Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Magiczne zbiory

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Magiczne zbiory   10.02.16 14:59

First topic message reminder :

Magiczne zbiory

Wystrój utrzymany jest w zgodzie z architekturą budynku. Z wejścia zaskakują swoimi mocarnymi wielkościami wysokie regały z książkami. Aby ułatwić znajdowanie odpowiedniej lektury, co rusz ustawiono bezpieczne drabiny z podestem otoczonym barierką, umozliwiając czarodziejom poruszanie się wzdłuż wyższych kondygnacji półek, przesuwając się po szynach drabiny z pomocą magicznego zaklęcia: Depulso, popychającego podest dalej.  Wstępu mugolom do tego miejsca broni magiczne zaklęcie otaczające pobliskie korytarze, wywołujące w mugolach poczucie, że czegoś zapomnieli zrobić i natychmiast powinni opuścić teren wokół katedry, udając się w inną lokalizację. Zaczarowane księgi znajdują się również w innych częściach sali, tutaj jednak są zgromadzone ich największe zbiory.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Cressida Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3780-cressida-travers http://www.morsmordre.net/t3839-poczta-cressidy#71805 http://www.morsmordre.net/t3840-syrenka#71808 http://www.morsmordre.net/f139-norfolk-dwor-traversow http://www.morsmordre.net/t3845-cressida-travers
trytońska dyplomatka, tłumaczka, poszukiwaczka skarbów
21
Szlachetna
Panna
I am an ocean, I am the sea.
There is a world inside of me.
5
5
3
6
5
0
0
2
Półwila
we live as we dream

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   15.10.16 21:47

Być może kiedyś będzie nam dane wymienić poglądy na temat rejestrowania się animagów, jednak ten dzień jeszcze nie nadszedł; nie mieliśmy żadnego pojęcia, o czym myśli to drugie, chociaż może to i dobrze, bo wymiana argumentów między nami na pewno nie należałaby do najmilszych. Już sama spokojna rozmowa z Morgothem była dla mnie pewnego rodzaju abstrakcją, ale weszłam w jego grę, ciekawa tego, do czego zmierza.
Wydawało mi się, że wychwyciłam w jego oczach moment, w którym pomyślał o siostrze, on także musiał zdawać sobie sprawę, że i ja pomyślałam o Lei. Co prawda oceniałam ich zupełnie inaczej i twierdziłam, że nie mogliby być bardziej różni, jednak tę ocenę zatrzymywałam dla siebie, starając się nie dręczyć przyjaciółki tak błahym tematem.
Nawet teraz, stojąc przecież w tym samym dziale, pragnąc tej samej książki, nie przyszło mi do głowy by zaproponować Yaxleyowi połączenie sił. Być może wyszłoby to na naszą korzyść, szybciej poznalibyśmy tajniki animagii, wymienilibyśmy się brakującymi fragmentami wiedzy. Oczywiście, że każde z nas miało już osobę, która nas uczyła i z której braliśmy przykład, mimo wszystko podzielenie się doświadczeniem na pewno nie zaszkodziłoby w całym tym procesie. Co stało na przeszkodzie? Nasza duma, upór? Animozje z przeszłości? Nie znałam dobrej odpowiedzi na to pytanie i chyba nie miałam czasu zaprzątać sobie tym głowy; postawiłam przecież przed sobą jasny, konkretny cel.
Enigmatyczna odpowiedź Morgotha sprawiła, że na moich ustach zatańczył lekko złośliwy uśmieszek. Miałam wrażenie, że wracaliśmy do szkolnych czasów słownych potyczek, ale musiałam przyznać, że wcale nie byłam z tego powodu zrezygnowana. Raczej podejmowałam wyzwanie.
- Nie spodziewałabym się tego po tobie, szczerze mówiąc – przeszłam na ty, kompletnie nie zawracając sobie głowy grzecznościami. I tak miał szczęście, że nie wypowiedział głośno swoich spostrzeżeń, jakobym wyglądała na chorą. Gdyby mu się wymsknęły, mogłyby niebezpiecznie połechtać mój odziedziczony po matce temperamentu półwili.
Prawda była taka, że nie wiele wiedziałam o starszym bracie Lei, poza jego zawodem i tym, co prezentował sobą w szkole, uważałam, że byliśmy sobie tak dalecy, jak to tylko możliwe. Nagle okazywało się, że łączy nas więcej, niż sami chyba byśmy chcieli.
- Owszem, nie wyłamałam się z rodzinnej tradycji i pilnie pielęgnuję w sobie zamiłowanie do transmutacji – odpowiedziałam grzecznie, podążając we wskazanym kierunku. Nie miałam najmniejszej potrzeby odpoczynku, skoro jednak mężczyzna chciał mnie widzieć w pozycji siedzącej, kimże byłam, by opierać się jego zachciankom?
Usiadłam więc i oparłam się wygodnie, książkę kładąc sobie na kolanach i opuszkami palców przejeżdżając po jej okładce, badając fakturę i jedocześnie zwracając uwagę na to, że tom jest mój.
- Może przejdziemy już do momentu, w którym proponujesz mi to, co za pewne chcesz zaproponować w zamian za książkę? – uśmiechnęłam się lekko, choć nie drwiłam z niego przecież, raczej oszczędzałam nam obojgu zbędnych podchodów i irytacji. Byliśmy już przecież tacy dorośli.







