Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Przedpokój

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Przedpokój   05.02.16 15:23

Przedpokój

Do salonu prowadzi raczej niewielkich wymiarów przedpokój; wąski i długi, rozwidlający się w korytarze kolejnych przejść zwieńczonych jasnymi drzwiami do następnych pomieszczeń. Ściany również toną w beżach; jedynymi akcentami wybijającymi się na tle wszechobecnych bieli (lecz nie tych z gatunku sterylnych, a tych, które na myśl przynoszą ciepło i domostwo) są zajmujące wszystkie powierzchnie książki oraz pliki dokumentów, niemające swojego miejsca szpargały, rozrzucone chaotycznie buty (poustawiane pojedynczo, przypadkowo, trzeba się wysilić, by na raz zlokalizować całą parę) i okrycia wierzchnie okupujące stojący w kącie wieszak.

[bylobrzydkobedzieladnie]




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych



Ostatnio zmieniony przez Garrett Weasley dnia 05.11.16 16:59, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Cassian Morisson
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t2183-cassian-t-morisson#33199 http://www.morsmordre.net/t2797-whisky#45280 http://www.morsmordre.net/t2247-witaj-w-piekle#34028 http://www.morsmordre.net/f225-blackhorse-lane-13-5 http://www.morsmordre.net/t2795-cassian-tobias-morisson#45256
UZDROWICIEL ODDZ. URAZÓW POZAKLĘCIOWYCH
33 LATA
Mugolska
Wdowiec
I will not budge for no man’s pleasure, I
3
5
9
16
0
1
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przedpokój   05.02.16 15:56

Historia ta miała być na poważnie, ale życie bardzo niepoważnie kpiło sobie z zasad i dało Cassianowi  w dupę, tak że upity nawet w trzy znalazł się na wycieraczce Garretta Weasleya, łomocząc mu otwartą ręką w drzwi. Po drodze zdążył odmówić modły za jego zdrową duszą i machnąć jeszcze pijacki znak krzyża przed drzwiami, życząc domownikom pomyślności, a tym wszystkim, którzy się z nim nie zgodzą aby smażyli się w piekle.
Garrett! — tak do końca nie byli na Ty, ale fakt, ze auror uratował go kiedyś od pobicia Merlinowi winnego człowieka, czynił go dla Morissona możliwie najbardziej życzliwą osobą z jaką się spotkał w przeciągu ostatniego roku. W swoim pijackim szaleństwie mógł go nawet nazwać najlepszym przyjacielem — Garreeeeett — powtórzył żałośnie, woląc wołać go mimo wszystko po imieniu, bo jakby zaczął po nazwisku – Weasley – to jeszcze zbiegłoby się pół miasta.
Oparł się jeszcze żałośniej dłonią i czołem o ścianę obok drzwi, dla odmiany tłukąc teraz w nią, nie widząc w tym żadnej nieprawidłowości, a gdyby siebie widział, zacząłby się o siebie martwić, że zaraz spłynie po murze w dół i rozleje się na posadzce obok wycieraczki londyńskiego mieszkanka, a rano w Proroku Codziennym będą pisać, że to na pewno sprawka aurora, który tu mieszkał. I będą mieli rację! Nie można tak pijanego człowieka trzymać przed drzwiami, skoro sam ledwie chwyta się pionu.
Garrett, ja ś-ć-sierpię — bąknął wyciągając rękę przed siebie, w kierunku, jak mu się wydawało Weasleya… ale to tylko był jego cień, za którym podążył i wyrąbał się przed drzwiami aż słychać było chrupnięcie kości, a może był to tylko szczęk zamka od drzwi?
Spytacie w ogóle jak tam się znalazł? Siła podświadomości i wyjątkowa bezczelność z jaką wykradł dane z karty pacjenta w Mungu. Chyba, że mowa konkretnie – jak utonął twarzą w nieszczęsnej wycieraczce. Przez Garretta oczywiście. Bo to nie przystoi, żeby w środku nocy tak długo zwlekać z przywitaniem gościa!
A jak później trafił do sypialni Garretta to nie wiedział. Teleportacja wydawała się dobrą opcją tylko wtedy, gdyby nie wiązała się z ryzykiem rozplaszczenia się po drodze na ścianie (i wyłącznie wtedy, jakby stać było Morissona na tak poważne wydatki w doświadczeniu, żeby ją kupić).




