna, nie była na szarym końcu i nie zaliczyła ani jednego upadku. Udowodniła, że bez czystej krwi także można być dobrym, a przecież to była jedna z głównych pobudek, poza pragnieniem przygód i silnych doznań, które skłoniły ją do wzięcia udziału w tych zawodach. Żałowała, że nie było tu jej ojca, ale gdy wróci do Londynu, z pewnością nie omieszka mu się pochwalić.
Gdy Mickey się zatrzymał, jeszcze przez chwilę siedziała na jego grzbiecie, oddychając szybko i uspokajając silne emocje, jakie wciąż odczuwała. Na zarumienionej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Dobiegła bez większych komplikacji, była o włos od zwycięstwa. To wystarczające powody do dumy.
Rozglądała się dookoła, patrząc, kto jeszcze ukończył wyścig. Do mety dobiegła może połowa uczestników. Nie widziała jednak wśród nich jedynych znanych sobie osób, Perseusa i Seliny. Zdziwiło ją to, ale i zaniepokoiło, w końcu przez większość czasu trzymali się dość blisko i także bardzo dobrze sobie radzili.
Zeskoczyła z Mickeya. Jej nogi lekko się trzęsły, jednak zachowała równowagę. Z czułością pogładziła konia po szyi.
- Świetnie się spisałeś, Mickey – powiedziała, w nagrodę znowu częstując go wyciągniętym z kieszeni smakołykiem. Mimo trudnego charakteru, Mickey bardzo dobrze poradził sobie z przeszkodami i dowiózł ją do końca w jednym kawałku. Należała mu się za to pochwała, choć żałowała, że pewnie już nigdy nie będzie mieć okazji ponownie go dosiąść.
Zastanawiała się, czy iść upewnić się, co z Persem. Ostatecznie jednak postanowiła zostać na miejscu i czekać na jakieś wieści. Choć to Mickey biegał i latał, ona także była zmęczona i odczuwała to mocniej, gdy największa ekscytacja zaczęła opadać. Miała ochotę położyć się gdzieś z boku na miękkiej, zielonej trawie i odetchnąć, ale ostatecznie nie zrobiła tego. Pożegnała się ze swoim wierzchowcem i zaczęła spacerować to tu, to tam.


Powrót do góry Go down
Julius Nott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1529-julius-nott http://www.morsmordre.net/t1537-adalbert#14515 http://www.morsmordre.net/t1536-jakis-fajny-tytul http://www.morsmordre.net/f176-nottingham-maun-ave-13 http://www.morsmordre.net/t1538-julius-nott#14522
łamacz klątw
33
Szlachetna
Zaręczony
Into the sun the south the north, at last the birds have flown
The shackles of commitment fell, In pieces on the ground
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Łuk Durdle Door   16.11.15 11:06

Rzecz jasna Julius będzie pokładał nadzieję, że ukończenie wyścigu zależało od jego niezwykłych umiejętności jeździeckich, a prawda jest taka, że to wszystko to był jeden, wielki fart. Może nie wszystko przebiegło tak, jak należało, zważywszy na stan, w jakim Nott się znajdował. Był cały przemoczony, w dodatku zderzył się z klifem. To poskutkowało obtartym ramieniem. Rana nie była szczególnie bolesna czy rozległa, na pewno jednak piekła. Szczególnie w kontakcie z mokrym ubraniem, które podrażniało ciało. Głównie chłodem. Dlatego podczas biegu na ostatniej prostej postanowił, że pierwsze, co zrobi, to się osuszy, o ile będzie umiał poprawnie trzymać różdżkę. Ból mięśni coraz mocniej dawał o sobie znać, szczególnie, że poziom adrenaliny w żyłach powoli opadał. Podniósł się jeszcze w momencie, kiedy okazało się, że droga się kończy urwiskiem i trzeba wykonać skok. Spiął się po raz ostatni, mając nadzieję, że Cezar podoła.
Podołał. Z ulgą przyjął informację, że jego kopyta stanęły na stabilnym gruncie. Dobiegł zatem na metę, jako jeden z ostatnich, co go tylko rozzłościło. Gdzieś rozpłynęła się radość odnośnie ukończonej konkurencji, kiedy część osób pospadała i nie ukończyła ostatniego odcinka. Niestety, Nottowi wciąż było mało.
Rozeźlony sięgnął zatem po różdżkę, chcąc się osuszyć.
- Caldorus - mruknął, być może niewyraźnie. Mimo to zaklęcie się udało, a Julius już po chwili czuł rozchodzące się po ciele ciepło, a także po dotknięciu materiału spodni, że jego ubrania są suche. Wtedy też zaczął się rozglądać i dostrzegł Lestrange'a.
- Widzisz, to przez ciebie nie wygrałem. Masz słabe imię - rzucił do niego, poklepując pegaza po pyszczku.




