Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Ogrody

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Ogrody   19.01.16 20:11

First topic message reminder :

Ogrody

Ogrody należą zdecydowanie do najmniej bezpiecznej części rezerwatu, smokologowie rzadko wychodzą do nich samotnie. Przepełnione zewsząd bujną roślinnością, a bliżej samego budynku również przepięknie kwitnącymi rodowymi różami Rosierów, stwarzają smokom idealne warunki rozwoju. Wyjście do ogrodów jest strzeżone równie pilnie, co inne części rezerwatu; przez wrota nie przemknie się nikt niepowołany. Silnie odczuwalny jest tutaj zapach siarki, coraz wyraźniej czuć także spaleniznę...


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
14
18
11 (11)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogrody   11.04.17 10:18

Miał zdecydowanie za dużo do przemyślenia nie tylko w ostatnim czasie, ale właśnie dzisiejszego dnia. Powiadomił Cynerica zgodnie z wolą Riddle'a o spotkaniu w Białej Wywernie, ale domyślał się, że kuzynowi nie będzie dane zobaczyć Czarnego Pana. W końcu Rycerze Walpurgii mieli się zgromadzić w innym miejscu, a Śmierciożercy w podziemiach, gdzie już wcześniej odbywały się spotkania. Najprawdopodobniej to właśnie ich wybrana ósemka miała przekazywać resztę rozkazów od tego, który ich gromadził tym, którzy nie przeszli próby i nie zostali naznaczeni Mrocznym Znakiem. Morgoth wiedział, że jego kuzyn na pewno podejmie się tej próby, jeśli będzie możliwość. W końcu postawił sprawę jasno. Jeden jak i drugi przy wcielaniu go do szeregów organizacji. Dla rodziny byli zdolni poświęcić wszystko, a wiele lat spędzonych jak brat z bratem upewniło młodszego Yaxley'a w tym, że z Ciną rozumieli się bez słów. Tylko jedno go niepokoiło. Jak miał wpłynąć na niego związek z Rosalie. Czy miał go uczynić silniejszym, czy wręcz przeciwnie? To właśnie w pewien sposób był minus tego wszystkiego, wiedział, że jego kuzyn kochał ich kuzynkę i zrobiłby dla niej wszystko. Czy w to zaliczało się również pominięcie ich idei, do której dążyli? Morgoth pozwolił tym myślom na razie odsunąć się na dalszy plan. Ufał Cynericowi i zamierzał go wspierać jak zawsze dotąd to robili. Jego uwagę odwróciła od tego również stojąca obok kobieta swoim nienarzucającym się głosem. I jeśli spodziewała się odpowiedzi na to pytanie, musiała się zawieść. Yaxley był typowym przedstawicielem swojego rodu - cichy, zamknięty w sobie, nikt nie mógł odczytać, co kryło się w jego myślach. Była to również dobra obrona przed wszystkimi, którzy nie nosili jego nazwiska. Nie było to jednak nieuprzejme z jego strony. To pytanie mogło pozostać bez odpowiedzi, a jego zdanie na ten temat wolał zachować dla siebie. Trzeba było spytać siebie samego, co uznawano za niebezpieczne. Spacery po rezerwacie czy może przebywanie z mordercą? Nie domyślała się i nie mogła o tym wiedzieć, ale zarówno on czy jej kuzyn, Tristan posiadali inną twarz. Czy lady Slughorn dalej zadałaby to pytanie, wiedząc o tym wszystkim? Nie traktował świata po macoszemu, co sugerowałoby, że postrzega go bez należytej uwagi, a tymczasem Morgoth widział wszystko, co działo się dookoła niego. Nie musiał się odzywać, by zauważać rzeczy. Dobrze jednak że ludzie mieli o nim tak odmienne zdania, ciągle utrudniało to poznanie go, co raczej nikomu nie miało się udać. Nikomu prócz jednej osoby.
Nie odezwał się ponownie na słowa Estelle, jednak stanął u jej boku i wolno ruszył z nią w wybranym przez nią kierunku. Nie odeszli daleko, gdy padło kolejne pytanie. Na to jednak mógł odpowiedzieć.
- Smoki mają grubą skórę, nie na tyle jednak by nie udało się jej przebić dobrze naostrzonym nożem - zaczął dość wolno i spokojnie. - Przypominają pod tym względem ryby. Trudno zobaczyć ich skórę, gdy z zewnątrz pokrywają ją mocne łuski. Razem stanowią pancerz, jednak gdy którejś zabraknie istnieje zagrożenie, że wróg wykorzysta tę słabość.
Wciąż mówił o smokach czy może mogło się to odnosić do wielu rzeczy? Morgoth był jaki był i nikt nie mógł w pełni pojąć jak to jest z tymi Yaxley'ami, chyba że samemu się nim było i urodziło z tym nazwiskiem. Cóż... Jeśli o tym mowa nie był już taki pewny. Syn Rowan nie był Yaxley'em z krwi i kości i było to widać od razu. Musiał o tym porozmawiać z ojcem, póki jeszcze mieli czas. Nie było ich stać na słabość ani teraz, ani w przyszłości.




Thus he came alone to Angband’s gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat.
And Morgoth came

Powrót do góry Go down
Estelle Slughorn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4587-estelle-slughorn-budowa#98562 http://www.morsmordre.net/t4635-volare http://www.morsmordre.net/t4599-niepokorna-slughornowna#98986 http://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka http://www.morsmordre.net/t4632-estelle-slughorn
alchemik w św. Mungu
24
Szlachetna
Panna
Trust your blood.
1
10
11
12
1
0
8
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Ogrody   11.04.17 11:28