I don't want to understand this horror
There's a weight in your eyes

I can't admit

Everybody ends up here in bottles



Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przedpokój   06.02.16 0:31

Łup.
Otworzył oczy.
Łup.
- No idę - mruknął z niezadowoleniem bardziej do siebie niż kogokolwiek innego, zgarniając przypadkowe okrycie z fotela (który, notabene, zaczynał tonąć pod ciężarem ubrań, jakie powinien schować do szafy wczoraj), a to okazało się szarym, wełnianym, ciepłym swetrem; włożył go przez głowę, w przypływie rozsądku dochodząc do wniosku, że paradowanie przed ludźmi w wyświechtanym podkoszulku nie uchodzi za zanadto kulturalne.
Łup.
Spodziewał się wszystkiego, bo wciąż pogrążone w śnie komórki mózgowe nie połączyły przytłumionego głosu dochodzącego zza drzwi ze znajomą twarzą; tak właściwie, nie łączył jeszcze żadnych faktów, będąc niemal pewnym, że zaraz napotka oblicze martwego Albusa Dumbledore'a, szalonego czarnoksiężnika, który go zamorduje, wściekłego szefa Biura Aurorów, który nie znajdzie lepszej pory na prawienie mu niekończących się morałów albo nawet Margaux, której obecności nie umiałby uzasadnić, ale i tak zdawałaby mu się bardziej sensowna od tego, że gdy wreszcie otworzy drzwi, ujrzy...
...pustkę.
Ale zaraz zreflektował się i zerknął w kierunku źródła niepokojących, przyduszonych dźwięków - prosto w dół, marszcząc brwi i przez chwilę po prostu tępo patrząc na rozlanego na wycieraczce mężczyznę. - ...Morisson? - ale nie mógł oczekiwać odpowiedzi - prawdę mówiąc, zdziwiłby się, jakby w ogóle jakąś otrzymał. Poza bliżej nieokreślonym bełkotem.
- Ja pierdolę - palnął cicho, zamykając na chwilę oczy i opierając czoło o framugę drzwi, jakby czekając na to, aż opatrzność ześle mu zapasy sił i cierpliwości, które skrupulatnie wymykały mu się spomiędzy palców. - Dlaczego to zawsze muszę być ja?
Wdech. I wydech.
- Wstawaj - rzucił pełnym rezygnacji tonem, układając w głowie prowizoryczny plan reanimacji: posadzi go na kanapie w salonie, napoi wodą, otrzeźwi zaklęciem i wyśle kominkiem prosto do domu. Tak. To był dobry plan. - Ciszej - mruknął, gdy Cassian uderzył w szafkę, prawie strącając z niej zdjęcie trzech rudych, wesoło śmiejących się podrostków; szkło najpewniej roztłukłoby się z hukiem o posadzkę, gdyby Garrett nie złapał zwinnym gestem (w końcu jest się tym aurorem) spadającej ramki - bo obudzisz moją siostrę.
A tylko jej tu brakowało; westchnął kapitulacyjnie pod nosem, sadzając uzdrowiciela na kanapie i przez chwilę przyglądając mu się krytycznie. Wyglądał żałośnie - tak żałośnie, że aż Garrettowi zrobiło się go szkoda. - Nie ruszaj się stąd, przyniosę ci wody - i sobie kawy, bo spodziewał się dłuższej batalii.
I tyle po pierwszej od dwóch tygodni nocy, jaką miał przespać w całości.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Cassian Morisson
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t2183-cassian-t-morisson#33199 http://www.morsmordre.net/t2797-whisky#45280 http://www.morsmordre.net/t2247-witaj-w-piekle#34028 http://www.morsmordre.net/f225-blackhorse-lane-13-5 http://www.morsmordre.net/t2795-cassian-tobias-morisson#45256
UZDROWICIEL ODDZ. URAZÓW POZAKLĘCIOWYCH
33 LATA
Mugolska
Wdowiec
I will not budge for no man’s pleasure, I
3
5
9
16
0
1
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przedpokój   06.02.16 23:08

Morissona w gruncie rzeczy nie obchodziło nawet to, ja długo Garrett zamierzał jeszcze zwlekać z wpuszczeniem go do domu. Leżał na wycieraczce mówiąc cos z dużym zaangażowaniem do własnej ręki, na której się oparł, a chociaż mężczyzna mu nie odpowiadał, mówił dalej, bo widocznie tak dobrze go słuchał i nawet nie przerywał. Cassian nie wiedział, gdzie jest góra, a gdzie dół, kiedy jakaś siła szarpnęła go… gdzieś, w jakimś kierunku, ale już teraz czuł się jak w domu. Nie w swoim, ale to była Tylko kwestia kosmetycznych szczegółów. Tak samo, jak to, ze wstawać mu się wcale nie chciało, ale ton Garretta był tak władczy, że powłóczył za nim nogami tylko dlatego, ze nie zdążył pomyśleć co powinien był wtedy robić, a ciało reagowało instynktownie samo.
Jeeeesteeem…. czichy! — wykrzyknął trochę, a trochę po prostu podniósł ton głośniej tylko dlatego, ze nie wiedział, gdzie się teraz Garrett znajduje, bo nie było go przed nim. Nie widział go przed sobą, wiec naturalnie, musiał być daleko, tak mu podpowiadała jego logika w tym momencie, mimo, ze wszelkie prawa fizyki dowodziły, że Weasley oddziałuje na niego swoją siłą, przynajmniej dopóki nie walnął go na kanapie, na której Cassian od razu się wyłożył, zasłaniając sobie twarz ramieniem. Siostra? – przynajmniej myślał jak powinien, bo kiedy swoje myśli próbował przełożyć na słowa, niewiele z nich było się w stanie zrozumieć:
Ta ruda? — dopytał. Tak, brawo, Morisson! Weasleye są rudzi. W swoim pijackim zachwycie uznał to za bardzo spostrzegawcze odkrycie. Odkrycie, które kosztowało go utratę przyjaciela, bo ten, zaraz potem zdecydował się go opuścić. — Garrett, stój! — wyciągnął do niego potężne łapsko, ale jedyne co to udało mu się sturlać z kanapy i strącić coś, tylko nie bardzo wiedział co, bo brakowało mu koncentracji żeby to sprawdzić.
Nie z-zostawiaj mnie. Muszę pogadać.




I don't want to understand this horror
There's a weight in your eyes

I can't admit

Everybody ends up here in bottles



Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przedpokój   08.02.16 3:42

- Niezwykle cichy - mruknął z nutą niezadowolenia, podpierając Cassiana tak, aby nie potknął się o próg salonu, przewracając się, wywijając kozła i robiąc dziurę w posadzce, tym razem bez zwątpienia budząc nie tylko Lyrę, ale całą kamienicę.
Kto wie, może sąsiednią również.
Kiedy Morisson opadł na kanapę (a bardziej adekwatnie: upadł, z racji stanu mocno nietrzeźwego najpewniej nie kontrolując ruchu kończyn i pozostając wybitnie podatnym na prawo grawitacji), z ust Garretta wydarł się kolejny ciężki oddech - wyraz ostatecznej kapitulacji i pogodzenia z nieżyczliwym losem; najwidoczniej przypadła mu rola zbawiciela świata nie tylko w sferze politycznej. Ba, z każdą kolejną chwilą coraz mocniej odnosił wrażenie, że narzucony heroizm rozlał się już po wszystkich płaszczyznach jego życia, sprawiając, że nie tylko musiał sprawować opiekę nad siostrą na całe płuca krzyczącą accio kłopoty i dbać o (póki co) dobrze prosperujący zakon, ale też doprowadzać do porządku zlanych w trzy dupy uzdrowicieli, którzy z bliżej nieokreślonego powodu - dopiero teraz, kiedy wybudził się już stuprocentowo, dostrzegał absurdalność tej sytuacji - wiedzieli, jak trafić do jego mieszkania.
Świetnie. Czyli teraz jego adres jest udostępniony dla szerszej publiki, jaka zwali mu się na wycieraczkę, szukając wsparcia i zrozumienia człowieka, który nie będzie w stanie odmówić udzielenia pomocy?
- Niekoniecznie ruda, jest metamorfomagiem - palnął machinalnie, zdając sobie jednak sprawę z tego, że rzucał słowami w pustą przestrzeń. I używał zbyt trudnych słów. Morisson najpewniej znajdował się teraz w krainie własnych żali i smuteczków, nie przykuwając uwagi do czegokolwiek poza użalaniem się nad własnym ciężkim żywotem.
Ledwie zdążył obrócić się na pięcie i postawić pierwszy krok zbliżający go do kuchni (i upragnionej kawy, która miała ostatecznie postawić go na nogi), kiedy dobiegł go przeraźliwie głośny, elegijny okrzyk (i towarzyszący mu dźwięk pliku dokumentów z plaskiem spadającego na panele), który spowodował, że Garrett westchnął raz jeszcze, na chwilę chowając twarz w dłoniach. Wciąż nie ruszając się z miejsca, odgarnął włosy, które wchodziły mu do oczu, policzył do trzech do przodu oraz wspak i wreszcie się odwrócił, by popatrzeć na Cassiana z niekontrolowanym, niemal ojcowskim pobłażaniem. Podszedł bliżej, opadając na fotel znajdujący się na przeciwko kanapy; oparł ręce o oba podłokietniki i przewiercał Morissona spojrzeniem. Ale nie w nieprzyjazny sposób; w badawczy, zmęczony, wyjątkowo przeszywający i pełen rezygnacji, ale wciąż życzliwy.
- To słucham.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Cassian Morisson
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t2183-cassian-t-morisson#33199 http://www.morsmordre.net/t2797-whisky#45280 http://www.morsmordre.net/t2247-witaj-w-piekle#34028 http://www.morsmordre.net/f225-blackhorse-lane-13-5 http://www.morsmordre.net/t2795-cassian-tobias-morisson#45256
UZDROWICIEL ODDZ. URAZÓW POZAKLĘCIOWYCH
33 LATA
Mugolska
Wdowiec
I will not budge for no man’s pleasure, I
3
5
9
16
0
1
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przedpokój   01.03.16 21:47

