Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Cela zbiorowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Cela zbiorowa   03.01.16 18:56

First topic message reminder :

Cela zbiorowa

Jedna z największych i najzimniejszych cel w całej Tower. Traktowana jako zbiorowa i tymczasowa, dlatego brak w niej sienników czy nawet krzeseł. Więźniowie siedzieć mogą jedynie, na chłodnych, wilgotnych kamieniach stanowiących jej posadzkę. w rzeczywistości okazuje się jednak, że osadzeni spędzają w niej nawet kilka lat. Jedynym plusem tego miejsca jest brak szczurów. Z nieznanego powodu zwykle omijają celę. Więzienna legenda głosi, że to przez ducha pewnego czarodzieja, którego kiedyś zamurowano tu żywcem. Przeżyć miał dziesięć lat żywiąc się złapanymi szczurami, które zwabiał gwiżdżąc. Faktycznie, w jednym rogu wybudowana jest dziwna, krzywa konstrukcja, która burzy plan idealnego kwadratu, jakim powinno być pomieszczenie. Usłyszeć zeń można gwizd, człowieka, ducha czy powietrza - ciężko orzec.
Trzy ściany celi stanowią grube, kamienne mury Tower, jedną, tę, na której znajduje się wejście, solidna, stalowa krata. Braku tu okien, jedyne światło dają magiczne pochodnie z korytarza, stąd w środku jest dość ciemno. Nieodpowiednia wentylacja powoduje zaś, że w powietrzu unosi się zapach stęchlizny i pleśni.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Caesar Lestrange
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t661-caesar-lestrange http://www.morsmordre.net/t841-poczta-caesara http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t1615-caesar-lestrange
sutener oraz brygadzista
30 lat
Szlachetna
Zaręczony
pięć palców co po strunach chodzą
zegną się jak żelazo w ogniu
w owoc granatu martwy splot
0
16
0
0
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cela zbiorowa   19.01.16 10:45

-To są jakieś żarty – jego głos wydobył się z mroku pomiędzy jednym a kolejnym przekłamanym słowem Cassandry, kiedy wstał natychmiast, jak gdyby podłoga zaczęła palić go żywym ogniem.
To są jakież żarty.
-Calypso Lestrange, moja kuzynka – przedstawił swoją kuzynkę wręczając ja niemal w ich ramiona obiecując sobie, że i drogą Eilis zaraz stąd wyciągnie. Gdy tylko udowodni o swojej tożsamości - Caesar Lestrange, brat domniemanej Evandry, a ta kobieta nią nie jest – przedstawił się natychmiast, zdążając na ostatek dobrze rozegranego przedstawienia. Spytałby się Cassandry, jak śmie, lecz nie obdarzył ją nawet spojrzeniem obiecując sobie, że porozmawia z nią o tym incydencie później - Także jakiś Lestrange widniejący na pańskim piśmie to ja, proszę mnie natychmiast wypuścić – nie miał zamiaru się tłumaczyć, recytować litanii o tym, że jego siostra jest wilą, a ta ulicznica stojąca koło niego (dotychczas jego partnerka w interesach) to czarnowłosa, obdarta kobieta – Czy ona wygląda na szlachciankę? - dodał jedynie, odrobinę ciszej, zerkając na Cassandrę wymownie, lecz wówczas w zasięgu jego wzroku – tak, jego szukał! - odnalazł się Lord Carrow. Zdawałoby się, że ostatnia deska ratunku, ale czy Lestrange w ogóle dopuszczał do siebie myśl, że mogliby go nie wypuścić? - Razem z Lordem Carrowem – ścisnął swojego drogiego przyjaciela za miarę, poświadcz za mnie przyjacielu - zasiadaliśmy w Dziurawym Kotle, gdy nas aresztowano, zmierzaliśmy na występ baletowy w naszej londyńskiej operze – tutaj pomachał strażnikowi biletami przed nosem, aby wcisnąć mu je w łapę – Czego jeszcze pragniesz? Zapłacę Ci tyle, ile zechcesz – dodał przechodząc z policjantem na typrzynajmniej tyle, ile nie zapłaci Ci ta uboga kobieta, proszę na nią spojrzeć, to nie jest szlachcianka – oczywiście mówił o Cassandrze.
Tylko idiota pomyliłby ją z prawdziwą lady, doprawdy, tylko idiota mając przed sobą wyperfumowanego, nienagannie ubranego i uczesanego mężczyznę oraz kobietę, po prostu kobietę, ubraną tak jak obierała się Cassandra – na ile było ją w gruncie rzeczy stać i na ile siliła się, aby dobrze wyglądać.
-Zastanów się, co się stanie, gdy wypuścisz nie tę osobę, którą powinieneś - dodał na koniec, na ukoronowanie swojej przekupnej przemowy.


Powrót do góry Go down
Deimos Carrow
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow http://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 http://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow http://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet http://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
hodowca Aetonanów
32
Szlachetna
Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
5
5
0
0
0
11
0
10
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Cela zbiorowa   19.01.16 11:04

Rety rety, ktoś wysłuchał próśb i szedł uwolnić wszystkich nas szlachetnych. Stoję w tych ciemnościach i mówię: - No nareszcie, ile można na was czekać - witam ich u progu celi zbiorowej, lecz chyba sie nie przejeli zbyt bardzo moim powitaniem, bo zaraz jakiś kazał mi stanać pod ścianą i wylądowałem OBOK JAKIEJŚ SZLAMY, co prawie przypłaciłem dotknięciem jej ramiona. W duchu wznosze właśnie modły do bogów czarodziejskich, żeby nie skończyło się to galopującymi suchotami. Nagle czuję, jak coś się na mnie zaciska. Onie, to jakieś kajdany. Jestem zdezoriętowany, kto śmiał mnie skuć. Patrzę na to surrealistyczne zdarzenie i wydaje mi się nagle, że chyba potrzeźwiałem, bo nagle przestaje mnie to wszystko przerażać, a jedynie bawi. Kiedy zaś mówią moje nazwisko wywracam oczami i idę do nich, żeby mi zdjeli te kajdany.
- No szybciutko, proszę mi to zaraz zdjąć - ponaglam panów strażników, kiedy nagle jakaś panna podaje się za Lady Lestragne. Bardzo mnie to ubawiło, aż zdążyłem zaśmiać się do strażnika i powiedzieć: - Ostatnio jak ją widziałem była blondynką i wyglądała o niebo lepiej - heheszkam sobie, aż nie uznałem, że gdzieś posiałem chyba Megarę. Więc kiedy jakaś chuda osoba mówi, że jest Evandrą-pulchną-pulchrą-Lestragne, ja wyciągam swoje dłonie zbite łańcuchem (bo nie uwolnili mnie odrazu, pasztety) i każę jej podejść - Podejdź Megaro - chociaż pewnie już biegnie do mnie, bo tak się boi, żeby przypadkiem nie zostać tutaj. Ma szczęście, żem ślepy i nie widziałem jak pije wodę z ziemi, bo byłbym jej chyba nie zapraszał tak chętnie do domu. Wtem znów się wtrąca w moje życie ta sprawa z Ewcią. Ech, jakbym ją może widział ostatnio, ale nie udało mi się. Cezar mówił, że jego siostra się zmieniła trochę, może wymizerniała aż tak? Ale czy chodziłaby w łachmanach? - Tak, na balet Prokofieva. Lord Lestragne ma zaproszenie. Niestety nie udało nam się dotrzeć na samo przedstawienie, nad czym ogromnie ubolewam, taka strata, taka sztuka - z przesadą udaje, że coś mnie obchodzi to, że nie zobaczę tego przedstawienia po raz setny w życiu i wzdycham sobie. - A to moja małżonka, bardzo zawiedziona, że dzisiejszy wieczór spędziła nie na sali operowej, ale w celi - kręci lekko głową i wtedy Cezar opowiadał o łachmanach osoby, która podawała się za Evandrę. Wtedy zrozumiałem, że już wiem kim jest ta dziewczyna. Straciłem na chwilę głowe i dodaję do słów Cezara - A do tego jest kanibalką
Wszyscy chyba pamiętają, że zagroziła, że mnie zje?!









