Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Klatka schodowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Klatka schodowa   10.03.12 22:30

Klatka schodowa

Ciągnąca się na całą wysokość szpitala wysoka, na bazie okręgu klatka schodowa z mnóstwem drzwi do różnorakich pomieszczeń. Jej wąskie schody prowadzą zarówno na wyższe kondygnacje budynku, jak i do podziemi szpitala, gdzie umiejscowione zostały laboratoria oraz kostnica. Bardzo często spotkać tu można spieszących dokądś uzdrowicieli ściskających w dłoniach kartoteki oraz dokumenty, a także pielęgniarki niosące wielkie słoje pełne dymiących, kolorowych eliksirów - nie uświadczy się tutaj jednak pacjentów, dla których miejsce to jest niedostępne: dla nich Klinika Magicznych Chorób i Urazów Szpitala Świętego Munga udostępniła bowiem windy. Ściany pomalowane zostały dawno temu na biało, co - przy podłodze wyłożonej czarno-białą szachownicą kafelków - miało nadać pomieszczeniu czystego, sanitarnego wyrazi; kolor ten jednak wraz z upływem czasu poszarzał i stracił na swym blasku, dziś przybierając przygnębiającą, brudnawą barwę kurzu. Wśród mrowia wiszących obrazów znajduje się portret śpiącego jednorożca. Podobno, gdy tylko komuś uda się go obudzić - co jest zadaniem niełatwym - odsłania on tajemne przejście prowadzące do... No właśnie, gdzie? Tego, niestety, nie wiadomo. Na brudnawych ścianach, tuż obok wspomnianych dzieł sztuki, umiejscowiono kilkanaście dużych lamp, dających jasne, białe światło. Na parterze znajduje się zaś ogromna tablica ogłoszeń - w powietrzu co chwila lewitują zaczarowane przez uzdrowicieli karteczki z licznymi ogłoszeniami, informacjami, grafikami i wszystkim tym, na czym opiera się szpitalne życie oraz administracja.


Powrót do góry Go down
Adrien Carrow
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t1209-adrien-carrow-budowa http://www.morsmordre.net/t1234-adrien-carrow http://www.morsmordre.net/t1220-adrien-carrow http://www.morsmordre.net/f167-londyn-czar-jasnolesia http://www.morsmordre.net/t1239-adrien-carrow
Ordynator oddziału Zakażeń Magicznych
46
Szlachetna
Kawaler
Wznosić się i upadać jest rzeczą ludzką. Ważne jest by nie bać się na nowo rozkładać swych skrzydeł i sięgać wyżej.
6
0
0
37
5
0
9
5
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Klatka schodowa   14.09.15 7:50

Dzisiejszy dzień nie różnił się zanadto od innych. Każdy jak zwykle był wszędzie. Każdy lekarz bowiem pomimo specjalizacji ganiany był po całym budynku, bo trzeba zerknąć tu, doradzić tam, a tam to w ogóle nie ma kto się pacjentem zająć i należy pójść jako wsparcie. Adrien już dawno do tego przywykł i lubił te ciągłe, nieprzewidywalne zmiany. Teraz jednak jedyne czego pragnął to chwili wytchnienia, zwłaszcza, że ostatnia noc spędził w szpitalu. Wszystko przez to, że trafiło mu się grono chorych na wyjątkowo zakaźną chorobę i musiał mieć pewność, że i on jej nie dostał w bonusie za pomoc. Właściwie to nie tak dawno opuścił przymusową kwarantannę w której nadrabiał zaległą papierkową robotę. Właściwie chciał od razu pochwalić się swym wyczynem przed dyrektorem, lecz stwierdził, że wygląda dostatecznie niewyjściowo by wysłużyć się w tym celu pielęgniarkami z recepcji. Gdyż faktycznie na jego głowie istniał mały bałagan, a przyodziewek był pognieciony. Żeby widział go w tym momencie ojciec...hah, złapałby się za głowę.


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
24
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Klatka schodowa   14.09.15 16:48