♣️ The devil's in his hole



Ostatnio zmieniony przez Julius Nott dnia 16.11.15 11:09, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Łuk Durdle Door   16.11.15 11:06

The member 'Julius Nott' has done the following action : rzut kością

'k100' : 67


Powrót do góry Go down
Caesar Lestrange
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t661-caesar-lestrange http://www.morsmordre.net/t841-poczta-caesara http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t1615-caesar-lestrange
sutener oraz brygadzista
30 lat
Szlachetna
Zaręczony
pięć palców co po strunach chodzą
zegną się jak żelazo w ogniu
w owoc granatu martwy splot
0
16
0
0
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Łuk Durdle Door   17.11.15 1:06

Zsiadł z wierzchowca od razu, gdy dotarł na metę ciesząc się w duchu, choć wcale tego nie okazując, że nie wypadł na ostatnim docinku – dodatkowo trosk przysporzył mu pędzący tuż za nim wierzchowiec niosący z trudem mięsistego Wright'a, który skubał jego biedną klacz. Tak naprawdę nie miał zamiaru kupić Melancholie, ale to nie pierwsza i nie ostatnia obietnica, jaką złamał lub złamie. Ale miło, że nie postanowiła wyrzucić go z siodła, był jej za to dozgonnie wdzięczny. Najwyraźniej była doskonałym wierzchowcem, skoro zaniosła tak paskudnie nieuzdolnionego jeźdźca – lub właśnie odkrył nieszlifowany dotąd talent? - na piąte miejsce. Wszak do tej pory ograniczał się jedynie do podstawowej nauki jazdy konnej, a że nigdy nie ciągnęło go do tej dyscypliny, zakończyło się na tych lekcjach, których udzielili mu nauczyciele i kilku nieporadnych próbach podczas pojedynczych wizyt u Carrowów.
-Może jeźdźca miałeś słabego – rzucił odrobinę bardziej wesół odwracając się do Notta zaraz po tym jak oddał Melancholię (po której nie było już ani śladu, ponieważ adrenalina skutecznie wypleniła wszelkie troski) w dobre ręce – chociaż niewiele go to wprawdzie interesowało, co stanie się z nią potemZastanów się nad tym – dodał posyłając w jego stronę pokrzepiający uśmiech, choć w oczach czaiły się ogniki. Poklepał go po ramieniu dając znać, aby ruszył za nim. Jak postąpi? Jego wola. Lestrange miał zamiar dokonać formalności czy może zamknąć dziś na klucz i więcej do niego nie wracać? Nie wiedział jednak – bo gdyby wiedział, nie ruszyłby uścisnąć Deimosowi ręki, a prędzej cisnąłby w niego jakąś paskudną, nieprzyjemną w skutkach klątwą – że dzień ten przyniesie mu jeszcze sporo nieplanowanej rozrywki.
-Naturalnie, wspaniały – zawtórował Megarze, przed którą ukłonił się lekko, gdy dotarł do całej trójki – panienko Malfoy – następnie uścisnął dłoń Adrienowi pospiesznie – Panie Carrow – aby ostatecznie zatrzymać się przy Deimosie – ech, konwenanse czasem go męczyły i skakanie od dłoni do dłoni jak królik z adhd, bo zanim doszedł do zwycięzcy, zdążył się już zasapać – gratulacje, choć niesatysfakcjonującym jest, że na podium stanie również Rosier – dodał nieco ciszej na koniec, bo przecież Lestrangowie nie prowadzili waśni z Rosierami, ale prywatne pobudki nie pozwalały mu cieszyć się z przegranego zwycięstwa Tristana. Przez myśl przeszło mu, że najchętniej oglądałby go na dnie przepaści w scenerii z pewnością niepoprawnej i zląkłby się tej wizji, która wykreowała się w jego posępnym umyśle, gdyby sumienia nie przyświecała mu nienawiść.