Starał się, naprawdę starał się być cicho, ale zupełnie mu to nie wychodziło. Podłoga falowała mu pod stopami. Jedyny pion jakiego się trzymał to pionowo ułożone ramię Garretta, który musiał się wysilić, żeby przytrzymać cielsko Cassiana w powietrzu. Zaraz potem, kiedy sturlał się na ziemię, nie widział żadnej różnicy między miękka kanapa, a twardą podłogą. Rozłożył się plackiem, ręce wyciągając na boki i stęknął żałośnie.
Wody — nie mógł się zdecydować na czym zależało mu bardziej. Na uzupełnieniu pragnienia i otrzeźwieniu, czy rozmowie z najlepszym dzisiejszego wieczora przyjacielem – Garrettem. Uniósł się na łokciach, patrząc się nietrzeźwym, pijackim wzrokiem na mężczyznę ulokowanego w fotelu i… przyłożył dłoń do twarzy, bo miał wrażenie, że zaraz zwróci caly trunek, jaki dziś spożył, a byłoby trochę szkoda, zważywszy na fakt, ze wydał na niego prawie 1/5 swojej pensji. Szarpnął się do góry i oparł z niemałym trudem o sofę za plecami, mimochodem zsuwając się w dół, rozlewając się jednak mimo wszystko na tej podłodze.
Mój synek, skończył by teraz… — znał tą liczbę, ale jakoś nie potrafił jej teraz wymówić, więc wskazał coś na palcach, chociaż z początku było to jakieś pięć, następnie cztery, potem dorzucił jedną jeszcze rękę i w sumie nie wiadomo było co chciał przekazać mężczyźnie.
Tyle jakoś... Mały mój pierworodny. Rozumiesz? A jego matka… Oj… jego matka — podciągnął się znów w górę, bujnął się i wyłożył się rękoma przed sobą na ladzie obok sofy.
Pomóż mi znaleźć tego, kto im to zrobił, Garrett — rzucił w ramiona, sukcesywnie, powoli, wstając do pionu i przeszedł się po salonie, w zamyśle udając się w kierunku kuchni, ale strony wydawały mu się teraz jakieś takie… bardzo powtarzalne, zupełnie niczym się nie różniły. W efekcie zamiast dojść właśnie tam, szarpnął za klamkę pokoju Lyry, ale nawet drzwi nie udało mu się otworzyć.




I don't want to understand this horror
There's a weight in your eyes

I can't admit

Everybody ends up here in bottles



Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przedpokój   02.03.16 20:38

W swojej własnej wyobraźni tę noc spędził zgoła inaczej. Miał wreszcie móc beztrosko przewracać się z boku na bok, z uśmiechem na twarzy wtulać się w pachnącą świeżością, miękką pościel, śnić lekko i przyjemnie o rzeczach błahych, w żaden sposób niezwiązanych z troskami, obawami i bolączkami dnia codziennego. Ba, jeszcze pół godziny temu był pewien, że nic nie zakłóci jego sielskiej, nocnej idylli - jak to się zatem stało, że teraz z cierpiętniczym, choć spokojnym i cierpliwym wyrazem twarzy powstrzymywał niemalże obcego mu uzdrowiciela przed (dosłownym i przenośnym) upadkiem?
- Czy mógłbym łaskawie poprosić o odrobinę wody, wspaniałomyślny Garretcie? - poprawił go mrukliwie i z lekkim przekąsem, całą swoją silną (słabą?) wolą powstrzymując się od kolejnego melodramatycznego westchnienia. Tak właściwie to w akcie altruizmu ruszyłby nawet do tej kuchni po przeklętą szklankę wody dla Cassiana i szklankę whisky dla siebie (z każdą chwilą coraz mocniej uświadamiał sobie, że chyba nie przeżyje tego na trzeźwo), gdyby nie fakt, że niczym alegoryczna opoka bądź mniej alegoryczny filar musiał powstrzymywać Morissona przed kolejnym spotkaniem z posadzką. Na Merlina, był tak bardzo pijany; dlaczego doprowadził się do tego stanu?
A odpowiedź uderzyła Garretta już sekundy później, odrobinę boleśniej i brutalniej, niż się tego spodziewał. Mógłby uparcie odrzec, że w najmniejszym stopniu nie obchodzi go smutna historia życiowa Cassiana, że każdy taką miał, że wcale go to nie przygnębia ani nie porusza - ale nie wiedziałby, kogo okłamałby bardziej, jego czy siebie samego.
Wszelka kpina, niezadowolenie i kąśliwość uleciały z jego spojrzenia; zostało współczucie.
- Co im zrobił? - zapytał tylko dość cicho, łagodnie, choć zdawał sobie sprawę z tego, że nie powinien naciskać. Że gdyby uzdrowiciel chciał o tym mówić, odezwałby się sam.
I właśnie ta chwila empatii upośledziła szybkość reakcji Garretta, sprawiając, że wahał się zbyt długo, zanim skoczył na ratunek Cassianowi; a może bardziej na ratunek sobie, na ratunek Lyrze, na ratunek sąsiadom z dołu, którzy pewnie łapali się za głowy, słysząc harmider dobiegający z mieszkania numer trzy? - Cassian, nie - wysyczał najsubtelniej, jak tylko potrafił, z całej siły odciągając mężczyznę od drzwi pokoju Lyry. - Tam. Tam idziemy. Tam jest kuchnia. Uważaj - palnął jeszcze, chociaż to była jego wina, że o mały włos nie wprowadził Morissona prosto w nieodległą ścianę.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Cassian Morisson
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t2183-cassian-t-morisson#33199 http://www.morsmordre.net/t2797-whisky#45280 http://www.morsmordre.net/t2247-witaj-w-piekle#34028 http://www.morsmordre.net/f225-blackhorse-lane-13-5 http://www.morsmordre.net/t2795-cassian-tobias-morisson#45256
UZDROWICIEL ODDZ. URAZÓW POZAKLĘCIOWYCH
33 LATA
Mugolska
Wdowiec
I will not budge for no man’s pleasure, I
3
5
9
16
0
1
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przedpokój   08.03.16 17:37