My name is pearl and I’ll love you the best way I know how. My blonde curls slice through your heart and the siren
come calling in the night, till the light.
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   15.10.16 22:44

Morgoth nie pomyślał o czymś takim jak dzielenie się wiedzą. Był typem samotnika we wszystkim. Od przebywania wśród ludzi, po stosowanie tego w praktyce, a na koniec również jeśli chodziło o naukę. Wolał jeśli już dzielić się z tym z kimś komu ufał. Jak na przykład babka Flint - miał w niej niepodważalny autorytet pod każdym względem. Nie sądził, żeby mógł pozwolić komuś na oglądanie jego słabości bez szacunku i zaufania, którymi tego kogoś obdarzył. Nie był też człowiekiem patrzącym na urazy z przeszłości. A przynajmniej nie tak niewinne jak te między lady Travers a nim. Potyczki słowne były na porządku dziennym i to nie tylko z Cressidą. Często spotykał się z innymi przedstawicielami lub przedstawicielkami innych rodów szlacheckich, którzy tylko czekali na to, aż zapędzą go w kozi róg. Raczej jego małomówność i ucinanie wszelkich dopytek sprawiała, że nie stawał się przegranym. Otaczał się jedynie małą grupką osób, które zasługiwały na jego uwagę, chociaż i oni potrafili być niesamowicie męczący. Nie zamierzał wyzywać Traversówny, ale nie zamierzał jej też wyprowadzać z błędu. W końcu wszystko byle tylko zapomnieć, co się wydarzyło na wybrzeżu.
- Wnioskując po naszej krótkiej znajomości, dziwię się, że w ogóle czegoś się po mnie spodziewałaś, lady Travers - odpowiedział na jej słowa, w których zignorowała grzeczności. Skoro chciała, mogła się do niego zwracać po imieniu. On nie zamierzał przechodzić na ten sam ton. W końcu każdy odpowiadał za siebie. Jeśli chodziło o jego spostrzeżenia, nie miały nigdy zostać przytykiem. Dodatkowo nigdy by też nie wypowiedział ich na głos. Mógł wydawać się ludziom oschły, zimny i niedostępny, ale nigdy nie mówił ludziom rzeczy nieuprzejmych. Taki był i taki miał pozostać. On również nie wiedział za dużo o swojej towarzyszce, ale nigdy nie interesował się szczególnie jej osobą. Wiedział jedynie, że przyjaźniły się z Leią i chociaż jak każdy Yaxley znał historię każdego z rodów i powiązanie ich z magią, o współczesnych członkach rodzin arystokratycznych wiedział tylko jak się nazywali, czym się zajmowali oraz że istnieli. - To się ceni - odpowiedział na jej wytłumaczenie, co było prawdą. Mało kto z młodego pokolenia szlachciców niestety przykładało wagę do tradycji. Jako zatwardziały tradycjonalista niezwykle nad tym ubolewał. Zanim ruszyli ku siedzeniom, machnął ręką, by wskazane książki do niego przyleciały i delikatnie osiadły na lekkim biurku obok nich. Wszystkie były cenne, ale... No, właśnie. Gdy dziewczyna usiadła, Morgoth stał jeszcze przez chwilę, słuchając jej kolejnych słów.
- Jedyne co mnie ogranicza to czas - powiedział, wiedząc, że każdą lekturę trzeba było koniec końców oddać z powrotem do biblioteki. Zniósł jej spojrzenie, nie zmieniając wyrazu twarzy. Czasem zastanawiał się dlaczego większość, jak nie wszystkie, szlachcianki porównywał do jednej i z Cressidą nie było inaczej.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Cressida Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3780-cressida-travers http://www.morsmordre.net/t3839-poczta-cressidy#71805 http://www.morsmordre.net/t3840-syrenka#71808 http://www.morsmordre.net/f139-norfolk-dwor-traversow http://www.morsmordre.net/t3845-cressida-travers
trytońska dyplomatka, tłumaczka, poszukiwaczka skarbów
21
Szlachetna
Panna
I am an ocean, I am the sea.
There is a world inside of me.
5
5
3
6
5
0
0
2
Półwila
we live as we dream

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   19.10.16 14:34

Indywidualiści często mieli o sobie zbyt wysokie mniemanie i o to samo podejrzewałam teraz także stojącego przede mną mężczyznę. Spokojny i grzeczny, nie dawał się wyprowadzić z równowagi, a choć otwarcie przecież do tego nie dążyłam, trochę tęskniłam za taką wymianą zdań, która mogła pozostawić mnie całą w emocjach. Trudno, skoro panicz Yaxley nie chciał mi tego dać, nie zamierzałam naciskać i wytwarzać między nami sztucznego sporu. Nie taka była moja natura i miejsce także nie było odpowiednie – mimo pory, wciąż moglibyśmy komuś przeszkodzić, zostawić po sobie złe wrażenie i być może nie być tu mile widziani w przyszłości. A tego bym nie chciała.
- Słuszna uwaga –zgodziłam się więc ze swoim towarzyszem, z przykrością zauważając, że on wcale nie porzucił grzecznościowego tonu i najwyraźniej miał mnie za nieumiejącą się zachować smarkulę – Choć nie mogę powiedzieć, bym zaskoczyła się niemile. Teraz wiem o tobie już trochę więcej i kto wie, jak to wykorzystam?
Moje ostatnie słowa miały być tylko niezobowiązującym żartem, przecież nie chciałam nikomu donosić i rozpowiadać, że spotkałam Morgotha Yaxleya, którego najwyraźniej interesuje animagia. Plotki nie były moją domeną, choć większość szlachcianek się w nich wręcz lubowała. Na szczęście mężczyzna zapewne wywnioskował po moim tonie, że nie miałam na myśli nic złego, nie groziłam mu w żaden sposób, raczej tylko trochę się droczyłam. Nawyk!
Przywołał książki do stolika, co trochę mnie zdziwiło, ale pomyślałam, że być może będzie chciał pokazać mi jakiś inny tom i spróbować się wymienić. Gdyby zaprezentował mi inną książkę zamiast tej, którą trzymałam na kolanach, zapewne dostałabym to, czego chciałam i odmówiłabym uprzejmie, jednak Morgoth nie podjął gry, której się spodziewałam. Jego dystans kazał mi sądzić, że albo jest myślami gdzie indziej, albo to tylko wspaniała taktyka i zamierza przeczekać do momentu, aż znudzę się wymianą zdań oraz książką.
- To bardzo dojrzałe podejście – przyznałam nie bez zdziwienia, ukrywając w tym zdaniu mały komplement, uważałam bowiem, że z tym poważnym mężczyzną, jakiego miałam przed sobą, przyjdzie mi się dogadać znacznie prościej – Od dawna interesujesz się tematem. Próbowałeś już?
Porzuciłam swoją wcześniejszą tezę, jakobym nie była zainteresowana dlaczego akurat on przystanął w dziale o animagii. Pochyliłam się nieco do przodu mając nadzieję na szczerą odpowiedź z ust rozmówcy.







