Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sypialnia na poddaszu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 http://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 http://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 http://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 http://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
32
Zdrajca
Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
45
15
0
0
5
1
4
5
Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Sypialnia na poddaszu   31.01.16 2:03

First topic message reminder :

Sypialnia na poddaszu

Na poddaszu mieszczą się skromnie umeblowana sypialnia oraz łazienka. Pomieszczenia są mniejsze niż te na poniższych piętrach, ponieważ z okien można wyjść tutaj na wąskie wypłaszczenie, pełniące funkcję tarasu. Siedząc, można jednocześnie oprzeć plecy o dach budynku.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 http://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 http://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 http://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 http://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
32
Zdrajca
Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
45
15
0
0
5
1
4
5
Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Sypialnia na poddaszu   31.12.17 15:56

i już 10 maja z Lou:

Kończyłem właśnie spisywać raport, gdy w pomieszczeniu nade mną rozległ się trzask, a chwilę później cichą melodię snującą się spod igły gramofonu przeciął krzyk – i niezrozumiałe zawodzenie. Zerwałem się z fotela niczym oparzony, a różdżka błyskawicznie znalazła się w mojej dłoni. Kolejne dźwięki dobiegające do moich uszu zdradzały, że ktomuś najwyraźniej udało się przedrzeć przez moje ochronne bariery niezauważonemu – a może zaklęcia zwyczajnie straciłyy swoją moc, jak wszystko, na czym swoje macki położyły anomalia. Bezszelestnie przeszedłem na schody, powoli wspinając się na piętro. Świadomość podsuwała mi różne scanariusze, a ten, w którym Rycerze Walpurgii przybyli w moje skromne progi, domagając się sprawiedliwości, wydawał się najbliższy prawdzie. Ale jeśli rzeczywiście - wykorzystując osłabioną w wyniku anomalii magię - zawitali w moim domu, musieli liczyć się z tym, że bez względu na to, ilu ich było, wszystkich zamierzałem posłać dziś do Azkabanu.
Wiedziałem, jak wejść po schodach we własnym domu tak, aby nie wydały z siebie najmniejszego skrzypnięcia; będąc już w połowie wysokości, wydawało mi się, że z własnej sypialni słyszałem męski głos, nawołujący Bena oraz Alexa. Zwyczajny przypadek, czy też może podstęp? Nie mogłem pozwolić, by dźwięk imion znajomych Gwardzistów mnie rozproszył; ostrożnie pokonałem ostatni stopień, plecami przylegając do framugi drzwi prowadzących do sypialni, które pozostawały lekko uchylone. Do moich uszu dobiegł jakby szept, nie byłem jednak w stanie nic z niego zrozumieć; po tym nastała cisza. Gdyby nie anomalia, już dawno rzuciłbym zaklęcia, które pomogłyby mi wykryć, ilu napastników znajdowało się w pokoju. Używanie magii było jednak loterią, a jeśli chciałem wyjść z tego obronną ręką, musiałem zachować pełnię sił. Sądząc po odgłosach, nie mogło być ich więcej, niż dwójka...
A równie dobrze przez okno mógł mi wlecieć jeden z tych gadających ptaków, które ostatnio stawały się coraz bardziej popularne. Zakładałem najgorsze – ale tym samym nie mogłem rozsiewać niepotrzebnej paniki. Teraz lub nigdy; zacisnąłem palce mocno wokół rękojeści różdżki, obróciłem się, jedną stopą lądując w sypialni i...
- Amic.. - zawiesiłem głos w połowie inkantacji, dostrzegając jednego tylko mężczyznę, skulonego z poduszką w kącie pokoju – i na dodatek odzianego zbyt mugolsko, by można było go pomylić z arystokratą. Był sam, wydawał się sparaliżowany strachem, ale mój staż w zawodzie auora nie sprzyjał temu, bym przestał mierzyć w niego różdżką i uznał, że nie stanowi żadnego zagrożenia. - Co tu robisz – zażądałem wyjaśnień; głos miałem spokojny, ale szorstki. Jakąś mocą wdarł się do mojego domu – a to już stawiało mężczyznę (chłopca? Wydawał się dość młody) w niekorzystnym świetle. - Kim jesteś - dodałem, choć życie nauczyło mnie, że w podobnych sytuacjach rzadko uzyskiwało się odpowiedź na tak skonstuowane pytanie. Warto było jednak spróbować.





