Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Gabinet Alana Bennetta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Gabinet Alana Bennetta   01.12.15 20:05

First topic message reminder :

Gabinet Alana Bennetta

Zwykły, szary gabinet. Podobny do wszystkich innych. Nie ma tu luksusów, bowiem Mung nie koniecznie może sobie na nie pozwolić. Jednak mimo niezbyt zachęcającego wyglądu, pacjenci nie muszą obawiać się braku sterylności tegoż miejsca, lub braku odpowiednich narzędzi. Wszystko, co potrzebne magomedykowi, jest na miejscu, tuż na wyciągnięcie Alanowej ręki. Sam Bennett co i rusz stara się wzbogacać to miejsce, przynosząc tu różnego rodzaju ozdoby, które mają powodować przyjemne odczucia u pacjentów. Dla młodszych ma schowany w szufladzie zapas słodyczy, a także kilka misiów i innych zabawek. Nikt tu nie gryzie i nie straszy, a niektórzy pacjenci z chęcią tu wracają.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett http://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 http://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
19
0
0
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gabinet Alana Bennetta   18.04.17 21:52

Mina mi zrzedła, kiedy słuchałem kolejnej próby diagnozy. Byłem przekonany, że zaraz po raz kolejny wyjdę z gabinetu z kwitkiem, a naprawdę zależało mi na poznaniu swojej choroby. Nawet jeżeli miałaby to być mugolska ospa wietrzna czy coś równie nieistotnego - jako uzdrowiciel musiałem znać swój stan zdrowia. Już pomijając moje ewentualne problemy, mogłem przecież zarazić czymś swoich pacjentów. - Jakie... co? - Zapytałem, unosząc na moment głowę. Prychnąłem pod nosem, uważając te wszystkie pytania za marnowanie swojego cennego czasu. Niemniej w tym momencie miałem być jedynie posłusznym pacjentem, więc ponownie ułożyłem się na kozetce i położyłem dłoń na swoim czole. - Jakieś krowy, kury, świnie, owce... Jak to w zagrodzie - odparłem, wzruszywszy ramionami. Nie przyglądałem się tym mugolskim zwierzętom, ponieważ a) nigdy nie interesowały mnie żadne stworzenia i b) wolałem jak najszybciej oddalić się od miejsca zamieszkania mugoli. Nie potrafiłem przewidzieć ich reakcji na naszą wizytę. Obawiałbym się będąc tam sam, a co dopiero z dziećmi. Jeszcze wyskoczyliby z chałupy i pogonili nas tym dużym czymś o kształcie widelca. Nie mogłem na to pozwolić. Aż tu nagle...
Świniowstręt.
- Słucham? - aż podniosłem się z kozetki, wlepiając spojrzenie swoich zielonych oczu w Alana. Miałem nadzieję, że przez to jeszcze raz przemyśli swoją diagnozę, która brzmiała co najmniej niedorzecznie. Zaśmiałem się pod nosem, ale był to śmiech nerwowy i z pewnością nie był on spowodowany szczerym rozbawieniem. To była najbardziej arystokratyczna choroba genetyczna ze wszystkich chorób i akurat ja miałem ją nosić w swoich genach? Walczący o prawa uciśnionych szlam? - Ironia losu - mruknąłem, kręcąc głową z niedowierzaniem, które zapewne utrzyma się we mnie przez najbliższy miesiąc. - Bren i Garrett - powiedziałem nagle, bo doszedł do mnie jeden istotny fakt. - Oni też chorują na świniowtręt. Jestem z nimi spokrewniony - zauważyłem, choć teraz to i tak nie miało znaczenia. Już widziałem oczyma wyobraźni jak zrywają boki ze śmiechu, dowiedziawszy się o mojej chorobie. - Jesteś pewny? - Zapytałem, krzywiąc się lekko, mając w środku odrobinę nadziei, że to jednak jeden wielki żart!




