Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Stadion Os z Wimbourne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Stadion Os z Wimbourne   17.01.16 23:34

First topic message reminder :

Stadion Os z Wimbourne

Niezwykle zadbany stadion Os położony jest nieopodal Wimbourne, czarodziejskiej miejscowości na południu Anglii. Niemal zawsze można dostrzec tu mknące w powietrzu żółto-czarne postacie. Rozległe trybuny są w stanie pomieścić kilka tysięcy fanów tłumnie przybywających kibicować swojej ulubionej drużynie.
Możliwość gry w quidditcha


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Stadion Os z Wimbourne   16.06.17 22:11

To nie był szczęśliwy dzień dla Katherine Williams, jednej z rezerwowych Os z Wimbourne, czarownicy półkrwi, której matka szczyciła się wśród swoich mugolskich znajomych doskonałą sztuką krawiecką. Ci znajomi jednak nie wiedzieli, że kobieta nie przykłada do swojej twórczości nawet jednego palca, a wszystko robi za nią dębowa różdżka. Patrzyła na nią wywracając oczami, bo usta zawiązywał jej fakt, że dzięki tym chełpliwym kłamstwom cała rodzina miała co jeść. Chciała się wyrwać z domu pełnego bachorów, które każde różniło się od poprzedniego, czego jej ojciec niestety nie zauważał. Trochę miała dość, trochę męczyła się ciężkim powietrzem w domu, przesyconym jęczeniem, płaczem i kłótniami najmłodszych.
Swoją ostatnią nadzieję pokładała w drużynie, w której grała już od dwóch miesięcy – co prawda udało jej się dostać tylko na ławkę rezerwowych, ale i tak uważała to za swoje osobiste zwycięstwo! W czasie treningów rozgrzewała się tuż obok największych gwiazd, patrzyła na nie, uczyła się ich ruchów, modyfikacji, które wykonywali na boisku z gracją powietrznej primabaleriny.
Tylko dzisiaj, wyjątkowo dzisiaj, wszystko szło nie tak, jak trzeba. Seria niefortunnych zdarzeń, które zaczęły się już od poranku, uniemożliwiły jej bycie na dzisiejszym meczu, a kiedy już się pojawiła na stadionie – było pusto. W szatni nie było nikogo, nie było trenera, któremu wytłumaczyłaby, że to nie jej wina, że to wszystko wina wczorajszej wróżbiarki, którą matka spotkała na swojej drodze i powtórzyła potem Kate to, co usłyszała – niefortunnie pechowa przepowiednia dotyczyła właśnie jej najstarszej córki. Gdy wychodziła z boiska, jej wzrok natrafił na niewielkie pudełeczko – ot, skromne, pospolite pudełeczko, mały prezent, który ktoś mógł zostawić z powodu zwykłego zapomnienia. Gdy się po mnie pochylała, coś ją tknęło. Wspomnienia pogalopowały w kierunku ostatniego wydania Proroka Codziennego, w którym ze smutkiem informowano o kolejnych atakach na bezbronnych zawodników Os z Wimbourne. Nie opisywano dokładnie ich okoliczności, ale przebłyski plotek wśród rezerwowych, które wyłapywało jej gumowe ucho, uświadomiły jej, że w podobnym zawiniątku mogło kryć się coś otulone czarnomagiczną klątwą…
Owinęła więc pudełko w bawełnianą chusteczkę i zabrała je do domu. A tam dopadły ją natarczywe myśli – powinna zanieść to do Biura Aurorów, może zawiadomić inny dział ministerialny… ale co by się stało, gdyby w środku niczego nie było? Zbłaźniłaby się, ośmieszyła na forum całego czarodziejskiego świata i co byłoby potem z jej karierą?! Figa z makiem!
Długo nie czekając, zabrała z powrotem puzderko na stadion, żeby ostatecznie zatrzeć za sobą ślady i zostawić je w miejscu, z którego je zabrała. Gdy jednak odchodziła, po raz kolejny poczuła tajemnicze uszczypnięcie ciekawości. Jeśli zostawi je tak i nie zajrzy… ah, nie wybaczy sobie tego!
Podjęcie decyzji zajęło jej niecałą sekundę, a skutki były opłakane.
- Rat… ratunku! – wrzasnęła charcząco ze stadionowej szatni w pełnym desperacji odruchu. Nie wiedziała, czy ktoś tu był, ale ponoć nadzieja umiera zawsze ostatnia. – Ratunku, p-pomocy!
Łańcuszek owinął się wokół jej szyi niczym wąż, a ona, raniąc sobie na nim dłonie, próbowała za wszelką siłę oderwać go od skóry, uwolnić się, złapać powietrza. Do oczu napłynęły jej łzy – nie wiedziała tylko, czy bólu, czy jednak czystej paniki.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Brendan Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley http://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 http://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 http://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 http://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
auror
25
Szlachetna
Kawaler
Na nic skowyt we wrzawie i skarga.
Póki w żyłach starczy mi krwi:
pierwszy bratu skoczę do gardła,
gdy zawyje - nie wilki już my.
22
10
0
0
0
0
10
16
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stadion Os z Wimbourne   21.06.17 18:46

