Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wejście do rezerwatu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Wejście do rezerwatu   19.01.16 20:06

First topic message reminder :

Wejście do rezerwatu

Rezerwat Albionów Czarnookich nieopodal Dover chroniony jest licznymi zaklęciami odstraszającymi nie tylko mugoli, ale i czarodziejów, a zwłaszcza kłusowników. Ukryty w lasach, tuż przy klifach, przeszklony budynek nad wejściem ozdobion jest herbem rodu Rosier - fundatorów tego miejsca - a zamknięte wrota, do których prowadzą strome kamienne, obrośnięte mchem schodki, otwierają się same jedynie przed upoważnionymi do przejścia czarodziejami. Ścieżki rozwidlające się od bram prowadzą ku ogrodom, gdzie bezpiecznie chowane są smoki o białych jak księżyc łuskach i czarnych jak noc ślepiach. 
Za wrotami znajduje się niewielki przedsionek wraz z kominkiem podłączonym do sieci Fiuu. Niewielkie przeszklone pomieszczenie odgrodzone jest od dalszych korytarzy magicznie zabezpieczonymi drzwiami.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
16
18
11 (15)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   05.09.16 14:39

nie wiedział, dlaczego tak się stało. Był rozkojarzony, zmęczony… Dlaczego pomyślał o tym miejscu? Bo musiał tak zrobić, skoro się tu znalazł. Nadal pozostało to dla niego zagadką, chociaż nie aż tak wielką jak dziwny specyfik, który zakończył żywot jego butów. Może i mógłby być nieco bardziej ożywiony, gdyby nie czuł tego wszechogarniającego przytłaczającego zmęczenia. Nie chciał ignorować oczywiście spraw Evelyn Slughorn. W końcu to jego wina, że zmarnował jej ważny najwidoczniej eliksir. Nie chciał być niczyim powodem do zmartwień. I tak ostatnio nie wiedział w co włożyć ręce. Choroba matki dalej trwała, ślub Rosalie zakończył się lub nawet nie zaczął koszmarnie i tragicznie, a jego wizyta wczoraj w Świętym Mungu zakończyła się naprawdę niespodziewanie. Dalej jakoś chodził w dziwnym amoku, nie wiedząc co tak naprawdę się wydarzyło. Pojednanie po tylu latach? A może po wyjściu Rosie ze szpitala mieli wrócić do tej samej rutyny, co wcześniej? Nie. Miał nadzieję, że tak się nie stanie. Nie zniósłby znowu tego samego. 
- Ja… Nie wiem jak wyrazić swój żal i wstyd za to, co się stało – zaczął, przejeżdżając dłonią po szyi. Co mógł zrobić? Na pewno nie obiecać, że wywar na pewno nie będzie pomocny. Sam wiedział jak dużą wartość w takim miejscu jak Kent czy Peak District miały eliksiry. I jak dużo czasu zajmowało ich przygotowanie. Chwilę patrzył w rozkojarzeniu, zanim machnął różdżką, by obrócić zużyte obuwie w niebyt. Nie potrzebował ich. – Może… - zawahał się przez chwilę. – Może mogę pani pomóc w ponownym  uwarzeniu eliksiru? Nie jestem alchemikiem, ale może uda się wspólnymi siłami do czegoś dojść?
Na tę chwilę niesnaski między rodami na pewno nie miały znaczenia. Nie, aż tak silnego, a Morgoth był człowiekiem dobrze wychowanym. I mogła sobie myśleć o nim, co chciała - nie odszedłby bez uprzedniego utwierdzenia się w przekonaniu, że pomoc została udzielona.
- Zrobię, co będzie lady chciała - dodał, przechodząc w stronę czegoś podobnego do stróżówki przy wejściu i szukając zastępczego obuwia. Prawdą było, że nie czuł się swobodnie bez niczego na nogach, a pogoda była koszmarna. Wydawało mu się, że zauważył jakieś płaszcze w jej głębi.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Evelyn Slughorn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2975-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/t3222-poczta-evelyn http://www.morsmordre.net/t3220-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka http://www.morsmordre.net/t3224-evelyn-slughorn
Alchemik
23
Szlachetna
Panna
...
10
10
21
0
1
1
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   06.09.16 14:33

Niezależnie od tego, co planował, jakiś kaprys losu rzucił go właśnie tutaj, do rezerwatu Rosierów, prosto przed nią akurat w momencie, gdy szła z eliksirem. Dlaczego nie mógł pojawić się w tym miejscu chociaż pięć minut wcześniej lub później? Nie, bo najwyraźniej ten sam kaprys losu chciał jej pomieszać szyki i zepsuć owoc pracy z ostatnich kilku dni. Nie mogło pójść tak, jak ona chciała, w ostatniej chwili coś musiało się zepsuć. I to nie Yaxley, ale ona będzie musiała tłumaczyć się, dlaczego nie może im dać eliksiru, o który ją proszono. Yaxley zapewne wkrótce stąd zniknie i pewnie nikt prócz niej nie dowie się o jego obecności, ale ona, jak nie dziś, to jutro, stanie przed koniecznością wyjaśnienia, dlaczego pojawia się z niczym.
I już miała spławić Yaxleya, odreagować swoje negatywne emocje, ale zawahała się. Może, skoro postawił ją w takiej sytuacji, powinna oczekiwać, że zrobi cokolwiek, by trochę się zrehabilitować? Ostatecznie ta pragmatyczna myśl zwyciężyła nad dumą, złością i chęcią wypędzenia go za bramy rezerwatu. Spojrzała na niego nieco mniej chmurnym wzrokiem.
- Raczej wątpię, żeby był pan w stanie uwarzyć ten eliksir, ale w ramach rekompensaty może odkupić zmarnowane składniki – zaproponowała nagle. Nie dopuściłaby kogoś niezaufanego w pobliże kociołka, bo nie tolerowała kręcących się w pobliżu ludzi bez odpowiedniej wiedzy. Nie wiedziała, czy Yaxley takową posiada, ale skoro nie był zawodowym alchemikiem i zapewne nie ukończył odpowiedniego kursu, w jej oczach był niegodny zaufania w tej materii. To było zbyt odpowiedzialne zadanie, zresztą zawsze łypała podejrzliwie na każdego, kto próbował sięgać łapami do kociołka, w którym ona robiła eliksir. Pozwalała na to wyłącznie osobom, do których umiejętności miała całkowite zaufanie, a było ich bardzo niewiele. Składniki mogłaby odkupić sama, albo wziąć z zapasów rezerwatu, ale niech Morgoth się do czegoś przyda, skoro na nią wpadł i w dodatku sam oferował swoją pomoc. Był smokologiem, z pewnością zdawał sobie sprawę z tego, jak ważna była praca rezerwatowych alchemików.
- Umowa stoi, lordzie Yaxley? Myślę, że kilka ingrediencji to niewielka cena w porównaniu z oczekiwaniem tutejszych smokologów i potrzebującego smoka, który będzie musiał poczekać dodatkowych parę dni na swoje lekarstwo – powiedziała, może trochę próbując wzbudzić w nim poczucie winy, ale zaraz potem, nie czekając nawet na jego odpowiedź, wymieniła składniki, które były jej potrzebne.




