Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wybrzeże

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Wybrzeże   08.11.15 13:03

First topic message reminder :

Wybrzeże

Nie dajcie się zwieść, wybrzeże tylko z pozoru wygląda na spokojne. W ciągu chwili mogą powstać fale, szczególnie odczuwalne bliżej brzegu. Piasek miesza się z kamieniami, szczególnie w wodzie, gdzie głazy stają się coraz to większe, pokryte morskimi glonami, co czyni ich niebezpiecznie śliskimi. Nietrudno tutaj o niespodziewane wgłębienia, dlatego lepiej sprawdzać podłoże przy każdym kroku, oczywiście jeśli nie chce się zaliczyć kąpieli w morskiej pianie.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Evandra C. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t578-evandra-lestrange http://www.morsmordre.net/t621-florentin#1749 http://www.morsmordre.net/t629-evandra#1794 http://www.morsmordre.net/t1074-sypialnia-evandry#6552 http://www.morsmordre.net/t982-evandra-lestrange#5408
Alchemiczka
23
Szlachetna
Zamężna
Smile, because it confuses people. Smile, because it's easier than explaining what is killing you inside.
0
1
30
4
0
0
1
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   03.12.15 15:39

Była zła, zła na Caesara, na Tristana, na siebie - lecz ulżyło jej, gdy mężczyźni zaprzestali dalszego skakania sobie do gardeł. Kryzys nie został zażegnany, pewnie za dzień lub dwa znów usłyszy o pewnej niefortunnej bójce, o kolejnych brutalnych ekscesach, jednak to nie było w tej chwili najważniejsze. Próbowała przetrwać, by później, bez zbędnego towarzystwa, rozważyć wszelkie za i przeciw, jeszcze raz rozłożyć swą paskudną sytuację na czynniki pierwsze... Lecz czy Rosier przypadkiem nie rozszarpie jej na strzępy, dodatkowo zdenerwowany rodzącą w tej chwili Druellą? Powinien udać się z nią do szpitala, spędzić tam kilka kolejnych długich godzin, a jej, jej dać tak upragniony święty spokój.
Skinęła bratu głową, mając nadzieję, że uda im się porozumieć nieco później - wierzyła, że kiedy tylko wróci do domu, od razu wyśle doń sowę, choćby z krótkim i lakonicznym komunikatem, byleby wiedział, że jest cała, zdrowa, bezpieczna. Nie chciała jednak kontynuować tej wymiany zdań, toteż milczała, próbując spowolnić oddech, zapanować nad rozedrganymi nerwami.
Następnie, wyraźnie bez najmniejszej ochoty, skorzystała z wyciągniętego ku niej ramienia narzeczonego i ruszyła wraz z nim w stronę mniej zaludnionej części plaży, dalej od samych wianków, miejsca tej nieszczęsnej bójki. Nie patrzyła na niego, uparcie wbijając wzrok przed siebie, w rozciągające się przed nimi piaski, bądź w toń wzburzonego gniewnie morza; wszak po tym, co zaprezentował, po tym, co usłyszała - zasługiwał tylko i wyłącznie na pogardę. Ponadto, zwyczajnie bała się tej zwierzęcej agresji, która musiała odbijać się w jego, niegdyś tak poetyckich, oczach.
- Nie nazwałabym tego zrządzeniem losu, gdy na oczach wszystkich okazujesz mi jawne lekceważenie i, miast wypełniać swój obowiązek, stawiasz ponad mną towarzystwo panny Lovegood... czy może już raczej pani Naifeh, o ile pamięć mnie nie myli. - Balansowała na cienkiej granicy, nie mogąc powstrzymać się przed przepełnioną jadem odpowiedzią; choć słowa te wymówiła z godnym podziwu opanowaniem, doskonale wiedziała, że bije, i to bije mocno. - Była to świadomie podjęta decyzja, dlatego przez myśl mi nie przeszło, Tristanie, że mógłbyś mnie poszukiwać.
Choć w środku gotowała się ze złości, a jej trzewia skręcała nienawiść, zazdrość, chęć zemsty, to na zewnątrz chciała pozostać chłodna, opanowana i pełna pogardy, niczym lodowa rzeźba, której bliskość stłumi wszelkie powodujące nim pragnienia. Przecież nie zapomniała o tym, co próbował z nią zrobić ostatnim razem, nie zapomniała też o oskarżeniach Perseusza, ani o kuzynce z Francji... Prędzej zginie, niż pozwoli mu na takie traktowanie. Prędzej wpędzi ją do grobu, niż zapanuje nad nią w ten sposób.

