Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Katedra św. Pawła

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Katedra św. Pawła   10.03.12 22:45

First topic message reminder :

Katedra św. Pawła

Katedra Świętego Pawła to jeden z najbardziej znanych kościołów anglikańskich w Wielkiej Brytanii, znajdujący się również na liście najwyższych kościołów na świecie. Umiejscowiony w samym sercu londyńskiej dzielnicy City of London, zbudowany w stylu klasycyzującego baroku, z przepiękną kopułą o średnicy pięćdziesięciu metrów, która jest jednym z najbardziej charakterystycznych elementów architektury tego miasta. Do kopuły prowadzi 627 schodów. U jej podstawy znajduje się galeria widokowa, z której podziwiać można panoramę miasta. Od wewnątrz kopułę, podobnie jak całe wnętrze budynku zdobią freski przedstawiające historię życia św. Pawła.
Katedra ta była budowana jako symbol odrodzenia Londynu, dlatego też do dziś cechuje ją rozmach i monumentalność. Wewnątrz niej znajduje się kilka galerii. Największą popularnością cieszy się Stone Gallery, z której rozpościera się rozległy widok na zakole Tamizy. Godną odwiedzenia jest Galeria Szeptów, w której możemy zaobserwować ciekawe zdarzenie. Słowo wypowiedziane szeptem z jednej strony galerii jest doskonale słyszalne po jej drugiej stronie, jednak tłumy turystów czasami uniemożliwiają zaobserwowanie tych efektów akustycznych.
Na przestrzeni lat katedra była miejscem wielu słynnych pogrzebów, ślubów i mugolskich nabożeństw. Znajduje się też tutaj kilkadziesiąt mogił, między innymi lorda admirała Horatio Nelsona.

W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Zakonników i +10 dla Gwardzistów.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Bleach Pistone
avatar

Nieaktywni niemagiczni
Nieaktywni niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t2179-bleach-pistone#33158 http://www.morsmordre.net/t3081-karton-blicz http://www.morsmordre.net/t3082-masz-cos-dla-mnie http://www.morsmordre.net/t3163-blicz
Wagabunda
27
Charłak
Panna
Nic mnie nie dręczy, niczego nie żałuję. Bez przeszłości, bez jutra. Wystarcza mi teraźniejszość. Dzień po dniu. Dzień dzisiejszy! Le bel aujourd'hui!
0
0
0
0
0
0
0
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Katedra św. Pawła   03.07.16 12:45

Dziwne, jak dużo pieniędzy ludzie zostawiają w kościele. Prawie tyle, ile wrzucają do sadzawek i fontann; latem często wzbogacam się w ten sposób, że włażę do środka i wyławiam drobniaki. Dużo: starczy na kilka nocy w porządnym pokoju w Dziurawym Kotle, a w Londynie jest przecież niezliczona ilość podobnych sobie sadzawek, rzekomo przynoszących szczęście. Mi, z całą pewnością.
W Katedrze św. Pawła spaceruje mnóstwo turystów, w tym oszołamiająca ilość Japończyków, czy innych Azjatów, z których każdy ma na szyi około ośmiu aparatów fotograficznych. Oni zawsze mają sporo pieniędzy poupychanych po kieszeniach, wystarczy nawet zagadnąć kogoś takiego, wskazać drogę, aby stworzyć sobie okazję.
Łowy tutaj są wyjątkowo udane, kieruję się więc do wyjścia z zadowolonym wyrazem twarzy, dopóki nie natykam się na nią. Mała, ruda i irytująca, niech Salazar ma ją w swojej opiece. Nie wdała się w brata, który często częstował mnie darmowymi drinkami. Spotkałam ją wcześniej zaledwie raz, ale Steven ma absolutną rację, nazywając ją skaraniem bożym. Chcę ominąć tę małą rudą wredotę, lecz coś nakazuje mi się zatrzymać i po prostu staję przy kolumnie, obrzucając ją uważnym spojrzeniem. Dawno nie widziałam Steve'a i korci mnie, żeby o niego spytać... Wydymam jednak wargi z niezadowoleniem, przypominając sobie tamten incydent. Który skończył się tym, że miałam olbrzymią plamę na spodniach i pukiel rudych włosów w garści.


Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Katedra św. Pawła   03.07.16 13:05

Charlie dłuższą chwilę po prostu oglądała widoki. Miała zdecydowanie bardziej romantyczną duszę, niż by chciała (i nigdy by się do tego nie przyznała) i podobne rzeczy zawsze na nią działały. Było przyjemnie. Wcale nie potrzebowała teraz towarzystwa, ignorując turystów, chętnie spędziłaby tu sporo czasu. Może nawet i oni dostarczyliby jej rozrywki - byli śmieszni. Mówili w sposób, jaki ją bawił. Szczególnie ich angielski często mieszany z własnym językiem (jakie to zabawne... co z tego, że ona nie zna ani słowa w innym języku, niż angielski?).
Tak, czy inaczej jej plan na spędzenie tego dnia uległ drastycznej zmianie, kiedy zobaczyła, kto się na nią gapi. Prychnęła pod nosem - niechęć do wszystkich, którzy czuli do jej rodziny coś innego, niż pogardę miała chyba zapisaną w genach. A niechęć do Bleach była... cóż. Dziewczyna po prostu jej się nie spodobała od samego początku. Bywa i tak, prawda?
W każdym razie miała w tej chwili dwie opcje - wyjść i dać Bleach myśleć, że uciekła. Albo się odezwać. Czekanie, aż tamta to zrobi było najsłabszą możliwością, której małolata nie brała pod uwagę. A jako, że jej duma bywa większa, niż rozum, od samego początku było jasne, że musi się odezwać.
- Nawet szczury czasem odwiedzają takie miejsca? Szczury, albo złodzieje. - prychnęła z całą swoją pogardą. - Sponsor się zachlał i brakuje darmowego chlania?
Dodała po chwili. Nieliczne osoby, które mogłyby się Stevem z jakiejś przyczyny zainteresować wiedzą, że nie ma z nim od trzech dni kontaktu. Jak i z ojcem. Raz nawet Charlie kazano ich szukać, ale cóż... gdziekolwiek są teraz napieprzeni, ona ich nie znalazła.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Bleach Pistone
avatar

