Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Recepcja

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Recepcja   10.03.12 22:29

First topic message reminder :

Recepcja

Po przeniknięciu przez oszkloną witrynę, każdy, kto wejdzie na teren szpitala, znajdzie się w niewielkim pomieszczeniu o idealnie białych ścianach, i podłodze wyłożonej srebrzystymi, połyskliwymi kafelkami. Kilka staroświeckich, drewnianych krzesełek stoi naprzeciwko wysokiej lady, za którą starsza kobieta, pielęgniarka Alice Bigsten, zapisuje kolejne skrawki pergaminów. To złotowłosa czarownica z czerwoną kurzajką piętrzącą się na dość zgrabnym nosie; rysy jej twarzy mogą świadczyć o tym, iż panna Bigsten za młodu mogła być całkiem ładną kobietą. Mówią, że za sprawą jakże potężnych gabarytów ma pod swoją kontrolą wszystkich pracowników Szpitala Świętego Munga, włączając w to wyżej od siebie postawionych i lepiej wykwalifikowanych uzdrowicieli. Znaczącym i oczywistym jest fakt, iż każdy, kto poszukuje pomocy, ukierunkowania, bądź wskazówki, winien przedstawić swój problem przy stole recepcji. Atmosferę rozweselają licznie kwiaty w donicach, poustawiane przy ścianach, jak i między krzesłami bądź na blacie biurka.
Recepcja w ostatnich czasach bywa zatłoczona, na rozklekotanych drewnianych krzesłach usadowiają się rzędy czarownic i czarodziejów. Uzdrowiciele w limonkowozielonych szatach przechadzają się wzdłuż nich, zadając pytania i zapisując uwagi w notatnikach.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
37
20
1
0
0
1
15
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Recepcja   08.01.17 16:59

Była blisko. A jej bliskość sięgała nieuchwytnych do tej pory myśli, daleko poza standardowy zasięg relacji. Do których był przyzwyczajony. Znał siebie wystarczająco, by móc określić, jaki typ kobiet najbardziej go pociągał. A Ulla niezaprzeczalnie, idealnie wpisywała się w ten wzór, tylko...no właśnie. Było jeszcze coś, czego nie umiał ani nawiązać, ani zakwalifikować do znajomych mu wrażeń. Możliwe, że dawno zgaszona (zduszona?) cząstka, którą uznawał za martwą, właśnie budziła się z dziwnej, magicznej śpiączki. A może tylko echo odbijało się, szarpiąc dawno nieużywane struny w sercu. Nie mógł wskazać i nie zastanawiał sie nad tym, skupiając całkowicie uwagę na smukłych dłoniach, które obejmowały go w pasie, o delikatnym oddechu, lądującym gdzieś w okolicach karku i cieple ciało, którego bliskość wzmagała narastające, elektryzujące napięcie.
Odpalił motocykl, a nagły, głośny warkot silnika stłumił jakiekolwiek inne głosy. Odwrócił lekko głowę w stronę siedzącej za nim kobiety, ale zanim przekrzyczał odgłosy pojazdu, zanim z gardła wydobył się choćby jeden wyraz, na kierownicy usiadła...sowa. Zmniejszył obroty silnika, minimalizując je do znacznego wyciszenia, ale nie gasił całkowicie. Stworzenie uporczywie wpatrywało się w jego twarz i Skamander doskonale wiedział, do kogo należała i kto był autorem wiadomości przytwierdzonej do sowiej nóżki.
Biuro aurorów bardzo szybko otrzymywało wieści i nawet nie powinien się dziwić, gdy notka, którą odczytał nakazywała mu stawienie się u Szefa. Drgnienie uśmiechu zamajaczyło na jego wargach, by zwitek wsunąć do kieszeni. Wyciągnął dłoń, ostrożnie głaszcząc czubek sowiej głowy. Nie musiał odpisywać. I nie przewidywał niczego innego, ponad stawienie się we właściwym miejscu. Tylko...zanim to zrobi, zanim zrobi cokolwiek, musiał dokończyć to co zaczął.
- To z Biura - skwitował cicho, wpatrując się za odlatującym zwierzęciem - ale niech Panienka nie myśli, że rezygnuję z czegokolwiek - tym bardziej z ciebie - odwrócił się mocniej i nim dziewczyna zdołała skierować twarz gdzieś indziej, Samuel musnął ustami karmin warg Ulli. Wiedział, że było to bezczelne i wiedział, ze nie uniknie kary...ale nie przejął się. Zanim panna Szlachcianka wyrwała się z objęć, ruszył motocykl, a huk silnika zniknął, gdy oddalali się spod Mungowej uliczki. A drobne dłonie kurczowo zaciskały się na jego piersi. Jazda motocyklem, czasem minimalizowała niektóre, relacyjne nieprzyjemności. Albo może - odciągała je w czasie.