/ zt x2


Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu http://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   03.12.15 20:26

Allison była na krawędzi i Alexander doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Choć obecnie znajdowali się na uboczu, niewykluczonym było, że gdyby powiedział coś nie tak, wykonał nie ten ruch, to blondynka bez chwili wahania mogłaby rzucić na niego jakieś paskudne zaklęcie. Choć normalnie najprawdopodobniej nie pozwoliłby jej odejść, teraz czuł, ze nie ma siły. Wydarzenia na wybrzeżu zbierały swe żniwo: ogarniała go powoli senność, delikatną mgiełką zasnuwając oczy. Powieki nieco mu ciążyły, a wcześniej spięte mięśnie lekko pobolewały po nagłym ślimakowym ataku. Głaz nagle wydał się niezwykle wygodny, słońce grzało go przyjemnie, a lekka bryza zapewniała komfort termiczny.
Nie zauważył nawet kiedy Allison się poderwała - jego mózg nie zarejestrował tegoż faktu, choć nadal przypatrywał się swej narzeczonej, teraz jednak oczami bardziej sennymi niż jeszcze chwilę temu.
- Nie będę pani zatrzymywał, panno Avery. Sam jednak pozwolę sobie tu zostać... - mało brakowało, a by ziewnął. - Mam nadzieję, iż brat panią odprowadzi. Jeśli zaś nie - oczy przymknęły się - to obawiam się, iż nie będę... w stanie pomóc. Proszę wybaczyć - skończył już o wiele ciszej.
Morze szumiało, mewy pokrzykiwały, a jemu było tak przyjemnie...
Toteż zaśnięcie nie zajęło mu wiele czasu. Prawdopodobnie odpłynął już do krainy snów, gdy wściekła Allison nadal nad nim sterczała, gotowa udusić go we śnie. Dobrze, że nie było pod ręką żadnej poduszki.

|zt x2




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Milicenta Borgin
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1197-milicenta-borgin http://www.morsmordre.net/t1226-drewniak#9071 http://www.morsmordre.net/t1224-batgirl http://www.morsmordre.net/f173-smiertelny-nokturn-18 http://www.morsmordre.net/t1288-milicenta-borgin#9762
smokolog, dostawca nielegalnych używek, szpieg
23
Czysta
Panna
Oh well, the devil makes us sin, but we like it when we're spinning in his grip
6
3
0
0
6
0
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   04.12.15 13:19