My name is pearl and I’ll love you the best way I know how. My blonde curls slice through your heart and the siren
come calling in the night, till the light.
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   20.10.16 13:34

Morgoth nie chciał żadnych rozmów z naleciałościami dawnej rywalizacji. Był zmęczony. Czuł się przytłoczony nie tylko ostatnimi wydarzeniami, ale też uwagą jaką zaczęły mu poświęcać matka z Leią. Widziały, że jeszcze bardziej się wycofał i nie był już tym samym człowiekiem co wcześniej. Jeśli wtedy posiadał jakieś względnie pozytywne emocje, teraz był zupełnie z nich wyprany. Wszystko co go interesowało oddał i stracił. Nic dziwnego więc że świat zaczął go przytłaczać i znalazł dla siebie alternatywę - samodoskonalenie, które towarzyszyło mu od zawsze, ale teraz poświęcił się mu z całą mocą.
Zerknął na Cressidę, która wydawała się niepocieszona podłączeniem się do przejścia na ty. Nigdy nie był człowiekiem, który z łatwością przechodził na takie stosunki. Dla niego trzymanie się tytułów i zwrotów grzecznościowych było wyrazem szacunku. Tak został wychowany i tego miał się trzymać. Niezależnie od nikogo i od niczego. Zresztą ostatnie powiedzenie do kobiety po imieniu nie zakończyło się dla nich najlepiej. Nie wiązał tego w jakikolwiek z panną Travers, ale samo wspomnienie nie sprzyjało jego nastrojowi, który i tak był paskudny. Nie było to niczyją winą - tylko jego samego. Jednak na ostatnie słowa dziewczyny lekko się uśmiechnął. Prawie niedostrzegalnie prawy kącik ust Morgotha podjechał w górę. I chociaż oboje zdawali sobie sprawę, że w tych słowach było dużo prawdy o szlacheckim świecie, ku ich utrapieniu, nie dotyczyło to Cressidy. A przynajmniej Yaxley nie był w stanie w to uwierzyć.
- Kiedy ludzie cię chwalą, nie kroczysz własną drogą - odparł ponownie, zajmując się przywołanymi książkami. I chociaż zrozumiał jej wypowiedź pod każdym względem, nie mógł nie powiedzieć słowa o przyjmowaniu takich komplementów. Uważał, że w ich świecie było za dużo fałszywych i pustych zdań, za mało szczerości i prawdziwych relacji. Niestety on stracił jedną z nich bezpowrotnie i zamierzał żyć z tą świadomością do końca swoich dni. Przez chwilę zajęty jedną z lektur, szukając czegoś odpowiedniego. Czegoś, co mogłoby mu pomóc. W pewnym momencie jednak musiał się wstrzymać i przeniósł uwagę na lady Travers. Patrzył na nią zielonymi oczami przez chwilę, zanim odpowiedział:
- Tak.
Krótki i oszczędny w słowach jak zawsze.
- Czasem wydaje mi się, że tak jest nawet lepiej - dodał bardziej do siebie niż do Cressidy. Dlaczego nie miał tego pociągnąć? Chociaż przez chwilę, by oderwać się. - A jak to wygląda w rodzinie Travers, jeśli mogę spytać? Panna dopiero zaczyna?




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Cressida Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3780-cressida-travers http://www.morsmordre.net/t3839-poczta-cressidy#71805 http://www.morsmordre.net/t3840-syrenka#71808 http://www.morsmordre.net/f139-norfolk-dwor-traversow http://www.morsmordre.net/t3845-cressida-travers
trytońska dyplomatka, tłumaczka, poszukiwaczka skarbów
21
Szlachetna
Panna
I am an ocean, I am the sea.
There is a world inside of me.
5
5
3
6
5
0
0
2
Półwila
we live as we dream