Gdyby tylko dowiedziała się o profesji Tristana, czy stojącego u jej boku mężczyzny, zapewne i tak zadałaby to pytanie ponownie. Każdy człowiek uważał coś za niebezpieczne, nawet sługa i wysłannik Czarnego Pana. Mógł się nie bać - jeśli nie miał nic do stracenia, jednak w jej odczuciu nawet i tacy ludzie mieli swoją pokręconą wrażliwość. Z Tristanem rozumiała się w kwestii poezji, a każde jego odczytanie stanowiło dla niej ciekawy punkt widzenia. A Morgoth? Nie umiała ocenić co kryło się pod tą grubą kopułą.
Wysłuchała z należytą uwagą odpowiedzi chłopaka, jednak coś podpowiadało jej, że chyba w jakiś sposób zboczyli z tematu smoków. Uśmiechając się lekko, zerknęła kątem oka na Yaxleya, chociaż on wydawał się niewzruszony wszystkim co go otaczało. Zaskakujące zjawisko.
- Dlatego zajmujesz się smokami? - spytała, zdając sobie sprawę z tego jak niegrzecznie mogła brzmieć. Nie potrafiła jednak w inny sposób zadać tego pytania i liczyła się z tym, że znowu nie uzyska na nie odpowiedzi. Również nie przeprosiła go za swój nietakt sprawdzając delikatnie na ile może sobie pozwolić w jego towarzystwie. Być może to była droga do tej nici porozumienia.
- Uważasz, że smoki przywiązują się do swojego opiekuna? - być może zachowywała się jak ciekawe świata dziecko zadające setkę pytań na raz, a jednak smoki wydawały jej się tak fascynującymi istotami, że chciała po prostu poznać każdy punkt widzenia. Sama nie miała do nich dostępu, dlatego musiała zdać się na wiedzę swojego kuzyna, bądź Morgotha.
W pewnym momencie lady Slughorn przystanęła w miejscu, zwracając się przodem do towarzysza. Był od niej wyższy, więc z początku nie mogła przyzwyczaić się do zadzierania głowy.
- Wybacz mi moją nadgorliwość, ale ta rana nie wygląda najlepiej - zaczęła cicho, kiedy zauważyła zranione oko Morgotha. Odruchowo wysunęła ku niemu rękę, lecz ta zawisła w powietrzu nim jeszcze zetknęła się twarzą chłopaka. Wyglądała teraz dość zabawnie, wahając się między dobrymi zasadami a zwykłym, uzdrowicielskim osądem rany, z którą mogłaby coś zrobić, gdyby tylko jej pozwolił.



Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
14
18
11 (11)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogrody   11.04.17 12:21

Morgoth nie robił niczego dla poklasku. Ciekawym dla niego zjawiskiem było to, że inni Rycerze Walpurgii czy Śmierciożercy, których znał kierowali się bardziej swoimi morderczymi popędami, chcąc przy tym zaimponować bardziej Riddle'owi. Korzyli się przed nim jak przed swoim panem, nie jako przed przywódcą. Zastanawiało go to czy już zapomnieli, o co mieli walczyć? Nie o bycie lepszym sługą. Mieli się zjednoczyć, by wyplenić brudną krew ze świata czarodziejów. Niektóre rody już potraciły rozum, opowiadając się za promugolską polityką i równocześnie stając w opozycji do wiernych tradycjom rodzin szlacheckich. Miał nadzieję, że było to jedynie chwilowe i nestorzy zrozumieją swój błąd. Może przerazili się panoszeniem się coraz większym antymugolskich bojówek? Może chcieli czegoś dowieść? Najwyraźniej jedynego czego dowiedli to swojej słabości, a teraz nie było ich stać na sojusze ze słabeuszami. Nic dziwnego że ojciec zerwał niektóre wiążące porozumienia i opowiedział się za negatywną polityką. Morgoth żałował, że aż tyle szlachcic zdecydowało się podjąć działania odmiennego od tych, które mocno opierały się w historii czarodziejów. Że to do nich należała magia, nie zaś do przedstawicieli brudnej krwi. Dobrze, że senior Slughornów zachował zdrowy rozsądek, chociaż posiadali sojusze z pozytywnie nastawionymi do mugoli rodami. Niewykrywalnie drgnęła mu brew w chwili, gdy o tym pomyślał. Nie wiedział dlaczego jego ojciec pozostawił neutralne stosunki z Greengrassami, ale domyślał się, że to było spowodowane pracą w rezerwacie. Leon Vasilas na pewno był świadom tego, że syn w każdej chwili mógł przenieść się do Kent, gdyby taka była jego wola. Dlaczego tego nie zrobił?
Gdy padło kolejne pytanie z ust lady Slughorn, zerknął na nią na moment. Cztery lata pracy nie mogły się równać z dekadami doświadczenia innych pracowników Peak District. Do tego choroba często przeszkadzała mu w cięższych zadaniach, chociaż w styczniu dostał pod opiekę największego z okazów rezerwatu. Gostir stanowił dla niego wyzwanie. Nie było łatwo, gdy uciekł, ale sprowadził go z powrotem. Morgoth jednak nie lubił, gdy ludzie o nim mówili. Nie wierzył w to. Szczególnie gdy było to coś dobrego. Po jej pytaniu zapadło milczenie. Nie dlatego, że chciał jej zrobić na złość. Nigdy nie był złośliwy. Nigdy... Znowu pomyślał o Darcy. Zaraz jednak zaczął mówić i odpowiadać na właściwe pytanie, patrząc się na tereny rezerwatu, gdy szli w stronę głównych budynków administracyjnych:
- Smok to czysta potęga. Władza, gracja, strach, ale i piękno. Nigdy nie idą na kompromisy. To w podziwiam.
Znowu ucichł, nie zamierzając już wracać do tej kwestii. Każdy kto przebywał chociaż przez chwilę przy smoku mógł przekonać się o tym na własnej skórze. Niektórzy po raz ostatni, jednak samoistne napady szaleńczego gniewu u smoków zdarzały bardzo rzadko. Najczęściej to człowiek był prowodyrem ich ostrej reakcji. Gdy Estelle spytała o przywiązanie do opiekunów, poczuł się nieswojo. Ostatnio w końcu przywiązanie stało się niebezpieczne, ale również i zbawienne.
- Może - odparł jedynie, wiedząc, że bardzo trudno było dotrzeć człowiekowi do smoka. Jemu się to udało, ale nie musiała o tym wiedzieć. Gdy przystanęła, zrobił to samo, myśląc, że chciała zwyczajnie odpocząć lub zauważyła coś, co ją zainteresowało. Nie spodziewał się, że spojrzy mu prosto w twarz i wspomni o ranie na oku. Wciąż świeża z tej nocy mogła wyglądać niezbyt dobrze, ale wiedział o tym. Gdy podniosła dłoń, nieznacznie się odchylił, nie dopuszczając jej do siebie. - Proszę się nie martwić - odpowiedział, czując dalej na sobie jej wzrok. Nawet jeśli był to czysto zawodowy odruch, musiała wiedzieć jak niestosowne to było. Nie zamierzał mówić tego na głos. Zresztą nie musiał. Spojrzał na nią przez chwilę, by przenieść uwagę na niebo za jej plecami. W oddali leciał jeden ze smoków, wyglądając jak zawsze niesamowicie. - Chodźmy dalej - odezwał się, z trudem odwracając spojrzenie od pięknego widoku.