Dobrze. Zamknęłam się. Zapytałabym, czy nie mógłbyś powiedzieć tego po ludzku, tak normalnie, wiesz, stul paszczę, mordę, czy cokolwiek, zamiast mnie tak okropnie ranić swą obojętnością połączoną z oschłością. Nie, żebyś robił to, co ja chciałam, bo zdecydowanie wolałeś iść według swojego widzimisię, co kiedyś zresztą bym dosadnie skomentowała. Teraz, pomna na twoją przeszłość i tego, że po prostu widocznie jedynie ja w tym towarzystwie tęskniłam, zamknęłam się. Nie mówiłam nic, nie wydawałam też żadnego dźwięku. Po dłuższym wsłuchaniu się można było dosłyszeć jedynie dźwięki stawianych na trawie kroków. Nawet oddychałam tak jakoś specjalnie cicho, nie chcąc, abyś znów musiał być niezadowolony. Widzisz, jak się o ciebie martwię i troszczę? Nie wiem, dlaczego nigdy mnie nie doceniasz, ale naprawdę nie chcę się kłócić. Cieszę się twoją obecnością i tym, że uratowałeś mnie od podejrzanych typków, z którymi mogłabym teraz spędzać czas przez te całe wianki.
Patrzę się na ciebie dziwnie, słuchając o wykwintnej restauracji. Skąd w ogóle pomysł, że chciałabym się tam znaleźć? Bez sensu. Tak, wiem, że to kolejny, przedni żart o czarnym jak smoła zabarwieniu, ale i tak się dziwię. Skąd ten humor, z więzienia? Myślę sobie różne, głupie rzeczy, ciesząc się jednocześnie, że nie umiesz czytać w myślach. Wtedy nie tylko dowiedziałbyś się o moim idiotyzmie, dowiedziałbyś się także o tęsknocie i tych frajerskich uczuciach, które gdzieś tam w środku się tlą. Nawet ja nie chcę się o nich dowiadywać, czemu ty miałbyś?
Pokiwałam jedynie głową, nie mając siły na odpowiadanie na to wszystko. Chyba wyglądałam jak obrażony pudel, choć to nie było moim zamiarem. Nie zdasz sobie z tego nigdy sprawy, bo twoją uwagę przykuwa nie kto inny, jak Vablatsky i w a s z a córka. Znam ten scenariusz od podszewki, wiem, co będzie dalej. Gdybym nie była zazdrosna, gdybym nie była twoją przyjaciółką, rozsiadłabym się wygodnie na trawie i z rozbawieniem wyczekiwała kolejnych aktów tego przedstawienia. Ja natomiast wymuszam uśmiech na twarzy, daję się boleśnie prowadzić w tamtym kierunku i wciąż uparcie milczę, naiwnie sądząc, że spotka mnie za to nagroda. Nieoczekiwany poziom głupoty.
- Cześć - witam się nieformalnie, swobodnie. Bez emocji. Ot, przypadkowe spotkanie w przypadkowym miejscu o przypadkowej porze. Przypadkowo patrzę na każdego z was po kolei, przypadkowo przykleiłam sobie uśmiech do mordy i przypadkowo stoję tutaj gotowa na wszystko, co się wydarzy. Co za przypadek mnie tutaj przygnał?




the devil makes us sin

Powrót do góry Go down
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy http://www.morsmordre.net/t663-mieta http://www.morsmordre.net/t662-megara http://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar http://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
stażystka w ministerstwie
20 lat
Szlachetna
Zamężna
Once upon a time...
5
8
5
0
5
0
0
2
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   04.12.15 22:40

Były takie momenty w, których naprawdę chciało jej się śmiać ale resztki dobrego wychowania trzymały jej twarz w ryzach. W innych zastanawiała się co siedzi w głowie Alana. Czy to zazdrość o przyjaciółkę każe mu tak działać czy taki po prostu jest? Pewnie już się nie dowie. Szkoda jeszcze, że nie zobaczy wybuchu biednego poszkodowanego gdy uzdrowiciel wspomniał o wstydzie . Chyba nie ma większej płachty na byka niż to jedno słowo. Ale w sumie to co ona mogła wiedzieć? Była tylko biedną i niewinną panienką Malfoy. Mogła ulżyć dość skrajnym uczuciom jakie jej towarzyszyły gdy usłyszała wzmiankę o bliźnie bojowej . Zaśmiała się cicho. - Jesteś pewny, że nikt nie wziął by tego co pamiątkę po nieudanej nocy w Dziurawym Kotle? - spytała uśmiechając się przy tym lekko zadziornie. Jej zachowanie trochę nie pasowało do drobnego niewinnego wyglądu ale mówi się trudno. Przecież już nigdy nie spotka tych ludzi. Czując na sobie wzrok Eilieen a chwilę później dostrzegając jej przepraszający uśmiech Meg zrobiło się trochę głupio, że przed chwilą dość surową ją oceniła. Skinęła lekko głową starając się wyglądając na przyjaźnie nastawioną dając tym samym do zrozumienia, że nic się nie stało. Usłyszenie swojego nazwiska zmusiło ją do skupienia całej swojej uwagi na Alanie. –Nic się nie stało. - zapewniła spokojnie. - Nie zostawia się przyjaciół w potrzebie. - uśmiechnęła się przenosząc na chwilę wzrok w stronę nowo poznanej pary. Tak, szlachta też zna podobne sformułowania i czasem nawet je stosuje. - Wszystko ze mną w porządku. – zapewnia grzecznie. Mimo całych tych szkoleń z postępowania nie była do końca przekonana jak powinna się teraz zachować. - Miło było was poznać - odruchowo lekko skłoniła się by pożegnać Eileen i Crispina. Cóż niektórych nawyków nie da się z człowieka wyplewić. Gdy Alana również się pożegnał i odeszli w swoją stronę Meg odezwała się cicho. - Będzie prościej gdy będziesz się zwracał do mnie Meg – uśmiechnęła się przyjaźnie. Wolała nie dodawać, że ta Panna Malfoy brzmi w jej uszach trochę przerażająco.

