Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
27
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
30
20
1
0
0
1
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Kuchnia   17.11.15 10:35

Kuchnia

Kuchnia w całym mieszkaniu wydaje się po prostu...pusta. Może wynika to z faktu, że wszelkie posiłki właściciel jada w innych miejscach, a wszystkie konieczne przybory kurzą się w szafkach. To co można zawsze tutaj znaleźć to kawa, a jedyną sensową potrawą, jaką w ogóle potrafi tutaj przygotować - to jajecznica. Nie żeby mu się za często zdarzało.

Na to pomieszczenie nałożone jest zaklęcia Muffliato, Cave Inimicum.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.



Ostatnio zmieniony przez Samuel Skamander dnia 02.09.17 18:29, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
27
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
30
20
1
0
0
1
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   17.11.15 13:22

Z bocznej uliczki

Z miejsca, gdy w tak nieoczekiwanych okolicznościach spotkał Dorkę, przenieśli się do mieszkania Samuela. Nie bardzo pamiętał, w jakim było aktualnie stanie, ale nie był zbytnim bałaganiarzem. Szczególnie, że nie miał aż tyle czasu, by zdążyć doprowadzić je do nieporządku. Chyba.
Skamander rzadko przyprowadzał jakiekolwiek kobiety do siebie - jeśli w ogóle, to były niecodzienne sytuacje, lub znajomi, którzy zaglądali do niego. I siostra, która dawno temu przyzwyczaiła się do trybu, jaki prowadził auror.
Mieszkanie nie było duże, składające się właściwe tylko z sypialni, łączącego z pseudo salonem oraz kuchni. I do tej ostatniej weszli, po przekroczeniu progu drzwi.
Zerkał przez drogę niespokojnie na aurorke, sprawdzając, czy nie czuje się gorzej, ogarniając ramieniem od czasu do czasu. Na twarzy Potter powoli wlewały się właściwe barwy policzków, a mieszanka bladości, na przemian z czerwienią, powoli znikały. Wciąż jednak, wydawała się mu się strasznie krucha i na pewno - wyczerpana. A malujące się w jej oczach niespokojne błyski, tylko podsycały jego obawy.
- Usiądź proszę... - zerknął na pustkę, która aż krzyczała w kuchni - zaproponowałbym coś do picia, ale mam tylko wodę i kawę - zdecydowanie nie był przyzwyczajony gościć u siebie kogokolwiek, tym bardziej kobiety.
Sam zrzucił swoją kurtkę na krzesło, by przelotem zerknąć na swój pokój, przeszedł w kierunku łózka, i przesunął pod nie, stojące na widoku kubki po kawie. Czego oczy nie widzą...
A potem powrócił, postawił krzesło tuz przed Doreą i usiadł przodem do oparcia, opierając brodę o dłonie, ułożone na oparciu. I przez dłuższa chwilę wpatrywał się kobietę, odszukując w niej kolejnych wskazówek, które podpowiedziałby mu - co się z jego przyjaciółką działo.
- A teraz jak na spowiedzi - odezwał się w końcu, ale nie poruszył ani o gram - inaczej będziesz  tu siedziała do nocy - pozwolił sobie na względne wygięcie ust w uśmiechu. Mówił pół żartem, pół serio. Bo rzeczywiście był w stanie ją tu zatrzymać, jednak wyłącznie z rosnącej w nim troski.
Nie spuszczał jednak ciemnych źrenic z delikatnego oblicza swego gościa.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kuchnia   18.11.15 0:48

W czasie drogi milczała, pochłonięta trzymaniem równego, szybkiego tempa swych kroków i układaniem myśli-puzzli, które bezwładnie snuły się po jej zagubionym umyśle. Gdy znaleźli się w jego mieszkaniu, Dorea rozejrzała się po nim dyskretnie. Nie w jej kompetencjach leżało osądzanie stanu pomieszczeń, ale... temu miejscu ewidentnie przydałaby się kobieca ręka!
- Wodę - powiedziała od razu. - Poproszę wodę. Przez ten bieg zaschło mi w gardle.
Zajęła miejsce przy stole i oparła na blacie splecione ze sobą dłonie. Od czego miała zacząć? Na czym skończyć? Przez to wszystko całkiem się pogubiła. Nie wiedziała, co ma gdzie ułożyć.
- Uciekałam przed Cassiopeią - powiedziała nagle, patrząc w oczy Samuelowi. - Pojedynkowałyśmy się, bo... na Merlina, jakie to jest pogmatwane.
Przetarła twarz dłońmi, próbując jeszcze raz to sobie poukładać. Porwanie, legilimencja, utracone wspomnienia, trzy lata braku kontaktu z innymi czarodziejami... odgrodzenie, walka z samotnością...
To wszystko miało ogromny wpływ na to, kim była teraz Dorea. Na jej emocje i to, w jaki sposób reagowała na świat.
- Mój ojciec porwał mnie tydzień po ślubie z Charlusem. Oprócz samego suchego faktu, który mówi mi, że go poślubiłam, nie pamiętam nic, co jest z nim związane. Moje wspomnienia zostały zmodyfikowane, usunięte albo ukryte za jakąś grubą ścianą zaklęć, nie wiem. - wzięła głęboki wdech. - Przez trzy lata ojciec przetrzymywał mnie w chacie, z dala od społeczeństwa, z dala od jakiejkolwiek cywilizacji. Nakłaniał mnie, żeby zapomniała o Charlusie, o naszym ślubie i planach... i zapomniałam, chociaż nie do końca. - przygryzła lekko usta, robiąc dłuższą pauzę. - Wróciłam jakiś miesiąc temu. Musiałam na nowo nauczyć się żyć. A jeśli chodzi o Cassiopeię - dowiedziałam się, że ona wiedziała o tym, że ojciec mnie porwał. Wiedziała i nic z tym nie zrobiła. Nawet palcem nie kiwnęła. A ja tam siedziałam przez trzy lata i cierpiałam.
Zacisnęła powieki. Nadal przed oczami miała obraz siostry, z którą walczyła. Wyjątkowo mocno zarysowała się scena, w której Cassiopeia padała na kolana, rażona zamrażającym zaklęciem odbitym przez protego. Sięgnęła do swojej torebki, by sprawdzić, czy jej różdżka wciąż tam była. Odetchnęła, kiedy wyczuła pod palcami chłodne drewno przecięte liniami przedstawiającymi gałęzie, które Ollivander wyrzeźbił na niej szesnaście lat temu.
- Rozbroiłam ją i uciekłam ze strachu, że mi coś zrobi - jej głos robił się coraz cichszy. - Stchórzyłam, Sam... tak strasznie stchórzyłam... jakbym nigdy nie była aurorem.
Właśnie ten zarzut bolał ją najbardziej. Zachowała się jak żółtodziób, który ledwo co rozpoczął kurs i wszystko, co miał w głowie, ograniczało się do wiedzy wyniesionej z Hogwartu.


Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
27
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
30
20
1
0
0
1
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   20.11.15 17:21

Skamander domyślał się, że Dorea - jako kobieta, istota obdarzona zmysłem estetycznym, krytycznie spojrzy na jego mieszkanie, ale..cóż, on sam nie miał głowy do takich rzeczy. Jawiło mu się to raczej, jako niezrozumiała dla niego - mężczyzny układanka.w której kobiety widziały więcej połączeń niż w pajęczej sieci. Wszystko miało być po prostu funkcjonalne, choć czasem nachodziła go myśl, by parę elementów zmienić lub przerobić. Zazwyczaj jednak - nie miał na to czasu.
Podał aurorce wodę, w międzyczasie zwilżył chusteczkę wyciągnął rękę, by przetrzeć brodę dziewczyny, na której pojawił się wcześniej szkarłat. Dopiero wtedy zajął swoje miejsce, by z rosnącym marsem na czole, wsłuchiwać się w urywana historię.
- Cassio? - znał siostrę Potter, ale nie podejrzewał, że kłótnie między nimi, mogły doprowadzić do walki. Potarł dłonią swój policzek, próbując - póki co - powstrzymać napływające emocje - pojednynkowąłyście się, bo?...- powtórzył za nią, jakby chciał zachęcić do kontynuacji. Musiał wiedzieć, co skłoniło je do konfrontacji...
Obie w końcu nie były cywilami, Dorea - aurorka, a jej siostra pracowała w Wiedźmiesj Straży. Wiedział o tym - bo zdarzyło mu się z nią pracować.
Kolejne słowa sprawiały, że jego - i tak ciemne oczy, stały się niemal czarne - znak, że Samuel nie był skory do jakichkolwiek żartów. Gniew, niepokój, i frustracja, że nie mógł temu wszystkiemu zapobiec, aż wibrowała mu pod skórą.
- Jak...to kurwa...- rozdziawił usta, hamując niepotrzebne przerywniki, które salwą cisnęły się, by wyładować emocje - ...cię porwał? Jakim - na wszystkie połamane różdżki świata - cudem, OJCIEC miał przetrzymywać przez tyle czasu córkę? - Skamander nie miał najlepszych kontaktów z ojcem, ale..mimo wszystko - kochał go i wiedział, że może na niego liczyć. Nawet jeśli ciskali w siebie nieprzyjemnymi słowami, których i tak żałowali - i czemu do cholery ja nic nie wiedziałem? Cassio...przecież widziałem się z nią nawet i NIC nie zauważyłem - wypuścił gwałtownie powietrze, by poderwać się z miejsca i złapać za leżącą opodal kurtkę. Papierosy. Zdecydowanie potrzebował zapalić. Wyciągnął, jak zwykle pomięta paczkę, ale zanim sam sięgnął - wysunął niepewnie w stronę Dorei. Wiedział, ze nie paliła, ale...w ekstremalnych sytuacjach, robiło się różne rzeczy - mi pomaga - próbował się uśmiechnąć, ale zapewne wyglądało to karykaturalnie.
- Zuch dziewczyna...- dopowiedział, gdy usłyszał o zakończeniu pojedynku z siostrą - i nawet nie próbuj mi mówić o tchórzostwie. Nie ty - zanim odpalił w końcu papieros i zaciągnął się, szukając w drażniącym dymie - znajomego ukojenia, przysiadł na jednym kolanie tuż przed swoja przyjaciółką.
- Jesteś najdzielniejszą kobietką jaką znam,a to wszystko...wymagało od ciebie takich pokładów odwagi...- pochylił głowę, łapiąc zaczerwienione policzki, drobnego lica dziewczyny - mam ochotę zrobić wielki burdel w domu twego ojca i porozmawiać sobie z Cassio - choć głos miał spokojny, aż zbyt spokojny, ale treść jaka przekazał - wcale na takie miano nie zasługiwała. Był wściekły, ale tak własnie objawiała się jego emocja. Im większa adrenalina, tym - racjonalnie działał, albo przynajmniej próbował.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kuchnia   21.11.15 11:49

Wzięła głęboki wdech. Nie chciała go w żaden sposób zdenerwować czy choćby nawet zirytować, ale wiedziała jednak, że taki ogrom informacji może wzbudzić w człowieku cały natłok emocji. Wysłuchała go do końca, nie chcąc wchodzić mu w słowa, bo wiedziała, że przerywanie mogło doprowadzić człowieka do szału. Patrzyła na niego, kiedy tak wstał gwałtownie i wyciągnął paczkę papierosów. Odmówiła, kręcąc głową. Nie paliła.
- To już nieważne, Sam. Wróciłam, a... ojciec nie żyje, ale to nie ja go zabiłam, przysięgam! Nie wiem, kto to zrobił - przełknęła głośno ślinę. - Ostatniego dnia mojej niewoli teleportował się do chaty, w której mnie przetrzymywał i... leżał martwy na trawie. Puściły wszystkie zaklęcia, które chroniły to miejsce. Mogłam się teleportować, ale nie miałam już na to siły. A Cassio... sam widzisz, jak to wygląda. Ale nie rób jej nic. Nie jest tego warta.
Podniosła na niego wzrok, kiedy objął dłońmi jej policzki. Dobrze było spojrzeć mu w oczy, przypomnieć sobie czasy, gdy porozumiewali się w czasie akcji aurorskich tylko za pomocą spojrzenia. Nadal był honorowym człowiekiem, pełnym odwagi i poświęcenia dla innych.
- Sam, uspokój się - uśmiechnęła się do niego ciepło. Ona już się uspokoiła! - Usiądź obok mnie, opowiedz mi, co się z tobą działo przez te trzy lata, kiedy nie mieliśmy kontaktu.
Garrett mówił o znajdywaniu sojuszników, o ludziach godnych zaufania, takich, na których można polegać. Sam posiadał wszystkie z wymienionych cech, więc może... może warto było spróbować? Zakon potrzebował takich ludzi.
Kwestia jej tchórzostwa była dość... niepewna. Ona sama uważała się za tchórza z prawdziwego zdarzenia, inni już jej za niego nie uważali. Coś w tym chyba było. Może ucieczka od Cassio nie była aktem strachu, tylko racjonalnego myślenia? A co, jeśli zostałaby na miejscu, a jej starsza siostra wyciągnęłaby ciężką artylerię w postaci silnych zaklęć, które po ugodzeniu byłyby bolesne w skutkach?


Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
27
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
30
20
1
0
0
1
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   21.11.15 21:05

Samuel łatwo się zapalał w obliczu sytuacji i wydarzeń, które dotyczyły - osób mu bliskich. Dorea do takich należała i przez jego mózg przetaczał się cały tabun niezrozumienia, że w ogóle, to co aurorka mówiła - mogło być prawdą.
rzeczywiście musiał ochłonąć, bo w pierwszej chwili - miał ochotę wyrwać okno, skoczyć na ulice i pognać gromić wszystko co przed sobą spotka... Oczywiście takie myśli nie miały nic wspólnego z racjonalnością, które bardzo szybko naprowadziły go na słuszna koncepcje - zapalenia - jako jedyną, prawidłowa reakcją. Przynajmniej lepsza niż porywanie się jak baran do bitki, choć - i to mu się czasem zdarzało.
- Chwała..Merlinowi, że tak jest - odezwał się, gdy gniewna fala ustępowała - Słonko...czy powiadamiałaś o tym biuro? Czy Szef wie? Jeśli tylko potrzebujesz wsparcia, pójdę za Tobą, albo za ciebie - uśmiechnął się wypuszczając biała mgiełkę dymu, do tej pory przetrzymywaną w płucach. Wyraz zgasł, gdy wspomniała o siostrze. Cokolwiek się dział i tak miał zamiar z nią porozmawiać, a co ze spotkania wyjdzie - to się okaże w przyszłości. Zacisnął jedna pięści, sprawiając, że papieros, który w zastraszającym tempie - się kurczył, został zmięty, przygasając. Samuel złapał go w zęby, próbując na nowo wzniecić żar.
Na prośbę aurorki, usiadł, rezygnując z dopalania peta.
- Pracowałem Skarbie, chyba wokół tego kręci się moje życie - choć Samuel, którego pamiętała Dorea, był...dużo bardziej zapalczywy w działaniu, brawurowo pchając się w kłopoty, to teraz...przynajmniej nabrał w prawy, w słusznym wtarabanianiu się w nieprzewidywalne działania. Po głowie chodziła mu wciąż - śmierć Wooda, ale o tym już nie wspominał. Dochodzenie, które zmarły auror prowadził - miał zamiar doprowadzić do końca - czasami nadepnąłem komuś na odcisk, zebrałem kilku nowych wrogów, kilku starych się przypomniało. Ot - sama rozrywka - poruszył głową, odchylając ją do tyłu. Usłyszał przyjemny trzask, gdy kręgi na karku nastawiły się - ...ale nie będziemy mówić o mnie. Powinnaś odpocząć, a na pewno odprowadzę cie do Charlusa. Nie wyjdziesz stąd bez mojej osoby, zrozumiano? - pomachał jej palcem przed nosem, jakby chciał przypomnieć, że ciężko się z nim wykłócać, jeśli coś sobie postanowił. Albo ubzdurał. I tak stawiał na swoje.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kuchnia   24.11.15 14:26

Dym z magicznych papierosów nieprzyjemnie zagłębiał się w nozdrzach, łaskocząc również i kąciki oczu. Mimo, że ogólne wrażenie przeszkadzało jej umysłowi, to zapach jakby... łagodził jej skołatane nerwy.
- Wysłałam już list do Rogersa, powiadomiłam go o tym, co się stało... czekam tylko na list zwrotny z odpowiedzią i terminem spotkania. Chcę wrócić do zawodu, chociaż nie ukrywam, że na pewno sporo czasu mi to zajmie.
Wzięła głęboki wdech, mimowolnie połykając również papierosowy dym, który w niewidzialny sposób zaległ się już w kuchni. Był kolejnym świadkiem tej rozmowy, którą Dorea niebawem chciała rozwinąć w innym kierunku.
Wysłuchała go dokładnie, analizując wszystkie jego słowa. Gdy wspomniał "samej rozrywce" w postaci przypominaniu o sobie starym wrogom i poznawaniu nowych, pomyślała, że to idealnie go opisywało. A raczej nie tylko jego, tylko całą ich trójkę, kiedy jeszcze pracowali w Biurze. Mieli jakiś wyjątkowy talent do wpadania w dodatkowe kłopoty w czasie dokładnie zaplanowanych akcji, ale wychodzili z nich obronną ręką.
- Nie, nie, Sam. Porozmawiajmy właśnie o tobie... i o rzeczach, które cię dotyczą - spojrzała na niego z ciepłym, łagodnym uśmiechem na ustach, po czym objęła jego dłoń swoją, jakby chciała przekazać mu w ten sposób swoje wsparcie. - Wiem, że kiedy jeszcze tworzyliśmy nasze "święte trio" - kąciki jej ust uniosły się jeszcze minimalnie ku górze. - każde z nas dążyło do jednego: do wypełnienia powierzonego mu zadania, do załatwienia tych złych, by znów nastało dobro, prawda? Nie tęsknisz za takim stanem rzeczy? Nie przeszkadza ci to, co dzieje się teraz na ulicach miasta, o które niegdyś próbowaliśmy w trójkę walczyć? Czasami wydaje nam się, że nie jesteśmy na tyle silni, by zrobić coś, co mogłoby nadać inny kształt temu miejscu. To prawda, będąc jednostkami nie jesteśmy w stanie zrobić nic... za odważne idee prędzej zostalibyśmy stratowani przez tłum rozwścieczonych czarodziejów, niż dalibyśmy radę przemówić im do rozumu.
To wszystko, o czym mówiła, wydawało się na pewno totalnie abstrakcyjne i niepewne, ale... dążyła do tego, by wydobyć z Samuela jakieś głęboko skrywane wątpliwości albo wręcz odwrotnie - wartości pewne, tylko ukrywane w strachu przed innymi.
- Nie myślisz podobnie? Nie sądzisz, że jesteśmy w stanie naprawić to, co wydaje się zepsute, Sam? - wciąż patrzyła na niego ze spokojem, tak różnym od tej paniki, która towarzyszyła ich spotkaniu, tam, w londyńskiej alejce.


Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
27
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
30
20
1
0
0
1
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   26.11.15 19:20

Skończył palić szybciej niż zamierzał. Choć był u siebie, a Dorka - odmówiła mu towarzystwa w nałogu, wolał nie dusić jej zbyt długo w dymie. Zagasił w końcu pet o własnego buta i uchylił okno, by świeże powietrze wymiotło pozostałości tytoniowych oparów. Czuł się spokojniejszy? Aurorka nie protestowała, by raczył się dymem, więc nie doszukiwał się większych argumentów.
- Jesteś zbyt dobra w swoim fachu, żeby zajęło ci to tyle..ile zapewne myślisz, że co ci zajmie - w głosie można było usłyszeć znajomą dumę. W końcu, pamiętał ich współpracę, razem z Crispinem tworzyli bardzo skuteczną gromadkę i dałby się pociąć, za każdego z nich. A potem..potem coś się sypnęło. Niech to bahanki rozerwą...brakowało mu tego. Nie narzekał teraz na brak akcji, ani porządnych towarzyszy na misjach, jednak tak pani Potter jak i Russell, stanowili świetnie dograną kompozycję aurorską. A takich się nie zapomina.
- O mnie? Czemu? - czarne brwi zafalowały, wykrzywił nieco usta, które ułożyły się w nierozumiejące "o". Czemu odnaleziona przyjaciółka, tak nagle zmieniła temat? Dziś był chyba dzień wielkich wieści...- Skarbie, zgadzam się z tym co mówisz, ale wciąż nie pojmuję do czego zmierzasz. pamiętasz? facetom trzeba mówić konkrety. Lubię kopać tyłki tym złym - jego głos zgrzytnął, jakby natrafił na kamień w konsumowanym własnie posiłku - i rzeczywiście...warto mieć wsparcie, ale o tym wie każdy auror - badał, czy trafił na tor, którym chciała go poprowadzić kobieta - no chyba, że ktoś się pisze na samobójcza misję - dodał jeszcze, posyłając jej uśmiech, może nieco czarny, jak na jego standardowy humor.
- Zależy, jak bardzo to jest zepsute Doreo - gdy się odezwał, głos miał poważniejszy. Utkwił ciemniejące źrenice w tych należących do kobiety - powiedz mi, do czego zmierzasz? W końcu, także poglądy połączyły nas w pracy, więc znasz..jakie mam podejście. Narwany, ale skuteczny - uniósł kącik ust, prowadzony w pewien sposób spokojem, który z niej emanował. Kobiety, to jednak niesamowite stworzenia, potrafiąc przenieść swoje ciepło, na nic nie spodziewające się serce mężczyzny. Wciąż nie zgadł, cóż takiego chciała mu przekazać, ale zapewne...pójdzie za nią w ciemno.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kuchnia   27.11.15 16:56

Aż cieplej się robi na sercu, gdy słyszysz takie słowa. Wtedy jesteś pewna, że istnieją na tym świecie ludzie, którzy chcą ci pomóc, podnieść cię na duchu po tym, co przeżyłaś. A nie było to łatwe, dlatego ceniła sobie każde dobre słowo, każde otulenie jej ciała ramieniem, każdy uśmiech.
- Właśnie, Sam, masz absolutną rację. Takie poglądy połączyły nas w pracy - odpowiedziała z uśmiechem na ustach. - Owinęłam trochę w bawełnę, bo chciałam poznać twój stosunek do tych0 spraw, które jeszcze całkiem niedawno były filarami naszego życia.
Wzięła głęboki wdech. Jak to wszystko przedstawić, by miało odpowiedni kształt, a chronologia wydarzeń była zachowana? Już wiedziała, jakie problemy z przekazaniem im wszystkiego musiał mieć Garry.
- Dobrze, zacznę od początku - odchrząknęła cicho. - Na stypie, po pogrzebie Slughorna, przed Garry'm i Luno Skeeterem pojawił się duch Dumbledore'a. Opowiadał im o organizacji, Zakonie Feniksa, którą założył, by walczyć ze złem, jakie szerzy... Grindelwald. To on zabił Slughorna, tak nawiasem mówiąc. Garry powiedział, że szuka sojuszników, którzy pójdą za nim, gdy na świecie będzie się działo coraz gorzej. To jest czas, kiedy trzeba działać, kiedy jednostki zaczynają gromadzić się w jednym, wspólnym celu i atakować, nie same, lecz z tymi, których myśli biegną w tym samym kierunku, co ich. Pomyślałam, że byłbyś świetny w roli takiego sojusznika. Sam, nie znam bardziej honorowego i dumnego ze swojego stanowiska aurora.
Przełknęła ślinę. Nie wiedziała, czy to, co mu powiedziała, było zrozumiałe. Garry przekazał im to w o wiele bardziej przystępnej formie. Przynajmniej takie miała wrażenie.
- Stań razem ze mną, Charlusem i Garry'm w szeregach Zakonu. Pomóż nam chociaż odrobinę naprawić to, co inni ludzie zdołali zniszczyć. - uśmiechnęła się do niego ciepło.
Proszę, zgódź się, nie odtrącaj tego, co ci proponuję, bo to dla mnie zbyt ważne, poprosiła go w myślach, nie pozwalając, by te słowa poznały smak powietrza wędrującego w jego mieszkanku, przesiąkniętego delikatnie gryzącym zapachem dymu nikotynowego.


Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
27
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
30
20
1
0
0
1
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   27.11.15 18:33

Zdecydowanie chodziło o coś większego. Spoglądając w czekoladowe źrenice, w których kryło się jakieś wyczekiwanie. Zniknął z jej delikatnych rysów cień strachu, który tak wyraźnie malował się, gdy na niego wpadła. Wydawała się wtedy zagubioną sarną, tak łatwą do skrzywdzenia, a teraz...? Teraz falą, wlewała w Samuela ciepło i niepojętą siłę, którą przekazywały i słowa.
- Nadal Dorka, nie zmieniłem się, aż tak bardzo, a ciebie...choć tyle czasu nie widziałem, stawiałbym swoją różdżkę, że nie dałaś wmówić nikomu, że jest inaczej, niż myślałaś kiedyś - pozwolił jednak mówić jej dalej, czuł niemal podskórnie, że to, co mu przekazywała, wiązało się - bardzo pokrętnie, z tymi drobnymi, wplatanymi we wcześniejsze słowa - pytania. Większy cel? jasne, wskażcie Samuelowi tylko, gdzie się znajdował...
A potem..miał ochotę zapalić jeszcze raz. Oczywiście, że słyszał o całej stypie, o śmierci Slughorna...ale, jak zwykle, był wtedy w zupełnie innym miejscu. Jak widać, omijała go cała "zabawa". I Garret?...Grindelwald..Dumbledore...wszystkie nazwiska przebijały się przez jego mózg, w końcu, wciskając odpowiednie klawisze w mózgu. Układanka, zaczynała nabierać większego sensu.
- Zakon Feniksa...ciekawa nazwa - powtórzył na głos, starając się wciąż zgarnąć myśli w logiczną całość. W końcu - i wierzył w to o czym mówiła Dorea, ale nigdy...nie podejrzewał, że powstanie coś większego. Samuel cały czas walczył, może głupio, może zbyt zapalczywie, upatrując w sobie zbrojne narzędzie, do zwalczania zła. Do tej pory uznając, że to aurorzy pełnią rolę, o której mówiła Potter. Nie odzywał się dłuższą chwilę, próbując znaleźć odpowiednie słowa, ale nieświadomy uśmiech drgał na wargach, jakby zapowiedź jego odpowiedzi. I nie zapalił!
- Tylko się powtórzę, ale...wiesz, że zawsze mogłaś na mnie liczyć i mam nadzieję, że moja różdżka, czy zapał i siła, będzie zawsze do waszej dyspozycji - urwał, by wypatrzyć źrenice dziewczyny - ech, za dużo w moich słowach patosu, więc powiem inaczej. Jeśli będę miał szansę przekopać kilka tyłków, takim psującym paskudom, to jestem za, zawsze i wszędzie - i teraz uśmiech w pełni zagościł na jego ustach. Może bawił się w rycerza, ale miał to gdzieś. Wierzył w to co mówił i nie miał zamiaru pozwolić, by cokolwiek zmieniło jego decyzję.
- ...ale Garret, to akurat mógł mi o tym powiedzieć - wykrzywił usta, choć nie zgubił wesołego tonu - wie, że będę brał w tym udział? czy robisz mu niespodziankę? - niezależnie od odpowiedzi, jak mógł się nie zgodzić? Zapomniał nawet, że przed momentem jeszcze, walczył z chęcią wciągnięcia kolejnej porcji dymu. Teraz czuł, jakby ciężar i gniew na to co się działo tak często, w końcu znajdzie ujście. I liczył się z niebezpieczeństwem, ale to - było dodatkowym argumentem, potwierdzającym jego - nieodwołalną decyzję.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kuchnia   27.11.15 19:09

Nawet nie miał pojęcia, jak podnosił ją na duchu. Powoli czuła tę zalewającą ją ulgę, kiełkującą w sercu odwagę, której będzie bardzo potrzebowała, gdy nadejdzie czas konfrontacji ze złem, o którym opowiadał Garrett.
- Dziękuję, Sam, że tak we mnie wierzysz. Jeśli mam być szczera, to oczekiwałam zupełnie innego rezultatu po swoim powrocie. Nie sądziłam, że ludzie będą we mnie tak wierzyć. - nieco mocniej zacisnęła palce na jego dłoni, by dać mu do zrozumienia, że jego słowa naprawdę wiele dla niej znaczyły.
Ulżyło jej. Naprawdę. Wręcz poczuła to zielone światełko, które zaświeciło jej jasną nadzieją. Zdobyli nowego sojusznika. Każda różdżką się przyda z tym, z czym przyjdzie im walczyć. Każda głowa, każda dłoń.
Uścisnęła go mocno, zaciskając przy tym powieki i wypuszczając z ust powietrze.
- Jak dobrze, Sam, jak dobrze... nie masz pojęcia, jak wiele to dla mnie znaczy. Ba, nie tylko dla mnie! - odsunęła się od niego, by spojrzeć mu w oczy z jakąś wielką dumą. - Skontaktuję się z tobą, jak tylko będę wiedziała coś więcej... albo Garry to zrobi. On na razie o niczym nie wie, ale muszę mu powiedzieć. W końcu to on jest szefem tego projektu.
Puściła jego dłoń, bo wydawało jej się, że zbyt długo ją trzymała w zamknięciu. Chciała mu jednak przekazać całe swojego wsparcie - fizyczne i to mentalne.
- Twoja groźba związana z odprowadzeniem mnie do domu jest aktualna? Może zdołam opowiedzieć ci po drodze jakieś szczegóły.
Wstała od stołu, a gdy zrobił to i on, wyszli razem kierując swoje kroki do Doliny Godryka.

| zt x2


Powrót do góry Go down
Cressida Morgan
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1571-cressida-morgan http://www.morsmordre.net/t1583-kocie-listy http://www.morsmordre.net/t1582-wlazl-kotek-na-plotek http://www.morsmordre.net/t1713-cressida-morgan
złodziejka, nokturnowa handlarka, kot przybłęda, niedoszły auror
23
Czysta
Panna
she walked with d a r k n e s s dripping off her shoulders;
i’ve seen ghosts brighter than her s o u l.
10
1
0
0
5
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   01.12.15 18:16