Powrót do góry Go down
Adrien Carrow
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t1209-adrien-carrow-budowa http://www.morsmordre.net/t1234-adrien-carrow http://www.morsmordre.net/t1220-adrien-carrow http://www.morsmordre.net/f167-londyn-czar-jasnolesia http://www.morsmordre.net/t1239-adrien-carrow
Ordynator oddziału Zakażeń Magicznych
46
Szlachetna
Kawaler
Wznosić się i upadać jest rzeczą ludzką. Ważne jest by nie bać się na nowo rozkładać swych skrzydeł i sięgać wyżej.
6
0
0
37
5
0
9
5
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Łuk Durdle Door   17.11.15 15:33

Końcówka wyścigu była niezwykle pasjonująca i mimo iż uzdrowiciel znajdował się raczej w końcu czołówki niźli jej początku to gdy tylko przekroczył linię mety poczuł wzbierającą w nim satysfakcję z ukończenia gonitwy. Naturalnie skinął głową dziękczynnie Juliusowi za pasjonujący finisz. Następnie z dumą spojrzał na swą córkę oraz z pewnym zmieszanim na zwycięskiego Deimosa. Pokierował ku niemu Don Kichota, a więc i samego siebie.
- Zajmę się sprawą kuzynie. Ty winieneś świętować zwycięstwo. - Trafnie spostrzegł uśmiechając się przy tym tak, jak to winien mieć w zwyczaju. Wewnątrz jednak prócz dumy z tego, że pobratymiec z jego rodu ukończył wyścig odczuwał niesmak, że to właśnie musiał być Deimos. Nie mógł z tym nic jednak zrobić. Los bywał przewrotny, a na dziś najwyraźniej zaplanował dzień chwały człowieka zhańbionego. Adrienowi pozostawało więc jedynie cierpliwie to znieść nie psując atmosfery festiwalu. W postanowieniu wytrwać pomagała mu również obietnica dana Megarze, która pojawiła się przy kuzynie.
- Panno Malfoy. - Siedząc na grzbiecie Don Kichota ograniczył się do kiwnięcia głową. Zaraz potem uśmiechnął się żywiej i dopiero teraz odpowiedział na zaczepkę kuzyna.
- Tak, nie popisałem się w tym roku, ale butelka dobrego trunku...To nie wysoka cena za możliwość poprowadzenia uroczystości wręczenia nagród, czyż nie Panie Carrow? - Przypomniał, a złośliwe ogniki zawiły się w jego ślepiach niepokornie. Doskonale zdawał sobie sprawę, że Deimos się po części tego scenariusza obawiał. Adrian taki kawalarz...Widmo tego by poważna uroczystość przeobraziła się w kabaret bądź cyrk na koniach nie było wcale takie odległe.
Siedząc na koniu pochylił się, by uścisnąć dłoń Lestrage'a.
- Miodem na serce zwycięstwo mego kuzyna. - Pochwalił. - A teraz Panowie wybaczą, obowiązki wzywają. Organizator sam sobie wszak nagrody nie przekaże. - Rozbawiła go jednak ta wizja, będąca jednak tak w stylu Deimosa. Sięgać po to co mu należne miał wszak w krwi. Aż za bardzo...
Nie tracąc czasu skinieniem głowy pożegnał zebranych i wprawił konia w ruch wzrokiem wypatrując wśród ludzi i koni swej córki. Gdy mu się to udało zbliżył się do niej.
- Konienczynko moja, będę potrzebował twej pomocy przy uroczystości wręczenia nagród. Nie musisz się śpieszyć, jednak miło byłoby widzieć twe lico chwilę przed oficjalnym rozpoczęciem uroczystości. - zapowiedział po czym oddalił się, okraszając ewentualnego towarzysza swej córki uważnym spojrzeniem. Wszak Adrien słynął ze swej nadopiekuńczości i musiał dać temu wyraz.