Thus he came alone to Angband’s gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat.
And Morgoth came

Powrót do góry Go down
Estelle Slughorn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4587-estelle-slughorn-budowa#98562 http://www.morsmordre.net/t4635-volare http://www.morsmordre.net/t4599-niepokorna-slughornowna#98986 http://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka http://www.morsmordre.net/t4632-estelle-slughorn
alchemik w św. Mungu
24
Szlachetna
Panna
Trust your blood.
1
10
11
12
1
0
8
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Ogrody   11.04.17 14:14

Lady Slughorn zauważyła, że chyba zaczyna męczyć swoją obecnością Morgotha, ale postanowiła pozostać ostrożna w swoich osądach i  nie mówić tego na głos. Po pierwsze, nie wypadało jej, a po drugie nie chciała wprawiać mężczyzny w bliżej nieokreślone zakłopotanie.
- Sądzisz, że mają uczucia? - była ciekawa takich rzeczy, zwłaszcza, że sama zajmowała się mniej szkodliwymi i kilkukrotnie mniejszymi zwierzętami niż smoki. Wyłapywała, że zwierzęta choć z pozoru nieufne i płochliwe, po pewnym czasie przyzwyczajały się do niej i nie miały już problemu z jej obecnością. A potem musiała je zostawić lub przekazać w ręce innych osób, co traktowała w głębi duszy dość personalnie, jako smutne zwycięstwo, czy czasami jako porażkę. Czuła, że w pewien sposób zawodziła te stworzenia, które na nowo musiały przechodzić proces przyzwyczajania się i ufania nowym osobom. - Podobno każdy je ma - dodała, ale nie rozwodziła się nad tą kwestią dłużej niż to było wymagane.
Teraz kiedy Estelle zadzierała głowę, spoglądając na twarz Yaxleya spod wachlarza gęstych rzęs, poczuła się nad wyraz nieswojo, zwłaszcza gdy towarzysz odsunął głowę, tym samym dając jej do zrozumienia, że nie powinna i być może przekroczyła jego bezpieczną sferę. Ale nie chciała wykazać się zbytnim zuchwalstwem, a jedynie chciała pomóc. Była obdarzona empatią do niemal wszystkich i uznawała, że skoro nie jest laikiem w kwestii magii leczniczej, to mogłaby przyśpieszyć proces gojenia się jego rany. Ot, zwykła pomoc, nic osobistego.
- Przepraszam - powiedziała, cofając rękę i odwracając się. Widok lecącego smoka zaparł dech w piersiach młodej szlachcianki, więc to na nim skupiła teraz całą swoją uwagę. - Możemy jeszcze popatrzeć? - w końcu przyszła tutaj pooglądać smoki, a skoro teraz miała ku temu okazję, nie chciała jej odrzucać. Zresztą, lord Yaxley również wyglądał na zafascynowanego tym widokiem.
- Są takie wolne, nieujarzmione... czasami im tego zazdroszczę - nie musiała chyba wyjaśniać czemu im zazdrościła. Każdy wiedział jak traktowane były kobiety o szlachetnej krwi i co było ich powinnością. Siostry Slughorn i tak nie miały najgorzej, bo rodzice chcieli dla nich jak najlepiej, więc nie przyjęli pierwszego lepszego kandydata. To poniekąd teraz się na nich mściło.



Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
14
18
11 (11)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogrody   11.04.17 14:41