| kontynuacja wątku stąd

Jedną z niepodważalnych zalet przebywania pod postacią niepozornego, czarnego kota, był fakt, że nikt nie zwracał na nią uwagi. Jasna skóra, niewinne rysy twarzy i drobna postura nie były na Nokturnie cechami pożądanymi i rzucały się w oczy nawet pomimo zbyt dużych ubrań, czy nasuniętego na twarz kaptura. Dlatego przemieszczała się w ten sposób rzadko; jako przemykający, kryjący się w cieniach budynków zwierzak, czuła się bezpieczniej, prawie jakby była niewidzialna. Była pewna, że animagiczna forma gwarantowała jej ochronę przed zaczepkami; nie przewidziała, że tą dzielnicą mogą przemieszczać się osoby, w których na widok przemokniętego i zmarzniętego kociaka, poruszy się serce.
Zapomniała, że na świecie wciąż kryło się dobro.
Poruszała się niespokojnie, od czasu do czasu wyglądając zza materiału kurtki i zastanawiając się, jak wielkim zbiegiem okoliczności musiało być wpadnięcie akurat na Samuela. Mężczyznę, którego poznała zaledwie trzy dni wcześniej, na spotkaniu inicjującym działalność tajnej grupy, zrzeszającej chyba najdziwniejszą mieszankę osobowości, jaką kiedykolwiek widziała. Szanse na to, co właśnie się działo, wydawały się tak nikłe, że zapewne by ją to rozbawiło, gdyby nie rozprzestrzeniająca się w jej układzie nerwowym panika, rosnąca z każdym kolejnym krokiem, jaki stawiał auror. Być może to ona wariowała, tracąc kontakt z rzeczywistością i wyobrażając sobie rzeczy, które tak naprawdę nie miały nigdy miejsca?
Drgnęła odruchowo, gdy mężczyzna skręcił nagle, kierując się w stronę mieszkalnej kamienicy. Gdyby koty potrafiły przeklinać, zapewne sypałaby już wulgaryzmami na prawo i lewo; tymczasem mogła tylko rozglądać się uważnie, nadal w poszukiwaniu ewentualnej drogi ucieczki, ale gdy znaleźli się wewnątrz budynku, możliwe opcje zmalały niemal do zera. Przez myśl przemknęło jej ujawnienie się, ale… to była karta, której nie chciała jeszcze używać. Nie znała go, a fakt, że byli obecnie zjednoczeni w jakimś bliżej nieokreślonym, wspólnym celu i fantomowo związani tajemnicą zakonu feniksa, nie wystarczał bynajmniej na kupienie jej zaufania. Nie rozdawała go łatwo, nie odkąd przejechała się na swojej naiwnej wręcz ufności, nie raz, a wielokrotnie. Być może Nokturn skrzywił ją na dobre, a może wprost przeciwnie – może po prostu nauczył ją przetrwania.
Wylądowała na drewnianej podłodze miękko, otrzepując się instynktownie i czujnie obracając łebkiem na boki. W pierwszej chwili zarejestrowała okno, niestety – zamknięte; jej uwagę zwróciły też drzwi do sąsiedniego pomieszczenia, ale wątpiła, by przemieszczanie się po mieszkaniu miało większy sens, bo chociaż widziała budynek z zewnątrz jedynie przez moment, to nie zauważyła nawet śladu ewentualnych schodów przeciwpożarowych. W końcu obróciła się z powrotem do kucającego Samuela, przypatrując mu się z jakimś niemym wyrzutem w kocich oczach; żałowała, że nie potrafiła porozumieć się z nim w żaden inny sposób.
Kiedy na chwilę zniknął z jej pola widzenia, rozejrzała się uważniej, nie potrafiąc powstrzymać jakiegoś dziwnego uczucia, które podpowiadało jej, że postępowała nieuczciwie. Chociaż kuchnia wyglądała, jakby nikt nigdy nic w niej nie ugotował, miała nieprzyjemne wrażenie naruszania cudzego terytorium i fakt, że nie pojawiła się tam z własnej woli, wcale owego wrażenia nie łagodził. Stała się mimowolnym szpiegiem, obserwując życie osoby, której prywatność odruchowo szanowała, i która…
Och.
Zatrzymała się w pół kroku, kiedy zza ściany znów wyłoniła się sylwetka Samuela. Pozbawiona koszuli.
Całe szczęście, że koty nie potrafiły się rumienić.




I pray you, do not fall in love with me,
for I am f a l s e r than vows made in wine.
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
27
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
30
20
1
0
0
1
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   03.12.15 0:41

Samuel przyzwyczaił się, że w mieszkaniu - czuł się swobodnie. Mógł bezczelnie palić, leżąc na kanapie, pić kawę w łóżku, słuchać muzyki, jaka mu się podobała i absolutnie odetchnąć od jakichkolwiek obowiązkowych relacyjnych zasad. Mógł być Samuelem - bez oceny i plakietki, jaką na co dzień każdy mu przyklejał, niezależnie od tego, czy robiono to świadomie, czy nie. Sam zapewne często poddawał się takim niechlubnym refleksjom. Chyba.
Chodził więc boso, bez koszuli, bez masek, które mimowolnie - i on na siebie naciskał. Może i to był kolejny powód, dla którego - jeśli spotykał się z kobietami, nigdy nie zapraszał ich do siebie, traktując  swoje mieszkanie, jak azyl, w którym..nawet nie bywał tak często. Chodziło raczej o namiastkę wolności, którą otrzymywał zawsze wtedy, gdy wybierał samotność.
Animagia nie była dla aurora obcym tematem, ale nie wpadł na to, że rzeczywistość mogłaby płatać tak zabawnego? figla, by w uratowanym kociaku rozpoznać ukrytego czarodzieja, a właściwie..czarownicę. I to, taką, na którą zdążył już zwrócić uwagę podczas niedawnego spotkania Zakonników Feniksa. Czy już wtedy, przelotnie wydała mu się wykazywać typowo kocią tajemnicą? Była to jednak tak ulotna myśl, że nie przykładał do tego większej wagi, a uwagę skupiały nieco inne wydarzenia.
Zatrzymał się w drzwiach do kuchni, dostrzegając siedzącą nieruchomo istotkę. Posłał jej szczery uśmiech dostrzegając, jak wpatruje się w jego osobę i..absolutnie nie pojmując rzeczywistego powodu, dla którego to robiła. Jednak, szkoda, że koty nie potrafiły się rumienić.
Postąpił kilka kroków, by - tak jak na samym początku, przyklęknąć przed czarną, futrzastą i w dodatku mokrą kulką. Nachylił się wyciągając dłoń i - jeśli na to pozwoliła, przejechać palcami po wilgotnym łebku i podrapać za uszami. Jedno o nierównych brzegach, zwróciło jego większą uwagę. Musną opuszkami dawno zagojone, ale poszarpane futerko. Ciekawe co za walkę prowadziła?
- Nie wiem czy wiesz, ale nawet tobie zaraz zrobi się zimno - wyciągnął wolną rękę, by tym razem przyciągnąć stworzenie do siebie. Samuel przysiadł na podłodze, a animagiczne zwierzątko posadził na kolanach, by - prawdopodobnie wyrywająca się - przetrzeć ręcznikiem. Gdyby wiedział, co własnie robił...i jak wyglądał z kociej perspektywy, chyba musiałby - albo wpaść w konsternację, albo przynajmniej parsknąć śmiechem.
Podniósł się, wciąż przytrzymując pod ramieniem ową Ślicznotę, by najpierw położyć ręcznik na blacie stołu, a potem posadzić na nim miękko i samego kota - najpierw musimy wypić kawę..przynajmniej ja.. - odwrócił się plecami do swej towarzyszki, by przerzuciwszy kilka półek, znalazł w końcu cel - zapakowaną w proste pudełko - kawę, jedno z niewielu produktów, które nie miały prawa się u niego kończyć - piję bez mleka, więc będziesz miała do wyboru, albo to samo, albo wodę... - odwrócił się przez ramię sprawdzając, czy jego lokatorka wciąż pozostaje na miejscu - możesz zwiedzać, serio..większego zamieszania niż ja i tak nie zrobisz - mrugnął jej okiem, jakby rzeczywiście wierzył, że czarniutka istota go rozumie. Inaczej..czemu cały czas do niej mówił?
Oparł się w końcu o brzeg stołu, by złapać w dłonie przygotowany napój. Przez chwilę zawiesił ciemne źrenice na drobniutkiej sylwetce kotka. Poruszył się, kiedy przypomniał sobie, ze w końcu - miał się podzielić swoim napojem. Postawił niewysoką miskę na stół i przelał odrobinę - Próbuj. Jak to przeżyjesz, to i mój wynalazek w postaci jajecznicy ci posmakuje - wyszczerzył się, odsłaniając rząd białych zębów, czekając, czy Ślicznota skorzysta z jego oferty. Ramiona splótł przed sobą, stawiając kubek z kawą tuż obok siebie. Czy koty mogły urzekać?






