Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wejście do rezerwatu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Wejście do rezerwatu   19.01.16 20:06

First topic message reminder :

Wejście do rezerwatu

Rezerwat Albionów Czarnookich nieopodal Dover chroniony jest licznymi zaklęciami odstraszającymi nie tylko mugoli, ale i czarodziejów, a zwłaszcza kłusowników. Ukryty w lasach, tuż przy klifach, przeszklony budynek nad wejściem ozdobion jest herbem rodu Rosier - fundatorów tego miejsca - a zamknięte wrota, do których prowadzą strome kamienne, obrośnięte mchem schodki, otwierają się same jedynie przed upoważnionymi do przejścia czarodziejami. Ścieżki rozwidlające się od bram prowadzą ku ogrodom, gdzie bezpiecznie chowane są smoki o białych jak księżyc łuskach i czarnych jak noc ślepiach. 
Za wrotami znajduje się niewielki przedsionek wraz z kominkiem podłączonym do sieci Fiuu. Niewielkie przeszklone pomieszczenie odgrodzone jest od dalszych korytarzy magicznie zabezpieczonymi drzwiami.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
14
18
11 (11)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   05.09.16 14:39

nie wiedział, dlaczego tak się stało. Był rozkojarzony, zmęczony… Dlaczego pomyślał o tym miejscu? Bo musiał tak zrobić, skoro się tu znalazł. Nadal pozostało to dla niego zagadką, chociaż nie aż tak wielką jak dziwny specyfik, który zakończył żywot jego butów. Może i mógłby być nieco bardziej ożywiony, gdyby nie czuł tego wszechogarniającego przytłaczającego zmęczenia. Nie chciał ignorować oczywiście spraw Evelyn Slughorn. W końcu to jego wina, że zmarnował jej ważny najwidoczniej eliksir. Nie chciał być niczyim powodem do zmartwień. I tak ostatnio nie wiedział w co włożyć ręce. Choroba matki dalej trwała, ślub Rosalie zakończył się lub nawet nie zaczął koszmarnie i tragicznie, a jego wizyta wczoraj w Świętym Mungu zakończyła się naprawdę niespodziewanie. Dalej jakoś chodził w dziwnym amoku, nie wiedząc co tak naprawdę się wydarzyło. Pojednanie po tylu latach? A może po wyjściu Rosie ze szpitala mieli wrócić do tej samej rutyny, co wcześniej? Nie. Miał nadzieję, że tak się nie stanie. Nie zniósłby znowu tego samego. 
- Ja… Nie wiem jak wyrazić swój żal i wstyd za to, co się stało – zaczął, przejeżdżając dłonią po szyi. Co mógł zrobić? Na pewno nie obiecać, że wywar na pewno nie będzie pomocny. Sam wiedział jak dużą wartość w takim miejscu jak Kent czy Peak District miały eliksiry. I jak dużo czasu zajmowało ich przygotowanie. Chwilę patrzył w rozkojarzeniu, zanim machnął różdżką, by obrócić zużyte obuwie w niebyt. Nie potrzebował ich. – Może… - zawahał się przez chwilę. – Może mogę pani pomóc w ponownym  uwarzeniu eliksiru? Nie jestem alchemikiem, ale może uda się wspólnymi siłami do czegoś dojść?
Na tę chwilę niesnaski między rodami na pewno nie miały znaczenia. Nie, aż tak silnego, a Morgoth był człowiekiem dobrze wychowanym. I mogła sobie myśleć o nim, co chciała - nie odszedłby bez uprzedniego utwierdzenia się w przekonaniu, że pomoc została udzielona.
- Zrobię, co będzie lady chciała - dodał, przechodząc w stronę czegoś podobnego do stróżówki przy wejściu i szukając zastępczego obuwia. Prawdą było, że nie czuł się swobodnie bez niczego na nogach, a pogoda była koszmarna. Wydawało mu się, że zauważył jakieś płaszcze w jej głębi.