Było prawdą, co myślała wcześniej. Nie znała go i jeśli sądziła, że go męczyła swoją obecnością, myliła się. Nie był kimś niezwykle zaaferowanym, kimś kto musiał być ciągle w centrum uwagi, kto też poświęcał jej wiele innym osobom. Może dlatego właśnie spora część szlachciców nie przepadała ani za nim ani za resztą rodziny Yaxley. I dobrze. Dzięki temu mogli żyć w spokoju, w znacznym oddaleniu od reszty ludzkich siedlisk, a trolle przebywające od wieków na terenach Fenland odcinały ich od niechcianych gości. Mieli nieciekawą opinię w towarzystwie, jednak wszyscy wiedzieli, że byli silnym rodem. Morgoth żałował jednego - że musiał zachorować na tę klątwę Ondyny. Tylko ona go potrafiła jeszcze ograniczyć, przez co ubolewał, że nie był w stu procentach taki, jakim chciał go widzieć ojciec. Co prawda ten nigdy nie wspomniał o tym otwarcie, ale na pewno przydałby mu się zdrowy, silny dziedzic. Może jednak to ona sprawiała, że był silniejszy i każdy dzień mógł być jego ostatnim. Dawało mu to motywację do działania.
Sądzisz, że mają uczucia?
Morgoth wiedział jak to było, znaleźć się w skórze zwierzęcia. Pojmowanie świata przez człowieka w niczym nie dorównywało odbieraniu bodźców pod postacią animaga. Nie wiedział jak można było być nieczułym na to co się wtedy działo. Bycie człowiekiem, a wilkiem różniło się. Było inaczej. Prościej i szybciej. Do jego zwierzęcej natury należały chaotyczne obrazy, sceny, wiedza, której nie dało się wyrazić słowami. Te wspomnienia były trochę jak sen. Nie było w nich słów ani porządku. Światło było ostrzejsze, dźwięki też. I zapachy. Tamten świat składa się z zapachów. I uczuć. Krótkich, ostrych i sensownych. Pragnień. Jedzenie, przestrzeń, bieg, polowanie, jedzenie, atak, czasem był też strach albo gniew. Czuło się i robiło dokładnie to, co się czuło. Było prościej. Schylił na chwilę głowę, by spojrzeć na ścieżkę i kamienie, które ją tworzyły. Uwielbiał to uczucie bycia wolnym i zapewne każdy animag czuł to samo.
- Tak - odpowiedział po dłuższej chwili. Gdyby mógł, zostałby w swojej drugiej skórze już na zawsze. Mógłby być tam, gdzie by chciał, obserwować dzikie zwierzęta, słyszeć bicie ich serca z oddali, czuć zapachy lasu. Nie miał zamiaru jednak nikomu o tym wspominać. Nie zarejestrował się w spisie Ministerstwa Magii i nie zamierzał tego czynić. Mógł w każdej chwili trafić do Azkabanu, ale uczynił dużo gorsze rzeczy i zasługiwał już kilkakrotnie na wymiar tej kary. Gdy Estelle przeprosiła go za swoją śmiałość, nie odezwał się. Nie obwiniał jej. Po prostu nie potrzebował pomocy. Miał swojego uzdrowiciela, swojego alchemika, który sporządził już odpowiednie eliksiry na to zadrapanie. Dowiedział się, że dobrze, że nie stracił oka. Wiedział jednak że w Mungu można było wszystko. Riddle rzucił zaklęcie, przez które wybuchły Avery'emu gałki oczne, dlaczego więc nie mieli ich naprawić od nowa również i jemu? Z chęcią jednak stanął i obserwował jeszcze przez chwilę smoka, który nikł i pojawiał się co chwilę w obłokach chmur. - Każdy ma rolę do odegrania - odpowiedział na jej słowa, które nie potrzebowały już dalej komentarza. On znał to uczucie. Ciekawe czy ona miała tego kiedykolwiek zasmakować? Zerknął na nią, zastanawiając się jaki los czekał na lady Estelle Slughorn.




Thus he came alone to Angband’s gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat.
And Morgoth came

Powrót do góry Go down
Estelle Slughorn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4587-estelle-slughorn-budowa#98562 http://www.morsmordre.net/t4635-volare http://www.morsmordre.net/t4599-niepokorna-slughornowna#98986 http://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka http://www.morsmordre.net/t4632-estelle-slughorn
alchemik w św. Mungu
24
Szlachetna
Panna
Trust your blood.
1
10
11
12
1
0
8
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Ogrody   11.04.17 15:25

Towarzystwo Morgotha stanowiło dla Estelle z jednej strony zagadkę, bo przez milczenie mężczyzny była zaciekawiona. Z drugiej z kolei nie przeszkadzało jej w niczym i cisza, która od czasu do czasu między nimi zapadała nie była wcale niezręczna. Nie należała też do tych nachalnych panienek, które swoim gadaniem zezłościłby nieboszczyka, bo sama przez znaczną część swojego życia milczała. Mogła więc śmiało stwierdzić, że poniekąd rozumiała zachowanie swojego towarzysza.
Zdawkowa, a jakże treściwa, odpowiedź wystarczyła, by nie kontynuowała tematu. Utwierdziła się jedynie w przekonaniu, że każde stworzenie miało uczucia - niezależnie od grubości pancerza, jakie na sobie nosiło. Gdy stała bezruchu, wpatrując się w tak malutką z ich perspektywy sylwetkę na niebie, ogarniała ją bliżej nieokreślona bezsilność. Zdawała sobie sprawę z niemej obietnicy, złożonej wobec swojej rodziny, a czasami kiedy miała słaby dzień, przeżywała to wszystko z wrażliwością niegodną dziewczyny w jej wieku. Kiedy była młodsza godzinami mogła przesiadywać na łące lub w swoim ogrodzie, chociaż dopiero po czasie zdała sobie sprawę z pozornej wolności, jaką im zapewniano. Czy tak naprawdę kiedykolwiek poznała smak prawdziwej wolności? Raczej nie.
- Każdy człowiek ma w głowie coś, od czego można oszaleć, Lordzie Yaxley - poddając w wątpliwość słowa Morgotha o odgrywaniu ról, westchnęła z tylko sobie znanym sentymentem. Ileż można było robić dobrą minę do złej gry? Ileż razy można było udawać zainteresowanie tymi samymi ludźmi? A miłość? Czy to też miała udawać i tylko odgrywać swoją rolę?
W pewnym momencie jednak poczuła się dość słabo z natłoku myśli, które teraz dość wyraźnie zaprzątnęły jej głowę. Chociaż brała leki i unikała sytuacji stresowych, tak w ostatnim czasie miała wrażenie, że coś jest nie tak. Nie mówiła o tym nikomu, nawet Evelyn, która od chwili dziwnej wizyty w salonie patrzyła na nią dość podejrzliwie a ona, cóż, mogła dzielnie znosić jej spojrzenia. Nigdy nikomu się nie skarżyła na swój los, więc tym bardziej nie chciała martwić ani rodziny, ani najsłodszej Eve, ani tym bardziej stojącego za jej plecami Morgotha, z którym spotkała się tu zupełnie przypadkowo. Lady Slughorn opuściła głowę łapiąc się chłodną dłonią za czoło, z kolei drugą - tą skaleczoną - zacisnęła na materiale czarnej sukienki. Zachwiała się niepewnie, ale ostatecznie utrzymała równowagę, z kilkusekundowym zdezorientowaniem (a może zrezygnowaniem?) spoglądając pod swoje nogi. Musiała odwiedzić swojego uzdrowiciela lub jakiegokolwiek innego, chociaż ta sytuacja jedynie spowodowała, że jeszcze mocniej chciała wynaleźć złoty środek na śmiertelną bladość.