She was the prettiest hell

I have ever been in

I didn’t mind burning at all.


Powrót do góry Go down
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy http://www.morsmordre.net/t663-mieta http://www.morsmordre.net/t662-megara http://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar http://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
stażystka w ministerstwie
20 lat
Szlachetna
Zamężna
Once upon a time...
5
8
5
0
5
0
0
2
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Cela zbiorowa   19.01.16 11:34

Wreszcie coś się ruszyło.  Czułam jak po raz kolejny kajdany skuwają moje ręce.  To rzeczywiście było potrzebne? Przecież  i tak nie mieliśmy szans na ucieczkę, nie bez różdżek.  Mogę tylko westchnąć po raz enty i obserwować co się dzieje. Znów ktoś co krzyczy ktoś się buntuje a Carrow z Lestrangiem robią największe zamieszenie.  Powinni ich zamknąć w cyrku i pozwolić żeby publika rzucała w nich ciastem. Ta wizja odrobinę poprawia mi humor.  Gdy słyszę swoje nazwisko nie wstaję od razu. Lekko zaskoczona słyszę  je w dwóch odmianach.  Unoszę się z miejsca przechodząc w stronę kraty.  W między czasie, zwracam się do Morta obiecując mu, że jakoś go stąd wydostanę. Słyszę jak jakaś biedna dziewczyna próbuje się podać za siostrę Cezara.  Kto wie, może strażnicy dla świętego spokoju i ją wypuszczą nawet jeśli nikt nie potwierdza jej słów. Te dwa błazny nigdy nie potrafią nic zrobić dla drugiego człowieka. Co by wam szkodziło zabrać ją ze sobą? No właśnie…rozglądam się po celi.  Jedyną osobą, która nadawała się na wcielenie się w rolę Megary Malfoy była niejaka panienka Sykes. Kojarzyłam ją ze szkoły, była na moim weselu dość jawnie ukazując przywiązanie do mojego kuzyna. Na samą myśl aż mnie mdli ale przynajmniej będzie miała wobec mnie dług wdzięczność. Pod warunkiem, że chcą nas wypuścić. - Panienko Malfoy po co te nerwy. Zaraz panienka stąd wyjdzie - zwróciłam się do Eilis  dość cicho. To od niej zależało czy chce się w to bawić czy nie. Następnie stanęłam obok męża starając się zachować w miarę obojętny wyraz twarzy. Co nie było łatwe biorą pod uwagę, że te dwa pijaki wybierały się podobno na balet.  To dopiero byłaby cudowna komedia.  Wolałam już niczego nie komentować . - Megara Carrow - zwróciłam się do strażnika potwierdzając swoją tożsamość.


Powrót do góry Go down
Eilis Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1783-eilis-sykes http://www.morsmordre.net/t1792-dziob#21925 http://www.morsmordre.net/t1787-eliksirow-szal#21754 http://www.morsmordre.net/t1853-pokoj-eilis#24478 http://www.morsmordre.net/t1793-eilis-sykes#21929
alchemik w szpitalu Świętego Munga
20
Czysta
Zamężna
więc pogrzebałam moją miłość w głowie
i pytali ludzie
dlaczego moja głowa ma kształt kwiatu
i dlaczego moje oczy świecą jak dwie gwiazdy
i dlaczego moje wargi czerwieńsze są niż świt
chwyciłam miłość aby ją połamać
lecz giętka była oplotła mi ręce
i moje ręce związane miłością
pytają ludzie czyim jestem więźniem
0
2
18
5
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cela zbiorowa   19.01.16 12:55

Wygłodniałe wilki rzuciły się na kraty. I ja wstałam razem z innymi, słuchając uważnie przebiegu zdarzeń. Czy istnieje taki argument, dla którego zostaną nam wybaczone wszystkie kłamstwa? Matka broni dziecko, mąż żonę… Wszyscy byliśmy zagubieni w celi, bez względu na status krwi. Nie czułam się gorsza od innych, ale też nie lepsza. Docierają do mnie słowa Caesara, który chce potwierdzić swoją tożsamość, ale wtrąciła się tu drobna Cassandra. Nie znam jej chyba za dobrze, jest zbyt ciemno, abym skojarzyła twarz, a głos wydaje mi się absolutnie obcy. Na pewno nie przynależy do rodziny Lestrange. Prostuje swój fioletowy płaszczyk.
- Och, jak można wątpić w szlachectwo lorda Lestrange! – oburzyłam się, bo może ktokolwiek atakować mnie, ale jeśli chodzi o moich przyjaciół… Spójrzcie na jego dłonie, ubrania i na ten uśmiech, który mówi, że cały świat jest jego. Któż byłby tak pewny siebie nawet w tak felernych okolicznościach. W moim sercu rodzi się nadzieja, skoro wypuszczą Caesara i Lyrę, będą mogli powiedzieć o wszystkim Samaelowi, a ten na pewno mnie stąd wyciągnie. Wpływy trójki szlachciców na pewno będą większe niż jednego udawanego. Wzdycham teatralnie. Ostatnie zdanie Caesara nie powinno zostać wypowiedziane, przynajmniej nie w obliczu przyszłych wydarzeń. Nim zdążyłam jeszcze coś powiedzieć na temat swojego przyjaciela, reszta zebranych poczęła odmeldowywanie się pod kratami. Pomyślałam nawet sobie, że co jeśli przeniosą ich po prostu do innej celi? Już miałam wrócić na swoje miejsce „niegodnych”, gdy Megara do mnie przemówiła. Aż obejrzałam się instynktownie za siebie, lecz nikogo tam nie ujrzałam. Malfoy, panienka Malfoy? Och, tak kiepsko potrafię kłamać. Pragnę wycałować jej policzki i będę jej robić eliksiry na każde zawołanie. Może nawet te na płodność. Ach, lepiej nie, jeszcze znowu zobaczę to krzywe spojrzenie lorda Carrowa. Mam nadzieję, że spodobał się im prezent ślubny, ale nim zdążę oszacować chłodne „za i przeciw” kłamstwu, znów teatralnie otrzepuje płaszcz. Stanęłam obok niej i Deimosa, ciągnąć za rękę Caesara, bo któż inny mógłby lepiej poświadczyć o mnie, Megarze Malfoy, jak nie mój przyjaciel? Wdech, a do płuc dostaje się wilgotne powietrze. Wciąż głodna i zmarznięta, staram się nie patrzeć na strażnika. Mam nadzieję, że Caesar trzyma za rękę również Calypso, aby cała nasza trójka mogła wyjść. Od razu zapamiętuję jedną rzecz do zrobienia: muszę dowiedzieć się, gdzie jest Marigold, o którą tak martwiła się Tea. Jak dorwę tylko wujka…
- Megara Malfoy – potwierdzam, skoro są dwie Megary to i to się zgadza. Och, naprawdę będę Lady Carrow robić eliksiry do końca życia. Powinniśmy wszyscy na raz napaść na kratę, aby przewalić dwóch strażników. Wzrok tęskniący za rozumem, może mają jakąś siłę w mięśniach, ale jakby tak wszyscy… Och, znów gdybam bez sensu. Nigdy nie dopiorę mojego płaszczyka i sukienki, co za dramat. Wypuście nas stąd. Trzymam dłoń Caesara i wpadam na pewien pomysł.
- Spójrzcie – zdejmuję mu sygnet rodowy – Na palcu widać ewidentne odkształcenia powstałe przez ciągłe noszenie pierścienia, takie mają szlachcice, można porównać z palcem lorda Carrowa! – czuje pieczenie, gdy pierścień spoczywa w moich dłoniach i dałabym sobie zgolić głowę za to, że będzie zsuwał się z każdego palca. Szybko oddaje biżuterię Caesarowi – Proponuje zwracać się do niego, Lordzie Lestrange – szepczę cicho do strażników dumna ze swojej teorii, która miała zastosowania na pewno w Szpitalu, ale czy w celi? Wielokrotnie zwracało się uwagę na takie rzeczy. Często mężczyźni zdejmowali obrączki, gdy szli na ryzykowne spotkania, ale na palcu zawsze powstawały odkształcenia, więc szybko można było sprawdzić, czy jest żonaty i czy powinniśmy kogoś powiadomić o jego stanie. To przynajmniej uniemożliwiało kolejne kłamstwa, wszak ile razy ktoś trafiał do nas przez ciemne interesy?