Thus he came alone to Angband’s gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat.
And Morgoth came

Powrót do góry Go down
Evelyn Slughorn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2975-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/t3222-poczta-evelyn http://www.morsmordre.net/t3220-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka http://www.morsmordre.net/t3224-evelyn-slughorn
Alchemik
23
Szlachetna
Panna
...
10
10
20
0
2
1
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   06.09.16 14:33

Niezależnie od tego, co planował, jakiś kaprys losu rzucił go właśnie tutaj, do rezerwatu Rosierów, prosto przed nią akurat w momencie, gdy szła z eliksirem. Dlaczego nie mógł pojawić się w tym miejscu chociaż pięć minut wcześniej lub później? Nie, bo najwyraźniej ten sam kaprys losu chciał jej pomieszać szyki i zepsuć owoc pracy z ostatnich kilku dni. Nie mogło pójść tak, jak ona chciała, w ostatniej chwili coś musiało się zepsuć. I to nie Yaxley, ale ona będzie musiała tłumaczyć się, dlaczego nie może im dać eliksiru, o który ją proszono. Yaxley zapewne wkrótce stąd zniknie i pewnie nikt prócz niej nie dowie się o jego obecności, ale ona, jak nie dziś, to jutro, stanie przed koniecznością wyjaśnienia, dlaczego pojawia się z niczym.
I już miała spławić Yaxleya, odreagować swoje negatywne emocje, ale zawahała się. Może, skoro postawił ją w takiej sytuacji, powinna oczekiwać, że zrobi cokolwiek, by trochę się zrehabilitować? Ostatecznie ta pragmatyczna myśl zwyciężyła nad dumą, złością i chęcią wypędzenia go za bramy rezerwatu. Spojrzała na niego nieco mniej chmurnym wzrokiem.
- Raczej wątpię, żeby był pan w stanie uwarzyć ten eliksir, ale w ramach rekompensaty może odkupić zmarnowane składniki – zaproponowała nagle. Nie dopuściłaby kogoś niezaufanego w pobliże kociołka, bo nie tolerowała kręcących się w pobliżu ludzi bez odpowiedniej wiedzy. Nie wiedziała, czy Yaxley takową posiada, ale skoro nie był zawodowym alchemikiem i zapewne nie ukończył odpowiedniego kursu, w jej oczach był niegodny zaufania w tej materii. To było zbyt odpowiedzialne zadanie, zresztą zawsze łypała podejrzliwie na każdego, kto próbował sięgać łapami do kociołka, w którym ona robiła eliksir. Pozwalała na to wyłącznie osobom, do których umiejętności miała całkowite zaufanie, a było ich bardzo niewiele. Składniki mogłaby odkupić sama, albo wziąć z zapasów rezerwatu, ale niech Morgoth się do czegoś przyda, skoro na nią wpadł i w dodatku sam oferował swoją pomoc. Był smokologiem, z pewnością zdawał sobie sprawę z tego, jak ważna była praca rezerwatowych alchemików.
- Umowa stoi, lordzie Yaxley? Myślę, że kilka ingrediencji to niewielka cena w porównaniu z oczekiwaniem tutejszych smokologów i potrzebującego smoka, który będzie musiał poczekać dodatkowych parę dni na swoje lekarstwo – powiedziała, może trochę próbując wzbudzić w nim poczucie winy, ale zaraz potem, nie czekając nawet na jego odpowiedź, wymieniła składniki, które były jej potrzebne.




Felix, qui potuit rerum cognoscere causas
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
14
18
11 (11)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   09.09.16 11:16

Wszedł do stróżówki i wyciągnął ciężkie buty, które sobie zabrał. Odeśle je nim pozostali pracownicy w Kent zdążą rano pojawić się w swoim miejscu pracy i nie będą wiedzieć, co się stało z jedną parą obuwia. W tej chwili jednak potrzebował ich bardziej niż któryś z członków ekipy rezerwatu. Wiedział, że nie postępował w tej sytuacji jak powinien, ale nie była to sytuacja opisywana w podręcznikach do etyki. Morgoth w pierwszej kolejności pamiętał w takich sytuacjach o kulturze. I może lady Slughorn nie zamierzała w ogóle na to patrzeć od tej strony teraz, jutro czy za dwa lata, jednak nie mógł tego tak zostawić. Oczywistym było że zaoferował pomoc. Taką, a nie inną, jednak potrzebował powiedzieć cokolwiek, co mogło w jakiś sposób zostać przyjęte. Owszem. Nie znał się w takim stopniu na eliksirach jak ona, ale co innego miał zrobić? W tym przypadku wyjść było bardzo mało a odkupienie ingrediencji było czymś, w czym mógł jej jakoś pomóc. Rozumiał potrzeby smoków i było mu wstyd, że przez niego panna Evelyn zmarnowała eliksir, który dla nich przygotowała.
- Oczywiście - odpowiedział od razu. - Zaopatrzę jej pracownię we wszystko, czego będzie lady potrzebowała.
Skinął głową, czując, że słowa kobiety naprawdę go zbiły z tropu. Cała sytuacja była żałosna, a on był jej źródłem.