zt






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane http://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn http://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane http://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 http://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem
I tak dalej aż do końca
10
10
0
15
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Recepcja   04.06.17 18:30

| 26.04

Wszystko wyglądało na to, że kończyła swoją pracę na dziś. Pokonała ostatnie stopnie schodów i znalazła się na parterze. Nie zaskoczyło ją to, że w poczekalni i w okolicy recepcji kłębili się czarodzieje oczekujący na przyjęcie lub wskazanie im sali, gdzie leżeli ich bliscy lub znajomi. Takie widoki należały do codzienności zarówno rano, jak i po południu. Może tylko po godzinach odwiedzin robiło się spokojniej. Bardziej naglące przypadki były od razu transportowane do sal i oddawane pod pieczę uzdrowicieli, zaś lżejsze musiały niekiedy poczekać na zajęcie się nimi. Przechodząc obok poczekalni, Josie mogła zauważyć między innymi czarodzieja, który wyglądał, jakby wylał na siebie eliksir rozdymający, bo jego dłonie urosły do rozmiarów pokryw od kubłów na śmieci, czy czarownicę której wyrosły na głowie jelenie rogi. Wokół oczekujących kręcili się stażyści, którzy zajmowali się tymi z nich, których wystarczyło w prosty sposób odczarować.
Josie, poprawiając pasek torby i zapinając wiosenny płaszczyk, kierowała się w stronę drzwi. Miała nadzieję, że już nie będzie dzisiaj do niczego potrzebna. Po pracy planowała wybrać się gdzieś z Iris, z którą przez obowiązki spędzała ostatnio stanowczo zbyt mało czasu i rzadziej niż dawniej miały okazję do wspólnych wyjść. Zastanawiała się intensywnie nad miejscem, którego odwiedzenie mogłaby zaproponować siostrze w ramach tego małego wspólnego wypadu, kiedy nagle ktoś wyrwał ją z zadumy.
- Panno Vane! – usłyszała nagle głos dobiegający zza lady recepcji. – Proszę tu na chwilę podejść!
Korpulentna recepcjonistka przywołała ją do siebie. Jak się okazało, chodziło tylko o jakiś formularz, który powinna podpisać, więc zrobiła to pospiesznie i oddała pergamin czarownicy, myślami znowu wracając do planowania wyjścia z Iris. Nie spodziewała się, że wtedy nieoczekiwanie wpadnie na nią postawny mężczyzna najwyraźniej spieszący do recepcji; nie było po nim widać widocznych schorzeń, więc zapewne był po prostu odwiedzającym. Niemniej jednak zawadził drobną, niewysoką Jocelyn ramieniem, przepychając ją na bok i sprawiając, że jej torba przekręciła się, a z jej wnętrza wypadło kilka drobiazgów, takich jak składane lusterko, grzebień czy niewielki szkicownik, który nosiła ze sobą gdy wychodziła z domu. Przedmioty upadły na podłogę, a Josie szybko pochyliła się, żeby je pozbierać. Nie zadała sobie trudu, by upomnieć spieszącego się i nie zwracającego uwagi na otoczenie mężczyznę. Chciała szybko się stąd zabrać i wrócić już do domu. Oby tylko Iris już tam była.





The good ti­mes of to­day are the
 sad thou­ghts
of to­mor­row.
Powrót do góry Go down
Evey Howell
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4730-cecylia-evey-howell http://www.morsmordre.net/t4800-poczta-evey http://www.morsmordre.net/t4799-agentka-howell http://www.morsmordre.net/t4805-cecylia-evey-howell
auror
30
Mugolska
Panna
Promise me you’ll always remember: You’re braver than you believe, and stronger than you seem, and smarter than you think.
14
14
0
0
4
0
0
3
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Recepcja   05.06.17 20:23