better never means better for everyone. it always means worse for some.
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
14
18
11 (11)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogrody   12.04.17 9:00

Lady Slughorn też nie mówiła za wiele, chociaż zadawało dużo pytań odnośnie smoków. Cóż. Najwyraźniej ten temat ją ciekawił, za co jej nie winił. Sam przecież pasjonował się tymi stworzeniami i wiedział, że każda wiadomość na ich temat była dla niego jak na wagę złota. Kiedyś nie mógł się doczekać, gdy kuzyn matki miał go zabrać do jednego z rezerwatów, w którym pracował. To było naprawdę wielkie przeżycie. Gdyby był kimś, kto bardziej jest wylewny a propos swoich odczuć, zapewne uśmiechnąłby się delikatnie, jednak jedynie szedł dalej, czując się ukontentowany tym spotkaniem i wymianą zdań. Nawet jeśli była uboga lub szczególnie właśnie przez to. Zaciekawiło go jednak to, że najwyraźniej kobieta nie miała żadnych większych problemów, by pojawić się tu samej, co mimo wszystko było lekkomyślne i naiwne. Skoro jej siostra tu pracowała, na pewno bez problemu mogłaby podpytać jednego czy dwóch pracowników rezerwatu, by towarzyszyli jej u boku. Miała rację, że nie było rzeczy stuprocentowo bezpiecznych, ale zawsze można było to niebezpieczeństwo obniżyć do minimum. Lub przynajmniej zrobić ile było można. Jego zdanie miało się już za chwilę jeszcze bardziej ugruntować, ale na razie dał się ponieść chwili spokoju, którą miał tego dnia. Wiedział już, że znalezienie Tristana było spisane na porażkę. Nikt nie zamierzał dawać nikomu, nawet innym opiekunom smoków, chodzić bezkarnie po rezerwacie. Nie winił ich za to, a wręcz rozumiał. Po niezręcznym momencie, który zapanował między lady Slughorn a nim, cała ich uwaga została przyciągnięta przez magiczne stworzenie unoszące się daleko na niebie i przypominające bardziej zagubionego ptaka niż wielkie monstrum, które jednym łopotem skrzydeł mogło wzbudzić huragan. Chwila ciszy została przerwana przez Estelle. I chociaż Morgoth nie spojrzał na nią, mógł domyślać się jaką miała w tym momencie minę, gdy to mówiła.
- Nie każdy - odpowiedział krótko, wierząc w te słowa. Nigdy nie mówił niczego, czemu nie ufał. Tak samo wierzył, że jego rola nie była myląca. Znał ją doskonale od najmłodszych lat i nie uważał, że była to zła gra. Była to gra, w której chciał brać udział. Chciał mieć wpływ na to, co się wydarzy. Tak samo nie poświęcał uwagi tym, którzy na nią nie zasługiwali. Nie było miłości innej niż ta do rodziny. Nie można było wierzyć, że jest inaczej, a jeśli ktoś myślał inaczej, oszukiwał się. Naiwność była słabością, a słabość potrafiła zabijać. Sądził, że kobieta z rodu tak poważanego jak rodzina Slughornów powinna o tym wiedzieć i pogodzić się z tym, ufając nestorowi i ojcu w kwestii swojej przyszłości. Zauważył w pewnym momencie jednak jak ta drgnęła, więc przeniósł na nią spojrzenie i dostrzegł znajome ruchy. Czy było to tylko osłabienie, czy coś więcej? Podszedł szybko, dając oparcie kobiecie i obserwując uważnie to, co się z nią działo. Zmarszczył brwi. - Wracajmy - zadecydował, chociaż nie poruszył się, czekając przez chwilę dalej. Może to nie było nic poważnego, ale widział już podobne objawy - blada skóra, osłabienie. Aż za dobrze to wiedział. - Ma lady jakieś leki przy sobie? - spytał, wiedząc, że coś powinna mieć. A jeśli nie zawsze mógł podać jej swoje napary. Mogły pomóc.




Thus he came alone to Angband’s gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat.
And Morgoth came

Powrót do góry Go down
Estelle Slughorn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4587-estelle-slughorn-budowa#98562 http://www.morsmordre.net/t4635-volare http://www.morsmordre.net/t4599-niepokorna-slughornowna#98986 http://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka http://www.morsmordre.net/t4632-estelle-slughorn
alchemik w św. Mungu
24
Szlachetna
Panna
Trust your blood.
1
10
11
12
1
0
8
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Ogrody   12.04.17 11:45

Westchnęła zrezygnowana, podtrzymując się przez chwilę lorda Yaxleya, a kiedy poczuła się lepiej, odsunęła się od niego. Nie chciała, by ponownie czuł się przez nią niekomfortowo, choć i tak czuła wyrzuty sumienia, że sprawiła mu kłopot.
- Proszę nie mówić o tym incydencie nikomu z mojej rodziny - poprosiła, chociaż wiedziała, że Morgoth nie należał do tego typu osób, które zaraz poszłyby na nią donieść. Nie sądziła, że w ogóle będzie pamiętać o tej sytuacji nazajutrz, dlatego jej słowa były jedynie czysto zapobiegawczym działaniem. Nie chciała mówić nikomu z bliskich, że znowu nie czuje się najlepiej, jednak miała wrażenie, że i tak zdają sobie z tego sprawę. A to z kolei wiązało się z przywiązaniem jej do łóżka na najbliższe kilka dni, czego wolała uniknąć. Nie dość, że nie mogłaby pracować, to w dodatku bolałyby ją plecy z braku ruchu. Z jej żywiołowym charakterem nie szło to całkowicie w parze.
- Brałam już dzisiaj leki, innych nie mam - odpowiedziała też na zadane wcześniej pytanie. Brała ściśle określone dawki o ściśle określonych godzinach, dlatego przeważnie nie nosiła ze sobą nic ponadto. Miała wrażenie, że jej choroba powoli zanikała, skoro nie dawała o sobie znać przez prawie ponad rok, ale najwidoczniej nadzieja faktycznie była matką głupich.
- Proszę się nie przejmować - uśmiechnęła się urokliwie i w podziękowaniu za chwilową troskę, a potem zerknęła jeszcze raz na niebo. Smok zniknął i nie pokazał się im więcej na oczy, dlatego kobieta westchnęła kolejny raz. Zgodnie z decyzją Morgotha ruszyła z powrotem do miejsca, w którym się spotkali. Nie miała zamiaru udawać, że jest pełna sił witalnych i skoro jej towarzysz tak zadecydował, nie miała ochoty mu się sprzeciwiać.
Kiedy dotarli do wyjścia, jeszcze przez kilka chwil analizowała usilnie te przeklęte róże Rosierów, a potem wspólnie opuścili rezerwat.

