Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wzniesienie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Wzniesienie   11.11.15 21:32

First topic message reminder :

Wzniesienie

Skromna polana nieopodal plaży mieści się na niewysokim wzniesieniu, z którego roztacza się widok na falujące, bijące wilgocią morze. Upstrzona polnymi kwiatami za dnia jest mało uczęszczana. Nocą jest doskonałym punktem widokowym na niebo, brak koron drzew w promieniu przynajmniej kilkuset metrów pozwala podziwiać księżyc oraz gwiazdy. Początkiem sierpnia, podczas festiwalu lata, można zaobserwować sunące komety.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Gwendolyn Morgan
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t660-gwen-morgan http://www.morsmordre.net/t697-kafel#2196 http://www.morsmordre.net/t676-gwendolyn#2050 http://www.morsmordre.net/f105-cardiff-queen-street-18-6
ścigająca w Harpiach
26
Półkrwi
Zaręczona
Na jawie mi mów
Jak w każdym ze snów
Że kochasz mnie
0
5
0
0
0
0
Czarodziej
One and only

PisanieTemat: Re: Wzniesienie   26.11.15 17:23

Nie może się powstrzymać i przewraca teatralnie oczyma. Jej usteczka wykrzywiają się ironicznie, gdy jednocześnie lekko szturcha go między żebra.
- Na Twoje szczęście przy drugich oświadczynach byłam już w pełni sił. - mruczy z przekąsem, szczęśliwa, że stoją tak blisko siebie, że czuje pod palcami bicie jego serca. Już nigdy mnie nie zostawiaj. - prosi w swojej głowie, bo jak zwykle jej myśli uciekają gdzieś w stronę tych nieszczęsnych dwóch lat i tych błędów, które popełniła. Myśl, że znów mogłaby go stracić nieustannie napawa ją przerażeniem. Na szczęście niepokój, który próbuje zagnieździć się w jej wnętrzu zostaje szybko przegoniony przez pewny uścisk jego dłoni. Posyła mu kolejny uśmiech - od kiedy wrócił, uśmiecha się nieustannie, pewnie szybko nabawi się zmarszczek - i razem idą przez wzniesienie.
- Nie jestem zachwycona tym pomysłem. - mówi, gdy rozkładają koc. Nos ma zmarszczony, usta nieco zbyt mocno zaciśnięte. - Nie lubię wody. - dodaje ciszej, nim usadowi się wygodnie. Gwen nie należy do tchórzy, bo to dla takich nie ma miejsca w sporcie jakim jest Quidditch. Ale głęboka woda (a dokładniej - wizja wpadnięcie do niej) sprawia, że robi się niespokojna. Oczywiście jak długo zostanie na miotle, tak długo wszystko będzie w porządku! W powietrzu czuła się bezpieczna, więc trzeba będzie po prostu zostać na miotle i wszystko powinno być jak należy.
- Jest w porządku, dziękuję. - wtula się w jego ramiona i naprawdę, nic jej więcej do szczęścia nie było potrzeba. Tak jej się przynajmniej wydaje, bo chwilę później okazało się, że może być jeszcze bardziej szczęśliwa. Kolejny uśmiech - tym razem pełen czułości - wykrzywił jej wargi. Chciała odpowiedzieć, że ona też - te słowa zawsze przychodziły jej łatwo. Często powtarzała, że go kocha. Szczerze. Ale teraz wyznania zamierają jej na ustach. Spojrzenie błękitnych oczu poważnieje, a myśli krzyczą, że to naprawdę nie jest najlepsza pora. Ale nie może się powstrzymać. Słowa same spływają jej z ust.
- Chciałabym mieć dzieci. - szepcze, zdradzając się z myślą, która chodzi jej po głowie od dłuższego czasu. - Nie kiedyś, nie potem. Jak najszybciej. - dodaje i uśmiecha się nieśmiało. Na chwilę zapomina o Samuelu i jego enigmatycznej towarzyszce (których oczywiście chce zobaczyć na ślubie) i skupia się wyłącznie na reakcji Rudolfa.


Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Wzniesienie   26.11.15 17:39

Nie chciał wyjść na wrednego, czy złą osobę. Przyszedł tutaj, aby zobaczyć, jak to jest na takich świętach. A nie chce stracić czas na jakiś nudne rzeczy, więc wolał sobie czy pochodzić, czy powygłupiać się. I teraz na przykład ciekawym było faktem, że było widać na niebie każdą gwiazdkę, która płonęła jasno, jak i taką, która powolutku spadała w odległe krainy wszechświata. Z zaciekawieniem zerkał na niebo i sobie przypomniał sytuację z Samuelem.
-Nie miałem jeszcze okazji. Sam jestem pierwszy raz na takim festiwalu. Wcześniej jakoś zbytnio nie świętowałem początek lata.
Odrzekł zerkając na chwilę na Bellonę, po czym jego wzrok zaintrygowała gwiazdka, która zaczynała świecić coraz jaśniej. Może to był Syriusz, którego tak wychwala będąc pod wpływem narkotyków? A może wojowniczy Mars, który chce pokazać, że wojna dopiero się rozpocznie. Nie znał się aż tak bardzo na gwiazdach, więc mógł snuć domysły.
- Znasz się może na astronomii?
Zadał pytanie. W sumie chciał wiedzieć, czy nie jest osamotniony w swej ułomności gwiazdowej. Będą wtedy mogli posnuć wiele teorii, które będzie można potem wykorzystać. Przynajmniej miło spędzi się tę noc.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
37
20
1
0
0
1
15
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wzniesienie   26.11.15 18:41