Co zrobiono jego rodzinie? Pijany Cassian wręcz palił się do odpowiedzi, w przeciwieństwie do trzeźwego Morissona. Plącząc się na własnych nogach przy drzwiach pokoju siostry Garretta, przeszukiwał myśli w poszukiwaniu logicznej odpowiedzi. Umysł żadnych sensownych treści nie podrzucał, dlatego w końcu Cassian postanowił złapać się ostatniej deski ratunku – różdżki, a choć deską nie była, to była drewniana, więc wystarczająco blisko faktycznej deski. Niestety działanie przynosiła wprost proporcjonalne do pomocnego ratunku. Zamachnął się, chcąc zademonstrować co się stało na londyńskich ulicach, kiedy jego żona i dziecko padli ofiara nieszczęśliwego wypadku. Choćby nawet chciał wycelować w jakiś konkrety przedmiot zaklęciem i choćby chciał użyć konkretnego, kiedy tylko podniósł różdżkę i wypowiedział bardzo niewyraźnie jakieś słowa przeszło 13 cali magnoliowego drzewa okazało się w dłoniach pijanego Cassiana bardzo poważną bronią. Zaklęcie wycelowane gdzieś w wazę z kwiatami trafiło w żyrandol z ogromnym hukiem, z tym samym z jakim Morissona odrzuciło na drzwi pokoju za sobą. Łupnął plecami o drewno i jęknął żałośnie.
I BUM! — machnął ręką z różdżką, trafiając w kolejne źródło światła w otwartej kuchni, pogrążając ich w całkowitych ciemnościach — Tylko dla nich skończyło się to mniej szczęśliwie — tak sobie pomyślał i skupił się na swoich słowach tak, że w jego głowie zabrzmiały nawet sensownie, chociaż wypowiedziane głośno najpewniej nie były tak proste w zrozumieniu i możliwe, że nawet w żadnym stopniu nie przypominały tej wypowiedzi, zmuszając Garretta do domysłów, co właśnie Cassianowa główka wypuszczała głośno w eter.
A chociaż ledwie trzymał się na nogach, a słowa Garretta drażniły jego pijacki umysł i zdawały się wirować wokół niego razem z przestrzenią, zareagował na jego subtelną prośbę, kiwnąwszy tylko potulnie głową na zgodę i ruszył we wskazaną stronę, prosto na ścianę. Obił się o nią ramieniem, wracając do Weasleya, zupełnie nie przewidując, że to on, jako jego nawigator z premedytacją pchał go w kierunku tak złośliwie stojących mu na drodze rzeczy martwych. — Kuchnia? Dlaczego my idziemy do kuchni, Garciaaaaa? — imię mu się pomieszało, ale przecież do niedawna nie byli jeszcze na „Ty”, miał prawo się pomylić — chce mi się spać — pożalił się, stając w progu drzwi oporem. Podpierając się obiema rękoma o framugę, stojąc w lekkim rozkroku, przez co łatwiej było mu się nie wywrócić.
To już ponad rok, Grrr — samogłoski z imienia Weasleya wyraźnie mu się pogubiły — co byś robił na moim roku przez ponad miejsce? — kolejność słów też sprawiała mu problemy.