Nieaktywni niemagiczni
Nieaktywni niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t2179-bleach-pistone#33158 http://www.morsmordre.net/t3081-karton-blicz http://www.morsmordre.net/t3082-masz-cos-dla-mnie http://www.morsmordre.net/t3163-blicz
Wagabunda
27
Charłak
Panna
Nic mnie nie dręczy, niczego nie żałuję. Bez przeszłości, bez jutra. Wystarcza mi teraźniejszość. Dzień po dniu. Dzień dzisiejszy! Le bel aujourd'hui!
0
0
0
0
0
0
0
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Katedra św. Pawła   03.07.16 13:57

Młoda mnie podpuszcza, ale przecież nie chcę powtórki z rozrywki. Wtedy rozdzielił nas jej brat, ale teraz go tutaj nie ma, a wątpię, by ktokolwiek był równie wyrozumiał (dla mnie) jak wtedy Steven. Który absolutnie nie robił mi wymówek za napad na swoją młodszą siostrę. Wtedy powinnam zrozumieć, że coś jest nie tak, ale znając swoje własne stosunki z rodziną, absolutnie mu się nie dziwiłam. I nadal nie dziwię, bo Charlotte to mała sucz, szukająca zaczepek i kłopotów. Nie mam oporów, by nazywać rzeczy po imieniu, a ta panienka zdecydowanie ma zadatki na kolejną nokturnową ladacznicę.
- Właśnie widzę - odpowiadam słodko, zastanawiając się, czemu jej rodzice spuszczają ją ze smyczy. Steven chyba nie mieszkał już z nimi i nie mógł utrzymywać dyscypliny, jego się boi, pamiętam to jeszcze z tamtego wieczora... - a powinno się je tępić - dodaję, spoglądając na nią wyzywająco. Wiem, że jesteśmy w kościele, ale równie dobrze możemy własne porachunki zakończyć gdzieś indziej. Wtedy jedna z nas prawdopodobnie skończy w Mungu, ale chyba wymiana zdań jeszcze nikogo nie zabiła?
-Tatuś się zachlał i przyszłaś pomodlić się o coś do jedzenia? - - odbijam piłeczkę. Nie reagując specjalnie na obelgę, z jej bratem nie łączy mnie nic specjalnego, poza... pewną nicią porozumienia. Sponsor jest z niego marny, ale przynajmniej umie sklecić więcej niż jedno zdanie i zamachnąć się pięścią, gdy tego trzeba. Nawet, jeśli powala nią nie tylko namolnych typów, ale i własną siostrę.


Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Katedra św. Pawła   03.07.16 14:49

|btw. 20. grudnia?

Żadna z nich nie odpuści, każda musi mieć ostatnie słowo. Char uśmiechnęła się pod nosem, przyglądając się białowłosej dziewczynie.
- Wiem, jak zarobić na jedzenie. Mogę ci trochę o tym opowiedzieć. - stwierdziła. Mało było rzeczy, którymi gardziła bardziej, niż żebractwo. Nie bez powodu z resztą - i w duszy liczyła, że Steve owego powodu nie zdradził. Choć gdyby to zrobił, pewnie już by o tym usłyszała. Tak, czy inaczej, przy ladzie właśnie w ten sposób odebrała Bleach. Aż skręciło ją z irytacji. Fakt, że ten debil dawał się naciągać kompletnie jej nie ruszał, miała gdzieś jego ewentualny problem, ale sama dziewczyna z automatu zaczęła jej działać na nerwy.
- To wcale nie takie trudne i pozwala na nie tracenie godności osobistej. - puściła jej oczko. W jej oczach nie da się upaść niżej, niż dopraszając się o cokolwiek Steve'a. Po prostu się nie da. I co z tego, że jeśli przegnie, sprowokuje Bleach do bójki? Doskonale wiedziała, że żadna z nich nie daruje. Inną opcją jest, że ktoś je po prostu stąd wyrzuci. Cóż, ani tego ani tego jakoś szczególnie się nie bała.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Bleach Pistone
avatar

Nieaktywni niemagiczni
Nieaktywni niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t2179-bleach-pistone#33158 http://www.morsmordre.net/t3081-karton-blicz http://www.morsmordre.net/t3082-masz-cos-dla-mnie http://www.morsmordre.net/t3163-blicz
Wagabunda
27
Charłak
Panna
Nic mnie nie dręczy, niczego nie żałuję. Bez przeszłości, bez jutra. Wystarcza mi teraźniejszość. Dzień po dniu. Dzień dzisiejszy! Le bel aujourd'hui!
0
0
0
0
0
0
0
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Katedra św. Pawła   03.07.16 16:06