/zt x2


Powrót do góry Go down
Ignotus Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber http://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 http://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 http://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 http://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
pośrednik nielegalnych transakcji
51
Czysta
Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
10
16
0
0
0
30
1
1
Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   09.12.15 17:59

Zobaczyłem ją nad brzegiem, gdy największy tłum już przeszedł. Ułożyła wianek na wodzie przy pomocy córki. Fale były dość brutalne dla kwiatów zabierając je daleko od miejsca, w którym zostały, niczym w ofierze, złożone morzu. Nie bawiłem się w podwijanie nogawek, było ciepło, spodnie wyschną szybko w sierpniowym słońcu. Na plaży zostawiłem tylko buty, nie stać mnie było na kupowanie nowej pary i szatę, jakbym jednak musiał płynąć. Woda przyjemnie obmyła moje stopy, łydki i uda. Chłód, zapach soli, rozkoszowałem się chwilą nieco dłużej niż powinienem. Zapomniałem nawet, po co w ogóle wszedłem do morza. Fale podmywały już moją szyję, kiedy otworzyłem przymknięte oczy i rozejrzałem się za wiankiem. Był kawałek ode mnie, na tyle głęboko, że nie miałem szans do niego dojść. Nie zastanawiając się wiele zanurkowałem przez chwilę płynąc pod powierzchnią wody w jego stronę. Zaszczypały mnie oczy, do których dostała się sól, ale wynurzyłem się dokładnie obok kwiatów. Chwyciłem je i delikatnie, żeby się nie rozpadły, holowałem je do brzegu. Kiedy, dość niechętnie trzeba przyznać, opuściłem morze, podniosłem buty i szatę starając się ich zbytnio nie zamoczyć zorientowałem się, że Cassandra znowu nie jest sama. Kolejny uroczy towarzysz? Nieco niechętnie zbliżyłem się do kobiety. Wygrałem starcie z Colinem, fakt, ale nie oznacza to, że miałem ochotę na kolejne. Przynajmniej miałem przewagę w postaci wianka, którym mogłem ją ukoronować. Czy tym samym mógł pochwalić się błąkający się przy niej nieznajomy, który jak się okazało, gdy podszedłem bliżej, był mi doskonale znany. Na początku był dla mnie tylko głosem. Więzienną fatamorganą w celi, w której każdy człowiek zdawał się być iluzją. Ale im dłużej tam był, tym bardziej stawał się prawdziwy. Dwa lata był dla mnie głosem, potem wspomnieniem, a gdy i ja opuściłem Tower dopiero został ludzką istotą z krwi i kości. Namiastką przyjaciela w nieprzyjaznym świecie, do którego trafiłem nieprzygotowany. Nie mogłem nie uśmiechnąć się od kogoś, komu zawdzięczałem moje mieszkanie i jakikolwiek start po więzieniu. Kolejna znajoma twarz, aż tylu się ich tu nie spodziewałem. Podszedłem z wiankiem dumnie trzymanym przez mnie w dłoni. Nie wiem, jakie stosunki łączą tę dwójkę. Nie chciałem wchodzić między nich. I o ile w przypadku Fawleya nie miałem takich oporów, ale jego wcześniej nie znałem, a nawet niespecjalnie polubiłem. Ta sytuacja była inna, polubiłem dzieciaka z celi obok (nie umiem o niem inaczej myśleć) i jeśli jego i Cassandrę miało łączyć coś więcej nie chciałem stawać między nimi. To chyba jedna z oznak, że się kogoś lubi, tak zwanej przyjaźni i sympatii, prawda?
- Dzień dobry po raz drugi - uśmiecham się do kobiety. - Mam twoją zgubę - podniosłem wianek tak, żeby każdy mógł go zobaczyć. Woda jeszcze ściekała z kwiatów zostawiając po sobie ślady na żółtym piasku.
- Najpiękniejsza korona dla najładniejszej księżniczki - przystroiłem głowę Lysy mocząc jej włoski. Rzuciłem jeszcze krótkie, rozbawione spojrzenie Cassandrze, kim wszak była mama księżniczki, jeśli nie królową?
- Vasyl - wreszcie spojrzałem na mężczyznę. - Nie spodziewałem się tu ciebie spotkać.
Wyciągnąłem w jego kierunku rękę, by serdecznie ją uściskać. I wtedy wyczułem, że działo się tu zdecydowanie coś dziwnego. Czybym był piątym kołem u wozu? Trudne do określenia napięcie. Ciekawe, o co chodzi?