I don't want to understand this horror
There's a weight in your eyes

I can't admit

Everybody ends up here in bottles



Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przedpokój   12.03.16 20:34

Właściwie nie wiedział, czy bardziej było mu przykro z powodu Cassiana i jego tragicznej historii rodzinnej, czy może bardziej pragnął mu przywalić za to, że śmiał zagłuszać ciszę nocną nieokreślonymi onomatopejami, wpadaniem w meble i produkowaniem wszelako pojętych hałasów i harmidrów zakłócających spokój nie tylko jemu, ale też bliższym sąsiadom (i tych dalszym pewnie również). Wątpliwości i wewnętrzne dylematy zostały brutalnie rozwiane w tempie natychmiastowym w momencie, kiedy różdżka Morisson poszła w ruch. Jedno drgnięcie nadgarstka, wyburczana przypadkowa inkantacja i wazon pękł.
Pękły też bębenki uszne Garretta, kiedy Cassian plecami uderzył o nieodległą ścianę. Albo drzwi? Nie wiedział, co gorsze - w panice rzucił się w jego kierunku, pod nosem przeklinając cicho (a może odrobinę głośniej, niż mu się zdawało) na swojego towarzysza niedoli.
- Morisson, błagam - pół mruknął kapitulacyjnie, pół warknął ze złością, ale wyciągnął ręce, by rozpaczliwym gestem pomóc uzdrowicielowi się podnieść. Nie tracił czasu na domysły, o co chodziło w nietrzeźwej historii mężczyzny (bo równie dobrze mogło nie chodzić o nic - choćby z racji wysokiego, najpewniej wręcz nieprzyzwoitego stężenia alkoholu we krwi); rzucił szybko zaklęcie wyciszające na pomieszczenie, nawet jeśli był niemalże pewien, że wszyscy w okolicy słyszeli już, jakie dzikie harce odprawiały się tej nocy w jego mieszkaniu. Wolał nie myśleć, co wydedukują sąsiedzi. Ani jak bardzo pogardliwym spojrzeniem będą patrzeć na niego jutro z rana.
- Żebyś mógł w spokoju dokończyć swoją historię - odparował zręcznie, ignorując fakt, że takiego zdrobnienia swojego imienia jeszcze nie słyszał, a zdawało mu się, że inwencja twórcza co poniektórych już nie da rady go zdziwić. I żebym mógł wsadzić twoją głowę do kranu - dodał zaraz w myślach, dochodząc nagle do wniosku, że tak właściwie nie byłby to taki najgorszy pomysł.
Jutro z rana będzie musiał poszukać zaklęcia przyspieszającego trzeźwienie. Na przyszłość.
- Wejdź do środka, proszę - rzucił dość zmęczonym tonem, kiedy mężczyzna stanął oporem tuż przed dotarciem do celu ich wspaniałej wędrówki: kuchni. Przez chwilę jeszcze Garrett ignorował fakt, że padło jakiekolwiek pytanie, zbyt zajęty opieraniem się tyłem głowy o pobliską ścianę i modleniem się do nieznanej opatrzności, aby zesłała mu nową porcję cierpliwości i sił witalnych. - Na twoim miejscu? Przestałbym uciekać od problemów w alkohol, wytrzeźwiałbym i spojrzał na to racjonalnie.
Cóż za kłamstwo. Oczywiście, że by uciekał. Lubił uciekać. Od odpowiedzialności, od zmartwień; udawał, że nie istnieją - tak długo, jak tylko było to możliwe, mobilizując się wyłącznie wtedy, gdy zwady i problemy dotyczyły też kogoś innego, kogoś, kogo mógł uratować. A swoje prywatne, wewnętrzne batalie? Przegrywał je walkowerem. Już od dłuższego czasu. I tłumaczył się przed sobą tym, że nie ma czasu troszczyć się o siebie, kiedy trzeba uratować cały czarodziejski świat.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Cassian Morisson
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t2183-cassian-t-morisson#33199 http://www.morsmordre.net/t2797-whisky#45280 http://www.morsmordre.net/t2247-witaj-w-piekle#34028 http://www.morsmordre.net/f225-blackhorse-lane-13-5 http://www.morsmordre.net/t2795-cassian-tobias-morisson#45256
UZDROWICIEL ODDZ. URAZÓW POZAKLĘCIOWYCH
33 LATA
Mugolska
Wdowiec
I will not budge for no man’s pleasure, I
3
5
9
16
0
1
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przedpokój   26.03.16 13:05

Morisson w tym stanie nie miał zamiaru niczego nikomu ułatwiać. Miał trudne życie. Chyba jak każdy obecnie, tylko niektórzy radzili sobie z tym lepiej, a inni, jak on, gorzej. Przesuwając się z dość wątpliwym przekonaniem w kierunku kuchni, zawiesił się rzeczywiście w progu, oparł głową o framugę i pokręcił nią na boki. Nie chciał kończyć tej historii, musiałby się przyznać, że koniec tej historii mu się nie podobał. Wolał napisać własną. Alkohol pozwalał wierzyć mu w wiele rzeczy, inne spychać na bok, niektóre traktować bardziej beztrosko, jakby nie były elementem jego historii. Uśmiechnął się pod nosem. Garrett tak bardzo ładnie prosił, a on tak bardzo konsekwentnie nie mógł spełnić jego prośby. Nawet gdyby chciał, wszystko zachodziło mu teraz mgłą, ledwie trzymał się ściany. Zakładając, że Weasley w końcu wwlekł go do kuchni, siadł na jakimś krześle, opadając z sił i odchylił się w tył, patrząc bezsensownie w sufit.
Cassian — poprawił go, zadziwiająco poprawnie wypowiadając własne imię, chociaż chwilę — Nasz związek przybrał zupełnie nowy obrót! — zaśmiał się głupkowato z własnych słów i zaraz, podłapując słowa mężczyzny zakrzyknął:
RACJONALNIE! Racjonalnie obchodzę urodziny zmarłego syna. RACJONALNIE zabito mi żonę. RACJONALNIE nienawidzę swojej pracy… nie, pracę kocham, ludzi nienawidzę. Moja praca polega na leczeniu ludzi, Gaaaarrryyy. Leczę wszystko, czego nienawidzę. Racjonalnie. Jestem dobrym człowiekiem, Garrett — pochwalił się, tak naprawdę w to nie wierząc — Weasley… racjonalnie… racjonalnie — zapomniał co jeszcze racjonalnie się działo, ale słowo to bardzo mu się podobało, dlatego mruczał je pod nosem jeszcze kilka minut zanim zasnął, coraz bardziej zniżając się na ręce do blatu, aż w końcu uderzając twarzą o stół.