Thus he came alone to Angband’s gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat.
And Morgoth came

Powrót do góry Go down
Evelyn Slughorn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2975-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/t3222-poczta-evelyn http://www.morsmordre.net/t3220-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka http://www.morsmordre.net/t3224-evelyn-slughorn
Alchemik
23
Szlachetna
Panna
...
10
10
20
0
2
1
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   09.09.16 21:20

Cóż, mężczyzna równie dobrze mógł zniknąć tak, jak się pojawił, nie robiąc absolutnie nic, by zrekompensować stratę, którą poniosła nawet nie Evelyn, a rezerwat, dla którego Evelyn pracowała. Chociaż, nawet gdyby zniknął i próbował uciec od odpowiedzialności, panna Slughorn nie pozostawiłaby tego bez echa, jutro każdy wiedziałby już o jego nagłym wtargnięciu, a w razie, gdyby jej nie uwierzyli (co było wątpliwe, przecież była szlachcianką o nieposzlakowanej opinii, w połowie Rosierem i z jej zdaniem należało się liczyć), mogłaby przedstawić wspomnienia całej tej sytuacji. Teraz jednak nie musiała się uciekać do takich metod ukarania go za bezczelne najście i zniszczenie eliksiru, skoro sam zaproponował pewną ugodę. Czego zresztą oczekiwała; dobrze wychowany mężczyzna potrafił przyznać się do błędu i ponieść odpowiedzialność za swoje czyny. Chociaż i tak będzie musiała powiedzieć prawdę, gdy zostanie jutro zapytana, gdzie jest eliksir i dlaczego zniknęły jedne z butów, które Yaxley postanowił sobie „pożyczyć”. Evelyn zapewne powinna go powstrzymać, ale była tak skonsternowana jego nagłym ruchem, że tylko patrzyła na niego z uniesionymi brwiami, jak wkłada buty. Jego poprzednie po oblaniu eliksirem do niczego się nie nadawały.
- Da pan radę wyrobić się ze wszystkim do jutra? – zapytała więc, mając na myśli zakup składników (to było najważniejsze) i zwrot własności pracownika rezerwatu (to może dla samej Evelyn było mniej ważne, ale może być dla kogoś, kto jutro przyjdzie do pracy i nie znajdzie swoich ubrań). – I pamięta pan składniki? Może jednak lepiej je zapiszę? – Bo przecież wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik i niepozostawione przypadkowi, dlatego po chwili przywołała zaklęciem pióro i pergamin z pracowni, i dokładnie wynotowała wszystko, co było jej potrzebne, po czym wręczyła listę Yaxleyowi.




Felix, qui potuit rerum cognoscere causas
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
14
18
11 (11)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   10.09.16 10:20

Nie miał zamiaru uciekać od odpowiedzialności. Jeszcze tego by brakowało! Następnego dnia nie dość, że wszyscy by wiedzieli, co się wydarzyło to jeszcze byłaby to ujma na jego honorze. Nie. Nigdy by jej nie zostawił bez uprzedniego zaoferowania i udzielenia tejże pomocy. Bo obiecywać to niektórzy obiecywali naprawdę wiele. Jednak gdy Yaxley coś obiecywał, zawsze dotrzymywał słowa i robił to najszybciej jak się dało. 
- Będzie je panna miała jutro rano, gdy wejdzie do swojej pracowni – odpowiedział zgodnie z prawdą. Choćby miał poruszyć niebo i ziemię, zamierzał spełnić dane słowo. Zresztą dla niego nie było to problemem. W końcu samo nazwisko otwierało większość drzwi, a parę monet robiło całą resztę. – Byłbym wdzięczny za takową listę – dodał, skinąwszy jej głową w podzięce. Nigdy nie wymieniał więcej niż paru słów powitania z lady Evelyn Slughorn, ale teraz gdy miał ją widzieć na jakimkolwiek większym spotkaniu, miał sobie przypominać tę kompromitującą sytuację. Wierzył jednak w to, że kiedyś przestanie to być ich jedynym powodem do rozmów, które miały nastąpić w przyszłości. Obserwował przez chwilę jak dyktowała składniki bez zająknięcia. To jeszcze bardziej wbiło go w poczucie winy. Jakże słuszne... - Dziękuję i... Przepraszam jeszcze raz za to wszystko. Przez swoją głupotę zmarnowałem pani czas, pracę i naraziłem na niepochlebne słowa od strony reszty pracowników – zaczął łagodniej, patrząc na kobietę. Miał nadzieję, że nie wpędził jej w poważne kłopoty.