Jestem jeszcze wyluzowana, nie zaciskam nawet dłoni w pięści, nie markuję ciosów, nie noszę się z ukrytym morderczym zamiarem. Jeszcze. Póki co, z uśmiechem wyzywam się z młodą nadal w miarę kulturalnie, bo nie zamierzam pozwolić sobie przy niej na słabość i demonstrację erudycyjnej sprawności nabranej na ulicy.
- Nie musisz, słyszę narzekania licznych pracujących ludzi - odpowiadam beztrosko, bo owa szpila w ogóle we mnie nie godzi. Chyba naprawdę jestem pozbawiona moralności, ale jakoś nie obchodzi mnie zupełnie, że postępuję źle... I już w ogóle mam głęboko gdzieś, co sądzi o mnie jakaś głupia, ruda siksa.
- Mam jej na tyle, że radzę sobie sama i nie muszę prosić nikogo o pomoc - odgryzam się. Doskonale wiem, że w domu też jej nie chcą, Steve nie mówił może o siostrze często, ale kiedy już wybuchał... Słuchałam go mimowolnie, a przy pierwszym spotkaniu z podlotkiem podzielałam opinię mężczyzny. Chyba powinnam wywlec ją za szmaty z kościoła i rozmówić się inaczej, ale na razie wciąż sprawiamy wrażenie niemal dwóch przyjaciółeczek, ucieszonych z nieoczekiwanego spotkania.


Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Katedra św. Pawła   03.07.16 18:28

- Żebranie u Steve'a wcale nie jest proszeniem o pomoc. Jest bardzie żałosne. Wielu masz podobnych sponsorów? - spytała, podkreślając ostatnie słowo. Nie wierzyła w altruistów. Ot, po prostu, nie. Była pewna, że Bleach musi w jakiś sposób odpłacać się osobom takim, jak Steve. On nigdy nie dałby nikomu niczego za darmo, więc dla rudej to jasne, że musiał mieć korzyść z tej znajomości. Jaką? Hm, to raczej oczywiste.
Sama Charlie nie odebrała jej słów nawet jako przytyk - nie prosiła o pomoc. Pracowała. Coś za coś, niczego nie dostawała za darmo i nie chciała dostawać za darmo. Była zbyt dumna na korzystanie z litości, czy przyjmowanie jałmużny.
- Z resztą. Twoje wypaczone pojęcie godności, czy żałosności to już twój problem. - wzruszyła ramionami, dochodząc do wniosku, że jakiekolwiek dyskusje na ten temat nie mają sensu, a ona nawet nie ma ochoty próbować prostować dziewczyny. To nie jej życie. Nie jej sprawa. A ludzie zadający się z jej bratem to stracone przypadki bez nadziei.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Bleach Pistone
avatar

Nieaktywni niemagiczni
Nieaktywni niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t2179-bleach-pistone#33158 http://www.morsmordre.net/t3081-karton-blicz http://www.morsmordre.net/t3082-masz-cos-dla-mnie http://www.morsmordre.net/t3163-blicz
Wagabunda
27
Charłak
Panna
Nic mnie nie dręczy, niczego nie żałuję. Bez przeszłości, bez jutra. Wystarcza mi teraźniejszość. Dzień po dniu. Dzień dzisiejszy! Le bel aujourd'hui!
0
0
0
0
0
0
0
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Katedra św. Pawła   03.07.16 20:02

- Ż e b r a n i e? - powtarzam po Char, bo wciąż liczę na to że, że cofnie te słowa i wycofa się z podkulonym ogonem. Prawie nie wierzę, że rzeczywiście to powiedziała, ale jednak i najwyraźniej nie dostrzega w tym niczego nieprawidłowego. Moje zakrzywione pojęcie moralności uwzględnia wiele zachowań sprzecznych z etyką, aczkolwiek na pewno nie zniżę się nigdy do proszenia o jałmużnę. Aż czerwienieję z oburzenia; czerwone plamy barwią moje policzki, kiedy zbliżam się bliżej dziewczynki i syczę jej w twarz - nie masz o niczym pojęcia, gówniaro - oddalam się od niej, żeby przez przypadek nie wydrapać jej oczu, bo przecież jest mnie na to stać. Nie mam jednak zamiaru tłumaczyć się z trupa na komisariacie, więc spuszczam z tonu, oddychając głębiej dwa razy. Przy kolejnym patrzę już na nią czysto, z nieskrywaną nienawiścią i mruczę:
- Skoro tak, racz się w niego n i e wtrącać - odparowuję, bo naprawdę niewiele brakuje. Albo zaraz jej coś połamię, albo to mi ze złości pęknie żyłka. Z dwojga złego, wolałabym jednak, aby to rudą szuję spotkało coś niedobrego.


Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Katedra św. Pawła   03.07.16 20:19

- A nie? W jakim razie w takim razie mu płacisz, lub zachęcasz do obdarowywania się? - uśmiechnęła się pod nosem zadowolona z osiągniętego celu. Patrzyła na płonącą z nienawiści dziewczynę, odczuwając typowo dziecinną satysfakcję z doprowadzenia kogoś, kogo nie lubi do takiego stanu.
Pod koniec tylko wzruszyła ramionami. Nie czuła najmniejszej nawet potrzeby przedłużania tego nieprzyjemnego dla obu stron spotkania. Uśmiechnęła się jedynie przesłodko.
- Jak sobie życzysz. Udanych kradzieży.
W końcu to wcale nie jest żałosne zabierać coś, co nie należy do ciebie. - dodała w myślach sarkastycznym tonem. Czemu nie na głos? Niczego by to nie zmieniło. Tak, czy inaczej całkowicie zadowolona ruszyła do wyjścia. Znajdzie sobie inne miejsce bez problemu. Nie ma ochoty patrzeć, jak Bleach wraca do "zarabiania pieniędzy".