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Cressida Morgan
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1571-cressida-morgan http://www.morsmordre.net/t1583-kocie-listy http://www.morsmordre.net/t1582-wlazl-kotek-na-plotek http://www.morsmordre.net/t1713-cressida-morgan
złodziejka, nokturnowa handlarka, kot przybłęda, niedoszły auror
23
Czysta
Panna
she walked with d a r k n e s s dripping off her shoulders;
i’ve seen ghosts brighter than her s o u l.
10
1
0
0
5
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   04.12.15 12:33

W przeszłości myślała, że przybranie animagicznej formy upraszczało wszystko; że odrzucenie ludzkiej powłoki oznaczało również odrzucenie ludzkich problemów, zbyt intensywnie biegnących myśli, irytujących skłonności do skrupulatnego analizowania każdego, najdrobniejszego nawet faktu. Liczyła na to z niegasnącą nadzieją, marząc o uwolnieniu się od demonów przeszłości, o stworzeniu sobie ewentualności ucieczki, nie tylko przed światem zewnętrznym, ale również przed samą sobą. Być może dlatego pierwsza pełna przemiana wiązała się z takim rozczarowaniem, bo chociaż patrzenie na otaczającą ją rzeczywistość z kociej perspektywy stanowiło pewną nowość, to wciąż widziała przecież dokładnie to samo, odczuwając identyczne emocje i potrzeby. Poruszanie się w animagicznej formie przypominało zakładanie przebrania, a zachowywanie się w sposób, który nie budziłby podejrzeń, nie przyszło wcale naturalnie - wymagało długich tygodni ćwiczeń i nieprzychylnych spojrzeń z ukosa.
Nawet teraz, po niemal dwóch latach, nie potrafiła postawić w swoim umyśle całkowicie szczelnej bariery, która pozwalałaby jej cieszyć się ze schronienia przed deszczem i tymczasowego dachu nad głową. Postać nachylającego się nad nią Samuela skutecznie odciągała jej uwagę od konieczności reagowania jak na kota przystało, a delikatne muśnięcie wybrakowanego ucha sprawiło, że na kilka sekund znieruchomiała, chociaż w jednym musiała przyznać mu rację – faktycznie było jej zimno, zmoknięte futro przykleiło się do cienkiej skóry, skutecznie zatrzymując ciepłe powietrze. Nie oznaczało to jednak, że była przygotowana na średnio przyjemną sesję wycierania ręcznikiem; nie była przyzwyczajona do bycia przenoszoną, przekładaną i podnoszoną wbrew własnej woli, więc tym razem już bez wyrzutów sumienia podjęła próbę ratunku, starając się wyrwać mężczyźnie z rąk, chyba przez przypadek za mocno przejeżdżając pazurami po jego przedramionach.
Bez skutku, chwilę później wylądowała już na stole, otrzepując się z typowo kocią irytacją. Skłamałaby, gdyby stwierdziła, że sytuacja nie zaczynała powoli jej bawić, choć nadal miała nadzieję, że nie zmusi jej do ujawnienia się. Prawdopodobnie powinna była mu ufać – w końcu na czym, jeżeli nie na wzajemnym zaufaniu opierało się uczestniczenie w zakonie feniksa – ale nie mogła pozbyć się wrażenia, że to wszystko działo się dla niej zbyt szybko.
Przyglądała mu się z zainteresowaniem, gdy robił kawę, której zapach już po paru minutach wypełnił szczelnie całą kuchnię, sprawiając, że po raz pierwszy pożałowała, że nie znajdowała się w ludzkiej formie. Szczególnie wyczulony węch również nie pomagał w skupieniu się na utrzymaniu pozorów, ale zdawała sobie sprawę, że kot pijący kawę, stanowiłby co najmniej interesującą osobliwość. Dlatego kiedy Samuel postawił na blacie miskę, by po chwili wypełnić ją ciemnym, parującym płynem, nachyliła się nad nią tylko na sekundę, zbliżając nos do czarnej powierzchni, a następnie prostując się, nawet jeśli przyszło jej to z pewnym trudem.
Podobnie jak próby nie zwracania specjalnej uwagi na jego słowa; co prawda nigdy nie była stuprocentowo pewna, czy zwyczajne koty rozumiały ludzką mowę, ale zakładała, że nie – odruchowo więc odwracała wzrok od mężczyzny, od czasu do czasu rozglądając się po mieszkaniu, jakby coś przyciągnęło jej spojrzenie. Odrzuciła też propozycję zwiedzania, bo nadal czuła mimowolny opór przed naruszaniem cudzej prywatności i miała wrażenie, że auror nie zachęcałby jej tak beztrosko do rozbijania się po jego pokojach, gdyby wiedział, kogo właśnie posadził na swoim stole. Póki co porzuciła jednak pomysł ucieczki przy pierwszej lepszej okazji, stwierdzając, że facet, którego śledziła, i tak zapewne zniknął już z jej radaru; ostatecznie mogła więc pozwolić sobie na przeczekanie ulewy i zregenerowanie sił.
Wciąż nie schodząc z rozłożonego na blacie ręcznika, zakręciła się w kółko, by w końcu się na nim położyć, zwijając się w schludny kłębek wąsów i kociej sierści.