Thus he came alone to Angband’s gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat.
And Morgoth came

Powrót do góry Go down
Evelyn Slughorn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2975-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/t3222-poczta-evelyn http://www.morsmordre.net/t3220-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka http://www.morsmordre.net/t3224-evelyn-slughorn
Alchemik
23
Szlachetna
Panna
...
10
10
20
0
2
1
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   10.09.16 14:02

To dobrze, że mimo postępującej degeneracji społeczeństwa, wciąż istnieli dobrze wychowani mężczyźni którzy nie uciekali od odpowiedzialności za swoje czyny. Evelyn czasami to przerażało, że postępowość miała zły wpływ na niektórych czarodziejów, którzy dobrowolnie zrzekali się swoich przywilejów, działali na przekór rodzinie lub, o zgrozo, zrównywali się ze szlamami. Yaxley, mimo że początkowo tak ją zdenerwował, trochę się w jej oczach zrehabilitował. Z jakim skutkiem, okaże się jutro, gdy tu wróci. Ale zapewne też będzie pamiętać tę sytuację, jeśli kiedyś spotkają się ponownie przy innej okazji.
- Dobrze. Trzymam pana za słowo – zgodziła się. Jutro zapewne wróci do rezerwatu, i to dość wcześnie, żeby możliwie szybko wziąć się od nowa do pracy i nadgonić stracony czas. Sporządziła więc listę; ktoś nie znający się na alchemii mógł łatwo się pomylić, więc wolała dopilnować tego szczegółu. – Cóż... Czasem nie da się uniknąć pewnych strat – skrzywiła się nieznacznie, patrząc na miejsce, gdzie kilka minut temu wylał się eliksir. Miała nauczkę, żeby zawsze, ale to zawsze pamiętać o dobrym zabezpieczaniu fiolek, zanim będzie chciała gdziekolwiek je przenosić. We własnym domu raczej nie groziło jej nagłe wpadnięcie na kogoś, ale tutaj to co innego, jak widać.
Skoro wszystko zostało załatwione i Yaxley zobowiązał się dostarczyć składniki, nie pozostało nic innego, jak się pożegnać. Evelyn nie lubiła na siłę podtrzymywać konwersacji, kiedy nie miała już nic więcej do powiedzenia, zresztą naprawdę była wykończona i potrzebowała odpoczynku.
- Wobec tego do widzenia – powiedziała jeszcze, po czym odwróciła się na pięcie i poszła. W obecnym stanie nie ryzykowała teleportacji, więc przeniosła się do posiadłości za pomocą sieci Fiuu.




Felix, qui potuit rerum cognoscere causas
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
14
18
11 (11)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   10.09.16 14:40

Przyjął z dużą dozą ulgi fakt, że początkowo rozzłoszczona lady Slughorn powoli zaczynała się uspokajać. Sam byłby na siebie wściekły i nie winił jej za to. Nie należał i nie zamierzał należeć do tej grupy szlachciców, którzy najwyraźniej postawili na rozwój swoich zachować, zaniedbując etykę i tradycję. Reszta go nie interesowała – czuł wręcz pogardę, gdy widział zupełne porzucenie tych podstawowych wartości. Jeśli Evelyn pomyślała o szlamach, on nawet o nich nie myślał. Zepsucie wśród czystokrwistych to był jedno z poważniejszych zmartwień. Jeśli oni nie potrafili działać według określonych zasad, to kto miał? 
Skinął jej ponownie głową na przyjęcie wiadomości. Zerknął na listę składników. Nie zamierzał zakupić jedynie tych ingrediencji. Na pewno przydawały się w takich miejscach chociażby podstawowe rzeczy do sporządzania eliksirów dla smoków. Nigdy nie miało ich być za mało. Jeśli miało to go zrehabilitować, zamierzał tak właśnie zrobić. Byle wynagrodzić jej ten problem. Co do podtrzymywania konwersacji na siłę, rozumiał ja doskonale. Nawet lepiej niż sądziła. Morgoth słynął z tego, że wolał milczeć i nie był kimś, kto fałszywie przymilał się do innych, by zaraz odwrócić się i obmawiać ich za plecami. Dostał nauczkę tego wieczoru. Nigdy nie miał już się teleportować, gdy jego myśli zajmowały poważniejsze problemy. Może to dziwne spotkanie ich dwójkę miało czegoś nauczyć? Yaxley skrzywił się lekko, myśląc o swoim wstydzie. 
- Dobranoc i jeszcze raz proszę przyjąć moje najszczersze przeprosiny – pożegnał ją, odprowadzając ją wzrokiem, aż nie zniknęła w ciemności. Westchnął ciężko i tym razem teleportował się już do posiadłości.

|zt x2




Thus he came alone to Angband’s gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat.
And Morgoth came

Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 http://www.morsmordre.net/t3632-klopot http://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 http://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Przewodnik, pracownik Borgina & Burke'a
26
Półkrwi
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
15
2
0
0
0
1
15 (16)
22 (23)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   09.08.17 22:16

| 10 maj

Anglię, Londyn - magiczny i niemagiczny - ogarnął chaos, lecz pieniądz dalej toczył się niezależnie od tego. Wszystko w dalszym ciągu posiadało swoją cenę, teraz nawet wyższą niż kiedykolwiek. Dlatego też ja sam po raz kolejny w swoim życiu potrzebowałem monet bardziej niż kiedykolwiek. Z tego powodu nawet przeszło mi przez myśl, że może niepotrzebnie uciekłem od Burke'a - tam wypłaty się zgadzały bez względu jak niewdzięczna to była robota to jednak było warto. Na szczęście szybko mi przeszło. Jeszcze bardziej gdy doszły mnie słuchy, że Rosier szuka ludzi do pracy. Idealnie. Właściwie biorąc pod uwagę te całe magiczne anomalie to wcale nie tak trudno było o coś dorywczego i dobrze płatnego jeśli się miało trochę krzepy w łapach, a przy tym nieco manualnego obycia wykraczającego poza wymachiwaniem różdżką czy też podnoszeniem klapy w kiblu.
- Słuchaj, Oli... - zacząłem odsuwając od ust papierosa i zadzierając głowę do góry na półolbrzyma - ...ja będę mówił, a ty po prostu wyglądaj. Jeśli musisz już się odezwać to staraj sie być...- nie wiem, do cholery, każdym tylko nie sobą -...miły, okej? Arystokraci bywają powaleni, zresztą sam wiesz że często o fujarę Merlina im chodzi, rozumiesz? - Przydeptałem znoszonym butem papieros. Denerwowałem się trochę tym, że niefortunnie Olie był przy mnie gdy usłyszałem o tej robocie i się na nią napalił. Trudno mi było go momentami wyczuć, przewidzieć jak się zachowa, a to, że Rosiera można było spotkać w rezerwacie smoków wcale nie sprawiało że czułem się lepiej - jeśli coś pójdzie nie tak to bardziej niż pewne było to, ze skończymy w gadzich pyskach.
- Idziemy, nie wkurwiamy nikogo, uzgadniamy szczegóły i znikamy - powtórzyłem plan w skrócie po raz szósty tego dnia zupełnie jak dybym sam próbował się przekonać, że to właśnie tak to będzie wyglądało.
Chyba nie bardzo w to wierzyłem.
- Dobra, lecę pierwszy... - zapowiedziałem, a potem przy użyciu jednego z publicznych kominków znalazłem się wewnątrz szklarni będącym przedsionkiem do samego rezerwatu. Wejście. Zrobiłem kilka kroków w przód by wyjść z paleniska i zrobić miejsce swojemu towarzyszowi. Strzepywałem przy tym nadmiar popiołu ze swojej zmasakrowanej życiem burej szaty wzbijając w powietrze prócz tumany kurzu również zapach taniego tytoniu którym moja garderoba była przesiąknięta do cna.
Jeszcze przed pojawieniem się Oliego zaczepił mnie jeden z pracowników który w dość szorstkich słowach próbował dowiedzieć się po co przybyłem. Wspomniałem mu że ja do Ros...lorda Rosiera, że słyszałem ze szuka ludzi do pracy. Kazał czekać.
- Kazano nam tu czekać - powtórzyłem więc półolbrzymowi, samemu zwilżając usta po tym, jak nabrała mnie ochota na odpalenia kolejnego papierosa - Ożesz...mam nadzieję, że ta robota nie będzie tyczyła się...tego - poruszyłem głową w stronę szyby przez którą było widać kawałek rozciągniętych smoczych i...ludzkich(?) szczątków. Na samą myśl gmerania w czymś martwym brało mnie na mdłości. Włożyłem ręce do kieszeni i skrzywiłem się




 
Powrót do góry Go down
Oli Ogden
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4869-oli-ogden#105453 http://www.morsmordre.net/t4878-nokturnowy-smietnik#105711 http://www.morsmordre.net/t4877-oli-sie-nie-goli#105709 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t4879-oli-ogden
zbir
30
Półkrwi
Kawaler
- Kup mi whiskey.
- Będziesz pił whiskey? Jest 10 rano.
- W takim razie kup whiskey i płatki.
1
3
0
0
0
1
1
37
Półolbrzym