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   29.10.16 15:38

Nie miałam pojęcia o tym, co ostatnio przechodził Morgoth, zresztą skąd mogłabym wiedzieć? Nie wyciągałam od jego siostry informacji na jego temat, nie zwracałam uwagi na salonowe plotki, więc nie mogłam powiązać jego zachowania i podejścia z jakąś nagłą zmianą. Miałam po prostu wrażenie, że mężczyzna nie jest w najlepszym nastroju, jednak nie byłam osobą, z którą chciałby o tym dyskutować. Postanowiłam więc nie męczyć go zbytnio, skoro myślami i tak na pewno był przy zupełnie innym temacie.
- Mały komplement nie zaszkodzi – nie zgodziłam się z nim, przecież moje słowa nie były okraszone fałszem – A nawet pomaga nabrać trochę pewności siebie w dążeniu do celów – oczywiście, że nie dla wszystkich ta metoda była najlepszą, jednak w moim przypadku się sprawdziła i chciałam pozostawić ją jako dobrą radę swojemu niecodziennemu towarzyszowi.
Obserwowałam go przez chwilę, gdy przeglądał swoje książki – co kryło się pod tą czupryną, czy to możliwe, że Morgoth Yaxley był najzwyczajniej w świecie smutny? Myślałam, że młodymi szlachcicami nie targają takie emocje, lecz opiekun smoków wydawał mi się w tej chwili znacznie bardziej ludzki, niż kiedykolwiek wcześniej.
Gdybyśmy czytali sobie w myślach i mieli do siebie nieco inny stosunek, być może nawet wymienilibyśmy się wrażeniami po utracie pięknych i szczerych relacji, bowiem nie tylko on stracił niedawno kogoś bliskiego. Zamiast tego trwaliśmy wciąż w rozmowie, która powoli przeradzała się w niezobowiązującą pogawędkę.
Czy powinnam być zdziwiona, że próbował już przemieniać się w zwierzę? Biorąc pod uwagę te cechy jego charakteru, które kojarzyłam z przeszłości, absolutnie nie powinno być to dla mnie zaskoczeniem. Zawsze był ambitny i skupiony na osiąganiu swoich celów, dlaczego więc w tym przypadku miałoby być inaczej? Niemniej jednak na mojej twarzy nie wymalował się podziw, a jedynie lekka aprobata.
- Bo czasem naprawdę jest – przyznałam cicho, choć nie miałam jeszcze takiego doświadczenia w animagii to odcinanie się od rzeczywistości opanowałam do perfekcji – O dziwo nikt tego ode mnie nie wymaga ani właściwie się nie spodziewa, to po moich braciach oczekuje się tej ambicji. Zaskoczę ich w swoim czasie, bo dopiero zaczynam – przyznałam; dobrze mnie ocenił.
Znowu zwróciłam swoją uwagę na książkę, którą trzymałam w rękach, jednak w tej chwili nie odczuwałam już takiego podekscytowania zdobyciem woluminu, jak choćby kilka chwil wcześniej. Co sprawiło, że zmieniłam nastawienie? Czyżby Morgoth wziął mnie na litość.
- Przeczytam ją szybko i dam Ci znać, gdy zwrócę ją do biblioteki – oznajmiłam nagle, zdziwiona własną otwartością i propozycją – Mam nadzieję, że szybko osiągniesz to, czego pragniesz.
Nie było sensu zamęczać go bardziej, wyraźnie dręczyło go coś, co nie było związanie ani z moją osobą, ani z nauką animagii. Postanowiłam odpuścić, podniosłam się więc z fotela, pożegnałam uprzejmie i spokojnym krokiem wycofałam spomiędzy regałów. W sprawie książki zamierzałam dotrzymać obietnicy.

| zt x 2







My name is pearl and I’ll love you the best way I know how. My blonde curls slice through your heart and the siren
come calling in the night, till the light.
Powrót do góry Go down
Abelard McLaggen
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3993-abelard-mclaggen http://www.morsmordre.net/t4004-vega http://www.morsmordre.net/t4009-abelard
teoretyk magii
29
Mugolska
Kawaler
you'll never have the comfort of our silence
6
8
1
0
10
0
0
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   28.11.16 16:35

Istnieją codzienne sytuacje, które potrafią wyjątkowo wyraźnie zarysować różnice między doświadczającymi ich ludźmi; sposób zachowania się w budynku poważnej biblioteki zdecydowanie był jedną z nich. Ci, którzy doświadczali jej nieco ponurego i statecznego majestatu po raz pierwszy, zwykle starali się nie zwracać na siebie uwagi, przemykając nieśmiało z sali do sali i od kontuaru do kontuaru. Ci, którzy zdążyli przyzwyczaić się już do podobnych miejsc, powtarzali mechanicznie swoje rutynowe ruchy i słowa, lecz nawet oni zapominali czasem o zasadach rządzących biblioteką – przede wszystkim o niemiłosiernie długim czasie, jaki upływał od zamówienia książek do ich otrzymania (zwłaszcza, gdy nierozważnie zażyczyli sobie Niewidzialnej księgi niewidzialności), przez co skazywali samych siebie na około pół godziny monotonnej nudy i bezczynnego kręcenia się na krześle. Zaplanowanie zajęcia na te chwile oczekiwania wymagało wcześniejszego zastanowienia, które wypracowywało się zwykle po odsiedzeniu w znudzeniu łącznie kilku godzin.
Nie trzeba było zastanawiać się, do której z tych grup zaliczał się Abelard McLaggen. Złożywszy u młodej, uśmiechniętej bibliotekarki listę zamawianych książek, ruszył w stronę wolnych miejsc przy oknie, gdzie wyciągnął ze skórzanego neseseru poranne wydanie Proroka i skupił się na pobieżnym przeglądaniu artykułów. Pobieżnym – bo ostatnimi miesiącami odkrył, że czytanie gazet od deski do deski jedynie pogarszało jego zdanie o świecie dookoła, oraz wzbudzało w nim uczucie trudnej do odpędzenia melancholii. Ze wszech miar słusznej, oczywiście, ale znacznie utrudniającej życie.
Abelard wyglądał tak spokojnie i profesjonalnie, jak tylko potrafił. Poza ta nie do końca wytrzymywała próbę pilniejszej obserwacji: co jakiś czas odrywał wzrok od zadrukowanych stron, by obrzucić otoczenie uważniejszym spojrzeniem, a różdżkę trzymał nie tylko na wierzchu, ale wystarczająco blisko ręki, by w razie konieczności mógł szybko ją chwycić. Czasy były niebezpieczne, i choć mężczyzna nie spodziewał się, by ktokolwiek planował zaatakować publiczną bibliotekę w świetle dnia, wolał upewnić się, że będzie przygotowany na taką okoliczność.
Na szczęście dla niego, nikt nie wydawał się specjalnie zainteresowany jego zachowaniem, a najbardziej stresującym wydarzeniem poranka było jedynie siarczyste kichnięcie starszego czarodzieja siedzącego z tyłu sali.


Powrót do góry Go down
Peony Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3392-peony-sprout http://www.morsmordre.net/t3422-zafir#59251 http://www.morsmordre.net/t3421-piwonia#59246 http://www.morsmordre.net/f105-west-country-dolina-godryka-73 http://www.morsmordre.net/t3742-peony-sprout
własna hodowla Mandragor & warzenie eliksirów
27
Czysta
Wdowa
nie widziałam cię już od miesiąca. nic.

jes­tem może bledsza,

trochę śpiąca, trochę bar­dziej milcząca, lecz wi­dać można żyć bez powietrza.
2
13
19
1
0
0
4
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   28.11.16 19:46

/ 19 marca może być?