I pray you, do not fall in love with me,
for I am f a l s e r than vows made in wine.
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
27
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
30
20
1
0
0
1
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   08.12.15 21:20

Nigdy nie zastanawiał się nad posiadaniem jakiegokolwiek zwierzaka. Jedyne, do których był przyzwyczajony - aetonaty wymagały zupełnie innej niż u mniejszych stworzeń opieki, czy postępowania. Jednocześnie wymagały od swych właścicieli zaangażowania, ale w zamian oferowały więcej nauki zachowania i samego siebie niż niejedna zatrudniona guwernatka. Czasami nachodziła go chęć, by na trochę pojechać do rodziców tylko po to, by przysiąść w jednym z boksów hodowanych wierzchowców i z lubością przypomnieć sobie dziecięctwo. Nie wspominając o jeździe, której ostatni raz zakosztował...kilka miesiącu wstecz. Czuł niemal namacalną tęsknotę i zgubiona radość, dostępną podczas jazdy. Porównywalna otrzymywał będąc na miotle, a jeszcze miesiąc temu - na motorze, który stał głucho w czarnej czeluści piwnicznego garażu. Na szczęście zapowiadało się, że niedługo choć tę przyjemność odzyska. A teraz...
W nieoczekiwany sposób, otrzymał maleńką część radości w chwili, gdy z ulicy porwał tak bezczelnie czarniutką istotkę. Może odrobinę zbyt entuzjastycznie podchodził do swego wyczynu, ale zalała go przyjemniejsza strona wspomnień, która dziś - pozwoliłaby mu bez problemu wyczarować Patronusa. Zalewał więc uratowaną znajdkę czystą, altrusityczną stroną swego charakteru. Nawet, gdy tak rozpaczliwie wyrywała się z jego objęć...a właściwie z ręcznika, którym próbował doprowadzić jej futerko do względnej suchości.
- Jaka z ciebie wojowniczka - powiedział niemal z dumą. Zatrzymał proces wycierania, gdy poczuł jak ostre pazurki, znaczą mu przedramiona, pozostawiając cienkie, naznaczone czerwienią pręgi. Tylko przelotnie spojrzał na powstałe rany, ledwie odczuwając ich obecność na skórze - stawiam, że któreś z moich znajomych stwierdzi, że zrobiła mi to kobieta...- spojrzał na posadzone już na stole stworzenie z wesołym, iskrzącym w oczach zawadiackim blaskiem - nikt mi nie uwierzy, że to ty - parsknął wesoło, odwracając się do przerwanej czynności. A kawa..sama przecież się nie zrobi?
Westchnął na widok reakcji Ślicznej, gdy poczęstował ją kawą. Nie znał się więc - nawet, gdyby wypiła zawartość aromatycznego płynu, nie zdziwiłby się. Skoro jednak pogardziła jego ofertą, beztrosko przelał całość do swego kubka i nawet nie zastanawiając się - z lubością upił kilka łyków - skoro nie lubisz kawy, to pozostaje ci pić jedyną pozostałą u mnie opcję -  wlał do naczynia czystej wody i oparł się o ścianę, przyglądając raz jeszcze na poczynania kota.
Nie powstrzymał uśmiechu, gdy czarna istotka ułożyła się z gracją baletnicy na nieco wilgotnym ręczniku. Dopił zawartość swego naczynia, by na chwilę zniknąć w salonie, by z szafy wyciągnąć swoją starą marynarkę, którą położył nieco zwiniętą obok ręcznika. Na siebie wciąż nie zakładał żadnej koszuli, nie odczuwając chłodu - to na wypadek, gdybyś jednak chciała coś bardziej suchego - nachylił się jeszcze nisko nad stołem, przez chwilę zahaczając brodą o koci łebek, by ostatecznie raz jeszcze przejechać palcami po czarnym futerku - szkoda, że nie widzi cię Garbrielle - szepnął cicho, ledwie poruszając ustami, ale dla stworzenia o tak wyczulonym słuchu, nie było problemu dosłyszeć jego słów. Podniósł się zaraz pozostawiając w źrenicach odległe wspomnienie - jeśli tylko ktoś by go widział.
Nie odwracając się już, zajął się swoim popisowym wyczynem - jajecznicą, która przygotował bez pośpiechu, dwa razy wrzucając żółtko do kubka z odrobiną kawy, zamiast patelni, którą obrzucił siarczystym komentarzem, ale w końcu - dokonał dzieła. Z dumą postawił przed kocia damą odrobinę przygotowanego posiłku - jeśli tego nie zjesz, to jestem skłonny się obrazić - Samuel przysiadł na krześle, stawiając przed sobą talerz z niemal standardową u niego kolacją, której dawno nie jadł w jakimkolwiek towarzystwie. Choć zapach drażnił nozdrza, wzbudzając coraz większy głód, uporczywie przyglądał się swojej nieoczekiwanej towarzyszce. Może było to wrażenie, ale czasem zdawało mu się, że wszystkie słowa, jakie w jej stronę posłał -  były odebrane..bardzo rozumnie. Tak, koty...to zdecydowanie fascynujące stworzenia.






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
 

Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» [P2] Kuchnia ze spiżarnią
» Kuchnia z jadalnią
» Kuchnia
» Kuchnia
» Kuchnia z jadalnią na parterze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Centrum :: Harley Street 5/3-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17