Nie minęło wiele czasu od jej powrotu do Londynu, a zupełnie jak za czasów dziecięctwa, jej ukochany ojciec puścił się w wir pracy. Cieszyła się przynajmniej z faktu, że mieszkała aktualnie w tatusiowym dworku, inaczej chyba nie miałaby za wiele okazji do spotkań.
Sama także nie próżnowała. Nie miała zamiaru siedzieć grzecznie w czterech ścianach, nawet, jeśli miałaby się zgubić gdzieś na ulicach miasta. Musiała także nadrobić kilka spotkań, których - choć nie planowała dokładnie - musiała, albo bardziej potrzebowała odbyć. Elizabeth, Druella, czy wujaszek Antek. Lista robiła się coraz dłuższa, gdy odświeżała, kto jeszcze egzystuje w okolicach Londynu.
Tym jednak razem, zerwała się z posłania i nie zastanawiając długo, pognała do centrum...dokładniej, do Munga, do którego został jeszcze wczorajszego dnia, wezwany Adrien.
Na miejscu musiała jednak chwilę pobłądzić, zanim rozpoznała kilka znajomych korytarzy. Szum i rejwach, który panował, wcale jej nie onieśmielał. Przyglądała się przechodzącym pielęgniarkom, czy uzdrowicielom. Uśmiechnęła się, gdy mignęła jej przystojna twarz jednego z nich, jednak szła dalej. Wyglądała, jakby doskonale wiedziała, gdzie się kieruje. Mogła przyciagac spojrzenia, a jakże! Kruczoczarne, rozpuszczone włosy, delikatne rysy twarzy i roziskrzone spojrzenie, które niejedno serce potrafiło roztopić. I ten fakt pomijała. Chciała tylko znaleźć swego rodziciela.
W tym celu, ruszyła ku schodom i ku jej radości, akurat dostrzegła znajomą postać ojca. Mimo zmiętego fartucha, malującego się zmęczenia na twarzy i myśli, które błądziły gdzieś daleko, Inara widziała coś więcej. Niezmiennie, ten sam radosny błysk kryjący się w oczach, bijąca od niego siła, pewność i ciepło, którym otaczał swą córę. Jej lico upiększył radosny uśmiech.
- Tato! - jej dźwięczny głos, zapewne niósł się po całej klatce schodowej, ale absolutnie się tym nie przejmowała. Nie zważała także, że biegnie w ojcowskie ramiona, rzucając mu się dodatkowo na szyję. Odsunęła się dopiero, złożywszy pocałunek na brodatym policzku.
- Uprzedzam pytanie - nic mi nie jest, nie jestem chora, ranna, ani tym bardziej w ciąży - zachichotała, niemal recytując formułkę, jaką czasem obdarzał ją Adrien, podczas jej dawniejszych wizyt - przyszłam za to, za brać cię na śniadanie, bo stawiam...twoją sówkę, że jeszcze nic nie jadłeś, prawda? - swojej sówki nie miała. Jeszcze. jej ostatnia, służyła jej bardzo długo, niestety odeszła naturalną śmiercią...a Inara nie mogła się przełamać i sprawić sobie nowej.
- Aaaaa...właśnie! Znasz może, takiego przystojnego pana uzdrowiciela..Alana? - znowu się zaśmiała, bo podejrzewała, jak Adrien zareaguje na jej słowa. Ot, taka mała, wesoła gra, choć liczyła, że tato pamięta jej podejście, do samego faktu swatania. Bo jak pamiętała, był to topowy temat wśród szlachty...a znienawidzony, przez samą panienkę Carrow.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Klatka schodowa   15.09.15 21:17

Lekarze ze Szpitala Świętego Munga zdecydowanie nie mogli narzekać na nudę. Zajęć było aż nadto i zapewne zbyt wiele jak dla tak małego personelu. Dlatego spędzanie całych dni i nocy w pracy nie było niczym dziwnym. Alan również nie raz i nie dwa razy spędzał w Mungu całe dnie, noce, a nawet tygodnie. Jemu to nie przeszkadzało. W przeciwieństwie do Adriena, on nie miał do kogo wracać. Nie czekała na niego żona, córka, siostra, ktokolwiek. Dlatego mógł siedzieć w Mungu do woli. Oczywiście w granicach zdrowego rozsądku. Tak się jednak złożyło, że tej nocy Alan nie pracował. Mimo, że roboty było nie mało. Szefostwo najwyraźniej uznało, że poradzą sobie bez niego. Albo, że zbyt dużo ostatnio pracował i nie przyda im się jeżeli nie odpocznie. Młody uzdrowiciel nie wnikał, nie dyskutował tylko poszedł do domu. I wrócił dziś z samego rana. Czyli tak jak być powinno.
Spędzenie nocy w domu miało jeden wielki, a wręcz ogromny plus, który teraz wyraźnie rzucał się w oczy. Był czysty, pachnący, wypoczęty. Czyli wyglądał i czuł się sto razy lepiej od większości lekarzy Munga, w tym Adriena. Idąc korytarzem co i rusz mijał zmęczone twarze znajomych z pracy. Mieli ciężką noc, to było widać. W Alanie aż obudziły się wyrzuty sumienia. Może powinien upierać się, żeby zostać na noc w pracy? Cóż... Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Mężczyzna starał się więc uciszyć w sobie to poczucie winy. Te zniknęło zresztą całkiem szybko, kiedy na korytarzu mignęła mu znajoma twarz Inary - córki Adriena. Trzeba było przyznać, że ten zwariowany i popularny w całym szpitalu lekarz miał przepiękną córkę, która swoją urodą z pewnością zdobyła serca wielu mężczyzn. Nie sprawiała też wrażenia takiej, której uroda jest jedyną zaletą. Alan jednak nie zdążył jej poznać, więc nie miał co do tego pewności.
Sądził, że i tym razem skończy się jedynie na wyminięciu w szpitalnym korytarzu. Jednak ku jego zdziwieniu spotkał ją ponownie. Najpierw ujrzał jej sylwetkę, potem usłyszał jej głos, a na końcu zobaczył jak przytula się do Adriena. Cóż... i tak zamierzał porozmawiać z Carrowem, tak więc skierował swe kroki w ich kierunku. Był właściwie tuż za nią i już otwierał usta, by się odezwać, kiedy usłyszał ostatnie słowa Inary. Zatrzymał się, wyraźnie zaskoczony tym, co usłyszał. A potem omal nie wybuchł głośnym śmiechem spowodowanym komizmem tej sytuacji. Przytknął tylko wierzch pięści do ust i zachichotał bezgłośnie. Dopiero gdy się nieco uspokoił, wyprostował się i spojrzał na Adriena. Odchrząknął.
- Witam, panienko Carrow. - odezwał się głosem lekko łamiącym się od rozbawienia, zerkając to na Adriena, to na jego córkę. Stał tuż za Inarą, która zapewne odwróciła się w jego kierunku. Jeżeli tak to uśmiechnął się do niej lekko i kiwnął głową. Usta wyginały mu się w uśmiechu rozbawienia, choć starał się zachować powagę. Odchrząknął ponownie i wyprostował się znów, by spojrzeć na starszego uzdrowiciela.
- Khm... Cześć Adrien. Ciężka noc za Tobą, co?