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Bleach Pistone
avatar

Nieaktywni niemagiczni
Nieaktywni niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t2179-bleach-pistone#33158 http://www.morsmordre.net/t3081-karton-blicz http://www.morsmordre.net/t3082-masz-cos-dla-mnie http://www.morsmordre.net/t3163-blicz
Wagabunda
27
Charłak
Panna
Nic mnie nie dręczy, niczego nie żałuję. Bez przeszłości, bez jutra. Wystarcza mi teraźniejszość. Dzień po dniu. Dzień dzisiejszy! Le bel aujourd'hui!
0
0
0
0
0
0
0
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Katedra św. Pawła   03.07.16 20:33

Całe szczęście, że nie mam swoich dzieci. Małe paskudy. Pewnie udusiłabym je poduszką tudzież zapobiegła dorastaniu małego potworka w jakiś inny sposób. Patrząc na Char mam mdłości, jest mi niedobrze i autentycznie chce mi się wymiotować. Nie spawiuję jednak na samym środku Katedry św. Pawła, prowokując tym samym tych Japończyków do obejścia nas razem ze swymi aparatami. Na razie mamy względną intymność, bo turyści oglądają jakiś ołtarz... dzięki czemu możemy spokojnie dokończyć pogawędkę.
-Pieniędzmi. Gospodarka wymienna przestała mieć rację bytu już w starożytności - warczę na tę niedouczoną dziewczynę.
- I nie potrzebuję szczęścia - dodaję, jakby zupełnie nie ruszał mnie fakt, że wie o moim hobby - cóż, czasami coś, co robi się z konieczności, naprawdę zaczyna przynosić frajdę. Zawsze lubiłam rosnącą adrenalinę, ale po krótkiej próbie sił i mierzeniu w Char gniewnym, prześwietlającym wzrokiem odwracam się napięcie i wychodzę z kościoła. Nie mam tam czego szukać.

|ztx2


Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Katedra św. Pawła   09.10.16 16:39