I don't want to understand this horror
There's a weight in your eyes

I can't admit

Everybody ends up here in bottles



Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przedpokój   28.03.16 3:01

Słuchał z jakimś zaskakującym spokojem jak na fakt, że Cassian przechodził na jego oczach niespodziewane załamanie nerwowe napędzane machiną procentów tańczących we krwi. Nie zadawał więcej pytań - nie tylko z tego powodu, że wiedział, iż tak czy siak nie otrzyma na nie odpowiedzi; w milczeniu czekał, obserwując każde skrzywienie w mimice Morissona, każdy ruch kącika ust i wsłuchując się w każde przesycone wściekłością i goryczą słowo. Choć nie mógł powiedzieć, że rozumie, to zrozumieć próbował, jednocześnie siadając przy stole na przeciwko uzdrowiciela i kładąc jeden z łokci na blacie stołu. Oparł brodę o dłoń, nie odwracając spojrzenia - badawczego, spokojnego, analizującego, ale ani przez chwilę nie otwarcie współczującego. Bo to nie była chwila na współczucie, bardziej na próbę zrozumienia źródła problemu, nawet jeżeli nic ani nikt nie był w stanie go już wyplenić.
Właściwie to zbierał się do otwarcia ust i rzucenia jakąś przemyślaną mądrością, której Morisson, choćby ze względu na nie najlepszy stan, i tak by pewnie nie zrozumiał, ale zanim Garrett zdążył nawet ułożyć myśli na języku, zaczął dostrzegać zamykające się powieki Cassiana. Lawina kolejnych wydarzeń zalała go chwilę później - słowo racjonalnie zamieniające się w cichy, niezrozumiały pomruk, coraz ciężej opadająca głowa, aż w końcu dźwięk jej cichego stuknięcia o drewniany stół.
Westchnął.
Podniósł się dopiero po chwili, by zaparzyć sobie kubek kawy; nie sądził, żeby tej nocy przyszło mu zmrużyć oczy choćby ma chwilę. Szczelniej otulił się narzuconym wcześniej swetrem, aż w końcu - po rzuceniu w stronę uzdrowiciela ostatniego, jakby kontrolnego spojrzenia - wyszedł z pomieszczenia. Ale zaraz do niego wrócił, tym razem taszcząc w dłoni grubą, pokrytą warstwą kurzu księgę, która traktowała o jego najbliższym celu, ale zarazem największej zmorze: oklumencji.
Spojrzał na zegar i wskazówki szepcące cicho, że i tak za dwie godziny powinien być już na nogach, a potem jeszcze raz na obraz nędzy i rozpaczy zwany czasem Cassianem Morissonem, zastanawiając się, w którym momencie tego wieczoru popełnił błąd - wtedy, gdy zdecydował się otworzyć drzwi do mieszkania, wpuścić Cassiana do środka, czy wysłuchać jego zagęszczonych przez alkohol słów?
Otworzył książkę w okolicach jej końca, dokładnie tam, gdzie niedawno przerwał czytanie. Uniósł porcelanowe naczynie do ust i po chwili oddał się już lekturze, starając się nie myśleć o pijanym uzdrowicielu leżącym na stole tuż na przeciwko niego.
Będzie się nim martwił rano. Tak jak tłumaczeniem mu, co się, do cholery, stało, odesłaniem go do domu i zastanowieniem się, jakim zaklęciem potraktować własne powieki, żeby nie opadały w trakcie kolejnego dnia w pracy.

| zt




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f280-norfolk-dworek-na-wschodnim-wybrzezu http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Przedpokój   01.07.16 13:48

| 23.12

Jeden. Dwa. Trzy.
Stawiała kolejne starannie wystudiowane kroki po podłodze salonu, dokładnie tak, jak kiedyś wytłumaczyła jej Rosalie Yaxley. Zdumiewające, że od ich spotkania minęło zaledwie parę tygodni, miała wrażenie, jakby to było raczej parę miesięcy. W grudniu wydarzyło się naprawdę sporo, łącznie z wieścią o przyspieszeniu jej ślubu z Glaucusem, która nagle spadła na nią w połowie miesiąca, pozostawiając tak mało czasu na przygotowanie się. Traversowie zapewne już od dawna czynili przygotowania do uroczystości, która planowo miała odbyć się w styczniu, jednak ostatecznie zadecydowano o przesunięciu go o miesiąc. Matka Glaucusa była ciężko chora, jak jej powiedziano. Chciała zobaczyć ślub swojego niedawno odzyskanego syna, na wypadek gdyby jej stan drastycznie się pogorszył. Gdyby... O tym Lyra nie chciała myśleć.
27 grudnia. Ta data spędzała Lyrze sen z powiek i zmuszała do wytężonego wysiłku. Tak niewiele pozostało czasu, a tak dużo jeszcze było do zrobienia! Każdego dnia uczestniczyła w przygotowaniach, by później wracać do mieszkania Garretta i w samotności ćwiczyć poruszanie się z gracją, by nie zawstydzić nikogo podczas ślubnego przyjęcia. Jej dni tutaj były już policzone, za cztery dni o tej porze miała zostać mężatką.
Cztery. Pięć. Sześć.
Pod materiałem sukienki miała na sobie ciasno zasznurowany gorset, by przyzwyczaić się do wyprostowanej i smukłej sylwetki. Na głowie ułożyła sobie podręcznik oklumencji, z którego nie tak dawno się uczyła; na czas ślubnych przygotowań musiała przerwać naukę, ponieważ nie miała czasu ani siły na wyczerpujące trenowanie umysłu, ograniczała się tylko do oczyszczania myśli przed snem. Nawet malowanie obrazów musiała zawiesić, na to też nie było czasu. Ledwie wystarczało go na sen, więc była zmęczona, blada i spięta. Nawet eliksiry nie były w stanie w pełni zwalczyć jej narastającego zmęczenia i stresu.
Czas, który miała, kurczył się nieubłaganie. Wskazówki zegara wydawały obracać się w przyspieszonym tempie, jakby odmierzając ostatnie godziny życia Lyry Weasley. Młode zamążpójście wyznaczało kres jej beztroskiej młodości, zmuszało do wejścia w ramy żony i wzorowej szlachcianki, którą pragnęła się stać.
Siedem. Osiem. Dziewięć.
Cichy stukot obcasików na podłodze przerywał ciszę panującą w mieszkaniu. Była pewna, że jest tutaj sama, Garrett zapewne miał swoje obowiązki. Ich relacje nie były w ostatnim czasie proste. Jego nagłe zniknięcie, pobyt w Mungu, powrót do domu i w końcu wieść o ślubie Lyry... To nie mogło pozostać bez echa w ich stosunkach, dawniej tak cudownie, jednoznacznie pozytywnych i ciepłych, dziś coraz bardziej splątanych, wręcz grząskich.
Było jej coraz bardziej duszno. Zatrzymała się na moment i bezwiednie sięgnęła dłonią do gorsetu, jednak sznurowania były ukryte pod materiałem sukienki, nie mogła ich odrobinę poluzować. Książka zaczęła zsuwać jej się z głowy, więc wolną ręką pochwyciła ją, zanim uderzyła o podłogę, a później spojrzała w lustro, w pełni świadoma ciążącej nad nią odpowiedzialności i powinności, jaką musiała spełnić już wkrótce.
Ale czy była gotowa? Okaże się.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przedpokój   03.07.16 15:11