Powrót do góry Go down
Adrien Carrow
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t1209-adrien-carrow-budowa http://www.morsmordre.net/t1234-adrien-carrow http://www.morsmordre.net/t1220-adrien-carrow http://www.morsmordre.net/f167-londyn-czar-jasnolesia http://www.morsmordre.net/t1239-adrien-carrow
Ordynator oddziału Zakażeń Magicznych
46
Szlachetna
Kawaler
Wznosić się i upadać jest rzeczą ludzką. Ważne jest by nie bać się na nowo rozkładać swych skrzydeł i sięgać wyżej.
6
0
0
37
5
0
9
5
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Klatka schodowa   16.09.15 14:35

Tak, był w tym momencie zaspany, być może nieco zmęczony oraz nieobecny, jednak gdy spostrzegł biegnącą w jego kierunku córkę zrobiło mu się przyjemnie ciepło na sercu, a usta wygięły się w uśmiechu, kiedy to rękami przygarnął jej drobną osobę do siebie
- A co to za psotnik mnie tu nawiedził...? - Podniósł ją i zatoczył piruet, dociskając plik dokumentów do jej pleców. Dało się przy tym słyszeć jego szczery śmiech i nutę figlarnej uszczypliwości. Niechętnie odstawił swojego kwiatuszka na ziemi. Pogładził ją po włosach po tym, jak powitała go wdzięcznym gestem, by zaraz zsunąć rękę po jej policzku i unieść delikatnie jej podbródek. Spojrzał w te ciemne oczy podejrzliwie mrużąc ślepia.
- Czy...- Już się miał zadawać standardową serię pytań o czym świadczył uniesiony ku górze wskazujący palec, lecz został rozszyfrowany już na samym początku. - No. - Zaaprobował, po czym przeciął kilkakrotnie powietrze palcem. Tak na zaś.
- Ty to masz nosa albo to mnie już dopada starość skoro staję się taki przewidywalny. - Potwierdził jej przypuszczenia, kiedy to mimochodem przeciągał dłonią po swojej twarzy. Dłoń ta zatrzymała się jednak na brodzie, gdy do jego szu doszły kolejne słowa córki. Zamrugał kilkukrotnie, a na czole pojawiły się głębsze zmarszczki. Lekkie zmieszanie, zaskoczenie, a po chwili podejrzliwość patrzyła mu z oczu. Czyżby jego córka zamierzała wykorzystać jego chwilowy marazm i zagrać z nim w jakąś grę? Było to całkiem prawdopodobne. Mrużył więc ślepia i miał już zasugerować, że prawie jej tym razem wyszło gdyby nie to, że dostrzegł za jej plecami nikogo innego jak...Alana. Uśmiechnął się więc triumfalnie do Inary, nie spuszczając wzroku z młodego uzdrowiciela.
- Witam, panienko Carrow. - Kiedy głos Alana rozległ się po klatce schodowej, pozwolił sobie mrugnąć złośliwie oczko do swej córy. Jednak coby sobie kolega po fachu ni pomyślał, objął ją protekcjonalnie ramieniem przyciągając do siebie, coby zaznaczyć, że jest to JEGO córka. Tak profilaktycznie.
- Witaj Alanie. I tak, miał nie szczęście spędzić ostatnią dobę w izolatce na kwarantannie. Znów bowiem jakaś zaraza, a właściwie zarażony pacjent przyciągnął mi się na wydział. Niedawno mnie wypuścili i umieram z głodu. - wytłumaczył, po czym spojrzał na swą córkę. - Na szczęście córka zaprasza mnie na posiłek. - Aż stuknął obcasami swych butów, sugerując tym samym swoje zniecierpliwieni, jak i radość.