15 marca
- Faceta nieźle pocięto. Jeśli nawet to nie sprawka tego szaleńca, co morduje bezdomnych, wybuchnie panika. Będzie męczyć nas prasa i przerażony, rozjuszony tłum, który całą swoją bezradność przeleje na nasz mundur. Musimy się z tym uporać najprędzej jak się da. Słuchajcie rozkazów i co najważniejsze - niczego nikomu nie mówcie. Jeszcze brakuje w tym całym bajzlu, żeby Ministerstwo zwaliło się nam na głowy.
Raiden w odpowiedzi dostał osiem skinięć głowy i rzucane gdzieniegdzie Tak jest. To mu wystarczyło. Stanowili zgrany zespół, a każdy nawet niższy stopniem policjant potrafił współpracować z resztą. Tego ich uczono. Żadna samowolka. Czysta, wspólna praca, którą można było wykonać sprawnie w dwie czy nawet dziesięć osób. Byle każda z nich wiedziała, czego ma szukać i jakie było zdanie każdej pojedynczej jednostki. Zaalarmowano ich w tym samym czasie co mugolską policję, jednak sprawą przejęcia zajmowała się zawsze góra. Dlatego unikano spotkań stróżów prawa magicznych jednostek i tych niemagicznych. Przynajmniej to funkcjonowało jak należy. A przynajmniej jeszcze. Kto tam wie co miało przynieść referendum i jego wyniki... Sfałszowane lub też nie.
Droga do katedry zajęła im dosłownie moment, chociaż dostanie się do miejsca zbrodni było nieco trudniejsze. Tłum próbował dostrzec cokolwiek jak to zawsze bywało w takich chwilach, krzycząc coś rozjuszonymi głosami. Jakiś czas temu zostali już wezwani amnezjatorzy, by wychwytywać przypadkowych mugoli, jednak nie było to takie proste. Morderstwo pod murami katedry Świętego Pawła i to jeszcze w samym centrum stolicy Anglii przyciągało uwagę. Do tego podobno ciało było nieźle zmasakrowane, co pobudzało apetyt co niektórych. Gdy znaleźli się przy wejściu do kościoła, grupa policjantów powstrzymywała już gapiów przed zapuszczeniem się dalej i bliżej miejsca zbrodni. Przepuszczono jego jednostkę, a Raiden wysunął się na przód, by samemu sprawdzić wpierw, gdzie leżało i jak wyglądało ciało. Kierując się wzdłuż wschodniej ściany świątyni, zniknął po pewnym czasie ludziom z oczu i mógł wyciągnąć różdżkę. Wypowiedział praktycznie niesłyszalne Lumos, a koniec jego różdżki rozjaśnił się na tyle, by oświecić mu kamienną drogę i rozproszyć cienie. Zerknął na latarnie z lewej strony, jednak żadna z nich się nie świeciła. Świetnie. Najwidoczniej miejsce bylo adekwatne i aż samo prosiło się o nieszczęśliwe zdarzenie losowe. Szedł przez chwilę, nim usłyszał odgłos i zobaczył błysk flesza z aparatu. Carter wyszedł zza zakrętu i dostrzegł oparte o ścianę zwłoki z opadniętą na klatkę piersiową głową, a także małego człowieczka w meloniku przenoszącego statyw i robiącego zdjęcia. Podszedł zaraz do ofiary i przykucnął, by móc mu się przyjrzeć z bliska. Podcięte gardło, znaki podobne do krzyżyków na policzkach, brak palców lewej dłoni i całkowity brak prawej. Pracownik czarodziejskiej policji rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu brakującej części ciała, ale nigdzie jej nie znalazł. Cholerny kolekcjoner, zaklął w myślach, wiedząc już, że najprawdopodobniej mieli do czynienia z tym samym mordercą ze stycznia. Zabijał bezdomnych, pijaków, prostytutki. Tych za którymi nikt nie miał tęsknić i których zniknięcia nikt nie miał zauważyć. Równie okrutny co teatralny. Podano te szczegóły do prasy, by ostrzec społeczeństwo, dlatego mógł też wchodzić w to naśladowca. Raiden chciał jednak odrzucić tę teorię. Owszem. Dali gazetom kilka informacji, ale nic nie mówili o znakach na policzkach. Przypominały X lub dziesiątkę rzymską. Nie wiedzieli jeszcze co miała oznaczać.
- Nazwisko? - spytał, zwracając się do fotografa i podnosząc na niego spojrzenie.
- Pettigrew - odpowiedział tamten, nerwowo pracując przy swoim aparacie. Najwyraźniej pracował pierwszy raz przy takiej sprawie, bo ręce latały mu jak pijakowi na detoksie, a głos drżał niespokojnie.
- Dotykałeś czegoś? Przeniosłeś ciało? - dopytywał dalej, podnosząc się i obchodząc z każdej dostępnego strony zmarłego.
- Nie.
- Kto ci płaci?
- Pan Bagman z Proroka Codziennego. Któż by inny? - Pettigrew wzruszył szybko ramionami, najwyraźniej nie mając szacunku do swojego pracodawcy. Cóż. Nie trzeba było być mistrzem, żeby wiedzieć, że Alfred Bagman nie miał wielu przyjaciół wśród braci związanych z jego branżą. I nie tylko. Policja miała z nim wiele problemów, gdy wtykał nos w nie swoje sprawy, wypytując o co poważniejsze śledztwa. Najwyraźniej był o krok przed nimi, ale Carter nie zamierzał dać się sprowokować. Nie takiemu pismakowi jak on.
- Teraz pracujesz dla mnie. Sfotografuj twarz, policzki i szyję - rozkazał Raiden, wskazując palcem każde z miejsc, o których mówił. Przyglądał się dalej w skupieniu ofierze, mając dziwne wrażenie, że skądś go znał. Nie zamierzał jednak mówić o tym na głos przy kimś, kto mógł powiedzieć parę słów za dużo szukającym sensacji i szansy na upokorzenie policji dziennikarzom. Gdy Pettigrew przesuwał się ze swoim stojakiem, by wykonać rozkazy policjanta, Carter rozglądał się szybko i dość chaotycznie w poszukiwaniu kolejnych wskazówek dotyczących zabójstwa. - Nie tutaj go zabił... Więc gdzie? - wymruczał pod nosem, nie zauważając śladów wypływającej krwi. Gdyby wydarzyło się to w tym miejscu, byłoby jej pełno. Chyba że było to jakiejś specjalne zaklęcie... - Skąd go przyniósł? - spytał sam siebie, jakby okolica miała mu odpowiedzieć na to pytanie. Jednak nie dane mu było dłużej się zastanawiać, bo przyszedł McKenna wyraźnie podenerwowany.
- Tłum coraz bardziej napiera, a amnezjatorzy powoli zaczynają nie dawać rady. My też nie - wydusił, patrząc przelotnie na trupa, fotografa i swojego kolegę z pracy. Ze swoim charakterystycznym melonikiem na głowie upodabniał się trochę do jakiejś postaci z kreskówki, którą Raiden widział kiedyś w Chicago. - Znowu rzucił silencio przed zabiciem?
- Tak. Tylko stąd wiemy, że maczał w tym palce ktoś z magicznego świata. I to wcale nie pomaga.
- Carter. Naprawdę musimy się stąd zabierać - westchnął poważnie mężczyzna, znowu rzucając spojrzenie w stronę fotografa.
- Teraz i tak niczego nie zobaczę. Nikt nie może tu wejść, aż do rana. Potrzebuję czasu - odparł, czując jak czas dosłownie ucieka mu przez palce. Im więcej zobaczyłby w tym momencie, tym bliżej było do rozeznania działań sprawcy tego całego bajzlu.
- Być może, ale dłużej już nie powstrzymamy tłumu. Albo zabierzemy go teraz, albo będziemy musieli się tłumaczyć górze, dlaczego nie mogliśmy doprowadzić sprawy do końca, bo gapie wdarli się i zadeptali ślady.
Dłuższe wytłumaczenie przerwał mu Pettigrew, gdy huknął flesz aparatu, rozświetlając na chwilę całą scenę zbrodni. Obaj policjanci lekko drgnęli jakby zupełnie zapominając na chwilę o obecności trzeciej osoby.
- Dobrze - poddał się Raiden, po czym podniósł kapelusz, by przejechać dłonią po włosach. - Zabierzemy ciało, a ty nie skończyłeś! - rzucił głośniej do małego człowieka. McKenna w tym samym momencie odwrócił się, by pobiec po pomoc w zabieraniu ofiary, znikając w ciemności drogi tuż obok katedry. - Sfotografuj mi jeszcze tę alejkę i ścianę. Muszę mieć jak najdokładniejszy obraz tego, co się tutaj działo.
Raiden zastanawiał się co za sensacja się szykuje. Te nagłówki gazet... Zdjęcia funkcjonariuszy policji, wywiady, przerysowane fakty jak i fałszywe wypowiedzi. Nie dało się tego powstrzymać. Nikt nie potrafił. Nawet sama Minister Magii. Policja nie tylko musiała się martwić o szukanie mordercy, ale również i martwić się o artykuły w prasie. Na szczęście miała się tym zajmować góra, czyli jego przełożeni, chociaż w praktyce wyglądało to też nieco inaczej. Odetchnął nocnym powietrzem, czując, że zrobiło się zdecydowanie za ciepło. Zaraz przybiegł jeden z uzdrowicieli i rzucił Lectica, po czym Carter przeniósł zaklęciem zwłoki na magiczne nosze. Wyglądało to jak zabawa kukiełką. Bardzo dużą i bardzo martwą kukiełką. Najgorsze z tego wszystkiego było to, że nikt zapewne nie miał zatęsknić za zmarłym. Nikt nie miał się zgłosić po jego ciało albo raczej po to co po nim zostało. Najgorszy los to zostać zapomnianym. Gdy razem z nowo przybyłym wynosili nieboszczyka, słyszał za plecami odgłosy flesza, a przed sobą krzyki domagających się wiadomości o morderstwie ludzi.

|zt




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#121095
astronom, profesor w Hogwarcie
30
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
18
18
3
0
0
0
1
8
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Katedra św. Pawła   30.04.17 12:41

19 kwietnia?