Westchnęła głośno, jednocześnie przewracając oczami. Coraz bardziej się niecierpliwiła, nie lubiła tracić czasu na niepotrzebne formalności, gdy mogła przeznaczyć go na coś o wiele bardziej pożytecznego. A jednak nie miała wyjścia i zmuszona była już od dwudziestu minut oczekiwać na wydanie odpowiednich papierów, które będzie mogła położyć na biurku szefa i z zadowoleniem wrócić do ukochanej pracy. Powroty do dawnych zajęć okazały się o wiele trudniejsze przez ciąg dziwnych wymogów, które zaczęto przed nią stawiać. Przymusowa wizyta u lekarza była jedną z nich i w tym momencie kobieta czekała na wyniki z badań, którym się poddała w zeszłym tygodniu. Niestety najwyraźniej recepcjonistka miała pewną trudność z odnalezieniem ich, a niekończąca się kolejka i coraz to nowi "ciężko cierpiący" ludzie nie ułatwiali jej tego. Evey łatwo było myśleć, iż to nie wina kobiety, lecz o wiele trudniej było powstrzymać zniecierpliwienie i stopniowo pojawiającą się irytację. Po raz kolejny zerknęła na zegarek spoczywający na jej nadgarstku, by na chwilę zatrzymać na nim wzrok. Był prezentem od jej rodziców z okazji ukończenia kursu aurorskiego i jednym z tych przedmiotów, z którymi nie potrafiła się rozstać. Przypominał jej nie tylko rodzicieli, ale i trud jaki włożyła w zdobycie upragnionego zawodu i o tym, że wystarczy jedynie silna wola, by spełnić swoje marzenia. Przez lata wyrzekała się przyjemności na rzecz ćwiczeń i nauki, oddaliła się od znajomych, by jednak zapewnić im w przyszłości bezpieczeństwo. I udało jej się, a ona była niemalże w pełni szczęśliwa. Jedyne czego brakowało to jednej osoby, która już nigdy nie wróci; która nigdy nie zmierzwi jej włosów i nie odpisze na jej listy. Evey poczuła, jak nagle cała złość znika, a miejsce wszystkich dotychczasowych emocji zastępuje jedynie smutek. Od zawsze żywiła ogromną miłość w stosunku do brata, a gdy ten umarł, zabrał ze sobą do grobu cząstkę jej samej. Przez długi czas zapominała o tragedii i wesoło biegła do domu z nadzieją, że zastanie tam znajomą sylwetkę lub usłyszy, jak pergamin uderza o podłogę, a znajoma sowa zahuczy. Gdy zaś docierało do niej, że nic takiego nie będzie miało miejsca, momentalnie powracała pustka. Czas jednak leczy rany i ona nauczyła się żyć z tym uczuciem. Nie potrafiła jednak porzucić żalu, który czasami się pojawiał. Nagle z zamyślenia wyrwał ją głos recepcjonistki. Z początku Howell myślała, że ta zwraca się do niej, dopiero po chwili jej słowa dotarły do niej w pełni. Jej wzrok padł na drobnej kobiecie. Jocelyn Vane... Kuzynka Jaydena, którą Evey w szczególności zapamiętała przez sprawę, którą prowadziła jej koleżanka z pracy. Howell znała jej sprawę, a raczej sprawę jej brata. Czytała kartoteki. Jakże ich losy wydawały się pod tym względem podobne...
- Pani papiery. Przepraszam, że tyle to trwało. - nagle usłyszała Evey. Odwróciła się w stronę recepcjonistki, która wyciągała w jej stronę dokumenty, po które przyszła. Z uśmiechem podziękowała i chwyciła papiery. W tym właśnie momencie usłyszała odgłos upadających przedmiotów. Niemalże od razu zaczęła szukać jego źródła, a jej wzrok ponownie padł na pannie Vane. Cecylia automatycznie ruszyła w jej stronę, po drodze chwytając po drodze szkicownik kobiety. Spojrzała na kartkę, dostrzegając szkic róży. Nie lubiła tych kwiatów, wydawały jej się być tak bardzo jednoznaczne, a jednak rysunek jej się spodobał.
- Masz ogromny talent Jocelyn - powiedziała nieświadomie wypowiadając jej imię. Wyciągnęła w jej kierunku rękę ze szkicownikiem.




I know my value.Anyone else's opinion doesn't really matter.
Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane http://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn http://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane http://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 http://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem
I tak dalej aż do końca
10
10
0
15
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Recepcja   06.06.17 1:00

Jocelyn początkowo nie zwróciła dużej uwagi na ciemnowłosą kobietę, jedną z wielu osób, jakie znajdowały się w tej chwili w okolicach recepcji. Jedynie pobieżnie przesunęła po niej spojrzeniem, a jej uwagę szybko przykuło wołanie recepcjonistki. Wciąż trwała pora odwiedzin, poza chorymi z mniej lub bardziej błahymi dolegliwościami pojawiali się tu też odwiedzający oraz rozmaici interesanci. Ludzi było sporo; z tego powodu Josie wolała wyższe piętra, gdzie mimo wszystko było spokojniej niż w okolicach recepcji i poczekalni, ale zawsze należało tędy przejść, przychodząc do pracy i z niej wychodząc. Podczas przeglądania i podpisywania formularza też nie rozglądała się na boki; złożyła staranny podpis i podała arkusz recepcjonistce. Takie formalności też były czymś normalnym, od czasu do czasu nawet stażyści byli zadręczani papierkową robotą. A na początku stażu to wręcz bardzo często odsyłano ich do kartotek, bo ktoś musiał wykonywać też mniej wdzięczne obowiązki. Wiadomo, że te spadały najczęściej na żółtodziobów, bo czas poważanych uzdrowicieli z długim stażem pracy był zbyt cenny, by trwonić go na takie drobiazgi. Zwłaszcza w czasach, kiedy rozmaitych przypadków wydawało się jakby więcej, a uzdrowicieli było na tyle mało, że często musieli leczyć pacjentów z innych oddziałów.
Takie sytuacje jak ta z potrąceniem przez spieszącego się mężczyznę też nie były rzadkością. Najwyraźniej Josie z racji drobnej budowy była łatwa do przeoczenia, bo nie pierwszy raz ktoś w ten sposób na nią wpadł. Kilka jej rzeczy upadło na podłogę; musiała szybko je podnieść, jeśli nie chciała, żeby zostały poniszczone przez czyjeś buty. Śpieszący się ludzie nie mieli w zwyczaju patrzeć pod nogi. Wtedy jednak, kiedy wpakowała do torby lusterko i zaczęła rozglądać się za szkicownikiem, który chwilę temu leżał metr od niej, a teraz go tam nie było, zobaczyła tę samą ciemnowłosą kobietę, którą wcześniej przelotnie widziała przy ladzie. Nieznajoma trzymała w dłoni jej szkicownik... I w dodatku zwróciła się do niej po imieniu! W pierwszej chwili ją to zaskoczyło, tym bardziej, że przypomniała sobie, że ten szkicownik nie był podpisany w środku jej pełnym imieniem, a jedynie inicjałami nakreślonymi na wewnętrznej stronie okładki: J.C. Vane.
- Mhm... Dziękuję – powiedziała; jej policzki nieznacznie pokraśniały, kiedy przyjmowała szkicownik z powrotem, ale mimowolnie zastanowiła się nad tą sytuacją, tym bardziej, że twarz kobiety wydawała jej się skądś znana, tylko nie potrafiła sobie przypomnieć, skąd dokładnie. – Skąd pani wiedziała, jak mam na imię? – zapytała po chwili. Może kobieta ją olśni w tym względzie i wyjaśni, kim jest i dlaczego postanowiła się do niej zwrócić, choć mogła po prostu oddać jej szkicownik i wrócić do własnych spraw. Josie była na tyle zaciekawiona, że na moment zapomniała o snutych w myślach planach spędzenia popołudnia z Iris, a tylko stała ze szkicownikiem w ręku i obserwowała nieznajomą z wyczekiwaniem.