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
24
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Klatka schodowa   16.09.15 16:51

Inara kochała swego ojca. Przyzwyczaiła się do jego reakcji i ciepłego powitania, za każdym razem, gdy ją widział. niezależnie, czy od ostatniego spotkania minęło pół roku, czy dzień. Ktoś mógłby się oburzać, że takie zachowania nie przystojną ani szlachetnej pannie, ani dystyngowanemu arystokracie. Ale ci, którzy zdążyli poznać ich oboje - musieli się przyzwyczaić. Ot, takie "czarne" owieczki rodu Carrow. Po wielokroć wolała bez sztucznych konwenansów móc witać się z ojcem, niż na błyszczeć na salonach nonszalancją. Oczywiście potrafiła zachować się odpowiednio, gdy tego ściśle od niej wymagano, ale nawet podczas przyjęć, potrafiła ukradkiem wyrwać się do ogrodu, porywając przy tym jakieś ciekawe, równie znudzone towarzystwo. tak, chociażby poznała Elizabeth...
- Taki, którego nie można skazywać na samotność - odezwała się ze śmiechem, kiedy już przestała wirować i stanęła na ziemi. Ilekolwiek by nie miała lat, przy Adrienie czuła się zawsze, jak mała dziewczyna, której wciskał na głowę prowizoryczną tiarę...i sadzał na dziecięcej miotle (a potem to już była tylko demolka i krzyki guwernantek, które próbowały ją zatrzymać, albo przynajmniej wypuścić ją na dwór..).
Palec, którym ojciec "groził" Inarze, wywoływał tylko kolejne błyski rozbawienia. Wydęła przy tym zabawnie wargi, zupełnie, jak kiedyś, kiedy próbowana ją (bezskutecznie) przed czymś strofować.
- Wiem! - odsunęła się krok w tył, jakby chciała wskazać na całą swa osobę -  i w dodatku mam to po Tobie! - jej mina się zmieniła, gdy wspominał o starości, uniosła odrobinę wyżej brwi, a wargi skrzywiły się lekko - niech spróbuje przyjść, to będę z nią miała do pogadania!
Mina na ojcowskim licu zmieniła się. Początkowo, niezadowolone błyski, przekształciły się. Spojrzenie przypominało jej raczej złośliwego chochlika, który własnie wygrał w psotnej zabawie. Dopiero potem usłyszała zupełnie nie znany jej, męski głos. Kiedy się odwróciła, jej oczom ukazał się nie kto inny, jak "Przystojny Pan Uzdrowiciel". Była zaskoczona tylko przez jedna chwilę. Nie miała nawet czasu się zawstydzić, by nie tracąc rezonu, uśmiechnąć się dość szelmowsko do Adriena, który szybko przygarnął ją do siebie.
- O niego mi własnie chodziło! - Wygięła słodko usta, splatając dłonie przed sobą, dygnąć przed młodym uzdrowicielem. Z jej oczu nie znikała bezczelna nuta wyzwania.
- Witam panie Bennett - pamięć miała dobrą, ale do tej pory, mijając mężczyznę na korytarzach, dostrzegała w całości tylko imię. Teraz pozwoliła sobie odczytać nazwisko z notki, przy jego koszuli. Grzecznie nie przerywała krótkiej wymiany zdań, ale nie spuszczała wzroku. Przenosiła ciemne spojrzenie, to na swego tatę, to na jego rozmówcę, by w odpowiednim momencie oczywiście - odezwać się.
- Ależ Tato! jestem pewna, że pan Bennet, nie będzie mógł odmówić, jeśli i jego zaproszę do naszego towarzystwa? - zamrugała rzęsami, posyłając "uroczy", tryumfalny uśmiech swemu rodzicielowi - Prawda? - tu słowa skierowała ku Alanowi. Na prawdę potrafiła być słodka! Jeśli tylko chciała..i opanowała swoją niepokorną naturę.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Klatka schodowa   21.09.15 21:07