Jayden zagubił się w drodze na jedno ze swoich umówionych spotkać. Zresztą nie było to nic nowego. Szczególnie gdy niebo było całe zachmurzone i nie mógł znaleźć kierunków. Dla astronoma niebo bez gwiazd było koszmarem, chociaż bogin Vane'a przybierał akurat zupełnie inną postać. Na samą myśl zapewne wzdrygnąłby się z przestrachem. Na szczęście lub nieszczęście w tej chwili szukał księgarni, gdzie czekała na niego pewna stara książka, której szukał kilka miesięcy. Okazało się, że jeden z londyńskich niezależnych czarodziejów posiadał je w swojej kolekcji, a teraz postanowił założyć sklep, by dać nacieszyć się innym swoim dorobkiem. JJ chciał się z tego cieszyć, dlatego też czym prędzej spisał adres, zamierzając się tam dostać. Najbliższym miejscem, które znał było Fleet Street, z którego doszedł do Katedry Świętego Pawła. Dziewięć minut w linii prostej, niecałe pół mili. Czyli daleko nie zaszedł, ale podobno gdzieś w tej okolicy miała znajdować się ów księgarnia. Niestety... Nigdzie nie było jej widać, a wieczór powoli zaczynał się przeobrażać w noc. Noc bez gwiazd. Gdyby przeklinał, Vane niechybnie by zaklął pod nosem. Cóż... Czasem po prostu miało się pecha, a dodać to tego roztrzepanie profesora astronomii w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie i miało się pewne zamotanie jak nigdy. Może trzeba było spytać jakiegoś przechodnia? Ale dookoła nie było żadnej żywej duszy, co dodatkowo świadczyło o tym, że los czasami upierał się i nie zamierzał pomagać Jayowi. Wiele już razy jednak wszechświat ratował tego oderwanego od rzeczywistości mężczyznę i to w zaskakujące sposoby. Na przykład parę dni temu gdy syrena wabiła go swoim śpiewem, w środku nocy na zupełnym pustkowiu jego najlepszy przyjaciel szukał przygód i znalazł je, ratując Vane'a. Przypadek czy może gwiazdy czuwały nad swoim miłośnikiem? Tym razem jednak nie widział ich nad głową. No, trudno. Nie zamierzał przecież płakać. Usiadł więc na schodach katedry i oparł łokieć na kolanie, by podeprzeć na dłoni twarz. Może w pewien sposób droga sama mu się okaże, jeśli przestanie jej szukać?




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Alastair Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3799-alastair-nott http://www.morsmordre.net/t3820-iuventas http://www.morsmordre.net/t3819-the-sky-is-the-limit http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t3821-alastair-nott
Urzędnik Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
26
Szlachetna
Zaręczony
Hell is empty and all the devils are here
5
17
0
0
5
1
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Katedra św. Pawła   03.05.17 21:31

| Okej!

Miewam czasem takie momenty, że chcę mi się uciekać. Właściwie, miewam je dość często. Teraz jednak nie mogę uciec za wielką wodę, nie mogę zapewne uciec nawet za samą Tamizę, choćbym niewiem jak bardzo nienawidził tej rzeki. Dlatego po prostu wymykam się na spacery. Szczególnie nocą - bo noc jest dla mnie wytchnieniem, bo czuję dziwne orzeźwienie pod rozłożystymi skrzydłami Nyx. Bo kiedy spoglądam na gwiazdy wydaję mi się, że są mi w jakiś sposób bliskie, bo czasami chcą spaść, lecz muszą usilnie migotać na swoim miejscu. Być może nie muszą. Być może to bzdura - nie jestem wielkim astronomem, chociaż zawsze lubiłem Astronomię w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Mieliśmy świetnego nauczyciela, który zaraził mnie prawdziwą miłością do tej nauki. Może gdybym nie był Alastairem Nottem, najwyraźniej urodzonym tylko po to by zostać wielką szychą w polityce i gdybym miał jakikolwiek na to wpływ zająłbym się badaniem gwiazd. A jednak gwiazdy były raczej domeną Flintów - z Nottami zaś Flintów nie łączyło wiele. Oczywiście, utrzymywaliśmy pozytywne stosunki. Kto chciałby mieć za wrogów wybitnych alchemików, poza tym przyjaciół należało szukać nie tylko wśród rodów bardzo nam podobnych. Ja zaś nie rozumiałem ich podejścia - nie potrafili płynąć z prądem.
Kiedy tak włóczę się ulicami Londynu natrafiam na Katedrę, ogromną białą fasadę lśniącą wśród ciemności. O takiej godzinie nie kręci się już tutaj zbyt wielu ludzi, dlatego dziwię się gdy Cię zauważam. Nie wiem czy może znam skądś Twoją twarz bo nawet dokładnie jej nie widzę - siedzisz na schodach i wyglądasz jakbyś czymś się kłopotał. Dostrzegam tylko ciemne włosy i jasne oczy, dość nietypowe połączenie, a dopiero kiedy podchodzę nieco bliżej udaje mi się wreszcie dostrzec dokładniejsze rysy. Wyglądasz na nieco starszego, ale też bez przesady i nie wydaję mi się byśmy spotkali się na dłużej niż kilka chwil. Może widziałem Cię kiedyś na korytarzu w Howarcie? Nie jestem nawet pewien.