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   11.08.17 22:15

Pieniądz to pieniądz. Ja śmierdzę wszystkim (włącznie z niedogotowaną żabą, którą ostatnio próbowałem zjeść), ale pieniądzem to nie bardzo. Nie wiem, jakoś tak te galeony się przesypują tak, że ni chuja na koniec dnia nic nie zostaje. I budzę się z kolejnymi długami. Szczególnie od tego nieszczęsnego maja, kiedy wyteleportowało mnie na drugi koniec kraju na zajebistym kacu. Tak, od tego czasu nic nie idzie dobrze - a to zostawiam woreczek w podejrzanym miejscu, nazajutrz zapominając o wszystkim, a to rozdaję monety hojniej niż zwykle, bo stwierdzam, że mam kurwa gest, a potem tego żałuję. Jest ledwie dziesiąty, a ja już nie wyrabiam finansowo. Dolohov się na mnie drze, że jestem głupi, Lamia kręci nosem, ja nie wiem. Aż musiałem zapić te wszystkie smutki, więc topię je w najtańszym bimbrze świata pierdoląc do Botta, że ta kurewska pogoda, te mgły i inne bajery nie wspomagają interesów poważnych biznesmenów jakimi jesteśmy - a tu nagle wiadomość, że ktoś tam szuka roboli. Nie interesuje mnie nic więcej poza wzmianką o godziwym wynagrodzeniu. To znaczy najsampierw sądzę, że ten fagas mnie obraża tym pacześniackim słownictwem, ale okazuje się, że to po prostu dobre pieniądze. Nazwisko arystoklaty czy innego szlachciura wylatuje mi z głowy i gdyby nie Matt, to na pewno prędko nie przypomniałbym sobie gdzie i po co powinienem iść. No to się umawiamy w dziką nawałnicę i stoimy trochę jak przygłupy czekające na okazję, ale ja nie wnikam. Przestępuję z nogi na nogę w oczekiwaniu, aż Bott wreszcie wyjara tego szluga i będziemy mogli stąd iść, ale jemu zbiera się na długie wykłady pierdolenia o niczym. Wywracam oczami rozciągając kości w palcach i słucham tego wszystkiego wpuszczając jednym uchem, a wypuszczając drugim (Masza mi ciągle gada, że mam między nimi tunel, ale nie wiem o co jej chodzi, nikt tamtędy nie lata - nie zmieściłby się! Te kobiety to jakieś głupie są) i kiwam głową zaczynając się coraz bardziej niecierpliwić.
- Zajebiście wyglądam - komentuję jego słowa poprawiając dumnie swoją skórzaną kurtkę. Wcześniej nosił ją jakiś młody przychlast co się za bardzo w Nokturnie zagubił; pytacie się jak się w nią zmieściłem? Na szczęście Lamia zna takie i siakie zaklęcia, machnęła kilka razy różdżką i gotowe! Nie ma sensu więc polować na drugiego półolbrzyma, żeby skroić kilka fajnych ciuchów. - Uważasz, że jestem niemiły? - pytam marszcząc brwi. No bo jak on mógł coś takiego pomyśleć? Rani moje biedne, niezwykle wrażliwe serduszko. Nie żebym wiedział co to jest. - Dobra nie cykaj się tak, bo ci portki spadną - dodaję, rżąc dziko nad swoim wybitnym żartem. Szybko mina mi rzednie kiedy muszę zapamiętać nazwę miejsca, do którego mamy się przenieść. Powtarzam ją sobie bez końca w głowie, aż wreszcie docieram do celu naszej podróży - jest tam Matt, więc chyba wszystko poszło zgodnie z planem.
A potem czekam i czekam i nie mogę się doczekać. Oglądam tę niewielką klitkę, w której kazano nam czekać i wzdycham i prycham i w ogóle mam już dość - duszę się. Jak Bott wraca, moja głowa automatycznie kieruje się w miejsce, o którym mówi. - Zajebista byłaby z tego potrawka. Myślisz, że dadzą nam na wynos jak skończymy? - pytam całkiem serio.




no one cares

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#41807
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
35
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   11.08.17 23:10