Adrien i jego miłość do córki były znane w całym szpitalu równie mocno jak jego poczucie humoru, które czasami niezbyt podobało się pacjentom. Alan nigdy nie miał okazji poznać Inary, choć czasami mijał ją w korytarzu. Bywało, że słyszał opowieści o niej od samego Adriena, jednak czymże były opowieści w porównaniu z osobistym zweryfikowaniem tego, co się w nich odkryło? Alan wiedział jedno. Stary Carrow zdecydowanie miał powód, by tak zazdrośnie strzec swojej córki. Młoda czarownica była niezwykle urokliwa i na ocenę tą wystarczyło mu zaledwie kilka przelotnych spojrzeń w jej kierunku, rzucanych na szpitalnym korytarzu. Młody uzdrowiciel nigdy nie miał okazji wymienić z nią chociaż słowa, choć jej urok przyciągał go z daleka i sprawiał, że była to wizja nader kusząca. Nie chciał jednak podpaść Adrienowi. Lubił tego starego drania i, miał nadzieję, ten stary drań lubił też jego. Nie chciał by się to zmieniło, więc nie zbliżał się do Inary bez powodu. Teraz jednak miało się to zmienić. Nadarzyła się na to bowiem idealna okazja, której wcale nie szukał. Została mu ona sama podsunięta przez los.
Alan był dość skromną osobą, a więc nigdy nie sądził, że zostanie nazwany ,,przystojnym" przez tak urodziwą osóbkę jaką była córka Adriena. Słowa te zdecydowanie podwyższyły jego samoocenę. A przynajmniej chwilowo. Pewnym też było, że o ile nie zdarzy się tego dnia nic specjalnie denerwującego, to panienka Carrow będzie odpowiedzialna za jego dobry humor, który utrzyma się zapewne przez cały dzień. A lekarz z dobrym humorem to dobry i skuteczny lekarz.
Z satysfakcją przyjął to chwilowe zaskoczenie, jakie wymalowało się na twarzy Inary, choć chciała je ukryć. Wywołanie go było celem Alana, gdy już odezwał się stojąc tuż za jej plecami. Tak więc osiągnął to, czego chciał. Uśmiechnął się i kiwnął lekko głową, w odpowiedzi na jej powitanie. Następnie przesunął wzrok na Adriena, który przysunął do siebie córkę. Całe szczęście nie wyglądał na złego mimo słów, które wypłynęły z jej ust tuż przed jego pojawieniem się.
- Tak właśnie słyszałem. Nie jest łatwo, nigdy nie wiadomo kto Ci się trafi i jakie choróbsko za sobą przyciągnie. Grunt to zachowanie środków ostrożności, by nie rozeszło się to dalej. Ale skoro Cię wypuścili to znaczy, że chyba wszystko dobrze, prawda? - spytał, mrużąc lekko oczy i robiąc poważną minę. Martwił się? Oczywiście. Lekarze byli jak jedna wielka rodzina, a niestety także i oni ulegali urazom i zarażali się niebezpiecznymi chorobami. Bycie uzdrowicielem było nie tylko czaso i energochłonne, ale również niebezpieczne. - Mi się, całe szczęście, póki co nie trafił nikt taki, jednak podejrzewam, że to kwestia nie tyle szczęścia, o ile faktu, że mam dużo krótszy staż od Ciebie i dużo mniej doświadczenia. - przyznał, uśmiechając się lekko. Samokrytyka była dobrą rzeczą. Wiedział, że jest jeszcze dość niedoświadczony i z tego powodu dostaje lżejsze przypadki. Dopiero teraz ponownie spojrzał na Inarę i uśmiechnął się do niej lekko, by zaraz unieść wzrok na jej ojca. Miał im życzyć smacznego, skłonić się i odejść, ale zatrzymały go słowa czarownicy, które - musiał przyznać - zaskoczyły go. Zerknął na Adriena, a następnie na Inarę. Uśmiechnął się i skłonił lekko, wyraźnie wdzięczny za propozycję.
- Normalnie zapewne odmówiłbym, nie chcąc przeszkadzać wam w rodzinnym posiłku. - powiedział, zerkając ponownie na starego Carrowa, by zaraz przenieść wzrok na przyjemne dla oka lico jego córki. - Jednak tak piękny uśmiech, który wymalował się na twarzy panienki Carrow, skutecznie odwiódł mnie od tego zamiaru. A więc bardzo chętnie skorzystam z zaproszenia, jeżeli Ty, Adrienie - spojrzał na mężczyznę - nie masz nic przeciwko.
To co, że jadł już śniadanie w domu...


Powrót do góry Go down
Adrien Carrow
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t1209-adrien-carrow-budowa http://www.morsmordre.net/t1234-adrien-carrow http://www.morsmordre.net/t1220-adrien-carrow http://www.morsmordre.net/f167-londyn-czar-jasnolesia http://www.morsmordre.net/t1239-adrien-carrow
Ordynator oddziału Zakażeń Magicznych
46
Szlachetna
Kawaler
Wznosić się i upadać jest rzeczą ludzką. Ważne jest by nie bać się na nowo rozkładać swych skrzydeł i sięgać wyżej.
6
0
0
37
5
0
9
5
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Klatka schodowa   24.09.15 20:55