Let's stay lost on our way home
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#121095
astronom, profesor w Hogwarcie
30
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
18
18
3
0
0
0
1
8
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Katedra św. Pawła   05.05.17 7:57

Niektórzy uciekali, inni chcieli zostać i JJ zdecydowanie należał do tego drugiego rodzaju ludzi. Nie wyobrażał sobie, żeby zostawić tych których kochał z dala od siebie; by nie oglądać gwiazd co noc i spisywać wszystkie badania; by opuścić muru Hogwartu jak i swoich uczniów. Nie. To było do niego niepodobne. Zawsze chciał podróżować jak jego dziadek, który miał zlecenia na całym świecie. Była jednak właśnie ta cena - bycia daleko, a tego Jay nie potrafił. Uwielbiał Anglię, swoją rodzinę, swoją pracę. Nawet jeśli w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie nie działo się najlepiej i trzeba było uważać na każdym kroku... Wszystko zawsze miało swoje plusy i minusy. Chwilowo wadą zamku był dyrektor, ale nie mogło to przecież trwać wiecznie. Szczególnie że nawet w najczarniejszych czasach zdarzały się chwile dobroci. Trzeba było starać się je doceniać, a komuś takiemu ja Vane przychodziło to z niezwykłą łatwością. Po prostu dostrzegał pozytywny nawet w najdrobniejszych elementach codziennego życia. W każdej spotkanej osobie było też coś, co przyciągało uwagę. Bo nawet ci najgorsi mieli szansę na odkupienie. Prawda? Czy to nie dlatego, by wspomóc świat i sprawiedliwość Jayden wstąpił do Zakonu Feniksa? Za daleko wybiegał z myślami jak na dzisiejszą noc. Miał przecież tylko znaleźć tę księgarnię, ale skończyło się jak zawsze. Gdy usiadł na schodach katedry, nie podejrzewał, żeby jakikolwiek czarodziej również wędrował po tej okolicy. W końcu kto o tej godzinie wybrałby się na spacer, jeśli nie był astronomem lub miłośnikiem gwiazd? Nie przyszło mu jednak za długo się nad tym głowić, gdy właśnie ktoś taki pojawił się na horyzoncie. I tak. Też wydawał się mieć znajomą twarz, ale dla Jaydena każdy przypadkowo napotkany człowiek mógł wyglądać na przyjaciela z dawnych lat. Roztrzepanie, oderwanie od ziemi i specyficzna osobowość robiły tutaj swoje. Nowa postać przed placem katedry Świętego Pawła zbliżała się wolno w stronę astronoma, ale się nie odezwała. JJ zrobił to za mężczyznę, uśmiechając się szeroko i pozbywając się wcześniejszych trosk związanych z nieznalezioną księgarnią.
- Co tu robisz o tej porze? - rzucił luźno, zupełnie jakby było to zwyczajne spotkanie znajomych, a nie dwóch przypadkowych osób. Vane jednak nie wierzył w przypadki, a gwiazdy prowadziły go tam, gdzie powinien być. Cóż... Tej nocy nie była to jednak ich sprawka, a książki o kosmosie, ale zawsze...




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Alastair Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3799-alastair-nott http://www.morsmordre.net/t3820-iuventas http://www.morsmordre.net/t3819-the-sky-is-the-limit http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t3821-alastair-nott
Urzędnik Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
26
Szlachetna
Zaręczony
Hell is empty and all the devils are here
5
17
0
0
5
1
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Katedra św. Pawła   05.05.17 17:02

Jedynym czego nie lubię w ucieczkach jest zostawianie za sobą bliskich. Gdybym tylko mógł wziąłbym ich wszystkich pod pachę i zabrał ze sobą. Ale nie mogę. Jestem okropnym przyjacielem. Okropnym krewnym. Ależ będę okropnym mężem.
Jestem niewdzięczny, jestem egoistyczny, nie doceniam niczego co mam. A kiedy chcę zacząć coś doceniać już zwykle jest za późno. Kiedy uśmiechasz się szeroko i oboje podchodzimy bliżej, mogę wreszcie lepiej przyjrzeć się Twojej twarzy.
Być może widziałem Cię kiedyś na korytarzach Hogwartu, jako ucznia jednej ze starszych klas. Nie pamiętam jednak wszystkich twarzy, szczególnie tych osób, które nie należały do mojego domu. Jesteśmy tego samego wzrostu, choć wyglądasz na nieco starszego. Może dwa lata? Może trzy?
Wpatruję się w Twoje jasnoniebieskie oczy i widzę w nich jedynie szczerość i radość. Jestem nią niemal zszokowany, zdziwiony tym, że istnieje ktoś kto uśmiecha się tak często jak Ty. Nie daję tego jednak po sobie poznać i także na mojej twarzy pojawia się lekki uśmiech. Ton Twojej wypowiedzi również nieco mnie szokuje, choć w pozytywny sposób. Zastanawiam się czy na pewno nie popełniłem gafy i czy nie znamy się trochę lepiej, ale nie potrafię przypomnieć sobie żadnych wydarzeń z Tobą powiązanych. Rzadko zdarza się by ktoś zagadywał do mnie od tak, jakbyśmy byli starymi druhami, którzy nie widzieli się od lat. Zwłaszcza jeśli nawet nie wiedzą jak mam na imię. Nie wierzę w żadne brednie o przeznaczeniu i gwiazdach, nie ufam im - w Hogwarcie na pierwszej lekcji Wróżbiarstwa trzasnąłem ręką w stół i wyszedłem, na zawsze zostawiając za sobą głupie gadki o horoskopach. A jednak teraz niekiedy wracały do mnie, choć czułem się przez nie jak sentymentalny idiota, nie jak wybitny jasnowidz.
W Jasnowidzów też nie wierzę. Ale wierzę za to w naukę i fascynuje mnie astronomia. Moja przyjaciółka Daphne Rowle, często rozprawiała o planetach i innych ciałach niebieskich, a ja chętnie słuchałem. Słuchałem, bo nie byłem w tej dziedzinie autorytetem, jak ona. Nie ja w końcu dostałem się do Departamentu Tajemnic. Nigdy nie leżały tam moje aspiracje, choć brzmiał on fascynująco. Skupiam się jednak na zadanym przez Ciebie pytaniu, nie chcąc zbytnio się rozpraszać.
- Właściwie sam nie wiem. Lubię nocne przechadzki, lubię spoglądać w gwiazdy, ale londyńska pogoda niespecjalnie mi to umożliwia - odpowiadam, sam do końca nie będąc pewnym swojej odpowiedzi.
Wiem przecież, że za chmurami angielskiej mgły i smogu gwiazdy są dokładnie w tym samym miejscu w którym być powinny - ta myśl sprawia, że nocne przechadzki nawet w dnie takie jak ten nie są dla mnie utrapieniem.