Przez lata Peony była zmuszana do rezygnowania ze swoich planów i marzeń. Mogłaby zrzucić wszystko na to co spotkało ją w życiu, ale to nie byłoby do końca prawdą. To było coś za czym Peony mogła się po prostu chować uciekając od prawdziwych powodów. Pomysł by napisać coś o Mandragorach pojawił się jej w głowie dawno temu. Pamiętała te zajęcia na kursie alchemicznym, na których wiedzą o tych roślinach przewyższała nawet samego wykładowcę. Ale chyba tak to czasem wygląda prawda? Kiedy coś cię interesuje, pociąga i czujesz się w tym dobrze to wiedza przychodzi do ciebie bez większych zahamowań. Po prostu się nią cieszysz. Wtedy też pomyślała, że ludzie czasami nie mają czasu szukać informacji w wielu książkach by znaleźć odpowiedź na jedno ciągle nurtujące pytanie. Pomysł ten ożył by później po prostu wyparować. Stłamszony i zamieciony pod dywan. Teraz już nie była tą samą naiwną dziewczyną. Wiedziała, że nikt za nią życia nie przeżyje. Wiedziała, że dopiero teraz może sobie pozwolić na realizację. Nie tylko planów, koniecznych do zrealizowania teraz i tu. Także planów, których nie zdążyła zrealizować tłamsząc je w zarodku. Ostatnia wizyta w bibliotece przyniosła jej wiele niespodzianek. Niespodzianek, które pewnie nie jedną osobę skutecznie odrzuciłyby od tego miejsca. Ona jednak nie miała zamiaru rezygnować tylko dlatego, że wcześniej w tym miejscu przyszło jej spotkać ducha. Dzisiejsza typowo Londyńska pogoda pokrzyżowała plany wszystkim marzącym o pierwszym wiosennym spacerze. Peony przekraczając próg biblioteki wcale nie spodziewała się pustek. Nie ma lepszego sposobu na spędzenie takiego dnia jak z dobrą książką w dłoni. Roiło się tu od czarodziei w różnym wieku zaczynając od starych wyjadaczy a kończąc na młodszych wysyłanych przez rodziców by nie tracili nawet dnia – edukacja ważna rzecz. Niosąc kilka książek weszła działu z magicznymi zbiorami szukając jakiegoś wolnego miejsca. Westchnęła czując marne szanse na to by w tym tłumie znaleźć choć jedno wolne krzesło. Ruszyła w głąb działu mijając siedzących nawet na podłodze czarodziei. Słuchając jedynie odgłosu uderzania obcasów swoich butów o zimny marmur czuła, że wszyscy na nią patrzą. Przyśpieszyła kroku i wtedy jej oczom ukazało się jedno, ostatnie prawdopodobnie w całej bibliotece wolne miejsce. Podeszła do siedzącego przy stoliku mężczyzny i uśmiechnęła się. - Przepraszam czy wolne? - zapytała mając nadzieje, że mężczyzna nie odeśle ją niszcząc przy tym wiarę w resztki jej szczęścia. - Ta pogoda zmusza ludzi do walki o wiedzę. - mruknęła. Miała wrażenie, że zna siedzącego przy stoliku mężczyznę. Miała wrażenie, że to nie pierwszy raz kiedy ze sobą rozmawiają. Jednak nie mogła być tego pewna w stu procentach dlatego na razie wolała nie poruszać tego typu tematów.




do not cry because it is over
smile because it happened

Powrót do góry Go down
Abelard McLaggen
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3993-abelard-mclaggen http://www.morsmordre.net/t4004-vega http://www.morsmordre.net/t4009-abelard
teoretyk magii
29
Mugolska
Kawaler
you'll never have the comfort of our silence
6
8
1
0
10
0
0
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   30.11.16 16:10

/jasne


Cień ludzkiej sylwetki padł na wydrukowane na lichym papierze słowa, a Abelard spojrzał na stojącą obok kobietę wciąż odrobinę zamyślonym wzrokiem.
- Tak, oczywiście - odpowiedział, po czym szybko i nienachalnie zlustrował ją wzrokiem, dochodząc do dość pochlebnych wniosków: młoda, zadbana, o miłej i grzecznej powierzchowności. Na słowa Peony uśmiechnął się lekko, błyskając równymi zębami, i pokręcił głową.
- Nie ma pani zbyt dobrego zdania o ludzkim głodzie wiedzy, jak widzę - stwierdził, ale nieschodzący mu z twarzy uśmiech jasno sugerował, że nie mówi tych słów z pełną powagą - jeśli jego źródła upatruje pani w pogodzie.
Rozejrzał się jeszcze raz po sali. Faktycznie, w ciągu ostatnich minut niespodziewanie się zapełniła.
- Chociaż muszę przyznać pani rację, niecodzienny tłok - zaśmiał się cicho, by nie drażnić niepotrzebnie bibliotekarskiego personelu, po czym jeszcze raz spojrzał na nowo poznaną kobietę. Ale czy na pewno nowo poznaną? Miał wrażenie, że kiedyś już nie tylko widział jej drobną postać, ale również słyszał ten miły dla ucha głos. Gdzie i kiedy? Intuicja lub strzępki wspomnień podpowiadały mu, że musiało to być przynajmniej parę lat temu. Fakt, że ostatnie kilkanaście miesięcy nie dały mu zbyt wielu okazji do poznawania nowych ludzi, zdawał się jedynie potwierdzać te podejrzenia.
- Przepraszam, czy my się przypadkiem nie znamy? - zapytał, odkładając gazetę i odwracając się w kierunku Peony. Myśl, że zachowywał się w tej chwili jak kiepski podrywacz, nawet nie przemknęła mu przez głowę: sama próba przyporządkowania się do podobnej grupy głęboko uraziłaby jego dumę.