The good ti­mes of to­day are the
 sad thou­ghts
of to­mor­row.
Powrót do góry Go down
Evey Howell
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4730-cecylia-evey-howell http://www.morsmordre.net/t4800-poczta-evey http://www.morsmordre.net/t4799-agentka-howell http://www.morsmordre.net/t4805-cecylia-evey-howell
auror
30
Mugolska
Panna
Promise me you’ll always remember: You’re braver than you believe, and stronger than you seem, and smarter than you think.
14
14
0
0
4
0
0
3
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Recepcja   10.06.17 19:19

Evey z początku nie zwróciła uwagi na fakt, iż nieświadomie wypowiedziała imię dziewczyny. Dopiero gdy ta zwróciła na to uwagę, zdała sobie z tego sprawę. Zamrugała szybko oczami zdając sobie sprawę z tego. Na chwilę zapadła cisza, podczas której kobieta chwilę zastanawiała się czy może sobie pozwolić na rozmowę z dziewczyną. Nic jednak nie stało na przeszkodzie, bowiem była ona kuzynką jej najlepszego przyjaciela, a ponadto to nie Howell prowadziła sprawę zaginięcia jej brata. Prawdopodobnie nigdy by nawet się o tym nie dowiedziała gdyby nie nazwisko "Vane", które przykuło jej uwagę. Na dodatek imiona kuzynostwa pisane niewyraźnym pismem wyglądały identycznie do tego stopnia, że szatynka musiała zerknąć w papiery. Czytając ich treść poczuła nieprzyjemne ukłucie w piersi - historia zaginięcia brata była jej dość bliska, toteż w jej sercu szybko pojawiło się współczucie względem dziewczyny. Życzyła jej, by członek rodziny jak najszybciej się odnalazł i od czasu odnalezienia papierów co jakiś czas zerkała czy rzeczywiście tak się stało. Jak na razie jednak rezultaty poszukiwań nie były pozytywne.
Nie była pewna jednak czy powinna wspominać o tej sprawie. Sama z pewnością czułaby się co najmniej niekomfortowo w podobnej sytuacji. Z drugiej strony byłaby zła, gdyby ktoś nie powiedziałby jej prawdy. A jak niejednokrotnie mówiła jej matka: "Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe".
- Cóż... to trochę niekomfortowa sytuacja, ale czytałam raporty ze sprawy zaginięcia pani brata. Pracuję w biurze aurorów. - powiedziała w końcu, na chwilę jedynie przerywając czując, jak dość postawny mężczyzna stara się przepchnąć obok niej, tym samym pchając ją w prawą stronę. Tym razem jednak kobieta postanowiła jedynie zgromić go wzrokiem, odprowadzając jego potężną sylwetkę aż do wyjścia. Po chwili przewróciła oczami i spojrzała na drobną Jocelyn. - Poza tym znam Jaydena, a wy jesteście kuzynami, o ile się nie mylę.
Evey cechowała dość dobra pamięć, lecz podobna wstawka wydawała się być na miejscu. Nie była przecież w sali przesłuchać, a zatem nie musiała strzelać pytaniami oraz stwierdzeniami, mającymi zapędzić podejrzanego w tak zwany "kozi róg". Czasami była jednak bezpośrednia, nieco zbyt jak na gust wielu jej znajomych. Zazwyczaj jednak jej to nie przeszkadzało. Sytuacja była jednak na tyle delikatna, iż postanowiła być nieco bardziej taktowna niż zazwyczaj.




I know my value.Anyone else's opinion doesn't really matter.
Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane http://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn http://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane http://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 http://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem
I tak dalej aż do końca
10
10
0
15
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Recepcja   11.06.17 13:23