self destruction is such a pretty little thing





Ostatnio zmieniony przez Eilis Sykes dnia 19.01.16 13:48, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Cela zbiorowa   19.01.16 13:05

Siedziała na posadzce, kołysząc się lekko do przodu i do tyłu, oplatając dłońmi podwinięte pod siebie kolana. Nadal było jej zimno i lekko drżała. Wzrok przesuwał się po majaczących w ciemności sylwetkach, niektórzy nadal krążyli po celi, a wszyscy, zapewne tak jak i ona, wyczekiwali na kolejne pojawienie się strażników, nowe wieści, być może na wiadomość o uwolnieniu. Ten koszmar wydawał się jednak ciągnąć bardzo długo. W którymś momencie, będąc spragniona, wstała i podeszła do wgłębienia wypełnionego wodą, by uklęknąć i nabrać dłońmi kilka garści zimnej cieczy. Wypiła trochę, zwilżyła też napiętą twarz, by następnie wrócić w pobliże ściany i znowu opaść na ziemię obok milczącego Daniela.
I znowu siedziała tak, praktycznie się nie odzywając. Cicha, na pozór spokojna, ale wewnątrz coraz bardziej spięta. Stres nadal ją dławił, przenikał na wskroś, nie pozwalając się na niczym skupić. Już nawet nie chciała słuchać rozmów innych, gdyż ich lęki tylko pogłębiały jej własny.
A później znowu kroki i światło. Utkwiła spojrzenie w kratach oddzielających celę od korytarza, mrużąc przyzwyczajone do ciemności oczy. Dostrzegła dwie niewyraźne, ciemne sylwetki, które zbliżyły się do krat. Chwilę później znowu poczuła, jak coś zimnego zaciska się na jej nadgarstkach. Wydała z siebie stłumione westchnienie. Ledwie zdążyła nacieszyć się wcześniejszym uwolnieniem obolałych dłoni, znów była skuta jak jakiś pospolity opryszek.
Słysząc swoje nazwisko wśród wyczytanych, drgnęła. Spojrzała w tamtym kierunku z wahaniem, na moment przeniosła wzrok na Daniela. Chciała coś do niego powiedzieć, jednak z jej ust wydostało się tylko niewyraźne mruknięcie. Wstała.
- Mam nadzieję, że zaraz stąd wyjdziemy – wymamrotała w końcu, nie będąc nawet pewną, czy w ogóle ją usłyszał. Gdyby miała wolne dłonie, pewnie musnęłaby przelotnie jego ramię, by zwrócić na siebie jego uwagę, ale nie mogła tego zrobić.
Nie wyczytano Daniela. Tylko kilka osób, same szlachetne nazwiska. Nie było wśród nich jej kuzyna, ani Eilis, Herewarda, Eileen, Louisa... Co się z nimi stanie? I co będzie z wyczytanymi? Wybrali ich, żeby uwolnić? Czy może wręcz przeciwnie, zamknąć w jakimś innym miejscu?
Na drżących nogach podeszła do zakratowanych drzwi. Prócz nadziei na uwolnienie, towarzyszyły jej także mniej wesołe myśli. Co teraz?
- Lyra Portia Weasley, siostra Garretta Weasleya, aurora i narzeczona Glaucusa Traversa – rzuciła, lekko się jąkając, jak przez mgłę wspominając aurora Wooda, który pod koniec lipca zadawał jej pytania w innej celi w tym ponurym gmaszysku. Wyciągnęła jednak pewne doświadczenia przez ostatnie parę miesięcy, naśladowała innych szlachetnie urodzonych i liczyła, że wspomnienie nazwisk brata oraz narzeczonego pochodzącego z szanowanego rodu postawi ją w lepszej sytuacji i umożliwi szybsze wyjście. – Posługuję się hebanową różdżką z kłem chropianka, ale przed złapaniem nie używałam żadnej magii, można to sprawdzić. Jestem tylko malarką.
Miała czyste sumienie, wiedziała, że nikt nie wykryje żadnych czarów rzucanych w ostatnich godzinach, bo po wyjściu z domu, nie licząc teleportacji, nie użyła żadnej magii. Poruszając nieznacznie drętwiejącymi powoli palcami, patrzyła niemal błagalnie na strażników, jednocześnie niemal ignorując toczące się obok sprzeczki i przepychanki innych. Wskutek nieścisłości w wyczytanej liście ktoś chyba także próbował się stąd wydostać, jednak Lyra potrafiła to zrozumieć, każdy chciałby już stąd wyjść i nie musieć z niepokojem czekać na dalsze losy. Niech to już się wreszcie skończy, prosiła w myślach. Niech okaże się, że osoby z listy zostaną zaraz uwolnione. Miała jednak nadzieję, że na nich się nie skończy, nie chciała przecież tak zostawić Daniela, Eilis i innych, którzy także trafili tu przez parszywy zbieg okoliczności, jak i ona. Widziała nawet, że Eilis także próbowała podać się za podwójnie wyczytaną Megarę, może nikt nie zorientuje się, że coś tu było nie tak, strażnicy nie wyglądali na szczególnie rozgarniętych. Rzuciła jej szybkie spojrzenie.
Ale cóż mogła poradzić na to wszystko? Pozostawało tylko optymistycznie wierzyć w pozytywny finał całej sprawy i w to, że już niedługo znajdzie się w domu.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Leandra Malfoy
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1927-leandra-argentia-malfoy http://www.morsmordre.net/t1985-poczta-leandry#28529 http://www.morsmordre.net/t4073-mrs-malfoy-vol-2 http://www.morsmordre.net/f205-wiltshire-dworek-malfoyow http://www.morsmordre.net/t2074-leandra-malfoy-budowa#31187
Marionetka
19
Szlachetna
Zamężna
I tried to paint you a picture
The colors were all wrong
Black and white didn't fit you
And all along
5
8
0
5
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cela zbiorowa   19.01.16 13:31