Felix, qui potuit rerum cognoscere causas
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
16
18
11 (15)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   09.09.16 11:16

Wszedł do stróżówki i wyciągnął ciężkie buty, które sobie zabrał. Odeśle je nim pozostali pracownicy w Kent zdążą rano pojawić się w swoim miejscu pracy i nie będą wiedzieć, co się stało z jedną parą obuwia. W tej chwili jednak potrzebował ich bardziej niż któryś z członków ekipy rezerwatu. Wiedział, że nie postępował w tej sytuacji jak powinien, ale nie była to sytuacja opisywana w podręcznikach do etyki. Morgoth w pierwszej kolejności pamiętał w takich sytuacjach o kulturze. I może lady Slughorn nie zamierzała w ogóle na to patrzeć od tej strony teraz, jutro czy za dwa lata, jednak nie mógł tego tak zostawić. Oczywistym było że zaoferował pomoc. Taką, a nie inną, jednak potrzebował powiedzieć cokolwiek, co mogło w jakiś sposób zostać przyjęte. Owszem. Nie znał się w takim stopniu na eliksirach jak ona, ale co innego miał zrobić? W tym przypadku wyjść było bardzo mało a odkupienie ingrediencji było czymś, w czym mógł jej jakoś pomóc. Rozumiał potrzeby smoków i było mu wstyd, że przez niego panna Evelyn zmarnowała eliksir, który dla nich przygotowała.
- Oczywiście - odpowiedział od razu. - Zaopatrzę jej pracownię we wszystko, czego będzie lady potrzebowała.
Skinął głową, czując, że słowa kobiety naprawdę go zbiły z tropu. Cała sytuacja była żałosna, a on był jej źródłem.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Evelyn Slughorn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2975-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/t3222-poczta-evelyn http://www.morsmordre.net/t3220-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka http://www.morsmordre.net/t3224-evelyn-slughorn
Alchemik
23
Szlachetna
Panna
...
10
10
21
0
1
1
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   09.09.16 21:20

Cóż, mężczyzna równie dobrze mógł zniknąć tak, jak się pojawił, nie robiąc absolutnie nic, by zrekompensować stratę, którą poniosła nawet nie Evelyn, a rezerwat, dla którego Evelyn pracowała. Chociaż, nawet gdyby zniknął i próbował uciec od odpowiedzialności, panna Slughorn nie pozostawiłaby tego bez echa, jutro każdy wiedziałby już o jego nagłym wtargnięciu, a w razie, gdyby jej nie uwierzyli (co było wątpliwe, przecież była szlachcianką o nieposzlakowanej opinii, w połowie Rosierem i z jej zdaniem należało się liczyć), mogłaby przedstawić wspomnienia całej tej sytuacji. Teraz jednak nie musiała się uciekać do takich metod ukarania go za bezczelne najście i zniszczenie eliksiru, skoro sam zaproponował pewną ugodę. Czego zresztą oczekiwała; dobrze wychowany mężczyzna potrafił przyznać się do błędu i ponieść odpowiedzialność za swoje czyny. Chociaż i tak będzie musiała powiedzieć prawdę, gdy zostanie jutro zapytana, gdzie jest eliksir i dlaczego zniknęły jedne z butów, które Yaxley postanowił sobie „pożyczyć”. Evelyn zapewne powinna go powstrzymać, ale była tak skonsternowana jego nagłym ruchem, że tylko patrzyła na niego z uniesionymi brwiami, jak wkłada buty. Jego poprzednie po oblaniu eliksirem do niczego się nie nadawały.
- Da pan radę wyrobić się ze wszystkim do jutra? – zapytała więc, mając na myśli zakup składników (to było najważniejsze) i zwrot własności pracownika rezerwatu (to może dla samej Evelyn było mniej ważne, ale może być dla kogoś, kto jutro przyjdzie do pracy i nie znajdzie swoich ubrań). – I pamięta pan składniki? Może jednak lepiej je zapiszę? – Bo przecież wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik i niepozostawione przypadkowi, dlatego po chwili przywołała zaklęciem pióro i pergamin z pracowni, i dokładnie wynotowała wszystko, co było jej potrzebne, po czym wręczyła listę Yaxleyowi.




Felix, qui potuit rerum cognoscere causas
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
16
18
11 (15)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   10.09.16 10:20

Nie miał zamiaru uciekać od odpowiedzialności. Jeszcze tego by brakowało! Następnego dnia nie dość, że wszyscy by wiedzieli, co się wydarzyło to jeszcze byłaby to ujma na jego honorze. Nie. Nigdy by jej nie zostawił bez uprzedniego zaoferowania i udzielenia tejże pomocy. Bo obiecywać to niektórzy obiecywali naprawdę wiele. Jednak gdy Yaxley coś obiecywał, zawsze dotrzymywał słowa i robił to najszybciej jak się dało. 
- Będzie je panna miała jutro rano, gdy wejdzie do swojej pracowni – odpowiedział zgodnie z prawdą. Choćby miał poruszyć niebo i ziemię, zamierzał spełnić dane słowo. Zresztą dla niego nie było to problemem. W końcu samo nazwisko otwierało większość drzwi, a parę monet robiło całą resztę. – Byłbym wdzięczny za takową listę – dodał, skinąwszy jej głową w podzięce. Nigdy nie wymieniał więcej niż paru słów powitania z lady Evelyn Slughorn, ale teraz gdy miał ją widzieć na jakimkolwiek większym spotkaniu, miał sobie przypominać tę kompromitującą sytuację. Wierzył jednak w to, że kiedyś przestanie to być ich jedynym powodem do rozmów, które miały nastąpić w przyszłości. Obserwował przez chwilę jak dyktowała składniki bez zająknięcia. To jeszcze bardziej wbiło go w poczucie winy. Jakże słuszne... - Dziękuję i... Przepraszam jeszcze raz za to wszystko. Przez swoją głupotę zmarnowałem pani czas, pracę i naraziłem na niepochlebne słowa od strony reszty pracowników – zaczął łagodniej, patrząc na kobietę. Miał nadzieję, że nie wpędził jej w poważne kłopoty.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Evelyn Slughorn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2975-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/t3222-poczta-evelyn http://www.morsmordre.net/t3220-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka http://www.morsmordre.net/t3224-evelyn-slughorn
Alchemik
23
Szlachetna
Panna
...
10
10
21
0
1
1
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   10.09.16 14:02