Jocelyn nie znała wszystkich przyjaciół i znajomych swoich krewnych, więc nic dziwnego, że po prostu nie rozpoznała tej kobiety. Jayden był od niej sporo starszy, nigdy nie uczyli się w Hogwarcie w tym samym czasie, chociaż jej ostatnie lata nauki przypadły na początki pracy jej kuzyna w Hogwarcie. Nieco dziwaczna była ta świadomość, nawet jeśli na szóstym i siódmym roku nie chodziła na astronomię, woląc wybrać przedmioty potrzebne do tego, żeby dostać się na kurs uzdrowiciela i to na nich musiała się skupić, jeśli chciała dobrze zdać owutemy. Astronomia, choć z pewnością była wielką pasją jej kuzyna, nigdy nie wchodziła jej do głowy, i teraz najprawdopodobniej nie potrafiłaby nawet wskazać poprawnie żadnej konstelacji, nie mówiąc o narysowaniu mapy nieba, która nie wyglądałaby jak chaotyczny i nieoddający rzeczywistości zbiór punktów.
Nie znała także wszystkich znajomych swojego zaginionego brata. Same okoliczności jego nagłego zniknięcia przed prawie rokiem również były dla niej prawdziwą zagadką. Nie miała pojęcia, dlaczego Thomas zniknął i czy zrobił to z własnej woli, czy może z jakiegoś powodu nie mógł powrócić do domu. Także aurorzy się nad tym głowili; nie dalej jak tydzień temu Josie rozmawiała o tej sprawie z Elizabeth Fawley, która zadawała jej pytania na temat pewnego nowego wątku, który wyniknął w trakcie poszukiwań. Ale Josie nie łudziła się już, że aurorzy poświęcali tej sprawie dużo czasu, mieli w końcu mnóstwo innych, świeższych dochodzeń, a Tom zdecydowanie nie był ich priorytetem. Mimo to doceniła fakt, że Elizabeth spotkała się z nią wtedy.
Spojrzała na kobietę i poruszyła się niespokojnie, gdy ta wspomniała o sprawie Toma. W szaroniebieskich oczach młódki pojawił się błysk niepewności, ale po chwili, gdy kolejny rozpychający się mężczyzna przepchnął się między nimi, przesunęła się bardziej na bok, stając pod ścianą. Jej spojrzenie znowu odnalazło twarz aurorki i zaczęła się zastanawiać, jak wiele kobieta wiedziała o poszukiwaniach jej brata i dlaczego o tym wspomniała. Czyżby miało to jakiś konkretny cel?
- Och. W porządku. To znaczy... Czy wiadomo coś nowego w sprawie Toma? – zapytała, zwyczajnie ciekawa, czy kobieta coś wiedziała. Bo może tak było, skoro postanowiła ją zaczepić, a Josie naiwnie uczepiła się tej iskierki nadziei. Może Elizabeth udało się dotrzeć do kobiety podejrzewanej o znajomość z Thomasem, o której wspomniała jej podczas ich niedawnego spotkania?
- Zna pani Jaydena? – zdziwiła się jeszcze bardziej, gdy kobieta przyznała, że go znała. To tłumaczyło, czemu znała jej imię; może Jayden jej o niej opowiadał? – Tak, jest moim kuzynem. Ale nie mam zbyt dużego rozeznania w jego życiu towarzyskim, niemniej jednak... miło poznać. – Uśmiechnęła się blado, chociaż wciąż wyczekiwała na jakieś ewentualne wieści o Thomasie. Nawet jeśli ta kobieta nie prowadziła jego sprawy, mogła coś usłyszeć lub wyczytać w aktach.





The good ti­mes of to­day are the
 sad thou­ghts
of to­mor­row.
Powrót do góry Go down
Evey Howell
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4730-cecylia-evey-howell http://www.morsmordre.net/t4800-poczta-evey http://www.morsmordre.net/t4799-agentka-howell http://www.morsmordre.net/t4805-cecylia-evey-howell
auror
30
Mugolska
Panna
Promise me you’ll always remember: You’re braver than you believe, and stronger than you seem, and smarter than you think.
14
14
0
0
4
0
0
3
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Recepcja   19.06.17 21:36

Patrząc na twarz młodej kobiety, a i już wcześniej czytając akta jej brata, zastanawiała się czy powinna jej bardziej współczuć czy zazdrościć. Trudno było jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, lecz nie brało się ono znikąd. Wielu z pewnością mówiłoby że należy łączyć się z nią w bólu, bowiem to ogromna tragedia stracić członka rodziny. Dla Evey jednak nie było to tak oczywiste, ponieważ ona również kogoś straciła, lecz ona nie mogła mieć już żadnej nadziei na jego powrót. Nie było jej dane codziennie wyglądać za okno nerwowo zastanawiając się, czy ujrzy w nich znajomą, tak ukochaną dla niej twarz. Otrzymując listy nie mogła sprawdzać nerwowo nadawcy myśląc, że otrzymała wieści od brata. Nie. Miała niezbity dowód na to, że Daniel jest martwy i nigdy nie będzie dane mu wrócić do niej i przytulić jak dawniej, nazywając siostrzyczką. Sytuacja panny Vane zaś wyglądała inaczej - wciąż mogła wierzyć, że Thomas powróci cały i zdrowy. Czy jednak było to w jakiś sposób kojące? A może lepiej jest wiedzieć, iż brat jest martwy i tym samym pozbyć się dręczących myśli z głowy? Howell nie potrafiła jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, a i z pewnością nie chciała pytać o to kobiety.
- Nie jestem uprawniona do udzielania Ci podobnych informacji - odpowiedziała, uśmiechając się przepraszająco. - Jedynie osoba prowadząca sprawę brata może z tobą o tym rozmawiać, bowiem to ona najwięcej wie o całej sprawie. Ja opieram się jedynie na informacjach, które przeczytałam.
Rzeczywiście - wszystko co powiedziałaby, mogłoby być jedynie częściową prawdą bądź faktami nieco wyrwanymi z kontekstu. Czytanie o sprawie, a prowadzenie jej było czymś zupełnie innym.
- Czyżbyś nie miała kontaktu z aurorem prowadzącym dochodzenie w sprawie twojego brata? - spytała nagle. Nie sądziła, iż jest to prawda, lecz była możliwość iż osoba zajmująca się śledztwem postanowiła jak na razie nie kontaktować się z Jocelyn. Sama Evey nie zawsze to robiła, bowiem wolała przekazywać jedynie konkretne informacje. Nie miała czasu na opowiadanie o błahych ciekawostek, nie mających wiele wspólnego z istotą sprawy.
- Owszem. Miałam tą przyjemność poznać go już na pierwszym roku w Hogwarcie. - powiedziała z uśmiechem wspominając przeszłość. To był cudowny czas, lecz czy chciałaby do niego wrócić? Był on bowiem jeszcze przed śmiercią brata. Niełatwo było uporać się z jego stratą. Nie pragnęła przeżywać tego po raz drugi.