Pod ścianę. Leandra nawet się nie porusza, w końcu od dłuższej chwili siedzi skulona na ławie, pod ścianą właśnie. Drży z zimna, choć usilnie stara się zapanować nad skostniałymi mięśniami, nie ukazać słabości. Nie porusza się, gdy na jej drobnych nadgarstkach znowu pojawiają się kajdany, jeszcze mocniej obcierając delikatną skórę. Spierzchnięte wargi nie wykrzywią się w proteście, nie zhańbi się krzykami i awanturami jak lord Carrow i lord Lestrange. Czeka w ciszy, skoro zostawiają na jej ciele sine otarcia, niech mają pewność, że srogo zapłacą za każde z nich. Gdy jednak strażnik wyczytuje jej nazwisko, mimo zawrotów głowy podnosi się na nogi i powoli, choć z dumą i gracją, zbliża się do krat.
- Lady Leandra Malfoy - uprzejmie poprawia strażnika, który dziwnym trafem zapomniał o wszystkich należnych im tytułach. - Córka lorda Juliusa Avery, żona Fabiana Malfoy'a. - Nawet w przytłumionym świetle Tower nie trudno dostrzec, jak blada stała się skóra. - Uprzejmie proszę o sprowadzenie uzdrowicieli, sir. Duszno mi - mówi cicho, z rozbrajającą bezbronnością, jak na damę przystało. To rola mężczyzn upominać się o swoje, ona cierpliwie poczeka, aż ktoś ją uratuje. Jest więcej, niż pewne, że gdyby tylko chciała sama mogłaby zawalczyć o należne sobie prawa, jednakowoż krycie się za maską wątłej panienki z dobrego domu, od lat opanowała do czystej perfekcji. Nie widzi potrzeby, by obrażać strażników i żądać respektowania rzeczy jej należnych, zamiast tego starając skupić ich uwagę na sobie. I wydostać się z tych okropnych lochów, niezależnie od tego, za jaką cenę.
Odwraca jednak głowę, słysząc jak jej kuzynka stara się obrócić pomyłkę strażników, przeciwko nim samym i przedstawić kogoś, jako samą siebie. Wytęża wzrok, dostrzegając znajomą sylwetkę oblubienicy jej kuzyna Samaela. Czy i ona nie powinna pomóc, skoro noszą to same nazwisko?
- Moja droga, jeśli to nie kłopot możesz udać się wraz ze mną do mojej posiadłości w Wiltshire. Jestem pewna, że Fabian ucieszy się na wieść o tym, iż i ty jesteś cała i zdrowa - nie potrafi zdobyć się na otwarte kłamstwo, jak jej kuzynka, jednak łagodne słowa kierowane w stronę Eilis, powinny rozwiać wszelkie wątpliwości, jednocześnie nie narażając na szwank jej reputacji i wiarygodności.
Przymyka powieki; jeszcze tylko chwila. Już za moment wyjaśnią to niedorzeczne nieporozumienie, oddadzą jej różdżkę i odtransportują do dworku w Wiltshire. Zrzuci z siebie przesiąknięte obrzydliwą wilgocią szaty, zanurzy się w gorącej kąpieli, wypełnionej najdroższymi olejkami, a potem poskarży się wszystkim, którzy tylko mogą coś zdziałać. Zacząwszy od opiekuńczych ramion jej małżonka.


Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cela zbiorowa   19.01.16 18:42