Nie chciał nikomu łamać serca. Nie było to jego celem, a jednak - coś za często mu się to zdarzało. Pomyśleć, że w szkole absolutnie niemal nie docierały do niego takie myśli. Ot, zabawa..ile razy zdążyć złamać to bijące centrum w Mathildzie?
- Przecież tak było? - wygiął kąciki ust i mruga nieśpiesznie - musiałem cię tylko uświadomić, że tam mnie nie znajdziesz - wskazał brodą ciemność gdzieś pod wzniesieniem. Spoglądał na jej usta, które w jednej chwili przykuwają jego całą uwagę. A potem..potem niczego już nie rozumiał.
Nie było zbyt łatwo wprowadzić Samuela w stan głębokiego zdziwienia. Jeśli już się tak zdarzyło - chyba zawsze, źródłem były słowa bądź zachowanie kobiety. I za każdym razem, musiał warzyć dane zjawisko, by dojść do jakichkolwiek wniosków.
- Co? - zapytał głupio i nierozumiejącym niczego wzrokiem, szuka jakichś dalszych wskazówek - o czym ty mówisz? - Jednak wieszczka odwraca się i mknie przed siebie, akurat tam, gdzie na kocu dostrzegł wtulonych w siebie - Gwen i Rudolfa. Przeciera twarz dłonią, próbując zrozumieć co się właśnie stało. Jeśli będzie miał okazję, zapyta choć teraz - to dziewczyna wydawała się nieuchwytna, niby egzotyczna tancerka - bliska i daleka jednocześnie. Ćma wirująca wokół ognia. Miał nadzieję, że się się spali...a jej skrzydła pozostaną nietknięte.
Jego konsternacja powiększa się, gdy dogania wiotką sylwetkę dziewczyny i słyszy słowa, których nie powinien słyszeć. Nie są przeznaczone dla niego i burzy w nim uciszaną chęć ucieczki. czyzby nabawił się tej zdolności od Mathildy?
- Macie 5 minut i do was podchodzimy - zatrzymał w półkroku swoją towarzyszkę i spojrzał na parę, starając się zmienić swoje oblicze - na to znane, zawadiackie. Przyszło mu to z łatwością, choć raz usłyszane, nie zostanie zapomniane. Tak słowa wieszczki, jak i Gwen, czując się jak intruz, depczący ich chwilę. A mimo to, uśmiecha się, oczy błyszczą wesoło. Wracał do siebie, a to zawsze pomagało.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.



Ostatnio zmieniony przez Samuel Skamander dnia 02.12.15 16:13, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Mathilda Wroński
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1619-mathilda-wronski http://www.morsmordre.net/t2026-sowa#30026 http://www.morsmordre.net/t1622-this-is-for-matilda#16765 http://www.morsmordre.net/t1698-mathilda-wronski#18244
malarka
25
Półkrwi
Wdowa
Deszczowe wtorki, które przyjdą po niedzielach
Kropelka żalu, której winien jesteś ty
Nieprawda że tak miało być
Że warto w byle pustkę iść
To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć
0
14
0
0
5
0
0
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Wzniesienie   26.11.15 19:57