Inara była jego osobistym światełkiem i plotki o tym, że pewnie najchętniej chroniłby te światełko przed niepożądanymi spojrzeniami w jakimś bunkrze nie były tak do końca wyssane z palca. Inara wciąż mimo nagromadzonych lat była jego małym pączuszkiem i to się zmienić już prawdopodobnie nie mogło. Pewnie za pięć, dziesięć, trzydzieści lat będzie ją tak trzymał przy boku i nieraz jeszcze słuchał, jak zgrabnie próbuj wywinąć się z zamieszania, jakie wywołała swymi figlami. Sprawiało mu to nieumocnioną przyjemność.
- Tak, wszystko w jak najlepszym. I bez przesady. Na oddziale zakaźnym, jak sama nazwa wskazuje, częściej coś upierdliwego po prostu się trafi. Jak najpóźniej życzę ci w nim kiblować. - Posłał mu przyjacielski uśmiech. Do Alana wszak nic nie miał. Chłopak był to dobry i prawy. Winić go nie mógł za psoty swej córki, które miały za zadanie uatrakcyjnić dzień tatusiowi. Jednak sympatia sympatią, a ojcowska natura...naturą. Dlatego też, gdy Inara zaproponowała wspólne śniadanie obejmujące całą ich TRÓJKĘ.
Nadął buntowniczo policzki, kiedy to jego córka pławiła się w euforii, gdy to wysunęła się na prowadzenie w ich cichej wojnie złośliwości z wynikiem 2:1. Cóż, sam musiał przyznać, że cne to zagranie było i pogratulowałby jej, gdyby ni fakt, że naprzeciw niego znajdował się Alan, który właśnie przyjął zaproszenie. Uzdrowiciel podniósł na niego wzrok tak samo, jakby uczynił to sam Cezar słysząc spisek swego lojalnego do czasu Brutusa, poliki dalej miał nadęte, a usta zwęziły się w wąską kreskę. Śmiało można się szarpnąć na stwierdzenie, że prezentował się komicznie. Ale nie tak, jak pod naporem ukradkowego spojrzenia Inary cmoknął powietrze i wyszczerzył się.
- Naturalnie, że nie miałbym nic przeciwko. - rzucił entuzjastycznie - Pójdę tylko odnieść te dokumenty, a ty upewnij się, że nie będziesz nikomu potrzebny do szczęścia przez jakiś czas i też by wiedzieli, gdzie cie szukać bo właśnie...gdzie nas moja córka ma zamiar porwać?- Spytał się swej latorośli, a ta uśmiechnęła się jedynie konspiracyjnie. Chwil później, gdy każdy dopełnił swych obowiązków opóścili klatkę schodową.

3 x z/t (Adrien, Inara, Alan)


Powrót do góry Go down
Milburga Dolohov
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t883-milburga-dolohov http://www.morsmordre.net/t1133-edgar#7523 http://www.morsmordre.net/t1130-nie-wygladam-dzis-przesadnie-ladnie#7494 http://www.morsmordre.net/f188-pokatna-13-13 http://www.morsmordre.net/t1132-milburga-dolohov#7519
łowczyni wilkołaków, muzyk, towarzyszka eskapad poszukiwawczych
30
Czysta
Panna
Podobno zło triumfuje, podczas gdy dobrzy ludzie nic nie robią.
Ale to nie prawda. Zło zawsze triumfuje!
1
10
0
0
1
16
0
4
Czarownica
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Klatka schodowa   14.06.16 13:52

10 Grudnia

I na co ci to było?
Ogrom konsekwencji, przytłoczył kobiece ciało od pierwszych minut nieplanowanego powrotu. Otaczający świat zmienił swe oblicze, zamrażając wszelkie, wszechobecne istnienie. Śnieżnobiała powłoka, przykryła uliczne zakamarki. Ozdobiła dachy, ujednoliciła szarobury, rozwilgocony krajobraz. Ogołociła roślinność, z jesiennych, intensywnie słonecznych, radujących zamarznięte serce barw. Odziała zdezorientowane sylwetki w ciężki, niepraktyczny materiał, rozprowadzający kojące, oczekiwane ciepło. Poniewierała wystające członki. Osłabiała odporność, powodujące pierwsze, nieoczekiwane objawy, denerwującego przeziębienia. Czy naprawdę, było to konieczne? Przekroczenie progu, zdezelowanej kamienicy, nie należało do najprzyjemniejszych. Wyszczerbione, pokryte lodową powłoką schody, tworzyły przezroczyste niebezpieczeństwo. Nieadekwatne do pogody, zabłocone trzewiki, z trudem utrzymywały wyprostowaną postawę. Drewniany kufer, obciążał delikatne dłonie, powodując bolesne napięcie mięśni. Wiatr, muskał figlarnie, hebanowe kosmyki, nie oszczędzając pechowej podróżniczki. Cienki materiał wierzchniej szaty, przepuszczał lodowate podmuchy. Witaj kochana Anglio, tak bardzo tęskniłam. Bezkresna szamotanina, osłabiła wyostrzoną uwagę. Obdrapane, przytrzymywane jedną nogą drzwi, rozchylały wnękę do klatki mieszkalnego przybytku. Trzepot niewielkich, zwierzęcych skrzydeł, rozdarł powietrze nieopodal głowy. Niewyczuwalny ciężar, rozsiadł się na ramieniu, przyciągając wzrok, kolorowym, nietutejszym upierzeniem. Nie zwracając najmniejszej uwagi na mozolne poczynania, zaczyna skubać ciemną warstwę materiału. Brunetka, zaprzestaje walki. Wzdycha niewdzięcznie, próbując zepchnąć tęczowego, natrętnego towarzysza. - Nie teraz! - mówi z niezadowoleniem, marszcząc brwi w charakterystycznym grymasie. Ptak, nie daje za wygraną, próbując absorbować spojrzenie łowczyni, wydając z siebie niezidentyfikowany dźwięk. Odkłada wszystko, uwalniając zmęczone ręce. Odbiera elegancki pergamin, rozchylając go z krytycznym wyrazem twarzy. Wzrok, prześlizguje się po charakterystycznie, zakrzywionych literach, uformowanych, w krótkie pytanie. Tak nagle, niespodziewanie, nieoczekiwanie? Ogarnięta niemym niepokojem, czuła, że zwiastuje to coś niedobrego. W co ty się wpakowałeś, Lestrange?