Cyrk. Jak inaczej można by nazwać zaistniałą sytuację? Alan nawet nie miał ochoty patrzeć już na to co się tutaj działo. A tym bardziej zastanawiać się nad tym. Wystarczyło wrzucić do jednego miejsca kilku nadętych szlachciców, parę czarodziejów niższej krwi i mugolów, a mieliśmy mieszankę wybuchową. Dosłownie. Bo z obojga panów para zdawała się wręcz kipieć uszami. Alan nie znosił takich osób. Nienawidził wręcz. Byli najgorszymi ludźmi w obyciu, a także najgorszymi pacjentami. Gdyby tylko miał przy sobie różdżkę... Z pewnością jego młodzieńcza natura odezwałaby się i jeden skończyłby plując ślimakami, drugi zaś mając świński ogon. Dołóżmy do tego zabranie im dwojgu różdżek i voila - przedstawienie gotowe! Całe szczęście w celi nikt różdżek nie miał. Może był to pech, a może właśnie szczęście, bowiem nikt nie wie jak skończyłoby się to wszystko. Widząc temperament tych dwóch, nie byłoby niczym dziwnym, gdyby z tego wszystkiego wyszła piękna bójka. A tylko tego im jeszcze tutaj brakowało.
Całe szczęście Bennett miał na kim skupić myśli. Eileen. Biedna była całkowicie skołowana, co Alan poniekąd rozumiał. Jako uzdrowiciel zajmujący się urazami pozaklęciowymi, bez problemu zorientował się, że był to efekt najwyraźniej jakiegoś zaklęcia ogłupiającego. Tym bardziej więc poczuł się w obowiązku zająć się nią, zadbać. W momencie kiedy kobieta zamieniała się w królika i wskakiwała mu na kolana, poczuł cichą satysfakcje. ,,Ha, Kruger! Tę rundę wygrałem! " - miał ochotę powiedzieć. Ale niczego takiego nie uczynił, a jedynie wstał, obejmując drobne stworzenie tak, aby było mu ciepło i aby mu przypadkiem nie wyleciało z rąk. Eileen dobrze wiedziała, że jest u niego bezpieczna. Usiadł pod ścianą, trzymając ją. Właściwie to miał ochotę wstać i odezwać się, że chce kawałek tego nieszczęsnego, czerstwego chleba, który został im rzucony. Chciał go zatrzymać, by w razie potrzeby dać go króliczkowi, kiedy ten się obudzi. Nie zdążył, bo przy celi pojawili się strażnicy.
Patrzył na to wszystko z mieszanymi uczuciami. Szybko zauważył, że wymienione nazwiska należały jedynie do czarodziejów o szlachetnej krwi. Poniekąd spodziewał się tego, a więc stał pod ścianą, przyciskając do siebie Eileen i przyglądając się temu bez słowa. Zaskoczenie wywołały w nim słowa Cassandry. Nic nie rozumiał, nie miał pojęcia dlaczego przedstawiła się jako ktoś inny. Olśnienie przychodziło powoli. Chciała wykorzystać niewiedzę i roztargnienie strażników, aby się wydostać. Poniekąd to rozumiał, choć w nieco inny sposób, niż było to naprawdę. Nie wiedział bowiem, że ta dziewczynka przy szachach, którą zdążył zobaczyć kątem oka, była z nią i była jej córką. Gdyby to wiedział, wszystko byłoby jasne. Tymczasem przysłuchiwał się wszystkiemu w milczeniu, po cichu jej kibicując. Ale nie udało jej się. Oniemiały obserwował zachowanie Caesara, wręcz nie dowierzając temu co widział i słyszał. I takich jak on śmie się nazywać mężczyznami? Ludzi, których interesują jedynie błyskotki na palcach, status krwi i własna wygoda? Być może mógłby to zrozumieć, skoro mężczyzna nie chciał, aby jego kosztem ktoś inny wyszedł z więzienia. Ale słowa, których używał były znaczną przesadą. No i Bennett nie wytrzymał.
- Trochę szacunku do kobiet. - Warknął na tyle głośno, aby usłyszeli go wszyscy. A zwłaszcza Caesar, który był celem jego werbalnego ataku. Nie ruszył się ani o krok, a jedynie lustrował mężczyznę wzrokiem. - A może wraz z sygnetem zabrano Ci maniery i kulturę osobistą? - Dorzucił jeszcze. Właściwie to sam był zaskoczony swoim zachowaniem. Nie należał przecież do osób, które pyskowały w ten sposób innym, które same zaczynały ostrą wymianę zdań. A jednak w tej celi obudził się w nim Alan z Hogwartu - pyskaty, zadziorny, nie liczący się z konsekwencjami. Oby tego nie żałował.
- Rozumiem, panowie, że zabieracie najpierw szlachciców, bo jako bogaci są bardziej dożywieni, prawda? Słyszałem pogłoski o tym, że w niektórych częściach miasta panuje głód, a więc chcecie dać im jako prezent głodującym? Słuszne, popieram, chociaż wolałbym, abyście oszczędzili kobiety. - Rzucił w kierunku strażników. - Albo chociaż wrzućcie ich do gorszej celi niż ta razem z tymi ich błyskotkami, aby nauczyć ich że biżuteria nie jest nic warta w niektórych sytuacjach. - Spojrzał w stronę Caesara z niemym wyzwaniem w oczach. Być może kiedyś będzie żałować swoich słów, jednak teraz nie było już powrotu. Miał nadzieję, że nie przysporzy sobie przez to większych problemów z wyjściem stąd. Właściwie to mało go obchodziło czy strażnicy słyszeli go i wzięli sobie do serca jego słowa. On chciał jedynie, aby dotarło to do dwóch szlachciców, których najchętniej nazwałby nadętymi dupkami, ale próbował się powstrzymać.





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
Mortimer Bott
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1921-mortimer-bott http://www.morsmordre.net/t1926-elfrik#27119 http://www.morsmordre.net/t1925-mort#27110 http://www.morsmordre.net/t1928-mortimer-bott
bezrobotny
22
Półkrwi
Kawaler
My bones keep breaking
Tearing me away from the quiet
The silence of my soul, of my soul from the quiet
6
8
0
0
4
1
0
3
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Cela zbiorowa   21.01.16 22:27

|Przepraszam bardzo za tą nieobecność!
Spojrzałem zaskoczony na Megarę, kiedy chwyciła moje dłonie. - Dobrze - powiedziałem i znowu zrobiło mi się głupio z powodu tego, co wydarzyło się na Nokturnie. Nie powinienem był tak się zachowywać i teraz już wiedziałem, że zerwanie z nią kontaktu nie doprowadziłoby do niczego dobrego. Ścisnąłem mocniej jej dłoń jakbym chciał potwierdzić swoje słowa.
Chwilę później do celi weszli strażnicy, ale nie zerwałem się ze swojego miejsca i nie pobiegłem do krat. Już wcześniej wyszedłem z założenia, że jeżeli będą chcieli mnie wypuścić to to zrobią. Zerknąłem na [u]Megarę[/i] i wzruszyłem ramionami w odpowiedzi na jej ciche słowa. I tak nie uda jej się tego zrobić. Przez te dwadzieścia dwa lata życia przywykłem do tego, że arystokraci mają po prostu łatwiej. Przyglądałem się obojętnie ich dyskusji, aż w którymś momencie zaczęła wzrastać we mnie złość. To kiedy nas wypuszczą? Przecież byliśmy równie niewinni co oni. - A co z resztą? - Zapytałem, wstając i podchodząc nieco bliżej. - Jak długo będziemy tutaj siedzieć? Czy ktoś może nam w końcu powiedzieć co się dzieje? - Dodałem, patrząc na strażników. Musieli udzielić nam jakiś informacji. Nie wytrzymam dłużej w tym miejscu jeżeli nie będę nic wiedział. Jeżeli już mam spędzić tutaj resztę życia to chociaż chcę wiedzieć za co.


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cela zbiorowa   25.01.16 1:03

Strażnicy wydawali się z lekka skonfundowani nagłą ilością zgłoszeń. Pięć razy wymienili znaczące spojrzenia, trzy czy cztery podrapali w głowy i kilkadziesiąt zerknęli jeszcze raz na kawałek wymiętego pergaminu jakby liczyli na to, że ten nagle ożyje i powie im wreszcie, co w tej kłopotliwej sytuacji winni uczynić. Papier jednak uparcie milczał. W przeciwieństwie do więźniów, którzy mieli pełne prawo domagać się jakichkolwiek wyjaśnień. Mieli jednak pecha, dwójka funkcjonariuszy zdecydowanie, choćby nawet bardzo chciała, nie była im w stanie udzielić żadnych informacji. Wreszcie jednak po długich naradach prowadzonych przyciszonymi głosami coś najwyraźniej udało im się ustalić. Do uszu osadzonych mogły dotrzeć strzępy rozmowy: no jakieś niby dwa imiona są... No tak, tak myślę... ...całkiem podobne... ...wypuścimy więcej... ...że uciekli?
Wreszcie jeden ze strażników machnął różdżką uniemożliwiając każdemu z więźniów poruszanie się i otworzył kratę. Podchodził po kolei do ludzi i zdjąwszy zaklęcie wyprowadzał z celi. Uwolnieni zostali: Cassandra, Caesar, Deimos, Leandra, Calypso, Eilis, Lyra, Megara, Dairine i, ku zdumieniu wszystkich, Daniel. Wyprowadzając ostatniego, funkcjonariusz zdążył wyszeptać Kruegerowi do ucha coś, czego nie usłyszał nikt poza nimi.
- Masz napisać artykuł do Proroka o dekrecie pani minister. Dobry artykuł, bo inaczej znów się spotkamy. Rozumiesz, o co mi chodzi?
Nie czekał jednak na odpowiedź i szybko ustawił dziennikarza wraz z innymi uwolnionymi. Spojrzał na niego wymownie zanim z pomocą kolegi odtransportowali całą grupę poza mury Tower.