Szlag by to trafił, cholera wzięła i piorun trzasnął - nic wokół nie wyglądało tak, jak powinno. Anomalie nie ustawały, wciąż nie udało im się naprawić magii pętającej wszystko wokół, rozdrażniającej smoki i - co najgorsze - niszczącej zaklęcia ochronne, przez co smoki robiły co chciały, a mugole bez trudu zapuszczali się na te tereny dając się zeżreć. To ostatnie miało swoje dobre strony, zniszczone zapasy żywności sukcesywnie uzupełniały się same i za darmo, ale same smoki były przecież w niebezpieczeństwie. Wystraszone i zdenerwowane - dodatkowo były też nieprzewidywalne. Całkowicie. Większość dnia spędził na rozmowie z nestorem - na temat tego, czemu krótko po przejęciu kontroli nad tym miejscem przez niego w ruinę obróciło się wszystko, co przynosiło chlubę jego nazwisku i wszystko, o co jego rodzina dbała o setek lat. Wszystko. Nie było w tym jego winy, ani trochę, co miał zrobić - zatrzymać tę burzę własnymi rękoma? Powiedzieć jej: słuchaj, przejdź bokiem, bo ten rezerwat jest pod ochroną? Już prawie wykrzyczał to wszystko wujowi w twarz, choć prawie robi czasem wielką różnicę, siedział kornie, ze spuszczonym wzrokiem, wysłuchując reprymendy z milczącym szacunkiem, co jakiś czas zapewniając, że go słyszy, że ma rację i że to wszystko zostanie doprowadzone do porządku w przeciągu kilku dni najpóźniej - jakby był pieprzonym cudotwórcą. Wizyta trwała długo - lecz nikt nigdy nie odważyłby się jej przerwać, o wizycie dwojga osiłków dowiedział się więc ze sporym opóźnieniem. Nie od razu pędząc im naprzeciw -  kiedy wreszcie został sam musiał wpierw ochłonąć, wypalając papierosa. Dopiero kiedy skończył, przypomniał sobie, że ktoś na niego czeka. Wcisnął go w popielnicę, wychodząc im naprzeciw.
Głośny stukot eleganckiego męskiego buta niósł się już z oddali, skórzane spodnie, choć bardziej ochronne, niż eleganckie, wciąż wyglądały na bardziej wartościowe od przeciętnego półrocznego zarobku przeciętnej męty, a czarodziejski płaszcz koloru nocy o dwurzędowych złotych guzikach, haftowany złotą nicią i spięty pod szyją jasnym fularem ozdobionym wielowiekową drogocenną rodową złotą broszą w kształcie róży dopełniał obrazku młodego bogacza. Domyślał się, kim mogli być ci ludzie - ponoć usłyszeli jego ofertę.
- Domyślam się, że w sprawie ogłoszenia - wpierw obrzucił ich ocennym spojrzeniem, najpierw Botta - młody, silny, wysoki, niewymuskany, nie wyglądał, jakby ciężka praca mogła budzić u niego lęk, obawy lub bezradność. Dobrze. Drugi - był jego... zwierzątkiem? Spojrzał w górę - na trzymetrowego półolbrzyma - z zaskoczeniem zauważając, że nie miał na szyi obroży. Był fascynatem magicznych stworzeń, półolbrzymy go ciekawiły - czemuż by nie - odmawiał im jednak przymiotów takich, jak rozsadek, mowa czy wolna wola, dobrze wiedząc, że ich potencjał intelektualny był zwyczajnie niski. Założył, że zjawił się tutaj jako... pupil tego człowieka. Dobrze - półolbrzymy były silne. Miał tylko nadzieję, że potrafił nad nim panować.  - Panie... ? - zwrócił się więc bezpośrednio do niego, ignorując stworzenie. - Rozumiem, że zaznajomił się pan z moimi wymaganiami, szukam ludzi, którzy... nie noszą w sobie strachu i nie boją się ciężkiej pracy. - Aleja Śmiertelnego Nokturnu nie była miłym miejscem. Wysłanie tam ludzi często równało się ich śmierci, a on potrzebował pracowników, którzy dożyją przynajmniej momentu ukończenia prac. Plotka, której pozwolił się rozprzestrzenić, miała nie wychodzić poza ramy tej ulicy - ale nie mógł być pewien, czy rzeczywiście tak się stało.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 http://www.morsmordre.net/t3632-klopot http://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 http://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Przewodnik, pracownik Borgina & Burke'a
26
Półkrwi
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
15
2
0
0
0
1
15 (16)
22 (23)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   17.08.17 21:12