Pospiesznie, teleportowała się pod gmach szpitala. Wymieniając kolejną korespondencję, wyczuła niebezpieczeństwo. Domyśliła się konkretnego celu. Skojarzyła sytuację, okoliczności, wydarzenia. Zdezorientowana, zagubiona, nie wiedziała co zrobić. Czego powinna się spodziewać. To wszystko jej wina? Wybiegając z mieszkalnego pokoju, zostawiła wszelkie, najpotrzebniejsze rzeczy. Na szczęście, różdżka spoczywała bezpiecznie w zewnętrznej kieszeni hebanowej peleryny. Zmęczenie, dotykało najdrobniejszych komórek ciała, mimo widocznego pobudzenia. Pulsującej krwi, wywróconych wnętrzności, adrenaliny, przyspieszającej bicie ogromnego narządu wewnętrznego. Wypełniając wszelkie procedury, dostała się do zabieganego środka. Charakterystyczne, znajome ściany przywitały z widoczną obojętnością. Krzątanina białych fartuchów, wymijała oniemiałego gościa. Ktoś, zderzył się z jej ciałem, wypowiadając kilka nieprzyjemnych, niezrozumiałych słów. Wspominałam kiedykolwiek, jak bardzo nienawidziła szpitali? Otrząsając się z chwilowego amoku; odczuwając przynależność stałego bywalca, pragnęła jak najszybciej odszukać delikwenta. Pielęgniarka, niechętnie udzieliła informacji o miejscu pobytu niewidzianego przyjaciela. Wypowiadając kilka, kąśliwych uwag, oddaliła się od rejestracyjnego przybytku. Niemalże biegiem, pościła się po wąskich, kamiennych schodach. Wybiegając na odpowiedni korytarz, zatrzymała się gwałtownie, rozszerzając metaliczne tęczówki. Obserwowała niesłychaną, niemożliwą, dezorientującą, istnie groteskową sytuację. Zdążyła rzucić krótkie, pytające: - Caesar?




Wszystko czego się obawiamy kiedyś nas spotka.
Powrót do góry Go down
Caesar Lestrange
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t661-caesar-lestrange http://www.morsmordre.net/t841-poczta-caesara http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t1615-caesar-lestrange
sutener oraz brygadzista
30 lat
Szlachetna
Zaręczony
pięć palców co po strunach chodzą
zegną się jak żelazo w ogniu
w owoc granatu martwy splot
0
16
0
0
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Klatka schodowa   16.06.16 3:11

Czy był zły? Zirytowany?
Gdy podpierał się o kulach próbując przemówić do uzdrowiciela w języku, który mógłby zrozumieć i wyperswadować mu, że musi wrócić do domu, że stać go na to, że go ozłoci, jeśli wykaże odrobinę dobrej woli (wykaże się rozsądkiem) i przekaże jego sprawę dalej. Być może w przypływie irytacji – bo mężczyzna był wyjątkowo nieoddany swojej pracy, wykonywał ją niechlujnie, więc w ten sam sposób zwracał się do swoich pacjentów – powiedział o kilka słów za dużo o zdecydowanie za głośno dogorywających szlamach leżących kilka łóżek od niego. Lekarzyna przez moment zastanawiał się, czy nie potraktować jego nogi kopniakiem -  Lestrange odczuwał to podskórnie, te negatywne wibracje i myśli kotłujące się pod sklepieniem oceniające prawdopodobieństwo, z jakim straci pracę po tak odważnym wystąpieniu w imię walki o własną godność – i nie pchnąć z całą siłą ze schodów, co biorąc pod uwagę stan arystokraty, byłoby nie tak ciężkim do wykonania zadaniem, lecz ostatecznie zrezygnował, powstrzymał się przed splunięciem mu na stopy. I odszedł. Wściekle.
I tak oto kończy się historia, w której człowiek starał porozumieć się ze zwierzęciem.
Nie interesował go komizm sytuacji, podczas gdy jego ciałem wstrząsnęła wściekłość. Mimo to nadal zachowywał spokój obejmując oddalającą się postać intensywnie obserwującym spojrzeniem. Wtem dotarł do niego nieznajomo-znajomy głos, którego brzmienie zapewne chciał zapomnieć, bo natychmiast wywołało w nim niekontrolowane dreszcze. Odwrócił się w jej kierunku nadal podpierając o kule i jednocześnie ścianę, która była pewniejsza.
Wiesz Milburgo, jesteś jak ta kula, której nie ufam. Czy może ufałem, zanim nie poślizgnęła się po świeżo umytej szpitalnej podłodze. I nie sprowadziła mnie do upadku.
Elegancka metafora, której nie wypowiedział na głos, lecz podświadomie rozpoznał ją jako tą, która zawiodła. I tak też na nią spoglądał: z zawodem, z zaciekawieniem, cóż też wymyśli, do czego się posunie, by przekonać go, że to nie jej wina a jeśli ta ciąży jej na barkach i kaleczy sumienie, postara się ulżyć swoim niepokojom i wyjaśnić, odbudować nadwyrężone (stracone?) zaufanie. Och, wszyscy jesteśmy egoistami, dbamy tylko o sobie. Chcemy by ktoś nam ufał, bo wtedy czujemy się doceniani. Zaufanie samo w sobie nie jest niczym szlachetnym, pochodzi od potrzeby istnienia dla kogoś, bycia dla niego ważnym i potrzebnym.
Prawda, Milburgo?
-To ty – powiedział po chwili ze znużeniem i rozczarowaniem, a także nutką zdziwienia, jak gdyby nie sądził, że będzie miała tyle odwagi, by pojawić się i porozmawiać o tym, co się stało. Lub co się nie stało, bo nie pojawiła się. Wyjechała. Do lepszego świata. Odnalazłaś tam spokój ducha, mon cheri? - Czy wiesz, że cię nienawidzę? - spytał sucho, bez przekonania.
Bez nienawiści.
Znudzony tym ciągłym przepychaniem się. Znudzony kłótniami. Zamartwianiem. Złością.
Znudzony nienawiścią.
Nie, nie, to nie tak, że wybaczył, że zapomniał, to nie tak też, że liczył na to, że go wyręczy, ochroni własną piersią. Że nie dopuści, by stała mu się krzywda. Wiesz o co chodziło? O sam fakt. Fakt pojawienia się, gdy byłaś potrzebna. Choć nie musiałaś być, ale istniało prawdopodobieństwo, że będziesz.
I byłaś.