To dobrze, że mimo postępującej degeneracji społeczeństwa, wciąż istnieli dobrze wychowani mężczyźni którzy nie uciekali od odpowiedzialności za swoje czyny. Evelyn czasami to przerażało, że postępowość miała zły wpływ na niektórych czarodziejów, którzy dobrowolnie zrzekali się swoich przywilejów, działali na przekór rodzinie lub, o zgrozo, zrównywali się ze szlamami. Yaxley, mimo że początkowo tak ją zdenerwował, trochę się w jej oczach zrehabilitował. Z jakim skutkiem, okaże się jutro, gdy tu wróci. Ale zapewne też będzie pamiętać tę sytuację, jeśli kiedyś spotkają się ponownie przy innej okazji.
- Dobrze. Trzymam pana za słowo – zgodziła się. Jutro zapewne wróci do rezerwatu, i to dość wcześnie, żeby możliwie szybko wziąć się od nowa do pracy i nadgonić stracony czas. Sporządziła więc listę; ktoś nie znający się na alchemii mógł łatwo się pomylić, więc wolała dopilnować tego szczegółu. – Cóż... Czasem nie da się uniknąć pewnych strat – skrzywiła się nieznacznie, patrząc na miejsce, gdzie kilka minut temu wylał się eliksir. Miała nauczkę, żeby zawsze, ale to zawsze pamiętać o dobrym zabezpieczaniu fiolek, zanim będzie chciała gdziekolwiek je przenosić. We własnym domu raczej nie groziło jej nagłe wpadnięcie na kogoś, ale tutaj to co innego, jak widać.
Skoro wszystko zostało załatwione i Yaxley zobowiązał się dostarczyć składniki, nie pozostało nic innego, jak się pożegnać. Evelyn nie lubiła na siłę podtrzymywać konwersacji, kiedy nie miała już nic więcej do powiedzenia, zresztą naprawdę była wykończona i potrzebowała odpoczynku.
- Wobec tego do widzenia – powiedziała jeszcze, po czym odwróciła się na pięcie i poszła. W obecnym stanie nie ryzykowała teleportacji, więc przeniosła się do posiadłości za pomocą sieci Fiuu.




Felix, qui potuit rerum cognoscere causas
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
16
18
11 (15)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   10.09.16 14:40

Przyjął z dużą dozą ulgi fakt, że początkowo rozzłoszczona lady Slughorn powoli zaczynała się uspokajać. Sam byłby na siebie wściekły i nie winił jej za to. Nie należał i nie zamierzał należeć do tej grupy szlachciców, którzy najwyraźniej postawili na rozwój swoich zachować, zaniedbując etykę i tradycję. Reszta go nie interesowała – czuł wręcz pogardę, gdy widział zupełne porzucenie tych podstawowych wartości. Jeśli Evelyn pomyślała o szlamach, on nawet o nich nie myślał. Zepsucie wśród czystokrwistych to był jedno z poważniejszych zmartwień. Jeśli oni nie potrafili działać według określonych zasad, to kto miał? 
Skinął jej ponownie głową na przyjęcie wiadomości. Zerknął na listę składników. Nie zamierzał zakupić jedynie tych ingrediencji. Na pewno przydawały się w takich miejscach chociażby podstawowe rzeczy do sporządzania eliksirów dla smoków. Nigdy nie miało ich być za mało. Jeśli miało to go zrehabilitować, zamierzał tak właśnie zrobić. Byle wynagrodzić jej ten problem. Co do podtrzymywania konwersacji na siłę, rozumiał ja doskonale. Nawet lepiej niż sądziła. Morgoth słynął z tego, że wolał milczeć i nie był kimś, kto fałszywie przymilał się do innych, by zaraz odwrócić się i obmawiać ich za plecami. Dostał nauczkę tego wieczoru. Nigdy nie miał już się teleportować, gdy jego myśli zajmowały poważniejsze problemy. Może to dziwne spotkanie ich dwójkę miało czegoś nauczyć? Yaxley skrzywił się lekko, myśląc o swoim wstydzie. 
- Dobranoc i jeszcze raz proszę przyjąć moje najszczersze przeprosiny – pożegnał ją, odprowadzając ją wzrokiem, aż nie zniknęła w ciemności. Westchnął ciężko i tym razem teleportował się już do posiadłości.

|zt x2




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 http://www.morsmordre.net/t3632-klopot http://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 http://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Wolny strzelec
26
Półkrwi
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
15
2
0
0
0
1
15 (17)
22 (24)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   09.08.17 22:16

| 10 maj

Anglię, Londyn - magiczny i niemagiczny - ogarnął chaos, lecz pieniądz dalej toczył się niezależnie od tego. Wszystko w dalszym ciągu posiadało swoją cenę, teraz nawet wyższą niż kiedykolwiek. Dlatego też ja sam po raz kolejny w swoim życiu potrzebowałem monet bardziej niż kiedykolwiek. Z tego powodu nawet przeszło mi przez myśl, że może niepotrzebnie uciekłem od Burke'a - tam wypłaty się zgadzały bez względu jak niewdzięczna to była robota to jednak było warto. Na szczęście szybko mi przeszło. Jeszcze bardziej gdy doszły mnie słuchy, że Rosier szuka ludzi do pracy. Idealnie. Właściwie biorąc pod uwagę te całe magiczne anomalie to wcale nie tak trudno było o coś dorywczego i dobrze płatnego jeśli się miało trochę krzepy w łapach, a przy tym nieco manualnego obycia wykraczającego poza wymachiwaniem różdżką czy też podnoszeniem klapy w kiblu.
- Słuchaj, Oli... - zacząłem odsuwając od ust papierosa i zadzierając głowę do góry na półolbrzyma - ...ja będę mówił, a ty po prostu wyglądaj. Jeśli musisz już się odezwać to staraj sie być...- nie wiem, do cholery, każdym tylko nie sobą -...miły, okej? Arystokraci bywają powaleni, zresztą sam wiesz że często o fujarę Merlina im chodzi, rozumiesz? - Przydeptałem znoszonym butem papieros. Denerwowałem się trochę tym, że niefortunnie Olie był przy mnie gdy usłyszałem o tej robocie i się na nią napalił. Trudno mi było go momentami wyczuć, przewidzieć jak się zachowa, a to, że Rosiera można było spotkać w rezerwacie smoków wcale nie sprawiało że czułem się lepiej - jeśli coś pójdzie nie tak to bardziej niż pewne było to, ze skończymy w gadzich pyskach.
- Idziemy, nie wkurwiamy nikogo, uzgadniamy szczegóły i znikamy - powtórzyłem plan w skrócie po raz szósty tego dnia zupełnie jak dybym sam próbował się przekonać, że to właśnie tak to będzie wyglądało.
Chyba nie bardzo w to wierzyłem.
- Dobra, lecę pierwszy... - zapowiedziałem, a potem przy użyciu jednego z publicznych kominków znalazłem się wewnątrz szklarni będącym przedsionkiem do samego rezerwatu. Wejście. Zrobiłem kilka kroków w przód by wyjść z paleniska i zrobić miejsce swojemu towarzyszowi. Strzepywałem przy tym nadmiar popiołu ze swojej zmasakrowanej życiem burej szaty wzbijając w powietrze prócz tumany kurzu również zapach taniego tytoniu którym moja garderoba była przesiąknięta do cna.
Jeszcze przed pojawieniem się Oliego zaczepił mnie jeden z pracowników który w dość szorstkich słowach próbował dowiedzieć się po co przybyłem. Wspomniałem mu że ja do Ros...lorda Rosiera, że słyszałem ze szuka ludzi do pracy. Kazał czekać.
- Kazano nam tu czekać - powtórzyłem więc półolbrzymowi, samemu zwilżając usta po tym, jak nabrała mnie ochota na odpalenia kolejnego papierosa - Ożesz...mam nadzieję, że ta robota nie będzie tyczyła się...tego - poruszyłem głową w stronę szyby przez którą było widać kawałek rozciągniętych smoczych i...ludzkich(?) szczątków. Na samą myśl gmerania w czymś martwym brało mnie na mdłości. Włożyłem ręce do kieszeni i skrzywiłem się