Powrót do góry Go down
Peony Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3392-peony-sprout http://www.morsmordre.net/t3422-zafir#59251 http://www.morsmordre.net/t3421-piwonia#59246 http://www.morsmordre.net/f105-west-country-dolina-godryka-73 http://www.morsmordre.net/t3742-peony-sprout
własna hodowla Mandragor & warzenie eliksirów
27
Czysta
Wdowa
nie widziałam cię już od miesiąca. nic.

jes­tem może bledsza,

trochę śpiąca, trochę bar­dziej milcząca, lecz wi­dać można żyć bez powietrza.
2
13
19
1
0
0
4
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   01.12.16 23:34

Oczywiście wierzyła, że ludzie łakną wiedzy. Wierzyła, że drzemie w nich niemożliwa do odparcia chęć poznawania tego co nowe i tego co nieznane. Nie wierzyła jednak, że to chęć poszerzania horyzontów sprowadziła tych wszystkich ludzi do biblioteki dzisiejszego, deszczowego dnia. Słysząc jednak pytanie, które padło z ust mężczyzny uśmiechnęła się delikatnie rozkładając książki na stole. - Z wiedzą zawsze należy być ostrożnym. Dlatego czasami lepiej nie pokładać zbyt wielu nadziei w ludzkie wybory. Wole wierzyć, że to wina pogody niż oczekiwać kolejnego pokolenia geniuszy. - skwitowała wzruszając lekko ramionami. Wszystkie słowa wypowiedziała jednak szeptem. Biblioteka była miejscem, w którym rozmowy nie były mile widziane, a rozmówcy często wypraszani za drzwi. - Tłoczno, ale na szczęście udało mi się wypożyczyć ostatnie egzemplarze. Chyba nikt nie chce czytać o zielarstwie. - dodała jeszcze. To nie wróżyło niczego dobrego. W końcu sama miała zamiar napisać książkę o Mandragorach. Skoro jednak była jedną z nielicznych chcących o roślinach czytać to nie była pewna czy wydawanie książki było potrzebne. Miała zamiar tą myśl zdusić w zarodku szybciej niż mogła dojść do jej sumienia. Nie miała przecież wątpliwości, a to była jej szansa. Uśmiechając się do mężczyzny wróciła do rozłożonych przed nią książek i sięgnęła po jedną ze starych podręczników szkolnych. Liczył się każdy rozdział poświęcony jej cudownym roślinom. Musiała wiedzieć o czym warto, a o czym nie warto pisać. Chociaż znając ją to będzie tam dosłownie wszystko. Słysząc kolejne pytanie mężczyzny szatynka podniosła wzrok znad otwartej książki i niemalże parsknęła śmiechem. Przecież sama chciała mu zadać podobne pytanie. A to nie mógł być po prostu zbieg okoliczności. - Właściwie to chciałam zapytać o to samo, bo wydaje mi się Pan być znajomy. - powiedziała szczerze zamyślając się nad tym skąd mogłaby go znać. - Zawsze w takich sytuacjach pierwsze o co pytam to szkoła… myślę, że mogliśmy się poznać w szkole. - i choć mówią o szkole czuła jakby to było zupełnie inne życie to nie ignorowała faktu, że to wszystko ciągle w niej siedziało. Ludzi, których poznała. Sytuacje jakie przeżyła. Była z nich dumna, była za nie wdzięczna. Musieli się gdzieś spotkać. Wiedziała, że są ludzie, którzy po swoim wyglądem po prostu przypominają ludzi dobrze nam znanych jednak czuła, że za tym kryje się coś więcej niż czyste podobieństwo.




do not cry because it is over
smile because it happened

Powrót do góry Go down
Abelard McLaggen
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3993-abelard-mclaggen http://www.morsmordre.net/t4004-vega http://www.morsmordre.net/t4009-abelard
teoretyk magii
29
Mugolska
Kawaler
you'll never have the comfort of our silence
6
8
1
0
10
0
0
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   06.12.16 21:07

Zanim Abelard zdążył odpowiedzieć, cichy terkot wózka bibliotecznego wózka oznajmił mu przybicie ksiąg, które zamówił wcześniej z magazynu. Podziękował bibliotekarce skinieniem głowy, a następnie z cichym westchnieniem zaczął układać tomiszcza przed sobą, w rozsądnym i zgodnym z wcześniej zrobionymi notatkami porządku. Głównym efektem jego starań była mała chmurka kurzu, która uniosła się znad De incantatore dictio, abo Rozprawa o oględnym y układnym Magyi intonowaniu, w troje ksiąg zawarta, na większą chwałę Afektów lorda Westershire, Roku Pańskiego 1750 Drukiem publikowane i ogłoszone, niemiłosiernie rozwlekłego tekstu, w którym większość tez była kompletnie bzdurna, za to te, które nie były, miały charakter iście rewolucyjny, a z jakiegoś powodu nie odbiły się nigdy większym echem. Chociaż, po kilku dniach przedzierania się przez tekst tak zawiły i gęsty, Abelard przestawał się tym dziwić. Prawdopodobnie nawet współcześni pisarzowi nie mieli najmniejszej ochoty na zagłębianie się w podobnie sformułowane dywagacje.
- Być może zainteresowanie zielarstwem wymaga zalet, których większość nie posiada - dopowiedział cicho, sponad kart sakramenckiej rozprawy, przypominając sobie o przerwanej rozmowie. - Cierpliwości, między innymi.

Zielarstwo... Przez chwilę zastanawiał się, czy nie była może uczestniczką jednej z niewielkiej liczby konferencji naukowych, na których Abelard miał okazję być, ale nie przypominał sobie, by pojawiał się tam ktokolwiek zajmujący zielarstwem - chociaż, oczywiście, zainteresowania badawcze potrafiły zmienić się z dnia na dzień.
- To bardzo możliwe - stwierdził w odpowiedzi na jej sugestię. Chwila zastanowienia, w której Abelard ponownie przywołał na usta lekki uśmiech, po czym dodał szeptem:
- Ravenclaw, rocznik '38.