Nie doczekawszy się odpowiedzi, na końcu języka Brendana zakręciło się zaklęcie Esposas, miał zamiar zakuć Selinę i zabrać na przesłuchanie - jeśli nie w charakterze podejrzanej - a wydawało się to mieć sens - to w charakterze niepozornego świadka, którego charakter procesowy mógł ulec zmianie w późniejszym etapie. Gwiazdy tak miały, był tego pewien, zapatrzone w swój sukces nieszczególnie przejmowały się deptanymi przez siebie prostymi ludźmi; jeżeli Lovegood była niewinna, miał nadzieję, że zdoła jej w ten sposób czegoś nauczyć - o niej samej, o świecie, o innych. Była zapatrzoną w siebie egoistyczną jędzą, a takie zdecydowanie rzadko płacą za to, kim są. Gdyby tylko wiedział, że jeden z jego przyjaciół umawia się z tą jędzą, zapewne włosy stanęłyby mu dęba - na szczęście, nie wiedział.
- Panno Lovegood - zaczął, bo milczenie zaczynało się przeciągać; czas na ostateczne rozwiązania siłowe. Nadgarstek instynktownie ściągnął mięśnie, zmuszając palce do objęcia rękojeści skrytej w kieszeni różdżki, podczas gdy - w tym samym momencie - usłyszał rozpaczliwy krzyk. Obrócił się w stronę szatni, instynktownie, bez namysłu, z napięciem plastycznie wyraźnie wymalowanym na bladej twarzy. - Wrócę tu - obiecał, choć nie sądził, że gwiazda Os za nim zatęskni; nie miał zamiaru jej tego odpuścić. Doprowadzi sprawę do końca, a do tego potrzebował jej pełnych zeznań, a może nawet jej samej - w roli bezdusznego sprawcy. Kobieta tak sławna jak ona nie miała jednak szansy zniknąć w tłumie, w kraju rozpozna ją każdy, a w swojej arogancji wydawała się tak zacietrzewiona, że z pewnością nie uwierzyłaby, że rzeczywiście nie jest osobą, której nie można ruszyć. Biegiem udał się w kierunku szatni, porzucając zawieszony w powietrzu pergamin, po którym nieprzerwanie sunęło samopiszące pióro zachowując dla potomnych wszystko, co słyszało, za źródłem przerażającego krzyku - ktoś potrzebował pomocy i to było w tym momencie ważniejsze. Nie musiał się wahać, obliczając rachunek zysków i strat; byłby kontrowersyjny, gdyby miał wątpliwości, czy jego podejrzana nie spróbuje się jednak ukryć.
- Nie ruszaj się! - polecił od progu, choć jeszcze dobrze nie dostrzegł ofiary klątwy, jej oczy wyrażały przerażenie, a ciało - bezradność. Cierniowa obroża zacisnęła się wokół jej szyi, nie dając szans na oswobodzenie się z tej ciasnej - dusznej - klatki. Dobył różdżki, którą miał pod ręką, ciskając zaklęcie Finite; działanie klątwy ustało - a może tylko zelżało? Potrzebowali pomocy łamacza, nie tylko, dziewczynie potrzebny był uzdrowiciel. Natychmiast. Dziewczyna upadła, a obok  - błyszczał tajemniczy naszyjnik. Brendan podniósł go przy pomocy zaklęcia Windgardium Leviosa i przemanewrował nim na bok, z zamiarem przełożenia go na widoczne miejsce, w którym nikt przypadkiem się na niego nie natknie. - Tutaj! - krzyknął, cofnąwszy się w progu kilka kroków, chcąc przywołać kierującego akcją aurora. Dalej - nie powinien działać samodzielnie. Podszedł bliżej dziewczyny, kucnąwszy przy jej bezwładnym ciele - sprawdzając oddech. Na szczęście, była tylko nieprzytomna. A oni - zyskali kolejną poszlakę.
- Zabierz ją do Munga - usłyszał polecenie, któremu nie miał zamiaru się sprzeciwiać; bez zawahania ujął dziewczynę w ramiona i odszedł, poszukując kominka podłączonego do sieci Fiuu.

/zt




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Powrót do góry Go down
 

Stadion Os z Wimbourne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Anglia-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17