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?

Powrót do góry Go down
Oli Ogden
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4869-oli-ogden#105453 http://www.morsmordre.net/t4878-nokturnowy-smietnik#105711 http://www.morsmordre.net/t4877-oli-sie-nie-goli#105709 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t4879-oli-ogden
zbir
30
Półkrwi
Kawaler
- Kup mi whiskey.
- Będziesz pił whiskey? Jest 10 rano.
- W takim razie kup whiskey i płatki.
1
3
0
0
0
1
1
37
Półolbrzym

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   11.08.17 22:15

Pieniądz to pieniądz. Ja śmierdzę wszystkim (włącznie z niedogotowaną żabą, którą ostatnio próbowałem zjeść), ale pieniądzem to nie bardzo. Nie wiem, jakoś tak te galeony się przesypują tak, że ni chuja na koniec dnia nic nie zostaje. I budzę się z kolejnymi długami. Szczególnie od tego nieszczęsnego maja, kiedy wyteleportowało mnie na drugi koniec kraju na zajebistym kacu. Tak, od tego czasu nic nie idzie dobrze - a to zostawiam woreczek w podejrzanym miejscu, nazajutrz zapominając o wszystkim, a to rozdaję monety hojniej niż zwykle, bo stwierdzam, że mam kurwa gest, a potem tego żałuję. Jest ledwie dziesiąty, a ja już nie wyrabiam finansowo. Dolohov się na mnie drze, że jestem głupi, Lamia kręci nosem, ja nie wiem. Aż musiałem zapić te wszystkie smutki, więc topię je w najtańszym bimbrze świata pierdoląc do Botta, że ta kurewska pogoda, te mgły i inne bajery nie wspomagają interesów poważnych biznesmenów jakimi jesteśmy - a tu nagle wiadomość, że ktoś tam szuka roboli. Nie interesuje mnie nic więcej poza wzmianką o godziwym wynagrodzeniu. To znaczy najsampierw sądzę, że ten fagas mnie obraża tym pacześniackim słownictwem, ale okazuje się, że to po prostu dobre pieniądze. Nazwisko arystoklaty czy innego szlachciura wylatuje mi z głowy i gdyby nie Matt, to na pewno prędko nie przypomniałbym sobie gdzie i po co powinienem iść. No to się umawiamy w dziką nawałnicę i stoimy trochę jak przygłupy czekające na okazję, ale ja nie wnikam. Przestępuję z nogi na nogę w oczekiwaniu, aż Bott wreszcie wyjara tego szluga i będziemy mogli stąd iść, ale jemu zbiera się na długie wykłady pierdolenia o niczym. Wywracam oczami rozciągając kości w palcach i słucham tego wszystkiego wpuszczając jednym uchem, a wypuszczając drugim (Masza mi ciągle gada, że mam między nimi tunel, ale nie wiem o co jej chodzi, nikt tamtędy nie lata - nie zmieściłby się! Te kobiety to jakieś głupie są) i kiwam głową zaczynając się coraz bardziej niecierpliwić.
- Zajebiście wyglądam - komentuję jego słowa poprawiając dumnie swoją skórzaną kurtkę. Wcześniej nosił ją jakiś młody przychlast co się za bardzo w Nokturnie zagubił; pytacie się jak się w nią zmieściłem? Na szczęście Lamia zna takie i siakie zaklęcia, machnęła kilka razy różdżką i gotowe! Nie ma sensu więc polować na drugiego półolbrzyma, żeby skroić kilka fajnych ciuchów. - Uważasz, że jestem niemiły? - pytam marszcząc brwi. No bo jak on mógł coś takiego pomyśleć? Rani moje biedne, niezwykle wrażliwe serduszko. Nie żebym wiedział co to jest. - Dobra nie cykaj się tak, bo ci portki spadną - dodaję, rżąc dziko nad swoim wybitnym żartem. Szybko mina mi rzednie kiedy muszę zapamiętać nazwę miejsca, do którego mamy się przenieść. Powtarzam ją sobie bez końca w głowie, aż wreszcie docieram do celu naszej podróży - jest tam Matt, więc chyba wszystko poszło zgodnie z planem.
A potem czekam i czekam i nie mogę się doczekać. Oglądam tę niewielką klitkę, w której kazano nam czekać i wzdycham i prycham i w ogóle mam już dość - duszę się. Jak Bott wraca, moja głowa automatycznie kieruje się w miejsce, o którym mówi. - Zajebista byłaby z tego potrawka. Myślisz, że dadzą nam na wynos jak skończymy? - pytam całkiem serio.




no one cares

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#41807
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   11.08.17 23:10