Powrót do góry Go down
Peony Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3392-peony-sprout http://www.morsmordre.net/t3422-zafir#59251 http://www.morsmordre.net/t3421-piwonia#59246 http://www.morsmordre.net/f105-west-country-dolina-godryka-73 http://www.morsmordre.net/t3742-peony-sprout
własna hodowla Mandragor & warzenie eliksirów
27
Czysta
Wdowa
nie widziałam cię już od miesiąca. nic.

jes­tem może bledsza,

trochę śpiąca, trochę bar­dziej milcząca, lecz wi­dać można żyć bez powietrza.
2
13
19
1
0
0
4
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   07.12.16 9:59

Nigdy nie patrzyła na zielarstwo jak na coś na czym szczególnie trzeba się skupiać. Po części miała do we krwi, po części nie wynikało to z jej zainteresowań, a tego, że w jej domu każdy podstawy znać po prostu musiał. Nawet jeśli potem wybierał inną ścieżkę to smykałkę do tego miał już do końca życia. Ona chciała zostać zielarką. To zawsze było to co ją uspokajało. Czekanie aż wyrosną, dbanie by rosły dobrze, wyrywanie w dobrym dla nich czasie. Z jej mandragorami było trochę jak z dziećmi. Nie bez powodu też tak wyglądały. To, że Peony wybrała akurat tę roślinę nie jest przypadkowe. To długa historia o tym jak niektóre rośliny mogą nas po prostu uratować. Ona miała szczęście. Wychowana w takim duchu nie musiała się martwić o to czy ma cierpliwość do bycia zielarką czy jej nie ma. Postawiona przed faktem dokonanym mogła właściwie zrozumieć dlaczego ludziom jest ciężko sięgać do ziół. Skinęła głową spoglądając na rozkładane przez mężczyznę książki. Widać było, że niektóre z nich również nie były zbyt często używane. Teraz każdy młody czarodziej albo chce zostać aurorem, albo policjantem, albo uzdrowicielem. Niektóre zawody po prostu im przepadają. Taka kolej rzeczy. Nie znała jednak żadnej z tych książek choć podejrzewała, że dotyczą one historii magii. Wróciła spojrzeniem do mężczyzny i słysząc jego słowa uśmiechnęła się szeroko. Bardzo często stawiała na szkołę, bo w końcu przewijało się w niej tyle osób, że trudno było o wszystkich pamiętać jeszcze po tylu latach. -  Hufflepuff, rocznik '40. - odparła przysuwając krzesło bliżej stołu tak by bardziej słyszeć mężczyznę. W końcu nie chcieli zostać wyrzuceni za rozmawianie w bibliotece, a szepty musiały być ciche, bo w takich miejscu wszystko niesie się jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki. Chwila zastanowienia wystarczyła by Peony dodała dwa do dwóch w tym momencie rocznik z twarzą mężczyzny. - Abelard, prawda? - zapytała bo akurat do imion to miała pamięć. Gorzej było z nazwiskami. - Peony Sprout. - wskazała na siebie palcem z uśmiechem. - Pamiętasz? Pomogłeś mi napisać projekt ze starożytnych runów w bibliotece. - dodała.




do not cry because it is over
smile because it happened

Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   28.12.16 13:52

|3 kwietnia

Niepozorna sowa, która przycupnęła na szerokim parapecie dworu w Shropshire nie mogłaby wzbudzić niczyich podejrzeń. Avery jednak doskonale wiedział, czyje słowa przynosi. I mógłby to być równie dobrze wyrok śmierci (na nim?), jak i wyniesienie ponad zwykłych śmiertelników. Treść listu pozostawała oczywista - wcześniejszy rozkaz wszczepiony w jego umysł, rozkaz wryty w myśli, jątrzący je i plączący dopóki nie zostanie spełniony, twardy rozkaz Czarnego Pana miał stać się rzeczywistością. Enigmatyczna notka nakazała mu zaistnieć. To było miłosierdzie, jedyna, choć trudna droga, aby ponownie stać się kimś godnym w oczach Lorda Voldemorta.
Dwa wyrazy, drżącym, starczym głosem wypowiedziane przez Bzika tuż przed śmiercią. Imię i nazwisko, wskazujące na kobietę, ponoć niebezpieczną, ponoć dziką... Była m u do czegoś potrzebna? Zdatna, by wycisnąć z niej wszystkie soki, utoczyć krew, wyrwać włosy i trzewia, zmienić w wartościowe ingrediencje? Nie wyobrażał sobie innej możliwości - niewiasta, egzystująca właściwie tylko jako mętne wspomnienie wydostane siłą ze stetryczałego i szalonego człowieka. Nie mógł polegać na słowach Bzika, na rzucanych w jakimś ostatecznym wyrazie pogardy dla śmierci bluzgach, ale zawierzał Czarnemu Panu. Wyraził życzenie, aby ją odnalazł. I Avery musiał to zrobić, jeśli chciał jeszcze poużywać życia. Utrata względów Lorda Voldemorta kosztowała go okropną cenę, o jakiej przypuszczalnie już nie zdoła zapomnieć. Ciągły brak zaś najdotkliwiej kłuł go mękami gorszymi od tych, jakie cierpiał Tantal.
Dysponując wyłącznie nazwiskiem, Samael był praktycznie bezradny. Nic, poza pozbawionym znaczenia zlepkiem sylab, układającym się w nieważne miano. Nigdy nie słyszał o tej kobiecie - czyżby była personą non grata, czy zaciekle strzegła swej prywatności, czy po prostu była nikim? Mgłą, widmem, przenikającym pośród liczących się w socjecie ludzi, niewidzialnym człowiekiem, przemykającym niezauważenie i zacierającym po sobie ślady? Ile miała lat? Czy w jej żyłach płynęła choć kropla szlacheckiej (wzdrygał się na samą myśl, iż mogłaby okazać się szlamą)? Czy zajmowała się czymś ważnym? Mieszała się w politykę, czarną magię? Zbyt wiele niedopowiedzeń, na które odpowiedzi postanowił poszukać - jakże banalnie - w bibliotece. Nie byle jakiej: Biblioteka Londyńska kryła w sobie wiele cennych woluminów, jakie zapaleni bibliofile chętniej widzieliby na swoich półkach, osadzone w szklanych kloszach, aniżeli tutaj - gdzie z łatwością każdy mógł je wziąć, obejrzeć, dotknąć, przeczytać. Wystarczyło dobrze się rozejrzeć, poszukać, czy po prostu spytać o radę doświadczonego pracownika. Przepisy na dyniowe ciasto i najgorsze klątwy, toczące ciało niepowstrzymaną zarazą. Każdy mógł znaleźć tu coś naprawdę interesującego. Skierował się od razu ku magicznym zbiorom, penetrując powoli regały zastawione ciężkimi tomami. Omijały działy, gdzie szukać zdawało mu się nie warto - i od razu podążył do działu z biografiami. Sylvia Harrington. Przeczesywał oczami grzbiety książek, licząc, że być może dostrzeże to nazwisko. Figurujące jako autor, bądź też główna bohaterka?