|wszyscy wymienieni w poście zakończyli rozgrywkę w celi, możecie napisać kończące posty, wszyscy otrzymujecie po 50 punktów
reszta kontynuuje w tym temacie


Powrót do góry Go down
Eilis Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1783-eilis-sykes http://www.morsmordre.net/t1792-dziob#21925 http://www.morsmordre.net/t1787-eliksirow-szal#21754 http://www.morsmordre.net/t1853-pokoj-eilis#24478 http://www.morsmordre.net/t1793-eilis-sykes#21929
alchemik w szpitalu Świętego Munga
20
Czysta
Zamężna
więc pogrzebałam moją miłość w głowie
i pytali ludzie
dlaczego moja głowa ma kształt kwiatu
i dlaczego moje oczy świecą jak dwie gwiazdy
i dlaczego moje wargi czerwieńsze są niż świt
chwyciłam miłość aby ją połamać
lecz giętka była oplotła mi ręce
i moje ręce związane miłością
pytają ludzie czyim jestem więźniem
0
2
18
5
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cela zbiorowa   25.01.16 10:25

Wdech, wydech. Och, czy to sen? Nie muszą powtarzać, że mogę wyjść. Nie pcham się, próbuje być spokojna i wyrachowana jak na szlachciankę przystało, ale mogłabym skakać jak małe dziecko ze szczęścia. Słysząc głos swojego uzdrowiciela, Alana, moje serce szybciej zabiło. Już nie mogłam do niego wrócić i szepnąć mu słówko, że postaram się go stąd wydostać. Musiałam udawać Megarę Malfoy, a strażnicy dość długo zastanawiali się, ile z nas wypuścić. Jeśli Alan nie czytał w moich myślach, a pewnie nie, nie mógł wiedzieć, że już planuję, co zrobić i kogo powiadomić. Chętnie bym go przytuliła i obiecała to nawet na ucho, ale musiałam trzymać Caesara za dłoń, bojąc się, że tu zostanie. Wszyscy mogli liczyć na moją pomoc, nawet jeśli początkująca alchemiczka ze Szpitala świętego Munga niewiele mogła zrobić.
Gdy zostaliśmy wyprowadzeni z Tower, a jesienne powietrze uderzyło gwałtownie w zmarznięte policzki, chciałam krzyczeć ze szczęścia. Prędko puściłam dłoń Caesara, szepcząc, że muszę coś załatwić. Podbiegłam do Megary, ucałowałam jej obydwa policzki.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję, och, jakbyś tylko coś potrzebowała, eliksiry, cokolwiek, napisz mi koniecznie sowę - prawie płakałam ze szczęścia, zaczęłam kręcić się w kółko jak szalona, delektując się świeżym powietrzem. Potem odnalazłam Leandrę i również ją uściskałam. Chyba przytulałam każdego, z kim miałam pozytywne stosunki, bo nigdy nie czułam wcześniej takiej bezsilności, nawet nie mieliśmy prawa do jednej sowy! Och, okropna jest ta pani minister. Musi się znaleźć ktoś, kto będzie chciał ją szybko zastąpić, bo jak tak dalej pójdzie, to za samo oddychanie czarodzieje będą trafiać do Tower.
- Och, tak, musimy się wykąpać i coś zjeść, Lea, mogę wam coś pysznego ugotować! - i z kimkolwiek nie poszłam i cokolwiek potem nie robiłam, to wiedziałam, że jestem okropnie szczęśliwa. Nawet w tym momencie nie czułam pulsujących stawów, a noc wydała się nagle ciepła i przyjemna. Zastanawiałam się tylko, kogo powinnam poinformować najpierw. Och, Harriett i Setha! A potem Samaela i Garretta.

zt





self destruction is such a pretty little thing



Powrót do góry Go down
Louis Bott
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t1671-louis-bott http://www.morsmordre.net/t1846-niemugolska-poczta-lou#24237 http://www.morsmordre.net/t1672-louis-bott#17379 http://www.morsmordre.net/f95-baker-street-69 http://www.morsmordre.net/t5152-louis-bott
Student astrofizyki i kosmologii, pracuje dorywczo, uliczny grajek
21
Mugolska
Kawaler
I don't recognize these eyes
I don't recognize these hands
Please believe me when I tell you
That this is not who I am
0
0
0
0
0
0
0
4
Mugol
this is not who I am

PisanieTemat: Re: Cela zbiorowa   25.01.16 16:30

Zerknąłem na rudego czarodzieja, który wygłosił swe przemówienie. Nie byłem taki pewny jego słów... ale a nuż miał rację? Może chodziło tylko o to, żeby "dać świadectwo"? Tylko czy do tego nie powinni zgarnąć z ulicy tych, którzy rzeczywiście czarowali? Bo przecież ani ja, ani nikt z tu obecnych nie będzie opowiadał, żeby nie czarować, bo będzie krucho, ale że zostaliśmy niesłusznie przetrzymywani w cholernym czarodziejskim więzieniu.
Trochę bezradnie spoglądałem na czarownicę, której zaofiarowałem kurtkę, bo nie takiej reakcji się spodziewałem. Przecież nie chciałem jej przestraszyć... no i widziałem, że jej zimno. Wahałem się dłuższą chwilę nie wiedząc co zrobić czy powiedzieć i kiedy już postanowiłem spróbować jakoś uspokoić dziewczynę, na korytarzu rozległy się głosy. Odwróciłem się w stronę krat, żeby zobaczyć co się dzieje. Wpakują nam kolejnych więźniów, a może jednak nas uwolnią?
Nie ucieszyłem się z powrotu więzów na moich nadgarstkach, ale nie chcąc pakować się w kłopoty, stanąłem pod ścianą jak tego chcieli funkcjonariusze. Wzrokiem odszukałem jeszcze swojego kuzyna.
Nie wyczytali ani mnie ani jego... to dobrze, czy źle? Nie byłem pewny. Przyglądałem się jedynie osobom z listy i funkcjonariuszom, jakby pozwoliło mi to w jakiś sposób zorientować się w sytuacji. Problem w tym, że czarodziejscy policjanci chyba sami nie ogarniali tego, co się tu działo. Bosko.
Odprowadziłem wzrokiem Lyrę gotowy się uśmiechnąć, gdyby przypadkiem na mnie spojrzała. Nie ma to jak robić dobrą minę do złej gry, prawda? Nie chciałem, żeby się martwiła, czy coś - wszystko będzie dobrze... miałem taką nadzieję.
Lady Hampshire, lord Carrow i jego żona, lord Lestrange, lady Leandra, córka lorda... Wow, nawet nie wiedziałem z jakimi osobistościami wylądowałem za kratkami. Czyżby wszyscy byli szlachcicami? Jakiś wyrywny czarodziej potwierdził szybko moje przypuszczenia. Bezradnie patrzyłem jak Mo wstaje i próbuje cokolwiek wyciągnąć z tych ćwoków, którzy nas tu zamknęli. Nadaremno, oczywiście.
Większość została uwolniona, a w celi zostało nas czterech i jedna czarownica.
- Przynajmniej mamy więcej miejsca - spróbowałem się uśmiechnąć i jakoś rozładować napiętą już i tak sytuację... choć byłem święcie przekonany, że skoro wypuścili szlachciców... to my - pozostali - mamy przerąbane po całości. Od razu przypomniałem sobie słowa stryja o matce Mo i... ciarki przebiegły mi po plecach. Ale przecież w więzieniu nikt nas nie zamorduje, prawda? Prawda?
Nie mogłem już usiedzieć spokojnie, z tego całego strachu i niezrozumienia sytuacji zacząłem chodzić od ściany do ściany przy kratach jak zamknięte w klatce dzikie zwierzę.
Stryj się zorientuje, że nas nie ma? Coś będzie w stanie zdziałać? Czy to rzeczywiście robota czarodziejskich arystokratów? Wypuścili ich, nie? A co będzie z nami? Rzeczywiście staniemy się przykładem dla reszty? Rozstrzelają nas pod ścianą jak hitlerowcy?
Zacząłem żałować, że podkusiło mnie dzisiaj na wycieczkę na Pokątną. Gdybym siedział w mieszkaniu stryja nic takiego by się nie wydarzyło.