I know my value.Anyone else's opinion doesn't really matter.
Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane http://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn http://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane http://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 http://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem
I tak dalej aż do końca
10
10
0
15
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Recepcja   20.06.17 12:08

To bez wątpienia byłaby kwestia dyskusyjna. Jocelyn wciąż mogła mieć nadzieję na powrót swojego brata, ale w pewnych sytuacjach lepiej było po prostu wiedzieć. Łatwiej byłoby się pogodzić z sytuacją, gdyby było wiadomo, co się wydarzyło. Być może po zaledwie roku oczekiwania nie było jeszcze to tak odczuwalne, bo na pierwszy plan wciąż wysuwała się nadzieja, że Thomas pewnego dnia pojawi się w drzwiach domu cały i zdrowy. Ale jeśli miną kolejne lata, nadzieja może zblaknąć i ustąpić miejsca cichemu pragnieniu nawet najgorszej wiedzy, żeby móc w spokoju przeżyć żałobę i wrócić do codzienności. Tak przynajmniej zdawało się to wyglądać w historiach innych zaginięć; Josie po zniknięciu brata interesowała się tematyką, czytała o przeżyciach ludzi, którzy doświadczyli czegoś podobnego i zdawała sobie sprawę, że niepewność potrafi być równie niszcząca, a może nawet bardziej, jeśli była rozciągnięta na lata, a później i tak czasami okazywało się, że nadzieje zostały zdruzgotane.
- Och. Rozumiem – zgodziła się, gdy kobieta powiedziała, że nie może udzielać informacji na ten temat. Zdawała sobie sprawę, że nie prowadząc tego dochodzenia mogła nie mieć odpowiedniej wiedzy ani uprawnień, żeby o tym rozmawiać z rodziną zaginionego. Sama nie wiedziała, czemu właściwie o to zapytała. Może po prostu naiwnie łudziła się, że skoro kobieta sama poruszyła ten temat, to może wie coś, czego jeszcze nie wiedziała Jocelyn. – Więc nie było tematu. Aurorzy prowadzący sprawę czasami nawiązują kontakt... wtedy kiedy pojawiają się jakieś nowe informacje, które trzeba nam przekazać. – W ostatnich miesiącach kontaktowano się z rodziną Vane rzadko. Sprawa dawno straciła na znaczeniu, była traktowana marginalnie, aurorzy mieli mnóstwo nowych, pilniejszych dochodzeń, więc siłą rzeczy nie poświęcali wiele czasu Tomowi, tym bardziej, że najwyraźniej niewiele nowego było wiadomo. Jakiś czas temu Elizabeth nawiązała kontakt, by zapytać o pewien nowy wątek, ale jak na razie Josie nie wiedziała, czy do czegoś doprowadził, czy może okazał się kolejną ślepą uliczką, jak wcześniejsze poszlaki. Thomas wydawał się dosłownie zapaść pod ziemię. Coś musiało w tym być skoro nawet wyszkoleni aurorzy nie umieli go znaleźć, nie wspominając o innych służbach, które wcześniej zajmowały się sprawą. – Nie zazdroszczę aurorom tej roli. Przekazywania rodzinom ofiar lub zaginionych często nieprzyjemnych wieści. – Uzdrowiciele też czasami musieli to robić, ale nigdy nie było to przyjemne. A w ostatnich czasach pewnie musieli robić to regularnie. Nawet młodziutka Josie słyszała, że nie działo się najlepiej w minionych tygodniach.
- Czy na pierwszym roku był równie... ekscentryczny? – zapytała gdy temat mimochodem zszedł na Jaydena. Nie co dzień spotykała kogoś, kto znał jakiegoś członka jej rodziny, i to najwyraźniej znał go od bardzo dawna, podczas gdy sama Josie niestety nie miała sposobności poznać Jaydena za czasów szkolnych, bo sama miała zaledwie rok gdy wyjechał do Hogwartu. Gdy jednak poznała kuzyna już trochę później, dał się poznać jako ekscentryk zakręcony na punkcie swojej pasji i trochę żyjący w swoim własnym świecie.