Szlag by to trafił, cholera wzięła i piorun trzasnął - nic wokół nie wyglądało tak, jak powinno. Anomalie nie ustawały, wciąż nie udało im się naprawić magii pętającej wszystko wokół, rozdrażniającej smoki i - co najgorsze - niszczącej zaklęcia ochronne, przez co smoki robiły co chciały, a mugole bez trudu zapuszczali się na te tereny dając się zeżreć. To ostatnie miało swoje dobre strony, zniszczone zapasy żywności sukcesywnie uzupełniały się same i za darmo, ale same smoki były przecież w niebezpieczeństwie. Wystraszone i zdenerwowane - dodatkowo były też nieprzewidywalne. Całkowicie. Większość dnia spędził na rozmowie z nestorem - na temat tego, czemu krótko po przejęciu kontroli nad tym miejscem przez niego w ruinę obróciło się wszystko, co przynosiło chlubę jego nazwisku i wszystko, o co jego rodzina dbała o setek lat. Wszystko. Nie było w tym jego winy, ani trochę, co miał zrobić - zatrzymać tę burzę własnymi rękoma? Powiedzieć jej: słuchaj, przejdź bokiem, bo ten rezerwat jest pod ochroną? Już prawie wykrzyczał to wszystko wujowi w twarz, choć prawie robi czasem wielką różnicę, siedział kornie, ze spuszczonym wzrokiem, wysłuchując reprymendy z milczącym szacunkiem, co jakiś czas zapewniając, że go słyszy, że ma rację i że to wszystko zostanie doprowadzone do porządku w przeciągu kilku dni najpóźniej - jakby był pieprzonym cudotwórcą. Wizyta trwała długo - lecz nikt nigdy nie odważyłby się jej przerwać, o wizycie dwojga osiłków dowiedział się więc ze sporym opóźnieniem. Nie od razu pędząc im naprzeciw -  kiedy wreszcie został sam musiał wpierw ochłonąć, wypalając papierosa. Dopiero kiedy skończył, przypomniał sobie, że ktoś na niego czeka. Wcisnął go w popielnicę, wychodząc im naprzeciw.
Głośny stukot eleganckiego męskiego buta niósł się już z oddali, skórzane spodnie, choć bardziej ochronne, niż eleganckie, wciąż wyglądały na bardziej wartościowe od przeciętnego półrocznego zarobku przeciętnej męty, a czarodziejski płaszcz koloru nocy o dwurzędowych złotych guzikach, haftowany złotą nicią i spięty pod szyją jasnym fularem ozdobionym wielowiekową drogocenną rodową złotą broszą w kształcie róży dopełniał obrazku młodego bogacza. Domyślał się, kim mogli być ci ludzie - ponoć usłyszeli jego ofertę.
- Domyślam się, że w sprawie ogłoszenia - wpierw obrzucił ich ocennym spojrzeniem, najpierw Botta - młody, silny, wysoki, niewymuskany, nie wyglądał, jakby ciężka praca mogła budzić u niego lęk, obawy lub bezradność. Dobrze. Drugi - był jego... zwierzątkiem? Spojrzał w górę - na trzymetrowego półolbrzyma - z zaskoczeniem zauważając, że nie miał na szyi obroży. Był fascynatem magicznych stworzeń, półolbrzymy go ciekawiły - czemuż by nie - odmawiał im jednak przymiotów takich, jak rozsadek, mowa czy wolna wola, dobrze wiedząc, że ich potencjał intelektualny był zwyczajnie niski. Założył, że zjawił się tutaj jako... pupil tego człowieka. Dobrze - półolbrzymy były silne. Miał tylko nadzieję, że potrafił nad nim panować.  - Panie... ? - zwrócił się więc bezpośrednio do niego, ignorując stworzenie. - Rozumiem, że zaznajomił się pan z moimi wymaganiami, szukam ludzi, którzy... nie noszą w sobie strachu i nie boją się ciężkiej pracy. - Aleja Śmiertelnego Nokturnu nie była miłym miejscem. Wysłanie tam ludzi często równało się ich śmierci, a on potrzebował pracowników, którzy dożyją przynajmniej momentu ukończenia prac. Plotka, której pozwolił się rozprzestrzenić, miała nie wychodzić poza ramy tej ulicy - ale nie mógł być pewien, czy rzeczywiście tak się stało.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 http://www.morsmordre.net/t3632-klopot http://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 http://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Wolny strzelec
26
Półkrwi
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
15
2
0
0
0
1
15 (17)
22 (24)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   17.08.17 21:12

Doskonale zdawałem sobie sprawę ze swojego przewrażliwienia. Jak mogłem jednak taki nie być, kiedy należało wszystkich pilnować bardziej niż kiedykolwiek, do tego ta sprawa z przesłuchaniem, Lily, Bertie który ewidentnie coś przede mną ukrywał i co jakiś czas przypominająca o sobie rana po wilkołaku...Im więcej się dowiadywałem o tych stworzeniach tym bardziej łapała mnie jakaś paranoiczna myśl, gdy wychodziłem do ludzi. Ktoś patrzy, dowie się, wie - to samo w sobie było absurdalne. Blizny nosiłem pod ubraniem a i tak przecież nie krzyczą co było ich przyczyną. Nie wiedziałem więc czym się tak właściwie przejmuję, tym bardziej, że wszyscy mi na słowo uwierzą że to po rozbitym na mnie kuflu. Ba - nikt nie będzie zaskoczony gdy przemilczę. Przecież nigdy przed nikim nie musiałem się tłumaczyć i miałem nadzieję że tak pozostanie. Chociaż Edgar, szlag by to...Od ponad dwóch tygodni nie dawałem mu znaków życia. Miałem nadzieję, że jak na razie uważa mnie za martwego. W końcu początek maja sprzyjał rozsmarowaniu wzdłuż jakiejś parszywej ulicy. Nie byłoby więc to takie dziwne, gdyby i mnie to spotkało - rozsmarowanie po dachach kamienic wzdłuż pokątnej, tak przykładowo. Wypalenie papierosa nie ulżyło mi nijak. Ciągle czułem spięcie tym bardziej, że z Olim fajnie było pójść do baru, wypić piwo, zrobić zamieszanie ale w tym momencie skręcało mi żołądek że ma iść ze mną do Rosiera. Nie miałem nad nim żadnej kontroli, a to nie był byle kto tylko pieprzony trzymetrowy półolbrzym!
- Zajebiście - i choć zabrzmiało to tak, jakbym przyznawał mu racje to bardziej miałem na myśl to jak bardzo zajebiście to wszystko może się posypać - Prawie jakbyś obdarł jakiegoś smoka ze skóry i się nią owiną - dodałem gdy się trochę przyjrzałem nie zdając sobie sprawy, że smoki pokryte są łuską nie skórą. No nic.
- Po prostu go...nie wystrasz. Wystraszony szlachcic to niepłacący szlachcic - wyjaśniłem i wierz mi, Olie, bardzo chciałbym wrzucić na luz. Może potem popracuję nad tym w Parszywym Pasażerze? Będę musiał. Już teraz coś pełzało mi pod skórą złośliwego gdy tak musiałem czekać słuchając nad głową sapania, chuchania, stękania.
- Weź się w garść, Ogden, zachowujesz się jak jakaś chytra baba z Błędnego czająca się na miejscówkę przy oknie - brakowało tylko by zaczął charkać i wydłubywać śniadanie z zębów. Jeśli zacząłby robić dodatkowo to drugie to chyba by mnie wykręciło, wystarczyło, że sobie patrzyłem na powywracane za szybą na drugą stronę szczątki...wszystkiego.
- Wątpię by prowadzili tu usługę na wynos ale jeśli jakimś cudem tak to...bierz moją dolę - przełknąłem podchodzącą mi do gardła żółć. Nie chciałem tak dokładnie sobie wizualizować tego jak Olie gołymi rękami roztrzaskuje stawy, wgryza się ze smakiem w ludzkie bądź smocze szczątki, wszystko trzaska, trzeszczy, mlaska...Niemal poczułem wilgoć i tą charakterystyczną oślizgłość surowizny na języku...
I w tym momencie na szczęście do moich uszu dotarł upragniony dźwięk zbliżającego się wymuskanego bawidamika na widok którego zastanawiasz się czy nosi pod spodniami pończochy czy to jeszcze nie ten stan. Szlachcic, a jakże. Był on, jak większość znanych i nieznanych mi osób, wyższy ode mnie, a przy tym zdawał się jednocześnie sprawiać wrażenie dwa razy węższego. Pewnie za sprawy szaty. Pewnie też na dworach uchodziło to za eleganckie - mnie zaś po prostu bawiło.
- Matt, wystarczy Matt - uściśliłem, nie chcąc szastać nazwiskiem ani też słuchać "panowania" mi bo to też jakoś tak...- Własnie nie do końca. Nie widzieliśmy żadnego ogłoszenia ale słyszeliśmy gdzieś, że lord szuka kogoś do pracy, budowy...chodzi o to to...? - zapytałem niepewnie odnosząc wrażenie, że Rosier bardziej potrzebuje sprzątaczki nie osiłka. Skinieniem głowy wskazałem przy tym to co działo się po drugiej stronie szklarni. W tym samym momencie wiatr jakoś zdawał się nabrać na sile i strącił z pobliskiego drzewa coś co mogło uchodzić za kawałek kończyny lub przerośniętą, podłużną szyszkę.