Make love music
NOT WAR

©️CC
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Cela zbiorowa   26.01.16 15:28

Lyra przez dłuższą chwilę stała tak przy tych kratach, czekając. Po powiedzeniu tego, co miała powiedzieć, umilkła. Była zaskakująco spokojna. Nie płakała, nie próbowała błagać o uwolnienie jej. Po prostu patrzyła wyczekująco, ze strachem w zielonych oczach, tak bardzo drobna i krucha na tle tych zimnych, ciemnych murów. To oczywiste, że pragnęła wolności i wciąż się bała, że wcale nie zostaną wypuszczeni, a zamknięci gdzieś indziej. W końcu to byłoby chyba dziwne, gdyby ot tak nagle ich wypuszczono, prawda? Nawet nikt jeszcze nie przyszedł z nimi rozmawiać na temat ich domniemanego używania magii na ulicy. Po prostu zostawiono ich tu wszystkich bez żadnych wyjaśnień, więc nic dziwnego, że Lyra miała w głowie niezły mętlik.
Przysłuchiwała się jeszcze ściszonym rozmowom strażników, a już po chwili poczuła, jak jej ciałko drętwieje. Nie mogąc się poruszyć, patrzyła, jak kraty się otwierają i wyczytani są po kolei wyprowadzani z celi. Po chwili wyprowadzono także ją; dostrzegła spojrzenie odprowadzającego ją wzrokiem Louisa i także nieco nieporadnie się do niego uśmiechnęła, choć miała wrażenie, że mięśnie twarzy nie bardzo chciały jej słuchać. Ustawiono ją wśród innych uwolnionych, do których po chwili nieoczekiwanie dołączono także... Daniela. Zdążyła zobaczyć, że jeden ze strażników szepnął mu coś na ucho i była bardzo ciekawa, o co chodzi, więc rzuciła swojemu kuzynowi szybkie spojrzenie, zwiastujące, że pewnego dnia, gdy tylko oboje ochłoną, go o to zapyta; teraz zdecydowanie nie był to odpowiedni moment, zresztą w obliczu lęku nawet ciekawość zeszła na dalszy plan. Nie była w stanie nic z siebie wykrztusić, choć na jej usta cisnęło się mnóstwo pytań. Co ich czeka? Jakie będą konsekwencje tego wszystkiego, nawet jeśli faktycznie mieliby zostać wypuszczeni? Co z osobami, które pozostały w celi?
Jednak, wbrew jej obawom, nie zamknięto ich w innej celi ani nie zaciągnięto na przesłuchanie z eliksirem prawdy, wskutek którego na pewno wyszedłby na jaw podstęp kilku osób, takich jak Eilis czy Cassandra. Wszyscy zostali wyprowadzeni na zewnątrz, pozostawiając za sobą zimną, stęchłą i ciemną celę. Lyra po chwili poczuła, że ma wolne ręce, zapewne zwrócono im też różdżki. Czując chłodne, ale świeże powietrze oraz widząc niebo nad głową, nagle poczuła ogromną, niewysłowioną ulgę. Ale jak wiele czasu minęło? Czy to nadal był ten sam dzień, czy może już kolejny? Wydawało jej się, jakby spędziła w podziemiach wiele godzin. Gdyby nie to, że czuła się tak osłabiona, pewnie też zaczęłaby biegać i skakać w kółko, jednak ograniczyła się tylko do lakonicznego pożegnania z Danielem i z innymi osobami, z którymi miała pozytywne stosunki, wciąż zbyt spięta i podenerwowana, by silić się na wylewne okazywanie emocji. A potem wróciła do domu, mając zamiar zażyć długą, gorącą kąpiel, by pozbyć się z ciała wilgoci i woni stęchlizny, zmyć odór zimnej celi i faktu uwięzienia, a później zaszyć się w swoim pokoju, nie będąc niepokojoną przez nikogo.

| zt.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cela zbiorowa   27.01.16 19:59

Słuchał. Wypełniał umysł docierającymi doń fragmentami rozmów, które były niczym rozsypane fragmenty układanki - mimo wszystko występujące w zbyt małej ilości, do poznania prawdziwego jej oblicza. Nie czuł już dłużej zimna, nie czuł zesztywniałych mięśni i obolałych kości, nie zwracał uwagi na przesiąkające ciągłą wilgocią płuca, której swąd nie ustępował ani na moment przy każdym wykonywanym oddechu. Słuchał. Najzwyczajniej w świecie, lecz efektów mógł się jedynie domyślić, rozpatrując ich obraz w wymiarze czysto hipotetycznym. Nadal niczego nieświadomy, czekał na kolejne, mające przynieść wyjaśnienie chwile.
Szlachcice. Czyli jasne, boją się zadzierać z arystokracją. Uraczył sylwetkę Lyry spokojnym, przymglonym wzrokiem, jaki przebijał się przez ciemne chmury napawających pomieszczenie cieni, by potem - ku własnemu zaskoczeniu - zostać wyprowadzonym wraz z resztą osób. Nie pasował do nich, był i n n y i całe to wydarzenie zarysowywało się w jego głowie jedną, głęboką rysą. Zgrzytem mechanizmu rozgrywanych wydarzeń, ulatujących bezpowrotnie sekund, które przechodziły z punktu kulminacyjnego ku samemu zwieńczeniu końca. Komunikat, który wdarł się do uszu, był niezwykle jasny. Nie odpowiedział nic, nie ruszył się, zresztą nie miał nawet czasu na wykonanie jakiejkolwiek, konkretnej reakcji. Tylko w głowie zagościła jedna myśl, spostrzeżenie o konieczności wykonania artykułu, jaki miał stać się rachunkiem w zamian za wyjście z więzienia. Zmrużył nieznacznie oczy. Owszem. Dostaną ten cholerny artykuł. W formie, jaką chcieli, która być może nabierze nowego znaczenia.
Dla tych, którzy wiedzą.
Nie zastanawiał się już więcej - na prawdziwe rozmyślania przyjdzie czas, kiedy ostatecznie znajdzie się w zaciszu swoich skromnych progów.