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gabinet Alana Bennetta   05.05.17 15:07

Mugolskie choroby miały to do siebie, że bardzo rzadko dotyczyły czarodziejów. Alan natomiast znał się na nich słabo. Znał podstawy oraz kilka ciekawostek z medycyny mugolskiej, gdyż w swoim zbiorze posiadał kilka ksiąg na ich temat, które lubił czytać w chwilach, gdy miał wolny czas. Archie mógł być jednak pewien, że żadna ospa wietrzna go nie dotyczyła.
- Jakie zwierzęta. - Mruknął nieco ostrzej, lecz w jego tonie nie była wyraźna groźba, kpina czy złość, a raczej powaga. Słysząc prychnięcie wskazał na Achibalda oskarżycielsko piórem, mrużąc przy tym oczy i marszcząc brwi. - Nie prychaj! - Zagroził, dalej mierząc w niego z pióra, jak gdyby była to najgorsza groźba świata i rzeczywiście miała go przerazić. Zaraz jednak wzniósł oczy ku niebu (sufitowi) i pokręcił głową z rezygnacją. - Na Merlina, czemu wszyscy tak reagują słysząc to pytanie. A Ty, Archie, jako medyk sam powinieneś najlepiej wiedzieć, że jak uzdrowiciel pyta to znaczy, że ma powód. - Westchnął, jeszcze raz kręcąc głową z rezygnacją, jednocześnie drapiąc się piórem po szyi. - No więc - zwierzęta, zwierzęta. Jakie zwierzęta?
Patrzył na Archibalda wymownie i z powagą, jedynie utwierdzając go w przekonaniu, iż pytał całkowicie serio. I gdy wreszcie otrzymał odpowiedź - nie zastanawiał się czy Archie przyglądał się zwierzętom czy nie oraz jak podobała mu się wycieczka. Skupił się raczej na fakcie, że oto najprawdopodobniej dostał w swoje ręce najważniejszy element układanki. Teraz trzeba było tylko złożyć resztę i upewnić się, że to tak właśnie miało być. No ale najpierw musiał poinformować swojego pacjenta o tym, jak w tej chwili wyglądała układanka i co spodziewał się zobaczyć po dokończeniu jej.
- Świniowstręt - powtórzył spokojnie, choć jego twarz zdobił lekki uśmiech spowodowany rozbawieniem. Z jakichś przyczyn bardzo bawiła go ta choroba. Była niedorzeczna, a przy tym uważana za ,,najbardziej arystokratyczną". Świat szlachty chyba nigdy nie przestanie go zadziwiać. - No to widzisz. Mamy więc powiązania genetyczne. - Mruknął, jeszcze bardziej utwierdzony w swoim przekonaniu, ale jednocześnie nieco rozżalony faktem, iż Archibald wcześniej o tym nie wspomniał. Chociaż czy to szybciej naprowadziłoby go na właściwą odpowiedź?
- Nie mam stu procentowej pewności, ale wszystko na to wskazuje, Archie. Masz predyspozycje genetyczne - wskazał pierwszy palec, wyliczając - objawy wystąpiły mniej więcej w czasie Twojego kontaktu z tymi zwierzętami - drugi - no i objawy się zgadzają - trzeci. Przechylił lekko głowę, patrząc na niego z rozbawieniem. - Nie hodujemy w Szpitalu świń w celu konfrontowania ich z pacjentami prawdopodobnie chorującymi na świniowstręt, Archie. Masz dwie opcje - przyjąć, że tak jest i po prostu unikać tych zwierząt, albo upewnić się jeszcze raz do nich idąc.
Jakkolwiek głupio to nie brzmiało...





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett http://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 http://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
19
0
0
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gabinet Alana Bennetta   22.05.17 21:42