zt oboje





better never means better for everyone. it always means worse for some.
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogrody   05.08.17 20:48

Naprawa magii

Tu także w wyniku rozładowania magii zapanował istny chaos - moc magiczna była niestabilna, niebezpieczna. Choć za dnia Ministerstwo nie dopuszczało nikogo w pobliże okolic, w których magia szalała najbardziej, ministerialne próby zaprowadzania porządku kończyły się klęską. Nie minęło parę dni, gdy czarodzieje zaczęli zastanawiać się, czy aby na pewno Ministerstwo chce, aby magia została doprowadzona do porządku - postanowili więc wziąć to w swoje ręce.

Odkąd Ministerstwo Magii oznaczyło to miejsce jako niebezpieczne, pojawienie się w nim mogło grozić aresztowaniem przez Oddział Kontroli Magicznej. Do czasu uspokojenia się magii nie można rozgrywać tu wątków innych niż te polegające na jej naprawie.

Opis okoliczności
Poważne zaburzenia w działaniu magii nie ominęły również rezerwatu smoków w Dover. Kilka sworzeń uciekło, wznosząc się w powietrze i znikając w ciemnych chmurach gromadzących się nad Londynem, kilka z nich pomimo możliwości zostało, nie mając skrupułów w niszczeniu obszaru, który do tej pory chroniła potężna magia. Zaklęcia odstraszające zarówno czarodziejów jak i mugoli nie tylko przestały działać poprawnie, a nawet zaczęły przyciągać sporą liczbę ciekawskich ryzykantów, których nie przerażały, a wabiły ostatnio doskwierające wszystkim anomalie. Również mugole zaintrygowani plotkami potwierdzającymi prawdziwość zasłyszanych legend o wielkich i majestatycznych smokach ściągali w to miejsce, i co do jednego, kończyli jako danie główne smoków panoszących się bezkarnie po rezerwacie.
Tuż przy wejściu pewien bardzo stary smok właśnie jadł. Tym razem to pewien czarodziej stanął mu w gardle. Jeden z byłych opiekunów.

Etap I

Wokół było pełno krwi, strzępków ciała, kości i materiałów, które jeszcze niedawno składały się na przyzwoitej jakości czarodziejską szatę. Złamana różdżka leżała nieopodal, przy kamieniu wraz ze starym butem i dziwnym przedmiotem z długą lufą (strzelbą).  Stary smok, gdy tylko poczuł zapach świeżego mięsa, zareagował, odwracając się w stronę przybyłych. Był gotów do ataku.

Wymaganie: Poprawnie rzucone zaklęcie Conjunctivis przez przynajmniej jednego czarodzieja.

Niepowodzenie wiąże się ze skuteczną próbą ataku albiona czarnookiego i odebraniem czarodziejowi 100 punktów żywotności. Stworzenie jest stare, jego ruchy wolniejsze, dające się przewidzieć, więc nim z jego paszczy buchnie ogień minie chwila, która ocali życie śmiałkowi, choć nie uniknie silnych poparzeń.

Walka
Przed rozpoczęciem kolejnego etapu należy odczekać co najmniej 24h. W tym czasie do lokacji może przybyć kolejna (wyłącznie jedna) grupa chcąca ją przejąć, by naprawić magię na sposób inny, niż miała być naprawiona dotychczas.

Walka odbywa się zgodnie z forumową mechaniką oraz z arbitrażem mistrza gry do momentu, w którym któraś z grup zdecyduje się na ucieczkę bądź nie będzie w stanie prowadzić dalszej walki.

Etap II
Wymaganie: ST ujarzmienia magii jest równe 150, a sposób obliczania otrzymanego wyniku zależny jest od wybranej metody naprawiania magii.

Uwaga - jeżeli postać posiada zerowy poziom biegłości organizacji, mnoży statystykę nie razy 0, a razy ½. W przypadku liczb nieparzystych wynik zaokrągla się do góry.

W metodzie neutralnej każdy gracz uzyskuje wynik o wartości k100+Z; wyniki obu graczy sumuje się i tę sumę należy przyrównać do wymaganego ST.

W metodzie Rycerzy Walpurgii każdy gracz uzyskuje wynik o wartości k100+(CM * poziom biegłości organizacji); wyniki obu graczy sumuje się i tę sumę należy przyrównać do wymaganego ST.

W metodzie Zakonu Feniksa każdy gracz uzyskuje wynik o wartości k100+(OPCM * poziom biegłości organizacji); wyniki obu graczy sumuje się i tę sumę należy przyrównać do wymaganego ST.

Etap III
W rezerwacie wciąż panoszyło się wiele smoków, które zostały pozostawione bez opieki. Choć stabilizacja magii w tym miejscu przebiegała pomyślnie, zapach świeżej krwi i mięsa gwarantował, że w szybkim czasie wolne stworzenia zjawią się przed wejściem do rezerwatu, czmychając stabilizującej się magii, utrzymującej je w granicach zabezpieczonego obszaru.

Wymaganie: Przygotowanie odstraszających smoki pułapek, które wydzielają szczególny zapach nietolerowany przez albiony czarnookie, dzięki czemu stworzenia pozostaną na terenie rezerwatu, odrzucone zapachami dobiegającymi z granicy i wejścia. ST wynosi 60, do rzutu kośćmi należy doliczyć bonus biegłości ONMS.