Powrót do góry Go down
Adrien Carrow
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t1209-adrien-carrow-budowa http://www.morsmordre.net/t1234-adrien-carrow http://www.morsmordre.net/t1220-adrien-carrow http://www.morsmordre.net/f167-londyn-czar-jasnolesia http://www.morsmordre.net/t1239-adrien-carrow
Ordynator oddziału Zakażeń Magicznych
46
Szlachetna
Kawaler
Wznosić się i upadać jest rzeczą ludzką. Ważne jest by nie bać się na nowo rozkładać swych skrzydeł i sięgać wyżej.
6
0
0
37
5
0
9
5
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Klatka schodowa   21.01.17 4:06

|Kwiecień

Miał wrażenie, że jest już blisko, lecz ciągle coś mu w jakiś pokraczny sposób z uporem mania umyka.. Nie wiedział co i szczerze mówiąc powoli zaczynał dostawać na tym punkcie pewnego obłędu - potrafił się budzić nocą i biec do pracowni Inary by sprawdzić notatki, przetestować nowe zaklęcie, podzielić się z córką nieoczekiwanym konceptem. Co z tego, że większość ojców w takich momentach, tuż przed ślubem swych córek zadręcza się innymi kwestiami - mu sen z powiek zdzierały badania nad lykanotropią, których z uporem maniaka się uczepił. Zbyt wiele się złego działo, by mógł sobie pozwolić na nic nie robienie. Prawda była bowiem taka, że na swój sposób, poprzez ucieczkę w pracoholizm chciał zdystansować się od tych wszystkich problemów. Problem polegał jednak na tym, że ta "wymówka" za bardzo nabrała przez ostatni tydzień na swej mocy i zamiast ratować - zaczęła zadręczać umysł uzdrowiciela.
Adrien nie mogąc zebrać myśli w gabinecie rozłożył się ze swoimi notatkami na półpiętrze Munka, a dokładniej a klatce schodowej pomiędzy czwartym, a trzecim piętrze. Usiadł sobie pod ścianą, koło siebie miał kubek, a w rękach trzymał swój notatnik. Kartkował go, mając dziwne przeczucie, że odpowiedź na męczące go pytanie już go nawiedziło...tylko jak dawno temu? Miesiąc? Dwa, trzy...? Zmrużył ślepia. Coś na ten temat już notował....
Jest.
Uniósł swoje siwiejące brwi ku górze i przekręcił nieznacznie głowę w bok by lepiej móc rozczytać pochyłe pismo. Cmoknął powietrze. Półprawda. Na marginesie spisaną miał półprawdę - sensie część notatki została już dawno potwierdzona jako fałsz, lecz druga część...Hm, musi to sprawdzić.
Będąc ciągle w transie odkrycia, zdobycia kolejnego tropu ruszył schodami w kierunku szpitalnej biblioteki pozostawiając za sobą na podłodze nieruszony kubek już chłodnego naparu.

|zt




Ostatnio zmieniony przez Adrien Carrow dnia 21.01.17 4:11, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Klatka schodowa   21.01.17 4:06

The member 'Adrien Carrow' has done the following action : rzut kością


'k100' : 53


Powrót do góry Go down
 

Klatka schodowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Klatka schodowa
» Tajemniczy rytuał [lokacja eventowa]
» Alexander Everill

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Szpital Świętego Munga-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18