- Dobrze wiesz, że najgorzej leczy się uzdrowicieli - zauważyłem, podnosząc lekko głowę. Nie wytrzymałem jednak długo w tej pozycji, bo zaczęła mnie boleć szyja. - Ciesz się, że nie jestem specjalistą w chorobach genetycznych. Inaczej pewnie nie dałbym ci dojść do głosu - mruknąłem niezadowolony z tych uwag Alana, bo generalnie nie lubiłem jak ktoś mnie krytykował. - Nie, pewnie wtedy w ogóle bym do ciebie nie przyszedł - zacząłem się zastanawiać; przez ten cały stres związany z tajemniczą chorobą dostałem słowotoku. - Leczysz się sam czy chodzisz do innych uzdrowicieli? - Zapytałem ni z gruszki ni z pietruszki, przejeżdżając leniwym spojrzeniem po suficie pomieszczenia. Dlaczego sufity zawsze były takie szare i nijakie? Wpadł mi do głowy bardzo zły i jednocześnie bardzo dobry pomysł udania się do ordynatora i przekonania go do zaczarowania pomieszczeń na wzór Wielkiej Sali w Hogwarcie. Pomysł sam w sobie wydawał mi się genialny, ale rozmowa z ordynatorem raczej napawała mnie lękiem. Nie przepadałem za tym mężczyzną i miałem cichą nadzieję, że kiedyś uda mi się zająć jego stanowisko.
- Niby mamy, ale to nie jest bliskie pokrewieństwo - zauważyłem, podnosząc się i siadając na kozetce. - Jak odległe pokrewieństwa mają znaczenie w przypadku chorób genetycznych? - Bo przecież dla uzdrowiciela każdy moment jest dobry na naukę. Niechętnie spojrzałem na palce Alana, wyliczające kolejne dowody potwierdzające moją diagnozę. Westchnąłem cicho, drapiąc się w czoło. - Nie, wierzę ci, wszystko faktycznie się zgadza - odparłem spokojnie, chociaż właśnie spełniał się jeden z moich największych koszmarów. Choroba genetyczna - nawet jeżeli jest to tylko świniowstręt - wciąż pozostaje chorobą genetyczną i miałem nadzieję, że żadne z moich dzieci nie odziedziczyło jeszcze bardziej wadliwych genów. - Po prostu nie codziennie dowiadujesz się o sobie takich rzeczy - zaśmiałem się gorzko, drapiąc po ramieniu. Swędzenie pomału przestawało być dokuczliwie, ale wciąż nie dało się o nim zapomnieć. - W takim razie daj mi coś na tą wysypkę, bo jeszcze chwila i trafię przez nią na trzecie piętro




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gabinet Alana Bennetta   31.05.17 19:04

Uśmiechnął się na tę uwagę. Archibald miał bowiem świętą rację i choć Bennett zastanowiłby się nad tym czy uzdrowiciele są gorszymi pacjentami od nadętych czarodziejów szlachetnej krwi, Ci nadal plasowali się dość wysoko w rankingu pacjentów godnych niepolecenia. Ostatecznie prócz potoku słów rzucanych przez Archibalda, ciszę w gabinecie zakłócał także śmiech samego Alana, którego bawiło to, co mówił Prewett.
- Żebym się leczył sam musiałbym chorować na coś genetycznego, Archie - rzucił z rozbawieniem. Oczywiście zdawał sobie sprawę z tego, iż to nie było wszystko. - A tak na serio, to nie przypominam sobie bym od Hogwartu miał potrzebę chodzenia do uzdrowiciela bądź korzystania na sobie z magii leczniczej. - Zamyślił się, starając ustalić czy coś przeoczył i czy rzeczywiście nigdy nie zdarzyło się nic, co zmusiłoby go leczenia siebie samego. Nic jednak nie przychodziło mu do głowy, co wprawiało go nie tylko w dumę, ale i w zaskoczenie. Czy miał tyle szczęścia, czy to było normalne?
- A Ty? - Spojrzał na Archiego z zaciekawieniem. Nie podążył jednak za jego wzrokiem, nie przyglądał się sufitowi, który znał już na pamięć. Wiele razy również zastanawiał się nad tym dlaczego jest on tak szary i smutny. Nigdy jednak nie doszedł do żadnego wniosku. Cięcia budżetu?
- Nikt nie badał tego jakoś dokładnie, ale wydaje mi się, że każde pokrewieństwo daje jakąś szansę na złapanie choroby. Z tym, że im dalsze, tym mniejsze jest tego prawdopodobieństwo. - Zamyślił się. Nie wiedział jak daleką rodziną był z Weasleyami i nie zamierzał o to pytać. Fakt, że cała trójka chorowała na tę samą chorobę w jego oczach mówił sam za siebie - nie było mowy o przypadku.
- Rozumiem, że to nowość. Ale myślę, że z czym jak z czym, ale z tą chorobą akurat łatwo jest się pogodzić. No bo jak często masz styczność ze świniami, Archie? Wyobraź sobie, że mógłbyś się dowiedzieć, że chorujesz na rozrost albonii. - Aż skrzywił się na samą myśl. To była chyba jedna z bardziej przerażających przez swoją bolesność chorób. A w dodatku dość nieprzewidywalna.
- Idź do Melanie i poproś o maść z wodnej gwiazdy, powinna zmniejszyć wysypkę i ukoić swędzenie i ból. - Mruknął, zastanawiając się po chwili nad czymś. - Nie przychodzi mi do głowy żadna inna maść na wysypkę. Kojarzysz czy istnieje jakaś inna i czy mamy ją w Szpitalu? - Spojrzał na niego pytająco. - Wiem, ze powinienem to wiedzieć, ale... chyba za długo już pracuję.
Pracoholizm... Kochał pracować, choć zdawał sobie sprawę z faktu, że momentami przeginał.