Znów ledwo trzymasz się na nogach, szczególnie po tym kiedy mruga do ciebie. Jest w tym taki swój, taki jakim go zapamiętałaś. Tylko, że tym razem nie spuszczasz wzroku, nie odsuwasz się, nie mamroczesz, by przestał. Oblizujesz usta zaschnięte z wrażenia i uśmiechasz niewinnie, chociaż winne masz myśli i jeszcze inne. - Dobrze, że to zrobiłeś, bo zgubiłabym się już na dobre - nie będą cię lubiły żadne patrzące na was panny, bo zamiast się rozglądać za ich spojrzeniami, on wciąż w ciebie wpatrzony. Jak w obrazek. Dobrze zaplanowałaś ubranie, dobrą strategią było odsunięcie go od innych. Jesteś panią swego losu, znów trzymasz stery. Zauważ tylko, zauważ to proszę. Że już niedługo. Że po zakończeniu festiwalu znów się nie zobaczycie. I nie rób sobie nadziei, Matyldo. Pamiętasz, jak to się kończy. Zawsze.
- O niej. Kobiecie, która zawróci ci w głowie - mówisz to cicho, bez pretensji czy lekceważenia. Ma wszak prawo nie rozumienia twych słów, które i tak wypadają z twoich ust, nim zastanowisz się, co mówisz i po co. Czasami mówisz rzeczy niepotrzebne, niektóre nigdy nie będą prawdziwe. Niektóre jednak są istotne. Jak to, że mała powinna mieć się czym bawić. To odwieczne prawo dzieci, które w ostatnim dziesięcioleciu dopiero mogą na nowo się tego uczyć. I ty, ty też nie miałaś łatwo. Wyjechałaś do Ameryki, by oglądać smutnych ludzi, pracujących ciężko i bez wytchnienia. Słuchałaś opowieści imigrantów, którym surrealizm spływał po policzkach. Nic z tego, że każdą z tych myśli zabrałaś do siebie. Tych myśli nie chcesz opowiadać małej dziewczynce, która nosi krew Skamandrów. A innych rzeczy opowiadać nie umiesz. Nie umiesz mówić bajek, tylo smutne historie się ciebie trzymają. Dlatego dziś popychasz Samuela, by nie zapomniał o prawie dzieci do bycia dziećmi. Idziecie w ciszy, ty myślami daleka, on krokiem spóźniony. Ukradkiem w kąciku oka znalazłaś łzę, wycierasz ją ręką. Nikt nie dojrzał twej słabości.
Dzieci. Znów one. To ich wspomnienie tak cie rozczula? Gwen i Rudolf, których imion nie znasz. Samuel chce cie powstrzymać, ale ty się jego nie słuchasz. Mijasz go i stajesz obok Rudolfa i Gwen, oni wtuleni w siebie, sprawiają wrażenie jedności. I kiedy spogladasz, ich aura połączona w jedno, zapiera ci dech w piersi. Już dawno nie widziałaś tak idealnej aury. Twoje oczy się cieszą, twoja dusza lgnie, chciałaby chociaż cząstkę spokoju ich wziąć sobie na własność. Zachłannie. Bo wiesz, że zbyt prędko podobnej magii nie spotkasz. Przyciąga cię to, nic nie zrobi Samuel, chociażby szarpał za twe ramiona, żebyś stała z nim i czekała na swoją kolej. Nie. Zbyt mocno pociąga cię piękno zamknięte w ramionach wybranków.
- Nim minie rok będziecie tulili swoje pociechy w ramionach. Nie zapomnij tylko o niebieskich koronkach - mówisz szyfrem do Gwen, która tak samo jak Samuel, nie rozumie z tego co mówisz nic. Zrozumie na ślubie, kiedy przyjaciółka przypomni jej o tradycji posiadania czegoś starego, pożyczonego i niebieskiego. Byleby Gwen pozwoliła na założenie błękitnej koronki, wtedy wszystkie jej nadzieje na posiadanie kilkoraczków zostaną spełnione!
Ockniesz się, o, teraz. Rozglądasz się za Samuelem, czy już podszedł do was? Witasz go trzeźwym uśmiechem, jakbyś wcale chwilę temu nie narzuciła się obcej parze.




If there is a past, i have
forgotten it
Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty http://www.morsmordre.net/t626-merlin http://www.morsmordre.net/t674-bartus http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Profesor w Hogwarcie
33
Półkrwi
Kawaler
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
20
3
0
0
25
1
2
5
Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Wzniesienie   27.11.15 1:15

Ruszył za Eileen na kawałek kłody, na którym usiedli. Noc zapowiadała się pięknie, ciepła i gwieździsta. Lekki, letni wiatr przyjemnie wdzierał się między włosy delikatnie je pieszcząc. W powietrzu unosił się zapach wakacji, spokoju. Gdzieś z oddali słychać było głosy ludzi tańczących przy ogniskach, bawiących się w najlepsze. Nieco bliżej do uszu dwójki nauczycieli docierały głosy grupki ludzi zebranych w okolicy pogrążonych w rozmowie. Herewardowi przypominały się beztroskie lata dzieciństwa. Morskie powietrze, wiatr, odległe okrzyki i spadające gwiazdy. Mógł sobie z łatwością wyobrazić siostry, które miałyby nagle wyłonić się zza załomu wzgórza ze śmiechem wciągając go do swojej zabawy. Bella była już młodsza od niego, od tylu lat nie postarzała się nawet o dzień. Na zawsze dziewiętnastoletnia.
- Nie wierzę - odparł zachrypniętym, zamyślonym głosem. - Chociaż chciałbym, żeby to było prawdą - dodał nieco ciszej. On też za każdym razem miał to samo życzenie. Od dwudziestu ośmiu lat prosił o to samo. I to, że życzenie nigdy się nie spełniało nie zrażało go ani trochę. Może jednak najwyższy czas poprosić o coś innego?
- A czego ty sobie życzysz, Eileen? - Poszukał jakiegoś natchnienia i pretekstu do nadania myślom innego toru. I jak zawsze w takich chwilach sięgnął do kieszeni po papierośnicę machinalnie częstując towarzyszkę w czasie gdy sam odpalał już papierosa. Tytoń jeszcze nigdy go nie zawiódł.
- Jak się czujesz, Eileen? - Zadał kolejne pytanie jakby poprzednie było tylko snem, wypadkiem w tajemniczym transie, w który rzeczywiście popadł przenosząc się do przeszłości. - W listach zdawałaś się być zmartwiona, a szczerze powiedziawszy nie do końca wierzę w moje umiejętności pocieszania.
Hereward rozpaczliwie starał przypomnieć sobie, co ostatnio więdło jej w ogrodzie. Na pewno nie marchewki. Mandragory? Asfodelus? Piołun? O czym pisała? Dlaczego jego wiedza z zielarstwa była tak bardzo szczątkowa, że nie potrafił nawet zapamiętać prostej dwuczłonowej nazwy? Dwuczłonowej?
- Jak tam diabelskie sidła, dalej zachowują się dziwnie? - Strzelił.