To był jeden z tych dni, kiedy musiał zatrzymać rozszalałe myśli.
Potrzebował spaceru, więc nie teleportował się pod sam dom, a dwie dzielnice dalej; chłód kąsał nieprzyjemnie skórę, mocny wiatr wyszarpywał mu włosy z niedbale związanego kucyka, a śnieg gęsto prószył, powoli stapiając się w kontakcie z niezasłoniętą kapturem głową. Kroczył odrobinę wolniej od innych ludzi pędzących w ucieczce przed śnieżycą - nie bał się chorób, te nie trzymały się czarodziejów tak mocno, jak mugoli, zamiast tego delektował się skrzypieniem śniegu pod podeszwami butów i uczuciem, że był żywy.
Chłód koił ból, zmęczenie, rozdrażnienie; ostatnio plątał się w sprzecznych uczuciach, koniec roku pięćdziesiątego piątego nie był dla niego przychylny. Nawarstwiały się problemy - było ich tak wiele, że nie był w stanie ich zliczyć, lecz wszystkie strapienia skrywał pod maską starannego spokoju. Wiedział, że potrafiłby się od tego wszystkiego odciąć, ale nie był pewien, czy tego właśnie chciał. Stare woluminy traktujące o oklumencji tyle razy ostrzegały go, czym może poskutkować całkowite wyrzeczenie się destrukcyjnych emocji, że wolał przeprowadzić kilka wewnętrznych batalii niż odciąć się od wszystkiego tego, co miało jeszcze jakiekolwiek znaczenie.
Drzwi otworzył kluczem, którego zbyt długo poszukiwał w odmętach kieszeni płaszcza; jednym z niewielu minusów życia na granicy świata czarodziejów i niemagicznego był przymus nieujawniania swojej mocy.
Przekroczył próg. Dopiero po trzaśnięciu drzwiami i charakterystycznym zgrzycie zamka wyjął różdżkę; niewerbalnie rzuconym zaklęciem osuszył płaszcz z topiących się płatków puchowego śniegu. Okrycie odwiesił na haku i na chwilę zamknął oczy, niespiesznie oddychając; nie miał sił, jego kondycja dopiero wracała do normy, a prawa noga miarowo pulsowała bólem. Zeszłej nocy zmrużył oczy na tak krótko - wrócił do domu późno, zajęty błądzeniem po antykwariatach i różnych sklepach, a potem niemalże do rana tkwił przy biurku, przygotowując świąteczne prezenty.
W tym roku wyjątkowo zajął się tym na ostatnią chwilę.
A może robił to specjalnie - szukał wymówek, by nie przebywać w mieszkaniu, organizował czas tak, by nie zostawiać sobie zbyt wiele czasu na toczenie batalii z własnymi myślami.
Dopiero wtedy się odwrócił, z pewnym opóźnieniem dostrzegając znajdującą się na drugim końcu przedpokoju Lyrę. Uśmiechnął się lekko.
- Dobry wieczór - powitał się, dopiero teraz dostrzegając dość niecodzienne zajęcie siostry. Przez krótką chwilę milczał, patrząc na nią badawczo. - Co robisz? - rzucił wgłąb mieszkania, przechodząc do kuchni, by zrobić sobie ciepłą herbatę; nie miał dziś czasu na zabawę z mugolskim czajnikiem, więc wyjął z szafki dwie filiżanki i z cichym stuknięciem ułożył je na blacie. - Czego się napijesz? - dodał głośno, by pomimo przebywania w innym pomieszczeniu mogła to usłyszeć, po czym włożył liście do swojego naczynia i zalał je podgrzaną magią wodą.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f280-norfolk-dworek-na-wschodnim-wybrzezu http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Przedpokój   03.07.16 17:06

Znowu wznowiła spacer po pokoju. Nawet nie tylko po to, by dalej szlifować swój sposób chodzenia, chciała po prostu zająć się czymś, by nie myśleć tak wiele. Skupienie się na konkretnej czynności pomagało. Pierwszy. Drugi. Trzeci krok. Liczyła je, ostrożnie stawiając stopy i balansując z książką osadzoną na głowie. Ćwiczenia oklumencji uskuteczniane przez cały listopad i część grudnia również jej pomagały, łatwiej było jej się oddzielić od lęków i obaw. Ślub był jednak całkowicie realną perspektywą, miał odbyć się nie za miesiąc, a za cztery dni.
Cztery dni. Zagryzła lekko wargę i obróciła się z gracją w miejscu, idąc teraz w drugą stronę, wracając. Wyprostowała bardziej plecy i odetchnęła tak głęboko, na ile pozwalał jej gorset. Może kiedyś się do tego przyzwyczai.
Nagle usłyszała skrzypnięcie drzwi zwiastujące, że w mieszkaniu pojawił się Garrett. Jego przyjście wyrwało ją z zamyślenia. Zdjęła z głowy podręcznik i odłożyła go na stolik. Na dziś wystarczy już ćwiczeń, chyba że później, gdy brata zmorzy już sen, wróci tutaj i jeszcze trochę pospaceruje. W dniu ślubu musiała zaprezentować się perfekcyjnie.
Znowu przywołała na twarz pogodny uśmiech, z jakim chciała powitać brata, nie chcąc, by widział, jak bardzo się denerwowała, po czym wyszła z salonu do przedpokoju, gdzie rudowłosy auror właśnie zdejmował płaszcz.
Wiedziała, że za kilka dni nie będą już mieszkać razem. Garrett będzie wracać do pustego mieszkania, a ona nie będzie już mogła witać go, tak jak teraz.
- Garrett – powiedziała ciepło, choć nie bez cienia obawy. – Właśnie... Ćwiczyłam poruszanie się. Nie chciałabym ośmieszyć się na ślubie, to zbyt ważny dzień, by pozwolić sobie na błędy – odpowiedziała, opuszczając nieznacznie wzrok. Jeszcze tego brakowało, by wywróciła się lub zachwiała, idąc przez salę w stronę przyszłego męża! Albo zrujnowała ich pierwszy taniec. Musiała wywrzeć dobre wrażenie. Starać się podwójnie, w końcu znaczna część rodów nie darzyła Weasleyów szacunkiem ani zaufaniem. Byli uważani za osobników gorszej kategorii. To trzeba było zmienić, a Lyra, wychodząc za mąż za Glaucusa w ramach zaaranżowanego związku, miała zamiar uczynić pierwszy krok we właściwym kierunku.
Przeszła z nim do kuchni, siadając przy stoliku. Nadal musiała być wyprostowana, gorset nie pozwoliłby jej się zgarbić.
- Chętnie napiję się herbaty. Jak w pracy? – zdawała sobie sprawę, że po tym tajemniczym wypadku w listopadzie nie mógł zajmować się poważniejszymi sprawami, więc podejrzewała, że powierzono mu nużącą papierkową robotę. Uważała jednak, że powinien wypocząć i dojść do siebie, zanim zacznie się znowu forsować.
Nie chciała jednak, póki co, rozmawiać o samym ślubie, dlatego postanowiła zapytać go o coś innego.
- Glaucus zaprosił mnie do siebie na święta. Chciałbyś pójść ze mną? – spytała więc; Glaucus powiedział, że mogła zaprosić swoją rodzinę na świąteczny obiad, ale nie była pewna, czy Garrett się zgodzi.
Niczego, co dotyczyło brata, nie mogła być teraz pewna. Tak jak słusznie zauważył kiedyś w Mungu, każde z nich obierało inną drogę życia, a to czyniło ich relacje bardziej kruchymi niż kiedyś. A ona nie wiedziała, jak temu zaradzić. Może już nie dało się wrócić do tego, co było kiedyś?