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett http://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 http://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
19
0
0
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gabinet Alana Bennetta   17.06.17 1:16

Ach, gdybym tylko wiedział o czym w tym momencie myślał Bennett! W zasadzie należałem do dwóch kategorii najgorszych pacjentów, co czyniło ze mnie pacjenta z piekła rodem. Uzdrowiciel jednocześnie będący nadętym czarodziejem czystej krwi brzmiał strasznie nawet dla mnie, chociaż miałem do czynienia z arystokratami o wiele częściej niż Alan. - Od Hogwartu, żartujesz? - Powtórzyłem z niedowierzaniem, spoglądając na niego w taki sposób jakby co najmniej spadł z drzewa. Niechorowanie przez ponad dziesięć lat było dla mnie czymś tak abstrakcyjnym jak elektryk, mimo że ostatnio próbowałem zrozumieć kim on jest i czym tak naprawdę się zajmuje. - Mnie średnio raz na rok coś łapie - dodałem jako dowód swojego zdziwienia, bo jak to tak można nie chorować. Chociaż rozejrzałem się jeszcze raz po gabinecie i przypomniałem sobie na jakim piętrze się znajduje - tu raczej nie dało się niczym zarazić, nie to co u mnie, choć i tak najgorzej mieli na chorobach zakaźnych. Chodziłem tak tylko w ostateczności, bojąc się, że wyniosę stamtąd jakieś paskudztwo. - O, widzisz, możesz stać się prekursorem takich badań - powiedziałem, ale to dlatego, że byłem wyczulony na słowo badanie. Marzyło mi się odkrycie nowego antidotum czy przebadanie nieznanej dotąd rośliny pod kątem leczenia trucizn, ale jeszcze nie znalazłem żadnej inspiracji. Cierpliwie czekałem. - Alan, nie - powiedziałem, wyciągając otwartą dłoń w jego kierunku jako gest podkreślający moje słowa. - Gorzej nie da się pocieszać ludzi, wiesz o tym? Nie martw się, że zniknęła ci noga, przecież masz drugą - odparłem niezadowolony, nawet jeżeli wiedziałem, że ma w tym momencie rację. Po prostu rzadko trzymałem swoje emocje na wodzy, w związku z czym potrzebowałem teraz chwili na narzekanie i jęczenie, a niepozwalanie mi na to tylko powiększało moją potrzebę użalania się nad sobą. - Ta chyba jest najlepsza - odparłem, wzruszywszy ramionami. - Okłady z aloesu też dobrze się sprawdzają - dodałem, w końcu jako ekspert od roślinek miałem coś do powiedzenia w tym temacie. Podniosłem się powoli z kozetki, poprawiając swój limonkowy kilt. - Cóż, dziękuję - powiedziałem, skłoniwszy uprzejmie głowę. - I przepraszam za zaprzątanie głowy swoją osobą, masz wystarczająco długą kolejkę za drzwiami - dodałem, przypomniawszy sobie jak wepchnąłem się do jego gabinetu. Wtedy jeszcze nie wiedziałem z jakimi nowinami stąd wyjdę, ale chyba lepiej poznać prawdę niż żyć w niewiedzy. - Do zobaczenia - pewnie szybciej niż później przez wzgląd na nasze zaangażowanie w politykę. Otworzyłem drzwi i zerknąłem na znudzone lub zbolałe twarze pacjentów Alana, w niektórych odnajdując twarze mniej lub bardziej znajome. - Jeszcze raz dziękuję panu za konsultację - powiedziałem głośno i wyraźnie, nie wychodząc z wcześniejszej roli, po czym szybkim krokiem ruszyłem w kierunku swojego gabinetu.