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?

Powrót do góry Go down
Oli Ogden
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4869-oli-ogden#105453 http://www.morsmordre.net/t4878-nokturnowy-smietnik#105711 http://www.morsmordre.net/t4877-oli-sie-nie-goli#105709 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t4879-oli-ogden
zbir
30
Półkrwi
Kawaler
- Kup mi whiskey.
- Będziesz pił whiskey? Jest 10 rano.
- W takim razie kup whiskey i płatki.
1
3
0
0
0
1
1
37
Półolbrzym

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   23.08.17 11:59

Wszyscy drżeli ze strachu po tym pierwszym dniu miesiąca (nie pamiętam nawet jak on się nazywa), a mi prawie nic nie było. Nie mam też żadnych szczególnych bliskich, o których miałbym się martwić. Żyję więc sobie luzacko, bez żadnej spiny, nawet trochę mniej palę. Jedynie wkurwia mnie brak pieniędzy, którego dziurę bardzo powiększyłem pod wpływem chwili. I dlatego tu jestem. Nigdy nie lubiłem pracować dla tych arystoklatów, żaden nigdy nie był wdzięczny za wykonaną robotę. Ba, gdybym nie był od nich wyższy, patrzyliby na mnie z góry! Że niby lepsi, psia kość. Ciekawe czy tak samo by gadali gdybym zasadził im fangę w nochala. A potem go wyrwał i przerobił na mąkę. Większość to z piskiem godnym baby zaczęłaby uciekać! Nikt mnie nie docenia, a przecież jestem swój chłop. Porządny, prawie bez nałogów, jakże pracowity. Po prostu padłem ofiarą uprze… uprze… niesłusznych oskarżeń! Tylko przez wzgląd na pochodzenie. To na pewno przez tego całego Hagrida, kiedyś go dorwę i naprawdę spuszczę łomot. Położył cień na wszystkich zajebistych półolbrzymach, a to okropne! Domagamy się wolności oraz szacunku!
Dobra, trochę się zapędziłem w swoich rozmyślaniach. Ale to dlatego, że nawet Bott mnie skreśla i uważa się za lepszego. Spoglądam więc na niego bardzo groźnie, bo mnie trochę wkurwia tym swoim strachem nie wiadomo o co. Jestem ętleigętnym mężczyzną, przecież wiem o co mu chodzi. Zamierzam być nawet sympatytyczny.
- A żebyś kurwa wiedział, że bym go obdarł - fukam więc niemiło, bo nie dość, że wątpi we mnie, to jeszcze marudzi na mój ubiór. Wyglądam zajebiście i nikt mi nie powie, że jest inaczej. - Jestem miłym, grzecznym młodzieńcem, odwal się w końcu - dodaję już trochę zniecierpliwiony. W zasadzie to powinienem wyczyścić sobie zęby, ale o tym zapomniałem, więc dopóki Matt mi o tym nie przypomni, to nie ma się czym martwić.
Jedzenie na dodatek wygląda smakowicie, nawet jeśli jest padliną. No co, nie mam wysupliwanego podbienienia, mi wystarcza cokolwiek co da się zjeść. Nawet jeśli powszechnie jest to uznawane za coś obrzydliwego. Widocznie niektórzy mają za dużo bogactw w życiu i w dupach im się poprzewracało. Ja nie pogardzę niczym, bo wiem czym jest głód.
- Skoro mogą dać to czemu miałbym nie wziąć? Ja pierdolę, ale ty dziś marudzisz. Wolę jak jesteś napruty jak Błędny, wtedy przynajmniej można z tobą poplamizować - odpieram nagłą falę ataku, bo trochę już mi się kończy cierpliwość. - Nareszcie mówisz z sensem - stwierdzam nieco ugodowo usłyszawszy, że mogę zabrać jego dolę. Bardzo dobrze. To powinno zrekompleksować mi moje napsute nerwy w dniu dzisiejszym.
I kiedy tak już myślę, że nigdy nie doczekamy się tego bufona, a ja będę skazany na wieczność z tą marudą, zjawia się wreszcie ktokolwiek odpowiedzialny za ten cały dobytek. Stoję nawet prosto i uśmiecham się, żeby Bott znów nie darł japy, że wyglądam niewyjściowo lub co gorsza wrogo. Trochę jednak chce mi się kichać, więc pociągam nosem, który zaraz zostaje przetarty przez moją rękę.
- A ja jestem Oli - odpowiadam wcinając się trochę, ale mam wrażenie, że ktoś tu mnie ominął! Nie wiem czy ten cały srold jest ślepy? Jak można nie zauważyć trzymetrowego gościa? W każdym razie wyciągam dłoń w pojednawczym oraz powitalnym geście, bo jestem dobrze wychowanym c z ł o w i e k i e m i właśnie zawieram nowe znajomości. - Cokolwiek mamy zrobić, pan się nie przejmuje, będzie picuś glancuś - dodaję, bo przecież dobra reklama to podstawa.