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przedpokój   04.07.16 4:28

Chociaż dobiegły go słowa siostry, zbył opowieść o ćwiczeniach poruszania się milczeniem; zamiast tego pogrążył się w kuchennym chaosie, próbując odnaleźć się wśród stosów garnków, przypadkowo położonych sztućców, przetworów uwięzionych w szklanych słojach. Żyjąc w pośpiechu, rzadko kiedy stosował się do zasad wyznaczonych przez samego siebie - naczynia odkładał kompletnie nie tam, gdzie powinien, ponad misterny plan rozmieszczenia przyrządów wybierając nieporządek, w którym odnajdywał się wyłącznie on.
Choć czasem też miał z tym problem.
Tym razem się udało; porcelana zadzwoniła, gdy filiżanki stojące na blacie lekko o siebie uderzyły, a potem zanurkował w głąb kuchni, by w odległej szafce odnaleźć liście herbaty, którą zazwyczaj piła Lyra.
Ale skąd mógł wiedzieć, być może w trakcie brylowania na salonach odkryła nowe herbaciane smaki, które zasłużyły na miano jej ulubionych.
Jedynym gestem będącym wyrazem jego niezadowolenia było pojedyncze, niemalże niezauważalne drgnięcie ręki, które zaraz zniknęło, gdy wykonał ruch różdżką, aby filiżanka Lyry spokojnie pofrunęła w jej stronę.
- Raczej nic ciekawego. - Mimowolnie wzruszył ramionami, choć i tak nikt nie mógł tego zobaczyć. Przez chwilę patrzył na pudełko z chrupiącymi herbatnikami, jakby prowadząc wewnętrzne batalie, ale szybko skapitulował; powędrował dłonią po jeden z łakoci i odgryzł połowę. Drugą odłożył na spodek dzierżonej filiżanki. - Raporty, parę wezwań. Bez większych atrakcji - streścił niewylewnie aurorskie rewelacje, które rewelacyjnymi trudno było nazwać; dusił się w tej pułapce bezczynności i odliczał dni, jakie dzieliły go od nowego roku - styczeń (oprócz postarzenia go o kolejny, nieszczęsny rok) miał przynieść powrót do czynnej pracy. Wraz z całymi akcjami, pościgami, okaleczeniami, poważnymi klątwami i wycieczkami do Munga.
Może nie było to najbardziej odpowiedzialne, ale nie mógł się już tego doczekać.
Zamknął własną porcelanę pomiędzy palcami; gorąc rozgrzewał zziębnięte prawie na lód opuszki (znowu zapomniał wziąć rękawiczek) i delektował się tym ciepłem, nie zatapiając jeszcze ust w napoju - pozwolił parze unosić się i roztapiać te płatki śniegu czające się na skórze i we włosach, których nie osuszył dość niedbale rzuconym zaklęciem.
Teraz brakowało mu tylko koca, grubych skarpet, muzyki nuconej cicho przez gramofon i dobrej książki, w którą mógłby się wczytać, by zapomnieć o świecie.
Zaczął już marzyć o ciepłej pościeli i przyłożeniu twarzy do poduszki, kiedy coś tknęło go, by jednak się zatrzymać; oparł się o framugę drzwi prowadzących z kuchni do przedpokoju i spojrzał łagodnie na Lyrę, z której ust padło pytanie, jakiego spodziewał się najmniej.
Przełamał w palcach na pół pozostałości herbatnika i jedną z części włożył do ust. Gryząc, grał na czas; obawiał się, że gdyby odpowiedział natychmiastowo, odruchowo, powiedziałby coś, od czego wolałby się powstrzymać.
- Nie, nie chciałbym - zdecydował się po prostu powiedzieć; nie rozumiał, jak mogła w ogóle pomyśleć, że miałby na to ochotę. Przecież go znała (choć, prawdę mówiąc, coraz częściej zaczynał w to wątpić) - wiedziała, że stronił od blichtru, od dziwnych szlacheckich zasad. Nie wyobrażał sobie świąt spędzonych w iście sterylnych warunkach, z dbałością o każdy grymas. Nie wyobrażał sobie świąt spędzonych w towarzystwie niemalże obcych mu osób, które najpewniej wcale nie chciały poznać go bliżej i których obecności, prawdę mówiąc, on sam również nie potrzebował.
Od wymyślnej zabawy w teatr i doskonałe kukiełki znacznie wolał spotkanie z osobami, które ceniły go za to, kim był, a nie za to, kim mógłby się stać.
Upił łyk herbaty, choć nie powstrzymało to kolejnych słów, które zaraz wypadły mu z ust.
- Ale jestem pewien, że miło spędzisz z Traversami czas - stwierdził jakoś zaskakująco lekko, ze stuknięciem odstawiając filiżankę na spodek. - Na pewno docenią wysiłek, jaki wkładasz w naukę poruszania się niczym wzorowa szlachcianka. A Lady Travers bez zwątpienia udzieli ci kilku porad, dzięki którym reszta arystokracji nie zdoła spostrzec, że pochodzisz z tak marnej rodziny.
Jak gdyby nigdy nic, raz jeszcze połamał w palcach pozostałość herbatnika i niespiesznie włożył jedną z otrzymanych części do ust.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
 

Przedpokój

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Centrum :: St. Martin's Lane 45/3-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17