Death and danger do not have to
come with trappings.
Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   13.12.15 1:57

Nie powinno go tutaj być. Nie, powinien w tym momencie sczeznąć w lochu, powinien jeść chleb z zakurzonej zimnej podłogi, nie mogąc w nieprzeniknionej ciemności odnaleźć własnego pyska, a wygłodniałe szczury powinny obgryzać jego stopy z brudu. Miał tam umrzeć, zostać do śmierci - bo szybka śmierć byłaby dla niego zbyt łagodna - śmierci głodowej, śmierci z szaleństwa, obojętne. Tymczasem, był tutaj. Przed nią. I na domiar złego - witał się z nią. Została przed tym ostrzeżona, jeśli to zrobił z Ritą - co mógł zrobić z nią? Przecież nie był kompletnym idiotą, z pewnością zdawał sobie sprawę z tego, kto stał za jego losem. Wpierw zamarła, potem - poczuła swoje serce w gardle, i była przekonana, że jej twarz była w tym momencie blada jak kreda. Mocniej ścisnęła dłoń córki, w popłochu odnajdując twarz mężczyzny. Był wychudzony. Odmieniony. Ale rozpoznałaby tę gębę nawet umorusaną w sadzy i wytarzaną w kurzym pierzu.
- Vasyl - wydobyło się z jej wyschniętych bladym strachem ust; kątem oka dostrzegła Milicentę, jedynie skinąwszy jej na powitanie głową. Kim dzisiaj była - przyjacielem, czy wrogiem? Przecież przyszła z nim. Ale była też Borginem, dlatego Cassandra uznała jej obecność tutaj za dobrą monetę. Zresztą, byli wśród ludzi. Na festiwalu lata. I to nic, że większość już opuściła wybrzeże, przecież wciąż w pobliżu kręcili się czarodzieje. Nie skrzywdzisz mnie tutaj, padalcu. Za to, co zrobiłeś Ricie, za to, co miałeś zrobić Lysandrze...
Vitalij, przybył jak zbawienie. Cassandra opuściła powieki, na dłuższą chwilę zamykając oczy; zdradziła przed Vastlem więcej, niż by chciała, swoją reakcją. Jak cudowne zbawienie, zajął przy tym Lisę - łudziła się, że choć córka nie dostrzegła zmian tak wyraźnych na licu uzdrowicielki, że wianek zajmie ją wystarczająco mocno, by nie zwróciła na wyraźnie spłoszoną matkę większej uwagi. Rozbawione spojrzenie Vitalija napotkało na zupełnie przeciwne emocje - źrenice wypełnione strachem, blade usta poruszyły się w niemej, niewyartykułowanej prośbie. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że Vitalij był jednym z najbardziej niebezpiecznych ludzi, z jakimi miała w życiu do czynienia.
Delikatnie położyła dłoń na głowie Lisy, przytrzymując wianek ofiarowany jej przez czarodzeja; niech nie widzi w tej sytuacji nic ponad beztroską zabawę, niech poczuje się jak nadmorska księżniczka. Jak nóż w serce - oni się znali? Naturalnie, że się znali. Przecież pochodzili z tego samego miejsca. Serce biło coraz mocniej, szum pobliskich fal był dla niej coraz cichszy, a wrzaski mew omal już nie dobiegały do jej uszu. Odcięła się i tylko uścisk na dłoni maleńkiej, najdroższej sercu matki córki przypominał jej o rzeczywistości. Nie mogła być teraz słaba.
Kiedy Vitalij wyciągnął ku Vasylowi dłoń, spojrzenie Cassandry śledziło ruch jego dłoni, by na końcu spocząć na twarzy Mulcibera. Przyciągnęła Lisę bliżej siebie i ostrożnie, wolnymi półkrokami usunęła się w cień Vitalija. Całe życie to robiła - szukała ochrony potężnych ludzi. Lecz minęły długie lata od dni, gdy tej ochrony udzielał jej Vasyl, długie sześć lat, te sześć, które stało teraz tuż obok niej.