Porażka jednego z czarodziejów podnosi ST sukcesu dla drugiego do 70. Porażka obu ściąga do wejścia młodego smoka, który choć był już najedzony, został zwabiony przedziwnym zapachem. Widząc zagrożenie podjął szybką próbę ataku na czarodziejów. Rozległe i poważne poparzenia odbierają 200 punktów żywotności.



Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#41807
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
35
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogrody   08.08.17 21:05

6. maj

Świat stanął na głowie, a on z wolna próbował się w nim odnaleźć; pogrzebał ojca przed paroma dniami, Evandra wciąż się nie przebudziła, szczątki zmarłych smoków zostały uprzątnięte: na tym jednak sprawa rezerwatu bynajmniej się nie zakończyła. Anomalia go wyniszczała - płoszyła zwierzęta, niszczyła zaklęcia ochronne, przyciągała bezczelnych gapiów. Nie mógł na to pozwolić, to miejsce było jego dziedzictwem: i musiał się nim zaopiekować najlepiej, jak potrafił. Miejsce, od którego biła anomalia namierzono jakiś czas temu, ale nie zgodził się na próby ustabilizowania magii przez postronnych. Chciał to zrobić sam - przy pomocy magii i pergaminu przesłanego im przed paroma dniami przez Czarnego Pana. Nie rozumiał z tego nic - ani skąd wzięła się ta dziwaczna magia, ani do czego mieli dojść, uspokajając szalejące moce. To jednak nie miało większego znaczenia, Czarny Pan twierdził, że mogli z tego czerpać, nie mogli więc tak po prostu zignorować mocy płynącej ze źródła. Musieli spróbować - podążać za wskazówkami rozpisanymi w pergaminach przesłanych im przez Niego. Wzmocnił środki ostrożności i zabronił wpuszczać na teren rezerwatu kogokolwiek, ale wiedział, że i tak nie zdołają podtrzymać bezpieczeństwa. Niszcząca magia była zbyt potężna, potężniejsza od nich.
Wydało mu się oczywistością, że napisał list akurat do Ignotusa - polecił swoim pracownikom odesłać go w to miejsce, kiedy tylko zjawi się na terenie rezerwatu. Mógł jeszcze pamiętać te tereny - spośród wszystkich śmierciożerców, z całą pewnością najlepiej. Minęło dużo lat, ale być może wciąż pamiętał słabości smoków zamieszkujących Kent. Powinien z nim porozmawiać, przekazać wieści o zmarłym ojcu, o minionym pogrzebie - ale nie teraz. Teraz powinni zająć się tym, co było naprawdę ważne. Zamaszystym krokiem mijał zarośla, nim w oddali dostrzegł Balthazara przeżuwającego ciało Padraiga Olsena - co za idiota, naprawdę dał się zabić? Wsparł się dłonią o pobliskie drzewo, ostrożnie oglądając się za siebie - tylko na moment tracąc z oczu bestię; mocno zaciskał dłoń na zdobionej różanymi inkaustami różdżce. Pod stopami miał ludzkie szczątki, wokół walały się ludzkie szczątki, nie chciał podchodzić do bestii sam - pozbawiony wsparcia, a prawdopodobnie nie było innej drogi prowadzącej do anomalii niż droga, z której musieli usunąć smoka. Włos sam jeżył się na głowie na myśl o tym, przed jak ogromnym niebezpieczeństwem, przed jak potężną mocą właśnie stał.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Ignotus Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber http://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 http://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 http://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 http://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
pośrednik nielegalnych transakcji
51
Czysta
Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
1
16
0
0
0
28
1
1
Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza

PisanieTemat: Re: Ogrody   09.08.17 9:00

List od Tristana nieco mnie zaskoczył. Sowy zwykle nie odwiedzały mnie tłumnie, więc każda pojawiająca się na parapecie mojej Nokturnowej klitki była pewną odmianą, jednak to treść wiadomości była czymś wzbudzającym moją ciekawość. Nie mieliśmy z Tristanem okazji, by jakoś wylewniej porozmawiać. Po prawdzie ani ja do tego za bardzo nie dążyłem, ani on. Nie byłem nawet pewien, na ile postarał się o mnie czegokolwiek dowiedzieć. Nie zamierzałem więc zignorować wiadomości, która prosiła o moją obecność. I nie miało to nawet nic wspólnego z tym, że jako Śmierciożerca znajdujący się najbliżej Czarnego Pana mógł mi po prostu rozkazywać. Pojawić zamierzałem się niezależnie od tego. Od czasu wyjścia z Tower nie odwiedziłem ani Kent, ani rezerwatu smoków, w którym kiedyś niemalże mieszkałem. O czym Tristan najwyraźniej wiedział. Nie robiłem z tego tajemnicy, ale z pewnością nigdy też osobiście go o tym nie informowałem. Może więc Corentin zdradził synowi nieco z mojej historii.
Skierowałem się we wskazanym przez pracowników Rezerwatu kierunku. Jednocześnie byłem świadkiem wyrzucania z jego terenu niechcianych gości. Dwóch dzieciaków, którzy najwyraźniej planowali zobaczyć smoki na własne oczy, a teraz niezadowolonych strażnicy wyrucali za fraki. Głupcy. Dzięki temu pewnie przeżyli. Utrwaliłem się w tym przekonaniu, gdy dotarłem na miejsce i zobaczyłem Tristana obserwującego uważnie wielkiego smoka, który zajadał się właśnie jakimś człowiekiem. Żeby tylko nie nabawił się niestrawności.
- Tristanie? - Starałem się zachować przynajmniej względną ciszę. Wyglądało na to, że anomalia była w pobliżu, czułem, że coś jest nie tak. Spodziewałem się, że Rosier będzie miał ze sobą pergamin przesłany przez Czarnego Pana. Na wszelki wypadek jednak ja wziąłem także swój. Przygotowałem różdżkę na wypadek gdyby smok postanowił nas zaatakować. Lata minęły odkąd się jakimś zajmowałem. A jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się walczyć z jednym w pobliżu miejsca, gdzie magia zachowywała się nienaturalnie. To budziło respekt.