OFICJALNA UROCZYSTOŚĆ

Miejsce rozpoczęcia się oficjalnej uroczystości wręczenia nagród, jak i zakończenia wyścigu znakowało się nieopodal linii mety. Rozstawiona i przyozdobiona motywami białych róż scena była wtulona w klifowe wzniesienie, będąc dla niej naturalnym tłem oraz osłoną od wiatru. Naturalnie, prócz zaspokojenia głodu oficjalności można było skorzystać z rozstawionych na uboczu bufetów, jak i namiotów medycznych. Oczywiście miejsce zdania wierzchowców również było odpowiednio oznakowane, a uprzejma służba krzątająca się wszędzie była gotowa udzielić każdemu wszelkiej pomocy.
W stosownej chwili rozległ się komunikat zapraszający wszystkich do wzięcia udziału w ceremonii w szczególności zwycięzców, jak i tych, którym udało się bezpiecznie ukończyć wyścig. Scena na chwilę obecną należała przez moment wyłącznie do Adriena. Szykował się on do potoczystej mowy, którą wymyślił niespełna trzy minuty temu, a którą zamierzał obwieścić światu.

//Posta z oficjalnym rozdaniem nagród i przemówieniem wrzucę za 2-3 dni. Do tego czasu macie czas się pokrzątać, skorzystać z pomocy medyków, oddać konie, czy co tam sobie wymyślicie. Nieprzytomni mogą się oprzytomnić w wymienionym już namiocie medyków.


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
24
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Łuk Durdle Door   17.11.15 23:48

jeszcze długo po tym, jak dotarła do mety, nie schodziła z grzbietu swej aetonatki. Położyła się wręcz opuszczając dłonie wzdłuż szyi zwierzęcia i długo gładziła, szepcząc, jaka to była z niej dumna. Nie przeszkadzało jej, że nie trafiła na podium, choć - tak niewiele jej brakowało, to na ostatniej mecie cichym zachwycie przyglądała się, jak Rosier ją wyprzedza. Jedyny żal, jak w niej pozostał to fakt, że będzie musiała się z Sayuri rozstać, ale..już wiedziała o kogo będzie prosić, gdy następnym razem odwiedzi kuzynowskie stajnie.
Wciąż będąc na grzbiecie odwróciła się do tyłu, próbując dostrzec oddalone postaci. W końcu kilka osób spadło...poczuła niemiłe ukłucie, ale zdała sobie sprawę, że każdy otrzyma odpowiednią pomoc, nie musiała się martwić, że ktoś zostanie pozostawiony na pastwę losu.
Ogarnęła wzrokiem zgromadzony, którzy pokonali ostatni odcinek i z nieukrywana ulga i radości - wypatrzyła wśród nich Bena. Zanim jednak ruszyła, by go uściskać, dostrzegła podążającego ku niej ojca. tego, że dotarł na metę bezpiecznie - była niemal pewna, jak pulsującego światła z nieba.
- Tato! - wyciągnęła dłonie, był złapać ojcowskie ręce w swoje, drobne - w międzyczasie zdążyła jeszcze kiwnąć głową Deimosowie, który dumnie prężył się przed zebranymi gośćmi. Nie dziwne, był doskonałym jeźdźcem - na pewno się stawię, chcę tylko kilka osób jeszcze wycałować - zamrugała odrobinę zbyt wesoło, a może lekko złośliwie, by zaraz nachylić się i złożyć pocałunek na czole ojca.
Skierowała Sayuri do miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą widziała rosła postać Bena. Z grzbietu jej rumaka, było to prostsze, dlatego zaraz dostrzegła brodatą twarz dawnego przyjaciela. Nie mogła odpuścić, by nie porozmawiać z nim jeszcze choć chwili.
- Smoku! - zawołała, wymijając po drodze kilka osób, między innymi Notta, który także ukończył wyścig szczęśliwie.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
40
16
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Łuk Durdle Door   18.11.15 14:08