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
Louis Bott
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t1671-louis-bott http://www.morsmordre.net/t1846-niemugolska-poczta-lou#24237 http://www.morsmordre.net/t1672-louis-bott#17379 http://www.morsmordre.net/f95-baker-street-69 http://www.morsmordre.net/t5152-louis-bott
Student astrofizyki i kosmologii, pracuje dorywczo, uliczny grajek
21
Mugolska
Kawaler
I don't recognize these eyes
I don't recognize these hands
Please believe me when I tell you that
0
0
0
0
0
0
0
4
Mugol
this is not who I am

PisanieTemat: Re: Sypialnia na poddaszu   05.01.18 21:41

Poduszka, nieważne jak mocno przyciskałem ją do twarzy i jak natarczywie błagałem, żeby wybudziła mnie z tego koszmarnego snu, pozostała taka sama. Niezmienna faktura grubych, kolorowych nici (sznurków?) wciąż miała ten sam, może niezbyt intensywny, ale wyraźny zapach. Dziwny zapach - jakby kwiatów, ale może jednak ziół? Nie znałem się specjalnie na roślinach, ale ta woń właśnie z jakimś zielskiem mi się kojarzyła. I z Margaux. Byłem w jej mieszkaniu. Byłem w jej mieszkaniu jeszcze przed momentem! Na pewno! Aż tak nie mogłem zwariować!
A jednak... kiedy wychylałem się zza poduszki i zerkałem ukradkowo w bok, widziałem wyraźnie, że to nie był żaden ze znanych mi pokoi. Więc znów chowałem twarz w poduszkę i znów błagałem - sam nie wiem czy siebie, czy ją, czy cały wszechświat - żebym wybudził się z tego snu. Ale... nic się nie działo. Nie budziłem się, nie wracałem do znanego mi miejsca. A jeśli już wszystko mi się pogmatwało? Może po prostu nie pamiętałem jak się tu znalazłem? Tak samo jak nie pamiętałem w jaki sposób wylądowałem w lesie. Ani nic, co działo się ze mną przez ostatnie dwa miesiące... Amnezja. Czemu to nie mógł być po prostu sen? Czemu nie mogłem się z niego tak po prostu obudzić? Wszystko wróciłoby... Czyjś głos? ...na swoje miejsce.
Przełknąłem ślinę i znów powoli, bardzo powoli i ostrożnie podniosłem bladą twarz znad poduszki, którą wciąż kurczowo ściskałem w dłoniach, jakby była moją ostatnią deską ratunku, moim wybawieniem. Niestety... kiepskim była sprzymierzeńcem, bronią również.
Wielkie, czarne, lśniące przerażeniem oczy wbiłem w obcego mężczyznę stojącego właśnie przede mną w obcym pokoju. Na pewno go nie znałem... bo to chyba nie kolejny zanik pamięci...?
Z jego twarzy przeniosłem spojrzenie na jego dłonie. A dokładnie na jedną dłoń.
Zadrżałem. Spróbowałem się wcisnąć mocniej plecami w ścianę, ale jak zwykle nie pomogło mi to w ukryciu się. Szybkie zerknięcie w stronę okna. Jakie miałbym szanse w przeskoczeniu łóżka, dotarciu do okiennic i próbie ucieczki na zewnątrz? Z moim szczęściem, sprawnością i zwinnością? Pewnie te szanse byłyby minusowe.
Znów powróciłem spojrzeniem do mężczyzny. Nie wyglądał na zadowolonego, ani przyjaźnie nastawionego... chociaż jeśli właśnie siedziałem w jego sypialni, to chyba nic dziwnego...
- J-ja... - spróbowałem się odezwać mimo zaciśniętego ze strachu gardła. - Jeszcze przed chwilą byłem zupełnie gdzie indziej, słowo daję - wyrzuciłem z siebie szybko, jednym tchem.
Trochę tak jak wtedy, kiedy świeca w nocy wybuchła i przeniosła mnie pod płonący w lesie kościół, przypomniałem sobie. Tylko teraz obyło się bez ognia. Póki co.
- Jestem Lou - dodałem w odpowiedzi na pytanie nieznajomego. Bardzo się przy tym starałem patrzyć mu w oczy, ale moje spojrzenie raz po raz uciekało z przestrachem w stronę... tak, to musiała być jego różdżka.
- N-nie mam złych zamiarów - wypaliłem płaczliwie. Różdżka kojarzyła mi się jednoznacznie - ze złowrogim blaskiem i bólem. Tego ostatniego nie chciałem doświadczyć. Za nic w świecie.









Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sypialnia na poddaszu   05.01.18 21:41

The member 'Louis Bott' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 http://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 http://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 http://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 http://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
32
Zdrajca
Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
45
15
0
0
5
1
4
5
Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Sypialnia na poddaszu   12.01.18 18:45

Zdaje się, że spodziewałem się wszystkiego... wszystkiego, poza spojrzeniem przejętych, ogarniętych strchem oczu, desperacko unoszącymi się znad poduszki, która – musiałem przyznać – nie była szczególnie złowieszczym orężem. Widziałem, jak chłopak zadrżał, gdy jego spojrzenie zawędrowało w okolice mojej dłoni, w której dzierżyłem różdżkę, nie wiedziałem jednak jeszcze, co mogły oznaczać te sygnały. Zanim zdołał wydusić z siebie jakikolwiek dźwięk, urządziłem wartki spacer po sypialni, sprawdzając każdy cal pomieszczenia, po czym zajrzałem do łazienki, upewniając się, czy do mieszkania nie wdarł się ktoś jeszcze. Było czysto. Przez cały ten czas kątem oka zerkałem w kierunku chłopaka, trzymając różdżkę w pogotowiu. Być może popadałem w paranoję, jednak ostatnie tygodnie nie należały ani do spokojnych, ani do bezpiecznych.
I nic, co znałem wcześniej, nie mogłem już uważać za pewne.
- Gdzie byłeś? I jak się tutaj dostałeś? - Lista moich pytań była znacznie dłuższa. Przede wszystkim – jak przełamał moje zaklęcia ochronne? Choć, sądząc po jego zdezorientowaniu, na to pytanie raczej sam nie znał odpowiedzi. - Czy to przez anomalia? - Dodałem, a mój ton nie był ani roszczeniowy, ani zdenerwowany. Chłopak był wyraźnie roztrzęsiony. I zdecydowanie bardziej potrzebował pomocy niż przesłuchania – jeśli jednak miałem się jakoś przysłużyć, potrzebowałem od niego kilku wskazówek. Zawsze mógł okazać się jakimś rzezimieszkiem, którego anomalia szczęśliwie wyrwały z Tower – albo więźniem z Azkabanu, który zdołał już zapomnieć przyjemnej faktury drewna i ciepła promieni słonecznych.
Z pewnością było w nim coś niepokojącego. Nie zachowywał się jak zdrowy na umyśle czarodziej – bo nawet, jeśli trafił tu w wyniku przypadkowej teleportacji, wcześniej musiało zdarzyć się coś, co sprawiło, że kulił się w kącie mojej sypialni, jakby konał w najstraszliwszych agoniach. Przypomniałem sobie o więźniach z Kruczej Wieży; o Zakonnikach, których anomalie zupełnym przypadkiem uchroniły przed straszliwym losem. Nie byłem ekspertem w dziedzinie psychologii, ale zarówo podczas pracy jak i własnej działalności charytatywnej, na rzecz walki z abstrakcyjnym rządem, zdążyłem naoglądać się wielu przypadków czarodziejów, którzy postradali zmysły pod wpływem czarnej magii. Jego ubiór wkazywałby jednak raczej na to, że nie był nigdzie przetrzymywany.
- Gdzie twoja różdżka, Lou? - Zapytałem machinalnie, powoli siadając na klęczkach. Rozwianie tej kwestii wydawało mi się kluczowe. Nie miał jej w dłoniach, być może nawet nie miał jej przy sobie. Została mu odebrana? W głowie zaczynały majaczyć mi kolejne scenariusze – mniej lub bardziej złowieszcze, choć żaden z nich nie ocierał się o prawdę. Tego jednak wiedzieć nie mogłem. – Wierzę ci. Ja również. - Jeśli coś miało nas wszystkich uratować przed końcem świata, to z pewnością było to zaufanie. Młody, roztrzęsiony chłopak, jeśli stanowił dla kogoś zagrożenie, to co najwyżej dla samego siebie. - Przepraszam, jeśli cię wystraszyłem. Zaklęcia ochronne... po prostu nie spodziewałem się tu nikogo. - Wyjaśniłem krótko, próbując zebrać fakty w logiczną całość.





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
 

Sypialnia na poddaszu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Sypialnia Gościnna
» Sypialnia Marco - piętro
» Sypialnia gościnna
» Mały salon
» Korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Dalsze dzielnice :: Varden Street 19-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18