| zt




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Leandra Malfoy
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1927-leandra-argentia-malfoy http://www.morsmordre.net/t1985-poczta-leandry#28529 http://www.morsmordre.net/t4073-mrs-malfoy-vol-2 http://www.morsmordre.net/f205-wiltshire-dworek-malfoyow http://www.morsmordre.net/t2074-leandra-malfoy-budowa#31187
Marionetka
19
Szlachetna
Zamężna
I tried to paint you a picture
The colors were all wrong
Black and white didn't fit you
And all along
5
8
0
5
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cela zbiorowa   28.01.16 19:57

Krzyki, pretensje, jęki niezadowolenia. Wszystkie zlewają się w jedną, bezkształtną masę, która bombarduje jej uszy, gdy za wyczytanymi stara się wreszcie wydostać z tego okropnego miejsca. Nie patrzy za siebie, nie zastanawia się, co stanie się z tymi, którzy zostali wewnątrz. Tych, którym los oszczędził przywileju bycia lepszymi. Uścisk na płucach zdaje się być lżejszy z każdym krokiem, który z trudem wykonuje jedynie po to, by na twarzy znów poczuć powiew październikowego wiatru. A może był już listopad? Granica między godzinami i minutami zatarła się już dawno, trzymając ją w brutalnej agonii bezdechu. I wreszcie, gdy blade policzki smaga jesienny wicher, ciężar zaczyna spadać z jej ramion. Udało się, jest wolna.
- Cieszę się, że się udało - odpowiada cichutko, obejmując Eilis. Choć jej zasługa jest w tym zupełnie nikła, a wszystkie honory należałoby przypisać Megarze, niebywale raduje ją świadomość, że komuś jeszcze udało się pomóc. - Czuj się zaproszona, moja droga. Jeśli tylko masz ochotę, sypialnia gościnna w naszej posiadłości może dzisiaj należeć do ciebie - skrzaty mają w końcu swoje sposoby, by w szybkim czasie doprowadzić do stanu bardziej... użytecznego. Otula się ciaśniej lekkim płaszczem i prowadząc za sobą panienkę Sykes, szuka w tłumie Megary. Łapie ją za zmarzniętą dłoń i posyła ciepły uśmiech. - Zabieram Eilis do nas, masz ochotę dotrzymać nam towarzystwa? Wierzę, że twój małżonek nie będzie miał nic przeciwko - boi się wysyłać ją samą z pijanym Deimosem do posiadłości Carrowów. Jeśli ma możliwość odroczenia ich rozmowy chociażby do rana, uczyni to z niebywałą radością. W końcu żal i alkohol bywają naprawdę koszmarnymi doradcami.
Może przed powrotem powinna napisać wiadomość do męża i brata? Powiadomić ich, że wypuścili ją całą i względnie zdrową. A może lepiej zając się otartymi nadgarstkami, które nieprzyjemnie szczypały?
A niech to licho, teraz to bez znaczenia.
Dlatego właśnie oddala się. Jak najszybciej. Jak najdalej.

zt


Powrót do góry Go down
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy http://www.morsmordre.net/t663-mieta http://www.morsmordre.net/t662-megara http://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar http://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
stażystka w ministerstwie
20 lat
Szlachetna
Zamężna
Once upon a time...
5
8
5
0
5
0
0
2
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Cela zbiorowa   02.02.16 17:55

Moje myśli   krążyły wokół tego jak uwolnić Morta. Nie ważne było to, że wreszcie opuszczałam więzienie  i mogłam odetchnąć świeżym powietrzem. Liczyło się tylko to, że musiałam jakoś uwolnić przyjaciela.  Jestem Megara Malfoy…szlak!...Carrow więc to nie powinno być takie trudne.  Wychodząc na otwartą przestrzeń nie wyglądałam na tak szczęśliwą  niż reszta mojego towarzystwa. Słońce raziło niemiłosiernie i na dodatek trzeba było pilnować Deimoa by nie palnął jakiejś głupoty. Chciałam już do niego podejść gdy właśnie coś mnie…napadło. Na początku zaskoczona takim okazem wdzięczności w końcu zmusiłam się do uśmiechu. - Cieszę się, że przynajmniej tobie jednej mogłam pomóc - to przynajmniej była prawda. Kolejny doby uczynek dopisany do listy. A to, że nie miałam zamiaru wykorzystywać jej długu wobec mnie na tak błahą sprawę jak eliksiry… to już zupełnie inna sprawa.  W końcu udało mi się dojść do męża w sposób dość jawny i oczywisty wyciągając z jego kieszeni całe złoto jakie miał przy sobie.  - Może rzeczywiście mam w sobie coś ze złodzieja przeszło mi przez myśl widząc jego zdziwione spojrzenie. Dodając jego złoto do tego, które sama posiadałam przy sobie wyszła dość spora suma…kolejny dowód na to, że arystokraci nie grzeszą roztropnością.  Wówczas podeszłam do jednego ze strażników, którzy nas wypuści wciskając mu w dłoń sakiewkę tak by nikt innego tego nie zobaczył - Mrtimer Bott. Jeśli go wypuścisz ozłocę i ciebie i całą twoją rodzinę - szepnęłam cicho mówiąc absolutnie poważnie. Nie dam przecież skrzywdzić tak drogiej mi osoby. Gdy odeszłam od mężczyzny znów, ktoś zaczął do mnie mówić. Zrozumienie, że to Lea zajęło m kilka chwil.  Przeniosłam wzrok na Deimosa to na nią. - Zaopiekują się nią - kiwnęłam głową na „pannę Malfoy” - Mną się nie przejmuj. Deimos po pijaku przypomina klauna a nie koszmar senny - uśmiechnęłam się krzywo - Poza tym modlę się już tylko o własne łóżko. Poza tym zabawa w tego bardziej  dorosłego może być interesująca  - uśmiechnęłam się już w znacznie bardziej ludzki sposób i pożegnałam się z kuzynką.  Podeszłam do Deimosa, ostrożnie wsuwając mu dłoń pod ramię. Grzecznie spytałam, czy możemy już wracać do Marseet, bo źle się czuje. Nie mógł mnie teraz zostawić albo kazać samej wracać. Dlatego gdy w końcu dostałam odpowiedź, ruszyliśmy w drogę.


/zt + Deimos




Ostatnio zmieniony przez Megara Carrow dnia 13.02.16 20:42, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
 

Cela zbiorowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

 Similar topics

-
» Cela nr XI

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Tower of London-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17