no one cares

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#41807
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   04.09.17 11:37

Skinął nieznacznie głowa, słysząc imię tego człowieka - nie zapierał przy panowaniu, skoro w dalszej części ów Matt wciąż odpowiednio tytułował jego, nie wypowiedział też własnego imienia, bynajmniej nie mając zamiaru przechodzić z nim na ty, nie wyglądał na człowieka bywałego w świecie ani kogoś, z kim Tristan mógłby spędzić dobrze wieczór. Rozumiał jednak, że ludzie jego pokroju mogą być nieobeznani z kulturą, starał się wykazywać wyrozumiałością: ostatecznie był jedynym - półolbrzyma wciąż traktował bardziej jako pupila niż rozmówcę - który choć spróbował podjąć się tego wyzwania, Tristan nie chciał go stracić. W pierwszej chwili nie do końca pojął, czym jest elokwentne to, dopiero po chwili podążył wzrokiem za skinieniem jego głowy za szybę, gdzie obraz makabry wielobarwnie zdobił niegdyś zadbane ogrody, dramatyczny symbol jego porażki jako młodego zarządcy rodzinnej schedy.  - Nie - odparł krótko i ostro, przesiąkniętym lodowatą nutą głosem, nie odejmując spojrzenia od krajobrazu. - To jest zbudowane - wyjaśnił cierpliwie, bo przecież zburzone było tylko trochę, a metoda wyparcia działała zawsze dotychczas; wyjaśnił, choć z tyłu jego głowy wciąż pobrzmiewało każde ostre słowa nestora, z którym mówił dosłownie przed momentem. Poniekąd jego ojciec miał szczęście, że odszedł - nie musiał widzieć całkowitej klęski pierworodnego dziedzica. Przez moment zapatrzył się na kończynę, która spadła w pobliskiego drzewa, żałując, że nie był w stanie rozpoznać, czy należała do obcego, czy któregoś spośród pracowników. Stracił zbyt wielu dobrych i świetnie wykształconych ludzi, miną lata, nim doprowadza to miejsce do jego dawnej chwały.
Z zamyślenia wyrwały go dopiero słowa półolbrzyma, powoli przeniósł na niego spojrzenie, dopiero po chwili napotykając nim wyciągniętą rękę, na ten widok uśmiechnął się subtelnie, nie wyciągając własnej. - Zdumiewające - pochwalił jego opiekuna, odnajdując wzrokiem Matta; nauczenie półolbrzyma sztuczek wymagało więcej ciężkiej pracy, cierpliwości i umiejętności niż praca z kundlem albo koniem, te stworzenia naprawdę nie były zbyt bystre. - Picuś glancuś - powtórzył za nim w zamyśleniu, spoglądając w jego oczy, choć nie na długo, nie chcąc go niepotrzebnie prowokować do zbędnej agresji, jak na stworzenie niższego rzędu znał naprawdę dużo słów. Jego mowa nie przypominała może szekspirowskiej, ale wciąż był obiektem wartym naukowego zainteresowania. Na usta cisnęło mu się pytanie, ile trwała nauka, ostatecznie jednak stwierdził, że nie powinien o to pytać przy nim samym - gdyby jakimś cudem zrozumiał słowa Tristana, mógłby się poczuć urażony, a na to nie mieli dość czasu. - Chodzi o miejsce znajdujące się na Alei Śmiertelnego Nokturnu - wyjaśnił, utkwiwszy spojrzenie już na Matt'cie, właściciela półolbrzyma i przodownika transakcji. Półolbrzym stanowił całkiem dobry gwarant transakcji, ale jeśli nigdy tam nie byli, to nie wystarczy. Jego pusta głowa nie ochroni ich przed klątwami. Pogłoski zostały jednak rozsiane w takim środowisku, że miał nadzieję, jakoby ci ludzie zdawali sobie z tego sprawę. - Wiesz, gdzie to jest? - wolał się upewnić, nie chciał uznać, że znalazł odpowiednich ludzi, jeśli ci mieli zostać zamordowani za najbliższym zaułkiem. - Ostatnimi czasy było głośno o pewnym... incydencie, spłonął jeden z pubów. Potrzebuję ludzi, którzy zajmą się pracami remontowym nad Białą Wywerną, chodzi o zajęcie czysto fizyczne. Bezpieczniej będzie nie korzystać z magii - przeniósł spojrzenie na półolbrzyma, oceniając jego siły; spokojnie mógł pracować za dwóch, nie spodziewał się również, by potrafił w ogóle trzymać w ręce różdżkę - jego właścicielowi również niczego nie brakowało, wyglądał na silnego i ostrzeżenie odnośnie magii kierował jednak głównie do niego. - Miał tam miejsce pożar, na miejscu dawnego przybytku znajdują się głównie gruzy i ruiny. Trzeba je będzie uprzątnąć, a potem postawić ściany na nowo, zgodnie z planem, który zostanie dostarczony. Nie jest jeszcze gotowy, lecz informację na ten temat prześlę bezzwłocznie, kiedy gotowy będzie. - Zadarł lekko brodę w nieświadomym odruchu, spoglądając na Matta wyczekująco.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 http://www.morsmordre.net/t3632-klopot http://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 http://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Wolny strzelec
26
Półkrwi
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
15
2
0
0
0
1
15 (17)
22 (24)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   19.09.17 21:25