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Wzniesienie   27.11.15 15:14

Tak, doskonale go rozumiałam. Ja również nie miałam ochotę na świętowania. Szczególnie miłości i szczególnie odkąd skończyłam piętnaście lat. Minęło przeszło dziewięć, zanim zdołałam odrzucić najgorsze instynkty i przyjść w takie miejsce. Przypuszczałam, że będę tego bardzo żałować. Wraz z Sylvainem mieliśmy okpić cały ten pomysł Prewettów, ale... oczywiście, że były też złe chwile, ale były również i te dobre. Na przykład to niebo nad nami. Było przepiękne. Każda jedna gwiazdka była widoczna. Gdyby miało się wystarczająco dużo samozaparcia, można byłoby je wszystkie policzyć. Uśmiechnęłam się do tego widoku. Chwilę później podjęłam już decyzję, że się położę na trawie. Tak było lepiej oglądać cały ten spektakl. Od zadzierania głowy mogła rozboleć szyja.
- Też jestem tu po raz pierwszy - odpowiedziałam już z dołu. Ułożyłam ręce na brzuchu i westchnęłam cicho. Mogłabym tu pozostać sama. Nic oprócz nieba by mnie nie obchodziło. Był tu także i Barry, dlatego nie mogłam do końca pogrążyć się w myślach dotyczących życzenia, które z chęcią bym wypowiedziała.
- Nie znam się. Tak praktycznie to znam się tylko na psach i polowaniach - odparłam. - A ty? Jesteś zapalonym astronomem-pasjonatem? - spytałam. Widocznie nastrój tego miejsca mnie uspokoił.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Sylvain Crouch
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1108-sylvain-crouch http://www.morsmordre.net/t1240-niesowia-poczta-sylvka http://www.morsmordre.net/t1154-sylvain-silver-crouch http://www.morsmordre.net/t1383-mieszkanie http://www.morsmordre.net/t1360-sylvain-crouch
aktor
24 lata
Zdrajca
Kawaler
Shadows are falling and I’ve been here all day
It’s too hot to sleep, time is running away
Feel like my soul has turned into steel
I’ve still got the scars that the sun didn’t heal
10
9
3
0
0
2
0
5
Wilkołak
We should be able to kill ourselves in our heads and then be reborn

PisanieTemat: Re: Wzniesienie   27.11.15 15:48

Nie. Ich sekrety nie mogły wyjść na jaw. Sylvain był pewien, że gdyby Elizabeth poznała prawdę o nim, patrzyłaby na niego już zupełnie inaczej... i to nie byłaby zmiana na lepsze. Kobieta miała się o niczym nie dowiedzieć tym bardziej, że wciąż się koło niego kręciła i nie pozwoliła mu się od siebie odepchnąć. Mimo iż tego nie przyznawał - odpowiadały mu układy między nimi jednocześnie nieszczere i szczere aż do bólu. 
Mogą nie zdążyć przed ślubem, tak? O dziwo, wcześniej zupełnie o tym nie myślał. Teraz tylko na moment zaprzątało mu to głowę. Pokręcił nią powoli wypuszczając dym nosem.
- To nie ma znaczenia - odparł. - Myślę, że mamy trochę więcej czasu niż do ślubu... choć z pewnością niezbyt wiele - mruknął. Nie spodobały mu się tylko jej kolejne słowa. Tak, podświadomie wiedział, że jeśli Selwyna i Allie połączy uczucie (i nie będzie nim nienawiść), to wyszłoby im to na dobre... ale nie musiał temu przytakiwać, prawda? Miał nadzieję, że Elizabeth tego od niego nie oczekiwała, bo stanowczo by się przeliczyła. Rysy twarzy mu się wyostrzyły, wargi zacisnęły w wąską kreskę. 
- Powinien być ostrożniejszy. Takich rzeczy nie robi się publicznie - mruknął po dłuższej chwili zupełnie jak nie on (obdartus z Nokturnu), by znów zaciągnąć się papierosem. Dawniej etykieta trochę uprzykrzała mu życie, ale obecnie... żałował, że akurat Alexander się do niej nie zastosował. Wcale nie chciał być obecny przy tego typu scenkach. 
Elizabeth była dziś wyjątkowo złośliwa, choć i bez tego był rozdrażniony. Allie nie była dla niego tylko "byłą" i Fawley doskonale zdawała sobie z tego sprawę... wyraźnie jednak chciała potwierdzenia, którego Sylvain wcale nie planował jej dawać. Powinien był siedzieć cicho, przeczekać to... ale zamiast tego skrzywił się nieprzyjemnie. 
- Chcę żeby była bezpieczna, to tak źle o mnie świadczy? - warknął. - Chcę uchronić kumpla przed wylądowaniem w Azkabanie za zabicie twojego drogiego kuzyna... i poza tym cholernie się nudzę i postanowiłem wciskać nos w narzeczeństwo swojej byłej, dokładnie tak - dorzucił wyraźnie zirytowany wyrzucając zduszonego peta kawałek dalej. - Allie ma się o niczym nie dowiedzieć, to mój jedyny warunek - dodał nagle wyprany z emocji, podnosząc się z ziemi. Chyba najwyższy czas zwolnić miejsce obok Elizabeth dla kogoś, kto naprawdę pooglądałby z nią spadające gwiazdy...?


Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Zamężna
daisies, daisies perched upon your forehead
oh, roses, roses laid upon your bed spread
12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Wzniesienie   28.11.15 20:31

Siedząc tam, na tej starej, ściętej przez kogoś kłodzie, czuła się trochę jak w domu. Przy tych wszędobylskich wrończykach, które ganiała, wyobrażając sobie, że jak już któregoś pochwyci i pocałuje, zamieni się on w króla Artura i będzie z nim żyła długo i szczęśliwie. Przy wrzoścach falujących i obijających się o łydki przy biegu, przy czarnych borówkach, które znaczyły opuszki palców czarnym atramentem, przy szmaragdowo zielonych trawach, na których kładła się z ojcem i próbowała łapać zorzę polarną meandrującą po niebie różnobarwnymi smugami. Dobrze było znaleźć się w takim miejscu i przypomnieć sobie, że tak naprawdę nigdy nie należało się do wilgotnego, cywilizowanego Londynu, który, jak już zajrzało się w jego głąb, zdawał się nie być ani trochę magiczny.
Wróciła myślami do ich rozmowy, jak tylko jego przyjemny głos obił się o jej uszy i osiadł miękko gdzieś na dnie myśli. Powinna mu powiedzieć, czego sobie życzy? Że tu chodzi o jego? Że to życzenie siedziało tak blisko niej, a było jednocześnie tak odległe i nieosiągalne?
- Żeby nam zmienili dyrektora, ale ciiii – odpowiedziała, śmiejąc się przy tym cicho, patrząc na niego, jakby w jej głowie nic się nie działo. – I chociaż mam wrażenie, że to puste życzenie, to zawsze można mieć nadzieję, co?
Wzięła głęboki wdech, łaskocząc swoje nozdrza zapachem polnych kwiatów, który unosił się w powietrzu. Zawsze ją to uspokajało. Nie cierpiała zbyt długo siedzieć w zamkniętych pomieszczeniach, doprowadzały ją do szału, dlatego tak ceniła sobie wieczory takie, jak ten wieczór. Przestrzeń to było to, czego potrzebowała.
Odmówiła papierosa, ale nie wyraziła sprzeciwu co do jego chęci zapalenia.
- W takim razie powinieneś mieć więcej wiary w siebie, Barty – pokiwała zachęcająco głową. – A co do mojego samopoczucia – pokazała mu swój lewy nadgarstek, z którego zsunęła się prosta, srebrna bransoletka. Widać było na nim czerwone pręgi, ślady świadczące o czyimś mocnym uścisku. – Diabelskie sidła postanowiły mnie chyba trochę zranić. To jest mocno związane z tym, o czym pisałam w liście. Coraz częściej mnie atakują i chociaż wygląda to groźnie, to jest to tylko mechanizm obronny. Reagują jak małe dzieci, gdy się czegoś boją. Nie mam pojęcia, w czym może leżeć problem, chociaż mam już pewne podejrzenia.
Poprawiła bransoletkę i znów na niego spojrzała. Korzystała z tej możliwości, póki mogła, póki mdłe, blednące szybko światło oświetlało jego twarz i tańczyło gdzieś między rudymi kosmykami. I chociaż w środku znów czuła szalejące stado motyli, to jej twarz wyrażała tylko czyste zainteresowanie i całkiem zdrowo dawkowaną radość.
- No ale dobrze, dość o mnie, porozmawiajmy o tobie. I o tych winogronach, które musiały żywo odcisnąć piętno na twojej psychice, skoro boisz się, że wyślę cię do magipsychiatry po usłyszeniu całej historii. Powiesz mi dokładnie, co się takiego stało? – uśmiechnęła się do niego ciepło, zachęcająco.




Stoimy nad rzekąreka rękę grzeje

Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Wzniesienie   28.11.15 23:27

Gdy Bellona położyła się na trawie, sam usiadł sobie po turecku i zerknął wpierw na niebo, które aż zachęcało aby wziął porcję narkotyku. Zamrugał parę razy powiekami, lecz zaraz powrócił do normalności. Spojrzał na Bellonę uśmiechając się delikatnie. Czy on miał pojęcie o gwiazdach? Oj, chyba nie chce tego wiedzieć
-Gdzie tam. Ledwo co pamiętam z ostatnich zajęć z Astronomii jakieś teorie. Z resztą taka wiedza nie jest przydatna przy robieniu różdżek.- zaśmiał się i wrócił swym spojrzeniem na gwiazdy. Aby wykonać jakąkolwiek różdżkę, nie trzeba znać żadnego z elementu astronomii. Przynajmniej tak on uważa. Bo w końcu wszystko, co jest potrzebne, jest dostarczane do sklepu, gdzie potem w pracowni na zapleczu się wyrabia te magiczne patyki. A to nie jest łatwa sztuka. Sam musi pracować na szacunek Ollivandera, aby mógł brać udział w tworzeniu takowej różdżki.
- Mówisz, ze znasz się na polowaniach. A do tego nie trzeba mieć głowy do faz księżyca, czy czegoś tam powiązanego z kosmosem? - zadał pytanie po chwili namysłu. To było ciekawe, że zna się na polowaniach, a nie zna się na astronomii. To w takim razie nie ma reguły, kiedy powinno się polować i jakie łowy będą? Więc mógł nawet teraz wziąć jakiegoś psa i ruszyć z nim na połów słodkich królików, które będą potem pysznie upieczone, a obok nich będzie upieczone jabłuszko. Zjadłoby się takiego pysznego królika. Oczywiście dobrze przyprawionego.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Wzniesienie   29.11.15 16:04