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Crispin Russell
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1067-crispin-phillip-arthur-russell-iii http://www.morsmordre.net/t1442-kamelia http://www.morsmordre.net/t1138-maybe-i-am-just-as-scared-as-you http://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemore-breeder-street-3 http://www.morsmordre.net/t1328-crispin-phillip-arthur-russell-iii#10195
Auror, opiekun testrali
29
Półkrwi
Kawaler
sometimes we deliberately step into those traps
I was born in mine; I don't mind it anymore
oh, but you should, you should mind it
I do, but I say I don't
10
13
1
0
3
4
0
5
Zwierzęcousty
lets go have fun, you and me in the old jeep

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   20.12.15 2:22

Nigdy nie byłem zbytnim zwolennikiem teorii, że tylko winny się tłumaczy. Chociaż prawdę mówiąc w wolnym przekładzie na moje własne życie odnalazłem w niej trochę prawdy. Poczynając od tego uroczego incydentu, przez który musiałem wziąć urlop w pracy do tego momentu, kiedy to stoję przed żywym przykładem tej frazy. Z jego twarzy można wyczytać wszystko jak z otwartej książki, każdy głupi zauważy, że coś jest na rzeczy. Oczywiście, jeśli wie, gdzie patrzyć. Zaraz potem szanowny pan uzdrowiciel otwiera usta i jeśli coś nie było wcześniej jasne to teraz staje się klarowne tak bardzo, że już bardziej się nie da. Powstrzymuję pełen tryumfu uśmiech wysłuchując jego słów do końca. Postawa doprawdy godna rycerza na białym koniu, ale obawiam się, że z jego ego to ogier miałby problem z poruszaniem się.
- Proszę nie przesadzać, przecież jej nie przygniatam. Poza tym Eileen sama z przyjemnością trzasnęłaby mnie po łapach, gdyby jej to przeszkadzało. Niemniej dziękuję za troskę – rzucam lekkim tonem, ale zabieram ręce. Osiągnąłem swój cel nawet z nadwyżką, więc nie ma już co bardziej drażnić Stokrotki, która szybko może przestać być taka rozkojarzona. Chyba mimo wszystko jeszcze jej to nie groziło, bo nadal wydawała się martwić moim stanem.
- Tak, zdecydowanie lepiej się czuję, gdy ciągłości moich kości nie jest przerwana. – Uśmiecham się do niej uspakajająco licząc, że da już spokój. Nie jestem małym, nieporadnym chłopcem i nie odniosłem też żadnej poważnej rany. – Świetna robota doktorku, ale umyć zdołam się już sam. – Naprawdę, nie trzeba robić ze mnie aż takiego idioty. Złamałem nos, a nie kręgosłup. Jeśli ktoś z naszej uroczej czwórki ma papkę z mózgu to zdecydowanie nie jestem tym jednym z dwóch noszących w towarzystwie spodnie. Większą trzeźwością umysłu wykazuje się ta młodziutka szlachcianka, której odpowiedź sprawia, że kąciki moich ust nadal skierowana są ku górze. Polubiłem ją zdecydowanie bardziej niż towarzysza, który ją przyprowadził.
- To nie problem dopóki będą sądzić, że to ja wygrałem – puszczam do niej oczko, a potem zgodnie z oczekiwaną etykietą żegnam się z nią i bohaterem dnia, który uratował mój nos niechybnego wykrzywienia. W końcu zostaję z Eileen sam, pełen nadziei, że nie rozszarpie mnie teraz niczym głodna lwica. Przyglądam się jej chwilę w milczeniu, mimo wszystko, a może o dziwo, całkiem komfortowym. Z cichym westchnieniem przerywam je i pochylam do przodu, żeby musnąć wargami jej policzek. – Przepraszam za to całe zamieszanie, ale mam nadzieję, że jeszcze mnie nie znienawidziłaś. – Wierzę, że nie. Stokrotka bez moich kłopotów miałaby nudne życie. – Pójdę zmyć tę krew i w ogóle. Dziękuję za wszystko.