A więc stało się. Dotarł do mety. W jednym, praktycznie nienaruszonym kawałku. Z całkowicie sprawnym ciałem, owszem, nieco poobijanym po upadkach, ale czymże było miłe turlanie się po czystym piasku wobec perspektywy upadku na łeb i (złamany) kark z wysokości kilkunastu metrów prosto do lodowatej wody? Albo ruchomych wydm? Albo prosto na twardy grunt, gdzie nic nie mogło zamortyzować upadku? Naprawdę miał szczęście a Smok okazał się, zgodnie z nadanym mu imieniem, zwierzęciem stworzonym do szybowania w przestworzach, nawet na tak krótką chwilę jaką był widowiskowy skok, kończący ostatni etap wyścigu. Benjamin czuł radość zwierzęcia, kiedy jego kopyta znajdywały się w powietrzu, oraz zniechęcenie, gdy skrzydła musiały zwinąć się płasko po bokach. Rozumiał słabość aetonana, samemu także czując się o wiele lepiej wysoko ponad ziemią, gdzie nie dosięgały go żadne problemy. Liczyła się tylko równowaga, chłodny wiatr oraz nieskrępowana niczym wolność; cała reszta bolesnej matematyki stawała się równie malutka, co ziemia widoczna daleko pod stopami. Tam zostawały wszelkie problemy, niestety powracające razem z mniej lub bardziej bolesnym upadkiem.
Ale nie w chwili zwycięskiego tupnięcia kopytem o piasek tuż za linią mety. W galopadzie emocji Wright zupełnie zapomniał o targających nim niepewnościach. To nic, że zajął któreś miejsce z kolei - dotarł przecież do mety jako jeden z naprawdę nielicznych, pozostawiając za sobą wychuchanych szlachciców urodzonych w siodle. Słodki triumf zalał jego usta razem z suchym powietrzem, kiedy zsiadł ze Smoka, klepiąc go po boku. Spisał się więcej niż dobrze, ale Ben nie żałował, że musi oddać go prawowitym właścicielom - mimo wszystko wolał miotły. Lub prawdziwe smoki. Pożegnał się więc ze swoim zwycięskim koniem zdawkowo, obserwując, jak odchodzi z jednym z koniuszy, który prawie potykał się o swoje nogi, tak bardzo zadzierał głowę, by móc chociaż przez chwilę popatrzeć na zwycięskiego Deimosa. Niespodzianka. Kto by się spodziewał, że Carrow wygra? Na pewno nikt.
Wright westchnął i już miał wsunąć dłonie w kieszeń szaty, by oddalić się spokojnie w kierunku świstoklików - powrót do Ognistej domu wydawał mu się dobrym pomysłem, zwłaszcza, kiedy nie musiał już ratować Darcy - gdy usłyszał znajomy głosik i obok niego znów pojawiła się roześmiana Inara oraz jej koń. Nie mógł nie odwzajemnić uśmiechu.
- Gratuluję, panienko Carrow - powiedział, niemalże po dżentelmeńsku chyląc przed nią głowę, chociaż na jego ustach błądził ironiczny (acz zaskakująco czuły!) uśmiech. Na wspólnych wyprawach zawsze nazywał ją panienką bądź szlachcianką, co początkowo było elementem niechętnej gry, powątpiewającej w jej umiejętności, a później...po prostu sympatycznym, wewnętrznym żartem.




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
 

Łuk Durdle Door

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 21 z 23Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 20, 21, 22, 23  Next

 Similar topics

-
» Megara Carrow

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia :: Weymouth-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18