Doskonale zdawałem sobie sprawę ze swojego przewrażliwienia. Jak mogłem jednak taki nie być, kiedy należało wszystkich pilnować bardziej niż kiedykolwiek, do tego ta sprawa z przesłuchaniem, Lily, Bertie który ewidentnie coś przede mną ukrywał i co jakiś czas przypominająca o sobie rana po wilkołaku...Im więcej się dowiadywałem o tych stworzeniach tym bardziej łapała mnie jakaś paranoiczna myśl, gdy wychodziłem do ludzi. Ktoś patrzy, dowie się, wie - to samo w sobie było absurdalne. Blizny nosiłem pod ubraniem a i tak przecież nie krzyczą co było ich przyczyną. Nie wiedziałem więc czym się tak właściwie przejmuję, tym bardziej, że wszyscy mi na słowo uwierzą że to po rozbitym na mnie kuflu. Ba - nikt nie będzie zaskoczony gdy przemilczę. Przecież nigdy przed nikim nie musiałem się tłumaczyć i miałem nadzieję że tak pozostanie. Chociaż Edgar, szlag by to...Od ponad dwóch tygodni nie dawałem mu znaków życia. Miałem nadzieję, że jak na razie uważa mnie za martwego. W końcu początek maja sprzyjał rozsmarowaniu wzdłuż jakiejś parszywej ulicy. Nie byłoby więc to takie dziwne, gdyby i mnie to spotkało - rozsmarowanie po dachach kamienic wzdłuż pokątnej, tak przykładowo. Wypalenie papierosa nie ulżyło mi nijak. Ciągle czułem spięcie tym bardziej, że z Olim fajnie było pójść do baru, wypić piwo, zrobić zamieszanie ale w tym momencie skręcało mi żołądek że ma iść ze mną do Rosiera. Nie miałem nad nim żadnej kontroli, a to nie był byle kto tylko pieprzony trzymetrowy półolbrzym!
- Zajebiście - i choć zabrzmiało to tak, jakbym przyznawał mu racje to bardziej miałem na myśl to jak bardzo zajebiście to wszystko może się posypać - Prawie jakbyś obdarł jakiegoś smoka ze skóry i się nią owiną - dodałem gdy się trochę przyjrzałem nie zdając sobie sprawy, że smoki pokryte są łuską nie skórą. No nic.
- Po prostu go...nie wystrasz. Wystraszony szlachcic to niepłacący szlachcic - wyjaśniłem i wierz mi, Olie, bardzo chciałbym wrzucić na luz. Może potem popracuję nad tym w Parszywym Pasażerze? Będę musiał. Już teraz coś pełzało mi pod skórą złośliwego gdy tak musiałem czekać słuchając nad głową sapania, chuchania, stękania.
- Weź się w garść, Ogden, zachowujesz się jak jakaś chytra baba z Błędnego czająca się na miejscówkę przy oknie - brakowało tylko by zaczął charkać i wydłubywać śniadanie z zębów. Jeśli zacząłby robić dodatkowo to drugie to chyba by mnie wykręciło, wystarczyło, że sobie patrzyłem na powywracane za szybą na drugą stronę szczątki...wszystkiego.
- Wątpię by prowadzili tu usługę na wynos ale jeśli jakimś cudem tak to...bierz moją dolę - przełknąłem podchodzącą mi do gardła żółć. Nie chciałem tak dokładnie sobie wizualizować tego jak Olie gołymi rękami roztrzaskuje stawy, wgryza się ze smakiem w ludzkie bądź smocze szczątki, wszystko trzaska, trzeszczy, mlaska...Niemal poczułem wilgoć i tą charakterystyczną oślizgłość surowizny na języku...
I w tym momencie na szczęście do moich uszu dotarł upragniony dźwięk zbliżającego się wymuskanego bawidamika na widok którego zastanawiasz się czy nosi pod spodniami pończochy czy to jeszcze nie ten stan. Szlachcic, a jakże. Był on, jak większość znanych i nieznanych mi osób, wyższy ode mnie, a przy tym zdawał się jednocześnie sprawiać wrażenie dwa razy węższego. Pewnie za sprawy szaty. Pewnie też na dworach uchodziło to za eleganckie - mnie zaś po prostu bawiło.
- Matt, wystarczy Matt - uściśliłem, nie chcąc szastać nazwiskiem ani też słuchać "panowania" mi bo to też jakoś tak...- Własnie nie do końca. Nie widzieliśmy żadnego ogłoszenia ale słyszeliśmy gdzieś, że lord szuka kogoś do pracy, budowy...chodzi o to to...? - zapytałem niepewnie odnosząc wrażenie, że Rosier bardziej potrzebuje sprzątaczki nie osiłka. Skinieniem głowy wskazałem przy tym to co działo się po drugiej stronie szklarni. W tym samym momencie wiatr jakoś zdawał się nabrać na sile i strącił z pobliskiego drzewa coś co mogło uchodzić za kawałek kończyny lub przerośniętą, podłużną szyszkę.




 
Powrót do góry Go down
 

Wejście do rezerwatu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Wejście do podziemi
» Piwnice (z ukrytymi, starymi zapasami win)
» Brama wejściowa
» Główne wejście do parku

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Anglia :: Dover :: Rezerwat Albionów Czarnookich-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17