The good ti­mes of to­day are the
 sad thou­ghts
of to­mor­row.
Powrót do góry Go down
Evey Howell
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4730-cecylia-evey-howell http://www.morsmordre.net/t4800-poczta-evey http://www.morsmordre.net/t4799-agentka-howell http://www.morsmordre.net/t4805-cecylia-evey-howell
auror
30
Mugolska
Panna
Promise me you’ll always remember: You’re braver than you believe, and stronger than you seem, and smarter than you think.
14
14
0
0
4
0
0
3
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Recepcja   10.07.17 23:04

- To, niestety, jest konieczność z którą musimy się zmierzyć - odpowiedziała na komentarz odnośnie przekazywania smutnych wieści. - Jest to z pewnością lepsze aniżeli dowiadywanie się z gazet czy kompletny brak wiedzy.
Evey kochała swoją pracę, akceptując wszelkie jej wady. Wiedziała, iż są one niemożliwe do uniknięcia. Jedną z nich z pewnością był przymus informowania również o złych wiadomościach, przykrych dla osób zainteresowanych. Zmuszeni byli mówić o śmierci bliskich bądź innych przykrych wypadkach, które je spotkały, obserwując później reakcje słuchaczy. A te często były w stanie poruszyć nawet najbardziej niezachwiane serca, które przecież musiały pozostawać niewzruszone. Wydawać się zimne i bezuczuciowe, bo gdyby aurorzy przyjmowali do siebie wszystkie tragedie, z pewnością ucierpiałoby na tym ich zdrowie psychiczne. Musieli mierzyć się z tym przykrym obowiązkiem, budując wokół siebie swego rodzaju mur broniący ich przed wszelkimi złymi doświadczeniami. Każdy miał swój własny sposób - Evey postanowiła mierzyć się z problemami w taki sposób, w jaki udało jej się pokonać ból po utracie brata. Pisywała do niego listy, które potem składała w specjalnym miejscu. Żaląc się do Daniela zdejmowała z siebie ciężar. Było jej lżej nawet ze świadomością, iż wszystko co napisała nigdy nie zostanie przeczytanie przez osobę inną niż ona sama. W takiej to formie znalazła też upust wszelkim innym emocjom czy myślom. Howell nigdy nie była skora do marudzenia, nie była też pewna ile jej problemów będzie w stanie udźwignąć Jayden. Przyjaciel wiele rzeczy też nie rozumiał, a ona nie zawsze miała możliwość dokładnego wytłumaczenia sytuacji przez fakt, że ten nie podziela jej zawodu. Do tej pory pamiętała jak niełatwo było podzielić się z nim jej odczuciami w stosunku do ważności kolejnych spraw. Sama chciałaby podjąć się wszystkiego, dając innym odczuć że ich sprawy są ważne tak jak inne. Nie była jednak w stanie tego zrobić, ponieważ jakość wykonywanych przez nią zadań na pewno by ucierpiała.
Z przyjemnością jednak odwróciła swoją uwagę od spraw zawodowych, przenosząc ją na osobę Jaydena.
- Mam wrażenie, że on prawie w ogóle się nie zmienił od tamtego czasu - odpowiedziała z uśmiechem. - Może nieco wydoroślał na twarzy? Ale nawet tego nie byłabym do końca pewna.
Howell mogłaby powiedzieć, iż zna Vane'a przez niemalże większą część swojego życia. Poznany już na pierwszym roku edukacji w Hogwarcie, nie ukrywał swojej inności. Wyróżniał się na tle innych uczniów, nie przejmując się tym. To ją przyciągnęło do niego, podobnie jak przyjemna aura, która go otaczała. Był miły, nigdy nie udawał, oddany swojej pasji... Gdyby Evey miała się zastanawiać potrafiłaby odnaleźć jeszcze wiele zalet Jaydena. Naturalnie nie był osobą bez wad, lecz to tylko dodawało mu osobowości. Był sobą i za to go ceniła.




I know my value.Anyone else's opinion doesn't really matter.
Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane http://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn http://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane http://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 http://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem
I tak dalej aż do końca
10
10
0
15
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Recepcja   11.07.17 14:30