Let's stay lost on our way home
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#121095
astronom, profesor w Hogwarcie
30
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
18
18
3
0
0
0
1
8
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Katedra św. Pawła   06.05.17 17:23

Sam nie był zbytnim zwolennikiem wróżb, jednak nie na tym polegała astronomia. Połączenie tego z astrologią nie było przepowiadaniem przyszłości. Było obserwacją przeszłości, a niebo mogło im pomóc ją analizować. Owszem można było wyczytać z niej to, co miało nadejść. Fazy księżyca mówiły o tym że ludzie będą wtedy bardziej podatni na stres oraz wyzwalają swoją zmysłową, namiętną naturę. Nawet zanotowano że ma to wpływ na żer ryb. Czy była to przyszłość? W pewien sposób tak, jednak nie było to wróżbą. Było wpisane w zwyczajowy cykl życia ziemskiego. Astrologia była połączona z astronomią, ale Vane nigdy nie był dobry w tej pierwszej. Owszem. Znał się na niej i to całkiem nieźle. Mimo wszystko gdyby miał wybrać między którąś z tych dwóch dziedzin, wybrałby bezceremonialnie astronomię. Bardziej od ukrytego znaczenia interesowała go sama materia, ruchy w kosmosie i zjawiska. Nie był żadnym wróżbitą i nigdy za takowego się nie uważał. Był obserwatorem i to dzięki tym obserwacjom mógł poddać je analizie i zastanawiać się nad ich znaczeniem. Każdy wiedział od niepamiętnych czasów, że ruchy księżyca miały wpływy na odpływy i przypływy wód. Dlaczego więc nie miały mieć wpływu na inne rzeczy? Nie interesował się za bardzo przepowiedniami zapisanymi w gwiazdach, bo sam nie wiedział, czy były takie pewne. Żadnej nie przeżył, jednak nie był tak zupełnie sceptyczny. Mimo wszystko posiadał odpowiednią wiedzę. Można by powiedzieć nawet że był wyspecjalizowany w każdym temacie związanym z ciałami niebieskimi. Bardzo ogólnie rzecz biorąc. Ludzie jednak nie rozróżniali jego nauki od wróżbiarstwa, ale nie mógł sam zmienić tego podejścia. Nie miał na nie wpływu i musiał brać poprawkę na to, że niektórzy tak to właśnie postrzegają.
Jayden nie znał nadchodzącego mężczyzny, ale czy to czemuś szkodziło? Był chętny na każdą znajomość, a otwartość którą posiadał od urodzenia pomagała mu w zdobywaniu przyjaciół. Nawet na chwilę rozmowy pod kościołem. Vane mimo wszystko nie lubił być sam, a na pewno nie gdy nie było widać gwiazd. Wiedział, że tam były, ale brak możliwości ich obserwacji zawsze sprawiał, że czuł się dziwnie. Słysząc odpowiedź zagadniętego przechodnia, JJ roześmiał się szczerze. Mógł podejrzewać, że był to jakiś czarodziej, bo strój mówił sam za siebie, ale czasami trudno było powiedzieć czy aby na pewno. Niektórzy mugole tak zabawnie się ubierali...
- Dziwne miejsce sobie wybrałeś przyjacielu na spoglądanie w gwiazdy. Lepiej jakbyś poszukał czegoś bardziej na północ i z dala od miasta - odparł, a uśmiech nie pomniejszył się ani odrobinę. - Nie widziałeś może po drodze księgarni Merlinie mądrości? - dodał po chwili przypominając sobie po co tu właściwie był. W końcu gwiazdy go tu zaciągnęły i nie chciał odchodzić bez zdobyczy. Nie zauważył jednak zbliżającej się dwójki mężczyzn, którzy najwidoczniej upatrzyli sobie Jaydena i jego nowego towarzysza za cel. Raczej nie przypominali nikogo z magicznego świata.




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
 

Katedra św. Pawła

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Katedra św. Pawła
» Klub Nocny - Katedra Mokrej Elżbiety
» Katedra Kardia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18