|zt razy dwa




Thank you, I'll say goodbye now though its the end of the world, don't blame yourself and if its true, I will surround you and give life to a world thats our own
Powrót do góry Go down
Vasilly Mulciber
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1563-vasilly-mulciber http://www.morsmordre.net/t1670-vasilly-mulciber
kierowca błędnego rycerza
27 lat
Półkrwi
Kawaler
Nie potrzebuję ciebie. I ty mnie nie potrzebujesz. Lecz jeżeli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie.
0
0
0
0
15
2
0
2
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   23.12.15 15:55

Tak wiele się działo w tym jednym ułamku sekundy. Całe ich wspólne życie mieściło się w tej jednej pozornej chwili, w jednym mrugnięciu okiem i bolesnym uścisku żołądku. Wspomnienia odbite w jej przesiąkniętych zdziwieniem, strachem?, tęczówkach. Czy już wiedziała? Wiedziała o wszystkim? O tym nieszczęśliwym wypadku? A więc Rita przeżyła?
Przeżyła?
Dlaczego czujesz zawód, Vasilly? Czy to ulga? Trudno rozróżnić. Trudno się poznać. Nic nie jest takie jak dawniej, nawet lęki, nawet euforie – nie wiedział, czy to ułuda, czy to prawdziwe. Nie wiedział nic. To go przerażało. Ta niewiedza, to rozstrojenie. Histeria odbijająca się w ciemnych, niespokojnych oczach.
Zdał sobie sprawę, że miażdży – zapewne kruchą, bo Millicenta była tylko drobną kobietką – dłoń swej towarzyszki w silnym uścisku. Rozluźnił go, cofnął rękę nieznacznie, jak gdyby uświadomił sobie ze zgrozą, jak blisko siebie byli. Takie to przytłaczające, takie nieznośne. Dotyk. Nawet niewinny, męski przecież, wyraz (względnego) szacunku. To wszystko było jakby ponad jego siły.
-Chciałem się tylko przywitać – wytłumaczył pokracznie, choć rzeczywiście brzmiał skrajnie obojętnie, gdy jego twarz rozświetlił lekki uśmieszek, a czujny wzrok rozbieganych oczy wędrował bezwstydnie pomiędzy Lisą a ściskającą ją Cassandrą.
Nie wyrwę Ci jej, nie zabiorę przecież. Skąd ten strach?
Może lepiej, żeby jednak Vitalij stanął obojgu na drodze, może tak będzie lepiej, gdy ogrodzi się ich od siebie murem. Nie istniałoby żadne przywiązanie, gdyby ich wspólne życie nie wydało na świat kruchej dziewczynki tkwiącej w rozdygotanym, niepewnym uścisku Cassandry. Nie oglądałby się za jej sylwetką z takim podekscytowaniem, wręcz unikałby jej z gorzkim żalem i ciężarem przy duszy. Ich córeczka – och, jakże to dziwnie brzmi – stanowiła jednak punkt zaczepienia, element podparcia w jego zabałaganionej, nokturnowej egzystencji, była brakującym elementem misternej układanki, czymś tak nagle oczywistym i prawdziwym, że nie potrafił przejść koło tego obojętnie. Że nie potrafił odejść, zapomnieć, że wspomnienia tamtych dni były równie żywe co nienawiść, chore pragnienie zemsty skupione na pannie Sheridan. Strata była tym bardziej dotkliwa, tym większą stanowiła zagadkę, czym większy lęk i potężniejszą niechęć dostrzegał w jej oczach. A może to jego własne odbicie?
Może...?
-Tylko tyle – mruknął przeciągle zerkając na dziewczynkę i pochylając się nieznacznie w jej kierunku – Faktycznie, ślicznie wyglądasz – pochwalił ją nad wyraz spokojnym, niemal bijącym ciepłem głosem. Wyprostował się jednak natychmiast, aby rzucić bardziej entuzjastycznie wyrywając się z sennego otępienia – Tak czy inaczej do zobaczenia – mówił także do niej, wiedziała o tym, że to nie koniec.
Zwłaszcza dla nich trojga. Na dzisiaj jednak miał dosyć.
-Trzymaj się – rzucił do Millicenty odrobinę ciszej, jak gdyby próbując przecisnąć przez gardło coś na wzór „wynagrodzę Ci to, obiecuję”. Lecz ani dobrowolne i samarytańskie wynagradzanie, ani obietnice nie leżały w jego naturze.
Po tym wszystkim, nadal z wiankiem na głowie, opuścił plażę.


Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   06.01.16 16:49

Nie odpowiedziała.
Przykucnęła przy córce, zaborczo obejmując ją ramieniem, odgradzając od ojca, o którym nie wiedziała, drugą dłonią poprawiając wianek ozdabiając jej głowę; nie chciała, żeby Lisa była częścią tego trójkąta, choć doskonale wiedziała, że jej dziecko było już dość bystre, by było w stanie samo zorientować się, że coś było tutaj nie tak. A przecież to nie jej wina. To jej zasługa, że Vasyl lata temu nie zakatował jej na śmierć, tylko dzięki niej zdobyła się na odejście. I gotowa była ją chronić jak lwica, przed wszystkim i przed każdym, a już na pewno przed jej ojcem - czegokolwiek by to nie oznaczało. Wciąż był nieobliczalny, dokładnie obejrzała każdą jedną ranę na ciele Rity...
Przeniosła wzrok na niego, Vasyla, wzrok wygłodniałej wilczycy, gdy odważył się skomplementować jej dziecko; bezczelny, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że jej wzburzenie było dla Lisy jeszcze mocniej i bardziej wyczuwalne aniżeli napięta atmosfera zagęszczająca powietrze między tylko nimi dwojgiem.
Ale były bezpieczne, cień Vitalija otulał je jak bezpieczny kokon - tak się jej przynajmniej wydawało. Znała Vasyla dobrze, Vitalija - nie mogła mieć pewności, czy wystarczająco, lecz, wiedziona przedziwnie naiwnym przeczuciem, ufała mu. Ufała, że jej nie zdradzi. Jeśli tylko Vasyl go znał lepiej - wiedział, że nie warto z nim zadzierać. Jego "do zobaczenia" odbiło się w jej głowie głuchym echem; nie chciała więcej widzieć jego gęby. Chciała go widzieć za kratami Tower - głodnego i oszalałego z zatrważającej samotności. Czy następnym razem mam cię wysłać do Azkabanu, żebyś nie zdołał nigdy się stamtąd wydostać?
- Bywaj - odparła chłodno w odpowiedzi, ani nie żegnając, ani nie wyczekując kolejnego spotkania, miała w głowie mętlik, i z wolna docierało do niej, że rzeczywiście musiała spotkać się z nim ponownie - wyjaśnić te wszystkie zaszłości z dawnych lat. Nożem na przykład? Musiała się z kimś spotkać, z kimś, kto go nie znał. Albo chociaż znał go mniej.
- Dziękuję - szepnęła bezdźwięcznie, to nieważne, że nie wiedział za co. Skinęła jeszcze głową Milicencie, nieco niechętnie - po co go tu sprowadziłaś? - odnotowując w pamięci, że powinna spotkać się z tą dziewczyną sam na sam. Skoro przyszli tutaj razem - może ona wiedziała więcej? - Chodźmy już - dodała cicho do pozostałych, prostując się, gładząc włosy Lisy i kierując się w stronę przeciwną do brzegu.

/ zt Cass, Lisa, Vitalij i Mila?




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
 

Wybrzeże

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 16 z 16Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16

 Similar topics

-
» Kamieniste wybrzeże.
» Wybrzeże
» Wielkie Księstwo Ro - wybrzeże
» Skaliste wybrzeże

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia :: Weymouth-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18