Jocelyn skinęła głową. Czasami było to konieczne – przynoszenie złych wieści i druzgotanie nadziei rodzin oczekujących na odnalezienie się ich krewnych. Równie trudne było to w wykonaniu uzdrowicieli, którzy czasem musieli poinformować kogoś, że niestety nie udało się uratować członka jego rodziny, albo że czyjś czas był już policzony. Jej własna matka od lat żyła z wyrokiem, ze świadomością, że nie dożyje starości i w którymś momencie dręcząca ją choroba w końcu zwycięży. A Jocelyn i Iris dorastały z wiedzą, że tak właśnie będzie – że bez względu na starania ojca i uzdrowicieli, Thea pewnego dnia ich opuści. Przyjdzie taki dzień, kiedy znajdą ją zupełnie sztywną, pozbawioną życia. Ale wciąż istniał cień nadziei, że chociaż Tom pewnego dnia wróci. Musieli po prostu czekać, w nadziei, że aurorzy trafią na jego ślad lub to on sam znajdzie jakiś sposób, by do nich wrócić. Zdecydowanie nie chciałaby o jego losach dowiedzieć się z gazet; czułaby się strasznie, gdyby pewnego dnia na którejś ze stron ujrzała informację o znalezieniu jego ciała. A niestety gazety lubowały się we właśnie takich złych wieściach. Jeśli nie rozpisywały się o polityce (która i tak nieszczególnie ją interesowała), to stronice wypełniały wieści o tragediach i innych przykrościach. Dobre informacje nie były tak nośnym tematem.
- Racja. Lepiej wiedzieć cokolwiek niż nie wiedzieć niczego... Lub dowiedzieć się w zupełnie niewłaściwy sposób – rzekła. W pewnym sensie, mimo oczywistych różnic w ich zawodach, uzdrowicieli i aurorów jednak coś łączyło – stykanie się z tragediami, próby zapobiegania im, ale i konieczność mierzenia się z konsekwencjami czy przekazywania ponurych wieści.
Mimo to uśmiechnęła się blado, zadowolona, że miała okazję poznać tę kobietę.
- Możliwe. Na ten moment trudno mi stwierdzić, ale może za dziesięć lat też będę mogła podzielić się wnioskami z obserwowania upływu czasu u własnych znajomych – rzekła; na ten moment ona i jej rówieśnicy dopiero zaczynali dorosłe życie. Nie było wiadomo, jak to wszystko będzie wyglądać po takim czasie, ale dziesięć lat było wystarczającym okresem, żeby wiele rzeczy mogło się zmienić. Albo i nie, niektórzy ludzie wydawali się odporni na upływ czasu. Sama Josie na ten moment czuła, że w jej życiu wiele się zmieniło od czasu, kiedy była dzieckiem. Dziesięć lat temu z wypiekami na twarzy oczekiwała listu z Hogwartu i cieszyła się dzieciństwem. Dzisiaj próbowała odnaleźć się w dorosłości, oczekiwała na odnalezienie się brata... i na własną przyszłość. Pewnego dnia mógł nadejść ten moment, gdy matka podejmie w końcu decyzję o jej dalszym życiu, zmusi ją w końcu do wejścia w schemat odpowiedniego związku. To było obecnie największą ambicją Thei i jej głównym życiowym celem – zadbanie o przyszłość córek. Taką, jaką sama dla nich wybrała; inny scenariusz byłby dla niej bardzo trudny do zaakceptowania.
Niestety czas nieubłaganie mijał, a nie mogły wykraść go zbyt wiele na tę pogawędkę na zatłoczonym korytarzu wiodącym do recepcji.
- Chyba muszę się zbierać. Dziękuję za rozmowę... I kto wie, może jeszcze kiedyś gdzieś na siebie wpadniemy? – uśmiechnęła się. Całkiem możliwe, że jeszcze kiedyś gdzieś się spotkają. Może wtedy będzie więcej czasu na lepsze poznanie się; zatłoczony hol nie sprzyjał temu, co chwila ktoś je mijał i potrącał, a obie zapewne miały własne sprawy, którymi należało się zająć.

| zt.





The good ti­mes of to­day are the
 sad thou­ghts
of to­mor­row.
Powrót do góry Go down
Evey Howell
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4730-cecylia-evey-howell http://www.morsmordre.net/t4800-poczta-evey http://www.morsmordre.net/t4799-agentka-howell http://www.morsmordre.net/t4805-cecylia-evey-howell
auror
30
Mugolska
Panna
Promise me you’ll always remember: You’re braver than you believe, and stronger than you seem, and smarter than you think.
14
14
0
0
4
0
0
3
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Recepcja   11.07.17 20:26

Evey nie miała problemu z wejściem w dorosłość po ukończeniu szkoły, bowiem etap ten wydawała się zakończyć dużo wcześniej. Dla wielu kobieta niezwykle wydoroślała po rodzinnej tragedii, która z perspektywy czasu miała na nią ogromny wpływ. Prawdopodobnie śmierć brata stała się jedyną rzeczą, która tak silnie na nią zadziałała. Po tym jak minął okres płaczu i żalu, nastał czas dorosłości, odpowiedzialności. Nie miała już problemów w związku z planowaniem przyszłości, bowiem ta stała się dla niej niezwykle jasna. Kobieta nie wyobrażała sobie siebie w zawodzie innym aniżeli auror. Pragnęła ratować świat nawet, jeśli niejednokrotnie miało to przekraczać jej siły, nawet gdy miało być to coś niemożliwego, nawet jeśli miała za to zginąć. Cecylia nie bała się śmierci, ponieważ ta każdego w końcu miała dopaść i prawdopodobnie nie do końca od nas zależało, kiedy nadejdzie i na nas czas. Jak to kiedyś usłyszała, ludzie decydują jedynie o tym, jak wykorzystać ofiarowany im czas. Jeżeli więc w istocie nie miała ona pełnej kontroli nad swoim losem, nie miała zamiaru marnować swojego czasu. Chciała go wykorzystać jak najlepiej i w pełni, by nigdy nie mogła sobie zarzucić marnotrawstwa w tym zakresie. I chociaż konie końców rozmowa z panną Vane wydawała się być dość przyjemna, to w istocie Evey nie miała możliwości dalej się w nią zagłębiać. I tak zabawiła w Mungu więcej aniżeli przewidywała, a wszystko za sprawą niesamowitych kolejek i tajemniczego zniknięcia dokumentów do odebrania. Skoro jednak plik papierków spoczywał właśnie w jej dłoni, mogła wrócić do swoich obowiązków.
- Oh tak, ja również powinnam już iść. Miło było jednak panią poznać - odpowiedziała mrugając szybko powiekami. - Mam nadzieję, że tak właśnie będzie.
Po tych słowach wyprostowała się, a po tym szybko skierowała się w stronę wyjścia. Niełatwo było wydostać się z zatłoczonej recepcji, lecz ostatecznie wyszła z budynku, by potem ruszyć z powrotem do swojego miejsca pracy.

|zt




I know my value.Anyone else's opinion doesn't really matter.
Powrót do góry Go down
 

Recepcja

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Recepcja
» Hol/Recepcja
» Recepcja
» Recepcja

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Szpital Świętego Munga-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18