|zt






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   28.12.16 13:52

The member 'Samael Avery' has done the following action : rzut kością


'k100' : 79


Powrót do góry Go down
Artis Finnleigh
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 http://www.morsmordre.net/t3359-balou http://www.morsmordre.net/t3360-yer-oot-yer-face-macmillan#57065 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Auror
25
Zdrajca
Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
15
8
0
0
2
0
0
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   07.01.17 15:00

23 marca
Gmach Biblioteki Londyńskiej zawsze robił na niej wrażenie, niezależnie od tego ile razy już go widziała. W jakiś sposób lubiła to miejsce, wydawało się, jakby nic złego nie mogło się tam wydarzyć. Było to nawet poparte statystykami. Praktycznie nigdy nie dokonywano tam morderstw, pobić, czy tortur. Najwyraźniej nawet źli ludzie mieli szacunek dla wiedzy.
Mimo, że Artis w czasach szkolnych nie była typem pilnej uczennicy, z wiekiem zaczęła doceniać informacje znajdowane w książkach. Na pewno pomagały jej przetrwać ostatnie miesiące. Zdołała dzięki nim znaleźć sposób na mdłości, dowiedziała się też, jak będą wyglądać kolejne tygodnie ciąży. Nie czuła się już tak zagubiona i samotna, gdy ktoś dawał jej rady za pośrednictwem druku.
Tym razem nie przyszła do biblioteki w swojej sprawie, a po to, by pomóc Zakonowi. Czuła się okropnie nie mogąc brać udziału w misjach, choć oczywiście poinformowała o powodzie unikania zagrożeń. Chociaż w ten sposób, siedząc po uszy w starych woluminach, mogła poczuć się przydatna. Spacer wzdłuż półek, gdzie najpierw szukała odpowiedniego działu, później konkretnych tomów odpowiadających jej tematami, zajął jej troszkę więcej czasu niż się spodziewała, ale na szczęście rozsądnie zaczęła poszukiwania wczesnym rankiem. Korzystając z tego, że znajdowała się w czysto magicznej części biblioteki, gdzie mugole nie mieli wstępu, przelewitowała górę książek na stolik. Usiadła wygodnie i zaczęła zbierać przydatne informacje.
Pergaminy zalane powodzią słów, zawierały przydatne zaklęcia i eliksiry, ale na pewno też wiele niekoniecznie ważnych elementów. Artis starała się zapisywać po prostu wszystko, co wiązało się z tematem. Kamuflaż, ukrywanie, transmutacja tekstu. Znalazła nawet księgę w dużej mierze poświęconą demimozom, których sierść wykorzystuje się do produkcji peleryn niewidzialności. Zainteresowała ją też biografia pewnego czarodzieja, który ponoć tworzył ukryte mapy prowadzące do artefaktów. Brzmiało to niestety bardziej jak mit niż rzetelny dokument. Nim się obejrzała, zapełniła już ponad pół notatnika, który przyniosła ze sobą. Jej zgrabne, drobne pismo układało się w idealne rządki, gdzieniegdzie zaburzone podkreśleniem czy pogrubieniem danego słowa. Palce czarownicy ubrudzone były lekko atramentem, choć poza tym drobnym elementem nic nie zdradzało wysiłku włożonego w gromadzenie tej wiedzy.
Postanowiła chwilkę odpocząć, czując pieczenie pod powiekami i drgające pod skórą mięśnie zmęczonych dłoni. Wciąż zostało jej kilka tomów. Rozejrzawszy się po przytulnym pomieszczeniu, wzięciu kilku głębokich oddechów i potarciu zbolałego karku, wróciła do pracy. Sprawa była ważniejsza niż jej zmęczenie.
Zakończywszy badania, uporządkowała swoje miejsce pracy, odesłała książki na ich miejsca i skrupulatnie zebrała wykonane notatki. Miała nadzieję, że to wystarczy, że coś okaże się przydatne. Szczerze mówiąc nie była pewna, czy w tym dziale została choć jedna księga traktująca na ten temat, nie przejrzana przez nią. Niepewna, czy może być dumna z wykonanej pracy, puściła bibliotekę pełna mieszanych uczuć.
zt.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   07.01.17 15:00

The member 'Artis Finnleigh' has done the following action : rzut kością


'k100' : 28


Powrót do góry Go down
 

Magiczne zbiory

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Magiczne choroby i urazy
» Magiczne używki
» Magiczne zawody - rozwój, spis
» Znane postacie magiczne
» Magiczne Dowcipy Weasleyów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: Royal Borough of Kensington and Chelsea :: Biblioteka Londyńska-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18