- Pewnie. Zbudowane, całe, nie potrzebujące żadnego porządku ani naprawy, tak - Niech będzie tak, jak on tego chce. Co ja tam się znałem w sumie na rezerwatach. Ech... Właściwie to nie wiedziałem czemu to sobie robiłem. Czasami odnosiłem wrażenie, że na Nokturnie to ja się chyba wczoraj urodziłem, że wpychałem się w interesy z takimi ludźmi jak Burke, a teraz nawet Rosier. Potem sobie jednak przypominałem o tych bajońskich stawkach. O tym, że pracując przez miesiąc okazyjnie pod  stopą takiego ulizańca to mogę sobie potem przez kolejne dwa trwonić beztrosko to co gdzie indziej zarobiłbym przez cztery. No tak, to pewnie właśnie dlatego ciągle tu stałem. Stresowałem się też tą całą sprawą z Burke. Nie wątpiłem w to, że będzie chciał się ze mną spotkać. Pracując na Nokturnie tylko się na to spotkanie jeszcze bardziej narażałem. Coś mi jednak podpowiadało, że w tym szaleństwie jest metoda. Nie było wielu czarodziei umiejących robić przy naprawach, remontach bez magii i to na Nokturnie. To sprawiało, że każdy taki ktoś na swój sposób był cenny. Pracując dla Rosiera,  jeśli dorwie mnie gdzieś po drodze Burke to nie wierzyłem, że nie będzie miał na uwadze tego, że znajduję się w chwili obecnej pod innym, równie wymuskanym obcasem. Z tego powodu może w razie konfrontacji wyjdę z niej ze wszystkimi kończynami na swoim miejscu. Tyle pieczeni na jednym ogniu. Nie mogłem więc nie być marudny wiedząc, że jest ze mną Olie. Nie to, że coś do niego miałem, lecz miałem strach, że z jego powodu cały misterny plan szlag trafi. Więc tak, byłem już marudny, a skoro Olie na to marudził to byłem chyba nawet bardzo i wypadało skleić poślady bo słabo będzie zejść na ból istnienia, a do tego wcale nie dużo mi brakowało. Zwłaszcza teraz gdy Olie postanowił być miły. Patrzyłem na te jego wielkie łapsko. Trochę przyschło mi w ustach, gdy Rosier zareagował jedynie zafascynowaniem odrzucając przyjacielski gest. Chrząknąłem więc strategicznie, odważając się robić w stronę szlachcica minę. Minę sugerującą, że miło by było gdyby odwzajemnił gest bo nawet jeśli uważał go za pupila to jednak jak taki trzy metrowy, dwustu kilowy pupil robił pieprzonego fikołka to zawsze milej jest gdy się chociaż go pogłaszcze lub przyklaśnie w nagrodę. To nie były rurki z kremem. Miałem nadzieję, że Rosier obcujący ze smokami to rozumiał.
- Pewnie, stamtąd nas własnie przywiało. Pod Mantykorą dostaliśmy informacje o tym, że coś teges. Umiemy się więc poruszać po ulicy, nie, Olie...?  - zagaiłem do niego chcąc wybadać czy bardzo się naburmuszył, a jeśli tak to dać mu powód do jakichś przechwałek. Jak z dzieckiem. Ugh.
- Materiały będą zorganizowane? - podpytałem się, zaraz drapiąc się po brodzie i myśląc nad całą resztą - Nie ma problemu, bez magii to dla mnie i lepiej. Nie takie rzeczy się robiło - zapewniłem, przechodząc zaraz do ważnej kwestii:
- Kiedy mielibyśmy zacząć i jakiego rzędu jest wynagrodzenie? - podkreśliłem konkretnie - Nie chcę nic sugerować, lecz niewielu jest chętnych do takiej pracy w takim miejscu - żmudnej, ciężkiej, niemagicznej, na Noktunie - Do tego Olie bywa często głodny... - mówiąc często miałem na myśli bardzo często. A jedzenie kosztuje. Wiadomo. Niech Rosier mana uwadze że tu chcemy też zarobić.




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?

Powrót do góry Go down
Oli Ogden
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4869-oli-ogden#105453 http://www.morsmordre.net/t4878-nokturnowy-smietnik#105711 http://www.morsmordre.net/t4877-oli-sie-nie-goli#105709 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t4879-oli-ogden
zbir
30
Półkrwi
Kawaler
- Kup mi whiskey.
- Będziesz pił whiskey? Jest 10 rano.
- W takim razie kup whiskey i płatki.
1
3
0
0
0
1
1
37
Półolbrzym

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   20.09.17 12:00

Od niechcenia spoglądam tam, gdzie ci dwaj, znów widząc przepiękny obraz prawdziwej jatki, krwi spływającej po szybach - naprawdę deklotator wnętrz spisał się wyśmienicie. Nawet upadek ręki nie wydaje się być przesadzony. Uśmiecham się lekko, krótko, zaraz mocniej interesując się biznesem oraz nawiązywaniem nowych znajomości, nie zaś podziwianiem bajecznego krajobrazu. Nie wypadało (chyba) okazywać tak nikłe, rozproszone zainteresowanie. Milczę oczekując na odwzajemnienie przyjaznego gestu, którym przecież nie raczę byle kogo! Ale mijają długie sekundy, a nic się nie dzieje. Nie wiem co oznacza ten uprzejmy uśmiech oraz dalsze słowa, ale rzeczywiście robi się niemiło. A przecież się staram, tak jak Matt się o to ciskał jeszcze przed chwilą. Ściągam gniewnie brwi cofając rękę i obie dłonie chowam do kieszeni kurtki. A więc ten wstrętny bufon uważa się za lepszego od wszystkich innych - informacja warta zapamiętania, chociaż nie wiem do czego miałaby mi się przydać. Wiem, nic odkrywczego, ale przecież się nie znam na prawie niczym, na paniczykach też nie bardzo. Nie potrzebuję tego, grunt, że dobrze płacą.
Denerwujące jest jednak nagminne stosowanie liczby pojedynczej i zwracanie się tylko do Matta, jakby mnie tu nie było. Pojawia się zgrzyt zębami, zaciśnięcie dłoni w pięści. Jak tak dalej pójdzie, to nie wróżę nam owocnej współpracy. Masakra, znów zostanę z niczym. Trudno, mam przecież swój honor, no nie? W każdym razie ignoterancja denerwuje mnie bardziej niż odrzucony gest najszczerszej przyjaźni.
- No pewnie, że kurwa wiemy, myślisz, że gdzie mieszkamy? W pieprzonym pałacu? - No nie mogę się powstrzymać, nerwowe słowa jakoś same opuszczają moje usta. - No - mruczę już nieco spokojniej, kiedy Bott zadaje pytanie. Ale i tak łypię wnerwiony na tego konusa, co to się panoszy jak hrabiel jakiś takiś. A może jest ślepy i upośledzony, a ja na niego tak niemile naskakuję? Nie, wyraźnie co jakiś czas na mnie spogląda, chociaż wzrok ma co najmniej dziwny. Może na mnie leci? Fuj, co za obrzydlistwo. Krzywię się na mordzie na samą myśl, że mógłbym mieć rację. To znaczy, wiem, że przystojny ze mnie koleś, ale i tak fuj. Jak mu nie wstyd? Za to idzie się do paki czy coś.
Nie mówię już nic, zniesmaczony, urażony, głodny i wszystko na raz. Kiwam tylko głową, że się zgadzam. Lepiej niech zapłaci sowicie, to może się odobrażę za tak jawne lekceważenie mej znamienitej persony. Siergiej kiedyś gadał podobne głupoty, więc chyba dobrze myślę. Odwracam się bokiem do towarzystwa, zaczynam oglądać krajobraz dookoła. Mówiłem, że będę grzeczny, muszę więc ukoić własne, zszargane przez przychlasta nerwy. Bujam się na nogach, nie mogąc się doczekać, aż stąd pójdziemy.




no one cares

Powrót do góry Go down
 

Wejście do rezerwatu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Wejście do podziemi
» Piwnice (z ukrytymi, starymi zapasami win)
» Brama wejściowa
» Główne wejście do parku

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Anglia :: Dover :: Rezerwat Albionów Czarnookich-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17