Leżałam spokojnie, nawet, jeśli nieco nerwowo przebierałam palcami dłoni ułożonych na brzuchu. Starałam się ogarnąć bezmiar nieba i mnogość gwiazd stanowiących migające punkciki. Jawiły mi się jako nadzieja, światło pośród mroku. Z moich ust wyrwało się ciche westchnienie nad tym, co należało do strefy dla mnie niedostępnej. Doprowadziłam siebie do porządku w kilka sekund później, uznając, że biedny Barry chyba niczemu nie zawinił. Powinnam być dla niego miła, nawet, jeśli nie miałam na to ochoty i bardzo słabo mi to wychodziło.
- Robisz różdżki? Naprawdę? Sądziłam, że tylko Ollivanderowie je robią - odezwałam się, kiedy usłyszałam, czym Weasley się zajmuje. Ciekawe. To chyba musi być niełatwa sztuka, stworzyć różdżkę pełną magii. Która sama dobiera sobie właściciela i która ma właściwości tworzenia, nie destrukcji. Najprawdopodobniej nie miałabym do tego zbyt wiele cierpliwości.
- Wiesz, fazy księżyca to inna sprawa. Są dużo prostsze w rozumieniu, szczególnie pełnia. Wiesz jak wygląda i że lepiej wtedy nie wychodzić do ciemnego lasu w pojedynkę. Gwiazdozbiory, planety... to już inna bajka. Szczególnie, że na przykład dla mnie te gwiazdy wyglądają niemal identycznie. Jak z tej plątaniny wysupłać konstelację? Nie wiem - odpowiedziałam, zgodnie z prawdą. Dla odmiany. Ponieważ czasem zdarzy mi się zaplątać pomiędzy powinnością a zrywem serca.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Wzniesienie   30.11.15 18:14

Była pewna, że Crouch ma przed nią pełno tajemnic i nie życzy sobie, by kiedykolwiek się o nich dowiedziała. Mimo to uważała, że go zna i nawet jego zmienny charakter nie był dla niej zaskoczeniem. Przebywanie z nim było często wykańczające, ale zarazem i komfortowe, bo był jednym ze stałych punktów jej życia. Wiedziała kiedy jest zły, a kiedy ma przynajmniej umiarkowanie dobry humor, bo zadowolony to on był bardzo rzadko. Miała świadomość, że je za mało i trzeba mu przynosić jedzenie, a przynajmniej ona tak uważała. Te wszystkie niuanse tworzyły obraz człowieka, który mimo przeważającej ilości wad zawsze był gdzieś obok niej.
- Po ślubie chciałbyś nadal to kontynuować?- zapytała zdziwiona, gdyż tego zupełnie nie rozumiała. Jeśli do tego ślubu dojdzie to lepiej by było to zostawić i dać im spokój, by sami sobie z tym poradzili. – Będziemy musieli chyba na początku określić nasze cele. - Gdyż powinni to już na początku zaznaczyć, że  mają podobną wizji na tę sprawę. Mogą chcieć zupełnie różnych rzeczy, ale trzeba było jakoś to wszystko połączyć. No i wymyślić jak to zrobią, by zarazem nie narazić się na problemy. Jak mieli im niby pomóc jeśli zaraz sami byliby zagrożeni?
- Tu się zgadzam, zachował się jak idiota. – przyznała mu rację, choć domyślała się, że odpowiedzialność za to ponosi temperamentność Lexa. Nie potrafił zapanować nad emocjami, za dużo sobie wyobraził czy po prostu zrealizował swoje ciche pragnienie – jakby nie było stało się i to na oczach wszystkich. Wolała się nawet nie zastanawiać się nad jego pobudkami, mogły być ważne patrząc przyszłościowo na tę kwestie, ale nie mogła nic na ten temat powiedzieć bez wcześniejszej rozmowy z nim.
- Wręcz przeciwnie, bardzo dobrze. Nie spodziewałam się tylko w tobie tak dużych pokładów altruizmu. – stwierdziła defensywnie, wręcz teatralno – jakby przepraszała, wycofywała się z danej wizji, lecz nadal pozostawała niewyraźne „ale” na końcu zdania. – W końcu każdy potrzebuje rozrywki. –skomentowała to krótko, gdyż nie wierzy mu ani trochę, ale i on jej prawdy nie powie. Popatrzyła jak wstał wiedząc, że ich spotkanie właśnie dobiega końca. Crouch był jak kot – przychodził i odchodził kiedy chciał, chyba, że to ona wymuszała na nim towarzystwo. – Ode mnie na pewno się nie dowie. Ta wiedza nie jest jej do niczego potrzebna. – odpowiedziała gładko i szorstko nie pozostawiając miejsca na jakieś emocje. Wydycha dym z ust i nie patrzy na jego odchodzącą sylwetkę.

Zt dla obu.


Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Wzniesienie   30.11.15 19:44

Rozumiał, że może nie miała nastroju na gadanie i wolała zerkać w gwiazdy, które dzisiejszego wieczora był gwiazdą wieczoru. Nie nakazywał jej gadać non stop, ale jakaś rozmową pomiędzy nimi byłaby fajną przyjemnością. Oboje by się rozluźnili, a szczególnie Bellona, która chyba coś ma do Weasley'a. Tak on przynajmniej odczuwał, ale Barry już się do tego przyzwyczaił. Wiele ludzi, szczególnie od szlacheckiego pochodzenia, niezbyt przyjaźnie jego traktowało. Na Nokturnie najbardziej to odczuwa, ale to mu nie przeszkadza w pracy. Musi tam pracować, bo zawarł układ i tyle.
-Owszem, robią, ale ja pracuję w ich sklepie i mam nadzieję że wkrótce pozwolą mi poznać tajemnice swej pracowni. Lecz już mnie uczą pewnych rzeczy, tylko bardziej teoretycznych, niżeli praktycznych. - mówił z uśmiechem na ustach. Lubił rozmawiać o swojej pracy. To była jego pasja i nie wyobrażałby sobie, że mógłby pracować gdzieś indziej nie robiąc przy tym różdżek. Praca u Burke'a była wymuszona, ale jakoś udaje się jemu dzielić obowiązki pomiędzy dwoma pracami.
Wysłuchał tego, co Bellona mówiła o gwiazdach i konstelacjach, po czym wpatrzył się w taką jedną i wyobraził sobie jakieś nieznane drogi, które mogą prowadzić właśnie do niej.
- Gwiazdy same w sobie są ciekawe i intrygujące. Nie znam się na nich, ale jak wpatruję się w nie, to sobie wyobrażam jakieś drogi, które właśnie do niej prowadzą. A jak spada ... to myślę, że kroczy po jakiejś linii, która przyciąga ją w określonym kierunku. Nie zwracam uwagi na księżyc, bo nie wierzę w te wszystkie przysłowia. Ale klimat nieba nocą jest mistyczny... Przynajmniej dla mnie.
Powiedział swój punkt widzenia, jak teraz widzi i ocenia niebo. Niebo samo w sobie jest tajemnicą, ale tego chyba Barry nie chciałby zgłębiać.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Rudolf Brand
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t680-rudolf-brand http://www.morsmordre.net/t811-poczta-rudolfa http://www.morsmordre.net/t693-rudolf-brand
Pałkarz Sokołów z Heidelbergu
27
Półkrwi
Zaręczony
Oh, you can't tell me it's not worth tryin' for
I can't help it, there's nothin' I want more
Yeah, I would fight for you, I'd lie for you
Walk the wire for you - yeah, I'd die for you
You know it's true
Everything I do, oh, I do it for you
1
7
0
0
0
0
0
20
Czarodziej
one and only

PisanieTemat: Re: Wzniesienie   02.12.15 13:46

Wykrzywił twarz w grymasie, jakby jej lekkie szturchnięcie w żebra okazało się śmiertelnym ciosem. – Na moje szczęście, byłaś najedzona. Jak to mówią – głodna harpia, to zła harpia. – Uśmiechnął się, ściskając jedynie mocniej jej dłoń. Pomimo tego, że nie wypowiedziała swoich myśli na głos, odnosił wrażenie, że wszystko mógł odczytać z jednego jej spojrzenia. Nie sięgał myślami dalej niż do zeszłego miesiąca. Jego wcześniejsze życie nie można było nazwać niczym innym jak egzystencją. Nie chciał do tego wracać. Liczyło się tu i teraz, lecz przede wszystkim liczyła się przyszłość. - Potraktuj to jako wyzwanie. – Uśmiechnął się, wracając do tematu, który prowadzili w oczekiwaniu na pozostałą dwójkę towarzystwa. – Już nie mogę doczekać się, aż ten mecz się zacznie. – Rzucił z entuzjazmem, jednak widząc jej spojrzenie, spojrzał na ukochaną z troską w oczach. – Nie martw się, nie pozwolę Ci wpaść do wody. Nawet jeśli znowu trafimy do oddzielnych drużyn. – Dodał, a właściwie wymamrotał, ponieważ od kiedy usiedli na kocu, jego nos wraz z całą twarzą skryły jej włosy. Przymknął oczy, mimowolnie opierając twarz gdzieś w zgłębieniu jej szyi. Słowa, które zabrzmiały z jej ust sprawiły, że na moment znieruchomiał. Uniósł twarz, by uchwycić jej spojrzenie, sprawdzając czy mówiła prawdę, czy może tylko sobie z niego zażartowała. Istniały tematy, z których oboje nieustannie dowcipkowali, nie mogąc pohamować się od śmiechu, ale znał ją na tyle dobrze, że tej chwili nie wystawiłaby na wyśmianie. Ogarnęła go niewyobrażalna radość i irracjonalne uczucie, że w tej chwili mógłby przenosić góry. Mimo wszystko gdzieś w granicach podświadomości zakiełkowała myśl. A co z drużyną? Nie była to jednak wystarczająco głośna myśl, by mogła zagłuszyć radość, która go ogarnęła. Dotknął dłonią jej podbródka, tak by skupić na sobie wzrok dziewczyny. – Ja… – Zaczął, chciał zapewnić, że on również tego pragnął, jednak nim zdążył jakkolwiek sensownie ubrać swoje myśli w słowa, usłyszał nad głową nieco skonsternowaną, lecz bardziej zaskoczoną uwagę Skamandera. Jednak bardziej od jego słów, swoją uwagę zwróciła dziewczyna. Gwóźdź programu, na który czekali już jakiś kwadrans. Widząc jej wiedzące spojrzenie i usłyszawszy słowa, które padły z jej ust, brzmiące jak przepowiednia, otworzył szerzej oczy i zwrócił się do Gwen. - Pociechy? – Zdolał tylko powtórzyć słowo klucz, które wyłapał z wypowiedzi nieznajomej. Spojrzał na Gwen, żeby zobaczyć jej reakcję. – To zabrzmiało jak poważna przepowiednia. – Dodał, kiedy pierwszy szok ustąpił ponownej fali radości. Przez bardzo krótką chwilę żałował, że któremuś z tych dwojga nie rozwiązał się przypadkiem but, tak, by mieli chociaż odrobinę więcej czasu dla siebie. Wyparł prędko tę egoistyczną myśl, zapominając o obecności Samuela i jego towarzyszki, przyciągnął do siebie Gwendolyn i pocałował. Nie miał żadnych wątpliwości. Jeśli Gwen była gotowa na dziecko jemu nie pozostawało nic innego, jak stanąć na wysokości zadania.
|wybacznie mój nieogar, ale miałam jakiś zastój z maną


Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Wzniesienie   02.12.15 14:56

Nie miałam nic ani do Weasleyów, ani do Barrego. Oczywiście, że w szkolnych murach mogło wyglądać to zupełnie inaczej: byłam przecież Ślizgonką. Dosyć beztroską, czyli nieskończenie głupią; nie wiedziałam wtedy, że los odpałaca pięknym za nadobne. Dopiero po tragedii byłam w stanie drobną odrobinę zrozumieć innych ludzi. Nienawidziłam ich z całego serca. Tak, aby potrafić być bezlitosną. Mój towarzysz nie zrobił mi niczego złego, to ja byłam nieufna. To ja nie chciałam nawiązywać żadnych więzi obawiając się zranienia. Jak mocno doświadczone zwierzę płoszące się przy innych. Zdarzało mi się, że byłam zła, agresywna wręcz; zdarzało się również, że byłam wystraszona. Dzisiaj dominowało u mnie to drugie uczucie, niemal wypalając moje wnętrzności.
Niebo było piękne, trawa była ciepła, nawracające wspomnienia paliły żywem ogniem. Pośród tego leżałam ja, udająca, że potrafię normalnie żyć. Żałująca nieumiejętności odczytywania historii gwiazd. Czy i moja się tam schowała?
- Naprawdę? - Ponownie się zdziwiłam i uniosłam brwi. - Słyszałam, że Ollivanderowie strzegą swych tajemnic jak oka w głowie. Czym ich przekupiłeś? - zadałam kolejne pytanie. Zdziwienie przemieszało się z ciekawością. Nie zaprzeczam: mogłam niewiele wiedzieć w tym temacie.
- Sądzisz, że uda nam się kiedyś wymyślić zaklęcie pozwalające przenieść się do gwiazd? - spytałam, kiedy wysłuchałam już jego wywodu. To było naiwne pytanie, nie wiem jakim cudem opuściło moje gardło.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Wzniesienie   07.12.15 20:29

Chłopak sobie siedział wygodnie na chłodnej trawie koło ładnej Bellonie. Gdyby był sam, to pewnie by się położył jak ona, zamknął oczy i pomyślał o czymś przyjemnym. I otworzyłby oczy w ten moment kiedy gwiazda by spadała. Wtedy rzuciłby swe życzenie i miałby wyobrażenie wyciszonego piękna, które wpłynie pozytywnie na jego myśli. Jednak tutaj nie by sam i nie mógł w pełni rozkoszować się pięknem nieba i czystości słów. Musiał je kontrolować. Większość rzeczy mówi co prawda zgodnie z prawdą, lecz niekiedy przeistacza ją. Tak jak i teraz, gdy usłyszał jej zdziwienie. Nawet zabawnie zabrzmiały jej słowa. Bo według tego co usłyszał, mógł siebie porównywać do Ollivanderów, bo stara się sumiennie strzec wszystkich swych sekretów. Tak więc może stwierdzić, że należy do rodziny różdżkarzy.
- Piegami. - zaśmiał się cicho wpatrując się w gwiazdę, po czym z uśmiechem na twarzy spojrzał na Bellonę. - A tak naprawdę to pewnie widzą, jak ciężko pracuję i uczę się dodatkowo.- odpowiedział płynnie, po czym na chwilę umilkł słysząc jej kolejne pytanie. W sumie nie wiedział, czy da się takie zaklęcie wymyślić, ale wszystko może z czasem ewoluować. Ciekawe by było, jakby jakiś czarodziej przeniósł się na jakąś gwiazdę. Barry pod wpływem narkotyków na ochotnika by się pewnie zgłosił i jeszcze zażyczył, ze chce mieć koło siebie swą Gwiazdkę, czyli Samuela.
- Nie wiem, ale w sumie ... kto wie? Skoro da się stworzyć nowe eliksiry, to i pewnie któryś łamacz zaklęć wymyśli coś takiego. A co, chciałabyś zobaczyć taką gwiazdę i tam zamieszkać? - odpowiedział jednocześnie pociągając dalej ten temat. To jest w sumie ciekawe, czemu o to się spytała. Barry w sumie na tą chwilę miałby wątpliwości co odpowiedzieć. A to wszystko przez Samuela.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
 

Wzniesienie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia :: Weymouth-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18