|zt




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gabinet Alana Bennetta   07.08.17 23:53

Widząc zaskoczenie wymalowane na twarzy Archiego - uśmiechnął się lekko. Poniekąd rozumiał te zdziwienie, mało kto nie chorował przez tak długi okres czasu. Mógł więc uznać się za szczęściarza, uznać, że ma naprawdę dobre zdrowie. Miał nawet ochotę stwierdzić, że miał zdrowie za siebie i za matkę jednocześnie, ale powstrzymał się. Nie miał ochoty rozdrapywać strupa z tej ciągle nie zabliźnionej rany. Zwłaszcza, że zrobiłby to na własne życzenie. Zamyślił się, uznając, że chyba jednak troszeczkę przesadził.
- Właśnie sobie przypomniałem, że chyba coś mnie łapało czasem na początku, gdy zaczynałem kurs magomedyczny. - Ale to nadal dużo czasu. Wzruszył więc ramionami, patrząc na Archibalda z przekorą. - Najwyraźniej mam szczęście, albo bardzo odporny organizm. - Ale tak, praca na tym piętrze też mogła być jedną z przyczyn tego wszystkiego. Choć czasem, gdy brakowało im rąk do pracy, Alan działał też na innych oddziałach, pomagając przy tych prostszych schorzeniach. Rozumiał więc średnio roczne infekcje i choroby występujące u Prewetta. Nie chciał nawet myśleć jak to było w oddziale zakaźnym. Chyba nigdy nie chciałby tam pracować.
Początkowo zrobił zdziwioną minę, gdy rudowłosy medyk uciszył go, unosząc dłoń przed sobą. Zaraz po tym jedna z jego brwi samoistnie powędrowała w górę. Ścisnął usta w prostą linię i zastanowił się nad swoimi słowami. Może rzeczywiście nie były odpowiednie?
- Wybacz, myślałem, że jestem całkiem dobry w pocieszaniu. - Uśmiechnął się lekko, lecz z wyraźnym zakłopotaniem. Podrapał się po brodzie. - Gorzej jeżeli równie beznadziejnie pocieszam innych pacjentów. Mam nadzieję, że pomiędzy nimi nie krążą jakieś niepochlebne zdania na mój temat, na przykład, że jestem bez serca, że jestem dupkiem, albo nie wiem co jeszcze. - Choć na jego twarzy pojawił się uśmiech, wyraźnie zmartwiła go ta myśl. Chciał być uzdrowicielem o dobrej opinii i renomie, a pocieszanie było w tej pracy równie ważną kwestią co udzielanie pomocy. No dobra, może nie aż tak ważne, ale nadal istotne.
- O, dokładnie. Aloes też może być dobry. Dzięki, Panie uzdrowicielu za uświadomienie mnie. - Mruknął z przekorą, tak naprawdę czerpiąc dużo radości i dobrego humoru z tej wizyty. Choć jego kolega po fachu chyba nie mógł powiedzieć tego samego. Machnął ręką, gdy Archie wspomniał o kolejce. Norma, w Mungu zawsze były tłumy. - Przyjmuję nie tylko tych z genetykami, bo na dole się nie wyrabiają.
A potem odprowadził Prewetta wzrokiem, kiwając głową na pożegnanie. Gdy ten zamknął za sobą drzwi, a do jego uszu doszły jego głośne słowa - nie potrafił powstrzymać się przed parsknięciem śmiechem i pokręceniem głową z wyraźnym rozbawieniem. Zaraz jednak ogarnął się, gdy do sali zajrzał kolejny, lekko niepewny, ale również zniecierpliwiony pacjent. Czekał go jeszcze długi dzień.

zt





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
 

Gabinet Alana Bennetta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Gabinet Pielęgniarski
» Gabinet Śmiechu
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet burmistrza (najwyższe piętro)
» Gabinet Dyrektora

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Szpital Świętego Munga :: VI piętro: Choroby wewnętrzne-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18