Death and danger do not have to
come with trappings.
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#41807
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
35
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogrody   09.08.17 16:22

Usłyszał dźwięk swojego imienia; obejrzawszy się przez ramię, skinął głową Ignotusowi. Wiedział, że nie musiał mówić wiele - wchodząc na teren tego miejsca był w stanie dokładnie przyjrzeć się temu, jak wygląda przestrzeń i ile zebrała już ze sobą śmierci. Nie odezwał się nie z braku szacunku, kątem oka spoglądał na smoka; Balthazar był potężną i agresywną bestią. Co gorsza - wyraźnie rozdrażnioną, odczekał chwilę upewniając się, że w tym momencie interesuje go tylko mięso, które przeżuwał. Olsen musiał popełnić niewyobrażalny błąd, jeśli dał się podejść w ten sposób; zbyt niewyobrażalny jak na człowieka z jego doświadczeniem. A może - to anomalia poruszała instynktami tych stworzeń i ich zachowanie było mniej przewidywalne. Podobna myśl przerażała.
- Ignotusie - powitał go w odpowiedzi dopiero teraz, cicho, ostrożnie warząc słowa; nie chciał wypowiedzieć ich zbyt wiele niepotrzebnych. Bolesna sprawa, którą poruszył w liście, musiała zaczekać: najpierw musieli zająć się tym, co było poważniejsze. - Źródło anomalii jest w pobliżu - przedstawił sprawę, choć wiedział, że nie musiał - robił to bardziej z potrzeby grzeczności, jak gospodarz tego miejsca. Mulciber z pewnością sam doskonale wyczuwał drżącą czarną magię. - Żeby do niego podejść, musimy minąć Balthazara. - Sam widzisz, na ile jest przyjazny; ten gruchot był prawdopodobnie dźwiękiem jego łamanej czaszki między ostrymi jak brzytwa kłami gadami. Ale najgorszy był przecież ogień, spalona ziemia mówiła sama za siebie. - Pójdę przodem - zadecydował, bo nie było już po co zwlekać, mocno ujął rękojeść różdżki; istniała niewielka szansa na to, że smok go rozpozna i będzie spokojniejszy, ale - słusznie zresztą - nie liczył na to zanadto. Wokół działo się zbyt wiele, smoki był rozdrażnione i wystraszone, a co gorsza - głodne. Ledwie wyłonił się z zarośli, a bestia już - gotowa była do walki, miękko wypowiedział inkantację zaklęcia mającego wyeliminować go z drogi:
- Conjunctivitis - celując prosto w błyszczący na słońcu łeb zdobiony srebrną łuską rodowych albionów; nie mieli dzisiaj miejsca na błędy.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogrody   09.08.17 16:22

The member 'Tristan Rosier' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 5


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogrody   09.08.17 16:36

The member 'Tristan Rosier' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Ignotus Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber http://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 http://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 http://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 http://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
pośrednik nielegalnych transakcji
51
Czysta
Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
1
16
0
0
0
28
1
1
Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza

PisanieTemat: Re: Ogrody   09.08.17 21:22

Tak, doskonale widziałem, jak duże szkody wyrządziła anomalia Rezerwatowi. Ludzkie szczątki rozsypane były po ziemi tak, że nie sposób było na nie nie nastąpić. Smok zdawał się w miarę zajęty konsumowaniem czegoś, co jeszcze niedawno było człowiekiem, zapewne pracownikiem. A może jednak głupim poszukiwaczem przygód, któremu brak było respektu wobec tych imponujących stworzeń? Nie miało to już znaczenia, ani dla mnie, ani tym bardziej dla niego. Tristan także nie wydawał się rozpaczać jakoś zanadto. A przynajmniej nie nad nim. Nie podejrzewałem go o wielkie sentymenty nawet wobec kolegów z pracy. Nie znałem go zbyt dobrze, trudno mi z całkowitą pewnością było stwierdzić, co myślał o tej sytuacji. Z pewnością był zdeterminowany, by pozbyć się dziwnej magii z terenu swojego Rezerwatu. Jak znałem Rosierów, podchodził do tego równie praktycznie, co honorowo. Nie można też było zapomnieć, że anomalia miała raczej zły wpływ na mieszkające tu stworzenia. I na gapiów, których nic już nie odstraszało od zwiedzania na co dzień zamkniętego terenu. Odpowiedziałem skinieniem głowy na powitanie, a potem kolejnym na potwierdzenie przyjęcia polecenia. To był ostatecznie teren Rosiera, on był tu górą. Znał te smoki dużo lepiej niż ja. Też uważałem, że pójście przodem jest najlepszym możliwym pomysłem. Przynajmniej do czasu, kiedy magia postanowiła Tristana jednak nie posłuchać. Czar, pomimo niekwestionowanej wiedzy Rosiera na temat magicznych stworzeń, był nieudany. Nie skomentowałem tego w żaden sposób, milczałem. A potem sam wyciągnąłem szybko różdżkę i wymierzyłem w smoka.
- Conjunctivis - wypowiedziałem wyraźnie inkantację stając oko w oko z bestią. Było w tym coś prawdziwie przerażającego i ekscytującego. Póki co faktycznie musieliśmy skoncentrować się na Balthazarze, urocze imię, i na nieodległej anomalii. Czas na czcze pogaduszki jeszcze przyjdzie. Chociaż list, który Tristan do mnie napisał wzbudził moją ciekawość. Miałem jednak ustaloną listę priorytetów, najpierw smok, potem list.




Death and danger do not have to
come with trappings.
Powrót do góry Go down
 

Ogrody

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Ogródek różany
» Ogrody Północne
» Ogrody japońskie
» Ogrody
» Wodne Ogrody

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Anglia :: Dover :: Rezerwat Albionów Czarnookich-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17